· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Przeszłość,
koniec pory zielonych liści
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Żółte ślepia z uwagą odprowadzały sylwetkę szczupłej siostry, która podążała u boku Cienistej Zjawy. Młódka wraz z wojownikiem zapewne czuli na sobie nieco przygaszony wzrok Zwęglonej Kukułki, lecz żadne z nich przez choćby chwilę nie wykazywało oznak, by zaraz miało nastąpić skrzyżowanie któregoś z ich spojrzenia z tym należącym do uczennicy Sowiego Zmierzchu. Ta w duchu niemal co dzień dziękowała Przodkom, iż na jej drodze został postawiony liliowy Wilczak, a nie ktoś inny pokroju syna liderki. Dymna miała wrażenie, że już sama jego obecność wywołuje u niej lodowaty dreszcz wzdłuż kręgosłupa — uznawała to za przeczucie, które traktowała w pełni poważnie, w końcu lepiej unikać możliwego zagrożenia, niż później zorientować się w sytuacji, kiedy już będzie za późno.
Ona miała możliwość pewnej izolacji od Cienistej Zjawy i innych wojowników, jednakże jej niewinna i często naiwna siostra nie miała takiej możliwości, gdyż kocur był jej mentorem, a nie zapowiadało się, by ten prędko ją polecił Zalotnej Gwieździe. Kryształowa Łapa była skazana na przebywanie przy starszym, niczym bezbronne jagnię w samym środku grupy wygłodniałych wilków. Na to porównanie jej pysk opuściło ciche prychnięcie — zdała sobie sprawę, jak to określenie niemal dosłownie opisywało obecną sytuację uczennicy, której było daleko do obrazu klasycznego Wilczaka, którego można spotkać na zgromadzeniu lub w ich własnym azylu.
Było wyjątkowo wcześnie i większość obozu jeszcze spała, starając się jakoś wytrwać w czasie wyjątkowo skwarnej pory zielonych liści. Ta była wyjątkowo bezlitosna i nawet noce nie były momentem, który przynosiłby jakąkolwiek ulgę. Wojowniczka właśnie miała skryć się w głębi legowiska, lecz powstrzymał ją dreszcz. Dokładnie ten, który już tak dobrze znała po księżycach życia wśród Wilczaków. Przez chwilę błądziła wzrokiem po pustej polanie obozu, szukając na niej czegoś, co wybawi ją od konfrontacji z osobnikiem za nią. Nic jednak takiego się nie znalazło, więc została zmuszona do nieuniknionego. Starając się ukryć sztywność i napięcie w ciele, obróciła się na pięcie, konfrontując się pyskiem w pysk z jedną z mistrzyń. Kocimiętkowy Wir była nieco podobnego wzrostu, co Kukułka, lecz jej budowa była bardziej masywna, co zdecydowanie było widoczne w połączeniu krótkich łap i szerokiej klatki piersiowej, a głowa z wysoko usytuowanymi uszami była osadzona na mocnej szyi.
— Kocimiętkowy Wirze — mruknęła cicho wraz ze skinieniem głowy w geście powitania oraz okazania szacunku ze względu na wiek oraz rangę rudej. Ta przez chwilę utrzymywała ciszę pomiędzy ich dwójką, jakby ważyła każde kolejne słowo, które chce skierować do szylkretki.
— Wczoraj Krucze Pióro wyznaczał skład porannego patrolu granicznego. — Jej ton głosu był beznamiętny, wręcz nie pozostawiał miejsca na żadne dywagacje. — Idziesz wraz z Dyniową Skórką i Sowim Zmierzchem.
Młodsza jedynie skinęła łbem, woląc nie ryzykować gniewu mistrzyni lub kogoś jeszcze wyżej postawionego nad nią. Wystarczyło jej, że z jakiegoś powodu odkąd pamięta, Wilczaki krzywo spoglądały na nią, siostrę, Brukselkową Zadrę czy Gwiazdnicowy Blask. Może i dołączyła do klanu jako niemal osesek, lecz już wtedy była dobrą obserwatorką, mając jakoby naturalny talent do wyczuwania pewnych korelacji, które panowały w ich grupie.
Po tych słowach starsza wycofała się w głąb legowiska, zapewne mając zamiar powrócić do przerwanego odpoczynku, by wykorzystać jeszcze czas, który jej pozostał, nim będzie musiała zająć się własnymi obowiązkami w ciągu parnego dnia. Dymna uważnie ją obserwowała, aż do momentu, gdy ich spojrzenia na nowo się skrzyżowały — od razu odwróciła wzrok, uznając, że poczeka na pozostały skład patrolu przed krzakiem, gdzie zdecydowana większość klanu miała swe miejsce spoczynku.
Słońce powoli wspinało się na wciąż nieco granatowy nieboskłon, noszący na sobie ślady niedawnej dusznej nocy. Na obecny moment sklepienie ponad głową Wilczaczki oraz koronami drzew było przyozdobione pojedynczymi cirrusami, wyglądających dość niewinnie hen wysoko, lecz stanowiło to złudne wrażenie, gdyż te były jedynie zwiastunem z czasem pogarszającej się pogody. Były trochę niczym sama Kukułka — równie niewinna i niepozorna, lecz był to jeden z wielu jej obrazów, które nie każdy mógł obserwować. Na co dzień nieco wycofana, cicha, spokojna, idealne tło dla innych, statysta, któremu ten stan rzeczy odpowiada, by inni mogli grać swe główne role na planie własnego życia. A ona? Ona kierowała się własnym scenariuszem, który tylko parę razy uwzględniał przebicie się jej niepozornej persony na pierwszy plan.
Samotność i melodię budzącego się lasu zaczęły zagłuszać kroki zbliżającego się Wilczaka tuż za nią. Nie były one tak ostrożnie i delikatnie stawiane, jak te w jej wykonaniu — były ciężkie, powolne, jakoby ich właściciel nadal w jakimś stopniu spał. Kotka nieco obróciła głowę, by spojrzeć na swojego dawnego mentora z lekkim uśmiechem rozbawienia. Sowi Zmierzch chyba dość szybko zdążył się odzwyczaić od wczesnych pobudek, które do niedawna jeszcze miały miejsce w życiu ich dwójki. Z przeciągłym ziewnięciem przycupnął obok młódki, dołączając do oczekiwania na Dyniową Skórkę, która chyba nie miała w planach być dzisiaj rannym ptaszkiem.
— Jak się miewasz Sowi Zmierzchu — zagaiła cicho w pewnym momencie. Jej głos był spokojny i w pewien sposób pewny, co było znaczącą różnicą, patrząc na to, że jeszcze jako ledwo mianowana uczennica, każde wypowiadane przez nią słowo drżało z wcześniejszym wahaniem.
— Miło, że pytasz Zwęglona Kukułko — odparł z lekkim skinieniem głowy. — Muszę przyznać, że nie jest najgorzej, aczkolwiek już zdążyłem odzwyczaić się od wczesnych pobudek — przyznał.
— Jakoś mnie to nie widzi, staruszek z ciebie — zażartowała.
— Zaraz staruszek!
— Ledwo podrostek pokonał Cię w walce — przypomniała.
— Ten podrostek to zaraz w ten pusty łeb dostanie — burknął, spoglądając na uczennicę spod przymrużonych powiek.
— Uważaj, by Ci coś nie chrupnęło w tych starych kościach.
Liliowy właśnie miał odpowiedzieć na tę ripostę, kiedy to za ich plecami rozbrzmiało głośne, wręcz ostentacyjne ziewnięcie w wykonaniu Dyniowej Skórki. Ruda, kiedy tylko z nimi zrówna, skinęła głową w stronę starszego, ignorując obecność Kukułki. Na to dymna jedynie zastrzygła prawym uchem, utrzymując na pysku kamienny wyraz, jakby chwilę wcześniej wcale nie żartowała z Sowim Zmierzchem na temat jego coraz bardziej sędziwego wieku. Było to coś, co bardzo szybko wypracowała, obracając się w tak dwulicowej społeczności, jaką jest Klan Wilka — w ciągu uderzenia serca potrafiła zmienić na tyle swoje zachowanie i to tak naturalnie, że większość nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.
— Skoro wszyscy są, to ruszamy — poinformował zielonooki, podnosząc się z dotychczasowego miejsca obok dawnej uczennicy. Pręgowana klasycznie od razu ruszyła za wojownikiem, sprawiając, że Zwęglona Kukułka wylądowała na samym końcu ich niewielkiego pochodu.
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Żółtooka nie znała dzisiejszej trasy patrolu, więc musiała się zdać na dwójkę starszych wojowników przed nią. Dyniowa Skórka z pewnym zapałem rozmawiała z liliowym kocurem, co przywołało w pamięci dymnej, iż kocur kiedyś jej mówił, że kiedyś szkolił właśnie ów kotkę, choć było to księżyce temu. Fakt rozmowy ze swoim byłym mentorem raczej nie był czymś niezwykłym, lecz młódka poczuła pewne ukłucie zazdrości i smutku. Sowi Zmierzch był dla niej kimś więcej niż samym mentorem, który wyszkolił ją na wojowniczkę — to właśnie u niego mogła szukać wsparcia bez obaw, że zostanie wyśmiana lub skarcona za swoją słabość. Może i za bardzo ufała liliowemu, lecz ten czytał z niej, jak z otwartej księgi, więc pomimo początkowych starań, to nic zbytnio nie mogła przed nim ukryć. Co innego, teraz kiedy nabrała wprawy w tym wszystkim.
W teorii mogła iść do Brukselkowej Zadry czy Gwiazdnicowego Blasku, jednak… coś wewnętrznie ją powstrzymywało przed tym. Choć może to była też wina pewnych subtelnych gestów obu kocic, które na to wpłynęły. Mogły robić to nieświadomie, lecz nawet jeśli, to sam ich fakt wystarczał, aby Węgiel szukała większego wsparcia u kogoś innego.
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Przeszłość,
wspomnienie,
za kociaka
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Drobna koteczka z nieco wymuszonym uśmiechem właśnie starała się zadowolić swoją ekstrawertyczną i energiczną siostrę w zabawie w ganianego oraz zapasy, które miały być wynikiem, kiedy tylko jedna z młódek dogoni tę drugą. Kremowo białe kocięce łapki uderzały o ziemię tylko przez chwilę, wzbijając niewielki kurz, kawałeczki mchu i liści w powietrze, podobnie czyniły śnieżnobiałe łapki srebrnej kotki, która uciekała przed szylkretką. W pewnym momencie Kryształka potknęła się o własne łapy i poleciała do przodu, co chciała wykorzystać Węgielek, lecz w żłobku rozległ się zmartwiony głos ich przybranej matki, kotki, która znalazła ich dwójkę pod drzewem.
Brukselkowa Zadra niemal od razu znalazła się tuż przy cętkowanej, sprawiając, że dymna musiała w ciągu uderzenia serca wyhamować, by uniknąć zderzenia z opiekunką. Nie wiedziała do końca jak to uczynić, więc po prostu przestała przebierać łapami, nawet tymi, które były w powietrzu, co spowodowało, że również dostąpiła zaszczytu bliskiego i gwałtownego spotkania z ziemią, lecz w zdecydowanie bardziej bolesny sposób, niż w przypadku jej siostry.
Żółte ślepia zaszkliły się, a po chwili rozległo się pociągnięcie nosem, zwiastujący możliwy wybuch płaczu, lecz nic takiego nie nadeszło. Szylkretka w niezmiennej, nieco powykrzywianej pozycji leżała w miejscu, gdzie upadła. Nie odezwała się słowem, nie zaniosła szlochem — po prostu obolała przez parę łez obserwowała wojowniczkę, która będąc do niej tyłem, zajmowała się Kryształek. Czyżby nie usłyszała upadku Węgielek? Czemu chociaż nie spojrzała… Przecież ona również upadła, również odczuwała ból, jednak to zdawało się nie robić wrażenia na Brukselce, będącej zbyt zajętej srebrną.
W pewnym momencie do żłobka wkroczyła Gwiazdnicowy Blask, która w pierwszej kolejności podeszła do przybranej matki. Dymna jak przez mgłę słyszała ich słowa — w jej głowie pojawił się pewien promyk wątpliwości, który powoli zaczynał się zakorzeniać coraz bardziej, choć pozostając później przez długi czas uśpiony. Dopiero po dłuższej chwili pomarańczowooka wojowniczka skierowała się do drugiej z sióstr, która w międzyczasie zdążyła podnieść się z ziemi. Nie do końca rozumiała pytania przybranej starszej siostry, lecz była pewna, że chodzi jej o to, czy nic się nie stało. Dymna jedynie pokiwała głową, że wszystko w porządku — to wystarczyło, aby cętkowana wróciła do Brukselkowej Zadry.
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Przeszłość,
tego samego dnia,
po patrolu
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Patrząc na niektóre sytuacje z perspektywy czasu, Zwęglona Kukułka miała wrażenie, że za każdym razem miała wrażenie, że słyszy, jak coś wewnątrz niej pęka, jakoby pod naporem nieznanej siły, która co jakiś czas próbuje się przebić na powierzchnię. Kocica starała się o tym zbytnio nie myśleć, szczególnie teraz, gdy była wojowniczką — musiała być wsparciem dla siostry, która musiała się męczyć z Cienistą Zjawą. Skoro o nich mowa, żółte ślepia właśnie dostrzegły ruch w okolicy wejścia do obozowiska. Dymnej nie uszło uwadze, iż siostra widocznie jest obolała i w sumie to ledwo chodzi. Biała końcówka ogona szylkretki zadrżała, czując, jak narastają w jej sercu obawy o Kryształową Łapę i jej zdrowie pod opieką Cienistej Zjawy.
Nie chcąc ściągać na siebie uwagi uczennicy, podniosła się z dotychczasowego miejsca, które zajęła na czas odpoczynku po patrolu. Chciała zniknąć w legowisku wojowników najkrótszą drogą, lecz ta okazała się przecinać tą Kryształki do legowiska uczniów, przez co siostry niemal na siebie wpadły, choć to nie sprawiło, że Kukułka stanęła — nadal parła do przodu do krzewu, gdzie schroni się przed większością klanu.
— Hej, siostrzyczko! — mruknęła Kryształka, sprawiając, że dymna z bezgłośnym westchnieniem zatrzymała się i zwróciła głowę w stronę srebrnej. — Mam nadzieję, że nigdzie się nie spieszysz — dodała, podchodząc do niej. — Nie miałyśmy okazji dzisiaj porozmawiać, a ja jestem tak padnięta, że jak zmrużę oczy, to pewnie obudzę się dopiero następnego ranka! Tak więc pomyślałam, że może porozmawiamy teraz — kontynuowała, posyłając kotce ciepły uśmiech.
Szylkretowa skinęła głową, więc obie udały się na ubocze obozu i przysiadły w miejscu, gdzie nikt nie powinien im przeszkadzać.
— I... tak sobie myślałam, że chciałabym cię o coś spytać — miauknęła Kryształka, owijając ogon wokół łap.
— Tak? A o co? — odparła Zwęglona Kukułka, lekko przechylając łeb.
— O to, jak zostałaś tak szybko wojowniczką! Bo widzisz, ja wciąż jeszcze jestem Kryształową Łapą, a ty już Zwęgloną Kukułką, choć jesteśmy w tym samym wieku, z tego samego miotu, od tej samej matki i ojca! Ja naprawdę się staram i przykładam do treningów, ale na razie nic nie wskazuje na to, żeby Cienista Zjawa chciał polecić mnie liderce. Zdradź mi, proszę, co takiego zrobiłaś, że mianowano cię tak szybko! — westchnęła, patrząc na siostrę błagalnym wzrokiem.
Żółtooka nie była pewna, co odpowiedzieć, w końcu jej mentor okazał się bardzo dobrym nauczycielem i to nie tylko w wojowniczych sprawach. Nie wiedziała, jak wygląda sytuacja pomiędzy Kryształową Łapą a Cienistą Zjawą. Nie chciała też okłamywać siostry, robiąc jej niepotrzebnie nadzieję — nie miała przecież takiej mocy sprawczej, aby wpłynąć na starszego wojownika i zmusić go do polecenia niebieskiej liderce, tym samym kończąc jej szkolenie, o ile wygra w pojedynku, który był sądem ostatecznym i testem, czy uczeń faktycznie zasługuje na awans.
— Nie jestem pewna… Sowi Zmierzch nie jest Cienistą Zjawą, nie widziałam waszych treningów, więc nie wiem, co możesz zrobić. W moim przypadku Sowi Zmierzch nigdy się ze mną nie podzielił informacją, tego, co zrobiłam, że tak szybko zdecydował mnie polecić. Ale nie martw się, ty niedługo również zostaniesz wojowniczką — odparła z lekkim uśmiechem.
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Noc,
koniec pory zielonych liści
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Zwęglona Kukułka pogrążona w spokojnym, głębokim śnie nie spodziewała się tego, co może nadejść, szczególnie iż zawsze myślała, że Przodkowie mają ją w swojej opiece i nie pozwolą, aby coś złego się stało jej lub siostrze — przecież miały być jednymi z tych, którzy nawrócą Klan Wilka na właściwą drogę, czyli Klan Gwiazdy.
Przez sen poruszyła prawym uchem, jakoby w odruchu mający odgonić natrętnego owada, lecz cel tego był zupełnieinny…
“Szylkretka stała tuż przed Ciernistym Drzewem, dokładnie w miejscu, w którym była jako kociak, który miał dopiero zostać mianowany na ucznia. Obumarła już dawno roślina zdawała się mimo wszystko żyć. Żyć dzięki kotom, dla których to miejsce było święte, choć ona sama tej wiedzy nie posiadała.
Na nagły szelest tuż obok, napięła mięśnie, a ostre pazury zostały wysunięte dla pewności, że uda jej się szybko obronić przed zagrożeniem. Jakie było jej zdziwienie, kiedy ujrzała drobne kocie, chcące skryć się pomiędzy krzewami. Początkowo chciała do niego podejść, spytać o rodziców, lecz szybko uświadomiła sobie, że tym kociakiem była właśnie ona.
— Odtrącana, zraniona, a jednak serce ma miękkie. — Delikatny szept przemknął tuż obok jej prawego ucha niczym wiatr muskający liście w koronach drzew, które nie występowały w takiej formie na wilczackich terenach. — Troszczy się o innych, ale… bez wzajemności. Jakie to przykre. Nie czujesz się gorsza od nich?
Zdezorientowana gwałtownie obróciła się, lecz nikogo nie zastała za sobą, co jeszcze bardziej zbiło z ją z tropu. Przecież ktoś musiał wygadywać te kłamstwa, nie mogły się brać ot tak z powietrza.
— Czemu nadal ślepo wierzysz we wszystko, co Ci jest mówione? Przecież ten cały Klan Gwiazdy Cię nie uratuje. W końcu, gdyby tak było, nie słyszałabyś tego wszystkiego, nieprawdaż?
— To nieprawda, to czyste oszczerstwa! — zaprzeczyła, chcąc dodać coś jeszcze, lecz ciągłe szturchanie w bok skutecznie ukróciło ten mało przyjemny sen.”
— Wszystko dobrze? — Cichy głos srebrnej wojowniczki skutecznie zwrócił uwagę jeszcze przed chwilą śpiącej Kukułki.
— Czemu pytasz? — mruknęła, kątem oka sprawdzając, czy ktoś jeszcze się nie obudził. — Jeśli czymś Cię obudziłam, to się nie martw, więcej takich sytuacji nie będzie — dodała, posyłając siostrze lekki uśmiech.
<Siostro, czy mówiłam coś przez sen, że już nie śpisz?>