BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

11 lipca 2026

Od Ognikowej Słoty

Na terenach Klanu Wilka zagościła wyjątkowo lodowata Pora Nagich Drzew. Liczba patroli musiała zostać ograniczona ze względu na częste śnieżyce, a sterta zwierzyny zmniejszyła się przynajmniej o parę zdobyczy. Młodsi wraz z wojownikami zajmowali się odśnieżaniem legowisk po nocach z temperaturą nieschodzącą z ujemnych liczb, a starsi skarżyli się na doskwierający ból stawów i głowy ze względu na nagłą zmianę. Uczniowie zadbali o to, żeby legowiska w kociarni były wyścielone gęstym pierzem ptaków, a także resztą ściółki nieprzepuszczającej chłodów tak łatwo. Jakby tego było mało – sama karmicielka miała do zaoferowania półdługą sierść do ogrzewania malców, które lada moment miały przyjść na świat, dlatego miała pewność, że będą zaopiekowane. Zastanawiała się, jak bardzo odmienne teraz jej życie będzie. Odkąd zadomowiła się w kociarni, miała mało okazji ku temu, żeby porządnie zmęczyć łapy. Może wyszła z wprawy? Czy gdyby stanęła teraz do walki z tamtą kotką z Klanu Burzy, czy nadal byłaby na wygranej pozycji? Tak, nawet teraz, bez dwóch zdań. Tamta kocica była wyjątkowo żałosna.
Jej brzuch stał się obrzmiały, a sama ostatnio przyuważyła u siebie pewne zmiany. Nerwy puszczały jej dużo szybciej, czuła nierzadko nudności i w dodatku miewała problemy ze snem, a nie wolno było jej pobierać maku od medyków. Stała się wybredna i jeśli położono przed nią cokolwiek innego niż zając lub królik, wyładowywała własną frustrację na uczniach, pierwszą ofiarą tego był biedny Blednąca Łapa, ale szylkretce wcale nie było go szkoda. Parę nieprzyjemnych słówek nie zrobi mu na pewno różnicy. Zioła w celu lepszego wypoczynku mogłyby zaszkodzić kociętom, a tego nikt nie chciał. Miały ogromny potencjał, jako wnuki Zalotnej Gwiazdy i dzieci Ognikowej Słoty. Już na samym starcie ich życie miało być dużo łatwiejsze niż dla innych Wilczaków ze względu na przywileje i dobrą reputację rodziny w klanie. Dlatego już przedwczesne zmarnowanie takiej nadziei byłoby bez sensu, szczególnie po specjalnym pofatygowaniu się, żeby znaleźć im jak najlepszego ojca.
Ognikowa Słota odpoczywała wygodnie w legowisku, nieopodal chrapał Tęcza, ułożony tak, jakby złamano mu kręgosłup. Szylkretka przymknęła ślepia na jakiś czas, czując obejmującą ją senność. Las spowijała noc, kilka gwiazd przeświecało między gęstymi, gołębimi chmurami, ale księżyca ani nawet jego chłodnego blasku nie było widać. Wilczaczce nie robiło to różnicy – może poza tym, że nie musiała przekręcać się w swoim łożu, żeby jej nie raziło po oczach. Odkąd Szalej, obecnie Blednąca Łapa, został mianowany, kremus wydawał się dość samotny, chociaż miał towarzystwo Bielinki, co prawda dużo starszej od niego, aczkolwiek musiał się tym zadowolić, przynajmniej na razie.
Nagle dotarły do niej spazmy. Ostre bóle brzucha przegoniły wszelką senność, jaka mogła towarzyszyć kocicy jeszcze parę uderzeń serca temu. Wysunęła pazury, wbijając je w posłanie pod sobą i mrużąc lekko oczy. Wydała z siebie stłumiony jęk. Tuż obok niej podniosła się ruda główka, która szybko pojęła, co miało miejsce i już po paru uderzeniach serca nieopodal znalazł się przynajmniej jeden medyk, wybudzony z upragnionego snu. Mistrzyni nie przypatrywała im się nadto, dlatego też nie skupiła się nad tym, kto konkretnie złożył jej wizytę. Teraz najważniejsze było jednak, żeby poród przeszedł pomyślnie i bez większych komplikacji. Potężne wstrząsy bólu przeszły przez jej brzuch, gdy wierciła się w swoim łożu. Wiedziała, że jej kocięta były już gotowe, by przyjść na świat. Przez ostatnie dni niezwykle dawały jej popalić, kopiąc ją w brzuch i nawet jeśli przeklinała je wtedy w myślach, teraz czuła, że był to dobry znak. Skoro miały czelność robić jej coś takiego… musiały być silne, a przynajmniej jedno z nich. Miała szczerą nadzieję, że Mroczna Puszcza nie obdarzy jej słabym potomstwem. Dyskomfort rozszedł się po całym jej ciele dreszczem, różniąc się od bólu, z jakim spotkała się do tej pory. Nie miała przed sobą przeciwnika, z którym mogłaby się zmierzyć i wyładować na nim frustrację. Zamiast tego podano jej patyk, który po paru uderzeniach serca zaczęła mocno gryźć, niemal nie przygryzając sobie języka. Małe kawałki gałązki ulatywały spod jej pyska, gdy wypluwała je nerwowo. Warknęła, gdy następna dawka przypłynęła do niej niczym chłodne podmuchy z zewnątrz.
Już niedługo jeden z zielarzy pochwycił kocię i przekazał dalej, wydając jasny rozkaz, żeby je wyczyścić. Nie był to jednak koniec, bo już zaraz potem ciało starszej zgięło się nieprzyjemnie, a ogon zjeżył, gdy na świat przyszło następne maleństwo. Słota wytrzymała do tej pory wiele, jednak nawet teraz ciężko było ukryć, że ta sytuacja najzwyczajniej w świecie nie należała do najprzyjemniejszych. Pod łapami chrzęściły jej nieco podsuszone paprocie.
W końcu, po długiej nocy boleści, a także ciemności, u jej boku pojawiły się trzy malutkie kuleczki, każda inna od poprzedniej, chociaż Ognikowa Słota doszukiwała się u nich podobieństwa do niej, a także do jej rodziny. Ostatnią wiadomość o stracie jej braciszka, Cienistej Zjawy, nie zniosła za dobrze, chociaż zrzucała winę na hormony, które do tej pory dawały jej popalić i co, zdawało się, każdy rozumiał. Jako członkini kultu, nie powinna tak bardzo rozczulać się nad utratą bliskiego jej kota; w końcu nie tolerowano słabości, ona sama również się nią brzydziła i od niej stroniła, odkąd tylko pamiętała, ale ze wszystkich kotów, które mogły odejść, jej brat zasługiwał na to najmniej. Nawet jeśli obecnie przebywał już w czułych ramionach kotów z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, ciesząc się swoim zasłużonym miejscem, tak Słota nie potrafiła się ot tak z tym pogodzić. Mieli w Klanie Wilka tak wiele słabych, niepotrzebnych kotów… a zamiast tego odszedł jej brat. Kot, z którym długo się kłóciła i do którego odczuwała ogromny żal, ale z którym udało jej się wreszcie dogadać, gdy przestał się lenić i wziął za siebie, przynosząc rodzinie wiele powodów do dumy. Dlaczego to jego musieli zabrać?
Dwa kłębuszki wierciły się, kopiąc trzeciego, który próbował równie zawzięcie oddać im to, co mu fundowano. Gdyby tylko mogła, wyszłaby z kociarni i zmierzyła się z kimkolwiek, kto odebrał jej brata. Nie mogła tego zrobić jednak wcześniej, jako iż była ciężarna i naraziłaby się na zbyt wielkie ryzyko, a teraz pod jej czujnym wzrokiem siedziało aż pięcioro kociąt, z czego jedno było w wieku młodo wojowniczym, a drugie znalazło się u nich z przypadku. Trzy pozostałe dopiero co pojawiły się na tym świecie. Musiała przełknąć żal i boleści, traktując nieprzyjemne nowinki jedynie jako kolejną lekcję od nieprzewidywalnego życia. Mistrzyni przyciągnęła do siebie jednego z kociaków – czarny, obdarzony pręgami niczym u tygrysa, o jaśniejszej szyi, łapkach i ogonku. Jego futro jeżyło się zabawnie na karku i ogonie, nieważne ile razy by nie przejechała po nim językiem. Malec zaczął kwilić głośno, niezadowolony, że odczepiono go od źródła pokarmu. Kocica zerknęła na siedzącą tuż obok Kocimiętkowy Wir, u której w oczkach tańczyło tak wiele iskier emocji.
— Nazwij go, kochana — zachęciła rudaska, posyłając jej lekki uśmiech. Zielonooka otworzyła ślepia szerzej, jednak po paru uderzeniach serca kiwnęła głową, chowając wystający do tej pory język.
— Iglak. Bo jego futerko sterczy tak zabawnie, słodko — wyjaśniła, z rozemocjonowaniem strzygąc wąsami. — Przypomina mi wszystkie te drzewa iglaste porastające nasze tereny.
Ognikowa Słota kiwnęła głową. Iglak. Kociak, który najbardziej przypominał jej brata, Cienistą Zjawę. Żeby tylko nie odziedziczył po nim lenistwa, które było głównym powodem niezgody między rodzeństwem podczas pierwszych parunastu księżyców ich życia. Oby przynosił jej dumę i sprawiał, że nie pożałowała swojej decyzji o wydaniu na świat potomstwa, tym samym poświęcając część siebie, a przynajmniej swojej kondycji. Odstawiła kociaka nieco dalej od brzucha, na co dymny zareagował determinacją, żeby do niego dopełznąć. Już po chwili wczepił się w jasne kłosy z powrotem, ugniatając swoje miejsce malutkimi łapkami z wysuniętymi pazurami, niczym śnieżnobiałymi igiełkami. W międzyczasie przyciągnęła do siebie kolejnego brzdąca, drugiego kocurka. Zaczęła go wylizywać w celu ogrzania i wybudzenia. Młodziak zaczął cichutko pomrukiwać, głowę opierając na jej łapie.
— Koszmar — miauknęła. Jego ciałko pokrywała szara, nakrapiana szata, przyciemniona przez brązowe pasma i nawet ciemniejsze cętki, biel na łapach, prawie że jak u niej. Nosek miał ciemny, wraz z małżowinami usznymi. Wyrośnie na wojownika. Może będzie kotem siejącym grozę między wszystkimi tymi parszywymi samotnikami. Gdy mistrzyni stanie na łapach, jak tylko dopadnie się jednego z nich, któregokolwiek… na samą myśl miała ochotę wydrapać komuś oczy, a żeby tylko tyle! Buras miauknął gniewnie, gdy matka przestała go wylizywać. Podmuch wiatru dotarł do nich, cętkowany w odpowiedzi się zatrząsł, nieprzyzwyczajony do takich temperatur. Brązowooka przyglądała się każdej najmniejszej reakcji kociaków, wręcz badając je i oceniając już od pierwszych chwil, podczas gdy ruda kocica obok wydawała z siebie piski podekscytowania. Słota zastanawiała się, czy dokładnie to samo czuła Zalotna Gwiazda, gdy miała przed sobą ich trójkę – Pomrok, ją i Cienia. Mimo to cieszyła się w duchu, a nawet pozwoliła sobie na następne rozpromienienie. Kocurek uderzał kończynami czekoladową kuleczkę obok siebie, gdy został odstawiony z powrotem do brzucha. Kuleczka w odpowiedzi szarpnęła łapkami i pisnęła głośno. Miała potężne płuca. Karmicielka wtuliła nos w futerko kłębuszka, w dotyku przypominało dmuchawca, który był o krok od rozsiania swoich nasion wszędzie dookoła, jeśli tylko porwie je konkretniejszy podmuch wiatru.
— Zamroczka — nazwała trzecie i ostatnie kocię. Biel nakrapiała jej uszy, cały brzuch i jeszcze parę miejsc, układając się nieregularnie i w dość zabawny sposób. Gdy dokuczanie jej zostało przerwane, ułożyła się wygodnie przy piersi matki, wtulając delikatnie w dwukolorowe futro, przyciskając do niego pyszczek. Polizała czubek jej głowy, układając futerko w taki sposób, żeby nie uwierało i nie pozwoliło na łatwy spadek temperatury.
Były takie bezradne, a jednak już od pierwszych chwil dało się stwierdzić mniej więcej, jakie będą z charakteru. Całe szczęście, nie urodził jej się żaden słaby kociak, dlatego ewentualne nieszczęście w rodzinie mogła wysłać gdzieś w odmęty swojego umysłu. Po tylu tragediach jedna dobra nowina była czymś, czego potrzebowali wszyscy Wilczacy. Ognikowa Słota miała wrażenie, że jej serce urosło i wypełniło całą jej pierś. Cała mordęga była za nią… a może był to dopiero początek?

Event w Klanie Burzy!

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Burzacki obóz również padł ofiarą pożaru, który strawił większą część łąk zaledwie parę wschodów słońca temu. Mało który skrawek trawy nadal jest w nim zielony; wszystko pokrywa warstwa zwęglonej roślinności i sadzy. Jedyne miejsca, które pozostały w miarę nietknięte, to nora żłobka oraz sama Kamienna Wieża. Każdy z Burzaków już wie, że tego nieszczęsnego dnia stracili dotychczasowy dom.

Jednak nie można było siedzieć bezczynnie. Po długich, nerwowych dyskusjach wyjaśniona została sprawa śmierci Króliczej Gwiazdy, a oskarżone koty spotkały odpowiednie wyroki. Zawodzące Echo odbył podróż do Księżycowej Sadzawki, wracając już jako Zawodząca Gwiazda. Tego samego wieczoru w Grocie Pamięci, w której obecnie przebywa Klan Burzy, została wygłoszona kolejna nowina – Burzacy nie pozostaną w Grocie na stałe, jednak ich obóz przeniesiony zostanie pod ziemię.

W związku z tym, gdy tylko Klan Burzy otrząsnął z siebie przygnębiające myśli o tragedii, która ostatnio ich spotkała, Zawodząca Gwiazda zarządził przeszukanie starego obozu wzdłuż i wszerz. Pora Nagich Drzew nie jest łaskawa – trudno o znalezienie jakichkolwiek wartościowych, suchych materiałów w dziczy. Cenne są więc stare posłania, składy króliczego puchu, zasuszonych traw i mchu. Zapasy ziół, skrywane między kamiennymi ścianami legowiska medyków, czy… Osobliwe znaleziska i pamiątki, pozostawione w pośpiechu przez samych Burzaków.

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Event rozpocznie się dnia 11.07.2026 o godzinie 12!

Każdy, poza kociakami, może przyłączyć się do poszukiwań – samotnie, z mentorem, czy całym patrolem. W obozie znajduje się kilka lokacji, oznaczonych numerami od 1 do 7, w których można coś znaleźć, i, przy odrobinie szczęścia, zachować może jakiś ładny drobiazg dla siebie.

LISTA LOKACJI

1 - wejście do obozu 
2 - legowisko wojowników
3 - legowisko starszyzny 
4 - żłobek 
5 - legowisko medyków 
6 - legowisko lidera 
7 - tylne wyjście z obozu 


ₓ⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑ₓ
⃰⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑⃰  



Aby wziąć udział w przeszukiwaniu obozu, należy zgłosić się do organizatora eventu (urfavmaj4 – dc; orzeszkowa.91011@gmail.com – mail) w specjalnie przygotowanym do tego wątku/na maila z imieniem postaci, lokalizacją, którą chce się przeszukać (numerkiem) oraz rzutem kostką d100. Informacja zwrotna o tym, czy losowanie się powiodło oraz to, co znaleźliście, pojawi się w przeciągu paru godzin.

Lokalizacje, w których znaleziono już wszystkie przedmioty, zostaną odznaczone na zielono!

LISTA POTENCJALNYCH ZNALEZISK

niespalone posłania i zapasy ścìółki – 0/5
zioła z legowiska medyków – 0/10
osobiste skarby współklanowiczów – 0/6

Opowiadanie, w którym zawarte zostanie poszukiwanie, musi liczyć co najmniej 350 słów. Próby poszukiwań można podejmować się raz dziennie, pod warunkiem, że poprzednia próba (jeżeli takowa miała miejsce) została opisana w opowiadaniu – pomyślna lub nie. Każde poszukiwanie powinno zostać opisane w minimalnie 4 zdaniach złożonych.

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Pozostała jednak jeszcze sprawa nowego obozu. Dokąd Burzaki znosić mają znaleziska?

Zgodnie z decyzją Zawodzącej Gwiazdy, Klan Burzy przeniesie się pod ziemię – na stałe do Groty Pamięci, tuneli jej otaczających oraz pobliskich jaskiń. Nim jednak będzie można to zrobić, należy przygotować materiały do umocnienia podziemnych przejść, oczyścić wnęki z pajęczyn, zamieść posadzki...

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Grota Pamięci nie zmieni za bardzo swojej funkcji – nadal pozostanie miejscem spotkań, ceremonii oraz nauk kronikarzy, jednak tymczasowo będzie również pełnić rolę serca obozu. Korzystając z kamiennych fundamentów, zakopanych pod terenami Klanu Burzy, zarządzono powiększenie podziemnej przestrzeni – nowo zyskani minarzy zajmują się wykopywaniem kolejnej jaskini, która będzie służyć za centrum obozu. Kilkudniowe prace odsłoniły więcej fragmentów cegły, kamiennych słupów i dwa weścia do skalnych wnęk. Rozchodzące się od Groty Pamięci trzy tunele, ku zaskoczeniu części klanu, która nie zapuszczała się w ciemności zbyt często, prowadzą również do wielu odnóg i ślepych zaułków, które zostaną wykorzystane. 
Zawodzące Echo jako swoje legowisko objął jedną z mniejszych wnęk najbliżej Groty, w jej powiększanej właśnie części, do której dostać można się wskakując w górę, po kamieniach, tuż za nowo wykopanym wejściem. Przed wejściem do legowiska znajduje się półka skalna, z której w przyszłości Zawodząca Gwiazda będzie mógł przemawiać. Legowisko wojowników będzie znajdować się w jednej z większych jaskiń, o nierównym podłożu tworzącym pod ścianą półki skalne, a dalej płytkie wgłębienia; w obu miejscach wojownicy mogą uwijać swoje posłania. Przy wejściu do niego gładki kamień zamienia się na długość ogona w chropowate cegły, podobne do tych, z których zbudowana jest Kamienna Wieża. Graniczy z nim mniejsza grota, przejęta jako legowisko przez uczniów – ze stopniowo zniżającym się sufitem, wieloma skalnymi słupami oraz wydrapanymi przez, najpewniej, przechodzących tam kiedyś młodzików i ich pazury, śladami na jednej ze ścian. W tej samej odnodze znajduje się również wejście do żłobka, znajdującego się nieco bliżej powierzchni niż reszta legowisk. Jest to zawijająca się w bok, obszerna przestrzeń, ze stosunkowo małym wejściem; legowiska można umieścić nie na widoku, a schowane za kamienną ścianą po prawej. W sklepieniu i tego legowiska znajduje się świetlik, przyświecając kociętom raz promieniami słońca, raz blaskiem gwiazd. Legowiska medyka oraz kronikarzy ulokowane zostały w odnodze tunelu, która tworzy kształt księżyca – oddziela się od głównej ścieżki, a później do niej wraca. Szersza część tunelu, rozchodząca się w jaskinię, została ustanowiona lecznicą; legowiska oddzielone od siebie zostaną ścianą z gliny i kamieni. W podłodze, tuż przy istniejącej już ścianie, tworzy się płytkie wgłębienie, w której błyska tafla wody – w sklepieniu obu legowisk znaleziono kolejne, mniejsze otwory, które po oczyszczeniu i odgarnięciu zmarzłej roślinności z powierzchni, wpuszczają do nich rozproszone światło. Część należąca do kronikarzy składa się z jednej strony z wypłukanego w skale wgłębienia, w którym można ułożyć posłania, oraz pustej, gładkiej ścianie po drugiej – gdzie powoli pojawiają się pierwsze wyryte pazurem mapy. Legowisku starszyzny przypadła stosunkowo płaska, przestrzenna grota, z wejściem w wykopywanym powoli "dziedzińcu". Końcowo, jedna z ciemnych, skromnych jaskiń, zlokalizowana nieco w dół od legowiska wojowników, została przeznaczona więźniom oraz kotom o ograniczonych uprawnieniach – w tym momencie spędzają w niej noce Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk. 


ₓ⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑ₓ
⃰⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑⃰  

Do tej części eventu nie trzeba się uprzednio zgłaszać – możecie opowiadania pisać od razu. Z opowiadaniem opisującym pomoc w odbudowach, imieniem postaci oraz wykonanym zadaniem (które proszę również wypisać na dole, pod treścią opowiadania) należy się zgłosić do organizatora eventu w wiadomości prywatnej, aby ułatwić liczenie punktów.

LISTA ZADAŃ DO WYKONANIA

zebranie gałęzi na umocnienie przejść pomiędzy jaskiniami – 0/3
pozbycie się pajęczyn z kątów – 0/3
zamiecenie wnęk i korytarzy – 0/3
pozbycie się ostrych odłamków skalnych – 0/3
zebranie kamieni oraz gliny na budowę ścianek w przyszłym legowisku medyka oraz żłobku – 0/5
uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów – 0/8

Opowiadanie, w którym zawarta zostanie pomoc w obozie, musi liczyć co najmniej 350 słów. Kolejnego zadania można podjąć się dopiero wtedy, gdy poprzednie zostanie opisane w opowiadaniu. Każde z zadań powinno być opisane w minimalnie 4 zdaniach złożonych.

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Trzy pierwsze osoby, które wykonały najwięcej zadań, jak i jedna, która odnalazła najwięcej przedmiotów, zostaną nagrodzone kolorowym imieniem w zakładce oraz wyróżnione na tle innych w drodze fabularnej. 

Powodzenia!


Wszelkie pytania i uwagi proszę kierować do organizatora wydarzenia: urfavmaj4 (dc), orzeszkowa.91011@gmail.com (mail)

Od Wdzięcznej Firletki

Jakiś czas temu...

Pochyliła się nad ledwo widoczną, szylkretowa sylwetką, skrytą pod mchem i króliczym puchem. Pysk Małej Bazi wychylał się spod okrycia.
— Czemu tak długo szwendałaś się na zewnątrz? — zapytała. Pacnęła czubek głowy wojowniczki ogonem. — Nawet ja czuję, że łapy powoli zaczynają mi drętwieć, gdy za bardzo ociągam się przy zbieraniu pajęczyn. Końcówka Pory Opadających liści jest nieprzewidywalna.
Młodsza wywróciła figlarnie oczami.
Zadziwiające było, jak szybko można było zapomnieć o wydarzeniach z przeciągu ostatnich kilku wschodów słońca. Wystarczyło zatracić się w pracy, rozmowach z bliskimi, posłuchać, jak przyjaciele próbują zrobić żart z ich obecnej sytuacji… Zaśmiać się, a potem przypomnieć sobie o wszystkim w przeciągu paru uderzeń serca, i poczuć ukłucie żalu w żołądku.
— Ktoś musi dla tego klanu polować — odparła Bazia.
Firletka uniosła lekko kąciki pyska i przycisnęła swój bok do siostrzenicy. Spojrzała z ukosa na jej łaciatą mordkę. Wyglądała niemal tak samo, jak pamiętała Knieję, jednak ich zachowanie nie mogło być bardziej odmienne…
Obie podniosły wzrok na głos kroków i ostre słowa, rozchodzące się po Grocie Pamięci, w której nadal przebywali. Jej spojrzenie padło na dwójkę oskarżonych – Tańcujące Pierze I Nieustraszony Chomik. Jednego prowadził Oskrzydlony Ognik wraz z Poczciwym Szakłakiem, a drugą Cyklonowe Oko i Słodka Dziewanna.
Chyba wiedziała, na co przyszedł czas.
Z nieco zaciśniętym gardłem spoglądała na grupę kotów. Podszedł do nich Zawodzące Echo, przekazując ostatnie informacje i ukazując kierunki, w których mają się rozejść dwie grupy. Wywnioskowała, że Dzikiego Berberysa wyprowadzono wcześniej. Przydzielone do egzekucji koty skłoniły lekko głowami, podczas gdy Pierze i Chomik pozostali w bezruchu, z trudnymi do odczytania wyrazami pysków.
Spuściła spojrzenie na własne łapy. Dlaczego w Klanie Burzy rodziły się takie koty? Koty, które przed brutalnymi czynami można było powstrzymać jedynie ich własną śmiercią?
— Bądźcie w gotowości.
Uniosła wzrok, łapiąc spojrzenie Echa, który podczas jej momentu nieuwagi podszedł bliżej. Kątem oka zerknęła na siedzącą nieopodal Łzawą Łapę.
— W gotowości na to, że stracimy więcej kotów, niż mi obiecałeś? Tak jak ostatnio? — miauknęła z wyrzutem. Po paru uderzeniach serca westchnęła i zwiesiła głowę. — …wybacz.
Kocur trącił jej bark nosem, uśmiechając się słabo.
— Wszyscy jesteśmy teraz nie do końca sobą.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Parę wschodów słońca później...

Ściany groty, w której znajdowała się Księżycowa Sadzawka, odbijały jej subtelny blask. Oglądała przez chwilę znajome jej malunki na ścianach, zanim zwróciła spojrzenie z powrotem na Zawodzące Echo.
— Powodzenia — miauknęła krótko.
Czarnofutry skłonił w jej stronę głowę. Zerknął kątem oka w mrok tunelu, z którego przyszli; pozostawili obstawę wojowników na zewnątrz, przy zejściu pod ziemię, a ona poprowadziła Echo ciemnymi korytarzami.
Błysk Sadzawki malował się na jego pysku miękkimi plamami światła. W jego oczach błyszczało zarówno podekscytowanie i duma, jak i strach. Uchylił usta, zawahał się, i postąpił krok bliżej wody.
— Boję się zobaczyć tam mojego ojca.
Zastrzygła uchem.
— Dlaczego?
— Zawiodłem go — odparł. Przycupnął przy brzegu. — A przynajmniej tak ja to widzę. Miem bronić jego życia… Nie tylko tego ostatniego, a wszystkich poprzednich też. Mogłem zostać razem z nim.
Usiadła pod jedną ze ścian, obserwując, jak pysk kocura zawisa ponad taflą wody. Zawsze podziwiała to, jak Echo umie trafnie dobierać słowa, aby uderzyły boleśnie i głęboko, nawet, jeśli nie są na Ciebie skierowane.
— Na pewno ucieszy się na Twój widok. Będzie pamiętał Twoją pomoc, której udzielałeś mu przez wiele księżycy, nie twoje winy.
Nos Zawodzącego Echa dotknął powierzchni Księżycowej Sadzawki.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Jej łapa, pokryta krwisto-czerwoną mazią, dotknęła czoła Zawodzącej Gwiazdy. Jeden ruch, drugi; zgrabnie naznaczyła głowę nowego lidera symbolem gwiazdy.
Uśmiechnęła się w jego stronę, szczerze, i delikatnie skinęła głową, okazując szacunek. Echo odwzajemnił gest.
— Zawodząca Gwiazda! Zawodząca Gwiazda!
Po Grocie Pamięci rozległy się wiwaty; na jednej z jej ścian widniał nowy, barwny odcisk łapy.
Patrzyła na niego z dumą. Patrzyła, jak unosił wyżej głowę i spoglądał na swój klan. Nie była pewna, w którym momencie na tyle się do siebie zbliżyli; traktowała przywódcę nie tyle jak współklanowicza, a jak członka rodziny. Brata, któremu czasem trzeba przemówić do rozsądku, z którym nie zawsze będzie się zgadzać, ale któremu może ufać i w szczęściu, i w potrzebie.
— Klanie Burzy!
Echo wyprostował się i zlustrował wzrokiem zebranych pobratymców.
— Jestem dumny z tego, że mogę przewodzić Klanowi Burzy — zaczął. — Obiecuję, że nie zawiodę was. Będę się starał podejmować właściwe decyzje i aktywnie uczestniczyć w życiu klanu – jakkolwiek trudne by to nie było. Otwarty jestem na Wasze uwagi, sugestie i pytania.
Wziął głęboki oddech.
— Chciałbym również coś ogłosić. Jak wiecie, nasz stary obóz został w większości strawiony przez ogień. Żywioły odebrały nam dotychczasowy dom, i nawet, jeśli nie jestemy w stanie go teraz odbudować, to nie możemy się poddać i siedzieć bezczynnie. Nadszedł czas, abyśmy sami stworzyli nowe serce Klanu Burzy – właśnie tu, w podziemiach!

wyleczona: Mała Bazia

Od Wdzięcznej Firletki CD. Tańcującego Pierza

Zawodzące Echo stanął pod jedną ze ścian w Grocie Pamięci. Obserwowała go z naprzeciwka, przycupnięta tuż obok Oka. Stłumione przez chmury promienie słońca wpadały do środka Groty przez świetlik w jej sklepieniu, malując na ziemi i kocich futrach miękkie plamy światła.
— Klanie Burzy! — zastępca podniósł głos, zbierając na sobie uwagę. Koty zwróciły pyski w jego kierunku. — Dzisiejszego poranka wrócił patrol poszukiwawczy.
W tłumie rozległy się szmery. Po jej grzbiecie przebiegł dreszcz; wiedziała, jakie słowa zaraz padną. Została już wcześniej o wszystkim poinformowana, przy okazji zaproszenia poza Grotę, gdzie brała udział w oględzinach… Ciał, które udało im się odzyskać.
— Nie znaleziono ciała Króliczej Gwiazdy — oznajmił – wprost, tak, jak się tego spodziewała. Szepty przybrały w natężeniu; uniósł łapę, aby je uciszyć. — Podobnie jak ciał Sójczego Błękitu, Szarej Skóry, Skrzypiącego Skrzypu oraz Szafirkowego Wiatru. Po Wełnistej Mszycy również nie ma żadnego śladu…
Podczas ewakuacji wcale nie zauważyła jej nieobecności. Gdy do obozu wpadł Bąbelkowy Plusk, zabrała jedynie ze sobą Łzawą Łapę i Milczącą Łapę, krzycząc do Zawodzącego Echa, że obiecuje, że nie spuści ich z oczu… Nie zwróciła uwagi na to, że asystentka nie opuściła obozu tuż za nią. Dopiero pod Kamiennymi Strażnikami, gdy Echo przeprowadzał sprawdzenie obecności, uświadomiła sobie brak kocicy u jej boku.
— …a więc. Proszę wszystkich wojowników, medyków, kronikarzy, przewodników oraz uczniów powyżej dwudziestego księżyca życia o wyrażenie swojego głosu publicznie. Koty, które wypowiadają się za wygnaniem głównej czwórki podejrzanych niech staną po mojej prawej — uniósł jedną z łap — a za egzekucją, po lewej — powtórzył gest po drugiej stronie.
Firletka zacisnęła usta i owinęła łapy ogonem. Nie chciała się tam teraz znajdować.
Obserwowała, jak pierwszy ruch wykonuje Złota Wydma, przechodząc wraz z Ostatnim Pożarem na stronę symbolizującą wygnanie. Tuż po nich do przodu, o parę kroków, wystąpiła Śpiewający Raniuszek.
— Moją opinię już znacie, możecie brać mój głos pod uwagę w obu kwestiach — miauknęła wyraźnie kocica po paru uderzeniach serca. — Egzekucja oszczędzi nam wielu kłopotów w przyszłości. Wygnanie niesie za sobą ryzyko. Niemniej jednak, jeśli, jak wspomniałam, pozbędziemy ich pazurów i języków, ryzyko się zmniejszy. W końcu nie można ślepo wierzyć w zapewnienia spiskowców, jeśli postanowią złożyć przysięgę, że nigdy więcej nie postawią łapy w tych okolicach ani nikogo nie naślą.
Drgnęła, wykrzywiając pysk z dyskomfortem. Nienawidziła tego, że słowa Śpiewki miały sens. Myśl o tym, że miałaby spędzać dni w strachu o to, czy nadejdzie moment, w którym zęby zacisną się i na jej gardle.
Z grupy wysunął się pysk Lodówkowej Łapy.
— Jeśli mogę, Zawodzące Echo… Uważam, że nie zasługują na pewno na zbyt surową karę. Ciała nie są znalezione, oraz nie mamy potwierdzenia co do tego kto dokładnie popełnił morderstwo. Gradobijący Cierń ocalił mi i Gadożerowej Łapie życie… Wiem, nie mogę mu ufać całkowicie, ale wierzę, że to, co się stało musi mieć jakieś wytłumaczenie. Poza tym Klan Burzy jest teraz bardzo słaby. Czy nie najlepiej byłoby ich przywrócić do roli uczniów, aby wykorzystać ich do obowiązków polowania pod nadzorem zaufanych wojowników?
Zamilkła na moment, spoglądając niepewnie po zebranych, po czym ponownie uchyliła pysk.
— Aktualnie stracimy pół klanu, jak chcemy potem wyżywić kocięta? Nie możemy sobie pozwolić na stracenie tak wielu kotów…
— Mamy dość kotek w klanie, by załatać braki — wbiła jej się w zdanie Śpiewka. — I jesteśmy dość silni by poradzić sobie bez morderców, którzy w każdej chwili mogą ci wbić kły w gardło. Oczywiście ty nie musisz się o to martwić. Wszyscy wiemy, że jesteście blisko.
Zapadła chwila napiętej ciszy. Ruda Lisówka uniósł z jedną z łap, spoglądając przelotnie na Nieustraszony Chomik.
— Korzystam z mego prawa do głosu i sądzę że Gradobijący Cień jak i Dziki Berberys są jeszcze młodymi kotami które weszły w dorosłość bez rodziców, które nie powinny zostać ani wygnane, ani zabite — zaczął. — Przypuszczam że oni obaj zostali zmanipulowani jak i reszta spiskowców przez zepsutego do szpiku kości Tańcującego Pierza i Nieustraszoną Chomik. Oba koty wykorzystały ich dramatyczną sytuację rodzinną dla ich wyzysku, oni obaj kotami które zabłądziły i mogą jeszcze się odkupić, za to Pierze i Chomik nigdy. Tańcujące Pierze to przykład chodzącej arogancji, kłamstwa i agresji, przed pożarem też dopuścił się kilka występków, rzucił się na jedną z naszych medycznek których tu nie ma i był może związany z otruciem Strzępotkowegi Kokonu. Nigdy do tej pory nie widziałem zła wcielonego we własnej osobie które pewnie teraz nie na skruchy, dosłownie jak został przyłapany to zamiast coś z siebie wydusić jak normalny kot to poszedł gadać do Bursztynowej Łapy że jako rudy ma ciężkie życie, no po prostu wąsy spadają ze śmiechu. Nieustraszona Chomik za to dostała szansę na pokutę, ale zmarnowała ją przy pierwszej lepszej okazji, zawiodła własną rodzinę i przyniosła jej zawód. Dlatego chcę żeby ta nieobliczalna kotka z psychopatą odeszli najdalej stąd jak się da, wystarczająco nam pokazali że nie zasługują tu żyć. Już wystarczająco doświadczyliśmy przemocy w tym klanie, nie potrzebujemy następnej.
Chłód, z jakim wypowiadał się o byłej partnerce, był aż nienaturalny. Śpiewający Raniuszek spojrzała z ukosa na ojca i parsknęła.
— Są starsi niż ja, mają niemal po 40 księżyców, a Pierze jest od nich młodszy. To dorosłe kocury, tato. Nie dopiero co wyklute kociaki, które nie potrafią panować nad emocjami i trzeba myśleć za nich. Nie patrz na nich pod kątem młodości.
Lisówka uniósł wyżej podbródek.
— Może, ale nadal sądzę że mimo to mogą się bardziej zmienić niż twoja matka i Tańcujące Pierze.
Podczas, gdy szylkretka spoglądała na ojca z zawodem, jedna z uczennic ponownie wzięła głos.
— To, co mówi Ruda Lisówka… Ma sens — wtrąciła się niepewnie Lodówkowa Łapa. — W końcu Cierń wspomniał o swoim ojcu gdy wtedy pokłócił się z Króliczą Gwiazdą. Przecież sam potem przeprosił Zawodzące Echo, martwiąc się o lidera… Przecież nigdy wcześniej sie tak nie zachowywał.
Jej wzrok uciekł na bok, tam, gdzie za obstawą stali oskarżeni.
— Zgadzam sie z Rudą Lisówką. Również jestem za wyganiem Pierza i Chomik.
Modliszkowa Cisza, siedzący dotąd z boku, spojrzał przelotnie na zebranych, a później na Lodówkę.
— Wygnanie nie załatwi sprawy. Egzekucja za to uniemożliwi winnym popełnienia tej zbrodni ponownie, chroniąc nasz i inne klany. Oraz może sprawi ze inne koty, w końcu zaczną się bać konsekwencji swoich czynów.
Wraz z wojownikiem na lewą stronę Echa przesunął się Opadający Rumianek, a zaraz po nim Biały Strumień, Śniący Obserwator i Gasnąca Łapa.
— Głosuję za egzekucją. Uważam, że nie powinniśmy okazywać litości kotom, które jawnie zdradziły naszą społeczność — oznajmił wyraźnie biały przewodnik. — Jeśli byśmy ich wygnali, mogliby wrócić, albo co gorsza – mordować inne koty, co było zbyt wielkim ryzykiem. Powinniśmy ukrócić ich działania w możliwie najszybszym tempie, pozbawiając ich życia, tak jak oni odebrali je naszym pobratymcom. Takie potwory nie zasługują, by żyć wśród nas.
Przesunęła wzrokiem po występujących z grupy kotach. Widziała ich krzywe miny, słyszała ich brutalne słowa. Które były gorsze? Skazanych czy skazujących?
Przed tłum wyszedł Oskrzydlony Ognik.
— Uważam, że zawsze należy dawać drugą szansę, w końcu trzeba brać pod uwagę wiele możliwości i czynników, jak chociażby wcześniej wspomniany młody wiek, który nie tyczy się co prawda Gradobijącego Ciernia i Dzikiego Berberysu, lecz Tańcującego Pierza — zaczął, zawieszając wzrok właśnie na rudym kocurze. — W tym jednak wypadku, nie możemy patrzeć jedynie na młody wiek. Są koty, które od urodzenia tworzą za naczynie dla żaru, który w każdym momencie może zranić współklanowiczów i spopielić wszystko, nad czym pracowaliśmy. Niestety, mamy do czynienia z tym drugim, chociaż bardzo chciałbym się mylić. Po części zgadzam się z Rudą Lisówką, że to dwa koty w naszej społeczności stanowią największy problem. Nikt nie wie, czy bardziej niebezpieczny i żarłoczny jest płomień młody, czy stary i doświadczony... kto raz zaznał smaku krwi, przełamał barierę i jest w stanie zrobić to po raz kolejny. Naprawdę mi przykro, gdyż chciałbym zobaczyć wielkie zmiany, jakie młode koty mogą wnieść do społeczności. Niestety, zabrano się do tego w zły sposób. Jakiś czas temu wyraziłem swoją opinię na osobności, jednak po wysłuchaniu słów Rudej Lisówki zmieniłem swoje zdanie. Berberys jak i Cierń powinni być skazani na wygnanie lub dożywotnie prace na stanowisku kreta pod ciągłym nadzorem. Byłoby to bezpieczniejsze, niż stracenie ich z oczu. Co do Chomik i Tańca... — zamilknął na moment — niestety, jestem za egzekucją, z szansą na rozpatrzenie tego w przypadku Pierza.
Zapadła chwila ciszy. Przerwał ją dopiero jeden z więźniów, Gradobijący Cierń.
— Klanie Burzy… — trzęsącym się głosem zwrócił się do pobratymców. — Odkąd byłem kociakiem, byłem lojalny swojemu klanowi. Szanowałem każdego z was, jak i starszych naszego klanu. Przepraszam, że musieliśmy sie znaleźć w tak tragicznym miejscu jak to, w którym jesteśmy dzisiaj. Nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić. Gdy dowiedziałem sie o zabójstwie mojego ojca nie byłem w stanie uwierzyć, że zrobiłby coś tak okrutnego. Zabił moją własną matkę. Skończyłem bez rodziców, jak i Berberys i Mak. Wiele razy podczas szkolenia przechodziło mi przez myśl, że powinienem teraz szkolić się u boku matki, choć Szara Skóra był wspaniałym mentorem, to brakowało mi jej. Straciłem rodziców, byłego mentora… Tak, winiłem za śmierć mojej matki Króliczą Gwiazdę, oraz za późne mianowanie mnie, gdyż myślałem, że mi nie ufa. Jednak myliłem się. Królicza Gwiazda w żadnym stopniu nie był temu winny, a moje przekonania nie były moimi własnymi. Żałuję… Zaufania Pierzowi. Szukałem w nim wsparcia. Chciałem… Pomocy. Z Berberysem nie dogadywałem się najlepiej. Nie chciałem też martwić siostry, z resztą oboje przechodzili ciężki czas. A Pierze znalazł mnie w dołku, z którego nie potrafiłem wyjść. Nakarmił mnie fałszymi przekonaniami, nienawiścią do Króliczej Gwiazdy… — spojrzał po kotach. — Tak, rozmawialiśmy o morderstwie Króliczej Gwiazdy. To Pierze chciał mnie do niego namówić. Wpajał mi do głowy, że jest on stary, że nie nadaje sie na lidera, że to przez niego Jagodowe Marzenie jest martwa. Manipulował mną jak marionetką. W dodatku… Wiele ran, z jakimi wracałem do obozu, jak i te, które usprawiedliwiliśmy atakiem lisów, nie były ich winą. Pierze często posuwał się w moją stronę do przemocy fizycznej, a ja sam nie potrafiłem się mu postawić... Byłem tchórzem. Byłem… zbyt słaby. I żałuję tego.Możecie mnie osądzić, jednak wiedzcie, że nigdy nie skrzywdziłbym kota z własnej woli, ale nie chcę was oszukiwać. To ja zabiłem Króliczą Gwiazdę.
W tłumie rozległy się szepty.
Serce podeszło jej do gardła. Czyli ich podejrzenia zostały potwierdzone. Życia Króliczej Gwiazdy zostały mu zabrane.
— Nie… Nie chciałem tego zrobić… Męczyły mnie głosy, cienie, które widziałem, które mówiły mi, że jestem beznadziejny! Że też skończę jak mój ojciec! I tak właśnie się stało. Nienawidzę się za to. Dlatego przeprosiłem Echo za rzucone w stronę Króliczej Gwiazdy słowa. Bo tuż po tym, jak ten umarł, pożałowałem. Wiem, że dla was będę mordercą. Możecie mi wyrwać pazury, możecie dać mi przeklęte imię, zrzucić mnie do dziury, jednak proszę… Jeśli jestem w stanie o to jakkolwiek prosić… Oszczędźcie mojego życia… Odpowiem wam na każde pytanie, jakie zadacie, tylko… Proszę, nie wińcie mnie za coś, czego nie zrobiłbym z własnej woli...
Reszta oskarżonych, w tym Dziki Berberys, pozostali cicho. Po chwili jednak pysk uchyliła Nieustraszony Chomik.
— Też dołożę swoje parę słów. Wiem, że to nie zmieni sposobu jaki na mnie patrzycie i to rozumiem, ale póki jeszcze żyję, to…
Zamilkła na parę uderzeń serca.
— Poprzednio mój partner, Ruda Lisówka wspomniał, że Tańcujące Pierze wymienił słowa z tajemniczym kotem o treści "Chcę, aby razem pozbyła się tego czarnucha", oczywiście muszę się że to ja byłam tym tajemniczym kotem. Zaczęło się to tym że poprosił mnie na osobności żebyśmy pogadali, to było po zatruciu Strzępkotkowego Kokonu. Prosił mnie żebym mu zdradziła jak najbardziej by mógł skutecznie zabić Króliczą Gwiazdę i od czego zacząć. Mówił mi że już takie numerki kręciłam, ale nie zgodziłam się, dlatego że miałam rodzinę i nie chciałam szarpać jej reputacji. Tylko że tam najbardziej mnie uderzył, groził mi że jeśli mu nie powiem tego i nie dołącze do jego kwiorzerczego planu obalenia władzy- to- to mi groził że pośle swoich braci żeby zabili moją córeczkę, Śpiewający Raniuszek. Oczywiście powiedział mi że jeśli się zgodzę na jego warunki to ona będzie bezpieczna, nie chciałam oczywiście szarpać się na życie swojego jedynego dziecka które mam. Wystarczy że Cicha Łapa już mi został zabrany, co jeszcze na Klan Gwiazdy miałam poświęcać?!
Po policzkach oskarżonej pociekły łzy. Firletka odwróciła spojrzenie.
— Dlatego byłam zmuszona, zabić swego ucznia, Skrzypiąceg Skrz- Skrzypa, ja nawet nie umiem wypowiedzieć jego imienia! Stałam się potworem! Przynajmniej jednak ze spokojem umrę, jeśli mnie skarzecie na egzekucjez tym agresywnym rudzielcem, to przynajmniej wiem że mojej córce już nic nie będzie grozić.
Usłyszała zmęczone westchnienie Śpiewającego Raniuszka.
— Jesteś dorosłym kocurem, na gwiezdnych — mruknęła, komentując wywody Ciernia. — Patrzenie jak się mazgaisz już po dokonanej zbrodni jest obrzydliwe.
Gdy ponownie podniosła wzrok, Śpiewka wpatrywała się w matkę twardym wzrokiem.
— Zawiodłam się na tobie.
Gradobijący Cierń drgnął, unosząc głowę i wpatrując się w młodszą wojowniczkę błagalnie.
— Śpiewko, rozumiem twój punkt widzenia… Jednak czy gdy walczysz za swój klan, jesteś mordercą? Tak samo w tym przypadku, ja nie chciałem mordować, jak koty na bitwie. Tak, wtedy walczymy dla swojego klanu. Przyznaje, zrobiłem źle. Jednak żałuję. Bardzo. Nie chcę być mordercą — miauczał. Jego spojrzenie padło na Białego Strumienia. — Wełnista Mszyca nie została zabita. Uciekła. Pierze kazał jej uciekać i nigdy więcej nie zbliżać sie do Klanu Burzy. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie miała zamiar wrócić… Po tak drastycznym widoku…
Zamrugała. Jej serce zatrzymało się na parę chwil, zanim ponownie ruszyło pędem. Wygnana? Kątem oka widziała, jak przewodnik wstaje, podchodzi parę kroków bliżej i obnaża zęby.
— Nie mieliście prawa jej wygnać. Dumni z siebie jesteście, mordercy? — wycedził przez zęby. — Medyczkę wygnać? Skazać Klan na problemy zdrowotne? Samolubnie podejmując decyzję zaszkodziliście nam jak i jej! Macie świadomość, że Wełnista Mszyca może nie przeżyć sama? Jest albinosem, nie może wyjść nawet na światło dzienne! Nie ważne, że żałujesz. Miano mordercy pozostanie z Tobą na zawsze, nic nie pozwoli odkupić Ci Twoich win, Gradobijący Cierniu.
Nie chciała tego słuchać. Z drugiej strony, chciała dołączyć do Białego Strumienia i przemówić im wszystkim do rozsądku.
— Pierze chciał ją zabić, ale został powstrzymany. Sam niestety nie byłem blisko, gdy się to stało — odpowiedział szybko Cierń. — Przepraszam, Biały Strumieniu. Chciałem ci to powiedzieć, abyś był spokojniejszy o to, że jest cała i zdrowa i że jest jeszcze szansa na odnalezienie jej… Nie oczekuję za to od ciebie łaski. Mówię to, abyś wiedział, że żyje.
Żyje. Żyje, ale jest sama. I na pewno przestraszona. Wygnana, pozbawiona domu i przyjaciół samozwawczą łapą. Kolejny jej uczeń, który został nagle oderwany od swoich marzeń.
— Cała i zdrowa? — powtórzył Biały Strumień, głosem przepełnionym jadem. — Ja mam być spokojniejszy? Oh, dzięki Przodkom za Twoją wspaniałomyślność! Dopiero z pazurami na gardle postanowiłeś gadać, Gradobijący Cierniu. Nic nie wybieli Twoich skrwawionych łap, jesteście niczym więcej, niż wronimi strawami. Nadajecie się tylko na egzekucję, nie wierzę w żadne wasze słowo o "żałowaniu win". Nie myślałeś o konsekwencjach w chwili planowania zbrodni? A później podczas jej popełniania? Nie ruszyło Cię wtedy to Twoje wspaniałe sumienie? Wystraszyłeś się, że będziemy chcieli Cię zabić? Za późno na żale, Gradobijący Cierniu. Stało się, a co do reszty...
Spojrzał na Pierze ze zmrużonymi ślipiami i bijącym o podłoże ogonem.
— To chętnie własnołapnie Cię okaleczę, Tańczące Pierze. Chociaż może powinienem powiedzieć; Zakłamane Pierze. Nigdy Ci nie wierzyłem i mam nadzieję, że spotka Cię najwyższy wymiar kary.
— Wbrew wszystkiemu, Biały Strumieniu zdaję sobię sprawę z popełnionej przez siebie zbrodni — Cierń brnął dalej. — Wiem, że nadal mogę zostać nawet wygnany, choć jeśli jest szansa odkupić moje winy, byłbym gotów to zrobić. Jeśli nie, nadal będę żałował. Wiedz, że nawet jeśli zostanie wybrane wygnanie i zdecydujecie by wygnać i mnie, to nawet jeśli przeżyje reszta, to domyślam się, że ja sam za wydanie innych zostanę zabity. Jeśli chcesz, aby ten kto daje ci nadzieję, że twoja siostra może jeszcze wrócić do Klanu Burzy umarł, oraz kto daje wam całą prawdę na wyciągniętej łapie umarł…
Tańcujące Pierze usiadł na ziemi, przekręcając lekko głowę i wpatrując się bez wyrazu w przewodnika.
— Nazywam się Tańcujące Pierze, Biały Strumieniu. Chcesz mnie własnołapnie okaleczyć? Czemu? Bo wierzysz mordercy? Tak łatwo tobą zmanipulować, przewodniku Klanu Burzy? — Uniósł jedną z brwi. — Mogłem się po tobie więcej spodziewać.
Pokręcił głową i uśmiechnął się z politowaniem.
— Czemu chcesz mnie skaleczyć, przewodniku? Czy moja krew zaspokoi twoje potrzeby? — Ponownie wstał i przechylił głowę na bok z uśmieszkiem. Wyszczerzył śnieżnobiałe zęby. — Czy znajdziesz ukojenie w kolejnej kałuży krwi pobratymca? Klanie Burzy, tak nie musi być — zwrócił się do ogółu klanu. — Nie możemy stać w miejscu i wybierać krew za krwią. Zaraz utoniecie w tym po same uszy, a nawet nie jesteście tego świadomi. Przemoc rodzi przemoc. Bawicie się w tej krwi. Taplacie z śmiechem. Nie widzicie? Odkąd ojciec Gradobijącego Ciernia, Zwiewnego Maku, Dzikiego Berberysa i świętej pamięci kremowego brata, Klan Burzy zaczął się dzielić. Czemu dalej chcecie rozlewać krew? Podejmujecie samobójczą decyzję. Jeszcze kilka kropli, a przed wami będzie tylko szkarłat, a nie pobratymiec czy rodzina; bo gdy wszystko staje się krwią... krew to wszystko.
Przewodnik spojrzał na dwójkę z prawdziwym brakiem szacunku w oczach.
— Zasłużyłeś na śmierć — zwrócił się do Ciernia; chłodno, acz dobitnie. Zwrócił wzrok na drugiego kocura. — Jesteś zwykłym manipulatorem oraz mordercą, Pierze. Gradobijący Cierń w swoim głosie nie miał paniki, a zwykłe pogodzenie się ze swym niechybnym losem. Ty zaś, Pierze, jesteś zwykłym, aroganckim, manipulującym kotem, który sieje chaos, rozlewając krew. Jesteś ostatnim kotem, który ma prawo mówić takie rzeczy.
Jej łapy drżały. Miała dość tej dyskusji. Miała dość tych wszystkich obrzydliwych, zajadłych słów padających z ich pysków. Ostrych spojrzeń i błyszczących kłów. Wiedziała, że rozmowa i osąd są konieczne; nie zmieniało to jednak faktu, że ani odrobinę się to jej nie podobało.
Obserwujący rozwój sytuacji Oskrzydlony Ognik zwrócił się do Gradobijącego Ciernia.
— Czyli przyznajesz się do zdrady i morderstwa, ale jesteś skłonny współpracować. Doceniam to. Czy chciałbyś się jeszcze z nami czymś podzielić? Dobra wola na pewno zostanie wzięta pod uwagę, prawda, Zawodzące Echo? — wojownik zerknął na zastępcę — Czy wszyscy tu są skłonni wysłuchać ewentualnych wyjaśnień? Czy ty, jako oskarżony, jesteś skłonny do odpowiedzenia na wszelkie pytania?
Kocur uniósł spojrzenie. W jego ślipiach lśniły nieuronione łzy.
— Tak. Jestem w stanie współpracować i odpowiedzieć na wasze pytania, jeśli takowe macie — Skłonił lekko głowę.— Jeśli skłamię, możecie mnie dać wronom na pożarcie.
W rozmowę wcięła się Śpiewający Raniuszek.
— Walczyć o swój klan?! Zabiliście zgraję staruchów! Dobra mi walka, Królicza Gwiazda ledwo się trzymał na łapach, słyszałeś, że stracił niedawno życie, wystarczyło poczegać, na miłość gwiezdnych. Szlachetne mi zachowanie, zabijanie starca.
Cierń opuścił spojrzenie.
— Wiem. Przykro mi. Wiem że nie przywrócę życia Króliczej Gwieździe, ale zrobię co w mojej mocy, aby był należycie zapamiętany. Oraz abyście dowiedzieli się prawdy.
Odwracając od nich głowę, skupiła się na Echu. Na pysku kocura wymalowany był szok i ból; współczuła mu z całego serca.
— ...Dziękuję za szczerość, Gradobijący Cierniu — miauknął zastępca po parunastu uderzeniach serca, ignorując słowa Śpiewki. — Prawda. Współpraca zostanie doceniona.
Wśród reszty oskarżonych zapadła cisza; przerwał ją dopiero Tańcujące Pierze, z uśmiechem pchającym się na pysk.
— Tak czy siak jesteś mordercą, Gradobijący Cierniu.
— Nie, nie. Pierze — Cierń spojrzał z ukosa na… Przyjaciela? — Nie dam ci wmawiać sobie, że to moja wina. Tak, zrobiłem źle, jednak to ty nie żałujesz tego uczynku. Ja zrozumiałem to w momencie, w którym było już za późno, przyznaję. Jednak ty nigdy tego nie zrozumiesz. To wszystko jest twoją winą-
Słowa srebrnego przerwał wrzask, który przeszył Grotę Pamięci.
— WIEDZIAŁEM, ŻE Z TEJ JEGO JADACZKI WYPEŁZAJĄ SAME KŁAMSTWA! — warknął Gadożerowa Łapa, patrząc prosto na Pierze. Wstał z miejsca. — Mówiłem o tym od początku, ale nikt mnie nie raczył posłuchać! Ani teraz, ani kiedy wrabiał mnie w otrucie Strzępotkowego Kokonu!
Fuknął z wściekłością, po czym przeszedł na jedną ze stron Zawodzącego Echa.
— Będzie mi się żyło lepiej, gdy ktoś wyszarpie te wszystkie godne pożałowania bajeczki razem z jego gardłem — splunął. — Co do reszty, róbcie to, na co zasługują.
— Właśnie! Jak to było, z tym zatruciem, Pierze?
Słowa Śpiewki ponownie zwróciły jej uwagę.
— Od początku się wypierałeś, ale przyznaj, że nie był to pierwszy raz, gdy doprowadziłeś do czyjejś śmierci. Tak bardzo ci się spodobało, że postanowiłeś kontynuować? — odwróciła się do Ciernia. — Wiesz coś o tym?
Pamiętała dzień, w którym Strzępotkowy Kokon skonał pod jej łapami. Otruty.
— Nie wydaje mi się, żeby mówił mi o tym. Jednak byłby do tego zdolny. Gadożerowa Łapa może mieć rację, nie wydaję mi się, że on byłby w stanie kogoś zatruć. Natomiast Pierze już tak.
— Mówiłam!
Gadożer fuknął, odwracając się przodem do zebranych kotów.
— A wy mi nie wierzyliście! To ja spędziłem księżyce jako uczeń bez mentora za coś, o czym nie wiedziałem, a on skakał sobie po łące i planował kolejne morderstwo!
Nie chciała na to patrzeć, nie chciała się odzywać, lecz ciążyło nad nią brzemię odpowiedzialności. Wstała ze swojego miejsca pod jedną ze ścian.
— Nie będę się wypowiadać za żadną z opcji — spojrzała wymownie na Echo — ale mogę zgodzić się ze słowami Śpiewającego Raniuszka. Tak jak wcześniej mówiła, jeżeli zostaną wygnani, powinniśmy pozbawić ich możliwości powrotu i skrzydzenia Klanu Burzy kolejny raz.
Spojrzała przelotnie na Tańcujące Pierze. Czy ten jeden raz, gdy groził im w legowisku medyków, była szansa, że doszłoby do podobnej tragedii? Ile brakowało, aby ściany Kamiennej Wieży splamione zostały krwią – nie pacjentów, a ich własną?
Oskrzydlony Ognik ponownie zabrał głos.
— Jestem za tym, by po wszystkim wysłać patrol poszukiwawczy. Być może Wełnista Mszyca jeszcze kręci się po okolicy.
Zawodzące Echo skinął głową. Złapał z nią kontakt wzrokowy; nie była pewna, jaka mina maluje jej się teraz na pysku, ale nie mogła być przyjazna, jeśli mogła wnioskować to po prędko wykrzywionych wagrach kocura.
Lotosowy Pąk, stojący po środku z paroma innymi kotami, uchylił pysk.
— Egzekucja Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika pozwoliłaby nam wszystkim spać spokojnie — oznajmił, niezbyt przejmując się lamentującym z tyłu Cierniem, śmiejącym się Pierzem i warczącym na niego Białym Strumieniem. Jego słowa skierowane były głównie do Echa. — W przypadku Dzikiego Berberysu i Gradobijącego Ciernia... Nie jestem pewnien. Wszyscy pamiętamy ich słowa, które przekazał nam Śniący Obserwator. Oraz wszyscy słyszeliśmy to, że Gradobijący Cierń przyznał się do zabicia Króliczej Gwiazdy. Płacz i histeria nie wymazują jego czynów, ale współpraca z nim mogłaby pomóc nam wyjaśnić lepiej całą sytuację. Oczywiście, jeśli spotkałaby go inna, odpowiednia kara.
Gradobijący Cierń uniósł spojrzenie i wbił je w koty stojące po obu stronach Echa.
— Czy macie jeszcze jakieś pytania? Ja sam nie wiem, co dokładnie chcielibyście wiedzieć, dlatego wolałbym usłyszeć to od was.
Zamiast pytań, po Grocie rozległ się lamentujący głos jednej z wojowniczek.
— Zawodzące Echo... muszą istnieć inne opcje, oprócz ponownego przelania krwi lub wygnania — Krokusowa Kruchość miauknęła cicho, wpatrując się w kocura szklistym wzrokiem. Nerwowo poruszyła uszyma. — Proszę, nie pozwól zabić, ani wygnać Dzikiego Berberysa. J-ja go kocham... — Spuściła głowę, roniąc kilka łez. — I podzielę jego los, nie ważne jaka będzie decyzja. Odejdę lub umrę razem z nim.
Zaskoczone spojrzenia zwróciły się na kocicę, a Dziki Berberys wbił w nią utęskniony wzrok.
— Krokus!
Naprzód grupki kotów przedarła się Słodka Dziewanna. Stanęła pomiędzy córką, a zastępcą.
— Krokusowa Kruchość jest w szoku i sama nie wie o czym mówi. Za pozwoleniem, zabiorę ją do innego pomieszczenia, gdzie poczekamy, aż zapadnie decyzja.
Koty spojrzały po sobie, zmieszane. Ciszę przerwał Gradobijący Cierń, ponownie podejmując dyskusję z Pierzem i Białbym Strumieniem.
— To ty zastanawiałeś się jak smakuje krew albinosów przy Wełnistej Mszycy. To ty czerpałeś datysfakcję z morderstw, które poczyniłeś.
Poczuła kwas cofający się jej do pyska. Krew albinosów. Jej żołądek zacisnął się, a język zwiotczał jak ciężki, bezużyteczny mięsień. Z kim ona dzieliła obóz przez te wszystkie księżyce?
Przewodnik odwrócił gwałtownie głowę.
— Coś Ty powiedział...?!
— Pierze próbował zabić Wełnistą Mszycę, jak już mówiłem — Cierń zawahał się. — Został powstrzymany. Jednak mówił przed próbą zabicia jej, że chętnie posmakowałby krwi albinosów. Słyszałem to niestety z daleka, nie ja powstrzymałem go przed zabiciem, choć zrobiłbym to gdybym tam był.
Koty wpatrywały się w rozgrywającą się scenę w ciszy. Jej samej żołądek podchodził do gardła; wzrok od Tańcującego Pierza oderwała jedynie na słowa kolejnej kotki, Kameliowej Łapy.
— Tańcujące Pierze oraz Chomik to koty, które niosą ze sobą wyłącznie ból — podsumowała. — Niech giną.
Okropne. Okropne, okrutne koty bez morałów. Nie umiała oderwać wzroku od Tańcującego Pierza.
— Chciałbym również, abyście wyrazili swoją opinię na temat Rudzikowego Skrzydełka, Zwiewnego Maku oraz Bąbelkowego Plusku — oznajmił Echo. Po chwili zawahania, zwrócił spojrzenie na jednego z oskarżonych. — Jednak najpierw… Gradobijący Cierniu. Czy byłbyś w stanie określić dla nas role tych trzech kotów we wczorajszej sytuacji?
Oskarżeni spojrzeli po sobie.
— Tak, Zawodzące Echo — odpowiedział szybko srebrny. — Nie byli przy morderstwie, brali udział w planowaniu jedynie pobieżnie, mało co byli wplątywani w ważniejsze sprawy. Pierze potrzebował jak najwięcej wiernych mu kotów. Nie widziałem ich pośród grupy mordujących, przynajmniej tak mi się wydaje. Chyba, że ich nie zauważyłem.
Echo powoli skinął głową.
— Dziękuję — miauknął. Zwrócił wzrok z powrotem na trójkę podejrzanych. — Czy wy macie coś do powiedzenia na swoją obronę?
Pierwsza ugięła się Zawodzący Mak.
— Chcę odejść. Za- zabiłam Szafirkowy Wiatr i- i nie jestem godna miana wojowniczki... Nigdy nie byłam — wyznała drżącym głosem.
W jej oczach zabłysnęły łzy. Firletka uchyliła pysk, wpatrując się w wojowniczkę.
— ...to tłumaczyłoby krew na Twoim ogonie — wymamrotała. Nie oznajmiała tego wcześniej ogółowi klanu, ale zauważyła ją podczas oględzin poprzedniego dnia.
— Dziękuję za szczerość — miauknął po chwili Echo.
Dotarł do niej syk Śpiewki.
— Klan morderców.
Tuż obok trzęsącego się Bąbelkowego Plusku głowę podniosła Rudzikowe Skrzydełko.
— Faktycznie miałam brać w tym udział — mruknęła cicho. — Jednak gdy tylko zobaczyłam ogień to spanikowałam. Najpierw mnie zmroziło, a potem pobiegłam szukać Zajęczego Udka. Niby słuchałam tych wszystkich planów...ale nie czułam że należę do ich grupy. Ostatecznie zrobiłam to co chciałam i ostrzegałam ojca swoich kociąt o niebezpieczeństwie — wyjaśniła powoli i dosyć cicho, jednak wyraźnie. — Więc gdybyscie spytali ich to tak należałam do ich grupy. Jednak gdybyście mieli spytać mnie... — przerwała — to i tak zrobiłam to co według mnie było słuszne. Nie pomogłam im tak jak planowałam na początku. Poczułam się...okropnie. Królicza Gwiazda nic mi nie zrobił. Inni również. Nagle zaczęłam się zastanawiać po co kiedykolwiek chciałam w tym uczestniczyć.
Pokręciła głową.
— Nie przyłożyłam łapy do ich działań. Nikogo też nie buntowałam, nawet własnych kociąt. Zaufałam swojemu bratu, że zadba o ich bezpieczeństwo. I nie zabiłam nikogo. Ale za to być może uratowałam czyjeś życie, Zajęcze Udko na pewno jest bezpieczny. Nie mogę tu zostać, prawda? To nie pierwszy raz, gdy robię coś źle... — szepnęła cicho, uciekając wzrokiem w bok. Podążyła za jej spojrzeniem, napotykając dwójkę jej dzieci – Kurzą i Perłówkową Łapę. — Oni tez mogli mieć lepszą matkę. Ognik i Płomykóweczka mogli też mieć lepszą siostrę... Przepraszam. Jestem gotowa na każdą karę — dokończyła, skłaniając się na drżących łapach.
Do towarzyszącego jej od początku dyskusji obrzydzenia dołączyło współczucie. Przełknęła ślinę. Czy w oczach innych matka płacząca nad swoimi dziećmi, przepraszająca je za spaczoną przyszłość, której przez nią doświadczą, nie wywoływała choć nuty boleści?
— I nie tylko — wydusił z siebie Bąbelkowy Pysk, patrząc ostro na Mak. — Pozbawiłaś nas wojownika, ojca M- Mszycy, Lotosa i Białego St- Strumienia! Szara Skóra nie powinien umrz- umrzeć!
Zawodzące Echo zwrócił wzrok na pointa.
— Co masz przez to na myśli? Zawodzący Mak zabiła Szarą Skórę?
— Jak śmiesz oskarżać mnie o to, że zabiłam także Szarą Skórę, Bąblelkowy Plusku!
Głos czarnofutrej kocicy był zrozpaczony.
— To nie ja zamordowałam Szarą Skórę. Za to wiem, kto to zrobił...
— Tak, zabiła Szarą Skórę! — zawołał Bąbel. — Ja... Ja próbowałem zatrzymać ją, ale mnie odepchnęła... Morderczyni! Mszyca przeżyła dz- dzięki mnie, Biały S...Strumieniu! — Spojrzał na przewodnika. — To ja ją uratowałem! Nie chciałem, aby umierała! Słyszysz!? Mam dobre serce! — Odwrócił się ponownie do Mak. — Ty. Ty go zabiłaś Przez ciebie umarł! Szara Skóra nadal by z nami był, gdybyś w końcu mnie posłuchała! Ale nie! Bo jak to!? Lepsza krew albinosów niż żadna, tak!? MORDERCZYNIO!
Firletka wpatrywała się w rozwijającą się przed nią scenę z grozą.
— Jak możesz! To Tańcujące Pierze zamordował Szarą Skórę.
— Łże. Ona cały czas łże, Zawodzące Echo ! — zawołał, nie odrywając jednak od Mak wzroku. — Zabiłaś nie tylko naszą starszyznę, Szafirkowy Wiatr, ale jeszcze zabiłaś Szara Skórę! Teraz udajesz niewiniątko-
— Próbujesz bronić Pierze, ale ja mówię prawdę. I mimo to, że zamordowałam Szafirkowy Wiatr to mam nadzieję, że i tak mówię prawdę o Szarej Skórze i Tańcującemu Pierzu — Jej wrok biegał po zebranych kotach, spanikowany. — Błagam was, ten ostatni raz, uwierzcie mi. Proszę...
Echo zbliżył się do nich o krok.
— Proszę o spokój! — warknął. — Zwalaniem winy z jednego na drugie nic nie wyniesiecie. Czy ktoś inny jest w stanie potwierdzić słowa Bąbelkowego Plusku?
Zamiast odpowiedzi, wszyscy usłyszeli popiskiwanie kociaka.
—Mamusiu! Co się dzieje?
Spojrzenie tłumu zwróciło się na córkę Maku, Jabłuszko.
— …nic, kochanie. Mamusia musi załatwić... Ważne sprawy.
— Nie chcę wracać do tamtego kota. Chcę być z tobą. Mogę?
Od kociąt jej uwagę odwrócił zbliżający się do niej Bąbelkowy Plusk.
— Wdzięczna Firletko!
Oskarżony stanął tuż przed nią, wpatrując się w jej pysk zaszklonymi oczyma.
— Widziałaś przecież jej ogon! Szara Skóra w samoobronie ją ugryzł, ta się na niego rzuciła i rozerwała mu... mu... Wdzięczna Firletko, ona... ona mu rozerwała skórę na szyi! Błagam, zaufajcie mi! — ton jego głosu był zrozpaczony, przepłniony strachem. — Wdzięczna Firletko... ocaliłem was przed spaleniem się! Błagam... wysłuchaj mnie!
Cofnęła się o krok. Nim zdołała odsunąć go od siebie, z drugiej strony otoczyła ją Zwiewny Mak.
— Słuchaj...tę ranę zrobiła mi Szafirkowy Wiatr. Bąbelkowy Plusk próbuje tylko obronić Pierze...
Uratowało ją poirytowane prychnięcie Śpiewającego Raniuszka.
— Niesamowite, że wszyscy winni nagle płaczą i są tacy bezbronni i skołowani, kiedy już przychodzi o wymierzanie im kary i mierzenie się z konsekwencjami własnych czynów. Mam wrażenie, że sądzimy bandę bachorów które nie są w stanie utrzymać emocji na wodzy, a nie dorosłe koty — mlasnęła z niesmakiem. —Cierniu, skoro już tu stoisz nie tylko jako morcerca, ale również maź pozbawiona kręgosłupa, to może się wypowiesz, czy coś widziałeś? Próbujesz od nowa przeszukać swoją pamięć? A może Berberys? Twój brat już dawno pęknął, może twoja kolej. A może sama Rudzik? — tu skierowała wzrok na kotkę. — Podobno zniknęłaś, później dopiero dołączyłaś do Opadającego Rumianka. Czy nie widziałaś drugiej matki, która teraz patrzy za przygarniętymi przybłędami, jakby szukała w nich pomocy
Firletka spojrzała najpierw na Bąbelkowy Plusk, później na Zwiewny Mak.
— Ja… — zaczęła, przełykając ślinę. Nie chciała być stawiana w tej pozycji. — Gradobijący Cierniu? — powrórzyła po młodszej wojowniczce.
— …i na miłość Gwiezdnych, Dryfujący Fluorycie weź stąd kocięta. Czemu w ogóle są w tej części Groty!
Podczas, gdy Fluoryt podeszła do kociąt i zaczęła prowadzić je do legowiska kronikarzy, Cierń podniósł spojrzenie na nią i Śpiewkę. Bąbelkowy Plusk spojrzał na mrużącego oczy Tańcujące Pierze. Mak wbiła błagalny wzrok w Ciernia.
— Proszę, bracie. Powiedz im prawdę..
Srebrny przełknął nerwowo ślinę.
— Było dużo dymu i nie wszystko widziałem. Ale raczej tak. Przepraszam…
—Widzicie!? Mak kłamała!
Śpiewka prychnęła.
— Co za różnica, czy zabiła jednego kota czy dwa? Morderstwo to morderstwo, a kłócicie się o jednego starego Szarego jakby był przywódcą, gdzie już doskonale wiemy, kto zabił lidera.
Zwiewny Mak spuściła wzrok.
— Wielkie dzięki... Braciszku. Naprawdę, dziękuję za to, że skłamałeś i być może skazałeś własną siostrzyczkę na...nawet nie chcę mówić co.
Nagle pomrukiwania czarnofutrej przerwała Rudzikowe Skrzydełko.
— Nie mówię że jestem niewinna — wyskoczyła nagle. — Przyznałam się że należałam do ich grupy, choć czuję że tylko częściowo. Ale nic poza tym. Nie rzucaj takich oskarżeń Śpiewający Raniuszku.
Fuknęła pod nosem.
— Wysuwasz te rzekome wnioski a nawet nie słuchasz! — oburzyła się. — Dołączyłam do Opadającego Rumianka zaraz po tym jak wróciłam od ojca swoich kociąt, Zajęczego Udka. I nie, niestety nie widziałam nigdzie Zwiewnego Maku.
— Nikogo nie oskarżyłam, mysia strawo, oprócz samej Mak — prychnęła Śpiewka. — Zadałam tylko pytanie, czy nigdzie nie widziałaś Maku. Może też nauczysz się słuchać, zamiast mieć czelność wybuchać, kiedy jesteś w sytuacji w jakiej jesteś.
— Po co te wyzwiska, Śpiewający Raniuszku?
Rudzik spokojnie polizała sierść.
— Ty chyba sama nie wiesz już co mówisz. Słuchałam i wiem co powiedziałaś. To tobie w tej chwili myszy zjadły rozumek. A może po prostu próbujesz zrobic to samo, co Ostatni Pożar? Kto wie…
Śpiewka przeciągnęła łapą po pysku.
— Wiem co powiedziałaś. A ja cię spytałam, czy nie widziałaś Mak. Koniec. Czego na gwiezdnych nie jesteś w stanie zrozumieć — warknęła. — W końcu sama przyznałaś, że należałaś do tej grupy, więc może coś wiesz, więc CHCIAŁAM byś się podzieliła dodatkową wiedzą. Czy wiadomość dotarła?
Rudzik zmrużyła ślipia.
— W takim razie doszło do nieporozumienia. Tylko, że ja nawet nie miałam dodatkowej wiedzy. Nawet nie do końca wiem kto według ich planu miał zginąć.
Dwie kocice mierzyły się wzrokiem. Chwilę ciszy postanowiła ponownie wykorzystać Mak.
— Jak już mówiłam, odejdę dobrowolnie, jeśli tylko mi pozwolicie — miauknęła cicho. — Jestem...jestem całkowicie świadoma tego, co zrobiłam i jest mi strasznie wstyd i czuję się winna. Jednak nie chcę odejść z poczuciem, że dla was zabiłam nie jednego, ale dwa koty. Ostatni raz błagam was...uwierzcie mi. Nie zamordowałam Szarej Skóry.
Niewiele kotów jej słuchało. Większość była bardziej skupiona na Tańcującym Pierzu, który nagle wyrwał się do przodu.
— Wdzięczna Firletko, Zawodzący Echo. Zauważyłem, że Kameliowa Łapa, Tojadowa Łapa, Gasnąca Łapa mają prawo wyrażania się o sytuacji naszego klanu, choć wciąż nie zostali wojownikami naszego Klanu Burzy. Poza tym, mało księżyców spędzili tutaj, aby jakkolwiek się wyrazić o obecnej sytuacji i są z dwóch innych klanów — omiótł spojrzeniem wymienionych. — Według mnie ich głosy nie powinny być brane pod uwagę. Czy ktoś się ze mną zgadza?
— Według mnie Twój głos nie powinien być brany pod uwagę. W przeciwieństwie do ciebie, oni jeszcze nie zdradzili Klanu Burzy — rozległ się głos Opadającego Rumianka.
— Jeszcze.
Firletka zmrużyła ślipia, przytakując Rumiankowi.
— Ich zdanie powinno również się liczyć, jeśli jest szansa na to, że będą mieli spędzać dni z mordercami pod jednym sklepieniem — oznajmiła, a po chwili zgodził się z nią sam Gasnąca Łapa.
— Każdy kot wie, że za zabójstwo niewinnych kotów należy się kara i nie podlega to dyskusji.
Pierze spojrzał na nich zrezygnowany.
— …w takim razie pozostawię to w łapach naszego przyszłego przywódcy, Zawodzącego Echa.
Wspomniany kocur podniósł łeb; do tej pory przyglądał się kłótniom z cieniem dyskomfortu i zmęczenia wymalowanym na pysku.
— Czy ktoś jeszcze chciałby coś dodać? Czy możemy już przejść do podejmowania decyzji?
Śpiewka uniosła łapę do góry.
— Było wspomniane o tym, że znaleziono futra w różnych kolorach. Czy mogę wiedzieć, w jakich?
— Czarne, białe oraz jasno rude
— Czy były wyczuwalne na nich jeszcze jakieś zapachy? Czy wszystko strawił dym?
Echo pokręcił głową.
— Niczego nie dało się rozpoznać.
Wojowniczka westchnęła, zamyśliła się na chwilę, po czym uniosła wyżej głowę.
— Z tego co wiemy i czego się dowiedzieliśmy wynika, że: Gradobijący Cierń zabił Króliczą Gwiazdę, Zwiewny Mak – Szarifkowy Wiatr, i ,z tego co twierdzi Bąbelkowy Plusk, również i Albę, w co szczerze wątpię. Nie widzę sensu wypierania się drugiego morderstwa, kiedy przyznano się już do pierwszego, chociaż może ma jakieś ukryte powody. Nieustraszony Chomik pozbawiła życia natomiast Skrzypa. Czy coś ominęłam
Odetchnęła.
— Gdzie w tym wszystkim Tańcujące Pierze? Zastanawia mnie... W końcu tak bardzo chciał spróbować krwi Albinosów — Firletka wzdrygnęła się — i wątpię, by nie wyskoczył jako pierwszy do brodzenia we flakach, chyba, że tak bardzo bał się ubrudzić... W co wątpię, patrząc na ślady. Cała grupa starszych trzymała się razem wraz z Króliczą Gwiazdą i mieliby się nagle rozdzielić? W sposób, w który Gradobijący Cierń nie jest w stanie wyznaczyć kolejnych zabójców? Z resztą, brakuje tu ciał. Co z Pozłacaną Pszenicą i Ognistą Pięknością? Oprócz Rudzikowego Skrzydełka, ktora z jakiegoś powodu odłączyła się od ewakuującej grupy, pomimo, że w niej była, z tego co słyszałam, to nie widziałam też Bąbelkowego Plusku i Dzikiego Berberusu. Nie było wszystkich, ciał nam brakuje, dwa tylko zostały spalone a reszta wyparowała, gdzie z Pszenicą jestem skłonna stwierdzić, że jest to wypadek. Co z Sójczym Błękitem? Kto zabił? Brakuje nam sprawców, dlatego pytam resztę, jeszcze raz. Skoro i tak jesteście skazani na śmierć lub wygnanie, to pochwała swoimi czynami nie zaszkodzi. W czyjej krwi moczyliście łapy? Jestem bardzo bliska zagłosowania za śmiercią dla wszystkich tu oskarżonych i jestem pewna, że część z tu obecnych jest też skłonna zmienić zdanie, w zależności od waszych dalszych zeznań. Być może wasza skrucha w czymś pomoże… Ah, i jeszcze sprawa z oskarżeniami Pożar nie daje mi spokoju... ale niestety tutaj mamy jedno słowo przeciwko drugiemu.
Koty zamilkły na parę uderzeń serca, słuchając podsumowania wojowniczki. Cierń podniósł głowę.
— Ja zabiłem Sójczy Błękit. Wspomniałem jako pierwsze o Króliczej Gwieździe, bo o niego było najwięcej pytań.
— Rozumiem. Co się stało z ciałem?
— …wszystkie zostały utopione w jeziorze, dlatego ich nie znaleziono
Śpiewka uniosła brew.
— Cóż, będziemy musieli spytać w takim razie Klan Nocy, czy przypadkiem nie widzieli trupa przepływającego im przez obóz — skomentowała. — Wracając. Pamiętasz kto z tobą wtedy tam był, wrzucając ciała? Czy wszyscy wymieniemi? Czy znajdował się obok Tańcujące Pierze i czy jesteś w stanie opisać mi wygląd każdego z nich w tamtym momencie.
— Pierze nie był przejęty. Reszta z resztą też nie. Ja sam byłem wstrząśnięty, po całej tej sytuacji byłem bardzo nieobecny… Ale były tam chyba wszystkie koty, które mordowały.
— Proszę, Cierniu, nie mów ,,wszyscy", tylko od razu mów imionami. I znaczy to, że nic nie pamiętasz, dobrze-
Przerwała jej Ostatni Pożar.
— Rudzikowe Skrzydełko przyznała się do spiskowania przeciwko Króliczej Gwieździe. Czego jeszcze szukać? To samo w sobie nie powinno jej dawać prawa do życia w klanie jako normalna wojowniczka.
Oskarżona kocica otworzyła pysk.
— Przez długi czas stałam w obozie jak zamrożona — oznajmiła. — Później szłam raczej wolno przerażona na samym końcu grupy, daleko za starszymi. Gdy tylko się ocknęłam z tego transu ogień był już za mną. Gdy chciałam już pobiec za reszta grupy, a także zapomnieć o wszystkim co planowali nagle przypomniało mi się o Zajęczym Udku. Wtedy bez zawahania ruszyłam w pobliża Klanu Klifu gdzie widziałam ostatnio kocura — mówiła łamiącym się głosem. — A gdy wracałam widziałam już przed sobą Opadającego Rumianka do którego po jakimś czasie nawet dołączyłam. On raczej mnie nie lubi. Gdyby coś na mnie miał na pewno by mnie wydał.
— Ja i Ostatni Pożar byłyśmy pierwszymi kotami przy Kamiennych Strażnikach — skomentowała Złota Wydma — a co za tym idzie, przy granicy z Klanem Klifu i tak się składa, że ani przez chwilę cię nie widziałyśmy.
Rudzik zastrzygła uchem.
— Ale za to ja was widziałam. Może byłyście zbyt zajęte sobą? — prychnęła. — Samego Zajęcze Udko znalazłam bliżej granicy z Klanem Wilka. Pewnie mnie po prostu nie zauważyłyście.
— Czyli teraz to granica z Klanem Wilka? I mamy uwierzyć, że przypomniało ci się o tym dokładnie teraz? Bardzo wygodnie dla twojej wersji wydarzeń.
— Złocista Wydmo, nie zrozumiałaś! — odparła zaraz oskarżona. — Poszłam pod granicę z Klanem Klifu, ale nie było go tam. Zauważyłam go dopiero przy granicy z Klanem Wilka, gdy szłam wzdłuż granic. Potem poszłam szukać reszty, ale nikogo poza Opadającym Rumiankiem nie znalazłam.
Złota Wydma wywróciła oczami.
— Czyli chcesz powiedzieć, że byłaś na samym końcu grupy, przeszłaś wzdłuż granicy z Klanem Klifu aż do Klanu Wilka, w tym czasie nikt Cię nie zauważył, jednak ty ciągle nas widziałaś. A potem spotkałaś Opadającego Rumianka, który swoją drogą szedł z kierunku obozu, a nie granicy z Klanem Wilka i to wszystko sprawiło, że znaleźliście nas dopiero po pożarze.
Odczekała moment, patrząc w oczy Rudzik.
— To wszystko, czy chcesz dodać jeszcze jakieś bajeczki?
— Oj. Uwzięły się na mnie. Pożarek, jej irytująca... dziewczyna. I kłapiąca pyszczkiem pchła.
Na pysku rudej malowała się mieszanka obrzydzenia i bezradności.
— Chyba faktycznie trochę pogubiłam się w zeznaniach. Część z tego faktycznie była prawdą. Tylko, że chyba nie dam rady...tego dokładnie wyjaśnić. Nie jestem w stanie.
— A. Dobrze. W takim razie przykro mi Klanie Burzy ale musimy uniewinnić tę kotkę ze względu na poplątane zeznania, kłamstwa i brak chęci naprostowania. — zaszydziła Wydma, uśmiechając się do reszty kotów. — Wszystkim to pasuje?
— Nie chcę być uniewinniona... Przyjmę każdą karę jaka mnie spotka.
Śpiewający Raniuszek ponownie wtrąciła się do rozmowy.
— Czyli postanowiłaś przejść ten kawał drogi być niezauważona i powiadomić kocura z obcego klanu o pożarze zamiast zająć się swoimi dziećmi. Rozsądnie, tak. Dobrze, Gasnąca Łapo, czy w waszym klanie jest obecnie kocur o imieniu Zajęcze Udko?
Rudzik zwróciła spojrzenie na młodszą wojowniczkę.
— Zajęcze Udko nie należy do klanów. Chociaż często znajduje się na ich terenach — dodała, żeby wyjaśnić. — I z tego co wiem nigdy nie należał do żadnego klanu. Nie wiem skąd takie imię.
— W takim razie poszłaś szukać czegoś czego mogłaś praktycznie nie znaleźć — skwitowała Śpiewka. — I był na granicy Klanu Klifu z Klanem Wilka? Jeśli dobrze kojarzę, granica ta nie pozwala na przejście samotnikom, a Klan Wilka tym bardziej nie współpracuje z nikim innym, oprócz sobą. I akurat trafiłaś na niego? Podczas pożaru? Dosłownie w chwili? Znalazłaś i wróciłaś, jak pierwszy lepszy patrol? Na nieodpowiednich terenach? By ostrzec samotnika, który nijak się ma do pożaru, którego mogłaś nie znaleźć, który mógł dawno być daleko stąd, któremu nic nie groziło, dla którego naraziłaś swoje kocięta? Przepraszam, jest to tak irracjonalne, że aż śmieszne.
Bol przemknął po pysku Rudzikowego Skrzydełka.
— Nie naraziłam swoich kociąt. Ognik o nie zadbał gdy widział że ja spanikowałam. Chyba.
— Wciąż jednak wisi tutaj reszta oskarżeń. A Oskrzydlony Ognik to nie jest matka zastępcza, a tym bardziej nie byłby w stanie zastąpić ciebie!
Złota Wydma ponownie zwróciła się w stronę oskarżonej.
— Gdyby twój kochaś rzeczywiście przebywał blisko Klanu Wilka już by pewnie dawno nie żył. Parszywe wilczaki atakują wszystko co się rusza.
Rudzik wzięła drżący oddech.
— No dobrze. Powiem prawdę.
Zamilkła na parę uderzeń serca.
— Wcale nie widziałam się z Zajęczym Udkiem. Cały czas szłam na końcu grupy. Po czasie dołączyła do mnie Ognista Piękność. Ona... Ona się potknęła — wyszeptała cicho. — Ja wiedziałam że jak to powiem to będzie moja wina! Chciałam jej pomóc, ale gdy mój ogon zajął się ogniem. Spanikowałam. Ja... Ja widziałam jak ona płonie. Powiedziała, że ja i moje rodzeństwo to gorsze potomstwo Płomiennego Ryku. Nie wiedziałam wtedy o co jej chodzi. Teraz rozumiem. Nigdy bym jej nie zabiła... Ale czułam się temu winna, w końcu jej nie uratowałam... A mogłam. Nawet próbowałam. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej. Nie zdążyłam — załkała, dygocząc nerwowo. — Ale naprawdę nigdy nie zrobiłabym nikomu krzywdy!
— I w ramach pomocy złamałaś jej łapę?
— Ale to nie ja! — zawołała zrozpaczona. — Nawet nie wiedziałam że miała złamaną łapę. Musiała się potknąć. Albo złamała ja już jakiś czas temu. Nie wiem!
— Złamaną wcześniej? Musiałaby skoczyć ze skruszonego drzewa, kości nie są aż tak kruche, mogłaby ją co najwyżej zwichnąć podczas próby ucieczki - zauważyła Śpiewka, nieustępliwie drążąc dalej. - A była ewidentnie złamana.
— Moja matka nie miała złamanej łapy!
Wszyscy zwrócili wzrok na warczącą Ostatni Pożar.
— Zrobiłaś to. Zabiłaś Ognistą Piękność! Zabiłaś moją matkę! Wydrę z Ciebie flaki, wronia strawo!
Wojowniczka zaczęła zbliżać się do oskarżonej, obnarzając zęby. Echo podniósł się ze swojego miejsca.
— Ostatni Pożarze, uspokój się!
— Była starszą. Miała pewnie słabsze kości — zamiauczała cicho Rudzik. — Widziałam jak jej łapa się omsknęła. To chyba właśnie wtedy się złamała. Chciałam jej pomóc, ale zaczęła się strasznie wierzgać…
Spojrzała zdesperowana na Pożar.
— Nie zabiłam jej! Nic mi nie zrobiła!
— Zabiła mi matkę! Te Lisie Łajno zabiło mi matkę! Pomszczę ją! Zabiję Rudzikowe Skrzydełko, zabiję, zagryzę, rozpruję…
Po Grocie Pamięci rozległo się kolejne, o włos bardziej spanikowane zawołanie zastępcy.
— Ostatni Pożarze!
Rudzik zjeżyła futro.
— Nie zabiłam jej! Nikogo nie zabiłam!
Złota Wydma wbiegła pomiędzy oskarżoną a swoją partnerkę.
— Proszę, zostawcie ją! – krzyknęła, po czym obróciła się do rudej. — Pożar, proszę Cię, opanuj się!
W tym samym czasie Rudzikowe Skrzydełko zacisnęła ślipia i osunęła się na ziemię.
— Z-Zabijcie mnie. Po prostu mnie zabijcie.
Sytuacja zdecydowanie wymykała się im wszystkim spod kontroli.
— Uspokójcie się wszyscy! — warknął nagle Zawodzące Echo, po czym odchrząknął i spojrzał po pobratymcach. — Skakaniem sobie nawzajem do gardeł niczego nie rozwiążemy. Ostatni Pożarze, pilnuj się — spojrzał na kocicę z ukosa. Po chwili dobiegły go miauknięcia Raniuszek. — A ty, Śpiewający Raniuszku, zachowaj powagę. Mieliśmy tu dojść do wspólnej decyzji, a na razie wyglądamy jak zgraja kłócących się kociaków. Czy każdy rozumie, jakie oskarżenia zostały przedstawione? Czy ktokolwiek słuchał słów Śpiewającego Raniuszka?
— Oczywiście, Zawodzące Echo — odezwała się Śpiewka. — Nie ja jednak zaczęłam to przedstawienie, chciałam tylko zaznaczyć.
Zastępca westchnął.
— Czy wszyscy gotowi są zadecydować o przyszłości oskarżonych?
W tłumie rozległy się szmery potwierdzenia. Przed grupę wyszedł jeden z kotów – Oskrzydlony Ognik.
— Klanie Burzy, wysłuchaliśmy wielu słów i oskarżeń oraz dowiedzieliśmy się dzisiaj wielu nowych rzeczy. Nie powinniśmy jednak zapomnieć, że wszystkie tu obecne i oskarżone koty, kłamały. I pewnie kłamałyby dalej chroniąc się nawzajem, gdyby nie Gradobijący Cierń, który, jak śmiem twierdzić, nie ugiął się dlatego, że rzeczywiście żałował... A dlatego, że przestraszyła go wizja śmierci. W końcu to on bezwstydnie od samego początku próbował wmówić wszystkim, że trzeba zająć się głodującymi kociętami, które wcale wtedy jedzenia nie potrzebowały, w końcu nie głodowaliśmy od wielu księżyców, a jedynie uciekliśmy przed pożarem. W powietrzu wisi jeszcze wiele niewiadomych, jednak patrząc na chęć współpracy reszty zdrajców, nie licząc Ciernia, wątpię, byśmy uzyskali jakiekolwiek informacje. Nie uważam, by wygnanie było dobrym rozwiązaniem, patrząc na to, że zdrajcy zdrajcami pozostaną, a wrócić mogą ze wzmożoną siłą. Podjęlibyśmy wielkie ryzyko, gdybyśmy do tego dopuścili.
Odetchnął i zlustrował wzrokiem zebranych.
— Moja propozycja pozostaje niezmienna. Dla Tańcującego Pierza oraz Nieustraszonej Chomik proponuję wyrok śmierci. Wszyscy słyszeli o wyczynach młodego kocura, a Chomik swoim zachowaniem pokazała, że koty podobne jej nie mogą się zmienić. Jeśli raz próbowała zabić, drugi raz zabiła, to zrobi to po raz kolejny.Co do reszty... Degradacja do roli minara. Wieczny niewolnik, bez praw, bez możliwości chodzenia w samotności, bez wypowiedzi, na zawsze zostawiony w chłodnej dziurze, pilnowany dzień i noc przez przynajmniej dwa koty, jeśli się uda. Wymagałoby to oczywiście wielu środków, jednak dzięki temu możemy trzymać ich blisko, bez ryzyka powrotu z większą siłą. Każdy tu zabił z zimną krwią i chociaż doceniamy skruchę, przynajmniej niektórych z was, uważam, że zmiana w niektórych przypadkach, podobnie jak z Chomik, jest niemożliwa. Jeśli pilnowanie wymagałoby zbyt wiele wysiłku, być może okaleczenie o którym wspomniała Śpiewający Raniuszek nie byłoby złą opcją, chociaż wolałbym tego uniknąć. Nie słyszałem jeszcze głosu w tej sprawie Tańcującego Pierza i Dzikiego Berberysu i zdaje się, że nie mają zamiaru się bronić, tym samym przyznając się do winy. Oczywiście, największą zbrodnią jest zabicie naszego lidera, jednak czy skrucha, współpraca i zrzucenie winy na manipulację jest wystarczające? Gradobijący Cierniu, cokolwiek byś nie powiedział, wciąż jesteś myślącym, samodzielnym i dorosłym kotem. Ciężko było słuchać, gdy zrzucałeś winę na Tańcujące Pierze, zamiast na samego siebie, wspominając o tym, że ,,nie miałeś na to wpływu". Każdy. Powtarzam każdy z tu zgromadzonych przed sądem miał całkowity wpływ na swoje akcje i czyny. Końcowo jednak myślę, że życie w jego przypadku powinno być darowane. Właśnie dlatego. Co do Rudzikowego Skrzydełka natomiast — zawahał się — najpierw mylenie, później wypieranie a na końcu zmyślanie... zawiodłem się na tobie i wciąż wiem, że nie było powiedzianej całej prawdy, jednak nie mamy również dowodów przeciw. Nie sądzę, że jestem odpowiednią osobą do oceny co powinniśmy zrobić w tym wypadku, patrząc na nasze pokrewieństwo, jednak miałem nadzieję na nieco lżejszą karę, ze względów na brak adekwatnych dowodów. Proszę o rozpatrzenie moich propozycji.
Spojrzał na leżącą na ziemi siostrę.
— Dziękuję.
— Nie zniosę już dłużej tej podłości i nikłej lojalności — odezwał się po chwili Opadający Rumianek. — Chcę, aby dokonano egzekucji na każdym z oskarżonych. Nie zasługują na to, aby zagrzewać miejsce w Klanie Burzy. Nawet jako minarzy. Tym bardziej że ta Szczurze Skrzydełko próbowała mnie te w to wciągnąć. Nie chcę, aby takie koty zostały wygnane. Niech giną.
W jego ślady z własnymi głosami wysunęły się do przodu kolejne koty.
— Uważam, że Tańcujące Pierze i Nieustraszony Chomik zasługują na egzekucję — przyznał Poczciwy Szakłak stłumionym głosem. — Gradobijący Cierń natomiast i Dziki Berberys wygnani.
Skrzydlata Płomykówka przytaknęła.
— Uważam podobnie w sprawie Pierza i Chomik, jednakże Gradobijący Cierń z bratem powinni pozostać poddani pracy pod nadzorem.
Ciałem Rudzikowego Skrzydełka wstrząsnęły szlochy.
— Zabijcie mnie. Proszę. Zaopiekujcię się moimi maleństwami... — mamrotała w kółko.
Firletka po chwili zawahania podeszła do niej, kładąc jej delikatnie ogon na barku. Przydałoby się przypilnować, aby ta w panice się nie udusiła własnymi łzami, nawet, jeśli średnio miała ochotę zbliżać się do któregokolwiek z oskarżonych… Oskarżona podskoczyła i wcisnęła pysk między łapy.
— Zabij mnie!
Jej gardło zacisnęło się. Spojrzała przelotnie na Echo, po czym delikatnym ruchem ogona przyciągnęła kocicę do siebie.
— Nie zabiję cię — miauknęła, starając się utrzymać równy ton głosu. — Jeśli mam być szczera, nie chciałabym, aby kogokolwiek obecnego teraz w Grocie Pamięci spotkał taki los. Jednak nie we wszystkim mój głos jest na tyle istotny, aby przeważyć ten większości — kontynuowała. Nad ramieniem kocicy jej wzrok wbity był w ślipia zastępcy.
Poruszyła delikatnie końcówką ogona.
— Cokolwiek się stanie, mogę Ci obiecać, że zadbamy o Twoje dzieci. Dopilnuję tego.
Czuła, jak ciałem Rudzik wstrząsa dreszcz.
— Jesteś d-dobrą medyczką...
Wcale się taką nie czuła. Nie, gdy tuliła własnie do siebie kocicę, którą jeszcze tego popołudnia towarzyszące jej koty mogą zesłać na śmierć. Zacisnęła zęby, wodząc wzrokiem po ziemi. Ile kotów w Klanie Burzy spotkał taki los? Ile jeszcze spotka?
Z zamyślenia wyrwał ją głos Zawodzącego Echa.
— Mamy wystarczająco głosów, aby wydać wyrok!
Szumy w tłumie ucichły. Zwróciła na niego wzrok, podnosząc łeb znad ramienia Rudzikowego Skrzydełka.
— Pamiętajcie, że decyzja ta została podjęta wspólnie.
Zastępca wziął głęboki oddech.
— Zgodnie ze słowami większej części klanu, Tańcujące Pierze oraz Nieustraszony Chomik spotka kara śmierci — oznajmił. — Dziki Berberys zostanie wygnany daleko za naszą granicę. Gradobijący Cierń, natomiast... Zostaje skazany na dożywotnią pracę w tunelach pod stałym nadzorem. Liczę, że będzie skłonny do współpracy, abyśmy mogli w przyszłości lepiej wyjaśnić tę sytuację.
Odczekał parę uderzeń serca.
— Co do Rudzikowego Skrzydełka, Zwiewnego Maku oraz Bąbelkowego Plusku — kontynuował — ich również spotka kara w postaci prac w obozie i poza nim, jak i ograniczonej wolności.
Tańcujące Pierze wraz z Dzikim Berberysem zacisnęli szczęki, jednak nie ruszyli się z miesca. Gradobijący Cierń jedynie skinął głową w stronę zastępcy, z ulgą wymalowaną na pysku.
Odsunęła się o krok, gdy Rudzikowe Skrzydełko podskoczyła w miescu. Młodsza kocica zaczęła rozglądac się po grocie, wodząc rozbieganym wzrokiem po kotach. Gdzieś z boku, Bąbelkowy Plusk spuścił wzrok na własne łapy, a Nieustraszony Chomik zmrużyła ślipia.
— Upiekło Ci się jak na morde dwóch starszych kotów — ciszę przerwał głos Dzikiego Berberysu, skierowany do Ciernia. Od początku, aż do tego momentu, siedział cicho. — No, no, no... Nie wiedziałem że uda ci się tak spłakać przed resztą, że łaskawie ci darują życie. A podobno to ja byłem beksą. Szkoda tylko wspinasz się po trupach do celu, a potem wycierasz się innymi. Nikt ci nie kazał zabijać, zrobiłeś to sam i to dwa razy.
Srebrny kocur odwzajemnił ostre spojrzenie brata.
— Berberysie, przykro mi, że tak uważasz i że sam nie żałujesz swojego występku.
— Sam byś tego nie żałował, gdyby ciebie nie złapano i nie przeraziła wizja śmierci z łap pobratymców — zaśmiał się Berberys. — Czasami trzeba mieć honor, ty go już dawno straciłeś. Pewnie ojciec byłby z ciebie dumny. Całkiem dobrze, jak niespełnego rozumu mordercę.
Tańcujące Pierze wtrącił się do wymiany zdań.
— Gradobijący Cierń łga. Mówi to, co się mu nasuwa na język niczym idiota niższej klasy. Kłamać to potrafi, a w nie tylko jednej sprawie — odezwał się. — Twój braciszek o mało, co nie zabił własnej siostry. Ciebie. Zobacz, do czego może się posunąć taki egoistyczny kot, aby przeżyć, zniżając się do... ale to już nie mój kłopot.
Uśmiechnął się.
— Niech ten klan zgnije z raną, której przez dumę nie chciał pokazać medykowi.
Skinął głową Dzikiemu Berberysowi.
— Owszem, Dziki Berberysie. Gradobijący Cierń jest jak ze skóry zdarty swojego ojczulka. Mówił mi, że chciał go pomścić. Najwyraźniej Świerszczowy Skok na długo nie opuści naszego ukochanego Klanu Burzy, co? — uniósł brew i wyszczerzył ząbki w irytującym uśmieszku. — Jaki ojciec, taki syn. Oboje bezmyślni, ale tylko jeden zachowujący choć grosz honoru i podziwu. I to na pewno nie ten, co teraz się skulił pod wzrokiem zwykłych kotów — prychnął z pogardą i uniósł podbródek. — Dobrze byłoby go nazwać po tym wszystkim Świerszczowy Skok. Aby zapamiętał, dla kogo zabił aż dwa koty i mógł zabić jeszcze-
— Uspokojcie się. Decyzja już zapadła — warknął Zawodzące Echo. Odczekał parę uderzeń serca, po czym ponownie uchylił pysk. — Nim wszyscy się rozejdą, a oskarżeni tymczasowo powrócą do dołów, chciałbym coś ogłosić.
Spojrzał po kotach zebranych w Grocie Pamięci. Jasno widziała na jego pysku zmęczenie i ból
— W związku z odejściem Króliczej Gwiazdy — zaczął, uciszając tym samym większość szeptów w tłumie — Jestem zobowiązany oficjalnie przejąć rolę przywódcy oraz wyznaczyć nowego zastępcę.
Wziął głęboki oddech, zamrugał, po czym wbił wzrok w jednego z kotów.
— Skrzydlata Płomykówko, wystąp — polecił. Gdy kocica, po chwili zawahania, stanęła przed nim, kontynuował. — Jesteś kompetentną wojowniczką, jak i wytrwałą mentorką, co pokazał trening Ostatniego Pożaru. Dziś wykazałaś się umiejętnością przewodzenia grupie oraz zachowałaś spokój pomimo stresującej sytuacji. Od tej chwili pełnisz rolę mojego zastępcy — oznajmił, po czym zniżył ton głosu, szepcząc jeszcze parę słów. — Przykro mi z powodu śmierci Twojej matki i partnera. Sójczy Błękit odeszła jako szlachetna wojowniczka, broniąc życia innych. Widzę w Tobie to, co tak bardzo szanowałem właśnie w niej.
Skrzydlata Płomykówka milczała przez parę uderzeń serca.
— Dziękuję Ci za tę szansę — odpowiedziała w końcu. — Będzie to zaszczyt dźwigać na barkach losy Klanu Burzy wraz z tobą. Fakt, moja matka była wspaniała, jako rodzic i także członek klanu, dlatego też obiecuję, że nie zhańbię jej imienia, a także imienia Klanu Burzy — miauknęła, posyłając mu subtelny uśmiech.
Mogła spodziewać się tej decyzji. Nigdy nie dopytywała Zawodzącego Echa o kandydatów na zastępcę, ale miała swoje podejrzenia. Płomykówka była córką Sójki i siostrą Ognika; dwóch kotów, które Echo szanował.
Gdy szepy – te pełne ulgi, jak i te mniej zadowolone – ucichły, Echo ponownie zabrał głos.
— Gdy tylko sytuacja Klanu Burzy się ustabilizuje, odbędę podróż do Księżycowej Sadzawki — kontynuował. — Na razie powinniśmy się skupić na wyżywieniu klanu oraz zajęciu się jego najmłodszymi członkami.
Skinął głową swojej nowej zastępczyni.
— Skrzydlata Płomykówka wyznaczy patrole łowieckie. Trzymajcie się zachodniej części naszego terytorium, tej, której nie dosięgły płomienie; w przeciągu następnych wschodów słońca wysyłane będą również grupy, których celem będzie ocena wielkości strat. Chętnych uczniów oraz wojowników proszę również o zgłoszenie się do Wdzięcznej Firletki, aby w wolnej chwili pomóc jej oraz Łzawej Łapie w odbudowaniu prowizorycznych zapasów ziół, aby mogły zająć się waszymi urazami, jeżeli takowe się pojawiły. Dodatkowo, szczątki Pozłacanej Pszenicy oraz Ognistej Piękności zostaną przygotowane do czuwania, aby później mogły zostać godnie pochowane.
Zamilknął na moment.
— Tańcujące Pierze, Nieustraszony Chomik oraz Dziki Berberys powrócą do dołów, w których spędzili wczorajszą noc — oznajmił. — Tam, pod stałym nadzorem, wyczekiwać będą egzekucji, lub w przypadku Berberysu, odprowadzenia poza granice klanu. Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk zostaną przeniesieni do ślepej odnogi jednego z tunelów prowadzących do Groty Pamięci.

10 lipca 2026

Od Psianki CD. Zewu

Przeszłość

Pisnęłam triumfalnie, gdy Zew przewrócił się pod moim ciężarem. Nie był przecież dużo większy ode mnie, więc wystarczyło odrobinę rozpędu i odrobina szczęścia, żeby wylądował na ziemi. Natychmiast postawiłam jedną łapkę na jego piersi, unosząc wysoko podbródek z miną zwyciężczyni.
— Mam cię! — oznajmiłam z wyraźną dumą. — Wygrałam!
Ogon aż chodził mi z zadowolenia. Pewnie za chwilę znowu zaczniemy biegać, ale przez tę jedną krótką chwilę zamierzałam nacieszyć się swoim zwycięstwem. Spojrzałam na Gończyka, jakbym oczekiwała, że natychmiast potwierdzi moją wygraną.
— Widziałeś? Widziałeś? Nawet nie zdążył uciec!
Zaśmiałam się głośno, po czym zeskoczyłam z Zewu i odsunęłam się o dwa kroki, dając mu możliwość wstania. Nie zamierzałam siedzieć na nim wiecznie. Berek był najfajniejszy właśnie wtedy, kiedy uciekał.
— Ale następnym razem nie możesz chować się za Gończykiem! — prychnęłam z udawanym oburzeniem. — To było nieuczciwe.
Pokręciłam głową z przesadną powagą, choć coraz trudniej było mi utrzymać poważny wyraz pyska. W końcu parsknęłam śmiechem.
— W sumie trochę śmieszne.
Przyjrzałam się Zewowi przez chwilę, a potem przekrzywiłam głowę.
— Wiesz… naprawdę często się zamyślasz.
Nie mówiłam tego złośliwie. Raczej z ciekawością. Wielokrotnie zauważyłam już, że kiedy razem się bawiliśmy, jego spojrzenie nagle odpływało gdzieś daleko. Jakby myślami był w zupełnie innym miejscu.
— O czym ty właściwie tak często myślisz?
Zrobiłam kilka drobnych kroków wokół niego, zaglądając mu w pysk z różnych stron, jakbym liczyła, że uda mi się tam znaleźć odpowiedź.
— Bo ja chyba nie umiałabym tyle myśleć. Zawsze jest coś ciekawszego do zrobienia.
Zaśmiałam się cicho i pacnęłam go lekko łapą w bark.
— Chodź! Leżenie jest nudne.
Nie czekając na odpowiedź, odbiłam się od ziemi i pognałam kilka lisich długości przed siebie. Po chwili odwróciłam głowę przez ramię, posyłając mu szeroki, zaczepny uśmiech.
— Tym razem nie będę cię gonić! Spróbuj mnie złapać, jeśli znowu nie zaczniesz patrzeć w chmury!
Wystawiłam mu czubek języka i natychmiast ruszyłam pędem między krzewami, co chwilę zerkając za siebie, czy już biegnie. Nawet jeśli mnie dogoni, to przecież o to właśnie chodziło. Im dłużej trwała zabawa, tym lepiej.

<Zew?>

Od Lilakowej Łapy CD. Firletki

Nastała chwila ciszy. Lilakowa łapa była krótko mówiąc… dosyć zdziwiona. Kotka po prostu chciała zrobić coś miłego, odwiedzić przyszłość jej klanu, jaką są kociaki. A tu z dobrego uczynku nagle wychodzi taka akcja. Czemu Firletka uważał ptaki za święte? Może ma to coś wspólnego z poglądami jej mentorki, w końcu są rodziną… Prawda? Musiałaby się kogoś zapytać, ale na to nie miała teraz ochoty. W każdym razie była zdziwiona jego zachowaniem. Choć fakt był jeszcze malutki, a maluchy czasem są wredne… Ale myślała, że maluchy Kukułczego Wdzięku są nieco lepiej wychowane! W końcu Ćma była taka miła! A Przepiórczy Wicher była taką wspaniałą mentorką! Lilakowa Łapa postanowiła, że potem definitywnie spróbuje się pomodlić do Klanu Gwiazdy mimo braku wiary o poprawę ich zachowania (nawet jeśli wątpiła, że cokolwiek to da, z podanego wcześniej powodu). W końcu jednak kociak powiedział, przerywając te niezręczne chwile wypełnione patrzeniem w niego zdziwionym wzrokiem:
— Pójdziesz już sobie? — zapytał nagle kociak z ułamkiem nadziei, świetnie! Pomyślała sobie uczennica, teraz młode siostry jej mentorki jej nie lubi… Kotka definitywnie wolałaby mieć dobre relacje z rodziną jej mentorki.
— Ale… Co ja mam zrobić z tymi ptakami? — spytała liliowa, kotka była nieco zakłopotana. Zastanawiała się, co ma niby z nimi zrobić, patrząc tym razem na wróbla, którego obecnie główkę obejmował łapką kociak.
— Zrobić im pogrzeb? — zaproponował Firletka nadal tym swoim kocięcym, wrednym głosikiem.
— Ale to marnowanie jedzenia, Firletko! Tak nie wolno! — zaprotestowała.
— Ale ptaki to nie jedzenie!
— Dobrze… dobrze — Lilakowa łapa zgodziła się tonem widocznie udawanego żalu. A raczej postanowiła zgodzić się z kociakiem, by móc potem pomyśleć co zrobić z tymi ptakami.
— Idź! — powiedział kociak, dumny z siebie zostawiając ptaka.
Liliowa uczennica szybko wzięła wróble w pysk i wyszła, nadal zastanawiając się co z nimi zrobić. Kto wie? Może Jajeczna Łapa jest głodna? W każdym razie miała nadzieje, że zachowanie Firletki albo się poprawi, albo uniknie dzielenia z nim legowiska. Była parę kroków poza żłobkiem, gdy nagle usłyszała głos Firletki:
— Ale na pewno je pochowasz, prawda? — głos kociaka był nieco ciekawski, brzmiący jakby był z siebie dumny, że pilnuje takich rzeczy.
Kotka po prostu spojrzała na niego zza ramienia, nie wiedziała co powiedzieć.

<Firletkuniu?>
[355 słów]

Od Liliowej Pieśni CD. Trzcinowego Szmeru

Przeszłość

Liliowa Pieśń uśmiechnęła się do szylkretki. Była szczęśliwa, że kot szanujący się dobrą reputacją w klanie chcę z nią porozmawiać.
– Bardzo dobrze, Trzcinowy Szmerze. Dogadujemy się, a nasze młode łapy są gotowe, by bronić klanu! – mruknęła, lekko się uśmiechając. Poczuła też jednak mrowienie na plecach, ponieważ miała wrażenie, że karmicielka ją posądza o ukrycie czegoś. Starała się po sobie nie poznać, że się zmieszała, ale nie była pewna, czy szylkretka już tego nie zobaczyła.
– Cieszy mnie to – uśmiechnęła się – w młodszym pokoleniu jest przyszłość Klanu Nocy.
– A co u twoich kociaków, Trzcinowy Szmerze? – bardzo chciała poznać potomków kotki.
– Na szczęście wszystko dobrze! Kociaki rosną jak pnącza! Żadne choroby nas nie nawiedzają.
– Niezmiernie cieszy mnie ten fakt – rzekła Liliowa Pieśń ze spokojem w głosie. – Czy mogłabym poznać twe latorośle? – spytała.
– Oczywiście, przedstawię ci je – orzekła, prowadząc kotkę do żłobka.

Po ogłoszeniu Mandarynkowej Gwiazdy

Gdy liderka zakończyła spotkanie klanu, liliowa postanowiła od razu pogratulować nowej namiestniczce:
– Gratuluję nowej roli, Trzcinowy Szmerze! Uważam, że Mandarynkowa Gwiazda nie mogła podjąć lepszej decyzji.
– Dziękuję ci, Liliowa Pieśni! Mam nadzieję, że jak najlepiej podołam temu zadaniu.
– Na pewno tak będzie – powiedziała młodsza Nocniaczka. Naprawdę tak uważała, dla niej szylkretka była jedną z silniejszych wojowniczek. – Chcę być tak skuteczna dla Klanu Nocy, jak ty.

<Trzcinowy Szmerze?>

Od Dzikiego Berberysu CD. Kameliowej Łapy

Przeszłość

Dziki Berberys siedział do tej pory na polanie obozowiska i przyglądał się kotom, które się krzątały. Czekał, aż zbierze się jego patrol graniczny, którym mieli sprawdzić tereny dzielące go wraz z Klanem Wilka. Nie mógł zaprzeczyć, że trochę się mu nudziło, więc żeby zabić nudę, postanowił wpatrywać się w białą uczennicę, która właśnie wróciła do obozu wraz z Rudą Lisówką.
Szczerze nie przepadał za nowymi kotami, które przybyły do Klanu Burzy pod pretekstem schronienia, gdyż w ich poprzednich klanach żyło im się niedobrze. Owa kotka, na którą teraz się patrzył spod byka, była od niego starsza i na bank miała rodzinę, dzieci i innych przyjaciół. Nie rozumiał, czemu ta jednak postanowiła zostawić to wszystko za sobą. Czy było coś ważniejszego od rodziny? Chociaż czy to miało teraz jakieś znaczenie, skoro ta raczej zadomowiła się już w Klanie Burzy wraz z jej partnerem?
Zastanawiając się tak nad losami śnieżnobiałej, nie zauważył kiedy, ta zauważyła jego nieprzychylny wzrok. Ruszyła w jego kierunku, kiedy ten ostatni raz starał się odwrócić wzrok. Czy na pewno chciałoby się jej teraz z nim kłócić?
— Przepraszam... — zaczęła ostrożnie Kameliowa Łapa, nadając głosowi możliwie łagodne brzmienie. — Czy coś się... stało?
Spiął mięśnie. Wiedział doskonale, że chciała grać tą mądrzejszą i spokojniejszą. Skoro była starsza, to może jeszcze liczyła na jakiś autorytet, jednak nie takie zagrywki to nie z nim. Jednak to nie wiek, a ranga ma większe znaczenie.
— Oprócz tego, że ty się stałaś, to nie — powiedział chłodno, nie ukrywając, że nie cieszy się z jej obecności. Tak samo nie mógł pokazać, że czuje się nieswojo przy konfrontacji.
— Słucham? — mruknęła zdumiona jego odpowiedzią.
— Tak, jak słyszałaś. Nie musimy się lubić i nie zamierzam tego ukrywać, że nie przynależysz do tego miejsca. Klan Burzy nie jest miejscem dla rybojadów i lepiej by było, gdybyście zostali na miejscu. Jednak to moje skromne zdanie i niestety to nie ja dyktuje warunki. Jednak ponarzekać jeszcze nikt mi nie zabroni.
Kameliowa Łapa osłupiała i patrzyła się na niego niedowierzającym wzrokiem. W sumie, jak by ktoś mu też tak powiedział, to też byłaby jego podobna reakcja. Strzepnął ogonem w kierunku legowiska uczniów.
— A teraz możesz zejść mi z oczu. Nie jesteś ze mną na patrolu, a czekam na pozostałych Burzaków. Nie mamy o czym rozmawiać — nakazał jej, liżąc się dumnie po piersi.
Biała kocica nadal nie dowierzając w jego słowa, napuszyła lekko ogon i bez słowa odeszła w stronę, gdzie siedział Tojadowa Łapa — jej partner. Zaczęli przejęcie o czymś rozmawiać, a po chwili sam poczuł mordercze spojrzenie na sobie rudego Nocniaka. Oczywiście nie był mu dłużny, gdyż odwdzięczył się tym samym.
Strasznie nie lubił tych nowych. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby zostali tam, gdzie był ich dom. Po niedługim czasie przybyli do niego Tańcujące Pierze wraz z Bąbelkowym Pluskiem i Nieustraszonym Chomikiem, po czym wyszli z obozu na patrol graniczny.

***

Po osądzie nad rebeliantami

Siedział w dole, w którym musiał spędzić drugą noc z rzędu. Bardzo mu się upiekło, skoro Zawodzące Echo nie ogłosił jego egzekucji. Musiał tylko i wyłącznie opuścić tereny Klanu Burzy i już nigdy nie wracać. Czy było to jakoś ułaskawiające? Zdecydowanie tak, jednak nie powiedziałby, że jakoś widział swoją przyszłość w kolorach tęczy i usłanych kwiatkami. Gdzie teraz miał się podziać? Do którego klanu powinien uciec? Skoro kochał tak strasznie otwarte przestrzenie? Klan Klifu? Nie, zdecydowanie nie wyobrażał się w tamtym miejscu, szczególnie że oba klany są w sojuszu. To może Klan Nocy? Woda, pływanie i monarchia, na którą tak strasznie pluł. Czy powinien pchać się w miejsce rybojadów, szczególnie że Kameliowa Łapa oraz Tojadowa Łapa stamtąd uciekli? Nie zamierzał wypełniać ich miejsca! Natomiast Klan Wilka był całkowicie zacieniony lasami i przez całe życie słyszał o tym miejscu oraz o tych kotach same najprzykrzejsze historie. Czy powinien w takim razie pchać się w szpony kotów, które atakowały wszystko, co się rusza? Zdecydowanie nie, jednak według Burzaków, to sam jest takim typem kota. Przecież jest zdrajcą i mordercą. Czy jakoś się mylili? Ciężko to powiedzieć, ale chyba nie. Natomiast Owocowy Las z pewnością zaraz oddałoby go w szpony Burzaków, przegnali ze swojego terytorium, a może nawet zabili. Przecież dzieciaki Zawodzącego Echa są pół krwi z Owocowym Lasem.
Czyli co? Klan Wilka jest jednym z najlepszych miejsc… Nie mogę w to uwierzyć… — oparł podbródek na przednich łapach.
Straże uważnie pilnowali jego ruchów. Współczuł im strasznie. Sam nie chciałby siedzieć przez całą noc, pilnując siebie, gdyż zamierzał się wyspać i na pewno nie atakować żadnego z Burzaków.
Zwinął się w kłębek i zamknął oczy. Jutro był nowy dzień, który musiał przetrwać.

< Kameliowa Łapo? Zobaczenia do kiedyś na granicy. >
🍂