— Ja… Nie gapiłem się — wymamrotał czarnofutry, niemal bezgłośnie. — Ale prawda, masz piękne i lśniące futro… — mruknął, chyba nie zastanawiając się nad sensem tych słów. Dopiero po chwili coś w jego głowie zaskoczyło. — Zapomnij. — rzucił i nieco spłoszony podniósł się z dotychczasowego miejsca.
Królik zaśmiał się, zdumiony słowami obcego. Nie spodziewał się, że pierwszy lepszy Burzak zacznie mu prawić takie komplementy!
— Nie musisz się już tak podlizywać, i tak cię stąd nie przegonię — miauknął rozbawiony, powoli kręcąc głową. Czarnofutry nie wyglądał na zachwyconego, ale to nic. — Tak w ogóle, nazywam się Królicza Prawda — przedstawił się, skoro już “ustalili”, że nie są sobie wrodzy.
Nieznajomy odwrócił wzrok od kremowego, przez moment się wahając.
— Poczciwy Szakłak — mruknął w końcu, chyba jedynie z grzeczności. Następnie zamilkł i zrobił krok w tył.
Królik otworzył pysk, by coś powiedzieć, lecz ostatecznie także pozostał cicho.
— To… pójdę już sobie. Uczeń na mnie czeka — oznajmił i, odwróciwszy się od Burzaka, pognał w stronę Pasterzowej Łapy.
Kocur miał spróbować zapolować na coś sam, jednak przez cały ten czas siedział na tyłku, przyglądając się rozmowie dwóch kotów.
— Gratuluję zmarnowania czasu — rzucił Królik, podchodząc do kremowego ucznia. Jego humor od razu się pogorszył, a mina zrzedła. Co mu tam po jakimś komplemencie, skoro miał takiego krnąbrnego młodzieńca do wyszkolenia.
— Nie zmarnowałem czasu! — uparł się Pasterz. — Gdybym poszedł zapolować i się zgubił, dopiero wtedy bym go zmarnował, szukając ciebie! — zaczął się bronić, ale na Króliku te wymówki nie robiły wrażenia.
— Przecież masz nos, czyż nie? Zostawiłbyś za sobą trop i wrócił jego śladem — burknął, nawet nie patrząc na ucznia. Zamiast tego podszedł do tuneli, by kontynuować zaplanowany trening.
Jego matka wreszcie została liderką! Nie odebrała jeszcze co prawda żyć i nie miała drugiego członu “Gwiazda”, ale to tylko kwestia czasu. Musi tylko wyleczyć się po odbytej walce z mewami, a wtedy zostanie Pikującą Gwiazdą! A może jednak Jaskółczą Gwiazdą? To drugie bardziej do niej pasowało.
W każdym razie… Królik czuł lekki zawód przez to, że to nie jego kremowa wybrała na swojego zastępcę. Albo przynajmniej jego brata! Zamiast tego powierzyła tak ważną rolę komuś takiemu, jak… Mysi Postrach. Jednak kocur był jej uczniem, więc jej wybór miał też trochę sensu. Właściwie to nawet więcej, niż gdyby wybrała któregoś ze swoich synów. Tym bardziej po tym, że w młodości uciekli z Klanu Klifu, znikając z niego na kilka dobrych księżyców. Teraz niby się zreflektowali, ale kto im zaufa, że już nigdy nie popełnią takiej głupoty?
Poza tym na Królika niektórzy wciąż patrzą z podejrzliwością przez fakt, że Wzburzony Kormoran i Oszroniony Kieł niekoniecznie są do niego podobni. Jednak czy to była jego wina? Jak już, to Źródlana Łuna go oszukała, wmawiając mu, że jest ojcem! — przynajmniej tak by powiedział, gdyby chcieli go oskarżać. Prawda jest jednak taka, że sam się zgodził na udawanie jej partnera i rodzica tych kociąt…
Zresztą, co ci Klifiacy się tak uwzięli? Foczej Fali urodziły się dwa kociaki — Fiołka i Złamanek. Żadne z nich nie przypomina ani swojej matki, ani ojca, a jednak każdy wierzy, że to ich dzieci. No, a tak swoją drogą, to powinien chyba pogratulować pierwszorazowemu tacie. Nawet jeśli ten nie do końca chce mieć z nim cokolwiek do czynienia.
Już miał się zbierać do żłobka, gdy nagle zauważył chodzącą po obozie Pikującą Jaskółkę. Tak właściwie, to dawno z nią nie rozmawiał… Postanowił do niej podejść, by nadrobić ten stracony czas.
— Hej, mamo — mruknął, stając obok kremowej kotki. — Cieszysz się, że w końcu możesz rządzić Klanem Klifu? — zapytał, uśmiechając się przyjaźnie.
— Daj spokój. Mysi Postrach został już mianowany na zastępcę i nie zamierzam tego zmieniać — odparła, nawet na niego nie patrząc.
— No coś ty! Nie przyszedłem tu błagać o awans — fuknął, przewracając oczami. — Już nawet z własną matką nie można porozmawiać? — dodał żartobliwym tonem, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę. Dziś Pikująca Jaskółka wydawała się nie w humorze — może w ogóle nie powinien do niej zagadywać…
— Można, można, tylko jak jest mniej zajęta — odpowiedziała, wciąż nie zwracając głowy w jego kierunku.
— A czym tak jesteś zajęta? Planujesz rewanż na Klanie Wilka, czy o co chodzi? — drążył dalej, nie chcąc matce odpuścić. — Przydałoby się w końcu wyrównać rachunki. Niby pozbawiłem jednego Wilczaka oka, ale spójrz na Źródlaną Łunę! Tak ją poturbowali, a potem jeszcze zabrali nam kawałek terenów… — zaczął się użalać.
Jaskółka w końcu spojrzała na niego, mierząc go morderczym spojrzeniem.
— Nie przypominaj mi o tym — burknęła, wzdychając ciężko. — Jeszcze kiedyś się im odpłacimy. Może niekoniecznie za mojego czy twojego życia, ale kiedyś nadejdzie ten dzień — stwierdziła pewnie, po czym bez słowa odeszła od Króliczej Prawdy.
Kremowy spuścił wzrok na łapy. Nie była to może jego najdłuższa rozmowa z matką, ale zawsze coś, prawda? Może w przyszłości spróbuje trochę więcej z nią rozmawiać, by odnowić ten kontakt. Właściwie, odkąd uciekł, Jaskółka wydaje się nim trochę zawiedziona. Może i sobie to wymyślił, a może taka po prostu była rzeczywistość… Takich wielkich błędów nie wybacza się ot tak, a już na pewno nie zapomina.
Korzystając z tego, że mewy zostały już przegonione z terenów Klanu Klifu, postanowił wybrać się na spacer. Do niedawna samotne schadzki były zabronione, bo zawsze istniało ryzyko, że zaatakuje cię wielki, rozgniewany ptak. Teraz jednak Klifiacy pozbyli się problemu i wszystko wróciło do normy. Na jak długo? Tego nie wiedział nikt — jednak Królik uważał, że już wkrótce znowu się coś posypie. Nie wiedział jeszcze co, ale miał złe przeczucie.
Nie zamierzał jednak zbyt długo się tym przejmować. Trzeba korzystać, póki życie sprzyja. Udał się więc na granicę z Klanem Burzy. Zamierzał przejść się wzdłuż granic Klanu Klifu i dotrzeć nad brzeg, by powdychać trochę morskiego powietrza i poobserwować taflę wody. Może nawet poczekałby aż do zachodu, by popatrzeć na słońce chowające się za horyzontem i to piękne, pomarańczowo-różowe niebo? Na pewno pomogłoby mu to się odprężyć — choć nie żeby miał czym się szczególnie stresować. Nie musiał się już nawet martwić tym, co znowu wymyśli Pasterzowa Łapa, bo kocur wreszcie został Czujnym Pasterzem.
W końcu Królik zatrzymał się, gdy dotarł na granicę z Burzakami. Tu postanowił chwilę odpocząć, bo wędrówka zaczęła już dawać mu się we znaki. Jak to mówią... starość nie radość.
Królik zaśmiał się, zdumiony słowami obcego. Nie spodziewał się, że pierwszy lepszy Burzak zacznie mu prawić takie komplementy!
— Nie musisz się już tak podlizywać, i tak cię stąd nie przegonię — miauknął rozbawiony, powoli kręcąc głową. Czarnofutry nie wyglądał na zachwyconego, ale to nic. — Tak w ogóle, nazywam się Królicza Prawda — przedstawił się, skoro już “ustalili”, że nie są sobie wrodzy.
Nieznajomy odwrócił wzrok od kremowego, przez moment się wahając.
— Poczciwy Szakłak — mruknął w końcu, chyba jedynie z grzeczności. Następnie zamilkł i zrobił krok w tył.
Królik otworzył pysk, by coś powiedzieć, lecz ostatecznie także pozostał cicho.
— To… pójdę już sobie. Uczeń na mnie czeka — oznajmił i, odwróciwszy się od Burzaka, pognał w stronę Pasterzowej Łapy.
Kocur miał spróbować zapolować na coś sam, jednak przez cały ten czas siedział na tyłku, przyglądając się rozmowie dwóch kotów.
— Gratuluję zmarnowania czasu — rzucił Królik, podchodząc do kremowego ucznia. Jego humor od razu się pogorszył, a mina zrzedła. Co mu tam po jakimś komplemencie, skoro miał takiego krnąbrnego młodzieńca do wyszkolenia.
— Nie zmarnowałem czasu! — uparł się Pasterz. — Gdybym poszedł zapolować i się zgubił, dopiero wtedy bym go zmarnował, szukając ciebie! — zaczął się bronić, ale na Króliku te wymówki nie robiły wrażenia.
— Przecież masz nos, czyż nie? Zostawiłbyś za sobą trop i wrócił jego śladem — burknął, nawet nie patrząc na ucznia. Zamiast tego podszedł do tuneli, by kontynuować zaplanowany trening.
* * *
Przed zniknięciem Fiołki
Jego matka wreszcie została liderką! Nie odebrała jeszcze co prawda żyć i nie miała drugiego członu “Gwiazda”, ale to tylko kwestia czasu. Musi tylko wyleczyć się po odbytej walce z mewami, a wtedy zostanie Pikującą Gwiazdą! A może jednak Jaskółczą Gwiazdą? To drugie bardziej do niej pasowało.
W każdym razie… Królik czuł lekki zawód przez to, że to nie jego kremowa wybrała na swojego zastępcę. Albo przynajmniej jego brata! Zamiast tego powierzyła tak ważną rolę komuś takiemu, jak… Mysi Postrach. Jednak kocur był jej uczniem, więc jej wybór miał też trochę sensu. Właściwie to nawet więcej, niż gdyby wybrała któregoś ze swoich synów. Tym bardziej po tym, że w młodości uciekli z Klanu Klifu, znikając z niego na kilka dobrych księżyców. Teraz niby się zreflektowali, ale kto im zaufa, że już nigdy nie popełnią takiej głupoty?
Poza tym na Królika niektórzy wciąż patrzą z podejrzliwością przez fakt, że Wzburzony Kormoran i Oszroniony Kieł niekoniecznie są do niego podobni. Jednak czy to była jego wina? Jak już, to Źródlana Łuna go oszukała, wmawiając mu, że jest ojcem! — przynajmniej tak by powiedział, gdyby chcieli go oskarżać. Prawda jest jednak taka, że sam się zgodził na udawanie jej partnera i rodzica tych kociąt…
Zresztą, co ci Klifiacy się tak uwzięli? Foczej Fali urodziły się dwa kociaki — Fiołka i Złamanek. Żadne z nich nie przypomina ani swojej matki, ani ojca, a jednak każdy wierzy, że to ich dzieci. No, a tak swoją drogą, to powinien chyba pogratulować pierwszorazowemu tacie. Nawet jeśli ten nie do końca chce mieć z nim cokolwiek do czynienia.
Już miał się zbierać do żłobka, gdy nagle zauważył chodzącą po obozie Pikującą Jaskółkę. Tak właściwie, to dawno z nią nie rozmawiał… Postanowił do niej podejść, by nadrobić ten stracony czas.
— Hej, mamo — mruknął, stając obok kremowej kotki. — Cieszysz się, że w końcu możesz rządzić Klanem Klifu? — zapytał, uśmiechając się przyjaźnie.
— Daj spokój. Mysi Postrach został już mianowany na zastępcę i nie zamierzam tego zmieniać — odparła, nawet na niego nie patrząc.
— No coś ty! Nie przyszedłem tu błagać o awans — fuknął, przewracając oczami. — Już nawet z własną matką nie można porozmawiać? — dodał żartobliwym tonem, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę. Dziś Pikująca Jaskółka wydawała się nie w humorze — może w ogóle nie powinien do niej zagadywać…
— Można, można, tylko jak jest mniej zajęta — odpowiedziała, wciąż nie zwracając głowy w jego kierunku.
— A czym tak jesteś zajęta? Planujesz rewanż na Klanie Wilka, czy o co chodzi? — drążył dalej, nie chcąc matce odpuścić. — Przydałoby się w końcu wyrównać rachunki. Niby pozbawiłem jednego Wilczaka oka, ale spójrz na Źródlaną Łunę! Tak ją poturbowali, a potem jeszcze zabrali nam kawałek terenów… — zaczął się użalać.
Jaskółka w końcu spojrzała na niego, mierząc go morderczym spojrzeniem.
— Nie przypominaj mi o tym — burknęła, wzdychając ciężko. — Jeszcze kiedyś się im odpłacimy. Może niekoniecznie za mojego czy twojego życia, ale kiedyś nadejdzie ten dzień — stwierdziła pewnie, po czym bez słowa odeszła od Króliczej Prawdy.
Kremowy spuścił wzrok na łapy. Nie była to może jego najdłuższa rozmowa z matką, ale zawsze coś, prawda? Może w przyszłości spróbuje trochę więcej z nią rozmawiać, by odnowić ten kontakt. Właściwie, odkąd uciekł, Jaskółka wydaje się nim trochę zawiedziona. Może i sobie to wymyślił, a może taka po prostu była rzeczywistość… Takich wielkich błędów nie wybacza się ot tak, a już na pewno nie zapomina.
* * *
Nie zamierzał jednak zbyt długo się tym przejmować. Trzeba korzystać, póki życie sprzyja. Udał się więc na granicę z Klanem Burzy. Zamierzał przejść się wzdłuż granic Klanu Klifu i dotrzeć nad brzeg, by powdychać trochę morskiego powietrza i poobserwować taflę wody. Może nawet poczekałby aż do zachodu, by popatrzeć na słońce chowające się za horyzontem i to piękne, pomarańczowo-różowe niebo? Na pewno pomogłoby mu to się odprężyć — choć nie żeby miał czym się szczególnie stresować. Nie musiał się już nawet martwić tym, co znowu wymyśli Pasterzowa Łapa, bo kocur wreszcie został Czujnym Pasterzem.
W końcu Królik zatrzymał się, gdy dotarł na granicę z Burzakami. Tu postanowił chwilę odpocząć, bo wędrówka zaczęła już dawać mu się we znaki. Jak to mówią... starość nie radość.
<Poczciwy Szakłaku? Jesteś tam?>