Time skip do teraz
Z czystą wściekłością przyglądała się wszystkiemu, co działo się ostatnimi czasy w Klanie Klifu. Nie mogła opisać słowami, jak niesamowicie zawiedziona i zaszokowana była, kiedy zamiast babki z pięknym nowym mianem, z wypiętą piersią i błogosławieństwem Klanu Gwiazdy, do obozu wpełzł Mirtowe Lśnienie i ogłosił jej ucieczkę. Nie wierzyła w to. Zwyczajnie nie wierzyła, że ta ambitna i dążąca do celu kotka, z którą przecież dzieliła krew krążącą w żyłach, mogła tak zwyczajnie… zniknąć. Bez celu, bez powodu. Miała mieć przecież pod łapami cały klan, miała w końcu dostać to, czego tak bardzo pragnęła. Jaki miałby być sens jej czynów? Oczywiście Szron podłuchała niektóre koty mówiące, że to zapewne nie kwestia wyboru, a Jaskółka zwyczajnie nie przeżyła z powodu ran, które miał zadać jej Gąsienicowy Ogryzek. No i o ile młoda wojowniczka nie ukrywała ogromnej wrogości względem niebieskiego, tak nie do końca wierzyła w tę całą bajeczkę. Jeśli nie miała zamiary ufać Mirtowemy Lśnieniu, który wepchnął się na stanowisko lidera, chociaż powinno ono przypaść Mysiemu Postrachowi, którego wybrała w końcu Pikująca Jaskółka we własnej osobie, w kwestii ucieczki, to dlaczego miała zaufać mu, kiedy mówił, że to Gąsieniczek zbrukał sobie łapy krwią. Przecież rudego również nie było w obozie (a tak przynajmniej jej się zdawało), kiedy kremowa wybierała się po przyjęcie żyć. To wszystko śmierdziało niczym kupa starej, ukiszonej przez słońce zwierzyny.
Nie mogła się doczekać, aż babka zostanie liderką. Wierzyła w nią niesamowicie; wiedziała, że to jej prawdziwe powołanie, które wiecznie było od niej odsuwane, aż w końcu miała się doczekać i wynieść Klan Klifu na sam szczyt. Doczekała się tylko po to, aby jeden wojownik wszystko zniszczył.
"Jeden lub dwóch wojowników" — pomyślała, a gorycz napłynęła jej na język. Skrzywiła się. Nie wiedziała nawet, z kim może o tym szczerze porozmawiać. O ile wszyscy byli zgodni, że wybór zastępcy był jakimś żartem, bo przynajmniej połowa wojowników nadawała się na to stanowisko lepiej niż kotka, którą wybrał sobie nowy lider, tak z samego faktu, że rudzielec został samozwańczym przywódcą, nikt nie wydawał się jakoś szczególnie niezadowolony. To jeszcze bardziej rozjuszało pointkę. Czemu nikt nic nie robił? Czemu Mysi Postrach tak potulnie oddał stanowisko, które prawowicie było należne mu? Przecież musiał nadawać się do tego lepiej, skoro Pikująca Jaskółka wybrała go, a nie właśnie Mirtowe Lśnienie. Wybory babki zawsze były prawidłowe, a osądy przemyślane i prawe; gdyby wuj miał być lepszym materiałem na przywódce, wybrałaby go. Przez moment przemknęła jej nawet myśl, że może czarny kocur również był w to wszystko jakoś zamieszany. Ta myśl jedynie bardziej ją zdenerwowała.
"Klan pełen wroniej strawy, pełen kolaborantów i fałszywych przyjaciół..." — burknęła. Miała dość tej strony swojej rodziny. Matka była jedynie skorupą prawdziwej wojowniczki, a wuj na pewno miał na sumieniu więcej niż chciałby kiedykolwiek komukolwiek zdradzić. Mogła liczyć tylko na ojca i stryjka. Wiedziała, że oni na pewno nie sa po stronie Lśniącej Gwiazdy, nawet jeśli nie są też całkowicie mu przeciwni. A na pewno nie tak otwarcie, jak Oszroniony Kieł. Nie wiedziała do końca, co myśleć w tym momencie o bracie. Czy uważał tak, jak ona? Czy też podzielał jej opinie o babce i o tym, że na pewno byłaby optymalnym wyborem? Musiała się dowiedzieć, ale nie teraz. Teraz nie było sensu; widziała, jak Wzburzony Kormoran zbiera się do wyjścia na patrol wraz z Gołębim Puchem, Pajęczą Nicią i tą przybłędą. Jedną z czterech, które ostatnio postanowiły zatruć szeregi Klanu Klifu. Na samą myśl sierść stawała jej na karku. Miała dość tej zarazy. Jakby już sama myśl, że taka sama nie-Klifiaczka stoi właśnie na stanowisku zastępcy, nie była wystarczająca. Warknęła do samej siebie.
— Dzień dobry, Oszroniony Kle, nie idziesz na patrol? — Głos ojca wyrwał ją niespodziewanie z nienawistnych przemyśleń. Była tak zajęta tym, co dzieje się w jej głowie, że nie usłyszała jego kroków. Kocur stał obok niej, a z pyska zwisała mu spora jak na Pore Nagich Drzew mysz.
— Nie — rzuciła twardo. Wczoraj wróciła z patrolu bardzo późno, więc wbrew swoim nawykom obudziła się bardzo późno.
— Czy w takim razie zjesz ze mną? — zapytał, wskazując łapą na gryzonia. Kotka skinęła głową, chociaż najpierw wolałaby zapolować, a nie napychać się niczym darmozjad. — Wyglądasz na zdenerwowaną.
— Bo jesztem... — wyburczała, schylając się po pierwszy kęs. W głowie dziękowała Przodkom za łagodną pogodę; nienawidziła kościstych piszczek.
— Bo jesztem... — wyburczała, schylając się po pierwszy kęs. W głowie dziękowała Przodkom za łagodną pogodę; nienawidziła kościstych piszczek.
— Młodość powinnaś spędzić na czymś innym niż przejmowaniem się każdą sprawą w klanie — poradził z dobroci serca. Wiedziała, że Królicza Prawda ma tylko dobre intencje, ale nie mogła zamaskować zirytowania na swoim pysku. Właśnie dlatego mieli wiecznie takie problemy, bo koty przeznaczały swoje życie hedonistycznym zapędom. Takie przynajmniej było jej zdanie.
— Nie wydaję mi szię... Gdyby wszyszcy chociaż trochę ruszali głowami om maleńkoszci, nie muszielibyszmy wiecznie zmagać szie z takimi problemami — rzuciła, wpatrując się w powoli pustoszejący, poranny obóz.
— Nie wydaję mi szię... Gdyby wszyszcy chociaż trochę ruszali głowami om maleńkoszci, nie muszielibyszmy wiecznie zmagać szie z takimi problemami — rzuciła, wpatrując się w powoli pustoszejący, poranny obóz.
— Nie powiedziałem, że masz działać bez pomyślunku. Na to jesteś za mądra. — Zabrał kilka kęsów zwierzyny.
— Tak, jesztem. Ja nigdy nie dałabym jakiejsz przybłędy na sztanowiszko zasztępcy. Tak szamo nie zrobiłaby tego babka. Nawet ja jesztem w Klanie Klifu dłużej niż Truszkawkowe Pole, a jesztem niemal trzykrotnie młodsza. To niepoważne. To podejrzane. To wszystko, nie tylko szprawa zasztępcy. Nie podoba mi szię to, wszysztko mi szię nie podoba. Jeszcze nasz wszystkich zanieszie na dno — wywarczała pod nosem.
<Tatek?>