Przeszłość
Ula otworzyła oczy szeroko, po czym krzyknęła z przerażeniem, obserwując legowisko bardzo dokładnie, z paniką. Pewien głośny dźwięk obudził ją i był niezwykle podobny do tego, który kojarzył jej się z jej ludźmi. Serce złotej zaczęło bić szybciej, a ślepia przeskakiwały z jednej, na drugą ścianę pospiesznie. Zauważywszy, że przebywała w Klanie Wilka i tutaj… była może bezpieczna, udało jej się, chociaż odrobinę uspokoić. Odetchnęła z ulgą, słysząc pogodny gwar kotów przebywających na zewnątrz. Poprawiła się w swoim łożu, które niekoniecznie należało do najwygodniejszych, jednakże nie chciała nikomu sprawiać kłopotów, ani tym bardziej wyjść przypadkiem na niegrzeczną albo niemiłą czy wręcz egoistyczną! Tak więc wetknęła łapki pod siebie, a ogonem otuliła jedną z tylnych kończyn, przymykając z powrotem swoje niebieskie oczy.
Dawna pieszczoszka siedziała w norze więźniów, co jakiś czas cichutko pochrapując. W jej umyśle odtwarzały się niezbyt przyjemne wspomnienia wydarzeń, które miały miejsce jeszcze jakiś czas temu. Doskonale pamiętała własną panikę, która doprowadziła ją do ucieczki, a potem "zaatakowania" jednego z napotkanych, obcych kotów. Do tej pory czuła lekkie wyrzuty sumienia z tego powodu, jednak nic więcej poza przeprosinami nie mogła zrobić. Chociaż nie sądziła, by Tygrysia Noc denerwował się na nią za to nadal szczególnie. Ostatnim razem był dla niej naprawdę miły i miał w sobie dużo zrozumienia. Gwar pobratymców na zewnątrz docierał do jej uszu, a chłodne podmuchy co jakiś czas dolatywały do jamy, odbijając się od ścian niczym echo, przypływając tym samym dość prędko i do niej. Całe szczęście, że miała długie futro!
Postawiła małe uszka czujnie, zauważywszy, że ktoś nieznajomy stoi przed wejściem do jamy. Podniosła się momentalnie, posyłając obcej bardzo pogodny uśmiech. Jesionowa Łapa niosła w pysku piszczkę, do których złocista do tej pory jeszcze nie przywykła w pełni. Gdy przebywała ze swoją kochaną Dwunożną, nie potrzebowała wcale polować na zewnątrz, a co za tym idzie… jej umiejętności łowieckie nie były najlepsze, chociaż się starała. Chciała, żeby jej właścicielka była z niej dumna. Chciała, żeby czasami i ona jadła to, co przynosiła jej ona.
— Cześć, jesteś Ula, prawda? — zapytała wysoka, kładąc przed niższą kotką zwierzynę. — Przyniosłam ci coś do jedzenia. Na pewno jesteś głodna, w końcu komu by to nie doskwierało po takiej przechadzce! — zamruczała z lekkim uśmiechem na pyszczku.
Ula odwzajemniła uśmiech nawet szerzej. Prezentowała się dość zabawnie, z okrąglutkimi, puchatymi policzkami i wąsami przypominającymi niekiedy wręcz czułki u pszczółki. Pochyliła głowę przed nowoprzybyłą, mrużąc oczy z zadowolenia. Jej ogon poszybował przyjaźnie ku górze, gdy obwąchała podarowany jej posiłek przez liliową.
— Tak… dziękuję ci bardzo, słoneczko — powiedziała, po czym pochyliła się przed zwiotczałą już ptaszyną. Ula próbowała się wgryźć, jednakże w drogę wchodził jej gęsty, ptasi puch. Spojrzała z powrotem na siedzącą obok uczennicę. — Aa… czy mogłabyś mi, proszę, pomóc? Jak to się je? — zapytała spokojnie, nadal z życzliwym uśmieszkiem na pyszczku. Miała nadzieję, że starsza rozwieje jej wszelkie wątpliwości. Do tej pory nigdy nie zdarzyło jej się upolować ptactwa, jedynie myszy czy nornice, ale nic poza tym. Wszystko jej uciekało albo brakowało jej czasu. Albo jej jaskrawe futerko było widoczne tak bardzo, że nie miała zwyczajnie szans nawet się podkraść. Pręgowana pokiwała głową.
— Popatrz, robi się to w ten sposób. Musisz najpierw oddzielić pióra od skóry, poprzez wyrwanie ich… — Jesionowa Łapa nachyliła się nad zdobyczą, po czym postąpiła dokładnie tak, jak wypowiedziała właśnie. Coraz więcej puchu zaczęło zdobić posadzkę w kolorach szarości. — Jak już zdejmiesz wszystkie pióra, możesz się zabrać za jedzenie. Pamiętaj, żeby nie połykać kostek! Są drobne, ale mogą ci zaszkodzić, jeśli zjesz ich zbyt wiele — poinstruowała ją jeszcze, po czym usiadła i owinęła ogonem swoje przednie łapy.
Ula pokiwała głową na znak, że zrozumiała.
— Oooh, w ten sposób… W porządku! Dziękuję ci bardzo… jak masz na imię? — dopytała, jeszcze zanim wzięła się za jedzenie.
— Nazywam się Jesionowa Łapa. Miło mi cię poznać.
Więźniarka uśmiechnęła się raz jeszcze. Chwyciła kłami wreszcie kawałek ptaka, po czym oderwała delikatnie część mięsa. Resztę przysunęła do Jesionowej Łapy, jakby z nadzieją, że z nią zje. Ciekawe czy była głodna? Może!
— Chciałabyś ze mną zjeść? Nie wiem, czy zjem wszystko, a szkoda, żeby się miało zmarnować — próbowała ją jeszcze zachęcić, chociaż prawdą było to, że zwyczajnie nie chciała sprawiać kłopotu Wilczakom, znowu. Ponadto – jeśli podzieli się tym ptakiem, to może zyskałaby koleżankę? Pręgowana była niezwykle miłą kotką. Sam fakt, że przyszła tu i zainteresowała się stanem złocistej, sprawił, że Uli zrobiło się jakoś tak milej i lżej na sercu. To miejsce już nie prezentowało się tak niepokojąco.
***
Teraźniejszość
Śpiew ptaków niósł się przyjemnie dookoła koron drzew, docierając do kotów, które akurat w danej chwili słuchały. Jaskółki szybowały nisko, raz po raz łapiąc dla siebie, a także dla swoich młodych, posiłek w postaci wszelkiego rodzaju owadów. Drozdy parokrotnie powtarzały grane przez siebie melodie, trawy szeleściły na wietrze, naśladując szum wody obijającej się spokojnym ruchem o mulistą ziemię na brzegu. Sarny wędrowały pomiędzy gęsto rozrzuconymi drzewami iglastymi, pozwalając na to, aby niektóre ptaki odpoczęły na ich barkach.
Uczennica wędrowała u boku swojego mentora, rozglądając się po lesie. Kojarzyła go już tak mniej więcej, jednakże nie mogła powiedzieć, że gdyby ją puścili tutaj wolno, to że by się nie zgubiła… Pamiętała tylko powierzchownie drogę, jaką przebyła w celu odnalezienia się w tym miejscu. Finalnie natknęła się na patrol Klanu Wilka, z którym porozmawiała chwilę, a później przyjęli ją do ich społeczności, robiąc z niej na jakiś czas więźniarkę. Później otrzymała mentora, Wilczy Skowyt. Zdążyła usłyszeć już o nim parę słówek, że nie wpadł w gust kotom jakoś szczególnie, a przynajmniej Ognikowej Słocie czy Kocimiętkowemu Wirowi… Czy był on rzeczywiście taki zły, jakim go malowali? Nie, na pewno nie. Przecież nie istniało coś takiego jak kot zły. Był może najzwyczajniej w świecie zagubiony, jeśli postępował jakoś źle czy nie na miejscu, chociaż nawet i w to nie chciała uwierzyć. Złocista uczennica pomachała ogonem Jesionowej Łapie na przywitanie, gdy ich wzrok skrzyżował się. Poszły na wspólny trening, co było dla koteczki naprawdę pocieszające. W grupie zawsze było raźniej.
— Jesionowa Łapo! — zawołała, spoglądając na pobratymczynię. Odkąd złotej przypisano mentora, była w miarę zapracowana. Czas po treningach raczej poświęcała na odpoczynek, łapy ją bardzo bolały z powodu zakwasów. — Jak się czujesz, czy zdrowie ci dopisuje, słoneczko? — zamruczała, posyłając jej pocieszny uśmiech. — Wiesz, ostatnio dostałam równie fajne imię, co wy macie! Miodowa Łapa! Już nie jestem nudną Ulą. Ostatnio się zaczęłam zastanawiać, ponieważ usłyszałam, że mój mentor nie cieszy się pozytywną opinią w Klanie Wilka. Czy znasz go może? Co o nim myślisz? — zapytała z nadzieją, że chociaż pręgowana koleżanka ją zrozumie. Z pewnością! W końcu była kotem o dobrym sercu.
<Jesionowa Łapo?>
