Chuda Łapa miał mnóstwo pracy. Dużo kotów zaczęło się ziębić albo ranić o gołe gałęzie drzew czy krzewów, a ich zapasy szybko topniały. Któregoś południa Roztargniony Koperek wysłał go, by poszedł sam nazbierać ziół. Umiał wystarczająco dużo, tak jak mawiał medyk, oraz był odpowiednio duży, by nie potrzebować asysty. Chuda Łapa cieszył się w duchu z tego zaufania, jakie zdobył.
Idąc przez obóz, dostrzegł swojego brata. Nocna Łapa wyglądał, jakby wracał z treningu, ale wciąż miał nieco energii. Chudzielec podszedł więc do niego.
— Braciszku. — zaczął. — Masz jeszcze trochę siły i czasu? Może chcesz pomóc mi nazbierać duuużo ziół do naszych zapasów?
— To bardzo dobry pomysł. Idźcie. — Tropiąca Łaska odpowiedziała za czarnego kocurka, jako że jeszcze była w zasięgu ich słuchu. — Może w końcu coś zmęczy cię wystarczająco, abyś przespał poranny patrol. — Odetchnęła zirytowana i odeszła od nich.
— Pójdę. Jak słyszałeś, nawet moja mentorka nalega! — odparł tym razem już sam.
Chudy posłał mu uśmiech ulgi, że nie będzie musiał sam wszystkiego dźwigać.
— No to chodźmy! Znam niezłą miejscówkę, gdzie powinniśmy znaleźć większość tego, co trzeba. — oznajmił, kierując się do wyjścia. Dał bratu ogonem znak, by za nim podążył. — Uff, jak dobrze, że Cię spotkałem! Nie będę musiał sam tego nosić, a uwierz mi, że to całkiem trudne pomieścić wszystko w pyszczku. Co dzisiaj robiłeś na treningu? Ty to się świetnie nadajesz na wojownika, widzę, że dla Ciebie to pikuś te treningi. Ja na każdym o mało nie umarłem.
— Dla mnie te treningi to nawet trochę za mało. Co rano jeszcze sobie biegam wokół obozu, tak dla zdrowia! — pochwalił się Noc.
— My chyba jesteśmy z innych ojców — rzucił żartem bury, słysząc o wyczerpujących treningach brata.
— Ale tak! Łatwo mi się ćwiczy na wojownika. Dzisiaj powaliłem Tropiącą Łaskę w boju trzy razy z trzech prób! A Ty... dobrze Ci jako medykowi? Wyglądasz na szczęśliwego jako medyk... — Nocna Łapa szedł grzecznie w tempie brata, zerkając na niego ciekawskimi oczkami.
Bury po chwili po otrzymaniu komplementu od braciszka, aż wyprostował swoją kościstą klatę. Postawił uszy z przekłutą kością, a szczurowaty ogon powędrował dziarsko w górę.
— Ha ha! — Miauknął. — Roztargniony Koperek coraz mniej błędów mi wytyka, a dzisiaj pierwszy raz wysłał mnie samego po zioła! Nocna Łapo, czuję, że jestem blisko mianowania, mówię Ci! Robię coraz mniej błędów, znam praktycznie wszystkie zioła! Nawet Cis czasem spojrzy na mnie przychylniej niż zwykle.
Docierali powoli na miejsce, więc Chuda Łapa zaczął rozglądać się za potrzebnymi ziołami. Dostrzegł niemal od razu krzew jeżyny krzewiastej, więc zboczył z trasy.
— O! Weźmy od razu trochę tych liści, przydadzą się. — miauknął, biorąc się do roboty. — Papka z tego krzewu łagodzi użądlenia pszczół, a wiem, że jeszcze latają, więc mogą być przydatne.
Noc zastrzygł uszami, wsłuchując się w wywód brata.
— Daj. Ja ponoszę. Możemy część z nich wsunąć mi w futro, to potem więcej zmieści się w pyskach. A te liście wydają się wystarczająco duże, żeby się trzymały w tym gąszczu! — Zaproponował Nocna Łapa, wystawiając po nie łapkę. Chuda Łapa oddał więc zebrane liście bratu, pomógł mu je też wetknąć w futro. Musiał przyznać, że to był genialny pomysł. Jeśli kiedykolwiek Chudy zapuści takie kudły, to też będzie tak robić!
— Może skoro tu jesteśmy, to chodźmy tą drogą. — Zaproponował.
Zaczął przeciskać się przez krzewy jeżyn, by wejść pod kolejne, zwyczajne.
— Słyszałeś ostatnie, głupie plotki? O tym, że mi Kalinowy Powiew serce złamała? — zapytał z wyrzutem. — Te Wilczaki to nie mają o czym gadać! Takie bzdury wymyślają. W głowie się nie mieści! Ja nie mam serca, więc nie ma co łamać, pff!
Wyszli z krzaków i dotarli do głębszej części lasu, gdzie wpadało więcej jesiennego słońca. Chudy otrzepał się z gałązek i prychnął ponownie.
— Niech się zajmą swoimi życiami! — Trzepnął ogonem gniewnie. Spojrzał na brata. — Kalinowy Powiew to kot, którego chyba najbardziej, zaraz po Ognistej Słocie i Zalotnej Gwieździe nie mogę znieść! A wiesz co je łączy? Są samicami! Takie zarozumiałe i wszystko wiedzą, pff.
— Słyszałem te plotki i nawet śmiać mi się chciało, jak to usłyszałem. — przyznał Noc. — W końcu mój najlepszy i najukochańszy brat raczej by mi powiedział, że się w kimś zabujał! — Pokiwał łebkiem, idąc zaraz obok brata, jak tylko zrobiło się więcej miejsca. — Ale tak w ogóle... to Ty samic nie lubisz. A samce? — zagadał Noc, zerkając na niego ciekawskim okiem.
Chudy poczuł się trochę... jakby skrępowany i zaskoczony tym pytaniem. Nie sądził, że Nocna Łapa skieruje rozmowę na te tory, a może powinien się tego spodziewać? W końcu są już całkiem dojrzali, niedługo przejdą mianowanie... więc chyba powinni myśleć o takich rzeczach? Chociaż Chudy umiał rozmyślać tylko o ziołach... Zerknął na brata spłoszonym wzrokiem, kiedy ten przypytał go o jego preferencje.
— No ten uhhhhhhhhh — miauknął przeciągle. — To nie tak, że ich nie lubię, ale samice są nieznośne, ale z drugiej strony niektóre są całkiem względne... znaczy! Nie zrozum mnie źle, pewnie nigdy żadna na mnie nie spojrzy przychylnie... w końcu, kiedy mam takiego przystojnego brata.
Zaśmiał się niezręcznie, dostrzegając nieopodal kocimiętkę. Normalnie jakby wygrał życie w tej chwili! Na trzeźwo nie mógł prowadzić tej rozmowy dalej.
Podbiegł do krzewu i przeżuł kilka liści, których wcześniej miał okazję jedynie spróbować. Teraz po prostu zeżarł tyle, ile złapał.
— No bo ja nie sądzę, bym lubił kocury — miauknął niezręcznie, odwracając się do brata. — Chcesz? — rzucił mimochodem, dając mu kilka liści.
Chudy poczuł się momentalnie odprężony. Wytarzał się w trawie rosnącej pod krzewem i otrzepał, przy czym się zatoczył. Przy jego masie ta porcja, którą zjadł, wzięła go dużo szybciej, niż mógłby przypuszczać.
— No bwo wjeszzzzz — burknął. — Jjja tjo chyba — czknął — mimo wsystko wolleeee koteczkiiii.
Noc wziął od brata zaproponowane liście i upchnął w gębę.
— Wolisz kotki! I też dobrze. Jestem pewny, że jakaś spojrzy na Ciebie przychylnie, nie wydziwiaj. Ja wiem, że jestem piękny i w ogóle, ale są kotki, które wolą być... tą silniejszą w związku i nosić Cię na plecach! — oświadczył, tarzając się tam, gdzie robił to przed chwilą brat, ale zamiast kładąc się obok niego, pozostał leżący w kocimiętce. — Ja osobiście nie wybrzydzam. — Uśmiechnął się do brata.
— Hehehe... — zaśmiał się. — A wjenc ljubiss wszystio.
Zaśmiał się znowu, chociaż nie powiedział nic zabawnego.
— Ale dość o miłości... co to jest, w czym się tak... tarzam. — Noc zamruczał.
Błogo im się robiło. Chudy czknął ponownie, a potem zaczął trochę kasłać. Chwiejnie wstał z ziemi i polazł do brata. Słuchał go, ale nie mógł nic poradzić na to, że część słów gdzieś mu umykała. No sama to robiła! Nie jego wina!
— To? A tooooo — zamruczał. — Kocimieeeentka. Ona, hehehehe, rozwesela. Hehehe~, ale nje wjem co zjobi pszy takeeej ilosci! A powieccc mi braciszkuuu~
Zaczął go szturchać w ramiona. — Njoo jaaakkk ty to rjobisz, że cje wsisci lubio?
Po czym padł obok niego i leżeli w liściach kocimiętki.
— Jak... jak... — Noc chyba miał problem zebrać myśli w konkretną wypowiedź. — Nie wiem. Nie wiem, czy... wszyscy mnie ... lubią, wiesz? — odparł — Wszyscy tak... pobieżnie, mnie... lubią. Bo się dużo umśecham. — Przekształcił ostatnie słowo pogrążony w błogim stanie. Nawet sam się zaśmiał trochę, chwytając brata i przysuwając go bliżej do siebie, żeby sięgnąć językiem jego rozczochranej czupryny. — Ciebje... tesz dużo lubią.
Chudy zamruczał, kiedy Noc go polizał po głowie. Ahhh kocimiętka. Wspaniała rzecz... ciekawe co by było, gdyby zjadł jeszcze listek? W końcu powinien wiedzieć jako medyk, co nie? Robić takie... eksperymenty. W imię nauki!
— Mnjeee to njeee — miauknął przeciągle i niedokładnie. — Njee lubio. Z K... Kalinką ciooogle sje kłóciiimyyy. Hihi. A ostaaatnio spotkałem na zgjomadzeniu kota i nazwałem go brzydalem, haha! Hehehe... I rzuciłem pjaskiem w niego! Haha!
Sięgnął łapką po dodatkowy listek, który zjadł w kilku kęsach.
— Ah nie patrz taaak — mruknął. — Tjo dla nauuukiiii~
— Dla... nauki? Cze... czkeja... jak to rzuciłeś piaskiem... haha. To musiało być prześniesze, haha! Daj jednego. — Wystawił łapę do brata, oczekując liścia. W końcu to dla nauki! Też może się do tego przyczynić!
— Ale Kalinka... to się nie zna! Z Cie... Ciebie to... kawał dobrego chłopa. Może ona... po prostu zakochana... tak mocno! haha... że aż sfrustrowana, bo ty... taki piękny!
— Nooo weeeeeź nie mów mi takkk blacisku — wybełkotał. — A tam dobry chłop! Ale status medka to daje nieszle! I my sobie hihi medkujemy hihihi.
Chudy zachichotał niewyraźnie. Zaczęli wspólnie dopychać się resztkami liści, które nie zdążyły uschnąć przed zimą. Ahh było tak błogo i miło! Umysł się oczyszczał w dziwny sposób, nie myślał o głupotach czy zmartwieniach.
Pacnął brata w bark.
— HAHAHA KA...KALINA WE MNIE? Dobry żarcik braciszku! — zaśmiał się, przy czym zachrumkał zabawnie. — Dobre! Dobre! Zapiszmy co by nam nje uciekjoo!
Po chwili poczuł, jak jego brzuch opanowują konwulsje. Podniósł się w mgnieniu oka i zwymiotował część zjedzonych liści.
Padł plackiem ponownie, a przed oczami zaczynały latać mu dziwne białe paproszki. Pomachał łapą niesformie, by je odgonić.
— Ty mass wienksze szanse — miauknął słabo. — Nasza mamuśka to musjała być dopiero koteczka!
— Koteczka... — Przeżuwał powoli liścia, krzywiąc się na widok wymiotującego brata. — Musiała być, tak. Albo nasz tatko. Gruby hahaha! W końcu gruby tez ha... nie taki zły z pyska, nawet jak płaski. — Noc zaśmiał się w głos. — Podwójne galeszje! Ale śmiesznie się patrzy. — Wepchnął w gębę jeszcze jednego liścia.
— Cooo jakie gałęzie.... — zapytał niewyraźnie, szukając ich wzrokiem.
Jego oczy były pełne łez po wymiotowaniu, gardło suche o niesmacznym posmaku. Skrzywił się, zmrużył oczy, ale nie dostrzegł tych patyków.
— Znajdziemy ci kogoś brachu! Obiecuję! — oświadczył Nocna Łapa, siadając w końcu i zataczając się przy tym.
— Ja njeee potsebuuuje — miauknął. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością i czuł, jakby spływał w senną otchłań. — Ja... Ja mam zioła! Nie potsebuje baby! Ale tyyyyy jak bendzieees miał, to mi weź przeedstaw...
Dotknął brata łapą albo tak myślał, bo się sklonowali. Machnął łapką w powietrzu, jednak nie sięgając czarnego kocurka. Skrzywił się ponownie. Jego wzrok się pogarszał?
— Grubyyy to jedsst Gruuubyy — miauknął, już ledwo kontaktując.
— HAHA Gruby jest gruby — zaśpiewał Noc, kładąc się z powrotem. Aż ziewnął, otwierając pysk szeroko. — Tobi... tesz... tak... śpiąco? Ale... bym sie zdremno — miauknąl do brata, patrząc sie na niebo nad nimi.
Chudy zacharczał jakoś dziwnie, czując pieczenie w gardle. Jego głowa stała się ciężka, nie miał ochoty nawet przekręcić jej, by spojrzeć na brata, a nagle słowa gubiły się bardziej, niż wcześniej.
— A noooo — mruknął. — Ale by może tak...na sekundkę....sekundeczkę. bo my musimy wjaaacac do kopeeerka. Hehe. Koperek. Jeccc koperek beeendziesz zdroowwwy...
A po chwili już go nie było, bo mu się urwała świadomość, mózg wyłączył, a oczy zamknęły. Nie był pewien czy zemdlał, czy zasnął. Noc wcale nie był lepszy, niedługo później samemu tracąc przytomność.
<Nocna Łapo? :D >
[Liczba słów: 1721, trening medyczny Chudej Łapy, eksperymenty z ziołami]
