BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy i Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 24 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

05 maja 2026

Od Słodkiej Łapy Do Ulewnego Szkwału

Dzień po odzyskaniu rangi
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆

Uczennica podeszła do młodszego kocura cała w skowronkach oraz szerokim uśmiechem. Raczej w Klanie Nocy nie było teraz kota, który byłby zdziwiony jej "nagłą" zmianą zachowania. W końcu było się z czego cieszyć! Można było odnieść wrażenie, że ruda świergotała wraz z porannymi ptaszkami. Zanim zdążyła odezwać się pierwsza, młodszy kocur powiedział:
— Gotowa na pierwszy trening od niepamiętnych czasów?
— Dzień dobry, Ulewny Szkwiale! Oczywiście, że tak, zwarta i gotowa! Chociaż z tym "od niepamiętnych czasów" to chyba lekko przesadziłeś, aż taka stara nie jestem! Chyba... Aaale tak czy siak. Zgaduję, że zaczniemy od nauki pływania bądź łowienia ryb. Mogę Ci powiedzieć, że coś już wiem na pewno! Zaczęłam naukę tych umiejętności razem ze Świteziankowym Jeziorem. Tak swoją drogą, bardzo podoba mi się twoje imię! Brzmi bardzo ładnie!
— Dziękuję, Mandarynkowa Gwiazda ma gust co do imion wojowniczych. Czuję, że te najbardziej mnie opisują. Co do tego, co będziemy robić, to na spokojnie zrobimy dwie rzeczy na raz! W jednej rzece prawie wszystko można zrobić! — Poprawił swoje futerko, zwłaszcza na głowie.
— To może chodźmy już spacerkiem? Mógłbym tak długo gadać! Tylko cały dzień by minął zanim byśmy skończyli.
— Dobry pomysł… No, tak więc chodźmy! Kto pierwszy przy rzece, ten wygrywa?
Na moim pyszczku pojawił się uśmieszek, a kiedy Szkwiał pokiwał głową, szybciutko poprawiłam grzywkę.
— Kto ostatni przy rzece, ten nieżywa ryba!!! — pisnęłam, puszczając się w bieg.
Nawet nie zauważyłam, kiedy przebiegłam z moim mentorem całą drogę łapa w łapę. Kiedy miejsce docelowe było widoczne, stwierdziłam, że to idealny moment na wykorzystanie przewagi tego, że byłam mniej zmiękczona od kocurka. W pewnym momencie więc wystrzeliłam jak z procy, w niecałe dziesięć uderzeń serca, dostając się tam, gdzie chciałam. Odwróciłam pyszczek do wojownika, odgarniając grzywkę z szerokim uśmiechem na pyszczku.

<Ulewny? Wygrałam! >:3>
[295 słów, trening wojownika]

Od Cisowego Tchnienia Do Iskrzącej Nadziei

Miała dzisiaj bardzo dobry nastrój. Obudziła się rano wyspana, nie musiała dużo męczyć się z chorymi. Poszła tylko do Bladego Lica i po powrocie zajęła się sortowaniem ziół, które Chudy Grzbiet przyniósł z lasu. Kocur w tym czasie sprzątał legowisko medyka z wszelkich drobiazgów, o które możnaby się potknąć, lub które w inny sposób mogłyby zakłócić ich pracę. Roztargniony Koperek w tym czasie przebywało w żłobku, wykonując rutynową kontrolę zdrowia przebywających tam kociaków i Wrotyczowej Szramy. Poprawiła gałązkę cisu za uchem i pióra w sierści i rozpoczęła przeglądanie stert. Na początku sprawdzała, czy medykamenty są w odpowiednim stanie do przechowywania i ewentualnego użycia. Powstały więc kategorie: odpowiednie, zniszczone (czyli zgniecione lub porwane) i “do wysuszenia”. Dwie ostatnie położyła poza magazynkiem, żeby Chudy Grzbiet mógł się nimi zająć. Potem patrzyła po kolei na każde zioło, określając jego gatunek i odkładając je w odpowiednie miejsce w magazynku. Oczywiście, każdy rodzaj ziół w składziku był uporządkowany według użycia i od najlepszego do najniebezpieczniejszego. Liście dębu, jastrzębiec, łopian, mech, mniszek lekarski… Kiedy wreszcie skończyła, wciągnęła do płuc kojący zapach ziół. Wypuściła powoli powietrze i westchnęła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że jest głodna.
– Cisowe Tchnienie, ktoś do ciebie ze zwierzyną. – Usłyszała Chudy Grzbiet. Zastrzygła uszami z zaintrygowaniem. Ktoś do niej? Zazwyczaj wojownicy przynosili zwierzynę ogólnie dla medyków, nie dla jednego konkretnego. A nawet jeśli już, to kto miałby coś dla niej przynieść? Blade Lico? Nie… on nie wpraszał się do legowiska medyków bez potrzeby. Chociaż… Wysunęła się ze składziku i mina od razu jej zrzedła. Teraz nie była czysto kamienna. Kąciki warg ewidentnie się opuściły, tak samo zresztą, jak brwi. Stała tam Iskrząca Nadzieja z wiewiórką w pysku. Czego ona chciała właśnie od niej?!

<Iskra?>

Od Słodkiej Łapy Do Złocistego Widlika

Kilka dni po zdegradowaniu z roli
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆

Na początku zmiana roli wydawała mi się osłupiająca. Bałam się konfrontacji z kimkolwiek z rodu królewskiego, a wizja przebywania ze Złocistym Widlikiem w jednym pomieszczeniu wydawała się torturą na każdy możliwy sposób, a do tego bałam się o resztę swojej rodziny. Cóż. Na początku nie miałam nic do książek osobowości, jednak z każdym kolejnym przytykiem w stronę mojej nowej znajomej z legowiska (Fląderki), siostry lub kogokolwiek z mojej rodziny, po prostu krew się we mnie gotowała. Mimo to, zanim oceniałam kota po krwistym lotosie na pyszczku, a raczej na czole, lub braku owego znaku, starałam się go jakoś poznać. Weźmy na przykład taką Gąbczastą Perłę. Przez jakiś czas moje nastawienie do niej było pozytywne, można by rzeci neutralne. Tylko… No właśnie, przez jakiś czas. Ponieważ, jak się okazało, medyczka rozsiewała dezinformacje o niemal każdym Nocniaku, chociażby o Szepczącej Hipnozie, jako domniemanym “mewim szpiegu”. Nie ufałam jej. Zresztą jej była mentorka wcale nie wydawała się kotką lepszą od niej. Zawsze patrzyła na koty oceniająco i w moim odczuciu psioczyła na cały świat. Bywało też tak, że rodo koty były (przynajmniej w mojej opinii) neutralne lub pozytywne! Dajmy na to Algową Strugę. Bardzo ją lubiłam i miałam nadzieję, że w Klanie zawita więcej kotów takich jak ona (przy okazji fajnie by było, gdyby były z rodu). Dla niektórych to mogłoby być zaskoczeniem, ale w moim top 1 znienawidzonych Nocniaków nie stał nikt z książąt ani księżniczek, ponieważ to miejsce zajmował wcześniej wspomniany Złocisty Widlik. W mojej skromnej opinii ostatnią rzeczą, której piastunowi brakowało, było odznaczenie Lotosem. Pytanie brzmi jednak czym kocur zasłużył sobie na moją złość znak zapytania A no chociażby wciskaniem totalnych bzdur młodym kociętom wykrzyknik Nie zliczę ile razy miałam ochotę krzyczeć, kiedy ten palant o mózgu lisiego wina z mrocznej puszczy razem wziętego uczył (dotąd) niewinnych małych kruszynek czystego hejtu! Tych jego parszywych fuknięć, krzywych spojrzeń oraz krótkich i kąśliwych komentarzy w stronę czekotów. Jakby serio, co one wam na najświętszy Klan Gwiazdy zrobiły?! Oczywiście, chciałam zostać piastunką i każdy, kto zna mnie choć trochę bliżej, nie dziwił się temu. Bardzo lubiłam spędzać czas z maleństwami, a wizja zostania w żłobku na stałe sprawiała, że mój dzień od razu wydawał się lepszy. To znaczy, dopóki nie uświadomiłam sobie tego, że wtedy siedziałabym niemal cały czas razem z NIM w jednym pomieszczeniu, słuchając tego wszystkiego po wieki wieków!!!
Cóż, chyba powinnam na przyszłość precyzować, z jaką rangą chciałabym znajdować się w danym miejscu, ponieważ teraz utkwiłam w żłobku, lecz nie jako piastunka czy uczennica piastuna, a raczej jako odrzutek, kociak, czy jakkolwiek to się tam nazywało.
Właśnie wymieniałam mech w podaniach na świeży, kiedy kątem oka dostrzegłam kocura, który z góry patrzył na moją siostrzyczkę. Próbowałam to zignorować, jednak kiedy ukradkiem przeniosłam spojrzenie swoich zielonych ślepi na szylkretke spostrzegłam, że ta wyraźnie to widzi i miałam wrażenie, że jest jej przrz to ogromnie przykro. Ze zdenerwowaniem fuknęłam pod nosem, strzepując swoją puchatą kitę. Po uderzeniu serca odwróciłam się do piastuna z mordem w oczach i śmiertelnym tonem syknęłam w jego stronę.
— Mógłbyś przestać się tak gapić na moją siostrę? Nigdy normalnego kota nie widziałeś, czy co?

< Widlik? >
[525 słów, trening wojownika]

Od Korowego Szeptu CD. Kamiennego Pióra

Dawniej

Po wyznaniu… Zmieniło się wszystko. Kora jeszcze częściej spędzała czas z Kamyczkiem i nie tylko będąc obok, a też wtulając się w niego, czy skradając krótkie pocałunki. Jeśli miała być szczera, to była naprawdę szczęśliwa, a kocur sprawiał, że z tej dostojnej i poważnej wojowniczki znów robił się wiecznie uśmiechnięty uczeń z głową w chmurach.
Tak naprawdę, dopóki nie byli rozdzieleni przez patrolę Kora i Kamyczek spędzali czas razem. Kora i tak nie miała nic lepszego do roboty, bo nadal nie rozmawiała z wieloma innymi kotami. Zresztą, nadal nie chciała, tym bardziej, teraz gdy Kamyczek zawsze był przy niej.

* * *

— Zjemy? — zapytał pewnego razu kocur, kładąc się obok niej.
— Tak. Bardzo chętnie. Dzięki.
Razem zjedli wiewiórkę, nadal leżąc obok siebie. Korze to wystarczało, nie musieli nigdzie biegać, ani nawet o niczym gadać. Jednak Kamyczek lubił mówić, tym bardziej do niej. Nie przeszkadzało to Korze, wręcz przeciwnie, lubiła go słuchać i tym samym dowiadywać się, co dzieje się w klanie, bo sama troszkę nie śledziła bieżących spraw.
— Ciekawe, co będzie dalej z tą pieszczoszką — mruknął czekoladowy cichym głosem. — Myślisz, że zostanie wojowniczką? Pewnie nie umie walczyć ani polować, więc zakładam, że dostanie jakiegoś mentora. O ile w ogóle zostanie w naszym klanie.
Kotka spojrzała na niego i dopiero po chwili połączyła, o kogo chodzi. Zastanowiła się chwilę nad pytaniem. Cóż, ich klan był dość… Specyficzny. Zależało im na najsilniejszych wojownikach, a pieszczochy znane były z leniwego, wygodnego życia. Kotka jednak była młoda i wciąż miała szansę się nauczyć wielu rzeczy.
— Myślę, że jeśli się postara, to da radę — stwierdziła Kora po chwili. — Wiesz, i ty, i ja… — zacięła się na moment i odwróciła wzrok.
Czasy uczniowskie już dawno były nieprawdą, ale kotka nie mogła zapomnieć, jak ciężko było jej się wpleść w czyjekolwiek łaski, począwszy od rówieśników, kończąc na starszych. Zawsze była mniejsza, słabsza, delikatniejsza. Nie pasowała tutaj i wszyscy dawali jej to odczuć. A blizna na policzku przypominała jej o tym jeszcze bardziej… Nie chciała, aby ktokolwiek inny też się tak czuł.
— Też byliśmy dość niezgrabni za dzieciaka. — Każde słowo wymawiała powoli, jakby sprawdzając, czy na pewno wybrzmiewa dobrze. — Może się zrazić, oczywiście. Ale chyba musimy pozwolić, aby to czas pokazał.

<Kamienne Pióro?>

Od Słodkiej Łapy Do Mandarynkowej Gwiazdy

Kiedy Słodka była jeszcze kilku księżycowym kidoskiem ^^
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆

Wielobarwne liście powoli opadały wraz z podmuchami jesiennego wiaterku, który przyjemnie mierzchwił moje rudawe futerko. Chociaż czy ja wiem, czy rude? Podobno te czarne piegi rozprzestrzenione po całym moim futerku oznaczały, że jestem szylkretką! Nie wiem, czy się z tego cieszyć czy nie, ale tak w sumie to… czy to ma jakieś większe znaczenie? Na razie chyba nie, więc chyba byłoby lepiej, żebym sobie tym nie zaprzątała głowy. Przynajmniej na razie. Aktualnie jeden z wcześniej wspomnianych kolorowych listków znajdował się w moim centrum uwagi. Był niczym cały mój świat. To znaczy, przynajmniej na ten moment, bo w moim przypadku to potrafiło się dość szybko zmienić. Owy liść, o którym mowa, był czerwono-pomarańczowy, miejscami lekko brązowy. Pytanie tylko, czy się ubrudził, czy taki powstał? Tego nie wiedziałam, aczkolwiek czy potrzebna mi była ta wiedza do pełni szczęścia w tym konkretnym momencie? Nie. Więc czy próbowałam się tego dowiedzieć? Też nie! Lekko potrząsnęłam swoją niewielką głową, aby zgarnąć grzywkę sprzed oczu. W tamtym momencie przypomniało mi się, jak Korzonek bardzo je chwaliła. Powiedziała mi, że były w odcieniu pięknych wiosennych listków. Ah, jak mi wtedy było miło! Wtedy odparłam, że mi podoba się jej trzykolorowe futerko. No i powiedzcie mi, czy wszystkie koty na caluśim świecie nie mogłyby tak żyć? Żadnych wojen, porównywania, nienawiści… Zamiast tego moglibyśmy wszyscy żyć w zgodzie i miłości, będąc dla siebie nawzajem życzliwymi! Czy pojęcie takiego czegoś było AŻ TAK trudne?... W tamtym momencie zupełnie zapomniałam o gonionym przez siebie liściu, zauważając niedaleko siebie liderkę naszego klanu, która właśnie kończyła spożywać swój najpewniej podwieczorek. Z uśmiechem na pyszczku radośnie pobiegłam w jej stronę, postanawiając spróbować wprowadzić moją myśl w realia. Na mojej liście kotów, które mogłyby spróbować, na pierwszym miejscu znajdowałam się ja.
W końcu najlepiej zawsze zacząć od siebie!
— Dzień Dobry, Mandarynkowa Gwiazdo! Mam nadzieję, że podwieczorek był smaczny!
Usiadłam naprzeciwko srebrnej, która wyglądała na nieco zdezorientowaną. Miałam jednak nadzieję, że mimo to kocica ze mną porozmawia.

< Mamdi? Odpowiedz dziecku z marzeniami… >
[328 słów, trening wojownika]

Od Słodkiej Łapy Do Fląderki

Dzień przed ogłoszeniem Mandi
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆

Ostatnie dni były dziwne. Mimo iż bardzo starałam się na treningach ze Świteziankowym Jeziorem czułam, jakby mianowanie mnie na wojowniczkę uciekało mi między pazurkami, wyciekając niczym woda. Cały czas było na wyciągnięcie łapy i pół wąsa dalej, patrząc na moje marne starania i śmiejąc się, że nie mogę sobie poradzić. Poza tym wszystko jakby mi nie wychodziło. Już od dawien dawna chciałam zaprzyjaźnić się z wieloma kotami, takimi jak Morszczynowa Łapa, Dryfująca Łapa czy Fląderka, na której poznaniu najbardziej mi zależało. Chciałam chociaż spróbować jakoś jej pomóc, w końcu nie miała za łatwo. Jej siostra — Centuria — zginęła, a ona sama robiła za pomagierkę zamiast prawowitej uczennicy, mimo iż była przecież niewiele młodsza ode mnie, Konwalii czy Korzonek. O Korzonek też z dnia na dzień coraz bardziej się niepokoiłam. Widziałam, jakie spojrzenia padały na nią od chociażby Mandarynkowej Gwiazdy, Błękitnej Laguny, czy w ogóle jakiegokolwiek rodowego kota. Poza tym, już od jakiegoś czasu widziałam, że ciągle się drapie. Sama co dopiero wyszłam od medyków, a pobyt tam nie był przyjemny. Czułam, jak ślepia medyczek wypalają mi dziurę w futrze, a ich szepty na temat Fląderki, Korzennej Łapy oraz jak się później okazało całej mojej rodziny, oraz Rezedowej Łapy. No normalnie krew kota zalewa. Starałam się jednak ich nie słuchać i przy okazji wpadłam na pomysł… Czemu samej się nie przekonać, jaka ta owa Fląderka jest? Przecież poznanie jej nic mi nie zaszkodzi, czyż nie? Tak więc jak pomyślałam, tak i zrobiłam, kierując się wprost do czekotki. Trochę zżerał mnie stres i było to widać, ale miałam nadzieję, że koteczka naprawdę okaże się nie taka, jaką ją piszą.
— Hejka! Uh… Jestem Słodka Łapa! Ty jesteś Fląderka, co nie? J-ja nie przyszłam żeby o Tobie gadać, czy cokolwiek takiego… Chciałabym… No wiesz… Poznać cię bez patrzenia na to inne głupie gadanie innych. Chciałabyś się, no… Zaprzyjaźnić? O-obiecuje, nie gryzę!
Uśmiechnęłam się nieco nerwowo, lecz serdecznie, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.

< Flądercia? Nie gryze, połykam w całości/jk >
[327 słów, trening wojownika]

Od Puchacza Do Rohan

Kolejny zwykły dzień. Owocniaki zajmowały się swoimi normalnymi obowiązkami takimi jak chodzenie na patrole czy wymiana posłań. Było spokojnie. Ale nie w żłobku. Puchacz właśnie dostał zakaz wychodzenia na dwór, bo było “za zimno” i “mógłby spróbować uciec z obozu”. To drugie było szczerą prawdą, ale nie zmieniało to faktu, że okropnie zirytowało to małego kocurka. Aktualnie próbował wymyślić plan ucieczki. Nie mógł po prostu wybiec przez wejście, bo stało tam dużo kotów. Oczywiście był pewny, że mógłby je z łatwością wyminąć, ale wolał zniknąć niepostrzeżenie niczym cień. Wtedy wpadł na genialny pomysł. Mógłby wspiąć się po gałązkach krzewu kaliny, robiącego za żłobek, uczepić się sufitu jak pająk, a potem przecisnąć się przez szczeliny między gałązkami i wejść na szczyt krzewu, żeby stamtąd czmychnąć. Od razu przystąpił do działania. Na początku spróbował złapać łapkami gałązki i po prostu zacząć się wspinać. Okazuje się jednak, że kończyny kota nie są na tyle chwytne, by objąć cokolwiek. Nie pomagał mu nawet ogon! Drugą strategią było wbiegnięcie na ścianę. Jak można się domyślić, to również nie wyszło.
— Puchaczu! Nic ci nie jest? — zapytał Topola, jakby nie przywykł do widoku syna wbiegającego w ściany. Czekoladowy tylko fuknął. Musiał zrezygnować z tego planu. Nie miał jak się wspiąć. Ale gdyby znalazł odpowiednio wysoki punkt… Mógłby pominąć wspinaczkę! Po prostu by skoczył i uczepił się sufitu! Tylko gdzie można taki punkt znaleźć? Siostra się nie nada… Topola zaraz zapyta go, co robi… Bingo! Mógł wejść na grzbiet aktualnie śpiącej karmicielki, która niedawno wprowadziła się do żłobka. Nie pamiętał, jak się nazywała. Jakoś dziwnie i podobnie do “robak”. Powoli podszedł do kotki i wspiął się na jej grzbiet. 
“Na pewno mnie nawet nie poczuje…” — pomyślał. Popatrzył na sufit w poszukiwaniu odpowiedniej gałązki do uczepienia się. Kiedy już taką znalazł, podeptał jeszcze trochę karmicielkę, próbując znaleźć dobry kąt do oddania skoku. Zanim się wybił, rozejrzał się jeszcze po kociarni, żeby zobaczyć, czy Topola na niego nie patrzył. Jego ojciec zajęty był Wroną, za to zobaczył niebieskie oczy wpatrujące się w niego o długość wąsa od jego pyska. Chyba się jednak obudziła…

<Rohan?>

Od Wzorzystej Dali CD. Niebiańskiej Poświaty

Wszystko miało pójść o wiele łatwiej. A naprawdę były tu teraz obie zestresowane i żadna nie wiedziała, co powiedzieć. Miała tak po prostu zapytać? Nie, nie mogła! Nie wiedziała jak. Słysząc pytanie, rzuciła jeszcze raz okiem w stronę bukietu.
– Właściwie to stokrotki… – Przełknęła ślinę. – … Dla ciebie – dokończyła, podnosząc wzrok. Kotka wydawała się zaskoczona i nawet postawiła krok w tył. 
“Proszę, nie mów mi, że wszystko spaprałam. Proszę, proszę, proszę, proszę…” – zacisnęła mocno oczy i zaczęła powtarzać w myślach. Po chwili usłyszała jednak kroki. Powoli rozszerzyła powieki i zobaczyła, że Niebo siedziała przed nią. Brązowooka wsunęła sobie pojedynczą stokrotkę za ucho, po chwili ponownie uciekając wzrokiem.
– Ładne – wyszeptała tylko.

* * *

Od tamtego dnia kotki były oficjalnymi partnerkami. Mimo że początki nie były najlepsze, jakoś udało im się to ogarnąć. Chodziły na spacery razem i dzieliły się posiłkami. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to dziwne uczucie u Wzorek. Nieważne, jak bardzo uważała, że Niebiańska Poświata jest ładna, nieważne, ile ze sobą rozmawiały, nieważne, że wszystko szło dobrze… Ona czuła, że coś jest nie tak. Nie z Niebo, z nią samą. Na papierze powinna być najszczęśliwszą kotką pod słońcem. Tyle że to nie było to, czego chciała. Srebrna po prostu do niej nie pasowała. Nie było między nimi tego czegoś. Cała ta relacja była trochę wymuszona, za szybka. Szylkretka starała się nie dopuszczać tej myśli do siebie. Zajmowała swoje myśli treningami z nową uczennicą. Ale czasem partnerka oferowała jej w tym pomoc… i wtedy musiała się zgodzić. Naprawdę nie chciała jej krzywdzić. Wiedziała, że Niebo była bardzo wrażliwa. Jeżeli ona rzeczywiście coś do niej czuła, byłaby zrozpaczona. To wszystko w połączeniu ze zmianą władzy wywierało na niej ogromną presję. W końcu nie wytrzymała. 
“Muszę to zrobić” – uświadomiła sobie. Ta myśl prawie wywołała u niej płacz z lęku przed tyloma błędami, które mogła popełnić. Jednak innego wyjścia nie było. Kiedy tego jednego dnia pręgowana tygrysio zaoferowała jej wspólny posiłek, Wzorek wiedziała, że to ta chwila.
– Możemy pójść poza obóz? Ja… muszę ci coś powiedzieć… – powiedziała smutno.

<Niebo?>

Od Gołąbka CD. Poranku

— Czy to ty położyłeś to na moim legowisku? – zapytał Poranek, dokładnie obserwując Gołąbka.
— Tak. To ja. Pomyślałem… że może ci się spodoba. To najpiękniejsza rzecz, jaką miałem. — Spojrzał na listek — ale… jeśli go nie chcesz, to mogę go zabrać z powrotem. Zrozumiem.
Rudy spojrzał na swojego ucznia.
— To nie tak, że go nie chcę, Gołąbku, jednak jest to twoja własność, bardzo cenna, jak sam wspomniałeś — zauważył Poranek. — Nie sądzę, że jestem odpowiednią osobą, która powinna go dostać.
— Dziękuję, Gołąbku — mruknął tylko Chwast i przeniósł wzrok na kamień. Gołąbek zamruczał i skierował się z powrotem w stronę wyjścia z legowiska.

* * *

Gołąbek nigdy nie sądził, że będzie w stanie czuć aż tak wielki ból. Do tej pory widział śmierć jako wezwanie od Wszechmatki. Odejście innych kotów nigdy go nie bolało. Jednak teraz, widząc martwe ciało swojego mentora na środku obozu, serce Gołąbka złamało się na milion kawałków. Jego ukochany nauczyciel nie żył. Już nigdy więcej go nie zobaczy. Nigdy nie odbędzie z nim żadnej lekcji. Kiedy uczeń dowiedział się, że Chwast sam zdecydował się zakończyć swoje życie, ból stał się nie do zniesienia. Czy Gołąbek nie był wystarczająco dobrym uczniem? Czy za mało wspierał swojego opiekuna? Terminator zupełnie nie zdawał sobie sprawy, czym tak naprawdę było spowodowane cierpienie Poranka. W tym momencie obwiniał jedynie samego siebie. Na pewno dało się tego uniknąć… gdyby tylko był lepszym podopiecznym… gdyby poprosił Wszechmatkę o pomoc…
Gołąbek nie mógł już dłużej tego wytrzymać. Z przeszywającym jękiem rzucił się w stronę wyjścia z obozu. Z całej siły odepchnął stojącego na warcie strażnika i sprintem pobiegł w stronę lasu. Nie chciał być teraz w obozie. Nie chciał patrzeć na ciało mentora. Nie chciał patrzeć na nikogo. Chciał być zupełnie sam. Gdy już był wystarczająco daleko, zatrzymał się by wytarzać się w roślinności i ukryć swój zapach. Następnie skierował swoje kroki w stronę Szopy Strachu. Tam nie będą go szukać. Taką przynajmniej miał nadzieję.

[313 słów]
CDN

Od Pożarowej Łapy CD. Chomiczej Łapy (Nieustraszonego Chomika)

Spojrzała na kotkę spod łba. A ta, co tu robiła? Sójka i Wydma wysłały ją, żeby się z niej ponabijała, czy co? Nie chciała jej tu widzieć. Nie chciała widzieć nikogo. Często nie miała nawet siły patrzeć na Dzwonkowy Świst. To przez niego wszystko się popsuło! A już zaczynało być znośnie. Jedyne, co teraz trzymało ją przy życiu, to myśl o tym, że jej dzieci mogą wyrosnąć na wzorcowych rudzielców. To była jej jedyna nadzieja. Niechętnie wzięła piszczkę od drugiej uczennicy. Po czym na pytanie odwarknęła:
– A co cię to w ogóle obchodzi?!
Szylkretka, słysząc to, straciła jakiekolwiek chęci do rozmowy. Rzuciła jej tylko zimne spojrzenie i wyszła.

* * *

Wydostała się ze żłobka idealnie przed przyjściem na świat pomiotów tej marnej podróbki. Rudzikowe Skrzydełko, najbardziej przez nią znienawidzone z dzieci Sójczego Błękitu. Jak ona śmie nazywać się imieniem jej brata?! Przez ostatnie kilka dni żłobek był widocznie podzielony. Nowa karmicielka leżała pod jedną ścianą, a Pożar pod drugą, co chwilę odciągając ciekawskie kociaki od przekroczenia “granicy”. Niestety teraz, kiedy ponownie została uczennicą, nie było wiele lepiej. Nadal musiała spać w tym samym legowisku co Żywica i Bursztyn. No i wróciła pseudo-ruda szkarada zwana jej mentorką. Lisie łajno nie mentor! Chodziła po obozie wiecznie najeżona, krzycząc na prawie każdego, kto spojrzał w jej stronę. Teraz akurat spożywała posiłek, więc jej pysk był zajęty przeżuwaniem. Podeszła do niej ta sama szylkretka, która wielokrotnie próbowała z nią nawiązać kontakt. Pamiętała, jak przez wejście do żłobka obserwowała ich ceremonię wojowniczą. Jej i tej głupiej miejskiej paskudy, którą tu przytargała! Miały mieć swoje świetne życie w Owocowym Lesie! A teraz tkwi w Klanie Burzy, kiedy ona buduje sobie wszystko od nowa! 
“Oby straciła tę łapę, przez którą ostatnio ciągle wędruje do medyków!” – wrzasnęła w głowie. Przez te myśli zacisnęła szczęki mocniej na kawałku zwierzyny, przez co prawie ukruszyła sobie ząb. Przełknęła i syknęła:
— A ty co? Masz już swoje wymarzone imię. Czego jeszcze chcesz?!

<Chomik?>

Wyleczeni: Złota Wydma