– Słyszeliście o tym, że Czyhająca Marena czy tam Murena spotyka się z Wężynowym Kłem? Pewnie Wężynie nie starcza jeden kot z immunitetem królewskim, to dobiera się do drugiego! – ta stara kotka jednak miała tupet, miała talent do owijania każdego królewskiego kota wokół palca. Czy to było legalne? Zdenerwowała tym pewnie Mandarynkową Gwiazdę i ta nie zrobiła jej synowi znaku lotosu, temu Flamingowi. Szkwał był dosyć z tym głośny, jedząc swego suma, ale nie przejął się tym, że ktoś inny mógł to usłyszeć.
– A czasem Wężyna już nie jest z Błękitną Laguną? To chyba się zalicza pod zdradę, myślicie, że on o tym wie? – spytała Liliowa Łapa, jedząc okonia obok Lawendowej Łapy i Urodziwej Łapy, z prawej strony kotki była właśnie Lawenda, a z lewej Szkwał. Lawendowa Łapa prawie wypluła leszcza, którego żuła w pysku.
– Wy i wasze fantazje! Może po prostu Wężynowy Kieł chce się zapoznać bliżej z rodziną swego partnera? Dotychczas rozmawiała tylko z Mandarynkową Gwiazdą, teraz widać, że otwiera się też na inne znajomości – a on był latającą rybą! Ta szemrana szylkretka robiła dramaty w środku rodziny królewskiej. Gdyby nie zrobiła czegoś złego, co zraniło Mandarynkową Gwiazdę, choć sam nie wiedział co, to by nie była na jego celowniku. Bowiem kto śmiał obrażać rodzinę królewską, obrażał i jego!
– Nie bądź tego taka pewna, zanim się obejrzysz, to Murenę też poderwie i wtedy dostanie większą karę niż brak lotosu na czole jego syna. Może praca z czekoladowymi kotami? Ta kara sama w sobie jest przeklęta! – Urodziwa na słowa swojego brata przekręciła oczami.
– Klanie Gwiazdy, znowu to samo... – kotka położyła łapę na twarzy z zażenowaniem w oczach. Niby mieli nie rozmawiać o czeko kotach, ale nie mógł się powstrzymać, musiał czegoś nienawidzić, by życie było piękne.
– No co! One naprawdę są przeklęte! Nie bez powodu mówią, że ich kolor bierze się od błota. Może przenoszą nieznane choroby? Nikt jeszcze nie tykał Fląderki, więc nie wiemy, co skrywa w sobie! Ale nie będziemy się głowić, co przenosi. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek to testował, nawet najgorszemu wrogowi bym tego nie życzył. Zamiast tego zgadnijcie kto dziś opuszcza legowisko uczniów. Możecie nawet strzelać – był ciekawy czy się domyślą, że zostanie dziś wojownikiem, bo nie mówił im tego.
– Niedźwiedziówkowa Łapa? – strzeliła Lawendowa Łapa. W sumie ona trochę była już terminatorką i powinna już zostać wojowniczką, by zasilić szeregi. Nie o nią jednak mu chodziło, machnął głową przecząco, jedząc swoją rybę.
– No to nie ma co strzelać, żadne z nas raczej się dziś nie mianuje. Gdyby Morszczynowa Łapa lub Senna Łapa byli nadal w legowisku uczniów to bym stawiał na nich. Może ci chodzi o Rezedową Łapę? – mruknęła Szafirka, będąc zakłopotana jak reszta kotek, z którymi siedział. Cóż, chyba będzie musiał się ujawnić.
– Widzisz, siostro! Nawet Rezedowa Łapa nie zazna dzisiaj takiego zaszczytu! Jedynym kotem, który będzie mianowany na środku obozu bę-...
– Witajcie młodziaki, co tam u was i u mojego przyszłego wojownika! – Szkwalna Łapa nie zdążył skończyć tego, co miał na myśli, bo oczywiście jego ojciec się wtrącił, liżąc go po głowie.
– Ughhh, tato! Zepsułeś niespodziankę! – niebieski kocur się napuszył, robiąc się cały czerwony. Jak on śmiał! Teraz wszyscy wiedzieli, tylko że nie od niego.
– E tam. Nic nie poradzę, że mój synek zostanie pełnoprawnym wojownikiem Klanu Nocy, a niedawno kładłem cię w żłobku spać! Byłeś taki malutki! – Złocisty Widlik rozklejał się, a Szkwał robił się coraz bardziej czerwony ze wstydu.
– Tato, na serio, nie rób mi siary przy reszcie – chciał się przypomnieć, że nie chciał być traktowany jak kociak w towarzystwie rodzeństwa i innych znajomych. To było bardzo upokarzające, czy każdy rodzic tak robił swoim dzieciom? Powinno to być uznane za znęcanie się.
– Już dobrze, mój wojowniku! Przyszedłem tylko luknąć na was, a teraz idę do żłobka zabawiać kociaki – uśmiechnięty piastun odszedł od grupy młodzieży, znikając w wejściu do żłobka. Trzy kotki patrzyły na niego w ciszy, pewnie zaskoczone faktem, że dzisiaj będzie mianowany.
– Gratulacje, Szkwale! Nie mogę się doczekać twojego mianowania. – miauknęła Lawendowa Łapa, Szkwał się uśmiechnął, zapominając o tym, co wcześniej było.
– Ja też! Też bym nie chciała tego przegapić – dodała Liliowa Łapa. Cieszył się, że kotki mu gratulowały, miał nadzieję, że rzeczywiście bliskie mu koty zobaczą, jak awansuje.
***
Czuł, że jego mianowanie się opóźnia, jakby przywódczyni, siedząc ciągle w swojej norze zapomniała o nim. Co, jeśli w ogóle nie zostanie wojownikiem dzisiaj? Może nim naprawdę nie zostanie? Chodził z jednego kąta obozu do drugiego. Owszem, Mandarynkowa Gwiazda wydawała się wyłączona z życia klanowego po niektórych incydentach, ale nie był czekoladowym kotem, nie był kimś, kogo można było wsadzić na własną wyspę jako zdrajcę. Był wiernym kotem, który kochał swój klan, rodzinę królewską i swoich bliskich z przyjaciółmi. Pokazywał to za każdym razem, gdy wstawał za dnia aż do nocy, gdy spał i tak z każdym dniem, nie marudził, gdy musiał iść na trening czy wyczyścić legowiska w obozie, robił wszystko sumiennie, chodząc jak w zegarku. Kocur nie chciał się czuć ignorowany przez głowę rodziny królewskiej. Gdyby Mandarynkowa Gwiazda go mianowała na wojownika, mógłby więcej zrobić dla klanu, niż robił wcześniej, tylko musiała mu dać szansę, musiała! Patrzył w ziemię, czując się w jakiś sposób winny że jego przywódczyni nie chciała go mianować, a może był inny powód? Może się dowiedziała, że wygadał, że znaleźli ciało tej jakiejś medyczki z Klanu Klifu? Nie, to nie to! Przecież gdyby się dowiedziała, to by dawno by był jakimś więźniem. Przeklął się w myślach za tą głupotę co zrobił. Już sam nie wiedział przez siebie, czemu członkini rodu królewskiego nie chciała wyjść ze swego legowiska.
Jakiś szelest?! Co to? Kocur obrócił głowę, widząc Mandarynkową Gwiazdę, która z gracją wspinała się na drzewo.
– Niech wszystkie koty, które umieją polować na ławicę i sprawnie pływać zbiorą się na zebranie klanu! – jej twarz była kamienna i opanowana, młody kocur przełknął ślinę, idąc z innymi kotami na zebranie klanu. Ustawił się na środku, by być widocznym dla Mandarynki i ich spojrzenia się spotkały. Oby to było jego mianowanie, a nie coś gorszego.
– Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika – nastała lekka pauza, a Szkwał bardziej się wyprostował, jakby miał stać na baczność. Jak dobrze, że to jednak była tylko jego ceremonia. – Szkwalna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? – spytała go liderka, a on już wiedział, co powiedzieć.
– Przysięgam, na Klan Gwiazdy – chciał, żeby przysięga była idealna, także wierzył, że przysięgając w imię Klanu Gwiazdy będzie mu łatwiej spełnić to postanowienie za pomocą gwiezdnych przodków, którzy czuwali nad nim.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Szkwalna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Ulewny Szkwał. Klan Gwiazdy ceni twoją lojalność i pracowitość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy – rozejrzał się wokół siebie, a wszyscy zaczęli skandować jego imię.
– Ulewny Szkwał! Ulewny Szkwał! – cały klan go witał jako nowego wojownika Klanu Nocy, w tym jego najbliżsi. Złocisty Widlik wydawał się z niego dumny, jak i jego siostry, Lawendowa Łapa i Urodziwa Łapa. Obok nich też zobaczył Liliową Łapę i Przypaloną Łapę wraz z innymi, którzy z uśmiechem wymawiali jego nowe imię. Uśmiechnął się tylko, obiecując sobie, że będzie najbardziej lojalnym wojownikiem klanu.
