Przeszłość
Czarny dymny kocurem przebywał w Klanie Burzy już ponad księżyc, a mimo to pozostawał zacofany, cichy, co nieco niepokoiło niektóre koty, które zapewne obawiały się, że w przyszłości młodzik zostanie kimś pokroju największego ponuraka w klanie, jakim był Poczciwy Szakłak. Czarny wojownik można powiedzieć, że był znany ze swojej ponurej, apatycznej natury, która towarzyszyła mu niemal non stop. Niebieskookiemu nie przeszkadzała taka wizja, nie rozumiejąc zmartwień dorosłych, w końcu Burzak radził sobie w ich społeczeństwie, wykonywał obowiązki, a nawet rozmawiał czasem z jakimiś kotami, więc kociak nie był w stanie pojąć, o co tyle niepokoju.
Pora opadających liści powoli zmierzała ku końcowi, więc wraz z każdym wschodem słońca temperatura w ciągu dnia minimalnie się obniżała, zapowiadając nadejście kolejnego sezonu. To właśnie w tym okresie Zew wraz z siostrą mieli dostąpić zaszczytu, jakim jest mianowanie na uczniów. Koteczka oczywiście musiała być ciągle w centrum uwagi, więc kiedy tylko mogła, to trajkotała, jak najęta o tym, że zostanie uczennicą Wdzięcznej Firletki, idąc w ślady matki jako medyk klanu. Kocurek za każdym razem przewracała ślepiami na jej słowa, mając dość jej ciągłej paplaniny o jednym i tym samym — najchętniej wrzuciłby ją do jakiegoś dołu i zasypał czy cokolwiek innego, co mogłoby uciszyć Łzę. Oczywiście nigdy nie myślał o czymś takim poważnie, aż takich kotem to nie jest, jednak chyba większość kotów marzyłaby o takim rozwiązaniu na jego miejscu.
Dzień mianowania
Kiedy tylko dzień wcześniej do uszu kociąt dotarła nowina o zbliżającym się wielkimi krokami mianowaniu, Łza od samego rana bez przerwy mówiła o tym, kim nie zostanie w przyszłości, kto ją będzie szkolił. Choć najgorzej było w chwilach, gdy do żłobka zaglądała sama medyczka klanu czy ich ojciec — ich uwaga oczywiście od razu musiała być skupiona na młodej kotce, która za każdym razem szukała ich atencji. Jasne spojrzenie Zewu uważnie śledziło poczynania siostry oraz kotów, które odwiedzały norę. Dymne futro idealnie komponowało się z półmrokiem w części kociarni, gdzie najczęściej przebywał, przez co jedynym widocznym elementem były jego oczy oraz biel na ciele w niektórych miejscach.
— Zwiewny Maku, Dryfujący Fluorycie, zadbajcie o to, by godnie się reprezentowali na dzisiejszym mianowaniu. — Słowa Zawodzącego Echa były na dwa różne sposoby odebrane. Łza od razu zaczęła zabiegać o uwagę wymienionych kotek, Zew natomiast wycofał się jeszcze bardziej w cień, jakby chcąc, by wszyscy o nim zapomnieli, włącznie z siostrą i ojcem. Nie miał nic do samego zastępcy, lecz z każdym dniem czuł, jak zawodzi go swoim zachowaniem — nie prezentował się tak godnie, jak Łza, nie biła od niego pewność siebie, pewność własnej pozycji społecznej.
— Zewie. — Głęboki głos rozbrzmiał tuż nad nim. Na swoim nieco drobnym ciele od razu wyczuł spojrzenie nie tylko kocura, ale i siostry, która spojrzała na niego ukradkiem w trakcie rozmowy z pozostałymi gośćmi w żłobku. — Może i nie będziesz się szkolić na tak ważnym stanowisku, jak twoja siostra, jednak i tak każdy w klanie będzie obserwował twoje postępy. Jesteś synem zastępcy i szamanki, jednym z kociąt sojuszu. — Słowa starszego zapewne miały na celu jakoś podbudować na duchu kociaka, lecz on jedynie poczuł, jak na jego barki spada kolejny ciężar. Musiał zacząć spełniać nie tylko wymagania ojca, ale i całego klanu. — Musisz być silny, niektórych z przyjemnością wykorzystają twoje potknięcia, dlatego też uważaj na siebie — dodał niebieskooki nieco ciszej, nieznacznie pochylając się nad synem, by dotknąć nosem jego czoła. Była to jedna z raczej niewielu chwil czułości i bliskości, jakie pomiędzy nimi zachodziły.
— Dobrze ojcze, uczynię wszystko, byś ty i klan byli ze mnie dumni — odpowiedział młodzik, biorąc się nieco w garść. Swym zachowaniem miał reprezentować nie tylko siebie, ale i Zawodzące Echo czy też klan na zgromadzeniach. Musiał stać się kimś, kto w przyszłości będzie miał równie niezachwianą reputację, co sam zastępca Burzaków.
Kiedy tylko Echo wraz z Firletką opuścili żłobek, Zew mógł wyczuć na sobie zawistne spojrzenie siostry, które oznaczało jedno — w tym momencie skradł całą uwagę ojca, która powinna zostać poświęcona koteczce, a nie jemu. Tym razem jednak niewzruszony posłał Łzie zuchwałe spojrzenie z lekko uniesionym podbródkiem, chcąc w ten sposób pokazać wyższość nad nią oraz pewnego rodzaju zwycięstwo, gdyż on sam nie musiał zabiegać o uwagę innych, by ją otrzymać. Smakował ten cichy triumf na języku, kiedy to Dryfujący Fluoryt zgarnęła go do kąpieli. Podobnie uczyniła Zwiewny Mak z Łzą, która zdecydowanie nie miała zamiaru odpuścić bratu.
Przygotowania do ceremonii mianowania odbywały się we względnym spokoju w akompaniamencie rozmów pomiędzy kociętami a kotkami, które to wybranymi z nich się zajmowały. W końcu wszelkie przygotowania dobiegły końca i niebieska wojowniczka opuściła norę wraz z dwójką przyszłych uczniów. Był to również moment, kiedy to Zawodzące Echo zwołał klan, by jego członkowie mogli być świadkami, jak grono uczniów się powiększa, a kolejni wojownicy i nie tylko mają okazję otrzymać nowego podopiecznego.
Oczywiście w pierwszej kolejności Łza została mianowana, otrzymując nowe imię Łzawa Łapa oraz Wdzięczną Firletkę jako swoją mentorkę. Kocurek w przeciwieństwie do niej nie znał swojego przyszłego nauczyciela i mógł to być każdy kot z klanu, który obecnie nie szkolił innego ucznia.
— Zewie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Milknąca Łapa. Twoim mentorem będzie Cyklonowe Oko. Mam nadzieję, że Cyklonowe Oko przekaże ci całą swoją wiedzę. — Po tych słowach ślepia zastępcy zostały skierowane w stronę wybranego wojownika, by kontynuować formułkę: — Cyklonowe Oko, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Rudej Lisówki doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją siłę i opanowanie. Będziesz mentorem Milknącej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Kiedy tylko Zawodzące Echo zakończył swoje przemówienie, a Zew z Cyklonowym Okiem dotknęli się nosami zgodnie ze zwyczajem, klan zaczął wykrzykiwać zarówno jego nowe imię, jak i te przyszłej medyczki klanu. Gdy wiwaty ustały, a koty zaczęły się rozchodzić, powracając do wcześniejszych zajęć, zarówno Wdzięczna Firletka, jak i Cyklonowe Oko nieco oddalili się od innych Burzaków, aby na osobności porozmawiać z uczniami. Oczywiście chwilę później po kolei podchodził do nich ojciec nowo mianowanych terminatorów, chcąc zamienić kilka słów z nimi samymi, jak i ich mentorami.
Milknąca Łapa od razu mógł wyczuć wzrok siostry, kiedy to zastępca podszedł do niego i kremowego wojownika. Dymny w odpowiedzi posłał jej dość zmęczone i dość znużone spojrzenie, chcąc jej jasno pokazać, jak bardzo go obchodzi fakt, iż Łzawej Łapie jakże nie odpowiada fakt, iż uwaga innych nie jest skierowana wyłącznie na nią.
[1047 słów]