Cały ogród milczał. Każdy zakamarek rezonował ciszą, która odbijała się od kwiecistych krzewów, pnących się do światła z każdym płatkiem. Roztaczała swoje sidła dookoła. Wczesna pora dnia sprzyjała właśnie takiemu spokojowi. Ten rodzaj ładu był domeną tylko tej godziny pomiędzy brzaskiem, a wschodem słońca. Za bardziej wyczuwalne od jakiegokolwiek hałasu można byłoby uznać, chociażby powietrze – rześkie i przeszywające wszystko do cna. Złudne poczucie pustki na świecie można było jednak obalić, uchylając drzwi prowadzące do domostwa zaraz za przepełnionym kwiatami podwórzem. W jego wnętrzu życie kontynuowało swój mozolny tok pomimo czasu.
– Ofelko, chodź tutaj. – Rozniósł się przyjemny głos kogoś wyraźnie starszego. Jego chwiejne nuty były przepełnione szczerą troską, kiedy przerywał ciszę. Wtem zza rogu wyłonił się łepek pokaźnej kocicy. Jej długie, starannie wyczesane na gładziutko futro opadało ku samej ziemi warstwami, kiedy zaczęła kroczyć w stronę Wyprostowanej. Tamta powitała ją z uśmiechem. – Tutaj jesteś, kochana… – odrzekła, schyliwszy się, aby potarmosić przybyłą koteczkę za uchem.
Tamta mruczała w najlepsze pod dotykiem, ale moment nie trwał długo, ponieważ kobieta podniosła się znad ziemi i sięgnęła do puszeczki pozostawionej na skraju blatu. Nie szczędziła czasu, otwierając opakowanie i napełniając miseczkę kota, aż nic nie pozostało już w środku. – Jedz, panienko – dodała, zanim nie odeszła i nie zajęła się czymś w innej części pokoju.
Delikatne światło poranka wpadało przez przysłonięte jedynie firankami okna, ukazując scenerię w naprawdę pięknym obliczu, nawet pomimo wiszącego w powietrzu kurzu i prostoty pomieszczenia. Kuchnia była finalnie jedynie paro-metrową klitką ze wzorzystymi czerwono-białymi kafelkami. Ciemnobrunatne szafki nosiły ślady użytkowania, a blaty trzymały miliony kubeczków i talerzyków. W jednym z kątów stał podobnie wyglądający stół, zaścielony kwiecistą ceratą w zielono-różowych odcieniach. Każdy kąt był czymś zagracony: czy to ściereczką, czy porcelanową figurką, czy ledwo dychającą paprotką. Dostęp do promieni słonecznych oferowało wyłącznie malutkie okienko nad zlewem i lufcik znajdujący się w drzwiach wychodzących na ogród, lecz to wystarczyło w zupełności.
Przy samej ziemi, zaraz obok lodówki, posiłek spożywała Ofelia. Nie spieszyła się i brała każdy z kęsów powolnie. Nie miała gdzie się spieszyć – tutaj był jej dom, jej bezpieczne miejsce. Chociaż po minucie lub dwóch zza rogu wyłoniły się kolejne dwie główki, tym razem nieco drobniejsze. Ich pyszczki były wykrzywione w psotnych uśmiechach. Przyglądały się niczego nie świadomej, starając się powstrzymać od chichotania. Ich plan był nieznany, lecz bez dwóch zdań chciały coś zbroić.
– Malutkie – zabrzmiał donośny, męski głos. Sprawił, iż momentalnie odwróciły się w stronę głębi korytarza. Daleko było im do przestraszonych, zamiast tego buchnęły śmiechem niczym chór. – Nie przeszkadzajcie mamie. Ma was już wystarczająco często – mówił kocur, pokazując się. Można było dostrzec podobieństwo między nim a dwójką stale śmiejących się maluchów. Nikt nie miałby wątpliwości, że był to ich ojciec, kiedy podszedł i jedną po drugiej roztrzepał ogonem, jednocześnie wywołując kolejną falę śmiechu. Uśmiech również piętrzył się na jego mordce, nawet jeśli starał się to ukryć odwróceniem głowy i spojrzeniem na jedzącą spokojnie koteczkę. Czułość w jego oczach była równie nie do pomylenia co rodzinny klimat sceny.
Obserwujący na własnej skórze poczułby, jak każdy fragment scenerii emanował niemal rzeczywistym ciepłem. Ta chwila była taka perfekcyjna, jakoby na świecie nie mogło mieć miejsca żadne zło. Jak równocześnie z tym mogły istnieć inne, mordujące się nawzajem istoty? Czy naprawdę po świecie chodziły koty pełne nienawiści, jeśli istniał też taki raj, jak ten właśnie tutaj?
Kiedy tylko kocur oddalił się w stronę partnerki, większa siostra trzepnęła mniejszą w ucho.
– Tata to czasem taki nudziarz! – burknęła, spotykając się z odpowiedzią przeciągłego pomruku zgody. Niemniej, był to oczywisty żart. Obydwie nie traciły nawet czasu na roztrząsanie jego znaczenia, gdyż zajęte były już innym tematem. Wystarczyła jedna myśl wskakująca do głowy. – Chodź za mną, Klementyna. Znajdziemy lepsze zajęcie – głośno zachęcała kotkę drugą. Tamta przewróciła oczami, pomimo tego, iż już zaczęła iść za poruszającą się w stronę drzwi na zewnątrz rozmówczynią.
– Odeta, jak ty coś wymyślisz… – mruknęła. Zaraz po tym obydwie zniknęły w kocich drzwiczkach. W kuchni zostali tylko ich rodzice zajęci sobą i wstający niespiesznie dzień. Obydwa kociaki natomiast rozpoczęły swoje igraszki gdzieś na połaci zielonej trawy, skacząc na siebie i tarzając się razem przez długość ogrodu, z radosnymi piskami jako akompaniamentem. Dla nich niemożliwym byłoby życzyć sobie lepszego poranka. Ten dawał wszystko, czego chciały.
Były malutkie i beztroskie, w domu wypełnionym miłością. Nie znały okropności świata ani niczego poza ich małym światem. Chociaż Odeta marzyła o wielkich przygodach i rozpościerających się przed nią ścieżkach, pomiędzy piwoniami i głogiem było jej, najprawdziwiej w świecie, wspaniale. Trójka znajomych pyszczków zupełnie jej wystarczała, a przynajmniej na razie. Następny dzień nie miał ograniczeń oraz mógł przynieść wszystko, niemniej ta godzina jeszcze nie nastała. Teraz popychała figlarnie swoją siostrę, a wszystko bez wyjątku znajdowało się na swoim miejscu.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)
02 września 2026
Od Fląderki CD. Złocistego Widlika
*akcja ma miejsce po ostatnich trzech oneshotach Flądry oraz przed mianowaniem kociąt*
Gdy Fląderka dostrzegła piastuna zmierzającego w jej stronę, a z jego pyska padło jej imię, wręcz napięła wszystkie mięśnie w obawie, że będzie czekać ją rozmowa z kocurem na temat zachowania Lipieńka – jego niewygodnych pytań i kwestionowania wszystkiego, co go otaczało. Bo mimo prób, nie udało jej się zbytnio wpłynąć na zachowanie swojego syna, który jakby nie patrzeć był swego rodzaju indywidualistą w Klanie Nocy. Co zarówno fascynowało Fląderkę, jak i również przerażało. Martwiła się, że kocurek może zostać w przyszłości wygnany z klanu za bycie problemowym kotem zdaniem większości kotów w ich społeczności, a tego nie chciała. Nie chciała stracić kolejne ze swoich kociąt, podobnie jak straciła rodzeństwo czy rodziców.
– J-ja... nic nie zrobiłam – powiedziała, czując się niczym małe kocię, tłumaczące się ze swojego wybryku, którego na dobrą sprawę nie dokonało. Jednak taka była prawda. Jej kontakt z Urodziwym Szafirkiem sprowadzał się do powiedzenia "dzień dobry" czy spojrzenia się w stronę kocicy, gdy ta dzieliła języki ze swoim partnerem lub rozmawiała z innymi kotami. I mimo tego, że znała podejście kocicy, głównie z plotek, na temat dotyczący jej przyjaznego nastawienia do kocich przestawicieli o brązowej barwie futra, ciężko nazwać było je koleżankami. Między nimi nie były żadnej relacji, przynajmniej według Fląderki, jak i pewnie w oczach innych wojowników również. – N-nigdy nawet nie dotknęłam Urodziwego Szafirka, więc to niemożliwe, abym ją zaraziła. N-nawet na jej ślubie...
– Łżesz... nie raz widziałem, jak znajdowałaś się blisko mojej Szafirki. Zdecydowanie za blisko. Odebrałaś mi córkę...
Fląderka struchlała. Nie przypominała sobie, aby kręciła się za blisko Urodziwej Szafirki. Większość dni spędzała w towarzystwie Wymarzonej Słodyczy oraz Mysiomózgiej Łapy, gdy ta żyła, jak i również rodziny królewskiej. Zarówno Rogatego Flaminga oraz Klekoczącego Bociana można było zauważyć często w towarzystwie Flądry, w szczególności przed ciążą i porodem kocicy nim zaszyła się na dobre w kociarni. Gdy pierwszy z książąt dawał odrzutkowi niestworzone zadania oraz misje, tak drugi usilnie próbował odpędzić się od towarzystwa odrzutka, w szczególności, gdy kocica zadawała mu przeróżne pytania na temat klanu czy zagadnień medycznych.
– To ty powinnaś odejść z tego klanu, a nie ona i Przypalony Kasztan. Swoim odejściem wyświadczyłabyś wszystkim przysługę, a w szczególności własnym kociętom. – Piastun przeniósł spojrzenie na pochłonięte zabawą kocięta. – Weź przykład z ich ojca i dołącz do niego na terenach niczyich. Po prostu... Spływaj!
Mimo, że kocur silił się na szept, jego słowa musiały dotrzeć do uszu Sennej Łzy, która z zainteresowaniem przyglądała się ze swojego posłania parze kotów. Fląderka instynktownie przeniosła spojrzenie na swoje dzieci, które na jej, jak i ich szczęście nie słyszały wymiany zdań między piastunem, a matką.
Fląderka milczała przed dłuższą chwilę. Jej mały móżdżek potrafił pojąć, dlaczego kocur powiedział jej te, a nie inne słowa. Tęsknił za szylkretową kotką i odobnie, jak jego syn, piastun nie przepadał za czekoladowymi kotami przez wzgląd na wpojone wartości, które raz za razem utwierdzały go i innych w przekonaniu, że z czekoladowymi kotami naprawdę jest coś nie tak. I nie obawiał się okazywania jawnej niechęci względem nich, jak i nastawianiu Wełnianki czy Centuri przecie własnej matce, które z księżyca na księżyc się nasiliło – obie koteczki przestały z chęcią wtulać się w bok Fląderki, decydując się na szczególny odstęp między nią, a ich samymi.
Odejście ukochanej córki Złocistego Widlika, niedługo po tym, jak Fląderka zagościła na jej ślubie. Pojawienie się czekoladowego samotnika na kolejnym. Agresywna matka Pyzy, Bzyczka oraz Milczka, woląca zabrać ze sobą kocięta do krainy przodków czy narodziny potomstwa Flądry oraz ich odmienność od pozostałych kociąt. Raz za razem członkowie Klanu Nocy otrzymywali potwierdzenie, być może od samego Klanu Gwiazdy, na temat nauk, które otrzymywały od pierwszych dni spędzonych w żłobku.
– Z-złocisty Widliku. Jest mi naprawdę przykro z powodu odejścia... zaginięcia twojej córki... G-gdym mogła, gdyby Mandarynkowa Gwiazda lub książę Błękitna Laguna mi na to pozwolili, zrobiłabym wszystko, aby przyprowadzić Urodziwego Szafirka wraz ze swoim partnerem z powrotem do klanu... Abyście znowu mogli być razem... sama wiem, jakie to uczucie, gdy traci się ukochanych bliskich i nie chcę, abyś tak się czuł... Proszę, uwierz mi, że to nie ja ją zaraziłam, ani nie proponowałam jej porzucenia rodziny... m-może to sprawka jakiegoś innego czekoladowego kota... t-tego samotnika, który nawiedził nasze tereny... m-może on ją skrzywdził albo coś jej powiedział...
Dziwnie się czuła z faktem oczerniania czekoladowego kocura, którego żywot zakończył się z dniem jego egzekucji. Jednak może naprawdę kocur się wcześniej spotkał z Urodziwym Szafirkiem, tym bardziej było to prawdopodobne, skoro znał lokalizację obozu. Może również dowiedział się, że szylkretka nie była uprzedzona do kotów o brązowej okrywie i to jakoś wykorzystał?
Fląderka pomyślała również o swoim srebrzystym synku, Pyzie oraz Bzyczku. Jeśli to nie ona oraz samotnik, to może któreś z kociąt miało jakiś wpływ na decyzję Urodziwego Szafirka odnośnie odejścia z Klanu Nocy? Tylko w jaki sposób mieli wpłynąć na decyzję dorosłej wojowniczki.
<złoty? zleć jej zadanie, może przy okazji pozbędziesz się jej na dobre z klanu i może jakimś cudem znajdzie zagioną parkę
challenge dla odrzuta >
challenge dla odrzuta >


Od Fląderki
Fląderka nie była w stanie zasnąć. Kręciła się z boku na bok na legowisku, uważając przy tym, aby przez przypadek nie uderzyć lub przygnieść, któregoś ze swoich kociąt, w szczególności Centurii, która w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa nie była w stanie głośno zawokalizować przygniecenia. Kocica ze sto razy, jak nie więcej, upewniała się, czy aby na pewno nie przygniotła łapy lub ogona koteczki. Na całe szczęście dwie pozostałe królowe i ich kocięta były pogrążone we śnie, podobnie zresztą, jak Złocisty Widlik i nie widzieli, jak Fląderka co rusz kręci głową we wszystkie strony.
Szylkretka nie miała okazji jeszcze porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Nie widziała czy srebrzysta poprze propozycje odrzutka. W końcu czy jej dzieci miało prawo zostać uczniami wojowników, gdy ich rodzona matka zajmowała najniższy szczebel w hierarchii w klanie? A ojciec był samotnikiem.
Fląderka z markotną miną po cichu podniosła się z posłania, nie chcąc wybudzić ze snu swojego potomstwa oraz pozostałych mieszkańców kociarni. Nim zbliżyła się do wyjścia z legowiska, spojrzenie zatrzymała na pustym legowisku, które do niedawna dzieliła razem ze zdegradowaną Mysiomózgą Łapą.
"Czy Mysiomózga Łapa dołączyła do Klanu Gwiazdy?"
"Czy czekoladowe koty są w stanie dotrzeć na Srebrzystą Skórę?"
Fląderka nie była pewna, a legendy zaczynały się w jej umyśle zlewać z tym, co uważały poszczególne koty. Według niektórych każdy kot, której przestrzegał kodeksu wojownika miał zaszczyt po śmierci dołączyć do Przodków. Nawet jeśli był to kot, którego zdobił brązowy odcień futra i nie był nosicielem klątwy. Według jeszcze innych członków Klanu Nocy, Fląderka za samo posiadanie futerka w kolorze brązu była skazana na odmęty Miejsca, gdzie brak gwiazd.
Spojrzenie ciemnych oczu spoczęło na legowisku wojowników. Szylkretka przywołała w umyśle rozmowę z Wymarzoną Słodyczą. Starsza kotka na pewno miała dobre intencje, dzieląc się tymi informacjami z odrzutkiem, jednak również zdołała zaniepokoić Fląderkę na tyle, że teraz nie była w stanie zmrużyć oczu. Widziała, że ruda kocica nie miała złych intencji, jednak jej słowa w tamtym momencie brzmiały, jak bełkot. Na tyle, że Fląderka zaczęła żałować złożonej obietnicy Konwaliowej Mieliźnie, bo nie była w stanie jej dotrzymać. Chyba na dobrą sprawę nikt by nie mógł.
– Mamo... nie śpisz? Dokąd idziesz?
Lipieniek przeciągnął się na posłaniu, po czym szeroko rozdziawił pyszczek. Wpatrywał się w swoją matkę, a na jego mordce wymalowana było zdziwienie, jak i zmartwienie. Może uznał, że Fląderka miała zamiar ich porzucić pod osłoną nocy?
– N-nigdzie nie idę – mruknęła Fląderka. – Po prostu nie mogę spać i chciałam popatrzeć w Gwiazdy. Przodkowie zaraz utulą mnie do snu... a ty Lipieńku, czemu nie śpisz? – Zbliżyła się do posłania, na którym leżał kocur i trójka wtulonych w siebie kociąt.
– Też nie mogę spać – zamruczał po chwili. – Czy mogę z tobą popatrzę w Gwiazdy? Póki Przodkowie nie utulą nas oboje do snu... – Opierając przednie łapy na oparciu posłania, przechylił się w stronę Fląderki.
Fląderka wahała się, zwlekając z odpowiedzią. Lilieniek powinien spać w nocy, jeśli miał być zdrowym kocurkiem. A przede wszystkim silnym, który sobie sam poradzi. Chociaż, nawet gdyby nie był wystarczająco silny, wiedziała, że bury kocurek da sobie radę. Nawet jeśli nieumyślnie zrobi sobie wrogów ze starszych, na których spogląda spode łba.
– Dobrze.
Lipieniek znalazł się u boku matki, wtulając głowę w jej czekoladowe futerko. Milczał, wzrok mając utkwiony w gwieździstym niebie. Do czasu, aż nie został utulony do snu przez leniwie poruszające się po niebie chmury oraz gwiazdy. Wtedy Fląderka ostrożnie przeniosła kocurka na posłanie, tuż obok jego śpiącego rodzeństwa.


Szylkretka nie miała okazji jeszcze porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Nie widziała czy srebrzysta poprze propozycje odrzutka. W końcu czy jej dzieci miało prawo zostać uczniami wojowników, gdy ich rodzona matka zajmowała najniższy szczebel w hierarchii w klanie? A ojciec był samotnikiem.
Fląderka z markotną miną po cichu podniosła się z posłania, nie chcąc wybudzić ze snu swojego potomstwa oraz pozostałych mieszkańców kociarni. Nim zbliżyła się do wyjścia z legowiska, spojrzenie zatrzymała na pustym legowisku, które do niedawna dzieliła razem ze zdegradowaną Mysiomózgą Łapą.
"Czy Mysiomózga Łapa dołączyła do Klanu Gwiazdy?"
"Czy czekoladowe koty są w stanie dotrzeć na Srebrzystą Skórę?"
Fląderka nie była pewna, a legendy zaczynały się w jej umyśle zlewać z tym, co uważały poszczególne koty. Według niektórych każdy kot, której przestrzegał kodeksu wojownika miał zaszczyt po śmierci dołączyć do Przodków. Nawet jeśli był to kot, którego zdobił brązowy odcień futra i nie był nosicielem klątwy. Według jeszcze innych członków Klanu Nocy, Fląderka za samo posiadanie futerka w kolorze brązu była skazana na odmęty Miejsca, gdzie brak gwiazd.
Spojrzenie ciemnych oczu spoczęło na legowisku wojowników. Szylkretka przywołała w umyśle rozmowę z Wymarzoną Słodyczą. Starsza kotka na pewno miała dobre intencje, dzieląc się tymi informacjami z odrzutkiem, jednak również zdołała zaniepokoić Fląderkę na tyle, że teraz nie była w stanie zmrużyć oczu. Widziała, że ruda kocica nie miała złych intencji, jednak jej słowa w tamtym momencie brzmiały, jak bełkot. Na tyle, że Fląderka zaczęła żałować złożonej obietnicy Konwaliowej Mieliźnie, bo nie była w stanie jej dotrzymać. Chyba na dobrą sprawę nikt by nie mógł.
– Mamo... nie śpisz? Dokąd idziesz?
Lipieniek przeciągnął się na posłaniu, po czym szeroko rozdziawił pyszczek. Wpatrywał się w swoją matkę, a na jego mordce wymalowana było zdziwienie, jak i zmartwienie. Może uznał, że Fląderka miała zamiar ich porzucić pod osłoną nocy?
– N-nigdzie nie idę – mruknęła Fląderka. – Po prostu nie mogę spać i chciałam popatrzeć w Gwiazdy. Przodkowie zaraz utulą mnie do snu... a ty Lipieńku, czemu nie śpisz? – Zbliżyła się do posłania, na którym leżał kocur i trójka wtulonych w siebie kociąt.
– Też nie mogę spać – zamruczał po chwili. – Czy mogę z tobą popatrzę w Gwiazdy? Póki Przodkowie nie utulą nas oboje do snu... – Opierając przednie łapy na oparciu posłania, przechylił się w stronę Fląderki.
Fląderka wahała się, zwlekając z odpowiedzią. Lilieniek powinien spać w nocy, jeśli miał być zdrowym kocurkiem. A przede wszystkim silnym, który sobie sam poradzi. Chociaż, nawet gdyby nie był wystarczająco silny, wiedziała, że bury kocurek da sobie radę. Nawet jeśli nieumyślnie zrobi sobie wrogów ze starszych, na których spogląda spode łba.
– Dobrze.
Lipieniek znalazł się u boku matki, wtulając głowę w jej czekoladowe futerko. Milczał, wzrok mając utkwiony w gwieździstym niebie. Do czasu, aż nie został utulony do snu przez leniwie poruszające się po niebie chmury oraz gwiazdy. Wtedy Fląderka ostrożnie przeniosła kocurka na posłanie, tuż obok jego śpiącego rodzeństwa.



Od Zamroczki (Zamroczonej Łapy) Do Blednącego Szaleju
Przeszłość
Minęło kilka sekund. Kolejne kilka sekund.
Czekoladowa wcale nie zamierzała skakać – Prawie bezdźwięcznie z impetem pacnęła łapą chrząszcza, który już po chwili leżał nieruchomo.
Chwilę obserwowała go dokładnie, jakby oceniała zdobycz, aż popchnęła go noskiem. Nie ruszał się, co Zamroczka przyjęła z zadowoleniem.
– Tylko co ja mam teraz z tym zrobić? – mruknęła do siebie, unosząc głowę.
Przewróciła oczami, narzekając cicho na ten (można powiedzieć, że niepotrzebny) kłopot. Szybko ukryła owada w krzakach i zapamiętała dokładnie miejsce, po czym ruszyła przejść się po obozie.
Przeszła obok legowiska uczniów, legowiska wojowników, a nawet obeszła z każdej strony miejsce przemówień.
Nagle usłyszała za sobą głos, co sprawiło, że niemal się wzdrygnęła.
– Nie uważasz, że podziwianie obozu jest... nudne? – zapytał głos.
Koteczka odwróciła się i zobaczyła siedzącego naprzeciwko rudego kocura, którego futro było dłuższe przy łokciach. Wojownik wyglądał tak, jakby wszystko mu było obojętne.
Zacisnęła jeszcze mleczne kły w szczęce i powiedziała:
– Nie myślę tak. To bardzo fascynujące!
Zamroczka zobaczyła leżące pod łapami kocura cząstki kości. Rudy wojownik przesuwał je łapą raz w lewo, raz w prawo. Przypomniała sobie, że jej brat, Koszmar, też lubi bawić się kośćmi, a raczej szczątkami, tylko mniejszymi od tych.
– Jak masz na imię? – spytała starszego kocura. Chciała jeszcze dodać "wojowniku" albo "proszę wojownika", ale był na tyle młody, iż wyglądał prawie jak uczeń.
– Blednący Szalej – warknął w odpowiedzi.
– Aha. Ja jestem Zamroczka – mruknęła koteczka. – To Blednący Szaleju, dlaczego uważasz oglądanie obozu za nudne?
– Bo nie ma w tym nic ciekawego, ani emocjonującego. Przecież to po prostu zwykła codzienność klanu. Wiesz, jakie miejsce nie jest nudne?
Zamroczka przewróciła oczami, ale w głębi duszy nie mogła się doczekać tego, co powie jej Blednący Szalej.
Kocur ściszył głos.
– Potworna Przełęcz. Wygląda trochę jak skrzydło ptaka, jest ogromne, twarde i ostre. – Przesunął łapą kość, zniżając głowę. – Można tam zrobić sobie kryjówkę, zakopać upolowaną zwierzynę oraz poćwiczyć równowagę, a krócej mówiąc, można kreatywnie zrobić tam, dowolne rzeczy, na które się wpadnie.
– Brzmi super! – pisnęła Zamroczka.
– Właśnie! Ale lepiej, żeby kociaki tam nie chodziły – dokończył.
Spojrzał na nią lekko rozzłoszczonym, choć wciąż bardziej neutralnym wzrokiem.
Kotka pokiwała głową, minęła go i na końcu zerknęła za siebie.
– Do widzenia, Blednący Szaleju – wymamrotała.
***
Zamroczka wyciągnęła z krzaków chrząszcza. Chciała pokazać "upolowanego" owada swojej mamie. Jeszcze nie wiedziała czy Kocimiętkowemu Wirowi, czy Ognikowej Słocie. Pomyślała, że to zależy, którą z kotek w pierwszej kolejności spotka.
Po pokonaniu kilku kroków napotkała Blednący Szalej. Nie mogła uwierzyć, czy ten nie mógł wyjść na żaden patrol.
Z szacunku pochyliła głowę w kierunku wojownika. Cicho liczyła na to, iż dowie się dziś czegoś interesującego.
<Blednący Szaleju?>
Od Zamroczonej Łapy
Przeszłość
Przyśpieszyła, czując, jak powoli zaczyna dopadać ją zmęczenie, ale nie chciała narzekać.
– Idealne warunki na trening – wymruczała cicho.
– Co powiedziałaś? – odezwał się Tęgosz, spoglądając na nią uważnie.
Nie usłyszał? Opuściła głowę od niechcenia.
– Nic takiego.
Mentor pokiwał głową. Zamroczona Łapa była zadowolona, że to właśnie jemu została przydzielona jako uczeń. Z tego co mówiła jej Ognikowa Słota, kuzyn dobrze walczył, po za tym uważała go za świetnego wojownika. Miała szczerą nadzieję, że naprawdę tak jest
W końcu zatrzymali się na polanie nieopodal jeziorka. Była trochę bardziej odsłonięta niż reszta miejsc, ale i tak wciąż rosły na niej krzewy i drzewa, tylko trochę mniej.
– No dobrze – powiedział Cętkowany Tęgosz. – Jutro mogę pokazać ci całe nasze terytorium – kontynuował – jednak dziś zajmiemy się czymś innym. Chyba wiesz jakie są najważniejsze umiejętności w Klanie Wilka?
Zamroczona Łapa strzepnęła ogonem i odrzekła z nieśmiałością:
– Umiejętności bitewne, wspinaczka na drzewa, sprawność. Dobrze?
– Jeszcze nawigacja w tunelach, ale prawie dobrze – powiedział rudy kocur.
– To zrobimy coś z tych rzeczy? – zapytała. Przepełniała ją nadzieja, iż będzie to coś, co jej się spodoba.
– Oczywiście – uśmiechnął się mentor, po czym pokazał jej jak wspinać się na drzewa. Potem kazał jej wspiąć się na szczyt jałowca.
Jest zbyt wysoki – pomyślała, jednak po chwili przypomniała sobie jak duże potrafią być dęby, więc poczuła się trochę lepiej.
Z wysiłkiem wskoczyła na pień i szybko wbiła pazury w korę. Udało jej się nie spaść, dzięki czemu podciągnęła się wyżej. Wspięła się na najniższą gałąź i poczuła jak owiewa ją zapach igiełkowych liści. Powtórzyła to kilka razy, aż wkrótce znalazła się jakieś 4 metry nad ziemią.
Zamknęła oczy, przy czym owiał ją strach i serce zaczęło bić szybciej. Nie miała pojęcia, co robić dalej, by wejść dalej w górę.
– Spróbuj przejść na sąsiednią gałąź. Nie martw się, dasz radę – poinstruował Zamroczoną Łapę mentor.
Czekoladowa koteczka powstrzymała drżenie łap, a także po chwili wysunęła łapy do przodu. Przeszła na wąską gałąź tak wolno i ostrożnie, jakby od tego miało zależeć jej życie.
Utrzymując równowagę odważnie wdrapała się na szczyt korony drzewa.
– Co teraz zrobić, skoro nie potrafię zejść? – zastanowiła się.
Cętkowany Tęgosz zastrzygł uszami i mruknął:
– Skocz! Nic się nie stanie po upadku z tak małej wysokości.
Przerażona Zamroczona Łapa schowała pazury i zgodnie ze wskazówkami zeskoczyła z jałowca.
Szok trwał tylko chwilę, ponieważ przerwało go uderzenie o twardą, pokrytą trawą ziemię. Nagle zrozumiała, iż wcale nie było tak strasznie.
Kocur jej pogratulował i poinformował, co kotka będzie trenować wieczorem.
Zamroczona Łapa z entuzjazmem szła za nim aż do obozu.
– To było niesamowite – szepnęła po powrocie.
Udała się do legowiska uczniów, gdzie zobaczyła innych uczniów, śpiącego Garbatą Łapę i odpoczywającego Tęczową Łapę. Wiedziała, że Tęczowa Łapa jest bardzo energiczny i rozmowny, podczas gdy ona wolała spokój i obserwację.
Zdrzemnęła się, spała przez pół godziny, za to kiedy obudziła się, zaczęła wyobrażać sobie jak mogłaby wyglądać jej pierwsza walka. Oby nie wydarzyła się niedługo, przecież musi nabrać jeszcze odpowiednich umiejętności. Przynajmniej umiała już wspinać się na drzewa i bardzo ją to cieszyło.
[559 słów, wspinaczka na drzewa]
Od Ćmiej Łapy CD. Migoczącej Łapy
No nie, ten pokraka zgłupiał. Miała ochotę odpowiedzieć: “Tak jest, księciuniu. Podetrzeć ci jeszcze tyłek przy okazji?”, ale była uczennicą medyczki, a pochodziła z rodziny, na którą niezbyt przychylnie spoglądano, dlatego tarcie się z nim mogło nieźle jej zaszkodzić.
– Nie ma mowy, Migocząca Łapo. To twoje obowiązki, nie moje. To, że chodzę często do starszyzny, nie oznacza, że mam cię wyręczać w zmienianiu mchu. – Poruszyła delikatnie ogonkiem, gdyż był zbyt krótki, żeby nim machnąć i odwróciła się w stronę idącej do niej Mysikróliczej Łapy.
– Oh, no weź, to dla ciebie i tak mały wysiłek, a ja mam jeszcze dużo pracy.
“Od kiedy wymądrzanie się jest pracą?” – przekręciła oczami.
– Ćmia Łapo, bardzo brzuch mnie boli… – poskarżyła się Mysikrólik.
– O, mysi móżdżku, może ty to zrobisz? – Point nie odpuszczał. Mysikrólicza Łapa zmarszczyła nos, ukazując mu kły w wrogim grymasie. Ćmia Łapa jednak dotknęła jej lekko w bark i pokręciła głową, jakby na znak, że nie warto było.
– Migot, błagam, weź się do pracy i nas zostaw – mruknęła z lekkim rozczarowaniem i obrzydzeniem, że nawet gdy jej siostra cierpiała, on miał to gdzieś. Głupi narcyz. Jak on nazwał ją chwastem, to może też go przedrzeźni? Nie, nie będzie się zniżać do jego poziomu, bo niżej raczej się nie dało.
Kotka przypomniała sobie, że szylkretka miała niemałą "wojnę" z Mniszkowym Nektarem.
“Jeżeli to wina tego starca, to do następnych ziół na wzdęcia dorzucę mu krwawnik”, pomyślała kremowa i weszła z siostrą do legowiska medyka.
– Co dzisiaj jadłaś? – spytała liliową szylkretkę.
– Tylko mysz. Ał! – wrzasnęła.
– Dotknę ci brzucha. Powiedz, kiedy boli.
– …ał… Ał… Ał, AŁ! – skręciła się żółtooka.
– Wygląda, jakbyś miała siniaka. Powiedz, czy ktoś cię uderzył?
– Nie, w trakcie treningu się uderzy… BLE! – Liliowa szylkretka zwymiotowała i drżąc, położyła się na posłaniu. Odór mówił Ćmie, że wyrzuciła z siebie mysz.
“No dobrze, dzisiaj ci się upiekło, Mniszkowy Nektarze” – pomyślała kotka i lekko nachyliła się nad siostrą.
– Nadal cię mdli?
– Już nie…
– W takim razie odpocznij sobie, twój organizm musi się zregenerować po zatruciu. A ja zajmę się twoim… bałaganem – rzekła uczennica i wzięła trochę mchu, aby wytrzeć pozostałości niestrawionego jedzenia. Kiedy wszystko było w napęczniałych odłamkach mchu, rozrzuciła trochę lawendy, aby stłumić zapach.
Wtedy do legowiska weszła Księżycowa Aldrowanda.
– Ćmia Łapo, podasz… fuj, co tak śmierdzi?
– Mysikrólik źle się czuła – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Muszę zakopać wymiociny, ale jak wiesz, uczniowie nie mogą wychodzić sami z obozu.
– Myślę, że jak tylko pójdziesz wynieść śmieci to nic ci się nie stanie, tylko uważaj! – Szylkretka machnęła ogonem i kucnęła przy Mysikróliku.
Ćma skinęła głową, wzięła pakunek i skierowała się w stronę wejścia. Ominęła wodospad i poszła w górę klifu. Kiedy zaczęła się ziemia, wykopała dołek i włożyła mech do dziury. Akurat wtedy z patrolu wracali Lśniąca Gwiazda, Skrzydlata Pogoń, Wzorzysta Dal i Migocząca Łapa. Point nie był zadowolony, że ją widział, tak jak ona, że widziała jego.
– Dzień dobry, Lśniąca Gwiazdo, Skrzydlata Pogoni i Wzorzysta Dali. Cześć, Migocząca Łapo!
– Ch… Ćmia Łapo, witaj. – Powstrzymał się niebieski.
Kotka zakopała dziurę i razem z patrolem ruszyła do obozu.
– Sama wyszłaś z obozu kopać roślinki? – miauknął kocur i podniósł głowę do góry z uśmiechem.
– Musiałam posprzątać po niestrawności Mysikrólika, ale pewnie mało cię obchodzi stan współklanowiczów.
Migocząca Łapa lekko się skrzywił.
– Ja? Dla mnie życie moich pobratymców jest najważniejsze.
Kremowa zmrużyła oczy. Nigdy by tak nie powiedział, chyba że obok był jego ojciec… chyba próbował bardzo się wybielić przed oczami przywódcy.
– To bardzo mnie to cieszy! U starszyzny można powiedzieć, że jest epidemia kleszczy, a sama jedna nie dam rady. Byłabym wdzięczna, gdyby taki silny kocur, pełen empatii, pomógłby mi w nim. – Nałożyła akcent na “silny” oraz “pełen empatii”, aby zwrócić nieco uwagi przywódcy. Była ciekawa, jak kocur na tę niespodziankę zareaguje.
– Nie ma mowy, Migocząca Łapo. To twoje obowiązki, nie moje. To, że chodzę często do starszyzny, nie oznacza, że mam cię wyręczać w zmienianiu mchu. – Poruszyła delikatnie ogonkiem, gdyż był zbyt krótki, żeby nim machnąć i odwróciła się w stronę idącej do niej Mysikróliczej Łapy.
– Oh, no weź, to dla ciebie i tak mały wysiłek, a ja mam jeszcze dużo pracy.
“Od kiedy wymądrzanie się jest pracą?” – przekręciła oczami.
– Ćmia Łapo, bardzo brzuch mnie boli… – poskarżyła się Mysikrólik.
– O, mysi móżdżku, może ty to zrobisz? – Point nie odpuszczał. Mysikrólicza Łapa zmarszczyła nos, ukazując mu kły w wrogim grymasie. Ćmia Łapa jednak dotknęła jej lekko w bark i pokręciła głową, jakby na znak, że nie warto było.
– Migot, błagam, weź się do pracy i nas zostaw – mruknęła z lekkim rozczarowaniem i obrzydzeniem, że nawet gdy jej siostra cierpiała, on miał to gdzieś. Głupi narcyz. Jak on nazwał ją chwastem, to może też go przedrzeźni? Nie, nie będzie się zniżać do jego poziomu, bo niżej raczej się nie dało.
Kotka przypomniała sobie, że szylkretka miała niemałą "wojnę" z Mniszkowym Nektarem.
“Jeżeli to wina tego starca, to do następnych ziół na wzdęcia dorzucę mu krwawnik”, pomyślała kremowa i weszła z siostrą do legowiska medyka.
– Co dzisiaj jadłaś? – spytała liliową szylkretkę.
– Tylko mysz. Ał! – wrzasnęła.
– Dotknę ci brzucha. Powiedz, kiedy boli.
– …ał… Ał… Ał, AŁ! – skręciła się żółtooka.
– Wygląda, jakbyś miała siniaka. Powiedz, czy ktoś cię uderzył?
– Nie, w trakcie treningu się uderzy… BLE! – Liliowa szylkretka zwymiotowała i drżąc, położyła się na posłaniu. Odór mówił Ćmie, że wyrzuciła z siebie mysz.
“No dobrze, dzisiaj ci się upiekło, Mniszkowy Nektarze” – pomyślała kotka i lekko nachyliła się nad siostrą.
– Nadal cię mdli?
– Już nie…
– W takim razie odpocznij sobie, twój organizm musi się zregenerować po zatruciu. A ja zajmę się twoim… bałaganem – rzekła uczennica i wzięła trochę mchu, aby wytrzeć pozostałości niestrawionego jedzenia. Kiedy wszystko było w napęczniałych odłamkach mchu, rozrzuciła trochę lawendy, aby stłumić zapach.
Wtedy do legowiska weszła Księżycowa Aldrowanda.
– Ćmia Łapo, podasz… fuj, co tak śmierdzi?
– Mysikrólik źle się czuła – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Muszę zakopać wymiociny, ale jak wiesz, uczniowie nie mogą wychodzić sami z obozu.
– Myślę, że jak tylko pójdziesz wynieść śmieci to nic ci się nie stanie, tylko uważaj! – Szylkretka machnęła ogonem i kucnęła przy Mysikróliku.
Ćma skinęła głową, wzięła pakunek i skierowała się w stronę wejścia. Ominęła wodospad i poszła w górę klifu. Kiedy zaczęła się ziemia, wykopała dołek i włożyła mech do dziury. Akurat wtedy z patrolu wracali Lśniąca Gwiazda, Skrzydlata Pogoń, Wzorzysta Dal i Migocząca Łapa. Point nie był zadowolony, że ją widział, tak jak ona, że widziała jego.
– Dzień dobry, Lśniąca Gwiazdo, Skrzydlata Pogoni i Wzorzysta Dali. Cześć, Migocząca Łapo!
– Ch… Ćmia Łapo, witaj. – Powstrzymał się niebieski.
Kotka zakopała dziurę i razem z patrolem ruszyła do obozu.
– Sama wyszłaś z obozu kopać roślinki? – miauknął kocur i podniósł głowę do góry z uśmiechem.
– Musiałam posprzątać po niestrawności Mysikrólika, ale pewnie mało cię obchodzi stan współklanowiczów.
Migocząca Łapa lekko się skrzywił.
– Ja? Dla mnie życie moich pobratymców jest najważniejsze.
Kremowa zmrużyła oczy. Nigdy by tak nie powiedział, chyba że obok był jego ojciec… chyba próbował bardzo się wybielić przed oczami przywódcy.
– To bardzo mnie to cieszy! U starszyzny można powiedzieć, że jest epidemia kleszczy, a sama jedna nie dam rady. Byłabym wdzięczna, gdyby taki silny kocur, pełen empatii, pomógłby mi w nim. – Nałożyła akcent na “silny” oraz “pełen empatii”, aby zwrócić nieco uwagi przywódcy. Była ciekawa, jak kocur na tę niespodziankę zareaguje.
[613 słów]
<Egotopie?>
Od Ciski Do Puszystej Neriny
Ciska była już dużo starsza. Miała już niemal sześć księżycy, a co za tym idzie, w każdej chwili mogła zostać mianowania uczennicą. Tylko że koteczka sama nadal nie wiedziała, co chce robić. Spojrzała na Ćmią Łapę, stojącą nad jakąś kupką ziół. Uczennica medyka? Nie, klan jaskini miał ich chyba aż za dużo. Przeniosła wzrok na ojca, stojącego przy wejściu do obozu. Uczennica protektora? Ich chyba też mieli za dużo. Poza tym, bycie i uczennicą medyka, i protektora, wiązała się z ogromnie ważnymi obowiązkami i odpowiedzialnością. Nie, koteczka na pewno się na takie coś nie powinna pisać. Zostali już tylko wojownicy. Ale oni też są strasznie ważni i odpowiedzialni. Ciska bała się odpowiedzialności. A jak coś zepsuje? Pomyli? I kogo daliby jej na mentora? Nawet nie chciała wiedzieć. Koteczka ruszyła w stronę żłobka, gdy nagle potknęła się o jakiś kamień. Rozejrzała się w panice, czy nikt tego nie widział. Ale nie, wszyscy zajęci byli swoimi sprawami. W wyniku potknięciach z głowy Ciski spadła uschnięta koniczynka. Kociczka trzymała ją tam odkąd włożyła ją tam jej mama, i ani razu nie zdejmowała. Teraz roślinka była całą uschnięta, a gdy Ciska ją dotknęła, rozleciała się. Kotka bez koniczynki czuła się jakby zabrakło jej części. Tak bardzo brakowało jej znanego dotyku roślinki za uchem... Nagle przypomniało jej się. Puszysta Nerina miał iść na patrol! Może jak go poprosi... przyniesie jej koniczynkę? Ruszyła w stronę wyjścia z obozu najszybciej jak umiała uważając, by przy okazji się nie potknąć.
Patrol jej ojca jeszcze nie wyszedł. Podbiegła do niego. Zalała ją fala wątpliwości, ale było już za późno.
– Tato, jak będziesz na patrolu... przyniesiesz mi koniczynkę? – Zapytała cicho.
Patrol jej ojca jeszcze nie wyszedł. Podbiegła do niego. Zalała ją fala wątpliwości, ale było już za późno.
– Tato, jak będziesz na patrolu... przyniesiesz mi koniczynkę? – Zapytała cicho.
<Tato?>
Od Wróżki CD. Śnienia
Zrobiło jej się cieplej na sercu, gdy kocur wyznał, że rozmawiał z liderem na temat jej sytuacji, gdy przebywała w lecznicy, jak i również przez fakt, że wspomniany Czereśnia był w stanie udzielić jej azylu. Jednak czy, aby na zasługiwała na niego i chciała pozostać w Owocowym Lesie? Na pewno chciała w jakiś sposób odwdzięczyć się kotom z Owocowego Lasu za opiekę, jak i spędzić jak najwięcej czasu ze Śnieniem przez opuszczeniem tutejszych terenów. Początkowo zamierzała udać się poprzez tereny niczyje, próbując dowiedzieć się od samotników, czy ktoś z nich słyszał o niewidomym niebieskim kocie, skoro Tańcujące Pierze zabronił jej powrotu do Klanu Burzy. Jednak skoro rebelie udało się zgasić w zalążku, czy to znaczyło, że mogła bezpiecznie wrócić do domu?
O dziwo ta myśl sprawiła, że zamiast radości z możliwego spotkania z bliskimi poczuła ukłucie w sercu. Obawiała się reakcji braci, a tym bardziej Zawodzącej Gwiazdy, którzy mogliby uznać jej odejście z klanu za zdradę. Obawiała się także konfrontacji z Wdzieczną Firletką, mimo że medyczka nie raz wykazała się zrozumieniem dla swojej uczennicy, jak i nie raz okazała jej wsparcie. Jednak składając przysięgę podczas ceremonii obiecała, że będzie bronić klanu, jak i dbać o zdrowie chorych czemu podczas pożaru nie podołała. Po raz kolejny złamała kodeks, mimo że pragnęła ochronić bliskich.
Zamyślona przyglądała się czarnemu kotu, zastanawiając się nad ubraniem swoich odczuć w słowa. To, że kocur był tutaj przy niej i rozmawiali, nie musząc się obawiać, że ktoś mógłby ich nakryć podczas nocnych spotkań było wręcz nierealne.
– Nie... właściwie, zamierzałam odejść całkowicie z tutejszych, gdy tylko poczuję się lepiej. Nie chciałam zasiać niezgody między Owocowym Lasem, a Klanem Burzy, gdyby wyszło na jaw, że przebywam na waszych terenach – miauknęła siląc się na łagodny ton, mimo, że z każdym kolejnym słowem jej ciało bardziej się napinało. – Nawet nie chce myśleć, co by się stało, gdyby Tańcujące Pierze dowiedział się, że żyje i znajduję się tak blisko klanu...
Opowiedziała wojownikowi wszystko, czego doświadczyła na własnej skórze i czego była świadkiem podczas pożaru. O tym, jak widziała śmierć własnego ojca, jak i o tym, że buntownicy pozbawili życia jej przyjaciela, Skrzypiący Skrzyp, grożąc, że jeśli powróci na tereny Klanu Burzy podzieli los poległych, których tamtego dnia krew została przelana. Wspomniała również o tym, jak Bąbelkowy Plusk wstawił się za nią oraz, jak Dziki Berberys odprowadził ją na granicę. To dzięki nim na dobrą sprawę była tu, gdzie teraz jest. Żywa.
Odejście, tym razem o wiele dalej, wydawało się najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli nie była stworzona do samotniczego życia.
– J-jeśli dobrze zrozumiałam, to co przekazali mi wasi medycy... uzdrowiciele – poprawiła się. – Na ten moment Klanem Burzy przewodzi Zawodząca Gwiazda, a na zastępczynię wybrał Skrzydlatą Płomykówkę. Oprócz tego dowiedziałam się, że obóz został całkowicie zniszczony, a schronienie znaleźli w podziemiach terenów... – mruknęła, nie wyjawiając Śnieniu nazwy Groty Pamięci. Bo to tam najprawdopodobniej schronili członkowie klanu, a przynajmniej tak to zrozumiała od Modrogończyka, który wspomniał o rozmowie ze swoim rodzeństwem, Łzawą Łapą i Milknącą Łapą o tym, że teraz obóz znajduję się w innym miejscu. Mimo, że ufała kocurowi widziała, że lokalizacja groty, jak i sieć tunelów nie powinna być znana żadnemu koty, który nie żył na otwartych terenach. – Wiem również, że na pewno jeden z moich braci żyje...
– Żyje i ma się dobrze. Przynajmniej fizycznie, nie zauważyłem, aby został zraniony przez cudze zęby czy języki płomieni. Ale twoje zniknięcie na pewno go zasmuciło...
– Rozmawiałeś z nim? Wie, że jestem pacjentem Owocowego Lasu?
– I tak, i nie. Czereśnia wysłał patrol na wasze tereny, w którym wziąłem udział, tuż po tym, gdy pożar został ugaszony przez deszcz. Purchawka i Modrogończyk chcieli się upewnić, czy ich bliscy są cali i zdrowi, jak i chcieli zaoferować pomoc sojusznikom. Na twojego brata wpadliśmy całkowicie przypadkowo, gdy wraz z innym wojownikiem wyszedł nam na przeciw, kiedy przeczesywaliśmy zgliszcza waszego starego obozu. To właśnie od niego dowiedziałem się, że zostałaś wygnana przez buntowników. – zamruczał. – Oprócz tego, wiem również, że rebeliantów spotkała zasłużona kara. Dwoje z nich zostało skazanych, a pozostali zostali więźniami. A Dziki Berberys, ten o którym wspomniałaś, został wygnany. – Śnienie mówił spokojnym tonem, dawkując informacje. Bardzo cenne informacje. – Być może ten, którego się tak obawiasz już ci nie zagraża. Jestem pewien, że jego dusza spoczęła w czeluściach miejsca, gdzie brak gwiazd. Zawodząca Gwiazda na pewno nie pozostawiłby kogoś takiego jak on przy życiu, kto w imię własnych idei morduje pobratymców.
Wróżka poruszyła uszami, powstrzymując łzy. Nie chciała, aby krew kolejnych kotów została przelewna na terenach Klanu Burzy, nawet mordeców. Starała się poznać odpowiedź na nurtujące ją od dnia pożaru pytanie. Czy Tańcujące Pierze od początku był zły? Czy jednak śmierć Aminkowej Łapy przeważyła szalę i doprowadziła jego brata na skraj szaleństwa. Żałowała, że nie była w stanie przywołać w myślach obrazu Pierza, gdy ten był kociakiem i młodym uczniem, który psocił z rodzeństwem. Gdy jego ciało nie pokrywała krew innych wojowników. Żałowała, że nie była w stanie im obojgu pomóc.
Wróżka przybliżyła swój pyszczek do boku kocura, by zaraz zatopić go w kruczoczarnej sierści Śnienia.
– Póki co i póki mogę, chce zostać w Owocowym Lesie. Z tobą. Jednak nie mogę wykluczyć ponownego powrotu do Klanu Burzy, o ile mnie w nim zechcą. – W końcu to nie Królicza Gwiazda, ani Zawodząca Gwiazda ogłosili jej wygnanie. I jakby nie patrzeć, wciąż przecież była medyczką, nie zrzekła się swojej funkcji, ani nikt jej nie zdegradował. Tańcujące Pierze jedynie kazał jej odejść i nigdy nie wracać. I nawet jeśli być może faktycznie jest tym, na kim przeprowadzono wyrok, i nie ma go wśród żywych, czy powinna narażać się duszy z Mrocznej Puszczy? – Kiedy będę gotowa, chcę się spotkać zarówno z liderem oraz zastępczynią Klanu Burzy, jak i moimi braćmi. Jestem im winna wyjaśnienia. A na razie, chce pozostać chociaż przez chwilę w miejscu, gdzie jestem bezpieczna. Gdzie nikt nie patrzy na mnie przez pryzmat koloru futra i oczu, jak i omenów, łagodnym spojrzeniem czy pogardliwym. Poproszę osobiście Czereśnie i obu zastępców o przyznanie mi azylu, gdy tylko Mistral i pozostali uzdrowiciele ogłoszą zakończenie mojej rekonwalescencji.
O dziwo ta myśl sprawiła, że zamiast radości z możliwego spotkania z bliskimi poczuła ukłucie w sercu. Obawiała się reakcji braci, a tym bardziej Zawodzącej Gwiazdy, którzy mogliby uznać jej odejście z klanu za zdradę. Obawiała się także konfrontacji z Wdzieczną Firletką, mimo że medyczka nie raz wykazała się zrozumieniem dla swojej uczennicy, jak i nie raz okazała jej wsparcie. Jednak składając przysięgę podczas ceremonii obiecała, że będzie bronić klanu, jak i dbać o zdrowie chorych czemu podczas pożaru nie podołała. Po raz kolejny złamała kodeks, mimo że pragnęła ochronić bliskich.
Zamyślona przyglądała się czarnemu kotu, zastanawiając się nad ubraniem swoich odczuć w słowa. To, że kocur był tutaj przy niej i rozmawiali, nie musząc się obawiać, że ktoś mógłby ich nakryć podczas nocnych spotkań było wręcz nierealne.
– Nie... właściwie, zamierzałam odejść całkowicie z tutejszych, gdy tylko poczuję się lepiej. Nie chciałam zasiać niezgody między Owocowym Lasem, a Klanem Burzy, gdyby wyszło na jaw, że przebywam na waszych terenach – miauknęła siląc się na łagodny ton, mimo, że z każdym kolejnym słowem jej ciało bardziej się napinało. – Nawet nie chce myśleć, co by się stało, gdyby Tańcujące Pierze dowiedział się, że żyje i znajduję się tak blisko klanu...
Opowiedziała wojownikowi wszystko, czego doświadczyła na własnej skórze i czego była świadkiem podczas pożaru. O tym, jak widziała śmierć własnego ojca, jak i o tym, że buntownicy pozbawili życia jej przyjaciela, Skrzypiący Skrzyp, grożąc, że jeśli powróci na tereny Klanu Burzy podzieli los poległych, których tamtego dnia krew została przelana. Wspomniała również o tym, jak Bąbelkowy Plusk wstawił się za nią oraz, jak Dziki Berberys odprowadził ją na granicę. To dzięki nim na dobrą sprawę była tu, gdzie teraz jest. Żywa.
Odejście, tym razem o wiele dalej, wydawało się najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli nie była stworzona do samotniczego życia.
– J-jeśli dobrze zrozumiałam, to co przekazali mi wasi medycy... uzdrowiciele – poprawiła się. – Na ten moment Klanem Burzy przewodzi Zawodząca Gwiazda, a na zastępczynię wybrał Skrzydlatą Płomykówkę. Oprócz tego dowiedziałam się, że obóz został całkowicie zniszczony, a schronienie znaleźli w podziemiach terenów... – mruknęła, nie wyjawiając Śnieniu nazwy Groty Pamięci. Bo to tam najprawdopodobniej schronili członkowie klanu, a przynajmniej tak to zrozumiała od Modrogończyka, który wspomniał o rozmowie ze swoim rodzeństwem, Łzawą Łapą i Milknącą Łapą o tym, że teraz obóz znajduję się w innym miejscu. Mimo, że ufała kocurowi widziała, że lokalizacja groty, jak i sieć tunelów nie powinna być znana żadnemu koty, który nie żył na otwartych terenach. – Wiem również, że na pewno jeden z moich braci żyje...
– Żyje i ma się dobrze. Przynajmniej fizycznie, nie zauważyłem, aby został zraniony przez cudze zęby czy języki płomieni. Ale twoje zniknięcie na pewno go zasmuciło...
– Rozmawiałeś z nim? Wie, że jestem pacjentem Owocowego Lasu?
– I tak, i nie. Czereśnia wysłał patrol na wasze tereny, w którym wziąłem udział, tuż po tym, gdy pożar został ugaszony przez deszcz. Purchawka i Modrogończyk chcieli się upewnić, czy ich bliscy są cali i zdrowi, jak i chcieli zaoferować pomoc sojusznikom. Na twojego brata wpadliśmy całkowicie przypadkowo, gdy wraz z innym wojownikiem wyszedł nam na przeciw, kiedy przeczesywaliśmy zgliszcza waszego starego obozu. To właśnie od niego dowiedziałem się, że zostałaś wygnana przez buntowników. – zamruczał. – Oprócz tego, wiem również, że rebeliantów spotkała zasłużona kara. Dwoje z nich zostało skazanych, a pozostali zostali więźniami. A Dziki Berberys, ten o którym wspomniałaś, został wygnany. – Śnienie mówił spokojnym tonem, dawkując informacje. Bardzo cenne informacje. – Być może ten, którego się tak obawiasz już ci nie zagraża. Jestem pewien, że jego dusza spoczęła w czeluściach miejsca, gdzie brak gwiazd. Zawodząca Gwiazda na pewno nie pozostawiłby kogoś takiego jak on przy życiu, kto w imię własnych idei morduje pobratymców.
Wróżka poruszyła uszami, powstrzymując łzy. Nie chciała, aby krew kolejnych kotów została przelewna na terenach Klanu Burzy, nawet mordeców. Starała się poznać odpowiedź na nurtujące ją od dnia pożaru pytanie. Czy Tańcujące Pierze od początku był zły? Czy jednak śmierć Aminkowej Łapy przeważyła szalę i doprowadziła jego brata na skraj szaleństwa. Żałowała, że nie była w stanie przywołać w myślach obrazu Pierza, gdy ten był kociakiem i młodym uczniem, który psocił z rodzeństwem. Gdy jego ciało nie pokrywała krew innych wojowników. Żałowała, że nie była w stanie im obojgu pomóc.
Wróżka przybliżyła swój pyszczek do boku kocura, by zaraz zatopić go w kruczoczarnej sierści Śnienia.
– Póki co i póki mogę, chce zostać w Owocowym Lesie. Z tobą. Jednak nie mogę wykluczyć ponownego powrotu do Klanu Burzy, o ile mnie w nim zechcą. – W końcu to nie Królicza Gwiazda, ani Zawodząca Gwiazda ogłosili jej wygnanie. I jakby nie patrzeć, wciąż przecież była medyczką, nie zrzekła się swojej funkcji, ani nikt jej nie zdegradował. Tańcujące Pierze jedynie kazał jej odejść i nigdy nie wracać. I nawet jeśli być może faktycznie jest tym, na kim przeprowadzono wyrok, i nie ma go wśród żywych, czy powinna narażać się duszy z Mrocznej Puszczy? – Kiedy będę gotowa, chcę się spotkać zarówno z liderem oraz zastępczynią Klanu Burzy, jak i moimi braćmi. Jestem im winna wyjaśnienia. A na razie, chce pozostać chociaż przez chwilę w miejscu, gdzie jestem bezpieczna. Gdzie nikt nie patrzy na mnie przez pryzmat koloru futra i oczu, jak i omenów, łagodnym spojrzeniem czy pogardliwym. Poproszę osobiście Czereśnie i obu zastępców o przyznanie mi azylu, gdy tylko Mistral i pozostali uzdrowiciele ogłoszą zakończenie mojej rekonwalescencji.
<Śnienie? pora nauczyć wróżkę nie tego jak latać, ale tego jak poruszać się wśród drzew
>
>
Podsumowanie!
Wszystko, co dobre kiedyś się kończy, w tym jakże aktywny miesiąc, gdzie wpadło wiele fabularnych smaczków, a w klanach nastąpił wysyp kociąt. Oby i kolejne tygodnie września okazały się równie owocne, co dotychczasowe!
OPOWIADANIAW sierpniu na blogu pojawiło się aż 332 posty, z czego 296 z nich stanowiły Wasze opowiadania! A oto wyniki dla poszczególnych klanów:
Klan Burzy - 34
Klan Klifu - 35
Klan Nocy - 92
Klan Wilka - 53
Owocowy Las - 54
Samotnicy - 10
Pieszczochy - 18
POPULACJAW tym miesiącu do bloga dołączyło 23 koty:
14 przez narodziny w klanie/grupie
9 przez dołączenie z "zewnątrz"
Za to pożegnaliśmy 7 kotów:
Za to pożegnaliśmy 7 kotów:
5 przez śmierć
2 przez zaginięcie
WYRÓŻNIENIAW wyniku głosowania na postać miesiąca, w sierpniu wygrał Lulkowe Ziele z Klanu Nocy!
Za to wśród każdego z klanu/ugrupowania, wyróżniono po najaktywniejszym członku/członkach:
W Klanie Burzy: Nieboskłonna Łapa [11 opowiadań]
W Klanie Burzy: Nieboskłonna Łapa [11 opowiadań]
W Klanie Klifu: Ćmia Łapa [7 opowiadań]
W Klanie Nocy: Milcząca Łapa [16 opowiadań]
W Klanie Wilka: Bryzka [8 opowiadań]
W Owocowym Lesie: Śnienie [8 opowiadań]
Pośród Samotników: Kazarek [5 opowiadań]
Pośród Pieszczochów: Diane [12 opowiadań]
Z tych wszystkich postaci, najaktywniejsza w sierpniu okazał się Milcząca Łapa z liczbą 16 opowiadań!
SPRAWY TECHNICZNE
- Skład moderacji opuścił Zeno, a niedługo później odbyły się nabory, by Baroksi nie została sama z waszymi opowiadaniami. Administracja wspólnie zadecydowała, że moderację zasilą aż 3 osoby, Xivitre, Delta i Waca. Dodatkowo w obowiązkach administratorów nastąpiły kolejne roszady i Reed oddał Krulik obowiązek aktualizacji zaświatów.
SPRAWY FABULARNE
W Klanie Burzy nie wydarzyło się nic nowego.
Opowiadania fabularne: brak
W Klanie Klifu nadeszła od dawna oczekiwana – z przerażeniem lub z rosnącą wobec zdrajcy złością – chwila wygnania Gąsienicowego Ogryzka z klanu. Jaśniejące Skrzydła, nowa ranga utworzona przez Lśniącą Gwiazdę, po raz pierwszy miały szansę udowodnić swoją lojalność wobec lidera. Różeńcowe Serce, Wzorzysta Dal i Skrzydlata Pogoń wygnali byłego wojownika na tereny dwunożnych. Niosąc w swoich łapach sprawiedliwość Lśniącej Gwiazdy upewnili się oni, by po raz ostatni zasiać w sercu Gąsienicowego Ogryzka strach, oślepiając go i pozostawiając go samego na pastwę losu.
Opowiadania fabularne: 1
W Klanie Nocy nigdy nie może zaznać spokoju.
Podczas pozornie spokojnego ślubu dwójki zakochanych — szanowanego Ulewnego Szkwału oraz jego partnerki, Liliowej Pieśni — doszło do strasznego odkrycia. Na Świetlikową Wyspę przedostał się... Czekoladowy samotnik! Nikt nie wiedział, skąd ten zwariowany obcy znał drogę do miejsca znajdującego się tak blisko obozu, jednak każdy z nich zdawał sobie sprawę, jak wiele znaczy ta wieść.
Po potyczce z dzielnym piastunem, Złocistym Widlikiem, Mrok, gdyż tak przedstawił się kocur, został odprowadzony na osobną wysepkę, gdzie zgodnie z rozkazem liderki miał zostać przesłuchany.
W tym samym czasie Mandarynkowa Gwiazda wydała następny rozkaz — na czas przesłuchania nikt nie mógł opuszczać Świetlikowej Wyspy. Dziwnym jednak trafem, najważniejsza w tym dniu kotka, sama Liliowa Pieśń, złamała tenże rozkaz i wymknęła się, aby podsłuchać rozmowę odbywającą się na wysepce.
Nikt nie wie, co dokładnie stało się z Mrokiem, poza tym, że został skazany na śmierć. Nie on jeden został jednak ukarany. Liliowa Pieśń okazała się być główną winowajczynią całego zajścia, zdrajczynią Klanu Nocy, wychowaną na własnym mleku żmiją. Z tego też powodu jej imię zmienione zostało na Bagno, a sama wojowniczka została więźniem, od teraz mieszkającym na wyspie wraz z innymi przestępcami.
Niedługo po nieudanej ceremonii zaślubin Liliowej Pieśni oraz Ulewnego Szkwału, z obozu Nocniaków zniknęły dwa koty — Przypalony Kasztan wraz z Urodziwym Szafirkiem. Stało się to rankiem, niedługo po przebudzeniu wojowników. Ich zniknięcie odkryto dopiero wieczorem, gdy koty zorientowały się, że dwójki wojowników nie ma już podejrzanie długo. Ich trop urwał się bezpośrednio przy granicy z Klanem Klifu.
Czyżby koty postanowiły porzucić Klan Nocy i zdradzić go z napuszonymi Klifiakami? Czy też zostali wzięci w niewolę przez ich lidera? Tego nie wie nikt...
Kolejne wieści z nadrzecznej kociej kolonii!
Rankiem, niedługo po ucieczce dwójki młodych wojowników, Mandarynkowa Gwiazda zwołała zebranie, podczas którego z tłumu wywołała Niedźwiedziówkowy Pył. Kotce w niektórych miejscach prześwitywała naga skóra. Drobne placki, które kiedyś pokryte były gęstą sierścią, od razu wzbudziły podejrzenia wspołklanowiczów — czyżby kotka wdała się w bójkę?
Ich wątpliwości szybko zostały rozwiane. Zgodnie z ogłoszeniem liderki, Niedźwiedziówkowy Pył została napadnięta przez dwójkę zdrajców, Baśniową Stokrotkę oraz Dryfującą Bulwę, którzy zagrozili jej, że ją zabiją jeśli nie przekaże Mandarynkowej Gwieździe następującej wieści; zgodnie ze słowami napadniętej, para żąda od Klanu Nocy zwrócenia jej swoich krewnych w ciągu trzech wschodów słońca, w przeciwnym wypadku grożąc całemu Klanowi Nocy.
Przywódczyni zdecydowała się wysłać patrol we wskazane przez wojowniczkę miejsce, Brzozowy Zagajnik, wraz z dwoma towarzyszami — Czosnkową Krewetką i Morszczynowym Wąsem.
Co odkryją wojownicy na miejscu spotkania? Czy ta napaść ma coś wspólnego ze zniknięciem Przypalonego Kasztana i Urodziwego Szafirka? I czy wszystkie ostatnie wydarzenia są jednym, wielkim, czekoladowym spiskiem włóczęgów?
Błoto i Muszla zostali wypuszczeni z wyspy! Dwójka więźniów, chociaż formalnie nie zmieniła swojej rangi, może teraz w miarę swobodnie poruszać się po obozie (z wyjątkiem wchodzenia do Kącika Zabaw i legowisk, nie licząc tego należącego do medyków). Dodatkowo mogą również przemieszczać się na małą wysepkę w pobliżu obozu (ta w kształcie półkola tuż pod obozem na mapie). Na niej mają teraz mieszkać w legowisku, które sami muszą sobie zbudować. To ich zadaniem jest pozyskanie na nie materiałów (oczywiście kiedy wychodzą z obozu muszą z nimi być wojownicy) i zaplanowanie konstrukcji.
Podczas patrolu doszło do tragedii! Ropusza Łapa, biegnąc za upatrzonym bażantem, nie zauważyła, kiedy znalazła się na skraju wystającego z brzegu konaru, zdając sobie sprawę ze swojej sytuacji dopiero w momencie, w którym już z niego spadała. Ptak odfrunął skrzecząc złośliwie w stronę kotki, która (w ostatniej chwili!) zawisła w pysku Rosiczkowej Kropli. Wojowniczka szybko podciągnęła młodą do góry, odrzucając ją z całej siły na brzeg, jednak moc, jakiej użyła do tego czynu, spowodowała pęknięcie drewna pod nią. Łapa kocicy utknęła i nie dało się jej wyjąć pomimo ostrych szarpnięć. W tym samym czasie kłoda chwiała się coraz mocniej i mocniej, luzując się z gruntu... Aż spadła, zanurzając się wraz z Rosiczkową Kroplą pod wodę. Nurt był zbyt szybki, by ktokolwiek zdołał uratować kotkę. Rosiczkowa Kropla odpłynęła w siną dal.
W Klanie Wilka ktoś jeszcze pamięta problem Dwunożnych, którzy wtargnęli na wilczackie tereny? Na pewna Zalotna Gwiazda, która niedługo po samotnym wyjściu z obozu, wróciła, od razu zwołując klan. Wraz z nią ruszyła czwórka wojowników — Krucze Pióro, Kocimiętkowy Wir, Nadciągający Pomrok i Seradelowy Nektar — by razem rozprawić się z Wyprostowanymi. Dokładny przebieg walki jest znany tylko ich wąskiemu gronu, które po ogłoszeniu zwycięstwa zostało nagrodzone za walkę w postaci tytułu Powiernika Cienia oraz przywilejami z nim związanymi.
Czy cała piątka zdoła utrzymać w tajemnicy podstęp, którego dopuściła się przywódczyni? Czy Dwunożni powrócą, zagarniając coraz więcej lasu?
Mogłoby się wydawać, że ostatnimi czasy Klan Wilka pławi się w dobrobycie. Dwunożni zostali przegonieni z ich terenów, wiele kotów otrzymało nowe odznaczenia, a w żłobku nie brakowało przyszłych wojowników, którzy zapowiadali się bardzo obiecująco. Pewnego ranka Wilczaki zostały jednak wyrwane ze spokojnego snu przez spanikowane okrzyki jednej z wojowniczek. Wrzaski Wąsatkowego Ruczaju, dobiegające z legowiska przywódczyni, roznosiły się po całym azylu i można je było usłyszeć niemal w każdym jego zakamarku. Niedługo później Zalotna Gwiazda ogłosiła patrol poszukiwawczy, którego zadaniem było odnalezienie zaginionych Cykoriowego Cykora i Wilgowej Goryczy. Niestety Piołunowy Dym, Tropiąca Łaska i Ośnieżony Kryształ nie natrafili na ślad dwójki uciekinierów. Wkrótce powrócili do azylu, oznajmiając, że ich trop urywał się przy rzece.
Nikt nie zna prawdziwych motywów tej dwójki, lecz niektórzy z Wilczaków zdają się cieszyć z ich odejścia. W końcu ani Cykoria, ani Wilga nie szczycili się zbyt dobrą opinią wśród swoich pobratymców. Jedyną kotką, która otwarcie przeżywa ich zniknięcie, jest Wąsatkowy Ruczaj. Wojowniczka jednak uparcie odmawia udzielania odpowiedzi na pytania dotyczące ucieczki dwójki zakochanych. Twierdzi, że nie ma z ich zniknięciem nic wspólnego i o niczym nie wie.
Wilczaki straciły kolejnego członka! Najwyraźniej niektóre koty tak bardzo przeraziły się wizją przeludnienia w swojej przynależności, że postanowiły wziąć sprawy we własne łapy. Tym razem jednak nikt nie uciekł, by odciążyć Wilczaków. Zamiast tego pewnego wieczoru na środek azylu wyciągnięto ciało Trzcinniczkowej Dziupli, nad którym następnie odbyło się czuwanie. Przyczyna śmierci nie została publicznie ujawniona, choć większość od razu założyła, że kocur zmarł ze starości. Sprawa stała się jednak nieco bardziej niejasna w momencie, gdy Cętkowany Tęgosz został zwołany do legowiska przywódczyni i wyszedł z niego ze zwieszonym ogonem. Już niedługo później można go było zauważyć, jak w legowisku starszyzny wyciąga jego mieszkańcom kleszcze z futra i przygotowuje dla nich nowe posłania.
W Owocowym Lesie patrol składający się Hiacynta, Rohan, Wrony oraz Śnienia niespodziewanie natrafił na białą kotkę o fioletowych ślepiach. Nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby nie fakt, iż czarnofutry wojownik zdaję się ją znać.
Z racji stanu, w którym znajduję się dawna Burzaczka, obecnie przebywa w dziupli uzdrowicieli pod opieką Purchawki, Mistral, Gołąbka oraz Modrogończyka, którzy starają się pomóc dojść kotce do siebie nie tylko pod względem fizycznym. A kiedy jej stan się poprawi zostanie więźniem lub od razu rozpocznie szkolenie w Owocowym Lesie. Wszystko zależy od niej samej, Czereśni oraz tego, co lider usłyszy od Śnienia.
Już od jakiegoś czasu można było usłyszeć pewne plotki, zwiastujące poważne zmiany w składzie zastępców owocowej społeczności, lecz dopiero teraz nastąpił pewien przełom, zapewne związany z coraz poważniejszym wiekiem Czereśni. Czekoladowy zwołał Owocniaków, by oznajmił swą decyzję, co do degradacji Kolendry oraz mianowania Guziczka na miejsce, które zostało puste. Większość kotów zdawała się być zadowolona z tej decyzji, lecz sam były zastępca nie krył swego niezadowolenia w tej kwestii. Czy w Owocowym Lesie powstaną intrygi, które zburzą spokojne życie? Czy może to początek poważniejszych zmian w społeczności, która niemal pod każdym względem odstaje od innych klanów?
Samotników nie spotkało nic nowego.
Opowiadania fabularne: Brak
Dziękujemy za aktywny miesiąc i życzymy weny na kolejny!
01 września 2026
Subskrybuj:
Posty (Atom)

