gdy Świt był jeszcze uczniem
Milczeli oboje, patrząc sobie w oczy,
nie śmieli przerwać napiętej ciszy panującej między nimi.
Gwiazdy połyskiwały, a słońce lada moment mogło wzejść i
zacząć kolejną dobę
- Konwaliowe Serce... - szepnął
Świtająca Łapa. Przymknął oczy, próbując powstrzymać cisnące
się do jego oczu łzy. Tęczówki zrobiły się nieco jaśniejsze
pod wpływem natężenia żalu. Zaraz się z nią rozstanie, na nie
wiadomo ile. Wróci do klanu, zaśnie na chwilę i obudzi się, idąc
na poranny posiłek i trening z Ostrokrzewiowym Cierniem. Tak bardzo
pragnął wydostać się z tej pułapki, w którą wpadł. Z pułapki
zasad, z pułapki miłości... najlepiej uciec od wszystkiego.
- Wystarczy samo Konwalio... nikt
nas nie podsłuchuje – odpowiedziała czara, dotykając pyska
lynxa i pozwalając, by samotna łza z morskich oczu kocura
wsiąknęła w jej futro. Pozwolił sobie na cichy płacz, nie
wiedział dlaczego.
Czuł taką potrzebę. Potrzebę
pokazania kotce tego, co czuje. Bez sztuczności, bez owijania w
pajęczynę. Zupełnie nie odczuwał tego przy kuzynie, rodzicach czy
własnym bracie.
- Ja... Spotkajmy się co któryś
dzień. Proszę. Będę w stanie kłamać, aby się do ciebie dostać
i... móc spędzić z tobą całą noc. Nie obchodzi mnie reakcja
klanu gwiazd – rzekł buntowniczo, odganiając od siebie smutek.
Daleko, poza horyzont. Zwinął go w kulkę, wplątał w nią mech i
pozbył się... we własnej fantazji.
- Jeśli dam radę, to będę w
stanie przychodzić tu, tak tu, codziennie, co noc – odpowiedziała
niepewnie żółtooka. - Tylko... kodeks zabrania mi posiadać
kochanka. Działam dla klanu, w imieniu przodków.
- Skoro masz chronić innych i być
dla nich, to dlaczego stare koty mają czelność zakazywać ci
zakochania się w kimś? Nie rozumiem tego. Klan gwiazdy nie
istnieje, a mój kuzyn ślepo w niego wierzy... ale Potrójna Łapa
jest uparty i nie przemówisz do niego niczym innym, jak kwiatami.
Zresztą, co ja miauczę. Bądź rozsądna, nie możesz ograniczać
uczuć, one są ważniejsze od kodeksów czy innych głupot –
mówił Świtająca Łapa, skazując niejako siebie i medyczkę na
trafienie do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. Śmierć nadejdzie, ale za
kilkadziesiąt księżyców. Byli młodzi, nikt nie miał prawa do
zabrania im wspólnie spędzonych chwil.
- Taka moja droga... Nie rozmawiajmy
o tym, proszę. Nie zrozumiesz. Jesteś uczniem, zostaniesz
wojownikiem. Nawet beze mnie dostaniesz szansę na założenie
rodziny, ja nie – miauknęła cicho kotka.
- Nie. Tylko ty jesteś moją drugą
połówką. Nikt więcej. - Świtająca Łapa, na potwierdzenie
swoich słów, otarł się i wtulił w czarną sierść medyczki. -
Muszę już iść, zbliża się świt – dodał i odbiegł szybko.
Nie musiał umawiać się na następne
spotkanie. Miało nadejść jutro, o tej samej porze.
Witaj, najdroższy. Czas na zabawę.
Pozdrowienia od klanu gwiazd.
Czyiś głos, z oddali, rozległ się w
jego głowie. Przystanął na chwilę i potrząsnął łbem, aby
odegnać dziwne, obce uczucie, ogarniające jego ciało. Przeszedł
go dreszcz. Rozejrzał się, ale jedyne, co zdołał zobaczyć, to
kilka ptaków, przelatujących z gałęzi na gałąź.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz