Różana Woń odebrała od odrzutka pakunek, w który piastun zawinął przydatne ptasie części. Fląderka przyglądała się im, zastanawiając się, do czego użyją je czarne kocice oraz książę. Skinieniem głowy główna medyczka podziękowała za przyniesione rzeczy i dała znać, że Fląderka może odejść.
Trzcinowy Szmer przez ten czas nie ruszyła się z miejsca. Fląderka powoli zbliżyła się do mentorki swojego brata, korzystając z faktu, że ten nie znajduje się obok niej.
– Pani Trzcinowy Szmerze... – zaczęła cicho, zwracając uwagę buraski. – Chciałam p-podziękować za to, że zabrała mnie pani na trening brata. Cieszę się, że mogłam być przydatna i pomóc w przyniesieniu zdobyczy do obozu.
– Nie często masz możliwość udania się nad rzekę, prawda? – Fląderka jej przytaknęła. Odkąd Centuriowa Łapa odeszła, mało który kot chciał ją zabrać nad rzekę, w obawie, że swoją obecnością przyciągnie drapieżniki. – Nawet komuś takiemu jak ty przyda się czasem wyjść poza obóz, aby rozprostować łapy i oczyścić umysł. A nawet pobrodzić na płyciźnie, w szczególności w upalny dzień. – Przeciągnęła się. – Co sądzisz o reszcie terenów Klanu Nocy?
– S-są piękne... – odparła krótko. Mimo to na jej pyszczku zagościł uśmiech, gdy pomyślała o terenach przez, które dzisiejszego dnia przeszli. Pogoda również im dopisała. – G-Gdyby mogła, zamieszkałaby na stałe przy Zrujnowanym Moście… Pani Trzcinowy Szmerze! Cieszę się, że to Pani uczy mojego brata! – miauknęła nieco głośniej niż chciała. Jednak po raz pierwszy miała możliwość spędzenia tak dużo czasu z wojownikiem, który był tak dobrze wytrenowany. Nie licząc rodziny królewskiej. Cóż się jednak dziwić, podobno mentorką pani Trzciny była sama Mandarynkowa Gwiazda! – Jestem pewna, że dzięki Pani naukom zostanie dzielnym wojownikiem.
Spostrzegła, jak kąciki pyska burej kotki uniosły się ku górze.
– Cóż. Twój brat ma potencjał, aby zostać dzielnym wojownikiem, ale czeka go jeszcze długa droga i musi się bardziej przykładać do treningów.
Jeszcze chwilę rozmawiała z mentorką Rezedowej Łapy, po raz kolejny dziękując za zabranie jej poza obóz, by w końcu pożyczyć dobrej nocy wojownicze i skierować się do kociarni. Rezedowa Łapa uniemożliwił jednak siostrze udania się na spoczynek; kocur pokonał dzielącą odległości między starzyzną, a kociarnią i zagrodził jej wejście. Łebkiem skinął w kierunku krańca obozu, będącego idealnym miejscem, aby pogadać na osobności, bez zbędnych gapiów. Fląderka posłusznie udała się za bratem, wiedząc, że ten na pewno wyrazi swoje niezadowolenie w związku z tym, że towarzyszyła mu na jego treningu.
– I przyniosłaś pecha – prychnął kocur, tuż po tym, jak smagnął swym ogonem w policzek kotki. Musiał być zły, że pomimo powrotu do obozu ze zdobyczami Trzcinowy Szmer była nim zawiedziona. W dodatku nie oznajmiła tego na boku, gdy byli sami, tylko przy Fląderce. Kotka była w stanie zrozumieć, dlaczego brązowooki był wściekły. Został upokorzony w towarzystwie odrzutka. Dziwnie było obserwować brata w trakcie ćwiczeń. Kocur często przechwalał się tym, jak dobrze idzie mu na treningach, gdy prawda była całkowicie inna. – Następnym razem, gdy Trzcinowy Szmer zaprosi cię na mój trening, błagam, wymyśl na poczekaniu jakąś wymówkę i nie idź z nami w teren. – Mlasnął językiem. – I mam nadzieję, że przed chwilą nie poprosiłaś jej, aby cię trenowała! To moja mentorka. Jeszcze czego, odrzutku!
– N-nie!… po prostu jej podziękowałam… – Dotknęła łapką policzka, w którą została uderzona końcówką ogona przez brata. – za to, że cię uczy... Trzcinowy Szmer to dobra i mądra kotka. Nie mogłeś trafić na lepszego nauczyciela, Rezedowa Łapo.
~ ~ ~ timeskip do ostatnich, aktualnych wydarzeń z udziałem borsuków ~ ~ ~
– Mysiomózga Łapo... dobrze się czujesz? – spytała zmartwiona stanem kotki. Niestety siostra Słodkiej Łapy jej nie odpowiedziała. Wyglądała na smutną, być może dlatego, że przyczyniła się do śmierci dwójki kotów. Może trapiło ja również coś innego? Zwinęła się w kłębek i odwróciła głowę w kierunku ściany.
"Muszę porozmawiać ze Słodką Łapą o stanie Mysiomózgiej Łapy".
Jak pomyślała, tak też zrobiła. Starała się odnaleźć Słodką Łapę w obozie, jednak, jak się dowiedziała od Rosiczkowej Kropli, kotka udała się na trening. Podziękowała i oddaliła się, pamiętając, aby po powrocie kocicy z treningu porozmawiać z nią o jej siostrze. Nie chciała, aby kotka cierpiała z powodu choroby, na którą być może zdążyła zapaść. Trzeba było jej pomóc ograniczyć jej postęp. Jednak... Czy to znaczyło, że Flądrze również nie pozostało zbyt wiele czasu? I ona również zrobi coś głupiego, jak Korzonek i od tego momentu będzie z nią tylko gorzej?
Podczas nagłego wycofywania uderzyła tyłem w czyjś bok. Przestraszona wlepiła spojrzenie w burą kotkę, która, zdając sobie sprawę, że tym, kto wpadł na nią, była Fląderka, odpuściła sobie wyzwiska.
– Pani Trzcinowy Szmerze! Najmocniej Panią przepraszam... – Ile razy w ciągu swojego życia zderzyła się z mentorką swojego brata? Straciła rachubę. – Och... och... – miauknęła zdając sobie sprawę, że w miejscu, w którym się zderzyła z kocicą znajduje się rzep. Przeniosła spojrzenie na swój ogon, jak i okolicę grzbietu, na którym znajdowały się w różnej odległości od siebie powbijane osty.
Skąd one się wzięły?! Czyżby książę Rogata Łapa zrobił jej psikusa? Rozmawiała z nim, nim udała się zbadać stan drugiej czekoladowej mieszkanki Klanu Nocy. Chyba, że zebrała je po prostu po drodze, gdy sunęła ogonem po ziemi. Tak, na pewno tak było! Nieudolnie próbowała powyciągać osty powbijane w futerko.
<Trzcino? >