BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 5 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

28 czerwca 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Nura

— Dobrze mi idzie? — Nur spojrzał na nią swoimi wielkimi zielonymi oczkami.
— Jak na początki, to świetnie.
Jej syn dał się unieść wodzie, jednak co jakiś czas gwałtownie się poruszał, szukając równowagi. Było to oczywistym błędem, które wykonywały wszystkie koty na początku nauki pływania. Asekurowała go ogonem, by ciągle się nie przewracał.
Ona natomiast dobrze czuła pod łapami muł. Miała stabilny grunt, chociaż lepki. Wodę miała do szyi. Musiała wyglądać również dość śmiesznie, gdyż wyobrażała samą siebie, jako kaczkę, która sunie po tafli.
Obeszła swoje dziecię dookoła i mruczeniem nakłaniała je do podążania za nią. Nur oczywiście pokracznie, jednak efektywnie dopływał do jej pyska.
— Świetnie! — pochwaliła go. — Teraz spróbuj wrócić na ląd. Widzę, że masz nosa do pływania. Machasz łapkami jak wyderka.
Ten widok, jak malec wiosłował swoimi dużymi łapkami, był istnie uroczy. Kocurek uśmiechnął się na jej pochwałę.
— Spróbuję!
— Oczywiście, skoro tutaj dopłynąłeś, to i dotrzesz na mieliznę.
Jak powiedziała, tak Nur zrobił. Kiedy wyszedł z wody, zadowolony wytrzepał swoje mokre futerko.
— Udało mi się! — krzyknął do niej.
— Pięknie! A teraz tutaj wracaj! Jeszcze nie skończyliśmy pływać!
Uradowany syn z powrotem wszedł do wody. Tak też spędzili resztę dnia na pływaniu i chlapaniu się. Nur dobrze radził sobie w wodzie i sama widziała, że kocurek odziedziczył po niej uwielbienie do pływania i moczenia sobie łap. Była z niego dumna, co młodziak na pewno zaobserwował.

***

Na drugi dzień zrobiło się nieco chłodniej, a sama Trzcinowy Szmer zauważyła, że niektóre liście powoli zaczęły żółknąć. Zaczynała się Pora Opadających Liści! Napuszyła delikatnie futerko, przy mocniejszym podmuchu wiatru i obejrzała się na wodę, gdzie Nur “bawił się” z Żabią Łapą. Dwójka raczej rozmawiała i moczyła sobie łapki, zamiast pluskać się bez opamiętania. Chociaż, czasem, czy to nie lepiej? Każdy podmuch wiatru mógł spowodować kocięcy kaszel u syna, a tego raczej nie chciała.
Nagle z wejścia do obozu wszedł Żmijowcowa Wić. Kocur wrócił z patrolu łowieckiego, gdyż w pysku trzymał dość wielkiego suma. Trzcinowy Szmer nie wiedziała, jak kocur zdołał upolować tak wielką rybę, jednak była pewna, że ten bardzo się poświęcił, gdyż z długiego futra wojownika ciekła woda bez opamiętania. Żmijowcowa Wić położył przed nią suma i zerknął na Nura.
— Czy powinienem teraz podejść do niego? Jakoś porozmawiać?
— Może zaczekaj chwile. Niech skończy rozmawiać z Żabią Łapą. Lepiej, żeby miał jakieś przyjaciółki, a nie tylko wpatrywał się w koty.
— To może pójdę najpierw do Łabądka?
— Nie. Zaczekasz. Łabądek też jest zajęta. Bawi się z Ropuszkową Łapą — wskazała na córeczkę, która siedziała ze starszą koleżanką przy stercie zwierzyny.
Żmijowcowa Wić posłusznie pokiwał głową. Pewnie obawiał się kolejnej rozmowy z Trzcinowym Szmerem. Już miał jedną i cudem wyszedł z niej bez zwiędniętych uszu i powyrywanych wąsów. Oboje przeczekali, aż młodzi przestaną rozmawiać i kiedy Żabia Łapa odeszła na trening z własną mentorką, Trzcinowy Szmer wypchnęła swojego partnera, by w końcu pobawił się ze Żmijowcową Wicią. Kocur jedynie rzucił jej urażone spojrzenie i skierował się z wielką rybą do swojego syna.
Nur na widok ojca się zdziwił, a sama podsłuchując, dowiedziała się, że buras podjął temat polowań oraz opowiadania o wielkim sumie, który kiedyś zaatakował jednego z Nocniaków. Trzcinowy Szmer zamruczała z rozbawienia, pamiętając, jak to Żmijowcowa Wić uwielbiał straszne historie. Pamiętała sama, jak była jeszcze kociakiem, a on uczniem i ich bliższa znajomość wzięła się od opowiadań, które powodowały jeżący się ogon ze strachu.

***

Zapadła już noc, a oni właśnie siedzieli w legowisku. Łabądek wraz z Nurem leżeli blisko jej brzuszka. Gładziła ich swoim ogonem, aż usną. Na jej córeczkę bardzo szybko to zadziałało, jednak jej syn, nadal patrzył na nią swoimi wielkimi zielonymi oczami.
— I jak poszła rozmowa z ojcem? Hm? Całkiem wielkiego suma upolował dla ciebie, nie sądzisz? — zamruczała i polizała go po główce. — Może, jak uśniesz, to przyśni ci się, jak wyciągasz z wody ryby, jak dzielny wojownik.

< Synu? >
🎍

27 czerwca 2026

Jeżogłówka urodziła!

 Jeżogłówka urodziła trójkę kociąt!




Od Wełnistej Mszycy CD. Brukselkowej Zadry

**skip, teraźniejszość, a dokładniej tuż po śmierci Aminkowej Łapy**

Wełnistę Mszycę od dobrych kilku dni dręczyły koszmary z udziałem Tańcującego Pierza. Postać młodego rudego kocura owładniętego furią po utracie brata, Aminkowej Łapy, co noc jawiła się w umyśle medyczki początkowo pod postacią lisa, nawet jeśli w ciągu dnia nie miała okazji na niego wpaść w obozie. Kotka najzwyczajniej w świecie zaczęła go unikać po ich ostatniej konfrontacji w lecznicy w dniu, w którym Aminkowa Łapa dołączył na Srebrzystą Skórę. Natomiast nocna mara przez większość czasu trwania snu była tak realistyczna i obarczała winą asystentkę Wdzięcznej Firletki, jednak bywały również noce, w których kocur znużony jej tłumaczeniem, tracił cierpliwość i w akcie zemsty rzucał się jej do gardła. Wówczas albinoska wybudzała się ze snu z krzykiem.
Dzisiejszej nocy było podobnie, jednak tym razem w porę udało jej się wcisnąć pyszczek w mech, aby stłumić krzyk i nie wybudzić mieszkańców Skruszonego Drzewa. Nie chciała dodawać im dodatkowych zmartwień, których mieli w ostatnim czasie wystarczająco dużo.
Wełnista Mszyca ostrożnie podniosła się ze swojego posłania i po cichu wyszła na zewnątrz lecznicy. Obawiała się, że wpadnie na Białego Strumienia lub Lotosowy Pąk, których mogła zmartwić swoim stanem, a dokładniej podkrążonymi i zaczerwionymi oczami, jednak na szczęście jej bracia najprawdopodobniej znajdowali się poza obozem. Nie zdziwiłaby się, gdyby Lotos znajdował się w tym momencie w Grocie Pamięci, mieszając barwniki na zbliżające się ceremonię co poniektórych uczniów, a Biały umacniał ściany korytarzy w tunelach.
Może ona również powinna wymknąć się z obozu? Mogła spróbować odszukać Mglistego Snu oraz pozostałych Świetlików, aby się upewnić czy są cali, jak i ponownie zaproponować im azyl w Klanie Burzy. Mogła również spróbować zasięgnąć języka samotników spotkanych na granicy na temat niebieskiego niewiadomego kota, którego ciało zdobiły rozety i prawdopodobnie wciąż gdzieś tam przebywał więziony przez Dwunożnych. Mogła również mimo obaw udać się na granicę z Klanem Wilka z nadzieją, że uda jej się spotkać z Brukselkową Zadrą. Mogła spróbować wykonywać te wszystkie rzeczy naraz, jednak najpierw musiała załatwić jeszcze jedną sprawę.
– Tak mi przykro, Aminkowa Łapo... Przepraszam, że nie zareagowałam w porę i nie byłam w stanie ci pomóc... – szepnęła, mając nadzieję, że jej słowa dotrą do gwieździstych uszu zmarłego ucznia. Mimo, że widziała wiele śmierci kotów, głównie starszych, to właśnie śmierć młodego kocura w ostatnim czasie nią najbardziej wstrząsnęła. Głównie dlatego, że gdyby kocur przyszedł do medyków wcześniej, gdy zamiast dławiącego kaszlu z krwią doskwierała mu początkowo chrypka, mógł uniknąć śmierci. Nie rozumiała, dlaczego kocur zwlekał z zawitaniem do medyków.Czyżby się obawiał, że Wdzięczna Firletka oraz Wełnista Mszyca nie zechcą mu pomóc? – Tańcujące Pierze ma pełne prawo być na mnie zły i obwiniać mnie o twoją śmierć... Gdybym mogła, oddałabym ci jedno ze swoich żyć, a nawet to jedno jedyne, które posiadam...
Zamilkła, gdy kątem oka spostrzegła biało-niebieską postać opuszczającą legowisko wojowników. Był to nie kto inny jak Szara Skóra, jej ojciec. Stary wojownik o krępej budowie ciała przeciągnął się w wejściu, po czym dostrzegając swoją córkę siedzącą niedaleko wyjścia z obozu, zbliżył się do niej. Przez dłuższy czas milczał, aż w końcu jego pysk opuściły słowa, wyrażające niezadowolenie dotyczącego wyglądu córki.
– Twoje podkrążone oczy wyglądają paskudnie, nie mówiąc o twojej skołtunionej brudnej sierści. Wyglądasz jak przybłęda, a nie posłaniec Klanu Gwiazdy. Doprowadź się do porządku, bo inaczej skalasz moje, swoje i twoich braci dobre imię. Jesteście córą i synami Srebrzystej Skóry. Jesteście wyjątkowi i macie pozostać nieskazitelni. – Prychnął. – Nie możesz pozwolić, aby śmierć jakiegoś zwykłego kota aż tak na ciebie wpłynęła. W szczególności jednego z tych problematycznych kotów... Wystarczy, że już jeden z nich namieszał ci w głowie. Klan Gwiazdy najwyraźniej jeszcze czuwa nad tobą, skoro nadal pozbywa się otaczających cię rozpraszaczy.
Nie oczekiwała od swojego ojca jakichkolwiek przejawów empatii. Nie chcąc wdawać się w nim dyskusję, zapewniła go, że później zadba o poprawę swojego wyglądu. Szara Skóra odchrząknął, by chwilę później podniósł się i opuścił obóz.
Wełnista Mszyca westchnęła. Zadbanie o siebie w tym momencie było ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę. Zamiast tego zamierzała w ciągu najbliższych dni porozmawiać ze wszystkimi członkami Klanu Burzy, zarówno z tymi, z którymi rozmowa przychodziła jej z łatwością, jak i z kotami, którzy nie darzyli jej jakimkolwiek dobrym uczuciem. Z tymi, z którymi znała się od narodzin, jak i również z tymi, którzy zamieszkali w klanie parę wschodów słońca temu. Liczyła na to, że rozmowa z współklanowiczami i prośba, aby nie bagatelizowali rozwijających się objawów chorób, jak i zwracali uwagę na pozostałych wojowników sprawi, że już nigdy nie powtórzy się podobna sytuacja. Mogła również poprosić brata, aby udostępnił jej na parę godzin w ciągu dnia Grotę Pamięci i za zgodą Króliczej Gwiazdy, Zawodzącego Echa i Wdzięcznej Firletki mogła zwołać zebranie klanu, podczas którego opisać przebieg groźnych chorób i uczulić wojowników na ich charakterystyczne symptomy. Wspólnie mogli zadbać, aby tragedia, jakiej doświadczyli przyczyniła się do czegoś dobrego.

wstrzymanie sesji lub koniec sesji

Od Firletki

Mysikrólik ganiała za piórkiem zniczka, które zgubiła ich siostra, Ćma, a czego nawet nie udało jej się przyuważyć. Miała w zamiarze schować je tak, żeby nie mogła go znaleźć, a potem kazać jej go poszukać, żeby miała jakieś zajęcie... ale... przez całe to zamieszanie i fakt, iż pierze było tak malusie, że łatwo mogło umknąć nawet czujnym ślepiom kociaka, szczególnie na tle ciemnej, zimnej posadzki, wyłożonej suchymi paprociami, a także tuż na niej gęsto uplecionymi posłaniami, Mysikrólik wpadła na Firletkę, który przenosił właśnie jakieś gałązki w celu ułożenia ich do swojej, swego rodzaju, "budowli". Gdy na skupionego na swoim zadaniu kociaka wpadła jego siostra, ten niemal dramatyzując, przeturlał się przez całą długość swojego ciała, aż wylądował na brzuchu. Szylkretka, zauważywszy wynalazek, zerknęła na brata podejrzliwie.
— Co knujesz, Firletko? — zapytała, marszcząc jedną z brwi. Zachowywała się tak, jakby wcale nie przewróciła go uderzenie serca temu.
Mlasnął niezadowolony i z oburzeniem spojrzał na Mysikrólika.
— Nawet przeprosić nie umiesz? — parsknął. — A co tata mówi! Jak wpadniesz na kogoś, to coś się mówi! — wypomniał jej, próbując jakoś stworzyć iluzję większego. Tak naprawdę, wystarczyło, by ona go pacnęła łapą w nos, a on już znowu by leżał.
— To ty mi wpadłeś pod łapy! — oburzyła się, marszcząc brwi. Machnęła łbem w kierunku przedmiotów raz jeszcze. — I nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie, a zadajesz kolejne! To niegrzeczne — wypomniała mu, mimo że całe to zamieszanie było spowodowane właśnie przez nią. Już otworzył pyszczek, aby odeprzeć jakoś argument siostry, ale zaciął się. Zmarszczył brwi i fuknął.
— Za to, że nie patrzysz pod łapy, nie odpowiem na twoje pytanie — stwierdził i naburmuszony odwrócił się do niej tyłem. Wziął w zęby patyki i potargał je ze sobą dalej, próbując obejść siostrę łukiem.
Mysikrólik ruszyła za bratem, nie próbując tego nawet ukryć. Skoro nie zamierzał jej powiedzieć, to dowie się poprzez obserwację. Tym razem o dziwo uważała, żeby przypadkiem nie nadepnąć mu na ogon, chociaż momentami była bardzo blisko ku temu. Gdy znalazł się w kącie żłobka, odstawił patyki, a gdy się odwrócił, stanął nos w nos z siostrą. Aż go to przestraszyło na tyle, by lekko podskoczyć.
— To miało być tajne! — wymamrotał przez zęby prosto w pysk Mysikrólika. Otworzyła oczka szerzej, usłyszawszy słowa brata. Teraz to na pewno musiała się dowiedzieć, co ukrywał!
Odwróciła lekko wzrok, spoglądając na niego teraz lekko z ukosa, a jej mordka uniosła się w lekkim uśmieszku.
— Szykujesz prezent dla rodziców? — zaczęła dociekać, zastanawiając się, jak mógłby wyglądać taki prezent z patyków... może jakaś podstawka pod wszystkie te pióra, które wiecznie były rozrzucone po całej kociarni?
Zmarszczył nosek. Skąd wiedziała?
— Zobaczysz, jak nie będzie już tajne. Ale gdy jest tajne, to nie może być nie-tajne. O tajnych rzeczach to tylko jeden kot wie! — tak naprawdę jego celem było spróbowanie ułożenia sylwetki ptaka z patyków, a na nią poukładać wszystkie piórka, by się nie pogubiły. Tata ostatnio mu pomógł w ułożeniu ptaka z samych piór, więc teraz on mógł się wykazać swoją własną wizją.
Mysikrólik uśmiechnęła się chytrze.
— Hej, Ćmo, zobacz to! — zawołała do siostry, chcąc zwrócić i jej uwagę na to wszystko. Firletka zamarł. Zaraz kolejny kot będzie wiedział o jego tajemnicy! Stał w bezruchu, obawiając się, że zaraz to, co tajne już nie będzie takie tajne. Ciemka, owszem, podeszła, jednak już uderzenie serca później dwie siostry zaczęły się ze sobą siłować, żartobliwie ciągnąc się za uszy, dając w ten sposób Firletce, chociaż chwilę wytchnienia. Gdy ten zrozumiał, że Mysikrólik znowu tylko sobie robiła z niego żarty, kamień mu spadł z serca.
Podczas gdy siostry się siłowały, ten posłał wściekłe, wręcz mordercze spojrzenia szylkretce.

Od Cętkowanej Łapy (Cętkowanego Tęgosza) CD. Ognikowej Słoty

Przeszłość

Wgryzł się mocno w grzywacza. Poczuł, że ptak szybko odszedł z tego świata. Rozluźnił już swój uścisk szczęk i upuścił ptaka na ziemię, mokre pióra w pysku nie smakowały dobrze.
— Gratulacje, Cętkowana Łapo. Jestem pod wrażeniem — Ognikowa Słota pochwaliła go, tarmosząc mu futro na łebku. Rudzielec nie spodziewał się tego, ale zatrzepotał uszami z radości, gdy ciocia go pochwaliła.
— Musisz koniecznie pochwalić się Cienistej Zjawie, na pewno będzie dumny z tego, jak wielkie postępy robisz — chciałby, ale bał się zagadać do ojca. Był jeszcze uczniem, więc może taki mały ptak nie zrobiłby na nim wrażenia.
— Jasne, pochwalę mu się — odparł dosyć niepewnie, starał się wyglądać pewniej, by ciocia się go nie pytała o nic więcej. Wyglądało na to, że się nabrała. Uśmiechnęła się, jak zwykle oznajmiając mu, że mogą jeszcze coś upolować, jeśli by chciał. Kocur się zgodził i poszli pobuszować w lesie, by znaleźć jeszcze kilka piszczek.

***

Wrócił z patrolu łowieckiego, składającego się z Wilgowej Goryczy, Tygrysiej Nocy, Wilczego Skowytu i prowadzącego go Sowiego Zmierzchu. Miał wiewiórkę, którą położył na stosie. Wielu wojowników poszło do starszyzny. Gąsiorkowy Trzepot, Podstępna Kłamczucha, matka Księżyca i Jaskółcze Ziele, to trochę dziwne uczucie mieć bardzo starą matkę, która musiała przesiadywać teraz w starszyźnie. Wszyscy byli pracowitymi i sumiennymi wojownikami, choć imię Podstępna Kłamczucha, musiało od razu dawać znać, że akurat dany kot nie był zasłużony. Mimo tego sądził, że każdemu z tych kotów należał się odpoczynek, oprócz temu jednemu co był najdłużej, Trzcinniczkowej Dziupli, ślepy kocur, który nic nie dawał od siebie. Niby jakim prawem on się jeszcze trzymał? Trzeba się go było jakoś pozbyć, ale później pomyśli nad tym jak. Ostatnio roznosiły się plotki, że jego ciocia, Ognikowa Słota szukała ojca dla jej kociąt i Kocimiętkowego Wiru. Niby nie wiedział, czy Kłamczucha to tak rozpowszechniła, czy ktoś inny. Mistrzyni akurat kończyła rozmowę z Zalotną Gwiazdą, to mógł na spokojnie podejść do niej.
— Cześć, Ciociu, słyszałem, że będziesz za niedługo szukać kogoś dla swoich kociąt, nie byłoby łatwiej znaleźć kogoś w klanie? — w klanie było wiele kocurów, którzy mogli się nadawać na potencjalnych ojców pociech.
— Polemizowałabym z tym co powiedziałeś. To nie jest złe szukać potencjalnego rodzica dla swoich pociech poza klanem, rozejrzyj się, wiele tutaj kotów nie ma obu rodziców też dlatego, że byli samotnikami, Seradelowa Łapa, Rozbity Księżyc czy Kalinowy Powiew to tylko kilka z przykładów gdzie nie byli wychowywani przez komplet rodziców, bo jest takich kotów więcej. Nie krew decyduje o tym, czy jesteś godnym Wilczakiem, ale ciężka praca i lojalność, jaką poświęcasz naszym przodkom i klanowi. — rzeczywiście nie mógł temu zaprzeczyć. On sam też nie miał dwóch rodziców, którzy go wychowali. Południca umarła, gdy się narodził, więc to Cienista Zjawa wziął go ze sobą do Klanu Wilka.
— Czyli samotnicy czasem są użyteczni? Nie są wyznawcami Mrocznej Puszczy więc ich tępie tak samo, jak koty z innych klanów — jego ciocia wydawała się zaskoczona jego słowami.
— Są, nawet bardziej niż nasi sąsiedzi. Możemy wykorzystywać ich siłę, by spłodzić potomstwo lub ich wziąć do klanu i ich nawrócić. Z takim wstrętnym Klifiakiem czy Burzakiem już byłoby trudniej, a raczej mało możliwe, są zbyt zaślepieni w ten swój "Klan Gwiazdy" — Ognikowa Słota wypowiedziała wyraz "Klan Gwiazdy" jakby miała zwymiotować. Cętkowanemu Tęgoszowi też to ledwo przechodziło przez ucho.
— To w takim razie już ich lubię, chyba że będą słabi, to ich wypędzę — mówili tak o tych samotnikach i przypomniało mu się o Kazarku który go uratował. Na razie nie wiedział, czy był słaby, czy nie więc musiał go dłużej obserwować, zwłaszcza że się domyślał, że raczej łatwo nie opuści ich terenów.
— Cieszę się, że tak myślisz, choć trochę mnie zdziwiłeś, bo twoja mama też była samotniczką — kocurek poczuł się niezręcznie, patrząc w różne punkty obozu.
— Mama była inna! Ona dostąpiła zaszczytu dołączenia do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, czego inni samotnicy nigdy nie mogliby — jego matka nie była jakąś samotniczką, była silna, a to cecha godnego Wilczaka, którą może nawet odziedziczył po niej. Byłby pewny, że gdyby żyła, to by była idealną wojowniczką, która wyznaje Mroczną Puszczę.
— Wiem, na pewno teraz dumnie zerka na ciebie z mroku. Widzisz, nawet jak urodzisz się z samotniczki, to możesz być kimś wielkim. Dlatego chcę również dla moich kociaków znaleźć ojca, po którym o dziedziczą najlepsze cechy, które może posiadać Wilczak — już sobie wyobrażał małe posłuszne kulki słuchające wiernie opowieści o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, lub niegrzecznych urwisów, które będą łamać pierwszym lepszym kotom ogony, takie coś by się przydało Bielince, słyszał, że ponoć zbiła kociaka.
— A jak sobie go wyobrażasz? — sam sobie wyobrażał, że taki ojciec z wyglądu musiał być zwinny i silny, choć może ciocia szukała więcej idealnych cech.

<Ognikowa Słoto?>

Od Firletki CD. Ćmy

Gdy słuchał opowiastki mamy, siedział w bezruchu i ledwo można było zobaczyć, że oddycha. Uwielbiał słuchać historyjek rodziców. Zawsze go to niemal… hipnotyzowało. Po prostu świat przestawał istnieć i skupiał się jedynie na tym fikcyjnym. Gdy skończyła, zamrugał parę razy i spojrzał się w ziemię. Nawet nie dosłyszał, że odezwała się do niego Ćma. Słonka przewróciła oczami i pacnęła Firletkę w ramię, by się ocknął z tego mini-transu. Łyknął powietrze nagle i aż się zakrztusił, po czym zakasłał pospiesznie.
— Co!? — zapytał, rozglądając się na boki. — O co chodzi? — uspokoił się.
— Ćma coś do ciebie mówiła, jak coś — odparła niebieska szylkretka i się uśmiechnęła. Kocurek od razu się odwrócił do kremowej.
— Co mówiłaś? Wybacz… nie słuchałem — otworzył szerzej oczy.
— Yyy… pytałam, czy podobała ci się historia mamy — odpowiedziała koteczka, a jej brat od razu się rozpromienił.
— Fajna była! Ciekawe, jak silne muszą być te ptaki!
— Na pewno nawet najmniejsze ptaki poradziłyby sobie z podniesieniem ciebie — rzekła Mysikrólik do brata, wtrącając swój nos między Firletkę i Ćmę, po czym klapnęła sobie między nimi.
— Bo jeszcze jestem kociakiem! — miauknął oburzony. — Ciebie taki mysikrólik potrafi jeszcze podnieść!
— Czemu się tak wyzywacie? — wtrąciła Ćma. — Nieładnie się kłócić, pamiętacie? — mówiąc to, spojrzała na mamę, która jej kiwnęła głową z aprobatą. Cały czas przysłuchiwała się rozmowom kociąt. Brat i siostra spuścili wzrok, ale Mysikrólik od razu podniosła się na łapy z nowym entuzjazmem.
— Ja sobie pójdę zrobić… coś — powiedziała figlarnie i pospiesznie pobiegła złapać kulkę mchu, która gdzieś sobie leżała. Firletka odprowadził ją wzrokiem.
— Pff, tylko umie się wymądrzać przede mną — wymamrotał kocurek. Ćma odchrząknęła niezręcznie.
— To… co chciałbyś porobić? — zapytała.

<Najchętniej bym poopowiadał jakieś historyjki, Ćmo.>

Od Ćmy do Psotnego Nietoperza

Ćma chodziła po obozie, patrząc na każdy wiszący kamień. Wykorzystawszy chwilę nieuwagi oraz zmęczenie matki, wymknęła się ze żłobka.
Zaglądała do starszych, do wojowników, a nawet do lidera, ale lepiej o tym nie mówić. Nagle w jaskini znalazła małą szparkę. Pewnie nią może się wydostać z jaskini! Niestety, była zatkana mchem. Gdy zaczęła go wyjmować, usłyszała miaukniecie za sobą.
– Hej! Nie wolno ci wychodzić!
Koteczka się odwróciła. Głos należał do biało-czarnej kotki z niebieskimi oczami. Była lekko zdenerwowana.
– Ja chciałam tylko zobaczyć, co tam jest… – mruknęła.
– Chodź, są fajniejsze rzeczy do roboty niż ucieczka z obozu – powiedziała, podnosząc małą.
– Hej! Puszczaj! – zakwiliła.
– Nie, jeśli będziesz się wiercić!
W końcu położyła ją na ziemi.
– Słuchaj. Zrobimy razem coś fajnego, dobrze?
– Na przykład zjemy mech?! – zapytała.
– Eee… nie. Będziemy bawić się w chowanego, ale w żłobku. Będę liczyć przy wejściu. Zaczynam! Raz, dwa… – liczyła.
Ćma szukała miejsca, by się schować. Za matką? Nie, od razu się spyta, co robi i nici z kryjówki. Popatrzyła na gniazdo w rogu, pomiędzy nim a ścianą była mała przestrzeń, w której mogła się schować. Idealna kryjówka.
– Dziewięć, dziesięć! Szukam! – czarna kotka przestała liczyć i zaczęła szukać kociaka. Kremowa zbiła się w kulkę, by bardziej się schować. Jak dobrze, że miała krótki ogon i nie musiała go chować! Była ciekawa, czy wojowniczka ją znajdzie.

<Szukająco?>

Od Ćmy do Puszystej Łapy

Ćma lubiła nastawiać ucha na klanowe ogłoszenia, ostatnio usłyszała o przyjęciu kota pieszczocha o imieniu Nerina, teraz Puszysta Łapa. Koteczka bardzo chciała ją poznać i dowiedzieć się czegoś o jej historii. Powiedziała matce gdzie idzie, wyszła ze żłobka i poszła w kierunku legowiska uczniów. Wetknęła do środka głowę i zawołała:
– Puszysta Łapo, gdzie jesteś?
– Już idę, Serdeczna Naparstnico… – mruknęła ze zmęczenia. Gdy zamiast mentorki zobaczyła kociaka, zmieszała się. – Ty… Nie jesteś Serdeczną Naparstnicą…
– Nie! Jestem Ćma! Córka Trójokiego Zająca i Kukułczego Wdzięku!
– Aha… – rzekła niezainteresowana.
– Bardzo chciałabym cię poznać, słyszałam, że pochodzisz z Klanu Nocy!
– Tak, mieszkałem tam…
Puszysta Łapa nie zdążyła dokończyć, gdyż wtrąciła się Ćma:
– To ty jesteś kocurem?! W sumie pachniesz jak kocur. Myślałam, że jesteś kotką… – zawstydziła się.
– Eee… tak dokładniej jestem niebinarne, kocurem i kotką jednocześnie…
– Jak to możliwe? – zapytała zaciekawiona. Dotąd miała styczność tylko z kotami, które były albo kotką, albo kocurem, więc to nie mieściło jej się w głowie.
– Po prostu czuję się kocurem, kotką i niebinarne jednocześnie. Możesz używać tych zaimków jednocześnie.
– Dobrze, Puszysta Łapo! Postaram się nie zapomnieć! A czy mogłobyś? Tak? Opowiedzieć mi historię, jak z Nocniaka zostałeś pieszczochem, a potem Klifiakiem?
– Ech, no dobrze, ale raczej nie będzie dużych szczegółów!

<Puszysta Łapo?>

Od Ćmy do Lilakowej Łapy

To był miły dzień, dźwięk wodospadu szumiał w uszach kotki, a promienie słońca próbujące dostać się do obozu rozpraszały się na wodzie. Żółtooka o dziwo leżała spokojnie na posłaniu, jęcząc:
– Nudzi mi się!
– To możesz pobawić się mchem? – zaproponowała Kukułczy Wdzięk.
– Bawiłam się tym dużo razy.
– A może… pobawisz się z Mysikrólikiem?
– Rozmawia ze Słonką sam na sam.
– A Firletka?
– On śpi.
– To nie wiem – poddała się szylkretka. – Może coś znajdziesz?
Ćma ze zrezygnowaniem znów się położyła i próbowała zasnąć. Może jak uzupełni energię, to coś wymyśli?
– Witaj, Kukułczy Wdzięku! Mam dla ciebie jedzenie!
Kremowa na ten głos podniosła się. To była długowłosa szara kotka, na jej oko uczennica.
– Cześć! Kim jesteś? – zapytała się kotki.
– Jestem Lilakowa Łapa, a ty… Ćma, tak?
– Wow, tak! Skąd wiedziałaś?
– Byłam już tutaj, gdy byłaś bardzo malutka… – odpowiedziała niepewnie.
– A masz jakieś pomysły na zabawę? Nie wiem co robić – zakwiliła.
– Eee… może pobawisz się w… – kotka zaczęła się zastanawiać. Chyba nie dowie się od niej czegoś nowego.
– Co powiesz na grę w zgadywanie? – zaproponowała.
– A na czym ona polega?
– Opisujesz daną rzecz, a druga osoba musi ją zgadnąć.
– Możemy spróbować! – kociakowi wróciły siły do życia i usiadło na swoim posłaniu.
– W takim razie, co spada, ale nie przestaje tego robić? – uczennica dała zagadkę.
– Hmm… wodospad? – odpowiedziała żółtooka.
– Dobrze.
– Jupi! Fajna gra!

<Lilakowa Łapo, fajne masz pomysły!>

Od Ćmy do Firletki

Koteczka siedziała w żłobku, patrząc na owady, które wleciały do obozu. Żółty motylek latał po legowisku, szukając drogi wyjścia. Ćma postanowiła go złapać. Biegała po żłobku, skakała i machała łapką w powietrzu, próbując złapać skrzydlatą istotę. Gdy tak szalała, nie zauważyła pod sobą braciszka, Firletkę, który mył swoje łapki. Gdy prawie złapała motylka, potknęła się o niebieskiego i fiknęła koziołka, a braciszek się przewrócił.
– Hej! Uważaj! – pisnął.
– Przepraszam! – rzekła, nieco zawstydzona.
– Co tak goniłaś? – zapytał, rozciągając się.
– Motylka… – oznajmiła, kręcąc się w kółko, by go znaleźć.
– Oj, chyba ci uciekł… – zasmucił się.
– Hej! Przecież są jeszcze inne super zabawy! – rzekła z błyskiem w oku. Poszła do kąta, wzięła mech, zgniotła go w kuleczkę i rzuciła nim do brata. – Twoja kolej!
Firletka popatrzył ze zdezorientowaniem na piłeczkę i lekko odepchnął ją łapką. Zastanawiała się, czy w ogóle chce z nią grać.
– Kociaki! Chodźcie! Chcę wam opowiedzieć historię! – to była ich matka, Kukułczy Wdzięk.
– Tak! Historyjka! – pisnęła Mysikrólik i poleciała do matki. Wszystkie dzieci przybiegły do niej.
– A więc, dzisiaj opowiem wam historię o ptakach, które uratowały kota. Pewnej burzliwej nocy, kot szedł wzdłuż klifu, by znaleźć drogę do domu. Deszcz lał, a wiatr próbował go zechnąć w dół przepaści. Gdy tak szedł, pośliznął się na śliskim kamieniu i runął w dół. Myślał, że to koniec, na szczęście, ptaki, które to widziały, zapikowały w dół i przenieśli kota z powrotem na klif. Od tej pory kot zaczął szanować ptaki…
– Pst! Firletko! Jak ci się podoba ta historia? – zapytała Ćma.

<Firletko?>