Niebieska koteczka nie mogła usiedzieć na miejscu, kręciła się po centrum obozu, wbijając oczy w wodospad, obok którego było wyjście. Będzie to już jej... 4 zgromadzenie... poczuła się trochę staro z tym faktem, dalej była uczennicą przecież, Psotny Nietoperz już została mianowana, a Drobna Łapa przecież nie była, aż tak duża młodsza. W każdym nadzieję, że na następne zgromadzenie pójdzie jako pełnoprawny protektor.
Chwilę później Judaszowcowa Gwiazda krzyknął, że wyruszają na Bursztynową wyspę i Drobna Łapa popędziła za resztą kotów. Kiedy dotarli na plażę, uczennica stanęła przed granicą piasku, podziwiając widok. Nie ważne ile razy to widziała, wyspa zawsze była niesamowitym zjawiskiem, wynurzona z wody, skąpana w świetle księżyca, nic dziwnego, że to tu odbywały się zgromadzenia… Wyrwała się z przemyślan i dogoniła resztę Klifiaków, którzy byli już w połowie drogi przez mokry piasek. Wkrótce wskoczyła na kamień razem z resztą kotów. Nie minęło dużo czasu, a inne klany też zaczęły przybywać. Owocowy Las, Klan Nocy, Klan Burzy i Klan Wilka, choć ten ostatni wydawał się trochę spięty, co niezbyt przejęło Drobną Łapę… jakoś nigdy za nimi nie przepadała.
Skoro wszyscy już byli, Drobna Łapa spróbowała rozejrzeć się po wyspie, wyciągając szyję i jednocześnie przeklinając swój mało imponujący wzrost, miała nadzieję zobaczyć Białą Łapę, jednak albo jeszcze nie przybyli, albo jeszcze w ogóle go nie było... no cóż, na pewno znajdzie kogoś do rozmowy, a z Białym przecież jest dogadana na potajemne spotkania, więc nawet jeśli dzisiejszej nocy się nie zobaczą, to nic takiego. Liderzy sadowili się na skale, więc ona sama też zajęła się szukaniem miejsca dla siebie. Skoro nie widziała nikogo z jej przyjaciół, to równie dobrze mogła znaleźć sobie kogoś nowego do rozmowy. Podeszła do białego kocura o pomarańczowych oczach i uśmiechnęła się wesoło.
— Hej! Jestem Drobna Łapa — przedstawiła się, łapiąc jego spojrzenie. — A ty? Jak masz na imię? — Na krótką chwilę jej uwagę przykuł Biała Łapa i jej uśmiech pojaśniał na krótką chwilę i skinęła mu głową, później mogą wszystko nadrobić, po czym spojrzała z powrotem na jej, miała nadzieję, nowego znajomego. Młodszy kocur zastrzygł uchem, chyba trochę zaskoczony jej obecnością, może nawet lekko zmieszany.
— Jestem Klekocząca Łapa. — Biało-czarny uczeń przestąpił z łapy na łapę, a Drobna postanowiła cierpliwie poczekać na kontynuację z lekkim uśmiechem na pyszczku, dodał: — Miło cię poznać... Twoje imię... Pasuje do ciebie — Spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu to dość nieporadnie, co było nawet dość słodkie.
Niebieskooka uczennica usiadła obok niego, owijając swój ogon dookoła łapek. Kocurek z pewnością był młodszy od niej, jednak pomimo tego był od niej wyższy, do czego już zdążyła się przyzwyczaić. Koty dookoła nich już pozbijały się w grupki, znajomi odnajdujący się, by spotkać się po raz kolejny i koty, które nawiązywały zupełnie nowe relacje. To chyba była jej ulubiona część zgromadzenia, poznawać nowe koty i widzieć, jak uczniowie i wojownicy z różnych klanów rozmawiali ze sobą bez większych spin... no przez większość czasu przynajmniej bezproblemowo... czasami różne rzeczy wychodziły. — A tak, dostałam imię po moim wyglądzie, więc nic dziwnego, że pasuje — pokiwała główką na zdanie Klekoczącej Łapy. — Klekocząca Łapa? Bardzo oryginalne imię, jeszcze takiego nigdy nie słyszałam, bardzo ładne — przyznała, zwracając komplement. — Do jakiego klanu należysz? Jestem z Klanu Klifu! Szkolę się też na protektora i szczerze mówiąc, mam nadzieję, że niedługo zostanę mianowana, już nie mogę się doczekać mojego nowego imienia i nowych obowiązków — zanim zdążyła się rozgadać na dobre, zamilkła, dając młodszemu czas na odpowiedź, nie chciała go jakoś zbytnio zniechęcić…
— Pachniesz tak, jak wyobrażałem sobie, że pachnie Klan Klifu — powiedział po krótkiej chwili, dalej lekko niepewny, szczerze mówiąc, arlekince kojarzył się trochę z jej młodszym bratem, Naparstnicową Łapą, syn Postrzępionego Mrozu też był dość cichy i nieśmiały, choć to było tylko pierwsze wrażenie, może Klekocząca Łapa się rozgada, jak poczuje się bardziej komfortowo... — Moja mama powiedziała, że nazwała mnie, bo wyglądam jak pewien ptak, który podobno wydaje taki klekoczący dźwięk, a nie śpiewa jak inne. Nigdy go nie widziałem, ale jest podobno duży i piękny. Ja też bym chciał kiedyś być duży i piękny... Aha! Ja jestem z Klanu Nocy... Szkole się na wojownika. A-a... Czym jest protektor? Nie mamy czegoś takiego w Klanie Nocy... Mamy ogrodników, ale nie brzmi, jakby to była wasza wersja tego stanowiska — dopowiedział po chwili.
Ulżyło jej, gdy kocur nie zniechęcił się jej chwilowym gadulstwem, a nawet sam powiedział więcej, co nawet ją ucieszyło. Kiedy wspomniał o tym, że jest nazwany po jakimś ptaku, zaciekawiło ją to bardzo, ona do tej pory widziała raczej mewy nad morzem oraz ptaki leśne, polowanie na te pierzaste stworzenia szło jej okropnie, więc raczej starała się je ignorować, ale słysząc o wielkim, pięknym ptaku, aż zastrzygła uszami, a pędzelki na ich końcach, drgnęły w powietrzu w odpowiedzi na ten ruch. — Naprawdę? A twoja mama mówiła może, jak nazywał się ten ptak? Brzmi bardzo interesująco... na pewno wyrośniesz na silnego i pięknego wojownika — zapewniła go, śmiejąc się cicho, bez złych intencji, po prostu Klekocząca Łapa był uroczy. — Och? U was nie ma protektorów? Te koty zajmują się kotami, które źle się czują, ale bardziej emocjonalnie, niż fizycznie, chociaż też czasami pomagamy medykom w drobniejszych sprawach. Doradzamy w problemach, pocieszamy, staramy się zapewnić komfort cierpiącym kotom — wyjaśniła cierpliwie. — Jesteś z Klanu Nocy... wspomniałeś o ogrodnikach? U nas za to mamy takiej rangi? Za co są odpowiedzialni? — zapytała, bardzo ciekawa i przekrzywiła głowę, czekając na odpowiedź kocura, który właśnie przysiadł na swoim ogonku.
— W Klanie Nocy koty nie mają problemów, dlatego nie potrzebujemy protektorów — uznał z przekonaniem bijącym od jego słów. Pokiwała głową z lekkim rozbawieniem na pewność w głosie Klekoczącej Łapy, pomimo tego, że nie był aż takim kociakiem to i tak była od niego o księżyce starsza, więc może to powodowało u niej takie rozczulenie? Jeśli tak można było opisać to uczucie. — Nie wiem, jak nazywa się ten ptak, ale mogę się dowiedzieć i kiedyś ci powiem — kontynuował, odpowiadając na dalszą część jej pytań. — Moja ciocia jest ogrodniczką i zajmuje się kopaniem w ziemi i wsadzaniem do nich ziarenek. Czasami całymi dniami wyrywa niechciane roślinki albo wyciąga glizdy, które podobno zjadają jej sadzonki. Medycy używają tych roślin, więc mają więcej czasu na leczenie. Może dlatego nie potrzebujemy protektorów. Nasi medycy mogą pomagać kotom, kiedy wasi szukają ziół, które my mamy pod nosem. — Klekocząca Łapa wydawał się bardzo zadowolony ze swoich słów.
— Ach, no to widzisz, po prostu u was trochę inaczej to działa, ale to, że nie widzisz, że jakiś kot jest smutny, nie znaczy, że on w środku tego nie czuje, wiesz? — odpowiedziała na jego stwierdzenie, że u niego w klanie nie ma takich problemów, jakie opisała. Kiedy powiedział o tym, że może się dowiedzieć, jak się ten ptak nazywa, aż zabłysły jej oczy. — Jasne, będę czekać!... Ogrodnicy brzmią bardzo sensownie, posiadanie ziół tuż koło obozu brzmi bardzo przydatnie i na pewno oszczędza dużo czasu, dzięki czemu medycy mogą zająć się innymi sprawami — pokiwała głową ze zrozumieniem. — Powiedz mi, Klekocząca Łapo? To twoje pierwsze zgromadzenie? I jak ci idzie trening na wojownika? Masz jakiegoś fajnego mentora?
W odpowiedzi na jej pytanie Klekocząca Łapa skinął głową, a po chwili jeszcze dodał:
— T-tak... Miałem iść poprzednim razem, ale musiałem zostać u naszej medyczki — przyznał, a kotka spojrzała na niego lekko zmartwiona, biały uczeń nagle wyglądał na lekko zestresowanego jej słowami, ale chyba nie powiedziała nic złego? Czy dotknęła jakiegoś delikatnego tematu? — Lubię moją mentorkę, jest bardzo miła. Treningi są fajne, ale czasami wolałbym wciąż być kociakiem i polować na śpiące żaby... A twój trening? Musi się czymś różnić, skoro macie pomagać innym kotom z ich emocjami i smutkami w głowie. — Oczy kocura nagle rozszerzyły się i spojrzał na nią z lekkim przestrachem. — H-hej... Nie umiesz czytać w myślach, prawda?
— Powiem ci, zdecydowanie idzie ci lepiej niż mi, ja na moim pierwszym zgromadzeniu nadepnęłam innemu kotu na ogon, ale na szczęście obyło się bez większych problemów — postarała się go trochę uspokoić, przywołując swoje własne doświadczenia. — I wiesz, wszystko wyszło dobrze i nawet się z nim zaprzyjaźniłam. Popełniłam też inne głupoty, serio, nawet na poprzednim spotkaniu klanów, trochę się wygłupiłam... — skrzywiła się lekko na wspomnienie swojego niezręcznego popisu, ale szybko odgoniła te myśli. — Co do moich treningów, to mam i trening medyczny i wojowniczy, choć mogę wybrać główną ścieżkę, na której skupiam się bardziej. Mój mentor uczy mnie jak rozmawiać z kotami, to bardzo ważne, bo jednak na tym przecież polega moje główne zadanie. — Kiedy Klekocząca Łapa wspomniał o polowaniu na żaby za jego kocięcych czasów, na jej pyszczek wrócił uśmiech. — O? Złapałeś jakieś fajne żaby? — dodała. Kolejne pytanie kocura sprawiło, że musiała powstrzymać śmiech, choć jej klatka piersiowa zatrzęsła się niebezpiecznie i kaszlnęła lekko. — Nie, nie czytam w myślach, spokojnie, twoja głowa jest bezpieczna — zapewniła go.
— Nie! Ale wiesz dlaczego? — Klekocząca Łapa widocznie się ucieszył, kiedy pręguska pociągnęła temat żab, widocznie lubił te małe płazy. — Żaby są strasznie śliskie i szybkie! W Klanie Nocy jest ich pełno! Kiedy wracam wieczorami z treningów, z każdej strony można usłyszeć ich śliczny, rechoczący śpiew. Widać też, jak sobie przesiadują w wysokich trawach i na brzegach, i czasami jak się położę w bezruchu na płyciznach, to przesiadują sobie blisko i mogę patrzeć, jak im się brzuszki ruszają! Najbardziej lubię te zielone, ale są dość rzadkie. W Klanie Nocy żaby są bardzo ważne; nie jemy ich, ale używamy do różnych ceremonii, na przykład, kiedy dwa koty bardzo się kochają! Mam nadzieje, że kiedy ja sobie znajdę kotkę, to na naszej ceremonii będzie dużo żab i że będą rechotać całymi chórami. — Kocurek opowiadał, przysuwając się z każdym zdaniem coraz bliżej Drobnej Łapy, co niezbyt przeszkadzało uczennicy Pomocnego Wróbelka. — A-a... Ty lubisz żaby?
Niebieska kotka już miała odpowiedzieć na jego pytanie, gdy zaczęły się przemowy liderów i zwróciła głowę w stronę skały, na której siedzieli przywódcy. Pierwszy do przodu wyszedł Nikła Gwiazda.
— Niestety, dziś nie rozpoczynam swej przemowy radosnymi wieściami — zaczął i zrobił krótką pauzę. — Nie tak dawno okazało się, że Klan Wilka własnym mlekiem wykarmił grupę zdrajców! Uciekli oni jak najzwyklejsi tchórze, pozostawiając swoje dzieci, partnerki, całe rodziny! — mówił donośnie. — To jednak nie wszystko. Te same koty dopuściły się najgorszych morderstw na własnych pobratymcach i spiskowały z parszywymi samotnikami, by doprowadzić do śmierci naszych wojowników. Te koty odwróciły się od przodków, od kodeksu, od własnego klanu, który wykarmił ich i przez księżyce zapewniał schronienie. Zależy mi, aby wszystkie klany czujniej obserwowały swoje granice. Nie wiemy, gdzie ci zdrajcy odeszli, ale nadal mogą stanowić zagrożenie. Skoro są w stanie posunąć się do morderstwa na kocie, z którym dzielili wcześniej legowisko, to co mogą zrobić obcym wojownikom? Nie chcemy, by ktokolwiek łączył ich z naszym klanem — bury kocur znowu zamilkł, ktoś z tłumu kotów zawołał o wyjawienie imion zdrajców, jednak Drobna Łapa nie dała rady dostrzec, kto dokładnie poprosił o to. — Było ich kilkoro. Rysi Trop, niebieska kotka z kremowymi pasmami i brązowymi oczami, Miodowa Kora, liliowy kocur z krótkim ogonem, Kosaćcowa Grzywa, prawie całkiem okryty bielą, jedynie ze srebrzystymi uszami i ogonem, nasza własna medyczka, Jarzębinowy Żar o pstrokatym, szylkretowym futrze, biało-brązowy Szczawiowe Serce, płowy szylkret zwany Poziomkową Polaną, czarny Mglisty Sen o długiej brodzie, Zapomniana Koniczyna o niebiesko-białym futrze i wychudzonej budowie, Porywisty Dąb o srebrzysto czekoladowej okrywie oraz najmłodszy, najprawdopodobniej zmanipulowany przez pozostałych, Stroczkowa Łapa, kremowo biały kocurek! — skończył zmęczony.
— Przykro to słyszeć, Nikła Gwiazdo — miauknął Judaszowcowa Gwiazda w odpowiedzi na przemowę lidera Klanu Wilka. — Mam nadzieję, że ci zdrajcy nie będą zainteresowani zawracaniem zadu Klanowi Klifu. Co za lisie serca!
Miała oczy, jak dwie monety słysząc, co mówił Nikła Gwiazda, aż oderwało ją to od rozmowy z Klekoczącą Łapą. Zdrajcy? I to aż tylu? I jeszcze mordercy? I jeszcze zmanipulowali biednego ucznia? Futro na jej karku podniosło się ze stresu. I oni tak po prostu chodzili teraz na ich terenach? Byli w pobliżu? Oczy opadły do tyłu ze zmartwieniem i strachem, przyprószonym odrobiną paniki.
— Też mam taką nadzieję... — mruknął i kontynuował po krótkiej chwili: — Dla bezpieczeństwa nas wszystkich, chciałbym przytoczyć sposób działania tych kotów. Jeden z nich, jeszcze jako uczeń, zaprowadził naszego wojownika w sidła samotnika, który następnie brutalnie go rozszarpał. Własnymi łapami zabił natomiast inną uczennicę, z którą jeszcze rano smacznie chrapał bok w bok na mszystym posłaniu... — wycedził przez zaciśnięte zęby. — To podstępne koty. Wyrachowane. Wszyscy zdawali się być zwykłymi kotami, wiernymi przodkom, jednak prawda okazała się być inna…
Potem do przodu wystąpił Judaszowcowa Gwiazda, ale Drobna Łapa już nie była w stanie skupić się na jego słowach. Po tym, jak czekoladowy kocur skończył swoją przemowę, odwróciła się z powrotem do Klekoczącej Łapy... choć dalej dość wstrząśnięta, spróbowała sobie przypomnieć, co powiedział biały kocur wcześniej. Coś o żabach, o tym, że są specjalne i trudno je złapać... i spytał, czy ona też je lubi…
— A.... no... wiesz, ja chyba nigdy nie widziałam żaby? Wiem, jak wygląda, ale jakoś nie było okazji, ale brzmią bardzo fajnie. I... ciekawa tradycja z tymi żabami, kiedy koty zostają partnerami. Jestem pewna, że jak znajdziesz sobie odpowiednią partnerkę, to będziecie mieć dużo żab na waszej ceremonii. My za to... mamy kraby, takie szczypiące, ale tylko do jedzenia, nie mamy z nimi jakiejś specjalnej tradycji... — odmruknęła, choć dalej trochę niemrawo.
— Czy one nie są pokryte jakimś bardzo twardym futrem? Umiecie się przez nie przegryźć czy połykacie je w całości? — zapytał zaciekawiony. — Brzmi niesmacznie, jeśli mam być szczery. To jak byście jedli kamienie! Jecie też kamienie? — zapytał.
Zdusiła, po raz kolejny tej nocy, śmiech i pokręciła głową.
— Nie, nie, ona mają skorupkę, ale da się ja otworzyć, a ich mięso jest w środku jakby, więc nie jemy ich twardej skorupy — wyjaśniła, choć jej wąsy dalej drgały z rozbawieniem. — Nie jemy też kamieni, na prawdę. Zęby jeszcze można by było sobie na nich połamać, a same kamienie przecież, są też z pewnością niedobre... — nie wytrzymała, jej klatka piersiowa zatrzęsła się ze śmiechu i pochyliła głowę w dół, przerażenie spowodowane wieściami Nikłej Gwiazdy, jak na razie odpłynęło na dalszy plan. Młodszy uczeń spojrzał na nią zdziwiony.
Zastanawiała się nad odpowiedzią przez dłuższy moment i zbierała się też po swoim napadzie śmiechu.
— A wiesz... na ryby nie polujemy, czasami się zdarza okazyjnie, że jakieś znajdują się przypadkiem na płyciźnie, to się zje, ale tak... to my nie potrafimy pływać, więc nie mamy też jak na nie polować jakoś specjalnie. Masz rację, może jest niebezpieczne, fale mogą wciągnąć nieuważnego kota i ogólnie trzeba uważać, nawet jak się bawisz na mieliźnie, nie wskakuj do morza pod żadnym pozorem... to może być groźne nawet dla wojowników — miauknęła do niego, po czym słysząc zdanie o rybach na brzegu, znowu się zaśmiała. — Nie, nie, nie wychodzą, czasami fale je wy-wyrzucają, ale... ale same nie wychodzą — wydusiła.
— A może po prostu my o tym nie wiemy? Może są i chodzące i latające ryby... Skoro koty potrafią pływać, znaczy przynajmniej te z Klanu Nocy, to może są jakieś ryby, co umieją chodzić? Nie mówię, że na pewno, ale byłoby to całkiem ciekawe. Może smakowałyby nawet bardziej jak ryjówki — mruczał coraz ciszej i ciszej pod nosem, a Drobna Łapa pod sam koniec jego wypowiedzi, aż musiała się wysilić, żeby w ogóle go usłyszeć.
Nie zastanawiała się nigdy nad tym zbytnio, jakoś nigdy, skąd się wzięli, i tym podobne.
— A wiesz co... dość ciekawe założenie, ale koty wyglądają raczej, jakby należały na lądzie, no bo wiesz... ryby mają te wszystkie swoje płetwy i oddychają jakoś w wodzie, a koty nie i płetw też nie mamy. Więc raczej nie widzę nas w wodzie, nawet jeśli niektóre koty potrafią pływać, to też pewnie jest to trudne, chyba? — powiedziała, przekrzywiając trochę głowę w zamyśleniu.
— Nie jest trudne. Znaczy... Na początku troszkę, ale kiedy przestaniesz się bać nurtu, to jest całkiem przyjemne. Wiem, że niektórzy wojownicy wolą spędzać czas w wodzie zamiast na lądzie. To super uczucie; łapy są lekkie, a wszystko wydaję się być takie płynne i czas wolniej płynie... Ciężko to opisać, jeśli nikt nigdy wcześniej nie próbował... Ale lepiej nie próbuj! To może być niebezpieczne. — Pokiwał głową na swoje własne słowa, a po chwili jego oczy wypatrzyły coś w tłumie reszty kotów i Klekocząca Łapa podniósł uszy na sztorc.
— H-hej... Czy będziesz zła, jeśli zostawię cię? Możemy się spotkać na następnym zgromadzeniu i wtedy ci powiem, jak nazywał się ten wielki ptak. No i może będziesz już wtedy po mianowaniu i będziesz mogła mi powiedzieć coś ciekawego o swoim imieniu. Co ty na to, Drobna Łapo? — zapytał, rzucając na ukos prędkie spojrzenia.
— Jak tak to opisujesz, to nawet chciałabym kiedyś spróbować... choć tak jak mówisz, bez kogoś, kto mógłby mnie nauczyć to dość niebezpieczne, ale może kiedyś, jak będzie okazja. Fajnie by było. — Kiedy młodszy terminator powiedział, że chciałby pójść, uśmiechnęła się łagodnie. — Jasne, nie będę absolutnie zła. Będę czekać na następnym zgromadzeniu, żebyś mi powiedział, jak się nazywa ten ptak. A jeżeli będę po mianowaniu, to na pewno ci opowiem o moim nowym imieniu. Bardzo miło było cię spotkać, Klekocząca Łapo. Mam nadzieję, że w końcu uda ci się złapać jakąś żabę. Powodzenia na treningu. Do zobaczenia i miłej nocy. Wracaj bezpiecznie, a teraz zmykaj — zachęciła go ciepło i uśmiechnęła się do niego po raz ostatni tej nocy.
[2812 słów + trening wojowniczy]