— Mamo. — Narcyzowa Łapa pociągnął za spływające jej z grzbietu futro i uśmiechnął się elegancko. — Prawie się dzisiaj utopiłem.
Bura zamrugała kilka razy i nawet zdziwiona przymknęła ślepia, lecz gdy już słowa syna do niej dotarły, uśmiechnęła się sztucznie, jakby złośliwie.
— Szkoda, że prawie — wycedziła przez zęby, wciąż się szczerząc. Nim jednak Narcyz zdążył coś odpowiedzieć, zaraz strzepnęła ogonem, uciszając go. — Musisz pokazać tej Muśniętej Iskrze, że z ciebie dobry materiał na Nocniaka — mruknęła, zachowując się tak, jakby nie wypowiedziała wcześniejszych słów. “Pajączek zapewne już by miał rangę wojownika!” — myślała, lecz nie przyznała tego na głos. — Będzie mi za ciebie wstyd, jeśli cię okrzykną leniwą niedorajdą. A chyba nie chcesz, żeby mi było za ciebie wstyd, czyż nie?
— Ależ skądże! — odparł Narcyz, prostując się i wypinając pierś niczym dumny paw. Dobrze, że przynajmniej zapału mu nie brakowało; o ile tylko nie udawał zaangażowanego przed matką, a na treningach się obijał.
— Świetnie. Jak zauważę, że się lenisz, to osobiście porozmawiam z Muśniętą Iskrą i każę jej wyrwać ci wszystkie kłaki — oznajmiła, wciąż zachowując pogodny wyraz pyska.
— Chwila… Muśniętą Ikrą? Jej? — zapytał nagle czarno-biały, przekręcając głowę. — Mój mentor to Lśniąca Ikra. Jest ko-
— Shh! — przerwała mu Niedźwiedziówka, kręcąc łbem. — Nie interesuje mnie żadna Leśna Igła. To, jak się nazywa, nie wpływa na to, jak masz się zachowywać podczas treningów — stwierdziła, po czym bez słowa odwróciła się od swojego syna i zniknęła w legowisku uczniów. Trochę wstyd, że wciąż musiała spać pod jednym dachem wraz ze swoimi dziećmi, ale była w stanie jakoś to przełknąć. I tak była od nich o stokroć zdolniejsza, lepsza i piękniejsza.
Trochę długo Mandarynkowa Gwiazda trzymała ją jako ucznia. Ponadto teraz Niedźwiedziówka musiała użerać się na treningach z Algową Strugą, bo Wężynowy Kieł skrzywdziła się, wydając na świat jakieś brzydkie kocię, które w dodatku zostało odrzutkiem. Bura starała się interesować rodziną królewską i wszystkim, co z nią związane, toteż nie umknął jej fakt, że Flaming nie nosił na czole tej krzywej plamy niby-lotosu. W ogóle by się tym pewnie nie zajmowała, gdyby nie fakt, że pragnęła mieć dobre stosunki z najważniejszymi osobistościami w Klanie Nocy. A by mieć z nimi dobre stosunki, wypadałoby mieć jakieś pojęcie o ich życiu.
Algowa Struga też nosiła na czole ten lotos, ale nie była już tak istotna, jak reszta swojej rodziny. Była stara, trochę dziwaczna i raczej nie wtrącała się w obecne kontrowersje w rodzinie królewskiej. Można by rzec, że była “emerytowana” — ale na dobry początek relacja z nią musiała Niedźwiedziówce wystarczyć.
— Czemu wszyscy tak nienawidzicie czekoladowych kotów? — zapytała raz bura, gdy wraz ze swoją mentorką odbywały trening. Zatrzepotała niewinnie rzęsami, wpatrując się wprost w brązowe oczy księżniczki.
— Wężynowy Kieł jeszcze ci nie opowiadała? — odparła Algowa Struga, trochę zdziwiona. — U nas w Klanie Nocy już od kilku pokoleń krąży opowieść o tym, jak powstały różne koty — zaczęła wyjaśniać. Jej pysk przybrał skupiony wyraz. — To długa historia, więc proponuję usiąść.
Niedźwiedziówka skinęła głową, na co wojowniczka zatrzymała się i przysiadła, owijając łapy ogonem.
— Kontynuując… Mówi się, że na początku nasz świat spowity był ciemnością. Nie było w nim niczego, prócz czerni, pustki — mówiła, podczas gdy bura utrzymywała z nią kontakt wzrokowy i co jakiś czas potakiwała z zaangażowaniem głową. — Dopiero chęć naszych przodków do życia sprawiła, że kawałki nieba zaczęły się kruszyć, dając początek nowemu życiu… — Jej oczy zalśniły na moment, lecz zaraz potem Alga odchrząknęła i potrząsnęła łbem. — Z odłamków czarnego nieba powstały koty czarne, a z okruchów Srebrnej Skórki zrodziły się koty białe. Powstały też koty czarno-białe, które stanowią połączenie barw czarnego nieba i Srebrnej Skórki. Są harmonią, są… ponad wszystkim — wyjaśniała, a potem jej wzrok zaczął błądzić po futrze Niedźwiedziówki. — Tacy jak ty z początku także mieli gładkie, jednokolorowe futra. Odcisnęły się jednak na nich szlaczki zarysowane w korze drzew i w taki sposób powstały pręgi.
Była samotniczka uśmiechnęła się z dumą. Kto wie, czy prawdziwą, czy tylko udawaną…
— Niezwykle piękna legenda! Moje kociaki zostały obdarowane jakże pięknymi kolorami futra, takimi wpasowującymi się w wasze wierzenia. Ale wciąż nie wiem, co z tymi czekoladowymi kotami… — przyznała Niedźwiedziówka.
— Racja. Nie mam czasu, by opowiedzieć ci o wszystkich maściach, ale jestem w stanie zdradzić ci jeszcze, że koty czekoladowe powstały z lepkiego błota — mruknęła, lecz gdy to mówiła, jej mina nieco zrzedła.
— Więc… nie należy im ufać, bo gdy za bardzo się do nich zbliżysz, wciągną cię do swojego bagna?
Alga drgnęła.
— Tak. Mniej więcej — odparła, lecz trochę bez przekonania.
— Nie wierzysz w to, prawda? — zapytała Niedźwiedziówka, na co wojowniczka otworzyła szerzej oczy i nagle podniosła się z miejsca.
— Temat skończony. Właściwie to myślę, że jesteś już wystarczająco przystosowana do życia w Klanie Nocy. Wrócimy do obozu i przekażę tę informację Mandarynkowej Gwieździe.
— Niech wszystkie koty, które są zdolne do samodzielnego polowania, zbiorą się na zebranie klanu! — rozległ się głos liderki. Algowa Struga zrobiła tak, jak obiecała. Przekazała srebrzystej kotce, że Niedźwiedziówka jest już gotowa na awans.
Była samotniczka dumnie wkroczyła między tłum, ustawiając się w pierwszym rzędzie kotów. Gdy Mandarynka nawiązała z nią kontakt wzrokowy, kontynuowała:
— Niedźwiedziówkowa Łapo, wystąp — rozkazała, co bura posłusznie wykonała. — Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejną wojowniczkę. Niedźwiedziówkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? — zapytała, mierząc kotkę poważnym, lodowatym spojrzeniem.
— Przysięgam — przyznała brązowooka, starając się brzmieć wiarygodnie. Jakby wymawiała to słowo z pewnością, ekscytacją. Jakby przez te kilka księżyców stała się fanatyczką Klanu Gwiazdy i wszystkich tradycji, które panowały w rybnej społeczności.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Niedźwiedziówkowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Niedźwiedziówkowy Pył. Klan Gwiazdy ceni twoje zaangażowanie i pracowitość oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Nocy — zakończyła Mandarynkowa Gwiazda.
Nim bura zdążyła wykreować jakąś myśl odnośnie do swojego imienia, rozległy się krzyki:
— Niedźwiedziówkowy Pył! Niedźwiedziówkowy Pył!
Tłum zaczął skandować jej nowe imię. Bura rozejrzała się, a jej uwagę przykuł pysk Narcyzowej Łapy. To takie zabawne, że był w nią zapatrzony… Przecież nawet nie starała się być dla niego autorytetem czy wsparciem.
Swoje mianowanie postanowiła uczcić pierwszym samotnym spacerem. Nie musiała zastanawiać się dwa razy — wiedziała, dokąd chce pójść. Przekraczając próg obozu, od razu skierowała się ku granicy z Klanem Burzy. W jej sercu tliła się nadzieja, że spotka tam pewnego niebieskiego kocura. Tak bardzo podobnego do Pajączka… Zapewne to właśnie on był jego ojcem, choć bura nie miała już pewności. Werwa i Narcyz mieli uszy identyczne jak Słoneczny Fragment, ale Pajączek i Kasztan przypominali raczej Burzowe Chmury. Czy to możliwe, by miot miał dwóch ojców? A może to jakieś okrutne zrządzenie losu sprawiło, że dwoje z jej kociąt było tak uderzająco podobne do dymnego wojownika?
Westchnęła ciężko. Po co właściwie zaprzątała sobie głowę takimi rzeczami? Co ją obchodziły kocięta, co ją obchodzili dawni partnerzy… Choć, jeśli miała być szczera, w tym momencie obchodzili ją całkiem mocno. Chciała spotkać Burzę albo Słońce, powiedzieć im kilka starannie dobranych słów, pokazać, jak dobrze radzi sobie w Klanie Nocy… Zasiać w nich nadzieję, że jeszcze zobaczą swoje dzieci — a potem zniknąć. Nie przyjść na umówione spotkanie, wystawić ich. Czy to nie byłoby zabawne? Owszem, pod warunkiem, że za kilka księżyców znów by ich spotkała i mogła wysłuchiwać, jak bardzo się o nią martwili. No, przynajmniej w przypadku Burzowych Chmur, bo Słoneczny Fragment raczej nie dawał sobą tak łatwo manipulować. On prędzej potrząsnąłby nią za kark, niż pozwolił wciągnąć się w jej gierki.
Zanim jednak zdążyła się w tym wszystkim zatracić, dotarła na znajome tereny. Polany wyglądały dokładnie tak, jak je zapamiętała. Aż ścisnęło ją w środku. Kiedyś bywała tu często. Kiedyś była dla Burzy kimś wyjątkowym. Traktował ją niemal jak boginię. Robił wszystko, czego od niego chciała — bronił jej, polował, obsypywał komplementami… I co najzabawniejsze, był święcie przekonany, że odwzajemnia jego uczucia.
Nie miała jednak czasu, by dłużej rozpamiętywać przeszłość. Powietrze przeciął znajomy głos.
— Pacynko! Pacynko!
Zamarła na moment. Jej żołądek ścisnął się boleśnie, a futro na karku stanęło dęba. Rozejrzała się gwałtownie i po chwili dostrzegła go — Burzowe Chmury. Jego sylwetka wyraźnie odcinała się na tle zieleni, a oczy błyszczały podekscytowaniem i niedowierzaniem, gdy biegł w jej stronę.
— Och! Burzowe Chmury! — odpowiedziała, choć w jej głosie zabrzmiała nuta zawodu. Szybko odchrząknęła, próbując się opanować. Nie mogła sobie teraz pozwolić na takie potknięcia.
Kocur pewnie przekroczył granicę i podbiegł do swojej byłej “partnerki”. Rzucił się na nią, o mało jej nie przewracając. Na ten gest Niedźwiedziówka odskoczyła jak poparzona, przez co spotkała się ze zdziwionym spojrzeniem Burzy.
— Nie! Nie możesz mnie dotykać — warknęła, może nieco zbyt ostro.
Niebieski odsunął się od niej, kładąc po sobie uszy. Wyraz pyska burej od razu złagodniał.
— Chodzi o to, że jak Nocniacy wyczują twój zapach, to będzie po mnie! — zaczęła się tłumaczyć.
Wojownik skinął głową, przez moment wciąż wyglądając jak skrzywdzone szczenię. Jego smutek zniknął jednak tak szybko, jak się pojawił. Wąsy dymnego zadrżały, a oczy znów zalśniły.
— Co ty robisz w Klanie Nocy! Byłem przekonany, że umarłaś, wyparowałaś…! To niemożliwe, że cię tu spotkałem! — ucieszył się, a jego ciało drgnęło, jakby znów chciał przytulić się do swojej byłej partnerki, ale z trudem się powstrzymał. — Wędrowałem tymi polanami i nagle zauważyłem znajomą sylwetkę w oddali, ale nie sądziłem, że to naprawdę ty… Myślałem, że umysł płata mi jakieś figle. Jak to się stało, że zadomowiłaś się w Klanie Nocy?
Niedźwiedziówka jak zwykle uśmiechnęła się z politowaniem.
— Ach, jakoś tak wyszło. Nie raczyliście przyjąć mnie w swoje progi, więc musiałam szukać pomocy gdzie indziej… — mruknęła, trochę smutno, jakby chciała w Burzy wywołać poczucie winy.
— To oni nie raczyli! Dobrze wiesz, że wtedy rzuciłbym się na każdego, kto sprzeciwiłby się twojej obecności w obozie Klanu Burzy… — przyznał szczerze.
— Wtedy? Czyli już ci na mnie nie zależy? — zapytała, unosząc jedną brew do góry. — Jeszcze mi powiedz, że znalazłeś sobie jakąś inną w Klanie Burzy! — oburzyła się nagle, a jej końcówka ogona zadrżała ze złości i oburzenia. Dobrze jej szedł ten teatrzyk. Obrazi się na niego i zostawi samego z własnymi myślami — z najgorszym wrogiem każdej żyjącej istoty.
— Skąd takie przypuszczenia! W moim sercu nie ma miejsca dla innej — uparł się, próbując jakoś udobruchać burą. Ta jednak odwróciła od niego wzrok i spuściła głowę.
— Och, nie musisz mnie okłamywać… Nie zabronię ci przecież szukania szczęścia u innych kotek — westchnęła ponuro, pociągając nosem.
— Przestań gadać głupoty!
Niedźwiedziówkowy Pył jednak milczała.
— Może… zmieńmy temat, co? Jak się nazywasz w Klanie Nocy? Bo raczej nie Pacynka, prawda? — zapytał, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta niepewności.
— Niedźwiedziówka.
— Niedźwiedziówka co?
— Niedźwiedziówkowy Pył.
Dymny skinął głową, po czym ucichł. Zrobiło się trochę niezręcznie, dopóki jego pysk nie rozjaśniał, a z gardła nie uciekły słowa:
— Mówiłaś, że oczekujesz kociąt. To prawda? Nie okłamałaś mnie, czyż nie?
Wojowniczka spięła mięśnie na wzmiankę o dzieciach. Nie kłamała, a szkoda. Wolałaby raczej nie mieć tych pasożytów z tyłu głowy.
— Nie okłamałam. Jest ich trójka — przyznała bez większych emocji. Imion postanowiła jeszcze nie zdradzać, by w razie czego kocur nie mógł mieć pewności, że jest ich ojcem, gdyby spotkał ich na zgromadzeniu czy granicy.
— To świetnie! Nie mogę się doczekać, aż wreszcie je zobaczę… Przyprowadzisz je na granicę i będziemy mogli być jak prawdziwa rodzina, mam rację? Może… może nawet dołączę do Klanu Nocy, żeby móc być z wami przez cały czas! Pójdę do Mandarynkowej Gwiazdy i powiem jej, że cię kocham… Że jestem ojcem trójki przyszłych wojowników i należy mi się miejsce w nocniackim azylu! — stwierdził, ciesząc się jak małe dziecko. — Co sądzisz o tym pomyśle? Mogę pójść z tobą nawet teraz! Zaprowadzisz mnie do liderki i będziesz towarzyszyć w rozmowie. Co ty na to?
Spotkał się jednak z ciszą. Przenikliwą ciszą.
— Nie — odparła krótko Niedźwiedziówka. Jej głos był pewny.
— Dlaczego? Myślisz, że mnie nie przyjmie? — dopytał zmartwiony.
— Mandarynkowa Gwiazda? Nie wiem, mogę zgadywać. Wiem jednak, gdzie na pewno cię przyjmą — mruknęła.
— Gdzie…?
— W zaświaty.
Burzowe Chmury zastygł w bezruchu, a na jego mordce pojawiło się zdumienie. Przez moment wpatrywał się w pysk swojej byłej partnerki, jakby próbował wyczytać z jej brązowych oczu jej intencje.
— Słucham? — miauknął, cofając się o krok.
Niedźwiedziówka jednak nie odpowiedziała, a jedynie uśmiechnęła się szerzej. W odpowiedzi dymny zrobił kolejny krok, a potem jeszcze drugi. Zaczął się cofać, aż w końcu nie rzucił się pędem w którąś ze stron.
Bura nie zamierzała marnować czasu. Od razu pognała w pogoni za nim, zdeterminowana do tego, by wygrać ten wyścig na śmierć i życie. Mroźny wiatr owijał jej ciało i szczypał w oczy, ale nie pozwalała sobie na stracenie ofiary z pola widzenia. Biegła tak, jakby zależała od tego jej przyszłość — bo po części tak było.
W końcu Burzowe Chmury zwolnił. Biegł przez tereny Klanu Nocy, a teraz przed jego łapami rysowało się długie i szerokie jezioro. Nie próbował zawrócić, nie próbował czmychnąć na tereny Klanu Burzy. Odwrócił się przodem do burej, dysząc ciężko.
— Czego… chcesz? — wysapał, marszcząc brwi. — Zachowujesz się… dziwnie — przyznał łamiącym się głosem.
Brązowooka powolnym krokiem ruszyła w jego stronę. Serce biło jej w piersi z wysiłku, ale starała się zrobić wszystko, by nie dać po sobie poznać, że jest zmęczona. Gdzieś w połowie drogi wysunęła pazury, a gdy była wystarczająco blisko, wyskoczyła do przodu tak zwinnie, jak żaba.
Niebieski wojownik wykonał unik, lecz zaraz później Niedźwiedziówka przydzwoniła mu w pysk łapą. To na moment go ogłuszyło, co bura wykorzystała. Z całej siły skoczyła na niego, starając się go przewrócić. Wkrótce Burza przetoczył się po ziemi, lądując w płytkiej wodzie. To musiało go rozbudzić, bo zaraz się podniósł i zakasłał kilka razy. Otwarł pysk raz jeszcze, teraz, by coś powiedzieć, jednak Nocniaczka nie dała mu dojść do słowa.
Ponownie rzuciła się na niego, popychając go w głąb jeziora. W końcu udało jej się znowu go przewrócić, a potem przyszpilić łapą do dna zbiornika. Burza zaczął się szamotać, lecz nie odważył się strącić z siebie kotki. Może za bardzo ją kochał, by to zrobić? Położył swoje łapy na jej klatce piersiowej, ale nie wysunął nawet pazurów. Nie chciał zrobić jej krzywdy. Wiedział, że nadszedł jego czas.
Gdy kocur zwiotczał, sięgnęła zębami po jego skórę na karku i wywlokła go jeszcze dalej od brzegu. Nie było na nim żadnych śladów kłów czy pazurów, bo tego dnia nie odbyła się tu żadna walka. Jego śmierć mogła wyglądać jak nieszczęśliwy wypadek podczas pływania, a może jak celowe odebranie sobie życia… Kto wie.
W drodze powrotnej do obozu rozszalała się burza. Ta Pora Nagich Drzew była wyjątkowo ulewna. Ciężkie krople deszczu rozmywały ślady łap i zapach Burzowych Chmur na terenach Klanu Nocy. Poza tym wojowniczka mogła później powiedzieć, że to deszcz tak bardzo zmoczył jej futro.
Gdy dotarła do azylu, była przemoczona do suchej nitki. Woda spływała z jej futra, a ciało drżało z zimna. Nim zdążyła przemknąć do legowiska wojowników, wpadła na kogoś.
Narcyzowa Łapa.
Zamilkła, wpatrując się w jego dwukolorowe ślepia.
Bura zamrugała kilka razy i nawet zdziwiona przymknęła ślepia, lecz gdy już słowa syna do niej dotarły, uśmiechnęła się sztucznie, jakby złośliwie.
— Szkoda, że prawie — wycedziła przez zęby, wciąż się szczerząc. Nim jednak Narcyz zdążył coś odpowiedzieć, zaraz strzepnęła ogonem, uciszając go. — Musisz pokazać tej Muśniętej Iskrze, że z ciebie dobry materiał na Nocniaka — mruknęła, zachowując się tak, jakby nie wypowiedziała wcześniejszych słów. “Pajączek zapewne już by miał rangę wojownika!” — myślała, lecz nie przyznała tego na głos. — Będzie mi za ciebie wstyd, jeśli cię okrzykną leniwą niedorajdą. A chyba nie chcesz, żeby mi było za ciebie wstyd, czyż nie?
— Ależ skądże! — odparł Narcyz, prostując się i wypinając pierś niczym dumny paw. Dobrze, że przynajmniej zapału mu nie brakowało; o ile tylko nie udawał zaangażowanego przed matką, a na treningach się obijał.
— Świetnie. Jak zauważę, że się lenisz, to osobiście porozmawiam z Muśniętą Iskrą i każę jej wyrwać ci wszystkie kłaki — oznajmiła, wciąż zachowując pogodny wyraz pyska.
— Chwila… Muśniętą Ikrą? Jej? — zapytał nagle czarno-biały, przekręcając głowę. — Mój mentor to Lśniąca Ikra. Jest ko-
— Shh! — przerwała mu Niedźwiedziówka, kręcąc łbem. — Nie interesuje mnie żadna Leśna Igła. To, jak się nazywa, nie wpływa na to, jak masz się zachowywać podczas treningów — stwierdziła, po czym bez słowa odwróciła się od swojego syna i zniknęła w legowisku uczniów. Trochę wstyd, że wciąż musiała spać pod jednym dachem wraz ze swoimi dziećmi, ale była w stanie jakoś to przełknąć. I tak była od nich o stokroć zdolniejsza, lepsza i piękniejsza.
* * *
Algowa Struga też nosiła na czole ten lotos, ale nie była już tak istotna, jak reszta swojej rodziny. Była stara, trochę dziwaczna i raczej nie wtrącała się w obecne kontrowersje w rodzinie królewskiej. Można by rzec, że była “emerytowana” — ale na dobry początek relacja z nią musiała Niedźwiedziówce wystarczyć.
— Czemu wszyscy tak nienawidzicie czekoladowych kotów? — zapytała raz bura, gdy wraz ze swoją mentorką odbywały trening. Zatrzepotała niewinnie rzęsami, wpatrując się wprost w brązowe oczy księżniczki.
— Wężynowy Kieł jeszcze ci nie opowiadała? — odparła Algowa Struga, trochę zdziwiona. — U nas w Klanie Nocy już od kilku pokoleń krąży opowieść o tym, jak powstały różne koty — zaczęła wyjaśniać. Jej pysk przybrał skupiony wyraz. — To długa historia, więc proponuję usiąść.
Niedźwiedziówka skinęła głową, na co wojowniczka zatrzymała się i przysiadła, owijając łapy ogonem.
— Kontynuując… Mówi się, że na początku nasz świat spowity był ciemnością. Nie było w nim niczego, prócz czerni, pustki — mówiła, podczas gdy bura utrzymywała z nią kontakt wzrokowy i co jakiś czas potakiwała z zaangażowaniem głową. — Dopiero chęć naszych przodków do życia sprawiła, że kawałki nieba zaczęły się kruszyć, dając początek nowemu życiu… — Jej oczy zalśniły na moment, lecz zaraz potem Alga odchrząknęła i potrząsnęła łbem. — Z odłamków czarnego nieba powstały koty czarne, a z okruchów Srebrnej Skórki zrodziły się koty białe. Powstały też koty czarno-białe, które stanowią połączenie barw czarnego nieba i Srebrnej Skórki. Są harmonią, są… ponad wszystkim — wyjaśniała, a potem jej wzrok zaczął błądzić po futrze Niedźwiedziówki. — Tacy jak ty z początku także mieli gładkie, jednokolorowe futra. Odcisnęły się jednak na nich szlaczki zarysowane w korze drzew i w taki sposób powstały pręgi.
Była samotniczka uśmiechnęła się z dumą. Kto wie, czy prawdziwą, czy tylko udawaną…
— Niezwykle piękna legenda! Moje kociaki zostały obdarowane jakże pięknymi kolorami futra, takimi wpasowującymi się w wasze wierzenia. Ale wciąż nie wiem, co z tymi czekoladowymi kotami… — przyznała Niedźwiedziówka.
— Racja. Nie mam czasu, by opowiedzieć ci o wszystkich maściach, ale jestem w stanie zdradzić ci jeszcze, że koty czekoladowe powstały z lepkiego błota — mruknęła, lecz gdy to mówiła, jej mina nieco zrzedła.
— Więc… nie należy im ufać, bo gdy za bardzo się do nich zbliżysz, wciągną cię do swojego bagna?
Alga drgnęła.
— Tak. Mniej więcej — odparła, lecz trochę bez przekonania.
— Nie wierzysz w to, prawda? — zapytała Niedźwiedziówka, na co wojowniczka otworzyła szerzej oczy i nagle podniosła się z miejsca.
— Temat skończony. Właściwie to myślę, że jesteś już wystarczająco przystosowana do życia w Klanie Nocy. Wrócimy do obozu i przekażę tę informację Mandarynkowej Gwieździe.
* * *
Była samotniczka dumnie wkroczyła między tłum, ustawiając się w pierwszym rzędzie kotów. Gdy Mandarynka nawiązała z nią kontakt wzrokowy, kontynuowała:
— Niedźwiedziówkowa Łapo, wystąp — rozkazała, co bura posłusznie wykonała. — Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejną wojowniczkę. Niedźwiedziówkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? — zapytała, mierząc kotkę poważnym, lodowatym spojrzeniem.
— Przysięgam — przyznała brązowooka, starając się brzmieć wiarygodnie. Jakby wymawiała to słowo z pewnością, ekscytacją. Jakby przez te kilka księżyców stała się fanatyczką Klanu Gwiazdy i wszystkich tradycji, które panowały w rybnej społeczności.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Niedźwiedziówkowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Niedźwiedziówkowy Pył. Klan Gwiazdy ceni twoje zaangażowanie i pracowitość oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Nocy — zakończyła Mandarynkowa Gwiazda.
Nim bura zdążyła wykreować jakąś myśl odnośnie do swojego imienia, rozległy się krzyki:
— Niedźwiedziówkowy Pył! Niedźwiedziówkowy Pył!
Tłum zaczął skandować jej nowe imię. Bura rozejrzała się, a jej uwagę przykuł pysk Narcyzowej Łapy. To takie zabawne, że był w nią zapatrzony… Przecież nawet nie starała się być dla niego autorytetem czy wsparciem.
* * *
TW: Śmierć
Westchnęła ciężko. Po co właściwie zaprzątała sobie głowę takimi rzeczami? Co ją obchodziły kocięta, co ją obchodzili dawni partnerzy… Choć, jeśli miała być szczera, w tym momencie obchodzili ją całkiem mocno. Chciała spotkać Burzę albo Słońce, powiedzieć im kilka starannie dobranych słów, pokazać, jak dobrze radzi sobie w Klanie Nocy… Zasiać w nich nadzieję, że jeszcze zobaczą swoje dzieci — a potem zniknąć. Nie przyjść na umówione spotkanie, wystawić ich. Czy to nie byłoby zabawne? Owszem, pod warunkiem, że za kilka księżyców znów by ich spotkała i mogła wysłuchiwać, jak bardzo się o nią martwili. No, przynajmniej w przypadku Burzowych Chmur, bo Słoneczny Fragment raczej nie dawał sobą tak łatwo manipulować. On prędzej potrząsnąłby nią za kark, niż pozwolił wciągnąć się w jej gierki.
Zanim jednak zdążyła się w tym wszystkim zatracić, dotarła na znajome tereny. Polany wyglądały dokładnie tak, jak je zapamiętała. Aż ścisnęło ją w środku. Kiedyś bywała tu często. Kiedyś była dla Burzy kimś wyjątkowym. Traktował ją niemal jak boginię. Robił wszystko, czego od niego chciała — bronił jej, polował, obsypywał komplementami… I co najzabawniejsze, był święcie przekonany, że odwzajemnia jego uczucia.
Nie miała jednak czasu, by dłużej rozpamiętywać przeszłość. Powietrze przeciął znajomy głos.
— Pacynko! Pacynko!
Zamarła na moment. Jej żołądek ścisnął się boleśnie, a futro na karku stanęło dęba. Rozejrzała się gwałtownie i po chwili dostrzegła go — Burzowe Chmury. Jego sylwetka wyraźnie odcinała się na tle zieleni, a oczy błyszczały podekscytowaniem i niedowierzaniem, gdy biegł w jej stronę.
— Och! Burzowe Chmury! — odpowiedziała, choć w jej głosie zabrzmiała nuta zawodu. Szybko odchrząknęła, próbując się opanować. Nie mogła sobie teraz pozwolić na takie potknięcia.
Kocur pewnie przekroczył granicę i podbiegł do swojej byłej “partnerki”. Rzucił się na nią, o mało jej nie przewracając. Na ten gest Niedźwiedziówka odskoczyła jak poparzona, przez co spotkała się ze zdziwionym spojrzeniem Burzy.
— Nie! Nie możesz mnie dotykać — warknęła, może nieco zbyt ostro.
Niebieski odsunął się od niej, kładąc po sobie uszy. Wyraz pyska burej od razu złagodniał.
— Chodzi o to, że jak Nocniacy wyczują twój zapach, to będzie po mnie! — zaczęła się tłumaczyć.
Wojownik skinął głową, przez moment wciąż wyglądając jak skrzywdzone szczenię. Jego smutek zniknął jednak tak szybko, jak się pojawił. Wąsy dymnego zadrżały, a oczy znów zalśniły.
— Co ty robisz w Klanie Nocy! Byłem przekonany, że umarłaś, wyparowałaś…! To niemożliwe, że cię tu spotkałem! — ucieszył się, a jego ciało drgnęło, jakby znów chciał przytulić się do swojej byłej partnerki, ale z trudem się powstrzymał. — Wędrowałem tymi polanami i nagle zauważyłem znajomą sylwetkę w oddali, ale nie sądziłem, że to naprawdę ty… Myślałem, że umysł płata mi jakieś figle. Jak to się stało, że zadomowiłaś się w Klanie Nocy?
Niedźwiedziówka jak zwykle uśmiechnęła się z politowaniem.
— Ach, jakoś tak wyszło. Nie raczyliście przyjąć mnie w swoje progi, więc musiałam szukać pomocy gdzie indziej… — mruknęła, trochę smutno, jakby chciała w Burzy wywołać poczucie winy.
— To oni nie raczyli! Dobrze wiesz, że wtedy rzuciłbym się na każdego, kto sprzeciwiłby się twojej obecności w obozie Klanu Burzy… — przyznał szczerze.
— Wtedy? Czyli już ci na mnie nie zależy? — zapytała, unosząc jedną brew do góry. — Jeszcze mi powiedz, że znalazłeś sobie jakąś inną w Klanie Burzy! — oburzyła się nagle, a jej końcówka ogona zadrżała ze złości i oburzenia. Dobrze jej szedł ten teatrzyk. Obrazi się na niego i zostawi samego z własnymi myślami — z najgorszym wrogiem każdej żyjącej istoty.
— Skąd takie przypuszczenia! W moim sercu nie ma miejsca dla innej — uparł się, próbując jakoś udobruchać burą. Ta jednak odwróciła od niego wzrok i spuściła głowę.
— Och, nie musisz mnie okłamywać… Nie zabronię ci przecież szukania szczęścia u innych kotek — westchnęła ponuro, pociągając nosem.
— Przestań gadać głupoty!
Niedźwiedziówkowy Pył jednak milczała.
— Może… zmieńmy temat, co? Jak się nazywasz w Klanie Nocy? Bo raczej nie Pacynka, prawda? — zapytał, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta niepewności.
— Niedźwiedziówka.
— Niedźwiedziówka co?
— Niedźwiedziówkowy Pył.
Dymny skinął głową, po czym ucichł. Zrobiło się trochę niezręcznie, dopóki jego pysk nie rozjaśniał, a z gardła nie uciekły słowa:
— Mówiłaś, że oczekujesz kociąt. To prawda? Nie okłamałaś mnie, czyż nie?
Wojowniczka spięła mięśnie na wzmiankę o dzieciach. Nie kłamała, a szkoda. Wolałaby raczej nie mieć tych pasożytów z tyłu głowy.
— Nie okłamałam. Jest ich trójka — przyznała bez większych emocji. Imion postanowiła jeszcze nie zdradzać, by w razie czego kocur nie mógł mieć pewności, że jest ich ojcem, gdyby spotkał ich na zgromadzeniu czy granicy.
— To świetnie! Nie mogę się doczekać, aż wreszcie je zobaczę… Przyprowadzisz je na granicę i będziemy mogli być jak prawdziwa rodzina, mam rację? Może… może nawet dołączę do Klanu Nocy, żeby móc być z wami przez cały czas! Pójdę do Mandarynkowej Gwiazdy i powiem jej, że cię kocham… Że jestem ojcem trójki przyszłych wojowników i należy mi się miejsce w nocniackim azylu! — stwierdził, ciesząc się jak małe dziecko. — Co sądzisz o tym pomyśle? Mogę pójść z tobą nawet teraz! Zaprowadzisz mnie do liderki i będziesz towarzyszyć w rozmowie. Co ty na to?
Spotkał się jednak z ciszą. Przenikliwą ciszą.
— Nie — odparła krótko Niedźwiedziówka. Jej głos był pewny.
— Dlaczego? Myślisz, że mnie nie przyjmie? — dopytał zmartwiony.
— Mandarynkowa Gwiazda? Nie wiem, mogę zgadywać. Wiem jednak, gdzie na pewno cię przyjmą — mruknęła.
— Gdzie…?
— W zaświaty.
Burzowe Chmury zastygł w bezruchu, a na jego mordce pojawiło się zdumienie. Przez moment wpatrywał się w pysk swojej byłej partnerki, jakby próbował wyczytać z jej brązowych oczu jej intencje.
— Słucham? — miauknął, cofając się o krok.
Niedźwiedziówka jednak nie odpowiedziała, a jedynie uśmiechnęła się szerzej. W odpowiedzi dymny zrobił kolejny krok, a potem jeszcze drugi. Zaczął się cofać, aż w końcu nie rzucił się pędem w którąś ze stron.
Bura nie zamierzała marnować czasu. Od razu pognała w pogoni za nim, zdeterminowana do tego, by wygrać ten wyścig na śmierć i życie. Mroźny wiatr owijał jej ciało i szczypał w oczy, ale nie pozwalała sobie na stracenie ofiary z pola widzenia. Biegła tak, jakby zależała od tego jej przyszłość — bo po części tak było.
W końcu Burzowe Chmury zwolnił. Biegł przez tereny Klanu Nocy, a teraz przed jego łapami rysowało się długie i szerokie jezioro. Nie próbował zawrócić, nie próbował czmychnąć na tereny Klanu Burzy. Odwrócił się przodem do burej, dysząc ciężko.
— Czego… chcesz? — wysapał, marszcząc brwi. — Zachowujesz się… dziwnie — przyznał łamiącym się głosem.
Brązowooka powolnym krokiem ruszyła w jego stronę. Serce biło jej w piersi z wysiłku, ale starała się zrobić wszystko, by nie dać po sobie poznać, że jest zmęczona. Gdzieś w połowie drogi wysunęła pazury, a gdy była wystarczająco blisko, wyskoczyła do przodu tak zwinnie, jak żaba.
Niebieski wojownik wykonał unik, lecz zaraz później Niedźwiedziówka przydzwoniła mu w pysk łapą. To na moment go ogłuszyło, co bura wykorzystała. Z całej siły skoczyła na niego, starając się go przewrócić. Wkrótce Burza przetoczył się po ziemi, lądując w płytkiej wodzie. To musiało go rozbudzić, bo zaraz się podniósł i zakasłał kilka razy. Otwarł pysk raz jeszcze, teraz, by coś powiedzieć, jednak Nocniaczka nie dała mu dojść do słowa.
Ponownie rzuciła się na niego, popychając go w głąb jeziora. W końcu udało jej się znowu go przewrócić, a potem przyszpilić łapą do dna zbiornika. Burza zaczął się szamotać, lecz nie odważył się strącić z siebie kotki. Może za bardzo ją kochał, by to zrobić? Położył swoje łapy na jej klatce piersiowej, ale nie wysunął nawet pazurów. Nie chciał zrobić jej krzywdy. Wiedział, że nadszedł jego czas.
Gdy kocur zwiotczał, sięgnęła zębami po jego skórę na karku i wywlokła go jeszcze dalej od brzegu. Nie było na nim żadnych śladów kłów czy pazurów, bo tego dnia nie odbyła się tu żadna walka. Jego śmierć mogła wyglądać jak nieszczęśliwy wypadek podczas pływania, a może jak celowe odebranie sobie życia… Kto wie.
W drodze powrotnej do obozu rozszalała się burza. Ta Pora Nagich Drzew była wyjątkowo ulewna. Ciężkie krople deszczu rozmywały ślady łap i zapach Burzowych Chmur na terenach Klanu Nocy. Poza tym wojowniczka mogła później powiedzieć, że to deszcz tak bardzo zmoczył jej futro.
Gdy dotarła do azylu, była przemoczona do suchej nitki. Woda spływała z jej futra, a ciało drżało z zimna. Nim zdążyła przemknąć do legowiska wojowników, wpadła na kogoś.
Narcyzowa Łapa.
Zamilkła, wpatrując się w jego dwukolorowe ślepia.
<Narcyzowa Łapo?>