TW: Walka
Patrol, na który Zalotna Gwiazda posłała Tropiącą Łaskę, Nadciągający Pomrok i Rozbity Księżyc, miał dla kultystów oczywisty zamysł. Musieli wędrować w okolicach rzeki, tam, gdzie można było przejść na tereny niczyje, aby szukać tropów i świeżych zapachów owego samotnika. Pachniał on niemal dokładnie tak jak kotka, którą Ognikowa Słota pozbawiła życia. Aby więc dobrze pamiętać, czego szukają, z truchła zmarłej zabrano kilka kosmyków futra. W opinii szylkretki nie były one jednak zbyt przydatne. Gdy wydzierali je z okrycia wciąż drżącej w agonii samotniczki, jej własny zapach już słabł. Został przykryty silniejszą wonią krwi, którą każdy członek kultu znał przecież doskonale. Na co komu były kosmyki futra pachnące wyłącznie krwią? Do tej pory pokonali niewielką część terenów klanu, a do ich uszu powoli docierał już szum rzeki. W obliczu niebezpieczeństwa ze strony samotników zielonooka nie zamierzała nawet narzekać na obecność mistrzyni. Ciemnooka była teraz jej najmniejszym problemem; żadna z nich nie miała ochoty na przerzucanie się złośliwymi słówkami, kiedy na głowie miały o wiele poważniejsze zmartwienia.
Przez napięcie związane z wydarzeniami, choć może jedynie jej się to wydawało, jej relacja z Nadciągającym Pomrokiem uległa zmianie. Zmianie, której z pewnością nie można było nazwać „zmianą na gorsze”. Podczas patrolowania sprawdzały oznakowania zapachowe granic i co jakiś czas wygłaszały luźne uwagi, pokroju: „Należałoby odświeżyć tutaj znaki” czy „Poinformujemy o tym Zalotną Gwiazdę”. Zdawało się, że nawiązywanie relatywnie normalnej konwersacji w takich okolicznościach sprawiło, że cała trójka nie postradała jeszcze zmysłów. W pewnym momencie nawet Wielka Kapłanka kultu i Tropiąca Łaska zaczęły wymieniać się spostrzeżeniami na temat ostatnich wydarzeń w Klanie. Rozmawiały o wielkości żłobka i o liczbie kociąt, które ostatnimi czasy zasiliły jego szeregi. Zaczęły rozmawiać też o uczniach. Tym razem wojowniczka wcale nie musiała wyciągać informacji od mistrzyni niczym na przesłuchaniu. Nadciągający Pomrok sama z siebie, z widocznym przez pękającą fasadę powagi podekscytowaniem, zaczęła opowiadać o swoim świeżo nabytym uczniu — Koszmarnej Łapie. Gdy kotka wspomniała jego imię, wojowniczka zaczęła się zastanawiać, co w ogóle wie na jego temat. Jak się okazało, niewiele. Wiedziała, że był synem Kocimiętkowego Wiru i Ognikowej Słoty, ale samo wskazanie rodziców to tyle, co nic. Nadciągający Pomrok miała jednak wiele do powiedzenia na temat siostrzeńca. Tropiąca Łaska z zaskoczeniem musiała przyznać, że z przyjemnością słucha przemyśleń rówieśniczki. Koszmarna Łapa brzmiał jak obiecujący uczeń, który w przyszłości zostanie oddanym kultystą. Nawet jeśli jeszcze tego nie chciał, jego matki i najbliższa rodzina z pewnością przyłożą łapę do tego, aby jednak w przyszłości zechciał. Mentorka wspomniała, że kocur jest dość silny — nawet zaskakująco silny jak na swój wiek. Rozmawiały bez chwili wytchnienia, jak za czasów uczniowskich, przeszkadzając Rozbitemu Księżycowi w patrolowaniu, aż do pewnego momentu.
— Słyszałyście to? — powiedział cicho jasny kocur, który jako jedyny zachował czujność, nie pogrążając się w rozmowie.
— Jestem prawie pewna, że nic tu nie ma — mruknęła Nadciągający Pomrok. — Chyba że to zwierzyna.
— Rozbity Księżyc może mieć rację. To brzmiało jak stukot łap, ale teraz nikogo nie widać, ani nie słychać.
— Słynne ostatnie słowa. — Ciemnooka zaczęła wyglądać, jakby straciła przekonanie, że to jedynie zwierzyna.
Nadciągający Pomrok miała rację. To mogły być ich słynne ostatnie słowa. Las nagle utonął w złowrogiej ciszy tak głębokiej, że aż dzwoniło od niej w uszach. Nawet najmniejsze skrzypienie śniegu pod łapami budziło niepokój w patrolu. Napięcie Rozbitego Księżyca stało się wręcz namacalne, gdy łapy kocura zaczęły nerwowo drżeć. Tropiąca Łaska nie potrafiła już skupić się na odgłosach otoczenia; jak miała usłyszeć zbliżające się zagrożenie, skoro jej towarzysz bez przerwy przestępował z łapy na łapę? Dopiero po chwili zmysły kotki zaalarmował nagły podmuch wiatru. Przyniesiony przez niego zapach ewidentnie łączył się z wonią kępek futra, które znaleźli wcześniej, mimo że tamte umazane były posoką. Rozbity Księżyc i Nadciągający Pomrok również to poczuli i obydwoje zamarli, sparaliżowani strachem. W ich stronę leniwie wylała się drażniąca nozdrza woń. Nagle trzask łamanej gałązki zmusił całą trójkę do gwałtownego odwrócenia głów. Z mroku wyłonił się pierwszy kot, a z gardła Tropiącej Łaski dobył się niski, wibrujący warkot. Urwał się jednak gwałtownie, gdy za przybyszem zaczęły kroczyć kolejne sylwetki, pachnące dokładnie tak samo. Szylkretka naliczyła pięciu samotników. Ich nastroszone, różnobarwne futra nie pozostawiały złudzeń, patrol ewidentnie był na ich celowniku, a obcy wyglądali na gotowych do walki. W uszach kotki rozbrzmiało przeciągłe warknięcie Wielkiej Kapłanki kultu. Tropiąca Łaska przeniosła wzrok na mistrzynię. Choć jej futro wciąż silnie biło zapachem strachu, widać było, że nie podda się bez bitwy.
Sytuacja stała się krytyczna, gdy z krzewów przed grupę samotników wyszła samotniczka. Na pysku nosiła największą bliznę, jaką Tropiąca Łaska widziała w życiu. Dwie przecinające się linie, ciągnące się od żuchwy aż po uszy. Była niewielka, czarno-biała, a poza tym jednym, potężnym śladem jej skóra wydawała się nienaruszona. Gdy uniosła łeb, błysnęły znajome, żółte ślepia. W tym momencie szylkretka zyskała pewność. To ona ich wtedy podglądała.
— To oni ją zabili! Do ataku! — Pomimo dzielącej ich odległości, słowa wycedzone przez czarno-białą kotkę dotarły do zielonookiej wojowniczki Klanu Wilka z przerażającą wyrazistością. Przeciwnicy zareagowali błyskawicznie. Ruszyły na nich trzy, może cztery koty, podczas gdy piąty pozostał u boku czarnobiałej kotki. Ten bezpodstawny i pozbawiony honoru atak wymagał równie bezwzględnej odpowiedzi. Czekoladowa kotka miała szczęście, że na swój cel obrała ją niewielka samotniczka. W tym samym czasie Rozbity Księżyc i Nadciągający Pomrok musieli stawić czoła trzem średniej wielkości, chuderlawym kocurom. Z zaskoczeniem zauważyła, że jej drobna przeciwniczka z blizną na pysku była ruda i pręgowana, zupełnie jak jej brat, Tygrysia Noc. W jej zielonych oczach płonęła ta sama, mordercza determinacja. Choć napastniczka była drobna, miała zaskakująco długie łapy. Tropiąca Łaska wykorzystała to, błyskawicznie wślizgując się pod jej brzuch i podcinając jej przednie kończyny. Spodziewając się, że ruda zaraz się obróci, wojowniczka natychmiast odskoczyła, wbiła pazury w jej bok i z impetem cisnęła ją na ziemię. Wymagało to ogromnego wysiłku, ale mała kotka runęła jak długa. Uderzyła głową o wystające kamienie, które rozorały jej skórę na pyszczku. Strużka krwi natychmiast zalała jej zielone oko i skleiła futro. Gdy tylko minęło pierwsze oszołomienie, ruda poderwała się i rzuciła do ucieczki. Dopiero gdy odbiegała, Tropiąca Łaska dostrzegła, jak wątła jest w rzeczywistości. Wyglądała na młodszą niż Cętkowany Tęgosz w dniu mianowania na wojownika, w Klanie Wilka mogła być co najwyżej starszą uczennicą, wciąż niezdarną i niedoświadczoną. Niestety, nim Tropiąca Łaska zdążyła ruszyć z pomocą pobratymcom, Rozbity Księżyc padł nieprzytomny na ziemię. Nie poddał się jednak bez walki; jeden z trzech otaczających go samotników broczył krwią, nosząc wyraźne ślady jego pazurów. Na polu walki została sama z Nadciągającym Pomrokiem i samotnikami.
Broczący krwią, bury samotnik o ciemnych oczach opuścił pole bitwy. Przeniósł całą uwagę na pilnowanie Rozbitego Księżyca, chcąc się upewnić, że powalony wróg nie odzyska przytomności. W tym samym czasie Nadciągający Pomrok i Tropiąca Łaska stanęły oko w oko z dwoma przeciwnikami. Pierwszym był szczupły, żylasty, jasnobrązowy kocur o niebieskich ślepiach, z których jedno zostało całkowicie oślepione przez rozległą bliznę. Drugim długowłosy, kremowy samiec o krótkim ogonie i równie szpetnym śladzie na pysku. Tropiąca Łaska natychmiast poczuła głęboką odrazę. Wyglądali ohydnie! Uznając, że najlepszą obroną jest atak, wojowniczka bez wahania rzuciła się na jednookiego kocura. Ten okazał się jednak o wiele sprawniejszy, niż przypuszczała. Wykorzystał przewagę masy, błyskawicznie powalił ją na ziemię i boleśnie przygniótł do podłoża. Unieruchomił jej całe ciało. Gdy kotka próbowała się oswobodzić, napastnik ostentacyjnie położył jej łapę na głowie, zupełnie tak, jakby chciał pokazać Nadciągającemu Pomrokowi, jaki los czeka ją za chwilę. W tym samym czasie mistrzyni mierzyła się z kremowym kocurem o dziwacznym kikucie zamiast ogona. Brązowooka wojowniczka w mgnieniu oka chwyciła rywala za kark i szarpnęła nim, próbując go zdezorientować. Ruch okazał się całkowicie bezskuteczny. Tropiąca Łaska poczuła nagłą falę żalu. Gorzko żałowała, że w czasach uczniowskich nie trenowała ciężej z mistrzynią. Gdyby częściej ze sobą walczyły, teraz instynktownie przyjęłyby pozycję obronną, osłaniając nawzajem swoje plecy. Zsynchronizowane cięcia, uderzenia pazurów i zwinne skoki mogły uczynić z nich zagrożenie dla napastników. One jednak nie stanowiły żadnego zagrożenia. Nawet Nadciągający Pomrok została pokonana niemal natychmiast. Silny samotnik zasypał jej grzbiet serią potężnych uderzeń, pozostawiając zadrapania. W starciu z takim przeciwnikiem nawet mistrzyni okazała się zbyt słaba i została obezwładniona.
Rozbity Księżyc leżał bezwładnie, podczas gdy kapłanka była przygwożdżona do ziemi przez kremowego kocura. Podobny los spotkał Tropiącą Łaskę, z tą różnicą, że trzymający ją kocur miał inne ubarwienie oraz brakowało mu jednego oka. Napastnik mistrzyni miał komplet ślepi. Czarno-biała, która do tej pory trzymała się na uboczu, zerwała się nagle z miejsca. Leniwym, wręcz znudzonym krokiem podeszła do wojowników w towarzystwie jakiegoś kocura. Jej żółte ślepia i pokryty bliznami pysk utknęły wpatrzone w kotki. W tym samym czasie ciemnobrązowy kocur o bursztynowych oczach, zmrużonych teraz w wąskie szparki, mruknął jej coś na ucho. Czarno-biała wyglądała tak, jakby zastanawiała się nad ich losem. Werdykt mógł być tylko jeden: albo oszczędzić je, zostawiając rany jako krwawy dowód porażki, albo zabić. Ciemnobrązowy pokręcił przecząco głową. Spojrzał spode łba na szylkretkę, po czym przeniósł na Nadciągający Pomrok znacznie łagodniejszy, pełen żądzy wzrok. W Tropiącej Łasce aż zawrzało. Jak on śmiał tak patrzeć na kotkę, która jednym ciosem powaliłaby go na ziemię? Jak on mógł ją lekceważyć?
— Zielonooka wraca z nami do miasta jako zakładniczka — podyktowała warunki tajemnicza, czarno-biała kotka. — Wy zanieście swojemu przywódcy wieść o klęsce. Powiedzcie mu, że jego wojownicy okazali się bezsilni w starciu z nami, a jedna z was jest w naszych łapach. Niech wie. — Z gardła Tropiącej Łaski wyrwało się warknięcie. Nim jednak zdążyła zareagować, przygniatający ją jednooki kocur zawlókł ją prosto pod łapy czarno-białej. W jej głowie zaczęły kłębić się myśli. Co, jeśli te czarno-biała wcale nie była najgorszym, co ich czekało? Co, jeśli dowodziła zaledwie patrolem? Kim były te koty z bliznami? Obok Nadciągający Pomrok próbowała jeszcze protestować, ale kremowy kocur skutecznie trzymał ją w ryzach, podczas gdy reszta ruszyła już w stronę miasta. Pojmana, obezwładniona wojowniczka poczuła nagły uścisk w żołądku. Ogarnęło ją złowrogie przeczucie, że już nigdy nie zobaczy pobratymców ani rodziny. Rzuciła ostatnie, pełne rozpaczy spojrzenie swojej mistrzyni. Dlaczego Nadciągający Pomrok nie była w stanie jej obronić? Czy to oznacza dla niej śmierć? Samotnicy naprawdę zaciągali ją do miasta.
Przez napięcie związane z wydarzeniami, choć może jedynie jej się to wydawało, jej relacja z Nadciągającym Pomrokiem uległa zmianie. Zmianie, której z pewnością nie można było nazwać „zmianą na gorsze”. Podczas patrolowania sprawdzały oznakowania zapachowe granic i co jakiś czas wygłaszały luźne uwagi, pokroju: „Należałoby odświeżyć tutaj znaki” czy „Poinformujemy o tym Zalotną Gwiazdę”. Zdawało się, że nawiązywanie relatywnie normalnej konwersacji w takich okolicznościach sprawiło, że cała trójka nie postradała jeszcze zmysłów. W pewnym momencie nawet Wielka Kapłanka kultu i Tropiąca Łaska zaczęły wymieniać się spostrzeżeniami na temat ostatnich wydarzeń w Klanie. Rozmawiały o wielkości żłobka i o liczbie kociąt, które ostatnimi czasy zasiliły jego szeregi. Zaczęły rozmawiać też o uczniach. Tym razem wojowniczka wcale nie musiała wyciągać informacji od mistrzyni niczym na przesłuchaniu. Nadciągający Pomrok sama z siebie, z widocznym przez pękającą fasadę powagi podekscytowaniem, zaczęła opowiadać o swoim świeżo nabytym uczniu — Koszmarnej Łapie. Gdy kotka wspomniała jego imię, wojowniczka zaczęła się zastanawiać, co w ogóle wie na jego temat. Jak się okazało, niewiele. Wiedziała, że był synem Kocimiętkowego Wiru i Ognikowej Słoty, ale samo wskazanie rodziców to tyle, co nic. Nadciągający Pomrok miała jednak wiele do powiedzenia na temat siostrzeńca. Tropiąca Łaska z zaskoczeniem musiała przyznać, że z przyjemnością słucha przemyśleń rówieśniczki. Koszmarna Łapa brzmiał jak obiecujący uczeń, który w przyszłości zostanie oddanym kultystą. Nawet jeśli jeszcze tego nie chciał, jego matki i najbliższa rodzina z pewnością przyłożą łapę do tego, aby jednak w przyszłości zechciał. Mentorka wspomniała, że kocur jest dość silny — nawet zaskakująco silny jak na swój wiek. Rozmawiały bez chwili wytchnienia, jak za czasów uczniowskich, przeszkadzając Rozbitemu Księżycowi w patrolowaniu, aż do pewnego momentu.
— Słyszałyście to? — powiedział cicho jasny kocur, który jako jedyny zachował czujność, nie pogrążając się w rozmowie.
— Jestem prawie pewna, że nic tu nie ma — mruknęła Nadciągający Pomrok. — Chyba że to zwierzyna.
— Rozbity Księżyc może mieć rację. To brzmiało jak stukot łap, ale teraz nikogo nie widać, ani nie słychać.
— Słynne ostatnie słowa. — Ciemnooka zaczęła wyglądać, jakby straciła przekonanie, że to jedynie zwierzyna.
Nadciągający Pomrok miała rację. To mogły być ich słynne ostatnie słowa. Las nagle utonął w złowrogiej ciszy tak głębokiej, że aż dzwoniło od niej w uszach. Nawet najmniejsze skrzypienie śniegu pod łapami budziło niepokój w patrolu. Napięcie Rozbitego Księżyca stało się wręcz namacalne, gdy łapy kocura zaczęły nerwowo drżeć. Tropiąca Łaska nie potrafiła już skupić się na odgłosach otoczenia; jak miała usłyszeć zbliżające się zagrożenie, skoro jej towarzysz bez przerwy przestępował z łapy na łapę? Dopiero po chwili zmysły kotki zaalarmował nagły podmuch wiatru. Przyniesiony przez niego zapach ewidentnie łączył się z wonią kępek futra, które znaleźli wcześniej, mimo że tamte umazane były posoką. Rozbity Księżyc i Nadciągający Pomrok również to poczuli i obydwoje zamarli, sparaliżowani strachem. W ich stronę leniwie wylała się drażniąca nozdrza woń. Nagle trzask łamanej gałązki zmusił całą trójkę do gwałtownego odwrócenia głów. Z mroku wyłonił się pierwszy kot, a z gardła Tropiącej Łaski dobył się niski, wibrujący warkot. Urwał się jednak gwałtownie, gdy za przybyszem zaczęły kroczyć kolejne sylwetki, pachnące dokładnie tak samo. Szylkretka naliczyła pięciu samotników. Ich nastroszone, różnobarwne futra nie pozostawiały złudzeń, patrol ewidentnie był na ich celowniku, a obcy wyglądali na gotowych do walki. W uszach kotki rozbrzmiało przeciągłe warknięcie Wielkiej Kapłanki kultu. Tropiąca Łaska przeniosła wzrok na mistrzynię. Choć jej futro wciąż silnie biło zapachem strachu, widać było, że nie podda się bez bitwy.
Sytuacja stała się krytyczna, gdy z krzewów przed grupę samotników wyszła samotniczka. Na pysku nosiła największą bliznę, jaką Tropiąca Łaska widziała w życiu. Dwie przecinające się linie, ciągnące się od żuchwy aż po uszy. Była niewielka, czarno-biała, a poza tym jednym, potężnym śladem jej skóra wydawała się nienaruszona. Gdy uniosła łeb, błysnęły znajome, żółte ślepia. W tym momencie szylkretka zyskała pewność. To ona ich wtedy podglądała.
— To oni ją zabili! Do ataku! — Pomimo dzielącej ich odległości, słowa wycedzone przez czarno-białą kotkę dotarły do zielonookiej wojowniczki Klanu Wilka z przerażającą wyrazistością. Przeciwnicy zareagowali błyskawicznie. Ruszyły na nich trzy, może cztery koty, podczas gdy piąty pozostał u boku czarnobiałej kotki. Ten bezpodstawny i pozbawiony honoru atak wymagał równie bezwzględnej odpowiedzi. Czekoladowa kotka miała szczęście, że na swój cel obrała ją niewielka samotniczka. W tym samym czasie Rozbity Księżyc i Nadciągający Pomrok musieli stawić czoła trzem średniej wielkości, chuderlawym kocurom. Z zaskoczeniem zauważyła, że jej drobna przeciwniczka z blizną na pysku była ruda i pręgowana, zupełnie jak jej brat, Tygrysia Noc. W jej zielonych oczach płonęła ta sama, mordercza determinacja. Choć napastniczka była drobna, miała zaskakująco długie łapy. Tropiąca Łaska wykorzystała to, błyskawicznie wślizgując się pod jej brzuch i podcinając jej przednie kończyny. Spodziewając się, że ruda zaraz się obróci, wojowniczka natychmiast odskoczyła, wbiła pazury w jej bok i z impetem cisnęła ją na ziemię. Wymagało to ogromnego wysiłku, ale mała kotka runęła jak długa. Uderzyła głową o wystające kamienie, które rozorały jej skórę na pyszczku. Strużka krwi natychmiast zalała jej zielone oko i skleiła futro. Gdy tylko minęło pierwsze oszołomienie, ruda poderwała się i rzuciła do ucieczki. Dopiero gdy odbiegała, Tropiąca Łaska dostrzegła, jak wątła jest w rzeczywistości. Wyglądała na młodszą niż Cętkowany Tęgosz w dniu mianowania na wojownika, w Klanie Wilka mogła być co najwyżej starszą uczennicą, wciąż niezdarną i niedoświadczoną. Niestety, nim Tropiąca Łaska zdążyła ruszyć z pomocą pobratymcom, Rozbity Księżyc padł nieprzytomny na ziemię. Nie poddał się jednak bez walki; jeden z trzech otaczających go samotników broczył krwią, nosząc wyraźne ślady jego pazurów. Na polu walki została sama z Nadciągającym Pomrokiem i samotnikami.
Broczący krwią, bury samotnik o ciemnych oczach opuścił pole bitwy. Przeniósł całą uwagę na pilnowanie Rozbitego Księżyca, chcąc się upewnić, że powalony wróg nie odzyska przytomności. W tym samym czasie Nadciągający Pomrok i Tropiąca Łaska stanęły oko w oko z dwoma przeciwnikami. Pierwszym był szczupły, żylasty, jasnobrązowy kocur o niebieskich ślepiach, z których jedno zostało całkowicie oślepione przez rozległą bliznę. Drugim długowłosy, kremowy samiec o krótkim ogonie i równie szpetnym śladzie na pysku. Tropiąca Łaska natychmiast poczuła głęboką odrazę. Wyglądali ohydnie! Uznając, że najlepszą obroną jest atak, wojowniczka bez wahania rzuciła się na jednookiego kocura. Ten okazał się jednak o wiele sprawniejszy, niż przypuszczała. Wykorzystał przewagę masy, błyskawicznie powalił ją na ziemię i boleśnie przygniótł do podłoża. Unieruchomił jej całe ciało. Gdy kotka próbowała się oswobodzić, napastnik ostentacyjnie położył jej łapę na głowie, zupełnie tak, jakby chciał pokazać Nadciągającemu Pomrokowi, jaki los czeka ją za chwilę. W tym samym czasie mistrzyni mierzyła się z kremowym kocurem o dziwacznym kikucie zamiast ogona. Brązowooka wojowniczka w mgnieniu oka chwyciła rywala za kark i szarpnęła nim, próbując go zdezorientować. Ruch okazał się całkowicie bezskuteczny. Tropiąca Łaska poczuła nagłą falę żalu. Gorzko żałowała, że w czasach uczniowskich nie trenowała ciężej z mistrzynią. Gdyby częściej ze sobą walczyły, teraz instynktownie przyjęłyby pozycję obronną, osłaniając nawzajem swoje plecy. Zsynchronizowane cięcia, uderzenia pazurów i zwinne skoki mogły uczynić z nich zagrożenie dla napastników. One jednak nie stanowiły żadnego zagrożenia. Nawet Nadciągający Pomrok została pokonana niemal natychmiast. Silny samotnik zasypał jej grzbiet serią potężnych uderzeń, pozostawiając zadrapania. W starciu z takim przeciwnikiem nawet mistrzyni okazała się zbyt słaba i została obezwładniona.
Rozbity Księżyc leżał bezwładnie, podczas gdy kapłanka była przygwożdżona do ziemi przez kremowego kocura. Podobny los spotkał Tropiącą Łaskę, z tą różnicą, że trzymający ją kocur miał inne ubarwienie oraz brakowało mu jednego oka. Napastnik mistrzyni miał komplet ślepi. Czarno-biała, która do tej pory trzymała się na uboczu, zerwała się nagle z miejsca. Leniwym, wręcz znudzonym krokiem podeszła do wojowników w towarzystwie jakiegoś kocura. Jej żółte ślepia i pokryty bliznami pysk utknęły wpatrzone w kotki. W tym samym czasie ciemnobrązowy kocur o bursztynowych oczach, zmrużonych teraz w wąskie szparki, mruknął jej coś na ucho. Czarno-biała wyglądała tak, jakby zastanawiała się nad ich losem. Werdykt mógł być tylko jeden: albo oszczędzić je, zostawiając rany jako krwawy dowód porażki, albo zabić. Ciemnobrązowy pokręcił przecząco głową. Spojrzał spode łba na szylkretkę, po czym przeniósł na Nadciągający Pomrok znacznie łagodniejszy, pełen żądzy wzrok. W Tropiącej Łasce aż zawrzało. Jak on śmiał tak patrzeć na kotkę, która jednym ciosem powaliłaby go na ziemię? Jak on mógł ją lekceważyć?
— Zielonooka wraca z nami do miasta jako zakładniczka — podyktowała warunki tajemnicza, czarno-biała kotka. — Wy zanieście swojemu przywódcy wieść o klęsce. Powiedzcie mu, że jego wojownicy okazali się bezsilni w starciu z nami, a jedna z was jest w naszych łapach. Niech wie. — Z gardła Tropiącej Łaski wyrwało się warknięcie. Nim jednak zdążyła zareagować, przygniatający ją jednooki kocur zawlókł ją prosto pod łapy czarno-białej. W jej głowie zaczęły kłębić się myśli. Co, jeśli te czarno-biała wcale nie była najgorszym, co ich czekało? Co, jeśli dowodziła zaledwie patrolem? Kim były te koty z bliznami? Obok Nadciągający Pomrok próbowała jeszcze protestować, ale kremowy kocur skutecznie trzymał ją w ryzach, podczas gdy reszta ruszyła już w stronę miasta. Pojmana, obezwładniona wojowniczka poczuła nagły uścisk w żołądku. Ogarnęło ją złowrogie przeczucie, że już nigdy nie zobaczy pobratymców ani rodziny. Rzuciła ostatnie, pełne rozpaczy spojrzenie swojej mistrzyni. Dlaczego Nadciągający Pomrok nie była w stanie jej obronić? Czy to oznacza dla niej śmierć? Samotnicy naprawdę zaciągali ją do miasta.