Następnie przez zadane jej pytanie popatrzyła na swoje uszy. Kiedy jeszcze siedziała w żłobku, lubiła bawić się jej uszami, więc nie zdziwiła się, gdy Smok się nimi zainteresowała. Też je lubiła, te uszy były jej częścią.
– Już się z nimi urodziłam – odpowiedziała.
– Ale fajnie! Mnie mamusia mówi, że te białe klopeczki są bardzo rzadkie! – pisnęła ze szczęścia.
– To bardzo fajnie, ale one cię nie obronią przed lisami – płynnie zmieniła temat.
– Ale może by ich nie było, a ja tak strlaaaasznie chcę wyjść! – fuknęła, przewracając się na plecy.
– Słuchaj, jeżeli będziesz odstawiała takie numery, możesz sobie zrobić krzywdę.
– I kto to mówi… – wtrącił się Gondor.
– Panie Gondorze, ja wiem, że wcześniej robiłam dziwne rzeczy, ale już zmądrzałam!
– A, a co ona lobiła? – spytała Smok swojego ojca.
– No cóż… – zaczął. – Ona i jej brat biegali po całym żłobku, robili tajniacką akcję ze zwierzyną ze stosu, wspinali się na krzewy i inne takie.
– Ooo… – szylkretka zrobiła wielkie oczy.
– Lepiej mnie nie naśladuj! – dodała kłapoucha.
– Ale ja też chcę się powspinać! – oznajmił zezłoszczony kociak.
– Chodź, Smoku, pójdziemy na spacerek – rzekł Gondor i przysunął ogonem do siebie córkę.
Wtedy dymnej wpadł do głowy pewien pomysł.
– Panie Gondorze, może jak pan z córką pójdzie na spacer, to może poszlibyście ze mną do Owocowego Lasku, Czereśnia dał mi dzień wolnego za szybkie postępy i chętnie bym… potrenowała pana córkę.
– Trenować w tym wieku? – rzekł zszokowany i nieco oburzony biały kocur.
– Wie pan, takie talenty trzeba szkolić jak najwcześniej…
Gondor już miał protestować, ale gdy zobaczył powagę we wzroku uczennicy, od razu się uspokoił.
– Trening! Trening! Ploszę, tato… – zaskomlała Smok.
– No dobrze, ale nie uciekasz i trzymasz się blisko mnie i Wrony, bo jeżeli gdzieś znikniesz, to wyjście będzie naszym ostatnim, zrozumiano?
– Zrozumiano! – podskoczył kociak i ruszył w kierunku wyjścia.
Słońce mocno grzało, aż za mocno, Wrona była cała gorąca pod jej długim i grubym futrem. Popatrzyła na bok, poziom wody w rzece znacznie się obniżył. Jeżeli tak dalej pójdzie, to wkrótce mogą wystąpić problemy z nawodnieniem, ale na razie się tym zbytnio nie przejmowała, i tak nie miała na to zbytnio wpływu. Nagle poczuła słodki zapach, który poinformował ją, że zbliża się do celu. Po tym sygnale uczennicy ukazał się zagajnik pełen jabłoni, grusz i śliw. W blasku słońca wyglądało to naprawdę prześlicznie.
– Ale tu śliiicznie! – pisnęła Smok, chcąc już popędzić do przodu, ale szybko się opamiętała.
– Czas na twój trening. Panie Gondorze, pan może gdzieś sobie usiąść, jeśli pan chce.
Biały skinął głową i odwrócił się w stronę śliwy, jeszcze zdążył się popatrzeć na dymną z powątpiewaniem w oczach.
– Dobrze, Smoku, twoim zadaniem będzie powalenie mnie. Jeśli ci się to uda, to gratuluję.
Szylkretka skinęła głową i przyjęła pozycję bojową. Ruszyła i skoczyła na plecy uczennicy, która delikatnie próbowała zepchnąć kociaka. Ta przeszła na wysokość karku i pociągnęła lekko dymną za futro.
– Agh! Pokonany! – zawarczała.
Wrona bujnęła się w prawo i upadła.
– Heh! Ale łatwo! – miauknęła kotka.
– Wiesz, w walce nie zawsze kogoś możesz zagryźć, to jest niezgodne z wolą Wszechmatki.
– To jak inaczej mam pokonać przeciwnika? – marudziła karpati.
– Uderzając go z boku – odpowiedziała.
Szylkretka od razu pobiegła z boku i uderzyła nauczycielkę od boku. Kłapoucha nie stanowiła żadnego oporu i się przewróciła.
– Phi! Taki z ciebie uczeń, że nawet udezenia z małego palca nie umiesz wytsymać! – zaśmiała się z wyższością. Wronie podniosło się ciśnienie, o nie, żaden kociak nie będzie się tutaj mądrzyć!
– W takim razie, skoro taka silna jesteś, spróbuj walnąć w oczy.
– Takie łatwe? No, ale jeśli tak chcesz… – zamruczała i z wyciągniętymi łapkami skoczyła do przodu. Uczennica się lekko odchyliła, przez co koteczka zrobiła fikołka, a następnie dymna złapała ją za kark.
– Hej, puszczaj! – Smok się wyrywała, lecz bez skutku. – To nie fail! Tatooo!
– Przecież ty taka silna jesteś, to dla ciebie pikuś!
– Och, proszę! Puść mnie! – nadal wrzeszczała.
– Jak sobie życzysz – już miała ją puścić, gdy nagle się opamiętała i delikatnie położyła kociaka na ziemi.
– Czemu to zlobiłaś! Jesteś okropna! – fuknęła karpati.
Kłapoucha westchnęła i miauknęła:
– Ja po prostu chronię cię od późnego mianowania, bo jak ktoś się dowie, że tak duży kot zachowuje się, jak mały kociak i przechwala się, na przykład ja, i powie to przywódcy, może to skutkować o przesunięciu ceremonii, a wiesz, Czereśnia to mój mentor muszę mu takie rzeczy mówić, ale gdy się w porę opamięta, sprawa idzie w niepamięć.
Najwyraźniej szylkretka się przestraszyła, gdyż miauknęła:
– Pzepaszam cię, Wlono, poniosło mnie.
– Nic nie szkodzi – liznęła kociaka między uszami. – Może chcesz zobaczyć moje świeże legowisko? Ale tylko wtedy, jeżeli twój tata się na to zgodzi i będziesz się trzymała blisko mnie, bo jest ono na jabłoni, ale nie wysokiej.
– Dobze, idę zawołać tatę – kotka podbiegła w podskokach z krzykami do białego kocura, po jej minie można było stwierdzić, że wszystko poszło po jej myśli.
– Możemy iiiść! – mruknęła szylkretka.
Gdy podeszli do drzewa, Wrona wzięła Smoka i wskoczyła na najniższą gałąź, za nimi szedł nieco zmartwiony Gondor.
– Wow! Ale tu ładnie! – rzekła zachwycona kotka, zaczynając się bawić zawieszonym piórem.
– Wybudowałam je razem z Czereśnią i Iskrzykiem – oznajmiła uczennica, siadając i owijając ogonem kociaka.
– Wlono? Jak zostanę uczniem, to też będę takie budować?
– Zapewne tak – mruknęła łagodnie do karpati.
– Nie mogę się już doczekać! Będzie super! Nauczę się polować na nornicę, walczyć i wiele innych superlaśnych rzeczy!
***
Był już wieczór, niebo przybrało kolor różowo turkusowy. Gondor, Wrona i Smok wracali ze spaceru. Szylkretka opowiadała im sen.
– I w nim była taka wieeeelka jaszczurka, któla chciała mnie zjeść, ale ja się jej nie dałam i znokautowałam ją jednym silnym ciosem!
– Och, już się bałam, że nie wrócicie z tego spaceru! – to była Rohan, która dotknęła się nosami z rodzinką.
– Mamo, mamo! Wiesz, jak było fajnie? Nauczyłam się nieco walczyć, zobaczyłam legowisko na drzewie, i szukałam kamyczków w wodzie!
Starsza karpati rozszerzyła źrenicę ze strachu, lecz Wrona ją uspokoiła wzrokiem.
– Pani córka jest naprawdę odważna! – mruknęła, a Smok dumnie wypięła pierś.
– Mamo, mogę jeszcze pogadać z Wloną? Plooooszę.
– Ech, no dobrze, ale jak drugi raz przyjdę, to masz iść do żłobka! – miauknęła Rohan, machnęła ogonem i podreptała z powrotem do swojego legowiska.
– Smoku, czy już wiesz, na kogo chcesz się szkolić? – spytała dymna, leżąc na kupce liści.
– Eee, czekaj, daj mi się zastanowić… – odpowiedziała szylkretka.
<Smoku?>
[1036 słów]

