W momencie, gdy oglądała sobie wędrującą mrówkę między jej łapami, kotkę zastał jakiś młody, wychudzony kocur o nie najbardziej satysfakcjonującym dla oka wyglądzie. Skrzywiła się lekko w pierwszym momencie, gdy go zauważyła, lecz niemal natychmiast poprawiła swój wyraz pyska.
Młodzik wyglądał na wielce zdziwionego, jakby spodziewał się zobaczyć niedźwiedzicę na jej miejscu.
— To TY jesteś tą samotniczką?! Wyglądasz jak najładniejszy kwiatek z lasu! Nie powinnaś być bardziej przerażająca? No wiesz, wielgachne blizny, powyrywana sierść? — zapytał zszokowany. Kasjopeja zmieszała się lekko, nie wiedząc za bardzo, co ma na to odpowiedzieć. Po niedługim namyśle odezwała się:
— Nie wiem, czy powinnam być groźna. Wtedy bym została załatwiona już na granicy i byś mnie tu nie widział — rzekła, dziwnie spokojnym tonem, który niejednego energicznego kota mógł przyprawić o dreszcze nudy. Z pozycji chlebka ułożyła się w pozycji leżącej z nogami wyciągniętymi na bok. — Jeśli chodzi o blizny, mam jedną na pysku. Zadowala cię to czy niezbyt? — zapytała już półżartobliwym tonem, lustrując wychudzonego kocurka od łap po koniuszki uszu. Wewnętrznie poczuła obrzydzenie, lecz jej wyraz pyska niewiele się zmienił.
Bury kocur przyjrzał się dokładniej twarzy kotki. Wydał z siebie krótkie "uuu", a następnie przeniósł wzrok na oczy kotki.
— No, już lepiej! — miauknął. — Gdybyś była groźniejsza, to nikt by ci nie podpadał. A zobacz, ja się nie boję ani ociupinkę.
Przerwał na chwilę, żeby się podrapać. Nieco skóry wraz z sierścią poleciało w przestworza, kiedy jego pazury muskały bok.
— Cieszy mnie to, że się nie boisz ani ociupinkę. Nie jest to moim celem by inni się mnie bali — jej wąsy zadrżały lekko z rozbawienia. Z tym kocurem może faktycznie nie będzie musiała się nudzić.
— Ale dyplomatycznie — odparł i rozejrzał się wokoło, po czym znów skupił uwagę na kotce. — Słyszałem, że masz tu siedzieć, dopóki Zalotna Gwiazda namyśli się czy chce cię w klanie. Jak myślisz, długo to zajmie? Czego ty w ogóle tutaj szukasz? — zaczął gadać dalej. — Ja na przykład nie widzę tutaj nic ciekawego. Niby są jakieś koty, z których można sobie pożartować, ale raczej większość ma gałąź pod ogonem. Strasznie dzisiaj gorąco, nie? Masakra. Żyć się nie da. I co w tym fajnego? Umieram.
Zamrugała dwa razy i zastanowiła, na co ma odpowiedzieć najpierw.
— Nie tylko dziś jest gorąco — tylko skwitowała krótko. Nie miała potrzeby się rozgadywać, skoro ten kocur tu jest. Poprawiła swoje futro na szyi. — Nie jestem pewna, jak długo będę tu tkwić, ale mam nadzieję, że jak najkrócej. Czuje się aktualnie trochę jak kłoda pod łapami, bo nie robię żadnego pożytku — odparła na część wypowiedzi o namyśle Zalotnej Gwiazdy. — Uwierz mi jednak, że takie samotne włóczenie się też nie jest fajne. Przynajmniej dla mnie, bo się wychowałam przy innych kotach. Wolę już towarzystwo i mieć jakiś sens niż się kręcić tu i tam bez konkretnego celu — powiedziała z przymrużonymi oczami, wspominając swoją rodzinę.
— Ja mam dwóch braci. I oni są najlepszymi, najfajniejszymi i najprzystojniejszymi kocurami w całym lesie. Jeśli miałbym zostać włóczęgą to tylko z nimi razem. Sam bym pewnie zginął prędko — podrapał się po brodzie. — Jak chcesz się na coś przydać, to możesz mnie wyręczyć w moich obowiązkach. Bardzo chętnie dam Ci mech do czyszczenia. Bruh, Ci uczniowie to flejtujchy.
Powiedział, po czym splunął na ziemię, wciągniętym wcześniej gilem.
— Dobrze jest mieć tak bliskie koty — zamruczała z uśmiechem. Aż przypomniał jej się brat - Cefeusz. Uwielbiała się z nim siłować, a przez jej przewagę wzrostu nad niskim bratem szybko udawało jej się go obalić. To on również był odpowiedzialny za jej bliznę na pysku i kilka innych, mniejszych ran, które po jakimś czasie zniknęły. Ah, dobre stare czasy. Aż zmrużyła oczy z nostalgią. — Jeśli mam być szczera, nawet sprzątanie legowisk by mi się spodobało bardziej od takiej bezczynności — pręguska zwinęła przednie łapy pod siebie, by uniknąć splunięć kocura i jego nie tak dziwnie odlatujących ubytków z jego pokrywy cielesnej.
Uczeń skrzywił swój pysk i zastanowił się dosyć długo. Usiadł i obejrzał kotkę od stóp do głów oceniająco. Kasjopeja zastrzygła uszami i przekręciła lekko łeb.
— Ja z moimi braćmi jesteśmy jak jedność — oznajmił z dumą. — Jak będziesz dobrym więźniem, to Zalotna Gwiazda uczyni z ciebie ucznia. I wtedy będziesz sprzątać mech! Ja mam nadzieję do tej pory wkręcić się do medyków... mam po dziurki w nosie tego morderczego treningu.
Uśmiechnęła się i zastanowiła krótko. Idea sprzątania mchu jest może i nudna sama w sobie, ale cieszyłaby się, gdyby był z niej w ten sposób jakikolwiek pożytek.
— Wierzę, że uda ci się osiągnąć to wkręcenie się do medyków — przyznała z charakterystycznym dla niej spokojnym entuzjazmem, a jej wąsy zadrżały ponownie. Mimo częściowego obrzydzenia kocurkiem przyjemnie się jej z nim rozmawiało. Oby więcej było tu takich kotów. Wtedy przypomniała sobie, że nie zna żadnych konkretów na temat klanu.
— Powiedz mi dokładnie, jak działa klan? Jedyne co wywnioskowałam to to, że jest przywódca, wojownicy i ich uczniowie — zastanowiła się krótko.
— Ja z moimi braćmi jesteśmy jak jedność — oznajmił z dumą. — Jak będziesz dobrym więźniem, to Zalotna Gwiazda uczyni z ciebie ucznia. I wtedy będziesz sprzątać mech! Ja mam nadzieję do tej pory wkręcić się do medyków... mam po dziurki w nosie tego morderczego treningu.
Uśmiechnęła się i zastanowiła krótko. Idea sprzątania mchu jest może i nudna sama w sobie, ale cieszyłaby się, gdyby był z niej w ten sposób jakikolwiek pożytek.
— Wierzę, że uda ci się osiągnąć to wkręcenie się do medyków — przyznała z charakterystycznym dla niej spokojnym entuzjazmem, a jej wąsy zadrżały ponownie. Mimo częściowego obrzydzenia kocurkiem przyjemnie się jej z nim rozmawiało. Oby więcej było tu takich kotów. Wtedy przypomniała sobie, że nie zna żadnych konkretów na temat klanu.
— Powiedz mi dokładnie, jak działa klan? Jedyne co wywnioskowałam to to, że jest przywódca, wojownicy i ich uczniowie — zastanowiła się krótko.
<Opowiedz mi Chudzielcu tyle, ile mi potrzeba.>
