BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 1 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

28 lutego 2026

Od Naparstnicowej Łapy do Zwiewnego Maku

Czuł, że znacznie bardziej odnajdywał się w nauce ziół i chorób niż walki czy polowania. To jednak oczywiste, bo wszelkie czynności wymagające sprawności fizycznej były dla niego znacznie utrudnione ze względu na karłowatość. Czasem zastanawiał się, jakim cudem jego matka – Postrzępiony Mróz – była w stanie zostać wojowniczką. Jak mogła chodzić na patrole i nadążać za innymi kotami? Jak była w stanie biegać za sprawną, zwinną zwierzyną? Czy ona aby na pewno robiła coś… dla klanu? Nie, żeby oskarżał ją o lenistwo. To w końcu jego matka; była dla niego… cóż, jednym z najbliższych kotów. Po prostu go to zastanawiało, bo on sam nie wyobrażał sobie, by na co dzień wędrować granicami, a do tego jeszcze ganiać za myszami czy nornicami. To wydawało się strasznie męczące, a ponadto… nierealne. Ale może to jemu w dodatku trafiło się jeszcze więcej ograniczeń niż liliowej szylkretce. W końcu Strzępka nie zdawała się mieć problemów z oddychaniem, natomiast on tak. Męczył się i dusił po wykonaniu ledwie dziesięciu żwawych kroków! Ale medyczki raczej wykluczyły u niego astmę. Mówiły o czymś innym, ale Naparstnica nie do końca pamiętał już, o czym. Zresztą i tak wolał nie wiedzieć – w końcu im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. W jego przypadku to powiedzenie się sprawdzało. Chociaż… i tak czasem miał problemy z zaśnięciem, rozmyślając nad tym, jak bardzo pokarał go Klan Gwiazdy.
Słyszał, że medycy potrafią kontaktować się z Gwiezdnymi Przodkami, i czasem marzył o tym, by kiedyś móc tak jak oni spotkać się z Klanem Gwiazdy, by zadać mu te wszystkie pytania, na które nie znał odpowiedzi. Chciałby wiedzieć, czym zawinił, rodząc się w takiej rodzinie, a nie innej. Dlaczego to on musiał cierpieć za haniebne czyny swojej matki i ojca, którego nawet nie znał? Wiedział o nim jedynie tyle, że był z innego klanu i że Strzępka szczerze go kochała. Ale nic więcej. Nie wiedział nawet, z jakiej przynależności pochodził, ale coś mu podpowiadało, że był on członkiem Klanu Wilka… Wciąż go ciągnęło do tej łaciatej przywódczyni, która także miała białe plamki wyglądające niczym piegi. Czy to możliwe, że ta kotka mogłaby być… jego babcią?
Nim jednak zdążył się nad tym głębiej zastanowić, do legowiska uczniów wparowała Rozkwitający Aster. Wszystkie myśli i przypuszczenia, które przed chwilą nagromadził w swojej głowie, nagle uciekły. Strzepnął ogonem sfrustrowany, zdając sobie sprawę z tego, że mógł mieć rozwiązanie swoich problemów na końcu języka. Nie chciał jednak winić za to swojej mentorki. Ona tylko robiła to, co powinna. Podniósł na nią wzrok, czekając, aż ta wyda mu rozkazy. Pewnie zabierze go na trening, tylko ciekawe, czy tym razem będzie on na medyka, czy wojownika.
— Hej, Naparstku. Mam prośbę… — mruknęła buraska, robiąc krok w stronę ucznia. — Chciałabym, byś poprosił medyczki o mysią żółć i wyciągnął Trójokiemu Zającowi kleszcza. Nauczysz się, jak wygląda i jak jej używać, a przy okazji odciążysz medyczki z jednego zadania — wyjaśniła, uśmiechając się do kocura.
Naparstnicowa Łapa trochę się zdziwił, bo sądził, że znowu będzie musiał opuszczać obóz, ale to nawet lepiej, że musi jedynie wyciągnąć kleszcza z czyjejś skóry. Chociaż właściwie nie do końca wiedział, kim był Trójoki Zając. Wydawało mu się, że mógł być bratem Króliczej Prawdy, no bo… Królik i Zając to imiona dla bliźniaków!
Skinął głową w stronę Aster, która po chwili podniosła się i opuściła legowisko uczniów, zostawiając Naparstnicową Łapę samego. Kocur wyciągnął przednie łapy do przodu i ziewnął przeciągle, szykując się do wstania. Musiał jakoś odnaleźć tego wspomnianego wcześniej kota, a kompletnie nie miał pojęcia, gdzie ten mógłby się znajdować. Musiał kierować się tylko faktem, że domyślał się, iż wojownik będzie mieć kremowe futro i krótki ogon. Wydawało mu się, że fakt, iż ten kocur był bratem bliźniakiem Króliczej Prawdy, mógł być prawdziwy, bo do żłobka czasem przychodził kocur łudząco podobny do niego.
Naparstnicowa Łapa w końcu podniósł się ze swojego gniazda i zaczął kierować się w stronę centrum obozu, jednocześnie rozglądając się wokół w poszukiwaniu kremowego futra. Właściwie to nie musiał szukać długo. W pewnym momencie jego oczy zatrzymały się na czyjejś sylwetce, która wydawała się znajoma z czasów żłobka. Biało-niebieski przyspieszył kroku, czując, jak w jego sercu zaczęła narastać nadzieja.
— Trójoki Zającu, hej! — mruknął, podchodząc do kocura. — W ramach treningu kazano mi wyjąć ci kleszcza ze skóry, więc…
— Chwila, chwila — odparł wojownik, marszcząc brwi. — Ja nie jestem Trójokim Zającem, tylko jego bratem. Na imię mi Królicza Prawda i… nie mam w futrze ŻADNYCH pasożytów — stwierdził, patrząc na Naparstnicową Łapę podejrzliwie.
Uczeń poczuł, jak robi mu się ciepło, jak zaczynają drżeć mu łapy.
— Na Klan Gwiazdy! Tak strasznie cię przepraszam, Królicza Prawdo… Ja… — zaczął się tłumaczyć, ale plątał mu się język. — Musiałem was pomylić, ale… nieważne. Wiesz może, gdzie jest twój brat…? — zapytał z nadzieją, że nie będzie musiał w dalszym ciągu się rozglądać. Teraz to miał ochotę zaszyć się w swoim legowisku!
— Nie, nie wiem. Ale możesz sprawdzić, czy nie śpi na którejś z półek — mruknął, na co Naparstnica skinął mu wdzięcznie głową i już bez żadnego słowa niezręcznie zaczął oddalać się od kremowego. Co za wstyd! W ogóle nie pomyślał o tym, który z nich ma jaki kolor oczu!
Wspinając się po rampie prowadzącej przez wszystkie skalne półki, nieźle się zmęczył. Miał tylko nadzieję, że gdy już zostanie mianowany na protektora, przyjdzie mu spać gdzieś nisko, by nie musiał się tak wysilać za każdym razem! No bo naprawdę, kto wymyślił tak strome wejście? Jeszcze bardziej przerażała go rampa prowadząca do legowiska starszyzny. Trafiały tam koty, które ze względu na swój stan fizyczny nie były w stanie normalnie polować i walczyć, więc dlaczego miałyby być w stanie wspinać się po czymś takim, by dotrzeć do swojego posłania? Ktoś chyba tego nie przemyślał, gdy ustalał rozkład legowisk. Swoją drogą ciekawe, jak dawno temu to było… Od ilu księżyców Klan Klifu i inne klany żyły tutaj, nad morzem? Czy kiedykolwiek żyły gdzieś indziej? To jednak pytanie na inny dzień, bo teraz musiał skupić się na znalezieniu wojownika.
Nie musiał szukać zbyt długo. Kremowy faktycznie odpoczywał właśnie na swoim posłaniu. Leżał w pozycji “na chlebek” i oczy miał przymrużone, ale zdecydowanie nie można było powiedzieć, że spał. To dobrze, bo budzenie go tylko po to, by wyjąć mu kleszcza, byłoby dosyć… słabe.
— Trójoki Zającu? — mruknął, podchodząc bliżej kocura. Ten od razu postawił ucho do góry i spojrzał na ucznia. — Rozkwitający Aster powiedziała mi, że w ramach treningu mam wyjąć ci kleszcza ze skóry — wyjaśnił, uśmiechając się nieśmiało.
— Ach, tak. Ostatnio na niego narzekałem… — miauknął zielonooki, po czym odwrócił głowę. — Jest w miejscu, do którego nawet nie mogę sięgnąć! Cieszę się, że chcesz mi pomóc — oznajmił, po czym podniósł się z miejsca i oba kocury ruszyły w stronę lecznicy.

* * *

Dzisiaj znów udał się na poszukiwania ziół razem z Rozkwitającym Astrem. Tym razem kotka zabrała go jeszcze dalej niż wcześniej, a ponadto kazała mu po kamieniach przeskoczyć rzekę! Strasznie się bał, gdy to robił, bo skoki nigdy nie były jego mocną stroną, ale na szczęście udało mu się przeżyć. Zastanawiał się tylko, czy w drodze powrotnej też będzie miał tyle szczęścia.
Teraz kroczył przy granicy z Klanem Burzy, węsząc przy ziemi. Bura kotka dreptała tuż obok, a jej rytmiczne kroki pobrzmiewały w uszach Naparstnicowej Łapy. Słońce było już wysoko na niebie, a niebo zdawało się nieskazitelnie czyste – pozbawione jakiejkolwiek chmurki. W innym przypadku może by się cieszył, że jest tak słonecznie i pogodnie, ale było mu teraz okropnie ciepło. Jego długie, gęste futro dobrze nadawało się do mrozów, ale gdy promienie słoneczne zaczynały robić się tak zabójczo gorące, miał ochotę je sobie wyrwać! Jednak jego matka też miała długie futro. Ciekawe, jak radziła sobie w tak upalne dni? Mógłby ją nawet o to spytać, ale odkąd kotka przyznała się do tego, że jego ojciec jest z innego klanu… trochę się od niej zdystansował. Czuł się bardzo dziwnie z faktem, że Postrzępiony Mróz związała się z tym dziwnym kotem po raz drugi, wiedząc, że za pierwszym razem urodziły jej się same chore córki. Sama na siebie sprowadziła ten los. Pozwoliła, by Irysek i Sreberko umarli, a on… by pozostał przy życiu i cierpiał z każdym dniem. Dlaczego to zrobiła? Jak mogła być tak… tak głupia? Naprawdę czuł do niej sporo żalu. Czasem nie mógł patrzeć na jej pysk, ale… rodziny się nie wybiera, prawda? Poza nią nie miał raczej nikogo więcej w Klanie Klifu. Nie miał nikogo, kto by go wysłuchał. No… może oprócz Gąsienicowego Ogryzka. Kocur wydawał się całkiem fajny. Opiekował się Naparstnicą w żłobku, podczas gdy liliowa szylkretka była bardziej zajęta swoim umierającym kociakiem niż żywym synem.
Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, gdy przekroczył granicę z Klanem Burzy. Na ziemię przywrócił go dopiero czyjś krzyk, dobiegający od strony burzackich terenów. Naparstnicowa Łapa wzdrygnął się i już chciał się cofać, jednak coś mu nie pozwalało. Stał jak wryty, teraz wpatrując się w czarno-białą kotkę, która zmierzała w jego stronę. Przełknął głośno ślinę, czując, jakby jego pysk nagle stał się suchy niczym wiór. Gdzie teraz była Rozkwitająca Aster? Czemu od niego odeszła? “Proszę, wróć tu i załagodź tę sytuację…” – modlił się w myślach.
— Cześć… — mruknął do obcej mu kotki, gdy była już wystarczająco blisko. — Nie wszedłem tu specjalnie, przysięgam…

<Nieznajoma?>

[1500 słów do treningu medyka]

Wyleczeni: Trójoki Zając

Od Lamentującej Toni do Chomiczej Łapy

Bez celu krążyła po zalesionych terenach Klanu Nocy. Zapach sosnowych igieł łaskotał jej nozdrza, tak samo, jak wilgoć, wciąż unosząca się w powietrzu po ostatniej ulewie. Słońce wychynęło zza chmur, rzucając kilka skąpych promieni na szary, zmarznięty kark wojowniczki.
Lamentująca Toń przekrzywiła nieznacznie łeb, przystając przy granicy z Klanem Burzy. Uważnie lustrowała otoczenie wzrokiem, jakby próbowała doszukać się czegoś podejrzanego.
Odkąd Cienista Zjawa ukończył szkolenie, zakres jej obowiązków znacznie się zwężył; większa część jej dni była więc przepełniona nudą. Nie, żeby narzekała ani nic. Cieszyła się, że nie musiała dłużej pracować z dawnym uczniem; nieważne, ile razy starała się wbić trochę rozumu do tego pustego łba, ten mysi móżdżek wciąż robił swoje. Drażnił ją.
Na samą myśl zmarszczyła delikatnie brwi; jak dobrze, że nie musiała się z nim więcej użerać… Z zamyśleń wytrącił ją nagły dźwięk czyichś kroków; dopiero, gdy się odwróciła, dostrzegła dwubarwny pysk i parę żywych, zielonych ślepi. Przed nią, niemal na skraju granicy z Klanem Burzy, stała barczysta kocica. Zadbane, szylkretowe futro spływało z jej grzbietu, a oczy błyszczały wyzywająco.
Cóż za… bardzo prawdopodobnie irytująca istota.
Wilczacka prychnęła cicho.
— Co tutaj robisz? — zapytała sucho.
Głupie pytanie, zważywszy na fakt, że sama pałętała się bez celu po własnych terenach.

<Nieznajoma?>

Od Dzwonkowego Świstu CD. Pożarowej Łapy

Zaskoczony jej nagłą propozycją przez pierwszą chwilę wpatrywał się w nią z szeroko otwartymi oczami. Uśmiech zawitał natychmiastowo na jego pysku.
— Nie licz na wygraną tak łatwo!
Nie spodziewał się, że raptem parę księżyców temu, Pożar która wpierw nie była zbytnio zainteresowana bliższą znajomością, teraz sama będzie proponować wspólny bieg.
Widział kątem oka jak ruda pędziła przez obóz. Kilka kotów podniosło głowy znad świeżej zdobyczy, gdy przemknęła obok.
Nie czekając chwili dłużej, pędem ruszył za nią. Czuł, jak ekscytacja miesza się z rosnącym szczęściem, z każdym przebiegniętym metrem. Mimo wieku, był jeszcze dość sprawy i ku uldze, potrafił jeszcze szybko biec.
Wypadli z obozu, przemierzając łąki. Słońce przyjemnie świeciło w futro, a Dzwonek poczuł, że żyje.
Po paru chwilach dorównał jej wreszcie kroku. Nie zamierzał poddawać się tak łatwo.
— Nie licz na fory! — zawołał.
— W życiu! Wygram jedynie uczciwie!
Upadły Potwór wyłonił się przed nimi. Kocur chciał przyspieszyć, ale na moment zabrakło mu tchu. Wiedział, że przegrał, gdy kotka z pewnością nabrała rozpędu na ostatnich metrach.
— Wygrałam! — wydyszała triumfalnie.
Sekundę później Dzwonkowy Świst wpadł na nią z impetem. Oboje potoczyli się po ziemi. Przez chwilę leżeli spleceni, a rudy spoglądał na nią przepraszającym wzrokiem.
Był skończony, myślał już o tym, co kotka mu powie i jaką dostanie od niej pogadankę.
Ku jemu zdziwieniu, Pożar jedynie cicho się zaśmiała, a on do niej dołączył.
Kotka pierwsza oprzytomniała. Wstała, otrzepała się i przysiadła niedaleko. Poszedł w jej ślady. Przez moment między nimi zapadła niezręczna cisza.
Postanowił ją przerwać.
— Wiesz… — odezwał się. — Lubię, kiedy się tak śmiejesz.
Serce zabiło mu mocniej. Był przekonany, że rzuci jak zwykle, jakąś ripostę, jak to miała w zwyczaju. Jednak ku jemu zdziwieniu tego nie zrobiła.
Zamiast tego uniosła podbródek.
— To przyzwyczajaj się — mruknęła.
— Naprawdę? Co w ciebie wstąpiło? — zapytał szczerze zaskoczony jej zachowaniem.


< Pożar?>

Nowy Członek Pustki!

NARRATOR

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Starość

Odszedł do Pustki!

Od Celestyna

Najpierw do jego uszu dotarł huk wiatru za oknem; potem delikatny skrzyp drzwi i wreszcie dźwięki kroków gdzieś nad jego głową — zapewne Dwunożni przebudzili się ze snu i, jak co dzień, szykowali się do opuszczenia domostwa, aby potem wrócić, gdy słońce będzie już wysoko na niebie. Celestyn przesunął ogonem po materiale kanapy i wyciągnął łapy przed siebie, a następnie obrócił się na bok. Przez chwilę przysłuchiwał się dźwiękom porannej krzątaniny; ciche stukanie, odgłosy rozmów, brzdęk talerzy, gdy Wyprostowani szykowali się do spożycia śniadania. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Było… dziwnie cicho. Zbyt cicho. Kremowy uchylił powieki — jego wzrok niemal natychmiast powędrował do miejsca, w którym zazwyczaj sypiał Narrator — tym razem też tam był, ale… coś było nie tak. Poranne promienie światła przebijały się przez cienki materiał firanek, padając wprost na jego nieruchome ciało.
Celestyn podniósł się na równe łapy i zeskoczył z kanapy. Serce zamarło mu w piersi, gdy przystanął przy fotelu, na którym spoczywał ojciec. Jego nieruchomy pysk okraszony był lśniącymi kosmykami futra, oczy zaszłe mgłą.
Zamarł. Co się stało?
Boki ojca nie unosiły się w rytmicznym oddechu — na próżno Celestyn starał się go przebudzić. Trącał go łapą, popychał nosem, zawodził żałośnie; z każdą chwilą serce coraz bardziej ciążyło mu w klatce piersiowej, a gardło ściskało się boleśnie od wstrzymywanego szlochu. Dlaczego nie wstawał?
Wreszcie się poddał; łzy stoczyły się po jego pysku, gdy po raz ostatni wtulił się w futro ojca.
Nie żył, nie żył!
Cóż za tragiczny los go spotkał! I co on teraz pocznie bez ojca, sam, samiuteńki?
Możliwe, że Dwunożni usłyszeli jego płacz — w każdym razie po pewnym czasie wtargnęli do salonu i zabrali ze sobą Narratora, zanim zdążył wymamrotać ostatnie słowa pożegnania. Też im chyba było smutno, bo strasznie dziwnie się zachowywali.

Od Zawilcowej Korony

 Słońce ponownie wstało, chociaż w myślach kocur błagał, aby do jego ślepia nie dotarł następny promień. Wtedy może wszystkie jego problemy by zniknęły, a on zmuszony byłby do odpoczynku. Jednak czy bycie bezużytecznym członkiem nie było najgorszą karą, jaką mógł ktoś mu zaoferować? Utknięcie w nieustannej bezczynności, która nazywana była odpoczynkiem i którą można tylko przerwać, rzucając się komuś pod łapy. To brzmiało jak koszmar, który mógłby się spełnić, wbrew jego woli. Westchnął cicho, a po chwili do jego uszu dotarł cichy śmiech. Podnosząc swój wzrok, ujrzał w wyjściu Przeplatkowy Wianek, która swe ślepia wbijała wprost w niego.
 – Czyżby komuś się nudziło? – zapytała, podchodząc do niego. – To dobrze, bo ostatnio me stawy dają o sobie znać i to nie w dobry sposób. Może to dobry czas, abym pomyślała o odejściu do starszyzny, aby pilnować moich wnucząt. Rosną zdecydowanie za szybko. Poza tym chciałam z tobą porozmawiać.
 – Świetnie – mruknął, wskazując ogonem na posłanie przed nim, na którym kocica położyła się, dając mu się zbadać. – Z jakim temat dziś do mnie przybywasz?
 – Przyszłam dziś do Ciebie z nowym problemem, który staje się powoli irytujący. A mówię dokładnie o Świerszczowym Skoku. – Uszy kocura drgnęły, gdy dotarło do niego to imię. Mimo iż słyszał je wiele razy to ton, z jakim wojowniczka je wypowiedziała, nie sugerował nic dobrego. Zwykle wychwalała go, jednak tym razem tak nie było, co go zdziwiło. – Przekracza on już wszystkie granice smaku, a zaczęło się to po śmierci Norniczego Śladu, jakby ona zadziała w jakiś sposób na niego, co jest dla mnie trudne do uwierzenia. Jednak pozostawia nam to jedną opcję, jaką jest pozbycie się go.
 – Nam? Wypraszam sobie, to brzmi tylko jak twój problem. Od kiedy to moim problemem jest to, że nie słucha się on Ciebie? Może wreszcie zrozumiał swe błędy.
 – Błędy? On jest bardziej ślepy niż ty Zawilcowa Korono. A czemu to również twój problem? Bo teraz nie mogę zagwarantować Ci, że któregoś poranka nie wpadnie on na świetny pomysł, na przykład uciszenie Kminkowy Szum na wieki, który postanowi zrealizować. Dlatego to jest nasz problem. Mój i twój. Jednak jak zwykle posiadam rozwiązanie, a jedynym problemem jest to, że ty musisz go zrealizować, gdyż mogłam przypadkowo sprowadzić na siebie uwagę naszego zastępcy.
 – Jak sprowadza się na siebie jego uwagę przypadkowo? Czyż nie prowadzi on całego klanu?
 – Tam o jedno za dużo słówko się powiedziało w rozmowie z Motylkową Łączką, a ta pobiegła zaraz pod jego legowisko. Nie ważne jak to się stało, ważne jest to, że jesteś w stanie to zrobić. Na chwilę obecną postaraj się dowiedzieć, co planuje.
 Uśmiech przystroił pysk Przeplatki, jakby kilka mrugnięć powieki nie powiedziała czegoś, co mogłoby być przyczyną jej wygnania. Medyk zniknął na chwilę z pola widzenia kocicy, udając się do składziku po potrzebne zioła, a kiedy powrócił, dostrzegł Wełnistą Mszycę, która powróciła do legowiska i zamieniła kilka słów z jej byłą mentorką. Dalej nie mógł uwierzyć, że kotka szkolona pod łapami Przeplatki skończyła jako asystentka medyka, tuż obok niego. Los śmiał mu się w pysk i czasem trudno było trzymać język za kłami, jednak musiał. Jego słowa i tak nie miały większego znaczenia, był to wybór Wdzięcznej Firletki, by ją mianować. Zawilec usiadł obok wojowniczki, zajmując się nią w milczeniu.

Wyleczeni: Przeplatkowy Wianek

Od Księżycowego Odłamka

 Jego interakcje z młodszymi kotami ostatnimi czasy zdawały się nie istnieć i niezbyt mu to przeszkadzało. Chciał mieć znajomych i przyjaciół oczywiście, wbrew pozorom był społecznym stworzeniem (tylko wtedy kiedy jego energia społeczna była pełna, znał koty z którymi rozmawiał i je lubił, lub od razu nawiązywał dobry kontakt i wspólną nić porozumienia) i często rozmarzał o posiadaniu całej grupki przyjaciół którzy byliby do niego podobni, jednak Klan Burzy pod tym względem niezbyt spełniał jego idealistyczne oczekiwania. Była co prawda Wróżka, która była najbliżej jego komfort strefy, jednak ona była jego... hm, bardziej obiektem zauroczenia niż takim czysto platonicznym przyjacielem. Była Dryfujący Fluoryt i Ruda Lisówka, ale oni byli dużo starsi, był Barszczowa Łodyga którego traktował bardziej jak wujka i uch... kto jeszcze? Znajomy z granicy z Owocowego Lasu? Nie widział się z nim już od dłuższego czasu, a z miotem Jagodowego Marzenia nie miał kontaktu, podobnie jak z całą resztą podobnych mu wiekiem. Jeszcze po odejściu Kołysanka czegoś bardzo mu brakowało i nie mógł za nic nazwać tej brakującej cząstki. 
I wtedy... BĘC! 
Odskoczył zaskoczony, nie spodziewając się zderzenia. Co to, kamień? Korzeń? Nie powinno tu być tego czegoś, to coś nowego! Ktoś tu coś przytachał? Ale nie, chwila... to coś było zbyt miękkie na ścianę i zdecydowanie pachniało kotem... a dokładniej pewną kotką z legowiska uczniów. Musiała się nie ruszać, skoro jej nie usłyszał... przypał. 
- Ej! Nie widzisz jak...!? - przerwała. - Aha. 
Mina Księżyca mówiła sama za siebie, chociaż nic nie powiedział. Jedynie ściął wargi na wzór wymuszonego uśmiechu i czekał aż kotka sobie pójdzie, albo... nie wiedział, cokolwiek.
- Wybacz - mruknął, oczekując jakiegoś komentarza zwrotnego, jednak zamiast tego kotka wskazała łapą na jakiś przedmiot (a przynajmniej tak zgadywał) po czym odezwała się raz jeszcze. 
- Co to? Czyje to? 
- ... Nie mam... pojęcia, o czym mówisz... 
- To - zostało mu coś przyłożone z rozmachem do piersi - Czyje? 
Z lekkim zaskoczeniem malującym się na pysku bo tym nagłym ataku, przyłożył łapę do piersi, nie pozwalając przedmiotowi spaść na ziemię i szybko zauważył, że kotka mówiła o piórze. Długim, nieco poszarpanym już i starym, najpewniej wyrwanym ze skrzydła, lub po prostu zebranym z ziemi. 
- Bażant - mruknął krótko, czy powąchał je u nasady i przejechał po nim łapą. 
- A to? 
- Gołąb. 
- A to? To jest śliczne!
- Czajka. 
- Mogę je wziąć? 
- A jest jeszcze jakieś inne? 
- ... Nie. 
- To nie. 
Krótka wymiana zdań a jednak pozostawiła po sobie niezadowolenie na mordce kotki. Niezadowolona usiadła z marudnym wydechem, grzebiąc pazurem w ziemi. 
- Nie jesteś wcale zabawny - stwierdziła, jak gdyby rozczarowana. Księżyc nie bardzo wiedział co z tym faktem zrobić. Przeprosić? ,,Wybacz, że nie spełniam twoich oczekiwań. Spodziewałaś się spotkać tutaj rasowego bad-boya? Niestety wylosowałaś smutnego nerda, spróbuj swojego szczęścia ponownie! Już dziś kup dwa losy a dostaniesz jeden dodatkowy w gratisie!" Nie wiedział co o kotce myśleć. Znał ją. Kroki zdawały się znajome i z tego, co mówił Lotosowy Pąk, nie pierwszy raz plątała się po Grocie Pamięci, przeszukując pióra i dopytując o różne gatunki roślin czy zwierząt, bardzo często jednak odchodząc z niezadowoleniem, jak gdyby ich odpowiedzi niezbyt ją satysfakcjonowały. Wciąż jednak nie miał okazji z nią porozmawiać i jej stwierdzenie, że nie jest zabawny, pomimo bardzo krótkiej wymiany słów, której nie można było nawet nazwać rozmową, jakoś ubodło jego ego. Przynajmniej nie powiedziała, że jest nie interesujący. Brak zabawności mógł przeżyć. Może nie był specjalnie społeczny, ale wciąż przejmował się tym, co mówią i myślą o nim inni. 
- Nie staram się być... - burknął jakby nadąsany i niezbyt zadowolony, chociaż ładnie owinął to w obojętność. Młodsza jednak zdawała się nie być szczególnie szczęśliwa z usłyszanej odpowiedzi. 
- Powinieneś! Ze swoim wyglądem wzbudzasz naprawdę wiele nadziei. Oszukujesz innych! Słyszysz? Oszust. 
- Co? Wcale nikogo nie-
- Czuję się oszukana. - stwierdziła z nadąsaniem. Nie bardzo rozumiał, co miał z tym zrobić? To nie była jego wina, że kotka sobie coś ubzdurała. Cisza która nastała po wyznaniu kotki była niezwykle głośna, przerwana przez odgłos mechanicznego przełykania śliny, który odbił się w uszach srebrnego. 
- Uh... - po tym kreatywnym komentarzu obrócił się w miejscu, chcąc odejść od bardzo niezręcznej konwersacji. 
- Ej. Ej, ej co ty robisz? 
- ... Idę. 
- Nie możesz! - kotka ruszyła się z miejsca, podbiegając do kronikarza, który nie mógł już ukryć zdezorientowania i znużenia na pysku. Uszy dawno poleciały mu na boki a ogon wyrażał dyskomfort. 
,,Czym jest jej problem"
Chciała się czegoś dowiedzieć? O coś zapytać? Poszukać pachołka by się na nim wyżyć? Jeszcze fakt, że była to dość młoda uczennica sprawiał, że nie za bardzo wiedział jak się zachować. Co prawda było lepiej niż z młodymi kociętami, ale wciąż. Jeśli miał jakoś posegregować z jaką grupą najlepiej by mu się było dogadać, to najgorsze były kociaki, czasem zamieniając się miejscem ze starszymi uczniami którzy bywali wredni. W najlepszym miejscu znajdowali się ci młodsi uczniowie, ale głównie niezręczne kocury czy kotki. Ona się do takich nie zaliczała... tak mu się zdawało. W sumie, ile miała księżyców? Na pewno powyżej 6 ale niewiele mu to mówiło, akurat tą fazę rozwojową klanu ominął. 
- Powinniśmy trzymać się razem!
- ... Czemu. 
- Bo oboje jesteśmy specjalni! 
,,Specjalni inaczej?" To zdawał się mówić przez chwilę jego pysk. Nie wiedział, czy czuł bardziej zmieszanie czy niezręczność. Od samego początku rozmowa się nie kleiła, szczególnie od jego strony, a teraz usłyszał od podrostka, że powinien się z nim trzymać po tym, jak został nazwany mało zabawny. 
- Jesteś... bardzo trudna do obejścia - zauważył na wydechu, nieco zrezygnowany, opuszczając znów uszy na boki, tym razem wraz z głową. Czego ona chciała? Pomocy! Była przerażająca! On sam w życiu by nie dał rady podejść do starszego kota i się naprzykrzać! Nie, żeby był zły z tego powodu ani nic, ale jednak... 
- Co to ma znaczyć - prychnęła, zaraz rzucając to jednak w niepamięć - SpEcJalNi. Ja, ty, rozumiesz? Podobnie jak Wędrujące Niebo, ale on jest za stary. 
- Eh? Co ma do tego Wędrujące Niebo, nie rozumiem - jęknął, już całkiem skołowany, przykładając łapę do czoła. - Specjalnymi na pewno można by nazwać pawie dzieci, a nie-
- Nie, nie, nie słuchasz mnie! Ty, ja i Pan Stary Kronikarz, chociaż sam najmłodszy nie jesteś, jesteśmy super. Stary Kronikarz ma jedno oko zamglone, ty masz oba niewidzące, a ja mam jedno niezbyt działające przez pysk... a skoro ja jestem super, to znaczy, że wy pewnie też. W jakiś... sposób. Jeszcze nie wiem jaki, ale na pewno to odkryjemy, więc się przygotuj. 
Tok myślenia kotki miał jakiś sens. Miał sens jeśli myślało się tak, jak ona i kocur to w pewien sposób wyłapał, jednak patrząc na to z boku - brzmiało jak zwykłe urojenia, niestety. Coś, co się mówiło kociakowi który odstaje od reszty, żeby nie czuło się jak ostatni dziwoląg. A co do pyska, tak, coś mu zaczęło świtać, coś słyszał o jedynym kociaku Kwiecistej Kniei która szybko po porodzie wyparowała, a opiekę nad młodym szczawiem przejęła Słodka Dziewanna. Jak to było z opisem...? ,,Pysk jej jakby żywica stopiona, po jednej stronie drzewa sosnowego spływająca" jak to Wędrujący niegdyś opisał. Tylko jak jej było na imię? Nie mógł sobie za nic przypomnieć, na pewno znał jej kroki i zapach, ale ani to ani to nie powie mu jej imienia. 
- Mmmm... ty jesteś... 
- Jestem. 
- Nie, nie o to. Twoje imię. 
- Bazia Łapa. 
- Tak, słuchaj... czy możesz.... czy możesz sobie iść czy możesz... nie? 
- Co nie.
- Nie robić... tego. Tego co robisz. No wiesz... - machnął łapami, próbując podeprzeć się nimi podczas wyjaśniania o co mu chodziło, jednak milczenie z drugiej strony świadczyło albo o niezadowoleniu, albo o zmieszaniu, więc w końcu zatrzymał łapy gwałtownym ruchem, zamarł na moment. Nie rozumiała, a on sam się zaplatał we własnych myślach. ,,Żeby zdezorientować swojego wroga musisz najpierw zdezorientować siebie" czy coś takiego. - Albo wiesz co, rób co chcesz - Westchnął przeciągle, jeszcze nie wiedząc, że te słowa mogły wywołać katastrofę w postaci zabrania części czasu z jego (niezbyt) cennego życia. 
- Naprawdę? - rozpromieniła się. Niemal mógł poczuć jak uderzają w niego gwiazdki i kwiatki należące do aury wytwarzanej przez kotkę. 
,,O nie." 
- Nie, czekaj, może nie koniecznie WSZYSTKO co chcesz-
- Nie ma cofnięć! Nie masz pojęcia ile mam pomysłów co możemy zrobić! Myśleliście kiedyś nad przedstawieniami, albo może zajęciami dla najmłodszych takimi bardziej kolorowymi? Albo dla starszych takie bardziej kRwaWe? Oczywiście, ja jestem starsza, więc mogłabym oglądać! Albo nawet przedstawiać! Co prawda trochę was mało ale na pewno znajdą się jacyś wolontariusze. 
- Czekaj... nie, czekaj chwilę - starał się ją uspokoić, ale ciąg myśli tej kotki, w przeciwieństwie do niego, nie tylko nie miał końca, ale jeszcze wychodził na światło dzienne z zadziwiającą szybkością. 
- Wrócę tutaj jutro, jestem pewna, że Zwiewny Mak będzie podzielać mój pomysł, zobaczysz. Jeszcze nie wiem który, ale na pewno na któryś przystanie, tylko muszę jej powiedzieć. Spodziewaj się mnie jutro, towarzyszu! - wybiegła. Wybiegła, zostawiając jeszcze bardziej skonfundowanego Księżyca niż był na początku. W dodatku bardzo przebodźcowanego i nie do końca wiedzącego, co ze sobą zrobić. No i czy na pewno mógł pozwolić młodszej kotce szaleć? Czy Wędrujące Niebo nie urwie im za to uszu? Czy w ogóle słowa zakazu dotrą do Baziej Łapy? Panika nakazała zrobić jedyną rozsądną teraz rzecz, która wymagała zawołania odpowiedzialnego dorosłego który mógłby opanować sytuację. 
- Lotosowy Pąkuuu - jęknął cicho, przydreptując do starszego kolegi, który właśnie wszedł do groty. 

Od Mandarynkowej Gwiazdy CD. Żmijowcowej Wici

Na wzmiankę o dzieciach pazury wbiły jej się w ziemię. Odwróciła się na uderzenie serca od kocura, żeby otrzeć z pyska pojedynczą łzę, której nie dała rady powstrzymać od wypłynięcia, po czym ponownie z takim samym wyrazem twarzy jak wcześniej odwróciła się do niego z powrotem.
— Bardziej martwiłabym się teraz pazurami członków własnego klanu. Ale w porządku, o ile nie przestaniesz wykonywać swoich codziennych obowiązków.
Wojownik skinął głową.
– Dziękuję.
***
Po paru księżycach myślenia wreszcie wpadła na rozwiązanie. Idealny plan, który nie miał dziur. Wiedziała już jak uniemożliwić rodzinie Baśniowej Stokrotki sabotowanie Klanu Nocy. Jednocześnie mogła ich wykorzystać dla własnych celów. Może i było to ryzykowne, ale musiała postawić wszystko na jedną kartę. Dla dobra jej rodziny. Dla dobra Klanu Nocy. Nie zamierzała tego uzgadniać z Wężyną. Nie tym razem. Musiała działać szybko. Sprawnym krokiem wyszła ze swojego legowiska. Czas wydawać rozkazy.
***
Kiedy już wszyscy więźniowie zostali przetransportowani na wyspę, a strażnicy mających ich pilnować wyznaczeni, wskoczyła na wielki sumak i zwołała zebranie klanu. Widziała zdezorientowane spojrzenia klanowiczów. Większość nie do końca rozumiała, co się wydarzyło. Nieważne. Ważne było tylko to, że już się zajęła problemem.
– Klanie Nocy! – wykrzyknęła, przesuwając chłodnym wzrokiem po zebranych. – Być może zauważyliście zniknięcie kilku klanowiczów z obozu. Rysi Bór, Borówkowa Słodycz, Rozpromieniony Skowronek i Konwaliowa Mielizna zostali uwięzieni na wyspie niedaleko obozu. Zostali oni uznani za prawdopodobnych zdrajców i zagrożenie dla klanu, dlatego będą tam przetrzymywani na czas bliżej nieokreślony.
Zaniepokojone pomruki przeszły przez tłum. Znalazło się też kilka kotów, które protestowały bardziej. Te szybko jednak zostały zagłuszone przez jej kolejne słowa:
– W związku z tym postanowiłam przerwać trening Słodkiej Łapy i Korzennej Łapy. Obie kotki zostaną przeniesione do żłobka, żeby wykonywać drobne prace w obozie i poza nim, tak jak to robi teraz Fląderka. – Tym razem nawet nie dała wybrzmieć reakcji Nocniaków. – Nowym mentorem Dryfującej Łapy będzie Wężynowy Splot. Jednocześnie odwołuję Tojadową Kryzę z roli mentora Morszczynowej Łapy z powodu opóźnionych postępów w treningu. Zastąpi go Mżący Przelot.
Nikt nie musiał wiedzieć, że postępy w treningu kocurka wcale nie były powodem tej decyzji. Mandarynkowa Gwiazda najzwyczajniej nie ufała Tojadowej Kryzie z powodu jego partnerki i dzieci. Zakończyła spotkanie i wróciła do swojego legowiska. Tam skontaktowała się ze swoim zastępcą. Poprosiła go o przyprowadzenie jej kogoś do legowiska. Potrzebowała kota do obserwowania rudego bicolora. Kogoś lojalnego. A tak się składało, że już zdążyła tego kota wybrać, czy tego chciał, czy nie. Uśmiechnęła się z satysfakcją na widok bardzo przejętej kociej sylwetki, wchodzącej do wnętrza sumaka.
– Witaj Żmijowcowa Wici. Mam dla ciebie propozycję…
<Żmij? Zostajesz szpiegiem?>

Od Słonecznego Fragmentu Do Poczciwego Szakłaka

Mimo przeogromnych chęci Słoneczny Fragment nie był w stanie spełnić prośby Ognistej Piękności. Być może ruda starsza kocica miała rację, może faktycznie ze Śnieżycowej Chmury byłaby dobra matka, jak i partnerka, lecz Słoneczny Fragment nie był w stanie zbliżyć się do kocicy, aby móc ją lepiej poznać. Nie, po prostu nie. Nie potrafił na nią spojrzeć jak na kogoś więcej niż kocicę należąca do tego samego klanu. Nie był w stanie przenieść ich relacji na wyższy poziom. Nie był w stanie jej pokochać. A nie chciał być z kimś, tylko dlatego, aby spełnić czyjąś pobudkę.
Pustkę, którą pozostawiła po sobie Wieleni Szlak nie była w stanie wypełnić żadna z kocic z towarzystwa, nie ważne, jak bardzo tego pragnął.
Słoneczny Fragment miał nadzieję, że jeśli nie trafi tam, gdzie bura szylkretka, trafi tam, gdzie będzie mógł ponownie stanąć naprzeciw Mątwiego Życzenia. Widział, że kocica umarła młodo, a o jej śmierci dowiedział się niedługo po swoim mianowaniu. Jednak czasami zastawiał się, co by było, gdyby udało mu się spotkać ponownie z księżniczką i ta by jednak nie umarła.

"Czy mimo wszystko zacząłbym darzyć uczuciem Wieleni Szlak? Czy istniałaby szansa, aby był prawdopodobnym ojcem kociąt Pacynki?"


Nie widział, mimo to ciekawiło go to, jakby się jego losy potoczyły, gdyby przodkowie nie zabrali pierwszego kota, którego pokochał. Czy udałoby im się rozwinąć relację i oboje oczekiwaliby ponownego spotkania na granicy?
Z zamyślenia został wyrwany w tej samej chwili, gdy przeniósł spojrzenie na czarny kształt, ostrożnie wchodzący do legowiska wojowników. Był to kuzyn Zawodzącego Echo, co czyniło go również w teorii kuzynem przewodnika. W teorii do kwadratu, bo przecież przewodnik był synem Nagietkowego Wschodu, w dodatku adoptowanym. Nie łączyły ich żadne więzy krwi z czarnym wojownikiem.
Mimo to cenił sobie obecność czarnego kocura. To dzięki niemu udało mu się zaaklimatyzować szybko w Klanie Burzy, być może Poczciwemu Szakłakowi również, tuż po tym jak opuścił matkę i siostrę w Klanie Klifu. Nawet jeśli z biegiem czasu oddalili się od siebie, zielonooki wojownik był dla niego cennym towarzyszem.
Szakłak nie miał szczęścia zarówno do mentorów, jak i uczniów. Zarówno Kruczy Taniec, Poczciwy Dziwaczek i Kołysankowa Łapa dołączyli na Srebrzystą Skórę. Rudy bengal o wiele zbyt szybko, jak i również mentorzy czarnego. Wszyscy byli młodzi. Słońce współczuł wojownikowi. Zdawał sobie sprawę, że kocurowi musi być naprawdę trudno. W dodatku jego ojciec, Barszczowa Łodyga zasilił legowisko starszych.
Niewiele myśląc, kremowy podźwignął się na swych łapach i zbliżył się do kocura, który właśnie zajmował miejsce na swoim posłaniu. Przywitał się z "kuzynem", po czym uśmiechając się delikatnie, zaproponował spędzenie czasu wspólnie w swym małym gronie, jak za starych czasów, tuż przed tym, jak do Klanu Burzy dołączyła Słodka Dziewanna ze Strzępotkowym Kokonem oraz Burzowe Chmury.


<Poczciwy Szakłaku? Czy chciałbyś poprowadzić nawet może krótka sesje ze Słońcem?>

Od Lilii

Lilia, jak to ona, polowała na kłębek mchu, czasami dziwacznie się na nim kładąc, szturchając i naskakując.
- Lilia! - krzyknęła kremowa kotka - Lilia! Chodź tutaj!
Była to Szafirek. Koteczki zdążyła się zaprzyjaźnić w trakcie zabaw z Szkwałem i Lawendą. Liliowa koteczka pobiegła do niej, omało w nią nie wpadając.
- Szafirko, o co chodzi? - spytała, patrząc na nią ciekawskimi, zielonymi oczkami.
- Nie miałam ochoty już bawić się w wydry, więc poszłam na wyprawę w poszukiwaniu skarbów i patrz, co znalazłam!
Szafirek popchnęła łapą mały kwiatek z niebiesko - fioletowymi kulkami.
- Szafirek! - wykrzyknęła Lilia - gdzie go znalazłaś?
- Tajemnica - koteczka przechyliła głowę w bok dumnie patrząc na przyjaciółkę.
- Może zostaniesz ogrodniczką? - spytał liliowy kociak.
- Meh, to nie dla mnie, wolę polować na zwierzynę, taką jak Szkwał - zażartowała - muszę ćwiczyć przed mianowaniem, chodź w sumie, i tak jestem przygotowana.
Machnęła ogonem na pożegnanie i uciekła w stronę biegającego brata.
Lilia nagle zdała sobie sprawę z tego, że niedługo zostanie sama w żłobku, tylko niecałe pół księżyca, ale dla niej to była cała wieczność. Sama nie mogła doczekać się mianowania, by zostać Liliową Łapą i zacząć szkolenie. Chciałaby też się dowiedzieć dlaczego Kasztanek, teraz Przypalona Łapa patrzył się na nią jakby za chwilę miała na niego naskoczyć i go pożreć. Jak to się wszystko potoczy? Czas pokaże.