Przeszłość
Szylkretka opuściła legowisko uczniów, by zaczekać na mentorkę w umówionym miejscu. Kropiatkowa Skórka miała ją tego dnia nauczyć wspinaczki na drzewa. Urodziwa Łapa nie mogła się tego doczekać. W końcu była z natury kotem ciekawskim, a to kolejna interesująca umiejętność. To prawie jak bycie ptakiem, ale bez skrzydeł i na gałęzi. Świetne urozmaicenie życia. Obserwowanie świata z góry musiało być ciekawym doświadczeniem.
— Urodziwa Łapo? — rozległ się za jej plecami głos ciemniejszej kotki. Szafirka odwróciła się do Kropiatkowej Skórki i posłała jej ciepły uśmiech.
— Witaj Kropiatkowa Skórko, wybacz, zamyśliłam się troszkę — przyznała z lekkim rozbawieniem młodsza.
— Nie szkodzi, każdemu się to zdarza — odparła pogodnie jej mentorka. Niebieskooka uwielbiała tę kotkę. Cieszyła się, że to właśnie Kropiatka ją uczyła.
— To co? Gotowa? — wymruczała starsza. Uroda entuzjastycznie pokiwała łebkiem.
— Jak nigdy! — odparła rozpromieniona. Mentorka skinęła lekko łebkiem i obie kotki ruszyły do miejsca treningu. Po jakimś czasie dotarły do celu. Było to drzewo, które specjalnie wybrała Kropiatka dla swojej uczennicy. Upewniła się, że na pewno było bezpieczne.
— Usiądźmy na chwilę — zdecydowała Kropiatkowa Skórka. Szafirka posłusznie usiadła naprzeciwko niej. Wlepiła ślepka w te należące do mentorki i z uwagą czekała na dalsze słowa kocicy.
— Przede wszystkim musisz pamiętać, by zawsze wysuwać pazury. To jest podstawa i najważniejsza część, jeśli chcesz wspinać się na drzewo — zaczęła starsza. Szafirka przytaknęła pyszczkiem, zapamiętując tę uwagę.
— Przednie łapy służą do podciągania się i nawigacji, a tylne pomagają we wspinaczce. Twoje ciało musi przylegać do pnia, by nie stracić równowagi i nie spaść. Takie upadki nie kończą się dobrze. Przy odrobinie szczęście trafia się do medyków i oni pomagają albo źle spadniesz i niestety nie ma czego ratować — miauknęła bardzo poważnie Kropiatka.
— Dobrze, zapamiętam Kropiatkowa Skórko — odparła szylkretka.
— Zawsze sprawdzaj, czy gałąź, na którą chcesz wejść, utrzyma twój ciężar. Nigdy nie skacz na pewniaka — kontynuowała Kropiatka. Urodziwa Łapa wszystko sobie powtarzała w myślach, by ugruntować sobie tę wiedzę.
— Jak chodzi o schodzenie, jest to najtrudniejsze w tej umiejętności. Zazwyczaj łatwo wejść i trudniej zejść. Schodzisz tyłem. Głowa w stronę korony drzew. Opuszczasz bardzo powoli tylne łapy i szukając oparcia, starasz się zejść — dokończyła mentorka.
— Rozumiem — wymruczała w odpowiedzi młodsza kotka.
— Dobrze, skoro była teoria pora na praktykę. Najpierw ja ci pokażę, a potem ty spróbujesz. Zgoda? — miauknęła Kropiatkowa Skórka.
— Zgoda — wymruczała córka Złocistego Widlika, co Kropiatka przyjęła z ulgą. Chwilę później szylkretka cofnęła się delikatnie, chcąc zrobić miejsce Kropiatkowej Skórce. Starsza klanowiczka płynnie wskoczyła na pień, wbijając pazury w korę drzewa. Zaczęła się precyzyjnie podciągać. Jej ruchy były przemyślane, a mięśnie wyraźnie działały pod jej skórą. Przesuwała się bezbłędnie do góry, aż dotarła do pierwszej gałęzi. Przez cały czas Urodziwa Łapa przyglądała jej się z uwagą jakiej dawno nie miała. Była pełna podziwu dla umiejętności mentorki. Bardzo chciała być kiedyś jak ona. Wiedziała, że mimo wszystko, zawsze będzie jej wdzięczna za poświęcony czas i naukę. W końcu starsza dotarła na gałąź i wpatrzyła się w niebieskie ślipka uczennicy.
— Tak to ma mniej więcej wyglądać. Wiadomo, że każdy kot i tak musi znaleźć swój własny styl wspinaczki, ale na początek to musi wystarczyć — rzuciła w stronę młodszej.
— Dobrze! — odparła szylkretka, a następnie obserwowała jak Kropiatkowa Skórka schodzi z drzewa. Rzeczywiście poruszała się głową w stronę gałęzi. Chwilę później ciemna kocica stała już koło Szafirki.
— Wow! To było niesamowite! — wymruczała zachwycona Urodziwa Łapa.
— Też będziesz tak śmigać, gdy nabędziesz doświadczenia — odparła pogodnie ciemniejsza.
— Naprawdę? — szylkretka przekrzywiła lekko łebek.
— Oczywiście, a teraz spróbuj. Będę w pogotowiu, więc postaraj się nie stresować jakoś bardzo. Pomogę ci, gdyby zaszła taka potrzeba — poinformowała ze spokojem Kropiatka. Szylkretka pokiwała łebkiem.
— Dobrze, dziękuję — odparła niebieskooka. Podeszła do drzewa i odbiła się od ziemi tak jak jej mentorka. Wysunęła pazury i wbiła je w korę. Spróbowała się podciągnąć tak jak jej mentorka, ale nie ruszyła się nawet o mysi ogon, kiedy zsunęła się z drzewa.
— Spokojnie Urodziwa Łapo, mocniej wbij pazury. Nie bój się, nie złamią ci się od mocniejszego wbicia — uspokajała ją mentorka, stojąc blisko uczennicy. Uroda skinęła lekko łebkiem.
— Dobrze — miauknęła cicho. Przeniosła spojrzenie z pyszczka kocicy na korę. Ponowiła skok i tym razem mocniej wbiła pazury. Tym razem się nie zsunęła. Starała się mieć w głowie tylko instrukcje kocicy. W końcu po kilku próbach udało jej się zbliżyć do gałęzi. Pomogła sobie ogonem i po chwili była u góry. Co prawda była to pierwsza gałąź, ale jak na pierwszy raz i tak dla kotki było zbyt wysoko. Przez jakiś dłuższy moment tak siedziała, by przyzwyczaić się do wysokości. Dopiero później spróbowała zejść.
— Głowa u góry, a tylne łapy w dół — mruczała do siebie, kiedy schodziła. W końcu dotarła na sam dół.
— Brawo Urodziwa Łapo! — pochwaliła ją mentorka. Młodsza dyszała ciężko. Próbowała uspokoić swój oddech. Pomógł jej w tym ogon mentorki muskający jej grzbiet.
— Dziękuję, chociaż przyznaję, że to trudniejsze niż myślałam — zaśmiała się cicho.
— Nabierzesz wprawy. Jesteś bardzo utalentowaną kotką — wymruczała ciepło Kropiatkowa Skórka.
— Będziesz ze mnie dumna, obiecuję! — miauknęła Uroda, lekko się rumieniąc na pochwałę mentorki.
— Spróbujesz jeszcze raz? — spytała Kropiatka.
— Pewnie! — wymruczała Szafirka. Chwilę później wbijała już pazury w korę drzewa i zaczęła się wspinać. Ćwiczyły tak jeszcze przez długi czas. W końcu Kropiatkowa Skórka zarządziła powrót do obozu.
— Świetnie ci poszło. Jak wrócimy do obozu to zjedz porządny posiłek. Zasłużyłaś na to — wymruczała Kropiatka. Szylkretce oczka zabłysły.
— Oczywiście! Mam wrażenie, że zjadłabym ławicę ryb, gdybym mogła — zażartowała. Kropiatka roześmiała się i obie kotki ruszyły w stronę domu. Droga im minęła na rozmowie i wygłupach Szafirki. W końcu dotarły do obozu, a gdy przekroczyły wejście, zatrzymały się tak, by nie przeszkadzać innym.
— Był to wyczerpujący dzień, więc jutro masz wolne od szkolenia. Odpocznij sobie i poświęć czas sobie — wymruczała Kropiatkowa Skórka.
— Dobrze, bardzo dziękuję Kropiatkowa Skórko. Dobranoc — wymruczała Szafirek.
— Ja również dziękuję za dziś Urodziwa Łapo, spokojnych snów — odparła mentorka. Kotki rozeszły się. Szylkretowa uczennica podeszła do miejsca ze zwierzyną. Wzięła dwie myszy ze sobą. Jedna dla niej, a druga dla Liliowej Łapy. Miała nadzieję ją spotkać w legowisku uczniów. Skierowała się do miejsca odpoczynkowego, chcąc odpocząć w miłym towarzystwie po ciężkim dniu. Jednak gdy tylko weszła do legowiska, zastała przyjaciółkę w złym stanie. Podeszła do niej.
— Hej, Liliowa Łapo. Czy coś się stało? Jesteś głodna? Mam też coś dla ciebie — młodsza kiwnęła głową, a Szafirek usiadła obok niej.
— Cóż, dowiedziałam się, że moja matka nie żyje i byłam nieświadomie świadkiem jej śmierci — wyjaśniła cicho Liliowa Łapa. Uroda nieco spochmurniała.
— Liliowa Łapo, tak mi przykro z tego powodu — zaczęła cicho. Raczej marna była z niej pociecha w takich sprawach, bo nigdy nie wiedziała co powiedzieć. Przytuliła się do boku przyjaciółki i owinęła ją swoim przyozdobionym ogonem. Liznęła ją delikatnie w policzek.
— Wiem, że to ciężkie, ale tam, gdzie trafiła na pewno jest jej lepiej. Wiem, że się spotkacie, gdy przyjdzie czas, a na razie będzie cię obserwować z góry i cieszyć z każdego twojego sukcesu — miauknęła Urodziwa Łapa. Podsunęła jej zwierzątko. Spędziła z nią naprawdę sporo czasu, a końcowo zasnęły wtulone w siebie.
Aktualnie
Urodziwa Łapa wróciła niedawno z ostatniego treningu z zastępczym mentorem. Morszczynowy Wąs postanowił pogadać z Kropiatkową Skórką, więc Szafirek nie miała nic do roboty. Odszukała wzrokiem jakiegoś znanego futra, by zabić czas. W pewnej chwili dostrzegła sierść Liliowej Łapy, choć teraz już Liliowej Pieśni.
— Liliowa Pieśnio! — ruszyła do niej w podskokach. Zatrzymała się przy kotce i otarła o jej bok.
— Jeszcze raz ci gratuluję awansu na wojowniczkę, zasłużyłaś na to — wymruczała wyraźnie szczęśliwa. Liliowa Pieśń zamruczała cicho.
— Jestem pewna, że niedługo do mnie dołączysz — zapewniła Szafirkę. Niebieskie oczka uczennicy zabłysły.
— Na pewno, może lada moment i znów będziemy cieszyć się wspólnym legowiskiem — miauknęła z entuzjazmem starsza. Czekała na ten moment i już snuła teorię, jakie imię dostanie. Było ono raczej oczywiste, a przez to jeszcze bardziej wyczekiwane.
— Lilio? Masz może chwilkę? Chciałabym z tobą o czymś pogadać — wymruczała szylkretka.
— Oczywiście — odparła pogodnie wojowniczka. Urodziwa Łapa poprowadziła je na bok, gdzie usiadła. Owinęła łapy ogonem i spojrzała Lilii w oczy.
— Wiesz? Podoba mi się Przypalona Łapa, no teraz już Przypalony Kasztan i ostatnio byliśmy na spacerze — zaczęła szylkretka. Jej głos tym razem był spokojniejszy.
— Naprawdę? — odezwała się młodsza, a Szafirek kiwnęła łebkiem.
— Tak, a, jak wiesz już za kociaka przebywaliśmy sporo czasu razem. Chciałabym mu coś podarować, ale zastanawiam się, co byłoby najlepsze. Musi to być coś godnego dla niego, bo wiesz Przypalony Kasztan to dla mnie prawdziwy książę, ale nie mów tego nikomu, bo mi sierść wyskubią i będę w połowie łysa — miauknęła ciszej, a następnie zaśmiała się krótko.
<Liliowa Pieśnio? Co mogę mu dać?>
[1391 słów+nauka wspinaczki na drzewa]