Przez głowę Gałęzatki przechodziło wiele różnorakich myśli. Czy powinien rozmawiać z nieznajomą? Czy powinien być tak blisko granicy z Klanem Klifu? Czy gdyby ktoś teraz ich podsłuchał, mógłby uznać, że coś knują? Słysząc słowa kotki, Dryfek strzepnęło uchem, jakby lekko się wzdrygając.
— A-Ach! Mnie ciebie też bardzo miło poznać — uśmiechnął się, przebierając łapką w ziemi.
Nabrało nieco powietrza w płuca, a następnie bardzo powoli je wypuściło. Uśmiechnęło się tym razem już szczerze i spokojnie. Spojrzało w niebieskie oczy kotki, ale niestety udawało się mu to tylko przez jakieś pięć odbić serca. Od zawsze miała jakiś problem z kontaktem wzrokowym, a wraz z postarzającymi ją księżycami wcale nie było lepiej. Słysząc imię kotki, końcówka jego ogon lekko się wygięła.
— U-Um… Bardzo ładne imię. J-Ja… — zaczął, ale po chwili zbeształ się w myślach. — Myślę, że masz bardzo ładne oczy — miauknął, jednak na tyle szybko, że nie był pewien czy kotka cokolwiek zrozumiała. Gdy spytała, o co chodziło, pokręciło tylko kilkukrotnie nerwowo głową.
— Tak szukałem. Mam kolekcję. Chociaż najbardziej i tak zawsze wracam do tej, która zebrałom jeszcze jako kociak — uśmiechnęła się.
Uwielbiał mówić o swoich pasjach. Dużo bardzo wolał rozmowy o tym, co lubi. Mówienie o błahostkach i pogodzie z reguły bardzo go denerwowało. Nie wspominając już o przedstawianiu się, czego szczególnie nienawidził. Teraz gdy kotka wyglądała już na wystarczająco przyjazną, aby z nią rozmawiać, jej izolacyjny bąbel powoli się otwierał. Uśmiechał się już nieco wyraźniej niż przy początku rozmowy. Cieszył się więc, że to kotka mówiła. Podszedł nieco bliżej granicy, jednak na tyle, by nadal nie przekroczyć łapą Klanu Klifu. Teraz byli już dosyć blisko. Do niebieskiego nagle na nowo powróciły jego niepewności, ale mimo to się nie odsunął. Słuchało w ciszy kotki z łagodnym uśmiechem na pyszczku. Dotarła nawet za chwilę do wniosku, że bardzo chciałaby spotkać kotkę ponownie. Przetarło pyszczek łapką, wzdychając. Już teraz czuła, że z tej relacji może nie wyniknąć nic dobrego, mimo to cieszyła go ta rozmowa.
— Twoje imię teraz wiele tłumaczy — uśmiechnął się lekko. — Zbierasz? Ale super. Ja też! — zawołał podekscytowany.
Jak zwykle, gdy rozmowa przechodziła do czegoś, co uwielbiał, przebierał zafascynowany łapkami, a jego oczy lśniły jeszcze bardziej niż zwykle. — Ozdoby w futrze naprawdę ci pasują. Naprawdę piękne kwiaty — mruknął nagle, a po chwili zmarszczył brwi jakby nerwowo. — Wybacz. Za dużo mówię — zaśmiał się cicho i posłał kotce krótkie, ale dosyć radosne spojrzenie. — Po co żaby? Czyżby też po to, aby psocić? — zmrużyła oczy, dociekając.
Polizało się po piersi, mając nadzieję, że kotka będzie mówić dalej, ale zamiast tego ucichła. Dryfująca Gałęzatka szybko domyślił się, że teraz to on powinien coś o sobie powiedzieć. Nagle znowu jego nerwy wróciły. Łapy zaczęły się lekko trząść, a język plątał, gdy chciał cokolwiek powiedzieć. Po raz kolejny zadziałała technika wydechu.
— No więc… Głównie lubię spać. I jeść. Im jedzenie jest dziwniejsze, tym lepiej — mruknął powoli. — Ale to chyba po mnie widać — zaśmiał się, sugerując swoją śmieszna pulchność. — Lubię zbierać kwiaty, muszelki, obserwować zwierzęta. Kiedyś nawet próbowałem hodować ślimaki, ale niestety wszystkie uciekły — miauczał cicho, starając się nie zwracać uwagi na minę kotki.
Miała tylko nadzieję, że kotki nie obrzydzają małe stworzenia.
— Uwielbiam też pływać i…obserwować wodę. Tak jak teraz — dodał, mrucząc cicho. — I właściwie to nie mam jakoś szczególnie dużo znajomych — szepnęła.
<Psotny Nietoperzu?>