BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 5 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

05 lipca 2026

Od Kropli CD. Psianki

— Wiesz... właściwie to trochę twój interes — zaśmiała się kotka. — Bo kiedyś byłam prawie pewna, że sama zostanę stróżem. Pamiętasz? Bawiłyśmy się w pomocników. Ty byłaś wielkim stróżem, a ja twoją pomocniczką.
Kropla pamiętała tę zabawę. Pamiętała też, że wtedy wydawała jej się totalnie absurdalna. Leczenie mchu… Nic nawet nie dawało do prawdziwego życia stróża. Kropla nie leczyła, podawała tylko zioła, gdy było wiele chorych. Właściwie Kropla nie robiła nic pożytecznego…
— Leczyłyśmy kawałek mchu i ratowałyśmy wyimaginowane kociaki. Byłam wtedy przekonana, że nie istnieje ważniejsza praca na świecie. W sumie nadal uważam, że jest bardzo ważna. Bez stróżów obóz pewnie szybko przestałby działać tak, jak powinien — spojrzała na kotkę. Kropla tylko wzruszyła ramionami, uciekając znów gdzieś wzrokiem. — Po prostu... z czasem odkryłam, że mnie ciągnie trochę gdzie indziej.
Wzrok kotki wylądował na wyjściu. Kropla pamiętała, że jako uczeń wychodziła tylko wtedy, gdy trzeba było nauczyć się wspinaczki. Teraz zresztą nie wychodziła dużo częściej, czasem jednak brała się z uzdrowicielami na szukanie ziół.
— Na samym początku, wszystko wydawało mi się obce. Nawet zwykły spacer poza obozem był czymś zupełnie nowym. Było tyle zapachów, śladów i miejsc, których wcześniej nigdy nie widziałam. Pamiętam, że nie mogłam przestać się rozglądać. Chciałam wiedzieć, dokąd prowadzi każda ścieżka, kto tędy przechodził i co znajduje się za kolejnym wzgórzem.
Kropla zmarszczyła brwi na te słowa. Chyba naprawdę była dziwna. Świat poza obozem ją przerażał, nie chciała go poznawać. Pamiętała bitwę z bobrami i to ile kotów nie wróciło, a ile wróciło okaleczonych, pamiętała, gdy Guziczek przyniósł rozjechane ciało Gąski. W obozie było bezpieczniej.
— Chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że chciałabym zostać zwiadowczynią. Nie dlatego, że praca stróża przestała mi się podobać. Po prostu... poczułam, że las mnie woła. Że chcę go poznawać i pomagać klanowi właśnie w taki sposób.
Kropla uśmiechnęła się na słowa kotki. Dobrze dla niej. Każdego interesowało coś innego. Ważne, że Psianka poszła w coś, co interesowało ją.
— Ale wiesz co? Ja naprawdę cię pamiętam — dodała z ciepłym uśmiechem. — Pewnie myślisz, że dla ciebie to były zwykłe obowiązki. Przychodziłaś do żłobka, pomagałaś karmicielkom i wracałaś do swoich zajęć. Ale dla mnie to nie było takie zwyczajne. Byłaś jedną z pierwszych dorosłych kotek, które pokazały mi, że pomaganie komuś może być czymś naprawdę fajnym. Nawet jeśli wtedy ratowałyśmy tylko kawałek mchu.
Kropla poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej ciele. Faktycznie dla niej zabawa z maluchami była trochę jednym z kolejnych obowiązków. Chciała być przydatna, chociaż w jakiś sposób…
Psianka zaczęła mówić o treningu. Kropla usiadła wygodniej i słuchała. Widziała zakłopotanie, gdy wspominała o pierwszym, pytaniu mentorki, widziała zainteresowanie, gdy mówiła o lesie. Widziała to, jak bardzo podoba jej się bycie zwiadowcą. Uśmiechnęła się.
— To trochę tak, jakby cały las opowiadał historię, tylko większość kotów nawet nie wie, że można ją przeczytać — Kropla zastanowiła się moment, ale po chwili pokiwała głową. — I właśnie dlatego chyba zostałam zwiadowczynią. Bo ciągle mam wrażenie, że jeszcze niewiele umiem. Że każdego dnia mogę nauczyć się czegoś nowego. Nie wiem, czy będę najlepszą zwiadowczynią w klanie... ale bardzo chciałabym kiedyś spojrzeć na ślady w ziemi i od razu wiedzieć, kto tędy szedł, dokąd zmierzał i czy powinien mnie zaniepokoić.
Krople chyba ujęła ta szczerość. Większość kotów jednak wpatrywała się w siebie. Jak się uprzeć to ona też patrzyła na siebie – chciała robić jak najwięcej, aby była doceniona. Psianka chciała jednak jak najbardziej pomagać innym. To dobrze! Chociaż Kropla miała nadzieję, że jej bycie miłym dla wszystkich nigdy się na niej nie odbije.
— Rohan mówi, że z czasem przestanie to być zgadywanka, a stanie się czymś naturalnym. Mam nadzieję, że ma rację. Bo naprawdę chciałabym kiedyś znać las tak dobrze, jakby był moim własnym legowiskiem — przerwała mówienie.
Kotka zamrugała kilka razy, nie rozumiejąc zmiany zachowania uczennicy.
— Wybacz mi Kroplo, trochę się rozgadałam… — mruknęła.
Kropla zaśmiała się cicho i pokręciła głową. Zamruczała uspokajająco i się podniosła.
— Wszystko dobrze, Psianko — zapewniła stróżka. — Lubię słuchać innych kotów. Wolę ich słuchać.
Jeśli w ogóle z nimi rozmawiam — dodała już w swoich myślach. Lubiła koty z Owocowego Lasu, poznała ich już trochę. Albo akurat byli u medyków, albo czegoś od niej potrzebowali. Jednak z żadnym z nich nie miała większych relacji. Rozmawiała z Kasztanką, jej mentorem Fruczakiem, i Smugą, gdy ten jeszcze żył. Z innymi kotami po prostu nigdy szczególnie nie zaiskrzyło, a kotce nie zależało szczególnie na przyjaźniach. Teraz do grona jej bliskich doszła Psianka.
— Cieszę się, że znalazłaś swoją drogę — dodała po chwili z ciepłym uśmiechem.
Spojrzała w stronę lasu. Ciekawe co by było, gdyby została wojownikiem? Albo zwiadowcą? Czy wtedy jej ojciec dalej by żył? A może gdyby była uzdrowicielem, to wiedziałaby, co robił Wiciokrzew i Smuga by żył...? Ale była tylko stróżem… Pokręciła głową i spojrzała na Psiankę.
— Jeśli chcesz oczywiście, to możesz do mnie przychodzić. Chętnie posłucham o twoich przygodach — zaproponowała cicho. — Albo ogólnie możesz przychodzić. Jeśli czegoś potrzebujesz — dodała z ciepłym uśmiechem.

<Psianko?>

Od Iskrzyka CD. Borowika

— Pewien, że nie chcesz być Kyzr… ksi? — zapytał Borowik albo jak kto wolał Grzyb.
— Nie ma mowy! Szybciej nazwałbym się e… — i tu Iskrzyk przerwał na chwilę, by pomyśleć. Nastała cisza na parę bić serca. Powiedział jednak z chytrym uśmieszkiem na pysku, jego ton był delikatnie żartobliwy: — Co powiesz na Iskrzykowa Gwiazda? Czy nie byłoby to śmieszne?
— A nie jest to za długie? — zapytał Borowik z nieco zmieszaną miną.
— To, co powie drogi pan Borowik na Gwiazdora, czy nie brzmi to pięknie? — rzekł półżartem Iskrzyk.
— No to niech będzie — przyznał z delikatnym uśmiechem na pysku Borowik.
Dwójka kocurów rozmawiała jeszcze przez dłuższy moment. Jednak po jakimś czasie musieli pójść w swoje strony. Pożegnali się więc szybko i poszli do swoich obowiązków.

***

Iskrzyk wygrzewał się właśnie na środku obozu, siedział z łapami zawiniętymi pod siebie i odpoczywał. Zastanawiał się przy tym, jak zagadać do Płatka, który siedział sobie na drugim końcu obozu. Białoliliowy kocur znów wyglądał na zgubionego, jak to miał w zwyczaju, gdy nie było w pobliżu matki. Z tego, co Iskrzyk widział, kocur, nie miał zbytnio znajomych, o ile ich miał. Miał już do niego iść, spróbować porozmawiać, gdy zobaczył Borowika. Młody zwiadowca szedł w stronę swojego legowiska. Szybko postanowił go zaczepić:
— Hej, grzybie! Chodź mi tu, potrzebuję pomocy! — rzekł kremowy pewnym tonem.
— Tak? — spytał Borowik, podchodząc do niego.
— Chcesz wyjść ze mną z obozu i przekonać Płatka by to z nami zrobił? Wygląda na nieco zagubionego, nie uważasz? — spytał kocura.

<Borowiku? Masz questa!>

Od Guziczka CD. Śnienia

Przed narodzinami dzieciaków

— Teraz na pewno ci nie powiem — mruknął kocur, na co Guziczek westchnął. — Najpierw będę musiał uzgodnić to z Kolendrą, a poza tym ja ostatnio też jestem częścią Owocowego Lasu. Daj mi trochę czasu na przemyślenia, czy warto.
Kocur pokiwał głową. Rozumiał obawy Śnienia i nie miał zamiaru z nimi się kłócić. Nie był miły dla Śnienia i nadal nie miał zamiaru traktować go jak największego przyjaciela. Czarny kocur jednak nie był tak nieprzydatny, jak wcześniej Guziczek sądził. Mógł z nim planować różne rzeczy, a kto wie. Może te plany przydadzą się mu, gdy już będzie władał innymi.
— A teraz wybacz, ale muszę wracać do polowania. Kolendra czeka na mnie na dole — wskazał nosem zastępcę.
Bury wcale nie był zadowolony, lecz machnął tylko niezadowolony ogonem i przeskoczył na kolejne drzewo, odsuwając się od nich.

***

Guziczek chodził wniebowzięty. Wszystkim mówił, że będzie miał kociaki. Wszystkim! Głowę miał w chmurach, lecz ciało było na ziemi. Poczuł więc impet, gdy ktoś na niego wpadł. Spojrzał na winnego i uśmiechnął się lekko, gdy zauważył, że to Śnienie. Chociaż ostatnio nie rozmawiali wiele, to Guziczek też zdążył całkowicie zaakceptować czarnego kocura jako członka Owocowego Lasu.
— Przepraszam — mruknął Śnienie.
— Nic się nie stało — zapewnił Guziczek.
Przyjrzał się mu. Ewidentne się gdzieś spieszył… A jednak dobre wieści się same nie rozniosą.
— Słyszałeś? Będę ojcem! — wypiął dumnie pierś. — Może nazwę jakiegoś malucha po tobie — zażartował.
Śnieniu widocznie jednak nie udzielał się dobry humor, na co Guziczek burknął niezadowolony.
— Gdzie się tak śpieszysz? — zapytał, a potem zamrugał kilka razy. — Idziesz pytać o to, co ostatnio? Coś z tym ruszyło? Dowiem się zresztą wreszcie co dokładnie? — zalał go pytaniami.

<Śnienie?>

04 lipca 2026

Od Malutkiej

Wyprostowani odwiedzali kocięta coraz częściej. Mama mówiła, że to dlatego, że chcą, aby były one do nich przyzwyczajone. O ile Malutkiej nie przeszkadzały te wizyty, to nie lubiła być budzona tylko po to, aby ktoś mógł ją ponosić.
Drzwi były już otwarte cały czas, jednak nie można było wyjść na zewnątrz. Tylko Luna to potrafiła. Aby przedostać się za próg, należało pokonać wielką białą siatkę, która rozpościerała się tam, gdzie wcześniej były zamknięte drzwi. Mama potrafiła przeskoczyć ją jednym susem, ale zanim Malutka będzie w stanie tak zrobić, minie wiele czasu.
Biała koteczka usłyszała głosy. Wyprostowani!
Po chwili zjawiło się dwóch dwunożnych, innych niż ci, którzy zazwyczaj odwiedzali kocięta. Mieli długie, białe obroże. Malutka spojrzała pytająco na mamę, a ta po raz pierwszy przy dwunożnych zjeżyła się.
– Kocięta, do legowiska – zakomenderowała stanowczym tonem.
Malutka jako pierwsza dotarła do pudła i schowała się w nim razem z Nalą i Riko. Luna wcisnęła się zaraz za nimi i popchnęła je w głąb posłania.
– Co się dzieje mamo? – zapytał się Riko.
Mama nie odpowiedziała. Odwróciła się przodem do wyjścia i zaczęła ocierać się o wyprostowanych, którzy usiłowali włożyć swoje łapy do jej legowiska. Luna, choć spięta, mruczała. Po chwili jeden z dwunożnych podniósł ją, a drugi złapał Riko i wsadził go do innego pudła.
– Mamo, co się dzieje?! – zawołała zdenerwowana Nala.
– Nic – westchnęła ta, objęta łapami wyprostowanego – zabierają was do obcinacza.
– Do kogo? – pisnęła Malutka sekundę przed tym, jak sama została zgarnięta do pudła, w którym znajdował się Riko. Po chwili dołączyła do nich Nala.
– Nie ma się czego bać – miauknęła mama, choć jej pysk mówił co innego – bądźcie dzielne. Niedługo się zobaczymy. To tylko rutynowe badania.
Malutka miała wrażenie, że jej mama nie mówi po kociemu. Obcinacz, badania i różne inne słowa… Miała nadzieję, że Luna wytłumaczy jej to, kiedy kocięta wrócą.
Twarda srebrna kratka na drzwiach została zatrzaśnięta, a całe pudło zachwiało się. Malutka zrobiła okrągłe oczy.
– Lecimy! – wykrzyknęła z ekscytacją. Może ten cały obcinacz nie był taki zły, skoro można było latać! Zorientowała się też, że pierwszy raz w życiu opuszcza pomieszczenie. Obserwowała, jak przelatują nad siatką, a później pokonują kolejne nieznane pokoje.
– To hałaskrzynia! – zawołała Nala, wskazując łapką na blachę
– Potwór! – przeraził się Riko.
– Cii… – uciszyła ich Malutka. Ona chciała podziwiać widoki w drodze na badania. Była ich bardzo ciekawa.

Od Malutkiej

Ściany pomieszczenia wybrzuszyły się, a drewniana część powierzchni została odłamana. Prostokątny kształt zniknął z nieprzyjemnym skrzypieniem. Luna zamruczała:
– Nie bójcie się kocięta. Drzwi się otworzyły, wyprostowani przyszli.
Malutka zdała sobie sprawę, że cała się nastroszyła. Zerknęła ukradkiem na Nalę. Ona siedziała przy mamie z gładko ułożonym futerkiem. Zatem czy tylko ona przestraszyła się tego otwarcia drzwi?
Dziura w ścianie była tak jasna, że koteczka musiała zmrużyć oczka. Wtedy z otworu wyłoniła się najdziwniejsza postać, jaką biała kiedykolwiek widziała. Co prawda mama już wcześniej opisywała jej wyprostowanych, ale to nie przygotowało Malutkiej na ten widok.
Dwunożny, który do nich przyszedł, był niezwykle wysoki. Przednie i tylnie łapy znacznie różniły się od siebie. Miał żółte, krótkie futro tylko na głowie i niebieskie oczy. Najdziwniejsze było jednak to, co miał na sobie. Mama nosiła czerwoną obróżkę, ale to, w co ubrany był wyprostowany, przekraczało wszystkie wyobrażania Malutkiej. Nie potrafiła nawet do końca tego opisać.
– To jest Ela – miauknęła mama – Tak mówią na nią inni wyprostowani.
– Cześć Ela! – wykrzyknęła Nala z podekscytowaniem. – Czy to ona zabierze mnie ze sobą, tak jak mówiłaś?
Luna zaśmiała się.
– Nie, na to jeszcze przyjdzie czas. To jest moja wyprostowana – odrzekła mama pewnie i z uniesionym ogonem podeszła do dwunożnej. Otarła się głową o jej nogę i zamruczała gardłowo. Samica schyliła się i pogłaskała Lunę po grzbiecie.
Riko i Nala tańczyli wokół dwunożnej, więc Malutka też do niej podeszła. Była ona bardzo głośna i energiczna. Zupełnie nie pasowała do spokojnej energii mamy. Biała koteczka na próbę uniosła wysoko ogon, tak jak robiła to wcześniej Luna, i spróbowała zamruczeć, ale chyba średnio jej to wyszło. W każdym razie wyprostowana prawie zmiażdżyła ją swoją dużą łapą. Kicia ugięła się nie zadowolona, ale nie uciekła, napotkawszy surowe spojrzenie mamy.
Wtedy dwunożna wyjęła coś z worka. Obróżki!
Pochyliła się nad jej siostrą i założyła jej fioletową obróżkę. Wymamrotała coś, co brzmiało mniej więcej jak Nla-la. Nala!
Po chwili przykucnęła przy jej bracie i zapięła mu na szyi zielony sznurek, szczebiocąc Ri-ko.
Gdy przyszła kolej na Malutką, wyprostowana przechyliła głowę i założyła jej niebieską obróżkę. Biała koteczka pozwoliła jej ją zapiąć, uważnie nasłuchując, czy ta powie jej imię. Nic takiego jednak się nie stało.
– Mamo? – miauknęła Malutka – Dlaczego nie powiedziała mojego imienia?
Luna wzruszyła ramionami.
– Najwyraźniej jeszcze nie wie, jak będzie ono brzmiało.
Malutka poczuła, że w oczkach zbierają jej się łzy.
– Zatem kiedy je poznam? – miauknęła z pretensją.
– Wtedy, kiedy przyjdzie na to czas – odparła mama, ziewając. Malutka poczuła, że nikt nie traktuje jej poważnie. Miała nadzieję, że to się zmieni, gdy tylko zostanie nazwana

Od Malutkiej

Zatem musiała się starać i robić te wszystkie rzeczy, o których wspomniała mama, aby nie trafić do rzeki. Jedną z nich było jedzenie karmy z pudełeczka.
Malutka na próbę podeszła do miski i wspięła się na tylne łapki, aby dosięgnąć brązowych kulek. Nie pachniały zbyt apetycznie.
– Mamo, Malutka próbuje ci zjeść jedzenie! – wrzasnął Riko.
Biała koteczka obróciła się przestraszona, a wtedy straciła równowagę i upadła wraz z miską, która przekręciła się do góry nogami. Kulki z głuchym grzechotaniem rozsypały się po posadzce.
– Kocię, co ty wyprawiasz! – wysyczała Luna z furią w oczach.
Malutka skuliła się. Nie chciała zrobić niczego złego! Chciała tylko pokazać wyprostowanym, że potrafi jeść z miski!
– Nie możesz jeszcze jeść karmy, jesteś za mała! Mogłabyś się zatruć – warknęła – Popatrz tylko jakiego bałaganu narobiłaś – mama przekręciła miskę łapą tak, że znowu stała prosto – Posprzątaj to z Nalą i Riko – poleciła zrezygnowana.
– Mamo, to niesprawiedliwe! – jęknęła Nala. Luna rzuciła jej surowe spojrzenie, a ta zamilkła.
Malutka miała ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Nie chciała ryzykować drugim przewróceniem miski, więc zaczęła gromadzić kulki w jednym stosiku. Była to dobra zabawa, choć jej rodzeństwo nie wydawało się podzielać jej zdania. Gdy przechodziła obok Riko, ten uderzył ją barkiem i spojrzał na nią ze złością.
– Uważaj jak chodzisz, Maluchu – warknął – Nie rób więcej nic takiego, bo nie mam zamiaru znowu po tobie sprzątać.
To nie było sprawiedliwe! Malutka mogłaby poradzić sobie sama. Poza tym nie zrobiła tego specjalnie! Nie wiedziała, że jest jeszcze za mała na karmę.
Gdy skończyli układać kulki w kupkę, Luna wrzucała je z powrotem do miski.
– Przynajmniej wyprostowani nie widzieli wyczynów Malutkiej – powiedziała Nala z przekąsem.
– Oj widzieli – odparła mama ponuro.
– Jak to? – zaciekawił się Riko
Luna wskazała łapą dziwny przedmiot wystający ze ściany.
– To jest wszechwidzące oko. Dzięki temu wyprostowani mogą nas obserwować, nawet jeśli ich tu nie ma. Wszystko co robicie jest oceniane. Więc zastanówcie się, zanim popełnicie kolejną głupotę – ostatnie słowa mama skierowała prosto do Malutkiej, która położyła po sobie uszka.
– Przepraszam, nie wiedziałam! – zaczęła się tłumaczyć, na co Nala prychnęła pogardliwie i wyszeptała coś do Riko. Spojrzenie Luny złagodniało.
– Wiem, że nie chciałaś Malutka. Zadbam o to, aby to się nie powtórzyło – biała kocica otoczyła córeczkę ogonem – A teraz wszyscy odpocznijcie. Niedługo przyjdą do was wyprostowani.
Malutka posłusznie spełniła polecenie mamy. Jej słowa napawały ją ekscytacją, ale też strachem. Co jeśli się źle zachowa? Co jeśli jej nie polubią. I co to jest rzeka?
Postanowiła, że zapyta się o to mamy trochę później, bo na razie wyglądało na to, że limit pytań się wyczerpał.

Od Malutkiej

Kolejne chwile spędzone z mamą i rodzeństwem wcale nie należały do najprzyjemniejszych. Malutka nie rozumiała wiele, choć słuchała uważnie Luny i dużo myślała nad usłyszanymi słowami.
Po jakimś czasie biała kocica ruchem ogona zawołała do siebie kocięta. Gdy te przyszły i wtuliły się w mamę, ta zaczęła mówić:
– Jak już wiecie, gdy osiągniecie dwa księżyce, zostaniecie wybrane przez swoich wyprostowanych – zaczęła Luna.
Malutka zacisnęła ząbki, zatrzymując pisk w gardle. Dwa księżyce wydawały jej się bardzo krótkim okresem, nie była pewna, czy będzie gotowa rozstać się z mamą i rodzeństwem tak szybko. Uznała jednak, że na razie jest na tym świecie zaledwie od kilku wschodów słońca i jeszcze będzie z rodziną przez długi czas. Poza tym, ciekawie będzie poznać świat za pomieszczeniem.
– Jak będzie wyglądać wybór? – zapytała się pewnym głosem Nala. Malutka zazdrościła jej takiego opanowania. Jej samej zapewne zadrżał by głos.
– To proste – pośpieszyła mama z odpowiedzią – gdy podrośniecie, wyprostowani zaczną do was przychodzić i was oglądać. Musicie być mili, dawać się głaskać, bawić się z nimi, biegać za piłeczką, a najważniejsze: mruczeć i ocierać się o nich kolana. Oni to uwielbiają. Wtedy was polubią i zabiorą. Jeśli będziecie mieć szczęście, może jeden wyprostowany weźmie was wszystkich, chociaż rzadko to się zdarza. Do tego czasu musicie nauczyć się jeść z miseczki i załatwiać się do kuwety. Musicie też spać przez całą noc.
– Noc? – dopytał Riko.
– Czas, kiedy jest ciemno. To jest noc. Wtedy na zewnątrz zachodzi słońce i widać gwiazdy. Nie możecie wtedy w tym czasie wychodzić z legowiska.
Malutka przechyliła ze smutkiem głowę.
– A co jeśli nie będę mogła spać? – zapytała.
– To sobie poleżysz – mruknęła sfrustrowana Luna, jakby to właśnie jej pytanie było głupie. Może dlatego, że było trzecie, a mama już traciła cierpliwość. Biała koteczka skuliła się, a kocica kontynuowała:
– Podsumowując, musicie załatwiać się do kuwety, jeść z miseczki, pić z miseczki i nie rozchlapywać wody, przesypiać całe noce, a gdy przyjdą wyprostowani, macie mruczeć i ocierać się o nich, dawać się głaskać i się bawić, pozwalać im na podnoszenie was i generalnie robienia z wami co chcą. Pod żadnym pozorem nie uciekajcie, nie stroszcie się, nie syczcie i nie daj matko nie drapcie ich!
– A co jeśli mnie nie polubią? – zasmuciła się Malutka.
Nala nachyliła się do siostry, a koteczka dostrzegła błysk w jej błękitnych oczach.
– Takie kocięta… Wrzucane są do rzeki! – wysyczała malutkiej prosto do ucha.
– Nie wiem, Malutka, jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji. Zawsze ktoś zabierał kocięta – odpowiedziała jej mama, najwyraźniej nie słysząc słów drugiej córki.
Biała koteczka spięła się. Nie mogła trafić do rzeki! Nie wiedziała jeszcze, co to za jedna, ale nie brzmiała zachęcająco.

Od Malutkiej

Biała kotka siedziała na miękkim kocu. Poznała już swoje rodzeństwo, Nalę i Riko, oraz zwiedziła całe pomieszczenie.
Nie było ono wprawdzie duże, ale znajdowało się w nim wiele ciekawych rzeczy. Oprócz legowiska mamy, w którym ta spędzała najwięcej czasu, koteczka zaobserwowała interesujący pojemnik, do którego jej rodzicielka robiła kupę.
– Mamo? – miauknęła biała cicho.
– Tak, kocię?
Wszystkie pytania nagle wyparowały jej z głowy. Właściwie to na odwrót. Miała ich tyle, że nie wiedziała od czego zacząć.
– Mam kilka pytań – oznajmiła więc. Mama skinęła głową, zatem kontynuowała:
– Dlaczego sikasz do pojemnika?
Kocica zaśmiała się i zamruczała.
– To jest kuweta. Wyprostowani dali mi ją, aby moje legowisko pozostało czyste – wyjaśniła.
Kocię uniosło uszka. Nigdy nie myślało o tym w ten sposób. Ona zawsze załatwiała swoje potrzeby pod siebie i wcale nie uważała, że to niechlujne, w końcu mama zawsze po niej sprzątała.
– Gdy trochę podrośniesz, też będziesz musiała jej używać – zapowiedziała mama.
– A kto to są ci wyprostowani? – kontynuowało kocię z pytaniami.
– Niebawem ich zobaczysz. Dają nam jedzenie i schronienie, oraz się z nami bawią. Każdy kot ma swojego. Gdy trochę podrośniesz, jeden z nich przyjedzie po ciebie i zabierze cię.
– Zabierze mnie? Jak to, gdzie?
Mama uśmiechnęła się.
– Prawdopodobnie do jego gniazda. Wszystkie kocięta trafiają do swoich domów prędzej czy później.
– Ale po co? – Biała koteczka dalej nic nie rozumiała.
– Zrozumiesz, gdy trochę podrośniesz, kocię.
Koteczce nie podobało się, że mama już trzy razy w ciągu tej konwersacji użyła zwrotu “gdy trochę podrośniesz”. Wcale też nie lubiła tego, że mama mówiła do niej “kocię”.
– Dlaczego Nala i Riko mają imiona, a do mnie mówisz po prostu “kocię”? – wybuchła w końcu.
Mama poruszyła ogonem.
– Ponieważ wyprostowani ich już tak nazwali. Dopóki to samo nie stanie się u ciebie, będziemy do ciebie się zwracać “Malutka”.
Malutka. Zatem to było jej imię, dopóki wyprostowani nie nazwą jej inaczej. Nie podobało jej się to ani trochę, ale stwierdziła, że nie ma co się martwić na zapas. Na pewno wkrótce i ona zostanie nazwana.
– Mamo? Skąd będę wiedziała, jak nazwą mnie wyprostowani? – zapytała niepewnie.
– Poznasz to. Będą mówić do ciebie innym głosem, powtarzając jedno słowo – odparła.
– A ty mamo? Masz jakieś imię?
– Tak. Wyprostowani zdecydowali, że pasuje do mnie “Luna”.
Malutka miała jeszcze wiele pytań, bo prawie niczego nie rozumiała. Z jakiegoś powodu jednak była bardzo zmęczona myśleniem, mówieniem i siedzeniem, dlatego klapnęła przy mamie i niezadowolona wtuliła pyszczek w jej futro.
Może uda jej się dowiedzieć czegoś więcej, kiedy się obudzi.

Od Malutkiej

Było bardzo spokojnie. Prawie zupełnie cicho. Jedynym dźwiękiem było miarowe “bum”, które znała od zawsze. Było też bardzo ciepło. Czuła się… dobrze. Rytmiczne poruszanie się świata działało na nią uspokajająco i kołysało ją do snu.
Bardzo szybko jednak zaczęło się robić ciasno. Szybko zorientowała się, że oprócz niej są jeszcze dwie inne istoty.
W pewnej chwili poczuła, jakby cały świat się skurczył. Coś pchało ją do przodu. Nie wiedziała, co się dzieje. Uderzała łapkami o ściany wszechświata, a także w pozostałych.
Nagle jednej istoty zabrakło. Wciąż miała poczucie, że musi się wydostać.
Wtedy została sama. Znów poczuła się jak dawniej, kiedy mogła swobodnie się poruszać i nie wpadać na nikogo.
Zorientowała się, że jednak wcale nie było tak, jak kiedyś. Było tak, jakby ktoś pchał ją do przodu. Przez chwilę nic, a później znowu parcie. Gdy to stało się nie do wytrzymania, przestała walczyć z tym uczuciem i po prostu skierowała główkę w tę stronę, którą podpowiadał jej instynkt.
Po chwili poczuła przejmujące zimno. Zaczęła krzyczeć, protestować i piszczeć. Nigdy wcześniej nie czuła chłodu. To nawet nie było najgorsze. Pod sobą wyczuwała coś twardego! Nikt jej nie ostrzegł, że po drugiej stronie będzie tak niewygodnie. Gdyby wiedziała, wcale by nie uległa temu poczuciu, które kazało jej wyjść.
Wtedy jednak zapomniała o wszystkim, bo poczuła pewien zapach. Choć była to pierwsza woń, jakiej dane jej było zasmakować, to wątpiła, aby coś pachniało lepiej od niej.
Podążyła za tym słodkim zapachem i poczuła coś ciepłego i miękkiego na swoim ciele. Z jakiegoś powodu wiedziała, że to był jej świat. Gdy dostała się do sutka i zaczęła ssać mleko, słuchała miarowego “bum”. W jakiś sposób jej świat się powiększył, a pozostałe mieszkające w nim istoty również przeniosły się na drugą stronę.
Nie wiadomo czemu była bardzo zmęczona, przecież nic takiego nie robiła. Na chwilę przed zaśnięciem usłyszała słowa:
– Witajcie na tym świecie, kocięta.