Przerażony starał się jakkolwiek ocucić Wilcze Serce, co rusz zmieniał mu nasączony wodą mech, gdy tylko zorientował się, że wujek jest zdecydowanie za bardzo rozpalony. Chciało mu się płakać z bezsilności. Nie wiedział wszystkiego o ziołach a o chorobach tym bardziej. Wiedział tylko, że wujek ma gorączkę i do tego omamy. Potrzebował więc pomocy. Cętka była zbyt zmartwiona stanem ukochanego, by jakkolwiek trzeźwo myśleć i pomóc rudzielcu w dobraniu odpowiednich ziół, w końcu co dwie głowy, to nie jedna.
Kiedy Wilcze Serce zaczął się rzucać, rudzielec spanikował jeszcze bardziej i dopiero kojące słowa Miedzianej Iskry skutecznie go uspokoiły. Tak, da sobie radę. Potrafi! Tylko... musi w siebie uwierzyć.
Przygotował papkę z mięty, kładąc ją wprost na czoło kocura, po czym ułożył na niej przemoczony do granic możliwości mech, licząc, ze ten sposób jakkolwiek zadziała. W końcu... mięta działała niebywale chodząco, dlaczego więc ten sposób jej użycia miałby okazać się błędny?
— Wujku! Słyszysz mnie? — miauknął, widząc jak powieki czarnego kocura poruszają się niespokojnie. Odetchnął z ulgą, gdy ten nareszcie otworzył oczy. Nareszcie...
— T-Tak. Słyszę — wyszeptał, zaś Leszczynek mógłby przysiąc, że po jego policzku spłynęła łza. Puścił jednak to spostrzeżenie w niepamięć, dotykając nosem czoła wujka — J-jest d-dobrze — kaszlnął, rozciągając całe ciało, przez co ani trochę nie przypominał zwiniętej kulki futra, którą był jeszcze kilka sekund temu.
— J-już j-jest d-dobr-re, w-wujku — wyszeptał, przytulając się doń policzkiem — mam dla ciebie t-tr-r-oszkę z-ziół — miauknął, po czym przysunął liść, na którym znajdowało się kilka nasion maku oraz odrobina czyśćca. Czarnuch pokiwał łbem, nieporadnie i mozolnie połykając kolejną dawkę leków.
— Dziękuję, Leszczynku — stęknął, kładąc łeb na łapach. Pręgus poprawił mech na jego głowie, po czym przydusił go delikatnie, sprawiając, że kilkanaście kropel wody spłynęło po pysku zastępcy.
— J-jeszcz-zcze t-to. Musisz to wdychać, a-aż c-ci nie p-powiem, z-zgoda? — poprosił, podstawiając pod jego pysk lawendę, którą udało mu się podprowadzić z legowiska medyków. Spojrzał na przyjaciela ojca wyczekująco, błagalny wzrokiem.
< Wilcze Serce? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz