Na jej pysku pojawił się szeroki, niemal złośliwy uśmieszek, który próbowała ukryć pod pozorem zwykłej satysfakcji, lecz błysk triumfu w oczach zdradzał znacznie więcej, niż sama chciałaby przyznać. Obserwowała, jak jej brat w końcu odchodzi od Purchawki, a wraz z każdym jego krokiem coś przyjemnie rozlewało się po jej wnętrzu, ponieważ przestrzeń przy matce, jeszcze przed chwilą zajęta przez kogoś innego, należała teraz wyłącznie do niej. Nie chodziło nawet o samo miejsce. Chodziło o uwagę. O spojrzenia. O czułość. O świadomość, że przez najbliższe kilka chwil nie będzie musiała dzielić się nimi z nikim. Z wysoko uniesioną głową podreptała w stronę matki, starając się wyglądać przy tym możliwie niewinnie, choć ogon poruszał się za nią w sposób zdradzający znacznie większe zadowolenie, niż powinna odczuwać z tak błahego zwycięstwa. Gdy tylko znalazła się obok Purchawki, natychmiast przytuliła się do jej boku, jakby od dawna właśnie tego potrzebowała, po czym pozwoliła, by dymna kotka zajęła się jej futrem.
Szorstki język matki przesuwał się po jej sierści z matczyną czułością, choć bez szczególnej dokładności, ponieważ Purchawka zdawała się bardziej skupiona na samym geście niż na faktycznym uporządkowaniu futra. Łzie było to jednak całkowicie obojętne. Gdyby naprawdę zależało jej na wyglądzie, dawno sama doprowadziłaby sierść do porządku. Teraz chodziło o coś zupełnie innego.
Chodziło o to, że matka patrzyła na nią.
Że poświęcała jej czas.
Że jej uwaga należała wyłącznie do niej.
Przymknęła oczy i posłała Purchawce kilka wyjątkowo czułych spojrzeń, które mogłyby uchodzić za przejaw szczerego przywiązania, gdyby nie fakt, że co kilka chwil zerkała ukradkiem w stronę brata. Za każdym razem, gdy dostrzegała go choćby kątem oka, przez jej spojrzenie przebiegał cień niechęci, szybki i trudny do zauważenia, lecz wystarczająco wyraźny, by zdradzić, że zwycięstwo nie przyniosło jej pełnego zadowolenia.
Ponieważ sam fakt jego istnienia wciąż ją drażnił.
Przez krótką chwilę trwała w bezruchu, pozwalając Purchawce wykonywać swoją pracę, aż nagle drgnęła lekko, jakby właśnie przypomniała sobie o czymś niezwykle ważnym. Jej oczy natychmiast rozbłysły, a pyszczek rozjaśnił się w sposób niemal teatralny.
— Dziękuję, mamuś! — miauknęła wysokim, przesadnie wdzięcznym tonem, po czym zerwała się na łapy z taką energią, że niemal wyrwała się z objęć Purchawki.
Dymna kotka zamrugała zaskoczona.
— Przecież... ledwo zaczęłam — zauważyła, marszcząc lekko brwi. — Łzo.
Kotka przekrzywiła głowę, jakby sama nie rozumiała, skąd bierze się to zdziwienie.
— Uhh... przecież powiedziałam, że to ma być tylko szybki przegląd!
Wypowiedziała te słowa z taką pewnością siebie, jakby naprawdę miała miejsce podobna rozmowa, choć w rzeczywistości niczego takiego nie pamiętała nawet sama Łza. Nie miało to jednak większego znaczenia. Najważniejsze było to, że przez chwilę znajdowała się w centrum uwagi.
Purchawka zastrzygła uszami.
— Niby kiedy...?
— Niby teraz!
Jej odpowiedź padła natychmiast, niemal zanim matka skończyła mówić. Na pyszczek wrócił niewinny uśmiech, a oczy rozbłysły figlarnie, przez co wyglądała bardziej jak rozbrykane kocię niż ktoś, kto właśnie bezczelnie wymyślił coś na poczekaniu.
— Idę bawić się z Zewem, Mordogończykiem i tą... no... Psianką!
Nie mogła przecież pozostać niezauważona przez rodzeństwo, co nie?
***
Odkąd opuściła Owocowy Las, jej życie zdawało się rozkwitać niczym rośliny podczas pory Nowych Liści, kiedy nawet najbardziej zaniedbane krzewy pokrywają się świeżą zielenią, a powietrze przesycone jest zapachem nowego początku. Jeszcze niedawno zmuszona była nieustannie dzielić uwagę Purchawki pomiędzy siebie, Mordogończyka i Psiankę, przez co niemal każdego dnia musiała walczyć o spojrzenia, pochwały oraz najdrobniejsze oznaki zainteresowania, które dla innych mogły wydawać się czymś nieistotnym, lecz dla niej stanowiły najcenniejszą nagrodę. Teraz jednak wszystko wyglądało inaczej, ponieważ nie musiała już obserwować, jak matka poświęca czas komuś innemu, ani słuchać, jak Psianka zostaje obsypana ciepłymi słowami, ani patrzeć, jak Mordogończyk przypadkiem przyciąga uwagę samym swoim istnieniem.
Być może uczucie ulgi wynikało też z faktu, że Purchawki również tutaj nie było… Jednak Łza nie zamierzała poświęcać podobnym rozważaniom zbyt wiele czasu, gdyż znacznie bardziej interesowały ją przyjemniejsze aspekty nowego życia. Miała przecież Zawodzące Echo, z którym mogła spędzać długie godziny, chłonąc każdą chwilę jego uwagi, a także Zewa, którego obecność okazywała się wyjątkowo wygodna właśnie dlatego, że niemal nigdy nie próbował szczególnie konkurować z nią o zainteresowanie innych kotów.
Jej brat wydawał się wręcz stworzony do pozostawania w cieniu — odkąd opuścili dawny dom, sprawiał wrażenie jeszcze bardziej zamkniętego w sobie niż kiedykolwiek! Chodził cicho, odzywał się niewiele i niemal zawsze wyglądał tak, jakby myślami znajdował się gdzieś bardzo daleko od miejsca, w którym rzeczywiście przebywał. Dla Łzy było to jednocześnie zabawne i irytujące — nie potrafiła zrozumieć, jak można nie pragnąć uwagi innych, jak można nie próbować wyróżniać się na tle otoczenia i jak można dobrowolnie rezygnować z bycia w centrum wydarzeń.
Przez chwilę przyglądała mu się z ukosa, podczas gdy na jej pysku powoli rozlewał się rozbawiony uśmiech, a w oczach pojawiał się charakterystyczny błysk zwiastujący kolejną zaczepkę. Uwielbiała obserwować reakcje innych kotów, szczególnie wtedy, gdy sama była ich przyczyną, dlatego też niemal odruchowo zaczęła szukać słów, które mogłyby wywołać choćby najmniejsze poruszenie.
— I cooo... Zewie? Nie nudzi ci się tu..? — zamruczała przeciągle, celowo wydłużając ostatnie sylaby, podczas gdy jej ogon poruszał się leniwie za plecami.
Przechyliła głowę lekko na bok, a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.
— Taki samotny... bez żadnych znajomych...
Choć słowa te mogły brzmieć jak niewinna prowokacja, w rzeczywistości obserwowała go z niezwykłą uwagą, próbując wychwycić choćby najmniejsze drgnięcie uszu, zmianę spojrzenia albo napięcie mięśni — najbardziej interesowała ją nie sama rozmowa, lecz reakcja, którą mogła wywołać. Jeśli rzeczywiście cierpiał z powodu samotności, chciała zobaczyć, jak bardzo go to zaboli.
<Zewiee?>
