BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
16 marca 2026
Od Rozkwitającego Astra Do Jagnięcego Ukłonu
Od Jagodowego Marzenia CD. Motylkowej Łączki
Kotka uniosła wzrok ze swoich łap, dostrzegając Motylkową Łączkę i strojąc swój pysk uśmiechem. Nie chciała przecież zamęczać kocicy swoimi smutkami na temat samotników. Przecież zasady, które ustalał przywódca były po coś i musiała ich przestrzegać, nawet jeśli nie rozumiała ich potrzeby. A co jeśli taki ktoś jak ona chciałby dołączyć do Klanu Burzy? Zgodnie z nowymi zasadami, nie zostałaby przyjęta, gdyż nie spełnia żadnego z warunków, co ją smuciło. Mimo tego starała się nie rozsiewać swego smutku po jej towarzyszach, chociaż nie było to proste, bo najgorsze co mogłoby być, to grupa smutnych kotów.
– Och, Motylkowa Łączko! Jak dobrze cię widzieć – wymruczała kotka na powitanie, kiedy wojowniczka usiadła obok jej. Wzrok Jagody wylądował na króliku, który gościł pod łapami towarzyszki, jednak szybko powróciła nim do jej oczu.
– Jak się masz? – zapytała Motylka, po czym wzięła kęs zwierzyny. Pytanie zdziwiło ją, jednak najwyraźniej był to idealny temat na rozpoczęcie rozmowy. Lepszego pewnie by nie znalazła, biorąc pod uwagę, że często również nadużywała tego pytania.
– Nie jest źle – odpowiedziała krótko. – Zwiewny Mak została wojowniczką, a Ciernistej Łapie trening ciągnie się dalej. Co najwyżej pogoda mogłaby być lepsza, aby polowania szły lepiej. – Zaśmiała się cicho, jednak na pysku Motylkowej Łączki nie malował się uśmiech, jak tego oczekiwała Jagoda. Czyżby popełniła błąd? Pozwoliła dostrzec coś, czego nie powinna? Z pewnością nie. Nie mogła. – Chociaż obawiam się, że zaniedbuje trening z Ciernistą Łapą, bo jak mogłabym przemęczać swego własnego syna. Tym bardziej że zaczyna wdawać się w swego ojca… Właśnie! Ty wyszkoliłaś już kilkoro uczniów, prawda? Może dałabyś mi kilka rad, bo nie chcę, aby Ciernista Łapa został dobrym wojownikiem.
Kocica była zadowolona z dalszej rozmowy, która ciągnęła się dalej. Nie dość, że dostała dużo dobrych rad na temat prowadzenia treningu, to jeszcze temat przeszedł z jej osoby na inny. To właśnie chciała osiągnąć, bo po co miała zamartwiać innych?
*****
Wpatrywała się w wyjście z obozu, jakby oczekiwała na kogoś przyjście, co było prawie prawdą. Motylkowa Łączka opuściła Klan Burzy z dnia na dzień, co było niespodziewanym wyborem dla niej. A co jeśli się zgubiła i nie znalazła drogi powrotnej? Nikt z własnej woli nie opuściłby klanu, aby żyć jako samotnik, to nie byłoby dobrym wyborem i wiedziała to dobrze. Właśnie dlatego od kilkunastu dni wyczekiwała jej powrotu, jej oczy wbite w tunel, jakby zaraz miała z niego wyjść kocica, lecz na marne. Kotka na razie nie powróciła, jednak Jagoda nie miała zamiaru się poddawać. Kiedyś Klan Gwiazdy wskaże jej drogę do domu i powróci.
– Czekasz na kogoś? – czyjś głos rozbrzmiał w jej uszach, a kiedy skierowała wzrok na jego źródło, to dostrzegła Przeplatkowy Wianek, a jej pysk przystroił uśmiech.
– Witaj Przeplatkowy Wianku – przywitała się z nią, a kocica przysiadła u jej boku. – Otóż tak i nie. Motyla Łączka musi kiedyś wrócić, a ja jako jej przyjaciółka muszę w to wierzyć i ją powitać. Tylko nie wiem, kiedy to się stanie.
– Nie wróci – syknęła ostro Przeplatka, niezbyt zadowolona z poruszonego tematu, jednak widząc zdziwienie Jagodowego Marzenia, przerzuciła swój wzrok na tunel. – Grzebiesz swe nadzieje tam, gdzie nie powinnaś i będziesz tego żałować, mówię Ci. Nie pamiętasz jak to zakończyło się ostatnim razem? Bardzo nie chcę, abyś powtarzała swoich błędów.
Jagoda rzuciła swój wzrok na wyjście z obozu, nim westchnęła cicho. Może miała ona rację i nie powinna trzymać się nadziei?
Od Wilczego Skowytu CD. Chudej Łapy
Nowy członek Klanu Gwiazdy!
Przyczyna odejścia: Decyzja administracji
Powód śmierci: Śmierć w walce z mewami
Od Wzburzonego Kormorana
15 marca 2026
Od Wilczego Skowytu
— Klanie Wilka! Wyruszamy — mruknęła donośnie Zalotna Gwiazda, która zaczęła wychodzić na leśną polanę oświetloną przez powoli zachodzące słońce.
Podróż nie była długa oraz ciężka, ale za to bardzo męcząca. Samo przejście przez tereny Klanu Klifu przyprawiało go o mdłości. Na bursztynowej wyspie siedziały już dwa klany, może chętnie, a może nie przywitały się z Wilczakami, którzy weszli z Zalotną Gwiazdą na przodzie. W każdym razie Wilczy Skowyt odszedł od całej grupy i poszedł usiąść gdzieś. Kocimiętkowy Wir na samym początku rozglądała się po wyspie, a potem czekoladowy do niej podszedł i zaczął.
— Słuchaj mnie ty zawzięta kupo futra! Myślisz, że możesz o mnie rozpowiadać byle jakie plotki?!
Rudofutra spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego, że jakiś rozjuszony wojownik zacznie jej buczeć nad uchem. Zwróciła się w jego stronę z wyraźnie znudzonym wyrazem pyska.
— Ojej, no proszę, staruszek w końcu się obudził — prychnęła, przewracając oczami. — Ta plotka krąży po obozie już od dobrych kilku księżyców, a ty dopiero teraz odkryłeś, kto ją rozpowiada? W takim razie gratuluję spostrzegawczości!
— Posłuchaj mnie! Nie będziesz mi pyskować! Jestem od Ciebie starszy, więc okazałabyś mi szacunek! Niewdzięczna! — prychnął i machnął nerwowo ogonem, nie chciał już panować nad emocjami, a to czy inny kot by go upomniał o jego krzyki, nie zmieniało jego myśli oraz aktualnego stanu. — A spostrzegawczy jestem bardzo i od początku dobrze wiedziałem, kto to rozpowiada! Może jeszcze idź do innego klanu i im porozpowiadaj! Pysk ci się nie zamyka! — syknął.
Na pysku wojowniczki pojawił się złowieszczy uśmiech.
— Mówisz i masz! — miauknęła, po czym wzięła powietrze w płuca i zaczęła krzyczeć:
— TEN KOT MA ROMANS Z KIMŚ Z INNEGO KLANU!
— Zamknij się, pchlico! Tyle potrafisz? Durna jesteś! Okropna! Idiotka!!! Mam nadzieję, że twój mech będzie okropnie twardy i wbijać będzie ci się w skórę w każdym miejscu podczas snu! I wcale nie jest z innego klanu! Kłamczucha! — strzepnął ogonem, a gdyby mógł, zrobiłby się czerwony bardziej niż czerwona kredka. Gdy skończyła się już wydzierać, pokazała Wilczemu Skowytowi język. Żadna z jego tanich obelg nie robiła na niej wrażenia! Czekoladowy mógł sobie krzyczeć i krzyczeć, jednak każde jego słowo wlatywało do głowy wojowniczki jednym uchem, a wylatywało drugim. Też jej pokazał język i już miał ochotę ją pacnąć w ten jej głupi uśmiechnięty przed chwilą pysk. Łapa mu drżała, ale wiedział, że jak to zrobi, Zalotna Gwiazda go ukarze.
— Gdy patrzę na ciebie, rozumiem, czemu gwiezdny klan czasem się myli!
Zielonooka dostrzegła, że łapy czekoladowego zaczynają drżeć i uśmiechnęła się pod nosem.
— Przywódca się pomylił, w ogóle nadając ci miano wojownika!
— Masz odwagę myszy i rozum jeszcze mniejszy — prychnął i pacnął ją w pysk łapą. Nie użył za dużo siły, ale już po fakcie wiedział, że Kocimiętka zaraz zacznie histeryzować i robić z tego sensacje na całą skalę. Ruch Wilczego Skowytu wybił ją z rytmu.
— Zabierz te swoje brudne łapy ode mnie! — krzyknęła, odsuwając się od czekoladowego, jakby był zarazą. — Bo mnie jeszcze czymś zarazisz, ty zdrajco!
Miał ochotę zrobić to ponownie, ale nie darować sobie siły.
— Nie jestem zdrajcą! — krzyknął. — A jak ci nie pasuje, to wynoś się z klanu, mieszkaj pod wodą i nikt cię nie będzie dotykać!
— Jak nie jesteś zdrajcą, skoro się miziasz z kimś spoza Klanu Wilka?! — wygarnęła mu. — Niby jak inaczej chcesz to nazwać, geniuszu?
— Z nikim spoza Klanu Wilka się nie miziam. To, co mówisz to kłamstwo i chyba masz nie po kolei w głowie albo nie wiesz, co jest pięć, że takie rzeczy wymyślasz — burknął oburzony i już lekko zmęczony kłótnią
Zmrużyła podejrzliwie oczy.
— To oczywiste, że się teraz nie przyznasz — stwierdziła, po czym zadarła brodę. — Ale ja wiem swoje!
— A ja wiem, że jesteś głupsza niż Klifiacy — burknął pod nosem, Kocimiętka zadarła nos i zaczęła odchodzić od czekoladowego. Najwidoczniej się obraziła. No i tyle z tego było, może to nawet lepiej, bo młoda już zaczynała go męczyć swoimi krzykami, głosem i po prostu zapachem!
Od Księżycowego Odłamka CD. Latającej Ryby
— I nie, nie zostawiamy kociąt na... z resztą, nie ważne, jestem bardzo kochany, przez wiele fajnych kotów — rzekł pewnie, marszcząc czoło, jednak nocniaczka nie zdawała się być przekonana. Naprawdę wyglądał na takiego, co nie miał przyjaciół? Co prawda trzymał się wąskiego grona, ale wciąż! No i po tym jak został pobity przez wściekłego wilczaka, naprawdę nie ruszał się daleko od patrolu czy kogoś do towarzystwa.
— Ja bym cię nawet kijem tknąć nie chciała, więc z mojej strony o atak martwić się nie musisz. Widzę, że brak ci całkowicie wyobraźni — stwierdziła gorzko. — Pierwszy lepszy głodny drapieżnik i nawet nie zdążyłbyś pisnąć głośniej od myszy, a już byś został pożarty żywcem. Gdybym chciała cię skrzywdzić, zdążyłabym to zrobić kilka razy, a nikt by tu nawet nie dobiegł. Te twoje fajne koty to fajne muszą być tylko w twojej głowie — uznała z przekąsem.
— Nie, akurat jak ostatni raz sprawdzałem to były prawdziwe — powiedział pół żartem, chociaż ton był raczej luźny niż żartobliwy, nie wiedząc jeszcze, czy się denerwować czy nie, ale jak na razie całkiem dobrze się bawił. Może byłby na tym etapie już głęboko urażony kilka księżyców temu, jednak z wiekiem nauczył się ignorować większość zaczepek, o ile nie wchodziły za głęboko w jego strefę komfortu, która swoją drogą nie została jeszcze naruszona na tyle, by się złościć. — I wyobraźnia też mi działa, chociaż zgaduję, że nieco inaczej od innych. W końcu nie mogę się bać czegoś, czego nie widać, chyba, że to poczuję albo usłyszę... z resztą, wcale nie jestem taki bezrady, wiesz? Mógłbym na przykład, na ciebie, nie wiem, napluć i co wtedy? — I chociaż nie wiedział czy się denerwować, już dawno zdecydował, że raczej nie podejdzie do tej konwersacji poważnie. Z resztą, już zadeklarowała, że go nie dotknie, więc czego się bać? Wyraźny szmer a następnie dochodzący z większej odległości jej głos świadczył o tym, że jego słowa o pluciu potraktowała dosyć poważnie, co zauważył z lekkim rozbawieniem.
— Obrzydlistwo — wycedziła. — Każdy Burzak jest taki niewychowany czy tylko ty jesteś wyjątkiem?
— Jestem jedyny w swoim rodzaju — kontynuował swoim rozluźnionym tonem — Ale popatrz, zadziałało. — dodał, może trochę zbyt rozmytym tonem, jakby niezbyt przytomnym. Można by uznać, że w ogóle nie wiedział, gdzie jest ani co się dzieje!
— Tak, tak, ja patrzę. — na ostatnie słowo dała większy nacisk. — Nie jest ci źle z tym, że pogłębiasz już i tak słabą opinie swojego klanu? — spytała z wyższością.
— Słabą? Pogłębiam? Z jakiego powodu, bo jestem ślepy? — przekręcił głowę w bok, trochę na pokaz zgrywając głupiego. Zazwyczaj bycie idiotą w podobnych sytuacjach go ratowało. Co prawda nikt potem nie brał go zbyt na poważnie, ale dało się przyzwyczaić, z resztą, w połowie sytuacji nie grał idioty; po prostu nim był. — Też mogłabyś się urodzić ślepa, albo w ogóle pozbawiona oczu, albo z krzywym pyskiem, barkiem, bez umiejętności mowy czy ze sparaliżowanymi nogami, które mogą być również winą przypadku... więc nie rozumiem, może chodzi o coś innego? Co pozwala ci sądzić, że jesteś lepsza? — zagadał zainteresowany, chociaż w głębi duszy obwiniał za to wszystko swoich kuzynów i jakąś kotkę, co miała tyle samo rozumu co oni. Z jednej strony w nosie miał, jak ktoś w klanie obraża burzaków, ale kiedy ktoś spoza społeczności postanowił coś krzywego powiedzieć, czuł jakąś powinność by bronić dumy tej zapchlonej dziury. Po samym prychnięciu, jakie kotka z siebie wydała po jego monologu, można było wywnioskować narastające u niej oburzenie.
— Nic mi do tego, że nie widzisz! Już nie przesadzaj i nie wciskaj mi do pyska opinii jakiej nie podzielam — fuknęła. — Ktoś mógłby się urodzić z wszystkimi wadami jakie tylko są możliwe, a nadal prezentować się z większą inteligencją niż pałętający się po granicy bezbronny ślepiec — burknęła. — I nie, nie mów nic o twoich niby znajomych co przylecą tu na zawołanie, bo najwyraźniej już długo tu siedzisz sam, a nikt się tym jeszcze nie zainteresował — zauważyła. — Oh, a co do ostatniego pytania, to uwierz, nie starczyłoby mi czasu, by wymienić wszystkie powody. Tu nawet nie trzeba nic sądzić, to się po prostu wie.
— Ah tak! To dobrze! Dziękuję za wyjaśnienie! — uśmiechnął się szeroko, klaszcząc w łapki, które przystawił sobie do pyska, jakby miał zamiar się modlić. Czyli zgrywanie debila tym razem nie zadziałało? Aaah, szkoda. — Ale wciąż trochę boli, że uważa pani, że pałętam się tu sam i uważa mnie pani za bezbronnego. Wciąż są wątpliwości, że mam przyjaciół? Naprawdę wyglądam na takiego? Przysięgam, nie jestem aż tak irytujący... prawda? Śniak? — tu nachylił się w tył nieco, w stronę... dziury w ziemi? Zdecydowanie dziury w ziemi, w której na pierwszy rzut oka, można by powiedzieć, że siedział całkiem puchaty królik. Dopiero później dostrzec można było, że to wcale nie długouszny zwierz, a najprawdziwszy kot, który wyglądał na odrobinę znudzonego, chociaż oczy miał całkiem przytomne — Zostałeś zignorowany — zauważył Księżyc.
— Śniak? — powtórzyła tępo, dopiero później zdając się zauważyć, do kogo mówił — Aha... Aha — Te dwa krótkie słowa brzmiały bardziej na bełkot, po którym nastąpił kolejny szmer. — Uh, ty... Dobrze... Dobrze, że nie jesteś sam. To znaczy, nie obchodzi mnie to, jak coś będzie chciało cię zjeść i to tak by zdążyło, więc nadal brak ci... wam — poprawiła się niezgrabnie — rozsądku, także... Nic tu po mnie. Uwa... Nie. Skoro nie uważasz na siebie to i tak to nic nie zmieni, żegnam — prychnęła, by zaraz jedyne, co mogło po niej pozostać, to kłębiący się w powietrzu piach. Może jednak widomy kot był dla niej większym zagrożeniem? Cóż, nie, żeby spodziewał się jakiejś innej reakcji, większość klanów jak zgadywał nie wiedziała o tym, że Burzaki już od kilku pokoleń zamieniali się skrupulatnie w króliki, podróżując po norach. Szczególnie przewodnicy.
— Weź sobie następnym razem innego pachołka do pomocy, prawie zasnąłem — odezwał się Śniątko, które zaraz potem zagłębił się w tunel, do którego wpełzł również Księżycowy Odłamek, czując narastające zmęczenie, które pojawiło się po rozmowie, powoli zapominając o zdarzeniu, bardziej przejmując się Śniątkiem, który wydawał się bardziej przygaszony niż zwykle.
zgromadzenie
Śniący nie szedł na zgromadzenie. Nie, żeby Księżyc był o to zły, w końcu brat ostatnio zachowywał się podobnie do niego samego, gdy umarła Szanta, niemniej wraz z brakiem brata, brakowało mu też przewodnika. Dosłownie i w przenośni, bo to zazwyczaj jego ogonu się trzymał. Więc czyjego teraz? Białego? Do niego mogła podejść Wróżka.. nie, kto jeszcze został? Przysiadł się do Dryfującego Fluorytu, prosząc o możliwość potrzymania się jej sierści.
— Nie dusisz się futrem? — odezwał się głos obok niego. Bazia Łapa na moment odłączyła się od Równonocnej Łapy, przystając obok kocura. Pokręcił przecząco głową. Akurat sierść Dryfującego Fluorytu była cienka i lejąca, a nie puchata, więc nie musiał się obawiać o kłaki w nosie.
— Ej, a nie chcesz potrzymać mojego ogona? Będziemy jak stonoga! — zmarszczenie brwi i niepewny, oceniający wyraz pyska zdradzający dyskomfort były wystarczającą odpowiedzią, a kotka dalej nie ciągnęła tematu, jedynie coś prychając pod nosem, nim podreptała znów do Równonocy. Podróż na wyspę przebiegła spokojnie, a na miejscu usiadł obok swojej tymczasowej przewodniczki, która nie zdawała się chcieć za bardzo nigdzie oddalać. Wymienili więc najpierw między sobą kilka zdań, a gdy tematy się wyczerpały, kotka zaczęła prowadzić cichą rozmowę z jakimś kotem z innego klanu, którego najwyraźniej poznała jeszcze za czasów bycia uczniem. Księżyc natomiast... nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Przynajmniej do momentu, w którym nie poczuł na sobie intensywnego wzorku. Odwrócił głowę, nieco zdezorientowany. Co za nieprzyjemne uczucie, kiedy nie można się domyślić, gdzie jest przyczyna. Chociaż, chwila, zapach Klanu Nocy... tak, nocniak na pewno. Znają się? Nie rozpoznał zapachu, ale na pewno ktoś się na niego patrzył. Znali się? Nie? Postanowił się uśmiechnąć i pomachać łapą na przywitanie. W końcu głupio by było, gdyby się nie przywitał. Głupio by też było, gdyby pomachał i ten ktoś go nie zauważył, ale o to będzie się martwić potem.
Od Aldrowandowej Łapy
Z jej myśli wyrwał ją dźwięk pazurów stukających o skalną powierzchnię. Jej wzrok zwrócił się w stronę tunelu prowadzącego do legowiska medyka, przez który właśnie szła Jagnięcy Ukłon. Uczennica nie zdążyła jej jeszcze powiedzieć o tym, czego się dowiedziała. Ale wiedziała, że powinna jej o tym powiedzieć. Szczególnie że Ćmi Księżyc była jej mentorką. Koteczka podniosła się z siadu i podeszła do medyczki.
— Jagnięcy Ukłonie? — zwróciła się do mentorki szylkretka. — Wczoraj na zgromadzeniu podsłuchałam rozmowę dwójki uczniów…
Gdy spojrzała na kremową kocicę, ujrzała jej wzrok niosący ze sobą nutkę dezaprobaty. Aldrowandowa Łapa fuknęła cicho i wywróciła oczami.
— Och, no nie rzucaj mi takiego spojrzenia. Poza tym to, co usłyszałam to ważne! — koteczka machnęła ogonem, próbując rozładować nieco budujące się w niej napięcie. — Ci dwaj uczniowie… rozmawiali o ciele kota, które zostało znalezione na terytorium jednego z pozostałych trzech klanów. Mówili o ślepej medyczce… To MUSIAŁA być Ćmi Księżyc, Jagnięcy Ukłonie.
Od Borówkowej Słodyczy CD. Konwaliowej Mielizny
Od Borówkowej Słodyczy
Wyleczeni: Borówkowa Słodycz
.png)