Ostatnie wydarzenia odcisnęły bardzo duże piętno na mieszkańcach Klanu Klifu. Przywleczone, martwe ciało Mroźnego Wichru jedynie dolewało oliwy do ognia. Wzburzony Kormoran był cały roztrzęsiony, kiedy opowiadał, co się stało, a serca wszystkich objęła żałoba za kocura. Partner zmarłego, Rozświetlona Skóra ogłosił, że nie będzie dłużej biernie stać i się przyglądać. Pchełka, stojąc w tłumie kotów, słyszała doskonale, kiedy Jaskółka wyraziła swoje poparcie słów kocura. Z jej oczu błyszczał złowieszczy mrok, jednak wojowniczka tego nie skomentowała. Przełknęła nerwowo ślinę, wzrokiem szukając Mirtowego Lśnienia, którego niestety nie znalazła. Okrzyki tłumu, wzburzone koty zmusiły ich starego lidera, Judaszowcową Gwiazdę do podjęcia drastycznych, acz koniecznych kroków. Chcieli przepędzić mewy z ich terenów, a najlepiej zabić, by raz na zawsze pozbyć się problemu.
Pchełkowy Skok przeskakiwała z łapy na łapę, a jej wzrok biegał od kota do kota. Jeden ochotnik, za nim drugi, trzeci… a ona?
Złożyła przysięgę Poczciwemu Szakłakowi, swojemu najdroższemu bratu, że nie weźmie w tym precedensie udziału. Teraz jednak w jej serce wstąpiło zwątpienie. Czy powinna pozostać bierna? Podkulić ogon, tak jak wtedy, gdy Klan Klifu szedł na wojnę z Klanem Wilka? Zostać w bezpiecznym obozie i czekać na wyniki wielkiej bitwy?
Jej serce waliło mocno, szybko, a krew szumiała w uszach. Nie powinna tego robić. Chciała. Każdy jej mięsień podpowiadał, by unikać bólu zadanego ranami. Umysł jednak już dawno nakazywał działanie, tak jak wtedy, gdy zaczęła knuć z Mirtowym Lśnieniem. Kiedyś nigdy by czegoś takiego nie zaczęła, a teraz? Z ubłaganiem wręcz wyczekiwała śmierci aktualnego lidera.
Gdy minęło trochę czasu, a tłum się rozszedł, ona zdecydowała. Stojąc tu teraz, słysząc szum wodospadu, i czując płynącą w niej krew Jastrzębiego Zewu, niedoszłej Zastępczyni Klanu, nie mogła odwrócić wzroku od potrzebujących jej kotów. Mogła nie być przebojowa, silna, piękna tak jak inne wojowniczki, ale była lojalna. Lojalna wobec tych, których kochała; Mirtowego Lśnienia, Tawułowej Bryzy, Psotnego Nietoperza. Decydując się na złamanie danego słowa bratu, głęboko wierzyła, że zostanie jej to wybaczone. Jeśli nie, gotowa była żyć z tym brzemieniem do końca swoich dni.
Z takim podejściem zgłosiła się do grupy ochotników.
~*~
Kilka wschodów słońca później ogłoszona została grupa idących na bitwę. Należeli do niej Płomienne Serce, Rozświetlona Skóra, Gołębi Puch, Jenocia Kufa, Skrzydlata Pogoń, Gąsienicowy Ogryzek, Mysi Postrach, Pchełkowy Skok, Psotny Nietoperz, Trójoki Zając, Truskawkowe Pole oraz Promienna Łapa i Rozżarzona Pieśń, wraz z Tawułową Bryzą oraz Mniszkowym Nektarem. Obecność wujka Pchełki troszkę ją stresowała. Powinna się wykazać chociaż odrobinę…
Gdy ustalona została grupa, koty zebrały się, by omówić plan. Judaszowcowa Gwiazda wraz z Pikującą Jaskółką oznajmili wszystkim, gdzie powinno znajdować się gniazdo. Następnie ustalili, iż Judaszowcowa Gwiazda będzie szedł z tyłu, u boku Rozświetlonej Skóry, a reszta kotów stanowić będzie główne siły bojowe. Gdy każdy znał swoje zadanie, grupa kotów wyruszyła w podróż. Ich wyjściu towarzyszyły zagrzewające ich okrzyki tak, jakby byli już wygranymi. Pchełka położyła po sobie uszy nieco przytłoczona, szukając wzrokiem znajomego pyszczka. Zaraz podeszła do niej Psotny Nietoperz, ocierając się o bok przyjaciółki. Pchełka westchnęła, pozwalając, by uleciało z niej trochę napięcia. Nie ma to jak znajome futro obok siebie.
~*~
Według informacji zebranych od kotów gniazdo znajdowało się za lasem na klifie. Żeby tam dojść, będą musieli minąć studzienkę, która z każdym krokiem nieubłaganie się zbliżała. Pchełka czuła narastające napięcie, rozmowy pomiędzy kotami stopniowo przycichły. Z czasem zapadła kompletna cisza. Każdy nasłuchiwał odgłosów mew, a im dalej zapuszczali się w las, tym lepiej słyszalne były uderzenia ich wielkich skrzydeł. Pchełkowy Skok przełknęła nerwowo ślinę, gdy dostrzegła spinającą się Jaskółkę. Wyglądała jakby czekała, a gdy szylkretka przeniosła wzrok na resztę kotów, każdy próbował walczyć z własnym lękiem. Te mewy… to nie przelewki. Zabiły już tyle kotów, a oni szli całą grupą, pewnie pomyślą sobie, że kolacja sama je znalazła.
Pchełka, tak jak reszta, miała nadzieję, że zakończą to tu i teraz. Raz na zawsze.
Słońce przebiło się przez ostatnią warstwę lasu. Jaskółka zatrzymała grupę ruchem ogona. Rozświetlona Skóra otoczył Judasza swoim ciałem, jakby zakazując mu pójścia dalej. Pchełka napięła wszystkie mięśnie.
— Zaatakujemy w dwóch grupach — oznajmiła zastępczyni. — Jest tam parę dorosłych i jaja w gnieździe. Zabijemy ich, a gniazdo zrzucimy z klifu.
Wszyscy w ciszy przyjęli plan działania. Pchełka mogła dostrzec spomiędzy krzewów białe pióra, złote, ostre jak brzytwa dzioby i czarne oczyska. Samiec przyniósł coś do gniazda, jakiś…kawałek jedzenia. Nie wiedzieli, czy była to część kota, czy zwykły śmieć.
Rozdzielili się; Judasz poszedł z Rozświetloną Skórą na bok, by obserwować wszystko z tyłu. Jaskółka zebrała koty w dwie grupy, Pchełka trafiła do drużyny między innymi z Tawułą. Ich oczy się spotkały, kiedy zakradły się w wysokiej trawie niemal aż po sam brzeg Klifu. Pchełkowy Skok słyszała bicie własnego serca.
Nagle mewy podniosły okrzyk. Bardzo głośny, wiercący dziury w uszach, aż Pchełka musiała odwrócić głowę.
Wszystko działo się szybko; ich wrogowie nie czekali na nic — żaden sygnał do ataku czy przemyślenie planu działania. Koty się rozbiegły niemal natychmiast, gdy wielkie mewy dziarsko, egoistycznie wręcz wleciały pomiędzy nie. Zarzucały skrzydłami, kłapały dziobami, mając nadzieję kogoś trafić.
Pierwsza oberwała czarno biała piękność, a Pchełka widząc, jak pyszczek kotki rozdziera ból, wrzasnęła:
— Psotny Nietoperzu!
Jej krew zawrzała, a ciało natychmiast spięło. Widziała, jak Mniszkowy Nektar rzucił się na pomoc młodej wojowniczce. Płomiennemu Sercu udało się złapać za nogę mewy i ściągnąć go na ziemię, jednak dostał z liścia skrzydłem, co skutecznie go odstraszyło. Więcej nie trzeba było; Pchełka wraz z Tawułą rzuciły się na ptaszora i zaczęły gryźć. Pchełka za skrzydło, a Tawuła dopadła do szyi. Za chwilę dołączył do nich Mniszek, łapiąc z drugiej strony skrzydło ptaka.
Szamotali się tak przez dłuższą, chaotyczną chwilę, podczas której poleciało mnóstwo piór i kłębów sierści. Mewa zrzuciła z siebie koty, krwawiąc z szyi.
Pchełka upadła na ziemię ze stęknięciem, wstając zaraz i otrzepując futro. Dostrzegła czujnym okiem walczącą Jaskółkę, Rozżarzoną Pieśń oraz Trójokiego Zająca. Truskawkowe Pole również pomagała, kiedy koty na zmianę atakowały samicę.
Mewa wróciła jak bumerang, rzucając się z pazurami na Psotkę, raniąc ją, a gdy Promienna Łapa dopadła do nich, ptak złapał ją za ciało swoim wielkim dziobem i rzucił nią o ziemię. Pchełce zabrakło tchu, by krzyczeć. Zamiast tego użyła wszystkich swoich mięśni, by wybić się z tylnych łap i skoczyć na samca i zrzucić go z Psotki.
Koty walczyły zażarcie, niestety ich wrogowie również. Krwi było coraz więcej, a pióra tworzyły na ziemi mozaikę usłaną sierścią. Słychać było krzyki mew, syczenie, warczenie i płacz.
Pchełka w pewnym momencie została przygnieciona przez ptaka, który zostawił jej dużą ranę na plecach, a ona syknęła głośno z bólu.
W końcu udało się Promiennej Łapie, która podniosła się po upadku dopaść do ptaka i zerwać wielki kawał skóry z jej szyi. Dostała w zamian cios w bark i odskoczyła, dysząc ciężko. To był ten moment. Wraz z lejącą się krwią, koty ruszyły do akcji.
Pchełka doskoczyła do mewy, z którą oni walczyli i wspólnie wszystkim udało się ją powalić. Tawuła wraz z Promienną Łapą trzymały skrzydła za cenę życia, Psotka razem z Pchełką przygniatały ją do ziemi, podczas gdy Mniszkowy Nektar rozgryzał jej grubą szyję.
Pchełkowy Skok nigdy, nigdy nie słyszała tak przeraźliwego wrzasku, jak w tejże chwili.
— POMOCY! — Gdzieś w tle rozniósł się straszny krzyk, który nie dotarł do uszu walczących.
Rozświetlona Skóra w pewnym momencie wskoczył w ferwor walki, cały poraniony z cieknącą krwią z chyba każdego miejsca w swoim ciele.
— POMÓŻCIE!
Pchełkowy Skok podniosła wzrok i zdążyła tylko przenieść go we wskazanym kierunku. Ptak dopadł ich lidera, nie patyczkując się. Szylkretka przesunęła wzrok po polu bitwy, dostrzegając Jaskółkę stojącą z boku z nieodgadnionym wyrazem pyska. Gdy mewa miała Judaszowcową Gwiazdę w szponach, kremowa zastępczyni ruszyła do akcji, jakby… czekając na ten moment? Dlaczego ona stała i patrzyła, zamiast od razu ruszyć na pomoc? Czy ktoś to widział poza Pchełkowym Skokiem?
Pozostałe koty się podniosły i wspólnie dokończyli to, co zaczęli. Wkrótce obie mewy były martwe, a wojownicy podnieśli słaby okrzyk zwycięstwa.
— Wygraliśmy… — szepnęła Psotny Nietoperz.
— J… Judaszowcowa… — usłyszeli nagle.
Wszyscy skierowali wzrok w stronę Rozświetlonej Skóry, który… stał nad ciałem martwego lidera.
Jego rozszarpane wnętrzności leżały dookoła, brudząc trawę oraz zabitych obok przeciwników. Jaskółka, brodząc w tej krwi, podniosła wzrok. Milczała, a wszyscy natychmiast wiedzieli, co to oznaczało.
Pchełkowy Skok zmarszczyła brwi, patrząc nienawistnym wzrokiem na zastępczynię, wysunęła pazury. Czy mogłaby? Dałaby radę teraz…?
Nie, nie. Nie mogła być pochopna. Tylko przecież… widziała to! Jaskółka pozwoliła mewie wykończyć Judaszowcową Gwiazdę! Ale…
Rozejrzała się po kotach. Nikt, absolutnie żaden ze zgromadzonych kotów nie patrzył tak jak ona, wprost na Pikującą Jaskółkę. Wszyscy opłakiwali lidera bądź pomagali sobie nawzajem. Wrzaski rozpaczy Rozświetlonej Skóry przecinały powietrze ostrzej niż dzioby mew. Pchełkę zmroziło.
Może… Może jej się przywidziało? Może nie wyglądało to tak, jak myślała? Jaskółka mogła przecież być zestresowana albo ranna, dlatego z opóźnieniem pobiegła ratować starszego kocura… prawda?
Pytanie tylko, czy Pchełkowy Skok lub ktokolwiek byłby w stanie w to uwierzyć.
Szylkretka dołączyła do ocalonych, a Pikująca Jaskółka zaczęła jakąś przemowę. Jej treść nie była istotna, przynajmniej nie dla Pchełkowego Skoku. Zielonooka, słysząc szumiącą własną krew w uszach, mogła myśleć teraz tylko o jednym. O morderstwie.
Dalszą część ich misji wojowniczka pamięta jak przez mgłę, zaślepiona swoimi domysłami. Widziała, jak koty zrzucają gniazdo wraz z jajami w środku. Zerknęła nawet, stając na brzegu klifu, którego wysokość i rozmiar wzbudzał respekt. Słyszała szum wody oraz plusk, kiedy niewyklute jeszcze jaja zderzyły się z taflą wody. Popłynęły pchane prądem morskim w tylko jemu znanym kierunku.