Przeszłość
— Niech wszystkie koty zbiorą się na zebranie klanu! — wezwanie Zawodzącej Gwiazdy poniosło się donośnym echem po wydrążonych ścianach obozu, jednak szybko w nich zaginęło. Nie było to jednak kłopotem, ponieważ wystarczyło te parę słów, żeby wszystkie koty z Klanu Burzy wyłoniły się z legowisk i zebrały obok siebie w celu wysłuchania, co miał im do przekazania ich przywódca. Dryfujący Fluoryt spojrzała na troje kociąt ułożonych tuż obok siebie. Poziomka przetarła łapką oczy, ze stęknięciem zmęczenia budząc się i mrugając wielokrotnie w celu rozbudzenia się. Oczka piekły ją i wiedziała, że jeśli tylko zamknie je z powrotem, to zaśnie. Odchrząknęła pod nosem, próbując pozbyć się porannej chrypki. Reszta również jakoś doszła do siebie, chociaż jej zajęło to najdłużej. Nie lubiła wstawać tak wcześnie. Z tego wszystkiego zapomniała w ogóle, że dzisiaj nadszedł niezwykle ważny dzień!
— Chodźcie, musicie jakoś wyglądać!
— A co się dzieje, Dryfujący Fluorycie…? — spytała zaspana Poziomka, na co wieczna królowa się uśmiechnęła.
— Jestem prawie pewna, że będziecie mianowane na uczennice! — pisnęła tak, jakby bardziej się tym ekscytowała niż same siostry, których to wydarzenie dotyczyło.
Poziomka poczuła, jak niebieska kocica parokrotnie przejeżdża językiem po jej długich kłosach w celu próby doprowadzenia ich do porządku. Czuła, jak gęste kłosy otulały jej ramiona i częściowo łapki, gdy wieczna karmicielka pochylała się nad nią i pomrukiwała uspokajająco. W pewnym momencie pociągnęła ją za mocno, co zabolało młódkę. Po jej grzbiecie poniósł się sygnał niby szczypnięcia, który momentalnie postawił jej futro wzdłuż kręgów. Skrzywiła pyszczek i spojrzała na karmicielkę ze smutkiem wymalowanym na mordce, ale i lekkim wyrzutem.
— Ał! To bolało… — Jej oczka się zaszkliły, a w nosie momentalnie znalazła się mokra wydzielina. Pociągnęła nosem, powstrzymując płacz i zaczęła delikatnie się trząść. Trzymanie tego w sobie nie było proste. Porzeczka przewróciła oczami, chociaż dało się w nich dostrzec pewną dawkę zmartwienia, a Malinka przybliżyła się do siostry, muskając ją lekko łapką. Dryfujący Fluoryt, zauważywszy to, otworzyła brązowe ślepia odrobinę szerzej i przytuliła koteczkę do siebie.
— Przepraszam, Poziomko. Nie chciałam ci zrobić krzywdy — nosem dotknęła czubka jej głowy w geście pocieszenia, a młódka przytuliła się do jej łapki. Skoro nie miała tego na myśli, to w porządku. Na pewno nie chciała źle. Otworzyła szerzej ślepka i wlepiła je w siostrzyczki. Gdy już miała coś do nich mówić, niebieska zabrała się za pielęgnację futra następnej z sióstr, czyli Malinki.
Wreszcie, kotki we czwórkę wybrały się na zebranie tuż obok siebie, gdzie znalazł się już prawie cały Klan Burzy. Dymny, zauważywszy je, skinął im głową i odezwał się ponownie;
— Skoro już wszyscy tutaj jesteśmy, możemy przystąpić do celu tego zebrania. Poziomko, Porzeczko, Malinko. Wystąpcie.
Poziomka poderwała się z miejsca, a na jej pyszczku widniał szeroki uśmiech, przyozdobiony nutką stresu. Zdążyła do tej pory już całkowicie oprzytomnieć, pobudzona słowami lidera. Ciekawe kto ją będzie szkolił! Ciekawe, czy spodobają jej się treningi z nowym kotem. Czy będzie mogła zabierać na szkolenia również swoje siostry? Zapatrzyła się w niebieskie ślepia kocura przemawiającego do klanu, rozmyślając o swojej przyszłości. Wreszcie, poczuła lekkie szturchnięcie w bok.
— Poziomko, nie odpływaj teraz myślami — mruknęła jej Porzeczka, na co rudaska z determinacją pokiwała główką i zamiotła małym, acz puchatym ogonem.
— Dobrze! Spróbuję… — I przytuliła się do jej boku, mrużąc oczka z zadowoleniem. Od razu poczuła się lepiej, gdy ich boki się zetknęły. W tej pozycji szybko zmęczenie do niej powróciło, mimo wcześniejszych zapewnień mózgu, że “już na pewno nie zaśnie”. Oczka jej się przymykały, a łapy delikatnie wiotczały. Nagle Porzeczka wstała, tym samym przywracając ją z powrotem do rzeczywistości.
Porzeczka z charyzmą godną wojownika wyprostowała się chwilę później, podczas gdy Malinka jako ostatnia z wywołanych, starając się zachować spokój, powoli podeszła do sióstr. Poziomka chciała jakoś dodać jej otuchy, dlatego ustawiła się tuż obok siostry i patrzyła spod byka na każdego, kto tylko śmiał popatrzeć na jej siostrzyczkę nie tak. Wyglądała wtedy dość zabawnie, szczególnie że była kulą futra.
— Każda z was ukończyła dziś sześć księżyców, co oznacza, że od dzisiaj zaczniecie swoje treningi. Poziomko, Twoim mentorem zostanie Śniący Obserwator, ucząc się na przewodniczkę, a od dziś będziesz nosić imię Poziomkowa Łapa.
Poziomkowa Łapa… Poziomkowa Łapa! Jej oczka zaświeciły z ekscytacji. Otrzymała tak cudowne imię! Chociaż było takie długie. Zresztą właśnie tego oczekiwano od klanowych kotów. Ciekawe, ile zajmie jej przestawienie się na nowe brzmienie? Śniący Obserwator… koteczka nigdy nie miała chyba z nim szczególniejszej interakcji. Przynajmniej takiej, żeby zapadła jej w pamięci. Poziomkowa Łapa odszukała w tłumie Śniącego Obserwatora, który podszedł do niej po chwili. Tak naprawdę to znalazł ją szybciej, niż ona jego. Postawny i wysoki, czarno-biały kocur ustawił się tuż obok niej, patrząc błękitnymi ślepiami na przywódcę, wyglądał tak, jakby niedawno się obudził i również nie był zadowolony z faktu, iż musiał wstać tak wcześnie. Chłodne spojrzenie jednak nieugięcie tkwiło na dymnym kocurze wyżej. W porównaniu do niej srebrzystofutry był ogromny, o niezwykle zadbanym, bujnym futrze. Chyba jedynym innym kotem, którego znała i który był taki duży, była nim Dryfujący Fluoryt. Wieczna karmicielka również miała długie łapy i futro takie, że jej płynęło taflą po barkach. Przez chwilę jeszcze gapiła się na przewodnika, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, że otrzymała mentora. Miała ochotę coś do niego powiedzieć, jednak wiedziała, że nie mogła. Dlatego jedynie odchrząknęła, próbując wyczyścić sobie gardło z pozostałości po chrypce.
Przez kilka uderzeń serca lider zamilkł, a jego chłodne spojrzenie przeskoczyło z Poziomki, na Malinkę. Rudaska patrzyła na siostrzyczkę w celu dodania jej otuchy, a Śniący Obserwator poruszył nieznacznie ogonem, spoglądając na swoją nową podopieczną, jakby chciał jej niewerbalnie przekazać; “słuchaj”.
— Malinko, ty pójdziesz drogą kronikarki, szkoląc się pod czujnym okiem Lotosowego Pąku. Od dziś będziesz znana jako Nieboskłonna Łapa.
Kronikarki! Jej siostrzyczka miała szkolić się na kronikarkę! Poziomka uważała, że ta rola doskonale pasowała do jej siostrzyczki. Koty niezwykle kreatywne i rozważne, interesujące się niebem i białymi punkcikami na nim, gwiazdami. Będzie odpowiadała również za porządek w grocie. Mała Poziomka aż zaczęła lekko zazdrościć swojej siostrze. Chociaż, myśląc o swoim mentorze i nowym szkoleniu, poczuła, że sama również została w pewnym sensie wyróżniona. W końcu nie każdy miał przywilej szkolić się na przewodnika. Uśmiechnęła się pod noskiem. Miała ochotę już teraz skandować ich imiona, ale było na to za wcześnie. Nieboskłonna Łapa to było przepiękne imię. Rudaska wiedziała, że siostra wewnętrznie niezwykle się cieszyła, w końcu będzie mogła wyjść poza bezpieczne ramy tuneli i pozwiedzać świat u góry. Postawiła uszy, przyszedł czas na ostatnią z sióstr.
— Porzeczko, ty natomiast zostaniesz uczennicą Małej Bazi, przyjmując jej wiedzę, aby w przyszłości wstąpić do szeregów wojowników Klanu Burzy, natomiast Twoje imię to od teraz Chyża Łapa!
Zrobił chwilę przerwy, unosząc delikatnie łapę w celu przekazania, że to jeszcze nie moment na skandowanie. Jej kochana siostrzyczka, Porzeczka, będzie szkolić się na wspaniałą wojowniczkę! Poziomka bardzo cieszyła się szczęściem swoich bliskich. Ugniatała łapkami grunt pod sobą. Takie hamowanie się przed wykrzyczeniem nowych, cudownych imion było trudne!
— Mam nadzieję, że wasi mentorzy przekażą wam swoją wiedzę i doświadczenie — dodał po chwili lider. Śniący Obserwator schylił się do Poziomkowej Łapy, koteczka zaś uniosła łebek ku górze, po czym zetknęli się nosami. Poczuła suchą skórę na swoim mokrym nosku i posłała starszemu uśmieszek. Trochę się bała, ponieważ był jej zupełnie obcy, ale chciała wierzyć, że nie miał dla niej w planach nic złego ani przykrego. Po chwili po tunelach poniosły się donośne nawoływanie trzech nowych imion, a Poziomka zrobiła co w jej mocy, żeby to jej głosik przebijał się najwyraźniej, gdy wykrzykiwała kolejno imiona swoich sióstr.
***
Teraźniejszość
Pora Zielonych Liści przyniosła ze sobą wiele okazji dla wojowników, żeby się wykazać. Mianowicie dzięki temu, że roślinność powoli odżywała, zabierając z powrotem to, co zostało niedawno jej odcięte, zwierzyna powoli wprowadzała się na dawne tereny. Burzacy nie głodowali, a intensywne, krótkie burze słychać, niosące się echem po tunelach, o które dbały koty i wśród których żyli, niczym pracujące pieczołowicie mróweczki. Rudaska przeczuwała chłody w zefirkach, przemierzających ich wgłębienia – wielkimi krokami zbliżała się Pora Opadających Liści. Chociaż nie robiło jej to jakiejś ogromnej różnicy; jej futro było bardzo bujne i gęste, w porównaniu do szaty jej siostry, Porzeczki.
Porzeczka nie przepadała za swoim nowym imieniem, Chyżą Łapą, czego Poziomka nie kwestionowała nawet przez chwilę. Zależało jej na tym, żeby kotka dobrze czuła się w jej towarzystwie – w końcu były siostrami! Musiały się trzymać razem. Szczerze podziwiała szylkretkę za jej odwagę i to, jak bardzo energiczna i otwarta była. Była najpewniejsza siebie z całej ich trójki, a przynajmniej tak się wydawało młódce. O każdym treningu z Małą Bazią słuchała z zapałem, nie mogąc doczekać się następnego dnia, aż zostanie jej przekazana następna dawka wiedzy. Mogłaby godzinami rozmawiać z siostrami, ale najpierw czekały ją obowiązki. Wzrokiem odszukała Śniącego Obserwatora, który nadal jeszcze spał. Poziomka nie była pewna, która dokładnie pora wybiła, jednak poranny patrol zdążył już wyruszyć. Może… skoro mentor po nią jeszcze nie przyszedł, to mogłaby się jeszcze trochę zdrzemnąć? Dobrze jej to zrobi…
Zrezygnowała ze swojego planu szukania go i wycofała się do legowiska uczniów. W miejscu, w którym powinny być jej siostry, panowała obecnie pustka, a ostatni szkolący się ustawiali się już do wyjścia. Koteczka popatrzyła się na nich nieśmiało, po czym odchrząknęła i przystanęła przy swoim łożu. Wysunęła przednie łapki przed siebie, ziewając i rozciągając mięśnie. Ogon zawinął jej się w łuk, a sama ułożyła się wreszcie wygodnie w posłaniu i przysłoniła nos łapą. Miała wrażenie, jakby dopiero co przysnęła, a już musiała się z powrotem budzić. Otworzyła ślepka, gdy ktoś lekko ją szturchnął. Burknęła coś pod nosem, przymykając je z powrotem, ponieważ nie zarejestrowała, kto tak naprawdę po nią przyszedł.
— Poziomkowa Łapo — twardy głos przewodnika dotarł do jej uszu. Mała wyprostowała się momentalnie, krzywo stawiając łapę i tym samym w ten sposób na jej pyszczku zakwitł grymas. Zabolało ją to.
— Aaał… — podniosła ją i zaczęła oglądać, a srebrny uniósł jedną z brwi do góry, stercząc tak nad nią jeszcze przez jakiś czas. Polizał się parokrotnie po piersi, a oczy miał zmęczone. Odwrócił się na pięcie i zaczął kierować ku wyjściu. Młódka patrzyła jeszcze przez chwilę na poduszkę i zauważywszy, że tak naprawdę nic nawet się w nią nie wbiło, w paru susach dotarła do kocura, czując dostającą się do niej, lekką zadyszkę. Nie miała w zwyczaju skakać za wiele.
Dwójka sprawnie przemaszerowała przez tunel, mijając parę kotów wybierających się na patrol. Do nosa Poziomki dotarł intensywny, ziemisty zapach, do którego zdążyła się już przyzwyczaić, chociaż i tak od czasu do czasu jeździło jej to po zatokach, że aż mrużyła oczka, bo nieco doskwierało. Miała tak wiele pytań do swojego nauczyciela! A jednak… nie wiedziała, od czego powinna zacząć. Gdy dostrzegła, że tym razem wybierają się na powierzchnię, już ślepkami dostrzegając cieniutkie pasmo światła z zewnątrz, otworzyła oczy szerzej.
— Śniący Obserwatorze, co będziemy dzisiaj robić? — wydobyło się z jej pyszczka cicho. Na tyle cicho, że kocur musiał tego nie usłyszeć, bo nawet się nie zatrzymał ani na nią nie spojrzał. Przełknęła ślinę i stawiała łapy na tyle pewnie, jak bardzo była fizycznie w stanie. Zdążyła już zapomnieć, jak jasny był świat na zewnątrz. Słońce zaświeciło jej prosto w oczy, przez co od razu zaczęły jej łzawić. Gdy tylko spoglądała na ogromną kulę, w jej wizji malowały się ciemne, granatowe wręcz plamy, które przysłaniały jej obraz. Potarła łapą oczy, jednak nie chciało to od razu zejść. Delikatnie sfrustrowana, machnęła ogonem. Przeszło samo po parunastu uderzeniach serca, a ona, wraz z kocurem, znalazła się wreszcie poza tunelami. Świat dookoła był zwęglony, a w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach, który mała kojarzyła z dnia, gdy tu trafiła. Na samą myśl serce zabiło jej szybciej. Ciekawe, co działo się teraz z jej mamusią? Nie… nie mogła o niej myśleć, tylko jej będzie przykro.
Słońce rzucało nieśmiałe, jaskrawe pasma światła na boki dwójki kotów, a wiatr powiewał nieregularnymi kosmykami trawy, porozrzucanymi tu i ówdzie. Młódka szła tuż za starszym, rozglądając się po terenach Klanu Burzy. Życie pod ziemią nie było aż takie złe, tak naprawdę podobało jej się to, że pomagała przy kopaniu tuneli czy powiększaniu legowisk. Do tej pory nie spotkała ją żadna katastrofa, co można byłoby rzec, było szczęściem. Tak wiele rzeczy mogło pójść nie tak, gdy pracowało się z ziemią… uczennica jednak nie chciała się zamartwiać tym nadto. Skoro nic jej nie było, taka musiała być wola przodków lub kogokolwiek, kto był nad nimi i sterował tym wszystkim. Pod łapami czuła wilgoć, a serce rosło jej za każdym razem, kiedy do uszu dobiegał ją szmer. Lubiła sobie myśleć, że podążały za nimi ciekawskie zające. Albo stworki, których koty nigdy na oczy nie widziały. Może takie ulepione z ziemi? Temperatura zachęcała do spacerów, a nieboskłon upstrzony był przez śnieżnobiałe, ogromne chmury. Młódka z zafascynowaniem śledziła ich leniwe przemieszczanie się po niebie, chociaż gdy tak szła, to miała wrażenie, że stały w bezruchu.
Warunki, które malowały się przed jej oczami, spowodowane były przez ogromny pożar, który pochłonął cały stary obóz Klanu Burzy. Poziomki ani jej sióstr, nie było jeszcze na świecie, gdy ta tragedia miała miejsce. Była ona jednak na tyle świeża, że wielu Burzaków wspominało tamten tragiczny dzień tak, jakby było to wczoraj. Wtedy pochowano wiele wspaniałych kotów i pożegnano tych, którzy ich zdradzili. Na samą myśl wzdrygnęła się delikatnie. Jak ktokolwiek mógł być tak okrutny, żeby zabierać komukolwiek życie? Jak mogli zrobić coś takiego swoim bliskim?
Dwójka dotarła do ogromnej, zwęglonej i pokrytej szadzą połaci. Z ziemi wyrastała ogromna wieża, niepochłonięta przez ogniste jęzory. Musiała to być Kamienna Wieża. Młódka rozdziawiła delikatnie mordkę, spoglądając na tak istotne miejsce. Zrobiła jeszcze parę kroków i rozglądając się, w jej oczach wezbrały łezki. Tak bardzo współczuła swoim pobratymcom. Przeszli przez takie piekło…! Poziomka nigdy w życiu nie widziała ognia. Nie wiedziała nawet, co by zrobiła na ich miejscu.
— Dotarliśmy. Teraz przeszukamy dawny żłobek. Ja wejdę pierwszy. — Głos mentora był dużo cichszy, niż dotychczas przypuszczała. W tunelach zawsze brzmiał głośno i wyraźnie, tutaj jednak ginął szybciej, niż w ścianach z ziemi. Szylkretka pokiwała z zapałem głową, po chwili sama wtykając nos do kociarni i rozglądając się po niej spokojnie. To, co pozostało po legowisku, sprawiało, że niebieskooką zaczynało delikatnie boleć serce. Kiedyś z pewnością było to miejsce, w którym przyszło wychować się tak wielu kotom… teraz było ruiną. Zbliżyła się do jednej z górek, zauważywszy, że Śniący Obserwator postępuje dokładnie tak samo. Może było tutaj coś, co im się przyda? Wreszcie, Poziomkowa Łapa wyciągnęła z pozostałości po żłobku jedno nietknięte ogniem… posłanie! Było to na tyle istotne znalezisko, że wręcz od razu pochwaliła się mentorowi;
— Śniący Obserwatorze! Znalazłam coś! — zawołała do niego. Kocur uniósł łeb znad swojej części i przybliżył się do niej pospiesznie, a uczennica odsunęła się odrobinę. Kiwnął głową.
— Doskonale. Zanieśmy je do obozu, przyda nam się — powiedział nie wylewnie, odrobinę monotonnie, nie wracając już do części, którą sprawdzał. Pewnie nic nie znalazł, skoro kierował się już ku wyjściu… Mała wzięła posłanie na łeb z determinacją, a następnie przerzuciła je na grzbiet ostrożnie, żeby go nie zepsuć. Tego rodzaju pochwała napełniła ją nadzieją i lekko radością, ponieważ mentorowi nie zdarzało się często jej chwalić. Posłanie było w niezwykle dobrym stanie! Zamierzała bezpiecznie zanieść je z powrotem do azylu na swoim puchatym grzbiecie. Z pewnością komuś będzie służyło. Może nawet jej siostrom? Będzie musiała koniecznie powiadomić o tym znalezisku siostrzyczki, właśnie. Myśląc o bliskich, zrobiło jej się cieplej na sercu. Czy mentor był z niej zadowolony? Chciała wierzyć, że tak. Wielu jego odpowiedzi nie rozumiała zbyt dobrze, w takim sensie, że ciężko było jej odczytać ich ton w taki sposób, żeby się tym nie martwić.
***
Później
Dwójka raz jeszcze zaszła do miejsca spowitego mrokiem, a do nozdrzy koteczki napłynął z powrotem przyjemny, ziemisty zapach. Bardzo jej się podobało na powierzchni, jednak ilość wszystkich bodźców delikatnie ją odstraszyła, nawet jeśli dobrze się bawiła. Pod koniec było tego zwyczajnie za wiele… nawet jeśli w rzeczywistości nie działo się dużo dookoła. Zdążyła się odzwyczaić od życia poza tunelami.
— Odłóż, ja je wezmę i zaniosę — powiedział do niej Śniący Obserwator, na co mała kiwnęła głową i posłusznie zdjęła z siebie łoże, przekazując je mentorowi. Srebrny odebrał je od niej sprawnie, udając się we własnym kierunku. Zrozumiała to jako znak, że na dzisiaj skończyli trening albo że przynajmniej mogła odpocząć. Ślepkami zaczęła lustrować obozowisko, wreszcie dostrzegając siedzące obok siebie siostrzyczki.
— Porzeczko, Malinko! — zawołała do nich, po chwili zawstydzając się delikatnie, gdy jeden z wojowników spojrzał na nią nieprzychylnie, bo wykrzyczała to tuż obok niego. — Przepraszam… — miauknęła w kierunku Burzaka, podwijając delikatnie ogon, uszy mu aż zadrżały. Kocur pokręcił głową, a następnie zniknął w jednej z odnóg, prawdopodobnie kierował się do legowiska wojowników. Poziomka podreptała pospiesznie do szylkretek i usadowiła się obok nich wygodnie.
— Co dzisiaj robiłyście na treningu? — zapytała, a jej oczka świeciły ciekawością. — Ja dzisiaj znalazłam nowe legowisko w starym obozie… Martwię się, że Śniący Obserwator mnie nie lubi — wyjawiła im, kładąc po sobie delikatnie uszy. Najprawdopodobniej źle go musiała zrozumieć, pewnie wypowiadał się w ten sposób do wszystkich, ale… trochę ją to raniło, z jakiegoś powodu. Nieboskłonna Łapa otuliła siostrzyczkę ogonem, a Porzeczka popatrzyła na nią przez chwilę, wreszcie strzygąc wąsami.
— Wiesz… a mnie dzisiaj Mała Bazia zabrała na biegi długodystansowe! Wspaniałe to było, wiatr przemierzał moje kłosy z taką łatwością. Czułam się tak, jakbym wzniosła się wysoko w powietrze i leciała nad wrzosowiskami! W dodatku nie ma patyka w zadzie ani króliczego puchu w mózgu, co jest takie świetne — powiedziała Chyża Łapa z zadowoleniem, wręcz z błyskiem w oku. Czyli się dzisiaj wyszalała! Jak miło, że chociaż ona miała dobry dzień… Jednak z drugiej strony, Poziomka poczuła delikatne ukłucie w sercu. Liczyła, że może jakoś ją wesprze albo zapewni, że Śniący Obserwator na pewno nie miał tego na myśli. Nie, nie mogła przecież tego od niej wymagać. Uśmiechnęła się, kiwając do niej głową na znak, że słuchała.
Nieboskłonna Łapa poruszyła się delikatnie.
— Jesteśmy przy tobie, Poziomko — próbowała ją pocieszyć, nieznacznie wpraszając rozpromienienie na pyszczek. Malinka zawsze była najspokojniejsza z całej ich trójki. Teraz jednak stała się czymś na wzór ich mediatorki. Ciekawe, czy taki wpływ miał na nią Wędrujące Niebo? Niewykluczone. Chociaż Poziomka nie znała kocura za dobrze, tak słuchała z uwagą każdej opowieści z pyszczka siostry o niebieskim poincie. Rudaska wtuliła się w futro bliskiej. Była jej niezwykle wdzięczna za te słowa, nawet jeśli nie otrzymała koniecznie tego, czego oczekiwała.
Porzeczka w tej chwili zaczęła się za kimś rozglądać, a Poziomka zaczęła podążać wzrokiem tuż za nią, zastanawiając się, czy może kogoś szukała. W pewnej chwili łaciata podniosła się ze swojego miejsca, muskając delikatnie siostry.
— Pójdę coś przekąsić. Możecie kontynuować na razie beze mnie. — I po tych słowach podążyła trasą przyjemnej woni, czyli prosto do sterty zwierzyny. Poziomkowa Łapa spojrzała na Malinkę w lekkim zdziwieniu, chociaż bura wyglądała na równie zdezorientowaną, choć nie na długo.
— Malinko, czy słyszałaś legendę o białym pawiu?
Pokiwała główką.
— Tak, byłam przy tym, jak Dryfujący Fluoryt nam o nim opowiadała. Czy coś się stało, że o nim wspominasz? — dopytała, strzygąc delikatnie uchem, jakby chciała pogonić nim natrętną muchę.
— Może… może gdyby nadal istniał, to Klanu Burzy nie spotkałaby tak wielka tragedia? W końcu przynosił pomyślność. Może teraz, odkąd go nie ma, jesteśmy skazani na niepowodzenie, ponieważ szczęście odeszło razem z jego duchem? Patrole podobno wracały zawsze z pełnymi łapami, gdy proszono go o pomyślność. Myślisz, że to… przypadek? Chociaż… koty powiązane z nim, czyli Lotosowy Pąk oraz Biały Strumień podobno też mogą porozumiewać się z naszymi przodkami dzięki niemu. Może mimo wszystko, tej katastrofy nie dało się uniknąć? Sama nie wiem… — poruszyła lekko łapą, zamiatając grunt pod sobą. Ziemia o konsystencji skrobi przylepiła się do jej odrobinę zwilżonej poduszki.
<Opowiesz mi o Klanie Gwiazdy, siostrzyczko?>
[Event w Klanie Burzy: Przeszukiwanie starego obozu, znalezione posłanie w żłobku]
[3209 słów]
challenge dla odrzuta >
>
