Zerknęła kątem oka na bratanicę znad zioła w jej pysku. Gorzki smak rozpłynął się po jej języku.
— Na pewno będzie to mniej bolesne — uniosła brew — niż gdybyś miała całkowicie oślepnąć.
Żywica z niechęcią przysunęła się z powrotem do niej.
— Dobrze... rób co musisz. Tylko szybko, proszę.
Przysunęła się bliżej młodej kotki, ujmując jej pyszczek w jedną łapę, a drugą poprawiając przeżute zioło między zębami.
— Postaraj się nie ruszać głową…
Uchyliła powieki opuchniętego oka palcami.
— Dobra — wymamrotała, nic nie robiąc sobie z niepewnego wzroku Żywicy, śledzącego jej ruchy. — Parę uderzeń serca i po wszystkim.
↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Teraźniejszość…
Wrzosy pod ich łapami powoli na nowo nabierały kolorów. Trzy kocie sylwetki, majaczące wcześniej w porannej mgle, stanęły przed patrolem Klanu Burzy.
Zawodząca Gwiazda postąpił o krok do przodu, a ona za nim. Czereśnia wyszedł im na przeciw, z dwójką wojowników za plecami.
— Dobrze Cię widzieć, Czereśnio — miauknął dymny w stronę starszego kocura. — Wybacz, że poprosiłem o spotkanie z tak krótkim wyprzedzeniem. Jednak niektórzy członkowie mojego klanu — spojrzał z ukosa na Firletkę, która jedynie machnęła ogonem — nie chcieli dłużej z tym zwlekać.
Nie mogli dłużej z tym zwlekać, nie wiedząc, ile im czasu pozostało. Przeniosła spojrzenie na czekoladowego, który uprzejmie skinął głową sojusznikom.
— Ciebie również, Zawodząca Gwiazdo. Nic nie szkodzi, podejrzewam, iż chcecie omówić sprawę niecierpiącej zwłoki. A więc przejdźmy od razu do rzeczy.
Przywódca Owocowego Lasu zajął miejsce na polanie, a w jego krok z mniejszym lub większym zawahaniem poszła reszta zebranych.
— Dziękuję — odparł krótko Echo, po czym ruchem brody wskazał na nią. — Pozwolisz, że to Wdzięczna Firletka przejmie głos.
Uśmiechnęła się niemrawo, trochę ironicznie w stronę przyjaciela, po czym zwróciła swoją uwagę na drugiego lidera,
— Czereśnio — zaczęła, kątem oka widząc, jak Echo zajmuje miejsce tuż obok, a Śpiewający Raniuszek, którą wybrał jako obstawę, tuż za nimi. — Jak wcześniej było już wiadomo, jedno z dzieci Zawodzącej Gwiazdy i waszej szamanki objęło miejsce przyszłego medyka jako mój uczeń. Łzawa Łapa jednak — przerwała z westchnieniem — wykazała się brakiem dojrzałości i podjęła decyzję, której nikt nigdy nie kładłby w jej łapy.
Mimo rozmowy z Echem na temat tego, co powinna wyjawić władzy Owocowego Lasu, nadal się wahała. Przełknęła kwas napływający jej do pyska i niechętnie kontynuowała.
— Łzawa Łapa za moimi plecami współpracowała z innym kotem, aby podać jednemu z naszych współklanowiczów truciznę, by "zakończyć jego cierpienia", i , tym samym, zamordowała kota — oznajmiła, prostując się. — Straciła tym samym moje zaufanie i została pozbawiona roli mojej uczennicy. Parę wschodów słońca temu wbrew zakazowi opuściła obóz pod osłoną nocy i nie powróciła.
Milczała przez parę uderzeń serca.
— Nie jest to sprawa, w której tutaj przyszliśmy, jednak jest z nią ściśle związana, i- Uważam, że Purchawka ma prawo wiedzieć, czego dopuściła się jej córka i co się z nią stało.
Po pyskach Owocniaków spłynęła cała gama sprzecznych ze sobą emocji. Czereśnia zastrzygł uszami i nieznacznie wyprostował grzbiet.
— To straszne — miauknął po paru uderzeniach serca. — Mam nadzieję, że chociaż Milknący Zew spisuje się jak należy, będąc przedstawicielem miotu sojuszniczego.
Zawodząca Gwiazda, który do tej pory spoglądał w dal, jak gdyby przygnieciony wstydem za działania własnej córki, nieznacznie skinął głową.
Wiedziała, że Echo poniekąd wini się za czyny Łzawej Łapy. Nie dziwiła się mu. Sama słyszała, jak młoda kotka narzekała na brak uwagi z jego strony, bądź sam fakt, że ta uwaga skierowana była również na jej brata. Nie trudno było nawet jej dojść do takiej wersji wydarzeń, w której może to on nieświadomie przyłożył łapę do morderstwa. Próbowała przemówić mu do rozsądku, ale niektóre rzeczy lepiej było przetrawić we własnym czasie.
Czekoladowy obrzucił go spojrzeniem przez parę uderzeń serca, po czym schylił łeb.
— Niestety u nas również zniknęła Psianka — dodał — będąc porwaną przez Dwunożnych w trakcie potajemnej wyprawy z naszym jednym zwiadowcą...
Przekręciła lekko głowę na te słowa. Czy Czereśnia w ten sposób próbował okazać sympatię? Dzieląc się własną tragedią? Kocur podniósł na nią wzrok.
— Oczywiście, poinformuję Purchawkę o tym zajściu — zapewnił po chwili. — Jak dobrze pamiętam to zostałaś sama, Wdzięczna Firletko, z leczeniem Burzaków?
Skinęła głową i ponownie uchyliła pysk.
— W rzeczy samej — odparła. — Niedawno na świat przyszła dwójka kociąt, z których jedno planuję przyjąć na mojego ucznia, jeżeli okaże się godne tej roli. Jednak wszyscy, łącznie ze mną, są świadomi tego, że długo po tym świecie stąpać już nie będę.
Odchrząknęła.
— Nie mogę nikomu zagwarantować tego, że Klan Gwiazdy nie zdecyduje się zabrać mnie do siebie, zanim ów uczeń zakończy trening. Chcielibyśmy więc prosić o pomocną łapę — tu spojrzała na Zawodzącą Gwiazdę, który jej przytaknął — i możliwość kontynuowania nauki wśród waszych uzdrowicieli, gdyby zaszła taka potrzeba.
Czereśnia skinął głową nim zdążyła dokończyć zdanie,
— Oczywiście — miauknął krótko. — Jeśli faktycznie będzie trzeba, to uczeń będzie mógł kontynuować nauki u nas.
Zamyślił się na moment.
— Ale skoro na obecny moment zostałaś sama, to mogę Ci zaproponować — kontynuował — by ktoś z medyczną wiedzą przeniósł się do was. U nas jest ranga stróżów, kotów, które posiadają szkolenie medyczne i wojownicze. Zapewne dwójka takich kotów zdecydowanie Cię odciąży.
Delikatny uśmiech wstąpił na jej pysk. Zerknęła kątem oka na Echo, przekręcając pysk w niemym pytaniu. Przywódca, ocknąwszy się, zamrugał i podniósł łeb. Ruchem podbródka przytaknął Firletce, po czym spojrzał na Czereśnię.
— Klan Burzy był by wdzięczny — miauknął i strzepnął ogonem. — Jeżeli owi stróże byli by zadowoleni ze zmiany przynależności, oczywiście. Nie chcielibyśmy oddzielać nikogo od rodziny czy przyjaciół.
— Poziomka zapewne lepiej się odnajdzie w Klanie Burzy ze względu na waszą wiarę w Gwiezdnych, niżeli we Wszechmatkę. Jedyną rodziną Miodunki jest Purpura, jego partnerka oraz niedawno narodzone dzieci. Jeśli jednak by chciała się z nimi widywać to nic nie stoi na przeszkodzie, by czasem odwiedzała nasz obóz.
Echo uśmiechnął się lekko.
— W takim razie zadbamy, aby poczuli się u nas jak najlepiej, oraz mieli wystarczająco wolnego czasu pomiędzy obowiązkami, by móc złożyć wizytę w rodzinnym domu.
Przywódca Owocowego Lasu skinął głową.
— Kiedy mają się stawić w waszym obozie?
— O świcie — odparł dymny — za dwa wschody słońca?
— Dobrze. Nasi wojownicy będą na nich czekać.
Napięcie, które towarzyszyło jej od momentu wyjścia z pomysłem zasięgnięcia pomocy u sojuszników ustąpiło. Owinęła łapy ogonem, spoglądając na Śpiewający Raniuszek, podczas gdy lider skłonił łeb i obdarował czekoladowego uśmiechem.
— Załatwianie z Tobą spraw to istna przyjemność, Czereśnio.
— Korzystaj, Zawodząca Gwiazdo — mruknął lekkim tonem drugi przywódca — póki jeszcze stąpam po tych terenach.
↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Dwójka kotów stanęła po środku obozu Klanu Burzy. Rozglądali się z mniejszą lub większą ciekawością, chłonąc widok obrośniętych mchem sufitów i udekorowanych malunkami ścian jaskini.
— Klanie Burzy!
Wzrok wszystkich zebranych skierował się na Zawodzącą Gwiazdę. Kocur stanął na jednym z podwyższeń z przodu Groty Pamięci i skinął łbem w kierunku nowo przybyłych.
— W ramach współpracy z Owocowym Lasem — rozpoczął — Czereśnia wyciągnął do nas pomocną łapę w postaci dwójki kotów o podwójnym wykształceniu; i tym wojownika, jak i medyka. Poziomka i Miodunka. W czasie, w którym Wdzięczna Firletka pozostała w lecznicy sama, każda wiedza i umiejętności będą przydatne, by utrzymać nasz klan przy dobrym zdrowiu i samopoczuciu.
Firletka przytaknęła przyjacielowi ze swojego miejsca. Obrzuciła dwójkę Owocniaków spojrzeniem, uśmiechając się do szylkretowego kocura, który spotkał się z nią spojrzeniem.
— Jestem wdzięczny waszej społeczności za ten gest — Echo zwrócił się do wcześniej wymienionych. — Zrobimy co w naszej mocy, by przyjąć was godnie, i postaramy się, abyście zawsze mieli szansę odwiedzić rodzinę w waszym pierwotnym domu. Na ten moment Skrzydlata Płomykówka znajdzie wam miejsce w legowisku wojowników, jednak, gdyby grono tej klanowej asysty się powiększyło, lub nastąpiłaby inna taka potrzeba, zostanie wam zapewnione osobne, dostatecznie duże miejsce.
Przywódca obrzucił wzrokiem cały klan, po czym uśmiechnął się.
— Witajcie w Klanie Burzy.
↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Od ścian legowiska medyka odbijały się szmery liści i futer. Popołudniowe światło wpadało do środka, kąpiąc obecne tam koty w ciepłym blasku.
— Dobrze — rozpoczęła, machnąwszy ogonem. — Miodunko. Poziomko.
Dwójka kotów przeniosła na nią swój wzrok.
— Czas na mały rekonesans.
Wstała z miejsca, krzywiąc się na ból w biodrach, i podeszła do wgłębienia, w którym leżały posortowane zioła. Odsunęła kawałek kory, chroniący je od wilgoci, i zawęszyła.
— Muszę się dowiedzieć, co umiecie, czego nie — kontynuowała, wyciągając parę podeschniętych łodyg. — Na jakim poziomie jest wasza wiedza. Abym mogła odpowiednio do niej przydzielać wam zadania.
Z uśmiechem na pysku powróciła do parki z pęczkiem ziela do przepatrzenia i posortowania.
— I, oczywiście, nie będziemy przy tym marnować czasu na samą rozmowę-
— Ciociu?
Przerwała i zwróciła pysk w stronę wejścia. Sylwetka Żywicznej Kropli wsunęła się do środka; wojowniczka zlustrowała wzrokiem obecną asystę i zatrzymała się.
— Czy to zły moment?
— Nie, nie, wejdź — Firletka pokręciła łbem, ruchem łapy przywołując bratanicę do siebie. — Coś się stało? Podejdź tu no.
Ruda wykonała polecenie, kuśtykając w stronę medyczki.
— Kolec w łapie — przyznała, chyląc łeb pomiędzy barkami. — Właśnie wróciłam z patrolu.
— W końcu coś, co nie zdążyło się zamienić jeszcze w infekcję pełną ropy — wymamrotała kocica, trzepiąc lekko kotkę po uchu końcówką ogona. Podniosła jej łapę, gdy tylko ta usiadła. — Nie można tak za każdym razem?
Żywica uśmiechnęła się ze skruchą.
— Trzymaj łapę do góry — poleciła krótko, oglądając winny kolec. Pochyliła pysk nad raną. — Chwila i już go nie będzie. A wy, proszę, opowiadać mi o swoim treningu.
<Żywico?>
wyleczona: Żywiczna Kropla



