Nadszedł dzień gdy wreszcie liliowy mógł opuścić żłobek razem z jego braćmi. Ceremonia. Jeden z ważnych rzeczy w życiu każdego klanowego kota. Kolec był z siebie dumny i... i ze swoich braci też choć nie powiedziałby tego na głos.
Wylizał swoje futro jak najpiękniej mógł no i co z tego, że było już czyste? Chyba nie przeszkodzi jak będzie jeszcze bardziej? Każdy jeden włosek na ciele musiał być równiutki i komponować się z resztą liliowy kłaczków.
Fasolka patrzyła się na Kolca z ekscytacją i chyba też trochę z małą zazdrością. Inne kociaki też się przypatrywały rodzeństwu w końcu więcej ich już nie zobaczą w żłobku, a przynajmniej na razie. Czasami miny kotki były bez cenne.
- Jeszcze kilka księżyców, a ty też będziesz uczniem. – mruknął Kolec do morskookiej.
- Wiem, nie jestem głupia. W żłobku też jest super. Podobno będę mieć więcej czasu niż ty i inni. Cały czas będę się bawić i bawić.
- Racja, jak chcesz będę mógł ci coś opowiedzieć co będzie mi mówić mój mentor oraz będę cię odwiedzać.
- Dziękuję, ale nie potrzebuję. Wszystko byś mi od razu zaspoilerował.
- No dobrze, dobrze. – uśmiechnął się do Fasolki liliowy. – to ja już idę na ceremonię.
- No idź, Kolec. Bo się spóźnisz i będzie na mnie. – kotka lekko popchnęła Kolca w przód i pokiwała łapą.
Kocurek zrobił kilka kroków w przód i też kiwnął kończyną na pożegnanie. Na drodze napotkał siedzących razem braci.
- Hm… Dzisiaj nasza ceremonia, cieszycie się?
- Tak, nareszcie. – mruknął Wawrzyn, zaś Szczurek siedział cicho przypatrując się obu kotom.
Liliowy lekko pokiwał głową i musnął ogonem czarno-białego brata.
- Chodźmy.
*po ceremonii i w teraźniejszości*
Kolec patrzył się z przestraszeniem na miejsce gdzie został pochowany Wilcze Serce. Koło niego siedziało też czasami kilka innych kotów. Potrafił tam klęczeć do zachodu słońca. Nic go nie odciągało nawet inne kociaki. Między innymi Cętkowany Liść czy Iglasta Gwiazda z ich oczy ciągle kapały łzy. Dla wszystkich Klanowiczów coś znaczył. Nie rozumiał, nie mógł uwierzyć, że czarny nie żyje. Milczał. Gdy zostawał sam głośno szlochał. Został osamotniony. Położył się na mokrej ziemi od deszczu. Zagarnął kępkę piachu łapkami. Nie umiał wyrazić jak bardzo by chciał by był to tylko straszny sen.
- Wilcze Serce… - szepnął przez płacz. – S-szkoda, że cię nie ma już na t-tym świecie… M-mam nadzieje, że… że jesteś tam na górze z Dzierzbą…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz