Zgromadzenie medyków
Oprócz tego, że medyczka martwiła się o przyszłość swojej przynależności, męczyły ją także plotki na jej temat, które ostatnio rozeszły się po azylu. Kto śmiał rozpowiadać na jej temat takie głupoty? Może i psychicznie nie czuła się najlepiej i co do tego kot, który odważył się puścić takie pogłoski w świat, miał rację, ale nigdy w życiu nie powiedziała, że zamierza odejść do starszyzny. Na pewno nie teraz, gdy sytuacja w rodzie królewskim nie była najlepsza, a Klekoczący Bocian nie wydawał się odpowiednim zastępstwem. Dymna po prostu nie byłaby w stanie zostawić go samego na tej posadzie. Co, gdyby kocur w końcu strzelił focha na to, że został przymuszony do pełnienia funkcji medyka, i uciekł z klanu? Albo, gdyby odmówił wyszkolenia nowego ucznia, gdyby urodził się jakiś nowy książę bądź księżniczka w Klanie Nocy? Wtedy Nocniaki mogłyby zacząć trząść się z obawy przed tym, że już niedługo przyjdzie im pozdychać z powodu chorób lub urazów.
Gąbka przez całą drogę na przemian stresowała się i frustrowała, aż w końcu udało jej się dotrzeć do celu. Wraz ze swoim asystentem przecisnęła się przez tunele prowadzące do sadzawki i wylądowała w głównym pomieszczeniu, w którym medycy ze wszystkich klanów zapadali w sen i otrzymywali wizje od Gwiezdnych Przodków. Nim rozsiadła się przy sadzawce, przywitała się skinieniem głowy z resztą medyków.
Gdy już przycupnęła niedaleko wody, zaczęła zastanawiać się nad tym, jaki sen otrzyma od Klanu Gwiazdy. Choć w głębi serca miała nadzieję, że będzie pozytywny, rozum podpowiadał jej, że nie ma na co liczyć. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w Klanie Nocy, mogła spodziewać się jedynie przepowiedni zwiastujących kolejne katastrofy, które czaiły się na Nocniaków.
Nim jednak zdążyła całkowicie pogrążyć się w myślach, podeszła do niej jakaś kotka. Gąbczasta Perła podniosła na nią wzrok i wciągnęła powietrze do płuc. Bez wątpienia należała ona do Klanu Klifu.
— Witaj, jak się miewasz? — zapytała, siadając obok medyczki.
— Dobry wieczór — przywitała się dymna, skinąwszy głową. — Właściwie to nie mam na co narzekać. Zastanawiam się jedynie, co tym razem przygotowali dla nas Gwiezdni Przodkowie — dodała, uśmiechając się słabo.
— Ja również. Spotkania medyków to najwidoczniej bardzo ekscytujące wydarzenia, które nie tylko dostarczają nam radości ze spotkania pobratymców, ale też dają nam obawy odnośnie możliwych przepowiedni — odparła Klifiaczka, owijając swój ogon wokół łap i odsyłając równie słaby uśmiech.
Ich rozmowa nie zdążyła jednak rozwinąć się bardziej, gdyż jedna z medyczek zaczęła przemawiać. Odbyło się kilka mianowań, na których Gąbczasta Perła nie skupiała się jednak zbyt bardzo. Zamiast tego wpatrywała się w taflę wody, czując nieprzyjemne kłucie w żołądku. Właściwie obawiała się zapadnięcia w sen. Chyba wolała żyć w błogiej nieświadomości, niż po raz kolejny doświadczyć złego omenu zesłanego jej przez Klan Gwiazdy.
Gdy ceremonie dobiegły końca, dymna medyczka dotknęła nosem tafli wody. Chłód przeszedł przez całe jej ciało, a powieki momentalnie stały się ociężałe. Jeszcze przez moment poczuła, jak jej serce przyspiesza z nerwów, lecz już po chwili całkowicie zmrużyła ślepia, pogrążając się we śnie.
* * *
Sen
Tej nocy wizja była krótka, gwałtownie urwana niczym sieć pajęcza, która jednym ruchem gałęzi została zerwana ze swego domu. Medykom ukazał się kwiat lilii wodnej w pełnym rozkwicie, spokojnie unoszący się na powierzchni jeziora, a jednocześnie bardzo bezpośredni. Blask księżyca oświetlał jego białe płatki rozchylające się coraz pewniej, by zdobyć jak najwięcej jego promieni. Oglądając tę scenę, można było praktycznie usnąć ze spokoju, jaki roztaczał wokół siebie... Jednak wizje zesłane przez Przodków nigdy takie nie są. Kwiat został gwałtownie złapany przez szponiaste, wystrzelone z głębin, kolczaste kończyny, które schwytały kwiat w swoje pazury i zatopiły się w nim łapczywie. Kwiat zachował się jak organ, bijące serce, a szkarłatna posoka prysnęła z niego jak z tętnicy, jeszcze zanim został wciągnięty w wodne odmęty.
* * *
Gąbczasta Perła zbudziła się gwałtownie, z poczuciem, jakby to wokół niej przed chwilą zacisnęły się kolczaste pazury. Jej oddech był zdecydowanie zbyt szybki i niespokojny. Dymna rozejrzała się wokół, aż jej wzrok spoczął na Klekoczącym Bocianie, który wyglądał na niewzruszonego zaistniałą sytuacją. Czy śnili o tym samym? To niemożliwe, by kocur był taki spokojny mimo snu, który dostali. To było oczywiste, że świadczył on o czymś złym. Tylko Gąbka nie wiedziała jeszcze, o czym i na razie nie zamierzała się nad tym zastanawiać ani chwili. O wiele bardziej interesowała ją reakcja swojego byłego ucznia. Czy Klekot naprawdę aż tak głęboko w poważaniu miał swoją posadę? Czy plotki na jego temat tak naprawdę wcale nie były przesadzone, jak zakładała Gąbka? Do tej pory wydawało jej się, że kocur przyzwyczaił się do swoich obowiązków i wykonuje je bez żadnych większych uczuć, a nie z niechęcią. Jednak skoro wciąż nienawidził rangi medyka, to Klan Nocy mógł znajdować się w gorszej sytuacji, niż dymna zakładała. To potwornie ją martwiło i może właśnie o tym chciał ostrzec ją Klan Gwiazdy? Przed tym, że już wkrótce Klan Nocy upadnie, bo ród królewski nie będzie miał nowych członków, którzy mogliby pełnić ważne funkcje w klanie?
Oprócz niej i Klekoczącego Bociana zaczęli wybudzać się również inni medycy. Szmer, jaki roznosił się po grocie, gdy wykonywali kolejne ruchy, skutecznie rozproszył myśli Gąbczastej Perły. Kotka potrząsnęła głową, starając się wrócić do rzeczywistości. Na razie musiała skupić się na tym, by bezpiecznie wrócić do azylu, a później będzie martwić się znaczeniem snu i przyszłością Klanu Nocy. W końcu, gdyby podczas drogi powrotnej zaatakowało ją i zabiło jakieś dzikie zwierzę, nie miałaby już nad czym rozmyślać na Srebrnej Skórce.
* * *
Gąbce zdawało się, że jej pobratymcy jak na złość nie chcieli pozwolić jej usiąść w ciszy i pogdybać. Przychodzili do lecznicy jeden po drugim, narzekając na dokuczające im objawy. Medyczka zdążyła już zająć się Żabim Okiem, lecz właśnie w tej chwili w wejściu do lecznicy pojawił się znajomy jej kot. Jego głupi, zdradliwy, bury pysk Gąbka rozpoznałaby wszędzie. Na jego widok aż sierść zjeżyła jej się na karku, a pazury wysunęły. Morszczynowy Wąs wlepił spojrzenie w jej szpony, a na jego pysku pojawiło się zakłopotanie. Wykonał krok do tyłu, smagając powietrze ogonem, lecz wtedy dymna prychnęła pod nosem.
— A ty dokąd? Wydaje mi się, że mamy kilka spraw do obgadania, a także oko do wyleczenia — mruknęła, nawiązując do tego, że jedno ze ślepi Morszczyna widocznie wymagało interwencji medyczki. Było brzydkie i zaropiałe. Swoim wyglądem straszyło jedynie innych Nocniaków.
— A mi się wydaje, że po obgadaniu tych spraw wyjdę stąd bez obu oczu… — odparł szorstko wojownik. Panowała między nimi taka atmosfera, że można było tylko zgadywać, który z nich pierwszy rzuci się drugiemu do gardła.
— Co do tego, to muszę przyznać ci rację — burknęła, uśmiechając się złośliwie do kocura. — Choć może ci się to należy. Przynajmniej nie mógłbyś patrzeć na Żółwika i Jemiołka, tak samo, jak nie rzuciłeś nawet okiem na Fiołka i Jasność — miauknęła do niego z wyrzutem, na co Morszczynowy Wąs przewrócił oczami.
— Ile razy mam ci powtarzać, że to nie są moje córki? Nie mam z nimi nic wspólnego, a Żółwik i Jemiołek to moje jedyne biologiczne potomstwo — upierał się dalej, co jeszcze bardziej denerwowało Gąbczastą Perłę. Dlaczego bury tak bardzo wstydził się przyznać do Fiołka i Jasności? W czym były one gorsze od kociąt Czosnkowej Krewetki?
— Jesteś żałosny! — prychnęła sfrustrowana. — Po tylu księżycach wciąż wypierasz się swoich córek? Zamiast się na nich skupić i być dla nich dobrym ojcem, wolałeś sprawić sobie kolejne kocięta! Nimi pewnie też się nawet nie opiekujesz, co? To cud, że w ogóle przyznajesz się do tego, że jesteś z nimi spokrewniony. Choć kto wie, może co do tego również kłamiesz. W końcu te latorośle nie wyglądają jak ty pod żadnym względem! — fuknęła, zadzierając brodę. Żółwik posiadał rude futerko, a Jemiołek kremowe. Morszczyn był natomiast ciemnobrązowy, więc Gąbce ciężko było uwierzyć w to, że naprawdę był ojcem dwójki kocurków.
— A Fiołkowa Łapa i Jasna Łapa niby mnie przypominają? Z której strony? — zakpił.
Medyczka poczuła się oburzona.
— Słucham? Na pewno przypominają cię bardziej niż Żółwik i Jemiołek! Fiołek i Jasność wyglądają jak połączenie Sennej Łzy i ciebie. Musisz być ślepy, by tego nie zauważyć! Albo przynajmniej bardzo głupi, w co jestem skłonna uwierzyć! — oznajmiła.
W tej chwili Morszczynowy Wąs musiał zrozumieć, że dyskusja z księżniczką nie ma sensu. Westchnął ciężko, przybierając zmęczony wyraz pyska.
— Dobrze, wierz sobie w cokolwiek chcesz. Ja chcę tylko, byś wyleczyła moje oko — mruknął zrezygnowany.
Gąbczasta Perła zmierzyła go morderczym wzrokiem, po czym odwróciła się w stronę składziku i uśmiechnęła szeroko pod nosem. Czuła się tak, jakby zwyciężyła w tej walce. Od zawsze wiedziała, że co do Morszczyna miała rację, a jego słowa tylko to potwierdziły.
Czarnofutra wzięła do pyska jaskółcze ziele i zaczęła przeżuwać je na papkę. Po chwili podeszła do burego wojownika i nałożyła rozmemłaną roślinę na jego powiekę, by następnie owinąć to wszystko pajęczyną. Teraz czuła się dodatkowo usatysfakcjonowana, gdyż miała wrażenie, jakby w pewnym sensie opluła pysk Morszczynowego Wąsa. Choć on nie musiał wiedzieć, że kotka tak to postrzegała.
— Okład już gotowy, a teraz lepiej odejdź stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy, chyba że znowu zaczniesz straszyć Nocniaki jakąś infekcją oka czy innym świństwem — odrzekła, wyganiając kocura ruchem łapy.
Po jego odejściu lecznicę odwiedziła również Jasna Łapa, o której wcześniej była mowa. Gąbka przywitała się czule ze swoją nieoficjalną wnuczką i zajęła się zbiciem jej gorączki. Choć nie łączyły ich więzy krwi, a większość Nocniaków nie uważała ich nawet za rodzinę, czarnofutra i tak bardzo mocno kochała Jasność i chciała dla niej jak najlepiej. Miała nadzieję, że już niedługo młódka zostanie mianowana na wojowniczkę i otrzyma jakieś piękne, pasujące do niej imię!
Również Mandarynkowa Gwiazda zawitała tego dnia w legowisku medyków. Gąbczasta Perła zastanawiała się nad tym, czy powiedzieć jej o śnie, który otrzymała, lecz ostatecznie się powstrzymała. Nie chciała niepokoić liderki, tym bardziej że tego dnia wyznała, iż dokuczają jej migreny. Medyczka obawiała się, że mogłyby się one tylko pogorszyć, gdyby opowiedziała przywódczyni o swoich obawach związanych z przyszłością królewskiego rodu i Klanu Nocy. Dlatego po prostu podała jej odpowiednie zioła i kazała odpocząć w zaciszu i mroku jej legowiska.
Wyleczeni: Żabie Oko, Morszczynowy Wąs, Jasna Łapa, Mandarynkowa Gwiazda