BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 14 czerwca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

16 czerwca 2026

Od Guziczka CD. Kurki

Przed śmiercią Kajzerki

Kurka i Guziczek nadal spędzali każdą chwilę razem. Po bitwie z borsukami i śmierci siostry czarno-biały potrzebował czyjegoś towarzystwa. Dlatego spał wtulony w Kurkę ciesząc się jego ciepłem. Był żywy! Jak dobrze…
Ranek nastał szybko, szybciej, niż Guziczek by chciał. Noce ostatnio były spokojne, chociaż Guziczek cały czas martwił się o matkę…
Polizał Kurkę tam, gdzie sięgnął na przywitanie i wymruczał:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiedział z uśmiechem. – Jakieś plany na dzisiaj?
– Idę odwiedzić mamę – Guziczek spojrzał gdzieś w bok.
Nie chciał męczyć Kurki swoimi problemami, tym bardziej że ten też stracił ojca. No i nadal, gdy za bardzo się stresował, jadł mniej. Kocur nie mógł sobie pozwolić, by jego ukochany cierpi przez niego. Musiał grać silnego. Musiał być silny. Dla Kajzerki, dla Kurki, dla siebie.
– Jak ona się czuje? – zapytał ciszej.
– Źle. Po śmierci Gąski jest z nią tylko gorzej i gorzej – przyznał praktycznie szeptem.
– Mam nadzieję, że się jej poprawi.
– Zostałem jej już tylko ja… – wymruczał, wtulając się w ukochanego.
– Jesteś bardzo silny. Dla niej… dla siebie. Dla wszystkich. Kajzerka jest na pewno z ciebie dumna.
Guziczek zaśmiał się słabo. Liliowy miał rację, Kajzerka mimo cierpienia pewnie uśmiechała się, że jej syn nadal chodził, śmiał się i planował przyszłość. A jednak ona mogłaby z nim współpracować, bo gdy ostatnio do niej przychodził, to nawet się do niego nie odzywała…
– Na pewno – odsunął się odrobinę. – Wybacz, ale chcę ją zobaczyć. Może wreszcie coś zje.
– Oczywiście – Kurka również się odsunął i otarł. – Będzie dobrze – zapewnił.

TW: wspominki śmierci

Ale nie było. Guziczek przyszedł do kotki i spojrzał na nią. Otarł się o nią, ale Kajzerka nawet nie zamruczała.
– Mamo…
Nic. Cisza. Kocur westchnął. Rozumiał, że szylkretka cierpi po stracie dwójki dzieci, ale miała jeszcze go! Nie mogła go zostawić…
– Pójdę po coś do jedzenia – westchnął.
Wyszedł na chwilę. Kilka minut… Wrócił z wiewiórką, ulubioną jego mamy. Ale już byli przy niej medycy…
– Guziczku… – Wiciokrzew spojrzał na niego.
– Nie – kocur pokręcił głowa. – Nie żartuj tak sobie.
– Przykro mi – westchnął.
Guziczek kiwnął głową i wyszedł. Ale milczał. Nie odezwał się do nikogo, na nikogo nie spojrzał. Nawet opuścił zgromadzenie! Zaczął zachowywać się jak Kajzerka w jej ostatnich chwilach. Jadł niechętnie, leżał w legowisku, albo w Owocowym Lasku i chodził niemrawy.
Cały czas powtarzał sobie, że musi być silny, ale… Teraz już nie wiedział dla kogo.
– Guziczku, nie zostawiaj mnie – szepnął Kurka jednej nocy.
I kocur zrozumiał - musiał być silny dla Kurki. Tylko on mu został. Założą razem rodzinę, będą razem rządzić światem! Ale do tego musiał być silny.
Powrót do normalności zajął mu kilka dni, a Guziczek i tak nie był stuprocentowo sobą. Był trochę cichszy i spokojniejszy, nie tylko przy Kurce. Chociaż chyba rzadko kiedy dało się go teraz zobaczyć bez Kurki.
– Myślę, że powinniśmy zacząć myśleć nad maluchami – stwierdził pewnego dnia.
Zerknął na ukochanego. Obydwoje wiedzieli, że chcą dzieci, ale trochę czekali na odpowiedni moment. Według Guziczka ten właśnie nadszedł.

<Kurko?>

Od Guziczka CD. Śnienia

— Niewiele się różnią — odpowiedział kocur. — Jednak z tego, co wiem, to dużo biegacie po drzewach, jak wiewiórki — Guziczek skrzywił się na to porównanie.
Nie był płochliwym zwierzęciem. Był dumnym i dzielnym kotem! Ale przemilczał tę obrazę. Nie chciał zaczynać kłótni przy Kurce.
— Na szczęście nie obrałem ścieżki zwiadowcy. Lubię czuć ziemię pod poduszkami łap — stwierdził Śnienie po chwili. — Najbardziej różni się wasze terytorium od tego w Klanie Wilka oraz na ziemiach niczyich. Las nie jest aż tak gęsty, ale jest bogaty w wiele ciekawych miejsc oraz owoców.
— Nie bez powodu nasza społeczność się nazywa Owocowy Las — zauważył oschle.
— Owszem… Czy coś jeszcze ode mnie potrzebujesz, Guziczku? — zapytał, ewidentnie chcąc się go pozbyć. Znacząco spojrzał na drzewo przywódcy i uzdrowicieli. Guziczek uniósł brew.
— Idziesz do Wiciokrzewu? Coś ci się stało? Nie wyglądasz na chorego ani nie kulejesz.
— Nadmierna ciekawość Guziczku, to pierwszy stopień do Mrocznej Puszczy. Nie chcesz chyba być potępiony na wieki, nieprawdaż? — mruknął oschle i odszedł.
Guziczek wpatrywał się w niego przez chwilę ze skwaszoną miną, ale ostatecznie tylko prychnął.
— Nie lubię go — stwierdził do Kurki.
Los jednak chyba nie lubił Guziczka. A może po prostu zwyciężyła ciekawość? Sam nie wiedział, ale gdy zauważył, Śnienie wspinającego się na drzewa następnego dnia, przeskoczył z gałęzi na gałąź i spojrzał na czarnego kocura.
— Dobrze myślałem, że wszystko z tobą w porządku — mruknął, nawiązując do ich ostatniego pożegnania.
Teraz zaczął żałować, że nie poszedł za kocurem. Że nie sprawdził, gdzie idzie, ani po co. Ale chyba nie chciał robić sobie kłopotów… No i był z Kurką. To akurat było ważniejsze.
— Chyba cię trochę nie rozumiem. Ale technikę masz dobrą — pokiwał głową. — Widać, że drzewa wam nieobce. I dobrze, może się tutaj przydasz.
Jego ton oczywiście był oschły i obojętny. Chociaż lubił koty, to raczej nie miał zamiaru przyjaźnić się ze Śnieniem. Ale zarazem jego podejście przypominało mu trochę o Czerwcu… Może temu tak do niego lgnął?

<Śnienie, jak zareagujesz?>

Od Cętkowanego Tęgosza do Nadciągającego Pomroku

Przeszłość

Z okazji tego, że Tropiąca Łaska tego dnia nie chciała go trenować, to wymieniał posłania w legowisku uczniowskim. Nie marudził niby, było tak ciepło, że mógłby w obozie zostać cały dzień i robić takie prace, może czekoladowa szylkretka czasem go biła, ale nie była złym kotem, skoro pozwoliła mu zostać w obozie. Wymieniał akurat jedno z posłań, które było blisko wejścia do legowiska uczniów, czasem zerkał na obóz, który tętnił życiem. Widział jak jego ciocie, rozmawiały ze sobą, jako mistrzynie pewnie ustalały trenowanie wojowników, ranga mistrza brzmiała fajnie, pomagałeś innym kotom rozwinąć swoje umiejętności, by je zastosować na polu bitwy. Rudzielec chciał kiedyś to zobaczyć w praktyce, jak podczas wojny mistrzowie wydają reszcie Wilczaków rozkazy. Tygrysia Noc dzielił się językami z Wilgową Goryczą, poprawiając buremu jego długą, gęstą grzywę, brat czekoladowej był dużo spokojniejszy z charakteru od swej starszej siostry. Dziwił się, że Tropiąca Łaska mogła być jego siostrą, zachowywali się tak różnie od siebie, choć mieli podobieństwa w wyglądzie to w charakterze niezbyt. Spoglądał jeszcze gdzieś w dal i zobaczył jak Tropiąca Łaska, opierała się gdzieś w kącie obozu z głową podpartą do łapy, na jej pysku było widać uśmiech, a źrenice były większe, było widać, że patrzy na Nadciągający Pomrok. Wyglądało to, jakby czekoladowa kotka interesowała się jego ciocią, wojowniczka otrzepała się, a on szybko obrócił głowę, udając, że czyści te legowiska. Chociaż może to tylko był przypadek i tak sobie patrzyła, ot, tak, jak on czasami tak robi, patrząc na mrówki w ziemi.

***

Mogłoby się wydawać, że taka sytuacja mogła być jednorazowa, ale gdy został wojownikiem, to zauważył, że takie akcyjki powtarzały się częściej, dodatkowo nawet raz Tropiąca Łaska spytała Nadciągający Pomrok czy nie chciałaby wyjść z nią poza obóz, ale czarna dymna szylkretka zbywała ją i sobie poszła. Gdyby nie Seradelowa Łapa, która to podsłuchała, to za licho by się tego nie dowiedział, czasami uznawał, że ta umiejętność Seradeli jest przydatna, a czasem sam się bał, że kotka mogłaby go podsłuchać, nawet gdy śpi, była za bardzo w tym zaawansowana. Czarna mistrzyni dzisiaj opierniczyła Cykoriowy Cykor, aż ta uciekła w podskokach od mistrzyni po rozmowie. Cętkowany Tęgosz podszedł do mistrzyni.
— Cześć, ciociu, widzę, że miałaś problem z Cykorią, czy to dlatego, że nie trenuje Garbatka? Nie, żebym się o niego martwił, bo nie dziwię się, patrząc na niego, czemu nie chce go trenować, na jej miejscu też bym tego nie trenował. Wywaliłbym go od razu z klanu, przynajmniej posłużyłby jako pokarm dla dzikiej przyrody — mistrzyni poprawiła swoją grzywę.
— Właściwie to mieliśmy poważną rozmowę na inny temat. Jak patrzę na ciebie, to dosyć szybko urosłeś, wcześniej byłeś wielkości mojej łapy. Jak ostatni raz ciebie widziałam, to piłeś mleko Wrotyczowej Szramy, ale słyszę, że rośniesz nam wspaniale — tak, Wrotyczowa Szrama, matka Garbatka, ona też była jakaś słaba, powinna to coś zakopać, od kiedy się urodziło. Czekoladowy kocur był tak obrzydliwy z wyglądu, był czymś, co nie pasowało do estetyki ich klanu.
— Staram się, jak mogę, wiesz mam do ciebie nietypowe pytanie — mistrzyni przechyliła łebek.
— Słyszałam wiele pytań tego typu, ale nie obrażę się, jeśli to będzie, tylko jedno pytanie — rudzielec zaczął z grubej rury.
— Często widzę, jak Tropiąca Łaska podchodzi do ciebie i nie wiem, coś tam kręcicie ze sobą? Zauważyłem, że jest tobą zainteresowana w jakiś sposób — czarna dymna szylkretka wyglądała na trochę zbitą z tropu, takiego pytania rzeczywiście mogła się nie spodziewać.

<Nadchodzący Pomroku, are you gay?🏳️‍🌈>

Od Ognikowej Słoty CD. Nocnej Łapy (Nocnego Śpiewaka)

Przeszłość

— Idzie mi dobrze. Sam też trenuję trochę poza tym, co robi ze mną Tropiąca Łaska. Jak dla mnie robi ze mną trochę za mało. Za szybko kończymy treningi i czasami za wiele się ze mną bawi, niż ćwiczy. W sensie… psoci trochę przy okazji treningu, nie że bawi się ze mną jak z kociakiem — Noc usiadł obok niej. Ognikowa Słota zmrużyła oczy. Nigdy nie uważała czekoladowej szylkretki za dobrą mentorkę, skoro jednak matka przydzieliła jej Nocną Łapę, decyzja ta musiała być słuszna. Ponadto – zareagował tak, że wpasowało się to w oczekiwania, jakie ruda sobie wyrabiała wobec każdego. Dobrze, że przygłupie zachowanie kocicy nie wpływało na jego intelekt. Ambicja była dobrą cechą. Lepiej było chcieć za dużo niż zadowalać się byle czym, cieszyło ją niezwykle to, iż Nocny Śpiewak dobrał słowa właśnie w ten sposób. — A… A co u Ciebie? To twój siostrzeniec teraz się urodził, prawda? — zagadnął jeszcze, chodziło mu o Tęgosza. Kocica wyprostowała się pewnie. Pokiwała głową, a z pyska zniknął jej wszelki grymas, jaki tylko mógł nastąpić po wspomince o wojowniczce.
— Tak, wiesz, jaki jest spokojny? — miauknęła, a w jej oczach zawirowały iskry przejęcia, ale i swego rodzaju dumy. — Uwielbiam go odwiedzać. Każdy kolejny księżyc będzie kształtował to, kim się stanie. Jeszcze nie rozumie za wiele, jednak wierzę, że przyniesie nam dumę — dorzuciła jeszcze. Często rozmawiała o dumie. Było to dla niej coś niezwykle ważnego, na tyle ważnego, że niekiedy nie skupiała się na żadnym innym aspekcie, chociaż starała się, jak mogła, nie wolno było jej niczego przegapić w ocenie kota. Zerknęła na Nocną Łapę raz jeszcze. — Czy Tropiąca Łaska nauczyła cię już wspinaczki na drzewa albo nawigowania w tunelach? — zapytała, a ton jej stał się poważniejszy, niż pierwotnie planowała. Prędko rozjaśniła swój pysk lekkim uśmiechem, chcąc zachęcić kocurka do udzielenia odpowiedzi. — Jeśli mentor nie uczy cię niczego nowego i jedyne co robi, to utrudnia treningi, nie wnosząc czegokolwiek pożytecznego, zawsze można go zmienić i to na dużo lepszego — powiedziała mu bez zawahania, Nocna Łapa potrzebował tyle lekcji, ile tylko dało się zmieścić w ciągu dnia. Musiał chłonąć wiedzę. Dobrze, że szylkretka, chociaż nie wyglądała na taką, co by wierzyła w Klan Gwiazdy… wtedy Słota nie spoczęłaby, dopóki nie dostałby kogoś porządniejszego jako swojego nauczyciela. W końcu od mentora zależało tak wiele. Przejmował kota, który miał nadal w miarę plastyczny umysł. Uczył go wszystkich zasad, ścieżek, które zostały wyrobione przez ogrom łap kotów, żyjących na tych obszarach długo przed nimi. Kocica poruszyła lekko końcówką ogona. — Musisz skupić się na tym, co bierzesz od Tropiącej Łaski. Co dają ci wszystkie te treningi, czas z nią spędzony na nauce najpotrzebniejszych rzeczy. Musisz nauczyć się odróżniać, co w tym treningu rzeczywiście zapewnia ci możliwość rozwijania się, a co tylko cię rozprasza, odciągając od celu. Nie wszystko, co robi Tropiąca Łaska, jest ci potrzebne. Zapamiętuj tylko wartościowe rzeczy, z czasem, oczywiście, nabędziesz takiej umiejętności, musisz tylko nad nią pracować i nie zapominać, czego oczekujesz od życia — poleciła mu, gdy na pysku kocura pojawiła się swego rodzaju niepewność.

Przed Porą Opadających Liści

Księżyc zawisł wysoko na niebie, a sam nieboskłon pokryty był intensywnym granatem, wspartym przez swego rodzaju czerń, oferującą idealną przestrzeń dla jaskrawych gwiazd. Skwar o zmroku ustępował, robiąc miejsca dla nieco lżejszego, przyjemniejszego powietrza. Chłodne podmuchy wiatru targały delikatnie futrem kocicy, gdy sucha trawa skrzypiała jej pod łapami. Śpiew świerszczy milkł, gdy znalazła się blisko, jakby cały las zamierał z powodu jej obecności. Cisza ta przerywana była jedynie przez nieregularne pohukiwanie sów, a także dźwięk skrzypiących drzew. Brązowooka zajęła swoje miejsce, a już po paru uderzeniach serca dosiadła się obok jej siostrzyczka, Nadciągający Pomrok. Zalotna Gwiazda stanęła na tle wysoko pnącego się, nadgryzionego zębem czasu Ciernistego Drzewa. Odwróciła się przodem do grupy pewnie, mierząc ich wzrokiem. Zalewająca fala uniesienia uderzyła w rudaskę, gdy spoglądała na matkę z zadowoleniem. Liderka od zawsze była dla niej wzorem do naśladowania. Była kotem idealnym, takim, za którym Słota chciała od zawsze podążać. Napuszyła sierść na piersi, prezentując się dumnie.
— Kult rozrasta się i rośnie w siłę — rozpoczęła Zalotna Gwiazda. — Cieszy to nas wszystkich. Wraz z odejściem Mrocznej Wizji oraz Borsuczej Puszczy przyszedł czas na obranie nowej roli przez dwójkę z was.
Przywódczyni zlustrowała wzrokiem zebrane koty, serce rudaski zaczęło bić szybciej, a końcówka ogona drgała nieznacznie. Chwila przerwy w wypowiedzi nie trwała długo. Matka podjęła decyzję dość sprawnie, prawdopodobnie wiedziała już wcześniej, kto zasługiwał na to miano.
— Nadciągający Pomroku, Ognikowa Słoto, wystąpcie.
Szylkretka wstała momentalnie, wywołana z tłumu. Nadciągający Pomrok wyglądała na zdziwioną, a ona, na tak zadowoloną, że zaraz chyba pęknie z dumy. Jakie miano zyska? Jaka ranga zostanie jej przydzielona? Zauważywszy, że dymna odpływa myślami, szturchnęła kotkę dyskretnie w bok. Nie mogły się teraz rozpraszać. Przemawiała do nich matka, a wszyscy członkowie kultu spoglądali teraz właśnie na nie. Wreszcie wyszły poza rząd i stanęły parę kroków przed matką. Słota wiedziała, że zasłużyła na awans, zresztą tak samo, jak jej siostra. Przykładały się niezwykle, a ponadto – bycie wzorem do naśladowania dla każdego nie było zresztą takie łatwe, a przynajmniej na początku! Później stało się to dość proste, ponieważ wyrabia się konkretne, przydatne nawyki. Skupiła wzrok na szylkretce przed nią, a myśli wymazała ze wszelkiego rodzaju niedogodności, robiąc miejsce na to, co zaraz usłyszy.
— Miejsce Wielkiego Kapłana obejmie Nadciągający Pomrok — zaczęła, spoglądając córce w oczy. — Odpowiadać będziesz za wybór kotów, którym dane będzie dowiedzieć się o kulcie, jak i dbać o jego ogólny dobrostan. Czuwaj nad naszymi przyszłymi członkami i wybieraj ich mądrze.
Ognikowa Słota spojrzała na Pomrok, chociaż oprócz oczu, ani drgnęła. Czekała na reakcję z jej strony, a gdy ta nie przybyła od razu, w jej głowie pojawiło się lekkie skonfundowanie. Na szczęście nie musiała czekać długo, więc też wszelkie wątpliwości mogły znaleźć ujście. Dymna pochyliła głowę w geście wdzięczności, a pysk rozświetlił chytry uśmiech.
— Dziękuję, matko — wymruczała w końcu po paru uderzeniach serca. Z tyłu rozległy się wiwaty. — Nie zawiodę Cię.
Zalotka skinęła głową, po czym zwróciła się do drugiej kotki. Ognikowa Słota nawiązała kontakt wzrokowy z matką, nie mogąc się już doczekać. Oczywiście robiła co w jej mocy, żeby przypadkiem nie wyglądać niczym mały kociak, który zostanie zaraz mianowany na ucznia. Dostąpiła ogromnego zaszczytu, razem ze swoją siostrą, którego każdy mógł im zazdrościć, a z pewnością takie koty by się znalazły.
— Ognikowa Słoto — kontynuowała. — Od dzisiaj będziesz nosić miano Matki Kultu. Będziesz odpowiedzialna za to, żeby przyszłe pokolenia wiedziały, która ścieżka jest tą jedyną właściwą. Oddaję kocięta w twoje łapy.
Szylkretka zastrzygła uchem z rozemocjonowania, a z pyska nie chciał zejść jej uśmiech. Pochyliła głowę przed matką z szacunkiem. Jej pierś rozdzierała czysta radość, duma tak ogromna, że niełatwo było to wszystko wytrzymać i mieć doskonałe panowanie nad. Za kocicą rozległa się kolejna dawka wiwatów, niesiona donośnym echem po lesie, wsparta tym razem o jej imię.
— To zaszczyt, dziękuję. Kocięta będą bezpieczne pod moim okiem, mamo — zapewniła bez cienia zawahania w głosie. Nie była zaskoczona wyborem, dla niej była to kwestia czasu, aż zostanie doceniona i zauważona. W końcu jej historii usłyszało już parę kociąt, które obecnie zdążyły wyrosnąć ze swojego kocięcego miana. Kocięta. Ich umysły były jeszcze miękkie i niezwykle podatne na naukę, chłonące informacje niczym gąbki. Nie zdążyły nasiąknąć jeszcze wszystkimi tymi głupotami związanymi z Klanem Gwiazdy. Wyznawcy tej przykrej wiary byli słabi i głupi, a nowa krew miała niezwykle wiele miejsca w głowach na dogmaty, jedyną prawdę, jaką powinny kierować się w życiu, każde z nich. Zdrajcy nie zasługiwali na poznanie tych historii, nie byli godni stąpania po terenach należących do Klanu Wilka, prawdziwych Wilczaków. Dzięki niej maluchy od początku będą znały prawdę. Może nawet i zaczną same ją głosić. Słota miała nadzieję, że za niedługo zasilą szeregi kultu. Im więcej oddanych, mądrych kotów w ich wspaniałej grupie, tym lepiej dla całego Klanu Wilka. Wiedziała, że to właśnie one dwie zasłużyły na wyższą rangę. Mimo zadowolenia i dumy z siostry poczuła swego rodzaju ukłucie. Zalotna Gwiazda wymieniła Nadciągający Pomrok jako pierwszą. Obydwie zostały wyróżnione, ten jeden detal jednak przykuł uwagę Słoty, sprawiając, że ta myśl wracała i dokuczała jej niczym cierń wbity pomiędzy poduszki łap.

Teraźniejszość

Od jej ostatniej rozmowy z Nocnym Śpiewakiem minęło już trochę, wiele się zresztą pozmieniało. Tęgosz został Cętkowanym Tęgoszem. Cienista Zjawa wyszkolił Kryształową Łapę. Ognikowa Słota zajęta była obowiązkami związanymi z przydzieloną jej nową rangą, a raczej… dwoma, chociaż o drugiej wiedziały jedynie wybrane koty. Zamruczała cicho pod nosem, spoglądając na Szalej, który, mimo że siedziała z nim już któryś raz, nadal nie wyglądał na szczególnie przekonanego co do niej. Nie szkodzi. Jeszcze dostrzeże, że to właśnie jej śladami powinien podążać.
— Szaleju, ostatnio wspomniałam ci o wspaniałym miejscu. Gdy tylko zostaniesz mianowany na ucznia, dopilnuję, żebyś je odwiedził przynajmniej raz — miauknęła. Nie umknęło jej uwadze to, iż rudego niezwykle ciekawiły słowa związane z tym miejscem, dlatego też dobierała słowa specjalnie tak, żeby przykuwać jego uwagę do własnych wypowiedzi tak często, jak tylko było to możliwe. Patrząc na niego, poczuła, jak uderza w nią swego rodzaju deja vu. Był on już którymś z kolei kociakiem, którego przyszło jej “doszkalać”. Zresztą taka była jej rola, a jakby tego było mało – bardzo lubiła opowiadać przyszłemu pokoleniu o prawdach, o jedynej słusznej wierze. Satysfakcję dawały jej nie historie same w sobie, a świadomość, że zapuszczały korzenie w cudzych umysłach. Kult musiał rosnąć w siłę. A jeśli już o kult chodziło… na myśl przyszedł jej Nocny Śpiewak. Kocurek już dawno został wojownikiem, a jednak nadal nie widziała u niego ubytku w uchu. Co mogło być tego powodem? Może jednak Mroczna Wizja nie dostrzegła w nim nikogo, kto by miał wystarczający potencjał? Może nie nadawał się do większych rzeczy i źle go oceniła? Nie, niemożliwe. Ona się nigdy nie myliła. Może jednak potencjał, który dostrzegła u niego paręnaście księżyców temu, teraz osłabł, zniknął wręcz, zostawiając po sobie smutną pustkę? Teraz powinna kierować takie sprawy do Nadciągającego Pomroku, jej kochanej siostrzyczki… a zresztą, to była kwestia czasu, aż dymna sama zrekrutuje jakiegoś Wilczaka.
Ognikowa Słota wyszła na moment z kociarni w celu spożycia czegoś ze sterty. Wtedy też jej wzrok zawisł na czarnym kocurze, który przeprowadzał rozmowę ze swoim bratem, Chudym Grzbietem, zaciętą zresztą. Wstała pewnym ruchem, a dwójka w międzyczasie zdążyła zakończyć to, o czymkolwiek gadali. Nawiązała kontakt wzrokowy z wojownikiem, a kocurek, gdy tylko ją zobaczył, w jego oczkach zatańczyła swego rodzaju iskra. Przywitał się z nią prędko.
— Ognikowa Słoto, witaj!
— Witaj, Nocny Śpiewaku. Dawno nie rozmawialiśmy — mruknęła. Ich konkretniejsze rozmowy miały miejsce jakiś dłuższy czas temu, oprócz tego wymieniali się spojrzeniami czy sypali sobie niewylewnymi przywitaniami. — Odkąd zdałeś pomyślnie test na wojownika, a także wygrałeś walkę i zyskałeś imię wojownicze — zaczęła, pozwalając sobie na to, żeby smakować każde z tych słów, chociaż wiedziała co powiedzieć. — Czy może masz już kogoś na oku? — zagadnęła. W Klanie Wilka przyda się zawsze nowa krew, szczególnie ze strony kotów ambitnych, przynoszących dumę klanowi. Mistrzyni nie miała okazji często obserwować jakiejś kotki u boku bursztynookiego, zresztą kocurów też nie. — W Klanie Wilka zawsze znajdzie się miejsce dla kolejnych silnych kotów. Potrzebujemy kolejnych pokoleń, które będą godnie reprezentować nasz klan. Byłbyś wspaniałym ojcem — sypała mu komplementami, w międzyczasie zastanawiając się, z kim potencjalnie mógłby założyć rodzinę… W zasadzie było parę kotek o zbliżonym wieku do niego. Niektóre nadawały się bardziej od innych. Tak naprawdę nie musieli być nawet parą. Najważniejsze było to, żeby urodziły się kolejne kocięta.

<Nocy? Ciocia Słocia zaopiekowałaby się twoim potomstwem>

15 czerwca 2026

Od Nadciągającego Pomroku Do Cienistej Zjawy

Jakiś czas temu…

Poprawiła chwyt na upolowanej zdobyczy, rozglądając się po okolicy. Słońce przypiekało w grzbiety członków patrolu, bezlitośnie przebijając się przez korony drzew.
Poniekąd liczyła na kolejną ulewę; kurz unoszący się w dusznym powietrzu był nie do zniesienia, a zwierzyna coraz rzadziej wyciągała zady z norek. Zmarszczyła nos, wymijając kępę suchych krzewów i dołączając do reszty patrolu. Zlustrowała wzrokiem ich pyski, pełne piszczek. Cienista Zjawa, Cętkowana Łapa oraz Tropiąca Łaska.
Iście rodzinna atmosfera.
Ruchem ogona dała sygnał do powrotu. Wysunęła się na prowadzenie, pozostawiając bratanka wraz z jego mentorką; za to sam Cień po paru uderzeniach serca zrównał z nią kroki. Zerknęła na niego kątem oka. Wciąż miała wobec niego mieszane uczucia, ale… Nie skakali już sobie do gardeł. Ani w znaczeniu metaforycznym, ani dosłownie.
Jedynym śladem ich konfliktów pozostała drobna, nie rzucająca się w oczy blizna tuż obok jej nosa, zdobyta podczas uczniowskiej bójki.
Może wszyscy Ci wojownicy, którzy mówili jej, że jeszcze wrócą na zgodną ścieżkę, mieli rację. Może po osiągnięciu dojrzałego wieku oboje zrozumieli, że rywalizacja i cięte odzywki nie są im potrzebne. Sama nie była pewna, co i kiedy się zmieniło – ale w duchu się z tego cieszyła.
Chwyciła nornicę trochę mocniej i przesunęła językiem po zębach.
— Jak Ci się wiedzie jako ojciec, gdy nie musisz pilnować go na każdym kroku? — zagadała, ruchem głowy w tył wskazując na Cętkowaną Łapę. — Czujesz już starość w kościach?
Cienista Zjawa spojrzał na nią z ukosa i wydął dolną wargę, a ona zachichotała pod nosem.

↝❇⌑❂⌑❇↜
W niedalekiej przeszłości…

Sucha trawa uginała się pod jej łapami. Księżyc widniał wysoko na niebie, okryty puchem ciemnych chmur. Zajęła swoje miejsce wśród innych kultystów; obok Słoty, Cienia i Tropiącej Łaski.
Obserwowała, jak jej matka staje na tle Ciernistego Drzewa, odwracając się przodem do grupy.
— Kult rozrasta się i rośnie w siłę — rozpoczęła Zalotna Gwiazda. — Cieszy to nas wszystkich. Wraz z odejściem Mrocznej Wizji oraz Borsuczej Puszczy przyszedł czas na obranie nowej roli przez dwójkę z was.
Przywódczyni zlustrowała wzrokiem zebrane koty.
— Nadciągający Pomroku, Ognikowa Słoto, wystąpcie.
Zastrzygła uszyma, a jej serce musiało pominąć chyba parę uderzeń, sądząc po tym, jak zakręciło jej się w głowie. Jej oczy otworzyły się szerzej.
Po chwili – i dyskretnym szturchnięciu w bok przez siostrę – podniosła się z ziemi i wyszła poza rząd. Stanęła wraz ze Słotą parę kroków przed matką, modląc się, aby jej łapy nie zaczęły nagle drżeć.
— Miejsce Wielkiego Kapłana obejmie Nadciągający Pomrok — zaczęła, spoglądając córce w oczy. — Odpowiadać będziesz za wybór kotów, którym dane będzie dowiedzieć się o kulcie, jak i dbać o jego ogólny dobrostan. Czuwaj nad naszymi przyszłymi członkami i wybieraj ich mądrze.
Zastygła w miejscu. Zamrugała.
Och, wielcy przodkowie, to naprawdę się działo.
Uchyliła wargi, pomimo tego że nie miała pojęcia, jak ma odpowiedzieć. Przełknęła ślinę i pochyliła głowę w geście wdzięczności, pozwalając, aby kąciki jej pyska uniosły się w chytrym uśmiechu.
— Dziękuję, matko — wymruczała w końcu po paru uderzeniach serca. Z tylu rozległy się wiwaty. — Nie zawiodę Cię.
Zalotka skinęła głową, po czym zwróciła się do drugiej kotki.
— Ognikowa Słoto — kontynuowała. — Od dzisiaj będziesz nosić miano Matki Kultu. Będziesz odpowiedzialna za to, żeby przyszłe pokolenia wiedziały, która ścieżka jest tą jedyną właściwą. Oddaję kocięta w twoje łapy.

↝❇⌑❂⌑❇↜
Teraźniejszość…

Przeciągnęła się, wysuwając łapy z legowiska wojowników i unosząc zad do góry. Stłumiła ziewnięcie i zamrugała.
Popołudniowe słońce rzucało ostre cienie na obozową polanę. Zamruczała cicho, prostując grzbiet. Zdecydowanie wolała Porę Opadających Liści od letniego gorąca. Wolnym krokiem zbliżyła się do stosu ze zwierzyną, wybierając z niego dorodnego wróbla, po czym podniosła głowę i rozejrzała się po obozie.
Hm… Czyszczące sobie nawzajem futra Słota i Kocimiętka, przekomarzający się uczniowie… Cienista Zjawa siedzący pod miejscem przemówień. Bingo.
Chwyciła posiłek pomiędzy szczęki i podreptała właśnie w jego kierunku. Strzepnęła ogonem, przymrużyła oczy, i rozsiadła się na skrawku trawy obok brata.
— Twój syn szybko ukończył trening — miauknęła, kładąc wróbla przed swoimi łapami i wypluwając jakieś zagubione w pysku piórko. — Na pewno nie odziedziczył tego po tobie.
Wojownik zmrużył ślipia, obrzucając ją poirytowanym spojrzeniem; zwrócił jednak w jej stronę pysk.
— Jestem z niego bardzo dumny.
— Podejrzewam.
Uśmiechnęła się krzywo, po czym nieco spoważniała.
— Właśnie o niego przyszłam ci zawracać głowę — kontynuowała, chyląc lekko głowę od reszty kotów w obozie i zniżając ton głosu; jej słowa skierowane tylko do Cienia. — Niedługo chciałam z nim mówić o oficjalnym dołączeniu do kultu. Myślisz, że jest już gotowy, czy potrzebne by mu były dodatkowe przygotowania? Wydaje się być porządnym kocurem, ale ty jako tatuś pewnie wiesz najlepiej — wzruszyła barkami i parsknęła pod nosem.

<Cienista Zjawo?>

Od Monarcha Pierwszego do Pożarowej Łapy

Monarch chodził tam, gdzie tylko chciał, a dziś mu się zamarzyło odwiedzenie terenów Klanu Burzy. Być może dlatego, że kręcił się na ziemiach Owocowego Lasu, a od nich było blisko. Poza tym wiedział gdzie odnaleźć przybrzeżny staw, a właśnie tam chciał dotrzeć. Wizja obserwowania przyrody wydawała mu się na tyle ciekawa, że był w stanie poświęcić większość czasu na tej czynności. Do tego wszystkiego był głodny i zamierzał coś upolować. Ze spokojem przemierzył drogę grzmotu, uważając na samochody. Tym razem miał szczęście, bo żaden potwór dwunożnych nie pokazał się na horyzoncie. Odetchnął z ulgą, gdy jego łapy stanęły na trawie po drugiej stronie. Od razu wyczuł zmianę zapachów. Nadal go zaskakiwały te różnice, a niby wszyscy to koty. Pokręcił lekko łebkiem. W zasadzie było mu to zupełnie obojętne. Dla niego nie było różnicy czy ktoś nosił zapach klanu, czy nie, ważne, by się dogadać i tyle. Rozejrzał się po terenie, a gdy nie dostrzegł żadnego klanowicza, ruszył do celu podróży. Nie śpieszył się jakoś szczególnie, bo nie było takiej potrzeby. Po dłuższym spacerze w końcu usłyszał cichy szum wody. Uśmiechnął się zadowolony i nieco przyśpieszył. Dotarł do stawu i zawęszył. Wyczuł tu jakieś stworzonko, więc przyjął pozycję łowiecką i zaczął zbliżać się do celu. Poruszał się tak, jak uczył go ojciec, a gdy miał właśnie skoczyć i zatopić kły w stworzeniu, usłyszał szelest. Hałas spłoszył stworzonko, a niebieski się wyprostował. Skrzywił się nieznacznie, obserwując znikające futerko. Chwilę później obrócił pysk, a jego błękitne oczy zatrzymały się na rudej sierści pewnej kotki. Czyli to ona była powodem, dla którego stracił posiłek.
— Jaśnie pani wystraszyła mi obiadek, co ja teraz pocznę? — miauknął z teatralną dramaturgią. Zaraz jednak cicho się zaśmiał. Postąpił krok do przodu. Wpatrzył się w pomarańczowe ślepia Burzaczki.
— No, no oczka jak ma matula masz. Wspaniała to była kotka naprawdę — dodał. Czy przejmował się tym, jak kocica go odbierze? Niezbyt.

<Pożarowa Łapo? Obiad mi uciekł przez panią>

Od Migotu DO Rozkwitającego Astra

Ta głupia Kukułczy Węch albo Wdzięk zamieszkała na stałe w żłobku! I to jeszcze z czwórką kociąt. Czwórką! Dlaczego było ich tak dużo? Przecież teraz w każdej chwili któreś z nich mogło naruszyć jego stronę żłobka! Znaczy, jego i Firmamentu oczywiście, chociaż Migot nie był pewien, czy brat był świadomy o istnieniu tego typu podziału ich przestrzeni mieszkalnej. Głównie przez fakt, że to Migot ustalił ten podział, bez poinformowania o tym reszty swojej rodziny. Ale co miał zrobić? W takiej sytuacji musiał zastosować wszystkie środki ostrożności. Mimo świadomości, że do kociarni wprowadzą się nowi współlokatorzy, nie był przygotowany na tak szybkie ich przybycie. I w takiej ilości!
– Firmament! – szepnął do brata. Gdy ten odwrócił się w jego stronę, zobaczył Migota rozpłaszczonego niczym naleśnik na ziemi. Cały ten kamuflaż miałby jeszcze odrobinę sensu, gdyby sierść kocurka nie była w znacznej większości biała.
– Co ty robisz? – zapytał skołowany Firmament.
– Ukrywam się! Nie ufam tym nowym... Kocięcym... Kulką mchu! – pisnął z wyraźnym obrzydzeniem w głosie, nawet jeśli jego wymyślone na miejscu przezwisko na to nie wskazywało.
– Migot, przecież to tylko kocięta – zauważył Firmament i usiadł obok brata.
– Ale jest ich tak dużo! I zajmują naszą przestrzeń! Słyszysz? Naszą! – tłumaczył Migot. – Jesteśmy dziećmi najważniejszych kotów w całym Klanie Klifu, dlaczego musimy dzielić legowisko z nimi? – zapytał, lekko podnosząc głowę, by spojrzeć na Kukułczy Wdzięk i czwórkę maluchów. – W dodatku tata o nich wspominał. A skoro on ich nie lubi, to ja też! – pisnął, głowę przylepiając z powrotem do ziemi. Drugi z kocurów westchnął cicho, najpewniej z rezygnacji.
– Tata nie powiedział, że ich "nie lubi" – mruknął.
– Ale ja to tak zrozumiałem – uparł się Migot.
– Nie powinieneś przekręcać tak słów. Bo jeszcze zrobisz coś głupiego.
– Ja? Głupiego? No coś ty! Ja co najwyżej uratuje nas przed tą czwórką najeźdźców.
 
***
 
Obserwował każdego kota wchodzącego do kociarni. A nie było ich wcale tak mało. Migot miał wrażenie, że każdy chciał zobaczyć tę czwórkę pokrak! I za żadne skarby nie potrafił zrozumieć dlaczego. Czy ich dwójkę też tak chętnie oglądali? "Pewnie chętniej. Jesteśmy ważniejsi" – dopowiedział sobie w myślach, a uśmiech od razu rozpromienił na jego pysku. Mimo to nie był zadowolony z takiego zainteresowania czwórką przybłęd.
Nagle do legowiska weszła bura kotka. Miała ona w futrze bardzo dużo różnych roślin, które Migot widział pierwszy raz na oczy. Sama kotka prezentowała się bardzo miło i przyjaźnie. A po zwierzynie trzymanej przez nią w pysku, kociak upewnił się w swoich przypuszczeniach. Jednak coś mu nie pasowało... Przyniosła ona tylko jeden posiłek. A gdy odłożyła go przy nowej karmiciele, przelała czarę goryczy.
– Ej ty! – pisnął, podbiegając do kotki. Ta spojrzała na niego zdezorientowana. – Nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi!
– Słucham? – odezwała się niepewnie.
– Gdzie nasza porcja? – zapytał z pretensjami. – Dlaczego przyniosłaś tylko tym przybłędą?

<Jak śmiesz o nas zapomnieć?>

Od Modliszkowej Ciszy CD. Dzikiego Berberysu

Po rozgrzanej ziemi przechadzał się kremowy kocur, w swoim podeszłym wieku raczej nie powinien sam wychodzić poza obóz, szczególnie w tak ryzykownej pogodzie, lecz nawet to nie przeszkodziło Modliszce w wyjściu, by podziwiać owady. Gdy skryty w wysokiej trawie zauważył parę wielkich uszu przemykających niedaleko, instynktownie ruszył w pogoń. W kilku uderzeniach serca dorwał szaraka, wbijając perliste kły w jego kark. Zdyszany odwrócił się i ujrzał biało-rudego, znanego mu kocura, Dzikiego Berberysa 
– W samą porę, Modliszkowa Ciszo! Jak na swoje lata całkiem dobrze się jeszcze ruszasz. Tak jak Ciebie zapamiętałem, kiedy byłem jeszcze uczniem. – pochwalił go zdyszany łaciaty wojownik.
– W tym wieku to już pamięć mięśniowa. – odparł Modliszkowa Cisza po upuszczeniu bezwładnego ciała królika. Z bólem łap stał, dysząc, najwyraźniej starość odcisnęła już na nim swoje piętno, mimo to słowa młodszego podniosły go na duchu. – Ty za to się bardzo zmieniłeś. Nie jesteś już tym płaczliwym kocięciem. Wyrosłeś na silnego i szlachetnego wojownika Klanu Burzy.
Dziki Berberys na pochwałę starszego napuszył się i dumnie wypiął swoją śnieżnobiałą pierś.
– Owszem! Już kocięce smutki przeminęły dawno. Klan Burzy nie potrzebuje płaczliwych kocurów. Kotki jeszcze rozumiem, jednak nam nie przystoi – Machnął łapą. – Ale zmieniając temat, jeśli chcesz, możemy jeszcze wspólnie na coś zapolować. Zawsze, zamiast jednego królika można przynieść dwa. Chętnie bym pochwalił się zdobyczą Krokusowej Kruchości.
– Bardzo chętnie. Pozwól tylko, że zakopie tego królika. – odpowiedział, łapiąc w pysk leżące
przed nim ciałko zwierzyny.
Ciekawe co łączyło Dzikiego Berberysa i Krokusową Kruchość, zamyślił się kremowy, owa dwójka najwyraźniej żywiła do siebie jakąś sympatię. Odwrócił się i ujrzał kępkę żółtych kwiatów, idealne miejsce. Zakopał królika, przykrywając wierzch dwoma kwiatkami.
– Zrobione. Czy masz jakiś pomysł, gdzie możemy zapolować? – zapytał, odwracając łeb w stronę młodszego.
Kocur uśmiechnął się złośliwie i nosem wskazał daleki las, gdzie zamieszkiwały Wilczaki.
– Można pod granicą zapolować. Niech Klan Wilka widzi, jak dobrze dajemy sobie radę – zaśmiał się – Chciałbym zobaczyć ich gorycz na widok tak sprawnie polujących wojowników przeciwnego klanu.
Modliszka zmrużył ślepia, zastanawiając się nad propozycją łaciatego, było dziś dość gorąco, a polowanie w cieniu drzew wcale nie było głupim pomysłem.
– Dobry pomysł, lecz trzeba będzie uważać na granice. – odparł, odwracając się, by wyruszyć w drogę.

<Dziki Berberysie?>

Od Cętkowanej Łapy (Cętkowanego Tęgosza) do Cienistej Zjawy

Patrzenie w sufit to było jego zajęcie w lecznicy, które powtarzał przez kilkanaście wschodów słońca. Cisowe Tchnienie dawała mu okłady z ziół na stłuczenie i mak na zmniejszenie bólu, przez co powoli czuł się lepiej. W trakcie, od kiedy trafił do lecznicy, to różne koty odwiedzały go, pytając, jak się czuje, lub dawały mu zwierzynę ze stosu. Najczęściej do niego zaglądała Ognikowa Słota, Nadciągający Pomrok, Księżycowy Odłamek, Seradelowa Łapa i babcia, czasem Cienista Zjawa, a nawet raz weszła do niego Tropiąca Łaska. Mentorki to najmniej się spodziewał, że przyjdzie do niego, nie rozumiał tylko dlaczego wszyscy zawracali sobie tym głowę? Tylko spadł z drzewa, nic wyjątkowego w tym nie było. Gdy próba wstania z legowiska stanie się bez bólowa, to zamierzył stoczyć walkę.

***

Po jeszcze następnych kilku wschodach słońca

Nie czuł już bólu po dawnych stłuczeniach, mógł swobodnie się poruszać. Akurat wyszedł, gdy nastała Pora Spadających Liści, już nie było tak ciepło, jak poprzednio. Można nawet powiedzieć, że powoli zaczęło się wychładzać. Wyszedł zatem swobodnie z lecznicy, żegnając medyków. Mógł w końcu zobaczyć na nowo obóz i znajome koty. Wilczaki przypatrywały mu się, a Zalotna Gwiazda, która to zauważyła, wskoczyła na miejsce. Cętkowana Łapa poszedł w jej stronę, by zobaczyć, z kim będzie dane mu stoczyć pojedynek, ciekawskie pyski też się zbierały wokół miejsca zebrań. Naprzeciw niego stanęła Tropiąca Łaska, zapewne to z nią dane było mu dziś zawalczyć. Był trochę zawiedziony takim obrotem spraw. Liczył na nowego przeciwnika. Z Tropiącą Łaską bił się tak często, że licząc tylko na łapach, zabrakłoby mu palców. Zalotna Gwiazda kiwnęła głową, a jego mentorka skoczyła na niego, kocur oczywiście uniknął jej ruchu i walnął łapą w jej bark, by ją zachwiać. Jak zabawnie, że to była chyba jego jedyna walka, która się odbywała bez pazurów z jego strony. Czekoladowa ponownie rzuciła się na niego, celując w jego plecy. Kotka bezproblemowo na nie skoczyła, ale kocur już znał te numery i zaczął się obracać oraz skakać agresywnie by ją zrzucić, jak ona zrzucała go podczas treningów. Mentorka jednak przyczepiła się jak rzep do jego futra. Przeturlał się zatem po ziemi, prawie czując jej pysk na jego plecach. Kotka po tym wstała, próbując zebrać parę oddechów. Wykorzystując to, kocur rzucił się na nią i przygwoździł ją do ziemi, kotka wiła się, ale ostatecznie przestała. Może to dobrze, że przedtem zdusił ją swoim ciężarem, dzięki temu mógł szybciej wygrać. Zalotka patrzyła na wszystko z dumą, a z pewnością lidera zaczęła przemawiać.
— Nie trzeba się długo głowić, by stwierdzić, kto jest zwycięzcą, jest nim Cętkowana Łapa rzecz jasna — rudzielec zszedł ze swojej mentorki, a Zalotka znowu zaczęła przemawiać. — Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby być oddanym naszym przodkom i samemu klanowi. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Cętkowano Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? — Cętkowana Łapa stanął dumnie, odpowiadając.
— Przysięgam — powiedział tak donośnie, że każdemu kotu, który był na jego mianowaniu, mogło się to obić o uszy.
— Mocą naszych walecznych przodków, nadaję ci imię wojownika. Cętkowana Łapo, od tej pory będziesz znany jako Cętkowany Tęgosz. Nasi przodkowie cenią twoją wytrzymałość i ducha walki oraz witamy cię jako nowego wojownika Klanu Wilka — przywódczyni zeszła z miejsca obrad, wszystkie koty po kolei zaczęły skandować jego nowe imię.
— Cętkowany Tęgosz! Cętkowany Tęgosz! — patrzył na Wilczaków, którzy wydawali się zadowoleni, że został wojownikiem. Słyszał w tłumie najgłośniejsze wiwaty należące do Ognikowej Słoty, Kocimiętkowego Wiru i Nadchodzącego Pomroku. Oczywiście reszta kotów, które się wybijały po nich to Seradelowa Łapa oraz Księżycowy Odłamek. Spoglądał głębiej w tłum i zobaczył Cienistą Zjawę, swego ojca, czy on też był równie zadowolony z niego?

***

Cętkowany Tęgosz czuł, że ma swobodę, a może wiele nowych ścieżek mogło się otworzyć przed nim. Cienista Zjawa już nie miał ucznia, Kryształowa Łapa stała się Ośnieżonym Kryształem. Nie sądził, że córka Brukselkowej Zadry stanie się szybko wojowniczą, ale skoro nawet grubas stał się Grubą Rybą... to... Chciał porozmawiać z ojcem, wykorzystując to, że był w obozie.
— Cześć tato, chcesz się przejść ze mną na spacer? — Cienista Zjawa obrócił się do niego, o dziwo zagościł u niego lekki uśmiech.
— Jasne, synu. Moje obowiązki mogą poczekać — rudzielec z burasem wyszli z obozu.

***

Przez długi czas była między nimi niezręczna cisza, rudzielec nie wiedział, jak zacząć. Przyglądał się co chwilę buremu cętkowanemu kocurowi, chcąc odgadnąć czy się cieszy ze wspólnego czasu, który spędzają czy może jest mu to obojętne. Choć jeśli nie przeszli do dialogu, to czy już mu marnował ten czas? Nie chciał tego, naprawdę się zastanawiał, jak powiedzieć to, co miał na myśli.
— Tato, mam do ciebie pytanie, chcę, żebyś był szczery — Cień obrócił się do niego, Tęgosz nie umiał odczytać jego emocji z pyska. Czy był zdziwiony, czy może zniesmaczony tym pytaniem. Nie wiedział.
— Jasne, że będę, jesteś moim synem — Cętkowany Tęgosz przełknął ślinę, bał się ojcowskiego osądu, ale wiedział, że nie ucieknie przed wątpliwościami, które będą go męczyć, jeśli będzie omijał konfrontacji z ojcem.
— Czy jesteś na ten moment usatysfakcjonowany ze mnie? Czy myślisz, że stałem się dobrym wojownikiem Klanu Wilka? — widział, że jego ojciec się zastanawiał, a przez chwilę znowu pojawiła się cisza, tylko taka mniej znośna od tej poprzedniej. W tym momencie miał się dowiedzieć czy jest kimś, kto sprawiał u niego dumę czy zawód.

<Tato?>

Od Cętkowanej Łapy

Upały sprawiły, że nie jeden kot dyszał, mimo tego Wilczaki wykonywały swoje obowiązki jak zwykle, nie pozwalając, by pogoda ich osłabiła. Miał polować razem z Tropiącą Łaskę na zwierzynę, ale nie widział, żeby wśród drzew miały się chować. Ciekawe, na co będą polować w taką pogodę? Szli przez iglaste drzewa, które dawały im cień, tu nastawiał uszy, tam węszył, zwierzyna nadal jednak nie zdawała się ujawniać, czy Tropiąca Łaska zatem się pomyliła? Nie chciał jej tego sugerować, bo dostałby od niej z liścia, musiał raczej obejść się z nią jak z jajkiem.— Tropiąca Łasko, czy jesteś pewna, czy na pewno tutaj coś jest? Może zwierzyna poszła nad wodę lub się schowała? — Nie wiedział, czy to pytanie było odpowiednie, ale też nie umiał znaleźć lepszej alternatywy. Tropiąca Łaska zlustrowała go wzrokiem, jakby jego pytanie rzeczywiście w jakimś stopniu mogło być nieodpowiednie.
— Oczywiście, zwłaszcza że na oku mam tą akurat jedyną. Także jeszcze sobie poczekasz. — Jakąś jedyną? Ciekawe co to miało niby być? Może zając lub coś równie większego? Bo nie wierzył, że mają iść głębiej tylko dlatego by upolować mysz czy wiewiórkę. Byłoby to marnowanie ich cennego czasu, mniejsza zwierzyna miała szansę uchować się przed upałem bardziej niż ta większa. Oby Mroczna Puszcza im coś zesłała.

***

Zdawało się, że szukanie zwierzyny było na marne, nawet dawno ominęli potworną przełęcz, idąc w głąb lasu, chociaż aktualnie zbliżali się do rzeki, więc może te łowy nie były bezsensowne? Cętkowana Łapa szedł posłusznie za Tropiącą Łaską, wierząc, że dojdą do rzeki. Czekoladowa kotka gwałtownie się zatrzymała, stojąc w miejscu, Tęgosz zrobił to samo, próbując coś wywęszyć lub usłyszeć, ale nie było nic czuć ani słychać, to było dość dziwne. Cętek jeszcze się rozejrzał, skoro nie było tu czegoś, to na co czekali? Do rzeki przecież jeszcze było parę kroków.
— Tropiąca Łasko, czemu tu stoimy, skoro niczego tu nie ma, chyba mieliśmy iść nad rzekę, prawda? — Patrzył na kotkę odwróconą do niego plecami, ta tylko obróciła lekko głowę, gdzie można było zauważyć tylko jej uśmiech, nie padła jednak z jej strony odpowiedź tylko cisza. Rudzielec czuł niepokój, patrząc na nią.
— Polowanie czas zacząć — powiedziała dość spokojnie, a on się zastanawiał niby, na co skoro zwierzyny nie było w pobliżu? Przełknął ślinę, wysuwając pazury, za nim nie minęła sekunda, to Tropiąca Łaska skoczyła w stronę drzewa i odbiła się od niego w stronę swego ucznia. Dorosła rzuciła się na ucznia z wysuniętymi pazurami, trzasnęła nim o ziemię, ale Cętkowana Łapa użył swych tylnych łap i kopnął ją w brzuch a ta zeszła z niego. Kotka się zakrztusiła i próbowała złapać powietrze, ale kocur rzucił się na jej plecy w odwecie, kotka zakręciła się, a ten spadł z jej pleców na cztery łapy i walnął ją w bark łapą z pazurami. Kotka syknęła głośno i zaszarżowała na niego, i trzepnęła go łapą w plecy, próbowała jeszcze po tym na niego skoczyć, ale kocur zrobił unik i ugryzł ją w kark, Cętek nawet nie miał czasu myśleć, jeśli to miała być nawet, walka na śmierć i życie to musiał się bronić i atakować doskonale. Tropiąca Łaska syknęła i zaszarżował na najbliższe sosnowe drzewo, uderzając o nie Cętkowaną Łapą, czuł się obolały, ale widział, że jego mentorka chciała go przygnieść znowu do ziemi, rudzielec szybciej zareagował i kotka chciała już swoje przednie łapy dać, na jego szyi to on podniósł swoje, obezwładniając jej górną część brzucha, natomiast tylne łapy przeszły na tylną część brzucha, gdzie mocno przeturlał się w tył razem z nią, przez to, ta walnęła mocno plecami o drzewo. Uczeń szybko stanął i cofnął od kotki na odległość. Szczerze nie czuł, że zasłabł, jeśli chodzi o kondycję, ale czuł, że miał na sobie mocne sińce i zadrapania, które kryły się pod jego futrem, aż sprawdził, przecierając łapą swoje futro, krwawiły, ale na tyle mało, że kilka liźnięć powinno sprawdzić, że ranki przestaną krwawić. Kotka wstała niedbale, patrząc na niego, następnie otrzepała się z ziemi, gdy patrzyła w jego ślepia, to przez chwilę myślał, że Tropiąca Łaska chce go znowu zaatakować, instynktownie wysunął pazury, gdy kotka lekko się ruszyła.
— Imponuje mi twój szybki postęp, zwłaszcza w naszych małych potyczkach, a teraz nie ciesz się za bardzo z tego, tylko upoluj mi coś! Treningi to nie zabawa, potrafią być równie wyczerpujące — Przynajmniej już się cieszył, że to koniec, walka w słońcu nie była przyjemna. Szybko zniknął w paprociach, widząc zniecierpliwienie swej mentorki.

***

Chciał jak najszybciej znaleźć się przy rzece, biegł co sił, by tylko być najdalej od Tropiącej Łaski. Tam na pewno będzie więcej zwierzyny, przecież taki upał sprawia, że każdy chce się trochę ochłodzić, a dwunożni mu nic nie zrobią, bo są po drugiej stronie rzeki, ze swoimi potworami. Czuł, że jest coraz bliżej rzeki, czuł zapach czegoś, czego szukał, piszczek. Uradowany nawet nie zwrócił uwagi, że się uśmiechnął, nadal biegł, jedynie co słysząc w uszach to szum wiatru, a las zdawał się szybciej poruszać. Cętkowana już ominął każde chyba drzewo za sobą i dotarł do pustej przestrzeni, gdzie widział przed sobą rzekę a tam siedzącą Kukułkę, która piła wodę. Tego chciał, jeden ptak dla Tropiącej Łaski, zaczął skradać się powoli do ptaka, wiedział, że przestrzeń jest pusta, nie było drzew, tylko trawa, musiał być naprawdę cicho, by się kukułka nie zorientowała, że nie jest sama. Po paru krokach był już blisko czarnego ptaka, którego mógł złapać jednym skokiem, już się szykował.
BUUUUUUUUUUM
Wielkie drzewo spadło, a wszystkie ptaki poszybowały po górze ze strachu, w tym zdobycz od rudego. Kukułka poleciała na drugą stronę, siedząc na jakimś drzewem, kocur szybko wszedł na zacięte drzewo, by przejść na drugą stronę i ją złapać. Zrobił to dosyć szybko i już nie był na terenie Klanu Wilka, tylko na terenie dwunożnych i potworów, które niszczyły drzewa. Chciał tylko złapać ptaka i się zmyć, przez te głośnie dźwięki jednak nie umiał się skupić, czy dwunożni musieli być tacy głośni? Wpatrywał się w drzewa, chcąc zauważyć charakterystyczne czarne pióra kukułki za iglastych gałęzi, wpadł na coś przypadkiem i to nie była zwierzyna. Zobaczył, że to była jedna z tylnych łap dwunożnego, stworzenie spojrzało na niego wrogo i go kopnęło, Tęgosz się przeturlał, czując ból brzucha, dwunożny nie był delikatny, był brutalny, ale Cętek chciał tylko tego ptaka, zauważył, że na jakimś drzewie coś trzepotało, skrzydłami, czy to jego kukułka? Był już gotowy szybko się zmyć, ale niespodziewanie coś od tyłu wzięło go za ogon i podniosło ku górze. Jakiś dwunożny go złapał, na Mroczną Puszczę, co teraz? Porwą go poza tereny klanu wilka i będą nadal wycinać las? Nie mieli prawa! Patrzył na dwunoga, który się śmiał się z niego i potrząsał nim, tylko syknął i podrapał go po jednej z łap, ten się wkurzył i rzucił nim o drzewo. Cętek to wykorzystał i zaczął uciekać, wściekły dwunóg go gonił, ale szybko się wspiął na drzewo, gdzie ostatnio widział swego ptaka. Wspinał się wysoko, chcąc tylko go dobić i stąd uciec, widział jak nieświadoma kukułka, spokojnie siedziała dość wysoko na gałęzi, więc miał łatwo. Cętek jednak działał pod wieloma stresującymi bodźcami, że raczej nie przyszło mu pomyśleć, że polowanie na terenie gdzie dwunożni, wycinali drzewa to zły pomysł. Był dosyć blisko, mógłby nawet złapać tego ptaka, ale drzewo gwałtownie zaczęło spadać w stronę rzeki, rudzielec spanikował, trzymał się go mocno, chcąc z tego wyjść cało. Duża sosna szybko jednak runęła, a jego pazury zdążyły się poślizgnąć i spadł pierwszy do wody przed drzewem iglastym. Kocur tym dłużej machał łapami, tym bardziej się męczył, widział przed sobą taflę wody, a potem odbijające się drzewo iglaste, które stało się następnym pomostem między klanem wilka a terenami okupowanymi przed dwunożnymi. Jego huk sprawił, że woda zadrżała przez chwilę, choć drzewo nawet się nie zanurzyło w wodzie, kocur walczył do końca, nie chcąc się poddać, więc zrobiło to jego ciało, a przed zamknięciem oczu prześwitywała mu jakaś niewyraźna sylwetka, Mroczna Puszcza?

***

Cętkowana Łapa otworzył oczy dość niechętnie, nie umiał rozpoznać, gdzie jest, poczuł jak coś, mu liże futro, zapłon rudzielca nie był jakiś szybki i po jakimś czasie się zjeżył i jedną z łap pacnął kota, który go lizał.
— Co ty robisz?!?! Won od mego futra! — fuknął na kota, który zrobił wielkie oczy, Cętek mu się przyjrzał, był to kot z białą głową o brązowych oczach, dziwnym jasnym czekoladowym odcieniem futra? Nie wiedział co to za maść, nie był ekspertem. Pokryty, choć nie całkowicie ogon bielą i dzika pręga na plecach.
— Em...wszystko dobrze? — Nieznajomy go spytał, bo rudzielec długo na niego patrzył wytrzeszczonymi oczami, ale Wilczak nie zwrócił na to uwagi. Kojarzył tego kota, na pewno kojarzył, tak długo na niego patrzył, że sobie coś przypomniał.
— Kojarzę cię! Byłeś na brzegu terenu mego klanu, gdy polowałem. Właściwie to dawno, ale pamiętam cię, a teraz gadaj, gdzie ja jestem i czemu mnie pojmałeś! — Nieznajomy przestraszył się reakcji Cętka, lekko się jeżąc, jednak potem zaczął mówić.
— Nie pojmałem cię, widziałem, jak spadłeś ze spadającego drzewa do wody, więc zanurkowałem po ciebie. Tak mi przynajmniej podpowiadał instynkt, a do tego, gdzie jesteśmy, to prawdopodobnie chyba znowu wszedłem na tereny twojego klanu?
Czymkolwiek to miałoby być, choć czy może jest was więcej? Jak zawsze tu chodzę, to czuję więcej niż jednego kota i nie umiem oszacować, jak was dużo jest — Czyli on chodził częściej na ich terenach, cóż za zapachowa znawca się znalazł. Jeszcze czego, miał mu ilość pobratymców podać? A niech się w zad ugryzie, za przeproszeniem!
— Jest ich na, tyle że jak cię znajdą w grupie to cię rozszarpią. Nasza społeczność nie lubi złodziei zwierzyny, wolimy koty, które są przydatne i mają jaja. Skoro zadajemy sobie nietypowe pytania, to ja się spytam jakiego koloru masz futro? Wygląda ono jak pseudo czekolada — chciał niby zmienić temat, bo nie znał tego samotnika, choć wyglądał, jakby był w jego wieku, to nie chciał się dzielić wrażliwymi danymi. Samotnik był zmieszany, ale mimo tego coś zabłysło w jego oczach, jakby jakaś ciekawość.
— Bycie w większej grupie kotów brzmi fajnie. Co do mojego futra to ono jest cynamonowe, a nie pseudo czekoladowe — Nieznajomy powiedział to pierwsze zdanie trochę ciszej i ze smutniejszym tonem głosu a drugie już normalniej. Poprawił swoje krótkie futro, liżąc je językiem.
— Cynamonowe — Popatrzył jeszcze na futro nieznajomego, zapamięta tą nową poznaną maść.
— A czemu mnie lizałeś? To dziwne lizać kogoś, kogo nie znasz — Cętkowana Łapa odpalił z następnym pytaniem.
— Bo miałeś mniejsze ranki i jeszcze masz porządne stłuczenia. To chyba przez tych dwunożnych co? Nie znam magicznych sposobów jak leczyć rany, więc tyle umiem. — Rudzielec popatrzył na siebie, chciał sobie jeszcze przypomnieć, co miał ważnego do zrobienia. Tak myślał, aż sobie coś przypomniał. Zwierzyna dla Tropiącej Łaski! Gdzie ta kukułka? Siedział w jakimś wgłębieniu drzewa, a nie widział swej zwierzyny, a mógł usłyszeć bliski szum rzeki, do której wcześniej wpadł.
— Mój ptak! Moja zwierzyna, muszę go znaleźć! — krzyknął gwałtownie, próbując wstać, ale wszystko go bolało, syczał z bólu, który był nieprzyjemny, ale ten ptak był ważniejszy, zrobił tylko kilka kroków i upadł na trawę. Nieznajomy szybko podszedł do rudzielca, pomagając mu wstać.
— Nie wygląda to dobrze, może odczekamy, aż to minie? — Cętkowana syknął na niego.
— Nie zamierzam tu czekać z tobą, cynamonko! Mój ptak jest ważny, muszę go mieć, muszę! — Cętkowana Łapa oderwał się od cynamonowego i próbował iść w stronę rzeki, nieznajomy jednak go zatrzymał.
— To tylko ptak rudy, spuść z tonu! Mogę ci upolować podobnego, chyba, chociaż, może wolisz rybę? To jedyne, na co dobrze poluje i może mniejsze gryzonie takie jak mysz — Rudzielcowi zaświtało przecież w głowie, że może posłużyć się cynamonkiem, uspokoił się i odparł.
— Weź mi cokolwiek, ważne, żeby coś było, co mogę zanieść komuś — Cynamonek się uśmiechnął i szybko mu zniknął z pola widzenia. Po kilkunastu uderzeń serca, bo rudy dokładnie nie umiał oszacować, cynamon wrócił z rybą.
— Przyniosłem ci Jazgarza, nie jest duży, ale powinien ci starczyć na mały upominek — Rudy wziął rybę od nieznajomego i przytrzymał ją w pysku, próbował stać, ale trząsł się przy tym strasznie, nawet miał mroczki przed oczami, które ignorował.
— Dzięki Cynamonku, to zagadaliśmy się za bardzo. Muszę już iść — Cętkowana Łapa obrócił się, idąc krzywym chodem do klanu wilka, stłuczenia i ból mięśni sprawiły, że czuł się jak kaleka który nawet nie może szybko iść.
— Jestem Kazarek! To życzę, żebyś dotarł do swego klanu cały! Do następnego widzenia! — Kazarek wołał do oddalającego się Tęgosza. Chyba wrócenie do klanu w takim stanie było aktualnie najtrudniejsze, „Mroczna Puszczo miej mnie w opiece”, pomyślał Cętek, już znikając z pola widzenia cynamona.

***

Znalezienie Tropiącej Łaski było trudne, to nie tak, że nie znał terenu klanu wilka, tylko przez bóle nóg, nadal odczuwalne siniaki i stłuczenia, jeszcze doszły do tego zawroty głowy. Gdy tylko kocurowi robiły się mroczki, to uderzał głową o jakieś drzewo, by widzieć znowu normalnie, lecz gdy tylko odchodził od drzewa, w które uderzył, w celu złagodzenia słabości głowy to znowu miał mroczki przed oczyma. Chciał tylko znaleźć Tropiącą Łaskę i dać jej tę rybę dla świętego spokoju, miał dość, w takim stanie nie dało się chodzić, przeklęci dwunożni, to wszystko ich sprawka! Niech tylko wróci do obozu, a wszystko powie babci, to ona zrobi z nimi porządek. Najpierw pierwsze musiał odzyskać trzeźwość umysłu, bo ten upał i jego stan aktualny nie sprzyjały mu, mijał powoli iglaste drzewa, myślał, że za jakimś krzakiem lub krzewem, a może i drzewem kryje się szukająca go mentorka. Kocur patrzył w zakamarki i nie było jej, czuł, że las się nie kończy, a szukanie potrwa tu jeden wschód słońca może i więcej, a może on tu zdechnie czy coś za nim czekoladowa go znajdzie? Chociaż nie, na pewno go znajdzie, a on dostawał niepotrzebnej paranoi. Przecież gdyby tego nie zrobiła, to wierzyłby, że miałaby przerąbane u jego rodziny, która by nie dopuściła faktu, że nie udzielił jej pomocy. Jego łapy powoli zdawały się wykończone, Cętek jednak nie chciał przystawać, bo jakiś drapieżnik mógłby to wykorzystać i go zjeść, choć czy one polują w taki upał? Chociaż skoro ich ofiara byłaby skopana przez dwunożnych i spadłaby z dużej wysokości, do rzeki gdzie doznał potłuczeń, to była łatwa do złapania w taką pogodę. Jakiś szelest wydobywał się zza drzew, rudy kocur się zjeżył, nie wiedział, co po niego idzie, mógł oczywiście zakładać, że to Tropiąca Łaska, ale gdyby zamiast niej, miałby wyskoczyć drapieżnik, to byłby jego błąd myślowy.
Coś się wyłoniło, czekoladowa zdenerwowana sylwetka.
— Gdzieś ty był na Mrocznych Przodków tak długo? Właściwie, dlaczego wyglądasz, jakbyś przeżył nawałnicę? — Wojowniczka patrzyła oczami na jego wykończone ciało, które dostawało drgawek.
— Starałem się coś upolować dla ciebie! Mam tę rybę, na początku miał być ptak, ale gdy polowałem, to dwunożni mnie skopali i jeszcze, gdy wszedłem na drzewo, by się przed nimi chronić, to drzewo się nachyliło i spadało, a potem ja spadłem, ale wyrzuciło mnie gdzieś na brzeg i jakoś tu dota...— Jego ciało runęło na ziemię z osłabienia, a Tęgosz stracił przytomność. Trochę zestresowana kotka wzięła ucznia na plecy a jego Jazgarza w pysk i ruszyła z nim do obozu.

***

Czuł, że nie śpi, ale nie otwierał oczu, zrobił wdech i wydech i poczuł zapach ziół, który był mu znajomy. To był zapach lecznicy, to znaczyło, tyle że dotarł do domu, otworzył delikatnie i niepewnie oczy. W lecznicy znajdował się Chudy Grzbiet i Cisowe Tchnienie, chudy kocur wymieniał materiały w legowiskach dla pacjentów, a najbardziej doświadczona medyczka sprawdzała zapasy ziół. Na wszystko patrzył w ciszy, nie miał potrzeby odezwania się, na razie tylko leżał, nie chcą wstawać, przypominając sobie jaki ból mu sprawiało, podnoszenie się a co dopiero chodzenie. Mrugał jeszcze, tak obracając wzrok, tu w lewo tam w prawo, tam na ścianę tam na wyjście, a w wejściu wchodziła do legowiska medyków Zalotna Gwiazda. Pierwsze co zrobiła to podeszła do jego legowiska.
— Widzę, że wstał — powiedziała do Cisowego Tchnienia, która się obróciła.
— Rzeczywiście, nie pisnął ani słowa po tym. Powiedź Cętkowana Łapo, czy umiesz się poruszyć? — Cętkowana Łapa postarał się podnieść, ale jego mięśnie na tyle pulsowały i bolały, że natychmiast syknął i położył się w pozycji bochenka.
— Wszystko we mnie pulsuje i boli, jakkolwiek bym się nie poruszył — Popatrzył na swoje ciało, nic się nie zmieniło, od kiedy wstał, pierwszy raz będąc w towarzystwie Kazarka. Zalotna Gwiazda posłała Cisowemu Tchnieniu i Garbatemu Grzbietowi spojrzenie.
— Nie mielibyście nic przeciwko, żeby opuścić lecznicę? Chcę porozmawiać z Cętkowaną Łapą na osobności, oczywiście potrwa to tylko chwilę — Cisowe Tchnienie skinęła głową.
— Oczywiście Zalotna Gwiazdo — Medyczka podeszła do Garbatego Grzbietu, który patrzył przez chwilę na ziemię, a potem gdy tylko niebieska szylkretka do niego podeszła, to wyszli z lecznicy. Dwa koty opuściły lecznice, a on został sam ze swoją babcią, z szacunku do przywódczyni, jak i doświadczonego członka rodziny by wstał lub usiadł, ale był tak obolały, że jedyne co mu pozostało to zostać chlebkiem.
— Powiedź mi Cętkowano Łapo, co się stało, gdy napotkałeś na dwunożnych? — Cętkowana Łapa musiał sobie poukładać, jak to wszystko się zaczęło, spojrzał w oczy przywódczyni i zaczął mówić.
— Na początku ćwiczyłem walkę z Tropiącą Łaską, a gdy tylko skończyliśmy to miałem jeszcze coś upolować. Więc poszedłem w stronę rzeki, bo upały sprawiły, że tam przeniosło się większość zwierząt, akurat upatrzyłem sobie kukułkę i byłem blisko jej złapania, ale jakieś drzewo zawaliło się i większość ptaków odleciała. Moja kukułka szybowała w stronę, gdzie dwunożni wycinali drzewa, więc pobiegłem za nią, gdy tylko byłem po drugiej stronie, to szukałem, na których z tych drzew zrobiła postój, wtedy jeden dwunożny przywalił swoją tylną kończyną w mój brzuch. Jeszcze jakiś drugi dwunożny szarpnął mnie za ogon i zaczął mną potrząsać jak jakąś myszą! Podrapałem go, chcąc się wyrwać, ale on rzucił mną mocno o drzewo, wykorzystałem to i akurat zobaczyłem mego ptaka na jednym z drzew i wspiąłem się na nie, by go upolować dla klanu. Byłem wysoko i miałem go prawie jak poprzednio, ale drzewo się obaliło w stronę rzeki, trzymałem się pazurami, ale zanim drzewo zdążyło spaść, to wyleciałem do rzeki, a później drzewo, ale na szczęście wylądowało między dwoma lądami i nie wpadło do wody. Pod wodą nie mogłem się poruszać i myślałem, że już zagoszczę u Mrocznej Puszczy, ale otrząsnąłem się i zobaczyłem, że woda mnie wyrzuciła na brzeg, jak się obudziłem, to wszystko mnie bolało, ale gdy wstałem, to zobaczyłem, że przygniotłem rybę, więc ją wziąłem i szukałem pomocy. Wtedy gdy przede mną stanęła Tropiąca Łaska, to zemdlałem.
— Trzeba było jakoś wymieszać prawdę z kłamstwem, by nie zdradzić babci, że uratował go samotnik. Zalotna Gwiazda analizowała jakby każde jego wypowiedziane słowo, właściwie nic nie dodawała od siebie, gdy gadał, tylko słuchała.
— Wiesz Cętkowana Łapo, mam ochotę cię udusić za twoją głupotę, dobrze wiedziałeś, że jest zakaz, zapuszczania się na tereny gdzie dwunożni niszczą nasz las, ale powstrzymuje mnie to, że jesteś moim wnukiem i że musisz dożyć swojego mianowania na wojownika. Tropiąca Łaska mi powiedziała po tym, jak cię zaniosła, że jesteś gotowy na zostanie wojownikiem. Zatem gdy tylko poczujesz się lepiej i wyjdziesz z legowiska medyków, to będzie dla mnie znak, że będziesz gotowy się bić o swój tytuł. Także, oszczędzaj się. — Zalotna Gwiazda odeszła z lecznicy a medycy wrócili do swojej pracy. Cętkowana Łapa w duchu cieszył się, że zostanie wojownikiem, a jego cierpienie i ciężka praca były owocne.


[3226 słów]
[Test Wojownika]