— Ej, wujku? Co jest? — zapytał nagle uczeń z nutką niepokoju w głosie.
— W-wszystko j-jest o-okej
Liliowy zmarszczył nosek. Nawet jeśli mentor ponownie na niego spojrzał, coś było nie tak. Szczawiowa Łapa wyczuwał, że atmosfera zrobiła się smutniejsza. Musiał coś wymyślić, by wujek znowu się uśmiechnął.
— W-więc t-tak j-jak m-mó-mówiłem, tu le-leży gra-granica z t-te-erytoriami Kla-klanu No-nocy. N-nie ma tu n-nic g-go-godnego u-uwagi, w-więc mo-możemy iść da-dalej, k-kotów Kla-klanowi Wi-wilka — dodał Łabędzi Plusk, rytmicznie uderzając swoim ogonem o pięty.
Szczawik otworzył pyszczek. Niemal od razu dotarły do niego nowe wonie. Nosiły ze sobą posmak ryb, wiatru i wody. Skrzywił się lekko. Słyszał, że nocniaki są świetne w pływaniu. Nie rozumiał jak dobrowolnie mogli się zgadzać na moczenie futer. Machnął energicznie ogonem. Kusiła go mała wędrówka, zanim zobaczą granicę z Klanem Wilka.
— Nic godnego uwagi? Może się przekonamy? — miauknął wesoło kocurek, szeroko się uśmiechając. — Kto ostatni ten mysi móżdżek!
Nie czekając na reakcję mentora, który zdołał tylko wydusić “c-co?”, zanim jego uczeń pomknął w stronę granicy, szybko ją przekraczając i tym samym wstępując na tereny wrogiego klanu. Z ciekawością w ślepiach, zatrzymał się dopiero kilka skoków królika dalej. Zastanawiał się, czy warto udać się do obozu Klanu Nocy i skopać tyłki kilku nocniakom.
Odwrócił pyszczek na odgłos kroków. Łabędzi Plusk skierował - chcąc lub nie - za nim, żeby nie zostawić liliowego samego poza terytorium Klanu Klifu i zapewne sprowadzić go z powrotem.
— Sz-szczawiowa Ł-łapo n-nie pow-powinno nas tu b-być. W-wracamy z-zanim sp-spotkamy pat-patrol.
Uczeń przebierał niecierpliwie łapkami w miejscu.
— Oj, daj spokój, Łabędzi Plusku. Te rybojady nie mają z nami z nami żadnych szans. — miauknął niemal od razu kocurek. — Mi zawsze jest lepiej, jak kogoś pobije. A nie chce żebyś był smutny.
<Łabądku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz