BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

24 lipca 2026

Od Migoczącej Łapy

Chłód przeszedł przez całe jego ciało, pozostawiając po sobie nieprzyjemny dreszcz. Mimo jego półdługiego futra Migot nie mógł się ogrzać. Wszystko przez tę głupią porę Nagich Drzew! I przez to, że musiał wstać chyba wcześniej niż wschód słońca, by udać się na patrol. I co z tego wyszło? Że wstał za wcześnie! Klanie Gwiazdy ten dzień już zaczął się dla niego nieprzyjemnie, a co dopiero mogło przyjść później... Westchnął cicho i spojrzał na żłobek. Jak on by chciał się znów położyć i spać! No... Może nie w żłobku. Nie miał zamiaru wracać do tej zapchlonej kociarni. Przynajmniej uciekł z niej w dobrym momencie, ponieważ chwilę po jego mianowaniu, urodziła się dwójka nowych kociąt. Migot cieszył się, że ich nie poznał. Nie chciał nawet sobie wyobrażać, jak wyglądałby kolejny podział żłobka, zwłaszcza że tamta czwórka nie szanowała wyznaczonych granic! "Głupie przybłędy" – przeszło mu przez myśl. Następnie otulił się bardziej ogonem, znów czując nieprzyjemny chłód. W tamtej chwili tylko to go obchodziło. Nie przejmował się otoczeniem, które i tak wydawało się ciche. I to był jeden z jego większych błędów tego poranka.
Kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę. Kotka bez oporów usiadła obok, jakby nie myśląc za dużo, że siada obok tak ważnej osobistości Klanu Klifu. "Co ona sobie myśli?" – pomyślał podirytowany Migocząca Łapa i odwrócił głowę w stronę Jajecznej Łapy.
– Co ty tu robisz? – zapytał od razu, bez cienia sympatii w głosie.
– Myślałam, że mogę się dosiąść – zaczęła Jajeczna Łapa. – Mamy przecież razem patrol! Nie sądziłam, że wstaniesz tak wcześnie. Ranny z ciebie ptaszek Migocząca Łapo – zauważyła kotka i uśmiechnęła się przyjaźnie. Migot otworzył szerzej oczy. Oni? Patrol? I to razem? Nie, nie, nie.
– Musiała zajść jakaś pomyłka. Ja, patrol, z tobą? – prychnął i obleciał Jajko wzrokiem. Na jego pysku szybko wymalowało się coś na wzór obrzydzenia i niedowierzania. Przecież to nie mogła być prawda!
– Fajnie, prawda? Może lepiej się poznamy. W końcu dzielimy razem legowisko! – powiedziała Jajeczna Łapa, na co Migot wybuchł śmiechem.
– Nie bądź śmieszna! Lepiej się poznamy? Serio? Słuchaj, ja nie zadaję się z przybłędami. Zwłaszcza grzejącymi zad w legowisku uczniów od wieków – odparł ostro. Mina Jajko momentalnie się zmieniła. Jej uśmiech znikł, a zamiast niego pojawiła się pewna dezorientacja. Kocura jednak to nie obchodziło. Miał gdzieś uczucia kogoś takiego. I dla własnego dobra nie chciał się z nią zadawać. Jeszcze skończy jak ona! Klanie Gwiazdy... To mógłby być dopiero koszmar.
W zasięgu jego wzroku w końcu pojawił się Lśniąca Gwiazda. Czas na patrol! Kocurek szybko wstał, rzucając Jajecznej Łapie ostatnie spojrzenie. Nie mógł uwierzyć, że ktoś taki miał się za kogoś tak wspaniałego! I że jeszcze śmiała zaoferować mu znajomość... Aż żal patrzeć na tę pewność siebie.
– Witaj Lśniąca Gwiazdo! – przywitał się zadowolony z ojcem, dopiero po chwili obracając się w stronę kotki stojącej obok niego. Trochę wstyd przyznać, że jej nie zauważył. – Witaj Wzorzysta Dalio – mruknął, już z mniejszym entuzjazmem. Niedługo po tym doszła do nich Jajeczna Łapa. Jej słowa jednak były prawdą i wszyscy razem ruszyli na patrol. Niestety.

[493 słów]

[10%]

Od Lilakowej Łapy (Pszczelego Lilaku) CD. Migoczącej Łapy

Lilakowa Łapa poczuła swego rodzaju ukłucie żalu na wspomnienie o jej wzroście, kolejna rzecz przypominająca jej, że koty Klanu Klifu robią jej łaskę… Nie podobało się jej nazywanie jej kupą futra, ale najwyraźniej stało się to jej nowym przezwiskiem, musiała tylko zaufać, że Migocząca Łapa nie robi tego złośliwie, choć mózg delikatnie podpowiada jej inaczej. Jej mózg w końcu był zdradliwy w swych osądach i myślach… Czemu inaczej tak zazdrościłby Cichej Łapie? W każdym razie dużo bardziej wolałaby być nazywana Litai, tak jak czasem robił to jej brat albo Jajeczna Łapa. Nie zamierzała jednak zmuszać do tego Migoczącej Łapy, w końcu to tylko przezwisko. Kotka rzekła po chwili:
—  Ja… —  Jej głos był pełen niepewności. Liliowa nie chciała wpaść problemy, ale było jej głupio odmawiać, komuś, kto w jej oczach był potencjalnie nadal rozpaczającym kotem po stracie matki a zaraz synem i uczniem samego przywódcy. Rzekła więc z większym entuzjazmem i nadzieją, że ktoś po drodze ich zatrzyma — Jasne! Pokaże ci jak najwięcej Migocząca Łapo! Cieszę się, że masz trochę czasu na takie coś…
— No to choć za mną Kupo futra! — rzekł bezceremonialnie wyższy od niej uczeń, idąc przed siebie, nawet nie zwracając głowy w stronę liliowej uczennicy.
— Dobrze! Już biegnę niczym zając — rzekła uczennica wyraźnie udawanym entuzjazmem (miała nadzieje, że Migocząca Łapa to zauważy) zaczynając się modlić, żeby ktoś na serio ich zatrzymał. Nie chciała mieć problemów, wiedziała, jednak że w razie czego będzie brać je na swoje barki… Nie chciałaby kolega, miał jeszcze więcej problemów, w końcu to, co zrobiła ta głupia Truskawkowe Pole, strasznie się na nim odbijało, czyż nie?...
Dwójka była już blisko wodospadu, gdy usłyszeli znajomy głos. Lilakowa Łapa odwróciła swój łeb, zauważyła dużo wyższą od nich dwojga cynamonową kocicę. Na jej pysku wyraźne rozczarowanie:
— Co robisz Lilakowa Łapo? Nie pakujesz się znów w kłopoty? — zapytała, dodając — Zapomniałaś, że miałyśmy iść zaraz na trening?
Migocząca Łapa nie zrobił nic, liliowa głośno przełknęła ślinę i rzekła:
— Chciałam mu pokazać parę ruchów pani mentorko… — rzekła cicho, zwalając winę na samą siebie.
— Migocząca Łapo? Idź już, ja i twoja koleżanka idziemy na trening — rzekła cynamonowa, dodając — A ty Lilakowa Łapo? Choć za mną.
Szarobiały prychnął tylko i poszedł sobie. Lilakowa Łapa spuściła głowę i posłusznie poszła za mentorką.

***

Pszczeli Lilak, siedziała na swoim legowisku, była przed chwilą na dosyć długim patrolu… Jaka szkoda, że nic z niego nie przyniosła. Modlitwy by reszta patrolu łowieckiego się nie zdenerwowała, nic nie dały. Przepiórcza Wichura wyglądała na zawiedzioną. Kotka przeklinała Kurzą Łapę z całej siły, jaką miała. Liliowa czuła, że zbyt często ją zawodzi. Że jest jak skaza na jej honorze, w końcu była jej uczennicą… Kotka czuła się bezużyteczna jak problem dla Klanu Klifu. Miała nadzieje, że nie zawodzi zbyt dużo kotów. Czy Cicha Łapa był nią rozczarowany? Miała nadzieje, że nie, choć jej mózg podpowiada inaczej… Była w dosyć marnym humorze. Choć to trochę na chwile się poprawiło, gdy ujrzała Migoczącą Łapę. Młody kocur wszedł właśnie do obozu ze zwierzyną w pysku. Nie był to długi czas, gdyż kotka poczuła się głupio, wręcz samolubna za zamartwianie się własną sytuacją, gdy biedny Migocząca Łapa zapewne nadal cierpi z powodu jego matki... Czy Truskawkowe Pole nadal zasługuje na ten tytuł? Lilakowa Łapa wątpiła w to, całym swoim sercem. W każdym razie wstała ze swojego legowiska i szybkim krokiem podeszła do Migoczącej Łapy mówiąc:
— Cześć Migocząca Łapo! — wymruczała.

<Migocie? Odpowiedz tej swojej lokalnej kelpi>

Od Kamiennego Pióra CD. Nocnego Śpiewaka

Szedł z Nocnym Śpiewakiem przez las, klucząc między drzewami i szukając zdobyczy. Byli na patrolu łowieckim. Do jego uszu docierało skrzypienie śniegu pod łapami, szum wiatru oraz trzaski bardziej delikatnych gałęzi, które już nie wytrzymywały pod naporem białego puchu. Jego żółte oczy skanowały las, zaglądały we wszystkie zakamarki, penetrowały każdą długość wąsa ściółki. Nic jednak nie znalazły. Wojownik już prawie pogodził się z faktem, że wróci do obozu z pustym pyskiem.Jednocześnie słuchał słów Nocnego Śpiewaka, z którym właśnie rozmawiał na temat swoich… Niespełnionych marzeń.
Wywód czarnego kocura okazał się dłuższy, niż by się Kamienne Pióro spodziewał, czuł jednak mądrość płynącą ze słów wojownika. I dały mu one dużo do myślenia.
— Mam nadzieję, że cię mój wywód nie przestraszył. Tym razem ja się rozgadałem, ups! — miauknął Nocny Śpiewak i podrapał się po pysku, podczas gdy czekoladowy zmrużył oczy w zamyśleniu.
Opiekun Tchnienia… Czy Kamienne Pióro mógł zdobyć to odznaczenie? Według czarnego wojownika tak. Według niego był pomocny i przyjazny… Czy to prawda? Gdy nad tym chwilę pomyślał, uznał, że rzeczywiście starał się pomagać członkom swojego klanu. Zawsze. Nawet o tym nie myślał i nie robił tego na siłę. To po prostu było naturalne, samo mu przychodziło, po prostu czasami czuł, że powinien coś zrobić. Pewnie dlatego, że był dobrym kotem i nie przechodził obojętnie obok potrzebujących pomocy.
Tak. Był dobrym kotem. Nieważne, czy miał rangę mistrza, czy zdobył któreś z odznaczeń, czy nie. Nocny Śpiewak opowiedział mu o swoim ‘najlepszym’ wojowniku. A jaki był jego ‘najlepszy’ wojownik? Chyba właśnie taki – dobry. Pomocny, lojalny, taki, któremu zależy na swoim klanie.
Co jeszcze? Na pewno ważna była pracowitość. Przecież żaden dobry wojownik nie jest leniwy. Trzeba być pracowitym, jeśli się chce coś osiągnąć.
No i… Ważna jest postawa. Najlepszy wojownik według Kamiennego Pióra ma swój klan na pierwszym miejscu i robi dla niego wszystko, co tylko może. Nieważne, czy inni to zauważają i doceniają, czy nie.
Zdał sobie sprawę, że długo się nie odzywał. Może wręcz za długo, a przecież Nocny Śpiewak czekał na jego odpowiedź.
— Wiesz, w sumie… — zaczął z nieśmiałym uśmiechem. — Najlepszy wojownik według mnie to taki, który zawsze stawia klan na pierwszym miejscu. Przed sobą i przed wszystkim innym. I taki, który dba o dobro klanu i o jego członków. Wiesz, pomaga im, jak tylko może… To jest w sumie takie zadanie wojownika. Dbać o innych członków. No i oczywiście taki, który jest lojalny i który nigdy by klanu nie zostawił. — Przez myśl mu przemknęli Miodowa Kora i Porywisty Dąb. Ledwo się powstrzymał przed skrzywieniem pyska. — Taki, który przestrzega Kodeksu Wojownika… Odznaczenia nie są takie ważne, wystarczy mieć klan naprawdę głęboko w sercu i tyle! To w sumie osiągalne. Mogę zostać takim najlepszym wojownikiem. Dziękuję ci bardzo, Nocny Śpiewaku!
Po chwili ciszy dodał:
— Wychowam moje kocięta, aby były takie jak ty. Znaczy, eee… Nooo… Jeśli będę miał kocięta, to je wychowam, aby były takie jak ty — poprawił się, kładąc nacisk na słowo „jeśli”.

<Nocny Śpiewaku?>

Od Truskawki

Mróz zaczął ustępować. Truskawka z wielkimi oczami obserwowała, jak wszystko za przezroczystymi drzwiami topnieje i zamiast białego puchu pokrywającego podłoże odkąd koteczka pamiętała, zaczynają pojawiać się kałuże, a następnie wyłania się zielona trawa.W jej gnieździe zaszła pewna zmiana. Wczoraj odwiedził ich obcy dwunożny. Spędził prawie cały dzień w największym pomieszczeniu, a Truskawka na ten czas została zamknięta w pokoju młodej wyprostowanej. Nie, żeby jej to przeszkadzało. Majka też tam była i cały czas bawiła się z kocięciem. Tymczasem z dołu dobiegały dziwne odgłosy, które nie były przyjemne dla koteczki.
Gdy obcy dwunożny sobie poszedł, jasnowłosa otworzyła drzwi i zaniosła Truskawkę do największego pomieszczenia. Od tamtej chwili w drzwiach w pokoju wejściowym była mała dziura zakryta drewienkiem. Biała szybko odkryła, że drewienko można przesuwać i w ten sposób wychodzić na zewnątrz, kiedy tylko miała na to ochotę. Taka klapka.
Nadal na dworze było trochę zimno, ale największe mrozy już minęły, a zamiast śniegu w ogrodzie była tylko brązowo żółta papka.
Dziś Truskawka postanowiła, że wyjdzie na zewnątrz. Była ciekawa, jak wygląda świat poza jej ogródkiem, którego zresztą też nie zbadała jeszcze dokładnie.
Tęsknie spojrzała na płot. Niestety nie siedział na nim ani Monarcha, ani Promyk, ani Kobczyk.
Drzwi zaskrzypiały i z ciemności gniazda wyłoniła się złotowłosa. Na sobie miała dużo grubych kolorowych ubranek. W ręku trzymała pudełko, jak zwykle przyłożone do ucha i mówiła coś do niego. Truskawka wiedziała, że przedmiot potrafi jej odpowiadać. Słyszała kilka razy głos wydobywający się z niego, kiedy była blisko. To pewnie dlatego dwunożni trzymają je przy uszach. Są bardzo ciche.
Wtedy furtka otworzyła się, a do środka wszedł pewien chłopiec. Zaraz… Malutka go poznawała! To on przyszedł do kociąt, gdy te były jeszcze z hodowli!
W ręku trzymał kontenerek. Serce Truskawki zabiło szybciej. Nie mogło być…
– Nala? – zapiszczała biała, a w środku transporterka coś się poruszyło.
Niestety młody dwunożny wcale się nie śpieszył. Zamknął furtkę, przytulił złotowłosą i koteczce wydawało się, że minęły wieki, zanim samiec położył kontener na ziemi i go otworzył.
Ze środka wyszła najpiękniejsza kotka, jaką Truskawka kiedykolwiek widziała. Jej białe futro falowało na wietrze. Jej łapy były smukłe i zakończone ostrymi pazurami. Ciało było giętkie i umięśnione, a oczy… Były znajome…
– Malutka? – zamruczała Nala miękko.
Koteczka zerwała się z miejsca i podbiegła do siostry.
– Myślałam, że już cię więcej nie zobaczę! – zapiszczała.
– Mieszkam tam – Nala wskazała ogonem gniazdo. Było oddalone od domu Truskawki o dwie, może trzy długości drzewa.
– Wystarczy, że wyjdę z ogrodu, skręcę w lewo, minę dwa gniazda i będę u ciebie! – zauważyła szczęśliwa – w ogóle, łał, jak się zmieniłaś!
– Ty też, Malutka – miauknęła Nala.
– Teraz właściwie mam już imię – powiedziała koteczka z dumą – nazywam się Truskawka.
– Oh, jak ten owoc?
– Owoc?
– Mój dwunożny często go je – Siostra wzruszyła barkami – próbowałam, nawet niezły. Może następnym razem ci go przyniosę – zaproponowała.
– Bardzo chętnie! – zamruczała biała – słuchaj, mam ci tyle do opowiedzenia…
Truskawka promieniała. Znalazła siostrę! A właściwie to jej dwunożny przyniósł ją do jej ogródka! I okazuje się, że cały księżyc były bardzo blisko siebie i nawet nie zdawały sobie z tego sprawy. Musiały nadrobić wszelkie zaległości, dlatego miauczały jak najęte przez dobre pół dnia, zanim Nala musiała sobie iść. Całe szczęście wszystko wskazywało na to, że znów niedługo się spotkają. Jasnowłosa i młody dwunożny wydawali się najlepszymi przyjaciółmi, co bardzo cieszyło Truskawkę. Jeśli oni będą się często spotykać, to ona będzie często widywała Nalę.
Wizyta siostry bardzo ucieszyła kocię i jednocześnie je uspokoiła. Zapamiętała nowy wygląd Nali i nie zapomni, jak ta wygląda. Będą się teraz spotykać prawie codziennie, skoro Truskawka ma zamontowaną klamkę w drzwiach.
Zrobiło się późno, więc jasnowłosa zabrała koteczkę do dużego pokoju i nałożyła jej miękką karmę do miseczki, którą Truskawka zjadła ze smakiem. Następnie ułożyła się w swoim miękkim głazie i zamknęła oczka. Nie zdążyła nawet położyć główki na kocu, bo ta sama jej opadła a koteczka zapadła w sen.

Nowi Członkowie Klanu Burzy!

 Patrol Klanu Burzy znalazł na swoich terenach trójkę kociąt!


Poziomka

Porzeczka

Malinka

Od Wesołej Łapy CD. Żabiej Łapy (Żabiego Oka)

Wesoła Łapa tuptała radośnie przez obóz. Dostrzegając swoją siostrzyczkę, natychmiast do niej poleciała, zatrzymując się długość mrówki od koteczki.— Żabciuuu! Dzień dobry! — zaświergotała. — Przepiękny był ten ślub ostatnio prawda? Ach byłam taka zazdrosna o te wszystkie kwiatuszki w sierści Trzcinowego Szmeru! Wyglądała taaaaaak ślicznie! Też tak chcę!
Żabka spojrzała na siostrę.
— Da się załatwić, ale... musimy poczekać na wiosnę. Teraz nie ma nic poza śniegiem. — mruknęła niezadowolona. — Bo teraz to Ci załatwić mogę co najwyżej parę zwiędłych patyków, ale na wiosnę ubierzemy się w kwiaty, co Ty na to? I poudajemy, że jesteśmy na swoim ślubie! — Uśmiechnęła się do siostry.
Wesoła Łapa otworzyła szeroko pyszczek ze zdumienia. Jej ogon poszybował nawet wyżej, niż był aktualnie, a sierść napuszyła się z radości.
— Taaak! Koniecznie musimy zrobić w ten sposób! — pisnęła radośnie.
Wesoła Łapa po chwili nieco spoważniała. — A chciałabyś kiedyś wziąć ślub Żabciu? To musi być fajne uczucie!
— Czy ja wiem. Jak się patrzy na koty w naszym otoczeniu to nie wiem, czy w ogóle istnieje ktoś, Z KIM chciałabym wziąć ślub, wiesz? — Żabka machnęła łapą. — A Ty? Ty to pewnie byś chciała ślub co? Tyle prezentów, kwiatów, piękna. Pewnie wyglądałabyś niesamowicie!
Wesoła Łapa rozmarzyła się kompletnie. Zamknęła oczka i wydała z siebie ciche „hmm”.
— Oj taaak! Chciałabym być taaka piękna jak Pani Trzcina! — miauknęła z ekscytacji. — I dostać tyyyyle — łapkami zrobiła gest wielkiego koła — prezentów! A czemu Ty nie chcesz z nikim ślubu, Żabciu?
— Bo nikt mnie nie interesuje? Ślub może i jest miłą wizją, ale po co go brać jak nie masz z kim? — Żabcia na nią spojrzała. Rzekotce opadły troszkę wąsiki. — A prezenty mogę Ci zawsze dawać też poza ślubem. Co to za problem! Niech tylko przyjdzie wiosna!
Rzekotka aż się zapowietrzyła z szoku! Wąsiska od razu poszybowały do góry.
— Jak to tak?! — miauknęła. — Nie chciałabyś mieć ukochanego partnera? Ja bym chciała... moglibyśmy razem oglądać mrówki! Albo kulać kulkę mchu! Tak by było fajnie... A prezenty? Taaak prezenty! — Jej koncentracja diametralnie przeszła na ten temat, zostawiając za sobą partnerstwo. — Tak Żabciu! Musimy poczekać do wiosny, żeby robić prezenciki, hihi! I Ropuszce też trzeba coś dać! O, o! Rodzicom też! I Panu Księciu Rogatemu Flamingowi!!!
Żabka skrzywiła się nieco, słysząc tytuł Rogatego Flaminga, jakiego używała jej siostra.
— Pewnie. Znajdziemy najładniejsze kwiatki i zrobimy wszystkim piękne wianuszki. Ozdobimy je piękną lilią wodną dla Flaminga. A rodzicom damy coś jeszcze piękniejszego! Musisz już zastanawiać się, co to może być!
— Zgadzam się! A teraz nie chcesz iść na spacer? Będziemy mogły pomyśleć razem!
— No dobrze. Gdzieś poza obóz nie? — Wstała. — Masz już jakieś swoje ulubione miejsce poza obozem? Chcesz się pochwalić swojej siostrze?
— Chodźmy eeeee, eeeeeee — zaczęła szukać w głowie jakiegoś fajnego miejsca. — Hmmmmmm może tam do tego małego lasku? Tam jest ładnie!
— No dobra. — Żabka zaśmiała się pod nosem. — I co ciekawego będziemy robić?
Wesoła Łapa poprowadziła siostrę poza obóz, gdzie obie kotki potupały po śniegu.
— Możemy poszukać mrówek! O! O! Albo zrobić walkę na śnieżki!
Wymieniała po kolei swoje genialne pomysły niebieska uczennica. Wesoła Łapa kochała spacerować u boku siostry.
— Walka na śnieżki? No nie wiem... Nie jest trochę za zimno? Nie chciałabym znowu złapać kataru, a jeszcze bardziej nie chciałabym, żebyś to Ty coś złapała. — mruknęła Żabka, ocierając się o bok siostry z czułością.
Rzekotka odwzajemniła cieplutkiego przytulasa i schowała głowę w gęstej sierści siostry. Była taka śliczna! Błyszczała się na tle śniegu!
— Hmmmmmm — wydobyło się z gardła niebieskiej. — To może ulepimy kota ze śniegu? Próbowałaś kiedyś to zrobić? Bo ja nigdy!
— Nie. To może być dobry pomysł! Znacznie lepszy od rzucania w siebie śniegiem! — przyznała Żabka. — Ty to jednak jesteś geniuszem! — pochwaliła siostrę. Potem rozejrzała się dookoła. — Tam jest idealne miejsce do tego!
— Hihihi~ — zarumieniła się od komplementu, ale no co mogła poradzić, że to była prawda!
Podążyła wzrokiem za Żabki palcem i uśmiechnęła się szeroko. Duża polanka pod laskiem, gdzie praktycznie nikt nie chodził, więc śniegu było dużo i nie został wydeptany.
— Idealne!!! — krzyknęła uradowana, hopsając jak sarenka ku tamtemu miejscu. — Ulepmy mamę!
— I nas? — zaproponowała Żabka, na co jej siostra się bardziej rozpromieniła.
Wesoła Łapa klepała radośnie śnieg razem z siostrą. W sumie ich bałwankowy kot nie wyglądał tak pięknie, jak mamusia, ale jej to mało co dorówna urodą!
Kotki były bardzo pochłonięte pracą, kiedy nagle usłyszały za sobą kroki. Trzask śniegu wyrwał je z lepienia i tak wystraszył, że Wesoła Łapa zaczęła krzyczeć, podskakując w miejscu. Żabka jak tylko usłyszała szybkie kroki, odwróciła się w kierunku dźwięku. Najeżyła się.
Zza pleców niebieskiej również rozległ się krzyk, męski krzyk, a po chwili w Rzekotkę coś wpadło. Przewróciła się, a na nią spadło jakieś kocie ciało, miała tylko nadzieję, że nie martwe.
Podniosła głowę, ale przybysz troszkę ją przygniótł...
— Uch, przepraszaaaam! Panie potworze z lasu czy może Pan zejść? — zapytała, nie wiedząc, kto się na nią przewrócił.
Żabia Łapa nastroszyła się jeszcze bardziej, wyszczerzyła wszystkie ząbki i już miała się rzucać na kota, gdy rozpoznała jego zapach. Zrezygnowana usiadła i polizała się po piersi, aby trochę okiełznać swoją kryzę.
— I lepiej złaź szybko. — prychnęła Żabka podirytowana. Niewiele brakło, aby Szumiąca Wyspa nabawił się od niej blizn. Atakować tak jej siostrę, kto by pomyślał!
Kot zszedł, otrząsając się po upadku. Spojrzał natychmiast na przygniecioną kotkę.
— Ojejciu, jejciu przepraszam! — miauknął nie kto inny jak Szumiąca Wyspa.
Pomógł niezgrabnie wstać Wesołej Łapie, która otrzepała sierść i uśmiechnęła się do niego szeroko.
— Nic mi nie jest! To Ty byłeś potworem z lasu?
— Potworem?? — zapytał skołowany wojownik. Młody kocur podrapał się po głowie. — Ja tam byłem w tym lasku, ale wystraszyłem się waszego krzyku!
— Co... aż taki płochliwy jesteś, co? Brakło mi sekundy, żebym wygrzebywała Ci oczy z głowy. — prychnęła ostrzegawczo, po czym trochę się uspokoiła. Szumiąca Wyspa wyglądał na przestraszonego po groźbach srebrnej, po chwili jednak napięcie zeszło z jego ciała.
Szumiąca Wyspa zmarszczył brewki.
— Nie jestem płochliwy! To wy jesteście panikary! — odpowiedział. — Co robicie? — dopytał biało niebieski kocurek.
— Lepimy naszą mamusię! Chcesz pomóc? Żabciu, może Szumiąca Wyspa dołączyć? — zapytała Rzekotka wciąż nieco najeżoną siostrę.
Żabka zmierzyła Szumiącą Wyspę groźnym wzrokiem.
— Możesz do nas dołączyć, o ile już nie będziesz z zaskoczenia wskakiwać na moją siostrę. — oświadczyła.
Wojownik uśmiechnął się do Wesołej Łapy.
— Mogę?? — miauknął. — Super!
— Taaak! To zacznij o tam — Wskazała mu palcem niebieska. — Żabciu, trzeba poszukać kamyków na oczy!
— Ph. — prychnęła pod nosem Żabka już bardziej do siebie. — Już... zaraz coś odkopię. — mruknęła do siostry i weszła kawałek w las.
Nagle nad Żabią Łapą pojawiła się głowa innego kota, przez co uczennica u mało nie wyskoczyła ze skóry. Żaba najeżyła całą swoją sierść.
— Co robicie? — Ropuszka zajrzała na siostrę, która znowu przypominała kulkę sierści. Zirytowana Żabka polizała się po piersi po raz kolejny.
— Zbieram kamienie. — odparła krótko.
— A po co?
— Budujemy z Wesołą Łapą i... Szumiącą Wyspą kota ze śniegu i potrzebujemy je na oczy.
— Oh... OOOOH! Mogę z wami?!? — miauknęła bura, aż Wesoła podniosła uszka.
— Możesz. Bierz trochę kamieni i chodź. — poleciła srebrna.

~*~

Powoli zmierzchało, kiedy radosna ekipa skończyła lepić koty ze śniegu. Siostry wraz z Szumiącym stworzyli Kropiatkę i jej trzy córki, a niestety na tatusia już zabrakło czasu. Wszystkim było zimno albo doskwierał głód.
— Wracaaaajmy! Zrobimy bałwanka tatusia jutro? — zapytała Wesoła Łapa. — Szumiąca Wyspo, robisz ładne bałwanki! — rzuciła komplement w stronę wojownika.
— Możemy, możemy — odparła Żabia Łapa — Ale po patrolu. Trzeba trochę poćwiczyć. Niedługo będziemy na tyle duże, żeby być wojownikami. — mruknęła z zadowoleniem. Ropuszka zaraz jej zawtórowała.
Niedługo później cała grupa wróciła przemoczona do obozu. Siostry powędrowały razem na wspólne czyszczenie futerek, a Szumek podreptał do legowiska wojowników.

Po mianowaniu Żabki

Wesoła Łapa wtargnęła do legowiska wojowników, w którym od dziś miała spać jej siostra. Nie zważając na wzrok innych, w podskokach dopadła do niej i złapała w silny uścisk. Przytuliła siostrę i schowała mordkę w jej bujną sierść.
— Aaaaahhh jestem taka dumna!! — miauknęła, niemal płacząc. — Będziesz spać teraz oddzielnie, no nie! Mogę z Tobą? Ściśniemy się! W ogóle masz takie piękne imię, Żabciu! Też takie chcę!!!

<Żabie Oko?>
[1302 słów]

[26%]

Od Wesołej Łapy CD. Fląderki

Od tamtego czasu, kiedy Rzekotka przypadkiem przytuliła się we śnie do Fląderki i żuła jej ucho, minęło trochę czasu. Wesoła Łapa wyrosła, jej futro stało się nawet bardziej puchate, niż przedtem, ciągle plącząc się w kępy. Kropiatkowa Skórka pomagała jej co rano lub wieczór je rozplątać, ale co z tego, jeśli uczennica poszła na trening, a po powrocie było to samo? Kłaki sterczały jej w każdym kierunku, a Rzekotka tylko wzruszała ramionami.Tego dnia wraz z Panem Księciem Rogatym Flamingiem trenowała wspinaczkę na drzewa. Podziwiała zwinność oraz precyzję Księcia, coraz bardziej uważając go za wzór do naśladowania, co zresztą już robiła. Chodziła jak on, puszyła sierść jak on, starała się też wyglądać tak poważnie, ale wiadomo, jak to bywało… uśmiech jej z pyszczka nie schodził, toteż z tym było ciężkawo!
Gdy przyszła kolej niebieskiej, z całych sił, mimo mrozu, wbijała pazurki w zimne konary drzew. Było ciężko, cały czas spadała, albo ześlizgiwała się na dół. Była umorusana Od kory wymieszanej ze śniegiem, jednak bogatsza o nowe doświadczenia, których i tak na razie nie potrafiła poprawnie użyć.
Książę na razie zarządził powrót do obozu, by młoda mogła doprowadzić się do normalnego stanu. Rzekotka wpadła jak burza na teren obozu, a cały Klan wrzał od plotek. Fląderka będzie miała dzieci?! Ach jak wspaniale!
Umknęła prędko, nim Flaming zdążył wejść do obozu, kierując brudne łapki do żłobka. Zajrzała tam, widząc Senną Łzę oraz wspomnianą czekoladową kotkę. Przywitała się głośno, idąc od razu do Fląderki, której brzuszek był okrąglutki!
— Ale suuuuper! — miauknęła z ekscytacji. — Będziesz mieć dzieci! Jak się urodzą, to będę mogła się z nimi bawić? Proooszę, błagam! Będę uważać! O! A co to za kulka mchu?
Zmieniła obiekt koncentracji o sto osiemdziesiąt stopni, podskakując do wspomnianego przedmiotu. Zabrała go w łapki i przyniosła czekoladowej.
— Tym będę się z nimi bawić!!! O! O! Albo przyniosę coś z dworu! Wiesz, że ostatnio lepiłam bałwany z siostrą? Żabcia tak dobrze sobie radzi w treningu, wooooaa! Jest taka zdolna! — zaczęła swój słynny słowotok. — Hoho! A ja dziś miałam wchodzenie na drzewa! Wchodziłaś kiedyś na drzewo? To trudne!

<Fląderka?>
[341 słów + wspinaczka na drzewa]

[7% + 5%]

Od Kamiennego Pióra Do Cętkowanego Tęgosza

Kamienne Pióro przekręcił się z boku na bok i ziewnął zaspany. Nawet nie próbował otworzyć powiek, które kleiły się i były strasznie ciężkie. Poczuł szturchnięcie w bok, być może było już to któreś z kolei. Nie wiedział. Był półprzytomny i strasznie chciało mu się spać. Szturchnięcie się powtórzyło, tym razem było mocniejsze. Jak przez mgłę usłyszał czyjś głos.W końcu otworzył oczy i zobaczył przed sobą rudą kotkę. Po chwili zorientował się, że to Dyniowa Skórka. Czego ona mogła od niego chcieć? Uświadomił sobie, że przez wejście do legowiska wpadają nieśmiałe promyki słoneczne. To pora na patrol!
Zerwał się na równe łapy i otrzepał futro, aby się rozbudzić.
— Zostałeś wybrany na członka mojego patrolu… — mruknęła wojowniczka zdziwiona nagłym ruchem czekoladowego.
— Jasne! Przepraszam, że zaspałem! — miauknął i wyskoczył z legowiska, aby dołączyć do reszty członków.

***

Patrolowali las przy granicy z terytorium Klanu Wilka. Kamienne Pióro był w trakcie obwąchiwania jednego z krzaków. Nie znalazł niczego niepokojącego, więc zostawił oznaczenie i ruszył dalej. Rozdzielili się na dwójki. On z Tygrysią Nocą mieli sprawdzić granicę od strony Czarnych Gniazd, a Dyniowa Skórka i Seradelowy Nektar zaczęli przy rzece.
Po raz kolejny na tym patrolu otrzepał futro. Robił to głównie po to, żeby się ocieplić i ukryć drżenie łap.
Przechodząc dalej pomiędzy drzewami, do jego nosa dotarła woń innego kota. Kiedy się na niej skupił, rozpoznał, że to ktoś z ich klanu, woń jednak była słaba, tak jakby ktoś był tutaj sam.
Uznał, że to nie jego sprawa, ale i tak to sprawdzi. Może ktoś potrzebuje pomocy? Jest przecież zimno, a poza tym śnieg mógł się ułożyć w zdradziecką zaspę, która mogłaby okazać się niebezpieczna.
— Zaraz wracam — miauknął do Tygrysiej Nocy i węsząc, ruszył za zapachem.
Usłyszał w odpowiedzi ‘okej’, a po tonie głosu kocura mógł wywnioskować, że ten nie jest zbytnio zaciekawiony jego odejściem. Może to i dobrze.
Nie minęło dużo czasu, zanim spotkał rudego kocura stojącego samotnie w lesie. To był Cętkowany Tęgosz. U jego łap leżała mysz. Pewnie znowu udał się na samotne polowanie.
Kocur odwrócił się w jego stronę i ich spojrzenia się spotkały.
— Hej — mruknął.
Wiedział, że kocur jest w trudnej sytuacji. Śmierć Cienistej Zjawy sprawiła, że się załamał. Może dałoby mu się jakoś pomóc? W końcu Kamienne Pióro też stracił ojca.
‘Ciekawe, czy on jeszcze żyje’, przemknęło mu przez głowę.
— Znowu polujesz sam? — zaczął lekko współczującym tonem. Później westchnął. — Słuchaj, wiem, przez co przechodzisz. Mój… Mój ojciec… On… Opuścił klan. Tęsknię za nim. Naprawdę. I za moim bratem też. Wiem, że to nie to samo, bo mogę cały czas mieć nadzieję, że oni jeszcze gdzieś tam są, ale to i tak bolało. I boli. Nadal. Cały czas. Po prostu z tym bólem trzeba sobie poradzić. To jest trudne, bardzo trudne. I każdy ma na to jakiś inny sposób. Niektórzy cały czas polują i chodzą na patrole, żeby o tym nie myśleć, niektórzy potrzebują czasu, żeby przejść żałobę, a niektórym pomaga rozmowa o tym bólu. I w sumie… W sumie to chciałem po prostu powiedzieć, że gdybyś czegoś potrzebował… Porozmawiać albo po prostu czyjegoś wsparcia… To ja ci pomogę.
Miał nadzieję, że kocur się teraz nie rozpłacze, albo nie ucieknie. Może źle zrobił, może powinien dać mu czas i spokój, ale chciał po prostu pomóc.

<Tęgoszu?>

Od Psianki Do Modrogończyka

Przeciągnęłam się leniwie, aż łopatki uniosły się pod moim biało-czarnym futrem. Dzisiejszy trening naprawdę dał mi w kość. Mięśnie przyjemnie piekły od wysiłku, a pod opuszkami łap wciąż czułam szorstką korę drzew, po których przez większość dnia wspinałam się pod czujnym okiem Rohan. Kiedy rano wychodziłyśmy z obozu, byłam przekonana, że wspinanie się nie może być aż tak trudne. Przecież zwiadowcy robili to niemal codziennie. Wystarczyło dobrze wbić pazury i iść coraz wyżej… Tak mi się przynajmniej wydawało.Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia. Już przy pierwszej próbie zsunęłam się kilka lisich długości w dół, ledwo utrzymując równowagę. Za drugim razem było niewiele lepiej, bo zamiast patrzeć, gdzie stawiam łapy, uparcie obserwowałam gałęzie nade mną. Dopiero po kilku kolejnych próbach zaczęłam rozumieć, o czym mówiła Rohan. Wspinaczka nie polegała na sile. Trzeba było wyczuć drzewo, zaufać własnym łapom i odpowiednio rozłożyć ciężar ciała. Mentorka spokojnie tłumaczyła mi, że drzewo nie jest przeciwnikiem, z którym trzeba walczyć. Jest czymś, z czym należy współpracować. Pod koniec treningu udało mi się wejść na całkiem wysoki dąb bez ciągłego zatrzymywania się i szukania miejsca na kolejną łapę. Nadal byłam daleka od umiejętności doświadczonych zwiadowców, ale kiedy zeszłam na ziemię, Rohan pochwaliła mnie za cierpliwość i wytrwałość. Te kilka słów wystarczyło, by uśmiech nie schodził mi z pyska przez całą drogę do obozu.
Dopiero gdy przekroczyłam wejście do obozu, zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Marzyłam o kilku łykach wody i czymś do zjedzenia. Już miałam skierować się w stronę stosu ze zdobyczą, kiedy jeden ze zwiadowców siedzących na gałęzi zawołał do mnie.
— Psianka! Twój brat cię szukał! Powiedział, żebyś przyszła do lecznicy, jak wrócisz. Podobno ma dla ciebie jakiś prezent!
Moje uszy natychmiast wystrzeliły do góry. Prezent? Dla mnie? Zamrugałam zaskoczona, po czym podziękowałam zwiadowcy skinieniem głowy i od razu ruszyłam w stronę lecznicy. Po drodze próbowałam zgadnąć, o co mogło chodzić.
Może Gończyk znalazł jakieś wyjątkowo ładne pióro? Albo kamień? Ostatnio zdarzało mu się przynosić różne drobiazgi, które uważał za niezwykle cenne. Z drugiej strony równie dobrze mógł po prostu chcieć opowiedzieć mi o czymś, czego nauczył się podczas treningu z Purchawką. Od kiedy został uczniem szamana, wręcz promieniał z radości. Za każdym razem, gdy wracał z nauki, wyglądał tak, jakby odkrył kolejną tajemnicę świata. Bardzo lubiłam słuchać jego opowieści. Nawet jeśli nie wszystko rozumiałam, jego entuzjazm był zaraźliwy. Cieszyło mnie, że odnalazł miejsce, w którym naprawdę czuł się szczęśliwy.
Kiedy dotarłam do wejścia do lecznicy, ostrożnie wsunęłam głowę do środka. Znajomy zapach ziół od razu otulił mój nos. Zawsze lubiłam to miejsce. Było spokojne, ciche i zupełnie inne od gwarnego środka obozu.
— Gończyku? — zawołałam z uśmiechem. — Słyszałam, że mnie szukałeś.
Widząc brata, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Wyglądał tak, jakby ledwo mógł usiedzieć w miejscu.
— Przepraszam, że tyle to trwało. Rohan dzisiaj uczyła mnie wspinaczki na drzewa i chyba trochę straciłam poczucie czasu.
Zaśmiałam się cicho, przypominając sobie swoje pierwsze nieudane próby.
— Na początku byłam pewna, że zaraz spadnę z pierwszej gałęzi. W sumie… kilka razy prawie tak było, ale potem zaczęłam rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. To naprawdę dziwne uczucie. W pewnym momencie przestajesz myśleć o każdej łapie z osobna i po prostu się wspinasz. Rohan mówi, że z czasem będzie to dla mnie całkowicie naturalne. Mam nadzieję, że ma rację, bo naprawdę chciałabym kiedyś poruszać się po koronach drzew tak pewnie, jak doświadczeni zwiadowcy.
Na chwilę zamilkłam, przypominając sobie jeszcze jedną rzecz z dzisiejszego treningu.
— A później pokazała mi też, jak wybierać odpowiednie gałęzie. Nie każda wygląda tak solidnie, jak się wydaje. Kazała mi kilka razy zatrzymać się w połowie wspinaczki i sama ocenić, czy następna gałąź utrzyma mój ciężar. Raz się pomyliłam i usłyszałam tylko ciche trzasknięcie pod łapą. Na szczęście nic się nie stało, ale powiedziała, że właśnie na takich błędach najlepiej się uczę. Myślę, że miała rację. Następnym razem byłam już o wiele ostrożniejsza.
Zanim jednak zdążyłam zapytać o prezent, z ciekawością przyjrzałam się bratu. Od kiedy został uczniem szamana, naprawdę się zmienił. Nie chodziło nawet o wygląd, bo wciąż był tym samym Gończykiem, którego znałam od najmłodszych księżyców. Było w nim jednak coś nowego. Kiedy mówił o treningach, oczy aż mu błyszczały, a każdy kolejny dzień przynosił mu nowe pytania i odkrycia. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby ktoś z taką radością chłonął wiedzę. Cieszyłam się, że odnalazł swoje miejsce. Wiedziałam, że będzie świetnym szamanem, bo oprócz ogromnej ciekawości świata miał też w sobie cierpliwość i dobroć, których nie dało się nauczyć.
Zastanowiłam się przez chwilę, jak bardzo nasze ścieżki zaczynały się od siebie różnić. Ja każdego dnia poznawałam las, uczyłam się tropów, wspinaczki i poruszania między drzewami, a Gończyk spędzał godziny nad ziołami, wierzeniami i nauką od Purchawki. Mimo to miałam wrażenie, że w pewnym sensie robimy to samo. Oboje chcieliśmy jak najlepiej służyć Owocowemu Lasowi. Ja zamierzałam pomagać, odnajdując drogę i strzegąc granic, a on będzie ratował koty i prowadził je bliżej Wszechmatki. Każde z nas obrało inną ścieżkę, ale cel pozostawał ten sam.
Na samą myśl zrobiło mi się ciepło na sercu. Ostatnio coraz częściej byliśmy zajęci własnymi treningami i nie mieliśmy już tyle czasu na wspólne zabawy, co jako kociaki. Tym bardziej doceniałam każdą chwilę, kiedy mogliśmy spokojnie porozmawiać. Miałam nadzieję, że nawet kiedy zostaniemy pełnoprawnymi członkami klanu i obowiązków będzie jeszcze więcej, nadal znajdziemy czas, żeby opowiadać sobie o tym, czego nauczyliśmy się danego dnia i wspierać się tak, jak robiliśmy to od zawsze. Dopiero wtedy przypomniałam sobie, po co właściwie tu przyszłam.
— Ale podobno miałeś dla mnie jakiś prezent? — Przechyliłam głowę z wyraźnym zaciekawieniem. — Jestem naprawdę ciekawa, co takiego udało ci się znaleźć.
Ogon zakołysał się za moimi plecami, a ja patrzyłam na Gończyka z ciepłym uśmiechem. Szczerze mówiąc, nawet jeśli okazałoby się, że tym prezentem jest zwykły listek albo kamyczek, i tak bardzo by mnie ucieszył. Wiedziałam, że brat zawsze wkładał całe serce we wszystko, co robił, a sam fakt, że pomyślał o mnie podczas swojego treningu, był dla mnie więcej wart niż jakikolwiek przedmiot.

[985 słów + wspinaczka na drzewa]

[20% + 5%]

Od Koszmaru CD. Nocnego Śpiewaka

Koszmar ze zmrużonymi oczkami popatrzył się na czarnego wojownika. Jego oferta wydawała się dość… kusząca. I tak nie miał co robić.
– No dobrze, tylko w co? – zapytał kocurek.
– Może w… – wojownik się przez chwilę zastanowił. – W borsuka i kota?
– Hę? – bury przekręcił główkę.
– Ja jestem borsukiem, ty kotem. Ja gdzieś w tym żłobku chowam omszoną kulkę, a twoim zadaniem jest ją znaleźć. Gotowy?
– Y-hm! – przytaknął.
– W takim razie odwróć się, zamknij oczy, a ja schowam piłeczkę – oznajmił, po czym cętkowany poszedł na swoją pozycję. Chciało mu się podglądać, ale w końcu zrezygnował z tego pomysłu.
– Gotowe! – krzyknął wojownik, a Koszmar jak torpeda biegł od miejsca do miejsca, by tylko znaleźć znajdkę. Za rodzeństwem jej nie było, pod posłaniami też nie. Agh, gdzie ona była? Popatrzył z irytacją w górę i… jest! Była zawieszona na jednej z gałęzi krzewu, w którym mieścił się żłobek.
– Znalazłem! Znalazłem! – krzyknął tak głośno, że Ognikowa Słota musiała go uciszyć ogonem, aby nie zbudził śpiącego rodzeństwa.
– Ale nie masz jej w pysku! – zaśmiał się wojownik.
– Co?! Jest za wysoko, nie dosięgnę jej!
– Chociaż spróbuj.
Niebieskooki westchnął ciężko, wziął kawałek patyka i rzucił wysoko. Okazało się jednak, że niewystarczająco, aby zrzucić kulkę. Spróbował drugi raz, trzeci, czwarty, nie wychodziło mu, lecz nie zamierzał się poddawać.

<Nocny Śpiewaku?>