tw: śmierć
Słowa Mrocznej Wizji nadal rozbrzmiewały w jej głowie. Zaczęło się niewinnie; propozycja spaceru od kruczofutrej starszej, luźna rozmowa… Gałęzie drzew szumiące na wietrze Pory Nowych Liści, wilgotny zapach lasu w jej nozdrzach… Pomrok z początku była tym wszystkim nieco zdziwiona, może wręcz podejrzliwa – jednak kocica to była mistrzyni, może miała dla niej jakąś sprawę? Parę porad czy sztuczek, z których mogłaby korzystać, rozmawiając z resztą Klanu Wilka?
Samo przemianowanie jej na mistrza, wraz z Ognikową Słotą i Kocimiętkowym Wirem było czymś, co nadal zdawało się jej czasami być czymś niemożliwym. Czuła się zaszczycona tym, że matka w pewnym sensie powierzyła jej dobrostan klanu, ale… Równocześnie posiadanie takiej kontroli nad innymi było straszne.
Można się więc spodziewać, że gdy tematy rozmów ze starszą spłynęły nurtem przypominającym mniej popołudniowe pogaduszki, a bardziej… Początki jakiegoś spisku, oraz padły słowa takie jak "Mroczna Puszcza" czy "kult", to jej oczy zamieniły się w dwa wielkie spodki, a usta rozdziawiły się z niedowierzaniem. Równie szybko opamiętała się i zamknęła pyszczek, aby nie sprawiać wrażenia dziecinnej, ale w jej ślipiach nadal odbijało się oszołomienie.
Wtedy po jej ciele, prócz zaskoczenia, rozpływała się ekscytacja i duma z samej siebie, jednak… Teraz, leżąc z głową opartą o posłanie w legowisku wojowników, jej żołądek wykręcał się z nerwów. Czekanie na znak Mrocznej Wizji, aby opuściła obóz, było czymś nie do zniesienia. Starsza po krótce wyjaśniła jej, na czym polegać będzie jej test, ale wiedza o tym, że zdana będzie sama na siebie, nie była żadnym pocieszeniem. Ponownie zaczynała czuć tę samą paranoję, jak wtedy, gdy Zalotna Krasopanii, teraz Zalotna Gwiazda, zleciła jej i Słocie… Pozbycie się Kwitnącego Kalafioru. Czy to również było swego rodzaju przedwczesną próbą? Czy jej siostra również otrzymała swoje miejsce wśród mistycznego kręgu kultystów?
Najchętniej wyczytałaby odpowiedzi na wszystkie swoje pytania prosto z pyska kotki i znalazła w jej towarzystwie odrobinę otuchy, ale na jej nieszczęście rudaska musiała zaszyć się gdzieś w towarzystwie Kocimiętkowego Wiru. Podczas, gdy one zapewne rozmawiają o czymś ważnym, dzielą się językami czy romansują w najlepsze (była przekonana, że pomiędzy mistrzyniami musi się coś kleić. Może nie dałaby sobie łapy uciąć, że niedługo ogłoszą klanowi szczęśliwy związek, jednak nie było opcji, że ze sobą nie kręcą!), ona umierała ze stresu we własnym posłaniu.
Nie była pewna, ile czasu minęło podczas jej pogrążania się w żałobie nad swoim przyszłym losem, ale Mroczna Wizja w końcu przywołała ją do siebie ruchem ogona. Podniosła się z posłania. Jej wnętrzności zrobiły jeszcze gorszego fikołka, niż wcześniej, jednak z całych sił nie dała po sobie tego poznać i dołączyła do starszej.
— Dobry wieczór — przywitała grzecznie kocicę, pomimo tego, że zważając na ich niedawną rozmowę, pewnie wcale nie było to konieczne. Starsza nie tyle co budziła w niej respekt, co nawet lekki strach. Może to przez jej zdecydowany ton głosu, czy charakterystyczną iskrę w jej oczach?
Mroczna Wizja odpowiedziała jej jedynie skinieniem głową; zgrabnym jak na jej wiek ruchem odwróciła się w kierunku wyjścia z obozu. Noc była chłodna. Początkowo przystosowała się do tempa narzuconego przez starszą, jednak ta prędko zasygnalizowała jej, aby wysunęła się na prowadzenie. Przełknęła ślinę. To wszystko miało się teraz stać prawdziwe.
Łapy zaprowadziły ją na obrzeża terenów Klanu Wilka. Tam, gdzie zapachy jej współklanowiczów nie mieszały się ze smrodem reszty klanów, unosił się charakterystyczny zapach samotników; bezprawia i szemranych osobowości. Jednak, czy Wilczacy naprawdę byli pod tym względem o wiele lepsi? Chyba nie powinna się nad tym rozwodzić.
Światło księżyca subtelnie padało na jej ścieżkę, rozproszone przez gęste, szare chmury. Te zakrywały również jakiekolwiek gwiazdy, które normalnie zobaczyłaby na nocnym niebie. Przymrużyła lekko ślipia, zwracając wzrok ponownie na otoczenie. Czy teraz również to będzie jej rolą? Przysłanianie innym kotom tak powszechnej wśród nich wiary w Klan Gwiazd, aby zwrócili się w kierunku jedynego dobra, którym miało być Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd? Tak, jak kiedyś robiła to Zalotka wobec nich, lub Słota teraz dla dobra kociąt, które odwiedzała w żłobku?
Delikatnie stawiała łapy, aby leśna ściółka nie szeleściła w rytm jej kroków; wręcz instynktownie zaczęła poruszać się pod wiatr, aby mieć lepsze szanse na wytropienie… Ofiary. Jej gardło zacisnęło się, jednak parła do przodu. Pomimo osobliwości przyznanego jej zadania, jak i strachu z nim związanego, nie chciała zawieść kogokolwiek, kto będzie na nią czekał, gdyby wróciła z pustymi łapami. Zażenowanie, które by wtedy czuła, było silniejsze od obrzydzenia przed czynem, którego miała dokonać.
Ruch pomiędzy drzewami przykuł jej uwagę. Zwolniła, z szeroko otwartymi oczyma obserwując wijący się w ciemności srebrzysty ogon i wystający z pomiędzy krzewów łaciaty pysk. Zatrzymała się w miejscu, wciskając pazury w ziemię. Czy to już teraz? Co ma zrobić? Odwróciła się, chcąc spojrzeć na Mroczną Wizję przez ramię, jednak… Kocicy już tam nie było.
Serce podskoczyło jej do gardła. No tak. Miała poradzić sobie sama.
Ponownie zwróciła spojrzenie na samotniczkę. Kocica, jak wnioskowała po zapachu, nie wyglądała na starszą od niej; jej patykowatą sylwetkę okalało postrzępione, niebieskie futro. Nieznajoma podnosiła się z ziemi, rezygnując z przybierania pozycji łowieckiej. Czyżby los nie sprzyjał jej w znalezieniu kolacji? W głowie Pomroku w przeciągu paru uderzeń serca pojawił się zarys planu. Wystawiła łapę do przodu, chcąc celowo nadepnąć na jakąś gałązkę i dać kotce znać o swojej obecności, jednak w ostatniej chwili powstrzymała się. W oczach Mrocznej Wizji, która, jak podejrzewała, obserwowała ją z ukrycia, wyglądało by to zapewne, jak gdyby był to nieszczęśliwy przypadek. Uniosła głowę, wpatrując się w gałąź zwisającą nad głową samotniczki. Bingo.
W paru bezszelestnych susach dopadła do wypatrzonego drzewa, wbijając pazury w korę. Przy odrobinie szczęścia nieznajoma pomyli ją ze wspinającą się do dziupli wiewiórką. Tak jak przewidywała, łeb niebieskiej odwrócił się w jej kierunku, jednak jej oczy błądziły po całej okolicy, mijając jej sylwetkę, zaszytą w cieniu gałęzi. Gdy tylko ta powróciła do tropienia, Pomrok ostrożnie usadowiła się na wybranym wcześniej pniu i zwiesiła głowę w dół, opierając policzek o korę.
— Trudno o łatwą zwierzynę, będąc tak głośnym.
Z gardła samotniczki wyrwał się krzyk. Futro na jej grzbiecie stanęło dęba, a rozbiegany wzrok w końcu padł na pysk Nadciągającego Pomroku.
— Swoim stąpaniem wystraszyłaś już pewnie wszystkie myszy w okolicy — kontynuowała niewzruszona. A przynajmniej na tyle niewzruszona, na ile pozwalało jej walące w piersi serce. — Zaszyły się w swoich norkach i boją się wyściubić z nich nosa. W przeciwieństwie do niektórych.
Zgrabnym ruchem podniosła się z gałęzi i zeskoczyła na ziemię, aby stanąć tuż przed kocicą. Skoki w dół były o wiele łatwiejsze, niż te w górę… Nieważne. Niebieska cofnęła się o parę kroków, obnażając zęby.
— Zostaw mnie w spokoju!
— Nie radziłabym ci witać tak swojego wybawcy — miauknęła mistrzyni, okrążając nieznajomą. Odwróciła uwagę od drżących nut swojego głosu, ukazując lśniące w półmroku pazury. — Jesteś na moich ternach. Nie opłaca ci się to.
Z pyska niebieskofutrej wyrwał się nerwowy chichot.
— Wybawca?
Pomrok przechyliła głowę w bok i uniosła kąciki pyszczka.
— Mhm.
— Nie potrzebuję pomocy — odparła samotniczka, kładąc po sobie uszy. Mimo tych słów, w jej złotawych ślipiach błysnęło niezdecydowanie. — Złapię coś do zjedzenia i nie będę zawracać ci głowy.
— Obawiam się, że nie masz w tej sytuacji zbyt wiele do powiedzenia.
Im dalej w las, tym łatwiej. Słowa wylewały się jej z pyska tak naturalnie, jak gdyby wszystkie kwestie były już wcześniej wyćwiczone. Jej łapy nie drżały już nerwowo, a zimne powietrze ułatwiało wzięcie głębokiego wdechu – jedyną oznaką nerwów była poruszająca się rytmicznie końcówka jej ogona… Co mogło również być wzięte za poirytowanie samą osobą napotkanej samotniczki.
— Nie mogę pozwolić ci włóczyć się po naszych terenach, z nadzorem czy bez — miauknęła, wzruszając ramionami. — Nie mogę cię również puścić luzem, bo wrócisz tu, gdy tylko zniknę ci z oczu.
Zbliżyła się do samotniczki, muskając jej ucho ruchem ogona.
— Albo pójdziesz ze mną — kontynuowała, unosząc łapę i gestykulując w kierunku, który wskazała jej Mroczna Wizja — albo to ja zadecyduję o twoim losie…
Wyszczerzyła zęby w sztucznym uśmiechu. Niebieska kocica zasyczała, chyląc się ku ziemi, i w zaledwie jedno uderzenie serca jej pazury spotkały się z ciemnym policzkiem Pomroku.
Mistrzyni zawarczała, z zaskoczeniem odchylając głowę do tyłu. Przebrzydłe ścierwo! Z pyskiem wykrzywionym w grymasie odepchnęła od siebie nieznajomą, szybkim ruchem łap przygniatając ją do ziemi. Jej zęby prędko zatopiły się w skórę na karku kocicy.
— Jeszcze jeden taki ruch, a twoje wnętrzności znajdą się na zewnątrz — wysyczała, szarpiąc ciałem samotniczki — a futro w środku. Rozumiemy się?
↝❇⌑❂⌑❇↜
Niebieskofutra z szeroko otwartymi oczyma rozejrzała się po zebranych. Jednak, gdy tylko uchyliła wargi, aby wypytywać, o co im wszystkim chodzi, łapy Pomroku odepchnęły ją w stronę gruntu. Pysk samotniczki zarył o wilgotną ziemię.
Spojrzenie mistrzyni na parę uderzeń serca padło na sylwetkę siostry. Usta Słoty zdawały się wygięte być w szczerym uśmiechu. Już nie mogła się wycofać. Zignorowała wzrok całej grupy, wbity w jej kark, i pochyliła się nad swoją ofiarą. Złote oczy samotniczki wpatrywały się w nią z przerażeniem. Jedna z łap Pomroku spoczęła na jej klatce piersiowej, niezdecydowana, zanim otrząsnęła się mentalnie i w przeciągu zaledwie uderzenia serca zacisnęła szczęki na miękkim gardle kocicy.
Tuż obok jej uszu rozległa się cała harmonia charczenia i bulgoczącej w krtani krwi. Ostre, kruche pazury wbiły się w jej barki. Zacisnęła ślipia, szarpiąc mocniej, aż ciało kocicy przestało się pod nią wić. Ostatni, płytki oddech uciekł z jej płuc.
Powoli uniosła głowę, ukazując pysk splamiony cudzą krwią. Odruchowo oblizała wargi, spoglądając to na Mroczną Wizję, to na Zalotną Gwiazdę. Sylwetka matki promieniała dumą. Kapłanka kultu wysunęła się na przód, spoglądając na Pomrok z góry. Następne jej słowa były krótką, zwięzłą pochwałą jej umiejętności i dotychczasowych osiągnięć. Nie był to jednak koniec.
— Ja, Mroczna Wizja, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowa przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji?
Przełknęła ślinę.
— Tak.
— Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu.
Pysk kruczofutrej pochylił się nad głową Pomroku; jej zęby zacisnęły się na jej lewym uchu, szarpiąc i odrywając jego płat. Wzięła gwałtowny oddech, a po jej skroni spłynęła kolejna strużka szkarłatu.
— Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmujemy cię oficjalnie jako pełnoprawnego członka naszej grupy — kontynuowała starsza. — Wierzymy, że będziesz wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli.
Po jej karku przeszedł dreszcz; nie była pewna, czy był on oznaką ekscytacji, czy strachu. Łapa Mrocznej Wizji musnęła rozszarpane gardło samotniczki, która jeszcze parę chwili temu stała pomiędzy nimi, żywa i przerażona, i zamoczyła swoją opuszkę w spływającej po ciele krwi. Ta sama łapa została uniesiona do góry, kreśląc lepki znak na czole Nadciągającego Pomroku, tym samym oficjalnie czyniąc ją członkinią kultu Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd.