dawno,
dawno temu
Krzyki,
gorzkie miauknięcia i martwe ciała. Tyle zostało z klanu lisa,
czegoś, co powoli utożsamiał z domem. To wszystko znikło.
Wspomnienie śmierci tylu kotów i uprowadzenia do klanu nocy nadal w
nim tkwiło. Powinien przeżywać to wszystko tak jak Muszelka i
Błysk, albo podniecać się cierpieniem i ignorować to jak
Czermień. Tylko... miał to gdzieś. Czysto gdzieś. Nie
przeszkadzał mu widok śmierci, wręcz przeciwnie, podkręcił w nim
adrenalinę. Odżył dzięki temu i, gdyby został wojownikiem, od
razu rzuciłby się w wir walki, a ruda sierść pociemniałaby o
kilka odcieni.
Zamiast
tego tkwił uwięziony z bliskimi i śmierdzącymi nocniakami w
żłobku. I nie zanosiło się w najbliższym czasie na zmianę
sytuacji.
- Spraw
jej ten ból, a wtedy dam ci spokój do czasu, aż nie zrozumiemy,
czego od nas chcą te obce koty – miauczał Czermień, uśmiechając
się sadystycznie. - Nie, kim jesteś, że wiecznie komuś rozkazujesz, co? - odmiauknął nieco zirytowany Szkarłat. Muszelka już była trupem, po wieści o śmierci Busztyna. Rudy zniósł to lepiej, po prostu milczał. Nie czuł się związany emocjonalnie z czarnym dawcą życia. Jego tulenie i obślizgłe łapy dusiły, odcinały dopływ tlenu i chęci do życia.
- Czyli tchórzysz? - odparł z uśmiechem drwiny Czermień. W jego oczach błysnęła chęć dokopania nieco młodszemu potomkowi Muszelki. Czekał na swój triumf, a czarny kocurek przegrywał.
Biedna
forma życia, kiedyś ktoś go postawi na cztery łapy
– pomyślał Szkarłat. Zresztą, co go obchodził wróg? Nic.
Spędzał z nim czas tylko dlatego, iż posiadali wspólną
karmicielkę.
- Nic
nie odpowiadasz, więc przyznajesz mi rację, lisi bobku – dodał
Czermień, wysuwając pazury i szykując się na zadanie bólu
rudemu. Niebieskooki zauważył gest czarnego i wysunął swoją
ukrytą w łapach dłoń i wbił ją w kark wściekłego.
- Tchórzę,
bo pozwalam jej zdychać w samotności? Jest wrakiem, sama siebie
nakręca. Sama zadaje sobie cierpienie. To znacznie lepszy widok niż
zadawanie jej dodatkowych ran, bo sam siebie wpędzi do grobu –
miauknął ze stoickim spokojem Szkarłat. - Porwali nas, mysia
strawo, gdyż potrzebują dodatkowe gęby do walki. Lecz co ciebie
to obchodzi. - Drapnął Czermienia i odskoczył, nim pazury wroga
trafiły go w pysk.
po
śmierci Muszelki
Szkarłatna
Łapa zanurzył łapę w rzece, próbując upolować większą rybę.
Samo pływanie zdołał pojąc, już nie schodził na dno, jak
kiedyś. Zdobył siłę w kończynach i z dnia na dzień czuł się
mocniejszy.
- Na
dzisiaj koniec. Możesz iść do legowiska na odpoczynek. Jutro
udamy się w miejsce, gdzie na pewno coś upolujesz – zakończył
dzisiejszą naukę Sumowy Wąs, z dozą spokoju. Już drugi dzień
czekał na to, aby rudzielec wyłowił własnymi pazurami rybę z
rzecznego nurtu. Szkarłatna Łapa nie przywiązywał wagi do
polowania na wodne stworzonka, bo, gdy wróci na dawne tereny klanu
lisa, będzie łowił zupełnie inną zwierzynę.
Wrócił
do legowiska i zauważył naburmuszonego Czemieniową Łapę.
- Co
tym razem cię zirytowało, mysia strawo? - zapytał się, siadając
na swoim mchu.
<Czermieniowa
Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz