BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
31 stycznia 2026
Od Pustułkowego Szponu CD. Wąsatki (Wąsatkowej Łapy)
30 stycznia 2026
Od Jagnięcej Łapy CD. Promiennej Łapy
Ruda uczennica poczuła lekkie zakłopotanie na wyznanie Promiennej Łapy. Według młodszej miała ładne oczy? Naprawdę młodsza tak myślała, czy mówiła tak, tylko by sprawić jej przyjemność? Nie, na pewno nie. W końcu słowa koteczki brzmiały naprawdę szczerze. Poza tym, dlaczego szylkretka miałaby ją okłamywać? Nie miała ku temu powodów. Co więcej, nie wydawała się negatywnie nastawiona do niebieskookiej kocicy. Może to była szansa dla Jagienki, by znaleźć kolejnego bliskiego kota pośród innych z Klanu Klifu? Niekoniecznie w relacji przyjacielskiej, ale chociaż by mieć kogoś do kogo mogła otworzyć pyszczek. Porozmawiać bez obawy, że zostanie odpędzona, skrytykowana czy potraktowana jak wróg. Wiedziała, że rany tkwiące w sercach większości tych kotów mogły być długie lub nawet wieczne. Zdawała sobie z tego sprawę już na samym początku jej pobytu w obozie Klanu Klifu. W końcu jako więzień była często pomijana zarówno w kwestiach zdrowotnych, jak i posiłkowych. Cudem było, gdy ktoś pofatygował się do jej ówczesnego legowiska i wrzucił jakiekolwiek resztki ze stosu. Kiedy miała zainfekowane oko, sama się z tym uporała, chociaż pilnujący jej wojownik nie był zadowolony z tego. Jednak rudo futra nie chciała stracić wzroku. Poza tym posiadała wiedzę, a jej łapki paliły się, by móc znowu komuś pomóc. Co z tego, że w tamtym momencie to ona potrzebowała pomocy. Udzieliła sobie wsparcia zdrowotnego? Tak, więc uspokoiła świerzbiące ją łapki. Tyle jej starczyło. Wtedy też została dostrzeżona przez Ćmi Księżyc, ale wtedy jeszcze nie wiedziała, co to miało dla niej oznaczać. Owszem, była zaskoczona, gdy wyznaczono ją na uczennicę medyczki. Widziała i czuła wtedy jeszcze większą niechęć. Nie mogła się temu dziwić. Nie dość, ze samotniczka to jeszcze członkini niebezpiecznej grupy i rzekoma sojuszniczka Klanu Wilka. Mało kogo obchodziło, że zdradziła swoich, by pomóc klifiakom i uprzedzić przed zagrożeniem. Musiała zostawić swoją miłość życia, którą straciła bezpowrotnie. Oddała serce Taniec, a Terepsychora jej tylko po to by ostatecznie ich piękna relacja obróciła się w pył i to z jej winy. Naprawdę kochała Taniec, a teraz nawet nie mogła poczuć jej ciepła. W ogóle w kwestii czułości mogła tylko pomarzyć. Nikt nie chciał się z nią na tyle zaprzyjaźnić, a Pietruszkowa Błyskawica była zbyt zajęta, by nawet do niej zajrzeć. Nie miała jej tego za złe. Nie mogła. Pietruszka miała własne życie i ona to szanowała. Zresztą wojowniczka i tak zrobiła dla niej wiele. Towarzyszyła jej, gdy jeszcze mieszkała z innymi kotkami. Zabierała na spacer i zawsze starała się nią zaopiekować, by ta się nie bała. Do dziś Jagnięca Łapa miała obawy przed otwartymi przestrzeniami. Brak pazurów jej nie pomagał. Cieszyła się, że nie musiała wychodzić zbyt często. Mało tego, jeśli nawet wychodziła to nie sama. Towarzystwo Ćmiego Księżyca koiło jej nerwy. Doceniała jej obecność.
— Jagnięca Łapo? — przerwał jej głos Promiennej Łapy. Skutecznie wyrwało ją to ze wspomnień. Zamrugała parę razy i odkaszlnęła.
— Promienna Łapo? Przepraszam, odpłynęłam na chwilę myślami. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę niedogodność — mruknęła z wyraźną skruchą. Nie chciała trzymać szylkretowej uczennicy w takiej ciszy.
— Nie szkodzi, każdy się czasem zamyśli — wymruczała młodsza. Jagnięcej Łapie ulżyło po tych słowach. Nie chciała robić sobie wrogów. Nie lubiła ich mieć. Najwyraźniej miała zbyt delikatne i miękkie serduszko.
— Dziękuję, to o co pytałaś? — spytała z wyraźną skruchą. Promienna Łapa lekko ją dotknęła łapką, by ją uspokoić. Jagnięca Łapa się nie odsunęła. Wzięła kilka głębszych oddechów, by ostatecznie się uspokoić.
— Dziękuję Promienna Łapo. Naprawdę jesteś promyczkiem ciepełka — wymruczała cicho uczennica medyczki. Promyk kiwnęła lekko łebkiem i się poprawiła. Spojrzała Jagience w oczka.
— Pytałam, jak to jest być uczennicą medyczki i jakim cudem nie przeszkadza ci zapach ziół — miauknęła łagodnie młodsza. Rudzinka owinęła ogonem swoje drobne łapki. Jej kobaltowe oczka na moment uniosły się ku górze. Tym razem pilnowała, by nie zostawiać młodszej dłużej bez odpowiedzi.— Zacznę nieco od fragmentu mojej historii — mruknęła, przenosząc niebieskie spojrzenie na przyszłą wojowniczkę.
— Leczeniem kotów zajmuję się już jakiś czas. Wszystko zaczęło się od tego, kiedy mój współlokator doprowadził do tego, że uciekłam z domu. Wcześniej zranił mi pyszczek, ale udało mi się zażegnać ten kryzys. Wtedy też spotkałam Ino, która była zielarką i wprowadziła mnie bardziej w świat ziół. Odkąd nabyłam doświadczenia w tej dziedzinie, starałam się ją wykorzystywać. Od zawsze lubiłam zapach ziół. Wiem, że dla niektórych ich woń bywa drażliwa. Mnie osobiście relaksuje. W każdym razie ostatecznie zostałam więźniarką w tym klanie. Sporo czasu spędziłam w miejscu przeznaczonym dla kotów tej rangi. Będąc szczerą, nie do końca wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się zmienić swój los — przyznała w końcu. Przerwała na moment opowieść, by wziąć głębszy oddech. Najchętniej teraz nawilżyła swój pyszczek, ale chwilowo nie miała na to za bardzo czasu. Nie chciała zostawiać koteczki samej, bo najpewniej ta miała swoje obowiązki. Nie mogła i nie chciała zbyt długo jej przetrzymywać w legowisku medyka Wyczuwała, że zapach leczniczych roślin nie sprawiał jej zbyt wielkiej przyjemności.
— Wracając już konkretniej do twojego pytania, byłam naprawdę zaskoczona, kiedy ogłoszono mnie uczennicą medyczki. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek otrzymam klanowe imię, ani tym bardziej tak ważne stanowisko. Kocham leczyć innych, ale trudno jest pomóc komuś, kto ciebie nienawidzi i unika. Wiem, że moja osoba źle im się kojarzy, ale ja naprawdę nigdy nie chciałam zranić kogokolwiek. Nie zamierzałam nikomu zaszkodzić. Oczywiście nie mogę mieć im za złe tego podejścia, ale jednak jakie znaczenie ma moja ranga, jeśli nikt nie będzie chciał przyjść do mnie po pomoc? Nie chcę, by wysiłki Ćmiego Księżyca na tym ucierpiały. Wiem, że nie mam na to wpływu. Jednak nie chcę zawieść tak wspaniałej kotki, jak moja mentorka. Ona zasługuje na wszystko, co najlepsze — odparła. Przymknęła na moment kobaltowe oczka. Kiedy je otworzyła, dostrzegła lekko rozdziawiony pyszczek Promiennej Łapy. Nie wiedziała tylko, jak miała to zinterpretować. Czyżby zanudziła uczennicę swoim gadaniem? Wywarła na niej wrażenie, a może przerażenie i niechęć? Miała tyle pytań i zero odpowiedzi.
— Zanudziłam cię Promienna Łapo? Przeraziłam? Jeśli tak, to bardzo przepraszam. Nie chciałam zarzucić cię tyloma słowami. Chyba musiałam to wszystko z siebie wyrzucić — uśmiechnęła się wyraźnie zakłopotana. Odwróciła pyszczek od młodszej i utkwiła go w punkcie przed sobą. Spodziewała się każdej reakcji ze strony przyszłej wojowniczki.
— Promienna Łapo jesteś jedyną, której opowiedziałam chyba tyle na swój temat — dopowiedziała. Zdecydowanie powiedziała zbyt wiele, ale czy było się czemu dziwić? Musiała się wygadać tak jak każdy kot. Nie była przecież wyjątkiem. Do tego młodsza w jakiś przedziwny sposób wywoływała w niej intuicyjne zaufanie. To było głupie, a jednak nic nie mogła z tym zrobić. Przeniosła wzrok na łapki. Czekała w napięciu na reakcję młodszej uczennicy. Nie była świadoma, jak bardzo końcówka jej ogona drżała.
<Promienna Łapo?>
[1075 słów]
Od Mirtowego Lśnienia CD. Źródlanej Łuny
Od Czajki
Od Szron CD. Strzępka
— Zimno ci bardzo? — zapytał. Na początku nie zareagowała. To było przecież oczywiste, że temperatura jej doskwiera; nie było to żadne odkrycie, żadna tajemnica. Całe jej ciało trzęsło się, a jedyną częścią, która nie była potraktowana mrozem, była jej mordka.
— Nie... — mruknęła.
— Widze, że tak. Możemy wrócić... Schowamy się pod ogonem — zaproponował z dobrymi intencjami. Zmarznięte ciałko najeżyło się i naprężyło. Podniosła głowę i od razu tego pożałowała. Wiatr polizał jej policzek, a nos momentalnie zaczął ją boleć od chłodu, podobnie uszy.
— Nie! — Zmarszczyła brwi i niemal nie wstała, aby odejść jeszcze dalej. Skoro brat jest po stronie matki, to ona nie będzie po stronie brata.
— Dobrze, dobrze... Tylko zaproponowałem. — Uspokoiła się i znów położyła na nim głowę. Zamruczała.
— Wiesz... Jak już będziemy wojownikami, będziemy najlepszi — wyznała, jakby to była tajemnica, którą muszą między sobą utrzymać, jakby fakt, że ktoś może ich usłyszeć, sprawi, że te słowa nigdy się nie spełnią. — Będziemy szybcy i szilni. Nauczymy szie łapać wielkie zwierza i kolorowe ptaki... — rozmarzyła, powoli przesuwając mordkę na łapki brata. — A nawet... Wiesz, może będziemy liderami. To by było dopiero, co? Jakbyszmy zosztali, to jakim byłbysz przywódcą..?
Od Psotnego Nietoperza CD. Wzorzystej Łapy
Od Czajki CD. Osetka (Ostowej Łapy)
29 stycznia 2026
Od Zalotnej Gwiazdy
Wpatrywała się w solidną ścianę swojego nowego legowiska. Wciąż miała wrażenie, że czasem do jej nosa docierał zapach Nikłej Gwiazdy, a w powietrzu kręciła się jeszcze nitka jego futra. Miała przygniatające wrażenie, jakby dusza poprzedniego lidera wciąż była tu obok i wciskała ją w kąt. Czasem, gdy wiedziała, że nikt jej nie usłyszy, zdarzało jej się nawet mamrotać coś pod nosem, jakby do jego ducha. Nigdy jednak nie otrzymywała odpowiedzi. Może popadała już w obłęd? Nie, jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz.
Nastroje były napięte, a rzeczy do zrobienia piętrzyły się i piętrzyły. Kto, jak nie ona, by sobie z nimi wszystkimi poradził? Za rogiem było jeszcze mianowanie tej trójki kociąt – Grubego, Chudego i Nocy. Powinna wybrać im mentorów. Dobrych mentorów, żeby miała pewność, że przyszłość Wilczaków spocznie w dobrych, silnych łapach. Zależało jej, by kolejne pokolenia były coraz bardziej oddane Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Nie mogła dopuścić do kolejnej ucieczki, albo co gorsza – do konfrontacji z bandą dzikusów, oślepionej blaskiem Klanu Gwiazd.
W końcu Zalotna Gwiazda odchrząknęła doniośle, a jej ogon uderzył o podłoże starej, borsuczej nory. “Myśl, Zalotka, myśl” – powtarzała sobie w głowie, jednocześnie obserwując życie toczące się poza jej posłaniem. Widziała pełne życia koty, gawędzące ze sobą nawzajem. Ciekawe, czy kiedyś rozglądali się po obozie i dostrzegali, jak z cienia obserwuje ich para przenikliwych, brązowych ślepi. Co wtedy czuli? A może inaczej – co Zalotka by chciała, by czuli? Zdrajcy mieli się jej bać. Mieli wiedzieć, że rządzi twardą łapą i ma nosa do kotów nielojalnych. Ci, którzy byli po jej stronie, mieli odczuwać respekt, żeby im się nigdy nie zaczęło wydawać, że są w stanie Zalotną Gwiazdę pokonać.
— Odpływasz myślami… — chrząknęła niemal bezgłośnie do samej siebie. Przez kilka uderzeń serca wpatrywała się pusto w przestrzeń przed nią, aż w końcu gwałtownie podniosła się z miejsca. To zrobiwszy, poczęła stawiać kroki ku wyjściu. Ku mównicy. Wydawało jej się, że już wie, co zrobić. Czuła w sercu, ale i umyśle, co było najbardziej słuszne. Może klan zacząłby buczeć, może nie będą zgodni z jej decyzją – ale to ona tu miała władzę. Póki jej przynależność była silna, zwarta i oddana, niewiele mogli narzekać zwykli członkowie. Mimo wszystko szanowała, na przykład, Mroczną Wizję. Czarnofutra w końcu niegdyś zajmowała się małą Zalotką, gdy ta stawiała pierwsze kroki. Teraz nie były ze sobą szczególnie blisko, lecz szylkretka wciąż szanowała zdanie starszej.
Finalnie przywódczyni udało się zgrabnie wspiąć na pieniek. Wbiła w niego swoje pazury i rozejrzała się wokół, mierząc wzrokiem każdego kota, który o tej porze przesiadywał poza legowiskiem.
— Klanie Wilka! — zawołała, prostując się dumnie, niczym paw. Gdy tak czujnie omiatała spojrzeniem azyl, nie można było mieć wątpliwości, że jej przodkowie nieraz pełnili rangę lidera. Zalotna Gwiazda zdawała się mieć smykałkę do rządzenia we krwi.
Gdy przed mównicą zebrała się dosyć pokaźna ilość kotów, kontynuowała:
— Obiecałam wam, że niedługo doczekacie wyboru zastępcy. Oto więc jestem, by wygłosić przed wszystkimi, kogo uznałam za godnego pełnienia tej funkcji — ogłosiła.
Wilczacy wymieniali teraz między sobą zaciekawione spojrzenia. Atmosfera szybko stała się napięta. Koty szeptały do uszu kotów stojących obok, najpewniej obstawiając swoje wybory. Ciekawe, ile z nich myślało, że ma jakieś szanse. Sowi Zmierzch, Blade Lico, Lamentująca Toń… Może, gdyby nie ta umowa, wybrałaby kogoś z tej trójki?
— Mój wybór może was poniekąd zdziwić. Wiedzcie jednak, że nie jest on symbolem mojej słabości, lecz umiejętności planowania. Moja decyzja została przeze mnie dobrze przemyślana i powiadam wam, na przestrzeni księżyców jestem pewna, że przyniesie nam same pozytywne skutki — mówiła dalej, trzymając publiczność w napięciu. Uwielbiała tak robić.
Na moment zapadła cisza. Nawet ten gwar szeptów już ucichł, pozostawiając po sobie jedynie oczekiwanie. Zalotna Gwiazda nigdy, tak właściwie, nie zastanawiała się nad tym, jaką formułkę powinna wypowiedzieć. Zazwyczaj wypowiadała się tak, jak podpowiadało jej serce. Czy i tym razem przyniesie jej to gromkie oklaski, czy może niechęć?
— Wypowiadam te słowa, czując wokół obecność naszych Przodków. Mam nadzieję, że zaakceptują mój wybór i poprą moje słowa, natychmiast uciszając każdego, kto ośmieli się sprzeciwić ich woli — mówiła, choć właściwie bardziej przypominało to modły, niż ogłoszenie. — Od dziś pomagać mi w prowadzeniu Klanu Wilka ku doskonałości będzie… Krucze Pióro, a także jego brat – Pustułkowy Szpon!
Wypowiedziawszy to, spojrzała w niebo. Na moment wszyscy umilkli, podążając za spojrzeniem liderki. Wtem jednak po lesie rozległo się krakanie, jakby same duchy Przodków gratulowały już nowym zastępcom. Zalotna Gwiazda przeniosła wzrok na resztę Wilczaków.
— Mroczni Przodkowie przemówili! Wybór został zaakceptowany!
Nie miała zbyt wiele czasu, by przemyśleć, w jaki sposób wszystko powinno działać, lecz mimo tego czuła, że wspierana przez duchy z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, nie palnie jakiejś głupoty. Jak dotąd Przodkowie mogli być z niej dumni. Nie wyglądało na to, by w najbliższym czasie miał wybuchnąć przeciwko Zalotce jakiś bunt – no, chyba że była to jedynie cisza przed burzą.
Liderka nie odeszła bardzo daleko od obozu. W takiej śnieżycy nie chciała wyciągać swoich nowych zastępców gdzieś dalej – jeszcze by się przewiali. W końcu przystanęła, będąc tyłem do Kruczego Pióra i Pustułkowego Szponu.
— Jak się czujecie? — zapytała, zwracając pysk w ich stronę.
— Raczej dobrze. W klanie nareszcie panuje jakiś porządek, to trzeba przyznać. — Kruk jako pierwszy odpowiedział kotce.
— Na tyle, na ile może się czuć jednooki zastępca — wtórował Pustułek, choć wyraźnie zamyślony.
Zalotna Gwiazda skinęła głową. Czyżby drugi brat nie cieszył się swoją nową posadą? W takim razie łatwiej będzie im ustalić, kto powinien objąć władzę po niej. Mimo wszystko była trochę zawiedziona; na pewno walka po jej śmierci nie będzie tak zacięta, jakby tego chciała. Westchnęła cicho.
— Zależy mi na tym, by nawet po moim odejściu mieć pewność, że do władzy w Klanie Wilka będą dochodzić tylko najsilniejsi — wyznała.
Krucze Pióro zastrzygł uchem, patrząc teraz na kotkę zaciekawiony.
— Co masz przez to na myśli?
— To Klan Wilka, patrząc na to, że aby zostać wojownikami musieliśmy odbyć walkę to zapewne podobnie będzie z pozycją przywódcy — wyjaśnił czekoladowy bratu.
Przywódczyni zwróciła się w stronę jednookiego, wskazując na niego pazurem.
— Dobrze mówisz — powiedziała, robiąc krok w stronę zastępców. — Po mojej śmierci macie obowiązek zmierzyć się ze sobą nawzajem.
Na chwilę umilkła, jakby pozwalała tym słowom wsiąknąć w świadomość kocurów.
— Wygrany zajmie się klanem, a przegrany… — urwała na ułamek sekundy, mrużąc oczy — …jego losem zadecyduje ten, który stanie się nowym liderem — dokończyła, przenosząc wzrok z Pustułka na Kruka, a potem z Kruka na Pustułka. Dymny kocur patrzył przez chwilę na Zalotkę, myśląc nad jej słowami. W końcu skinął, zgadzając się z jej wolą.
— Dobrze, Zalotna Gwiazdo. Skoro tego sobie życzysz, to wypełnimy twoją wolę.
To wyśmienicie, że miała takich wiernych asystentów. Nie był to jednak koniec jej wymagań ani planów. Zalotna Gwiazda zastanawiała się, czy Krucze Pióro i Pustułkowy Szpon faktycznie dotrzymają danego słowa, czy też po jej odejściu pozwolą, by w klanie zapanowała sielanka. Myśl o tym wyraźnie nie dawała jej spokoju.
— Byłabym również wdzięczna, gdyby moi wszyscy następcy wybierali na stanowisko zastępcy dwójkę kotów i kazali im zmierzyć się ze sobą w walce — powiedziała spokojnie, lecz w jej głosie pobrzmiewała powaga. — Tylko w ten sposób wygrany wykaże, że rola lidera naprawdę mu się należy. Natomiast reszta klanu nie będzie miała wątpliwości co do siły swojego przywódcy — kontynuowała, przenosząc na nich uważne, niemal przeszywające spojrzenie.
Fakt, czy ta wizja zostanie spełniona, nie będzie już od niej zależał. Mimo to miała nadzieję, że bracia uszanują jej wolę i zrozumieją, iż Zalotna Gwiazda kierowała się pragnieniem, by Klan Wilka nigdy nie trafił w łapy słabego lidera.
— Oczywiście, Zalotna Gwiazdo — odpowiedział czekoladowy.
Szylkretka skinęła głową.
— W takim razie to wszystko, o ile nie macie żadnych zastrzeżeń czy propozycji.
Po jej słowach zapanowała cisza. Brązowooka wymamrotała coś pod nosem, po czym ruszyła w stronę obozu.
Od Trzcinowego Szmeru CD. Gąbczastej Perły
Po tym zdaniu szylkretka odwróciła głowę wyraźnie zaskoczona, a jej oczom ukazała się Gąbczasta Perła. Na widok medyczki zmienił jej się wyraz pyska i odetchnęła z ulgą.
— Ach, to tylko ty! Kiepsko bym się czuła, gdybym była przyczyną, przez którą Zimorodkowe Życzenie nie zaznałaby spokoju — zaśmiała się, przypominając sobie, jak to obie poszły nad opuszczony most, żeby sprawdzić, czy jest nawiedzony. Były to przepiękne czasy. — Nie spodziewałam się, że weźmie cię na wspominki! To było trochę temu… aż dziwne, że nikt nas nie nakrył na opuszczeniu obozu.
Dymna wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
— Pf! Oczywiście, że nas nikt nie nakrył! Nie doceniasz naszych umiejętności — stwierdziła, kręcąc powoli głową.
Przez chwilę panowała cisza, dopóki Gąbka nie mruknęła:
— Hm… Chcesz się gdzieś przejść? Trzeba wykorzystać czas, póki jest ciepło!
— Masz rację, powinniśmy skorzystać z pogody. Dobry spacer nam nie zaszkodzi — posłała jej uśmieszek. — Jak tam Senna Łapa? — zarzuciła temat rozmowy.
Obie wyszły z obozu i skierowały się w stronę Kolorowej Łąki.
— Nie wiem, ostatnio… rzadziej ze mną rozmawia. Pewnie to nic wielkiego, w końcu jest teraz uczennicą. Na pewno ma głowę zajętą treningami i nowymi obowiązkami — stwierdziła spokojnie, po czym spojrzała na Trzcinę z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na pysku. — No a ty? Kiedy planujesz założyć rodzinę? — zachichotała.
Na pytanie Gąbczastej Perły na temat zakładania rodziny, zamrugała, czując, jak końcówki uszu zaczynają ją szczypać.
— Um... Nie wiem? — powiedziała niemrawo. — Na tę chwilę nawet nie mam partnera, a co dopiero być królową w żłobku... Samej mogło ci się ostatnio obić o uszy, jak to Krabowe Paluszki obgadywała relacje moje ze Zmierzchającą Falą oraz Kropiatkową Skórą. Nie mam nic do Kropiatkowej Skóry, ale czuje, że mi ukradła szansę na zdobycie jego serca — przyznała ciężko.
Obie kotki przepłynęły rzekę i znalazły się na Kolorowej Łące. Trzcinowy Szmer położyła się wśród kwiatów i rozciągnęła się, jak najbardziej mogła, by jej futro szybko wyschło.
— Wydaje mi się, że Zmierzchająca Fala nic do mnie nie czuł, co było czymś więcej niż przyjaźń... Powiedziałam mu o swoich problemach oraz wątpliwościach po egzekucji Pluskającego Potoku, a on mnie wysłuchał. Troszczył się o mnie, kiedy nie mogłam jeść, kiedy po prostu siebie zaniedbywałam, jego empatia i pomocność, jednak nie były podszyte zauroczeniem, tylko zwyczajnym klanowym zobowiązaniem. Tak jak każdy pobratymiec powinien dbać o drugiego pobratymca... Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mieć kocięta i kochającego partnera, Gąbczasta Perło, możliwe, że ja po prostu na nie nie zasługuje... — Posłała jej smutny uśmiech.
Nie chciała, żeby ta rozmowa, która na początku była wesoła, się tak zmieniła przez jej wątpliwości i żale. Jednakże czuła, że te rzeczy ją mimo wszystko przerastają, a Gąbczasta Perła nie była jakimś tam zwykłym kotem, tylko zadatkiem na przyjaciółkę oraz medyczką klanu. Jej specjalnością było zajmowaniem się chorymi kotami, jak i tymi które miały złe samopoczucie.
Uśmieszek z pyska medyczki zniknął. Podeszła bliżej i ogonem pogłaskała Trzcinowy Szmer po boku.
— Pewnie Klan Gwiazdy ma dla ciebie inną ścieżkę.
— Nie wiem, czy jestem w stanie zaakceptować ich plan… Chciałabym mieć własną rodzinę, patrzeć jak moje kocięta stają się wojownikami. Chcę dać Klanie Nocy koty, na które zasługują… Chcę być z kotem, który mnie kocha.
Podparła swój pysk o łapy, wdychając zapach polnych kwiatów.
— Klan Gwiazdy cię kocha. Przodkowie dadzą ci kota, który naprawdę cię kocha, jak i kocięta... Nie jest nim Zmierzchająca Fala, nie został on przypisany tobie. Jednak nie możesz wątpić w miłość przodków dla Klanu Nocy.
Trzcinowy Szmer podniosła na nią wzrok. Czuła chwilowe ukojenie, na myśl, że przodkowie nie odmawiają jej posiadania potomstwa ani kochającego partnera.
— Chcę wierzyć, że masz rację.
Gąbczasta Perła posłała jej serdeczny uśmiech, doceniając jej wiarę.
Pora Nagich Drzew dokuczała Klanu Nocy jak nigdy dotąd. Koty uciekały do legowisk, kiedy miały na to okazje. Trzcinowy Szmer nie dziwiła się wcale, sama chętnie położyłaby się w cieple i ucięłaby sobie długą drzemkę. Wiatr, który z wielką siłą napierał na obóz, gwizdał i zarzucał siarczystym mrozem.
“Nie ma mowy, że czekam tutaj, aż zbiorą się wszyscy na patrol graniczny! Muszę się gdzieś schować, zanim mnie przewieje!”.
Nie zastanawiając się zbytnio, wskoczyła do lecznicy i otrzepała się ze śniegu.
— Cześć, Trzcinowy Szmerze! Co tutaj porabiasz? Mogę ci w czymś pomóc?
Spojrzała się na medyczkę i głupio się uśmiechnęła. Nie planowała przeszkadzać nikomu w pracy, a w szczególności kotom z rodu.
— Szczerze, nie planowałam cię odwiedzić… No i nie potrzebuje opieki medycznej. Czy masz chwilę na przyjacielskie pogaduszki, Gąbczasta Perło?
Klekocząca Łapa, który krzątał się po lecznicy, posłał jej dziwne spojrzenie. Pewnie młody nie miał większego dystansu do reszty klanu. Może uważał, że ona im przeszkadza?
— Nie przeszkadzasz nam. Klekocząca Łapa jedynie dostał zadanie ode mnie. Musi posprzątać składzik, a przy okazji lepiej zapoznać się z ziołami. Jednak ja mam wolny czas. O czym chcesz pogadać? Masz jakąś plotkę? — Na jej pysku pojawił się chytry uśmieszek.
Gąbczasta Perła podeszła do niej i swoim ogonem utuliła swoje łapki. Trzcinowy Szmer czuła lekką zazdrość. Też chciałaby mieć tak długie futro, nie byłoby jej wtedy zimno!
— Niestety nie mam żadnych plotek… Jest nudno i zimno.
— Doprawdy? Aż tak ci nudno? Ostatnio narzekałaś na plany przodków względem ciebie, jednak chyba nie widzisz znaków, jakie ci wysyłają.
Medyczka była niezwykle czymś ucieszona, co lekko zdezorientowało Trzcinowy Szmer.
— Co masz na myśli?
— O pewną kotkę, która coraz częściej przebywa w twoim towarzystwie. — Szturchnęła ją w bark — Nie mów, że jesteś tak ślepa?
Trzcinowy Szmer od razu połączyła kropki. Gąbczastej Perle chodziło o Niezapominajkową Nadzieję.
— Skąd jesteś w stanie powiedzieć, czy jest to coś więcej? Może jestem dla niej tylko przyjaciółką? Może potraktuje mnie tak samo, jak zrobił to Zmierzchająca Fala? Nie wiesz tego… Już robiłam sobie nadzieję do jednego kota, nie zamierzam popełnić tego samego błędu.
— Poczekaj.
Przekrzywiła głowę. Nie rozumiała, czemu miała czekać. Przecież Niezapominajkowa Nadzieja mogła powiedzieć jej o swoich uczuciach w każdej chwili, jednak tego nie robiła. Pewnie nie czuła do niej nic więcej niż platoniczną miłość. Kotka miała już otworzyć pysk i sprzeciwić się Gąbczastej Perle, jednak ta nie pozwoliła dojść jej do głosu.
— Wiem, co chcesz powiedzieć, jednakże musisz się mnie posłuchać. Poczekaj, Trzcinowy Szmerze. Nie każdy kot jest w stanie wypluć z siebie te słowa, które chcesz usłyszeć. Dla niektórych mają o wiele większą wagę. Natomiast Niezapominajkowa Nadzieja ma jeszcze czas, żeby ci powiedzieć o swoich uczuciach. Tak samo może być to dla niej bardzo stresujące. Nie każdy jest tak odważny.
— Rozumiem… — Z lekkiego poddenerwowania, oblizała wąsy.
— Jednak nie rozmyślaj dużo nad tym — westchnęła Gąbczasta Perła, ucinając tym samym temat. — W czymś jeszcze ci pomóc?
“Nie przyszłam tutaj po pomoc!” — zacisnęły na chwilę zęby.
— Tak, chcesz jeszcze gdzieś wyjść na spacer? Oczywiście, po moim patrolu. Inni jeszcze się zbierają… — pokręciła głową z dezaprobatą. — Może do tej pory zmieni się pogoda i chociaż na chwilę znajdzie się luka pogodowa. Co ty na to?
Od Drobnej Łapy (Drobnego Ukojenia)
— Drobna Łapo, podejdź — głos czekoladowego kocura nie pozostawiał żadnej innej opcji, ale niebieska kotka też nie miała zamiaru zwlekać i czym prędzej wyszła przed inne koty, zatrzymując się w miejscu. Czy to była ta chwila? Czy w końcu zostanie mianowana? Jej siostra, Niebiańska Poświata, całkiem niedawno skończyła swój trening, więc może teraz była jej kolej. Jej wibrysy zadrżały z niecierpliwością.
— Drobna Łapo, ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego protektora. Drobna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię protektora. Drobna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Drobne Ukojenie. Klan Gwiazdy ceni twoją empatię i chęć niesienia pomocy oraz wita cię jako nowego protektora Klanu Klifu — Judaszowcowa Gwiazda zakończył formułę, po czym zeskoczył ze skały i stanął przed córką Postrzępionego Mrozu i dotknął pyszczkiem jej czoła, a arlekinka na krótką chwilę przyłożyła mordkę do jego barku i tym samym ceremonia była zakończona.
Chwilę po tym każdy zebrany kot zaczął wykrzykiwać nowe imię kocicy, dokańczając tę część ceremonii. Klifiaczka była wzruszona, uradowana, że w końcu została mianowana, że udało jej się, że dała radę… a serce jej rosło, gdy widziała, jak jej pobratymcy celebrują jej chwilę.
— Drobne Ukojenie! Drobne Ukojenie! Drobne Ukojenie!... — Chór głosów ucichł dopiero po dłuższej chwili. A nowo mianowaną protektorkę rozpierała duma.