Wracał z patrolu, który przebiegł bez żadnych problemów. Nie spotkali żadnej bestii, Dwunożnych czy wrogich kotów z klanów. Wszystko było tak, jak być powinno. Skierował swoje łapy w stronę żłobka. Słyszał już plotki, że Żółwi Brzask i Szałwiowa Chmura doczekali się potomstwa. Był ciekaw tych maluchów. W kogo się wdały? Bardziej w mamę czy w ojca?
- Cześć, Jesionowy Wichrze. Jak się udał patrol? — miauknął do niego Żółwi Brzask.
Już miał zamiar odpowiedzieć, kiedy dostrzegł małego kociaka. Czyżby to był ich syn? Uśmiechnął się do niego przyjaźnie, lecz malec szybko umknął za rodzica. Aż tak strasznie wyglądał?
- Tato, o-on m-mi ukradł l-listka. — miauknął, oskarżycielsko spoglądając w stronę czekoladowego.
Listka? Podniósł łapę dostrzegając to o czym mówił kociak. Nawet nie zauważył, że na jakiegoś nadepnął. Najwyraźniej malcowi było z tego powodu smutno. Żółwi Brzask tylko się do niego uśmiechnął. No tak. Musiał wybrnąć sam z tej sytuacji. Nie mógł w końcu skończyć z tak zszarganą reputacją, złodzieja listków.
- Wcale ci go nie ukradłem. Przypadkiem na niego nadepnąłem. Jak chcesz mogę ci go oddać.
Kociak wychylił łepek, patrząc nadal nieufnie na czekoladowego.
- Spokojnie, Króliczku. Nic ci nie zrobi. - Ojciec zachęcił syna do wyjścia z kryjówki.
Dla potwierdzenia słów wojownika, Jesionowy Wicher cofnął się, aby malec nie czuł się osaczony. Dopiero wtedy kocurek powoli wyszedł i wziął listek w ząbki.
- A gdzie reszta? - zapytał Żółwiowego Brzasku.
- Klan Gwiazd zesłał nam tylko jedno kocię - wyjaśnił.
Czekoladowy się zdziwił. Jedynak? Cóż... wielka szkoda. Posiadanie rodzeństwa miało swoje plusy jak i minusy, jednak sam nie wyobrażał sobie życia bez braci i siostry. Zawsze z nimi mógł się pobawić, pożartować, porozmawiać. Króliczkowi nie dane było tego doświadczyć.
- To jak na tym patrolu? - powtórzył swoje wcześniejsze pytanie kocur.
- Dobrze. Cisza i spokój.
- To dobrze. Nie bój się Króliczku. Jesionowy Wicher to wojownik, tak jak tatuś. Chroni klan przed niebezpieczeństwem.
- I kradnie listki? - zapytał dla pewności malec.
- Nie. - zaprzeczył z uśmiechem Jesionowy Wicher. - Poluje i chronię. Listki nie są mi potrzebne. Zresztą dużo ich tu leży - Wskazał ogonem na ziemię.
<Króliczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz