BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

06 września 2026

Od Mistral CD. Modrogończyka

Niebieskie spojrzenie sunęło powoli po ziołach, które zielarka miała przed sobą porozrzucane po niemal całym składziku. Ciężko westchnęła, pozostawiając to wszystko w stanie, jak zastała — nie miała siły ani chęci na ogarnięcie tego, więc Gołąbek lub Modrogończyk mogli to za nią zrobić. Nawet jeśli to ona miała w jednym palcu łapy całą wiedzę na temat ziół i ogólnie leczniczych roślin. Po niedawnych wydarzeniach nie była zbytnio sobą, choć poza dziuplą skutecznie to ukrywała. Przecież była kotem, który dba o dobrostan psychiczny Owocowego Lasu, więc nie mogła sobie pozwolić, by inni dostrzegli pogorszenie jej samopoczucia. Najbardziej się obawiała jednak, że to wszystko może wpłynąć na jej pracę i może doprowadzić do podobnego przypadku, co Wiciokrzew, który musiał przejść na emeryturę.
Kiedy tylko miała chwilę dla siebie, spożywała niewielką ilość nasion maku z nadzieją, że na jakiś czas takie działanie będzie skuteczne i będzie mogła normalnie pracować. Na chwilę wkroczyła do składziku, gdzie był pewien nieporządek, chcąc znaleźć parę nasion, kiedy to do jej uszu dotarł dźwięk kroków Owocniaka, który zdecydował się odwiedzić uzdrowicieli. Purchawka z Modrogończykiem gdzieś wybyli, może na rodzinny spacer, a Gołąbek chyba poszedł do stosu. Dlatego też Mistral nie miała zbytnio wyboru i musiała sama przyjąć chorego.

❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜

W duchu kocica odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że liliowy zwiadowca nie był, jak niektóre koty i od razu, gdy pojawiły się pierwsze objawy choroby, to przyszedł. Gdyby tego nie zrobił, to z kolejnym sezonem mogłaby wzrosnąć liczba chorych, którzy by zostali zarażeni białym kaszel, który mógłby się rozwinąć w poważniejsze stadia.
Kiedy tylko Gołąbek powrócił do dziupli, przejął doglądanie chorego, dzięki czemu kotka mogła się oddalić gdzieś, gdzie nikt nie powinien jej niepokoić. Oczywiście jak na złość tuż przed nią pojawił się Modrogończyk, na co przewróciła oczami. W ostatnich dniach ten młodziak wyjątkowo działa jej na nerwy, szczególnie tym swoim przekonywaniem na siłę Owocniaków, którzy dotąd nie wykazywali chęci wiary we Wszechmatkę. Ironią było, że czekoladowy zgłosił się z radą w tej sprawie, chcąc przekonać zmarłego Fruczaka.
— Czegoś konkretnego potrzebujesz? — spytała, ukrywając irytację, która aż sama jej się cisnęła na język. Jednak nie mogła się wyżywać na młodszym, który jedynie nie pojmował jeszcze wielu rzeczy.

<Gońcu?>

Wyleczeni: Kurka

Nowy członek Pustki!

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Potrącenie przez Potwora

Odszedł do Pustki!

Od Mistral CD. Wiciokrzewu

Białofutra powoli zmniejszała swoją częstotliwość odwiedzin w legowisku starszych, które miały się wiązać z liliowym starszym. Może i kocur próbował zwieść zielarkę, lecz ta nie miała zamiaru dać się tak łatwo, dlatego też postanowiła na razie dać mu więcej przestrzeni, czasu. Momenty, które dawniej spędzała u jego boku, tak teraz ich część poświęcała innym kotom w Owocowym Lesie, będących w stanie, który wymagał jej ingerencji. Nie było może ich zbyt wiele, lecz ona wolałaby, aby nie było ani jednego takiego przypadku — nawet jeśli brzmiało to na dziecinne mrzonki, marzenia.
Jeden z przypadków, które wzięła, była Kasztanka, która zdawała się niemal marnieć w oczach przez swojego, pożal się Wszechmatko partnera, który zdecydowanie nie był najlepszą partią w całym Owocowym Lesie. Ba! Ten sam kocur niedawno próbował ją omamić swymi wdziękami w lecznicy, kiedy to przyszedł z bolącym zębem — na jego nieszczęście trafił na kotkę, która nie da się owinąć wokół palca pierwszemu kocurowi lub innej kotce. Niebieskooka najchętniej doradziłaby stróżce, aby dała sobie z nim spokój, lecz aż zbyt dobrze widziała, że mimo wszystko kocha tego srebrnego wojownika i chciałaby żyć u jego boku.
Młódka właśnie opuszczała legowisko stróżów, w którym jeszcze chwilę wcześniej rozmawiała z Kasztanką, kiedy to po lewej dostrzegła Miodunkę oddalającą się od krzewu kaliny, gdzie przebywali najstarsi członkowie Owocowego Lasu. Nieco zmrużyła oczy, mając wrażenie, że coś złego mogło się stać — i w sumie zbytnio się nie pomyliła. Ledwo wsunęła głowę do legowiska, a już dostrzegła nieobecność jednego z kotów i to oczywiście tego, na którym mocno jej zależało w ostatnich księżycach. Jak piorun dorwała czekoladowo srebrną kocicę, zaczynając od razu wypytywać o dawnego uzdrowiciela.
— Przed chwilą wyszedł z obozu.
— Sam?! — spytała, czując, że zaraz przestanie panować nad sobą.
— No… tak.
Zielarka nie wiedziała dokładnie, ile minęło od wyjścia liliowego z obozu, lecz musiała się spieszyć. Dopadła pierwszego lepszego Owocniaka, który się nawinął i kazała mu wytropić Wiciokrzewa — w końcu ona nie wiedziała, jak to się robi, miała za sobą szkolenie z chorób i ziół. Nim Purchawka urodziła i Modrogończyk zdecydował się być szamanem, to ona była przygotowywana w jakimś stopniu do tej roli, a to wszystko teraz do niczego się nie przyda.

❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜

Z każdym krokiem, który kierował ich w stronę Drogi Grzmotu, czuła jak jej serce coraz bardziej przyspiesza, a w głowie pojawiają się najgorsze scenariusze związane z tym miejscem oraz losem liliowego. Przez brak jakiegokolwiek wojowniczego szkolenia, kondycja białofutrej była mizerna, lecz teraz starała się to ignorować, próbując nadążyć za tymczasowym tropicielem.
Ledwo dotarła nad ciemną cuchnącą ścieżkę, gdy do jej uszu dotarł ryk zbliżającego się potwora, a idealnie na środku drogi siedział sam Wiciokrzew. Z głośnym wołaniem wręcz do zdarcia gardła, miała się zerwać do ratunku, gdy została uprzedzona i towarzyszący jej kot rzucił się w stronę Wiciokrzewa. Wszystko działo się tak szybko, że do niebieskookiej ledwo dochodziło, co się wydarzyło — jeszcze chwilę temu w stronę jej dawnego mentora pędził Potwór, a ona z Fruczakiem stała na skraju drogi. Teraz było inaczej. Z przerażeniem obserwowała ciało stróża, z którego powoli uchodziło życie, a dawny uzdrowiciel odepchnięty od zagrożenia leżał kawałek dalej, bezpieczny, a przynajmniej na tę chwilę.
Z każdym uderzeniem serca oddech zielarki zaczynał coraz bardziej drżeć, zwiastując uzewnętrznienie pewnych emocji. Jednak nie mogła sobie na to pozwolić, nie teraz, gdy pręgowany nadal znajdował się na śmiertelnej drodze. Szybko zerknęła w obie strony, upewniając się, że żaden Potwór się nie zbliża, by następnie ruszyć do Wiciokrzewa, chcąc go zabrać na bezpieczne ubocze. Dopiero kiedy była pewna, że nic mu już nie zagraża, wkroczyła ponownie na Drogę Grzmotu i złapała ciało Fruczaka za skórę na karku, starając się je zaciągnąć w to samo miejsce, gdzie chwilę wcześniej zostawiła liliowego.

❛ ━━━━━━・❪ 🎕 ❫ ・━━━━━━ ❜

Powrót do obozu był ciężki, długi i odbywał się w grobowej ciszy. Wspólnymi siłami udało im się przetransportować stróża, aby bliskie mu koty mogły się z nim pożegnać ten ostatni raz. Widok czyjejś śmierci był czymś, czego raczej Mistral nigdy nie chciała doświadczyć, jednak stało się. Teraz jednak musiała zająć się Wiciokrzewem i wyciągnąć z niego powód, który spowodował taki obrót spraw.
— A więc słucham Wiciokrzewie, dlaczego opuściłeś obóz i to sam, by dotrzeć do Drogi Grzmotu na jej sam środek, nie robiąc sobie nic ze zbliżającego się Potwora. — Była przygotowana na to, że przez najbliższe wschody słońca może nie otrzymać upragnionej odpowiedzi, lecz nie miała zamiaru tego odpuścić.

<Wiciokrzewie?>

Od Smoka CD. Śnienia

Zgromadzenie

Spodziewała się, że zostanie wybrana na zgromadzenie. Już idąc na wyspę, zastanawiała się nad tym, z kim tym razem porozmawia. Może uda jej się zagadać do jakiegoś kota, który opowiedziałby jej co nieco o Klanie Gwiazdy?
Gdy rozsiadła się na kamiennej posadzce, podeszła do niej kremowa kotka. Była młoda, choć może trochę młodsza od niej. Pachniała ziołami i chyba Klanem Klifu, jeśli szylkretka dobrze pamiętała. Ale chwila, skoro pachniała roślinami, to może była uczennicą medyka?
— Cześć! Jestem Ćmia Łapa, a ty? — odezwała się nieznajoma.
— Smok — przedstawiła się, po czym uniosła jedną brew do góry. — Jesteś uczennicą medyka, co nie? Dostałaś już jakiś sen od Klanu Gwiazdy? — zapytała wprost.
— Em... Jeszcze nie dostałam, ale kto wie... — odpowiedziała. — Ty jesteś z Owocowego Lasu, prawda? Co u was? Podobno wy nie macie medyków...
Szylkretka skinęła głową.
— Tak! Nie mamy medyków, ale mamy za to dwie inne funkcje, mające za zadanie wykonywać obowiązki medyków — odparła, owijając ogon wokół łap. Nie była zbyt zadowolona z tego, że w Owocowym Lesie istnieli zielarze i uzdrowiciele, bo różniło ich to od klanów, które przecież wierzyły w Gwiezdnych Przodków. — Mniejsza o to. Może opowiesz mi co nieco o Klanie Gwiazdy? W Owocowym Lesie cały czas gadają o jakiejś Wszechmatce i mam tego dosyć!
— To bardzo ciekawe. Chętnie ci o nim opowiem. Klan Gwiazdy to nasi zmarli przodkowie, którzy nad nami czuwają. Czasami mówią nam jakieś przepowiednie, gdy jesteśmy w niebezpieczeństwie, ale nie wiem, kiedy ostatnio to było. Raz na księżyc idziemy do miejsca zwanego Księżycową Sadzawką i wtedy rozmawiamy z przodkami.
Wojowniczce bardzo spodobał się opis Gwiezdnych Przodków. Już kolejny raz utwierdziła się w przekonaniu, że mieli oni więcej sensu niż wiara Owocowego Lasu.
— Księżycowa Sadzawka? Byłaś już tam kiedyś? — zaczęła dopytywać. — A do tej Księżycowej Sadzawki idą wszyscy, czy tylko wyznaczone koty? I czy mogłabyś mnie do niej… pzemycić?
— Do sadzawki idą tylko medycy oraz przywódcy, gdy odbierają dziewięć żywotów. Jeszcze nie miałam okazji tam być, ale nie mogę się już tego doczekać! Podobno jest tam magicznie, tak przynajmniej mówi moja mentorka. Niestety nie mogę cię przemycić, ale mogę cię nauczyć więcej o Klanie Gwiazdy.
Szylkretce nie spodobała się odmowa ze strony uczennicy. Jak śmiała nie zgodzić się na to, by przemycić ją do Księżycowej Sadzawki? Toż to skandal!
— No weź! Spotkamy się kiedyś gdzieś po dlodzę i mnie zaplowadzisz… Nikt się nie dowie — mruknęła, po czym puściła kotce oczko. — Ja stalam się tak baldzo, by Owocniaki zaczęły wiezyć w Klan Gwiazdy… Myślę, że Pzodkowie chcieliby mi za to poglatulować. Chcesz ich od tego powstzymać?
— Hmmm... Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić. Cieszę się, że wierzysz w Klan Gwiazdy, na pewno to ich cieszy. Może nawet dostaniesz kiedyś od nich sen? Ale wiara w Klan Gwiazdy jest ściśle związana z Kodeksem Wojownika.
Smok nie dowierzała swoim własnym uszom.
— Co z tego, że jest związana z Kodeksem Wojownika? Ja jestem wojownikiem! — oburzyła się, uderzając końcówką ogona o kamienną posadzkę. — No ploszę… Nad telenami Owocowego Lasu Klan Gwiazdy na pewno nie ma żadnej kontloli, bo każdy wiezy we Wszechmatkę! Po co Gwiezdni Pzodkowie mieliby zaglądać do kotów, któle się ich wypalły? — kontynuowała, tym razem głosem pełnym żalu. — Czy naplawdę chcesz mnie tak odsunąć od Klanu Gwiazdy?
Uczennica jednak utrzymywała poważną minę.
— Nie chodzi mi o to, że jesteś niegodna tej wiary. Chętnie bym cię nauczyła go, na pewno byłabyś świetnym wyznawcą. Ale nie mogę cię zabrać do Księżycowej Sadzawki! To wbrew zasadom.
Szylkretka wciąż była nadąsana.
— Zasady są po to, by je łamać, czyż nie? — prychnęła. — Gdybym to ja nie postanowiła spzeciwić się większości, to nikt w Owocowym Lesie nawet by nie pisnął słówkiem o Klanie Gwiazdy! Należy mi się jakaś nagloda. Myślę, że Gwiezdni Pzodkowie będą w stanie nagiąć trochę ten swój szlachetny kodeks, jeśli dowiedzą się ode mnie o sytuacji w Owocowym Lesie. Poza tym nie musisz mnie zaplowadzać wplost pod Księżycową Sadzawkę. Możesz tylko wskazać mi dlogę, a za to nie spotka cię pzecież żadna kala, jeśli o to się boisz!
— Przykro mi, Smoku, ale co do Księżycowej Sadzawki nie zmienię zdania, ale może chcesz się o czymś innym dowiedzieć? — Klifiaczka próbowała załagodzić sytuację, jednak szylkretka tylko fuknęła pod nosem.
— Jesteś młodsza ode mnie, a zachowujesz się co najmniej tak, jak moja matka! — stwierdziła, patrząc kpiąco na kremową kotkę. — Gdzie się w tobie podziała ladość? Czy naplawdę nigdy nie poczułaś tej ekscytacji, gdy lobiłaś coś wblew zasadom? W takim lazie ci współczuję. Musieli cię baldzo kontlolować w tym Klanie Klifu, że wylosłaś na takiego nudziaza.
— Jako kociak rozrabiałam, fajnie było, ale wybrałam drogę medyka i mam na barkach wielką odpowiedzialność — mruknęła.
Wojowniczka przewróciła oczami.
— Klany powinny jednak co nieco nauczyć się od Owocowego Lasu. U nas nikt z funkcji podobnych do medyka nie lobi takiej wielkiej odpowiedzialności, przez co żadne nowo mianowane kocię nie musi od lazu lezygnować z wszelkich psot, by stać się nudną skolupą bez duszy. Tak jak ty… — westchnęła.

* * *

Odkąd tylko usłyszała o tej Księżycowej Sadzawce, nie mogła przestać o niej myśleć. Czy naprawdę, gdyby się kiedyś do niej dostała, udałoby jej się skontaktować z Klanem Gwiazdy? Wtedy miałaby niepodważalne dowody na to, że Gwiezdni Przodkowie faktycznie istnieją. Mogłaby im zadać tyle pytań, dzięki którym potem zaginałaby koty wierzące we Wszechmatkę… Może nawet udałoby jej się zdobyć od nich dziewięć żywotów? Nie była co prawda liderem, lecz według samej siebie była równie ważna! W końcu to ona stawała na rzęsach, by nawrócić tę dziurę zwaną Owocowym Lasem na właściwą wiarę, podczas gdy nikt inny się do tego nie kwapił. Nawet Śnienie! Ani ta białofutra kotka, która wyglądała, jakby sama spadła z nocnego nieba. Dali się uciszyć przez Owocniaków, którzy po prostu nie chcą przejrzeć na oczy.
Mimo wszystko może Śnienie lub Wróżka znali drogę do Księżycowej Sadzawki i byliby chętni zaprowadzić do niej szylkretkę? W końcu skoro żyli teraz w Owocowym Lesie, to nie obowiązywał ich żaden kodeks, o którym wspominała kremowa kotka na zgromadzeniu. Zawsze warto spróbować, choć Smok już teraz zakładała, że ta dwójka będzie równie sztywna co uczennica medyczki z Klanu Klifu. Wydawali się tacy poważni — na pewno nie będą gotowi, by zrozumieć wizję młodszej kotki, która tylko chciała dostać to, co jej się należy.
Choć nie miała zbyt wysokich oczekiwań, i tak postanowiła spróbować. Od razu skierowała się w stronę lecznicy, wiedząc dobrze, że najpewniej to właśnie tam przesiadywała dwójka kotów. Wróżka wciąż jeszcze nie doszła do siebie, a Śnienie nie odstępował jej na krok. Smok zastanawiała się, co ich łączyło. Czyżby byli w sobie zakochani? W końcu, dlaczego czarnofutry tak dużo czasu spędzał z nowo przybyłą? Gdyby byli zwykłymi znajomymi, czy nawet przyjaciółmi, Śnienie najpewniej bardziej skupiałby się na swoich obowiązkach niż na spotkaniach z Wróżką.
Pokręciła łbem, wchodząc do legowiska medyków. Zignorowała Modrogończyka, który stał nieopodal niej i przyglądał się jej w zdumieniu, i podeszła do Śnienia i Wróżki. Jej wzrok od razu spoczął na starszym kocurze, gdyż to z nim miała już okazję zamienić kilka słów i lepiej go znała.
— Hej, Śnienie! Słyszałam o czymś takim jak Księżycowa Sadzawka — zaczęła, uśmiechając się słodko i niewinnie. — Opowiesz mi o tym miejscu? A może nawet wiesz, gdzie ono leży i… mógłbyś mnie tam zaplowadzić? Albo może chociaż ona wie? — zapytała, podnosząc łapę i wskazując palcem na albinoskę.

<Śnienie?>

Od Migoczącej Łapy DO Dymówkowej Łapy

Gniewnie machając ogonem, wszedł do obozu, tuż za swoim mentorem. Wzrok miał wbity w ziemię, a swoją postawą zdecydowanie nie zachęcał do kontaktów. Wiele kotów na jego widok mogłoby pomyśleć, że kocur rzuci im się do gardeł, jeśli się do niego zbliżą. I taka też była prawda, gdyby tylko Migot umiał rzucić się komuś do gardła.
Był po kolejnym treningu z walki, kolejnym, który mu nie poszedł. Nie wiedział nawet dlaczego! Z jakiegoś powodu nie potrafił odpowiednio atakować. Każda próba kończyła się porażką i "reprymendą" Lśniącej Gwiazdy. Lider po każdej jego pomyłce wyglądał na coraz bardziej rozczarowanego. Chociaż cierpliwie pomagał swojemu uczniowi, wymagania z każdym dniem rosły, co pozostawiało Migoczącą Łapę w coraz większym stresie na każdym treningu. Jednak kocur nie chciał pokazywać tego w obozie. Nie chciał być słaby, nie wśród pobratymców. Dlatego po każdym stresującym treningu chował się w legowisku, wyzywając przy tym każdego (nie licząc Firmamentowej Łapy), kto chciał przerwać mu odpoczynek. W praktyce zachowywał się dokładnie tak jak na co dzień, ale dwa razy gorzej.
Wszedł do legowiska uczniów i usiadł na swoim posłaniu. Jego zachowanie szybko zostało zauważone przez kilku uczniów, w tym przez jego brata, który to bez słowa usiadł obok niebieskiego.
– Ciężki trening? – zapytał Firmament.
– Taki, który zrobi ze mnie prawdziwego wojownika. Musi być ciężki, inaczej będę za słaby – odparł cicho Migot i spojrzał na Firmamentową Łapę. Choć nie chciał tego przyznać, to on był najbliższą osobą w jego życiu i rodzinie. Był wdzięczny, że brat dalej był u jego boku.
– Skoro tak twierdzisz – mruknął Firmament.
– No co? Nie mogę być przecież słaby. Inaczej skończę jak protektor! – powiedział rozżalony Migot.
– Zawsze możesz skończyć gorzej – stwierdził czekoladowy.
– Czyli? Przecież protektorzy są najbardziej bezużyteczni w całym klanie! Co to w ogóle robi? – zapytał z nutą ironii w głosie. Wtedy jego wzrok padł na nową uczennicę, Dymówkową Łapę, która to siedziała wraz ze swoją siostrą. – Wiesz co... Zaraz się dowiemy, co to w ogóle robi – powiedział Migot, doskonale wiedząc, że Dymówka jest uczennicą protektorki. Może rozmowa z taką przybłędą jakoś poprawi mu humor? – Ej ty! – krzyknął w stronę młodszej uczennicy, która nieco wystraszona spojrzała w jego stronę. Po chwili ruchem ogona przywołał ją do siebie.
– Coś się stało? – zapytała, przyglądając się dwójce starszych uczniów.
– Powiedz... Co tak właściwie robi protektor? Bo brzmi to jak kolejny bezużyteczny pionek w klanie, który to ucieka od prawdziwej walki i obowiązków – powiedział z rozbawieniem Migot.

<Nowa uczennico?>
[395 słów]

Od Ciski (Cisowej Łapy)

A więc stało się. Została uczennicą wojownika. Cis co prawda nie spodziewała się, że jej mentorką zostanie jej własna matka, ale stało się, a i nie było to jakieś okropnie złe. W ogólnym rozrachunku wychodziła nawet lepiej, bo w razie niepowodzenia zobaczy je jej matka, która i tak widziała inne tajne sytuacje, i kolejny obcy kot nie będzie jej obserwował
— Dziś spróbujemy wspinaczki na drzewa — oznajmiła psotny nietoperz. Cisowa łapa kiwnęła głową posłusznie. Coś się zmartwiła, ża zleci na łeb, ale spróbowała to zignorować. Obydwie kotki zaczęły się rozglądać w poszukiwaniu dobrego drzewa.
— Może to? — zapytała kotkę mentorka, wskazując na wysoki jesion. Uczennicą spojrzała z powątpiewaniem na drzewo. Wyglądało na wysokie. A co jak zleci na głowę? Wróciły do niej obawy.
— Chyba może być...? — bąknęła.
— Świetnie. — Uśmiechnęła się Psotny Nietoperz. — Podejdź do drzewa — miauknęła. Cisowa łapa posłusznie podeszła. — Postaw łapę o tu. — Jej matka podeszła, złapała jej łapę i umiejscowiła we wgłębieniu w korze. — A tam postaw drugą — zachęcała, wskazują upatrzone miejsce. Jej córka niepewnie postawiła tam kończynę. — I teraz po prostu się podciągnij, stawiając łapy coraz wyżej! — miauknęła jej mentorka. Cis zawahała się na chwilę, ale posłusznie weszła. Zdziwiło ją, jak naturalnie jej to przyszło. Z nowo nabytą pewnością podciągnęła się wyżej. I jeszcze wyżej. Była już na wysokości siedmiu ogonów. Spojrzała w dół i aż się przeraziła. Jak ona teraz zejdzie?
— Świetnie, teraz zacznij schodzić po gałęziach. Wejdź na najbliższą, I zeskocz z niej na niższą! — zachęcała ją mentorka.
— Nie dam rady! - pisnęła przerażona uczennicą, zanim zdążyła ugryźć się w język.
— Dasz radę to proste! No dalej! — miauknęła Psotny Nietoperz. Cis zacisnęła zęby i skoczyła. Gałąź zatrzęsła się pod jej ciężarem, czego kotka się nie spodziewała, I wychyliła się przez utratę równowagi niebezpiecznie w bok. Wbiła pazury w korę i zamknęła oczy. Po chwili kołysanie ustało, a uczennica dalej z niej nie spadła. Odważyła się uchylić powieki. Żyła. Nie spadła. Ale doświadczenie było straszne. Przełknęła ślinę, orientując się, że od ziemi dzielą ją jeszcze dwa takie skoki. Wykonała pierwszy, od razu kurczowo wbijając pazury przy ładowaniu. Z ostatniej gałęzi skakała już z większą pewnością siebie.
— Wiedziałam, że ci się uda! — miauknęła psotny nietoperz z dumą. Cis uniosła głowę. Mama była z niej dumna! Była dobrą córką! Na jej pysk wypełzł drobny uśmiech. — Chodź, pójdziemy już do obozu, będziesz mogła pochwalić się Dymówkowej Łapie! — Matka Cisowej łapy ruszyła do obozu. Jej córka skoczyła za nią po chwili i razem wróciły do obozu.

403 słowa
[Wspinaczka na drzewa]

[8%]

Od Migoczącej Łapy CD. Ćmiej Łapy

Od razu odwrócił głowę w stronę Ćmiej Łapy. Było widać, że jest w szczerym szoku, że kotka w ogóle posunęła się do czegoś takiego. W końcu jak ona śmiała? Ten chwast w klanie nie mógł tak bezkarnie go wykorzystywać! I to jeszcze dla swoich własnych korzyści. Nigdy w życiu nie zgodziłby się na pomoc komuś... Takiemu. W wyciąganiu kleszczy! To było jedno z najgorszych zadań, których on nie chciał się tykać. Jeszcze ta brudna maź zostałaby mu na łapach. I co wtedy? O albo – co gorsza – na ogonie. Klanie Gwiazdy... Doczyszczenie tego zajęłoby wieki! Nie mógł się zgodzić na taki los. Nie chciał. Najchętniej po prostu wyśmiałby uczennicę medyczki. Ale nie mógł, ponieważ dalej szedł krok w krok za swoim mentorem, który na pewno słyszał wypowiedź młodszej uczennicy. Migocząca Łapa wiedział, że Lśniąca Gwiazda nie poparłby jego zachowania. Gdyby lider usłyszał, co jego syn naprawdę myśli, najpewniej byłby rozczarowany, a Migot znów musiałby mierzyć się ze srogim spojrzeniem rodzica. To zdecydowanie było gorsze niż brudny ogon.
W końcu Migocząca Łapa wysilił się na uśmiech, chociaż wewnętrznie chciał rozszarpać Ćmę.
– Oczywiście, że ci pomogę – wycedził przez zęby, wbijając w "koleżankę" wściekłe spojrzenie. Przeklęty chwast. Niebieski był pewny, że kotka wiedziała, co robi. Wydawała się mądrzejsza niż reszta uczniów, na nieszczęście Migotu.
 
***
 
Czekał z obrzydzeniem wymalowanym na pysku, aż ten głupi chwast wyjdzie z lecznicy. Nie miał zamiaru zapuszczać się do środka. Już wystarczyło mu, że kotka bezczelnie zmusiła go do pracy. Prychnął coś cicho. Jak on jej nie lubił!
Ćmia Łapa w końcu wyszła z legowiska, niosąc ze sobą strasznie cuchnącą, żółto-zieloną ciecz. Migot aż skrzywił się na ten zapach.
– Czemu to tak śmierdzi? – zapytał obrzydzony, odsuwając się o krok od uczennicy.
– Ponieważ to mysia żółć – odparła, jakby to miało wyjaśnić wszystko. Jednak w rzeczywistości nie wyjaśniało niczego. Mimo to Migot nie miał zamiaru odezwać się na ten temat. Chciał jak najszybciej skończyć i zmyć z siebie ten ohydny zapach, który, na jego nieszczęście, pewnie będzie się za nim unosił jeszcze kilka dni.
– Umiesz wyciągać kleszcze? – zapytała jeszcze Ćma. Niebieski na chwilę zamilkł. Oczywiście, że nie umiał, ale nie mógł się do tego przyznać. Jeszcze wyszedłby na głupszego od niej.
– Oczywiście, że umiem. Co się pytasz? – mruknął i bez kolejnego słowa ruszył do starszyzny, a Ćmia Łapa za nim.
Gdy weszli do środka powitały ich znajome pyski. Chwilę później, bez zbędnego przedłużania, Ćma wręczyła Migotowi jego porcję mysiej żółci i sama zajęła się Rozświetloną Skórą. Kocur przez chwilę stał w miejscu, ze swoją porcją lekarstwa i przyglądał się uczennicy. Chciał niezauważalnie zobaczyć, jak ona to robi.
– Migocząca Łapo? – z zamyślenia wyrwał go głos Wilczej Zamieci.
– Tak, tak. Już idę – oznajmił cicho i podszedł do starszej. Ostrożnie zaczął przeglądać jej futro, w poszukiwaniu jakichkolwiek kleszczy. W końcu zobaczył jednego. Mały pasożyt był wbity w bok starszej, jak gdyby nigdy nic, nie zdając sobie sprawy z tego, że zaraz nadejdzie jego koniec. Migot przyglądał się kleszczowi przez chwilę. Co miał teraz zrobić? Musiał użyć jakoś tej mazi, ale jak? Przełknął głośniej ślinę i złapał oddech. Nie chciał wdychać tego okropieństwa. Powoli chwycił mech nasączony lekarstwem i zaczął przykładać go do kleszcza. Trzymał tak chwilę. Nie wiedział ile dokładnie ma czekać.
Czuł jak w płucach kończy mu się powietrze. Musiał złapać oddech. Jednak gdy w końcu to zrobił, pożałował swojej decyzji. Czując odór mysiej żółci od razu upuścił mech i szybko odskoczył do tyłu. Wszyscy obecni w legowisku starszyzny spojrzeli w jego stronę.
– Nie ma mowy, nie dotknę więcej tego okropieństwa!

<Chwaście?>
[578 słów]

Od Zamroczonej Łapy CD. Cętkowanego Tęgosza

Zamroczona Łapa wykonała jeszcze raz zadanie, co przyszło jej z jeszcze większą łatwością niż wcześniej. Na szczęście Cętkowany Tęgosz uznał, że tym razem wspinaczka poszła jej nieźle, więc zakończyli trening, ale czekoladowa kotka widziała, że kuzyn wyglądał, tak jakby wciąż coś mu nie pasowało. W każdym razie nie powiedział tego na głos.
Albo być może się po prostu pomyliłam, przecież nie jestem mistrzynią w czytaniu emocji – pomyślała.
Słońce zachodziło, a ciemność rozprzestrzeniała się w miarę upływu czasu. Zamroczona Łapa zaczęła zastanawiać się nad ucieczką Wilgowej Goryczy i Cykoriowego Cykoru z klanu. Czy kuzyn mógł coś o tym wiedzieć? Postanowiła go o to zapytać.
Cętkowany Tęgosz odwrócił się i oschle mruknął coś na pożegnanie.
— Poczekaj! — zatrzymała go Zamroczona Łapa i usiadła. — Cętkowany Tęgoszu, słyszałam, że Wilgowa Gorycz i Cykoriowy Cykor uciekli z klanu, ale większości kotów to w ogóle nie zasmuciło. Czy wiesz... wiesz dlaczego?
Uznała, iż powinien znać odpowiedź, skoro jest wojownikiem, ponieważ wojownicy są zwykle świetnie zapoznani z wieloma klanowymi wydarzeniami, jak i stosunkami.
— Myślę, że tak, choć nie znam wszystkich szczegółów. To chyba dlatego, że oboje nie lubią walczyć, a w bezpośrednich konfrontacjach jest to największa możliwa słabość. I ze względu na ich wiarę, co też jest bardzo ważne. Ujmując jednym słowem, byli słabi. — Zamroczona Łapa nie potrafiła zrozumieć, czemu odmienne wierzenia miałaby być powodem do natychmiastowego skreślania dwójki kotów.
— Ale wiara nie jest aż tak istotna, prawda? — zapytała.
—Oczywiście, że jest, kuzynko! — zaprotestował Cętkowany Tęgosz. — Nie mam nic przeciwko tolerowaniu braku wierzenia w Mroczną Puszczę, jednak nie można tego szanować. Tak naprawdę, to... — Po chwili zamilkł. Zamroczona Łapa czekała długo, zanim dokończył:
— Kiedyś zrozumiesz.
Na te dwa słowa pręgowana kotka westchnęła z frustracją. Teraz wiedziała, dlaczego Wilgowa Gorycz i Cykoriowy Cykor nie cieszyli się w klanie przychylną opinią.
Po chwili zapytała, co następnego dnia będą trenować.
— Pokażę ci sposoby polowania — odparł jej kuzyn, uśmiechając się ciepło.

***

— Cześć! – przywitała kuzyna Zamroczona Łapa, spotykając go przy stercie zdobyczy.
— Nareszcie się obudziłaś. — Cętkowany Tęgosz uniósł głowę lekko wyżej.
— Kiedy pójdziemy na polowanie? — zapytała koteczka, wysuwając i chowając na zmianę pazury od zniecierpliwienia.
Kuzyn pokiwał głową i wymamrotał:
— Zalotna Gwiazda już wyznaczyła patrole i ponieważ ją poprosiłem, przydzieliła mnie, i ciebie też, do patrolu porannego.
Mam nadzieję, że dobrze mi pójdzie — pomyślała.
— Zaraz wyruszamy, więc pośpiesz się, jeśli nie chcesz sprzątać posłań jako karę za spóźnienie się — zażartował po chwili kocur.
Uczennica spojrzała na niego z niedowierzaniem; z całą pewnością nie miała ochoty na czyszczenie posłań, niezależnie od tego, czy wojowników, czy starszyzny.
Wzięła głęboki oddech i szybko pokonując drogę, udała się przed siebie.
Gdy byli już na patrolu, w którym brali udział również Ośnieżony Kryształ, Nocny Śpiewak i Tygrysia Noc, Zamroczona Łapa ze spokojem obserwowała las. Gdy maszerowali między drzewami, czekała niecierpliwie, aż upoluje swoją pierwszą zdobycz, wtedy zwrócił się do niej Cętkowany Tęgosz.
— Spróbuj wyczuć zwierzynę.
Zawęszyła i w końcu wyłapała, przedzierający się przez pozostałe wonie, zapach jakiegoś zwierzęcia.
— Czuję — miauknęła, starając się nie zgubić zapachu.
— Dobrze — burknął kocur i odnalazł w powietrzu ten sam zapach, po czym powiedział, że to najprawdopodobniej ptak.
Zamroczona Łapa, według cichych instrukcji kuzyna, zakradła się do krzaków, w których odpoczywał ptak. Zniżyła łapy, po czym postarała się nagromadzić jak najwięcej siły. Skoczyła w stronę ptaka, ale niestety boleśnie wylądowała, przez co rozproszyła się jej uwaga, a zwierzątku jedynie drasnęła skrzydło.
Przestraszony ptak poderwał się w górę i odleciał niezgrabnie odrobinę dalej, do miejsca, które oddzielała od czekoladowej kotki przepaść. Była na tyle wąska, że dorosły kot by w nią nie wpadł, za to uczeń w jej wieku już tak.
Z rezygnacją cofnęła się, na co Cętkowany Tęgosz poruszył ogonem.
— Przejdź nad urwiskiem. Żeby go złapać — nakazał. — Nic ci się nie stanie, tylko nie przeskakuj, bo dzięki temu wylądujesz pod bezpieczniejszym kątem.
Czy mógłby przestać być taki ostry? — pomyślała.
Zamroczona Łapa przełknęła ślinę.
— Ale...
Nagle zamknęła pyszczek, nie zamierzała stchórzyć. Rozciągając mocno łapy, sprawnie przełożyła je na drugą stronę.
Tam chwyciła ptaka, który już gwałtownie odlatywał, a następnie go zagryzła.
Gdy Zamroczona Łapa z dumą dogoniła Cętkowanego Tęgosza, z powrotem przyłączyli się do patrolu.
Nocny Śpiewak pochwalił jej zdobycz, a potem upolowała mysz oraz niestety przepuściła dosyć wolno biegającą wiewiórkę, na co Cętkowany Tęgosz natychmiast na nią nakrzyczał.
Później, po powrocie do obozu kuzyn podszedł do niej jeszcze i powiedział poważnie:
— Musisz wiedzieć, że czyjś wiek lub ranga nie ma ogromnego znaczenia, ważniejsze są jego teraźniejsze czyny. Na przykład osobiście przeżyłbym większą stratę, jakbyś zaginęła ty lub jeden z twoich braci niż po ucieczce, załóżmy, Garbatej Łapy. Nie dlatego, że jesteśmy w jednej rodzinie, tylko dlatego, że macie większy potencjał od Garbatej Łapy. Mimo że jest starszy i teoretycznie ważniejszy rangowo, wcale tak nie jest.
— Rozumiem — przytaknęła Zamroczona Łapa, po czym usłyszała głos kuzyna.
— Idź coś zrób, obiecuję, że jeszcze zabiorę cię na trening. — Posłuchała i wstała, zastanawiając się nad wydarzeniami dzisiejszego poranka. Bardzo cieszyła się z udanego polowania, a już zwłaszcza z tego, że udało jej się polować w ryzykowny sposób, bo przechodzenie nad urwiskiem było bardzo niebezpiecznym czynem. Dobrze, że nie spadła!
Naprawdę fajne to życie ucznia — pomyślała.
Poza tym zrozumiała, że dowiedziała się czegoś ważnego, tak samo, jak wczoraj. Wierzyła, że dzięki cennym radom mentora zostanie kiedyś jeszcze wspanialszą wojowniczką, aczkolwiek chciała brać sobie do serca tylko wybrane z nich.
Nie pozostało jej nic innego, jak iść znaleźć sobie ciekawe zajęcie, zatem poszła się porozglądać. Na kilka sekund zatrzymała się. Spojrzała w dal, nadstawiając uszy.

<Cętkowany Tęgoszu?>

[894 słowa]

[18%]

04 września 2026

Od Modrogończyka

Akcja ma miejsce jakiś czas po rozmowie ze Smok na temat istnienia Wszechmatki, teraźniejszość

Brązowy kocur z nadąsaną miną przyglądał się Wróżce, która była pogrążona w rozmowie ze Śnieniem na temat społeczności, w których dotychczas żyli, jak i zasad, które w nich funkcjonowały. Niby nic nie miał do Klanu Gwiazdy, w który biała kocica i czarny kocur wierzyli, jednak jakoś zabolało go, to gdy Smok podczas ich ostatniej rozmowy zwątpiła w istnienie Wszechmatki i obraziła na dobrą sprawę całą społeczność Owocowego Lasu, która oddawała cześć bezcielesnemu bytowi. Na samo wspomnienie, jak został wyśmiany przez kocicę, gdy wspominał o tym, że Wszechmatka do niego i jego matki przemawiała podczas snów, poczuł, jak pieką go policzki. Zawiódł się tak bardzo na Smok, że o mało co w przypływie złości nie powiedział jej dosadnie, gryząc się ostatecznie w język. Nie potrafił i nie chciał zniżać się do jej poziomu. Dlatego jedynie w myślach nazwał ją głupią kotką, jak i durnym kociakiem.
– Co jej nagadaliście... – burknął, podnosząc się z podłoża, zwracając uwagę pacjentki i wojownika. Po minach kotów zrozumiał, że nie mieli pojęcia, o czym mówił i kogo miał na myśli. – Smok. Chodzi mi o Smok. Ostatnio, jak z nią rozmawiałem, powiedziała... ekhm "tylko dulnie wierzą w jakąś Wszechsratkę" – mruknął przedrzeźniająco, starając się odegrać szylkretkę najlepiej, jak potrafił. – Musieliście jej coś nagadać. Ty albo ty... – Łypnął na wojownika, któremu co prawda zawdzięczał życie, za co był mu dozgonnie wdzięczny, ale nie mógł pozwolić na to, aby na terenach, nad którymi Wszechmatka sprawowała pieczę, obrażano ją czy jej umniejszano. – Ty. Może i jesteś żywym dowodem na istnienie Klanu Gwiazdy, ale pamiętaj, że jeśli ten Klan Gwiazdy wysłał cię na nasze tereny z misją, aby nas nawrócić oraz obrażać Wszechmatkę, to możesz już teraz zabrać garstkę ziół i jedną piszczkę na drogę powrotną do Klanu Burzy.
Słowa Modrogończyka spowodowały zmieszanie na pyskach kotów, w szczególności białej kocicy. Czarny kocur natomiast zmarszczył brwi, gotów zgasić młodego szamana, jednak jego towarzyszka, zdając sobie sprawę z gęstej atmosfery, zdecydowała się przejąć inicjatywę. Delikatnie położyła swoją łapę na czarnej łapie kocura, wpatrując się w niego łagodnie tymi swoimi dużymi fioletowymi oczami.
– Przykro mi, Modrogończyku, że twoja koleżanka, Smok, wyśmiała twoją wiarę – zwróciła się tym razem do młodego szamana. – Niestety nie miałam okazji z nią rozmawiać na temat Klanu Gwiazdy, jednak gdybym to zrobiła, zapewniam cię, że nie zachęciłabym jej do wyśmiewania waszych wierzeń. Mimo że sama zamierzam pozostać wierna swoim wierzeniom, z zainteresowaniem słuchałam od twojej matki czy Mistral informacji na temat Wszechmatki. I śmiem twierdzić, że jedynie co nas różni to nazwy bytów, które czcimy oraz kilka małych różnic ogólnie zasad, jak chociażby to, że u was uzdrowiciele mogą posiadać partnera oraz kocięta.
– No i ten wasz Klan Gwiazdy podobno liderom daje dziewięć żywotów, a Wszechmatka tego nie robi... i myślę, że jest pod tym względem lepsza, niż Klan Gwiazdy! No bo... czy chcielibyście umierać i odradzać się dziewięć razy? To jest durne! Jeśli ktoś ma coś zrobić, to zrobi to podczas swojego jedynego życia. Nie potrzebuję kolejnych i kolejnych szans, aby dokonać niestworzonych rzeczy! I Wszechmatka wcale nie jest gorsza, ona również przemawia do swoich wyznawców w snach czy poprzez znaki w przyrodzie. Tylko trzeba umieć słuchać i patrzeć... ale nie każdy to potrafi – mruknął pod nosem, tak jakby adresował tę wypowiedź do Smok, która najpewniej teraz była na patrolu.
Rozmowa, która wydawać by się mogło, miała eskalować w kłótnie, zamieniła się w bardzo interesująca rozmowę trójki kotów na temat odmiennych kultur, wierzeń i tym podobnych. W końcu nawet został poruszony temat Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd będącego przeciwieństwem Klanu Gwiazdy. Modrogończyk dowiedział się wielu ciekawych rzeczy i mimo nieprzychylnego odbierania Klanu Gwiazdy, potrafił na nich spojrzeć jeszcze bardziej przychylnie. Chociaż jego opinia dotycząca zasady uniemożliwiającej medykom posiadania czy to partnera, czy potomstwa była totalnie z czapy. I mimo tej przychylności na sojusznicze wierzenie, nie mógł pozwolić, aby ktoś, kto nie miłował Wszechmatki, obrażał ją.
– Wiesz co, Modrogończyku... może jeśli zaproponujesz swojej koleżance udanie się na te wasze spotkania, którymi przewodzi szamanka, sprawisz, że zmieni nastawienie względem Wszechmatki? I na pewno przeprosi za słowa, którymi cię zraniła...
– Przeprosi... już to widzę. Prędzej połknie swój własny ogon, niż przeprosi mnie za to, że mnie obraziła. Mnie, moją mamę, siostrę i pozostałych członków czczących Wszechmatkę. W sumie... spróbuję ją zaprosić na to spotkanie... to nie jest taki zły pomysł, a nuż się zgodzi i poszerzy się jej punkt widzenia!
Po skończonej rozmowie z kotami czczącymi Klan Gwiazdy Modrogończyk zajął się dwójką pacjentów – Rohan, matką Smok, która miała popękane poduszki oraz Łysiczką, która miała zraniony ogonek. Rohan nie towarzyszył żaden kot, (może to i lepiej, bo gdyby towarzyszyła jej Smok, na pewno Modrogończyk nadal miałby popsuty humor), natomiast u boku młodszej pacjentki znajdowała się Drobinka oraz Borowik. Podbiał pospolity skutecznie złagodził ból łap, jak i swędzenie ran, które zrobiły łapy zwiadowczyni, natomiast na ogon młodej terminatorki wystarczyło zrobienie okładu z nawłoci oraz liścia szczawiu, którym został ów ogon owinięty. Zarówno starsza kocica, jak i młodsza dostała reprymendę od uzdrowiciela i pomocnika szamana, aby uważały na siebie. Oprócz tego pochwalił je za szybką reakcję, przy czym dodatkowo pochwalił mamę Łysiczki oraz jej mentora, że byli czujni i nie zwlekali z udaniem się do lecznicy.
A po skończonej pracy, mimo wahania, kocur zdecydował się zaprosić Smok-ignorantkę na jedno ze spotkań, którymi przewodziła Purchawka.

Wyleczeni: Łysiczka - zranienie ogona 🐎, Rohan - popękane poduszki 🐎

🍃🌱🌿

03 września 2026

Bagno urodziła!

 Bagno, dawniej znana jako Liliowa Pieśń, urodziła trójkę zdrowych córek!

Alka

Kokoszka

Mandarynka