Biały Strumień rzadko w Porę Nagich Drzew wychodził na zewnątrz. Nawet blask księżyca odbijał się wyjątkowo mocno w śnieżnej pokrywie, niepokojąc tym albinotycznego przewodnika. Lotosowy Pąk rozmawiał z nim, mówiąc, że nie jest tak źle, jednak czerwonooki wolał nie ryzykować. Przestał również spotykać się z Drobnym Ukojeniem w obawie, że niska kotka utknie gdzieś w zaspie, lub właśnie on zostanie poparzony blaskiem księżyca. Być może przesadzał… ale nie chciał narażać żadnego z nich.
Wciąż pomimo tych wszystkich ostrożności, nabawił się gorączki. Szedł, oparty o ścianę tunelu, by nie wywinąć orła. Potrzebował dotrzeć do medycznej jamy… jeszcze trochę. Jeszcze parę kroków.
Spotkał na swojej drodze Srebrzystą Równonoc, która wsparła przewodnika w dotarciu do celu. Użyczyła mu ramienia i wspólnie odwiedzili Wdzięczną Firletkę. Starsza kotka wyuczonymi ruchami sprawdziła objawy, przeprowadziła wywiad. Równonoc poszła zająć się swoimi sprawami, podczas gdy medyczka zwinnie przygotowała dawkę ziół. Biały Strumień widział ilość zapasów. Musieli uważać, by nie chorować, bowiem nadwyżka mogła szybko zniknąć… Albinos czuł wyrzuty sumienia, zjadając podane lekarstwo. Pora Nagich Drzew trwała dopiero od jakiegoś czasu, a ziół ubywało. Zanotował w głowie, by kiedy przyjdzie Pora Nowych Liści, zapytać Firletkę, jakich roślin potrzebuje, żeby w nocy spróbować ich poszukać. W końcu takie medykamenty jak nasiona maku czy pajęczynę był w stanie zdobyć, więc dlaczego by nie pomóc?
~*~
Minęło kilka dni, a wszystkie objawy ustąpiły. Wszystko dzięki wiedzy medycznej kotki. Biały Strumień patrzył, jak Firletka się starzała… a ucznia brak. To znaczy, miała uczennicę, Łzawą Łapę, jednak kotka ostatnio dopuściła się strasznego czynu. Została odsunięta od obowiązków, ale Biały wątpił, iż powróci na stanowisko. Straciła zaufanie całego klanu. Biały Strumień niejednokrotnie słyszał wśród kotów obawy o własne życia. Nic dziwnego; medyk winien być najbardziej zaufaną figurą w klanie. To dzięki niemu wszyscy żyli w zdrowiu, mogli funkcjonować pomimo różnych defektów, jakie spadały na niektóre jednostki. Co z nimi teraz będzie? Czy Zawodząca Gwiazda mianuje nowego ucznia medyka, a Firletka zdąży go wyszkolić? Wiele kotów uznało, iż Łzawa Łapa powinna dostać surową karę, oraz odsiedzieć swój czas w więzieniu.
Mówiąc o więźniach… Przewodnik myślał dużo o swoim byłym uczniu. O tym samym, który zaskoczył go kiedyś w środku nocy, siedząc przy wyjściu z tuneli. Jak nieśmiałym, kochanym kociakiem był, chociaż nieco dziwnym. Chciał go nawet przedstawić Drobnemu Ukojeniu, jednak teraz… nie zamierzał tego robić z pewnych obaw.
Jego łapy same powędrowały ku miejscu, w którym trzymali więźniów. Biały Strumień, chociaż bardzo chciał, nie potrafił znaleźć logicznego wytłumaczenia czynu Połyskliwego Koguta. Jedynym wyjściem, by się dowiedzieć, była rozmowa u źródła. Poniekąd się obawiał… w końcu od czasu zbrodni nie zamienił z nim ani słowa. Nie mijał nawet tego legowiska, zniknął zupełnie, jakby go nie było w życiu srebrnego kocura. Serce mu kołatało, więc zatrzymał swój marsz, by wziąć kilka głębokich wdechów. Gdy uspokoił jego bicie, ruszył ponownie. Miał mnóstwo wątpliwości, a myśli kotłowały się w nim, nie dając żadnego jasnego komunikatu, czy wyraźnej odpowiedzi.
Biały Strumień zamienił kilka słów z kotem, który pilnował więźniów. Pomyśleć, że jeszcze niedawno w tym miejscu była Rudzikowe Skrzydełko, której grób teraz można było odwiedzić na powierzchni. Jej miejsce w więzieniu zajął syn rudej starszej. Sama myśl o tym przyprawiała przewodnika o nieprzyjemny dreszcz.
Kiedy stanął w wejściu do nory skazanych, spojrzał na srebrnego, byłego już swojego ucznia. Wzrok albinosa był twardy i niezrozumiały. Połyskliwy Kogut siedział przy ścianie na drugim końcu legowiska więźniów. Pomimo księżyca spędzonego wśród zdrajców, zawieszony przewodnik wyglądał na zadbanego. Tak też było teraz; młodzieniec pielęgnował futro z łagodnym, niewinnym wręcz uśmiechem. Kiedy skończył, kątem oka zerknął na Biały Strumień. Spoważniał i uniósł brwi.
— Dzień dobry... Biały Strumieniu? — wymamrotał. Wyprostował się, elegancko siedząc naprzeciw od dawnego mentora.
Biały przeanalizował ruchy kocura. Nie wyglądał na zrozpaczonego ani załamanego, w odróżnieniu od swojej wspólniczki, Łzawej Łapy. Czy naprawdę nie czuł poczucia winy?
Albinos zmrużył oczy i podniósł wyniośle pysk. Długo myślał nad tym, co ma powiedzieć, kiedy tu przyjdzie. Sporo czasu zajęło mu zastanawianie się co myślał o całej tej... sytuacji. Teraz gdy doszło co do czego, czuł rozczarowanie i złość.
— Dzień dobry? — powtórzył pytająco, a w jego głosie tańczyło poniekąd oburzenie. — Dlaczego to zrobiłeś? Przyniosłeś mi hańbę jako mój były uczeń, Połyskliwy Kogucie.
Kogut zamrugał.
— Dlaczego to zrobiłem? — Podniósł się i zrobił parę kroków do przodu. Pokręcił głową z politowaniem. Biały otworzył szerzej oczy na arogancję srebrnego. Uderzenie serca później, ponownie spoważniał, gdy kocur kontynuował;
— Rudzikowe Skrzydełko długo cierpiała. Chcieliśmy zakończyć jej udrękę — wyjaśnił zwięźle. Westchnął ciężko. — To była moja matka. Teraz może odpocząć od kary, która ją spotkała przez własną głupotę i naiwność — dodał z posmutniałym pyskiem.
Biały Strumień skrzywił pysk. Jego grzywka lekko drgnęła podczas ruchu głową.
— Kimże jesteście, by decydować o czyimś życiu i śmierci? — zapytał, a jego głos powędrował wzdłuż podziemnych korytarzy. — Jakie macie prawo, by podejmować takie kroki? Powiem Ci: żadne. Jesteś teraz takim samym mordercą jak ona, Kogucie.
Pokręcił głową z rozczarowaniem, ale również nutą niedowierzania. Jaka matka, taki syn. Miał nadzieję, że dzięki jego opiece i wpajaniu dobrych wartości, kocurek będzie w stanie wyjść na prostą drogę. Mylił się jednak; srebrny bowiem sam zdecydował się wejść na drogę ciemności.
Połyskliwy Kogut przyglądał mu się uważnie ze zmrużonym okiem, lecz nic więcej nie powiedział. Miał kamienny wyraz pyska, jednak końcówka płomiennego ogona zawieszonego przewodnika nerwowo drgała.
Biały Strumień zauważył nerwowe drganie ogona byłego ucznia. Mimo pozornie zachowanego spokoju widział, że w środku Kogut poczuł uderzenie jego słów. Wciągnął wilgotne powietrze, po chwili je wypuszczając.
— Klan nie będzie tolerował Twojego aroganckiego zachowania; ja również. Jeśli stracisz przywilej pełnienia obowiązku przewodnika, to na własne życzenie. Nie wiem, czy myślałeś o konsekwencjach, nim zdecydowałeś się popełnić tę zbrodnię — wypowiedział się ponownie. — Skazana czy nie, Rudzikowe Skrzydełko spotkała kara oraz potępienie, a jej dusza spoczęła na wieki w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Twoje działanie nie było potrzebne, jednak należy już do przeszłości. Połyskliwy Kogucie, w moich, jak i klanu oczach, jesteś teraz jedynie mordercą.
Zrobił dłuższą pauzę.
— Czy masz jakieś... refleksje na temat swojego zachowania?
Jego uszy przylgnęły do głowy. Momentalnie skulił całe ciało, sierść przylgnęła do skóry. Teraz Połyskliwy Kogut wyglądał jak Kurczątko.
Biały Strumień patrzył, jak Połyskliwy Kogut się łamał. Wyglądał teraz tak żałośnie, iż miało się ochotę zmięknąć, by pogłaskać go po głowie i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze... problem w tym, że raczej nie będzie.
Kogut był jego pierwszym i jak dotąd, jedynym uczniem. Oczywiście, że zajmował specjalne miejsce w sercu przewodnika... Biały nie mógł jednak pozwolić zaślepić się uczuciom, kiedy konfrontował kocura. Nie należał do tych kotów; kruchych i zmiennych. Miał swoje wartości, których trzymał się zawsze. Dlatego też czyn Koguta tak go zabolał. Gdzie tu logika w czynach srebrnego? Z małego, nieśmiałego i cichego słodziaka wyrósł... taki kot. Kiedy to się stało? Czy Biały Strumień coś przeoczył? Czy mógł zareagować wcześniej i być może nie dopuścić do tej zbrodni? Czy srebrny mógł działać z premedytacją, z ułożonym planem śmierci Rudzikowego Skrzydełka? Czy może zrobił to pod wpływem silnych emocji, nie myśląc o konsekwencjach swoich działań?
— Czy moje refleksje cokolwiek tu zmienią? — zapytał łamiącym się głosem, nerwowo drgając i uciekając wzrokiem.
— Być może… — zaczął. — …Jeśli wykażesz odpowiednią skruchę oraz chęć do zadośćuczynienia, zmiany siebie, Zawodząca Gwiazda oraz klan Ci wybaczą.
Zamrugał powoli. To była bardzo trudna rozmowa, a Białym Strumieniem targały różne, nieraz sprzeczne emocje.
Kogut schylił głowę i pociągnął nosem. Długo mu zajęło zebranie się w sobie, aby odpowiedzieć jednemu z Trójki.
— ...Chcę zadośćuczynić, Biały Strumieniu. Chcę... — przełknął ślinę. — Chcę się poprawić.
Kątem oka spojrzał na wycieńczoną Łzę śpiącą w swym posłaniu.
— Chcę też... aby... aby Łzawa Łapa była znowu szczęśliwa — mówił dalej, przygnębionym tonem. — Chcę jej pomóc. To przeze mnie tu jest... — dodał cichym, drżącym głosem.
Spojrzał na albinosa swym głębokim, prawie czarnym jak oceaniczna otchłań okiem.
— Czy... czy mogę coś zrobić? Cokolwiek... abyś znów ujrzał we mnie dobrą istotę…
Biały Strumień przez chwilę się wzruszył, a jego serce drgnęło. Mimo to czerwone oczyska po uderzeniu serca błysnęły. Kogut miał...dwie twarze. Biały odnosił wrażenie, iż obie były nieszczere. Wszak przed chwilą sprawiał wrażenie aroganckiego i pysznego, dumnego z własnego czynu. Teraz jednak... płaszczył się przed nim niczym małe, bezbronne kocię. Albinos wiedział jednak, że kocur miał siłę i odpowiednie środki, których mógł w każdej chwili użyć.
— ... — milczał dłuższą chwilę ze zwątpieniem na pysku. — Jesteś szczery w tym, co mówisz?
Część Białego podpowiadała mu, że Połyskliwy Kogut do złudzenia przypominał innego skazanego... Tańcujące Pierze. Manipulacją zebrał wokół siebie koty, by dokonać zbrodni... czy Kogut zamierzał spróbować zwieść swojego byłego mentora, tak jak to zrobił z Łzawą Łapą?
Jego serce zabiło mocniej, na wspomnienie martwego mordercy. To on zabił wtedy jego ojca oraz wygnał siostrę… czy Połyskliwy Kogut, który z boku widział proces sądu, brał z niego przykład?
Były uczeń spojrzał na dawnego mentora słabym wzrokiem.
— Nie okłamałbym cię, Biały Strumieniu... — wymamrotał srebrny młodzieniec ze skuloną postawą. — Je... jestem szczery... chcę się poprawić. Naprawdę! — rozemocjonowany, podniósł ten jeden raz głos, błagając wzrokiem.
Wszystkie głowy więźniów, z wyjątkiem śpiącej Łzy, obróciły się ku nim.
— Uwierz mi... proszę... — miauknął smutno. — Proszę! Poprawię się... chcę zadośćuczynić... proszę...
Skulił się i zacisnął oczy.
Biały Strumień poczuł, jak napinają się wszystkie mięśnie w jego organizmie. Wybuch Połyskliwego Koguta bardzo go zaskoczył. Otworzył szeroko oczy i rozejrzał się, a strażnicy podeszli sprawdzić, co zaszło. Gdy dostrzegli zrozpaczonego Koguta, porozumieli się z przewodnikiem.
— Kogucie ja muszę... Ja muszę to przemyśleć — miauknął w końcu. — Skup się na razie na... odkupieniu swoich win i refleksjach. Żegnaj.
Po czym zawrócił, a jego długi ogon pofalował wraz z nim. Czuł się przytłoczony zachowaniem ucznia, miał jednak podejrzenia, co je wywołało. Potrzebował teraz czasu dla siebie, by wszystko ułożyć w głowie oraz przemyśleć… Wciąż nie wiedział, co powinien zrobić, jak myśleć teraz o Kogucie.
Potrzebował czasu.
Wyleczeni: Biały Strumień
<Połyskliwy Kogucie?>