BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Znajdka w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 14 czerwca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 czerwca 2026

Od Łzy

Wiatr przesuwał się leniwie pomiędzy gałęziami otaczającymi obozowisko, poruszając liśćmi w sposób przypominający cichy szept, podczas gdy chłodne podmuchy raz po raz szarpały miękką sierścią Łzy, rozwiewając delikatne kosmyki futra wokół jej pyska. Młoda koteczka siedziała tuż przed wejściem do żłobka z łapkami starannie podwiniętymi pod siebie, starając się wyglądać możliwie najdostojniej, nawet pomimo swojego wieku, ponieważ gdzieś głęboko wierzyła, że odpowiednia postawa potrafi zmienić sposób, w jaki patrzą na nią inni.
Jej błękitne ślepia przesuwały się powoli po obozowisku, zatrzymując się na kolejnych sylwetkach przewijających się pomiędzy legowiskami. Każdy kot wyglądał inaczej. Niektóre futra błyszczały w świetle słońca niczym mokre kamienie po deszczu, inne pozostawały matowe i poszarpane bliznami, które opowiadały historie dawnych bitew, polowań albo porażek. Jedni poruszali się pewnie i spokojnie, jakby cały świat należał do nich, podczas gdy inni przemykali szybciej, z opuszczonymi łbami oraz napiętymi barkami, jakby nieustannie bali się spojrzeń reszty klanu.
Łza obserwowała ich wszystkich z dziwnym rodzajem wyższości, który coraz częściej rozlewał się po jej małym sercu ciepłą, przyjemną falą. Każda z tych sylwetek wydawała jej się jednocześnie odrębna i zupełnie nieważna — niczym tło dla kogoś znacznie istotniejszego. Dla niej.
Była wręcz przekonana, że prędzej czy później wszystkie te koty zrozumieją, jak wyjątkowa jest, oraz że któregoś dnia każdy wojownik w obozie będzie pragnął choćby chwili jej uwagi. Wyobrażała sobie, jak starsi opowiadają o niej kociętom przy wieczornych czuwaniach, jak uczniowie próbują zwrócić na siebie jej uwagę podczas treningów i jak wojownicy ściszają głosy, kiedy tylko przechodzi obok. Myśl o tym była niemal przyjemnie odurzająca.
Westchnęła przeciągle, unosząc lekko podbródek.
Mimo tych wszystkich wyobrażeń rzeczywistość pozostawała jednak rozczarowująco zwyczajna.
Kilka kotów spojrzało w jej stronę przelotnie, ktoś posłał jej łagodny uśmiech, inny skinął jej głową z rozbawieniem typowym dla dorosłych obserwujących kocięta, lecz żaden z nich się nie zatrzymał. Nikt nie podszedł bliżej. Nikt nie zapytał, co robi. Nikt nie poświęcił jej więcej niż krótkiego spojrzenia rzuconego pomiędzy jedną rozmową a drugą.
To ją drażniło.
Nie chciała cudzych spojrzeń rzucanych mimochodem, ponieważ wydawały jej się małe, puste i niewystarczające, niczym okruchy rzucane komuś, kto zasługuje na całą ucztę. Chciała uwagi całkowitej — takiej, która przyciąga do niej cudze oczy i nie pozwala odwrócić wzroku. Chciała, by ktoś słuchał wyłącznie jej głosu, śmiał się tylko wtedy, gdy ona tego chce, i patrzył na nią tak, jakby była najważniejszą rzeczą w całym obozowisku.
Jej ogon drgnął z lekką irytacją.
Nie rozumiała, dlaczego koty potrafią zajmować się tak nudnymi sprawami, skoro ona siedziała tutaj, dosłownie przed nimi. Wojownicy rozmawiali o patrolach, świeżej zwierzynie albo granicach, królowe poprawiały legowiska swoich kociąt, a uczniowie przepychali się pomiędzy sobą z typową dla nich energią, jakby nikt nie dostrzegał, iż pośród tego wszystkiego znajduje się ktoś znacznie bardziej interesujący.
Ktoś wyjątkowy.
Łza zmarszczyła lekko nosek, po czym raz jeszcze przesunęła spojrzeniem po obozowisku, tym razem znacznie uważniej, jak gdyby pomiędzy dziesiątkami sylwetek próbowała odnaleźć kota, który wreszcie okaże się wystarczająco rozsądny, by poświęcić jej całą swoją uwagę. Jej błękitne oczy zatrzymywały się kolejno na wojownikach wracających z patroli, na uczniach przepychających się przy stercie świeżej zwierzyny oraz na starszych wygrzewających kości w ostatnich promieniach słońca, jednak żaden z nich nie wyglądał na zainteresowanego rozmową z nią.
Choć irytacja zaczynała już powoli rozlewać się po jej piersi, sprawiając, że końcówka ogona drgała z niezadowolenia, nagle usłyszała głos dobiegający tuż zza jej pleców.
— Co robisz, siostrzyczko?
Jej uszy drgnęły odruchowo, podczas gdy sama odwróciła lekko łeb.
Aha.
Mordogończyk.
Przez krótką chwilę niemal całkowicie o nim zapomniała, ponieważ przez ostatnich kilka wschodów słońca skutecznie wyrzucała go ze swoich myśli, uznając, że nie zasługuje na jej uwagę po tym, jak odważył się odmówić jej wspólnej zabawy i jeszcze oczekiwać przeprosin.
Choć początkowo była przekonana, że jej brat prędzej czy później sam zrozumie swój błąd, tak z każdym kolejnym dniem zaczynała zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest jeszcze głupszy, niż dotychczas przypuszczała. Teraz jednak, kiedy sam do niej przyszedł, wszystko stało się jasne. Wreszcie przejrzał na oczy.
Ta myśl sprawiła, że poczuła przyjemne ciepło satysfakcji.
— A nic — miauknęła z wyższością, unosząc lekko podbródek, podczas gdy na jej pysku pojawił się subtelny uśmiech. — Uśmiecham się, podczas gdy inni mnie podziwiają, ale pewnie za wiele o tym nie wiesz. Kto chciałby w końcu patrzeć na kota, który uważa, że może łamać serce własnej siostrze?
Mordogończyk zamrugał kilkukrotnie, po czym na jego pysku pojawił się ten sam nieporadny, rozczulająco głupi uśmiech, który tak często wywoływał w niej mieszankę rozbawienia oraz politowania.
— Łzo, ja... przepraszam. Nie powinienem był się tak zachować, ponieważ jesteś przecież moją siostrą i bardzo cię lubię. Nie chciałbym, żebyś była przeze mnie smutna, bo nie mógłbym cię stracić.
Łza przez moment przyglądała mu się w milczeniu, choć w rzeczywistości już dawno postanowiła przyjąć jego przeprosiny, ponieważ trudno było gniewać się na kogoś, kto tak wyraźnie żałował swoich błędów.
Nie mogła jednak pozwolić, by zauważył to zbyt szybko.
— Przyjmuję przeprosiny — oznajmiła w końcu tonem pełnym godności. — Chociaż mam nadzieję, że wyciągniesz z tego odpowiednie wnioski.
Mordogończyk rozjaśnił się natychmiast, jak gdyby właśnie zdjęto z jego barków ogromny ciężar.
Przez kilka chwil siedzieli obok siebie, obserwując obozowisko, podczas gdy pomiędzy legowiskami przemykali wojownicy, a z oddali dochodziły urywki rozmów oraz ciche śmiechy.
To właśnie wtedy wzrok Łzy ponownie powędrował ku grupce kociąt bawiących się nieopodal wraz z białym wojownikiem, który odwiedzał je niemal każdego dnia.
Od kilku wschodów słońca nie potrafiła wyrzucić tego widoku ze swoich myśli.
— A zastanawiałeś się kiedyś... jak to jest z naszym ojcem?
Mordogończyk poruszył lekko uszami, podczas gdy jego spojrzenie natychmiast zdradziło kompletną dezorientację.
— Kim?
Łza przewróciła oczami tak ostentacyjnie, że aż odchyliła głowę.
— Z naszym tatą, no! — miauknęła z wyraźnym zniecierpliwieniem. — Widziałam przecież, że Mordor, Smok i Pierścień mają swojego ojca, który przychodzi do nich praktycznie codziennie, rozmawia z nimi i bawi się razem z nimi. A my mamy tylko Purchawkę.
Kocurek przez chwilę wyglądał tak, jakby próbował sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zwrócił na to uwagę.
— Nigdy nad tym nie myślałem...
Łza westchnęła ciężko, ponieważ odpowiedź ta była dokładnie tak rozczarowująca, jak mogła się spodziewać.
— Mh... Ty o niczym nigdy nie myślisz, dlatego właśnie muszę robić to za nas oboje.
Choć w jej głosie pobrzmiewało rozdrażnienie, tak naprawdę coraz bardziej pochłaniały ją własne myśli.
Minęło już kilka wschodów słońca, odkąd po raz pierwszy zaczęła zastanawiać się nad tym tematem, a mimo to nie udało jej się znaleźć ani jednej sensownej odpowiedzi. Za każdym razem, kiedy obserwowała trójkę bawiącą się ze swoim rodzicem, w jej sercu pojawiało się dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać, ponieważ nie przypominało ani zazdrości, ani smutku, ani nawet gniewu.
Bardziej przypominało pustkę.
Jakby brakowało jakiegoś elementu układanki, którego wcześniej nawet nie zauważała.
— Spytam się Purchawki, kiedy tylko znajdzie się dobra okazja — oznajmiła stanowczo, prostując się odrobinę. — Skoro inne kocięta mają ojców, to my też musimy jakiegoś mieć, a skoro go mamy, to chcę wiedzieć, gdzie jest.
Mordogończyk wzruszył jedynie ramionami, jak gdyby cała sprawa nie miała dla niego większego znaczenia.
— Cokolwiek cię uszczęśliwi.

Od Bursztynu


dawno dawno temu jak jeszcze Rudzik była w ciąży 

 - Tato, a dlaczego ta pani tutaj jest? - spytała mała pokraka, gdy Rudzikowe Skrzydełko wprowadziła się do żłobka. Do tej pory byli tutaj sami z mamą i bardzo mu to odpowiadało, a teraz wprowadził się ktoś nowy i tak samo rudy, co również mu odpowiadało. Mamie już mniej i wyraźnie mu powiedziała, żeby się do kotki nie odzywał, podobnie, jak to było z tamtym rudym kocurem. Ciekawe czemu? Dzwonkowy Świst wcale nie wydawał się nowej żłobkowej kotki nienawidzić, więc Bursztyn był nieco zmieszany. 
- Będzie miała kocięta, więc się tu przeniosła, by przygotować się do porodu - wyjaśnił Dzwonek.
- Będziecie mieli młodszych kolegów, nie cieszysz się? To będą twoi kuzyni. 
- Kuzyni...? - co to kuzyn. Coś jak wróg? Jeśli będzie trzeba, to będzie się bił o żłobek! 
- Hmm, jeśli twoja mama ma siostrę lub brata, i ten brat lub siostra mają dzieci, to są to twoi kuzyni. 
- Aha! Czyli taki brat! - przekalkulował, stwierdzając w głowie, że całkiem mu się to wyrażenie podoba. - A ty masz moich kuzynów? - spytał jeszcze, patrząc z nadzieją na swojego ojca, który kiwnął głową na potwierdzenie. 
- Na pewno znasz Baziową Łapę? Odwiedzała was tutaj, to jedyna kuzynka którą mogę ci zaoferować. 
- A czemu? 
- Ponieważ twój wujek Skowroni Odłamek był medykiem. Twoja ciocia, Wdzięczna Firletka również jest medykiem i nie mogą mieć kociąt, a Pierwomrówcza Gracja opuściła tereny dawno temu. 
- A czemu? 
- Pytasz mnie, czemu opuściła tereny, czy czemu medycy nie mogą mieć dzieci? 
Zastanowił się przez chwilę. 
- Hmmmm... tak. 
Z pyska Dzwonkowego Świstu wypadło rozbawione prychnięcie, jednak dla Bursztynu wcale to nie było zabawne, chciał odpowiedzi, a zamiast tego miał coraz więcej pytań! Miał tak szeroką i rozbudowaną rodzinę którą chciał poznać, jednocześnie nie bardzo wysilając się na zapamiętywanie tego wszystkiego. Tyle imion i połączeń, komu by się chciało? 
- A więc dobrze, o Pierwomrówczej Gracji opowiem ci jak będziesz odrobinę starszy, by zachować trochę informacji na inne okazje. Natomiast jeśli chodzi o medyków, to taka była wola Klanu Gwiazdy.. zgaduję. 
- A czemu? - dopytał jeszcze, zastanawiając się, czy męczyć ojca o Grację. Na pewno jednak męczył jego ogon, żując powoli rude kłaki, testując próg cierpliwości i bólu swojego ojca.
- Jeśli medyk miałby partnera i dzieci, to stawiałby ich w leczeniu na pierwszym miejscu, zamiast skupić się na dobru całego klanu. Przynajmniej takie jest założenie, pewnie zasadę tę wymyślono po tym, gdy stało się coś nieprzyjemnego - wyjaśnił, celowo poruszając ogonem w taki sposób, by zabawić malca. Widocznie nie przeszkadzał mu obśliniony ogon, jak to było w przypadku Pożar. 
- Aha. A ja bym cię faworyzował, a nie jesteś moim dzieckiem - zauważył, wgapiając się z szeroko otwartymi oczyma na Dzwonka. Coś w tym było, w końcu rodzina to nie tylko ktoś z kim tworzysz związek i posiadasz potomstwo, ale też rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i tak dalej, a z tego, co Bursztyn słyszał, to miał ich trochę. Więc czemu miałby ich nie faworyzować? Czym się różnili oni od swoich własnych dzieci? 
- Cóż, wtedy byłbym najzdrowszym kotem w klanie - zaśmiał się kocur, widocznie niezbyt przejęty deklaracją malca. W końcu nie zapowiadało się na to, by rudzielec kiedykolwiek zechciał podążyć drogą ziół. Z resztą, nawet, gdyby przeszło mu to przez myśl, to pewnie nikt o zdrowych zmysłach by go do nich nie dopuścił. - Myślę też, że gwiezdni nie do końca przemyśleli sprawę z tym zakazem - dodał po chwili namysłu wojownik, chociaż Bursztyn już dawno przestał zwracać na niego uwagę, gdyż wzrok kociaka spoczął na brzuchu Rudzik i niemal natychmiastowo w małej głowie pojawiło się kolejne pytanie. 
- A czy jakbym miał kociaki, to też byłbym gruby? 
- Akurat ty się o to nie musisz martwić, tylko kotki mają umiejętność zachodzenia w ciążę - westchnął starszy nieco zrezygnowany pytaniami malca, zerkając ukradkiem w stronę Rudzikowego Skrzydełka, nagle jakby spięty. Kotka chyba jednak wcale malca nie usłyszała, lub słyszeć nie chciała, skąd jednak miał wiedzieć, że mówienie o kimś, że jest gruby, wcale nie jest odpowiednie? 
- A czemu? 
- Dość pytań na dziś! - wielka łapa pacnęła nagle kociaka w bok sprawiając, że ten przeturlał się nieco dalej, zaraz jednak podskakując rozbawiony. Zabawa! - Jeśli będziesz chciał wszystko na raz wiedzieć, mózg wyleje ci się przez uszy! 
- Nie-e! 
- A właśnie, że tak. 
- Nie ma mowy! 
- Nie wiem, ja bym na twoim miejscu nie ryzykował - Dzwonek wyraźnie dobrze się bawił zaczepiając swojego syna, który nie pozostawał mu dłużny. I chociaż udało się odciągnąć Bursztyna od zadawania upierdliwych pytań, to malec wciąż się zastanawiał gdzieś w tyle głowy, dlaczego nie może zajść w ciążę. 

Nowy Samotnik!

 



01 czerwca 2026

Od Fląderki Do Narcyzowej Łapy

Nieco przeszłość

Mimo, że Rezedowa Łapa trzymał Fląderkę na dystans, szylkretka zauważyła, że kotem, z którym rudy spędzał sporo czasu był Narcyzowa Łapa. Czarno-biały młody kocur był jednym z trójki kociąt burej samotniczki, w której obecności Fląderka nie czuła się pewnie. Chyba nawet bardziej obawiała się jej niż gniewu ze strony rodziny królewskiej za drobne przewinienia.
Z wręcz kocięcą ciekawością przyglądała się dwójce kocurów, zastanawiając się, czy coś takiego w tym momencie było tematem ich rozmów. Po ich minach mogła jedynie zgadywać, jednak wyglądało to tak, jakby się przekomarzali, jak przystało na dwójkę młodych kocurków, którzy byli w dobrej relacji.
"Czyżby Narcyzowa Łapa był przyjacielem Rezedowej Łapy?"
Szylkretowa kotka przekrzywiła łebek, przez chwilę oddając się w zadumie. Miała nadzieję, że jej brat naprawdę zdobył przyjaciela w Klanie Nocy. Powinien mieć kogoś, z kim może podczas treningów polować na ptactwo. Z kim może żartować przed pójściem spać w legowisku uczniów? Kogoś, kto zawsze będzie przy nim.
– Fląderko! Przestań się lenić!
Głos Wężynowego Kła dochodzący z kociarni sprawił, że odrzutek pośpiesznie poderwał się z siadu.

~ ~ ~

Mimo, że Narcyzowa Łapa nie należał do rodu królewskiego, jego przenikliwe spojrzenie, którym obdarowywał odrzutka było bardzo podobne do tego, którym obdarowywał ją Błękitna Laguna. Z tego też powodu szylkretka starała się zwizualizować znak lotosu na jego czole, co, o dziwo, przyszło jej dość łatwo, że aż się przeraziła. Głównie za sprawą tego, że Narcyzowa Łapa wraz z wyimaginowanym znakiem rodu królewskiego naprawdę przypominał zastępcę. W dodatku nawet marszczył brwi w podobny sposób jak starszy kocur!
– Możesz powiedzieć, co tak właściwie robisz? – spytał, pokonując dzielącą ich odległość. Fląderka przestała mrużyć oczy, prostując się.
Przełknęła ślinę, niepewna tego, czy powinna wyznać kocurowi, co takiego robiła.
– Ch-chyba widziałam pchłę… na twojej kryzie, Narcyzowa Łapo – miauknęła pośpiesznie, starając się na szybko znaleźć jakieś wytłumaczenie w zastępstwie.
Jednak nie skłamała. Faktycznie dostrzegła mały czarny punkcik kierujący się w stronę kocura, nie miała jednak pewności, czy była to naprawdę pchła, czy może jakieś inne małe stworzenie, które uznało, że sierść Narcyzowej Łapy będzie dobrym miejscem na odpoczynek lub dłuższy pobyt.

<Narcyz? pchły się zaległy>

Od Krokusowej Kruchości Do Modliszkowej Ciszy

Krokusowa Kruchość starała się nie płakać po zniknięciu trójki kotów, którzy byli jej bliscy. Było to trudne, nie raz jej oczy się szkliły nim udała się na spoczynek, jednak nie chciała dodatkowo zasmucać mamy oraz siostry. Chciała być tak silna, jak one. Dlatego, gdy Zawodzące Echo dzielił zadania między wojowników, sama się zgłaszała do cięższych zadań, aby zająć czymś natrętne myśli o drugiej siostrze, która zdecydowała się je opuścić. Starała się być dla niej wyrozumiała, jednak ciężko jej to przychodziło. Mogła jedynie poprosić swojego zmarłego tatę, Poczciwego Dziwaczka, aby czuwał nad kotką ze Srebrzystej Skóry.
Opuściła obóz razem z Opadającym Rumiankiem, Śpiewającym Raniuszkiem, bedącą kuzynką Dzikiego Berberysa oraz starszym Modliszkowym Ciszą. Nie wiedzieć czemu, kremowy kocur o zielonych oczach przypominał jej zmarłego wuja, Strzępotkowy Kokon. Gdy tylko pomyślała o czekoladowym i nieszczęściu, jakie go spotkało, posmutniała.
Na szczęście na krótko. Szybko energicznie poruszyła głową, starając się myśleć pozytywnie. Przecież nie mogła płakać, tylko miała pomóc współbratymcom! Przyspieszyła kroku, zdając sobie sprawę, że została w tyle. Zwolniła dopiero, gdy zrównała krok ze starszym kocurem. Po jego mimice wiedziała, że kocur był zdeterminowany, aby powrócić do obozu z dużym łupem. Idąc za jego przykładem, utkwiła spojrzenie przed sobą i wypięła pierś do przodu, starając się w pełni skupić na polowaniu.
– Krokusowa Kruchość, zgadza się? – Zlękła się, gdy syn byłej liderki, Obserwującej Gwiazdy, odezwał się do niej pełnym imieniem. Jego ton brzmiał, tak jakby coś przeskrobała. – Wiesz, że to nieładnie przedrzeźniać starszych wojowników?
Zamarła. Minęła chwila, nim zrozumiała, jaką gafę popełniła. Chciała wyglądać jak doświadczona wojowniczka z prawdziwego zdarzenia, jednak końcowo zostało to odbierane, jakby starała się dokuczyć starszemu. Speszona położyła po sobie uszy. Cichy chichot dochodzący z przodu nie pomógł jej w uspokojeniu nerwów.
– B-bardzo cię przepraszam, Modliszkowa Ciszo. Nie chciałam cię przedrzeźnić.

<Modliszkowa Ciszo? Czy w drodze powrotnej z polowania opowiesz krokus dzieje kb? krokus z chęcią posłucha>

Od Wełnistej Mszycy

Razem ze Skrzypiącym Skrzypem opuściła obóz. Bury van dopasował tempo kroków do wolniejszego chodu medyczki.
– To Skrzydlatą Płomykówkę powinieneś zabrać na spacer, a nie mnie… – miauknęła cicho, zatrzymując się nieopodal Martwego Szlaku. Nie miała z tym miejscem dobrych wspomnień. Cóż się dziwić, Martwy Szlak od zawsze był owiany złą sławą. Głównie wśród uczniów, jednak albinoska również wierzyła w to, że w tym miejscu jest jakieś przejście umożliwiające złym duchom przedostawanie się do świata żywych.
Przeniosła spojrzenie na gwieździste niebo, na którym gołym okiem dało się dostrzec gwiazdy. Ostrożnie zmrużyła oczy, przyglądając się konstelacjom, o których miała okazję słyszeć od chociażby Wędrującego Nieba oraz Lotosowego Pąku. Widok nocnego nieba powinien pomóc jej się zrelaksować, jednak zamiast tego czuła napięcie w każdej części swego ciała.
Zbyt wiele krwi wojowników Klanu Burzy zostało przelanej. Zbyt wiele kotów zaginęło, w bliżej lub mniej określonych okolicznościach. Napięcie w powietrzu było tak wyczuwalne, że sprawiało, że przy każdym zaczerpnięciu powietrza medyczka się dławiła. Zbyt wiele trosk zaprzątało jej myśli, a brzemię dźwigane na barkach zaczynało jej z każdym dniem coraz bardziej ciążyć.
Musiała spotkać się z Brukselkową Zadrą i przekazać jej słowa Mglistego Snu, jej syna. Musiała ją również poinformować o tym, że kocur odszedł i nie miała pojęcia dokąd ten się udał. Myśl, że ich obojga zawiodła, sprawiała, że ilekroć udawała się na granicę z Klanem Wilka, zawracała, prosząc Gwiezdnych, aby pośród iglastych drzew nie rozbrzmiało jej imię. I, o dziwo, przodkowie spełniali tę prośbę.
– Jak myślisz, Skrzypiący Skrzypie. Czy Księżycowy Odłamek żyje? Czy dwunożni, przez których został porwany, dobrze się nim zajmują? – spytała, wpatrując się w kocura załzawionymi oczami. Van, dostrzegając, że spacer na poprawę humoru przyniósł odwrotny efekt, nerwowo zastrzygł uszami. Zbliżył się do kocicy i oparł swój pysk na jej głowie. – Słoneczny Fragment, Burzowe Chmury, a jeszcze wcześniej Oświecona również opuścili nasz klan… Zawilcowa Korona i jego bliscy... A przed ich zniknięciami te okropne morderstwa. – Zmrużyła oczy, chowając pysk w szyi kocura. Na samą myśl o morderstwach, zarówno tych przed odejściem kremowego asystenta medyka, jak i tych, podczas których życie straciła ciężarna wieczna królowa, poczuła ukłucie w klatce piersiowej. Rozkwitająca Szanta poprosiła, aby dbała o jej syna. Ją również zawiodła. Podobnie, jak zmarłego Koziego Przesmyka, który również zginął z łap Wieleniego Szlaku. – Dlaczego Klan Gwiazdy pozwala, aby działa się krzywda kotom, które w żaden sposób na to sobie nie zasłużyły...
Kocur westchnął. Nie znał na to odpowiedzi, podobnie jak medyczka. Mimo to z jego pyska popłynął potok słów, mający dodać otuchy medycze.
– Księżycowy Odłamek na pewno żyje. Jestem pewien, że zdołał oczarować nie jedną dwunożną, która go teraz pewnie otacza czcią, jakby był najprawdziwszym odłamkiem Srebrzystej Skóry! Nie wierzę, że to mówię, ale jego futro i kształt pręg na nim były przepiękne! Dlatego go porwali, bo ich oczarował! A Słoneczny Fragment wraz z Burzowymi Chmurami na pewno udali się na poszukiwania Oświeconej z zamiarem sprowadzenia jej z powrotem do klanu! Potrzebują tylko czasu, aby z powrotem znaleźć się na terenach Klanu Burzy. Sporo czasu.
Łatwo było powiedzieć. Poza terenami klanów czekało na koty wiele zagrożeń. Na ich terenach co prawda również, nawet z łap współbratymców. Wełnista Mszyca starała się być dobrej myśli, lecz z kwadru na kwadr powoli przestawała wierzyć, że kiedyś ponownie uda jej się dojrzeć srebrzysty pysk kronikarza czy poranione lico przewodnika.
Łzy medyczki moczyły kryzę kocura. Nie musiała udawać, że wszystko jest w porządku, jak na przykład podczas zajmowania się chorymi kotami, których nie chciała dołować swym złym samopoczuciem. Właściwie trudno było jej udawać, dlatego często kryła się w składziku, jednakże nie chciała dokładać dodatkowych zmartwień Wdzięcznej Firletce. Już sam fakt, że przeprowadziła z nią rozmowę na temat obrania innej ścieżki i wyznania Księżycowego Odłamka, jak i jej własnego, sprawiał, że czuła się winna.
Nie wiedziała, ile czasu spędziła na płaczu. W pewnym momencie zmęczona nim po prostu zasnęła, wtulona w sierść Skrzypa.

Od Tawułowej Bryzy CD. Lśniącej Gwiazdy

– N-nie… – zaprzeczył, przeklinając w myślach, że kocur poruszył ten temat. Tawułowa Bryza przeczuwał, że kocur odbije pałeczkę, i tak też się stało. – Nie jest to hipokryzja – miauknął pewniejszym tonem.
– W takim razie co?
– Ja… nie wiem – prychnął. Zirytowany zamachał ogonem. – Pchełkowy Skok wcale nie musiałaby być moją siostrą, abym potrafił docenić jej oddanie wobec klanu oraz jej umiejętności. I w przeciwieństwie do ciebie, Lśniąca Gwiazdo i Truskawkowego Pola, my nie mogliśmy wybrać łączących nas więzów. To nie ja wybrałem ją na swoją siostrę, a tym bardziej mentorkę, tak jak ty wybrałeś Truskawkę na swoją partnerkę, zastępczynię i matkę swoich kociąt. Między nami jest znacząca różnica. Te wybory należały do Jastrzębiego Zewu i Judaszowcowej Gwiazdy!
Zresztą tak właśnie było. Tawułowa Bryza nie patrzył przez pryzmat więzów na szylkretową kotkę jako odpowiednią kandydatkę na zastępcę, bo na początku nie miał przecież pojęcia, że są rodziną, nawet jeśli wiele rzeczy na to wskazywało. A łączące więzy krwi jedynie umocniły przekonania i zapewniły Tawułę, że nie popełnił błędu, wybierając ze wszystkich kotów Pchełkowy Skok na wzór do naśladowania. Bo w przeciwieństwie do pozostałych kotów żyjących w Klanie Klifu Pchełka była kimś kto nie osiadł na laurach, tylko z każdym kolejnym dniem starała się być jeszcze lepszą wersją siebie.
Musiała, ale gdyby również nie pragnęła pokazać innym, na co ją stać, nie byłaby tym, kim teraz jest. A Tawuła, dzięki temu, że został jej uczniem, miał możliwość obserwacji rozwoju kocicy. I był w stanie ją zrozumieć, jak mało który z wojowników.
– Pchełkowy Skok jest kotem pochodzącym z sojuszniczego miotu – zauważył Tawułowa Bryza. On wraz ze swoim rodzeństwem z miotu nie miał tego przywileju ani przekleństwa bycia kocięciem łączącym dwie społeczności. – Wybranie jej na zastępcę byłoby najodpowiedniejszą rzeczą, jeśli chodzi o dobro Klanu Klifu, ale również dodatkowo uczyniłoby sojusz z Klanem Burzy trwalszym, jak nigdy dotąd. A wybór Truskawkowego Pola może postawić nasz sojusz z Owocowym Lasem pod znakiem zapytania... Nie musi, ale może! – dodał, nie chcąc, aby kocur ponownie mu zarzucił widzenia przyszłości w szarych barwach pod rządami jego partnerki. Jednak wątpił, aby koty z Owocowego Lasu przyjęły pozytywnie wiadomość o tym, że kot, który ich opuścił, dołączył do sojuszniczej społeczności. Co jeśli naprawdę zechcą zerwać sojusz? Czy Lśniąca Gwiazda o tym nie pomyślał? – W dodatku teraz będzie wyłączona z pełnienia swojej funkcji na około osiem księżyców poświęcając się na oddechowaniu młodych… – Pokręcił głową. – To krótko, patrząc na to, ile przeciętnie żyją wojownicy, lecz wystarczająco, aby utwierdzić większą liczbę kotów w przekonaniu, że popełniłeś ogromny błąd. Podobnie jak twój ojciec, gdy wybrał Pikującą Jaskółkę na swoją zastępczynię. Nie popełniaj jego błędów, Lśniąca Gwiazdo. Bądź liderem, który słucha swojego ludu. To właśnie takiego lidera potrzebujemy w tych czasach, w szczególności po tragediach, które nas spotkały. – Na samą myśl o zmarłych bliskich, jak i o tych, którzy zostali skrzywdzeni, poczuł ukłucie w sercu – Porozmawiaj z pozostałymi wojownikami – miauknął, nie wiedząc, jak mógł inaczej wpłynąć na kocura. Spojrzenie przeniósł na wyjście z legowiska kocura. Miał ochotę już wyjść, czując zmęczenie od rozmowy. Nie przywykł do prowadzenia tak długich konwencji. Nie widział jednak, czy kocur go puści, po tym, gdy jawnie wyznał, że nie akceptuje Truskawkowego Pola.
Wizja dzielenia legowiska z Gąsienicowym Ogryzkiem stawała się bardziej wyraźna, niż Tawuła chciał to przyznać.

<Lśniący? Aby uspokoić przeciwników Truskaweczki wybierz zastępcę zastępcy wybranego w demokratycznych wyborach. niech będzie nowa lepsza era klanu klifu bez wstrętnych mew>

Od Fląderki CD. Flaminga (Rogatej Łapy)

– D-dobrze, książę Flamingu – podjęła szybko, zgadzając się na warunek spełniania zachcianek syna Błękitnej Laguny. Miała nadzieję, że młodziak tym razem zażyczy sobie czegoś, co mogłaby spełnić. Bo mimo chęci, nie była wstanie sprostać wyzwaniu przyniesienia mu gwiazdy z nocnego nieba.
Przeniosła spojrzenie na Wężynowy Kieł. Kocica lizała jedną ze swoich łap, ukradkiem obserwując swojego syna i odrzutka. Fląderka zastanawiała się, dlaczego kocica pozwalała swojemu synowi rozmawiać z nią, gdy w trakcie ciąży miała okazję posłuchać rozmowy królowej z zastępcą na temat tego, aby szylkretka zmieniła lokum na jakieś inne niż kociarnia. Skąd ta nagła zmiana?
Flaming mimo, że był niewiele mniejszy od Fląderki, która zresztą odstawała wielkością od innych kotów w zbliżonym do jej wieku, z łatwością wgramolił się na jej grzbiet. Szylkretka stłumiła pisk, gdy jego ostre pazurki uczepiły się jej boku.
– W takim razie chcę, abyś od tego momentu woziła mnie na swoim grzbiecie przez cały dzisiejszy dzień i następne kwadry! I masz być na każde moje zawołanie, pokrako!
Kotka odetchnęła z ulgą. Mogła spełnić zachciankę młodego księcia. W dodatku dzięki temu mogła zadbać o to, aby Flaming niepotrzebnie nie brudził, ani nie zranił swoich małych łapek, gdyby nadepnął na ostry kamyk. Przynajmniej do czasu, aż jej nie przerośnie i nie będzie w stanie dźwigać go na swoich plecach.
– D-dobrze. M-może masz ochotę odwiedzić legowisko starszych, książę Flamingu? – spytała, proponując zabranie pointa na zewnątrz legowiska. Na pysku kocurka pojawił się grymas. Tylko dlaczego? – Starsza N-nenufarowy Kielich na pewno ucieszyłaby się z twoich odwiedzin, księciu Flamingu. I mogłaby opowiedzieć ci historię.
– Starsza Nenufarowy Kielich jest nudna. I w dodatku ostatnio, gdy ją odwiedziłem, zasnęła w trakcie opowieści o mojej prapraprababci!
– S-starszym kotom często się zdarza zasnąć podczas rozmowy... – podjęła łagodnie, próbując wytłumaczyć kocurkowi, że starsza kotka wcale nie okazała braku szacunku wobec dziejów przodkini Flaminga.

~ ~ ~

Fląderka została czymś w rodzaju prywatnej służącej księcia Flaminga, będąc na każde jego skinienie. Często przewoziła czarno-białego kocurka na grzbiecie, a oprócz tego przynosiła rzeczy, które kocurek sobie zażyczył. Czy to ryba, czy inna ładna znajdźka. Kotka zastanawiała się czy, gdy kocurek zostanie uczeniem dalej będzie mu towarzyszyć, chociażby podczas treningów. Nie, raczej by nie mogła brać udziału w treningu kota z królewskiego rodu. Zresztą Flaming na pewno chciałaby sam zanosić swoją zdobycz do obozu, aby każdy mógł ją zobaczyć.
Fląderka miała drobny upominek dla młodego księcia z okazji jego mianowania na ucznia. Właściwie kocurek wciąż był kociakiem, jednak lada dzień na pewno Mandarynkowa Gwiazda zwoła zebranie klanu i wybierze dla swojego wnuka mentora.
Ostrożnie przeniosła białe kwiecie do obozu, które udało jej się zebrać podczas drogi powrotnej z odwiedzin u Centuriowej Łapy. Roślinki, które niosła w pysku, łudząco przypominały kształtem płatków gwiazdy, których tak bardzo pragnął otrzymać Flaming. Nie mogła przynieść mu prawdziwych gwiazd, lecz może takie zadowolą kota, który być może w przyszłości pójdzie w ślady swego ojca i zostanie wybrany na zastępcę?
Flaming wygrzewał się na trawie przed kociarnią. Leniwie otworzył jedno oko, gdy zrozumiał, kto znalazł się u jego boku.
– Nie wzywałem po ciebie, pokrako. Nie widzisz, że zażywam kąpieli słonecznej? Przeszkadzasz mi...
– Przepraszam, że ci przeszkodziłam, książę Flamingu – zawstydzona pochyliła łebek. Słowa, które opuściły jej pyszczek, były niewyraźnie z powodu kwiatów, które trzymała. Ostrożnie odłożyła je przed swoimi łapkami. I już miała ponownie się odezwać, gdy zniecierpliwiony kocurek się wtrącił:
– Co tam masz?
– Prezent z okazji zbliżającego się mianowania. Twojego, książę Flamingu. – Podsunęła w kierunku kocurka bukiet. – W-wyglądają, jak gwiazdy. Ich płatki. Jestem pewna, że wyglądałyby pięknie na twoim futrze, gdybyś miał ochotę się nimi udekorować. Miałbyś Srebrzystą Skórę na swoim ogonie.

<Flaming? Przyjmiesz dar?>

Truskawkowe Pole urodziła!

Truskawkowe Pole urodziła dwójkę zdrowych kocurków! 

MIGOT

Opadający Rumianek został adoptowany!