Ustalał patrole, gdy podeszła do jego boku Kwaśna Kocanka. Kotka wiedziała, jak sprawić, aby poczuł się lepiej. Najwyraźniej zobaczyła, że jest dzisiaj nie w humorze, gdyż usiadła obok, stykając się z nim futrami. Poczekała, aż skończy rozdzielać patrole, po czym w końcu odezwała się.
— Ktoś tu chyba jest spięty. Spacerek? — zapytała, przesuwając ogonem po jego plecach. Kocur spojrzał na nią kątem oka.
— Nie pogardzę. — po jego słowach oboje wstali, zmierzając w stronę wyjścia z obozu. Nie wiedząc czemu czuł na sobie wzrok drugiego zastępcy, Pustułkowego Szponu. Ostatnio według Kruka Zachowywał się dość dziwnie. Oby tylko niczego nie planował. Od tych myśli odciągnęła go kotka, która trzepnęła go po pyszczku delikatnie ogonem. Kocur spojrzał na nią delikatnie zarumieniony, jednak nie na tyle, aby to zauważyła.
— Ociągasz się, czy co? Czyżby wielki Krucze Pióro wyszedł z kondycji i wprawy? — zaśmiała się, na co kocur prychnął.
— Dobre sobie, nigdy w życiu. Patrzysz na przyszłego lidera Klanu Wilka. Ja nie wyjdę z wprawy. — odpowiedział, lekko napuszając futro. Kotka przewróciła oczami.
— Skoro tak mówisz, to… Złap mnie! — Pobiegła w stronę lasu. Widocznie go zaskoczyła, bo dopiero po chwili pobiegł za nią. Manewrował między drzewami niczym zając, bezszelestnie i szybko. Jednak w tym momencie czuł się bardziej jak wojownik goniący ofiarę. A gdy już ją dogonił, wyskoczył na nią, przez co dwójka kotów przeturlała się w dół, lądując przy jeziorze. Skończył jak księżyce temu przy podobnej sytuacji nad kotką. Wpatrywał się znów w jej oczy, wręcz wpadał przez nie w trans… Jednak… Po chwili zszedł z niej, potrząsając głową. Czemu… Tak się czuł? Jakby jego serce biło szybciej, a przecież nie powinien sobie pozwolić na coś takiego. Ma być przyszłym liderem. Zimnym. Stanowczym. A aktualnie kotka przyprawia go o zawał serca, a on umrzeć jeszcze nie chce. Ta spojrzała na niego zmartwiona.
— Wszystko w porządku? — Kotka obejrzała go.
— Tak, tylko… Chyba mam jakieś kołatania serca. — odpowiedział, po czym zdał sobie sprawę z tego, jak to brzmi. Odchrząknął, patrząc w bok. — Nic czym trzeba by się martwić.
— Brzmi, jakby jednak trzeba było. — kotka brzmiała na lekko rozbawioną. Kocur westchnął, po czym usiadł. Przez chwilę długo myślał, chyba… Musiał z nią nareszcie porozmawiać.
— Sprawiasz, że… Dziwnie się czuję. — wyznał w końcu. Kotka usiadła obok, patrząc na niego zdezorientowana. — Że mam takie ciepło, w klatce piersiowej. Nie wiem, czym jest, ale wiem, że czasami też bije mi szybciej przez ciebie serce. Jesteś mi bardzo bliska, ale nie wiem, co to za uczucie. — Srebrna spojrzała w jego zielone jak korony iglastych drzew oczy.
— Żartujesz? — zapytała go, na co ten lekko się speszył.
— No, nie… Nie wiem, nie ważne zapomnij. — Wstał, już chcąc odejść, jednak kotka złapała go łapą za ogon. Odwrócił się w jej stronę, patrząc na nią pytającym wzrokiem.
— Może… To uczucie jest czymś więcej, niż tylko ciepło. Krucze Pióro, może ty po prostu się… We mnie zakochałeś? — zapytała niepewnie. Czarny chwilę patrzył na nią, po czym nerwowo się zaśmiał.
— Że co? Ja? Ja… Nigdy nie czułem… Miłości. Czy tak właśnie wygląda? — zapytał niepewnie po chwili. Naprawdę był zielony w uczucia. Kotka skinęła głową. Przełknął ślinę, usiadł znów obok niej, po czym spojrzał na zachodzące słońce, na co ta zrobiła to samo.. Powoli, niepewnie przeniósł ogon, na ogon kotki, a ona ani drgnęła. Nie odsunęła się.
— To… Może ja faktycznie się zakochałem..?