BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 sierpnia 2026

Od Smoka do Śnienia

Zgromadzenie

Lubiła zgromadzenia, bo na nich wreszcie mogła wyrwać się ze środowiska, w którym przebywała na co dzień, i porozmawiać z kimś zupełnie obcym. Niestety Owocowy Las nie graniczył z wieloma przynależnościami, więc ciężko było nawiązać relacje z kotami z innych klanów, jeśli nie zrobiło się tego właśnie na zgromadzeniu. Jedynymi, z którymi tak naprawdę mogli częściej rozmawiać, byli Burzacy, ponieważ dzielili z nimi niewielką granicę pod mostem. Jednocześnie ich tereny znajdowały się stosunkowo blisko siebie, jedynie po dwóch różnych stronach Drogi Grzmotu.
Smok właśnie zakończyła rozmowę z jakąś Nocniaczką, gdy nagle podeszła do niej kolejna kotka. Miała szylkretowe futro i pachniała lasem iglastym. Sajgon opowiadał swojej uczennicy o innych przynależnościach. To podobno Klan Wilka zamieszkiwał właśnie takie tereny.
— Masz bardzo ładne umaszczenie — powiedziała nieznajoma na wstępie, gdy tylko intensywne spojrzenie Owocniaczki spoczęło na niej.
— Wiem — Smok mruknęła krótko, uśmiechając się do kotki. — Poszczęściło mi się, czyż nie?
— Zapewne, gdyż dotąd nie spotkałam jeszcze takiego — przyznała. — Ja nie miałam takiego szczęścia. W ogóle jestem Zwęglona Kukułka z... — przerwała nagle.
— Zwęglona Kukułkaz? Ciekawe imię — stwierdziła szylkretka, uśmiechając się zadziornie. — Słyszałam o kukułkach, ale nie o kukułkaz. To jakiś nowy gatunek występujący tylko w Klanie Wilka? Bo chyba właśnie stamtąd jesteś, tak? — zapytała, przekrzywiając lekko głowę.
— Nie, nie, Zwęglona Kukułka, bez tego “z” na końcu, Po prostu... Nie byłam pewna, czy chcę się dzielić tym, skąd jestem, ale jak widać, nie muszę już o tym mówić. Tak, jestem z Klanu Wilka — potwierdziła z widoczną niechęcią.
Szylkretka wzruszyła ramionami.
— No, tylko Wilczaki tak mocno dają iglakami — stwierdziła. — Poza tym ja nazywam się Smok. Pewnie zastanawiasz się, co to takiego? Cóż, sama chciałabym to wiedzieć — zachichotała, poruszając wibrysami z rozbawieniem.
— Może racja. Wy za to z Owocowego Lasu nosicie na sobie subtelną woń owoców. Muszą jakieś rosnąć na waszym terytorium. I bardzo ładne masz imię, oryginalne, wręcz niepowtarzalne, zapisujące się w pamięć rozmówcy — przyznała Kukułka z lekkim uśmiechem. — Pewnie nosząc takie imiona, jest wam łatwiej, nie musicie zawsze dwóch członów wypowiadać oraz chyba pozostaje niezmienne, racja?
Uczennica skinęła głową.
— Tak, pozostają niezmienne. Całe życie mamy takie samo imię, o ile nie stanie się nic szczególnego — odparła. Cieszył ją taki system imion, choć czasami zastanawiała się, jak brzmiałoby jej własne dwuczłonowe imię. Pewnie jakoś imponująco! Mogłaby być Ognistym Smokiem… albo może Potężnym Smokiem? W każdym razie jej imię z pewnością budziłoby grozę w każdym przeciwniku! — A na jakiej podstawie nadają wam imiona? Czemu jesteś Zwęgloną Kukułką? Uważasz, że pasuje do ciebie to imię?
— Imiona w klanach to dość indywidualna kwestia. Często zostają w jakimś stopniu takie same, na przykład jako kociak nosiłam imię Węgielek, a moja siostra Kryształka. Teraz mam w imieniu człon Zwęglona od tego imienia, za to siostra teraz się zwie Ośnieżony Kryształ. Zależy tak naprawdę od lidera, to on nadaje nowe imię. Nie wiem skąd u mnie człon Kukułka, lecz może to ze względu na moją bardziej wycofaną naturę. Czy mi pasuje? Chyba w jakimś stopniu tak, jakoś się tym zbytnio nie przejmuję.
Smok trochę zaczynała się już nudzić tą rozmową, mimo iż kotka wcale nie wydawała się taka zła.
— Aha, to fajnie — odparła krótko, po czym usiadła i zaczęła wylizywać swoją łapę. Po chwili odstawiła ją z powrotem na ziemię i spojrzała na Zwęgloną Kukułkę. — To o czym chcesz gadać? — zapytała, licząc na to, że wojowniczka sama znajdzie jakiś ciekawy temat.
— W sumie ciekawi mnie czy wszędzie koty tak samo się szkolą, wierzą w jednych Przodków, czy praktykują coś niecodziennego i... może wątpliwego moralnie — odparła. — Widziałam, że wszyscy Owocniacy mają określoną ilość nacięć na uchu oprócz uczniów.
Szylkretka przewróciła oczami.
— Nie wiem, w Owocowym Lesie czczą Wszechmatkę, czymkolwiek to jest. Nigdy mnie to nie ciekawiło — przyznała obojętnie. Wiedziała, że większość Owocniaków wyznawała właśnie Wszechmatkę, lecz ona, chcąc być inna i ciekawsza, wolała nie deklarować się jako wierząca. — Co do tych nacięć, to tak, symbolizują one stanowisko danego kota — wyjaśniła, nie kwapiąc się jednak do rozwijania tego tematu. Nie, żeby w ogóle pamiętała, ile nacięć przypadało danej randze.
— Rozumiem. — Zwęgloną Kukułka skinęła głową. — Dziękuję ci bardzo za rozmowę, lecz muszę iść poszukać siostry.
Smok nawet nie przejęła się jej odejściem, a zamiast tego wróciła do wylizywania swojej łapy, jakby Wilczaczka w ogóle do niej nie podchodziła. Musiała jednak przyznać, że ci Przodkowie, o których wspominała szylkretka, trochę ją zaintrygowali. Może Śnienie, Poziomka i Koniczyna wiedzieliby o nich coś więcej? Smok bardzo chętnie zaczęłaby ich wyznawać, gdyby oznaczało to, że stanie się jeszcze bardziej wyjątkowa na tle swoich pobratymców.

* * *

Kilka dni po zgromadzeniu stwierdziła, że w końcu postara się zagadać do któregoś z kotów, które kilka księżyców temu zadomowiły się w Owocowym Lesie. Chciała mieć to już za sobą, żeby potem nie zapomnieć o tym tak samo, jak o lisiej mowie, o której wciąż wiedziała niewiele, choć przysięgała sobie, że się jej nauczy. Nadal jednak wierzyła, że kiedyś przyjdzie na to czas i w końcu pozna język lisów.
Teraz była jednak pochłonięta treningami, czyż nie? Kto miałby czas na naukę lisiej mowy, gdy musi walczyć o to, by już niedługo zostać mianowanym? Smok poprzysięgła więc sobie, że wróci do nauki tak szybko, jak tylko zostanie pełnoprawną wojowniczką, a czuła, że wydarzy się to już niebawem.
Uznała jednak, że zagadanie do Śnienia, Poziomki czy Koniczyny nie zaszkodzi jej w treningach i nie zajmie tyle czasu, co nauka całego nowego języka. Rozejrzała się więc po obozie, wypatrując któregoś z przybyszów. Jako pierwszy rzucił jej się w oczy Śnienie. Miał długie, czarne futro i zabawną brodę, która wydawała się wręcz nienaturalnie długa.
Szylkretka zaśmiała się pod nosem i szybkim krokiem podeszła do starszego.
— Hej, Śnienie! — mruknęła na przywitanie, zagradzając mu drogę.
Kocur uniósł jedną brew, najwyraźniej spodziewając się jakiejś zaczepki. Nie tym razem. Teraz Smok chciała się doedukować, a nie męczyć biednego staruszka.
— Tak? — odparł w końcu.
Na pysku szylkretki natychmiast pojawił się szeroki uśmiech.
— Opowiesz mi o tych całych Pzodkach? — spytała, robiąc w jego stronę słodkie oczka. — Spotkałam na zglomadzeniu jakąś Wilczaczkę, któla o nich wspomniała. Zaciekawili mnie i pomyślałam, że może coś o nich wiesz — dodała, poruszając wibrysami z niecierpliwością.
Czarnofutry wyraźnie zdziwił się jej prośbą, lecz po chwili skinął głową, i ruchem pyska nakazał jej pójść za sobą w bardziej ustronne miejsce. Tam przysiadł, a szylkretka uczyniła to samo.
— Jak już pewnie wiesz, w Owocowym Lesie wierzy się we Wszechmatkę. Jest to jednak wiara praktykowana wyłącznie przez Owocniaków. W innych przynależnościach wygląda to nieco inaczej. Wiem, bo sam z takiej pochodzę — zaczął wyjaśniać. — Zazwyczaj w klanach wyznaje się Klan Gwiazdy, którego członkowie są znani również jako Gwiezdni Przodkowie. W przeciwieństwie do waszej wiary nasza ma dowody na swoje istnienie. Przodkowie odwiedzają nas w snach, a także codziennie nad nami czuwają. Ponadto liderzy otrzymują dziewięć żyć, co jest niepodważalnym dowodem ich istnienia. Można uważać ich zasady czy osądy za niesłuszne, ale twierdzenie, że nie istnieją, byłoby zwyczajnie głupie i ignoranckie — stwierdził z poważną miną.
Po jego tonie łatwo było poznać, że bardzo cenił sobie wiarę w Klan Gwiazdy. Smok nie mogła lepiej trafić! Już podobali jej się ci cali Gwiezdni Przodkowie. Będzie miała się czym chwalić! Zaraz uświadomi wszystkim, że ta ich Wszechmatka to zwykła bzdura. Jak mogli być tak głupi, żeby nie wierzyć w Klan Gwiazdy, skoro mieli pod nosem tyle dowodów?
— Ten cały Klan Gwiazdy ma dużo więcej sensu niż jakaś głupia Wszechmatka! — oburzyła się, przewracając oczami. — Nie maltw się, postalam się wbić tym głupkom lozum do głowy! — zadeklarowała, wypinając dumnie pierś.
Już oczyma wyobraźni widziała, jak opowiada swoim znajomym o jedynej prawdziwej wierze.

<Śnienie?>

[1232 słowa]

[25%]

Podsumowanie!

Upalny lipiec mamy już za sobą, a wraz z nim wielki powrót Podsumowań! Patrząc po liczbie opowiadań, był to miesiąc pełen weny. Oby i w kolejnych tygodniach wena ta sprzyjała kolejnym członkom naszego bloga!

OPOWIADANIA
W kwietniu na blogu pojawiło się aż 349 postów, z czego 306 z nich stanowiły Wasze opowiadania! A oto wyniki dla poszczególnych klanów: 

Klan Burzy - 60
Klan Klifu - 48
Klan Nocy - 47
Klan Wilka - 37
Owocowy Las - 42
Samotnicy - 24
Pieszczochy - 48
POPULACJA
W tym miesiącu do bloga dołączyło 22 koty:
14 przez narodziny w klanie/grupie 
8 przez dołączenie z "zewnątrz"

Za to pożegnaliśmy 16 kotów:
13 przez śmierć
3 przez zaginięcie
WYRÓŻNIENIA
W wyniku głosowania na postać miesiąca, w lipcu wygrała Fląderka z Klanu Nocy!  
Za to wśród każdego z klanu/ugrupowania, wyróżniono po najaktywniejszym członku/członkach:

W Klanie Burzy: Skrzydlata Płomykówka i Krokusowa Kruchość [8 opowiadań]
W Klanie Klifu: Pszczeli Lilak [13 opowiadań]
W Klanie Nocy: Żabie Oko [6 opowiadań]
W Klanie Wilka: Blednący Szalej [6 opowiadań]
W Owocowym Lesie: Borowik [9 opowiadań]
Pośród Samotników: Monarch Pierwszy [7 opowiadań]
Pośród Pieszczochów: Malutka [45 opowiadań]

Z tych wszystkich postaci, najaktywniejsza w lipcu okazała się Malutka z liczbą 45 opowiadań!
SPRAWY TECHNICZNE
  • Skład administracji opuściła vezuvio, a jej obowiązki zostały rozdzielone pomiędzy pozostałych administratorów. Japko w pełni przejęła Klan Klifu wraz z obowiązkiem postarzania postaci, aktualizacja drzewka od teraz należy do Syrin obowiązków, Reed przejął treningi oraz wraz z Krulik Owocowy Las. W dodatku Pręga ma już tylko pod opieką Klan Nocy, oddając Klan Wilka w łapki Krulik, która od razu przygarnęła do współopieki Reeda. Oprócz tego zmienił się admin odpowiadający za Podsumowania i dotychczas obowiązek należał do Krulik, tak teraz przejął go Reed. Podobnie w przypadku drzewka genealogicznego, gdyż te teraz będzie aktualizowane przez Krulik.
  • W Klanie Burzy pojawił się event, którego połowę mamy już za sobą!
SPRAWY FABULARNE

W Klanie Burzy doszło do kolejnej tragedii. Nikt nie myślał, że buzujące w powietrzu napięcie w ten sposób się rozwiąże.
Podczas ostrej burzy, w jedno z drzew przy Drodze Grzmotu trafione zostało piorunem i zajęło się ogniem. W tym samym czasie, niczego nieświadome koty w obozie były świadkiem ostrej wymiany zdań pomiędzy Gradobijącym Cierniem, Króliczą Gwiazdą i Zawodzącym Echem. Krytykę padającą ze słów najmłodszego przerwał głośny krzyk – i wpadnięcie do obozu Bąbelkowego Plusku, ostrzegającego klan przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.
Zarządzono ewakuację. Głównej grupie kotów przewodzili Zawodzące Echo i Ruda Lisówka, a starszym oraz Króliczej Gwieździe w drugiej grupie pomagać miała Sójczy Błękit wraz z wyznaczonymi wojownikami. Podczas drogi do Kamiennych Strażników, gdzie wszyscy mieli być bezpieczni, ogień odciął drogę grupie z przywódcą w składzie.
Po długich, ciągnących się z nerwami chwilach czekania, gwałtowna ulewa ugasiła unoszące się płomienie. Do reszty klanu jako ostatnia dołączyła gromada kotów, których części nie było w obozie podczas wybuchu pożaru. Nikt z nich nie umiał powiedzieć, co się stało z Króliczą Gwiazdą oraz towarzyszącymi mu kotami. Wymijali zadane pytania oraz zachowywali się co najmniej osobliwie; nie minęło zbyt wiele uderzeń serca, aby zaczęły się oskarżenia i skakanie sobie nawzajem do gardeł.
Po przeniesieniu się do Groty Pamięci, rozpoczęła się dyskusja. Koty broniły się przed rzucanymi w ich kierunku oskarżeniami na różne sposoby, jednak na jaw zaczęła wychodzić brzydka prawda. Koty zaczęły się dzielić słowami, które zasłyszały bądź wspomnieniami o tym, kogo w czyim towarzystwie widziały. Zniknięcia Króliczej Gwiazdy, celowego czy nie, nie stawiały w lepszym świetle wnioski wyniesione przez Burzaków – zamach na życie przywódcy, oraz każdego, kto miał temu stanąć na drodze, był chociażby planowany.
Wyłoniono czterech głównych podejrzanych – Tańcujące Pierze, Nieustraszony Chomik, Gradobijącego Ciernia oraz Dzikiego Berberysa, jak i trójkę mniej lub bardziej zamieszanych w tę sytuację kotów: Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak i Bąbelkowego Pluska. O decyzji, którą wobec ich przyszłości podjął klan, dowiecie się niedługo…
Dyskusje w Grocie Pamięci dobiegły końca. 
Nie trzeba było dużo presji, aby niektórzy z oskarżonych wyznali całą prawdę. Znacznie ułatwiło to sklejenie spójnej wersji wydarzeń, jak i... Ogłoszenie wyroku.
Życie Tańcującego Pierza oraz Nieustraszonego Chomika zakończyła egzekucja. Dziki Berberys został wygnany daleko poza granice klanu, a Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk spotkała kara dożywotnich prac pod nadzorem.
Gdy tylko "pozbyto" się niebezpieczeństwa, Zawodzące Echo udał się do Księżycowej Sadzawki, wracając już jako Zawodząca Gwiazda. Pierwszą zmianą, jaką wprowadził jako prawowity przywódca, była decyzja o przeniesieniu obozowiska pod powierzchnię ziemi – z racji, iż stary obóz został w większej części pochłonięty przez płomienie, rozpoczęły się prace nad nowym domem Burzaków.
Pierwsze oznaki sojuszu ją są widoczne. Kiedy tylko szkolący się Modrogończyk z sojuszniczego miotu zauważył dym nad terenem Klanu Burzy, chciał pognać w tamtą stronę, jednak skutecznie został zatrzymany i ocalony przed wpadnięciem na Drogę Grzmotu. W obozie Owocniaków, Czereśnia wybrał koty do patrolu, który miał zobaczyć co u ich sojuszników. W ich skład wchodziła Purchawka, Modrogończyk, Hiacynt, Topola i Śnienie.
W czasie spotkania z Burzakami zostały również przekazane informacje o wygnańcu, Dzikim Berberysie, oraz po krótce o czwórce więźniów, na wypadek, gdyby ci próbowali uciec i szukać schronienia w Owocowym Lesie.
Opowiadania fabularne: 1 2 3 4 5 

 W Klanie Klifu obóz rozbudził się w środku nocy, kiedy to Słoneczne Oko oznajmił, że Truskawkowe Pole zniknęła nagle w mrocznych odmętach. Kotka miała jedynie udać się za potrzebą, ale nie było jej już od dłuższego czasu, a pełniący straż kocur nie do końca wiedział, co miał zrobić.
Trop zastępczyni poprowadził poszukiwaczy aż do krańca Złotych Kłosów i był bardzo świeży, podobnie co ślady na śnieżnej pokrywie. Wszyscy raczej zgodnie uznali, że była to ucieczka z własnej woli. 
Pchełkowy Skok od dłuższego czasu wyglądała na bardziej znerwicowaną, niż zwykle. Wszak nawet niezbyt bystre oko zauważyłoby jej przemianę po śmierci Tawułowej Bryzy; domniemanego zdrajcy, jak mówił Lśniąca Gwiazda. Kotka wielokrotnie budziła się w nocy z koszmarami, krzycząc "On kłamie! Tawuła jest niewinny!", strasząc koty dookoła, oraz zasiewając ziarno niepewności w sercach Klifiaków. Któregoś dnia, szylkretka w środku nocy wstała, a jej matowe futro powiewało w zimowym wietrze. Wyszła z obozu przez tunel i nigdy już nie wróciła. Koty powiadają, że nie zniosła straty Tawuły, zdrady przez Lśniącą Gwiazdę, o której krzyczała nocami w swych koszmarach, oraz kolejnych katastrof, jakie przytrafiały się Klanowi Klifu. Gdzie poszła? Czy wciąż jeszcze mogła żyć, doprowadzona na skraj rozpaczy? Koty patrolujące granice znalazły jedynie urwany ślad, a wraz z nim wszystkie pióra, jakie kotka nosiła w swoim futrze. Pchełkowy Skok zniknęła na dobre, z terenów jak i z życia nadmorskich kotów.
To już kolejna ucieczka z Klanu Klifu w krótkim okresie czasu. Bezradni klifiacy mogą jedynie zadawać sobie pytanie - czy powiązanie Truskawkowego Pola i Pchełkowego Skoku z Lśniącą Gwiazdą grało rolę w ich decyzji o odejściu?
Lśniąca Gwiazda postanowił zwołać zebranie klanu, na którym to ogłosił dość wiele nowych wiadomości — zarówno ciekawych, kontrowersyjnych, jak i budzących pytanie: "Co jeszcze lider Klanu Klifu ma w planach dla swojej społeczności?". Podczas zebrania przywódca wybrał swojego nowego zastępcę — Źródlaną Łunę. Nie to jednak można by określić głównym punktem spotkania. Kocur wprowadził kolejną już rolę — Jaśniejące Skrzydła. Zapowiedział również, że Gąsienicowy Ogryzek w końcu zniknie z terenów klanu.
Jak poradzą sobie koty, które otrzymały nowe funkcje? Kto zostanie następnym Jaśniejącym Skrzydłem? A także jakie korzyści będą z tego płynąć?
Opowiadania fabularne: 1 2 

W Klanie Nocy Mewi Puch nie wrócił na noc do obozu. Nie wrócił też nocy następnej, kolejnej i również tej po niej, mimo poszukiwań i wielu pytań, jakie padły w stronę kotów, które mogły wiedzieć cokolwiek o jego losach. Ślad po kocie... Zniknął. 
do obozu wtargnął borsuk.
Choć wieść ta zwykle powinna budzić grozę, szczególnie mając w pamięci wydarzenia sprzed kilku księżyców, w tym wypadku nie doszło do rozlewu krwi. Wojownicy rzecz jasna i tak się zlękli, gotowi w każdej chwili rozpocząć atak na Borsuczycę, która wniosła w pysku poranione ciało Świteziankowego Jeziora. Na ich szczęście, obca nie miała złych zamiarów.
Po krótkiej wymianie niezbyt rozbudowanych i niezbyt rozumianych przez siebie nawzajem zdań, koty i borsuk doszli do pozornego porozumienia. Z doniesień intruzki wynikło, iż znalazła wojowniczkę w krytycznym momencie — podczas napadu na nią samotnika, z którym szybko i skutecznie się rozprawiła. Niestety, nie udało jej się uchronić wojowniczki przed jednym — ciążą.
Pełna goryczy namiestniczka, Trzcinowy Szmer, wydała rozkaz, wysyłając na zwiady patrol, którego zadaniem było zbadanie okolic miejsca samotniczego ataku.
Podczas podróży i poszukiwań wskazanego miejsca utworzyła się większa grupa zwiadowców, napotykając przechodzący niedaleko patrol Mandarynkowej Gwiazdy. Po prędkim objaśnieniu sytuacji, koty ruszyły by kontynuować poszukiwania.
Po mroźnej podróży bohaterom w końcu oddało się odnaleźć wodospad, obok którego spoczywały zwłoki i piorunujący je wzrokiem kocur. Nim udało się im z nim skonfrontować, nadleciał atak z nieba, poważnie raniąc Narwaną Łapę.
Nie był to koniec napastników — pośród drzew skrywała się samotniczka, która gdy tylko została wykryta, zaczęła uciekać przed goniącymi ją Siwą Czaplą i Ulewnym Szkwałem. Jej ucieczka jednak nie obyła się bez ofiar. Na jednej z gałęzi skrywała się uczennica, Mysiomózga Łapa, która została przez nią strącona w dół, łamiąc przy tym kark.
Końcowo udało się schwytać uciekinierkę, która poza wulgaryzmami, wypluła z siebie również szóstkę kociąt. W szale zabiła trójkę z nich, po chwili sama ginąc z łap patrolu. Młode, którym udało się przeżyć, zostały przetransportowane do obozu. 
Pozostałe zostały pobłogosławione przez ogrodniczkę, a następnie pochowane w zbiorowej mogile. Nikt nie jest pewien, jaki dalszy los czeka Klan Nocy, a w szczególności dwa czekoladowe maluchy....
Niedługo po pamiętnych wydarzeniach związanych z Borsuczycą i samotnikami, Klan Nocy utracił kolejnego członka. Tym razem okazał się nim być Konwaliowa Mielizna — młody wojownik, a jednocześnie potomek okrzykniętej mianem zdrajczyni Baśniowej Stokrotki. Ostatni raz widziano go wieczorem, gdy słońce powoli chowało się za horyzontem, gdy to samotnie opuszczał obóz. Nigdy już nie wrócił, a jego trop, jak nazajutrz się okazało, urwał się przy granicy z terenami niczyimi.
Czy kocur postanowił pomścić zmarłą siostrę? A być może zdecydował się dołączyć do samotniczej grupy, która niedawno przeprowadziła atak na Klan Nocy? Tego nikt już się nie dowie...
Opowiadania fabularne: 1 2 3 4

W Klanie Wilka do obozu pospiesznie wkroczył patrol składający się z trzech kotek: spanikowanej Wrotyczowej Szramy, zdenerwowanej Seradelowej Łapy i nieobecnej myślami Dyniowej Skórki. Od razu skierowały się do legowiska liderki, co nie mogło oznaczać niczego dobrego. Po chwili z nory wyszły dwie starsze kotki, a zaraz za nimi Seradela i Zalotna Gwiazda. Liderka wraz ze swoją uczennicą opuściły obóz, jednak po dłuższym czasie wróciła jedynie Seradelowa Łapa. Sama. Dopiero znacznie później do azylu dotarła również Zalotna Gwiazda, wyraźnie przygnębiona.
Wilczaki nie musiały jednak długo zastanawiać się nad przyczyną jej zachowania. Szylkretka wskoczyła na mównicę i przekazała wszystkim tragiczną wiadomość — Cienista Zjawa został zamordowany przez grupę samotników (ale czy na pewno?). Następnie ogłosiła powstanie nowych tytułów, mających wyróżniać najbardziej zasłużonych Wilczaków, po czym odznaczyła nimi pierwszych członków.
Jakiś czas później choć z wilczackiego obozu na patrol wyruszyła jedynie czwórka kotów, wróciła z jeszcze jednym towarzyszem. Wąsatkowy Ruczaj, Gwiazdnicowy Blask i Aksamitkowy Nos odniosły obrażenia, dlatego od razu udały się do lecznicy. Tygrysia Noc natomiast zaprowadził obcego przed oblicze Zalotnej Gwiazdy, po czym opuścił jej legowisko i cierpliwie oczekiwał na decyzję liderki.
Po długiej rozmowie z byłym Burzakiem Zalotna Gwiazda rozkazała swoim zastępcom odprowadzić go do legowiska więźniów i wyznaczyła koty, które miały go pilnować. Następnie ogłosiła klanowi, że kocur nosi imię Dziki Berberys i jest zbiegiem z Klanu Burzy, który w przyszłości może okazać się Wilczakom użyteczny. Oznajmiła również, że gdy dojdzie do siebie i nauczy się pokory wobec Klanu Wilka, zostanie mianowany uczniem.
Opowiadania fabularne: 1 2 3 

W Owocowym Lesie pierwsze oznaki sojuszu ją są widoczne. Kiedy tylko szkolący się Modrogończyk z sojuszniczego miotu zauważył dym nad terenem Klanu Burzy, chciał pognać w tamtą stronę, jednak skutecznie został zatrzymany i ocalony przed wpadnięciem na Drogę Grzmotu. W obozie Owocniaków, Czereśnia wybrał koty do patrolu, który miał zobaczyć co u ich sojuszników. W ich skład wchodziła Purchawka, Modrogończyk, Hiacynt, Topola i Śnienie.
W czasie spotkania z Burzakami zostały również przekazane informacje o wygnańcu, Dzikim Berberysie, oraz po krótce o czwórce więźniów, na wypadek, gdyby ci próbowali uciec i szukać schronienia w Owocowym Lesie.
Opowiadania fabularne: 1 

Samotników nie spotkało nic nowego.
 Opowiadania fabularne: Brak

Dziękujemy za aktywny miesiąc i życzymy weny na kolejny!

Od Zwęglonej Kukułki

Zgromadzenie 01.08.2026

Kiedy tylko Wilczaki dotarły na wyspę, Ośnieżony Kryształ od razu ruszyła w tłum kotów, zapewne niemal od razu odnajdując kogoś do rozmowy. Kukułka za to została w tyle, dlatego też przez ten czas kręciła się bardziej po obrzeżach wyspy, dopóki nie dostrzegła kota o interesującym umaszczeniu. Dawniej nie myślałaby nawet przez chwilę, by podejść, ale teraz chyba zdecydowanie bardziej pewna siebie.
Przedzierając się przez tłum kotów, w końcu dotarła do potencjalnego towarzysza rozmowy na resztę nocy.
— Masz bardzo ładne umaszczenie — powiedziała na wstępie, gdy tylko intensywne spojrzenie Owocniaczki spoczęło na niej.
— Wiem — mruknęła krótko, uśmiechając się do kotki. — Poszczęściło mi się, czyż nie?
— Zapewne, gdyż dotąd nie spotkałam jeszcze takie — przyznała, notując w myślach, że kotka zapewne miała dość wysoką samoocenę lub ogólne mniemanie o sobie, dlatego też, zamiast podziękować za komplement, to jedynie go potwierdziła i kontynuowała temat. — Ja nie miałam takiego szczęścia. W ogóle jestem Zwęglona Kukułka z... — przerwała, dochodząc do wniosku czy aby na pewno chce utożsamiać się z tym bestialskim klanem. Po jednej z rozmów z Brukselkową Zadrą była aż nazbyt świadoma tego, co się działo pod ich nosami. Nie wiedziała jednak, czy inne klany o tym wiedzą.
— Zwęglona Kukułkaz? Ciekawe imię — stwierdziła szylkretka, uśmiechając się zadziornie. — Słyszałam o kukułkach, ale nie o kukułkaz. To jakiś nowy gatunek występujący tylko w Klanie Wilka? Bo chyba właśnie stamtąd jesteś, tak? — zapytała, przekrzywiając lekko głowę.
— Nie nie, Zwęglona Kukułka, bez tego "z" na końcu, Po prostu... Nie byłam pewna, czy chce się dzielić tym, skąd jestem, ale jak widać, nie muszę już o tym mówić. Tak, jestem z Klanu Wilka — potwierdziła z widoczną niechęcią. Może dowie się, ile inni wiedzą na temat tego, co dzieje się wśród Wilczaków, jakie niemoralne praktyki regularnie wykonują.
Owocniaczka wzruszyła ramionami.
— No, tylko Wilczaki tak mocno dają iglakami — stwierdziła. — Poza tym ja nazywam się Smok. Pewnie zastanawiasz się, co to takiego? Cóż, sama chciałabym to wiedzieć — zachichotała, poruszając wibrysami z rozbawieniem.
— Może racja. Wy za to z Owocowego Lasu nosicie na sobie subtelną woń owoców. Muszą jakieś rosnąć na waszym terytorium. I bardzo ładne masz imię, oryginalne, wręcz niepowtarzalne, zapisujące się w pamięć rozmówcy — przyznała z lekkim uśmiechem. — Pewnie nosząc takie imiona jest wam łatwiej, nie musicie zawsze dwóch członów wypowiadać oraz chyba pozostaje niezmienne, racja?
Uczennica skinęła głową.
— Tak, pozostają niezmienne. Całe życie mamy takie samo imię, o ile nie stanie się nic szczególnego — odparła. — A na jakiej podstawie nadają wam imiona? Czemu jesteś Zwęgloną Kukułką? Uważasz, że pasuje do ciebie to imię?
— Imiona w klanach to dość indywidualna kwestia. Często zostają w jakimś stopniu takie same, na przykład jako kociak nosiłam imię Węgielek, a moja siostra Kryształka. Teraz mam w imieniu człon Zwęglona od tego imienia, za to siostra teraz się zwie Ośnieżony Kryształ. Zależy tak naprawdę od lidera, to on nadaje nowe imię. Nie wiem skąd u mnie człon Kukułka, lecz może to ze względu na moją bardziej wycofaną naturę. Czy mi pasuje? Chyba w jakimś stopniu tak, jakoś się tym zbytnio nie przejmuję.
— Aha, to fajnie — odparła krótko, po czym usiadła i zaczęła wylizywać swoją łapę. Po chwili odstawiła ją z powrotem na ziemię i spojrzała na Zwęgloną Kukułkę. — To o czym chcesz gadać? — zapytała, licząc na to, że wojowniczka sama znajdzie jakiś ciekawy temat.
— W sumie ciekawi mnie czy wszędzie koty tak samo się szkolą, wierzą w jednych Przodków, czy praktykują coś niecodziennego i... może wątpliwe moralnie — odparła, nieco ryzykując temat ostatniej kwestii, ale może dzięki temu będzie wiedzieć, gdzie jest bezpieczniej niż w Klanie Wilka, jeśli zajdzie taka potrzeba.
— Widziałam, że wszyscy Owocniacy mają określoną ilość nacięć na uchu oprócz uczniów.
Smok przewróciła oczami.
— Nie wiem, w Owocowym Lesie czczą Wszechmatkę, czymkolwiek to jest. Nigdy mnie to nie ciekawiło — przyznała obojętnie. — Co do tych nacięć, to tak, symbolizują one stanowisko danego kota — wyjaśniła.
— Rozumiem. — Skinęła głową. Widząc pewną niechęć uczennicy do dalszej rozmowy, rozważała, czy opłaca się kontynuować. Postanowiła więc odpuścić i poszukać siostry. — Dziękuje Ci bardzo za rozmowę, lecz muszę iść poszukać siostry.

Od Drzemlika

Mały kocurek poczuł nagły chłód, który sprawił, że nabrał tyle powietrza do płuc, ile tylko był fizycznie w stanie i zapiszczał głośno, gdy natrafiła się ku temu okazja. Lilaki powoli kwitły, wydobywając intensywną, kwiecistą woń wymieszaną z odrobiną mokrej, ziemistej nuty. Drzewa szeleściły spokojnie, a wysoko pnące się korony kołysane były na boki. Obok źródełka nieśmiało przelatywały co jakiś czas ważki i pojedyncze muchy, aczkolwiek nigdy nie zatrzymywały się tam na długo, jako iż zbiornik tracił ich zainteresowanie. Mimo Pory Nowych Liści zmiana temperatur była na tyle dotkliwa, że małe, niebieskie ciałko zaczęło się trząść z chłodu. Zdążył przyzwyczaić się do przyjemnego ciepła, do którego było mu w tej chwili tak tęskno… Już uderzenie serca później poczuł szorstki język, który zaczął stroszyć mu miękkie futerko w przeciwną stronę rośnięcia ciemnych, dwukolorowych kłosów. Oczka miał szczelnie zamknięte, a poduszki łap niezwykle miękkie. Pod swoim grzbietem poczuł większą łapę, czyjeś ciepłe poduszki, trzymające go z troską, żeby nie wypadł z nich i nie przetoczył się kawałek dalej, w legowisku. Nad jego głową rozległy się głosy, jednak obecnie niezrozumiałe dla niego. Nowe zapachy napłynęły do jego noska, otworzył pyszczek i zaczął cicho syczeć na nieznajomych, stojących nieopodal. Nie było to głośniejsze od szeptu, dlatego też dziwnym by było, gdyby z tego powodu przerwali konwersację na długo. Przypłaszczył nieco oklapnięte uszka i zaczął prostować tylne łapki, nie będąc w stanie schować pazurków wielkości igiełek. Zastrzygł wąsami, a wargi zaczęły same mu podrygiwać. Położono go wreszcie na miękkie, wyłożone pierzem podłoże, a malec instynktownie zaczął czołgać się w stronę ciepła – czyli brzucha matki. Wczepienie się i posmakowanie mleka po raz pierwszy nie zajęło mu długo. Również nie potrzebował całego dnia, żeby odkryć, iż nie był jedyną kulką obok matczynego boku, której zależało na pożywieniu się. Nie miał jednak w planach jej kopać, była bardzo spokojna i w porównaniu do niego, nie piszczała na prawo i lewo.

Od Milknącej Łapy

Zgromadzenie 01.08.2026


Miało to być jego pierwsze zgromadzenie, w jakim uczestniczył. Jednocześnie czuł pewną ekscytację, ale i obawę przed tym, co takiego może o nim rozpowiedzieć Łzawa Łapa. Koteczka przy niemal każdej możliwej okazji próbowała go poniżać lub tak poprowadzić rozmowę, by to jemu wcisnąć jakieś swoje obowiązki, które posiadała jako uczennica medyczki. Niedawno się dowiedział, że ona sama także musiała dbać o legowiska starszych członków klanu, podobnie jak on. Kiedy raz ją spotkał w legowisku starszyzny, minimalny uśmiech triumfu zagościł na jego dymnym pysku — oznaczało to, że Łza pomimo wybrania “elitarnej” ścieżki szkolenia, to nadal mimo wszystko była na równi z innymi uczniami.
Kiedy tylko ich ojciec poprowadzić grupę wybranych kotów na Bursztynową Wyspę, Milknąca Łapa starał się trzymać z dala od czarno białej, woląc spędzić tę noc bez jej kąśliwych przytyków, jeszcze brakowało, by kotom z innych klanów zaczęła wciskać oszczerstwa na jego temat. Zastanawiał się, czy wszyscy Burzacy byli ślepi na jej atencyjność. Przecież jako jeden z czterech kociąt symbolizujących sojusz pomiędzy Owocowym Lasem a Klanem Burzy, powinna się właściwie zachowywać, tak jak przystało. Jego zdaniem Łzawa Łapa powinna szkolić się jak on na wojownika, a ze względu na swoje zachowanie, pozostać dzisiejszej nocy w obozie. Na miejscu Zawodzącej Gwiazdy, nie pozwoliłby, aby jakiś atencyjny kociak niszczył reputację klanu w oczach innych.
Żałował, że to właśnie Łza wraz z nim została wybrana do Klanu Burzy. Kocur wolałby towarzystwo Psianki lub chociażby Modrogończyka, lecz nie, był skazany na siostrę, której woda sodowa uderzyła do głowy i to już od samego początku.
Pogrążony we własnych myślach, próbował znaleźć jakieś spokojne miejsce, gdzie mógłby przesiedzieć zgromadzenie, nawet jeśli raczej nie przystoi to synowi lidera oraz wcześniej czuł podekscytowanie na samą myśl o pierwszej takiej nocy. To uczucie jednak szybko znikało, kiedy uświadamiał sobie, że właśnie teraz Łza mogła każdemu obcemu nawciskać kłamstw o nim.
W poszukiwaniu upragnionego miejsca wpadł na starszego od siebie kota. Oczywiście takie spotkania z innymi dość często mu się zdarzały, nawet jeśli próbował uważać.
— Wybacz — odparł, robiąc dwa kroki do tyłu, a do jego uszu ledwo dotarło ciche syknięcie. — Trochę tu jest kotów — dodał z przepraszającym uśmiechem. Dopiero po chwili do jego nozdrzy dotarła subtelna woń kota, kojarzącego się z Owocowego Lasu. — Jesteś Owocniakiem? — spytał, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia.
Przed nim stał czekoladowy uczeń, niewiele starszy od niego, który początkowo na pytanie Burzaka, zamrugał kilka razy, co początkowo zbiło z tropu dymnego.
— Tak. …Zew? — Dawne imię niebieskookiego padło z pyska pręgowanego, wywołując niewielki uśmiech u młodszego.
— Teraz to Milknąca Łapa, ale tak, to ja — potwierdził. — Ty to Puchacz, prawda? Nie kojarzę zbyt wielu z Owocowego Lasu. Moja siostra z tobą nie rozmawiała jeszcze? — spytał, chcąc mieć pewność, że kocur, z którym rozmawia, nie będzie mieć żadnych uprzedzeń do niego. Choć Łzawa Łapa mogła kiedyś wpaść na pomarańczowookiego, kiedy to byli jeszcze w Owocowym Lesie, lecz Zew miał wrażenie, że ta wtedy nie była jeszcze aż tak cięta na niego. Nie wiedział, co zbytnio się zmieniło od tego czasu, że koteczka podchodziła do niego w taki, a nie inny sposób.
— Tak to ja. — Uśmiechnął się, zakrywając bliznę na policzku. — Która siostra? Psianka? — zażartował.
— Miałem na myśli Łzawą Łapę — sprecyzował. — Psianka też jest na zgromadze-- — Nie dokończył, zdając sobie sprawę, że kocur zakrył policzek. — Coś ci się stało?
— Nie… wszystko jest w porządku! — Zaśmiał się nerwowo, lecz to zapewnienie niezbyt przekonało Burzaka.
— Na pewno? Bo jeśli to pomoże, to możesz mi powiedzieć, i tak nie miałbym z kim się tym podzielić. A nawet jeśli to i tak bym trzymał pysk zamknięty — zaproponował, chcąc pomóc jakoś kocurowi.
— Nie… To tylko głupi wypadek przy treningu.
— Czyli nie tylko mnie wypadki się zdarzają — oznajmił, zmieniając nieco kierunek rozmowy. Skoro Puchacz nie chciał o tym mówić, to dymny zamierzał to uszanować. — Dobrze pamiętam, że szkolisz się na zwiadowcę?
Na to pytanie starszy zmierzwił sobie futro na głowie łapą i uciekł wzrokiem.
— Tak. A ty?
— W klanach nie ma zbyt dużego wyboru. Łzawa Łapa postanowiła być nadal w centrum uwagi i szkoli się na medyka, ja za to na wojownika niczym mój ojciec. Figa jest twoją mentorką, prawda? Jest bardzo surowa skoro to także twoja matka?
— …można tak powiedzieć — mruknął.
— Mam nadzieję, że już niedługo ukończysz szkolenie i będziesz najlepszym zwiadowcą w Owocowym Lesie!
Na to stwierdzenie na pysku czekoladowego pojawił się lekki uśmiech, a chwilę później zmierzwił łapą futro na głowie czarnego.
— Dzięki Zewie…
— Drobiazg — odparł z szerokim uśmiechem, nie przejmując się tym, że ten mu potargał futro na głowie. — A jak tam w Owocowym Lesie się ogólnie sprawy mają? Jak moje rodzeństwo sobie radzi?
Wzruszył ramionami.
— Chyba w porządku. Modrogończyk szkoli się na uzdrowiciela.
— Czyli także poszedł w ślady naszej matki. A jak u Psianki? — spytał, chcąc wiedzieć, co u drugiej siostry. Nie wiedział, czy jest na zgromadzeniu, a nawet jeśli, to czy uda im się spotkać.
— Ma zostać zwiadowcą.
— Trochę tych zwiadowców przybędzie u was w najbliższym czasie. Ty, Psianka.
— Haha… no tak… A jak to jest w Klanie Burzy? Po prostu wszyscy trenujecie tak samo?
— Nie nie, u nas są kronikarze i przewodnicy. Kronikarze zajmują się dziejami klanu, gwiazdami, a przewodnicy to koty, które dogłębnie znają nasze terytorium.
– A to nie tak, że każdy członek klanu powinien dobrze znać swoje tereny?
— Znamy, lecz u nich jest to podstawa. Na równinach jest trochę nor królików, które czasem w wysokiej trawie ciężko znaleźć, dla nich nie jest to problem — odparł, starając się brzmieć z tymi wymyślonymi informacjami na tyle wiarygodnie, by Puchacz nie miał co do nich wątpliwości.
Kocur ponownie wzruszył ramionami.
— A jak ten wasz ojciec? Cieszysz się, że jest zastępcą?
— Cóż... Jak trafiliśmy do Klanu Burzy, to był zastępcą, lecz teraz jest samym liderem i zasiada z innymi na skale — odparł, wskazując ruchem głowy w stronę, skąd liderzy mieli widok na wszystkich zgromadzonych.
— O! A to ci niespodzianka. Jest jeszcze gorzej, niż jak był zastępcą? Czy dostajesz trochę ulgowego traktowania?
— Nie, jest w sumie dobrze. Jakoś znajduje czas dla nas i raczej jesteśmy na równi z innymi traktowani.
— To świetnie — mruknął, sprawiając wrażenie, że ucieka gdzieś myślami, zamiast próbować kontynuować rozmowę z młodszym.
— Jeśli się nie pogniewasz, to chciałbym jeszcze poszukać Psianki, by nadrobić te księżyce.
— Jasne, rozumiem…
Pożegnał Puchacza lekkim uśmiechem na pysku, jakby chcąc go wesprzeć i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Może nie wiedział, co trapi przyszłego zwiadowcę, lecz miał nadzieję, iż niedługo będzie u niego o wiele lepiej, podobnie jak u niego. Gdy tylko ukończy szkolenie, Łzawa Łapa nie będzie mogła już na niego patrzeć z góry — wszystko się zmieni. Trzymał się kurczowo tej myśli, dodając mu nadziei i siły do dalszego działania.
Kiedy tylko opuścił starszego, od razu zaczął wypatrywać czarno białej szaty swojej siostry, którą niedługo później dostrzegł. Od razu zaczął przeciskać się przez tłum kotów, co chwilę kogoś przepraszając.
— Psianko! — zawołał uradowany na jej widok, przez co parę wojowników blisko nich spojrzała w ich stronę, by westchnąć lub przewrócić oczami i wrócić do wcześniejszych rozmów, narzekając na tę dzisiejszą młodzież.
Gdy kotka również dostrzegła czarnego kocura, sama ruszyła biegiem równie uradowana jego widokiem, co on jej. Pomarańczowe ślepia uważnie mu się przyglądały, wyłapując od razu różnicę w ich wzroście oraz rysy mięśni, które kocur zbudował w czasie treningów z Cyklonowym Okiem.
— Zew! To znaczy… Milknąca Łapo, tak długo cię nie widziałam! Co u ciebie? Jak sobie radzisz podczas treningów?
Uśmiech nie schodził mu z pyska nawet przez chwilę, choć w czasie jednego uderzenia serca zastanawiał się, skąd Psianka zna jego obecne imię, które nosił jako uczeń w Klanie Burzy. Równie szybko uświadomił sobie, że przecież niedługo po pożarze na ich terenie zjawił się patrol z Owocowego Lasu, a wśród niego był Modrogończyk, który później musiał opowiedzieć siostrze o rodzeństwie.
— Tak dobrze cię widzieć. Jesteś na pewno lepszym widokiem niż Łzawa Łapa — przyznał otwarcie, mając ochotę się wygadać Psiance o Łzie i jej poczynaniach jako uczennica medyka. — U mnie nie najgorzej, może niedługo zostanę wojownikiem i będę mieć mianowanie szybciej od atencyjnej Łzy. A jak u ciebie? Od Puchacza słyszałem, że zostaniesz zwiadowcą.
— Ojej, czy to znaczy, że się pokłóciliście? Ja z Modrogończykiem całkiem nieźle się dogadujemy… Ale cieszę się, że zostaniesz za niedługo wojownikiem! Być może kiedyś spotkamy się na granicy, na patrolach? — rozmarzyła się. — Od Puchacza? Oh tak, zgadza się! Właściwie to… miałam już próbę i ją zdałam! Nie mogę doczekać się ceremonii… i jak będzie brzmiało moje imię duszy!
— Bardziej chodzi o to, że Łza zawsze była zazdrosna, gdy ktoś kradł uwagę innych i ta nie była skupiona na niej. W klanie... jest jeszcze gorzej i zazdroszczę ci relacji z Gończykiem. Ciągle się obawiam, że wciśnie komuś jakieś kłamstwa na mój temat i to tylko dla atencji innych na swojej personie.
— Rzeczywiście brzmi to, jak spory kłopot… Widocznie bardzo wzięła do siebie fakt, że reprezentuje sojusz między naszymi klanami, ale nie przejmuj się nią! To, że jest uczennicą medyczki, wcale nie czyni jej lepszej od ciebie, a kłamstwa mają krótkie nogi, zupełnie jak ja! Takiego kota to szybko dogonisz. Prawdziwy przyjaciel nie uwierzy w te bzdury, a już na pewno nie ja! — oznajmiła, starając się pocieszyć brata, jakby było jej szkoda tego, że nie układa mu się tak jak jej z Modrogończykiem.
— Jaka szkoda, że nie mam ciebie zamiast niej u swego boku w Klanie Burzy, byłoby o wiele łatwiej — wymruczał.
— Wierz mi, że gdyby Łza została w Owocowym Lesie, być może by pogryzła Gończyka, że został uczniem szamana. Albo i nie? Może by się dogadali, nigdy nie wiesz, co dla Ciebie planuje Wszechmatka, lub Klan Gwiazdy, rzecz jasna. Chciałabym widywać się z wami wszystkimi częściej… I z ojcem i z tobą, z Łzawą Łapa również, bo w końcu rodziny się nie wybiera.
— Gdyby próbowała coś takiego zrobić to od razu Purchawka lub jej mentor szybko wybiłby podobne pomysły z jej głowy. Też bym chciał się z wami częściej widywać, może na patrolach się uda.
— Oby się udało! Naprawdę za wami tęsknię, ale wiem też, że odgrywamy ważną rolę dla naszych klanów, a to wymaga poświęceń… A jak tata się trzyma? Skoro został przywódcą, musi mieć teraz dużo obowiązków… — spytała, będąc widocznie zainteresowana swoim ojcem, nawet jeśli nie miała okazji z nim chyba nigdy porozmawiać.
— Jak w sumie widać i słychać było. — Chwilę wcześniej liderzy rozpoczęli moment przemówień, lecz ich dwójka była zbyt pochłonięta rozmową, aby jakoś szczególnie się tym przejąć. — Mimo wszystko stara się znaleźć czas dla nas, choć na pewno częściej Łzę widuje niż mnie. Na szczęście wybrał ogarniętą wojowniczkę na zastępcę, więc widać, że stara się go odciążyć z niektórymi obowiązkami. Choć nie każdy jest z tego wyboru zadowolony, a przynajmniej tak było w momencie ogłoszenia tego.
— A co jest nie tak ze Skrzydlata Płomykówka? Może podpadła któremuś z Burzaków? Skoro tata wybrał ją na zastępcę, to musi być dobrym kotem, nie wybierałby przecież nikogo w ciemno! — odparła zdziwiona. — No i skoro stara się go odciążać, to tylko to udowadnia.
— Nie wiem. Może przez to, że Rudzikowe Skrzydełko jest jej siostrą, a ona była zamieszana w ten spisek, o którym mówił Zawodząca Gwiazda w czasie przemówień. Choć nie rozumiem patrzenie na kogoś przez pryzmat czynów kogoś z rodziny. Przecież kot kotu nierówny.
— Brzmi strasznie… nie chciałabym, aby ktoś patrzył na mnie źle, tylko dlatego, że ktoś z mojej rodziny zrobił coś złego. To tak samo, jak nienawidzenie czekoladowych kotów! Słyszałeś, że w Klanie Nocy tak robią? Tłumaczą, że to z legendy… ale nie rozumiem, czemu tak nienawidzą kotów, bo urodziły się innego koloru!
— Co jest nie tak z tymi klanowymi kotami? Czy ja też taki z wiekiem się stanę...? Brakuje mi tej otwartości i tolerancji Owocowego Lasu.
— Wcale Ci się nie dziwię… Bardzo się cieszę, że zostałam w Owocowym Lesie, tutaj poznałam Kroplę i Borowika. Naprawdę ich lubię, ale czasami zastanawiam się, co by było, gdybym trafiła do Klanu Burzy? Czy też bym miała słabe relacje z Łzawą Łapą?… Oj przepraszam, znowu się rozgadałam… — urwała widocznie zawstydzona.
— Ważne, że masz się dobrze w Owocowym Lesie. Nie musisz się przejmować, miło jest posłuchać czegoś innego niż kąśliwych uwag Łzy, poza tym nie wiem, kiedy znowu cię spotkam, chce dobrze zapamiętać tę noc — mruknął z lekkim uśmiechem.
Psianka odwzajemniła uśmiech, a jej ogon widocznie lekko poruszył się za jej plecami, co nie umknęło uwadze dymnemu.
— Wiesz, cieszę się, że w końcu się spotkaliśmy. Naprawdę tęskniłam za naszym wspólnie spędzonym czasem, mimo że nie jesteśmy już kociakami, dobrze wspominam momenty gdy razem się bawiliśmy. Dobrze mieć brata, zaczęłam to doceniać bardziej, kiedy na moment go straciłam. — Spojrzała na niego z mieszanką długo skrywanego żalu i radości z obecnego spotkania.
— Jak dobrze mieć taką siostrę, istny skarb z ciebie. Najlepiej złapać w łapy i już nigdy nie wypuszczać.
Nie odrywając spojrzenia, lekko zastrzygła uszami na te słowa.
— Cieszę się, że mogę być skarbem dla kogoś takiego jak ty, Milknąca Łapo.

[2112 słów]

[42%]

Od Promiennego Słońca CD. Malutkiej (Truskawki)

Promyk obejrzała się na kota, który stał zaraz za jej plecami. Był to ktoś zupełnie jej obcy, więc nie obchodziło jej za bardzo, co tam sobie szeptał pod nosem. Promyk nie dbała o swoje dobre imię w mieście. Nie obchodziło ją co inne koty będą sobie o niej myśleć. Krok za krokiem oddalała się od wysokich bloków i głośnych ulic, wstępując w cichsze, mniej zabudowane siedliska dwunożnych. Wszystko tutaj było znacznie spokojniejsze. Nie było walk gangów, walki o miejsce do spania i jedzenie. Tutaj było spokojnie. Tutaj była wolniejsza niż gdziekolwiek. Linie ogródków otoczonych kolorowymi płotami stały jeden obok drugiego, przecięte tylko cienką udeptaną ścieżką, uczęszczaną przez dwunogów. Przynajmniej od tej strony. Ale drogi grzmotu nie były takie głośne. Niewiele potworów poruszało się nimi. Czy tam aut… jakkolwiek te dziwadła nazywała Łapka? Promienne Słońce przysiadła sobie na jednym z płotów. Mogłaby się tutaj schować z dala od wielkomiejskiego tłoku. Mogłaby tutaj żyć sobie od ogrodu do ogrodu, polując sobie na myszy i szczury. W jej głowie jednak była pewna myśl, że jej dom jest gdzieś indziej. Tęskniła za lasem, a jednak kochała swój kawałek dachu nad szumem ulic. Mieszkanie tutaj oddaliłoby ją od Łapki, przybliżyłoby ją do lasu. Jedyne co trzymało ją często z dala od tego miejsca, byli wszechobecni dwunożni. Ostatnio przechadzając się po płotach, była świadkiem jak jeden z nich chwyta jakiegoś samotnika i zaciąga go do swojego gniazda. Nie podobała się jej wizja utknięcia w domu. Wystarczy już, że odwiedzała jedno dusze więzienie, Łapki. Gdyby została schwytana, to byłaby wielka tragedia. Przynajmniej dla niej. Życie za zamkniętymi drzwiami, brak własnej wolności i swobody - to wszystko stałoby się, gdyby jakikolwiek dwunóg ją znalazł i postanowił “ocalić”.
– CZEŚĆ!!! – czyjś piskliwy głosik przerwał jej rozmyślania. Promienne Słońce najeżyła się prawie od razu. – Możemy pogadać? Zostaniemy przyjaciółmi?
Promień spojrzała na tę kuleczkę, która przyturlała się pod płot. Kociak patrzyła na nią swoimi wielkimi, niewinnymi oczętami. Promyk schowała swoje kły i zajrzała na drzwi, zza których wybiegło kocię. Te zostały uchylone, lecz żaden dwunożny potwór zza nich nie wyjrzał.
– Możemy. – odparła starsza kotka, zerkając na dzieciaka pod swoimi nogami. Zeskoczyła z płotu na nisko ściętą trawę. Kociak przed nią był całkowicie biały z niebieskimi oczkami. Wyglądała… interesująco. Pachniała jak kotka, mleko i dwunogi. Nie, żeby Promień miała jakiś lepszy zapach. Resztki klanowego życia dawno zniknęły pod smrodem dymu i śmieci. – Mieszkasz tutaj? – Promyk spojrzała na malowany budynek.
– Tak! Nazywam się Malutka! – odparła koteczka.
– Malutka. Cóż za interesujące imię. – odparła Promień. – Pasuje do ciebie kurduplu. Kociak zmarszczył nos zirytowany.
– Ach przepraszam. – szylkretka miała ochotę przewrócić oczami, jednak się powstrzymała. Nie przepadała za dziećmi. Jak już były w wieku uczniów, było okej, ale takie maluszki były poza zasięgiem jej cierpliwości. – Ja za to nazywam się… Promyk. – przedstawiła się swoim kocięcym imieniem. Jak ona dawno go nie słyszała. Dawno nie wychodził z pyska nikogo, nawet jej samej.
– Promyk? – powtórzyła koteczka – Mieszkasz gdzieś niedaleko?
– Mieszkam wszędzie, gdzie mi się podoba. – oświadczyła wojowniczka i uśmiechnęła się nieco krzywo. Już zapomniała jak to jest uśmiechać się w miarę normalnie. Do kotów na ulicach miasta posyła się tylko i wyłącznie krzywe uśmiechy, gdyż nikt nie jest tam szczery.
– Och! To musi być ciekawe! Codziennie w innym miejscu! – oświadczyła koteczka. – A skąd masz takie… blizny?
– Walczyłam. – padła odpowiedź. – Z mewami. Takie ptaki znad morza. Duże i bardzo lubią atakować koty. – Promyk spojrzała na ten biały puszek, który zrobił na nią wielkie oczy. – Tutaj ich nie ma. Nie lubią żyć daleko od morza. Żaden cię nie zje.
– A co jeśli?
– To ja już z nimi walczyłam, zawalczę jeszcze raz… – machnęła łapą Promyk.
– A skąd jesteś? – maluch nie wiedział, że to niewygodny dla Promyk temat. Nie mogła jej winić za poruszenie go.
– Pochodzę… z klanu. Z klanu kotów, żyjących nad klifami… – mruknęła.
– O! Z klanu! Słyszałam o nich! Jaki był twój klan!?
– Taka tam… banda świrów. Samolubni i łatwowierni. Teraz już nie jestem z klanu … pochodzę z miasta. – Promyk otrzepała się z nieprzyjemnych wspomnień i spojrzała na tego kociaka przed sobą. Niewinne kocię co nie zaznało nigdy ani głodu, ani braku snu. Nie zaznało nocy spędzonej w ulewie, patrzenia na śmierci swoich towarzyszy. Nie zaznało knowań i zarzutów władzy, bo władzy nie znało innej niż ta od dwunogów. Ile Promyk by dała, aby urodzić się gdzieś indziej. W świecie tak naiwnym i niewinnym jak ten. Ile by dała, aby mogła znowu zobaczyć się z braćmi, przeprosić Słoneczne Oko, przytulić Tawułową Bryzę. Kiedyś ich spotka… w Klanie Gwiazdy. – Jeszcze jakieś pytania?

<Malutka?>

Świteziankowe Jezioro urodziła!

 Świteziankowe Jezioro urodziła dwójkę nakrapianych kociąt!


Od Dymówki do Firletkowej Łapy

Dymówka siedziała niedaleko mamy. Czarna karmicielka właśnie rozmawiała z panią bez łapki. Niebieska nie potrafiła zapamiętać jej imienia, bo miało ono sporo komplikacji. Ogólnie miała problemy z imionami, nawet ze swoim własnym. Na razie brzmiały naprawdę trudno i dziwnie. Dobrze, że jej siostra miała dość krótkie i bez komplikowania. Nawet nie zauważyła, że przednimi łapkami ugniatała swój ogon. Odruch ten towarzyszył jej wyjątkowo często, ale nie zawsze go kontrolowała. Szczególnie, wtedy gdy była pochłonięta myślami. Wtedy robiła to bezwiednie.
— Dzień dobry — czyiś głos wyrwał ją z natłoku myśli. Przeniosła wzrok na niebieskiego kocura, który wszedł do żłobka. Miał przed łapkami jakieś stworzonka. Dymówka przechyliła łebek, przyglądając się tym rzeczom z szeroko otwartymi oczami. Widziała już wcześniej, jak mama jadła coś podobnego. Zastanawiała się, czy było to lepsze od mleka Psotki.
— Witaj Firletkowa Łapo — przywitała się z nim Psotny Nietoperz.
— Przyniosłem wam posiłek — odezwał się kocur. Gdy Firletka podszedł bliżej niej, koteczka pacnęła go niepewnie łapką w ogon, bo był w jej zasięgu.
— Przepraszam — mruknęła, kładąc lekko uszka, jakby bojąc się czy dobrze, że go zaczepiła.
— Co to jest? To lepsze od mleka? Mogę spróbować? — spytała, gdy kocur się zatrzymał i przeniósł na nią wzrok. Koteczka z automatu zaczęła ugniatać ogon, jak to miała w zwyczaju. Jakoś ją tu uspokajało i dodawało nieco więcej odwagi. Miała nadzieję, że nie przeszkadzała kocurowi. W końcu uczeń przyszedł tu pewnie w konkretnym celu, a ona mu właśnie głowę zawracała, ale naprawdę była ciekawa. Psotka zaśmiała się cicho i liznęła córkę po łebku.
— Nie kochanie, nie możesz tego jeść. Jeszcze nie, dopiero jak trochę podrośniesz. Teraz, by ci to zaszkodziło malutka — miauknęła troskliwie, przenosząc wzrok na ucznia.
— Ale Firletkowa Łapa myślę, że może ci odpowiedzieć na pytania, o ile się nigdzie nie śpieszy. Wiesz Dymówko, Firletkowa Łapa zaczął niedawno szkolenie — dodała karmicielka.
— Naprawdę? Och, to przepraszam, jeśli zawróciłam ci głowę — mruknęła cicho.

<Firletkowa Łapo? Masz może chwilę?>

Od Dymówki do Majaczącej Łapy

Malutka koteczka leżała na łapach mamy, a kocica myła jej troskliwie futerko. Dymówka rozłożyła się i przymknęła oczka. Kochała, gdy mama ją myła, bo zawsze robiła to z taką delikatnością, a do tego poprawiała jej niebieskie płatki kwiatów czy piórka. Niebieska kochała te ozdóbki, bo miały piękny niebieski kolor i były podarowane jej przez ojca i matkę. Mamusia jej powtarzała zawsze, że pasują do niej. Dymówka jej wierzyła, bo rodzicielka nie miała podstaw, by ją okłamywać. Po kilku uderzeniach serca maleństwo było już czyste i nakarmione.
— Mamusiu? — zagaiła starszą kocicę.
— Tak skarbie? O co chodzi? — karmicielka przechyliła lekko łebek. Pewnie się zastanawiała, co chodziło po łebku Dymówki.
— Mogę podejść do wejścia i poczekać na tatę? Proszę — miauknęła, robiąc słodkie oczka. Puszysta Łapa zawsze przychodził po treningach, a mała lubiła go pytać o wszystko, co związane było z uczniem protektora, choć nazwy tej rangi nie potrafiła w całości wypowiedzieć. Zawsze pytała o prote i ojciec już wiedział, o czym chciała porozmawiać.
— Oczywiście, ale nie odchodź daleko i pozostań na widoku — poinformowała ją Psotny Nietoperz.
— Dobrze mamo, nie wyjdę ze żłobka. Obiecuję — miauknęła. Podniosła się i podeszła do wejścia. Usiadła po stronie żłobka, upewniając się, czy matka ją widzi. Po czym wpatrzyła się przed siebie, ugniatając ogon łapkami. Szukała niebieskim wzrokiem ojca. Chwilę później światło zasłonił jej jakiś cień. Malutka podniosła łebek i spojrzała na nieznanego jej kocura.
— Zasłaniasz mi widoczność, a chciałam poszukać taty — mruknęła cicho. Kocur na nią spojrzał, ale nie przesunął się, po prostu stał. W tym samym czasie poczuli na sobie wzrok matki Dymówki, która dała nieme ostrzeżenie, gotowa do reakcji, gdyby coś się działo z niebieskim kociakiem.

<Nieznajomy? Przesuniesz się, proszę?>

Od Zamroczki do Pustułkowego Szponu

Zamroczka przystanęła kilkanaście metrów od żłobka, żeby uważnie patrzeć na ciemniejące niebo. Było już późno, słońce zachodziło i większość kociąt o tej porze robiła się zmęczona, ale małej kotce nie chciało się spać. Miała przecież jeszcze dużo czasu, zanim nadejdzie noc, a nie widziała powodu, dla którego miałaby go marnować.
Przez długi czas nic się nie działo, oprócz tego, że dookoła inne koty, głosem pełnym emocji, omawiały wydarzenia i swoje przygody z całego dnia. Trochę ją to nudziło. W końcu nieopodal zatrzymał się wojownik i zaczął myć sobie futro na puszystym ogonie.
Po chwili Zamroczka zauważyła, czując nagły lęk, iż kocur nie miał jednego oka. Szybko udało jej się to przezwyciężyć zaintrygowaniem, bo przyjrzała się, a przy tym zobaczyła, jak bardzo spokojny był kocur. Kojarzyła jego imię.
To chyba zastępca... Pustułkowy Szpon – pomyślała.
Koteczka przełknęła ślinę.
Wolnym krokiem podeszła do niego na tyle bliżej, by był w stanie ją widzieć. Uniósł lekko głowę, a gdy tylko wywęszył jej zapach, wypatrzył Zamroczkę i spojrzał na nią cierpliwie.
Wbiła pazurki w ziemię z wściekłością pod wpływem jego wzroku.
– Co robisz? – zapytała ciekawsko oraz uprzejmym tonem, starając się ukryć frustrację.
Czekoladowy kot otworzył pysk, chcąc coś powiedzieć, i uśmiechnął się w tajemniczy sposób. Zamroczka nie wiedziała, co planuje, dlatego na wszelki wypadek dodała:
– Bez żadnych pchlarzy ani mysich móżdżków, dobrze?

<Pustułkowy Szponie?>