Niedźwiedziówka zastrzygła uszami, nieco odpuszczając dotychczasowe targanie się po ziemi. Pokiwała nieznacznie głową, wciąż próbując wydostać się z uścisku włóczęgi. Kiedy ta wreszcie ją puściła, bura zrobiła fikołka do przodu, próbując nie stracić równowagi.
— Dotrzymaj słowa, a będę twoją dłużniczką — dodała Stokrotka, skinąwszy głową. — Ale jak odmówisz, osobiście cię znajdę i uduszę, a flaki będą służyć jako pokarm dla wron.
Pręgowana cofnęła się niepewnie. Odwróciwszy się w stronę kremowej, spojrzała się na nią po raz ostatni, a później zniknęła w krzakach.
— Nim miną trzy wschody słońca, mam was widzieć w Brzozowym Zagajniku! — krzyknęła na odchodne kremowa.
Wojowniczka pędziła już jednak do obozu Klanu Nocy, śmiejąc się pod nosem. Czy właśnie otrzymała szansę, by wprowadzić wśród Nocniaków zamieszanie? Może Baśniowa Stokrotka została jej zesłana przez Marionetkę, która najwidoczniej zaczynała się już nudzić? Zresztą, nieważne, dlaczego akurat pojawiła się w życiu Niedźwiedziówkowego Pyłu. Liczyło się tylko to, że bura mogła teraz udać się do Mandarynkowej Gwiazdy i zgrywać przerażoną, a także szczerze przejętą jej reputacją.
Może w ten sposób uda jej się nieco zyskać w oczach srebrzystej liderki? W końcu właśnie na tym najbardziej jej zależało. Chciała być lubiana. Chciała piąć się w hierarchii. Chciała znajdować się jak najbliżej rodu! Jej największym marzeniem było posiadanie na czole krwistego znaku, choć zdawała sobie sprawę, że było to raczej niemożliwe. Nie urodziła się przecież jako potomkini rodu, a nie wiedziała nawet, czy gdyby poślubiła jakiegoś księcia, otrzymałaby znak lotosu, czy też nie.
W każdym razie nie mogła teraz myśleć o rodzie. Miała ważniejszą sprawę do załatwienia!
Gdy znalazła się bliżej obozu, przyspieszyła, a także położyła po sobie uszy i wygięła pysk w wystraszonym grymasie. Obserwowała, jak z każdym susem azyl stawał się coraz większy. W klatce piersiowej czuła bicie własnego serca, które zachowywało się, jakby miało zaraz wyrwać się na świat zewnętrzny. Jej łapy paliły ze zmęczenia po przebiegnięciu takiego kawału terenów, a w oczy wiał silny wiatr, który je podrażniał i sprawiał, że wydawały się zaszklone.
Gdy Niedźwiedziówka wtargnęła do obozu, od razu skierowała się w stronę legowiska przywódczyni, nim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać. Udało jej się stanąć tuż przed Mandarynkową Gwiazdą, oddychając ciężko. Chwilę później dogonił ją Żmijowcowa Wić, któremu wcześniej nie udało się zatrzymać wojowniczki.
— Mandarynkowa Gwiazdo! — wydukała Niedźwiedziówka, wbijając pazury w ziemię na wypadek, gdyby strażnik chciał odciągnąć ją stąd siłą. — Mam do ciebie sprawę… — wyjaśniła, po czym spojrzała na Żmijowcową Wić błagalnym wzrokiem, prosząc, by dał jej przeprowadzić rozmowę z liderką.
Przywódczyni wyrwana z rozmyślań patrzyła nierozumiejącym wzrokiem to na Niedźwiedziówkę, to na Żmijowca.
Brak sprzeciwu bura odebrała jako pozwolenie na kontynuowanie rozmowy. Rozluźniła się nieco, starając się wyrównać oddech, nim zacznie przemawiać do Mandarynkowej Gwiazdy. Żmijowcowa Wić, który jeszcze przed chwilą stał niebezpiecznie blisko niej, teraz odsunął się nieco, wciąż jednak obserwując wojowniczkę podejrzliwym wzrokiem.
Ta postanowiła go zignorować, skupiając całą swoją uwagę na liderce.
— Gdy byłam na spacerze… zaatakowała mnie dwójka samotników! — wydusiła drżącym głosem. — Zemdlałam… a kiedy się obudziłam, byłam na gałęzi. Było już ciemno. Oni… oni mi zagrozili… — urwała, z trudem przełykając ślinę. Spojrzała Mandarynkowej Gwieździe prosto w oczy. — To znaczy… jedna samotniczka przedstawiła się jako Baśniowa Stokrotka. Powiedziała, że masz oddać jej całą jej rodzinę. Bo jeśli tego nie zrobisz… cały Klan Nocy pozna jakiś twój… sekret — wyjaśniła, kładąc po sobie uszy.
Mandarynka przetarła pysk łapą.
— Po kolei, Niedźwiedziówkowy Pyle — miauknęła zaspana.
Bura strzepnęła ogonem z nerwów, patrząc na srebrzystą ze zmęczonym wyrazem pyska.
— Przepraszam, Mandarynkowa Gwiazdo, że nachodzę cię tak późno w nocy. Chciałam tylko przekazać, że za dnia uprowadziła mnie samotniczka o imieniu Baśniowa Stokrotka razem z jakimś kocurem. Zażądali, żebym przekazała ci wiadomość. Masz oddać im ich rodzinę. Powiedzieli też, że jeśli tego nie zrobisz, cały klan dowie się o jakimś twoim sekrecie — miauknęła, starając się zachować spokój i brzmieć jak najbardziej neutralnie.
Liderka patrzyła na kotkę, jakby zobaczyła ducha.
— Jak wyglądał ten kocur? — zapytała.
Niedźwiedziówka zamilkła na chwilę, próbując przypomnieć sobie wygląd drugiego porywacza.
— Nie widziałam zbyt wiele. Pod osłoną nocy ciężko było dostrzec kolory ich futer. Jestem jednak niemal pewna, że ten kocur miał ciemną sierść, a jego oczy były… chyba brązowe — wyjaśniła, po czym zastrzygła uchem. — Znasz ich, Mandarynkowa Gwiazdo? — dodała zaniepokojona.
— Nieważne — ucięła liderka. — Wiadomo, gdzie przebywają?
Bura wzruszyła ramionami.
— Nie wiem. Było ciemno, a ja nie pamiętam zbyt dobrze, gdzie dokładnie mnie dopadli. Zakładam jednak, że dałoby się ich odszukać po zapachu. Tylko pewnie już dawno opuścili tereny Klanu Nocy… — mruknęła, spuszczając wzrok na łapy. Dopiero po chwili wzięła głęboki wdech i uniosła lekko brodę. — Czy oni… mogliby napaść na obóz Nocniaków? — spytała ciszej. — Wydają się jacyś… psychiczni! — dodała, a w jej głosie ponownie pojawiło się zaniepokojenie.
— Są zbyt słabi — mruknęła. — Inaczej już próbowaliby to zrobić. To niegodziwe tchórze — skomentowała pogardliwie. — Zanim cokolwiek zrobię, będę musiała znaleźć miejsce ich pobytu — zastanawiała się na głos.
Niedźwiedziówkowy Pył nie wiedziała, czy powinna zostawić już Mandarynkową Gwiazdę w spokoju, czy może kontynuować rozmowę. Była ciekawa tego, jak potoczy się cała sytuacja i jaki los ostatecznie spotka rodzinę kremowej samotniczki.
— Jestem w stanie wziąć udział w poszukiwaniach tej dwójki — oznajmiła, chcąc jeszcze w jakiś sposób przydać się w tej sprawie. — Lecz one, jak mniemam, odbędą się dopiero z samego rana. Nie chcę ci przeszkadzać, Mandarynkowa Gwiazdo, więc jeśli pozwolisz, udam się już do legowiska. Chyba że masz jeszcze jakieś pytania — miauknęła, pochylając przed liderką głowę, by okazać jej szacunek.
Srebrzysta kocica westchnęła ciężko przez to wszystko.
— Nie, to tyle… dziękuję Niedźwiedziówkowy Pyle. I tak, chętnie przydzielę cię do grupy poszukiwawczej. Możesz iść.
Bura ruszyła już do wyjścia, a za nią podążył Żmijowcowa Wić. Nim jednak zdążyła postawić choćby jeden krok poza legowiskiem liderki, przypomniały jej się słowa, które Baśniowa Stokrotka wykrzyczała za nią, gdy ta zaczynała swój bieg w stronę azylu.
Niedźwiedziówkowy Pył zatrzymała się i odwróciła głowę w stronę Mandarynkowej Gwiazdy.
— Ta samotniczka… wspomniała też, że mamy przyprowadzić jej rodzinę za trzy wschody słońca do Brzozowego Zagajnika — miauknęła.
— Czyli musimy działać szybko — stwierdziła przywódczyni. — Wybrali sobie miejsce dziwnie oddalone od granicy… Poszukiwania śladów zapachowych zaczniecie jutro od tamtego miejsca. Jeśli nic nie znajdziecie, zostawimy tam wiadomość.
Wojowniczka skinęła głową, po czym wyszła na zewnątrz, odprowadzona przez Żmijowcową Wić. Następnie skierowała się prosto do legowiska wojowników, by ułożyć się na swoim posłaniu i jak najszybciej zasnąć. Nie chciała przecież być półprzytomna podczas poszukiwań. Wtedy ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że celowo próbuje je sabotować! A przecież nie zamierzała tego robić… prawda?
Z samego rana Mandarynkowa Gwiazda wyznaczyła patrol, który miał odnaleźć jakiś trop Baśniowej Stokrotki i jej przydupasa. Na jego czele rzecz jasna stała Niedźwiedziówkowy Pył, a oprócz niej zostali wybrani także Czosnkowa Krewetka i Morszczynowy Wąs. Bura wiedziała, że raczej niczego nie uda im się znaleźć. Przez noc było całkiem wietrznie i pewnie zapach, który pozostawiła po sobie dwójka samotników, już dawno ulotnił się z terenów Klanu Nocy. Mimo to musiała co najmniej udawać, że jest niezwykle zaangażowana w poszukiwania i czujna. Nie chciała w końcu, by liderka uznała, że nie martwi się o jej interesy. Bo przecież się martwiła. I to bardzo. A to tylko dlatego, że może w przyszłości do czegoś będzie jej potrzebna łaska przywódczyni. Do czego? Jeszcze nie wiedziała, lecz w głowie miała już kilka pomysłów…
Po jakimś czasie w końcu trójka kotów wyruszyła z azylu. Buraska wysunęła się na sam przód, zostawiając swoich kompanów w tyle. Uszy miała postawione wysoko, a nos pracował jej o stokroć ciężej niż u jakiegokolwiek psa. W jej oczach błyszczała determinacja, choć w głębi była ona sztuczna, a ogon wymachiwał ze skupienia na boki.
— Dokąd idziemy najpierw? — zapytała szylkretowa kotka. — Mandarynkowa Gwiazda mówiła, że mamy zacząć od przeszukania Brzozowego Zagajnika, ale jak na razie się do niego nie przybliżamy. Czy ty na pewno wiesz, gdzie idziesz? — dodała, co sprawiło, że Niedźwiedziówka zatrzymała się gwałtownie i zwróciła w stronę Czosnkowej Krewetki z niezadowolonym wyrazem pyska.
— Słuchaj, to ja zostałam wzięta jako zakładniczka, a nie ty, więc wiem lepiej, gdzie ich szukać — odburknęła, tym samym uciszając szylkretową wojowniczkę.
Kontynuowali swoją podróż, lecz gdy wreszcie dotarli w okolice, w których Niedźwiedziówkowy Pył została porwana, nie było już ani śladu po Baśniowej Stokrotce i burym kocurze. W powietrzu można było wyczuć jedynie ich nikłą woń, która nie prowadziła jednak nigdzie dalej.
— No i po co nam było przychodzić tutaj? — odezwał się Morszczynowy Wąs, widocznie niezbyt zadowolony z faktu, że musiał ruszać się z obozu na patrol poszukiwawczy z dwiema kotkami. Zresztą, on zawsze był gburem. Niedźwiedziówka przewróciła oczami na jego słowa.
— Mówię wam, że tu się obudziłam i tu ich ostatnio widziałam! Jeśli skądś miałby prowadzić ich trop, to właśnie stąd. To nie moja wina, że była straszna wichura. Ja nie kontroluję pogody — stwierdziła, robiąc nadąsaną minę. — Teraz możemy iść do Brzozowego Zagajnika, ale nie sądzę, by było tam coś przydatnego. W końcu dopiero mamy odstawić tam rodzinę tej samotniczki za kilka wschodów słońca. Nie mówiła mi, że ma się tam znaleźć jakaś wskazówka — oznajmiła, wzruszając ramionami.
Czosnkowa Krewetka strzepnęła ogonem i pokręciła łebkiem.
— Tak rozkazała nam Mandarynkowa Gwiazda, więc tak musimy zrobić! — upomniała buraskę.
Pręgowana od razu spochmurniała.
— No przecież wiem! Nigdy w życiu nie zlekceważyłabym rozkazu naszej przywódczyni, Czosnkowa Krewetko. Bardzo ją szanuję i jestem jej wdzięczna za to, że użyczyła mi schronienia w swoim klanie. Jestem jej za to dłużna do końca swoich dni i nie wiem, jak mogłaś pomyśleć, że mogłabym tak zignorować jej prośby — oznajmiła starsza, głęboko urażona słowami swojej towarzyszki na patrolu.
— A mogłybyście przestać się kłócić? Mamy zadanie do wykonania i nie zamierzam słuchać waszych dyskusji — wtrącił się Morszczynowy Wąs, na co obie kotki jedynie burknęły coś pod nosami i zaraz zaczęły zmierzać w stronę Brzozowego Zagajnika.
Gdy cała trójka tam dotarła, zaczęli przeszukiwać to miejsce. Niedźwiedziówkowy Pył sprawdzała każdy kamyczek, czy nic się pod nim nie kryje, i obwąchiwała każde źdźbło trawy. Jakiś czas później grupka, która niedawno się rozdzieliła, spotkała się znowu, tym razem z niezadowolonymi wyrazami pyska.
— Mi niestety nie udało się nic znaleźć, choć szukałam bardzo dokładnie. Z tego wynika, że Baśniowa Stokrotka i jej przydupas nie zostawili nam żadnych śladów. Musimy poczekać, aż miną trzy wschody słońca — ogłosiła bura kocica.
— No, ja również nic nie znalazłam… — dodała Czosnkowa Krewetka.
Morszczynowy Wąs nie odezwał się do nich słowem, lecz nie wyglądał, jakby miał im coś ważnego do przekazania. Najpewniej jego poszukiwania również zakończyły się fiaskiem.
— To przykre, że nie mamy dobrych wieści dla Mandarynkowej Gwiazdy — westchnęła pręgowana, po czym sfrustrowana i zawiedziona ruszyła w stronę obozu Klanu Nocy, nie czekając nawet na swoich pobratymców.
— Dotrzymaj słowa, a będę twoją dłużniczką — dodała Stokrotka, skinąwszy głową. — Ale jak odmówisz, osobiście cię znajdę i uduszę, a flaki będą służyć jako pokarm dla wron.
Pręgowana cofnęła się niepewnie. Odwróciwszy się w stronę kremowej, spojrzała się na nią po raz ostatni, a później zniknęła w krzakach.
— Nim miną trzy wschody słońca, mam was widzieć w Brzozowym Zagajniku! — krzyknęła na odchodne kremowa.
Wojowniczka pędziła już jednak do obozu Klanu Nocy, śmiejąc się pod nosem. Czy właśnie otrzymała szansę, by wprowadzić wśród Nocniaków zamieszanie? Może Baśniowa Stokrotka została jej zesłana przez Marionetkę, która najwidoczniej zaczynała się już nudzić? Zresztą, nieważne, dlaczego akurat pojawiła się w życiu Niedźwiedziówkowego Pyłu. Liczyło się tylko to, że bura mogła teraz udać się do Mandarynkowej Gwiazdy i zgrywać przerażoną, a także szczerze przejętą jej reputacją.
Może w ten sposób uda jej się nieco zyskać w oczach srebrzystej liderki? W końcu właśnie na tym najbardziej jej zależało. Chciała być lubiana. Chciała piąć się w hierarchii. Chciała znajdować się jak najbliżej rodu! Jej największym marzeniem było posiadanie na czole krwistego znaku, choć zdawała sobie sprawę, że było to raczej niemożliwe. Nie urodziła się przecież jako potomkini rodu, a nie wiedziała nawet, czy gdyby poślubiła jakiegoś księcia, otrzymałaby znak lotosu, czy też nie.
W każdym razie nie mogła teraz myśleć o rodzie. Miała ważniejszą sprawę do załatwienia!
Gdy znalazła się bliżej obozu, przyspieszyła, a także położyła po sobie uszy i wygięła pysk w wystraszonym grymasie. Obserwowała, jak z każdym susem azyl stawał się coraz większy. W klatce piersiowej czuła bicie własnego serca, które zachowywało się, jakby miało zaraz wyrwać się na świat zewnętrzny. Jej łapy paliły ze zmęczenia po przebiegnięciu takiego kawału terenów, a w oczy wiał silny wiatr, który je podrażniał i sprawiał, że wydawały się zaszklone.
Gdy Niedźwiedziówka wtargnęła do obozu, od razu skierowała się w stronę legowiska przywódczyni, nim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać. Udało jej się stanąć tuż przed Mandarynkową Gwiazdą, oddychając ciężko. Chwilę później dogonił ją Żmijowcowa Wić, któremu wcześniej nie udało się zatrzymać wojowniczki.
— Mandarynkowa Gwiazdo! — wydukała Niedźwiedziówka, wbijając pazury w ziemię na wypadek, gdyby strażnik chciał odciągnąć ją stąd siłą. — Mam do ciebie sprawę… — wyjaśniła, po czym spojrzała na Żmijowcową Wić błagalnym wzrokiem, prosząc, by dał jej przeprowadzić rozmowę z liderką.
Przywódczyni wyrwana z rozmyślań patrzyła nierozumiejącym wzrokiem to na Niedźwiedziówkę, to na Żmijowca.
Brak sprzeciwu bura odebrała jako pozwolenie na kontynuowanie rozmowy. Rozluźniła się nieco, starając się wyrównać oddech, nim zacznie przemawiać do Mandarynkowej Gwiazdy. Żmijowcowa Wić, który jeszcze przed chwilą stał niebezpiecznie blisko niej, teraz odsunął się nieco, wciąż jednak obserwując wojowniczkę podejrzliwym wzrokiem.
Ta postanowiła go zignorować, skupiając całą swoją uwagę na liderce.
— Gdy byłam na spacerze… zaatakowała mnie dwójka samotników! — wydusiła drżącym głosem. — Zemdlałam… a kiedy się obudziłam, byłam na gałęzi. Było już ciemno. Oni… oni mi zagrozili… — urwała, z trudem przełykając ślinę. Spojrzała Mandarynkowej Gwieździe prosto w oczy. — To znaczy… jedna samotniczka przedstawiła się jako Baśniowa Stokrotka. Powiedziała, że masz oddać jej całą jej rodzinę. Bo jeśli tego nie zrobisz… cały Klan Nocy pozna jakiś twój… sekret — wyjaśniła, kładąc po sobie uszy.
Mandarynka przetarła pysk łapą.
— Po kolei, Niedźwiedziówkowy Pyle — miauknęła zaspana.
Bura strzepnęła ogonem z nerwów, patrząc na srebrzystą ze zmęczonym wyrazem pyska.
— Przepraszam, Mandarynkowa Gwiazdo, że nachodzę cię tak późno w nocy. Chciałam tylko przekazać, że za dnia uprowadziła mnie samotniczka o imieniu Baśniowa Stokrotka razem z jakimś kocurem. Zażądali, żebym przekazała ci wiadomość. Masz oddać im ich rodzinę. Powiedzieli też, że jeśli tego nie zrobisz, cały klan dowie się o jakimś twoim sekrecie — miauknęła, starając się zachować spokój i brzmieć jak najbardziej neutralnie.
Liderka patrzyła na kotkę, jakby zobaczyła ducha.
— Jak wyglądał ten kocur? — zapytała.
Niedźwiedziówka zamilkła na chwilę, próbując przypomnieć sobie wygląd drugiego porywacza.
— Nie widziałam zbyt wiele. Pod osłoną nocy ciężko było dostrzec kolory ich futer. Jestem jednak niemal pewna, że ten kocur miał ciemną sierść, a jego oczy były… chyba brązowe — wyjaśniła, po czym zastrzygła uchem. — Znasz ich, Mandarynkowa Gwiazdo? — dodała zaniepokojona.
— Nieważne — ucięła liderka. — Wiadomo, gdzie przebywają?
Bura wzruszyła ramionami.
— Nie wiem. Było ciemno, a ja nie pamiętam zbyt dobrze, gdzie dokładnie mnie dopadli. Zakładam jednak, że dałoby się ich odszukać po zapachu. Tylko pewnie już dawno opuścili tereny Klanu Nocy… — mruknęła, spuszczając wzrok na łapy. Dopiero po chwili wzięła głęboki wdech i uniosła lekko brodę. — Czy oni… mogliby napaść na obóz Nocniaków? — spytała ciszej. — Wydają się jacyś… psychiczni! — dodała, a w jej głosie ponownie pojawiło się zaniepokojenie.
— Są zbyt słabi — mruknęła. — Inaczej już próbowaliby to zrobić. To niegodziwe tchórze — skomentowała pogardliwie. — Zanim cokolwiek zrobię, będę musiała znaleźć miejsce ich pobytu — zastanawiała się na głos.
Niedźwiedziówkowy Pył nie wiedziała, czy powinna zostawić już Mandarynkową Gwiazdę w spokoju, czy może kontynuować rozmowę. Była ciekawa tego, jak potoczy się cała sytuacja i jaki los ostatecznie spotka rodzinę kremowej samotniczki.
— Jestem w stanie wziąć udział w poszukiwaniach tej dwójki — oznajmiła, chcąc jeszcze w jakiś sposób przydać się w tej sprawie. — Lecz one, jak mniemam, odbędą się dopiero z samego rana. Nie chcę ci przeszkadzać, Mandarynkowa Gwiazdo, więc jeśli pozwolisz, udam się już do legowiska. Chyba że masz jeszcze jakieś pytania — miauknęła, pochylając przed liderką głowę, by okazać jej szacunek.
Srebrzysta kocica westchnęła ciężko przez to wszystko.
— Nie, to tyle… dziękuję Niedźwiedziówkowy Pyle. I tak, chętnie przydzielę cię do grupy poszukiwawczej. Możesz iść.
Bura ruszyła już do wyjścia, a za nią podążył Żmijowcowa Wić. Nim jednak zdążyła postawić choćby jeden krok poza legowiskiem liderki, przypomniały jej się słowa, które Baśniowa Stokrotka wykrzyczała za nią, gdy ta zaczynała swój bieg w stronę azylu.
Niedźwiedziówkowy Pył zatrzymała się i odwróciła głowę w stronę Mandarynkowej Gwiazdy.
— Ta samotniczka… wspomniała też, że mamy przyprowadzić jej rodzinę za trzy wschody słońca do Brzozowego Zagajnika — miauknęła.
— Czyli musimy działać szybko — stwierdziła przywódczyni. — Wybrali sobie miejsce dziwnie oddalone od granicy… Poszukiwania śladów zapachowych zaczniecie jutro od tamtego miejsca. Jeśli nic nie znajdziecie, zostawimy tam wiadomość.
Wojowniczka skinęła głową, po czym wyszła na zewnątrz, odprowadzona przez Żmijowcową Wić. Następnie skierowała się prosto do legowiska wojowników, by ułożyć się na swoim posłaniu i jak najszybciej zasnąć. Nie chciała przecież być półprzytomna podczas poszukiwań. Wtedy ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że celowo próbuje je sabotować! A przecież nie zamierzała tego robić… prawda?
* * *
Po jakimś czasie w końcu trójka kotów wyruszyła z azylu. Buraska wysunęła się na sam przód, zostawiając swoich kompanów w tyle. Uszy miała postawione wysoko, a nos pracował jej o stokroć ciężej niż u jakiegokolwiek psa. W jej oczach błyszczała determinacja, choć w głębi była ona sztuczna, a ogon wymachiwał ze skupienia na boki.
— Dokąd idziemy najpierw? — zapytała szylkretowa kotka. — Mandarynkowa Gwiazda mówiła, że mamy zacząć od przeszukania Brzozowego Zagajnika, ale jak na razie się do niego nie przybliżamy. Czy ty na pewno wiesz, gdzie idziesz? — dodała, co sprawiło, że Niedźwiedziówka zatrzymała się gwałtownie i zwróciła w stronę Czosnkowej Krewetki z niezadowolonym wyrazem pyska.
— Słuchaj, to ja zostałam wzięta jako zakładniczka, a nie ty, więc wiem lepiej, gdzie ich szukać — odburknęła, tym samym uciszając szylkretową wojowniczkę.
Kontynuowali swoją podróż, lecz gdy wreszcie dotarli w okolice, w których Niedźwiedziówkowy Pył została porwana, nie było już ani śladu po Baśniowej Stokrotce i burym kocurze. W powietrzu można było wyczuć jedynie ich nikłą woń, która nie prowadziła jednak nigdzie dalej.
— No i po co nam było przychodzić tutaj? — odezwał się Morszczynowy Wąs, widocznie niezbyt zadowolony z faktu, że musiał ruszać się z obozu na patrol poszukiwawczy z dwiema kotkami. Zresztą, on zawsze był gburem. Niedźwiedziówka przewróciła oczami na jego słowa.
— Mówię wam, że tu się obudziłam i tu ich ostatnio widziałam! Jeśli skądś miałby prowadzić ich trop, to właśnie stąd. To nie moja wina, że była straszna wichura. Ja nie kontroluję pogody — stwierdziła, robiąc nadąsaną minę. — Teraz możemy iść do Brzozowego Zagajnika, ale nie sądzę, by było tam coś przydatnego. W końcu dopiero mamy odstawić tam rodzinę tej samotniczki za kilka wschodów słońca. Nie mówiła mi, że ma się tam znaleźć jakaś wskazówka — oznajmiła, wzruszając ramionami.
Czosnkowa Krewetka strzepnęła ogonem i pokręciła łebkiem.
— Tak rozkazała nam Mandarynkowa Gwiazda, więc tak musimy zrobić! — upomniała buraskę.
Pręgowana od razu spochmurniała.
— No przecież wiem! Nigdy w życiu nie zlekceważyłabym rozkazu naszej przywódczyni, Czosnkowa Krewetko. Bardzo ją szanuję i jestem jej wdzięczna za to, że użyczyła mi schronienia w swoim klanie. Jestem jej za to dłużna do końca swoich dni i nie wiem, jak mogłaś pomyśleć, że mogłabym tak zignorować jej prośby — oznajmiła starsza, głęboko urażona słowami swojej towarzyszki na patrolu.
— A mogłybyście przestać się kłócić? Mamy zadanie do wykonania i nie zamierzam słuchać waszych dyskusji — wtrącił się Morszczynowy Wąs, na co obie kotki jedynie burknęły coś pod nosami i zaraz zaczęły zmierzać w stronę Brzozowego Zagajnika.
Gdy cała trójka tam dotarła, zaczęli przeszukiwać to miejsce. Niedźwiedziówkowy Pył sprawdzała każdy kamyczek, czy nic się pod nim nie kryje, i obwąchiwała każde źdźbło trawy. Jakiś czas później grupka, która niedawno się rozdzieliła, spotkała się znowu, tym razem z niezadowolonymi wyrazami pyska.
— Mi niestety nie udało się nic znaleźć, choć szukałam bardzo dokładnie. Z tego wynika, że Baśniowa Stokrotka i jej przydupas nie zostawili nam żadnych śladów. Musimy poczekać, aż miną trzy wschody słońca — ogłosiła bura kocica.
— No, ja również nic nie znalazłam… — dodała Czosnkowa Krewetka.
Morszczynowy Wąs nie odezwał się do nich słowem, lecz nie wyglądał, jakby miał im coś ważnego do przekazania. Najpewniej jego poszukiwania również zakończyły się fiaskiem.
— To przykre, że nie mamy dobrych wieści dla Mandarynkowej Gwiazdy — westchnęła pręgowana, po czym sfrustrowana i zawiedziona ruszyła w stronę obozu Klanu Nocy, nie czekając nawet na swoich pobratymców.
Koniec sesji
