BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdka w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 24 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

26 maja 2026

Od Urodziwej Łapy (Urodziwego Szafirka)

Rano

Ranek ledwie wstał, kiedy Morszczynowy Wąs obudził swoją siostrzenicę i zabrał ją nad wodę. Kazał jej upolować kilka ryb w różnych miejscach przy zbiorniku wodnym. Szafirek podeszła do tego naprawdę bojowo. Domyślała się, dlaczego jej wujek to zlecił, wszak młodsza miała już sporo treningów za sobą i pewnie robił jej test na wojownika. Nareszcie! To dawało jej możliwości, a co za tym szło, była gotowa bronić Kasztanka i każdego innego kota, który by tego potrzebował. Szylkretka podeszła do pierwszego miejsca i zaczekała cierpliwie na pierwszą ofiarę tego dnia. Cały test trwał dość długi czas, ale to dlatego, że ryby były dosyć kapryśne i testowały cierpliwość kocicy. Jednak niebieskooka z determinacją w serduszku czekała. Wierzyła, że jej się uda. Musiało, bo przecież nie mogła pozwolić, by glonojad ją później dręczył, że nie zdała, bo naprawdę rzuciłaby się na niego. Dopilnowała by ten jego ładniusi wygląd ucierpiał dla przykładu od błota czy czegoś tego typu. Ostatecznie kotce udało się upolować wymaganą ilość ryb i powrócić dumnie do Morszczynowego Wąsa. Brat Złocistego Widlika nie odezwał się słowem, a jego pysk nie zdradzał zupełnie nic. Szafirka nie przejęła się tym, chociaż gdyby była tutaj Kropiatkowa Skórka to pewnie by usłyszała jakikolwiek werdykt, pochwałę lub ewentualną informacje o kontynuowaniu treningów. Wzruszyła lekko barkami i wróciła z Morszczynowym Wąsem do obozu. Rozstała się z nim i poszła na bok zamienić kilka słów ze swoją siostrą Lawendą.

***

Urodziwa Łapa spędzała właśnie czas ze swoją siostrą Lawendową Łapą, kiedy Mandarynkowa Gwiazda wskoczyła na miejsce przemów.
— Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by polować, zbiorą się na zebranie klanu! — rozległ się głos liderki. Urodziwa Łapa zastrzygła uszkiem, a następnie spojrzała na siostrę.
— Hej, Lawenda to chyba nasza chwila — wymruczała cicho. Podniosła się, a następnie z siostrą u boku ruszyła do reszty kotów. Usiadły obok siebie, stykając się ze sobą futrami. Mandarynkowa Gwiazda rozejrzała się, a jej wzrok spoczął na dwóch uczennicach.
— Zebraliśmy się dzisiaj, by powitać dwie uczennice w gronie dorosłych kotów — zaczęła srebrna.
— Urodziwa Łapo, Lawendowa Łapo wystąpcie — kontynuowała Mandarynkowa Gwiazda. Urodziwa Łapa wysunęła się od razu, a w ślad za nią podążyła jej siostrzyczka. Szafirek ledwie potrafiła ustać w jednym miejscu. To był ten moment, w którym ponownie będzie dzieliła legowisko z Przypalonym Kasztanem, Liliową Pieśnią czy Ulewnym Szkwałem i jeszcze Lawendą.
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tęuczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam wam ją jako wojowniczkę. Lawendowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — powiedziała Mandarynkowa Gwiazda.
— Obiecuję — miauknęła Lawenda. Uroda czekała z niecierpliwością na to, jakie imię dostanie kotka, bo swojego się domyślała.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojowniczki. Lawendowa Łapo, od dziś będziesz znana jako Lawendowa Rozkosz. Klan Gwiazdy honoruje twoją pilność i uważność, a my witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Nocy — odparła liderka. Starsza kocica zeskoczyła i podeszła do Lawendowej Rozkoszy. Oparła pysk na jej głowie. Lawenda liznęła jej bark. Chwilę później Mandarynkowa Gwiazda powróciła na miejsce i przeniosła wzrok na niebieską.
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tę uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam wam ją jako wojowniczkę. Urodziwa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — powtórzyła po raz kolejny formułkę. Serce szylkretki zabiło szybciej. Podniosła dumnie łebek.
— Obiecuję — wymruczała szczerze, a jej niebieskie oczka lśniły z radości. Zamierzała chronić kodeks i bronić, ale na własnych zasadach w kwestii kilku spraw. Jednak nikt nie musiał o tym wiedzieć.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojowniczki. Urodziwa Łapo, od dziś będziesz znana jako Urodziwy Szafirek. Klan Gwiazdy honoruje twoją determinację i bystrość, a my witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Nocy — rozległ się głos przywódczyni. Szafirek musiała się powstrzymać, by nie wyskoczyć w powietrze. Dobrze, że nie miała skrzydeł, bo pewnie by odleciała. Starsza kocica pojawiła się przy niej i wykonała ten sam ruch, co w przypadku Lawendy. Urodziwy Szafirek polizała jej bark. Gdy Mandarynkowa Gwiazda się wycofała, obok Szafirki pojawiła się liliowa wojowniczka.
— Lawendowa Rozkosz! Urodziwy Szafirek! Lawendowa Rozkosz. Urodziwy Szafirek! — rozległo się skandowanie imion dwóch świeżo mianowanych wojowniczek. Od tego momentu Uroda nie była już uczniem, a pełnoprawnym członkiem klanu. Nie było niczego wspanialszego od tego, chociaż nie. Najwspanialszy nadal i tak pozostawał Przypalony Kasztan. Kiedy ceremonia się skończyła, obie kotki przystąpiły do czuwania.

[726 słów]

Od Rozżarzonej Pieśni CD. Truskawkowej Łapy (Truskawkowego Pola)

Przeszłość, nim Truskawkowe Pole została wojowniczką, a następnie zastępczynią

Początkowo obecność dwójki były Owocniaków w Klanie Klifu ją zaskoczyła. Szok ten jednakże równie szybko minął, kiedy to uświadomiła sobie, że nie tylko ona nie pochodzi stąd, a mimo to obóz w jaskini nad klifami stał się jej nowym, prawdziwym domem. Nawet jeśli jako były Wilczak nie mogła w pełni odciąć się od przeszłości, to szepty Klifiaków były znacznie lepsze niż obawa o własne życie na każdym kroku, jak to miało miejsce w Klanie Wilka. Ruda była aż zbyt świadoma, że tą decyzją złamała niejedno serce kota, który pozostał na zalesionych terenach, jednak musiała także brać pod uwagę własne dobro.
Początkowo tęsknota była nade silna, wręcz rozrywająca jej duszę od środka na najmniejsze kawałki, jednak końcowo ból, który przeżyła, ukształtował ją na nowo w obcym miejscu, wśród nieprzychylnych spojrzeń, szeptów, lecz to nie miało tak dużego znaczenia, jak poczucie bezpieczeństwa, które w końcu zaznała. A z czasem wszystko zdawało się tracić na sile, Klifiacy przywykli do jej obecność w obozie, czy też patrolach, nikt zbytnio nie narzekał, dopóki ta wypełniała sumiennie swoje obowiązki i tak naprawdę nadal pracowała, by postać wśród nich, nawet jeśli otrzymała imię i przeszła mianowanie na pełnoprawnego wojownika.
Chłodniejsze dni pory opadających liści leniwie płynęły niczym same liście, kiedy to swój taniec w powietrzu, muskane delikatnym jesiennym wiatrem, nim końcowo dotknął ziemi i dołączą do innych upadłych, tworząc kolejną warstwę ściółki leśnej. Żółtooka nie odczuwała zbyt dużej tęsknoty za lasem, gdyż powoli łysiejące korony drzew w kolorach czerwieni, żółci, czy pomarańczu były skutecznie zastępowane zachodami słońca nad klifami. Bywały dni, kiedy to przesiadywała nad urwiskiem w każdej wolnej chwili, obserwując chylące się ku zachodowi słońce lub pomarszczoną taflę morze, którego szum skutecznie uciszał niechciane myśli, powracające niczym natrętne muchy.
Rozżarzona Pieśń właśnie wracała znad klifu, gdzie trochę posiedziała w samotności, kiedy to do jej uszy dobiegły dźwięki rozmowy, której bliżej było do kłótni niżeli spokojnej konwersacji. Cętkowana nieco przyspieszyła kroku, woląc nie napotkać tych wzburzonych Klifiaków — jakoś nie uśmiechało jej się zostać mediatorem pomiędzy kłócącymi się lub kimś w tym rodzaju. Wolała unikać mieszania się w cudze problemy, czy też ostrzejsze wymiany zdań, nie chcąc narazić się jakiemukolwiek Klifiakowi. Do dziś pamięta, jak Źródlana Łuna początkowo z nienawiścią zaatakowała przybłędę z Klanu Wilka. Po ich pierwszym spotkaniu nadal nosiła na swym ciele blizny, choć na pewno nie tak okazałe, jak te, których nabawiła się w nocy, która miała zadecydować czy jest gotowa zostać uczniem.
Z gniazda ze zwierzyną wzięła sobie jakąś z bardziej lichych piszczek, a następnie oddaliła się nieco, chcąc ją samotni skonsumować. Dotychczasowy spokój i raczej leniwy nastrój w jaskini został zakłócony głośnym wejściem rodzeństwa. Truskawkowa Łapa i Wędrująca Łapa rzucali między sobą jakieś uwagi, nawet nie starając się zachować jakąkolwiek kulturę przy pobratymcach, którzy może chcieli odpocząć po całym dniu. Ruda ciężko westchnęła, chcąc już, wziął pierwszy kęs zwierzyny, kiedy niespodziewanie obok niej pojawiła się szylkretka. Nieco podskoczyła, nie będąc w stanie zapanować nad reakcją swojego na ruch ze strony terminatorki.
Początkowo chciała zignorować jej obecność obok, lecz ta niespodziewanie zadała w jej kierunku pytanie.
— Nie wiem… Według mnie zachowujecie się, jak większość rodzeństw — mruknęła. — Sama mam brata i siostrę, lecz z nimi chyba miała dobry kontakt i nie pamiętam jakichkolwiek kłótni między nami — przyznała, czując, jak tym samym niebezpiecznie zbliża się do ran, których wolałaby nie rozdrapywać.
— Twój brat nie jest gburem? Jedynie pozazdrościć. Nie musisz się męczyć z takim na co dzień. Jak się nazywają? Nie kojarzę, by mówiono o więcej niż jednym Wilczaku tutaj.
— Oni… Pozostali w klanie, chyba.

«★»

Obecnie

Żółtooka wkroczyła do obozu wraz z resztą patrolu granicznego, który wyruszył niedługo po Wysokim Słońcu. Ruda czuła, jak nagrzana sierść nie daje jej chwili wytchnienia, choć przyjemny chłód bijący od wodospadu dawał niewyobrażalną ulgę, szczególnie kiedy drobne kropelki spadającej wody osiadały na rozgrzanych ciała wojowników. Żar powoli skierowała swoje kroki do kociarni, gdzie przebywały dwie młode koteczki, znajdujące się pod opieką Jastrzębiego Zewu, choć królowa nie była sama, gdyż w ostatnich dniach dołączyła do niej zastępczyni Lśniącej Gwiazdy. Truskawkowe Pole spodziewała się kociąt, więc na ten czas i późniejsze księżyce musiała odstąpić od wykonywanych obowiązków. Lider, nie chcąc zostawić pustego stanowiska, mianował Źródlaną Łuną nową zastępczynią na czas dwóch księżyców.
— Witaj Jastrzębi Zewie i kociaki. Jak się masz Truskawkowe Pole? — zagaiła, kiedy tylko młódki dopadły jej szerokie łapy.

<Truskawko?>

Od Wzburzonego Kormorana CD. Naparstnicowej Łapy (Serdecznej Naparstnicy)

Od zgromadzenia, na którym Kormoran zdecydowanie nie wiedział, jak zachowywać się wobec Serdecznej Naparstnicy, trochę minęło. W tym czasie kocur zdecydowanie wydoroślał, zaprzestając jakichkolwiek głupich odzywek czy zaczepek — stał się poważniejszy i na pewno zaczął myśleć dwa razy, nim pozwoli słowom paść spomiędzy białych warg. Cętkowany przez te księżyce również mocno zdystansował się od innych, nie nawiązując rozmów, jeśli nie było takiej potrzeby. W końcu przestał udawać, próbując w różny sposób zaimponować innym, dostrzegając fakt, iż ci, którzy będą warci jego czasu i uwagi, zaakceptują go takiego, jakim faktycznie jest, bez zbędnych masek, czy sztucznych zachowań, których później sam w końcu żałował.
Cętkowany właśnie wracał z polowania, niosąc w pysku tłustą mysz wraz z dorodnym kosem. Obie piszczki były świeże, nadal ciepłe, a ich krew nie zdążyła stężeć, więc posoka barwiła jego śnieżno biały pysk na czerwony odcień. Jego nieco zmęczone morskie spojrzenie leniwie przesuwało się po kotach, znajdujących się w obozie, dopóki jego uwagi nie przykuła biało-niebieska sylwetka najmłodszego protektora. Kormoran dotychczas nie miał z nim najlepszych stosunków, szczególnie na etapie, kiedy to point był uczniem oraz niedługo po mianowaniu na wojownika. Uważał się wtedy za lepszego w znacznym stopniu, niż faktycznie było. W rzeczywistości to Naparstnica była z ich dwójki najlepszy, od początku dojrzalszy, niedający się młodzieńczym prowokacją cętkowanego.
Pierwszym punktem na jego rachunku sumienia był ów arlekin, które dawno temu już powinien przeprosić za swoje idiotyczne zachowania. Jednak za każdym razem, gdy już w głowie układał po kolei słowa, które powie, te niespodziewanie ulatywały, kiedy tylko morskooki napotkał spojrzenie starszego. Zdając sobie z nagłej pustki w głowie, peszył się i rezygnował z prób rozmowy, co czasem spotykało się z mało przychylnym wzrokiem Naparstnicy, jakby tylko tym już chciał odstraszyć od siebie młodszego wojownika. Kormoran nie miał mu tego za złe, gdyż na jego miejscu, sam, by postępował podobnie, biorąc pod uwagę ile jadu i nienawiści otrzymał protektor z jego strony.
Stał przez parę uderzeń serca w miejscu, dopóki nie wziął się w garść i z upolowaną zwierzyną w pysku ruszył w stronę arlekina. Tym razem już nawet nie próbował czegoś sensownego ułożyć w głowie, gdyż po chwili i tak, by myśli te wyparowały niczym woda w parny dzień. Nieco zgarbiony podszedł do Naparstnicy, by zatrzymać się o długość ogona, czekając, aż skończy rozmowę z Drobnym Ukojeniem. Dopiero kiedy srebrna odeszła, Kormoran skrócił dzielący ich dystans, by odłożyć mysz przed niebieskim. Następnie postąpił podobnie z kosem, tylko jego kładąc bliżej swoich łap, by ten trzymany w pysku nie przeszkadzał w czasie mówienia.
— Wiem, że… — zaczął, lecz szybko zrezygnował z pierwszej myśli, która pojawiła się w jego głowie. — Na początku chyba powinienem przeprosić, a więc przepraszam. Przepraszam za wszystko, co ci księżyce temu mówiłem. Zachowywałem się jak mysi móżdżek, próbując obrażać się w każdy możliwy sposób. Było to niedojrzałe i niestosowne, patrząc też na to, że byłem wtedy już wojownikiem. Jako wojownik powinienem szanować innych pobratymców, szczególnie tych, którzy dbają o dobro klanu, obojętnie czy polując, czy pomagając w obozie. Wiem, że zwykłe słowa i jedno przepraszam nie zmyje moich win, dlatego będę starał się być po prostu lepszy niż tamten młodzik. — Nie czekając na odpowiedź niebieskookiego, schylił się po ptaka, by następnie odejść z nim.

<Naparstnico? Chyba ktoś w końcu dojrzał do posiadanej rangi>

Od Wzburzonego Kormorana CD. Trójokiego Zająca

Ucieczka jego przybranego ojca niezbyt go ruszyła — nigdy nie byli jakoś blisko, kocur miał wrażenie, że już nawet miał lepszy kontakt z jego bratem, Trójokim Zającem. Choć mogło to mieć związek z tym, iż to właśnie kremowy początkowo szkolił rodzeństwo, kiedy Bukowa Korona siedział w lecznicy, dochodząc do siebie po ataku mew. A cóż za ironia losu, podobnie jak swój srebrny mentor nosił na lewej stronie pyska bliznę w okolicy oka, z tą różnicą, że czekoladowy nie miał wcale gałki, a Kormoran swoją zachował na szczęście. Wcześniej, to by dogryzał kocurowi, że nie dał sobie z byle jaką mewą, tracąc część wzroku, lecz po byciu świadkiem śmierci Mroźnego Wierchu wszystko się zmieniło.
Point przez ostatnie księżyce dogłębnie analizował swoje dotychczasowe postępowanie, dochodząc do wniosku, że powinien być sobą, nie łaknąć uwagi innych, zabiegając o nią u kotów, które nie były tego warte. W dodatku zrobił niemały rachunek sumienia, w którym mu wyszło, że powinien jakoś, chociaż przeprosić Serdeczną Naparstnicę i opcjonalnie Bukową Koronę. Początkowo faktycznie żarł się ze swoim dawnym mentorem, jednak z czasem przybrało to formę przyjacielskich zaczepek, które raczej żadnej ze stron nie raniły. A nawet jeśli, to było to chwilę, gdyż oboje wiedzieli, że ten drugi nie mówił poważnie.
Właśnie wybierał z gniazda ze zwierzyną jakąś piszczkę, gdy naprzeciwko siebie ujrzał kremowo-białe łapy, na których nieśmiało zaczynały się odznaczać pręgi. Nawet nie musiał podnosić wzroku wyżej, by wiedzieć, kto teraz nad nim stoi. Mało kto w klanie miał tak jasną sierść, a po ostatnich wydarzenia ubyło o jednego Klifiaka w tym temacie. A nawet jeśli jego przypuszczenia mogły być mylne, to dźwięk głosu rozwiał wszelkie wątpliwości.
— Cześć Wzburzony Kormoranie. — Wspomniany, nie spiesząc się, wziął między zęby drozda, by następnie podnieść głowę i skierować swoje morskie spojrzenie na starszego wojownika. Cętkowany ruchem łba wskazał na gniazdo, dając Zającowi do zrozumienia, by ten także coś wziął dla siebie. Niebieski spokojnie czekał, aż pręgowany dokona wyboru, by następnie u jego boku skierować się do spokojniejszej części obozu, gdzie mogli bez pośpiechu i obaw zjeść posiłek.
— Jak się trzymasz Trójoki Zającu? — spytał, nie mówiąc wprost, o co mu chodzi, lecz można było się szybko domyślić, biorąc pod uwagę spore zmiany w klanie, odkąd Pikująca Jaskółka zginęła, a jej miejsce zająć Lśniąca Gwiazda. Z bratem matki nigdy nie miał jakiś szczególnie bliskich relacji, podobnie jak z nią samą, więc dla Kormorana był tak samo obcy, jak większość Klifiaków, z którymi rozmawiał raz na jakiś czas.

<Trójoki Zającu?>

Od Wzburzonego Kormorana CD. Płomiennego Serca

Pora zielonych liści ledwo się rozpoczęła, a już nadeszła pierwsza fala upałów. Point raczej niezbyt chętnie opuszczał jaskinię Klanu Klifu, głównie z powodu swych jasnych ślepi, które były wrażliwe na promienie słońca, a te niemal non stop padały na wodę i tereny klanu. Jakby pogoda specjalnie robiła na złość, nie zsyłając na niebo ani jednej chmurki, która mogłaby stworzyć, chociażby minimalny cień na ziemi. Niebieski jednak na narzekaniach i niechęci mógł jedynie poprzestać na tym, gdyż nie mógł sobie pozwolić na nie wypełnianie swych obowiązków jako wojownik.
Późnym porankiem zwlókł się z posłania na jednej z półek, będących przeznaczone dla uczniów, którzy już zostali mianowani i odbyli czuwanie. Kormoran od poprzedniego sezonu zielonych liści był raczej dość niemrawy, jakby fakt, iż to z jego winy Mroźny Wierch zginął, ciężko osiadł na jego psychice, nie dając chwili wytchnienia. Oczywiście starał się to ukrywać, nie chcąc niepokoić siostry czy matki, albo o zgrozo Aldrowandowej Łapy, która zdecydowanie wiedziała, kiedy coś jest nie tak. Kocur wolał sam się z tym mierzyć, ponosząc skutki swojego nieodpowiedzialnego zachowania z przeszłości. Od tamtego czasu też jakoś zaprzestał zaczepek w kierunku Serdecznej Naparstnicy, który od tamtego czasu został mianowany na protektora.
Zmęczony po średnio przespanej nocy, szeroko ziewnął, czekając na koty, które miały wyruszyć na patrol graniczny, nim nadejdzie Wysokie Słońce, gdy wielka kula światła na niebie zacznie niemiłosiernie grzać grzbiety wojowników. Przysiadł przy wyjściu z przymkniętymi oczami, napawając się leniwym porankiem, który panował w obozie.
— Cześć Wzburzony Kormoranie! — Na nagły głos Płomiennego Serca, zjeżył sierść na grzbiecie, by następnie posłać kotce krótkie nienawistne spojrzenie.
— Dzień dobry Płomienne Serce — mruknął. — Czy mogłabyś tak mówić o pół tonu ciszej? — spytał, spoglądając na nią, by ta miała litość dla jego biednych uszu.

<Płomienne Serce? Czemu jeszcze na kogoś czy idziemy bez nich?>

Od Fląderki CD. Rzekotki

W Klanie Nocy pojawiły się po raz kolejny kocięta, tym razem będące dziećmi Kropiatkowej Skórki oraz Zmierzchającej Fali. Para czule zajmowała się młodymi, dbając o ich bezpieczeństwo, jak i pilnując, aby nie miały kontaktu z Fląderką. Odrzutek trochę dziwnie się czuł, a właściwie głupio, widząc kociaka u boku czarnego kocura. Głównie przez fakt, że za młodu myślała, że Fala jest jej ojcem, tylko dlatego, że ze wszystkich kotów w klanie spędzał z jej mamą najwięcej czasu. Nawet jeśli tylko ją pilnował, gdy Nemezja była więźniem.
"Mam nadzieję, że mój prawdziwy tata był podobny do Zmierzchającej Fali. I nim rozdzielił się z mamą, dbał o nią, jak pan Fala o Kropiatkową Skórę."
Dzisiejszej nocy Fląderka spała, śniąc dość dziwny sen, w którym nie była odrzutkiem, a uczennicą wojownika. Polowała na ptactwo oraz ryby, a nawet uczyła się wspinać na drzewa. Najdziwniejsze w tym wszystkim było, że jej mentorką była sama Mandarynkowa Gwiazda, która nie była uprzedzona do swej uczennicy, jak i fakt, że ten sen wydawał się realny. I dopóki Czyhająca Murena nie zwróciła się do niej per "moja córeczko" była pewna, że to wszystko dzieje się naprawdę i po prostu srebrzysta kocica nakazała jej się szkolić na wojownika.
Kolejną lokacją ze snu było udanie się z patrolem składającym się z Trzcinowego Szmeru, Wężynowego Splotu oraz Błękitnej Laguny. Mieli przepędzić stado wydr. Fląderka z łatwością radziła sobie z obezwładnianiem nieproszonych lokatorów na terenach Klanu Nocy, gdy nagle jedno ze stworzeń uczepiło się jej ucha. I, mimo że próbowała je odczepić, nie była w stanie.
Gwałtownie otworzyła oczy, wpatrując się prosto przed siebie w mrok kociarni. Serce o mało nie wyskoczyło jej z piersi, gdy wróciła wspomnieniem do tego, cóż jej się przyśniło. To był najprawdziwszy koszmar... i nie chodziło tutaj o atak wydr.
Nie widzieć czemu, pomimo wybudzenia, czuła nacisk na swoje ucho, za które została złapana w śnie przez wydrę. W dodatku odgłos mlaskania dochodził z bardzo bliska. Delikatnie poruszyła głową, zdając sobie sprawę, że coś faktycznie uczepiło się jej jednego ucha i mogło je odgryźć w każdej chwili.
Panika minęła, gdy kątem oka spostrzegła niebieskie futerko przy swoim pysku, jak i brak jednego z kociąt u boku Kropiatkowej Skóry. Ostrożnie przechyliła łebek, chcąc wyswobodzić swoje ucho, do którego kocię się przyssało i zdołało nieźle obślinić.
Trzymając Rzekotkę w przednich łapkach, nie bardzo wiedziała, co powinna z nią zrobić. Koteczka wlepiła zaspane spojrzenie we Fląderkę, jednak na całe jej szczęście nie rozpłakała się i nie zawołała swoich rodziców. Fląderka nie chciała, aby płacz koteczki postawił na równe łapy mieszkańców kociarni, a tym bardziej cały klan.
— P-poczekaj... wytrę ci pyszczek i zaraz odniosę do mamy... — wymamrotała, ziewając.
Podniosła się z posłania i wzięła jedną z kulek mchu, ktoś została przyniesiona przez jakiegoś ucznia. Wróciła do malutkiej kotki i delikatnie potarła jej obślinioną mordkę świeżym mchem. Co prawda Fląderka wylizała swoje futerko i powinno być czyste, jednak obawiała się, aby Rzekotce nic się nie stało od kontaktu jej śliny z brązowym futerkiem. Rzekotka mrużyła swoje oczka, być może uważała, że śni, bo kołysała głową ostrożnie w przód i w tył. Fląderka starała się z małą kotką postępować, tak jak postępował, chociażby Złocisty Widlik z kociętami czy ich własna mama. Gdy upewniła się, że kocię jest czyste, nieskażone jej brudnym futrem, ostrożnie pochwyciła je za fałdę na karku i skierowała się razem z nim do legowiska, w którym spała matka kotki i siostry. Odłożyła jedno z trójki najmłodszych członków Klanu Nocy na posłaniu, obserwując, jak momentalnie przysuwa się do Ropuszki i tym razem to jej ucho decyduje się pochłonąć.
Na pysku kotki zagościł uśmiech. Odetchnęła z ulgą, że udało jej się odłożyć kociaka na posłanie, nim ktoś zauważył jej nieobecności. Chociaż... może lepiej byłoby zabrać ją do medyków? Kto wie, co wylizała z ucha Fląderki...
Szylkretka skierowała się z powrotem na swoje posłanie i już miała się na nim położyć, gdy coś wskoczyło na jej ogon. Rzekotka wtuliła mordkę w brązowe futro, wydając z siebie cichy pomruk rozbawienia. Fląderce jednak nie było do śmiechu. Jej serce przyspieszyło bicia, a futerko na grzbiecie się nastroszyło.
"Zmierzchająca Fala jak nic mnie zabije..."

<Rzekotko? To Twój plan, aby pozbyć się Flądry z klanu przy pomocy taty, prawda?>

Od Tawułowej Bryzy CD. Lśniącej Gwiazdy

Tawułowa Bryza nie przypominał sobie, aby kocica ruszyła w bój, czy ryzykowała swym życiem, aby zapewnić bezpieczeństwo Klanu Klifu. Polować każdy mógł, podobnie jak wykonywać inne obowiązki. W czym niby była lepsza, chociażby od pozostałych wojowników? Nawet o zgrozo Jastrzębi Zew, gdyby nie jej kontuzja byłaby lepszym wyborem na zastępczynię. Nie licząc faktu, że połowę kociąt wychowała w nienawiści do Pikującej Jaskółki. Ważne, że zadbała o to, aby kocięta były lojalne swojej społeczności. To jak żaden inny kot wpajała kociętom przez cały ich czas pobytu w kociarni.
"Truskawkowe Pole udowodniła mu swoją wartość wielokrotnie? Niby kiedy! Chyba jak byli sam na sam i nikt więcej nie miał okazji spostrzec, ile jest tak naprawdę warta..."
Pokręcił głową. Czuł się na przegranej pozycji, zdawał sobie sprawę, że słowa kogoś takiego jak on, zwykłego szarego wojownika, który sporo ryzykował, nie będą miały wpływu na decyzję kocura.
— To prawda. Dlatego mógłbym oprócz kandydatury Pchełkowego Skoku zgłosić kandydaturę jeszcze dwóch kotów, które, mimo że nie narodziły się w Klanie Klifu, nadawaliby się bardziej na zastępcę niż twoja partnerka... Jednak z ich trójki, to właśnie Pchełka wypada najlepiej. — Zniżył głowę, starając się uspokoić nerwy. Denerwował go fakt, że "wuj" odkąd został liderem, obrósł w piórka, gdy jeszcze nie tak dawno temu, za życia Judaszowcowej Gwiazdy, snuł się smętnie po obozowisku dokładnie w podobny sposób jak Tawułowa Bryza teraz. Czy gdyby Tawułowa Bryza został liderem, zyskałby charyzmę oraz jego życie byłoby lepsze niż dotychczas? — Zresztą kodeks nie ma nic do tego. Tym bardziej że każdy klan interpretuje go na własny sposób, nie mówiąc już o poszczególnych kotach... I nie. Nie oceniam Truskawkowego Pola poprzez krew, jej wiarę, czy wygląd. Po prostu nie sądzę, aby była kimś na tyle kompetentnym do pełnienia funkcji twojej prawej łapy. W szczególności, że była członkinią Owocowego Lasu i po prostu z niego odeszła, decydując się na życie samotnika... Porzuciła swój dom, swoich bliskich...
Tawuła miał w nosie powód odejścia kocicy. Nie interesował go to. Nie podobała jej się władza w sojuszniczej społeczności? Mogła wyrazić sprzeciw, nawet jeśli naraziłaby się przywódcy. Jednak uznała, że lepiej podwinąć ogon, dołączyć do Klanu Klifu i omamić Lśniącą Gwiazdę. Zdecydował się nie poruszać kwestii, że jego zdaniem klanem nie powinny przewodzić koty, które były partnerami lub też były ze sobą w jakiś sposób spokrewnione, nie chcąc czepiać się ich partnerstwa, które zresztą prawdopodobnie rozwinęło się na przełomie awansu szylkretki? A może już wtedy, gdy kocur ją nauczał.
— Co zrobisz, gdy znudzi jej się życie w Klanie Klifu? — spytał po chwili. Wątpił, że tak się stanie. Mało, który kot porzuciłby funkcje prawej łapy lidera, decydując się na koczowniczy tryb życia czy dołączenie do innego klanu. — I po prostu odejdzie? Lśniąca Gwiazdo, proszę. Wiem, że Truskawkowe Pole to twoja partnerka, jeszcze w dodatku spodziewacie się teraz kociąt, ale posłuchaj głosu podległych tobie wojowników, z którymi spędziłeś więcej czasu w Klanie Klifu i za których jesteś teraz odpowiedzialny... Zadbaj o to, aby twój następca był w przyszłości liderem, który nie tyle, co zostanie zaakceptowany przez wszystkich członków Klanu Klifu oraz Klan Gwiazdy, ale również nie porzuci go w potrzebie...

<Lśniąca Gwiazdo? No weź bądź sobie z Truską, ale daj Klifiaka z rodowodem na zastępcę 😭 bądź oryginalny>

Iskrzyk został adoptowany!

25 maja 2026

Od Psotnego Nietoperza CD. Dryfującej Gałęzatki (Neriny)

Przeszłość
Spoglądała na kocura, próbowała nadążyć za jego komplementami. Chyba nikt nigdy jeszcze nie pochwalił jej oczu, imienia czy ozdób w jednej rozmowie. Oczywiście nie miała mu tego za złe. Właściwie to podobały jej się te miłe komentarze. Nie, nie była łasa na komplementy, ale najzwyczajniej w świecie było to po prostu miłe.
— Dziękuję za te miłe słowa i nie przejmuj się, wcale nie mówisz za dużo — zaczęła łagodnie. Przyjrzała mu się pogodniej.
— Tak, właśnie po to. Każda metoda do psocenia jest idealna — wymruczała z lekkim rozbawieniem. Po czym umilkła. Uważnie słuchała wypowiedzi kocura, kiwając co chwilę łebkiem, tym samym potwierdzając, że wciąż go słuchała.
— Hodować ślimaki? Ciekawy pomysł — wymruczała szczerze. Zastanowiła się, czy i ona mogłaby spróbować wyhodować jakieś zwierzątko, ale chyba nie miała na to szans. Zresztą, jeśli miałaby pod opieką jakieś stworzonka, nie miałaby na pewno takiej swobody. Nie lubiła ograniczeń.
— To teraz masz mnie — wymruczała na jego ostatnią wypowiedź.
— Pozwól mi się z tobą zaprzyjaźnić. Wierzę, że się dogadamy — dodała, mrucząc ciepło. Porozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, ale zrobiło się na tyle późno, że Psotka musiała wracać.
— Spotkajmy się tu też jutro — zaproponowała. Podniosła się i posłała mu radosny uśmiech.
— Do zobaczenia Gałęzatko — miauknęła na zakończenie. Odwróciła się i odeszła.

***
Psotny Nietoperz i Dryfująca Gałęzatka starali się spotykać tak często, jak pozwalały im na to obowiązki. Był to kolejny księżyc spotkań, ale tym razem Psotka znalazła jakąś ładną muszelkę, którą zamierzała dać przyjacielowi. Miała nadzieję, że jeszcze takiej nie miał, albo chociaż ją przyjmie jako prezent. Wymknęła się z obozu tak, by na pewno nikt jej nie przeszkodził w rozmowie z wojownikiem Klanu Nocy.
— Hej Gałęzatko! — wymruczała zadowolona, gdy dostrzegła znajome jej futro. Podeszła do granicy i położyła muszelkę przy swoich łapach.
— Jak się miewasz? — spytała pogodnie, zaczynając od rutynowego pytania. Usiadła sobie tak, by być blisko Nocniaka, a jednocześnie nie przekroczyć granicy, bo żadne z nich nie chciało mieć kłopotów.
— Szkoda, że nie jesteś z Klanu Klifu, albo ja z Klanu Nocy. Moglibyśmy się spotykać częściej. Do tego bez tych wszystkich ograniczeń terenów, ale cóż tyle dobrego, że w ogóle możemy się widywać — miauknęła jeszcze nim umilkła. Chciała pozwolić niebieskiemu dojść do głosu, bo jak na razie to ona głównie gadała. Znaczy zdążyła już zauważyć, że Gałęzatce to nie przeszkadzało, ale nie chciała zachowywać się niemiło względem niego. Zwłaszcza, że kocur zdawał się ostatnio pewniejszy w jej towarzystwie. Przesunęła muszelkę na granicę, cofając łapę, nim ta zdążyła dotknąć terenu Klanu Nocy. Nie odezwała się, czekając na jakąkolwiek reakcję kocura. Nie poganiała go. Nie potrzebowała tego robić.

<Nerino? Mam nadzieję, że wszystko dobrze>

Od Guziczka

TW: Wspominki śmierci

Guziczek nie był sobą. Wydawał się jakiś cichszy, spokojniejszy. Przesiadywał sam, praktycznie nie ruszając się ze swojego legowiska. Czasem tylko szedł do owocowego lasku i tam leżał przez następne godziny. Koty próbowały z nim rozmawiać, ale to nic nie dawało. Nawet Kurka nie mógł jakkolwiek ożywić swojego ukochanego.

***

Wcześniej

Nie chciał iść na śmietnisko. Od kiedy pierwszy raz tam poszedł i poczuł smród… Nie chciał tam się pojawić nigdy więcej. Ale jego siostra przyszła z tymi słodkimi oczkami i poprosiła go o pomoc. No jak mógł jej odmówić? Nie spędzali szczególnie dużo czasu razem, ale Guziczek starał się to nadrobić, gdy tylko mógł. Tym bardziej po odejściu Czajki i śmierci Orzeszka.
Tylko dlatego stał obok dwóch kotek i pomagał im podnosić ciężkie rzeczy. Obydwie były tylko stróżami, więc to na nim spoczywał obowiązek pomocy. I chociaż na początku kręcił nosem na smród, tak zdążył się do niego przyzwyczaić. No i wcale nie bawił się tak źle! Na śmietnisku był ogrom rzeczy, którymi za dzieciaka chętnie by się bawił, ale też ogrom rzeczy, które wydawały się mu po prostu ciekawe. Nadal nie do końca rozumiał co Drobinka i Gąska dokładnie robiły, ale nie narzekał. Po prostu wykonywał zlecone mu zadania (a to nowość!). Wreszcie chyba zebrali to, co potrzebowali, bo wraz z siostrą zaczęli ciągnąć kawałek materiału. Chcieli wybrać trochę wygodniejszą drogę, chociaż ta była położona tuż obok Drogi Grzmotu. Potwory przejeżdżały obok nich raz po raz z głośnym rykiem.
— Spójrzcie… o, tam! — miauknęła Gąska. — To kot, a nie jakiś drapieżnik, prawda?
— Hm? — Guziczek zerknął w stronę, w którą jeszcze przed chwilą wskazywała jego siostra i zmarszczył brwi.
— Hej, ty tam! Widzimy cię! — zawołała.
— To pewnie jakiś samo… — chciał wyjaśnić, ale kotka miauknęła:
— Cz-czajka?
Zwiadowca nerwowo poruszył uszami. Powoli ruszył w kierunku siostry. Ich brat? Czyżby wrócił…?
— To był Czajka! Jestem tego pewna! T-to mógłby być też Deszcz, ale jego ciało zdobiłyby rany... — cokolwiek mówiła dalej Gąska, zaczęło być bełkotem dla Guziczka.
Czy tam naprawdę był Czajka? Chciał się z nimi zobaczyć? Wrócić? Jeśli tak, to wszystko mogło wrócić do normalności!
— Gąsko, p-poczekaj… — miauknął Guziczek.
Ale kotka już nie słuchała. Wbiegła na Drogę Grzmotu, a zaraz wpadła pod koła Potwora. Kocur przez moment w to nie wierzył. Dopiero szturchnięcie przez Drobinkę go ruszyło. Szybko zgarnął ciało siostry, uważając jednak na Potwory, po czym wrócił do obozu. Chciał wierzyć, że z Gąską jest wszystko w porządku, ale wzrok innych nie pomagał. Tego samego dnia odbył się jej pogrzeb. Guziczek stracił kolejną osobę…

***

Kajzerka zaczęła być nieswoja. Leżała w miejscu, nie ruszała się, nie śmiała się tak jak wcześniej. Wszystko to zaczęło się dziać po śmierci Gąski. Guziczek też trochę ucichł, ale nadal był wszędzie. Przynajmniej próbował, bo gdy dowiedział się o stanie matki… Cały czas był z nią. Starał się z nią rozmawiać, ale mu nie odpowiadała. Starał się ją zmusić do ruchu, ale ta tylko czasem przewracała się na drugi bok. Starał się ją utrzymać przy sobie, ale… Nie mógł.
Tak naprawdę wyszedł tylko na chwilę. Chciał coś złapać dla matki, aby wreszcie coś zjadła, ale gdy wrócił… Matka już nie oddychała. Dowiedział się tego od Drobinki, która przekazała mu tylko, że pogrzeb odbędzie się po zgromadzeniu.
A więc ten nie poszedł nawet na zgromadzenie, chociaż był wytypowany. Miał nadzieję, że Czereśnia zrozumie. Dopóki inni nie wrócili, Guziczek leżał tuż obok martwego ciała matki i przepraszał za wszystko, co zrobił, gdy był jeszcze kociakiem. Ale nie zjawił się na pogrzebie.

***

Teraźniejszość

Guziczek został sam. Jego brat odszedł, był nie wiadomo gdzie. Jego siostra zmarła. Jego matka zmarła. Jego ojciec był już dawno martwy… Guziczek nie miał nikogo. Został sam. I powoli zamieniał się w matkę w jej ostatnich chwilach. Jadł mało, pił mało, przemieszczał się tylko z legowiska do owocowego lasku i z powrotem. Był cichy, smutny, spokojny… Nie był sobą.
Tak naprawdę to Kurka postawił go na nogi, gdy pewnej nocy przyszedł się do niego wtulić. Wyszeptał wtedy:
— Nie zostawiaj mnie.
I to wystarczyło. Guziczek nadal był jakiś cichszy, niż zwykle, ale zaczął funkcjonować. Nie był sam, miał Kurkę. Może niedługo będą mieli potomstwo. Musiał żyć dla niego, dla nich, dla Owocowego Lasu. Musiał…