BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błoto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błoto. Pokaż wszystkie posty

25 lipca 2026

Od Błota CD. Gąbczastej Perły

Kocur zakrył głowę łapami, czując, jakby miała zaraz eksplodować. Tak, mógł po prostu poprosić medyków o pomoc, jednak… Gąbczasta Perła chyba i tak już ma go dość. Patrzy na niego z taką… Pogardą.
— Tato, jesteś pewien, że nie chcesz jednak jakichś ziół od medyków? — Stroczkowa Nadzieja patrzył na kocura ze zmartwieniem w oczach. Syn naprawdę się nim przejmował… Czekoladowy wezbrał się na uśmiech, mając nadzieję, że przekupi tym syna.
— Tak, spokojnie. Przejdzie mi… — powiedział, jednak młodszy spojrzał na niego z uniesioną brwią.
— Tak? Bo mówisz to od dwóch zachodów słońca. — Spojrzał na niego, czując, że nie da za wygraną. Westchnął, odwracając się do kotki stojącej teraz na straży. Niezapominajkowa Nadzieja…
— Niezapominajkowa Nadziejo..? — podszedł do niej, schylając głowę lekko. Ta odwróciła się lekko podirytowana.
— Czy ja ci już nie mówiłam, że nie mam zamiaru z tobą rozmawiać? — odsyczała, po czym strzepnęła gniewnie ogonem. No tak, kotka kojarzy go z Klanu Wilka i ewidentnie nie chce, aby ktokolwiek się dowiedział o jej pochodzeniu. Jednak ona sama nie wydawała tego, że to on jest jednym z uciekinierów, więc w teorii było to wzajemnym zrozumieniem… Chyba.
— Potrzebuję medyka… Głowa strasznie mnie boli.
— Znowu? Co ty masz do tych medyków, cały czas coś ci się dzieje. Ostatnio to nawet jakimś cudem złapałeś tu drzazgę. — powiedziała zdziwiona. Kocur speszył się lekko. Może i faktycznie starał się dostać nadprogramową pomoc od medyczki… Znaczy medyków.
— Po prostu… Zaprowadzisz mnie..? — zapytał niepewnie. Dymna chwilę patrzyła na niego, jednak westchnęła, poddając się. Skinęła w stronę obozu, prowadząc go. Gdy dotarli, usiadła przed legowiskiem medyka, czekając na niego. Ten wszedł niepewnie, rozglądając się. No proszę, jego szczęście, Gąbczasta Perła sama jedna siedziała w legowisku sortując zioła. Wyglądała przy tym… Pięknie…
— Mogę ci w czymś pomóc? — powiedziała chłodno, gdy już go zauważyła. Kocur usiadł, odchrząkując.
— Głowa mnie boli… Masz coś może na to? — zapytał niepewnie. Kotka zerknęła w zioła które chwilę temu sortowała i na liść nałożyła kilka nasionek maku. Podała mu je bez słowa.
— Mak, często zbierałem go ze Stroczkową Nadzieją… — powiedział ze słabym uśmiechem, po czym zlizał z liścia lek.
— Chcesz we mnie wywołać jakiś dziwny żal? — powiedziała kotka, nastroszając lekko futro. Jednak po chwili wygładziło się ono, a na jej pyszczku zagościło zastanowienie. — Poza tym… Nie wiedziałam, że interesuje się zielarstwem….
— Tak, bardzo. Chciał zostać medykiem w Świetlikach. — jego ton ściszył się lekko. Spojrzał na medyczkę wyczekująco.

Wyleczeni: Błoto
<Gąbczasta Perło?>

16 kwietnia 2026

Od Szczawiowego Serca

Śmierć Jarzębinowego Żaru przygniotła go całkowicie. Przez całe obrzędy jej pogrzebania nie potrafił się skupić. Jego wzrok był pusty, nie chciał się rozkleić przed resztą. Potrafił jedynie patrzeć na ciało, które dawno zrobiło się zimne. Cały czas w głowie miał tylko jedno pytanie… Gdzie podział się Klan Gwiazdy, który przecież miał ich tu przyprowadzić...? Odnosząc ciało, czuł, jakby jego własne robiło się zimne z każdą następną sekundą. Słyszał, jak jego krew jest tłoczona przez jego uszy, jej szum tylko jeszcze bardziej przygniatał wojownika. Gdy zakopali kotkę, usiadł nad jej grobem, patrząc tępo. Kosaćcowa Grzywa w końcu zdecydował się odezwać.— To była moja siostra… Może nie dogadywaliśmy się zbytnio wcześniej, ale… Nie wiem, nie spodziewałem się, że wydarzy się coś… Takiego. W dodatku tak nagle. — zaczął cicho kocur, również patrząc na mokrą ziemię, od której odeszli już dawno ich pobratymcy.
— Była dla mnie jak matka. — odpowiedział cicho Szczawiowe Serce — Klan Gwiazdy odebrał mi ją…
Kosaćcowa Grzywa spiął się i po chwili spojrzał w niebo.
— Przykro mi, Szczawiowe Serce…
— Możesz mnie na chwilę zostawić samego...? — zapytał czekoladowy, na co srebrny po chwili skinął. Podniósł się, spoglądając tylko chwilę na grób, po czym ruszył w stronę obozu Świetlików. Szczawiowe Serce położył się, kładąc nos na mokrej, zimnej ziemi, która przykrywała ciało kotki.
— Najpierw odebrano mi Gąbczastą Łapę i córkę, a teraz Jarzębinowy Żar… Czy… Ja jestem przeklęty...? — spojrzał w niebo, spoglądając na ledwo świecące gwiazdy. — Klanie Gwiazdy, proszę… Pozwól mi znaleźć jeszcze iskierkę szczęścia, oprócz ostatniej, którą mam...

20 lutego 2026

Od Szczawiowego Serca CD. Mglistego Snu

Kocur z rana zdecydował, że od razu zabierze się do roboty. Zauważył, jak Mglisty Sen rozdziela patrole, więc dołączył do jego boku. Kocur spojrzał na niego kątem oka, skinając mu głową, na co czekoladowy odpowiedział tym samym gestem. Gdy już rozdzielił wojowników, odwrócił się do niego całkiem.— Chcesz się wybrać ze mną poza obóz? Powinniśmy pozbierać trochę materiałów na legowiska… — powiedział czarny.
— Jak najbardziej, prowadź. — odpowiedział mu czekoladowy. Wyszli z obozu, zostawiając za sobą garstkę tych, którzy zostali go pilnować. Skierowali się w stronę rzeki, przy której mieli szansę znaleźć więcej mchu, przez wilgoć, która się tam utworzyła. Gdy dotarli, Szczawiowe Serce rozejrzał się po kamieniach, szukając takich, które pokryte byłyby zielonymi poduszkami. Ściągał je, używając pazurów i kłów uważając, aby nie postrzępić ich. Odkładał swoje kawałki na jedną stertę, aby ułatwić przeniesienie ich potem do obozu. Mglisty Sen sam zebrał pokaźną sumę, czekając teraz na Szczawiowe Serce. Widocznie kocurowi nie odpowiadała cisza, gdyż zdecydował się przemówić.
— Myślisz, że mamy zgraną grupę? — zapytał kocura.
— To znaczy? — zdziwiony spojrzał na czarnego.
— Czasami mam takie… Przeczucie… Że może nie każdy z nas ma dobre zamiary. Ufam każdemu, ale nie można ufać bezgranicznie.
— To prawda… Cóż, mam jednak nadzieję, że nic się nie stanie… — przyznał, zajmując się nadal mchem. Drugi tylko skinął, po chwili mówiąc, że powinni już wracać do obozu. Zanieśli mech, zostawiając go przed legowiskami, a Szczawiowe Serce rozejrzał się po obozie. Co, jeśli faktycznie coś się wydarzy..?

teraźniejszość

Patrzył przerażony na organy porozrzucane po obozie. Zapach krwi unosił się wszędzie, a reszta jego pobratymców patrzyła na scenę z równym szokiem, co on. Nie potrafił na to patrzeć. Wybiegł z obozu, czując, jak żółć idzie mu do gardła. Zwymiotował do pierwszego lepszego krzaku, jaki znalazł. Pluł, powstrzymując łzy. Jak to się mogło stać… Jak ktoś mógł być tak okrutny. Dlaczego… Trząsł się, próbując opanować swój oddech, który drastycznie przyspieszał. Czuł się tak, jak tamtej nocy samemu w obozie, jak wtedy, gdy ojciec zostawił go samego przed patrolem Klanu Wilka… Musiał się uspokoić, po prostu musiał, bo inaczej… Zrobiłby to znowu… Przypomniał sobie Gąbczastą Łapę. Jego ukochaną partnerkę. Przypomniał sobie, jak znaleźli swoje kociaki. Spojrzał w stronę obozu. Przypomniał sobie swojego syna. Musiał być silny. Dla niego. Dla reszty… Przecież da sobie radę… Czuł, jak łapy robią się ciężkie, a gardło związuje się w supeł, na samą myśl o stanie obozu. W końcu westchnął, uspokajając się na myśl o swojej rodzinie. Szczawiowe Serce wrócił do obozu, omijając krew, patrząc przed siebie. Nie chciał pokazać innym, że tak bardzo go to przejęło. Mglisty Sen i Jarzębinowy Żar już prowadzili analizę tego, co mogło się stać w obozie. Szczawiowe Serce jednak wiedział jedno, nikomu nie będzie już można zaufać… A przynajmniej on nie zaufa…

<Mglisty Śnie?>

Od Szczawiowego Serca

Mglisty Sen z samego rana zabrał go ze sobą, nie dając zbyt wiele podpowiedzi na temat tego, gdzie idą. Może nie chciał, aby reszta grupy się dowiedziała? Powiedział im jedynie, że muszą coś załatwić… Gdy dotarli na miejsce, wyszli z krzaków, a przed sobą zobaczył nieznajomego mu kota. Spojrzał na Mglisty Sen zdziwiony. Ten zdecydował się przemówić jako pierwszy.
— Witaj, Czereśniowy Pocałunku. To jest Szczawiowe Serce — odparł szybko, po czym zwrócił się do towarzysza. — Szczawiowe Serce, to Czereśniowy Pocałunek. Mieszka na tych terenach i zgodziła się nauczyć jednego z naszych kotów łowić ryby. Postawiłem na ciebie, bo grupa cię lubi i jesteś odpowiedni, by później przekazać tę wiedzę innym — wyjaśnił kocur, po czym zerknął na Czereśnię, która wciąż nie przestawała im się przyglądać.
— Witajcie — mruknęła krótko. Spojrzał zdziwiony na Mglisty Sen. Grupa mu ufała..? Chyba na pierwszy rzut oka by tego nigdy nie stwierdził… Spojrzał na Czereśniowy Pocałunek. Kiedyś już uczył się łowienia ryb, Gąbczasta Łapa go uczyła… Na wspomnienie o kotce zdał sobie sprawę z tego, że terytorium Klanu Nocy było niedaleko. Czy zobaczą się jeszcze..?
— Dzień dobry.
Mglisty Sen przez chwilę patrzył na nich oboje, po czym się odwrócił.
— A więc zostawiam was samych — odparł, kłusując do przodu i co jakiś czas spoglądając przez ramię. 
Czereśniowy Pocałunek patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, a dopiero potem zerknęła na byłego wilczaka. Przez moment panowała między nimi cisza, aż w końcu mruknęła:
— Lubisz wodę? Bez jej polubienia nie zaczniemy nauki — dodała, podchodząc do sprawy jak do ucznia. Następnie, nie czekając na jego odpowiedź, ruszyła w stronę rzeki. Spojrzał na kotkę, która już wstawała. Zerwał się z miejsca, aby za nią podążyć.
— Tak! Tak… Nawet próbowałem łowić ryby. Może i niewiele z tego pamiętam, ani niewiele się nauczyłem, ale mniej więcej rozumiem, o co chodzi…
— Próbowałeś łowić ryby? To dość dziwne hobby jak na wilczaka, jednak tylko nam to pomoże — mruknęła, idąc dalej przed siebie. Minęła już miejsce, w którym osiedliła się grupa kotów, i podeszła do rzeki.
— A więc ile pamiętasz? Uczył cię ktoś czy jesteś samoukiem?
No tak, kotka zapewne nie wiedziała o jego romansie. Uśmiechnął się głupkowato, zdając sobie z tego sprawę.
— Coś niecoś potrafię, a nawet pamiętam. Uczyła mnie moja… — W sumie to kim była dla niego Gąbka? Tak dawno się nie widzieli… — Moja… partnerka.
— Twoja partnerka jest tutaj z wami? Bo jeśli tak, to ona również mogłaby z nami poćwiczyć – mruknęła, stając na brzegu i obserwując tereny Klanu Burzy. Spochmurniał lekko i spojrzał na bok
— Niestety… Nie. Nie ma jej tu. — odpowiedział cicho. Kotka patrzyła na niego przez chwilę.
— Rozumiem — mruknęła, po czym zeszła niżej, ku rzece. — A więc pamiętasz cokolwiek?
— Tak, mniej więcej. Choć odświeżenie pamięci zawsze może być przydatne.
Wydała z siebie coś na kształt mruknięcia, po czym spojrzała w taflę wody.
— A więc musisz ustawić się nad wodą tak, aby twój cień nie padał na jej powierzchnię. Gdy ryba podpłynie wystarczająco blisko, albo wyrzucasz ją łapą z wody i zagryzasz na lądzie, bądź wkładasz pysk do wody i chwytasz ją w zęby. To polowanie wymaga cierpliwości, szybkości i precyzji. Podejdź i spróbuj. Po uderzaj w taflę, żeby się z tym oswoić — odparła, siadając lekko na mokrej ziemi. Skinął, podchodząc do tafli wody i kucając przy niej. Zdecydował się sprawdzić, jak zachowa się woda, gdy w nią uderzy. Poczuł opór, co mogło być przydatną informacją na później.
— Dobrze, rozumiem.
Kotka zmarszczyła ledwo dostrzegalnie brwi.
— Zrób to z większym przekonaniem i z większą siłą — mruknęła.
Spojrzał na kotkę, po czym znów na wodę. Powoli wyciągnął łapę wyżej, pamiętając, że ryby mogą się wystraszyć gwałtowniejszych ruchów, po czym szybko zatopił ją w wodzie.
— Dobrze, teraz możemy spróbować złapać rybę — odparła i przykucnęła przy tafli wody tak, by nie rzucać na nią zbyt dużego cienia. — Trzeba wyczekać moment.
Skinął, patrząc na taflę. Czas mijał, jednak żadna ryba jeszcze nie podpłynęła. Dopiero po jakimś czasie zauważył jedną, powoli zbliżającą się do niego. Wyciągnął trochę wyżej łapę, przypominając sobie nie tylko wskazówki Czereśni, ale i Gąbczastej Łapy. W końcu gdy zbliżyła się wystarczająco, zamachnął się, trafiając ją pazurem, ale nie będąc w stanie jej wyrzucić na brzeg. Niestety nie trafił, jednak był blisko. Westchnął, lekko zły na siebie. Kotka obserwowała go nieprzerwanie, ani na moment nie spuszczając z niego wzroku. Lekko drgnęła jej powieka, gdy w górę wystrzeliły krople wody, rozbijając się o spokojną taflę rzeki. Krótki plusk odbił się echem w ciszy, która znów niemal natychmiast zapadła.
— Jeszcze raz — mruknęła.
Po chwili dodała już spokojniej, z wyczuwalną nutą skupienia w głosie:
— Musisz zrobić to pewniej, zgrabniej i z większą siłą. To trudne, bo trzeba uderzyć tak, by jak najmniej wzburzyć taflę, a jednocześnie na tyle mocno, żeby wyrzucić rybę na brzeg — wyjaśniła, nie odrywając od niego uważnego spojrzenia. Skinął głową, po czym spojrzał znów na wodę.
— Dobrze, spróbuję jeszcze raz…
Przez dłuższą chwilę czekał, aż jakaś ryba pojawi się w zasięgu jego wzroku. W końcu jakaś podpłynęła niedaleko kocura, a ten jedynie czekał na dobry moment. Gdy nadarzyła się okazja zatopił łapę w wodzie, po czym wyrzucił z niej rybę. Może nie było to idealne, ale tak czy siak poradził sobie całkiem sprawnie. Kotka uniosła lekko brwi, gdy dostrzegła rybę w zasięgu wzroku. A kiedy kocur wyrzucił ją na ląd, przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nią w milczeniu, jakby nie do końca wierzyła, że to się naprawdę udało. Dopiero po chwili przytrzymała zdobycz łapami, czując pod nimi śliskie, nerwowe ruchy.
— Najlepiej jest ją zagryźć, bo może znowu wskoczyć do wody — mruknęła.
— Zapamiętam! — odpowiedział kotce, patrząc jak teraz pozbawia rybę życia. Spojrzał znów na taflę wody, czekając na kolejną ofiarę. Im dłużej będą ćwiczyć, tym lepiej, prawda? Schylił się nad rzeką, obserwując, wyczekując… W końcu pojawiła się kolejna ryba, którą w idealnym momencie wyrzucił łapą na brzeg, po czym złapał pazurami. Była obślizgła, próbowała się wyrwać, jednak zdążył zagryźć ją. Kotka zerknęła kątem oka na kocura i delikatnie się uśmiechnęła.
— Doskonale, myślę, że na dziś to wystarczy. Zabierz ryby do swojej grupy. Możemy spotkać się jeszcze jutro — mruknęła, przesuwając ryby w jego kierunku.
— Dobrze, Czerereśnio. No i… Dziękuję ci. Mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las. Będę się starał jak mogę. — po tych słowach w pysk wziął ryby które złapał, łapiąc je za ogon, ruszając do obozu swojej grupy. Gdy dotarł, jego syn zafascynowany podbiegł do niego, patrząc na ryby.
— Na Klan Gwiazdy, złowiłeś ryby? Nigdy w życiu ich nie próbowałem… — Szczawiowe Serce odłożył ryby na ziemię, aby mu odpowiedzieć.
— Twoja matka i siostra zjadają je każdego dnia na śniadanie. Mamy mało zwierzyny, wszystko się przyda. Możemy wieczorem spróbować jednej razem, jeśli chcesz.
— Pewnie, że tak! Ale teraz muszę iść nazbierać ziół. Muszę znaleźć Rysi Trop, obiecała, że mi pomoże…
— To może ja z tobą pójdę? — zapytał, podnosząc lekko ogon do góry. Ostatnio nie miał okazji na spędzenie z synem czasu razem.
— Pewnie, czemu nie! Tak czy siak nie widzę nigdzie Rysiego Tropu… — na jego słowa czekoladowy skinął w stronę wyjścia z obozu, więc wyruszyli. Kocury wybrały się w stronę rzeki, gdzie mogli znaleźć więcej ziół.
— Czego mam szukać? — zapytał młodszego.
— Olcha Czarna, możemy jeszcze poszukać Mięty Wodnej.
— A tak po wojowniczemu..?
— Fioletowe kwiatki i czarna kora. — odpowiedział mu ze śmiechem syn. Czekoladowy skinął i spacerował dalej przy brzegu. W końcu wypatrzył kwiatki, o jakich mówił syn i podbiegł do nich.
— Czy to te? — zapytał młodszego, na co ten skinął i wykopał je. Szczawiowe Serce zabrał je w pysk, aby uczeń mógł skupić się na szukaniu. Gdy już znaleźli wszystko, wrócili z wypchanymi pyskami do obozu. Podążył za synem do legowiska medyków, gdzie odłożył zioła. — Chyba należy ci się ta ryba, co?
— Chętnie jej spróbuję, nie mogłem się doczekać! — podskoczył podekscytowany, na co starszy zaśmiał się. Może i był tak nieśmiały i strachliwy jak ojciec, ale czasami potrafił też pokazać swoją zabawną, szczęśliwą, beztroską stronę. Ruszyli w stronę sterty zwierzyny i wybrali z niej rybę, którą podzielili między sobą. Czekoladowy próbował ich już, jednak był ciekaw reakcji młodszego. Ten powąchał delikatnie posiłek, a po chwili wgryzł się w niego. Przeżuwał przez chwilę, jednak szybko można było zauważyć, że smakuje mu. Spojrzał na czekoladowego z uśmiechem.
— Nie dziwię się, że siostrze i mamie tak smakują. Są nawet niezłe! — kontynuował zjadanie ryby, a Szczawiowe Serce patrzył na niego rozczulony. Oh, Gąbczasta Łapo. Gdybyś mogła go teraz zobaczyć. Byłabyś dumna z tego, na kogo wyrasta.

21 października 2025

Od Szczawiowego Serca CD. Gąbczastej Łapy

Pytanie, które zadano mu i Gąbczastej Łapie, zbiło go z tropu. Spojrzał na kotkę, jednak wyglądało na to, że polegała ona całkowicie na nim. Kocimiętkowa Łapa patrzyła na nich coraz bardziej przenikliwie, a skóra pod futrem aż paliła czekoladowego. Poczuł, jak jego łapy delikatnie się trzęsą. Stres kocura nigdy nie zanikł, choć polepszył się z wiekiem. Czy wydaje mu się, czy świat zaczął nagle wirować? W pewnym momencie jednak Gąbczasta Łapa delikatnie złapała swoim ogonem jego własny. Ten gest w jakiś sposób… uspokoił kocura. Zerknął na nią kątem oka, posyłając jej delikatny uśmiech. Spojrzał znowu na uczennicę. Nie mógł ryzykować, nie chciał, aby mieli problemy. Miał nadzieję, że dymna go zrozumie.
— Wiesz, Kocimiętkowa Łapo… po prostu… przyjaźnimy się. Nawet na zgromadzeniach czasem zamieniliśmy parę słów, a teraz po prostu była okazja na dłuższe rozmowy.
Kocimiętkowa Łapa nie dała za wygraną. Zmrużyła oczy, patrząc pomiędzy ich barki.
— A jednak trzymacie się teraz za ogony. Wcale nie podejrzane, co? — uśmiechnęła się psotnie, na co Szczawiowemu Sercu zrobiło się głupio. Gąbczasta Łapa od razu puściła jego ogon.
— Tak ci się wydawało… Wiesz, musimy lecieć, ech… Miłego dnia...! — pociągnął za sobą delikatnie kotkę i wspólnie odeszli od Kocimiętkowej Łapy.

***

Szli lasem, podczas gdy szron skrzypiał pod ich łapami, a księżyc oświetlał ich futra. Oczy Gąbczastej Łapy w tym świetle były tak piękne… Ona cała zresztą była piękna. Ta falowana grzywa, ten uśmiech… Chciałby ją zatrzymać w Klanie Wilka na zawsze. Jednak nie mógł. Zresztą, czy on sam mógł tam zostać...? Klan Gwiazdy nie odzywał się do Jarzębinowego Żaru…
Znaleźli wygodne miejsce, w którym położyli się, aby popatrzeć na gwiazdy. Kotka lekko wtuliła się w jego bok, na co ten zamruczał z aprobatą. Miał nadzieję, że ogrzeje ją lekko.
— Gwiazdy są piękne. Nasi przodkowie naprawdę pięknie zdobią niebo, nieprawdaż? — zaczęła Gąbczasta Łapa.
— Tak… to prawda — spojrzał w bok. Chciałby więcej o nich wiedzieć… — Może opowiesz mi coś o Klanie Gwiazdy? Wiesz, nie miałem za bardzo okazji dowiedzieć się zbyt wiele… po prostu karmicielki mało zwracały na mnie uwagę.
— Oczywiście! Ja sama co jakiś czas odwiedzam sadzawkę, przy której dostaję wizje — wypaliła od razu.
— Czy jest możliwość, aby ich nie dostać...? Jako medyk? W sensie… z tego, co wiem, dostajecie je w trudnych sytuacjach nawet bez odwiedzenia sadzawki. Po prostu myślałem nad tym… — odpowiedział ostrożnie.
— Tak, w ciężkich chwilach dostajemy je, jednak Klan Gwiazdy nie jest odpowiedzią na wszystko. Zresztą, czasami sny sprzed kilkunastu księżyców spełniają się dopiero po czasie. Nie wszystko jest tak proste, jak się wydaje. Klan Gwiazdy tylko nas prowadzi. Nie działa za nas. — Na te słowa kocur lekko spochmurniał. Skinął tylko głową.
— Rozumiem…

***

Szczawiowe Serce był dość podekscytowany na poranny patrol, szczególnie że wyznaczono na niego też Gąbczastą Łapę. Wieczorem trochę się zasiedzieli, patrząc na gwiazdy. Opowiadała mu wiele o Klanie Gwiazdy, przez co jego myśli wracały do rozmowy z Jarzębinowym Żarem. Czy jest szansa na ocalenie Klanu Wilka przed kultem...? Czy naprawdę mogliby to zrobić? Poczuł, jak kotka ociera się o jego bok, przechodząc obok. Jej zapach wpadł do jego nozdrzy niemal od razu i od razu uspokoił kocura. Uśmiechnął się do niej czule.
— Gotowa na patrol? Z tego, co wiem, zaraz wyruszamy — zapytał kotkę czule. Przejechał językiem po jej uchu, na co ta zaśmiała się delikatnie.
— Tak, jak najbardziej! — Gąbczasta Łapa odwzajemniła gest przejechaniem swoim ogonem po jego barku. Kocur czuł się tak, jakby topił się w miłości kotki. Zauważył, że patrol zbiera się już przy wyjściu z obozu, więc skinął w ich stronę. Razem z dymną podeszli do reszty, a gdy wszyscy już byli gotowi, wyruszyli. Szczawiowe Serce zerkał co jakiś czas na kotkę. Tak wiele księżyców już tutaj spędziła. Czuł się tak, jakby czas im uciekał… a chciałby, żeby wiedziała, co do niej czuje. Patrol zdecydował się rozdzielić, aby przyspieszyć robotę. Kocur oczywiście wybrał dymną na współtowarzyszkę dalszego – jak dla nich – spaceru. Gdy znowu zaczęli iść pomiędzy drzewami, czuł, że chce jej w końcu to powiedzieć. Powiedzieć jej, że…
— Wiesz, jak leżeliśmy ostatnio na polanie, zaczęłam się zastanawiać… — zaczęła jakby ostrożnie. Wyglądała tak, jakby nie była pewna, czy chcę zadać to pytanie. Może też czuje to samo? Może teraz właśnie chce go zapytać o to, o czym myślał? Patrzył na nią z wyczekiwaniem, jakby jego życie miało się właśnie zmienić na lepsze, gdyż ona byłaby w nim. Kotka jednak zapytała o coś zupełnie innego… — Te blizny, które masz na łapach. Jest ich strasznie wiele. Wiesz, zastanawiałam się nawet przez chwilę, czy w Klanie Wilka nie każą wam przeciskać się przez ciernie na szkoleniach! — zaśmiała się lekko. Szczawiowe Serce natomiast automatycznie zamarł. Nie chciał, aby ukochana wiedziała o tym, co robił… Nie chciał, aby się martwiła. Jego samookaleczanie było częste za czasów szkolenia. Iskrząca Nadzieja kilkukrotnie chciała podjąć z nim rozmowę na ten temat, podobnie jak Jarzębinowy Żar…
Od razu odwrócił głowę. Czy chciał jej wyznać prawdę...? Kłamstwo też jednak nie miało sensu… Czuł się jak w pułapce. Żadna z odpowiedzi nie była dobra. Gdy już miał otworzyć pysk i odpowiedzieć, Gąbka postawiła uszy ku górze i odwróciła głowę. Czyżby ktoś ich podsłuchiwał?
— Coś się sta- — Kotka zakryła jego pyszczek, zanim zdążył dokończyć.
— Słyszysz to? Ten pisk? Czy to… — Po chwili sam usłyszał wspomniany przez nią dźwięk.
— Kocięta...? Co one by tu robiły? — zapytał zdziwiony. Kotka jednak już zaczęła przetrzepywać krzaki, zanim się nad tym w ogóle zastanowiła. — Jesteś pewna, że to nie pułapka...?
— To kocięta, na Klan Gwiazdy, trzeba im pomóc! Hej, maluchy? Gdzie jesteście! Odezwijcie się...! — w desperacji kotka skakała od krzaka do krzaka. Szczawiowe Serce w końcu ruszył, aby szukać ich razem z nią. Sam zaczął nawoływać małe, aż w końcu w jednym z krzaków usłyszał pisk. Podszedł bliżej, od razu odsłaniając gałązki. Wtedy ujrzał je. Dwa, małe kociaki. Patrzyły na niego trochę wystraszone. Wydawały się głodne, zmęczone… Kocur patrzył na nie przez dłuższą chwilę z rozszerzonymi oczami. Jego oddech drastycznie się zmienił. Przypomniał sobie, jak jego własny ojciec zostawił go samego, nie przejmując się tym, czy zostanie zabity. Położył uszy po sobie. Jeden kociak był rudy, miał podobną do niego łatkę na sobie. Był… jego kopią. Zobaczył w nim siebie sprzed wielu księżyców. Kotka zaś była szylkretką, jej wielkie oczka wpatrywały się w wojownika z nieufnością. Szczawiowe Serce otrząsnął się.
— Gąbczasta Łapo! Znalazłem je — odpowiedział, jego głos lekko się trząsł. Ciężko było mu się uspokoić, gdy wspomnienia zalewały jego myśli. Uczennica od razu podbiegła, lekko odsuwając kocura.
— Hej, hej… Już wszystko dobrze maluchy! — odwróciła się w stronę Szczawiowego Serca. — Co teraz?
— Weźmiemy je do obozu. Nie możemy ich tak zostawić… — od razu pomyślał znów o swoim ojcu. Teraz on sam może uratować dwoje kociąt od okrutnego życia samotniczego oraz skończenia w złych łapach. Podniósł delikatnie rudego kociaka, a Gąbczasta Łapa szylkretkę, która odskoczyła najpierw. Spojrzeli na siebie przez chwilę. Nigdy nie spodziewałby się, że z przyszłą medyczką Klanu Nocy będzie zmuszony do podjęcia decyzji, którą Jarzębinowy Żar musiała podjąć, znajdując jego samego. Zwrócili się w stronę obozu i zaczęli powoli iść. Nie mógł tego przyznać, jednak to zdarzenie mocno nim wstrząsnęło. Miał nadzieję, że będzie w stanie zająć się kociętami i dać im dobre życie. Jednak czy będzie im dane zostać akurat z nim?

<Gąbczasta Łapo? Chyba mamy dzieci...>

13 października 2025

Od Szczawiowego Serca CD. Gąbczastej Łapy

Uśmiechnął się do kotki na propozycję. Trening brzmiał faktycznie ciekawie! Szczególnie, że Gąbczasta Łapa przyszła do Klanu Wilka właśnie po to.
— Dobra, niech będzie. Ale nie będę ci pobłażał! — po tych słowach wyskoczył na kotkę, jednak ta zrobiła w odpowiednim momencie unik. Czekoladowy spojrzał na nią zdziwiony. Ta podbiegła w jego stronę, jednak Szczawiowe Serce szybko zauważył, że stoi blisko drzewa. Wskoczył na nie, łapiąc się najwyżej jak może, przez co kotka ledwo zahamowała, prawie wpadając w drzewo. Zeskoczył na nią, na co ta pisnęła, nie spodziewając się takiego ruchu. Potoczyli się przez trawę, aż w końcu skończyli na mniej zalesionym terenie. Wokół było pełno kwiatów, a słońce rozświetlało Gąbczastą Łapę tak pięknie… Szczawiowe Serce przełknął ślinę, patrząc, jak kotka śmieje się. Jej śmiech był taki uroczy… W końcu otworzyła oczy. Słońce pięknie odbijało się od nich, wyglądały tak ślicznie, miały w sobie takie ładne iskierki… Jakby włożono w nie najpiękniejsze gwiazdy. Były podobnego koloru co jego futerko. Kocur przysiągłby, że zarumienił się. Gąbczasta Łapa również na niego patrzyła. Ciekawe, o czym ona myślała teraz… Czy odwzajemniłaby jego uczucie..? Nie, przecież jest z innego klanu… Już miał się odsunąć, jednak ta złapała delikatnie za jego szyję swoją łapą. Przyciągnęła go bliżej, patrząc mu w oczy. Czuł, jakby cały jego świat był przed nim… W końcu kotka delikatnie polizała jego policzek. Wpatrywał się w nią, jakby analizując to, co się właśnie stało. Kotka speszyła się i odwróciła wzrok.
— Przepraszam, nie powinnam była, ja tylko… — zanim zdążyła się zacząć dalej tłumaczyć, kocur sam schylił się i przejechał językiem po jej głowie. Gdy już odsunął się, widział, jak ona sama patrzy na niego teraz jak wryta. Uśmiechnął się delikatnie. Chciałby zatrzymać ten moment na zawsze. Oddałby za to wszystko… Po chwili sam speszył się, wreszcie schodząc z dymnej, która od razu się podniosła.
— Cóż, to… — spojrzała na niego przez chwilę. — Chyba musimy częściej trenować walkę, co?
— Tak, chyba też podoba mi się taki pomysł… — odpowiedział speszony, jednak gdy znowu spojrzał w jej oczy, wiedział, że nie chciałby niczego innego bardziej, niż to. — To… Chciałabyś mnie nauczyć coś o tych ziołach?

<Kotko mego serca?>

Od Szczawiowego Serca Do Jarzębinowego Żaru


Szczawiowe Serce właśnie wrócił z polowania, czując, jak kręci się mu w głowie. Z każdym krokiem coraz bardziej chwiał się na boki, przez co czuł, jakby zaraz miał się po prostu wywalić. Nigdy wcześniej nie miał takiej sytuacji. Cóż, może i ostatnio trochę się przemęczał z patrolami, ale czy aż tak bardzo..? Odkąd jego siostra wróciła do obozu, jego pobratymcy patrzą na niego krzywo. Kiedyś przybłęda, zawsze przybłęda… Przez jej nielojalność, którą to jej przypisują, czekoladowy jest również oceniany. Boi się choćby chwilę spóźnić się na patrol łowiecki czy nawet pospać trochę dłużej. A przydałby się mu sen… Gąbczasta Łapa kilkukrotnie biła go po uszach za to, że ledwo chodzi i wygląda jak zwłoki. Chyba powinien z nią o tym porozmawiać…. Międzyczasie być może na jego problemy z utrzymaniem równowagi poradzi coś Jarzębinowy Żar. Była dla niego jak druga matka, zawsze miała dla niego chwilę na rozmowę. Wsparcie, jakie od niej otrzymywał, wiele od niego znaczyło. Spojrzał na niebo, na którym słońce powoli chowało się za drzewami. Czy nie jest już jednak za późno? Może wybierze się do niej jutro… Nie, powinien to zrobić teraz. W końcu nie chciałby wkurzyć Gąbczastej Łapy… Wszedł do legowiska medyków, rozglądając się na boki. Gdy w końcu dojrzał szylkretkę uśmiechnął się pod nosem i odchrząknął, aby go zauważyła. Ta od razu odwróciła się w jego stronę.— Szczawiowe Serce? Coś się stało? Jest trochę późno, wiesz? — kotka wyglądała na zmartwioną. Szczawiowa Serce spojrzał na bok.
— Tak, wiem, przepraszam… Po prostu trochę kręci się mi ostatnio w głowie, wiesz..? — odpowiedział nieśmiale. Medyczka spojrzała na niego przenikliwie. Podeszła do niego, powąchała go i zastanowił się chwilę.
— Ostatnio w ogóle się przemęczasz. Odpoczywasz czasem? Pijesz dużo wody? — Na jej drugie pytanie kocur spojrzał na nią nieśmiale. Kotka westchnęła. — Nie pijesz… Okej, w takim razie podam ci trochę wody i zioła na wzmocnienie.
Szylkretka odwróciła się, po czym podeszła do półki z ziołami. Szczawiowe Serce przez chwilę patrzył, jak pracuje, aż wpadł na pomysł.
— W sumie to… Może przeszlibyśmy się do rzeki? Napiję się, porozmawiamy chwilkę… Co ty na to? — zapytał z nadzieją. Kotka podsunęła mu zioła pod łapy i uśmiechnęła się, przewracając najpierw oczami.
— Niech ci będzie, ale najpierw zjedz zioła. — Odwróciła się w stronę Cisowego Tchnienia — Wyjdę ze Szczawiowym Sercem, żeby się napił. Wrócę za niedługo!
Po tych słowach wyszli razem z legowiska, gdy już przeżuł lekarstwo. Może i było trochę obrzydliwe, jednak wiedział, że ufa medyczce. Po chwili spaceru w ciszy dotarli do rzeki, przy której od razu przycupnął i zaczął pić. Kotka usiadła obok, obserwując go. Gdy już skończył, usiadł wygodnie i spojrzał w górę na niebo. Gwiazdy powoli zaczęły się pojawiać na niebie. Przez chwilę patrzył tak na nie, podczas gdy siedzieli w ciszy.
— Są piękne, nieprawdaż? — odezwała się szylkretka.
— Tak… Czy ty… Czy ty też kiedyś myślisz, co dzieję się po śmierci? Czy nasi przodkowie… Czuwają nad nami? Na tym niebie? W tych gwiazdach? Czy my też kiedyś nimi zostaniemy..? — spojrzał na lekko zdziwioną kotkę.
— Cóż, ja… Myślę, że tak. Że nasi przodkowie żyją tam. — przez chwilę zawahała się widocznie, wyglądając na zdziwioną, jednak zdecydowała się przemówić ostrożnie. — Czy ty wierzysz w Klan Gwiazdy?
— Tak, oczywiście, że tak. — odpowiedział, od razu zdeterminowany patrząc na nią, jednak po chwili trochę spochmurniał. — Ale reszta Klanu Wilka w nich nie wierzy… Prawda..? Na pewno o tym wiesz.
— Tak, niestety nie wierzą… — przyznała cicho kotka. Szczawiowe Serce znów uniósł wzrok w górę. — Skąd w ogóle wiesz o Klanie Gwiazdy?
— Od mojej mentorki, Iskrzącej Nadziei. Opowiedziała mi o tym miejscu bardzo wiele. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. Dowiedziałem się też o Mrocznej Puszczy od twojego brata. Nie mogę uwierzyć w to, że w Klanie Wilka mamy kult tego miejsca. To… Okropne. — chwilę zawahał się. — Czy ty też znasz kogoś, kto wierzy w Klan Gwiazdy?
— Tak, w sumie, to tak… Mglisty Sen i jego rodzeństwo wierzą w Klan Gwiazdy. Rozmawiałam z nim o tym wiele razy. Mój brat tak po prostu pytał cię o twoją wiarę? — zapytała lekko spięta.
— Tak, z tego, co wiem, nie byłem jedyny, którego wypytywał. Nie wiem niestety, kogo dokładnie pytał. — odpowiedział szczerze.
— Chwila, pytał o to inne koty?
— Tak. Z tego, co wiem, było ich trochę. — Szczawiowe Serce przejechał językiem po swoim barku. — Tylko niestety nie wiem, z kim rozmawiał…
— Rozumiem… — nastąpiła chwila ciszy. Szczawiowe Serce spojrzał na gwieździste niebo.
— Chciałbym, żeby wszystkie koty wierzące w Klan Gwiazdy były w stanie żyć bez obaw, że zostaną zabite za swoją wiarę. Gdyby tylko był na to jakiś sposób… Wiem, że to złe pytanie, no i że nie powinienem go zadawać, ale… Czy przodkowie rozmawiali z tobą ostatnio? — na jego pytanie pokręcił ona po dłuższym zastanowieniu się głową.
— Nie… Niestety nie otrzymałam żadnych znaków. Przykro mi, Szczawiowe Serce. Sama chciałabym móc z tym coś zrobić… Ale nie jestem w stanie. Też nie chcę patrzeć na cierpienie innych. Ja sama nie chcę tu dłużej cierpieć.
— A stare sny? Może kiedyś coś w nich widziałaś? — zapytał z blaskiem nadziei w oczach.
— Nie wiem, przykro mi. To było dość… Dawno temu. Nie każdy sen pamiętam dokładnie. — odpowiedziała, na co kocur skinął. Westchnął po chwili.
— Cóż… Spróbuj w nie może zajrzeć. Może jest tam klucz do naszej wolności. Nigdy nie wiadomo. — odpowiedział kotce. Spojrzał na księżyc, który wisiał już na niebie. — Chyba powinniśmy wracać…

<Jarzębinowy Żarze?>
Wyleczeni: Szczawiowe Serce

28 sierpnia 2025

Od Szczawiowego Serca Do Gąbczastej Łapy

Wracał z pełnym pyszczkiem z łowów. Do teraz zastanawiał się nad znaczeniem słów Kosaćcowej Grzywy, w sumie to nad całą ich konwersacją. Czuł się czasem tak, jakby ktoś go obserwował, każdy jego ruch, a szczególnie wiarę. Być może tak właśnie jest..? Wszedł do obozu i zauważył, jak jakaś kotka rozmawia z Nikłą Gwiazdą. Przy konwersacji znajdowała się też dwójka medyków oraz jeszcze jeden nieznajomy kot. O co mogło chodzić? Nie poznawał jej… Zawęszył delikatnie w powietrzu, dzięki czemu poczuł zapach… Klanu Nocy. Cóż, może i mieli razem sojusz, ale nie za bardzo spodziewał się, że jakaś kotka po prostu wejdzie im na terytorium, nie mógł tego ukrywać. Chwilka, może to medyczka? Podszedł bliżej, aby wsłuchać się w konwersację, na czym młodsza przyłapała go. Speszył się, po czym odszedł od nich zawstydzony. Kotka jednak po zakończeniu konwersacji i odejściu drugiej medyczki do obozu podeszła do niego.— Ładnie tak podsłuchiwać? — zaśmiała się, na co ten znów poczuł wstyd. Podkulił trochę ogon i spojrzał w bok.
— Nie chciałem, znaczy… Po prostu nie spodziewałem się tu kogoś z Klanu Nocy. Nie zrozum mnie źle! Nie mam nic przeciwko! To po prostu niecodzienny widok, chyba rozumiesz, o co mi chodzi… — Na jego słowa młodsza zaśmiała się. Miał teraz okazję przyjrzeć się jej bardziej. Miała dość ładnie ułożone dymne futerko, a jej oczy błyszczały łagodnie, a może i nawet psotnie?
— Tak, spokojnie, rozumiem. Nie musisz się tak tłumaczyć. Cóż, jestem tu, aby się trochę doszkolić jako wojownik.
— Doszkolić? U nas? — Spojrzał na nią pytająco. Trochę nie rozumiał… Czy u nich nie było kompetentnych do tego wojowników? Nie, to na pewno nie to… W sumie to Klan Wilka ma też inne metody walki, czy łowienia. W takim wypadku faktycznie doszkolenie się wydaje się być dobrym pomysłem.
— Tak, doszkolić. Będę już lecieć, nie ma co czasu marnować, do zobaczenia! — Kotka odeszła, a czekoladowy tylko zamrugał kilka razy, przez chwilę wpatrzony w nią.
— Och, tak, do zobaczenia…

***

Obserwowanie od czasu do czasu kotki weszło mu w nawyk. Czasami znajdowała się ona u medyków, gdy akurat potrzebowali pomocy, ale większość czasu spędzała na treningu. Większość kotów patrzyła na nią przychylnie. Przez słowa Kosaćcowej Grzywy zastanawiał się, czy to przez to, że nie chcą, aby dowiedziała się o ich wierze… Właśnie wychodził z legowiska, gdy uczennica zauważyła go z daleka. Ruszyła z uśmiechem w jego stronę, na co przełknął ślinę. Czemu się stresował? Choć u niego stres był normalny, to nie potrafił tego zrozumieć.
— Hej! Szczawiowe Serce, jak dobrze się orientuję? Może chciałbyś wyskoczyć na jakieś polowanie? — Wskazała łebkiem w stronę wyjścia z obozu. Kocur odwrócił wzrok i speszony polizał swój bark.
— No… Pewnie, czemu nie. Tak czy siak, nie mam nic do roboty. Mogę prowadzić, jeśli chcesz, w końcu pewnie jeszcze nie znasz dokładnie całego terytorium. — Trochę zdziwił siebie samego, że proponuje zostanie liderem ich wyprawy. Ta jednak chyba nie zwracała zbyt dużej uwagi na jego poddenerwowanie lub je ignorowała, gdyż tylko skinęła.
— Przyda się, chyba nie chcielibyśmy się zgubić! To choć, ruszamy. — Ruszyła w stronę wyjścia z obozu, a on podążył za nią. Wiatr lekko muskał jego futro, z resztą jej również. Spoglądał na nią jakiś czas, gdyż dotychczas szła na jego równi. Jej oczy pięknie odbijały słońce, wyglądały, jakby miała w nich miliony iskierek. Jakby na korze drewna wyryto najpiękniejsze wzroki. Potrząsnął głowę.
— To co… W którą stronę chcemy iść? — zapytał kotki.

[Dymna Piękności?]

15 sierpnia 2025

Od Szczawiowego Serca

Kocur właśnie wyszedł z legowiska wojowników. Dziękował Klanowi Gwiazdy, że miał ciepłe futerko, gdyż pogoda ostatnimi czasy ich nie rozpieszczała. Otrzepał się ze śniegu i podszedł do patrolu łowieckiego, do którego został wyznaczony. Kosaćcowa Grzywa uśmiechnął się w jego stronę.— Czyżbyś się z nami wybierał na polowanie? Czas najwyższy! — zaśmiał się, trącając czekoladowego w ramię. Szczawiowe Serce zaśmiał się niezręcznie w odpowiedzi.
— Im więcej łap tym lepiej, czyż nie… — stwierdził, po czym podążył za kotami, które zaczęły wychodzić. Zdecydowali się rozdzielić, więc skierował się głębiej w las. Polowanie było jedną z jego ulubionych czynności, no, może poza sprzątaniem w obozie. Uwielbiał wszystko organizować, układać… Dawało mu to jakiś spokój wewnętrzny. Zauważył mysz, która chodziła pod jednym z drzew. Przykucnął, zbliżając się do ofiary, a gdy był już wystarczająco blisko, wyskoczył, lądując prosto na myszy. Popatrzył na ofiarę, po czym spojrzał na niebo. Westchnął.
— Klanie Gwiazdy, dziękuję za tę ofiarę — spojrzał w dół — w tych czasach będzie potrzebna…
— Klan Gwiazdy? — Kocur prawie podskoczył, gdy z krzaka wyskoczył Kosaćcowa Grzywa. Momentalnie zdecydował się bronić.
— Co? Nie, ja, ja tylko… — Zaczął się plątać, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy. Ku jemu zdziwieniu jednak, kocur patrzył na niego z uśmiechem.
— Spokojnie, spokojnie. Przychodzę w pokoju. Również wierzę w Klan Gwiazdy… — ściszył głos, po czym się rozejrzał. Gdy już upewnił się, że nikogo nie ma, podszedł bliżej do kocura. — Wiesz, dość dobrze cię znam. Podejrzewałem, że nie jesteś w kulcie…
— Kulcie.?! — pisnął czekoladowy, na co Kosaciec zjeżył się i zakrył mu pyszczek łapą.
— Tak, może jeszcze to na mównicy powiedz! Słuchaj… Nikt nie może się dowiedzieć o tym, że wiesz. Nie możesz się przyznać nikomu. Ta rozmowa nie wychodzi nigdzie, rozumiesz? — na jego słowa Szczawik kiwnął głową. Srebrny puścił jego pyszczek i usiadł wygodnie i jak gdyby nigdy nic zaczął wylizywać futro na klatce piersiowej. Czekoladowy sam usiadł, a po chwili starszy kontynuował swoją wypowiedź. — A więc… W Klanie Wilka są koty, które wierzą w Mroczną Puszczę. To pewnie może i zdążyłeś zauważyć, jednak oprócz tego dla wybranych istnieje też kult. Kult, w którym mordują koty, składają ofiary i modlą się do Mrocznej Puszczy. Wokół niego rozchodzi się hierarchia naszego klanu.
— Brzmi okropnie… — Kocur się wzdrygnął. Kosaciec szeptał, aby nikt ich nie usłyszał. Szczawik nie chciał wiedzieć, co by się stało, gdyby ktoś się dowiedział o tym, że wiedzą.
— Bo jest okropne. Kult wyniszcza nasz klan. Chciałbym móc go powstrzymać… — Spojrzał na ziemię, przez chwilę rozmyślając. — Ale to nie takie łatwe.
— Rozumiem… — Szczawiowe Serce skinął.
— Cóż, wracajmy do reszty. Nie chcemy wyglądać podejrzanie. Tylko pamiętaj, nikomu ani słowa. — Na słowa starszego Szczawik skinął głową.
— Zrozumiano! — Po tych słowach podążył za srebrnym do reszty grupy łowieckiej. Wracając do obozu rozmyślał nad słowami starszego. Kult… W Klanie Wilka… Co, jeśli sam znał dobrze koty, które w nim są? Wzdrygnął się. Wolał o tym chyba nie myśleć…

22 lipca 2025

Od Szczawiowej Łapy (Szczawiowego Serca)

Kocur wiedział, że jego mianowanie bardzo się przedłuża. Jego siostra od dawna była wojowniczką, natomiast na niego Nikła Gwiazda patrzył krzywo. Dostawał coraz więcej zadań przydzielanych zazwyczaj młodszym uczniom, takich jak zbieranie mchu do posłań. Pewnego dnia Iskrząca Nadzieja podeszła do niego, widząc jego zachowanie. Nie był zadowolony z obrotu spraw. Pragnął w końcu zostać wojownikiem jak jego siostra… Mentorka otarła się lekko o jego futro i uśmiechnęła ciepło.
— Rozmawiałam z Nikłą Gwiazdą. Zezwolił na przeprowadzenie ci testu wojownika. — na te słowa kocur od razu spojrzał w jej stronę z nadzieją.
— Na prawdę? Na Klan Gwiazdy, czekałem tak długo! — wyskoczył do góry, a kotka zaśmiała się, widząc jego entuzjazm.
— Domyślam się! Wychodzimy jutro. Bądź gotów, wyśpij się. — po tych słowach kotka odeszła. Kocura nadal zastanawiało, czemu Nikła Gwiazda tak przedłużał jego mianowanie, jednak zdecydował się nie myśleć o tym zbyt wiele.

***

Wstał z rana, przeciągając się na posłaniu. Czekał na ten dzień od tak wielu księżyców! Z legowiska wyszedł już z rana, czekając niecierpliwie na Iskrzącą Nadzieję. Ta wyłoniła się z legowiska niedługo po nim. Uśmiechnął się do niej zadowolony.
— To co, ruszamy? — spytała kocura, na co ten machnął ogonem.
— Jeszcze pytasz? Oczywiście, że tak! — po tych słowach wyruszyli z obozu. Zaczęli dość skromnie. Za zadanie miał zapolować z drzewa, aby mentorka mogła sprawdzić jego umiejętności wspinaczki. Wdrapał się więc do góry, wypatrując ofiary. Długo czekać nie musiał. Na jego szczęście patrol łowiecki jeszcze nie wyszedł z obozu, więc zwierzyny było dużo. Przygotował się na skok, a gdy nadarzyła się okazja, zeskoczył na wiewiórkę, która akurat była pod drzewem. Spojrzał triumfalnie na swoją zdobycz, a potem na Iskrzącą Nadzieję. Ta skinęła z aprobatą.
— Bardzo dobrze. Teraz chodź za mną. — kocur zakopał swoją zdobycz i podążył za mentorką. Znaleźli się przed jednym z wejść do podziemnych tuneli. Kocur nie był ich fanem. Pamiętał, jak spanikował za pierwszym razem, gdy je odwiedził. Dreszcze przeszły przez niego momentalnie na samo wspomnienie. Mentorka wskazała ogonem na wejście, aby ruszył pierwszy, tak więc zrobił to, co kazała. Wcisnął się do środka i zaczął iść przed siebie. W pewnym momencie napotkał rozwidlenie. Zawęszył w powietrzu, sprawdzając, gdzie znajduje się terytorium Klanu Wilka. Zdecydował się końcowo na prawy tunel. Cóż, miał wiele szczęścia, gdyż wyszli idealnie na granicy. Jego następnym zadaniem było wytropienie Iskrzącej Nadziei, która jak się okazało, nie podążyła za nim. Zawęszył więc, patrząc dookoła siebie, gdy ta nagle zeskoczyła na niego z gałęzi. Kocur momentalnie obrócił się w jej stronę, jednak nie zdążył się obronić. Wyskoczyła na niego, a on starał się przyszpilony do ziemi strącić ją swoimi tylnymi łapami, jednak bezskutecznie. Wydostał się spod niej i wyskoczył na jej grzbiet, delikatnie wgryzając się w jej kark. W końcu poddała się, patrząc na niego dumnie.
— Dobrze ci idzie. Pamiętaj tylko, że jutrzejsza walka nie będzie taka łatwa. Walczysz przed wszystkimi. Nie mogę ci wiele pomóc. — po jej słowach kocur spojrzał na nią niepewnie. Czy da sobie radę? Nie, musiał. Nie było innej opcji. Skinął z determinacją.
— Nie zawiodę cię. — odpowiedział.

***

Następnego dnia był gotowy. Wiedział, że walka nie będzie łatwa. Wyszedł z legowiska, jednak lekko przytłoczy l go napotkany widok. Koty już czekały na zewnątrz, patrząc na niego jak sępy. Przełknął ślinę. Słyszał szepty, “nie poradzisz sobie”, ”jesteś beznadziejny”. Jego futro jeżyło się z każdą sekundą. Nagle upadł na ziemię przygnieciony czyimś ciałem. Iskrząca Nadzieja, jego mentorka stała nad nim. Wpatrywał się w nią przerażony.
— Myślisz, że sobie poradzisz? Mylisz się. Nikła Gwiazda widział, jak okropnym jesteś uczniem. Nie chciał cię mianować. — syknęła w jego stronę.
— Nie, to nie prawda! — Szczawiowa Łapa z desperacją w głosie próbował się bronić.
— Tak? Cóż, może gdybyś był silniejszy, Szczypiorkowa Łapa nadal byłby żywy.
— To nie moja wina, przysięgam! — łzy zebrały się w jego oczach.
— Twoja. To twoja wina. — słowa kotki rozniosły się echem, a inne koty zaczęły je powtarzać. Nie mógł z siebie wydobyć krzyku, gdy ta nagle zbliżyła się do jego szyi, aby zabić go.

***

Obudził się, dysząc ciężko. Spojrzał na wyjście z legowiska, gdzie stała Iskrząca Nadzieja.

— Wszystko w porządku? Zaraz wyruszamy. — kocur nadal próbował złapać oddech. Potrząsnął głową i spojrzał na starszą.
— T-tak, już idę. — odpowiedział i wstał z legowiska, jakby obolały. Podążył za nią, wychodząc z legowiska. W centrum obozu, w którym mieli zwalczyć, znajdował się już Nikła Gwiazda, oraz inne koty z Klanu Wilka. Spojrzał na mentorkę lekko zestresowany, a ta uśmiechnęła się do niego.
— Dasz sobie radę. — wyszeptała kompletne przeciwieństwo słów z jego koszmaru. Ustawiła się na drugim końcu, czekając na znak od lidera. Gdy w końcu go dał, ta wyskoczyła w stronę ucznia. Ten uniknął ataku, odskakując w bok. Zaczął krążyć wokół mentorki, aż zdecydował się na ruch. Skoczył na nią, przybijając ją do ziemi. Prawie złapał ją za kark, jednak ta efektywnie zrzuciła go z siebie. Dyszał ciężko, zmęczony walką. Iskrząca Nadzieja rzuciła się na niego, próbując trafić go łapami, jednak odskakiwał za każdym razem. W końcu wyskoczyła, lądując na nim, przez co skończył na ziemi. Patrzył na nią przez chwilę przerażony. Koszmar, który przeżył w nocy, momentalnie przypomniał się mu. Kotka widząc jego strach przestała tak mocno spinać mięśnie, mając nadzieję, że kocur w końcu zaatakuje. Tren w końcu kopnął w jej brzuch, odrzucając ją do tyłu, czego nie spodziewała się tak nagle, po czym wykonał końcowy ruch, rzucają się na nią i wgryzając w jej kark, gdy już leżała na ziemi. Spojrzał dookoła, wiedząc, że w końcu wygrał. Spojrzał z dumą na Nikłą Gwiazdę, jednak ten wydawał się być trochę… zawiedziony? Mina Szczawiowej Łapy zrzedła lekko. Czemu lider nie cieszył się, szczególnie gdy właśnie zyskał nowego wojownika? Starszy podszedł w jego stronę, z lekkim skrzywieniem na pysku, patrząc na ucznia. Spojrzał na niebo.
— Ja, Nikła Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. — przez chwilę patrzył na niebo, aż skierował znów wzrok na czekoladowego. — Szczawiowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam. — Szczawiowa Łapa zdecydował się nie reagować na dziwne zachowanie lidera.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Szczawiowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Szczawiowe Serce. Klan Wilka… docenia twoją słabość do pomocy innym oraz wita cię jako nowego wojownika. — po tych słowach Szczawiowe Serce popatrzył na lidera niepewnie. Starszy na tyle wyartykułował słowo “słabość”, że brzmiało ono jak obelga, w ogóle niezwiązana z dalszą częścią wypowiedzi. Lider przyłożył szybko nos do jego czoła, po czym odwrócił się, odchodząc. Szczawiowe Serce był lekko zmieszany, jednak szybko wrócił na ziemię. Jego siostra pogratulowała mu od razu.
— Gratulacje, no w końcu! Myślałam, że nie doczekam się wspólnego polowania jako wojownicy! — kocur zaśmiał się lekko na słowa Dyniowej Skórki. Jeśli miał być szczery, sam nie wierzył. Spojrzał do góry na Nikłą Gwiazdę, który posłał mu zimne, pełne nienawiści spojrzenie, przez co futro czekoladowego stanęło dęba. Dlaczego lider reagował na niego w ten sposób..?

17 lipca 2025

Od Szczawiowej Łapy CD. Iskrzącej Nadziei

Kocur lekko odsunął się od starszej. Nie chciał mówić o tym, co jest z nim nie tak. Miewał się dobrze! Przynajmniej tak się mu zdawało… Nie chciał, aby zwracała uwagę na jego nowe rany i zadrapania.
— Nic mi nie jest, serio. Chyba przy porannym patrolu musiałem się zadrapać na jakimś krzaku. To gdzie zapolujemy? — spytał, jak gdyby nic się naprawdę nie działo. On sam nie przejmował się swoim bólem. Sam go sobie załatwił, więc to nie wina Iskrzącej Nadziei. Nie powinna się przejmować.
— No… dobrze. Ale pamiętaj, że jeśli coś się stanie, zawsze możesz ze mną porozmawiać. — widać było, że nadal chce ciągnąć dyskusję, ale chyba nie chciała wystraszyć młodszego. Dla Szczawiowej Łapy było to na łapę. Ruszył przed siebie, aby w końcu zapolować. Zatrzymał się przy jednym z drzew i wskoczył na nie, aby polować z góry. Iskrząca Nadzieja westchnęła i podążyła za nim. Kocur z góry wypatrywał zdobyczy, na którą mógłby zeskoczyć. W końcu zobaczył, mała mysz podgryzała ziarenko pod drzewem, na którym akurat był, przykucnął na krawędzi jego gałęzi. Gdy nadarzyła się okazja, zeskoczył i przyszpilił ją ziemi. Ta natomiast zaczęła się wierzgać, gdyż nie zabił jej jednym ciosem. Patrzył na nią jak zahipnotyzowany. W taki sam sposób życie można by odebrać je mu. Bezlitośnie, tak po prostu. Podniósł lekko łapę do góry, patrząc w oczy zdobyczy. Ten strach… Wcale się mu nie podobał. Wcale nie chciał zabijać, nie leżało to w jego naturze. Zanim zdążył zadecydować, jego uścisk na zdobyczy poluźnił się, a ta uciekła. Kocur prychnął zdenerwowany i ruszył za nią. Biegł, nawet nie zauważając, że jego mentorka próbuje go zatrzymać. W pewnym momencie potknął się o wystający korzeń i przeturlał, zatrzymując się na drzewie. Mentorka od razu podbiegła do niego zmartwiona.
— Wszystko w porządku Szczawiowa Łapo?! — spytała widocznie spanikowana. Kocur ze stęknięciem podniósł się z ziemi i otrzepał. Spojrzał na mentorkę przez chwilę.
— Tak. Nic mi nie jest. Proszę, przestań się tak przejmować… — Nie powiedział tego już nawet zły. Na pewno nie na nią. Zły był na siebie, za to, że czuł się jak pomyłka. Co by powiedział jego brat, widząc go tak słabego..? Odwrócił się od Iskrzącej Nadziei i gdy łza spłynęła po jego policzku na samo wspomnienie Szczypiorka, od razu ją starł. — Może wracajmy do obozu…

<Iskrząca Nadziejo?>
[373 słowa]

30 czerwca 2025

Od Szczawiowej Łapy

*TW: samookaleczanie, atak paniki*

Był wstrząśnięty śmiercią swojego brata. Nie potrafił tego przetrawić. Patrzenie na jego zimne ciało sprawiało, że przechodziły przez niego ciarki. Czuwanie było dla niego specjalnie okrutne. Płakał całą noc, wtulając nos w futro Szczypiorkowej Łapy, modląc się do Klanu Gwiazdy, że jednak się obudzi. Nie wiedział co by zrobił, gdyby nie to, że Iskrząca Nadzieja tak wiele nauczyła go o przodkach żyjących na srebrnej skórze. Szeptał do ciała brata słowa, które może i jeszcze byłyby w stanie zaprowadzić tam jego duszę. Nikt inny nie mógł go tam poprowadzić, jedyna nadzieja była w nim. Podczas tej nocy został przy ciele sam, wszyscy inni już opuścili czuwanie. Wstał powoli i zdecydował się na spacer poza obozem. Na jego szczęście miał to już wypracowane, bo często potrzebował chwili dla siebie. Jednak dzisiaj było inaczej, nie chciał spaceru dla oczyszczenia myśli, wręcz przeciwnie. W głowie buzowało mu od złych myśli, jego łapy same rwały się do ucieczki, choć trzęsły się jak szalone. Szedł pomiędzy drzewami, czasem intencjonalnie ocierając się o krzaki, które mogły go zranić, aby mógł poczuć jakikolwiek ból, który przywróciłby mu poczucie życia. Był otępiony, nawet nie wiedział, gdzie jest. Zatrzymał się na polanie, chwiejąc się lekko. Spojrzał do góry, na niebo usłane gwiazdami.
— Dlaczego… Dlaczego on..? Dlaczego mi go zabraliście?! — wykrzyczał, w desperacji miotając ogonem o ziemię. — Powinien żyć, powinien teraz spać w legowisku uczniów, ze mną, z Dyniową Łapą, mógłby jeszcze tu być! Chciał być wojownikiem, miał tak wiele przed sobą…
Jego łapy odmówiły posłuszeństwa i runął na ziemię. Trząsł się chyba bardziej niż wtedy, gdy przeżywał swoją próbę w lesie. Położył swoją głowę na trawie, pomiędzy łapami, nie mając już siły na konfrontację z Klanem Gwiazdy.
— Czemu nie odpowiadacie… Czy naprawdę istniejecie, czy inne klany naprawdę w was wierzą i przemawiacie do nich..? — jego słowa nic nie dawały. Nie mógł nic zrobić, jedynie bezsilnie leżeć na trawie. Jego myśli odbiegały w różne strony. Chciał je zagłuszyć, wyrzucić, nie czuć już nic. Spojrzał w stronę krzewu, który miał kolce. W świetle księżyca wyglądał wręcz hipnotyzująco. Przypomniał sobie, jak sam znalazł kolec w swoim legowisku. Podniósł się, chwiejąc się z boku na bok i podszedł do niego, jakby nie widział nic innego. Wszystko oprócz tego jednego krzewu zniknęło, miał nadzieję na ukojenie, na cokolwiek, co pomogłoby mu poczuć ulgę od myśli, więc złapał zębami za gałąź, wyciągnął łapę do przodu, i…

***

— Szczawiowa Łapo, słuchasz mnie w ogóle? — spytała Iskrząca Nadzieja, na co kocur wzdrygnął się.
— Tak, tak… Przepraszam, ja po prostu… Chyba mam zły dzień, nie wyspałem się. — odpowiedział jedynie. Kotka skinęła, lecz nadal wyglądała na zmartwioną.
— Tak jak mówiłam, tą ranę powinna obejrzeć Cisowe Tchnienie. Jak to się w ogóle stało, skąd ją masz? — spytała, oglądając jego łapę. Od łokcia w dół rozciągała się dość pokaźna rana, przez którą czuł ból przy chodzeniu.
— Sam nie wiem. Musiałem jej nie zauważyć…
— Jakim cudem? Przecież jest świeża, musiała choć trochę boleć… — kocur zabrał od niej łapę, którą prześwietlała wręcz wzrokiem.
— Nic mi nie jest. Dostanę coś na ból i możemy trenować, nic wielkiego. — odpowiedział na jej zmartwienie i ruszył w stronę medyczki. Gdy ta natomiast zobaczyła ranę, sama była zdziwiona, ale zdecydowała się nie przeciągać kuracji. Pajęczyny lepiły się do jego futra kołtuniąc je, ale dobrze trzymały opatrunek. Podziękował jej za pomoc, po czym nie czekają na jej odpowiedź wyszedł z legowiska. Był gotowy na zakończenie swojego szkolenia, nie miał ochoty na zbyt długie czekanie.
— Możemy już iść? Nie chcę przebywać zbyt długo w obozie… — tak naprawdę miał ochotę zakopać się pod mchem w legowisku uczniów i opłakiwać Szczypiorkową Łapę, ale nie mógł. Musiał się wziąć w garść, w końcu ma szkolenie do zakończenia.
— Słuchaj, dzisiaj może jednak odpocznij. Tak będzie najlepiej, wiesz? A jutro, jak twoja łapa chwilę odpocznie, to zapolujemy. — uśmiechnęła się delikatnie, a zanim zdążył się sprzeciwić, polizała jego ucho i odeszła.

***

Po tylu księżycach pewnie zdążyłby zapomnieć o całej sytuacji ze swoim bratem, jednak gdy do obozu weszła Gąsiorkowy Trzepot z ciałem Pajęczynki, wspomnienia zalały go na nowo. Dlaczego cały czas musiały umierać kolejne i kolejne koty? Choć to nie było jeszcze najgorsze. Najgorsze było spojrzenie matki Pajęczynki na wojowniczkę trzymającą jej zmarłe dziecko w zębach. Srebrzysta Łuna w panice podbiegła niedowierzając w to, co widzi.
— Nie, błagam, wszystko tylko nie to! — płakała, lizała zaschnięte już rany, próbując obudzić córkę, jednak bezskutecznie. Nie wstawała. Nie mogła, nawet jeśli sam Szczawiowa Łapa tego pragnął. Wiedział doskonale, jak czuła się w tym momencie Srebrzysta Łuna. Nikła Gwiazda wyszedł z legowiska widząc piski i wycie karmicielki.
— Co tu się dzieje? — spytał, ale widząc ciało kotki zdążył już wywnioskować czemu jedna z jego wojowniczek łkała. Srebrzysta Łuna odwróciła się gwałtownie w jego stronę, gdy go usłyszała.
— Ty… To wszystko twoja wina! Gdyby nie ty, nadal by żyła! — splunęła w stronę lidera, który odsunął się od niej lekko.
— O czym ty mówisz?
— Gdyby nie ta cała tradycja, posyłanie bezbronnych kociąt na pastwę losu do lasu, nadal by żyła! Ktokolwiek wymyślił tak okrutne tortury powinien zostać karmą dla wron! — jej głos łamał się gdy przez łzy wyzywała lidera.
— Uspokój się, bo będę zmuszony zrobić to za ciebie. — syknął w jej stronę Nikła Gwiazda. Kotka jednak nadal spluwała w jego stronę obelgami.
— Nie, dobrze wiesz, że to twoja wina. Masz bezbronne kocię na sumieniu, jak się z tym czujesz, co?! — już miała zawalczyć czymś więcej niż słowami, jednak w końcu Sowi Zmierzch odsunął ją od lidera, aby temu zapobiec. Tej nocy skończyła w izolatce. Szczawiowa Łapa tak bardzo współczuł jej straty własnego dziecka. Jego łapy trzęsły się a oddech stawał się szybszy przypominając sobie o ciele Szczypiorkowej Łapy leżącym przed nim. Jak to się mogło stać? Dlaczego Klan Gwiazdy najpierw odbiera jemu brata, a potem niewinnej karmicielce dziecko? Wycofał się z miejsca, w którym leżało ciało Szczypiorkowej Łapy a teraz Pajęczynki. Przechodząc obok izolatki słyszał szlochy kotki, które łamały jego serce. Gdy wszedł do legowiska uczniów nerwowym krokiem skulił się w legowisku, próbując uspokoić swój oddech. Miał jedynie nadzieję, że Klan Gwiazdy istnieje i będzie czuwał nad Klanem Wilka, że zaprzestanie niepotrzebnym śmiercią.

[1002 słowa]

[przyznano 20%]

05 czerwca 2025

Od Szczawiowej Łapy Do Poziomkowej Łapy

Kocurek odwiedzał czasami w żłobku kociaki; uwielbiał się z nimi bawić. Dumnie siedział pod mównicą, widząc, jak Kremik zostaje uczniem. Był trochę dumny z malucha, dla niego to Jarzębinowy Żar była wielkim wsparciem, a sam miał nadzieję, że stanie się tym samym dla Kremika. Niechętnie spojrzał w stronę legowiska medyka. Pusto było tam bez niej. Wcale nie była szczęśliwa, choć co by się jej dziwić. Została osądzona o coś, czego nie zrobiła, tego był pewien. Poziomkowa Łapa promieniował radością, widać było, że choć był zestresowany, to przyjmował gratulacje ze speszonym uśmiechem. Szczawiowa Łapa w końcu podszedł do niego, aby również pogratulować mu.
— No no gratuluje! Nie mogłem się doczekać, aż dołączysz do legowiska uczniów! Cieszysz się? — spytał, uśmiechając się do młodszego. Poziomkowa Łapa widocznie się speszył, śmiejąc się nerwowo.
— Tak, tak… Choć przyznaję, inaczej sobie chyba wyobrażałem to wszystko. To było jak dla mnie zbyt dużo uwagi — stwierdził kocurek. Szczawiowa Łapa kompletnie rozumiał, przez co przechodzi szylkret. Skinął delikatnie głową.
— To zrozumiałe, czułem się podobnie. — Czuł też, że po nocy w lesie był przestraszony. Podszedł do nich Kosaćcowa Grzywa, prawie stając na ogonie Szczawiowej Łapy. Ten odsunął się moment przed tragedią i spojrzał na wojownika z naburmuszoną miną.
— Sorki młody, prawie cię nie zauważyłem. Niektóre rzeczy się nie zmieniają! — zaśmiał się starszy.
— W sumie nie jestem wcale jakoś bardzo niski, wiesz… — Zanim dokończył, ten przepchał się lekko do swojego ucznia.
— Gotowy na pierwszy trening? Chyba dasz radę dzisiaj, co? — spytał wojownik. Poziomkowa Łapa z widocznym stresem na pyszczku uśmiechnął się nerwowo.
— Tak! Tak… — odpowiedział momentalnie. Kosaćcowa Grzywa skinął z aprobatą.
— No to świetnie! A ty, Szczawiowa Łapo, zabieraj się z nami! Leć po Iskrzącą Nadzieję, spotkamy się przy wyjściu z obozu. — Po tych słowach ogonem wskazał uczniowi stronę, w którą mieli się skierować. Odeszli, a Szczawiowa Łapa westchnął i wyruszył na poszukiwanie kotki. Finalnie w końcu znalazł ją dzielącą się językami z jednym z wojowników. Podszedł i grzecznie przeprosił Syczkowy Szept za przeszkodzenie w odpoczynku i odwrócił się do mentorki.
— Iskrząca Nadziejo, Kosaćcowa Grzywa chciałby zabrać nas na pierwszy trening Poziomkowej Łapy. — powiedział nieśmiale kocur.
— Oczywiście, już się zbieram. — dokończyła posiłek i wstała z ziemi, żegnając się z przyjacielem i ruszając za uczniem. Dołączyli do czekającej już dwójki i na znak Kosaćcowej Grzywy wyszli z obozu. Szczawiowa Łapa zdecydował się na zrównanie kroku z nowym uczniem.
— Pozwiedzamy dzisiaj terytorium, dobra? Mamy dzisiaj akurat idealną pogodę! — stwierdził wojownik i ruszył dalej bez czekania na odpowiedź.

<Poziomkowa Łapo?>
[404 słowa]

[przyznano 8%]

24 maja 2025

Od Szczawiowej Łapy CD. Pustułkowej Łapy

Szczawiowa Łapa przeciągnął się przy stercie zwierzyny. Wyglądała tego dnia dosyć marnie, na co lekko się skrzywił. Przed chwilą dopiero co mianowano nowych uczniów, więc czuł w kościach, że dostanie się mu jakiś trening lub wyjście z nowym narybkiem Klanu Wilka, zatem nie zdziwił się widząc, jak Mroczna Wizja rozmawia z Iskrzącą Nadzieją, zapewne umawiając wyjście z obozu. Kocur trochę martwił się czy dogadają się razem z Pustułkową Łapą, w końcu jego rodzeństwo było dość, cóż, nieprzyjazne dla niego. Jego mentorka podeszła do niego z uśmiechem na pyszczku. Uwielbiał w niej to, zawsze uśmiechnięta, ale widać też było, że jest bardzo zadowolona ze swojego ucznia. Lubiła o nim rozmawiać ze swoim partnerem, czy chwalić go za postępy. Szczawiowa Łapa natomiast szybko peszył się przy takich komplementach, bo czuł czasem, jakby na nie nie zasługiwał. Zastrzygł uchem gotowy na rozkazy kotki.
— Mroczna Wizja poprosiła mnie o wspólny trening, pokażemy Pustułkowej Łapie terytorium.
— Szybko zaczynają, tego samego dnia. Aż przypomina się mi mój własny pierwszy trening! — rozmarzył się kocur.
— Nie tylko tobie! — zaśmiała się w odpowiedzi jego mentorka. — Zbierajmy się, nie chcemy chyba, żeby czekali nie wiadomo jak długo.
— Racja. — kocur podążył za Iskrzącą Nadzieją. Gdy podeszli do nowego ucznia i jego mentorki ta wskazała ogonem na wyjście z obozu, więc bez przeciągania tam właśnie się skierowali. Idąc obok siebie uczniowie nie bardzo się do siebie odzywali. Szczawiowa Łapa chciał z nim porozmawiać, pogratulować mu, ale nie miał chyba odwagi. Może po prostu był zmęczony. Kątem oka spojrzał na kocura. Dość dobrze zbudowany, miał lekką budowę ciała, stawiał łapy ze skupieniem i spokojem. Szczawiowa Łapa natomiast często na własnych nie mógł ze stresu ustać. Musiał przyznać, że zazdrości kocurowi tej pewności siebie. Gdy tak przyglądał się mu od boku ten odwrócił łeb w jego stronę z pytającym wzrokiem.
— Gapisz się na mnie. — stwierdził czekoladowy. Szczawiowa Łapa speszył się lekko i odwrócił wzrok.
— Przepraszam… Nie chciałem… Po prostu zastanawiałem się jak zagadać. W sensie, wiesz, nie miałem tematu. — starał się jakoś ukryć fakt, że jest zestresowany, ale pewnie wyglądał w tej chwili jak kocia galaretka.
— Wyluzuj. Nie gryzę… Przynajmniej jeszcze. Ale jak zgłodnieje to kto wie czy nie urządze sobie uczty z ciebie! — zaśmiał się kłapiąc zębami w stronę Szczawiowej Łapy który choć lekko się odsunął zaśmiał się nerwowo.
— Nie będę smaczny, przysięgam! Same futro! — uczniowie zaśmiali się lekko. Szczawiowa Łapa spojrzał na ucznia przez chwilę. — Jak ci się podobają terytoria?

[Pustułkowa Łapo?]

(398 słów)

[przyznano 8%]

02 maja 2025

Od Szczawiowej Łapy

Długo przed śmiercią Sosnowej Gwiazdy

Kocur wrócił razem z Iskrzącą Nadzieją ze swojego szkolenia, gdy z impetem przybiegł w jego stronę Szczypiorkowa Łapa, a tuż za nim Dyniowa Łapa.
— Chcesz się z nami wybrać na spacer? Nasi mentorzy pozwolili nam wyjść, jeśli pójdziemy we trójkę! — Dynia podskoczyła podekscytowana. Szczawiowa Łapa spojrzał na swoją mentorkę niepewnie.
— W sumie skończyliśmy na dzisiaj... Mogę z nimi wyjść? — spytał z nutką nadziei w głosie. Jego mentorka chwilę zamyśliła się, po czym skinęła głową.
— No dobrze. Lećcie, tylko nie plączcie się po lesie do późna! Uważajcie na siebie. — Po tych słowach ruszyła w stronę sterty ze zwierzyną i wybrała sobie z niej mysz. Kocurek natomiast odwrócił się do rodzeństwa i uśmiechnął.
— No to co, idziemy? — spytał podekscytowany, na co dwójka wymieniła spojrzenia i pobiegła w stronę wyjścia.
— Kto ostatni na zewnątrz ten zgniła mysz! — krzyknęła Dyniowa Łapa.
— Hej, to nie w porządku! — Szczawiowa Łapa rzucił się w pościg za resztą rodzeństwa. Dotarli w bardziej otwarte miejsce pomiędzy drzewami i Szczypiorkowa Łapa wyskoczył na niego. Poturlali się w stronę sterty liści, w której Szczawiowa Łapa uderzył w coś głową. Podniósł się, otrzepał i odsunął pokrywę liści.
— Co tam masz? — spytała jego siostra zaciekawiona.
— Jajko. Prawie bym je zniszczył! Musiało wypaść z gniazda... — stwierdził zamyślony. Jego brat pacnął go w ucho.
— Masz zamiar walczyć, czy oglądać jajka w liściach? — zaśmiał się pręgowany, na co Szczawik oburzył się w żartach.
— Och, jak mogłem przerwać tą jakże ważną bitwę dla Klanu Wilka! A masz samotniku! — Rzucił się na brata i ugryzł delikatnie w ucho.
— O niee! On mnie zabije, pomocyy! — Szczypiorkowa Łapa udawał wystraszonego. Oboje w końcu wybuchnęli śmiechem, a ich zabawę przerwała ich siostra.
— Nie chcę przeszkadzać, ale zrobiło się ciemno szybciej, niż myśleliśmy, że się zrobi. — Wskazała ogonem na niebo. Jej bracia westchnęli.
— Psujesz zabawę! Ale racja, powinniśmy wracać — stwierdził Szczawiowa Łapa, po czym podniósł się z liści i otrzepał. Podążył razem z bratem za siostrą do obozu, śmiejąc się po drodze.

[326 słowa]

01 maja 2025

Od Szczawiowej Łapy do Szczypiorkowej Łapy

Szczawiowa Łapa obudził się o wczesnym świcie. Kolejne koszmary nie pozwalały kocurowi na zaśnięcie, a co ważniejsze na wyspanie się. Wyszedł z legowiska uczniów i dostrzegł, że poranny patrol czekał przy wyjściu. Nie mając nic lepszego do roboty, zdecydował się spytać o dołączenie.
— Nie mogłem spać... Mógłbym dołączyć do patrolu? Nie chcę się lenić w legowisku. — spytał z nadzieją, na co Makowy Nów po chwili namysłu skinęła głową.
— Niech będzie. Ale zacznij się wysypiać. Cały czas widuję cię o poranku, kręcącego się bez celu. Jak tak dalej pójdzie, to sama znajdę ci zajęcie. — Szczawiowa Łapa na słowa kotki położył po sobie uszy. Kątem oka zauważył Jarzębinowy Żar przy wejściu do legowiska medyków. Spojrzał na nią ze smutkiem. Odkąd została zdegradowana do roli uczennicy i nie mogła wychodzić z obozu, w jej oczach nie było tej samej iskry, co zawsze.
— Dobrze, następnym razem się wyśpię — obiecał kocur. Po chwili patrol wyruszył z obozu. Wśród wybranych kotów był brat Szczawiowej Łapy, więc kocur zdecydował się do niego podejść. Gdy ten go zauważył, spojrzał na niego zdziwiony.
— Szczawiowa Łapa? Co tu robisz? — spytał go Szczypiorkowa Łapa. Pewnie nie zauważył, jak podchodzi do Makowego Nowiu, bo rozmawiał wtedy z Lamentującą Tonią.
— Nie mogłem spać, więc stwierdziłem, że wybiorę się z wami. Makowy Nów na szczęście mi pozwoliła. — Uśmiechnął się do brata. — Jak tam idzie ci szkolenie? Iskrząca Nadzieja twierdzi, że szybko robię postępy! A ty?
— Ja też nieźle sobie radzę. Polowanie idzie mi już świetnie — przyznał kocur.
— Cieszę się. Coś czułem, że będziesz dobrym wojownikiem. — Szczawiowa Łapa faktycznie zawsze pokrywał w nim nadzieje. Idąc obok brata, nagle usłyszał szelest liści. Wzdrygnął się i spójrz na krzak, z którego wyturlało się jajko. Musiało wypaść z gniazda. Westchnął i spojrzał znów na brata. — Wybacz, wystraszyłem się…
— Nie przejmuj się. W każdym razie nie masz się czego bać, ja cię obronię! — Szczypiorek podskoczył do góry. Szczawik zaśmiał się.
— Skoro tak twierdzisz! Walka pewnie idzie ci o wiele lepiej ode mnie, prawda?

<Szczypiorkowa Łapo?>

[328 słów]

[przyznano 7%]

Od Szczawiowej Łapy

Szczawiowa Łapa na treningu zdecydował się potrenować z Dyniową Łapą niedaleko rzeki na terytorium Klanu Wilka. Ich mentorowie sami zapytali, co chcieliby dziś potrenować, mieli się przyglądać ich poczynaniom. Szczawiowa Łapa widział po nich, że ciągły stres spowodowany napięciem w obozie nie działa na nich dobrze. Iskrząca Nadzieja martwiła się tym, co się wydarzy. Walka o władzę mogła się skończyć tragicznie dla Klanu Wilka. Kocur cały czas po nocach miał koszmary o klanie rozpadającym się przez zaistniałą sytuację. Zdecydował się jednak skupić na treningu. Dyniowa Łapa stanęła przed nim i spięła mięśnie do skoku. Szczawiowa Łapa sam przygotował się na atak. W końcu jego siostra wyskoczyła, na co kocur odsunął się i wyskoczył na jej plecy. Przyszpilił ją do ziemi, jednak ta szybko zareagowała i zrzuciła go, zajmując jego miejsce po krótkiej chwili. Górowała nad nim z błyskiem w oku. Walka szła jej z dnia na dzień coraz lepiej i sam widział to na ich wspólnych treningach.
— Niezły ruch. Dobrze to rozegrałaś. — stwierdził podnosząc się, gdy już z niego zeszła.
— Twój unik też był niczego sobie. — patrzyła jak kocur otrzepuje się z trawy. Spojrzał w bok. Zauważył jajko w trawie, w które prawie trafił, spadając.
Po całym dniu szkolenia zdecydowali się na powrót do obozu dość późno. Delikatny wiatr szarpał jego futrem. Może i pora opadających liści dopiero rozpoczęła się, ale nadal przeplatała się z ciepłą pogodą, która wcale nie dawała aż tak wiele ukojenia. Nie w sytuacji, w której się znajdowali. Mróz czy był czy nie i tak szczypał Szczawiową Łapę przez ostatnie wydarzenia.


[254 słowa]

[przyznano 5%]

Od Szczawiowej Łapy

— Jak myślisz, co teraz się stanie? Czy klan będzie walczyć o władzę..? Wybiorą nowego lidera? Boje się tego wszystkiego... No bo... co będzie z moim mianowaniem? — rozmyślał na głos. Miał prawo bać się tego, co się dzieje.
— Cóż... Szczerze, to nie wiem. Sama się martwię. Ale jedynie czas pokaże… — mówiła Iskrząca Nadzieja, dalej idąc w stronę lasu. Gdy dotarli zatrzymała się. Kocur otrząsnął się i spojrzał na drzewa.
— Nauczymy się dzisiaj wspinaczki. Dasz sobie radę, prawda? — spytała kotka.
— Oczywiście, że tak! — zerknął znów na swoją przeszkodę i jego pewność siebie odpłynęła od niego. Nie żeby jej miał jakoś dużo. — Z drugiej strony trochę wysokie to drzewo... Czy to na pewno w ogóle możliwe, żeby się tam wspiąć..?
— Tak, pokażę ci jak. — Po tych słowach wskoczyła na drzewo, uczepiła się pazurami i zaczęła się wspinać. Po długości ogona lisa zawróciła i zeszła. — Widzisz? Proste.
Szczawiowa Łapa przełknął ślinę i wskoczył na drzewo. Zsunął się z niego chwilę potem. Zaczął znów się wspinać i dotarł na gałąź. Zauważył na niej gniazdo z jajkami. Zdecydował się zejść powoli. Potem mentorka kazała mu wejść na kolejne drzewo. Po wykonanych zadaniach pochwaliła go.
— Nieźle jak na początek! Wracajmy do obozu, pewnie już jesteś zmęczony. — Szczawiowa Łapa faktycznie czuł lekki ból w mięśniach, więc skinął głową i podążył za Iskrzącą Nadzieją do obozu.


[215 słów + wspinaczka na drzewa]

[przyznano 4% + 5%]

Od Szczawiowej Łapy

Z rana wybrał się na trening. Jego mentorka zaprowadziła go w miejsce przy granicy z Klanem Burzy, gdzie zapolowali. Wracając do domu zauważył gniazdo z jajkami.
— Zobacz, jajka! Jejku, ostatnio często je widuję. — skomentował młodszy.
— To prawda, ale to normalne w porze prawie zielonych liści. — stwierdziła, na co Szczawiowa Łapa skinął głową.
Podążył za nią do obozu. Kocurek szedł po obozie gdy zamyślony wszedł w puchatego kota. Spojrzał do góry i zobaczył, że był to Kosaćcowa Łapa. Szczawiowa Łapa uśmiechnął się lekko speszony.
— Hej, sorki nie zauważyłem cię... — kocurek cofnął się trochę, aby spojrzeć na niego. Starszy uśmiechnął się w jego stronę.
— Nie przepraszaj, nic się nie stało. Ale miło słyszeć, że okazujesz mi szacunek. — Zapatrzony w siebie kocur wypiął się dumnie. Biła od niego pewność siebie, Szczawiowa Łapa mu tego zazdrościł.
— Tak.. Wiesz, co dzisiaj znalazłem na szkoleniu? Jajko! Na granicy z Klanem Burzy! Pokazałbym ci, ale nie przyniosłem go... Byłoby ciężko. — przyznał młodszy. — W każdym razie widzę, że spieszysz się na patrol. Nie będę przeszkadzał, pogadamy później!
— Tak, uwierz mi, nie zasypiam zbyt wcześnie, więc będziesz miał wiele czasu na rozmowę ze mną przed snem. — zaśmiał się. — No to lecę, miłego!
— Nawzajem! — patrzył jak kocur podchodzi do patrolu i wychodzi z obozu.

30 kwietnia 2025

Od Szczawiowej Łapy Do Jarzębinowego Żaru

Przed zabiciem Sosnowej Gwiazdy

Kocurek przeciągnął się na posłaniu. Dość dobrze się wyspał jak na fakt, że ostatnimi czasy nie potrafi zmrużyć oka. Wyszedł z legowiska i zauważył Iskrzącą Nadzieję.
— Mamy jakieś plany na dzisiaj? — spytał zaciekawiony.
— W zasadzie Jarzębinowy Żar szukała cię do pomocy. Podobno chciała, żebyś poszukał z nią ziół, więc na dzisiaj zostawię cię do pomocy. Możesz potem sprawdzić, czy nie trzeba przynieść mchu do legowisk. — po tych słowach odeszła razem z porannym patrolem. Szczawiowa Łapa natomiast ruszył na poszukiwania Medyczki. Nie szukał długo, bo okazało się, że była w żłobku. Wychodząc z niego, zauważyła go.
— Szczawiowa Łapo! Właśnie cię szukałam! — Ruszyła w jego stronę.
— To ciekawe, bo ja ciebie też! — zaśmiał się. — Podobno potrzebujesz pomocy?
— Tak, w zbieraniu ziół. Miałbyś chwilę? — Jej głos był delikatnie stłumiony przez wiązankę ziół, którą niosła.
— Iskrząca Nadzieja pozwoliła mi dzisiaj zostać w obozie i pomóc ci, więc jasne! — po tych słowach podążył za nią do legowiska medyka, aby mogła odłożyć zioła, które przyniosła ze żłobka. Następnie ruszyli na poszukiwania. Już po krótkiej chwili udało się im znaleźć trochę pajęczyn. Kotka owijała je wokół patyka. Szczawiowa Łapa natomiast w tym momencie zauważył w trawie coś ciekawego.
— Zobacz, jajko! Ładne, prawda? Ciekawe, do jakiego należy ptaka...

<Jarzębiowy Żarze?>
[200 słów]

[przyznano 4%]