BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

09 lipca 2026

Od Zewu (Milknącej Łapy) CD. Łzy (Łzawej Łapy)

Przeszłość

Niebieskooki potomek zastępcy klanu leżał zwinięty na samotnym posłaniu, które przez niego samego zostało ulokowane w ciemniejszej, bardziej odosobnionej części żłobka. Ślepia Zewu bez większego zainteresowania śledziły ruchy innych mieszkańców żłobka, będąc jego cichym obserwatorem niżeli samym mieszkańcem — nie czuł w żadnym stopniu tej przynależności, jakiej zdążył doświadczyć w Owocowym Lesie. W Klanie Burzy wszystko było obce, nawet jeśli minęło już sporo wschodów słońca od dnia, kiedy to Purchawka osobiście przyprowadziła dwójkę kociąt do ich ojca. Sam Zawodzące Echo dość często odwiedzał ich w żłobku, nawet jeśli jego wizyty ograniczały się tylko do chwilowego pobytu w norze. Najczęściej wtedy Łza od razu przerywała wszystko, co wcześniej robiła i ochoczo podbiegała do kocura, by skraść jego uwagę, która była tak cenna dla koteczki.
Obraz ten często wywoływał w młodziku coś na wzór obrzydzenia — niewielki grymas zakradał się na jego dymnym pysku. W żadnym stopniu nie rozumiał postępowania siostry, nie rozumiał, co jest tak wyjątkowego w posiadaniu uwagi innych kotów. Uważał to za coś zbędnego, niepotrzebnego do życia, w końcu da się przetrwać bez bycia w centrum uwagi. Ba, nawet łatwiej wtedy jest przetrwać, nikt nie patrzy na twój najmniejszych ruch, nie planuje wykorzystać potknięć, nie ocenia z każdej możliwej strony. Miał nadzieję, że jego atencyjna siostra kiedyś się na tym przejedzie, niczym na błocie w czasie deszczowej pory opadających liści.
Dryfujący Fluoryt właśnie opuszczała żłobek, a uwaga Zwiewnego Maku najwidoczniej przestała być tak ważna, gdyż niebieskooki poczuł na sobie wzrok siostry. Ciężko westchnął, doskonale wiedząc, co może to oznaczać — kolejna zaczepka testująca jego reakcje na słowa koteczki. Odkąd opuścili Owocowy Las, Łza co jakiś czas kierowała w jego stronę słowa, mające wywołać u niego jakąś reakcję, lecz on przez większość czasu jedynie mrukliwie coś jej odpowiadał lub kompletnie ignorował. Może i nie było to zachowanie najlepszego brata pod słońce, jednak nie miał zamiaru udawać kogoś miłego dla Łzy, która odkąd pamiętał, zawsze musiała posiadać atencję innych, czy to matki, ojca, czy kogokolwiek innego.
— I cooo... Zewie? Nie nudzi ci się tu...? — zamruczała przeciągle. — Taki samotny... bez żadnych znajomych…
Kocur nawet nie musiał przenosić na nią wzroku, by wiedzieć, że z każdym kolejnym słowem jej uśmiech jedynie się powiększa. W pierwszych dniach pobytu w Klanie Burzy może by ta prowokacja jakoś wpłynęła na niego, zabolała, lecz teraz słowa siostry traktował jako jakiś nieprzyjemny, uciążliwy dźwięk pokroju latającej muchy lub komara nad uchem, których bzyczenie z czasem wwierca się w czaszkę.
Leniwie zamrugał, unosząc wzrok na kotkę, stojącą tuż nad nim, by przez parę uderzeń serca przyglądać się jej. Była to chwila, kiedy Łza miała także uwagę brata, lecz ta szybko się kończyła, będąc przenoszona na coś innego, w tym przypadku na wejście do żłobka. Czasem, kiedy tylko wystarczająco wytężył wzrok i słuch mógł dostrzec na ziemi sunące cienie przechodzących kotów lub szmery rozmów. Zdarzało się również, że do nory dobiegały radosne śmiechy uczniów, którzy żywo gawędzili o szkoleniu, swoich mentorach czy jakichkolwiek innych błahych sprawach.
— Nie znudziło Ci się to jeszcze? — spytał znużonym głosem, by dopiero po chwili na nowo skierować spojrzenie na Łzę. — Nie wystarcza Ci uwaga Burzaków? — kontynuował, przy okazji samemu przechylając głowę w bok, może nieco w zbyt przesadzony sposób, lecz jego to nie obchodziło.

«★»

Odkąd Zew został uczniem, zaczął spędzać noce w legowisku mieszczącym się naprzeciwko żłobka, w którym dotychczas mieszkał z siostrą. Teraz zamieszkiwał norę z większą ilością kotów, gdyż oprócz jego w norze znajdowało się dziewięciu innych Burzaków noszących imię z członem Łapa. Najstarszymi była trójka kotów, która przybyła do klanu z pewnych powodów — Gasnąca Łapa dawniej należał do Klanu Klifu, a Kameliowa i Tojadowa Łapa do Klanu Nocy. Dymny kocur nie znał zbytnio szczegółów ich losów, a sam nie miał zamiaru wypytywać o przeszłość, od której się odcięli.
Wraz z kolejnym słabym podmuchem wiatru, zwinął się w ciaśniejszy kłębek, ubolewając nad faktem, iż odziedziczył po ojcu krótki ogon, który obecnie był zbędny. Nie mógł jak siostra zasłonić się nim czy też dać pod łapy, aby bezpośrednio nimi nie stać na coraz to chłodniejszej ziemi w obozie i poza nim.
Ciche kroki niepewnie rozbrzmiewały w norze, niosąc ze sobą również szelest długiej sierści sunącej po ziemi. Kremowy kocur zatrzymał się przy posłaniu zajmowanym przez swojego ucznia, w ciszy czekając, aż ten wybudzi się ze snu i będą mogli rozpocząć kolejny dzień treningów. Brązowooki jednak po dłuższej chwili oczekiwania na dymnego, szturchnął go lekko łapą, nie chcąc, czekać nie wiadomo ile, aż syn zastępcy łaskawie wstanie.
Niebieskie ślepia od razu zostały skierowane na postać wojownika, który jedynie ruchem głowy dał znać, by młodszy podążał za nim. Dymny bez zbędnego ociągania, podniósł się z legowiska, by następnie skierować swoje kroki za Cyklonowym Okiem, który w międzyczasie zdążył już dotrzeć do przysłoniętego krzewami wyjścia z nory. Milknąca Łapa nieco przyspieszył swe kroki, by przed wejściem do legowiska uczniów zrównać krok z mentorem.
Większość obozu jeszcze spała, chłonąc panującą ciszę. Jedynymi kotami, które już były na łapach to brązowooki wojownik, jego uczeń i Poczciwy Szakłak z Gasnącą Łapą. Zew nie musiał nikogo pytać, by wiedzieć, że pomiędzy tą dwójką starszych kocurów coś jest i to zapewne więcej niż przyjaźń. Lekki uśmiech wkradł się na jego dymny pysk, ukradkiem chłonąc widok pary Burzaków — z jakiegoś powodu cieszył się, że ktoś taki jak Poczciwy Szakłak i Gasnąca Łapa znaleźli kogoś bliskiego, kogo zapewne mogli nazywać partnerem. Zapewne, gdyż uczeń nie kojarzył, by ktokolwiek w klanie rozmawiał o ich dwójce, jak o parze zakochanych w sobie kotów.
— Dzisiaj zaczniemy od patrolu granicznego z Poczciwym Szakłakiem i Gasnącą Łapą — oznajmił kremowy, dając znak pozostałej dwójce, by ruszyli jako pierwsi. — W międzyczasie zapewne któryś z nich przy nadarzającej się okazji zapoluje na królika lub inną piszczkę. Ważne byś wtedy uważnie obserwował ruchy polującego, ponieważ później będę chciał z tobą poćwiczyć umiejętność polowania — dodał Cyklonowe Oko, ruszając za kocurami. Milknąca Łapa przytaknął i u boku mentora, opuścił obóz głównym tunelem.

«★»

Kiedy tylko wrócili z patrolu, Milknąca Łapa skierował swe kroki do legowiska uczniów, gdzie od razu padł na swoje posłanie. Nie spodziewał się, że zwykłe wyjście poza obóz w ramach sprawdzenia granic będą się wiązać z szaleńczymi biegami. Jego młode ciało nie było przygotowane jeszcze na taki poziom wysiłku, łapy już dawno odmówiły współpracy i jedyne, o czym teraz marzył to spokój na kolejne dni, aż w końcu każda cząsteczka ciała przestanie krzyczeć istnym bólem.
Już miał oddać się zasłużonej drzemce, gdy do jego uszu dotarły dobrze znane kroki. Łzawa Łapa z jakiegoś powodu zawitała swym jestestwem w legowisku uczniów. Ciężkie westchnienie wyrwało się z pyska dymnego. Odkąd siostra została uczennicą medyczki, nie musiał z nią obcować na co dzień, więc przez większość czasu miał spokój od niej i jej prowokacji w swoim kierunku.
— Czego chcesz? Przyszłaś się ponabijać z brata? — prychnął, podnosząc na nią znużony wzrok. — A może Wdzięczna Firletka wysłała Cię do brudnej roboty, co? — dodał z wyższością. Nie miał zamiaru dalej być jakimś popychadłem swojej atencyjnej siostry, a jedynym sposobem na obronienie się przed tym było pierwszemu zaatakowanie.

<I co powiesz na to Łzawa Łapo?>
[1148 słów]

Od Węgorza do Rogatego Flaminga

Dzień nie był jakoś specjalnie ciekawy. Węgorz robił to, co Węgorz robił najlepiej, czyli się lenił. Na nieszczęście tej jakże godnej czynności, Konger miał go dość, tak… bardzo dość i wygonił młodzika z ich obecnego miejsca, w którym się zatrzymywali… była to, co prawda, dziupla w rozwalonej topoli, ale było tam sucho i wiatr nie wiał w plecy. Konger trochę śmierdział starą rybą, ale dało się przeżyć.
Przez to, z nastroszonym futrem na szyi, poczłapał przed siebie. Wymyślając czarnemu kocurowi w myślach. Doszedł do granicy rzeki i po chwili wyciągnął się w słońcu Pory Opadających Liści na brzegu rzeki. Było spokojnie, różne trawska szumiały cicho, a para kaczek właśnie zniknęła za zakrętem rzeki. Mogłoby się wydawać, że nic ciekawego się nie stanie. Cóż, nic bardziej mylnego.
Kiedy słońce powoli zaczęło się chylić ku horyzontowi, a niebo przybierało liczne odcienie pomarańczu i fioletu, po drugiej stronie rzeki coś przedarło się przez trawę, potem krążyło w kółko. Węgorz miał dość tego szeleszczenia i hałasowania, poderwał się z miejsca swojego dotychczasowego odpoczynku i przemknął na sam kraniec rzeki. Przystanął z podniesionym niczym antena radiowa ogonem, próbując wypatrzeć, co wszczyna taki raban, już miał wydrzeć się, żeby spłoszyć jakiekolwiek zwierzę, które to robiło. Kiedy po drugiej stronie z między trzcin wyszedł najpiękniejszy kot, jakiego kiedykolwiek widział, oprócz samego Węgorza oczywiście, aż zamarł ze zdziwienia. Mrugnął zielonymi oczami, upewniając się, że nie jest to jakieś urojenie albo inne przywidzenie. Szybko rozważył, jak wygląda i czy nic mu się nie przykleiło do futra podczas wylegiwania się w trawie. Nie chciał się jednak ostentacyjnie obejrzeć, żeby nie wyglądać na idiotę i zamiast tego ruszył po wilgotnym piasku wzdłuż rzeki, czekając, aż drugi kot go zauważy, przecież nie będzie do niego krzyczał, jak jakiś prostak. Niedoczekanie, takie zachowanie jest poniżej jego godności. Poza tym, jeśli ten drugi nie zwróci na ósmy cud świata, jakim jest Węgorz to jego strata.
Zanim jednak cokolwiek się wydarzyło, jakiś inny głos zawołał go z głębi lasu i nieznajomy zawrócił, by wkrótce zniknąć z pola widzenia zwęglonego, co ten skwitował wkurzonym machnięciem ogonem.

〜°‧ 𓆝 𓆟 𓆞 ·。〜

— Mówię ci, Konger, to na pewno musi być jakaś grupa, powinniśmy się, chociaż rozejrzeć i zobaczyć czy nie warto byłoby się z nimi zaprzyjaźnić — Węgorz po raz kolejny próbował przekonać dymnego kocura do swoich racji. Przecież lepiej być w grupie, bezpieczniej… i łatwiej się migać od roboty.
— Nie. Ostatni raz ci mówię, dołączasz do grupy, w grupach są konflikty z jakąś inną grupą i jesteś wciągany w jakieś nieprzyjemne sytuacje — odrzekł starszy kocur. Był nieugięty w tej sprawie, a Węgorzowi zaczynało to poważnie działać na nerwy. Jak on śmiał się z nim nie zgadzać, nawet jeśli grupa ma konflikt z inną, to na pewno można się od tego migać, po prostu wystarczy mieć odpowiedni plan i przede wszystkim chęci.
Prowadzili już tę kłótnię od kilku dni, dokładnie mówiąc, od kiedy Węgorz zobaczył tego nieznajomego kocura po drugiej stronie rzeki. Może i to też przekładało się na jego motywację, co do tej decyzji, ale tylko odrobinę, był ciekawy.
Węgorz zdecydował, że musi gdzieś wyjść. bo zaraz zacznie wyrywać sierść temu staremu kłakowi zmatowiałej sierści. Znowu udał się nad rzekę, może po cichu mając nadzieję, że spostrzeże jego obiekt zainteresowania. Po znalezieniu odpowiedniego przejścia w kilku susach znalazł się po drugiej stronie wodnej granicy. Jedynie trochę zmoczył łapy przy przekraczaniu rzeki, co można było uznać za sukces. Może to los się do niego uśmiechnął albo raczej do Nocniaka, bo pobłogosławił go obecnością Węgorza. Niebieskooki kocur zatrzymał się kilka susów królika od samotnika i zmrużył lekko ślepia.
— Kim jesteś? I co tu robisz? Na terenach Klanu Nocy, nie wyczułeś znaków zapachowych? — głos, jak się okazało, klanowego kota był nieco wyniosły i raczej niezbyt przyjazny, ale nie wyglądało, jakby na razie miało dojść do przemocy. Węgorz uznał to za pozytywny znak. — Tacy jak ty powinni się trzymać za granicą.
— Na spokojnie — Węgorz zdecydował się na delikatniejszy ton głosu, nawet dodał do niego odrobinę niepewności, chciał przecież przekonać do siebie jego nowego kolegę, a nie wkurzyć jeszcze bardziej. — Nazywam się Węgorz… powiedziałeś, że jestem na terenie klanu? Co to są klany? — zapytał spokojnie, lekko opuszczając głowę, trzymając rozluźnioną postawę ciała. Zastanawiał się przez chwilę czy nie dopytać, czy jest to coś podobnego do gangów mieszczuchów, ale zdecydował, że porównanie do miastowych kotów raczej nie zaskarbiłoby mu sympatii tego konkretnego osobnika.

<Flamingu? Wprowadzisz kolegę w temat?>

Od Zewu (Milknącej Łapy)

Przeszłość

Czarny dymny kocurem przebywał w Klanie Burzy już ponad księżyc, a mimo to pozostawał zacofany, cichy, co nieco niepokoiło niektóre koty, które zapewne obawiały się, że w przyszłości młodzik zostanie kimś pokroju największego ponuraka w klanie, jakim był Poczciwy Szakłak. Czarny wojownik można powiedzieć, że był znany ze swojej ponurej, apatycznej natury, która towarzyszyła mu niemal non stop. Niebieskookiemu nie przeszkadzała taka wizja, nie rozumiejąc zmartwień dorosłych, w końcu Burzak radził sobie w ich społeczeństwie, wykonywał obowiązki, a nawet rozmawiał czasem z jakimiś kotami, więc kociak nie był w stanie pojąć, o co tyle niepokoju.
Pora opadających liści powoli zmierzała ku końcowi, więc wraz z każdym wschodem słońca temperatura w ciągu dnia minimalnie się obniżała, zapowiadając nadejście kolejnego sezonu. To właśnie w tym okresie Zew wraz z siostrą mieli dostąpić zaszczytu, jakim jest mianowanie na uczniów. Koteczka oczywiście musiała być ciągle w centrum uwagi, więc kiedy tylko mogła, to trajkotała, jak najęta o tym, że zostanie uczennicą Wdzięcznej Firletki, idąc w ślady matki jako medyk klanu. Kocurek za każdym razem przewracała ślepiami na jej słowa, mając dość jej ciągłej paplaniny o jednym i tym samym — najchętniej wrzuciłby ją do jakiegoś dołu i zasypał czy cokolwiek innego, co mogłoby uciszyć Łzę. Oczywiście nigdy nie myślał o czymś takim poważnie, aż takich kotem to nie jest, jednak chyba większość kotów marzyłaby o takim rozwiązaniu na jego miejscu.

Dzień mianowania

Kiedy tylko dzień wcześniej do uszu kociąt dotarła nowina o zbliżającym się wielkimi krokami mianowaniu, Łza od samego rana bez przerwy mówiła o tym, kim nie zostanie w przyszłości, kto ją będzie szkolił. Choć najgorzej było w chwilach, gdy do żłobka zaglądała sama medyczka klanu czy ich ojciec — ich uwaga oczywiście od razu musiała być skupiona na młodej kotce, która za każdym razem szukała ich atencji. Jasne spojrzenie Zewu uważnie śledziło poczynania siostry oraz kotów, które odwiedzały norę. Dymne futro idealnie komponowało się z półmrokiem w części kociarni, gdzie najczęściej przebywał, przez co jedynym widocznym elementem były jego oczy oraz biel na ciele w niektórych miejscach.
— Zwiewny Maku, Dryfujący Fluorycie, zadbajcie o to, by godnie się reprezentowali na dzisiejszym mianowaniu. — Słowa Zawodzącego Echa były na dwa różne sposoby odebrane. Łza od razu zaczęła zabiegać o uwagę wymienionych kotek, Zew natomiast wycofał się jeszcze bardziej w cień, jakby chcąc, by wszyscy o nim zapomnieli, włącznie z siostrą i ojcem. Nie miał nic do samego zastępcy, lecz z każdym dniem czuł, jak zawodzi go swoim zachowaniem — nie prezentował się tak godnie, jak Łza, nie biła od niego pewność siebie, pewność własnej pozycji społecznej.
— Zewie. — Głęboki głos rozbrzmiał tuż nad nim. Na swoim nieco drobnym ciele od razu wyczuł spojrzenie nie tylko kocura, ale i siostry, która spojrzała na niego ukradkiem w trakcie rozmowy z pozostałymi gośćmi w żłobku. — Może i nie będziesz się szkolić na tak ważnym stanowisku, jak twoja siostra, jednak i tak każdy w klanie będzie obserwował twoje postępy. Jesteś synem zastępcy i szamanki, jednym z kociąt sojuszu. — Słowa starszego zapewne miały na celu jakoś podbudować na duchu kociaka, lecz on jedynie poczuł, jak na jego barki spada kolejny ciężar. Musiał zacząć spełniać nie tylko wymagania ojca, ale i całego klanu. — Musisz być silny, niektórych z przyjemnością wykorzystają twoje potknięcia, dlatego też uważaj na siebie — dodał niebieskooki nieco ciszej, nieznacznie pochylając się nad synem, by dotknąć nosem jego czoła. Była to jedna z raczej niewielu chwil czułości i bliskości, jakie pomiędzy nimi zachodziły.
— Dobrze ojcze, uczynię wszystko, byś ty i klan byli ze mnie dumni — odpowiedział młodzik, biorąc się nieco w garść. Swym zachowaniem miał reprezentować nie tylko siebie, ale i Zawodzące Echo czy też klan na zgromadzeniach. Musiał stać się kimś, kto w przyszłości będzie miał równie niezachwianą reputację, co sam zastępca Burzaków.
Kiedy tylko Echo wraz z Firletką opuścili żłobek, Zew mógł wyczuć na sobie zawistne spojrzenie siostry, które oznaczało jedno — w tym momencie skradł całą uwagę ojca, która powinna zostać poświęcona koteczce, a nie jemu. Tym razem jednak niewzruszony posłał Łzie zuchwałe spojrzenie z lekko uniesionym podbródkiem, chcąc w ten sposób pokazać wyższość nad nią oraz pewnego rodzaju zwycięstwo, gdyż on sam nie musiał zabiegać o uwagę innych, by ją otrzymać. Smakował ten cichy triumf na języku, kiedy to Dryfujący Fluoryt zgarnęła go do kąpieli. Podobnie uczyniła Zwiewny Mak z Łzą, która zdecydowanie nie miała zamiaru odpuścić bratu.
Przygotowania do ceremonii mianowania odbywały się we względnym spokoju w akompaniamencie rozmów pomiędzy kociętami a kotkami, które to wybranymi z nich się zajmowały. W końcu wszelkie przygotowania dobiegły końca i niebieska wojowniczka opuściła norę wraz z dwójką przyszłych uczniów. Był to również moment, kiedy to Zawodzące Echo zwołał klan, by jego członkowie mogli być świadkami, jak grono uczniów się powiększa, a kolejni wojownicy i nie tylko mają okazję otrzymać nowego podopiecznego.
Oczywiście w pierwszej kolejności Łza została mianowana, otrzymując nowe imię Łzawa Łapa oraz Wdzięczną Firletkę jako swoją mentorkę. Kocurek w przeciwieństwie do niej nie znał swojego przyszłego nauczyciela i mógł to być każdy kot z klanu, który obecnie nie szkolił innego ucznia.
— Zewie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Milknąca Łapa. Twoim mentorem będzie Cyklonowe Oko. Mam nadzieję, że Cyklonowe Oko przekaże ci całą swoją wiedzę. — Po tych słowach ślepia zastępcy zostały skierowane w stronę wybranego wojownika, by kontynuować formułkę: — Cyklonowe Oko, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Rudej Lisówki doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją siłę i opanowanie. Będziesz mentorem Milknącej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Kiedy tylko Zawodzące Echo zakończył swoje przemówienie, a Zew z Cyklonowym Okiem dotknęli się nosami zgodnie ze zwyczajem, klan zaczął wykrzykiwać zarówno jego nowe imię, jak i te przyszłej medyczki klanu. Gdy wiwaty ustały, a koty zaczęły się rozchodzić, powracając do wcześniejszych zajęć, zarówno Wdzięczna Firletka, jak i Cyklonowe Oko nieco oddalili się od innych Burzaków, aby na osobności porozmawiać z uczniami. Oczywiście chwilę później po kolei podchodził do nich ojciec nowo mianowanych terminatorów, chcąc zamienić kilka słów z nimi samymi, jak i ich mentorami.
Milknąca Łapa od razu mógł wyczuć wzrok siostry, kiedy to zastępca podszedł do niego i kremowego wojownika. Dymny w odpowiedzi posłał jej dość zmęczone i dość znużone spojrzenie, chcąc jej jasno pokazać, jak bardzo go obchodzi fakt, iż Łzawej Łapie jakże nie odpowiada fakt, iż uwaga innych nie jest skierowana wyłącznie na nią.

[1047 słów]

08 lipca 2026

Od Lilakowej Łapy Do Firmamentu

Słońce powoli sunęło już ku horyzontowi, jednak do czasu, gdy w pełni za nim zatonie, miało minąć jeszcze dużo czasu. Księżyc nie był jeszcze widoczny na szarym, bezchmurnym niebie. Poza obozem Klanu Klifu było zimno, a co gorsze, mróz przedostawał się przez wiecznie lejącą się wodę wodospadu. Lilakowa Łapa jednak nie odczuwała jeszcze tego zbyt bardzo; jej grube futro w większości pór roku będące jak przekleństwo wreszcie się na coś przydawało. Było to jak błogosławieństwo. Kotka ostatnio często musiała sobie przypominać, by podziękować za to Klanowi Gwiazdy. W każdym razie kotka obecnie wchodziła do żłobka ze zwierzyną w pysku. Znudzona tym dniem postanowiła odwiedzić będące tam kociaki. Wchodząc pierwszymi kotami, które ujrzała, byli Firmament oraz jego brat Migot. Dwójka kociąt przywódcy siedziała w swoim legowisku. Choć bardziej tylko Firmament, jego brat spał. Kotka uśmiechnęła się do kociaka. Ciekawe, czy uda mu się z nim porozmawiać. Trochę wątpiła, że będzie to długa rozmowa, w końcu młody kocur na pewno nie chciał gadać z kimś, kto nie miał dla klanu żadnej wartości… W każdym razie rzekła:
— Dzień dobry, Firmamencie! — rzekła kotka, odstawiając grubą mysz przed nim. Zapytała po chwili — Gdzie twoja mama? 
Lilakowa Łapa spojrzała się na kocurka z ciekawskim wzrokiem, była ciekawa jego odpowiedzi. Widziała, że zastępczyni nie jest często w żłobku, ale to chyba przez jej obowiązki, prawda? Nie chciała osądzać samej zastępczyni o bycie złą matką… W końcu jest zastępczynią i partnerką samego przywódcy! Jeszcze oskarżaliby ją o brak lojalności! Poza tym jak ktoś tak ważny mógłby być złą osobą? Nie ma opcji… Prawda?

< Panie "księciu" Firmamencie? Nie śpiesz się z tym jak coś >

[255 słów]

Od Malutkiej

Po incydencie z Nalą, aby trochę oczyścić atmosferę, która zrobiła się nieprzyjemna, Riko zapytał się mamy, czy mogą już spróbować napić się wody z jej miski.
Luna po chwili zastanowienia stwierdziła, że nie widzi żadnych przeciwskazań, ale kocięta nie powinny pić jej dużo i dać jej znać, jeśli rozboli je brzuszek. Wspomniała też, że większość jej poprzednich kociąt zaczęła pić wodę właśnie po pierwszych badaniach.
Tym razem Malutka nie miała zamiaru być ostatnia. Pozwoliła Nali napić się jako pierwszej, bo nie chciała kolejnego spięcia. Razem z bratem z niecierpliwością wyczekiwała chwili, kiedy siostra skończy.
– I jak? – miauknęła z ekscytacją biała.
Nala przeszła obok niej, zupełnie jakby nie zauważyła Malutkiej i nic nie odpowiedziała. Będzie teraz robiła sceny.
– Ziemia do Nali! Jak smakuje? – zapytał Riko.
– Spróbuj sam, to zobaczysz – odparła z krzywym uśmiechem siostra.
Malutka spojrzała błagalnie na Riko. Czy ona choć raz mogła zrobić coś jako nie ostatnia z rodzeństwa?
Brat skinął głową i przepuścił siostrę. Biała miała ochotę go za to przytulić. Wspięła się na tylne łapki i… zobaczyła wodę. I kota w środku! Przechyliła głowę. Ruszał się zupełnie tak, jak ona! Trąciła go łapką.
– Cześć – wyszeptała. Powierzchnia wody zafalowała, a ona straciła obcą z wzroku.
– Malutka, dawaj, ja też chcę spróbować – zawołał Riko, niecierpliwie przebierając łapkami.
– Chwilę – odszepnęła i skupiła wzrok na tafli. Gdy ta się uspokoiła, koteczka wróciła. Malutka uśmiechnęła się i zanurzyła pyszczek. Obca znów zniknęła, a Malutka skosztowała wody. Nagle poczuła, że bardzo chce jej się pić. Zaczęła pochłaniać ją dużymi haustami.
– Malutka, natychmiast odejdź od miski – zawołała ze złością Luna. – Mieliście nie pić zbyt dużo za pierwszym razem i chyba chcesz, żeby dla twojego brata też starczyło – upomniała ją surowo. – Był bardzo miły i zdecydował ci ustąpić, nie spraw, aby tego żałował.
Malutka poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Dlaczego on musiał niby jej “ustąpić”? Czy taka już była ustalona kolejność? Jakaś odgórna hierarchia, w której ona musiała być na samym końcu?
Nala podeszła do niej.
– Gratulacje, Maluchu, z wodą poszło ci jeszcze lepiej niż z karmą, chyba miski to twoi wrogowie – zakpiła siostra. – Możesz być pewna, że już nikt ci nigdy nie ustąpi. Twoje miejsce zawsze będzie na końcu – syknęła.
Malutka odwróciła się i pobiegła do mamy.
– Nala jest dla mnie niemiła – wyszeptała do uszka Luny – możemy o tym porozmawiać?
– Nie teraz – mama ziewnęła – chodź tu, Maluchu. – Te słowa nie zabrzmiały niemiło. Luna wypowiedziała je z prawdziwą czułością. To trochę uspokoiło koteczkę. Kocica polizała białą po pyszczku, zlizując łzy z policzków. Malutka zamknęła oczka i wtuliła się w swój świat. Nie musiała długo czekać, aby nadszedł sen.

Od Malutkiej

Następnego dnia wcale nie było lepiej. Nali nie zamykała się buzia, gdy po raz setny mówiła, jaka to ona była biedna lub odważna (w zależności od sytuacji), gdy wyprostowani ją badali. Jej historia zmieniała się trochę wraz z każdą kolejną opowieścią, ale główny wątek pozostawał taki sam: głupia Malutka nazywa źle drzewo, mądra Nala ją poprawia, głupia Malutka zagaduje nieznajomego, widać ranną koteczkę, zabierają kocięta do innego pomieszczenia, badają Riko, badają mądrą Nalę i głupią Malutką na końcu, Nala jest najdzielniejsza i najwspanialsza i najdłużej badana. Malutka zaciskała zęby za każdym razem, gdy słyszała całą tę gadkę. Mama też chyba była nią zmęczona, ale nie odzywała się, za każdym razem słuchając. Biała koteczka doszła do całkiem logicznego wniosku, że jej siostra lubi być w centrum uwagi.
Co innego jej brat, z którym udało jej się trochę zaprzyjaźnić. Riko był mądry, rozważny, miły i nie przechwalał się, tak jak robiła to Nala. Malutka miała nadzieję, że ten sam wyprostowany wybierze i ją, i jego. Błagała w duchu, aby znowu nie została zabrana ostatnia. Miała wrażenie, że zawsze i wszędzie jest na końcu.
Gdy Nala po raz TYSIĘCZNY zaczęła swoją historię, Malutka nie wytrzymała:
– Zamknij pysk, Nala. Nikt już nie chce tego słuchać. Opowiadałaś tę samą historię milion razy. Wszyscy zapamiętali, że byłaś taka “dzielna” – wyszydziła koteczka i zrobiło jej się gorąco. Poczuła, że zaczerwieniły jej się uszka. Co ona właśnie powiedziała?
Nala często jej dokuczała, ale Malutka jeszcze nigdy w swoim całym życiu nie odezwała się do nikogo w niemiły sposób. Jej siostra podeszła do niej, i wbiła w nią nienawistne spojrzenie lodowatych oczu.
– Coś mówiłaś, Malutka? – miauknęła słodko. Jej głos, choć spokojny i wysoki, przeraził koteczkę.
– N-nie… – pisnęła biała i nagle poczuła się bardzo malutka.

Od Malutkiej

Tak jak się spodziewała, chwilę później Nala również została zabrana, a jakiś czas potem przyszła kolej na Malutką. Gdy dwunożny wyciągnął łapy, aby wyjąć ją z pudła, biała zaparła się. Wyprostowany coś miauknął i siłą wyciągnął koteczkę.
Malutka wylądowała na srebrnej posadzce. Czuła świeże zapachy obojga rodzeństwa. Niedawno musieli tutaj być!
Nie było tak źle, jak się spodziewała. Dwunożny nie chciał niczego od koteczki. Najpierw posadził ją w pojemniku, później dotykał ją takim małym chłodnym okrągłym dziwadłem i czegoś nasłuchiwał, zerknął do jej oczek, uszek i pyszczka. Na koniec jeszcze obejrzał jej łapki i futerko, oraz pomasował jej głowę i pachy. Biała uważała, że to wszystko było bardzo dziwne. Na koniec wyprostowany pogłaskał koteczkę i posadził ją obok jej rodzeństwa, równie zdumionego.
Gdy wychodzili, Malutka rozglądała się za wcześniej widzianym niebieskim kociakiem, jednak nie mogła go nigdzie dostrzec. Miała nadzieję, że przeżyje.

* * * * *

Po powrocie wyprostowani od razu zanieśli kocięta do pomieszczenia, gdzie czekała już na nich mama. Otarła się o Nalę pyszczkiem, a Riko polizała po uchu. Malutka również czekała na swoją porcję czułości, ale gdy jej nie doświadczyła, tylko usiadła i słuchała tego, co mówi Nala:
– I później zabrali mnie na taką srebrną posadzkę i…
– Tam było bardzo dziwnie, mamo – weszła siostrze w słowo Malutka – widziałam krew – dodała.
Luna zastrzygła uszami.
– Byliście u obcinacza. Tam trafiają schorowane koty, a wychodzą zdrowe… lub już nie wracają – rzekła ze smutkiem.
– Byliśmy chorzy? – dopytywał Riko.
– Nie, to były tylko badania. Wyprostowani chcieli sprawdzić, czy wszystko z wami w porządku – uspokoiła kocięta kocica.
– Czemu mieli podejrzenia? – dociekał brat.
– Nie mieli. Każde nowonarodzone kocię przechodzi taką wizytę.
– Zaglądali mi do uszek! – poskarżyła się Nala.
– To dlatego, że chcieli sprawdzić, czy są zdrowe. Mogłabyś urodzić się na przykład z wadą słuchu.
– I co, wszystko z nami w porządku? – Nie wytrzymała Malutka.
– Oczywiście. Gdyby tak nie było, zostalibyście tam dłużej. Wyczułabym, gdyby coś było nie tak.
Te słowa uspokoiły Malutką. Wczołgała się do legowiska i szybko zasnęła, zmęczona przebytą przygodą.

Od Malutkiej

Kiedy tylko wyprostowany wniósł kocięta do środka, Malutka skrzywiła się. Zewsząd unosiła się woń strachu.
– Co się dzieje? – miauknęła Nala niepewnie – Nie podoba mi się ten zapach…
Jeden z dwunożnych posadził pudło na czymś miękkim, a drugi podszedł do jakiegoś innego wyprostowanego.
– Ile tu kotów! – zauważył Riko.
– Hej! – przywitała się Malutka z jakimś starym czarnym kocurem. Ten nic nie odpowiedział. Biała koteczka przyjrzała mu się uważniej. Jego pysk pokrywały siwe włosy i był wychudzony. Miał coś owiniętego wokół łapki. Otworzyła buzię, aby znów spróbować zagadać do obcego, kiedy rozległ się hałas.
Biała odwróciła się i zobaczyła niebieską koteczkę w jej wieku. Nie ruszała się. Wyprostowany trzymał ją w objęciach, a jej łapki bezwładnie zwisały. Rozległy się krzyki, wszyscy zaczęli biegać, a dwunożny z koteczką w ramionach wyglądał na bardzo nieszczęśliwego. Wtedy Malutka zobaczyła, że ciało koteczki jest wygięte w nienaturalnym kierunku, a po jej zmierzwionym futerku spływa coś czerwonego… Wtedy poczuła ten metaliczny zapach. Krew! Ani ona, ani jej rodzeństwo nigdy się nie zraniły, dlatego nie wiedziała, czym jest ta ciecz. Mama mówiła jedynie, że istota, która straci jej za dużo, umiera… Czy to samo stanie się z niebieską?
Nie było jej dane zobaczyć nic więcej, bo pudło zakołysało się. Wbiła pazurki w koc, próbując zachować równowagę. Jeden z wyprostowanych podniósł kocięta i zaczął iść długim korytarzem, aż dotarł do szarych drzwi. Otworzył je i położył kocięta na podwyższeniu, również szarosrebrnym. Nagle kocięta otoczyło kilka dwunożnych i zaczęli miauczeć między sobą.
Po chwili Riko bez ostrzeżenia został wyjęty z pudła.
– Riko! – pisnęła Nala.
Jej brat został postawiony na srebrnej powierzchni. Malutka nie widziała nic więcej. Miała jedynie nadzieję, że nie zmieni świata. Nie wiedziała, skąd coś takiego przyszło jej do głowy, ale miała nieodparte wrażenie, że zaraz zniknie Nala, a później ona sama i świat się poszerzy. I że będzie to nieprzyjemne. Może właśnie to miała na myśli mama?

Od Malutkiej

Koty przemykały przez drogę grzmotu. Ich długie futra targane były przez wiatr. Uszy miały położone, zdecydowane, jak najszybciej przedostać się na drugą stronę czarnej ścieżki. Wtedy ruda kotka, która prowadziła cały zastęp kotów, zatrzymała się, i spojrzała prosto na Malutką.
– Uciekaj! – zawołała koteczka – Potwór zaraz cię rozjedzie!
Kocica jednak nie usłuchała, wciąż wpatrując się w białą. Malutka zacisnęła ząbki na kratkach i wyrwała je, a następnie rozbiła pazurkami przezroczystą szybę i wyskoczyła z potwora. Podeszła do rudej kotki.
– Czemu nie uciekasz? Potwór mógł cię przejechać! – miauknęła Malutka.
– Bo zobaczyłam ciebie – ruda otarła się o kocię – a ty jesteś wyjątkowa. Ocalisz cały świat przed zagładą…
Wtedy Malutka poczuła bolesne trącenie w bok. Spojrzała w tę stronę i ujrzała Nalę.
– Ała, to boli! – pisnęła.
– Możesz nie gadać sama do siebie? My tu próbujemy spać – syknęła siostra.
– Ja nie gadam sama do siebie – zaprotestowała Malutka – tylko rozgrywam w mojej głowie scenariusze. Właśnie wyobrażałam sobie, że ratuję grupkę kotów przed przejechaniem, wybijam przezroczystą ścianę i… – koteczce nie było dane dokończyć, bo Riko wsadził ogon do jej buzi.
– To super, ale opowiesz nam kiedy indziej, okej? – wymamrotał i ziewnął.
Malutka przewróciła oczami.
– Jak chcesz halucynować, to spoko, ale w ciszy – prychnęła Nala i znów ułożyła głowę do snu.
Malutka jakoś nie mogła zrobić tego samego. Nie podobało jej się kołysanie hałaskrzyni, a droga zdawała się nigdy nie kończyć. Właśnie wtedy usłyszała “puff”. Wyjrzała przez kratki.
– Nala, Riko, wstawajcie! Potwór się zatrzymał! – Potrząsnęła łapką Nalę.
– Kolejny raz to mówisz. Może po prostu przed nim jest inna hałaskrzynia – wymamrotała sennie siostra.
– Nie, patrz, wyprostowany wysiada!
Jej rodzeństwo natychmiast uniosło głowę.
– No, to zaraz się dowiemy, na czym polegają te badania – skwitował Riko. Chwilę później pudło z kociętami w środku zostało podniesione. Malutka, mrużąc oczy, starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z otoczenia.
– To musi być dąb – powiedziała Malutka, choć wcale nie była tego taka pewna. – Mama mówiła, że ma igły.
Nala prychnęła.
– Dąb to drzewo liściaste, a jego liście dzielą się na pięć części – powiedziała z politowaniem, które zdenerwowało Malutką.
– Właśnie że nie!
– A właśnie, że tak!
– Nie kłóćcie się – syknął Riko – to jest jakiś iglak, nieważne jaki. Patrzcie, wchodzimy do środka!

Od Malutkiej

Malutkiej coraz mniej podobała się ta przygoda. Nowym pudłem strasznie trzęsło i było tu ciasno. Coś jej to przypominało, ale nie pamiętała, co dokładnie. Gdy zbliżyli się do potwora, Nala jęknęła:
– Nie mówcie, że będziemy do niego wchodzić – mruknęła, kładąc uszka po sobie.
– Nala? – zagadnęła Malutka.
– Hm?
– Kto to jest rzeka? – wydusiła biała koteczka. Trzymała to pytanie w sobie przez cały dzień.
Riko zaśmiał się.
– A co, Nala cię straszy, że wyprostowani wrzucą cię tam, jeśli żaden z nich cię nie wybierze? – zakpił.
Malutka niepewnie spojrzała na siostrę, która teraz wyglądała na zawstydzoną.
– To tylko taka bajka. Że niechciane kocięta są porzucane. Mama nam ją opowiadała, ale później powiedziała, że to nieprawda – wyjaśnił.
Malutka pokiwała głową. To dobrze, wciąż jednak nie dowiedziała się, kto to była rzeka.
– A kto to jest rzeka? – powtórzyła, tym razem zwracając się do brata.
– To taki zbiornik wody. Jeśli przyglądałaś się kiedyś temu, co mama ma w misce, to – miauknął, lecz nie mógł dokończyć.
– Tej drugiej misce – prychnęła pogardliwie Nala – nie w tej, do której prawie wlazłaś.
Malutka nastroszyła się. Ile razy siostra będzie jej to wypominać? Riko przewrócił oczami i kontynuował:
– Tak, w drugiej misce mama ma wodę. Wyobraź sobie teraz bardzo dużo tej wody, która rozlewa się i płynie do przodu. Jest tak silna, że można się w niej utopić.
– Utopić?
– Wiesz, pod wodą nie ma czym oddychać. Ciecz wlewa się ci do płuc, a wtedy – tym razem Nali nie było dane dokończyć.
– Nie strasz Malutkiej – fuknął Riko.
Wtedy pudło zakołysało się, a Malutka wyjrzała przez otworki.
– Wsiadamy do hałaskrzyni! – zrelacjonowała. Obserwowała, jak drzwi się otwierają, a oni wlatują do środka. Wyprostowany umieścił transporter obok siebie i coś zaszczebiotał. Malutka wspięła się na tylne łapki.
– Patrzcie, przezroczysta ściana! – zawołała podekscytowana. Rodzeństwo jednak nie podzielało jej zachwytu.
– Nie miaucz tak – zamruczał Riko gardłowo – nie pamiętasz, co mówiła nam mama? Wyprostowani nie lubią, jak miauczymy; lubią, jak mruczymy.
Malutka pokiwała głową, wciąż troszkę przestraszona, że zostanie wrzucona do rzeki. Okazało się, że jej brat był w porządku. A na Nalę wcale nie musiała zwracać przecież uwagi.
Wtedy rozległ się hałas, donośne warczenie. Malutka skuliła się wraz z rodzeństwem, a później dźwięk trochę ucichł. W jakiś sposób koteczka poczuła, że się przemieszczają. Wyjrzała nieśmiało za kratki.
– Jedziemy!
– Nie wiem, czym tak się ekscytujesz – żachnęła się Nala. – Jedziemy na badania.
– I co z tego? – zapytała Malutka.
– Mama uważała, że są niebezpieczne.
– Nie powiedziała ci tego! – zaprzeczyła koteczka. Siostra spojrzała na nią wymownie.
– To niby dlaczego nie chciała, żebyśmy pojechali?
– Nie wiem?! – odfuknęła Malutka.
– To sobie nie wiedz, Malutka – ostatnie słowo siostra wymówiła z przekąsem.
– To nie moja wina, że nie zostałam nazwana – odparła koteczka z urazą. Nala nie odpowiedziała. Skuliła się w kłębek i zamknęła oczy. Riko trącił Malutką przyjaźnie nosem.
– Nie przejmuj się – miauknął i ziewnął, przecierając łapką oczka – Też się zdrzemnę – oznajmił i ułożył się obok Nali.
Znów było cicho, a Malutka mogła wyjrzeć za kratki i w spokoju oglądać obiekty przesuwające się za przezroczystą ścianą.