Znów nie mogłem spać.
Wpatrywałem się więc w rzekę, w której odbijały się gwiazdy tańcujące wraz z księżycem na czystym nieboskłonie z nieodgadnionym wyrazem pyszczka. Mój mózg zasnuwały tysiące myśli, będących dla mnie niczym uporczywe, lepkie pajęcze nici. Od dawien dawna gnębiło mnie wiele kwestii, jednak były takie dwie szczególne, które nie dawały mi spać po nocach. Kwestia pierwsza. Za każdym razem, kiedy mówiłem o sobie (nieważne czy w myślach, czy na serio, wśród innych Nocniaków) w zasadzie cokolwiek, coś głęboko w środku mnie jakby kłuło. Przez wiele księżyców dochodziłem do tego, co to uczucie mogło oznaczać. Może chodziło o jakąś konkretną część mojego lub nawet nie tylko mojego postrzegania... samego siebie? Może tu chodziło o jakąś konkretną część mojego bytu? Podniosłem spojrzenie błękitnych ślepi na powoli ulatniającą się mgłę. Gdyby nie to, że liście zaczęły zmieniać swoje barwy, myślałbym, że cały ten czas mamy nieco wydłużoną Porę Zielonych Liści, która na koniec swego panowania postanowiłaby zelżeć. W legowisku przeznaczonym dla mnie i mojej byłej mentorki było spokojnie. Pani Pierzasta Kołysanka spokojnie drzemała w środku, odpoczywając po męczącym dniu. Jako iż pogoda dopisywała, cały czas dawało się zebrać nasiona wszelakich ziół oraz kwiatów leczniczych. Owinąłem łapy smukłym, acz w miarę ciepłym ogonem, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie, które mogłoby mi pomóc. Czułem, że moje myśli szły w dobrym kierunku. Może.... Może mógłbym poprosić kogoś o pomoc? Pytanie tylko, czy mam kota na tyle zaufanego, żeby mu to zdradzić, ale też... jakkolwiek to brzmi, na tyle, eeee... niezbyt cennego? Przecież nie chciałbym ryzykować wystawienia przez kogoś, na kim zależałoby mi najbardziej na całym kocim świecie! Problem tylko w tym, czy miałem takiego kota?... W sumie to nie miałem jakoś bardzo dużo przyjaciół lub jakichkolwiek bliskich kotów. Miałem Słodką Łapę (a w zasadzie Słodką), ale ostatnio ciężko było nam się złapać. Była też Kropiatkowa Skórka, jednak jej... Nie czułem się przy niej w stu procentach dobrze. To znaczy, tak, lubiłem ją, ale... nie jakoś mega, mega bardzo. Tak, żeby móc siedzieć z nią cały czas. Kiedyś byłem bliżej z Niezapominajkową Nadzieją i Trzcinowym Szmerem. Jednak od kiedy zbliżyły się do siebie, nasz wspólny czas po prostu się... ulotnił. Gdzieś zanikł w czasoprzestrzeni. To znaczy, życzyłem kotkom jak najlepiej, ale nie powiem, było mi troszkę przykro, że straciłem z nimi bliższy kontakt. Większość mojego czasu spędzałem z-...
— A-... — ciche westchnienie zaskoczenia wyrwało się z mojego pyszczka, kiedy poczułem czyjś dotyk.
Odwróciłem głowę, aby ujrzeć pogodny i jak zawsze entuzjastyczny pyszczek mojej najbliższej przyjaciółki, którą była Ćmie Mżenie. W zasadzie byliśmy ze sobą tak blisko, że zaczęliśmy nazywać się zdrobnieniami swoich imion.
— Cze-cześć, wystraszyłaś mnie, Ciemko — szepnąłem z delikatnym uśmiechem na pyszczku, wtulając się w klatkę piersiową kotki z cichym pomrukiem zadowolenia. Jednak po nie więcej niż uderzeniu serca jakby gwałtownie się odsunąłem. — Y-yyh, przepraszam... Chyba nie powinienem tak robić...
Czułem, jak robi mi się głupio, kiedy uporczywie wpatrywałem się w swoje łapy.
— Jest w porządku, lubię się przytulać! — przesunęła się w moim kierunku.
Przez chwilę milczałem. W głowie cały czas grał mi chaos, a puls chyba umówił się z moimi myślami na wyścigi, bo też nie zwalniał tempa. Czułem, jak robi mi się gorąco. To było jednocześnie przyjemne i nieprzyjemne. Mimo to nie było to jakieś bardzo niezręczne. A w zasadzie to wcale. Bardziej… Próbowałem dojść do tego, czemu za każdym razem tak bardzo plątał mi się język, a świat wirował, gdy ONA była blisko. Najwyraźniej była dla mnie bardzo ważna. Moim pytaniem do samego siebie było jak bardzo. Nad tym próbowałem się porządnie zastanowić. Może chciałem… Może chciałem czegoś… czegoś więcej? Spłaszczyłem uszy na samą tą myśl, będąc pewnym, że wyglądałem jak płatek maku – że byłem cały czerwony dokładnie tak, jak te kwiaty. Nie, nie… Przecież to głupie! Ciemka mnie lubiła, ale na pewno nie tak, jak ja teraz myślałem. A ja pewnie też tak tylko głupio o tym... Głupio o tym pomyślałem! To wydawało się takie nierealne. Jak taka istota jak ona, mogłaby polubić takiego fałszywego kłamcę, jak… ja?
— Szepcie... mogę ci się z czegoś zwierzyć? Znaczy... to trochę głupie, bo to nie jest jakoś bardzo nieakceptowalne czy coś... ale chcę o tym komuś powiedzieć... — przerwała i spojrzała w księżyc, wyrywając mnie z wewnętrznej argumentacji, dlaczego to absolutnie nie miałoby sensu. — No bo... ja chyba lubię kotki. Jakby tylko kotki.
Przez może dwa uderzenia serca zapanowała cisza, którą szylkretka jednak szybko i skutecznie przerwała.
— To strasznie głupie, dosłownie byłam wychowywana przez parę kotek — zaśmiała się i zarzuciła swój puszysty ogon na łapy. — Dobra, to było głupie, wybacz.
Spojrzałem na kotkę z innym uśmiechem.
Takim, który miał wypisane słowa “wiem o tym, głuptasie". Po chwili jednak zastąpił go oczywiście łagodny uśmiech, taki podobny do tego, który teraz miała Ćma.
— Bardzo się cieszę, że postanowiłaś mi się zwierzyć. Jeśli miałbym być szczery, od kiedy jesteśmy bliżej, jestem w stanie to zauważyć. Myślisz, że nie zauważyłem, jakim wzrokiem patrzyłaś na Wężynowy Splot? Czasem to aż sam się dziwiłem, że ona tego nie dostrzegała...
Znów spojrzałem na taflę wody, która spokojnie biegła gdzieś dalej, gdzie mój wzrok z tej pozycji już nie sięgał.
— Ja też chciałbym Ci coś wyznać, ale... Nie wiem, czy chcę to mówić tutaj.
— Oh... tak, ma to sens... Klanie Gwiazdy! Czemu ty jesteś taki spostrzegawczy? — kocica żartobliwie mnie szturchnęła, na co ja zachichotałem. — Wiesz, że możesz mi powiedzieć absolutnie wszystko? Nie zacznę cię nagle nienawidzić, nie po tym wszystkim… możemy wyjść z obozu, jeśli nie chcesz mówić o tym tutaj — wymruczała z uśmiechem. Jej słowa brzmiały jak poemato-dramat. Zapewne nie miała takiego zamiaru.
— Chciałbym, żeby było tak, jak mówisz...
Przez dwa uderzenia serca posmutniałem, jednak szybko wróciłem do normalnego stanu. Pewnie to dlatego, że uważałem samego siebie za kota bardzo głupiego i fałszywego. Takiego, który chciał jedynie swoich korzyści, nawet kosztem innych kotów. Nawet kosztem kotów najważniejszych spośród wszystkich. Zazwyczaj moje myśli były Mroczne, jednak kiedy liliowa była blisko, wszystko wydawało się prostsze i szczęśliwsze, a w jej uścisku czułem się zaopiekowany i spokojny. Spojrzałem w pomarańczowe ślepia kotki.
— Bardzo chętnie! — szepnąłem, jednak nie ruszyłem się ani o mysi wąs.
Chciałem jeszcze przez chwilę tam zostać i wpatrywać się w ślepia przyjaciółki.
— Wiesz, masz bardzo ładne oczy... Ich kolor przywodzi mi na myśl wczesne liście Pory Opadających Liści i bursztyny lśniące od ciepłych promieni słonecznych, które dosięgają ich nawet pod otchłanią wody...
Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że powiedziałem to na głos, znów zaczęło być mi strasznie głupio przed kocicą.
— U-uh przepraszam, t-to nie miało sensu... Nie, ja... Znaczy, nie uważam, że twoje oczy są brzydkie, bo są ładne, są bardzo ładne, ale nie mówię tego tak, że... Eee, że cię jakoś lubię lubię czy coś, TO ZNACZY, lubię cię i to bardzo trochę nawet, bo to nie tak, że cię nie lubię, ale po prostu nie chcę nic sugerować- C-czy coś... Ugh, czemu nie mogę się normalnie wypowiedzieć! Przepraszam...
Schowałem pyszczek w łapach, nie wiedząc co powiedzieć. A co jeśli kotka uzna mnie za dziwnego i porzuci, jak starą zabawkę? Nie, przecież... Przecież Ciemka by taka nie była! Nie mogła być...
Bałem się każdego aspektu tych wszystkich rzeczy, które chciałem jej powiedzieć i przeanalizować razem z nią, ale jeśli nie powiem tego tej nocy, to chyba to wszystko zje mnie od środka, albo sam już nie wiem co się ze mną stanie.
— Liście Pory Opadających Liści są piękne! Lubię ich kolor... Twoje oczy wyglądają jak czysta woda lśniąca na słońcu... pasują do koloru twoich pręg... o ile ma to sens — zachichotała i przysunęła się bliżej.
Delikatnie wysunąłem swój pyszczek spomiędzy łap, czując, jak wojowniczka się przybliża.
— Dziękuję, Ciemko... — wymruczałem, przymykając oczy podczas wtulania się w jej mięciutkie, szylkretowe futerko. — Dla mnie każde słowo wypowiedziane przez ciebie ma sens... — dodałem jeszcze, kiedy kotka owijała mnie swoim długim ogonem.
Przez czas bliżej nieokreślony leżeliśmy tak razem w przyjemnej ciszy, którą przerwałem pytaniem.
— Co powiemy kotu, który pilnuje tej nocy obozu? — zapytałem, nie mogąc sobie przypomnieć, kto tego dnia miał stać na warcie.
— Powiedzmy po prostu, że chcemy wyjść na spacer. Dzisiaj na warcie stoi... Kropiatkowa Skórka? O ile dobrze pamiętam. Nie powinna mieć problemu.
Cóż, ta odpowiedź najwyraźniej mnie usatysfakcjonowała, ponieważ jeszcze przez jakiś czas leżeliśmy tak wtuleni w siebie nawzajem, jakbyśmy nie mieli ani wąsa zmartwień na calutkim świecie. Po prostu jak byśmy liczyli się tylko my. Tylko ona. W końcu oboje wstaliśmy, starając się nie generować żadnych odgłosów, jakbyśmy nie chcieli zaburzyć tej wszechobecnej nocnej atmosfery i ciszy. W końcu był środek nocy. Oprócz Kropiatki i nas, raczej każdy Nociak był pogrążony w słodkim śnie. Zazwyczaj przesiadywałem w obozie, kiedy nie mogłem spać, więc dla mnie nie było to nic nowego. To znaczy, teoretycznie pierwszy raz robiłem to z kimś innym niż z moją kochaną mamusią, Nenufarowym Kielichem. Kiedy w mgnieniu oka znaleźliśmy się naprzeciw strażniczki, jej mimika wyrażała zaskoczenie. Po uderzeniu serca chyba zobaczyła jednak, że to tylko my, bo szeroko się uśmiechnęła, a puchate i gęste futro na jej policzkach zatrzepotało.
— Cześć, Szepcząca Hipnozo — przywitała się i zwróciła się do liliowej szylkretki.
— Witaj, Ćmie Mżenie, gdzie się wybieracie o tak późnej porze? — zagadała znajdka, owijając ogonem łapy.
— Idziemy na spacer — odparła jak gdyby nigdy nic wojowniczka. — Możemy iść?
— Jasne, tylko wróćcie szybko, miłego spaceru! — mruknęła, prostując się.
Kiedy mieliśmy strażniczkę już trochę za sobą, przyjaciółka odezwała się.
— Możemy pójść nad brzeg morza albo gdzieś gdzie nie jest tak chłodno. Gdzie chcesz iść? — zapytała, na co też zacząłem się zastanawiać.
— Pójście nad morze byłoby fajne, ale trochę boję się tych mew... Przecież jedna z nich zaatakowała medyczkę Klanu Klifu... Biedna... Współczuję Nocniakom, które ją znalazły. Czy w tym patrolu nie uczestniczyła przypadkiem Mżący Przelot?
Wzdrygnąłem się na samo jej wspomnienie. Wydawała się taka miła… Było mi jej żal. Szkoda, że się z nią bliżej nie poznałem.
— No, ale nie myślmy o tym... Może przeszlibyśmy się na jakąś łąkę? Znasz jakąś dobrą miejscówkę?
Kotka zastanowiła się chwilę.
— Nie, ale gdziekolwiek pójdziemy, będzie dobrze!
— Wiem! — miauknąłem w końcu. — Chodź za mną.
Dotarliśmy w miejsce na łące, gdzie jeszcze ostały się kwiaty.
— Oh, spójrz, jakie piękne fiołki! Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że do nas pasują... nie uważasz? Musimy je sobie kiedyś wpleść w futro!
Byłem nieco spięty. Czułem się tak, jakby wszystko mówiło mi, że nie będzie lepszego momentu, aby szczerze porozmawiać z obiektem mojego nieświadomego zauroczenia o trzech ważnych dla mnie kwestiach. Pierwszą było to dziwne uczucie. Czy ono coś oznaczało? Czy Ciemka wiedziała co? A może to po prostu ze mną było coś nie tak? A może ja po prostu znów udawałem nawet przed samym sobą, że nie czułem się tak, jak chyba każdy kocur się czuł. Dwa, wyznać jej, że mój świat wirował wokół jej kociej osoby. Nie. Że ona jest moim światem i… I… I że nie wyobrażam sobie życia bez niej! Ale… Czy to był dobry pomysł…? W mojej głowie to brzmiało tak… głupio. Bezsensownie. Potrząsnąłem głową, chcąc skupić się na najważniejszym. Na punkcie trzecim. Tym najgorszym. Tym, w którym wyznałbym, że tak naprawdę jestem głupim mewim szpiegiem, fałszywym lisim łajnem, które udaje i nie jest warte pchły w futrze. Kiedy tak wewnętrzne panikowałem, wojowniczka wpatrywała się we mnie z nieodgadnionym wyrazem pyszczka. Myślałem, że zaraz przybije sobie samemu łapę (piątkę) z czołem. Głupi ja jej nie odpowiedziałem!
— Tak, też uważam, że są śliczne... Moglibyśmy zrobić to nawet teraz! Je-jeśli tylko byś chciała. A-ale to zaraz, bo... No, mam dwie rzeczy, które chciałbym z tobą omówić. Tą lepszą i tą... Gor-rszą... Tak więc... J-ja nie wiem... Nie wiem, od czego zacząć…
— Hm... Może zacznij od tej gorszej, to później będziesz miał z górki! — miauknęła, zrywając fiołki, najwyraźniej, aby przygotować je do wplecenia w moje parszywe futro. — Wiesz, nie ma dobrych i złych wiadomości, są tylko bardziej i mniej emocjonalne, wiesz?
— Co masz na myśli? — spytałem nieco zdziwiony jej nieoczywistą odpowiedzią.
Lubiłem to, jak nieoczywista była sama jej istota. Potrafiła zaskoczyć mnie chyba w każdym aspekcie. Choć musiałem przyznać, że czasami to wydawało się przerażające. Ale tylko czasami.
— No wiesz, nasze szczęście może być dla kogoś nieszczęściem i odwrotnie. Każda emocja może być negatywna lub pozytywna, tak samo jest z dobrem czy złem. Zabijanie jest złe, ale sami zabijamy zwierzynę, aby mieć co jeść — przerwała, aby zainspektować fiołka. — Co nie znaczy oczywiście, że nagle zacznę zabijać każdego, kogo zobaczę. Po prostu nie warto wszystkiego widzieć jedynie w czerni i bieli. W mojej perspektywie zawsze będziesz dobry, tak samo twoje słowa i zachowania — zamruczała.
Na słowa kotki smutno się uśmiechnąłem. W sumie to tak jakby smutno i wesoło jednocześnie.
— Dzi-dziękuje, Ciemko... Tw-twoje słowa... One bardzo wiele dla mnie znaczą. Wiesz, Ciemko... Jesteś najbliższą mi kotką, nie, najbliższym kotem, jakiego kiedykolwiek miałam. T-to znaczy… Chociaż… Eh, nieważne… Tak czy siak, kontynuując… Mam nadzieję, że tak pozostanie już zawsze.
Znów się uśmiechałem, ale po chwili mój uśmiech osłabł. Słyszałem krew płynącą przez całe moje ciało, dudniącą mi w uszach.
“
No dajesz, jesteś przy głosie, ona jest spokojna… Nie będzie lepiej! No po prostu lepiej naprawdę nie będzie! Przysięgam na Klan Gwiazdy, że jeśli to teraz skiepszczę, to chyba… Chyba… Chyba nie wiem, co zrobię… A-ale na pewno nic dobrego! Wdech, wydech, wdech, wydech…”
— N-no dobrze… no bo wiesz… ostatnio zacząłem się trochę czuć nieswojo, kiedy mówię o sobie… — zacząłem drżącym głosem, starając się opanować wszelakie tiki nerwowe.
— To znaczy?
— No bo... Wiesz, czasem mnie mylono z kotką i… — nie dokończyłem, zacinając się. Na szczęście, kotka w tym samym czasie się odezwała.
— Oh, czy to zawsze sprawiało, że czułeś się nieswój? — zagadnęła, zrywając kolejne pąki kwiatowe.
Cisza.
Wbiłem wzrok w swoje łapy. Serce chyba nigdy nie waliło mi tak mocno.
Trzy punkty. Trzy punkty. Trzy punkty…
— W-wręcz przeciwnie… wiesz, zastanawiałem się, czy to tak nie powinno być...?
Zamilkłem. Nie, nie, nie, to zabrzmiałoby tak głupio!
Po dziesięciu uderzeniach serca znów mój cienki głosik.
— Czy to przypadkiem nie pasuje do mnie…?
Znów cisza.
Znów milczenie.
Starałem się patrzeć w ślepia rozmówczyni, jednak stres zżerał mnie zbyt bardzo, abym był w ogóle w stanie.
— Czy nie jestem może…
— Jesteś może? — zachęciła mnie delikatnie, kiedy moja frustracja rosła. Nie wiedziałem, od czego zacząć. “
Czy nie jestem może inny? Czy nie jestem może taki jak ty? Czy nie jestem zdrajcą...? Czy nie jestem parszywą wronią strawą? Czy nie jestem w tobie zakochany po uszy, ale nie umiem tego przyznać, bo za bardzo boję się stracić taką fantastyczną kotkę, jaką jesteś?“
— …kotką… — wyszeptałem w końcu ledwo słyszalnie. Ten szept zlał się z delikatnym powiewem wiatru, w taki stopniu, że byłem pewien, iż ona go nie usłyszała.
— Kotką? — zapytała się, aby się upewnić.
Moje niedoczekanie.
Albo i doczekanie?
Klan Gwiazdy wie co…
— Tak… M-mam nadzieję, że… Ż-że nadal chcesz, no… Że chcesz ze mną rozmawiać… I mnie znać… I… I w ogóle… I no…
Kolejny raz cisza. Ta głupia cisza. Cisza trwająca miliony lat i mgnienie oka na raz. Już myślałem, że wstanę i ucieknę, ale Ćmie Mżenie zabrała głos.
— Oh, rzeczywiście… Zawsze Czułeś… Czułaś? Się nieswojo, kiedy o tobie mówiłam jako o kocurze… przepraszam cię… — mówiąc to, wtuliła się w moje krótkie, acz miękkie futerko.
— Ja… nic się nie stało… — zamruczałe- nie… Zamruczałam? Chyba tak. Ale tak czy siak, była to moja odpowiedź na wtulenie się kotki
— Mam pytanie.
— T-tak...? — wyszeptałam, patrząc w pomarańczowe ślepia kotki, na której widok zawsze się cieszyłam, a moje serce trzepotało z radości.
— Czy mogę na ciebie nadal mówić Szept…?
Zamyśliłam się. Z jednej strony było to okej, jednak z drugiej… Wcześniej każdy tak do mnie mówił. Wcześniej z to znaczy nawet tego samego dnia, lecz rano, ale pomijając ten fakt… Czy jeśli chcę zacząć nowy rozdział w życiu, nie przydałoby się robić tego z czystą kartą?
— Myślę... Myślę, że lepiej będzie do mnie pasować “Hipnozka”... co o tym sądzisz?
— Oh... to piękne imię! Znaczy… Zdrobnienie… A-ale wiesz…
Z lekkim uśmiechem na pyszczku kiwnęłam do niej porozumiewawczo głową. Siedziałyśmy przez chwilę w ciszy. — Czym… czym była ta druga rzecz…? — przerwała ciszę lilijka.
Jeszcze nie zdążyłam pozbierać się po jednej, już miałam mówić o drugiej, a czekała mnie jeszcze trzecia… Oh, Klanie Gwiazdy, daj mi odwagę i siłę… Bez podniebnej pomocy chyba w życiu, a nawet i po życiu mi się nie uda.
— Oh…
— Wiesz, po tym, co udało ci się mi wyznać, na pewno dasz sobie radę!
W odpowiedzi wzięłam gwałtowny wdech.
— Wiesz… Bo ja… — zaczęłam, ale słowa znów uwięzły mi w gardle.
Nawet nie wiedziałam który wątek poruszyć teraz. Miałam psuć tą (w moim odczuciu) niebiańską atmosferę takim czymś? Nie, to by było chyba najgłupsze na świecie…
— B-bo ja cię bardzo lubię… — kontynuowałam, niepewna swoich własnych słów.
A co jeśli tylko mi się wydawało?
Co, jeśli ona nie czuła tego samego?
Co, jeśli to był największy błąd mojego życia?...
— Ja też cię lubię! — odparła szylkretowa wojowniczka, oczywiście ciepło się uśmiechając.
— A-ale… Tak… Tak bardziej… Wiesz jakby… uhh…
Spojrzałam na kotkę jakby w nadziei, że zrozumie, co mam na myśli, ale ta zamiast tego wpatrywała się wprost we mnie, czekając na moją końcową odpowiedź.
— Silne… Silne Emocje? Takie pozytywne emocje… Ba-bardzo… Wiesz…
“
Ugh, czemu to jest takie ciężkie!“
— … Miłość…? — spytała niepewnie wojowniczka.
Świat zawirował mi przed oczami. Spojrzałam na kocicę z nieopisywalnym szczęściem, jednak nie mogąc pisnąć ani pół słówka. Grało we mnie tyle emocji na raz! Po chwili jednak się zlękłam. A co jeśli ona… Ona… Ona nie czuje tego samego? Już miałam się załamywać, kiedy Ciemka uratowała sytuację, odzywając się.
— Oh… ja... Ja chyba też to czuję… znaczy… — przerwała i wzięła oddech. — Też cię kocham. Miałam na myśli, że chyba już wcześniej to czułam, ale po prostu to ignorowałam… Jeśli ma to sens…
— Oczywiście, że ma! — pisnęłam, mając ochotę skakać z radości pierwszy raz w życiu. Dosłownie ledwo siedziałam w miejscu, czując, jak robi mi się gorąco jak jeszcze nigdy dotąd.
— Chcesz wpleść te fiołki? — spytała nagle, a ja spróbowałam powrócić na ziemię.
— …Tak — szepnęłam, pozwalając sobie na głębokie mruczenie, kiedy moja partnerka liznęła mnie po uchu.
W końcu… Teraz chyba mogłam sobie na to pozwolić… Nie?...
— J-ja… Nie mogę w to uwierzyć!… To wydawało się takie…
— Nierealne? Surrealistyczne? Niemożliwe? — Mżawka próbowała zgadywać.
— Tak! Oh, jak Ty mnie rozumiesz, Ciemko… Czasami mam wrażenie, że nawet Nenufarowy Kielich nie rozumie mnie w takim stopniu, jak Ty…
< Ciemko? Możesz oficjalnie mnie podrywać i zabierać na randki! ⁽⁽ଘ( ˊᵕˋ )ଓ⁾⁾ >