BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy i Owocowym Lesie!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 24 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

17 maja 2026

Od Tęgosza (Cętkowanej Łapy) CD. Ognikowej Słoty

Od jego mianowania jego wewnętrzne humorki co do Seradeli ustąpiły. Dowiedział się z rana, że jego babcia zaproponowała Tropiącej Łasce, żeby on z Seradelową Łapą poćwiczyli walkę. Był z tego faktu bardzo zadowolony, gdyż będzie mógł pokazać babci, jak bardzo się stara. Czwórka kotów szła przez iglasty las, aż wróciły mu wspomnienia z nocy, gdzie został sam w lesie. Na szczęście już nie musiał więcej spać w środku lasu, tylko w zwykłym posłaniu uczniowskim.
— Chcę sprawdzić, jak dobrze walczycie. Wyglądacie na obiecujących przyszłych wojowników. Choć nie tylko macie na takich wyglądać, ale macie tacy być — uśmiechnęła się do nich, po czym kontynuowała swój wywód: — Klan Wilka potrzebuje przyszłych członków, którzy będą dźwigać jego chwałę. — Przywódczyni stanęła, na co także reszta kotów też się zatrzymała. Tropiąca Łaska bardzo przysłuchiwała się przywódczyni, jak zahipnotyzowana, aż sam Tęgosz to zauważył. Widać, że była jakimś lizusem. Nie lubił takich, co się tylko lepią. Takie koty zawsze myślały, że coś dostaną przez litość, ale on nie będzie takim kotem, co pozwoli się całować robakom po łapach.
— Cętkowana Łapo i Seradelowa Łapo, możecie zacząć swój pojedynek. Tylko bez pazurów, a reszta za to zależy od was. — Przywódczyni dała znak ogonem, by zaczęli. Dwa dorosłe koty oddaliły się od nich o długość lisa. Rudy czuł w tym momencie spojrzenie mentorki, jak i swojej babci. Gorzej od Seradeli nie mógł wypaść, dlatego bez wahania skoczył na nią, próbując ją przygwoździć do ziemi. Uczennica przewidziała jego ruch i użyła tylnej nogi, kopiąc go w brzuch. Poczuł ból, chciał syczeć, ale okazywanie słabości nie było na miejscu, także szybko uderzył srebrną w bark, by zapomnieć o chwilowym bólu. Kotka lekko syknęła, ale szybko spróbowała się na niego rzucić. Już podniosła łapę, by go uderzyć. Jak dobrze, że kocur szybko zareagował, bo inaczej dostałby z liścia, a unikając jej łapy, widział jak była o mysią długość od jego pyska.
Oboje byli zawzięci, jak i uparci w tej walce. Żaden nie chciał dać wygrać drugiemu, każdy z nich chciał się pokazać Zalotnej Gwieździe z dobrej strony. Cętkowana Łapa jako wnuk Zalotnej Gwiazdy miał obowiązek wygrać nad córką Wrotyczowej Szramy. Jego rywalka rozpoczęła ponowną potyczkę, atakując jego bark, a następnie go popchnęła. Mimo takich ataków Cętek nie męczył się zbytnio. Postanowił znowu oddać, celując w łapę, ale spudłował. Tak przez dłuższy czas celowali sobie częściej w barki i łapy, jednak zdarzyła się raz szyja, a dwukrotnie uderzenia w głowę. Rudzielca irytowało, że tak długo się bili, więc w końcu rzucił się na kark kotki. Chciał, żeby straciła równowagę i upadła na ziemię. Starał się trzymać, nie używając pazurów. Mistrzem równowagi jednak nie był, a Seradelowa Łapa szybko go strzepnęła z siebie. Gdy kocur leżał, szybko zacisnęła jedną z jej łap, na jego szyi, a drugą zablokowała jego jedną z łap. Rudy czuł się zablokowany, ale jedną łapę jeszcze miał wolną. Seradela blokowała jego szyję i gdyby miała akurat wysunięte pazury, to by dawno nie żył. Mimo takiego ryzyka, które mogłoby się stać w teorii, to chciał zobaczyć czy udałoby się mu wybronić z takiej sytuacji. Interwencja Zalotnej Gwiazdy zepsuła jego pomysł.
— Wasze umiejętności walki są nawet dobre. Pokazaliście zawziętego ducha walki, którego każdy Wilczak powinien posiadać, zawłaszcza, że nie okazywaliście słabości. Jeśli uznamy w przyszłości, że jesteście gotowi kiedykolwiek na zostanie wojownikami, to mamy nadzieję, że opanujecie walkę do perfekcji, a nawet kiedyś staniecie między sobą w pojedynku. To tyle na ten wschód słońca, jeśli chodzi o jakiekolwiek walki.
Seradelowa Łapa zeszła z niego, posyłając mu złośliwy uśmiech. Kocur otrzepał się z ziemi, miał ochotę ją udusić. To on miał wygrać, nie ona! Był to według niego najgorszy pokaz siły, jaki mógł zrobić, Zalotna Gwiazda coś szepnęła do Tropiącej Łaski i poszła razem ze swoją uczennicą w głąb lasu. Cętkowana Łapa spojrzał teraz na Tropiącą Łaskę, skoro zostali sami.
— Czy będziemy jeszcze polować lub robić coś innego? — spytał się swojej mentorki. Ta tylko spojrzała na niego, jakby już nie chciała nic robić.
— Dzisiaj pójdziemy jeszcze do tunelu, żebyś się nauczył w nich nie zgubić. — Cętkowana Łapa już nic nie mówił, bo kotka już szła. Poszedł za nią, nie chcąc robić problemów.

***

Tunele były dość ciemnym miejscem, ale nie poszło mu źle. Nawet się w nich odnalazł. Lepiej tam mu poszło niż w walce z Seradelą. Jego mentorka i on weszli do obozu, a Cętkowana Łapa mógł na chwilę odetchnąć. Tropiącą Łaska odeszła, a on zaczął szukać innych znajomych pysków, z którymi mógłby pogadać. Nie było ich zbyt wiele, miał i tak ograniczenia w kontaktach. Cienista Zjawa po jego mianowaniu na ucznia powiedział mu, żeby nie rozmawiał z Wrotyczową Szramą i innymi kotami jej pokroju. Cętkowana Łapa miał szacunek do ojca i reszty rodziny, także skoro bury kocur mówił, żeby się z kimś nie zadawał, to od razu tracił zainteresowanie danym kotem.
Zobaczył akurat Ognikową Słotę, która wróciła do obozu. Bezzwłocznie podszedł do swojej cioci.
— Cześć, ciociu! Widzę, że też byłaś poza obozem. — Jeszcze za mistrzynią weszli do obozu Wilgowa Gorycz i Kwaśna Kocanka.
— Owszem, byłam z Wilgową Goryczą i Kwaśną Kocanką na patrolu granicznym. Jako dowodząca musiałam mieć pewność, że granice są czyste i przy okazji miałam pewnego kota na oku. — Mistrzyni spojrzała krótko na Wilgową Gorycz. Rudzielec domyślił się, że mogło chodzić o niego.
— A chcesz mi opowiedzieć więcej, gdy usiądziemy razem? Też mam ci wiele do powiedzenia. — Cętkowana Łapa, mimo że przegrał z córką Wrotyczowej Szramy, to chciał się pochwalić swoim dzisiejszym dniem.
— Jasne, zawsze znajdę chwilę czasu dla mojego bratanka! Weźmiemy coś ze stosu, a następnie usiądziemy i zrelaksujemy się na chwilę.
Cętek poszedł ze Słotą wybrać jakąś zwierzynę. Jego ciocia wzięła wiewiórkę a on wronę. Następnie poszli ze swoim jedzeniem i usiedli z boku obozu przy krzewach.
— Dobrze, to skoro siedzimy, to co miałaś na myśli, że masz Wilgową Gorycz na oku? Coś przeskrobał? — Swoimi wielkimi oczami przyglądał się Ognikowej Słocie, która akurat brała kęs rudej zwierzyny, i czekał na odpowiedź.
— Nie, że przeskrobał, bo na razie niczego złego nie robi z tego, co widzę. Lecz jego rodzina jest okryta hańbą. Jego ojciec, Miodowa Kora wraz z jego bratem i innymi kotami uciekli z Klanu Wilka. Tamtej nocy ubyło nam wiele kotów, może najwyżej Mroczna Puszcza tego chciała i pozwoliła uciec członkom klanu, którzy nie byli mu wierni.
Czyli pewna część członków klanu postanowiła uciec? Brzmiało to zbyt absurdalnie. Dobrze, że uciekli, pokazywanie takich wojowników czy uczniów na zgromadzeniu to byłby wstyd.
— To okropne! Obiecuję, że kiedyś ich znajdę i ich ukarzę, nawet jeśli miałby być to tylko jeden z nich, który jeszcze żyje. Możesz mi powiedzieć ciociu, jak mniej więcej wyglądali?
Szylkretka, uśmiechnęła się lekko, gdy usłyszała, jak bardzo Tęgosz zdawał się wierny klanowi.
— Masz szczęście, że mam dobrą pamięć. Przeciętne koty raczej nie zwracają zbytnio uwagi na detale czy wygląd innych. Miodowa Kora jest liliowym starszym kocurem o krótkim ogonie i frędzelkach na uszach ze złotymi oczyma, ma blizny po ugryzieniu psa na prawej stronie pyska i bliznę na brwi. Jego syn, który z nim uciekł, nazywał się Porywisty Dąb, ma srebrną czekoladową maść z pręgowaniem cętkowanym, wyróżnia się tym, że ma długie futro i jest dosyć masywny oraz też ma żółte oczy. Reszta to Mglisty Sen, czarny kocur z żółtymi oczami i długą brodą. Rysi Trop, niebieska szylkretka z brązowymi oczami. Zapomniana Koniczyna, niebiesko biały kocur z długim pyskiem i uszami i zielonymi oczami. Poziomkowa Polana, jedyny płowy szylkret z bielą, którego mieliśmy w klanie, z zielonymi oczami. Szczawiowe Serce, czekoladowy pręgowany van z pomarańczowymi oczami i z sercem na zadzie, o ile można to tak nazwać? Stroczkowa Nadzieja, rudy dymny van z zielonymi oczami. Była jeszcze medyczka Jarzębinowy Żar i Kosaćcowa Grzywa, ona była czarną szylkretką z bielą i niebieskimi oczami a on niebieski srebrny van z brązowymi oczami. — Kotka zrobiła kilka wdechów. Uczeń był pod wrażeniem, że kotce chciało się wymieniać tyle kotów oraz to, co je wyróżniało. Rudzielec najbardziej pamiętał tylko opis dwóch pierwszych kotów, a resztę pamiętał przez mgłę i przypomniałby sobie o nich tylko wtedy, gdyby ktoś powiedział ich imiona lub coś więcej.
— Naliczyłem tak nie więcej dziesięć kotów z tego, co powiedziałaś. To tak jakby część tych kotów co odpoczywa aktualnie w obozie, nagle zniknęła bez śladu.
Wyobrażając sobie, że nagle starsi, którzy byli w swoim legowisku, lub wojownicy, którzy wymieniali się językami, mieli ot tak zniknąć, poczuł dyskomfort. Czułby wtedy, że przestrzeń dziwnie się powiększyła wokół. Myślał na początku, że uciekinierów było tylko kilku, ale gdy policzył, ile ich naprawdę było, skłoniło go to do większej refleksji. Nawet pół klanu może kiedyś okazać się zdrajcami.
— Tak, to dużo. Przez ich odejście Klan Wilka został zraniony, ale szybko się podniósł i sam zobacz, jak teraz dobrze sobie radzimy. Nie ma żadnej różnicy między czasami, gdy oni tu byli, a obecnymi. Jesteśmy tak samo liczni, jak kiedyś, choć jest jeden pozytyw. Teraz zostały u nas tylko koty wdzięczne i wierne naszemu klanowi. Koty takie jak ty i ja zmieniają nasz klan na lepszy. Widzisz, jak nasza rodzina i koty wierzące w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, trzymają wszystko w ryzach? Dzięki łasce Mrocznych Przodków nie musimy się bać o przyszłość, nawet jeśli nieraz była ona niepewna. Dlatego najważniejsze jest to, by ciężko pracować nie tylko dla klanu, ale też dla rodziny, dla potężnych Przodków, ale i też dla siebie, by nasz klan był jeszcze lepszy z każdym wschodem słońca.
Te słowa były tak inspirujące, że kocur wziął je do swojego serca, wypełnionego po same brzegi wiarą w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd.
— Ognikowa Słoto, chcę być taki jak ty, mój ojciec, babcia, Kocimiętkowy Wir, Nadciągający Pomrok i reszta kotów, która wierzy w Mroczną Puszczę. Chcę być najlepszą wersją siebie każdego dnia, która jest idealnym wyznawcą Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. — Naprawdę chciał taki być. Chciał każdego dnia pokazywać, że każdy może być z niego dumny, że nie będzie zawodem rodziny, jak ci zdrajcy.
— Cieszę się z tego powodu, Cętkowano Łapo. Moglibyśmy tak cały czas rozmawiać o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd! To wspaniałe miejsce, gdzie trafiają tylko najlepsi, ale byłabym okropną ciotką, gdybym nie zapytała, jak poszły treningi mojego bratanka.
No przecież! Zapomniał już, że chciał pochwalić się jedynie tym, co dobrze mu poszło, bo porażką było trudno mu się chwalić.
— Raczej dobrze. Dzisiaj z Tropiącą Łaską ćwiczyliśmy orientację w tunelach. Gdy w nich byłem, to było tak ciemno, że właściwie czułem się tak, jak wtedy gdy byłem wystawiany na próbę w lesie wieczorem, ale nie miałem z tym problemu. Tropiąca Łaska nawet nic nie powiedziała o mnie złego. Jeszcze przed tym babcia i moja mentorka zabrały mnie i Seradelową Łapę, by poćwiczyć walkę. Walczyliśmy długo, ale babcia nam przerwała i powiedziała, że dobrze walczyliśmy, po czym poszła z Seradelą i już zostałem sam z moją mentorką — odpowiedział krótko, jak zwykle nie umiejąc tworzyć dłuższych zdań wypowiedzi.
— Czyli słyszę, że przykładasz się do treningów. Obyś nie zbaczał z formy.
Dzięki temu, że nie powiedział Ognistej Słocie, że przegrał z córką Wrotyczowej Szramy, patrzyła na niego pozytywnie. Pewnie, gdyby dopowiedział ten niewygodny dla niego fakt, to może by skrzywiłaby się, a nie chciał, żeby ktoś w jego rodzinie źle się czuł z jego powodu.
— Ciociu, a chciałabyś kiedyś mnie zabrać na polowanie, tak we dwoje? Chciałbym z tobą spędzić czas i nauczyć się czegoś więcej niż od Tropiącej Łaski, jesteś w końcu mistrzynią a moja mentorka nie. — Popatrzył na nią błagalnymi oczami. Jego ciocia jest super i naprawdę chciałby się z nią częściej widywać i rozmawiać z nią o klanowej codzienności.

<Ciociu, upolujemy coś razem?>

[1901 słów + udział w pojedynkach uczniów + nawigacja w tunelach]

Od Białego Strumienia

Klan Burzy ponownie zaczęły nawiedzać nieszczęścia. Biały Strumień miał mnóstwo zmartwień, a poza nimi, roboty. Księżycowy Odłamek zaginął jakiś czas temu, powodując pustkę w jego życiu na nowo; tak, jak wtedy, gdy się pokłócili. Oba kocury nigdy nie wróciły do dawnej relacji, a zniknięcie niewidomego jedynie dolało oliwy do ognia, powodując w przewodniku wyrzuty sumienia. Mógł być łagodniejszy, bardziej otwarty, a zamiast tego unosił się dumą i wymagał nie wiadomo czego od młodszego. Teraz ten zniknął, a Biały miał jedynie niedokończony ich wspólny obrazek na jednej ze ścian w tunelach.
Chodził smętny i zamyślony bardziej niż zwykle. Dużo mniej mówił, nawet z rodzeństwem unikał kontaktu. Burzowe Chmury opuścił klan, zostawiając swoich współklanowiczów. A Słoneczny Fragment…
Biały czuł, jakby czas leciał mu przez opuszki łap. Nie potrafił go zatrzymać tak jak kotów dookoła siebie. Znikały jeden po drugim. A on? Mógł na to jedynie patrzeć z boku, z niepokojem.
Najpierw zostawiła go Kwiecista Knieja, wyrywając jakoby część serca kocura swoim zniknięciem. Następnie Księżycowy Odłamek… później zginął Słoneczny Fragment, a po śmierci przewodnika i Burzowe Chmury opuścił klan. Czy mogło być gorzej? Ach… tak, mogło. Przecież Drobne Ukojenie również odwróciła się od Białego, a przynajmniej dalej tak uważał. Nie miał okazji rozmawiać z Klifiaczką, wyjaśnić czegokolwiek, o ile było co… Czy Biały podświadomie nie chciał skreślać definitywnie kotki? Aż tak mu na niej zależało? Na tej ich znajomości, która wywoływała w nim tak sprzeczne uczucia.
On po prostu… tak jak wcześniej czuł się całkiem dobrze z samotnością z wyboru, tak samotność przyniesiona przez koty dookoła niego była straszna. Biały się jednak zastanawiał… czy w ogóle próbował zatrzymać te koty? Porozmawiać z nimi o ich samopoczuciu, może się zainteresować? Zrobić cokolwiek, by dowiedzieć się wcześniej, co planują? Czy uniknąłby śmierci Słonecznego Fragmentu? Lub zniknięcia Księżyca?
Ze swoją siostrą, Wełnistą Mszycą, spędzał niewiele czasu, zaniedbując ich rodzinną relację. Lotosowego Pąku również unikał, siedząc w najdalszych kątach tunelów pod Klanem Burzy. Teraz, po śmierci Słonecznego Fragmentu, został on i Śniący. Drugi przewodnik nigdy nie odpowiadał albinosowi. Wiecznie ospały, zmęczony, taki bez życia. Nie posiadał w sobie zbyt wiele chęci do czegokolwiek, nawet pomimo sprawnie działającego umysłu. Praktycznie wszystko robił sam Biały i bardzo go to drażniło.
Calutką zimę harował jak wół, od rana do nocy, nawet czasem dłużej, nie śpiąc lub ucinając sobie jedynie krótkie drzemki.
Gdy wreszcie przyszła wiosna i pierwsze roztopy niszczyły wejścia do tuneli, musieli wraz ze Śniącym Obserwatorem je naprawiać. Biały Strumień tak dużo pracował, że aż zachorował. Nabawił się kataru od tej niepewnej pogody, raz ciepłej, po chwili chłodnej, wiejącej niedawno odeszłą zimą.
Udał się więc niechętnie do medyków po pomoc. Ku swojemu zdziwieniu, napotkał w pachnącym ziołami legowisku Nieustraszony Chomik. Kotka była cała przemarznięta i właśnie z tym przybyła do uzdrowicieli. Biały widział, że nie tylko jemu ta zdradliwa pogoda dała w kość.
Gdy jego siostra uporała się z wojowniczką, on spokojnie czekał, milcząc. Pociągał jedynie nosem, wciągając z powrotem gluty chcące wyjść na zewnątrz. Ugh, nie lubił być chory. Zostawał wyłączony z obowiązków na czas nieokreślony, musiał jeść zioła, które były gorzkie i słuchać wywodów siostry na temat dbania o siebie. Tym razem nie było inaczej, ponieważ czujnemu oku Wełny nic nie mogło umknąć.
Gdy dostał swoją porcję ziół wraz z zaleceniami, udał się do tuneli. Tam było ciepło, a im głębiej, tym lepiej. Ciasne pomieszczenia miały to do siebie, że ogrzewały, tak więc zajął nieduże posłanie w Grocie Pamięci, by nikogo nie zarazić. Siedział tam przez cały okres choroby, wychodząc jedynie by podkraść piszczkę ze stosu. Poza tymi drobnymi akcjami nie wyściubił ani razu nosa z tuneli, co zresztą pewnie nikogo nie dziwiło. W końcu przewodnicy byli jak krety.

Wyleczeni: Biały Strumień, Nieustraszony Chomik

Od Wrony

Gdy słońce zajrzało do żłobka, Wrona wystrzeliła z posłania i zaczęła chodzić po tacie i po bracie.
— To dzisiaj! To dzisiaj! — krzyczała, skacząc po nich.
— Co dzisiaj? — spytał się cicho zaspany Puchacz.
— Nie wiesz? Dzisiaj będzie mianowanie nas na uczniów! Ja jak mama zostanę zwiadowcą! A ty?
— Ja również — odmiauknął, rozciągając łapy.
— Chodź, obudzimy tatę, żeby nie przespał tego wydarzenia! — prychnęła, ciągnąc ojca za ucho. — TATO!!! WSTAWAJ, DZIŚ MIANOWANIE, TATOOOO! — Ten wrzask był w stanie obudzić nie tylko Topolę, ale i cały obóz.
— CO SIĘ DZIEJE?! PUCHACZ WALNĄŁ NOSEM W ZIEMIĘ?! WRONA WSPIĘŁA SIĘ NA DRZEWO I SPADŁA?! — wykrzyknął zgorączkowany wojownik. Jeśli dymna wcześniej nie obudziła innych, ten krzyk już musiał.
— Nie, tato! Dziś zostajemy uczniami! — pisnęła kłapoucha.
— Uf, a już się bałem. Chodźcie, wyliżę was przed ceremonią.
— Jak tam moje jabłuszka? — wymruczała wchodząca do żłobka Figa. — Jak się czujecie przed ważną chwilą?
— Ja ani trochę się nie stresuję! — rzekł z dumą Puchacz.
— A ja mam motylki w brzuchu! — zawtórowała mu Wrona.
— Cieszę się. Topolo, wrócisz do obowiązków! — uśmiechnęła się do kocura i liznęła go po uszach.
— Siedzenie z nimi to dla mnie przyjemność, chciałbym dłużej… — oznajmił, z czułością patrząc na kociaki. — Ach, one tak szybko dorastają.

***

Było wysokie słońce. Wrona skakała z łapy na łapę, nie mogąc się doczekać wyniosłej chwili, jaka miała niedługo nastąpić. Popatrzyła kątem oka na brata. Wyglądał na spokojnego, ale gdy mu się bardziej przyjrzała, gdyby mógł, pewnie eksplodowałby. Nagle na starą topolę wszedł sam Czereśnia, zmierzył wszystkich wzrokiem i wykrzyknął:
— Niech wszystkie koty Owocowego Lasu zbiorą się wokół mównicy!
W mgnieniu oka tłum kotów zgromadził się na polanie. Wszystkie oczy były skupione na nich i na przywódcy. Chciałaby kiedyś tam stać… Wierzy jednak, że dzięki ciężkiej pracy dojdzie tam pewnego dnia.
— Dzisiaj potomstwo Figi oraz Topoli zostaną uczniami. Obaj chcą iść w ślady matki i będą szkolić się na zwiadowców. Puchaczu, podejdź tu, proszę.
Czekoladowy podreptał do przodu i popatrzył z wyczekiwaniem na Czereśnię.
— Puchaczu, twoim mentorem zostanie Figa. Wierzę, że przekażę ci wszystko, co umie.
Kocurek był cały w szoku tak jak i kłapoucha. Matka oraz zastępca będzie go szkolić! Lepiej być chyba nie mogło. Dotknęli się nosami i odeszli trochę na bok.
— Wrono, podejdź tu, proszę.
Kotka bez wahania podeszła z determinacją w oczach. Nie ważne, kto będzie jej mentorem. Ważne, by dawała z siebie wszystko.
— Wrono, twoim mentorem zostanę ja we własnej osobie. Mam nadzieję, że nauczę cię wszystkiego, co umiem.
Wszystkim (poza przywódcą i zastępcami) szczęka opadła. Dymnej również. Sam lider będzie ją szkolić?! Tego to się chyba nikt z niewtajemniczonych nie spodziewał. Czereśnia zszedł z drzewa i dotknął nosa kotki.
— A więc mocą Wszechmatki zostajecie uczniami Owocowego Lasu! — wykrzyknął, a wszyscy zaczęli wiwatować.
— One tak szybko dorastają! — wybił się głos Topoli. Wrona czuła dumę. Spojrzała na brata i zamarła. Było widać w jego oczach zazdrość. No cóż, pogada z nim. Miała nadzieję, że to chwilowe.

[476 słów]

16 maja 2026

Nowa członkini Klanu Gwiazdy!

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Starość

Podsumowanie!

Kwiecień mamy już od dłuższego czasu za sobą! Patrząc po liczbie opowiadań, był to miesiąc całkiem ciężki. Jak widać, nawet najwytrwalsi członkowie bloga muszą czasem odpocząć od pisania. Miejmy nadzieję, że w maju opowiadania zaczną wpadać na stronę ze zdwojoną siłą!

OPOWIADANIA
W kwietniu na blogu pojawiło się aż 187 postów, z czego 169 z nich stanowiły Wasze opowiadania! A oto wyniki dla poszczególnych klanów: 

Klan Wilka - 38
Owocowy Las - 35
Klan Burzy - 31
Klan Klifu - 29
Klan Nocy - 27
Samotnicy - 7
Pieszczochy - 2
POPULACJA
W tym miesiącu do bloga dołączyło 7 kotów:
4 przez narodziny w klanie/grupie 
3 przez dołączenie z "zewnątrz"

Za to pożegnaliśmy 16 kotów:
12 przez śmierć
4 przez zaginięcie
WYRÓŻNIENIA
W wyniku głosowania na postać miesiąca, w kwietniu wygrał Chudy Grzbiet z Klanu Wilka!  
Za to wśród każdego z klanu/ugrupowania, wyróżniono po najaktywniejszym członku/członkach:

W Klanie Burzy: Tańcujące Pierze [5 opowiadań]
W Klanie Nocy: Mandarynkowa Gwiazda [5 opowiadań]
W Klanie Wilka: Nocny Śpiewak [7 opowiadań]
W Klanie Klifu: Lśniąca Gwiazda [5 opowiadań]
W Owocowym Lesie: Borowik i Gołąbek [6 opowiadań]
Pośród Samotników: Dryfująca Bulwa i Kobczyk [2 opowiadania]
Pośród Pieszczochów: Leon i Księżycowy Odłamek [1 opowiadanie]

Z tych wszystkich postaci, najaktywniejszym w kwietniu okazał się Nocny Śpiewak z liczbą 7 opowiadań!
SPRAWY TECHNICZNE
SPRAWY FABULARNE

W Klanie Burzy ciężar ostatnich wydarzeń okazał się zbyt wielki dla niektórych członków klanu; w szczególności tych, którzy mieli powiązania ze Świerszczowym Skokiem. Rankiem, parę wschodów słońca po tragedii, obóz opuścili Zawilcowa Korona, Brzoza oraz Kminkowy Szum. Wtedy nikt nie zwrócił na to większej uwagi, ale gdy wieczorem okazało się, że nikt ich od tamtego momentu nie widział, koty zaczęły się martwić. Patrol poszukiwawczy doniósł, że ślady urywają się przy Drodze Grzmotu – nie podejrzewają żadnej walki, a smród asfaltu uniemożliwia ustalenie, czy trójka napotkała jakichkolwiek samotników.
Niedługo później jeden z uczniów, Gadożerowa Łapa, przyniósł do obozu zatrutą piszczkę – nim ktokolwiek zdążył się zorientować, Strzępotkowy Kokon już zdążył się nią posilić. Wojownika nie udało się uratować.
Zawodzące Echo zawiesił trening Gadożera; uczeń pomagać ma w obozie oraz wykonywać brudną robotę w legowisku medyków. Pierzasta Łapa, mimo tego, że nie ma na niego konkretnych dowodów, jest pod stałym nadzorem. Mentorzy proszeni są o pilnowanie swoich podopiecznych oraz sprawdzanie upolowanej przez nich zwierzyny, aby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Gdyby Burzakom nie wystarczyły poprzednie przykrości Słoneczny Fragment, według zeznań Lotosowego Pąku, tuż przed zachodem słońca opuścił jaskinię w drodze do obozu, jednak, jak mówią koty stojące na warcie, nigdy się w nim nie pojawił… Patrol poszukiwawczy, złożony z Sójczego Błękitu, Złotej Wydmy oraz Skrzypiącego Skrzypu nie odnalazł ani kocura, ani jakichkolwiek śladów; zapachy, jak i odciski łap zdawały się rozpływać w wszechobecnej wilgoci.
Czy Słońce opuścił Klan Burzy z własnej woli? Czy może przyłożyła się jednak do tego cudza łapa?
Zaginięcie Słonecznego Fragmentu zdawało się pociągnąć za sobą los kolejnego kota, który również zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Przyjaciel zmarłego przewodnika, Burzowe Chmury, wyszedł przed szczytowaniem słońca na samotne polowanie, jednak… Wieczorem do obozu nie wrócił. Jak przyznaje Opadający Rumianek, ostatnio kocura widziano nieopodal Kamiennych Strażników, jednak jakichkolwiek jego śladów pozbyła się nagła ulewa. Patrole nie znalazły ani żywego Burzy, ani trupa.
Czy zniknięcie Słonecznego Fragmentu skłoniło wojownika do odejścia, lub gorzej, odebrania sobie życia? Czy może granicę z Klanem Nocy obserwował od jakiegoś czasu z zupełnie innych powodów?
Opowiadania fabularne: 1 2 3 4

 W Klanie Klifu zebranie zwołał ktoś inny, niż zwykle... Syn poprzedniego lidera, Mirtowe Lśnienie, ogłosił wszystkim, iż Pikująca Jaskółka nie wróciła z wyprawy po życia. Wyjaśnił, iż z zeznań towarzyszącej Jaskółce medyczki wynika, że Gąsienicowy Ogryzek w szale napadł na przyszłą liderkę, niemal odbierając jej życie - finalnie pozwolił jej jednak uciec.
Nikt nie wie, gdzie obecnie znajduje się kremowa kotka - niektórzy zakładają, że umarła, wykrwawiając się ze względu na otrzymane rany, inni myślą, że uszła z życiem, lecz postanowiła odsunąć się od klanowych terenów, by nacieszyć się nim nieco dłużej.
Jeśli chodzi o losy oprawcy Jaskółki, to obecnie znajduje się on w więzieniu, oczekując na dalszy wyrok. Mirtowe Lśnienie, dla bezpieczeństwa Klanu Klifu, zakazuje zbliżania się do Ogryzka, mówiąc, że jest on nieobliczalny, szalony oraz ogółem groźny. 
Rudy wojownik obwieścił również, że pragnie uhonorować Judaszowcową Gwiazdę, przejmując tytuł nowego przywódcy (i przy okazji pozbawiając go Mysiego Postrachu) oraz, że już niedługo uda się z Jagnięcym Ukłonem po życia. Jeśli chodzi o najbliższe plany nowego przywódcy, to obiecał on sprowadzić ciało Ćmiego Księżyca do domu, a także doprowadzić, by Klan Klifu stał się lepszym, nowym miejscem, w którym nie ma miejsca na strach czy niesprawiedliwość.
Mirtowe Lśnienie przyjął też imię przywódcy – Lśniąca Gwiazda. Ku zaskoczeniu wielu jako swoją zastępczynię wyznaczył Truskawkowe Pole!
Opowiadania fabularne: 1 2

W Klanie Nocy Mandarynkowa Gwiazda straciła jedno życie poprzez utonięcie. Jednakże nie był to żaden nieszczęśliwy wypadek, a zamach na nią samą. Po odzyskaniu świadomości na miejscu zbrodni była Wężynowy Kieł i Czyhająca Murena, z którą Mandarynkowa Gwiazda była umówiona na spotkanie. Która z nich dopuściła się okrutnego czynu na swojej przywódczyni? Dodatkowo można wyczuć napiętą relację między Mandarynkową Gwiazdą a Błękitną Laguną. Czyżby odmówienie ceremonii Flaminga na członka rodu było główną przyczyną? Czy czarno-biały kocur nadal będzie piastować zajmowane dotąd stanowisko? Czy jednak przywódczyni wprowadzi kolejne zmiany w klanie?
Sama liderka z nikim nie podzieliła się wieścią, a jedynie poranny powrót do obozu trójki kotów wywołał szepty i domysły wśród Nocniaków.
Gdyby tego było mało, to Ulewny Szkwał przytargał ze sobą czekoladowego samotnika, który odważył się zapolować i zbierać zioła na terenie Klanu Nocy. Młody wojownik brutalnie potraktował intruza, łamiąc ma łapę, co stało się kłopotliwe, gdy Mandarynkowa Gwiazda zadecydowała, że obcy po minimalnym wyleczeniu zostanie ich więźniem. Dodatkowo lidera zdawała się mało zadowolona czynem młodszego, który dodatkowo przyprowadził za sobą kolejnego samotnika.
Czyżby Klan Noc nigdy się nie uwolni od zdradzieckich czekoladowych kotów, które same pchają się im pod łapy? Co będzie dalej z Błotem i samotnikiem, który przybył po śladach Ulewnego Szkwału?
Kilka dni później do obozu Nocniaków zawitało więcej kotów! Chociaż nie da się ich określić jako nowe twarze. Pewnego pięknego dnia więźniowie z wyspy zostali przywleczeni do obozu. Jednak ku zdziwieniu niektórych nie była to ich egzekucja. Mandarynkowa Gwiazda ogłosiła iż jeden z wojowników – Szałwiowe Serce znalazł dowody na niewinność rzekomych zdrajców, więc cała czwórka została przywrócona na rangę wojownika. Jednocześnie Słodka Łapa i Korzenna Łapa dostały pozwolenie na wznowienie treningu pod okiem kolejno Ulewnego Szkwału i nowego wybawiciela klanu.
Opowiadania fabularne: 1 2

W Klanie Wilka nikt nawet nie zauważył momentu, w którym Barczatkowy Świt opuściła obóz. W końcu, jako pełnoprawna wojowniczka Klanu Wilka, miała prawo do samodzielnego wędrowania po wilczackich terenach. Nikt nie przejął się też tym, że czas mijał, a szylkretka wciąż nie wracała ze swojego spaceru.
Tego samego dnia Kocimiętkowy Wir i Księżycowa Łapa wyszli na trening, podczas którego zawędrowali aż w okolice Opuszczonego Obozowiska. Tam do ich uszu dotarły niepokojące dźwięki dobiegające zza rzeki, więc postanowili to sprawdzić. Na miejscu okazało się, że Dwunożni wraz ze swoimi Potworami ogołocili spory kawałek lasu z drzew!
Jakby tego było mało, Kocimiętka i Księżyc odkryli też coś, co zmroziło im krew w żyłach. Spostrzegli, że spod jednego z powalonych pni wystaje czyjeś szylkretowe futro. Jak się okazało, należało ono do Barczatkowego Świtu…
Jakiś czas później Zalotna Gwiazda wyznaczyła patrol składający się z Kocimiętkowego Wiru, Pustułkowego Szponu, Wilczego Skowytu i Tygrysiej Nocy, by zbadali tereny okupowane przez Dwunożnych. Jak się okazało, czwórka nie zdążyła tam dotrzeć, nim natknęła się na pieszczoszkę. Kotka przedstawiła się jako Ula i opisała patrolowi, jak wygląda sytuacja w wycinanym lesie. Wilczaki zdecydowały się zabrać ją do obozu i przedstawić liderce.
Zalotna Gwiazda postanowiła przyjąć pieszczoszkę do klanu.
Kilka księżyców później do obozu wpadli zdumieni i skonfundowani Nocny Śpiewak oraz Chuda Łapa. Czarnofutry krzyczał, że Borsucza Puszcza została porwana, a Zalotna Gwiazda zaczęła go przesłuchiwać na środku obozu. Z jego zeznań wynikało, że starsza chciała rozprostować łapy, a dwójka braci zaproponowała jej swoje towarzystwo. Podczas spaceru trójka nieszczęśliwie natknęła się na parę Dwunożnych, którzy zabrali ze sobą burą kocicę.
Zalotna Gwiazda nie zorganizowała patrolu poszukiwawczego od razu, tłumacząc, że to za duże ryzyko. Nakazała jedynie zachować czujność przy wychodzeniu z obozu i odradziła samotne wędrówki w pobliże wycinanego lasu. Zapewniła też, że jeszcze znajdą sposób na pokonanie wyprostowanych bestii i odzyskają Borsuczą Puszczę, ale jak będzie naprawdę… tego nie wie nikt.
Opowiadania fabularne: 1 2 3

Owocowym Lesie ciało jednego ze starszych zostało wywleczone na sam środek obozu przez Wiciokrzewa. Wszyscy jedynie czekali na śmierć Rokitnika, ale nikt nie spodziewał się wyznania, które je poprzedzało. 
Nie licząc się z obecnością innych chorych w odizolowanym legowisku, kocur wyznał, że to on stał za zniknięciem jednego z uczniów, którego zaginięcie dla wielu odeszło już dawno w zapomnienie. Według Rokitnika Osetek, o którym mowa, miał zostać zamordowany przez Ziemniaka za jego osobistą namową. Po wypowiedzeniu tych okropnych słów zwyczajnie padł na ziemię martwy i zimny.
Informacja o tym, czego dopuścić miał się Ziemniak, szybko rozeszła się po obozie. Jeden z kotów nie miał zamiaru zbyt długo zastanawiać się nad tym, jaka kara powinna dosięgnąć kocura, i wziął w swoje łapy to, aby dosięgnęła go sprawiedliwość. Czajka na środku obozu rzucił się na wojownika i gdyby nie prędka reakcja zastępcy, najpewniej nieźle poturbowałby Ziemniaka. Zwiadowca był gotowy na ukaranie, ale wszystko skończyło się uwięzieniem obarczonego mianem mordercy czekoladowego kocura. Mimo dobrego zakończenia zwiadowca nagle… przepadł niczym kamień rzucony w wzburzoną rzekę. Jego trop urwał się za Drogą Grzmotu.
Jeśli chodzi o dobre wieści, to q końcu rozwiązała się zagadka, która od wielu wschodów słońca zdzierała sen z powiek wszystkim Owocniakom, a zwłaszcza szamance i uzdrowicielom. 
O poranku wyruszyła grupa, która za zadanie miała jedynie uzupełnić pustki w składziku, który nieprzerwanie ogołacany był przez wymiotujących starszych. W jego skład wchodzili Purchawka, Topola, Gondor i Rohan. Niedaleko obozu, nad rzeką odkrył on truchło wielkiego rogacza, który musiał gnić niezauważony już od jakiegoś czasu. Przez bobrze tamy, które wyrastały od jakiegoś czasu na terenach Owocowego Lasu niczym grzyby po deszczu, woda w tamtym fragmencie rzeki zamiast płynąć wartko stała w miejscu, przez co stała się niezwykle niebezpieczna do spożycia. 
Od razu po odkryciu martwego jelenia cała grupa powróciła do obozu, gdzie zdali raport Czereśni. Zastępca od razu wysłał tam większy patrol oraz oficjalnie zakazał noszenia wody z okolicy. Stan chorych nie poprawia się zbyt prędko i wciąż nie jest pewne, czy uda się ich uratować.
W końcu jednak nadszedł czas, aby pozbyć się bobrów, które zatruwały nie tylko życie Owocniaków, ale i ich rzekę. Z obozu wybyła niezwykle liczna grupa kotów pod przywództwem Pieczarki i Czereśni. 
Starcie było zaciekłe, a żadna ze stron nie miała zamiaru się poddawać. Wielu wojowników, zwiadowców i uczniów zostało poważnie rannych, wielu odniosło rany, które do końca życia pozostaną pamiątką po tej walce, dwójka niestety przypłaciła je życiem… Pierwszym kotem, który został znaleziony martwy, był więzień Ziemniak, który niemal siłą został przekonany przez Czereśnie, że powinien do nich dołączyć i oczyścić swoje imię po incydencie z Osetkiem. Drugi odszedł po tym, jak wszelkie kępki sierści przestały wirować w powietrzu, a adrenalina opadła… W tym instynkt przetrwania. Czerwiec nie dotarł do obozu; zginął po drodze... Mimo że nie była ona długa. 
Poważnie ranna została Pieczarka. Podstarzała liderka, przemawiając z legowiska uzdrowiciela, nie z mównicy, przekazała władzę swojemu zastępcy, a sama postanowiła dołączyć do Przypływ w legowisku starszyzny (oczywiście, kiedy już wyjdzie z lecznicy). 
Czereśnia nie miał zamiaru czekać; swoich zastępców wybrał od razu, bez cienia zawahania, jakby już od dawna wyczekiwał tego dnia. Obowiązkami podzielą się Kolendra, który bardzo dobrze spisał się na polu bitwy, oraz Figa, którą czekoladowy sam przygotował do roli zwiadowczyni.
Opowiadania fabularne: 1 2 3 4

Samotników nie spotkało nic nowego.
 Opowiadania fabularne: Brak

Dziękujemy za aktywny miesiąc i życzymy weny na kolejny!

Od Smoka do Mordoru

Jej rodzeństwo także otworzyło już oczy, a odkąd Smok wypowiedziała swoje pierwsze słowo, zaczęła przyswajać ich coraz więcej. Nareszcie potrafiła komunikować, co takiego nie pasuje jej w otoczeniu, a także knuć niecne plany wraz z Mordorem i Pierścieniem. Choć musiała przyznać, że to głównie ona planowała, a jej bezużyteczne rodzeństwo jedynie czasem przytakiwało… albo i nie. W każdym razie nawet ich pozbawione entuzjazmu reakcje jej nie zniechęcały. Tak bardzo zależało jej na opuszczeniu żłobka w niedalekiej przyszłości, że nic nie było w stanie jej powstrzymać.
Podczas gdy jej siostrzyczka i braciszek robili jakieś nudne rzeczy, Smok obserwowała każdą wnękę i szczelinę w ścianach kociarni. Tego dnia jej rodzeństwo leżało wraz z Rohan na posłaniu, a ona krążyła po żłobku, aż w końcu napięła mięśnie i rzuciła się do niezgrabnego biegu w stronę wolności. W jej uszach rozległ się krzyk matki, ale szylkretka się nie zatrzymywała. Jednak gdy miała już wydostać się na zewnątrz, na jej drodze stanął tata. Uderzyła z impetem w jego łapę i przewróciła się z głośnym wrzaskiem.
Po chwili poczuła, jak czyjeś szczęki zaciskają się na skórze jej karku. Zaraz potem straciła grunt pod łapami i została przeniesiona z powrotem w miejsce, gdzie drzemali Mordor i Pierścień.
— Musisz poczekać jeszcze cztery księżyce, żeby stąd wyjść. To wcale nie tak długo! — mruknęła Rohan, trochę rozbawiona, a trochę może roztrzęsiona, jakby właśnie całe życie przemknęło jej przed oczami.
— Przynajmniej mamy pewność, że podczas treningów nie będzie się lenić — odparł Gondor.
Smok przenosiła wzrok z mamy na tatę, rozumiejąc z ich wypowiedzi może co drugie słowo. Gdy w końcu znudziły jej się próby odszyfrowania dialogu rodziców, odwróciła pysk w stronę Mordoru.
— Nuty! — rzuciła krótko, sepleniąc. — Hce jus wyś! — kontynuowała, marszcząc nos i brwi ze zdenerwowania.
Mordor raczej nie wyglądała na zachwyconą faktem, że Smok znowu chce narzekać na to, że rodzice trzymają ich zamkniętych w kociarni.
— Ne muf, ze ty ne hces — dodała Smok, gdy niebieska szylkretka dalej ją ignorowała.
Najwidoczniej jednak miarka się przebrała. Mordor fuknęła gniewnie i zamachnęła się krótką łapką, uderzając Smoka w pysk.
Na to czarnofutra oburzyła się jeszcze bardziej i od razu oddała siostrze pacnięciem. Co to za zniewaga jej osoby?! Jak Mordor śmiała ją uderzyć!

<Siostro?>

Od Smoka do Rohan

Jakiś czas po porodzie

Kociczka jako pierwsza z rodzeństwa otworzyła oczy, co nie zdziwiło ani Rohan, ani Gondora. Już od chwili narodzin była bardzo ruchliwym i głośnym maluchem, który nie bał się oznajmiać światu, gdy coś mu nie pasowało. Gdy tylko mama oddalała się za bardzo albo Smok nie czuła na głowie jej szorstkiego języka — a wydawało jej się, że liże akurat kogoś obok — od razu wydawała z siebie rozgniewane piski. Jak można się domyślić, była dzieckiem niezwykle męczącym. Często budziła się też w środku nocy, choć sama nawet nie wiedziała jeszcze, czym jest noc, i krzyczała wniebogłosy, spędzając rodzicom sen z powiek.
Gdy jej żółte ślepka zaczęły analizować ściany żłobka, po uszach Smoka rozniosły się szmery dobiegające z pysków Rohan i Gondora. Nie do końca rozumiała jeszcze, co oznaczają, i nawet nie próbowała się na nich skupiać. Bardziej interesował ją otaczający świat, dlatego szybko, choć niezdarnie, odwróciła się plecami do rodziców i zaczęła pełznąć w stronę światła, czyli wyjścia ze żłobka.
Nim jednak udało jej się osiągnąć cel, na jej drodze stanęła duża, biała łapa i pchnęła ją z powrotem w objęcia matki. Szylkretka natychmiast zaprotestowała, wydając z siebie kilka przeciągłych, zirytowanych wrzasków. Krzyczałaby pewnie jeszcze przez kilka uderzeń małego serduszka, ale ciepły język Rohan zaczął powoli przesuwać się po czubku jej głowy, skutecznie ją uspokajając. Wkrótce młódka ziewnęła, zmrużyła niedawno otwarte oczy i zaczęła powoli zasypiać.

* * *

Następnego ranka Smok obudziła się jako pierwsza z rodzeństwa. Mama również już nie spała, więc szylkretka niestety nie mogła nawet spróbować ponownie wymknąć się ze żłobka. Gdy tylko się poruszyła, Rohan od razu przytrzymała ją łapą, jakby obawiała się, że młódka znów będzie próbowała wypełznąć na zewnątrz. Potem powiedziała coś niezrozumiałego, przez co Smok odwróciła główkę i spojrzała na matkę z zaciekawieniem.
— Powiedz “mama” — usłyszała.
Szylkretka przekręciła łebek zdumiona, po czym kilka razy otworzyła pyszczek, próbując naśladować ruchy mamy. Srebrna powtórzyła słowo jeszcze kilka razy, a wtedy Smok w końcu wydała z siebie niewyraźne:
— Ma-ma!

<Mamo?>

15 maja 2026

14 maja 2026

Od Kocimiętkowego Wiru CD. Księżycowej Łapy

— Gdzie ty… — zaczęła kotka, ale widząc wystraszony pysk ucznia, zmarszczyła brwi.
— A… Aa… Pani Wirek… — zaczął drżącym głosem. — Tam… — szepnął, wskazując na przygniecione ciało. — Tam jest… kotka. Pani mentorko, tam chyba jest Barczatkowy Świt! Ona… chyba nie żyje! — zawył żałośnie, a ruda kotka ruszyła we wskazaną przez ucznia stronę.
Przyjrzała się ciału, stwierdzając, że kotka faktycznie była martwa.
— Masz rację. Musimy zgłosić to Zalotnej Gwieździe — mruknęła kotka, wzdychając przeciągle.
Nie znała zbyt dobrze Barczatki, właściwie nie znała jej prawie wcale. Nie były blisko i odkąd tylko Kocimiętka dołączyła do Klanu Wilka, rozmawiała z nią nie więcej niż pięć razy. Mimo wszystko widok ciała pozbawionego życia wciąż nie był niczym przyjemnym i ścisnął zielonooką za serce.
Barczatkowy Świt nie zasługiwała na taki los. Nie zasługiwała na to, by zostać przygniecioną przez Dwunożnych, którzy panoszyli się na terenie nienależącym do nich! Powinni stąd zniknąć jak najszybciej, zanim ich poczynania pociągną za sobą więcej śmierci wśród Wilczaków. Kocimiętka nie wyobrażała sobie, co by było, gdyby to Dyniowa Skórka, Makowa Iluzja czy Ognikowa Słota miały zostać przygniecione przez pień, który został na nie zrzucony przez te wyprostowane bestie!
Poza tym Barczatka miała w Klanie Wilka rodzinę. Miała partnera, dwójkę dzieci. Jak Tropiąca Łaska i Tygrysia Noc zareagują na śmierć swojej matki? To na pewno będzie dla nich chociaż trochę wstrząsające — w końcu nikt nie chciał tracić swoich rodziców. Kocimiętka dobrze wiedziała, jak to jest żyć tylko z jednym rodzicem i jak to jest odczuwać tęsknotę za kimś, kto już nie istnieje… Może i jej ojciec nie umarł, ale na pewno nie był już tą wersją siebie, jaką ceniła rudofutra. Był kimś innym, kimś obcym. Gdyby naprawdę był sobą i kochał mamę, nigdy nie znalazłby sobie jakiejś innej partnerki!
Mistrzyni jeszcze raz obejrzała ciało Barczatkowego Świtu, po czym mruknęła:
— Nie wyciągniemy jej stamtąd. To takie przykre, że jej rodzina nawet nie będzie mogła odbyć czuwania przy jej ciele… — przerwała, by spojrzeć w stronę swojego ucznia. — Jeśli zauważysz kiedyś Dwunożnego, to uciekaj od niego jak najdalej! Nie ma po co ryzykować. No, a ponadto nie zbliżaj się do żadnych ich wynalazków, bo widzisz, jak to się kończy! — prychnęła, po czym jej wzrok posmutniał. — Biedna Barczatkowy Świt… Może wystraszyła się tego hałasu i wspięła się na to drzewo, które akurat było przewracane przez te potwory? — zaczęła zastanawiać się na głos, lecz już po chwili głową wskazała Księżycowej Łapie, by się stąd zbierał.
Razem zaczęli zmierzać w stronę obozu, a Kocimiętkowy Wir już zastanawiała się nad tym, co powie Zalotnej Gwieździe. Na pewno nie będzie zadowolona z faktu, że Dwunożni stanowią teraz zagrożenie dla jej klanu — ale na pewno coś wykombinuje, by się ich pozbyć! Rudofutra ufała liderce i była pewna, że uda jej się wymyślić jakiś plan, dzięki któremu przegoni tę zarazę.

* * *

Teraźniejszość

Przez Dwunożnych zniknął kolejny kot — Borsucza Puszcza. Zalotna Gwiazda wciąż nie wymyśliła żadnego planu, a przynajmniej nie podzieliła się nim ze swoimi pobratymcami. Obiecała jednak, że w końcu zajmie się tą sprawą i Dwunożni jeszcze pożałują, że tak zaczęli się tu panoszyć, a Kocimiętka nie miała powodów, by jej nie ufać. Pozostało tylko czekać i modlić się do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd o to, by nikt z jej bliskich nie ucierpiał w międzyczasie.
Jeśli chodzi o bliskich, rudofutra zauważyła ostatnio, że Nadciągający Pomrok straciła czubek lewego ucha. Chciała zapytać, skąd wzięła się ta rana, ale jakoś nie miała do tego głowy. Dostrzegła jednak, że Ognikowa Słota, Zalotna Gwiazda i kilka innych kotów także miało identyczne oznaczenia na uchu. Czy wynikało to z jakiejś wilczackiej tradycji, z którą Kocimiętka była niezaznajomiona, czy może był to zwykły przypadek? Może po terenach Klanu Wilka grasowały jakieś kuny, które miały wyjątkową chrapkę na lewe uszy kotów. Ciekawe, kiedy przyjdzie czas na Kocimiętkę i jej jakieś dzikie zwierzę zeżre kawałek ucha…
No, ale po co gdybać, skoro można było od razu zapytać któregoś z gagatków bez ucha, co mu się właściwie przytrafiło. Ofiarą padła Jaskółcze Ziele, która akurat przechodziła obok rudofutrej.
— Hej, hej, Jaskółko, Jaskółeczko! — mruknęła Kocimiętka, podnosząc się z miejsca.
Starsza zatrzymała się, wyraźnie zdziwiona tym, że prawie obca wojowniczka chciała z nią tak pilnie porozmawiać.
— Nie martw się, rozmowa nie potrwa długo! Chciałam cię tylko o coś spytać — oznajmiła, podchodząc do czarnofutrej. Gdy była już wystarczająco blisko, wpierw wlepiła wzrok w jej postrzępione ucho, a dopiero potem spojrzała jej prosto w oczy. — Chodzi o to, że dużo Wilczaków ma takie nacięcia! Ostatnio identyczne pojawiło się u Nadciągającego Pomroku i zaczęło mnie to zastanawiać — zaczęła, na co Jaskółka wyraźnie zbladła. — Skąd je macie?
Wojowniczka przełknęła ślinę, uśmiechnęła się niezręcznie i zrobiła krok w tył.
— To nic. P-przypadek — odparła. Kocimiętka spostrzegła, że starsza napięła mięśnie, jakby była gotowa do ucieczki.
— Ja ci nie wierzę! — uparła się rudofutra, marszcząc brwi. — No proszę, powiedz mi, czemu macie te na-
— Dobra, dobra! Wyjdźmy poza obóz, tylko nie krzycz więcej — burknęła w końcu wojowniczka, strzepując gniewnie ogonem.
Kocimiętkowy Wir uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach błysnęły triumfalne iskierki.
— Świetnie! W takim razie chodźmy — poleciła, żwawym krokiem kierując się w stronę wyjścia.
Jaskółka, nieco mniej chętnie, podążyła za pręgowaną kotką, widocznie w złym humorze.

* * *

Starsza wojowniczka szła w milczeniu, wpatrując się w swoje łapy, jakby właśnie kwestionowała wszystkie życiowe decyzje, które zaprowadziły ją w to miejsce.
Zielonooka widziała zmianę nastroju u Jaskółczego Ziela, ale nawet nie przywiązała do tego większej uwagi. Zresztą raczej nie miała zwyczaju zaprzątać sobie głowy takimi szczegółami, więc gorzka mina wojowniczki jej nie zniechęciła.
— Więc? Co masz mi do powiedzenia? Czy po terenach Klanu Wilka grasują jakieś dzikie zwierzęta, które polują na wasze uszy? — zaczęła się zastanawiać, na co Jaskółka podniosła głowę w zdziwieniu. W jej żółtych oczach błysnęło coś na kształt nadziei. — Powinnam się jakoś przed nimi chronić? Ja nie chcę stracić ucha!
Starsza zachichotała cicho, po czym odparła:
— Nie grożą ci. Ale faktycznie istnieją. Wychodzą tylko nocą, są zwinne i w mroku niemal niewidoczne! Jedyne, co dostrzeżesz, to ich błyszczące oczy i pyski umazane w krwawych śladach.
Po grzbiecie Kocimiętkowego Wiru przeszedł dreszcz.
— Rany! Brzmią groźnie… ale dlaczego mówisz, że mi nie zagrażają? — mruknęła, unosząc brew.
— No, bo… nie urodziłaś się w Klanie Wilka. Ani ty, ani twoja matka. One polują tylko na czystokrwistych Wilczaków — stwierdziła, kiwając z przekonaniem głową.
— Uff! A czy tylko polują na uszy, czy mogą też odebrać komuś życie? Teraz to się martwię o Nadciągający Pomrok i Ognikową Słotę… Czy im coś grozi? — zaczęła dopytywać, a jej serce przez moment zabiło szybciej. Bardzo nie chciała żyć ze świadomością, że na jej koleżanki polują jakieś dzikie bestie!
— Cóż, nie mogę cię okłamywać… mogą. Ale tylko wtedy, jeśli twoja dusza jest nieczysta, skażona przez Klan Gwiazdy — oznajmiła Jaskółcze Ziele, wpatrując się przed siebie z poważnym wyrazem pyska.
— Ach, w takim razie nic im nie grozi! Dobrze wiedzieć. Dziękuję, Jaskółko — miauknęła rudofutra, lekko trącając starszą wojowniczkę w przyjacielskim geście. — Gdyby nie ty, dalej zastanawiałabym się nad pochodzeniem tych nacięć! Teraz na szczęście wszystko już jest jasne, więc możemy wracać do obozu.
Czarnofutra odetchnęła z ulgą.
— Tak, wracajmy już.

* * *

Na szczęście jej uczeń robił postępy. Może nie jakieś ogromne, ale jednak! Przynajmniej nie był nadzwyczaj uparty ani krnąbrny jak na przykład Cykoriowy Cykor. Z tego, co słyszała od Ognikowej Słoty, ta kotka to prawdziwy koszmar! W ogóle się nie słucha, nie chce się uczyć… ale teraz przynajmniej awansowała i nie musi być już niczyim problemem. No, może poza Garbatą Łapą. Kocur musiał szkolić się pod okiem tak paskudnej wojowniczki! Kocimiętce aż zrobiło się żal młodszego, ale zaraz przypomniała sobie, że on też jest raczej słaby i pewnie nic porządnego i tak by z niego nie wyrosło, nawet gdyby sama Zalotna Gwiazda została jego mentorką. Liderka miała rację — Cykoria i Garbatek pasowali do siebie jak ulał.
Rudofutra przeciągnęła się na swoim legowisku. Leżała i myślała już wystarczająco długo — w końcu nadszedł czas na prawdziwą pobudkę i zajęcie się codziennymi obowiązkami. Nie było ich może dużo, ale nie mogła z nimi zwlekać! Księżycowa Łapa sam się przecież nie wyszkoli a stos zwierzyny nie napełni.
Spokojnym krokiem wyszła z legowiska i skierowała się do tego, w którym drzemali uczniowie Klanu Wilka. Przyszłość klanu leżała właśnie w ich łapach! Jednak gdy wsunęła głowę do środka, dostrzegła jedynie Księżycową Łapę i Garbatą Łapę. Czy to możliwe, że Kocimiętka przyszła po swojego ucznia jako ostatnia? W sumie nic dziwnego — często zdarzało jej się wstawać dosyć późno. Chociaż słońce wciąż nie było jeszcze wysoko.
— Księżycowa Łapo, idziemy na trening! — zawołała, zwracając uwagę białofutrego. Nie spał już, więc przynajmniej nie musiała go budzić.
Gdy uczeń podszedł do niej, a ona miała już wychodzić, nagle zamarła. Jej serce znów ścisnął żal. Biedny Garbata Łapa… taki samotny i smutny leżał w kącie legowiska. Może jednak warto byłoby dać mu szansę? Może jeszcze dałoby się wyprostować jego grzbiet i wyszkolić go na kota godnego miana Wilczaka? Inaczej pozostanie tylko bezużytecznym pasożytem podjadającym im zwierzynę.
Zielonooka nachyliła się do Księżycowej Łapy i szepnęła:
— Może weźmiemy go ze sobą? No popatrz tylko, jaki jest przygnębiony… Cykoriowy Cykor pewnie ani razu nie zabrała go poza obóz!
Białofutry nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Pręgowana, nie czekając na jego reakcję, podeszła do czekoladowego ucznia.
— Hej, Garbata Łapo! Może pójdziesz z nami na trening? — zapytała, uśmiechając się do kocura. — Mój uczeń musi z kimś poćwiczyć walkę, więc może się przydasz.
Początkowo młodszy spiął mięśnie i jeszcze mocniej skulił się w kłębek, ale po chwili uniósł uszy, a w jego oczach pojawiła się iskra determinacji.
— Ja? Z wami? Na trening? — zapytał, jakby nie dowierzał własnym zmysłom.
— No pewnie! — odparła Kocimiętkowy Wir.
W końcu cała trójka wyruszyła poza azyl.

* * *

Kocimiętka zaprowadziła dwóch młodych uczniów do Potwornej Przełęczy. Na miejscu zatrzymała się, pozwalając, by wiatr rozwiał jej futro, a potem zaciągnęła się świeżym powietrzem. Pora Nowych Liści zawitała na wilczackie tereny, barwiąc korony drzew na zielono. Rośliny powoli odżywały, a zwierzyny było coraz więcej.
— Uwielbiam tu polować na króliki razem z Ognikową Słotą! Kiedyś ci pokażę, jak to się robi, Księżycowa Łapo. Tobie może też, Garbata Łapo… ale to zależy od tego, jak będziesz się zachowywał na tym treningu! Muszę widzieć, że się starasz, a nie że jesteś niepotrzebnym balastem dla klanu! — fuknęła, na co czekoladowy skinął głową. — Dobrze, to może zaczniemy od sparingu? Księżycku, wykaż się swoimi dotychczas nabytymi umiejętnościami! — poleciła, spoglądając raz po raz na dwójkę uczniów.
Po chwili odsunęła się od nich i kontynuowała:
— Ustawcie się naprzeciwko siebie! Jak dam znak, rzucicie się na siebie i spróbujecie zawalczyć. Tylko bez pazurów! Wygrywa ten, któremu pierwszemu uda się przygwoździć przeciwnika do ziemi na dłużej niż pięć uderzeń serca!
W duchu modliła się, by biały kocur poradził sobie z przeciwnikiem. Przecież był starszy, bardziej doświadczony i miał prosty kręgosłup. Musiał wygrać!

<Księżycowa Łapo?>

[1760 słów]

Od Kruczego Pióra CD. Kwaśnej Kocanki

Gdy przybył po polowaniu do legowiska Kwaśna Kocanka leżała już, powoli zasypiając. Rozejrzał się po pobratymcach, po chwili decydując się na położenie się obok. Ostatnimi czasy coraz częściej myślał o ich relacji, o wszystkim, co miało dotąd miejsce… Ciekawe, czy cokolwiek dla niej znaczył. Jednak czy ona cokolwiek dla niego znaczyła? Nie był w stanie tego stwierdzić. Nigdy nie potrafił wyrażać uczuć, ani ich określać. Tak więc czy w ogóle mógł określić to, co czuje do niej? Potrząsnął łbem i zdecydował się na nie rozmyślanie tego. Podszedł bliżej, kładąc się niedaleko niej. Ta oddychała już równomiernie, jednak zauważył, że drga delikatnie, jakby trzęsła się. Zdecydował się zbliżyć się do niej lekko, ale nadal utrzymać dystans, w razie gdyby nie czuła się z tym komfortowo. Położył łeb na posłaniu, zamykając oczy.
W jego snach od dawna nawiedzała go wizja potęgi, władzy… To, czego tak naprawdę pragnął. Jednak pośród rozlanej podczas drogi do niej krwi, wokół zimnych, już bezdusznych ciał, widział kwiat. Żółty, wokół otoczony zmechaconą jakby trawą. Nie był pokryty krwią. Nawet nie był tknięty. Jakby zamarł w czasie tego okropnego koszmaru dla jego klanowiczów. Jakby tam czuwał. Czekał, nie wiadomo mu jednak na co. Prawdopodobnie nikomu. Kocur zdecydował się w końcu ruszyć w jego stronę. A może zrobił to mimowolnie? Gdy już dotarł po miękkiej, aczkolwiek szkarłatnej trawie, schylił się, po czym dotknął kwiatu nosem. Pojawiła się przed nim, jego Kwaśna Kocanka. Kotka patrzyła na niego swoim chłodnym, aczkolwiek i zarazem w tym momencie ciepłym wzrokiem. Patrzył na nią jakby zahipnotyzowany. Gdy już miał się do niej zbliżyć…
Ze snu wyrwała go ta sama kotka, która się w nim pojawiła. Spojrzał na nią czujnie, podczas gdy ta oddychała głęboko, przerażona. Czy wszystko z nią dobrze?
— Kocanko…? — odezwał się cicho, nisko, jego głos był jeszcze chropowaty, ale wyraźnie napięty — Co się stało? — Nie odpowiedziała od razu. Wpatrywała się w niego odrobinę za długo. Jej spojrzenie było niespokojne, przesuwające się po nim, jakby próbowała upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu. Zatrzymywało się na jego łapach, na barkach, na pysku, jakby szukała śladów, które mogły dowieść, że okrutny sen miał, chociaż najmniejsze pokrycie z rzeczywistością. Owinęła ogon wokół łap, przyciskając go mocno. Kocur podniósł się i bez słowa przesunął bliżej. Na tyle, że ich boki niemal się stykały. Krucze Pióro
— Wtedy… — zaczęła cicho, jej głos był jeszcze lekko chropowaty — podczas bitwy… — zawahała się na moment, jakby dobierała słowa. — Myślałam, że zwariowałeś. — Ucho Kruczego Pióra drgnęło od niechcenia, ale nic nie powiedział. — Stałeś ledwo żywy, a próbowałeś mnie zatrzymać… — Jej spojrzenie przesunęło się na jego łapę, co nie umknęło kocurowi — Myślałam, że to głupie. — Zamilkła — Teraz wiem, że nie było. — Cisza znów na moment ich otoczyła. Kocur wpatrywał się nią, czekając, aż ta powie coś więcej. Nie mógł jednak kłamać, że zdziwiła go nagła wylewność kotki, jednak na nią nie narzekał. Kwaśna Kocanka spuściła lekko głowę, jej wąsy zadrżały.
— Byliśmy tam sami — powiedziała ciszej — bardziej niż powinniśmy. — Jej ogon przesunął się niespokojnie po ziemi. — A ty… — Uniosła wzrok — i tak próbowałeś mnie zatrzymać. — Ich spojrzenia się spotkały. Krucze Pióro wpatrywał się na nią jakby cieplejszym wzrokiem. Kotka zrobiła pół kroku bliżej, na co nie odsunął się, nawet nie drgnął. Być może nawet chciał mieć ją teraz obok. Ich futra zetknęły się wyraźniej.
— Pajęczynka nie żyje — powiedziała spokojnie, ale jej głos miał w sobie ciężar czegoś ostatecznego — nie wróci. — Odetchnęła głęboko — Moja matka… nie była tam, kiedy powinna. Nie potrafiła służyć na wyższą chwałę Klanu. — Jej spojrzenie przygasło na moment. — A mój brat… — zawahała się, jakby to słowo smakowało gorzko — nigdy nie będzie kimś, na kim można się oprzeć. — Zamilkła na sekundę. A potem spojrzała na niego. — Zostałeś tylko ty. Ty żyjesz. Walczysz. Masz znaczenie. — Powoli wyciągnęła ogon i owinęła go wokół jego grzbietu, tym razem pewniej. Na ten gest kocur jedynie bardziej czule spojrzał na kotkę. — I nie odszedłeś. — Jej spojrzenie stało się intensywne, niemal palące. Jego futro zrobiło się gorące. — Nie zostawiłeś mnie wtedy. I nie chcę, żebyś kiedykolwiek to zrobił. —Przysunęła się jeszcze odrobinę, aż ich barki zetknęły się wyraźnie. — Krucze Pióro… — Jej głos zadrżał minimalnie, ale nie cofnęła się — zostań przy mnie tak, jak wtedy. Nie odchodź. Trwaj przy mnie… jakkolwiek to nazwiesz. Ale bądź. — Nie odwróciła wzroku. Jakby to było jedyne, co trzymało ją teraz w rzeczywistości. Kocur przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Myślał intensywnie nad odpowiedzią. Nie miał zamiaru jej opuszczać… Jednak słowa ugrzęzły mu po raz pierwszy w gardle.
— Wiesz… — zaczęła cicho, niemal ostrożnie, jakby każde słowo było czymś, co łatwo mogło zaprzepaścić ich relację, co zauważył kocur. Jednak nie było to prawdą, nic co powiedziałaby nie zniechęciłoby go do niej. — kiedy jestem sama, wszystko wydaje się… głośniejsze. Myśli. Wspomnienia. To, czego już nie ma… i to, czego nigdy nie było. — Trąciła jego bark nosem — Ale kiedy jesteś obok… — zawahała się na moment, jakby nie była pewna, czy powinna to powiedzieć — to wszystko cichnie. — Uniosła głowę, spoglądając gdzieś przed siebie, nie do końca na niego. — Nie znika. — dodała ciszej — Ale przestaje mieć nade mną władzę. — To dziwne — mruknęła pod nosem, z cieniem gorzkiego rozbawienia — bo nigdy nie potrzebowałam nikogo w ten sposób. — A jednak… — Jej głos zmiękł, niemal niezauważalnie — przy tobie nie czuję, że muszę zasłaniać się i stosować wymówki. Jestem niezaprzeczalnie sobą, jestem silniejsza i nie muszę cię za to przepraszać. I chyba… Nie chcę, żeby to się zmieniło.
Delikatnie musnęła jego bark swoim, bardziej świadomie niż wcześniej. Kocur spojrzał na nią. — Więc jeśli masz gdzieś być… To właśnie tutaj. W Klanie Wilka, ze mną.
Kocur patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem pyska. Po tym wszystkim co razem przeszli, od momentu, gdy była tylko interesującym go kociakiem, gdyż przypominała jego samego, po walkę z Klanem Klifu, gdzie po raz pierwszy chyba poczuł zmartwienie, być może był w stanie sobie pozwolić na cień uczuć. Może nie musiał dusić ich w sobie… Po chwili ciszy schylił się w jej stronę i delikatnie polizał jej ucho. Nie spodziewała się chyba tego ruchu z jego strony. Ten gest był tak niewinny, lekki, delikatny jak trzepot skrzydeł motyla, a pochodził od kota, który nigdy nie okazywał żadnych emocji. Srebrna wtuliła się w niego, a Krucze Pióro po chwili owinął ogon wokół niej, kontynuując wylizywanie teraz już jej karku. Powoli i czule pociągał po nim swoim językiem, mając nadzieję, że ta poczuje się choć trochę lepiej.
— Nie zostawię cię, obiecuję, Kwaśna Kocanko. Zawsze będziesz u mojego boku. Obiecuję.
Ta w końcu się odprężyła i po chwili położyła głowę obok niego. Jej oddech zaczął się znów jak jeszcze przed przebudzeniem wyrównywać. A on pozostał, czuwając nad swoim kwiatem. Nad swoją  Kocanką…

***

Obudził się, widząc, że kotka nadal jeszcze spała. Nie chciał jej budzić, jednak wiedział, że musi przydzielić patrole. Tak, mógł to zostawić swojemu bratu, jednak wiedział, że pobratymcy będą oceniali przyszłego lidera. A on nie chciał dopuścić, aby to jego brat nim został. Wstał, z żalem odplątując swój ogon od jej własnego, po czym wyszedł z legowiska. Zwrócił się na środek polany, gdzie już czekało kilka kotów. Jego brat gdzieś niedaleko sprawdzał, czy zwierzyna jest świeża, wybierając z niej te starsze sztuki, aby zostały zjedzone jeszcze dziś. Krucze Pióro parsknął pod nosem. Wybrał sobie zadanie uczniowskie, ale cóż, nie jego sprawa. Usiadł przed zebranymi, przypisując patrole. Przy okazji zaczął się zastanawiać, kogo wybrałby na swojego zastępcę? To nie tak, że Kocanka by się nie nadawała, jednak nie chciał jej narażać. Tak czy siak będzie jego prawą łapą. Czuł czasem smak władzy, gdy tylko Zalotna Gwiazda choć lekko się zachwiała przez swój wiek. Tak, nie była skrajnie stara, jednak trzeba było przyznać, miała swoje księżyce… Jednak pomimo chęci zasięgnięcia władzy musiał przyznać, że była dobrą liderką. Wiele się od niej uczył, oraz czasem przychodził do niej jako doradca, dyskutując na temat przyszłości Klanu Wilka. Nie ukrywał, uważał to również za zaszczyt, że wybrała ona jego na zastępcę. Tak, wybrała też jego brata, ale mogła wybrać kogokolwiek innego. Ciekawe co Kwaśna Kocanka myślała o nim, gdy zobaczyła go przy nowej liderce, tuż po jej morderstwie. Czy widziała w nim wielkiego przyszłego przywódcę? A może nie? Z zamyśleń wyrwała go wspomniana srebrna, która pojawiła się nagle u jego boku.
— Już się martwiłam, że cię coś zjadło. — powiedziała, patrząc na kocura lekko oburzona, że miał czelność opuścić bez niej legowisko. Kocur parsknął lekko rozbawiony.
— Może prawie by zjadło, tego nie wiesz. — odpowiedział, po czym spojrzał na niebo. Pogoda wydawała się być nie najgorsza. Skinął w stronę wyjścia z obozu. — Masz ochotę na spacer? Już przypisałem wszystkie patrole, więc mam trochę czasu wolnego.
Kotka spojrzała na niego, po chwili strzepując ogonem.
— Dobrze, w sumie czemu nie. — po jej słowach kocur zwrócił się ku wyjściu z obozu, a ta podążyła za nim. Kroczyli razem przez gęsty las, który otaczał ich. Krucze Pióro czuł się czasem tak, jakby chciał ją obronić w razie każdego niebezpieczeństwa, pomimo tego, że nic się nie działo. Zawsze chodził obok niej bardziej spokojny, ale czujny. Zatrzymali się niedaleko jeziora, na którym znajdowała się Spalona Zatoczka. Gdy zatrzymali się, spojrzał w jej oczy. Wyglądały jak te jezioro, nie jak ten lód, który zawsze w nich widział. Jakby cały chłód zniknął, a zastąpiło go dziwne uczucie. Ciepło, które czuł gdzieś w klatce piersiowej, było dla niego bardzo niespotykane. Może powinien częściej wychodzić z obozu, być może złapał jakieś choróbsko, albo zarazę. A co jak ma zielony kaszel? Zarazi Kwaśną Kocankę? Ocknął się, gdy kotka chciała się o niego oprzeć, na co ten lekko się odsunął, przez myśli o byciu potencjalnie chorym. Ta spojrzała na niego lekko zmieszana. Kocur przełknął ślinę i zamknął oczy. Delikatnie mówiąc, trochę to spierdolił. Odchrząknął i znowu spojrzał na kotkę.
— Przepraszam, po prostu… Czuję się trochę chory, a nie chciałbym cię zarazić. — Po chwili zdał sobie sprawę z tego, że brzmi to jak wymówka. Zdecydował się po chwili gdy zauważył, że kotka tylko uśmiechnęła się słabo i odwróciła wzrok zbliżyć swój ogon do jej własnego. Schylił się i polizał jej ucho, na co ta zwróciła znów wzrok na niego. — Ale jeśli bardzo chcesz, to najwyżej odwiedzisz medyka.
— Medyka? Ty i ich aprobowanie? Tego bym się po tobie nie spodziewała. — odpowiedziała, na co ten przewrócił oczami i lekko szturchnął ją łapą w bark. Ta na ten gest lekko zachwiała się, po czym popchnęła go w odwecie. Na tym nie poprzestanęło, bo rozpoczęła się seria przepychanek, która finalnie skończyła się tym, że gdy popchnął ją, przewróciła się na trawie. Jednak nie przewidział, że futro kotki zaplącze się w jego pazurach, przez co poleci w długą tuż za nią, zamykając oczy. Wylądował prawie na niej, jednak zdążył się podeprzeć drugą łapą.
— Nic ci nie jest? — zapytał od razu, po czym otworzył oczy. Spotkał się jednak nie z jej złym, czy też oburzonym wzrokiem. Wręcz przeciwnie. Była jakby zahipnotyzowana, co chyba udzieliło się i kocurowi. Pomimo cienia, jaki padał od kocura, jej oczy mieniły się od słońca, wyglądały znów jak to jezioro… Jak błękitne niebo, jak rzeka, która biegnie wzdłuż ich terytorium… Jego pazury nadal były wplątane w jego futro, a więc po chwili delikatnie, powoli odplątał je. Było takie miękkie, puszyste… Kocur nie wiedząc czemu zniżył trochę łeb, po czym dotknął swoim nosem jej własnego. Przez chwilę tak został, po prostu czując jej wydech na swoim pyszczku. Swój własny praktycznie wstrzymał, sam nie wiedział czemu. Chciałby ten moment zatrzymać na zawsze. Tak po prostu zostać z nią, nie przejmując się niczym wokół… Czy ona też chciałaby tego samego, co on..?

<Kwaśna Kocanko?>