– Czy chciałbyś coś jeszcze dodać, Słoneczko? – odezwała się Purchawka, zwracając się do Gołąbka. Po śmierci Gąski Gołąbek zaczął chadzać na spotkania z Purchawką. Bardzo pomagały mu radzić sobie z bólem po stracie ukochanych kotów. Mimo że odeszły już księżyce temu, ból, choć mniejszy niż na początku, nadal tkwił w jego duszy.
– Gąska była dla mnie wspaniałą matką. Myślę… że ja kiedyś będę chciał być taki jak ona. W przyszłości chciałbym być ojcem. Wychować kocięta tak jak ona wychowała mnie i Borowika – wyznał. Nie był pewien, dlaczego wspomniał o tym akurat teraz. Chciał jednak się z kimś tym podzielić – Nie chcę mieć partnera. Ale chciałbym z kimś wychować kocięta. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę kogoś, kto będzie chciał tego samego co ja.
– Na pewno uda ci się kogoś takiego znaleźć – zamruczała Purchawka – I na pewno będziesz świetnym ojcem, Gołąbku.
Na pyszczku Gołąbka pojawił się mały uśmiech. Myśl o tym, że kiedyś sam będzie miał małe kocięta, napawała go szczęściem. Miał już nawet imiona dla dwójki z nich! Gąska i Poranek. Wybrał je, by uhonorować tych, których kochał najbardziej.
– To chyba wszystko, co chciałem po… – urwał. Tuż nad jego głową przeleciała para Jerzyków. Ptaki przez chwilę krążyły wokół zebranych kotów, a później usiadły na gałęzi pobliskiego drzewa. Jerzyki… A do tego dwa…czy to możliwe? Gołąbek zerwał się na równe łapy. Czy to mogli być Gąska i Poranek? Czyżby przyszli go odwiedzić? – Mamo? Poranku? Czy to wy? – Zupełnie nie zwracał już uwagi na pozostałe koty. Cała jego uwaga skupiona była teraz na Jerzykach. Ptaki ponownie zerwały się do lotu, znów przelatując nad nim. W jego duszy zaczęło narastać dziwne, choć ciepłe uczucie. Tak, jakby jego dusza coś właśnie odkryła. Patrząc na lecące ptaki, zaczął rozumieć, co to takiego.
– Purchawko! Odkryłem pierwszy człon imienia mojej duszy! To Lot! Lot! – podbiegł do Szamanki, radośnie podskakując – W końcu go odkryłem!
* * *
Gołąbek siedział obok swojej mentorki, Mistral, w skupieniu przyglądając się roślinom, które właśnie rozkładała na podłodze legowiska. Właśnie zaczynał się jego ostateczny test na pełnoprawnego uzdrowiciela. Pierwszą jego częścią był sprawdzian ze wszystkich leczniczych roślin. Zadaniem Gołąbka było rozpoznanie ich po zapachu, nazwie, wyglądzie oraz zastosowaniu. Bury był pewien, że ta część sprawdzianu nie sprawi mu żadnej trudności. Znał zioła i choroby doskonale, nie mógł więc popełnić żadnej większej pomyłki.
Gdy zioła były już ułożone, rozpoczęło się przepytywanie. Mentorka wskazywała łapą zioła, a Gołąbek dokładnie je opisywał.
– To jest dziki czosnek. Stosuje się go, by zapobiec infekcjom, które się tam rozwijają. Ta roślina to gwiazdnica. Leczy zielony kaszel. Podaję ją doustnie. To jest Krwawnik. Przeżuta i nałożona na ranę papka z Krwawnika wyciąga z rany truciznę. Można też zjeść papkę, by wywołać wymioty. To jest…
Kiedy rozpoznawanie leżących na ziemi roślin dobiegło końca, Mistral zaczęła przepytywać Gołąbka z samych nazw – tym razem bez użycia prawdziwych ziół.
– Cis? Cis jest trucizną i wywołuje bolesne wymioty. Wrotycz? Ta roślina zapobiega kaszlom oraz ranom. Je się ją w małych ilościach. W dużych może wywołać mdłości lub podrażnić żołądek. – Przepytywanie szło Gołąbkowi świetnie. Do tej pory nie popełnił żadnej omyłki. Czy uda mu się poprawnie rozwiązać wszystkie zadania?
Po zaliczeniu drugiego zadania Mistral kazała mu zamknąć oczy. Teraz miał rozpoznawać rośliny jedynie po zapachu. Kotka podstawiała mu pod nos zioła, a on wąchał je, odgadując ich nazwy i zastosowania.
– A to? Co to za zioło? – Mistral przysunęła do nosa ucznia ostro pachnącą roślinę.
–To jest… – No właśnie, co? Gołąbek zamarł. Co to był za zapach? Zupełnie nie potrafił sobie przypomnieć! Zawęszył znowu, analizując zapach. Co to za roślina? – Nie wiem! Nie pamiętam! Przepraszam! – przyznał, otwierając oczy i spuszczając wzrok.
– To jest czyściec – powiedziała Mistral, pokazując mu roślinę.
Czyścieć! Jak mógł zapomnieć? Czy pomylił się jeszcze w czymś innym?
– Wszystkie inne odpowiedzi były poprawne. Zaliczyłeś. Gratuluję.
Druga część testu na pełnoprawnego medyka była trudniejsza niż pierwsza. Miał samodzielnie wyleczyć Pszczółkę z jej osłabienia oraz bólu głowy, a później zdać Mistral raport z tego, czego użył do leczenia. Pszczółka weszła do legowiska uzdrowicieli. Była wyraźnie zmęczona.
– Witaj, Pszczółko. Czy zanim zaczęło cię osłabiać, miałaś jakieś inne objawy?
– Przez kilka księżyców pobolewała mnie głowa. Nie myślałam jednak, że to coś poważnego, dlatego nie przychodziłam.
– Rozumiem. Na osłabienie podam ci krwiściąg. Doda ci sił. – Uczeń wyciągnął porcję rośliny ze spiżarki – Proszę, przeżuj to i połknij
– Czy dostanę też coś na ból głowy? – Pszczółka posłusznie przełknęła, krzywiąc się z powodu gorzkiego smaku, a później spojrzała się pytająco na ucznia.
– Oczywiście. Podam ci Wrotycz. Jeśli ból głowy po nim nie zelżeje, jutro będziesz musiała przyjść po kolejną dawkę. Zgłoś się do mnie o tej samej porze co dzisiaj. A teraz jeszcze cię przebadam, by sprawdzić, czy osłabienie nie wynika też z czegoś innego. – Gołąbek osłuchał kotkę. Na szczęście wyglądało na to, że osłabienie wzięło się tylko i wyłącznie z bólu głowy – Teraz wróć do legowiska i postaraj się odpocząć, aż Krwiściąg nie zacznie działać. – Gołąbek odetchnął z ulgą. Teraz musiał tylko zdać Mistral raport. Jego droga jako uczeń była prawie skończona.
– Gołąbku, wystąp. – Siedzący na najniższej gałęzi topoli, Czereśnia zwróciła się do burego ucznia.
Gołąbek wystąpił spośród zgromadzonych kotów, podnosząc głowę w stronę lidera.
– Najwyższy czas, abyś stał się medykiem. Wykazałeś się wielkim współczuciem i odwagą. Straciłeś tak wiele, a mimo to nigdy się nie podałeś. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i dbać o jej zdrowie?
– Przysięgam – obiecał uczeń.
– A zatem witamy cię jako nowego medyka Owocowego Lasu!
Gołąbek ze łzami w oczach odwrócił się do zgromadzonych kotów. Wszystkie skandowały jego imię, świętowały jego awans na pełnoprawnego medyka. Jego marzenie się spełniło. Został prawdziwym uzdrowicielem.
– Chciałbym, żebyście mogli to widzieć. Kocham was – wyszeptał w stronę nieba do Gąski i Poranku.
Gdy zioła były już ułożone, rozpoczęło się przepytywanie. Mentorka wskazywała łapą zioła, a Gołąbek dokładnie je opisywał.
– To jest dziki czosnek. Stosuje się go, by zapobiec infekcjom, które się tam rozwijają. Ta roślina to gwiazdnica. Leczy zielony kaszel. Podaję ją doustnie. To jest Krwawnik. Przeżuta i nałożona na ranę papka z Krwawnika wyciąga z rany truciznę. Można też zjeść papkę, by wywołać wymioty. To jest…
Kiedy rozpoznawanie leżących na ziemi roślin dobiegło końca, Mistral zaczęła przepytywać Gołąbka z samych nazw – tym razem bez użycia prawdziwych ziół.
– Cis? Cis jest trucizną i wywołuje bolesne wymioty. Wrotycz? Ta roślina zapobiega kaszlom oraz ranom. Je się ją w małych ilościach. W dużych może wywołać mdłości lub podrażnić żołądek. – Przepytywanie szło Gołąbkowi świetnie. Do tej pory nie popełnił żadnej omyłki. Czy uda mu się poprawnie rozwiązać wszystkie zadania?
Po zaliczeniu drugiego zadania Mistral kazała mu zamknąć oczy. Teraz miał rozpoznawać rośliny jedynie po zapachu. Kotka podstawiała mu pod nos zioła, a on wąchał je, odgadując ich nazwy i zastosowania.
– A to? Co to za zioło? – Mistral przysunęła do nosa ucznia ostro pachnącą roślinę.
–To jest… – No właśnie, co? Gołąbek zamarł. Co to był za zapach? Zupełnie nie potrafił sobie przypomnieć! Zawęszył znowu, analizując zapach. Co to za roślina? – Nie wiem! Nie pamiętam! Przepraszam! – przyznał, otwierając oczy i spuszczając wzrok.
– To jest czyściec – powiedziała Mistral, pokazując mu roślinę.
Czyścieć! Jak mógł zapomnieć? Czy pomylił się jeszcze w czymś innym?
– Wszystkie inne odpowiedzi były poprawne. Zaliczyłeś. Gratuluję.
* * *
– Witaj, Pszczółko. Czy zanim zaczęło cię osłabiać, miałaś jakieś inne objawy?
– Przez kilka księżyców pobolewała mnie głowa. Nie myślałam jednak, że to coś poważnego, dlatego nie przychodziłam.
– Rozumiem. Na osłabienie podam ci krwiściąg. Doda ci sił. – Uczeń wyciągnął porcję rośliny ze spiżarki – Proszę, przeżuj to i połknij
– Czy dostanę też coś na ból głowy? – Pszczółka posłusznie przełknęła, krzywiąc się z powodu gorzkiego smaku, a później spojrzała się pytająco na ucznia.
– Oczywiście. Podam ci Wrotycz. Jeśli ból głowy po nim nie zelżeje, jutro będziesz musiała przyjść po kolejną dawkę. Zgłoś się do mnie o tej samej porze co dzisiaj. A teraz jeszcze cię przebadam, by sprawdzić, czy osłabienie nie wynika też z czegoś innego. – Gołąbek osłuchał kotkę. Na szczęście wyglądało na to, że osłabienie wzięło się tylko i wyłącznie z bólu głowy – Teraz wróć do legowiska i postaraj się odpocząć, aż Krwiściąg nie zacznie działać. – Gołąbek odetchnął z ulgą. Teraz musiał tylko zdać Mistral raport. Jego droga jako uczeń była prawie skończona.
* * *
Gołąbek wystąpił spośród zgromadzonych kotów, podnosząc głowę w stronę lidera.
– Najwyższy czas, abyś stał się medykiem. Wykazałeś się wielkim współczuciem i odwagą. Straciłeś tak wiele, a mimo to nigdy się nie podałeś. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i dbać o jej zdrowie?
– Przysięgam – obiecał uczeń.
– A zatem witamy cię jako nowego medyka Owocowego Lasu!
Gołąbek ze łzami w oczach odwrócił się do zgromadzonych kotów. Wszystkie skandowały jego imię, świętowały jego awans na pełnoprawnego medyka. Jego marzenie się spełniło. Został prawdziwym uzdrowicielem.
– Chciałbym, żebyście mogli to widzieć. Kocham was – wyszeptał w stronę nieba do Gąski i Poranku.
* * *
– Straciłeś tak wiele, a mimo wszystko przetrwałeś – zaczęła Szamanka – Twoja dusza nigdy nie pozbyła się miłości, której w niej nosiłeś, nieważne, co zesłał na ciebie los.
– Nie mogłem się poddać. Owocowy Las mnie potrzebuje. – Gołąbek skłonił głowę przed Szamanką.
– Locie Gęsi o Poranku, cieszymy się, że mamy cię wśród nas.
[1070 słów]
[21%]


