Księżyc temu
Chłód zbliżającej się Pory Nagich Drzew dawał znać coraz to większej liczbie kotów. Mimo to, Opadający Rumianek był pierwszym, który złapał gdzieś biały kaszel. W obawie, że rozprzestrzeni się na cały Klan Burzy, postanowił szybko przyjść do legowiska medyka. Nie chciał, aby przypadkiem ktoś inny posiadł jego choróbsko. Przywitał się cicho, rozglądając się za kimś, kto mógł mu pomóc, aż w końcu zauważył Wdzięczną Firletkę. Kojarzył kotkę i pamiętał, że nie należała do szczególnie szkodliwych. Nie była też głupia, jak choćby Rudzikowe Skrzydełko, jej dzieci, czy Tańcujące Pierze. Zakasłał cicho, chociaż nie do końca to planował. Pozwoliło to jednak na to, aby został zauważony przez szylkretkę. Podała mu odpowiednie zioła i odesłała go do lecznicy, gdzie ostatecznie udało mu się zasnąć.
***
Spał w przygotowanym legowisku, czując jak nadal drapie go w gardle. Zastanawiał się, czy nie powinien poprosić o mech nasączony wodą, jednak słysząc czyjeś niespokojne głosy, zadrżał lekko zdenerwowany. Zdecydowanie wolałby nie zostać oskarżony o podsłuchiwanie.
— Od momentu, w którym zostałeś zastępcą, musiałeś się z tym liczyć — we wnętrzu Kamiennej Wieży rozległ się cichy głos Wdzięcznej Firletki. — Wiesz, że stan jego zdrowia się pogarsza. A patrząc na jego wiek… To nieuniknione. Nie ma innej drogi do władzy niż śmierć poprzedniego przywódcy; z łap innego kota, czy naturalna — dodała szylkretka, a Rumianek poruszył się niespokojnie.
“Co mają oznaczać te słowa? Czy ktoś planuje uśmiercić Króliczą Gwiazdę? Fakt, faktem może i jest stary, ale czy to powód, aby się go pozbywać? W głowie się to wszystko mi nie mieści…” pomyślał, przełykając nerwowo ślinę.