— Naprawdę? To super! Bo wiesz, ja naprawdę nie chciałam, żeby było ci smutno z tego powodu, po prostu musiałam wygrać!
— Tak, wiem… — odparł Kamienna Łapa.
— Ale nadal wydajesz się jakiś taki smutny! — zauważyła kotka.
— No tak, no bo… Trochę się boję, że nie wygram żadnej bitwy i zostanę wyrzucony z klanu! — Jego głos delikatnie zadrżał. — Nie umiem tak dobrze walczyć, jak ty, i chyba nigdy się nie nauczę! — wyznał, a jego oczka się zaszkliły.
Przez kilka uderzeń serca ruda milczała, wpatrując się w smutny, zmizerniały wyraz pyska Kamiennej Łapy, nie do końca wiedząc, jak powinna zareagować. Coś ścisnęło ją w piersi. To, co mówił czekoladowy, nie było prawdą. Wcale nie był gorszy od niej. I wcale nie czekało go żadne wygnanie.
— Oj, nie mów tak! — odparła w końcu, kręcąc powoli głową. — Nie ma tak, że walczę “lepiej”, bo taka się urodziłam. Wystarczy trening, dobra taktyka, a każdego przeciwnika pokonasz skinieniem palca! — mówiła pewnie, zadzierając nos, jakby sama wierzyła w każde wypowiedziane słowo.
Kamienna Łapa wciąż pociągał nosem, niezbyt przekonany, jakby bał się uwierzyć w to, co słyszy.
— Masz jeszcze wiele księżyców przed sobą, nim Nikła Gwiazda w ogóle zacznie na ciebie patrzeć, myśląc: “kiedy by tu go wyrzucić” — kontynuowała, nieco łagodniej. — Wykorzystaj je dobrze, a w końcu, gdy staniesz do walki, będziesz pewny swojej wygranej! Ważne jest, byś się nie poddawał, bo jesteś już na bardzo dobrej drodze do zwycięstwa.
Zaczęła zasypywać go radami, poruszając wąsami z dumą i radością.
— Wyciągnij wnioski z naszej walki, pomyśl, co mógłbyś jeszcze przećwiczyć, w czym idzie ci gorzej. I nie bój się prosić swojego mentora o pomoc w rzeczach, które sprawiają ci trudność — dodała na koniec. Zastanawiała się tylko, czy jej słowa zostaną w umyśle ucznia na dłużej, czy może ulecieć miały już następnego dnia.
Kocimiętkowy Wir zgromadziła się wraz z innymi kotami z Klanu Wilka, by obserwować walkę o tytuł wojownika między Kamienną Łapą a Cienistą Łapą. Ta potyczka szczególnie ją zaciekawiła, dlatego postarała się przecisnąć na sam przód zgromadzenia. Chciała mieć dobry widok – z całego serca kibicowała czekoladowemu kocurowi i miała nadzieję, że tym razem uda mu się wygrać.
Wciąż miała w głowie obraz z tamtego dnia, kiedy to jej samej udało się pokonać Kamyka. Dla niej był to dzień, który przyniósł dumę… ale dla niego? Pamiętała jego załzawione oczy, drżący głos. Serce krajało jej się na samą myśl, że pręgowany mógłby zostać wyrzucony z Klanu Wilka. Nie zasługiwał na to. Nikt nie zasługiwał. Pozbawianie kogoś dachu nad głową tylko dlatego, że nie urodził się maszyną do zabijania, było okrutne i podłe.
Może ścieżka wojownika po prostu nie była dla wszystkich. Nie zawsze niechęć do nauki wiązała się z lenistwem – Kocimiętka znała taki przykład aż za dobrze. Jej siostra, Makowa Łapa, była kotką o wrażliwej duszy. W każdym – nawet w zwierzynie, którą jadła na co dzień – widziała żywą istotę. Nie ociągała się, nie robiła na przekór swojej mentorce z czystej złości. Po prostu było jej pisane być kimś innym. Kimś, kogo Klan Wilka nie chciał wśród swoich szeregów. Ruda zdążyła już zauważyć, że tutaj liczyła się bezwzględność. Brutalność. Nie podobało jej się to, ale z drugiej strony… nie miała na to żadnego wpływu. Protest wiązałby się ze śmiercią, a ucieczka… Cóż, nie widziała siebie w roli samotnika.
Nagle po polanie rozległ się sygnał do rozpoczęcia walki.
Kamienna Łapa wystrzelił w stronę swojego przeciwnika jak strzała, lecz Cienistej Łapie udało się wykonać zwinny unik. Starszy runął na glebę, stękając cicho pod nosem. Kocimiętka poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Wychyliła łebek z tłumu i rozdziawiła pysk, jakby chciała coś krzyknąć do Kamyka, lecz ostatecznie z jej gardła nie wydobył się żaden dźwięk. “Dawaj, Kamienna Łapo. Poradzisz sobie z nim!” – myślała jedynie, wbijając pazury w ziemię.
Po chwili bury rzucił się na czekoladowego, przygważdżając go do podłoża, co jeszcze bardziej podburzyło Kocimiętkę. Jeśli Cienistej Łapie uda się go pokonać, to chyba sama wskoczy w wir walki i pogoni go tak, że już nigdy nie odważy się postawić łapy na terenach tego klanu!
Na szczęście Kamiennej Łapie udało się kopnąć przeciwnika w brzuch i wydostać spod jego uścisku. Zielonookiej jakby kamień spadł z serca. Walka wciąż trwała i wszystko mogło się jeszcze zmienić, lecz ona była przekonana, że Kamyk ma realne szanse na zwycięstwo, jeśli tylko pozostanie skupiony.
Czekoladowy zdołał uderzyć przeciwnika w uszy, a zaraz potem oba kocury turlały się już po ziemi, prychając i sycząc. W powietrzu latały strzępki futra, aż Kocimiętka musiała zmrużyć oczy, by żaden z nich nie wpadł jej do ślepi. W końcu żółtookiemu udało się przycisnąć młodszego do ziemi tak, że ten nie był w stanie się poruszyć.
Na pysku rudej rozkwitł szeroki uśmiech. Kamienna Łapa wygrał, a ona była jedną z tych kotek, które imię nowego wojownika skandowały najgłośniej.
— Kamienne Pióro! Kamienne Pióro! Kamienne Pióro! — wołała, gdy Nikła Gwiazda skończył wypowiadać formułkę.
Kontakt z Kamiennym Piórem nieco jej przepadł, odkąd kocur został wojownikiem. Co prawda nie liczyła na to, że przez jej trajkotanie mu nad uchem o motywacji i treningach czekoladowy zacznie ją lubić, ale, tak czy siak, łapała się na tym, że czasem wpatrywała się w niego z oddali, zastanawiając się, czy nie podejść. Ostatnio zauważyła też, że Kamyk spędza coraz więcej czasu z Korowym Szeptem. I nie – nie była zazdrosna. Nie miała zresztą o co. Po prostu nie chciała im przerywać podczas rozmów czy wspólnych spacerów. Wiedziała, że nie jest koleżanką czekoladowego wojownika, więc nie zamierzała zachowywać się jak takowa.
Czasem chciała jedynie upewnić się, jak żółtooki czuje się na randze wojownika i czy nie jest już takim płaczkiem, jak niegdyś. Teraz jednak była nieco zmieszana, gdy uświadomiła sobie, że Kamienne Pióro szkolony był przez tego ścierwojada – Wilczy Skowyt. Lubili się; niekiedy rozmawiali ze sobą, wspominając czasy z treningów. Kocimiętka patrzyła wtedy na nich ze złością, a krew buzowała jej w ciele. Właściwie była ciekawa, czy Kamyk nie ma jej za złe, że zaczęła rozpowiadać plotki o jego mentorze. Choć mimo wszystko – skoro te “plotki” były prawdą, to czy w ogóle można je było tak nazwać? Sam Wilczy Skowyt praktycznie przyznał się do romansu z kotką spoza Klanu Wilka.
O wilku mowa, a wilk tu. Kocimiętka spojrzała w stronę wejścia do obozu i dostrzegła Kamienne Pióro, kroczącego obok Wilczego Skowytu. Za nimi do azylu weszło jeszcze kilku wojowników – najpewniej wracali właśnie z patrolu. Ruda zmierzyła mentora Kamyka nienawistnym, lodowatym spojrzeniem. Musiało to rzucić się w oczy, bo już po chwili dwójka kotów zaczęła zmierzać w jej stronę.
Na szczęście Wilczy Skowyt pochylił się ku byłemu uczniowi i szepnął mu coś do ucha, po czym odłączył się od niego bez słowa. Kamienne Pióro jednak nie spuścił z niej wzroku. Trzymając kontakt wzrokowy z rudofutrą, dreptał prosto w jej stronę.
— Tak, wiem… — odparł Kamienna Łapa.
— Ale nadal wydajesz się jakiś taki smutny! — zauważyła kotka.
— No tak, no bo… Trochę się boję, że nie wygram żadnej bitwy i zostanę wyrzucony z klanu! — Jego głos delikatnie zadrżał. — Nie umiem tak dobrze walczyć, jak ty, i chyba nigdy się nie nauczę! — wyznał, a jego oczka się zaszkliły.
Przez kilka uderzeń serca ruda milczała, wpatrując się w smutny, zmizerniały wyraz pyska Kamiennej Łapy, nie do końca wiedząc, jak powinna zareagować. Coś ścisnęło ją w piersi. To, co mówił czekoladowy, nie było prawdą. Wcale nie był gorszy od niej. I wcale nie czekało go żadne wygnanie.
— Oj, nie mów tak! — odparła w końcu, kręcąc powoli głową. — Nie ma tak, że walczę “lepiej”, bo taka się urodziłam. Wystarczy trening, dobra taktyka, a każdego przeciwnika pokonasz skinieniem palca! — mówiła pewnie, zadzierając nos, jakby sama wierzyła w każde wypowiedziane słowo.
Kamienna Łapa wciąż pociągał nosem, niezbyt przekonany, jakby bał się uwierzyć w to, co słyszy.
— Masz jeszcze wiele księżyców przed sobą, nim Nikła Gwiazda w ogóle zacznie na ciebie patrzeć, myśląc: “kiedy by tu go wyrzucić” — kontynuowała, nieco łagodniej. — Wykorzystaj je dobrze, a w końcu, gdy staniesz do walki, będziesz pewny swojej wygranej! Ważne jest, byś się nie poddawał, bo jesteś już na bardzo dobrej drodze do zwycięstwa.
Zaczęła zasypywać go radami, poruszając wąsami z dumą i radością.
— Wyciągnij wnioski z naszej walki, pomyśl, co mógłbyś jeszcze przećwiczyć, w czym idzie ci gorzej. I nie bój się prosić swojego mentora o pomoc w rzeczach, które sprawiają ci trudność — dodała na koniec. Zastanawiała się tylko, czy jej słowa zostaną w umyśle ucznia na dłużej, czy może ulecieć miały już następnego dnia.
* * *
Walka Kamiennej Łapy na wojownika
Kocimiętkowy Wir zgromadziła się wraz z innymi kotami z Klanu Wilka, by obserwować walkę o tytuł wojownika między Kamienną Łapą a Cienistą Łapą. Ta potyczka szczególnie ją zaciekawiła, dlatego postarała się przecisnąć na sam przód zgromadzenia. Chciała mieć dobry widok – z całego serca kibicowała czekoladowemu kocurowi i miała nadzieję, że tym razem uda mu się wygrać.
Wciąż miała w głowie obraz z tamtego dnia, kiedy to jej samej udało się pokonać Kamyka. Dla niej był to dzień, który przyniósł dumę… ale dla niego? Pamiętała jego załzawione oczy, drżący głos. Serce krajało jej się na samą myśl, że pręgowany mógłby zostać wyrzucony z Klanu Wilka. Nie zasługiwał na to. Nikt nie zasługiwał. Pozbawianie kogoś dachu nad głową tylko dlatego, że nie urodził się maszyną do zabijania, było okrutne i podłe.
Może ścieżka wojownika po prostu nie była dla wszystkich. Nie zawsze niechęć do nauki wiązała się z lenistwem – Kocimiętka znała taki przykład aż za dobrze. Jej siostra, Makowa Łapa, była kotką o wrażliwej duszy. W każdym – nawet w zwierzynie, którą jadła na co dzień – widziała żywą istotę. Nie ociągała się, nie robiła na przekór swojej mentorce z czystej złości. Po prostu było jej pisane być kimś innym. Kimś, kogo Klan Wilka nie chciał wśród swoich szeregów. Ruda zdążyła już zauważyć, że tutaj liczyła się bezwzględność. Brutalność. Nie podobało jej się to, ale z drugiej strony… nie miała na to żadnego wpływu. Protest wiązałby się ze śmiercią, a ucieczka… Cóż, nie widziała siebie w roli samotnika.
Nagle po polanie rozległ się sygnał do rozpoczęcia walki.
Kamienna Łapa wystrzelił w stronę swojego przeciwnika jak strzała, lecz Cienistej Łapie udało się wykonać zwinny unik. Starszy runął na glebę, stękając cicho pod nosem. Kocimiętka poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Wychyliła łebek z tłumu i rozdziawiła pysk, jakby chciała coś krzyknąć do Kamyka, lecz ostatecznie z jej gardła nie wydobył się żaden dźwięk. “Dawaj, Kamienna Łapo. Poradzisz sobie z nim!” – myślała jedynie, wbijając pazury w ziemię.
Po chwili bury rzucił się na czekoladowego, przygważdżając go do podłoża, co jeszcze bardziej podburzyło Kocimiętkę. Jeśli Cienistej Łapie uda się go pokonać, to chyba sama wskoczy w wir walki i pogoni go tak, że już nigdy nie odważy się postawić łapy na terenach tego klanu!
Na szczęście Kamiennej Łapie udało się kopnąć przeciwnika w brzuch i wydostać spod jego uścisku. Zielonookiej jakby kamień spadł z serca. Walka wciąż trwała i wszystko mogło się jeszcze zmienić, lecz ona była przekonana, że Kamyk ma realne szanse na zwycięstwo, jeśli tylko pozostanie skupiony.
Czekoladowy zdołał uderzyć przeciwnika w uszy, a zaraz potem oba kocury turlały się już po ziemi, prychając i sycząc. W powietrzu latały strzępki futra, aż Kocimiętka musiała zmrużyć oczy, by żaden z nich nie wpadł jej do ślepi. W końcu żółtookiemu udało się przycisnąć młodszego do ziemi tak, że ten nie był w stanie się poruszyć.
Na pysku rudej rozkwitł szeroki uśmiech. Kamienna Łapa wygrał, a ona była jedną z tych kotek, które imię nowego wojownika skandowały najgłośniej.
— Kamienne Pióro! Kamienne Pióro! Kamienne Pióro! — wołała, gdy Nikła Gwiazda skończył wypowiadać formułkę.
* * *
Teraźniejszość
Czasem chciała jedynie upewnić się, jak żółtooki czuje się na randze wojownika i czy nie jest już takim płaczkiem, jak niegdyś. Teraz jednak była nieco zmieszana, gdy uświadomiła sobie, że Kamienne Pióro szkolony był przez tego ścierwojada – Wilczy Skowyt. Lubili się; niekiedy rozmawiali ze sobą, wspominając czasy z treningów. Kocimiętka patrzyła wtedy na nich ze złością, a krew buzowała jej w ciele. Właściwie była ciekawa, czy Kamyk nie ma jej za złe, że zaczęła rozpowiadać plotki o jego mentorze. Choć mimo wszystko – skoro te “plotki” były prawdą, to czy w ogóle można je było tak nazwać? Sam Wilczy Skowyt praktycznie przyznał się do romansu z kotką spoza Klanu Wilka.
O wilku mowa, a wilk tu. Kocimiętka spojrzała w stronę wejścia do obozu i dostrzegła Kamienne Pióro, kroczącego obok Wilczego Skowytu. Za nimi do azylu weszło jeszcze kilku wojowników – najpewniej wracali właśnie z patrolu. Ruda zmierzyła mentora Kamyka nienawistnym, lodowatym spojrzeniem. Musiało to rzucić się w oczy, bo już po chwili dwójka kotów zaczęła zmierzać w jej stronę.
Na szczęście Wilczy Skowyt pochylił się ku byłemu uczniowi i szepnął mu coś do ucha, po czym odłączył się od niego bez słowa. Kamienne Pióro jednak nie spuścił z niej wzroku. Trzymając kontakt wzrokowy z rudofutrą, dreptał prosto w jej stronę.
<Kamyku?>
.png)



