Upały sprawiły, że nie jeden kot dyszał, mimo tego Wilczaki wykonywały swoje obowiązki jak zwykle, nie pozwalając, by pogoda ich osłabiła. Miał polować razem z Tropiącą Łaskę na zwierzynę, ale nie widział, żeby wśród drzew miały się chować. Ciekawe, na co będą polować w taką pogodę? Szli przez iglaste drzewa, które dawały im cień, tu nastawiał uszy, tam węszył, zwierzyna nadal jednak nie zdawała się ujawniać, czy Tropiąca Łaska zatem się pomyliła? Nie chciał jej tego sugerować, bo dostałby od niej z liścia, musiał raczej obejść się z nią jak z jajkiem.— Tropiąca Łasko, czy jesteś pewna, czy na pewno tutaj coś jest? Może zwierzyna poszła nad wodę lub się schowała? — Nie wiedział, czy to pytanie było odpowiednie, ale też nie umiał znaleźć lepszej alternatywy. Tropiąca Łaska zlustrowała go wzrokiem, jakby jego pytanie rzeczywiście w jakimś stopniu mogło być nieodpowiednie.
— Oczywiście, zwłaszcza że na oku mam tą akurat jedyną. Także jeszcze sobie poczekasz. — Jakąś jedyną? Ciekawe co to miało niby być? Może zając lub coś równie większego? Bo nie wierzył, że mają iść głębiej tylko dlatego by upolować mysz czy wiewiórkę. Byłoby to marnowanie ich cennego czasu, mniejsza zwierzyna miała szansę uchować się przed upałem bardziej niż ta większa. Oby Mroczna Puszcza im coś zesłała.
***
Zdawało się, że szukanie zwierzyny było na marne, nawet dawno ominęli potworną przełęcz, idąc w głąb lasu, chociaż aktualnie zbliżali się do rzeki, więc może te łowy nie były bezsensowne? Cętkowana Łapa szedł posłusznie za Tropiącą Łaską, wierząc, że dojdą do rzeki. Czekoladowa kotka gwałtownie się zatrzymała, stojąc w miejscu, Tęgosz zrobił to samo, próbując coś wywęszyć lub usłyszeć, ale nie było nic czuć ani słychać, to było dość dziwne. Cętek jeszcze się rozejrzał, skoro nie było tu czegoś, to na co czekali? Do rzeki przecież jeszcze było parę kroków.
— Tropiąca Łasko, czemu tu stoimy, skoro niczego tu nie ma, chyba mieliśmy iść nad rzekę, prawda? — Patrzył na kotkę odwróconą do niego plecami, ta tylko obróciła lekko głowę, gdzie można było zauważyć tylko jej uśmiech, nie padła jednak z jej strony odpowiedź tylko cisza. Rudzielec czuł niepokój, patrząc na nią.
— Polowanie czas zacząć — powiedziała dość spokojnie, a on się zastanawiał niby, na co skoro zwierzyny nie było w pobliżu? Przełknął ślinę, wysuwając pazury, za nim nie minęła sekunda, to Tropiąca Łaska skoczyła w stronę drzewa i odbiła się od niego w stronę swego ucznia. Dorosła rzuciła się na ucznia z wysuniętymi pazurami, trzasnęła nim o ziemię, ale Cętkowana Łapa użył swych tylnych łap i kopnął ją w brzuch a ta zeszła z niego. Kotka się zakrztusiła i próbowała złapać powietrze, ale kocur rzucił się na jej plecy w odwecie, kotka zakręciła się, a ten spadł z jej pleców na cztery łapy i walnął ją w bark łapą z pazurami. Kotka syknęła głośno i zaszarżowała na niego, i trzepnęła go łapą w plecy, próbowała jeszcze po tym na niego skoczyć, ale kocur zrobił unik i ugryzł ją w kark, Cętek nawet nie miał czasu myśleć, jeśli to miała być nawet, walka na śmierć i życie to musiał się bronić i atakować doskonale. Tropiąca Łaska syknęła i zaszarżował na najbliższe sosnowe drzewo, uderzając o nie Cętkowaną Łapą, czuł się obolały, ale widział, że jego mentorka chciała go przygnieść znowu do ziemi, rudzielec szybciej zareagował i kotka chciała już swoje przednie łapy dać, na jego szyi to on podniósł swoje, obezwładniając jej górną część brzucha, natomiast tylne łapy przeszły na tylną część brzucha, gdzie mocno przeturlał się w tył razem z nią, przez to, ta walnęła mocno plecami o drzewo. Uczeń szybko stanął i cofnął od kotki na odległość. Szczerze nie czuł, że zasłabł, jeśli chodzi o kondycję, ale czuł, że miał na sobie mocne sińce i zadrapania, które kryły się pod jego futrem, aż sprawdził, przecierając łapą swoje futro, krwawiły, ale na tyle mało, że kilka liźnięć powinno sprawdzić, że ranki przestaną krwawić. Kotka wstała niedbale, patrząc na niego, następnie otrzepała się z ziemi, gdy patrzyła w jego ślepia, to przez chwilę myślał, że Tropiąca Łaska chce go znowu zaatakować, instynktownie wysunął pazury, gdy kotka lekko się ruszyła.
— Imponuje mi twój szybki postęp, zwłaszcza w naszych małych potyczkach, a teraz nie ciesz się za bardzo z tego, tylko upoluj mi coś! Treningi to nie zabawa, potrafią być równie wyczerpujące — Przynajmniej już się cieszył, że to koniec, walka w słońcu nie była przyjemna. Szybko zniknął w paprociach, widząc zniecierpliwienie swej mentorki.
***
Chciał jak najszybciej znaleźć się przy rzece, biegł co sił, by tylko być najdalej od Tropiącej Łaski. Tam na pewno będzie więcej zwierzyny, przecież taki upał sprawia, że każdy chce się trochę ochłodzić, a dwunożni mu nic nie zrobią, bo są po drugiej stronie rzeki, ze swoimi potworami. Czuł, że jest coraz bliżej rzeki, czuł zapach czegoś, czego szukał, piszczek. Uradowany nawet nie zwrócił uwagi, że się uśmiechnął, nadal biegł, jedynie co słysząc w uszach to szum wiatru, a las zdawał się szybciej poruszać. Cętkowana już ominął każde chyba drzewo za sobą i dotarł do pustej przestrzeni, gdzie widział przed sobą rzekę a tam siedzącą Kukułkę, która piła wodę. Tego chciał, jeden ptak dla Tropiącej Łaski, zaczął skradać się powoli do ptaka, wiedział, że przestrzeń jest pusta, nie było drzew, tylko trawa, musiał być naprawdę cicho, by się kukułka nie zorientowała, że nie jest sama. Po paru krokach był już blisko czarnego ptaka, którego mógł złapać jednym skokiem, już się szykował.
BUUUUUUUUUUM
Wielkie drzewo spadło, a wszystkie ptaki poszybowały po górze ze strachu, w tym zdobycz od rudego. Kukułka poleciała na drugą stronę, siedząc na jakimś drzewem, kocur szybko wszedł na zacięte drzewo, by przejść na drugą stronę i ją złapać. Zrobił to dosyć szybko i już nie był na terenie Klanu Wilka, tylko na terenie dwunożnych i potworów, które niszczyły drzewa. Chciał tylko złapać ptaka i się zmyć, przez te głośnie dźwięki jednak nie umiał się skupić, czy dwunożni musieli być tacy głośni? Wpatrywał się w drzewa, chcąc zauważyć charakterystyczne czarne pióra kukułki za iglastych gałęzi, wpadł na coś przypadkiem i to nie była zwierzyna. Zobaczył, że to była jedna z tylnych łap dwunożnego, stworzenie spojrzało na niego wrogo i go kopnęło, Tęgosz się przeturlał, czując ból brzucha, dwunożny nie był delikatny, był brutalny, ale Cętek chciał tylko tego ptaka, zauważył, że na jakimś drzewie coś trzepotało, skrzydłami, czy to jego kukułka? Był już gotowy szybko się zmyć, ale niespodziewanie coś od tyłu wzięło go za ogon i podniosło ku górze. Jakiś dwunożny go złapał, na Mroczną Puszczę, co teraz? Porwą go poza tereny klanu wilka i będą nadal wycinać las? Nie mieli prawa! Patrzył na dwunoga, który się śmiał się z niego i potrząsał nim, tylko syknął i podrapał go po jednej z łap, ten się wkurzył i rzucił nim o drzewo. Cętek to wykorzystał i zaczął uciekać, wściekły dwunóg go gonił, ale szybko się wspiął na drzewo, gdzie ostatnio widział swego ptaka. Wspinał się wysoko, chcąc tylko go dobić i stąd uciec, widział jak nieświadoma kukułka, spokojnie siedziała dość wysoko na gałęzi, więc miał łatwo. Cętek jednak działał pod wieloma stresującymi bodźcami, że raczej nie przyszło mu pomyśleć, że polowanie na terenie gdzie dwunożni, wycinali drzewa to zły pomysł. Był dosyć blisko, mógłby nawet złapać tego ptaka, ale drzewo gwałtownie zaczęło spadać w stronę rzeki, rudzielec spanikował, trzymał się go mocno, chcąc z tego wyjść cało. Duża sosna szybko jednak runęła, a jego pazury zdążyły się poślizgnąć i spadł pierwszy do wody przed drzewem iglastym. Kocur tym dłużej machał łapami, tym bardziej się męczył, widział przed sobą taflę wody, a potem odbijające się drzewo iglaste, które stało się następnym pomostem między klanem wilka a terenami okupowanymi przed dwunożnymi. Jego huk sprawił, że woda zadrżała przez chwilę, choć drzewo nawet się nie zanurzyło w wodzie, kocur walczył do końca, nie chcąc się poddać, więc zrobiło to jego ciało, a przed zamknięciem oczu prześwitywała mu jakaś niewyraźna sylwetka, Mroczna Puszcza?
***
Cętkowana Łapa otworzył oczy dość niechętnie, nie umiał rozpoznać, gdzie jest, poczuł jak coś, mu liże futro, zapłon rudzielca nie był jakiś szybki i po jakimś czasie się zjeżył i jedną z łap pacnął kota, który go lizał.
— Co ty robisz?!?! Won od mego futra! — fuknął na kota, który zrobił wielkie oczy, Cętek mu się przyjrzał, był to kot z białą głową o brązowych oczach, dziwnym jasnym czekoladowym odcieniem futra? Nie wiedział co to za maść, nie był ekspertem. Pokryty, choć nie całkowicie ogon bielą i dzika pręga na plecach.
— Em...wszystko dobrze? — Nieznajomy go spytał, bo rudzielec długo na niego patrzył wytrzeszczonymi oczami, ale Wilczak nie zwrócił na to uwagi. Kojarzył tego kota, na pewno kojarzył, tak długo na niego patrzył, że sobie coś przypomniał.
— Kojarzę cię! Byłeś na brzegu terenu mego klanu, gdy polowałem. Właściwie to dawno, ale pamiętam cię, a teraz gadaj, gdzie ja jestem i czemu mnie pojmałeś! — Nieznajomy przestraszył się reakcji Cętka, lekko się jeżąc, jednak potem zaczął mówić.
— Nie pojmałem cię, widziałem, jak spadłeś ze spadającego drzewa do wody, więc zanurkowałem po ciebie. Tak mi przynajmniej podpowiadał instynkt, a do tego, gdzie jesteśmy, to prawdopodobnie chyba znowu wszedłem na tereny twojego klanu?
Czymkolwiek to miałoby być, choć czy może jest was więcej? Jak zawsze tu chodzę, to czuję więcej niż jednego kota i nie umiem oszacować, jak was dużo jest — Czyli on chodził częściej na ich terenach, cóż za zapachowa znawca się znalazł. Jeszcze czego, miał mu ilość pobratymców podać? A niech się w zad ugryzie, za przeproszeniem!
— Jest ich na, tyle że jak cię znajdą w grupie to cię rozszarpią. Nasza społeczność nie lubi złodziei zwierzyny, wolimy koty, które są przydatne i mają jaja. Skoro zadajemy sobie nietypowe pytania, to ja się spytam jakiego koloru masz futro? Wygląda ono jak pseudo czekolada — chciał niby zmienić temat, bo nie znał tego samotnika, choć wyglądał, jakby był w jego wieku, to nie chciał się dzielić wrażliwymi danymi. Samotnik był zmieszany, ale mimo tego coś zabłysło w jego oczach, jakby jakaś ciekawość.
— Bycie w większej grupie kotów brzmi fajnie. Co do mojego futra to ono jest cynamonowe, a nie pseudo czekoladowe — Nieznajomy powiedział to pierwsze zdanie trochę ciszej i ze smutniejszym tonem głosu a drugie już normalniej. Poprawił swoje krótkie futro, liżąc je językiem.
— Cynamonowe — Popatrzył jeszcze na futro nieznajomego, zapamięta tą nową poznaną maść.
— A czemu mnie lizałeś? To dziwne lizać kogoś, kogo nie znasz — Cętkowana Łapa odpalił z następnym pytaniem.
— Bo miałeś mniejsze ranki i jeszcze masz porządne stłuczenia. To chyba przez tych dwunożnych co? Nie znam magicznych sposobów jak leczyć rany, więc tyle umiem. — Rudzielec popatrzył na siebie, chciał sobie jeszcze przypomnieć, co miał ważnego do zrobienia. Tak myślał, aż sobie coś przypomniał. Zwierzyna dla Tropiącej Łaski! Gdzie ta kukułka? Siedział w jakimś wgłębieniu drzewa, a nie widział swej zwierzyny, a mógł usłyszeć bliski szum rzeki, do której wcześniej wpadł.
— Mój ptak! Moja zwierzyna, muszę go znaleźć! — krzyknął gwałtownie, próbując wstać, ale wszystko go bolało, syczał z bólu, który był nieprzyjemny, ale ten ptak był ważniejszy, zrobił tylko kilka kroków i upadł na trawę. Nieznajomy szybko podszedł do rudzielca, pomagając mu wstać.
— Nie wygląda to dobrze, może odczekamy, aż to minie? — Cętkowana syknął na niego.
— Nie zamierzam tu czekać z tobą, cynamonko! Mój ptak jest ważny, muszę go mieć, muszę! — Cętkowana Łapa oderwał się od cynamonowego i próbował iść w stronę rzeki, nieznajomy jednak go zatrzymał.
— To tylko ptak rudy, spuść z tonu! Mogę ci upolować podobnego, chyba, chociaż, może wolisz rybę? To jedyne, na co dobrze poluje i może mniejsze gryzonie takie jak mysz — Rudzielcowi zaświtało przecież w głowie, że może posłużyć się cynamonkiem, uspokoił się i odparł.
— Weź mi cokolwiek, ważne, żeby coś było, co mogę zanieść komuś — Cynamonek się uśmiechnął i szybko mu zniknął z pola widzenia. Po kilkunastu uderzeń serca, bo rudy dokładnie nie umiał oszacować, cynamon wrócił z rybą.
— Przyniosłem ci Jazgarza, nie jest duży, ale powinien ci starczyć na mały upominek — Rudy wziął rybę od nieznajomego i przytrzymał ją w pysku, próbował stać, ale trząsł się przy tym strasznie, nawet miał mroczki przed oczami, które ignorował.
— Dzięki Cynamonku, to zagadaliśmy się za bardzo. Muszę już iść — Cętkowana Łapa obrócił się, idąc krzywym chodem do klanu wilka, stłuczenia i ból mięśni sprawiły, że czuł się jak kaleka który nawet nie może szybko iść.
— Jestem Kazarek! To życzę, żebyś dotarł do swego klanu cały! Do następnego widzenia! — Kazarek wołał do oddalającego się Tęgosza. Chyba wrócenie do klanu w takim stanie było aktualnie najtrudniejsze, „Mroczna Puszczo miej mnie w opiece”, pomyślał Cętek, już znikając z pola widzenia cynamona.
***
Znalezienie Tropiącej Łaski było trudne, to nie tak, że nie znał terenu klanu wilka, tylko przez bóle nóg, nadal odczuwalne siniaki i stłuczenia, jeszcze doszły do tego zawroty głowy. Gdy tylko kocurowi robiły się mroczki, to uderzał głową o jakieś drzewo, by widzieć znowu normalnie, lecz gdy tylko odchodził od drzewa, w które uderzył, w celu złagodzenia słabości głowy to znowu miał mroczki przed oczyma. Chciał tylko znaleźć Tropiącą Łaskę i dać jej tę rybę dla świętego spokoju, miał dość, w takim stanie nie dało się chodzić, przeklęci dwunożni, to wszystko ich sprawka! Niech tylko wróci do obozu, a wszystko powie babci, to ona zrobi z nimi porządek. Najpierw pierwsze musiał odzyskać trzeźwość umysłu, bo ten upał i jego stan aktualny nie sprzyjały mu, mijał powoli iglaste drzewa, myślał, że za jakimś krzakiem lub krzewem, a może i drzewem kryje się szukająca go mentorka. Kocur patrzył w zakamarki i nie było jej, czuł, że las się nie kończy, a szukanie potrwa tu jeden wschód słońca może i więcej, a może on tu zdechnie czy coś za nim czekoladowa go znajdzie? Chociaż nie, na pewno go znajdzie, a on dostawał niepotrzebnej paranoi. Przecież gdyby tego nie zrobiła, to wierzyłby, że miałaby przerąbane u jego rodziny, która by nie dopuściła faktu, że nie udzielił jej pomocy. Jego łapy powoli zdawały się wykończone, Cętek jednak nie chciał przystawać, bo jakiś drapieżnik mógłby to wykorzystać i go zjeść, choć czy one polują w taki upał? Chociaż skoro ich ofiara byłaby skopana przez dwunożnych i spadłaby z dużej wysokości, do rzeki gdzie doznał potłuczeń, to była łatwa do złapania w taką pogodę. Jakiś szelest wydobywał się zza drzew, rudy kocur się zjeżył, nie wiedział, co po niego idzie, mógł oczywiście zakładać, że to Tropiąca Łaska, ale gdyby zamiast niej, miałby wyskoczyć drapieżnik, to byłby jego błąd myślowy.
Coś się wyłoniło, czekoladowa zdenerwowana sylwetka.
— Gdzieś ty był na Mrocznych Przodków tak długo? Właściwie, dlaczego wyglądasz, jakbyś przeżył nawałnicę? — Wojowniczka patrzyła oczami na jego wykończone ciało, które dostawało drgawek.
— Starałem się coś upolować dla ciebie! Mam tę rybę, na początku miał być ptak, ale gdy polowałem, to dwunożni mnie skopali i jeszcze, gdy wszedłem na drzewo, by się przed nimi chronić, to drzewo się nachyliło i spadało, a potem ja spadłem, ale wyrzuciło mnie gdzieś na brzeg i jakoś tu dota...— Jego ciało runęło na ziemię z osłabienia, a Tęgosz stracił przytomność. Trochę zestresowana kotka wzięła ucznia na plecy a jego Jazgarza w pysk i ruszyła z nim do obozu.
***
Czuł, że nie śpi, ale nie otwierał oczu, zrobił wdech i wydech i poczuł zapach ziół, który był mu znajomy. To był zapach lecznicy, to znaczyło, tyle że dotarł do domu, otworzył delikatnie i niepewnie oczy. W lecznicy znajdował się Chudy Grzbiet i Cisowe Tchnienie, chudy kocur wymieniał materiały w legowiskach dla pacjentów, a najbardziej doświadczona medyczka sprawdzała zapasy ziół. Na wszystko patrzył w ciszy, nie miał potrzeby odezwania się, na razie tylko leżał, nie chcą wstawać, przypominając sobie jaki ból mu sprawiało, podnoszenie się a co dopiero chodzenie. Mrugał jeszcze, tak obracając wzrok, tu w lewo tam w prawo, tam na ścianę tam na wyjście, a w wejściu wchodziła do legowiska medyków Zalotna Gwiazda. Pierwsze co zrobiła to podeszła do jego legowiska.
— Widzę, że wstał — powiedziała do Cisowego Tchnienia, która się obróciła.
— Rzeczywiście, nie pisnął ani słowa po tym. Powiedź Cętkowana Łapo, czy umiesz się poruszyć? — Cętkowana Łapa postarał się podnieść, ale jego mięśnie na tyle pulsowały i bolały, że natychmiast syknął i położył się w pozycji bochenka.
— Wszystko we mnie pulsuje i boli, jakkolwiek bym się nie poruszył — Popatrzył na swoje ciało, nic się nie zmieniło, od kiedy wstał, pierwszy raz będąc w towarzystwie Kazarka. Zalotna Gwiazda posłała Cisowemu Tchnieniu i Garbatemu Grzbietowi spojrzenie.
— Nie mielibyście nic przeciwko, żeby opuścić lecznicę? Chcę porozmawiać z Cętkowaną Łapą na osobności, oczywiście potrwa to tylko chwilę — Cisowe Tchnienie skinęła głową.
— Oczywiście Zalotna Gwiazdo — Medyczka podeszła do Garbatego Grzbietu, który patrzył przez chwilę na ziemię, a potem gdy tylko niebieska szylkretka do niego podeszła, to wyszli z lecznicy. Dwa koty opuściły lecznice, a on został sam ze swoją babcią, z szacunku do przywódczyni, jak i doświadczonego członka rodziny by wstał lub usiadł, ale był tak obolały, że jedyne co mu pozostało to zostać chlebkiem.
— Powiedź mi Cętkowano Łapo, co się stało, gdy napotkałeś na dwunożnych? — Cętkowana Łapa musiał sobie poukładać, jak to wszystko się zaczęło, spojrzał w oczy przywódczyni i zaczął mówić.
— Na początku ćwiczyłem walkę z Tropiącą Łaską, a gdy tylko skończyliśmy to miałem jeszcze coś upolować. Więc poszedłem w stronę rzeki, bo upały sprawiły, że tam przeniosło się większość zwierząt, akurat upatrzyłem sobie kukułkę i byłem blisko jej złapania, ale jakieś drzewo zawaliło się i większość ptaków odleciała. Moja kukułka szybowała w stronę, gdzie dwunożni wycinali drzewa, więc pobiegłem za nią, gdy tylko byłem po drugiej stronie, to szukałem, na których z tych drzew zrobiła postój, wtedy jeden dwunożny przywalił swoją tylną kończyną w mój brzuch. Jeszcze jakiś drugi dwunożny szarpnął mnie za ogon i zaczął mną potrząsać jak jakąś myszą! Podrapałem go, chcąc się wyrwać, ale on rzucił mną mocno o drzewo, wykorzystałem to i akurat zobaczyłem mego ptaka na jednym z drzew i wspiąłem się na nie, by go upolować dla klanu. Byłem wysoko i miałem go prawie jak poprzednio, ale drzewo się obaliło w stronę rzeki, trzymałem się pazurami, ale zanim drzewo zdążyło spaść, to wyleciałem do rzeki, a później drzewo, ale na szczęście wylądowało między dwoma lądami i nie wpadło do wody. Pod wodą nie mogłem się poruszać i myślałem, że już zagoszczę u Mrocznej Puszczy, ale otrząsnąłem się i zobaczyłem, że woda mnie wyrzuciła na brzeg, jak się obudziłem, to wszystko mnie bolało, ale gdy wstałem, to zobaczyłem, że przygniotłem rybę, więc ją wziąłem i szukałem pomocy. Wtedy gdy przede mną stanęła Tropiąca Łaska, to zemdlałem.
— Trzeba było jakoś wymieszać prawdę z kłamstwem, by nie zdradzić babci, że uratował go samotnik. Zalotna Gwiazda analizowała jakby każde jego wypowiedziane słowo, właściwie nic nie dodawała od siebie, gdy gadał, tylko słuchała.
— Wiesz Cętkowana Łapo, mam ochotę cię udusić za twoją głupotę, dobrze wiedziałeś, że jest zakaz, zapuszczania się na tereny gdzie dwunożni niszczą nasz las, ale powstrzymuje mnie to, że jesteś moim wnukiem i że musisz dożyć swojego mianowania na wojownika. Tropiąca Łaska mi powiedziała po tym, jak cię zaniosła, że jesteś gotowy na zostanie wojownikiem. Zatem gdy tylko poczujesz się lepiej i wyjdziesz z legowiska medyków, to będzie dla mnie znak, że będziesz gotowy się bić o swój tytuł. Także, oszczędzaj się. — Zalotna Gwiazda odeszła z lecznicy a medycy wrócili do swojej pracy. Cętkowana Łapa w duchu cieszył się, że zostanie wojownikiem, a jego cierpienie i ciężka praca były owocne.
[3226 słów]
[Test Wojownika]