Jesionowa Szadź otworzyła szerzej oczy. W sumie ostatnio, gdy odwiedziła żłobek i zauważyła szczęśliwą Ognikową Słotę i Kocimiętkowy Wir ze swoimi kociętami, mimo że były obie kotkami, to ta pierwsza znalazła ojca dla kociąt poza klanem i teraz dumnie wychowywały nowe pokolenie Wilczaków. Gdyby tak i one próbowały coś wymyślić w tym stylu, mogłyby również być dwoma matkami dla jednego miotu, lecz traktowałyby je równie tak, jakby to one obie były naraz ich prawdziwymi rodzicami. Liliowa uśmiechnęła się czule i dotknęła nosem tego partnerki.
— Jestem pewna, że coś w tej sprawie wymyślimy — wymruczała kojąco. — Dajmy temu chwilkę. — Polizała ją między uszami i otuliła ją. Złota od razu niemalże się rozpłynęła w jej objęciach i zamknęły oczy, oddając się krainie snów.
Parę wschodów słońca później
Jesionowa Szadź pożegnała się z partnerką, która właśnie wyszła na patrol poranny. Przynajmniej tak myślała. W tym czasie liliowa zajęła się pielęgnacją swojej sierści. Od jakiegoś czasu przestała bardzo dbać o swój wygląd tak, jak robiła to kiedyś. Już nie była idealnie wylizana, lecz jej sierść pozostawała w niektórych miejscach zmierzwiona i zakurzona. Pokrywało się to z momentem, gdy razem z Miodką wyznały sobie miłość i zostały partnerkami.
Zastanowiła się chwilę nad tym, jak złota powiedziała jej, że chciałaby założyć rodzinę. Jedyne, na co wpadła, to na znalezienie ojca poza klanem, tak jak niegdyś zrobiła to szylkretowa karmicielka-mistrzyni.
Gdy kotka skończyła się pozbywać mchu i kurzu z futra, zajęła się myciem łabędziego pióra. Jak skończyła, spojrzała na nie. Było dla niej bardzo wyjątkowe. Odkąd tylko pamiętała to ono zawsze było tuż obok. Czuła się, jakby ono widziało ją, jak dorastała i jak była na każdym następnym etapie jej życia.
Z zadumy wyciągnęły ją głosy innych kotów z legowiska. Podciągnęła się na łapy i wyszła na polanę obozu. Rozprostowała łapy i powiedziała Cykoriowemu Cykorowi, która akurat przechodziła obok, że wychodzi na polowanie w razie, gdyby ktoś jej szukał.
Po wyjściu z obozu skierowała się do samej granicy terytorium Klanu Wilka, gdzieś niedaleko śpiewały szpaki. Starała się iść na tyle szybko, by sprawnie przejść przez las, ale na tyle powoli, by w razie, gdyby nieopodal była jakaś zwierzyna, to ona by jej nie spłoszyła. Niemal niedaleko granicy poczuła woń wiewiórki. Wiatru, prawie że nie było, więc pewnie dopiero co rudy gryzoń tędy przebiegł.
Liliowa przyjęła pozycję łowiecką i zaczęła powoli podążać tropem. Po niedługim czasie ją dojrzała, więc powoli zaczęła kroczyć w jej stronę, a gdy zwierzątko zaczęło kopać w ziemi, Jesionka rzuciła się na nią i zabiła poprzez zmiażdżenie karku. Wtedy z krzewów wyszedł czarny kocur z białymi akcentami i jakimś materiałem wokół tylnych łap. Na jego pysku widniał rozpromieniony uśmiech.
— Cudownie! Akurat byłem głodny. — Oblizał pysk, podczas gdy Jesionka odłożyła zdobycz na ziemię i położyła na niej łapę.
— Kim jesteś? — zapytała nastawiona odrobinę ofensywnie, ale pozostawała ciekawa.
— Jestem Skarpeciarz! — wymruczał z dumą kocur. Kotka podniosła jedną brew.
— Co robisz na terenie Klanu Wilka?
— Terenie czego? — zapytał się, odrobinę zmartwiony. — W sensie, jakaś zgraja wilków tu się błąka?
— W sensie, tu żyje pewien klan kotów, do którego należę i gdybyś wpadł na kogoś innego, to byś prawdopodobnie był natychmiast wygoniony. — On natomiast spojrzał się na nią jak głupi.
— Mogę tę wiewiórkę?
— Czemu miałabym ci ją dać?
— Jestem głodny…
Wojowniczka westchnęła.
— Mogłabym ci ją dać, ale mam jedno pytanie: chciałbyś mieć kiedyś kocięta?
— Czy chciałbym… może? Ale czy bym je wychowywał? Nie chce mi się tego — odparł, a liliowa od razu się stała bardziej przyjazna.
— Bo jest pewna sprawa… ja mam partnerkę i chciałybyśmy założyć rodzinę.
— W jaki sposób? — zapytał, lecz potem od razu jakoś go olśniło. — Ooo… chyba rozumiem. No to, mogę być tym wybrańcem! — rzekł dumnie, kładąc łapę na klatce piersiowej.
— Jak dobrze. Dziękuję — odparła z ulgą.
— To mogę tę wiewiórkę? — Zrobił duże oczy.
— Możesz.
* * *
W drodze powrotnej do obozu była nadal o pustych łapach. Za każdym razem zwierzyna uciekała, zanim jej się udało do niej zbliżyć wystarczająco. Już niemal zmęczona, zrobiła sobie krótki wypoczynek i zmyła z siebie zapach wcześniejszej, upolowanej wiewiórki. Wtedy dopiero ruszyła dalej, na kolejne polowanie i raz cudem jej się udało złapać szpaka, a potem jeszcze na dodatek mysz. Gdy już kierowała się do obozu, zauważyła nornika, którego natychmiast złapała i dumna ze swojego polowania i wypełnionego celu, wróciła do obozu.
Tam już czekała na nią Miodowy Ul, która siedziała pod legowiskiem medyka. Gdy zobaczyła Jesionkę, od razu do niej podbiegła i podrygiwała z łapy na łapę, podczas gdy ta odkładała zdobycze na stertę.
— Jesteś! — pisnęła, a liliowa polizała ją między uszami.
— Jestem! Tylko daj mi się najeść, głodna jestem. — Uśmiechnęła się do niej i wzięła ze spodu sterty wróbla.
Idąc sobie w swój ulubiony kącik, wojowniczka zauważyła, jak jej partnerka ledwo dawała radę coś wstrzymać w sobie. Wzrokiem błądziła po gruncie, a pyszczek otwierał jej się i zamykał co jakiś czas. W chwili, w której się położyły, niebieskooka od razu wybuchła:
— Słoneczko, będziesz mamą! — Jesionowa Szadź była jednocześnie zdziwiona, jak i spokojna.
— Co nie? To takie super! — rzekła szczęśliwa, a Miodka trochę się skonfundowała.
— Co to znaczy? Wiesz już?
— Że będę mamą?
— No tak.
— To tak.
Między nimi zapadła chwila ciszy.
— Od początku… co masz na myśli? — zaczęła liliowa.
— To, że jestem w ciąży! — odparła.
— Jesteś w ciąży?
— Ty też?
— Ja też!
Obie otworzyły szerzej oczy.
— Znaczy, jeszcze nie jestem pewna. Dopiero co dziś znalazłam ojca dla kociąt… — wyjaśniła starsza wojowniczka.
— A wiesz, że ja też dziś dopiero co znalazłam ojca dla mojego miotu?
— Ty też dziś?
— Ja też dziś! I ojcem jest… — zrobiła dramatyczną pauzę. — …Tygrysia Noc!
Jesionka otworzyła pyszczek.
— Serio?
— Tak!
Z tych wszystkich wrażeń srebrna aż zapomniała o jedzeniu.
— To cudownie! Jestem z ciebie taka dumna, Miodku. — Kotka położyła łapę na łapie partnerki.
— Dziękuję, kocham cię tak bardzo — odparła złota i wtuliła głowę w futro na klatce piersiowej Jesionki. Przypomniała sobie w tej chwili o wróblu, którego wzięła za posiłek.
Dzień później
Był miły, ciepły wieczór po deszczowym dniu. Wilgoć wisiała w powietrzu, a ptaki z chęcią zasiadały na glebie, by żerować na wypełzających z niej dżdżownicach. Gdzieś słychać było stukanie dzięcioła, a na niektórych drzewach małymi grupkami zaśpiewywały szpaki i wróble. Ptasia symfonia towarzyszyła dwóm zakochanym kotkom, w spacerze przy brzegu jeziora. Po wykonaniu obowiązków miały chwilę dla siebie, zanim ich brzuchy urosną na tyle, by im przeszkadzać w zwykłych przechadzkach. Jesionowa Szadź obserwowała niebo, które powoli ciemniało przez ukrywające się za horyzontem słońce. Zauważyła pierwsze jasne punkty, które przypominały gwiazdy. Szły w przyjemnej ciszy, podczas gdy gdzieś w gąszczu do wieczornej pieśni Pory Zielonych Liści dołączył się pasikonik. W końcu znalazły idealne miejsce do wspólnego odpoczynku. Liliowa miała coś w planach.
Gdy usiadły na piaszczystym brzegu, Miodka się od razu całym ciałem oparła o Jesionkę i zaczęła głośno mruczeć.
— Opowiedzieć ci ciekawostkę? — zapytała się Jesionka po dłuższej chwili.
— Oczywiście! Kocham twoje ciekawostki — odparła radośnie złota, odsuwając się trochę od partnerki, by móc spojrzeć jej w oczy.
— Słyszałaś może o tym, że łabędzie zakochują się tylko raz w całym swoim życiu? — zaczęła. — A gdy ich partner przedwcześnie umiera, to pozostały zostaje sam do samego końca, a w bardziej przykrych sytuacjach również kończy swe życie — dodała, nieco przygaszonym głosem. — To cudowny, lecz i straszny obraz miłości.
Miodowy Ul patrzyła głęboko w jej zielone oczy ze wzruszeniem.
— Tego nie wiedziałam… — odparła smutno. — To są takie cudne ptaki! Nie wiedziałam nic o tej przykrej stronie…
— Niestety — stwierdziła Jesionka. — A jednak te przykre sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. Zwykle łabędzie szczęśliwie żyją w swoich jedynych parach aż do samego końca — dorzuciła, po czym usiadła tak, by być naprzeciwko partnerki. — Lecz, jest jedna sprawa… — miauknęła i wyjęła zza ucha łabędzie pióro, kładąc je między nimi. Niebieskooka spojrzała na nie z ciekawością.
— Kocham cię tak, jak łabędzie kochają siebie nawzajem. To pióro było przy mnie przez całe moje życie, od samego początku po dziś. Obiecałam sobie, że podaruję je jedynie kotu, z kim chcę spędzić całą resztę swojego życia — przerwała na moment, by podnieść łapę partnerki i ułożyć na niej pióro. — Tak więc to ty teraz je będziesz mieć. Jest twoje. — Oczy Miodki zabłysnęły ze wzruszenia.
— Na gwiazdy… — wymruczała, rozczulona i widocznie zaskoczona. W jej oczach kłębiło się tak wiele emocji. — Słoneczko, ty to wiesz, ale ja cię tak bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno kocham! Obiecuję, że zadbam o to pióro jak nic innego! — pisnęła podekscytowana, a w jej ślepkach zebrały się łzy wzruszenia. Jesionowa Szadź wzięła pióro i wetknęła je za ucho partnerki, która natychmiast ją przytuliła ze łzami w oczach.
<Bądźmy jak łabędzie, do samego końca, Miodko>