Zgromadzenie
Gąbczasta Perła siedziała obok Niedźwiedziówkowego Pyłu, która za życiową misję obrała sobie kontrolowanie każdego ruchu dymnej medyczki. Kotki siedziały niemal do siebie przyklejone, aż w końcu do Gąbki podeszła jakaś niziutka, niebiesko-biała członkini Klanu Klifu.
— Hej... — miauknęła niepewnie.
Medyczka przeniosła na nią spojrzenie, tak samo, jak i Niedźwiedziówka.
— Och, cześć… — mruknęła Gąbka, po czym łypnęła wzrokiem na buraskę. Potem znów wróciła spojrzeniem do obcej. — Czy coś się stało, czy po prostu szukasz kogoś do rozmowy na zgromadzeniu? — spytała.
Nieznajoma uśmiechnęła się nieśmiało, po czym na moment zamilkła, przenosząc wzrok z dymnej kotki na burą kotkę siedzącą tuż obok niej.
— Ach, tak... — mruknęła po chwili. — Z chęcią dołączyłabym do waszej rozmowy.
Lekko przechyliła głowę, a jej ogon nerwowo drgnął.
— No... chyba że wam przeszkadzam — dodała, mierząc krótkim spojrzeniem buraskę.
Gąbczasta Perła milczała przez chwilę, myśląc o tym, jak powinna ułożyć swoje zdania, by nie rozjuszyć Niedźwiedziówki. W końcu jednak przełknęła ślinę i odparła:
— Nie, nie przeszkadzasz. Jeszcze o niczym nie zaczęłyśmy rozmawiać, tylko tak sobie… siedziałyśmy. — Uśmiechnęła się lekko, po czym ponownie spojrzała na buraskę. — Prawda? — spytała, na co wojowniczka tylko skinęła głową, mrużąc podejrzliwie oczy.
Dymna następnie zwróciła się do nieznajomej:
— Nazywam się Gąbczasta Perła i, jak już pewnie wyczułaś, jestem medyczką Klanu Nocy — przedstawiła się spokojnie.
— Wiesz, ja... — zaczęła Klifiaczka, lecz ostatecznie ugryzła się w język. — Właśnie tak mi się wydawało.
Posłała kotce krótki uśmiech, po czym usiadła obok, starając się przybrać nieco swobodniejszą pozycję.
— Ja jestem Niebiańska Poświata — przedstawiła się. — Pochodzę z Klanu Klifu. A ty musisz być z...?
Dymna zdziwiła się nieco zachowaniem biało-niebieskiej kotki.
— No co ty, nie wiesz? — zapytała, przekręcając głowę.
— Nie masz węchu? — wtrąciła się Niedźwiedziówkowy Pył, unosząc jedną brew do góry.
Gąbczasta Perła zmrużyła oczy. Właściwie, może słowa buraski miały sens. Klan Nocy miał w końcu jeden z najsilniejszych i najbardziej charakterystycznych zapachów wśród wszystkich klanów ze względu na ich dietę rybną.
— Ach… Jesteś może chora? Masz katar? Szkoda, że jesteśmy na wyspie, bo inaczej może mogłabym znaleźć jakieś zioła, by ci pomóc…
Niebiańska Poświata zamrugała, wyraźnie zaskoczona tym, jak szybko jej słabość wyszła na jaw.
— Nie, nie jestem chora — miauknęła w końcu, kręcąc głową. — To... raczej coś, z czym już się urodziłam. Mam bardzo słaby węch. Właściwie prawie wcale nie czuję zapachów. Ale nie musisz się martwić. Jakoś sobie radzę. Chociaż przyznam, że czasami jest to dość uciążliwe.
Na wzmiankę o ziołach lekko poruszyła uszami.
— Mimo wszystko dziękuję. To miłe, że chciałabyś mi pomóc — roześmiała się lekko. — Zresztą, skoro już tutaj jesteśmy...
Rozejrzała się po zgromadzonych kotach, a jej wzrok na moment zatrzymał się na przedstawicielach innych klanów.
— Jak wam się układa ostatnio w Klanie Nocy? — zapytała. — U nas ostatnio sporo się dzieje, więc jestem ciekawa, czy u was też.
Gąbczasta Perła musiała się przez chwilę zastanowić. Czy było dobrze? Cóż, zależy, kogo spytać. Według niej było tylko gorzej. Cały czas pojawiały się jakieś spory i problemy. Ale przynajmniej kociarnia pękała w szwach, co było na plus.
— Tak, u nas też dużo się dzieje, ale długo by tu opowiadać — mruknęła. — Na szczęście raczej dobrze nam się wiedzie. Ostatnio byłam świadkiem porodu trójki nowych kociąt, a oprócz tego w żłobku przebywa już ich cała masa. Mandarynkowa Gwiazda nie musi się więc martwić o to, że kiedyś w Klanie Nocy zabraknie wojowników.
Niebiańska Poświata słuchała z wyraźnym zainteresowaniem, a na wzmiankę o kociętach jej uszy uniosły się nieco wyżej.
— Trójki? To naprawdę sporo — miauknęła, a na jej pysku pojawił się szczery uśmiech. — Wygląda na to, że Klan Nocy rzeczywiście nie będzie miał powodów do obaw o swoją przyszłość.
Na moment zamilkła.
— Zawsze lubiłam patrzeć na kocięta — dodała po chwili. — Mają w sobie tyle energii... Chociaż pewnie ich matki nie zawsze podzielają ten zachwyt.
Ziewnęła krótko.
— Jeju, pamiętam, kiedy sama byłam mała. Wszystko było takie beztroskie... Ale chyba jeszcze bardziej tęsknie za byciem uczennicą. Nawet nie wiesz, ile bym dała, aby cofnąć się kilka księżyców wstecz.
Gąbczasta Perła uśmiechnęła się zadziornie, po raz pierwszy od dłuższego czasu czując się w miarę beztrosko, nawet jeśli Niedźwiedziówka dyszała jej teraz nad karkiem.
— Och, a skoro tak bardzo lubisz patrzeć na kocięta, to czemu samemu sobie kilku nie sprawisz? — spytała żartobliwie. Wiedziała oczywiście, że nie każdy musi mieć partnera i potomstwo. Jeśli Klifiaczka nie pragnęła zakładać rodziny, to było to jak najbardziej zrozumiałe. Ponadto, skoro miała takie krótkie łapki i problemy z węchem, może bała się o to, że któreś z jej kociąt to po niej odziedziczy?
— Ja? Kocięta? — powtórzyła Klifiaczka, jakby sama myśl o tym była czymś zupełnie absurdalnym. — Chyba trochę za szybko przeszłyśmy do tego tematu.
Parsknęła cicho śmiechem, próbując ukryć swoje zmieszanie.
— Poza tym najpierw musiałabym znaleźć kogoś, kto chciałby mieć je ze mną. — Zerknęła na Gąbczastą Perłę z rozbawieniem. — A nie jestem pewna, czy kolejka chętnych właśnie ustawia się przed moim legowiskiem.
Poruszyła rozbawiona ogonem.
— Na razie więc pozostanę przy podziwianiu cudzych kociąt. To zdecydowanie mniej kłopotliwe.
* * *
Gąbczasta Perła wcierała właśnie ziołową papkę w skórę Wesołej Łapy, podczas gdy temu wszystkiemu przyglądała się Niedźwiedziówkowy Pył. Niestety Klekoczący Bocian znajdował się teraz poza lecznicą, toteż dymna sama musiała znosić obecność buraski w legowisku. Nienawidziła, gdy wojowniczka patrzyła jej na łapy, lecz wiedziała, że nie mogła się jej w żaden sposób postawić. Zbyt bardzo obawiała się o zdrowie — a może i nawet życie — Sennej Łzy, Fiołka i Jasności. Niedźwiedziówka już Gąbce pokazała, że jest w stanie posunąć się do rzeczy okrutnych i ohydnych, więc medyczka wolała nie ryzykować. Była w stanie znieść ciągłą obecność Niedźwiedziówki i bycie przez nią kontrolowaną dla dobra swojej rodziny.
Wkrótce Wesoła Łapa opuściła lecznicę. Gąbka już wcześniej zajmowała się także Ulewnym Szkwałem, który miał szkło w łapie, oraz Ćmim Mżeniem, która cierpiała na bezsenność. Przynajmniej nie była w tym sama, jako iż Gąbczastej Perle też coraz ciężej było się wysypiać. Miała tyle spraw na głowie, że ciągle chodziła poddenerwowana i rozdrażniona… Nie dość, że ta morderczyni przyczepiła jej się do pleców, to jeszcze Błoto wspinał się coraz wyżej w hierarchii. Wciąż był co prawda więźniem, jednak poprawa warunków jego życia nie świadczyła o niczym dobrym. Wkrótce Mandarynkowej Gwieździe odbije i jeszcze zgodzi się na to, by czekoladowy został wojownikiem! Wtedy sekret Gąbki będzie jeszcze bardziej zagrożony, bo Błoto nie będzie już tylko głupim więźniem, a kotem, któremu reszta faktycznie może uwierzyć, gdyby chciał im opowiedzieć o swoim romansie z księżniczką.
Czarnofutra wlepiała wzrok w podłoże, aż tu nagle do lecznicy wszedł Siwa Czapla. Od razu podniosła uszy do góry i otrząsnęła się z zamyślenia. Szybko dowiedziała się, że kocur zmagał się z gorączką i podała mu liście ogórecznika.
Wyleczeni: Ulewny Szkwał, Ćmie Mżenie, Wesoła Łapa, Siwa Czapla