Głowa miękko zatapiała mu się na łapach, podczas gdy uszy chłonęły lekką, senną melodię którą śpiewała Wróżka. Kotka już jakiś czas przeczesywała pazurami futro na jego ogonie a on nie miał zamiaru jej przeszkadzać. Lubił takie chwile, spokojne, bez wrzasków, informacji o śmierci, zdradach, bez stresu. Po prostu krótka chwila podczas której mógł zapomnieć o otaczającym go świecie i odpłynąć w krainę gdzie w jego głowie nie istniała żadna męcząca myśl. Przynajmniej przez chwilę. Aż jego umysł nie powrócił do chwil frustracji z jaką miał styczność jeszcze nie tak dawno w żłobku. Wygadał się już dawno Wróżce, Lotosowi i Śniakowi, potem się uspokoił a po ,,przespaniu się" z własną głową doszedł do wniosku, że jednak powie Kminkowemu Szumowi o tym, że poziom empatii i wyczucia jednego z jego dzieci jest na poziomie organizmu jednokomórkowego (no, może nie koniecznie w tych słowach). Niestety nieco się przeliczył, zapominając, że patrzył na starszego przez nieco inny pryzmat, gdy był kocięciem. Teraz natomiast był on jakiś... nieprzyjemny. Nie, żeby powstrzymało to ucznia.
,,Bardzo cię przepraszam, Księżycowa Łapo. Wiesz, jakie bywają kociaki, nie? Nie bierz tego do siebie, pogadam z nim".
To powiedział. Powiedział, a jednak srebrny wyczuł w jego głosie coś, co łatwo można by było rozszyfrować jako ,,przesadza". Może za bardzo brał wszystko do siebie? Nie powinien odbierać każdej zmiany w tonie jako atak, a mimo to nie mógł powstrzymać swojego toku myśli, które się coraz bardziej zbierały i zbierały, aż zabrakło miejsca.
– Nawet Śniak nie był tak nietaktowny – wymamrotał, fukając z niezadowolenia.
– Nadal o tym myślisz? – zdziwiła się Wróżka, przerywając swoją melodię.
– A mam zapomnieć? – fuknął zrzędliwie, unosząc energicznie głowę – Kto by zapomniał? ,,Chcesz mi dokopać?" – przedrzeźnił, podkolorowanym głosem – Tak, wiesz, jak się tak teraz nad tym zastanawiam, to w sumie chcę. Żeby ci ogon drugą stroną wyszedł.
– Księżyc...
– No co!
– To tylko kociak. Nie mówię, że zasługuje na pochwałę, ale nie możesz brać tego tak bardzo do siebie, zmarszczysz sobie z nerwów pysk i tak ci zostanie – jej łapy dotknęły mu czoła, przeczesały futro i zaciągnęły je na boki, układając wedle wizji ich właścicielki, kończąc na podpieraniu mu policzków, jak to zwykle miała w zwyczaju. Trochę się za tym stęsknił, niemniej przez ten czas siedzenia w norze zdążył też nieco się uspokoić w jej towarzystwie i patrzeć na ich relację w sposób, przez który nie umierał za każdym razem gdy o niej myślał.
– Szczególnie dzisiaj musisz się postarać ładnie wyglądać, więc nie ma marszczenia!
– Mmh – jęknął sceptycznie, krzywiąc lekko pysk i pozwalając, by policzki bardziej zatonęły w jej łapach, zanim ta wzięła jedną kończynę i pacnęła go w czoło jako reprymendę. ,,Nie ma marszczenia!".
Dzisiejszy dzień rzeczywiście był przeznaczony na to, by wyglądać ładniej niż zazwyczaj, chociaż miał nadzieję, że przeżyje go w towarzystwie pełnej rodziny. Chociaż najpierw - nie spodziewał się, że w ogóle go dożyje. Zakładał, że umrze gdzieś pod koniec swojego szkoleniowego życia a dorosłość to jakieś odległe słowo które go nigdy nie dosięgnie. A mimo to - ukończył szkolenie. Nie było szczególnie trudno, nie było też bardzo łatwo, dodatkowo zmarnował wiele księżyców na zdychanie w norze i wciąż nie było mu lżej na sercu, gdyż zaraz po śmierci mamy musiał radzić sobie z informacją o odejściu Kołysanka, ale pokładał w mianowaniu jakąś nadzieję. Reset swojego życia? Nie, żeby się szczególnie cieszył ani ekscytował, a bardziej stresował i martwił, żeby się nie wygłupić podczas ceremonii. Nie nienawidził swojej roli, ale też się nią nie fascynował jak kiedyś. Po prostu - była, a on miał za zadanie wykonać swoją powinność jako kronikarz. Tyle i aż tyle. Plusy były takie, że nie był sam. Był jeszcze Lotosowy Pąk i to na nim srebrny opierał swoje nadzieje, chcąc (świadomie czy nie) zepchnąć na albinosa większość odpowiedzialności. W końcu był specjalny, prawda? Gwiezdne dziecię zesłane przez gwiazdy by nimi pokierować... chociaż sam już nie wiedział, czy w to wierzy, czy po prostu tak widział pawią trójcę dla wygody. Wciąż jednak był bardziej specjalny od osieroconego ślepego inwalidy.
– O, poczekaj, jeszcze chwila – Wyrwany został z myśli. Ciepłe łapy zniknęły, jednak nie na długo, już po chwili pojawiając się znowu. – Nie ruszaj się...
Coś lekko wilgnego poczuł w momencie, gdy kotka przejechała końcówką łapy przy jednym oku Księżyca, by zaraz zabrać się za drugie.
,,Znajome uczucie..."
– Co ty robisz...? – wymamrotał niepewnie, schylając lekko głowę i starając się nie ruszać, podczas, gdy jedna z łap kotki przytrzymywała mu pysk, ograniczając nieco wolność jego mowy mowy.
– Nie kręć się – odmruczała jedynie w skupieniu. – Iiii proszę, skończone! – został uwolniony – Teraz wyglądasz jak niebieska, księżycowa księżniczka.
,,Bardzo cię przepraszam, Księżycowa Łapo. Wiesz, jakie bywają kociaki, nie? Nie bierz tego do siebie, pogadam z nim".
To powiedział. Powiedział, a jednak srebrny wyczuł w jego głosie coś, co łatwo można by było rozszyfrować jako ,,przesadza". Może za bardzo brał wszystko do siebie? Nie powinien odbierać każdej zmiany w tonie jako atak, a mimo to nie mógł powstrzymać swojego toku myśli, które się coraz bardziej zbierały i zbierały, aż zabrakło miejsca.
– Nawet Śniak nie był tak nietaktowny – wymamrotał, fukając z niezadowolenia.
– Nadal o tym myślisz? – zdziwiła się Wróżka, przerywając swoją melodię.
– A mam zapomnieć? – fuknął zrzędliwie, unosząc energicznie głowę – Kto by zapomniał? ,,Chcesz mi dokopać?" – przedrzeźnił, podkolorowanym głosem – Tak, wiesz, jak się tak teraz nad tym zastanawiam, to w sumie chcę. Żeby ci ogon drugą stroną wyszedł.
– Księżyc...
– No co!
– To tylko kociak. Nie mówię, że zasługuje na pochwałę, ale nie możesz brać tego tak bardzo do siebie, zmarszczysz sobie z nerwów pysk i tak ci zostanie – jej łapy dotknęły mu czoła, przeczesały futro i zaciągnęły je na boki, układając wedle wizji ich właścicielki, kończąc na podpieraniu mu policzków, jak to zwykle miała w zwyczaju. Trochę się za tym stęsknił, niemniej przez ten czas siedzenia w norze zdążył też nieco się uspokoić w jej towarzystwie i patrzeć na ich relację w sposób, przez który nie umierał za każdym razem gdy o niej myślał.
– Szczególnie dzisiaj musisz się postarać ładnie wyglądać, więc nie ma marszczenia!
– Mmh – jęknął sceptycznie, krzywiąc lekko pysk i pozwalając, by policzki bardziej zatonęły w jej łapach, zanim ta wzięła jedną kończynę i pacnęła go w czoło jako reprymendę. ,,Nie ma marszczenia!".
Dzisiejszy dzień rzeczywiście był przeznaczony na to, by wyglądać ładniej niż zazwyczaj, chociaż miał nadzieję, że przeżyje go w towarzystwie pełnej rodziny. Chociaż najpierw - nie spodziewał się, że w ogóle go dożyje. Zakładał, że umrze gdzieś pod koniec swojego szkoleniowego życia a dorosłość to jakieś odległe słowo które go nigdy nie dosięgnie. A mimo to - ukończył szkolenie. Nie było szczególnie trudno, nie było też bardzo łatwo, dodatkowo zmarnował wiele księżyców na zdychanie w norze i wciąż nie było mu lżej na sercu, gdyż zaraz po śmierci mamy musiał radzić sobie z informacją o odejściu Kołysanka, ale pokładał w mianowaniu jakąś nadzieję. Reset swojego życia? Nie, żeby się szczególnie cieszył ani ekscytował, a bardziej stresował i martwił, żeby się nie wygłupić podczas ceremonii. Nie nienawidził swojej roli, ale też się nią nie fascynował jak kiedyś. Po prostu - była, a on miał za zadanie wykonać swoją powinność jako kronikarz. Tyle i aż tyle. Plusy były takie, że nie był sam. Był jeszcze Lotosowy Pąk i to na nim srebrny opierał swoje nadzieje, chcąc (świadomie czy nie) zepchnąć na albinosa większość odpowiedzialności. W końcu był specjalny, prawda? Gwiezdne dziecię zesłane przez gwiazdy by nimi pokierować... chociaż sam już nie wiedział, czy w to wierzy, czy po prostu tak widział pawią trójcę dla wygody. Wciąż jednak był bardziej specjalny od osieroconego ślepego inwalidy.
– O, poczekaj, jeszcze chwila – Wyrwany został z myśli. Ciepłe łapy zniknęły, jednak nie na długo, już po chwili pojawiając się znowu. – Nie ruszaj się...
Coś lekko wilgnego poczuł w momencie, gdy kotka przejechała końcówką łapy przy jednym oku Księżyca, by zaraz zabrać się za drugie.
,,Znajome uczucie..."
– Co ty robisz...? – wymamrotał niepewnie, schylając lekko głowę i starając się nie ruszać, podczas, gdy jedna z łap kotki przytrzymywała mu pysk, ograniczając nieco wolność jego mowy mowy.
– Nie kręć się – odmruczała jedynie w skupieniu. – Iiii proszę, skończone! – został uwolniony – Teraz wyglądasz jak niebieska, księżycowa księżniczka.
┈◦☽⭒┈𝄪⚪𝄪┈⭒☾◦----
– Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu, szlaków gwiazd oraz historii klanów. Polecam go wam jako kolejnego kronikarza. Księżycowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię kronikarza. Księżycowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Księżycowy Odłamek. Klan Gwiazdy ceni twoją wrażliwość i kreatywność, oraz wita cię jako nowego kronikarza Klanu Burzy.
,,Powinniśmy zmienić pierwszą część przemowy, jest bez sensu".
To była pierwsza myśl, jaką zasiał w swojej głowie. Królik nie powinien powiedzieć czegoś w stylu ,,Czy przysięgasz chronić historii klanu i dzielić się wiedzą siejąc prawdę dla nowych pokoleń" czy inne poetyckie bzdety? Może powinien zaproponować? W końcu z propozycją imienia zadziałało, więc pewnie przemowę też fajnie by było zmienić. I pod kronikarza i pod przewodnika, tak swoją drogą.
Zaraz potem przysunięte zostało mu pod nos naczynie, w którym zanurzył łapę (przećwiczył to kilka razy, żeby nie trzeba było go cały czas prowadzić) by odcisnąć ją na pustym miejscu na ścianie, by ślad ten został na wieczność upamiętniony wśród innych, rdzawych odbić łap, upamiętniających tych, którzy odeszli. Jego łapa została delikatnie poprowadzona przez Wędrujące Niebo w odpowiednie miejsce, a gdy zabrał łapę od ściany i szepnięte mu zostało, że wszystko ładnie wygląda, rozległy się typowe wiwaty i wykrzykiwania nowego imienia, które były jak niepomijalna cutscenka ze śpiewania ,,sto lat". ,,Szkoda, że nie mogę ich zobaczyć... dowodów na istnienie przodków, które po sobie zostawili na tej ścianie."
– Gratulacje, Księżycowy Odłamku – Biały Strumień pojawił się obok, a Księżyc mógł poczuć delikatny dotyk białej kity, która dawała znać o obecności Białego. – Trochę ci zeszło... swoją drogą, co ty masz na sobie?
– Hm? A... to? Znaczy... nie wiem – przyznał z lekkim, niezręcznym uśmiechem – Wróżka mnie dopadła... a co, wygląda głupio? – spytał z lekką obawą, bawiąc się dłuższym kosmykiem futra przy szyi.
– Nietypowo. Wyglądasz jakb–...
– ...Jakby wszedł w ciebie kolorowy kurczak i postanowił, że zrobi sobie z ciebie gniazdo. – dokończył inny, zbyt znajomy głos Śniącej Łapy który pojawił się obok.
– Nikt cię nie pytał – westchnął zrezygnowany Księżyc w odpowiedzi, nieco zmartwiony. Może rzeczywiście dziwnie wyglądał, chociaż ufał ocenie Wróżki bardziej od oceny swojego brata, który mógłby powiedzieć, że wygląda jak gówno na patyku, nie ważne jak bardzo pięknie i bosko by nie wyglądał w rzeczywistości.
– Cóż, powtykała ci wybarwione niebieskie piórka, rzeczywiście wyglądasz trochę jak ptak, ale w pozytywnym znaczeniu.
– Oczywiście, że wyglądał ślicznie – Wełnista Mszyca przecisnęła się do nich w momencie, w którym tłum się rozszedł na strony, opierając o srebrny bok – Co prawda Wędrujące Niebo nie pozwolił nam jeszcze na śpiew podczas ceremonii, ale myślę, że następnym razem się uda.
Kocur spiął się mimowolnie, z czystą zgrozą malującą się na pysku. To by było o wiele za dużo. Już był wymalowany i ustrojony w piórka, z tego co usłyszał i zrozumiał z opisu innych, a chórek dopiero raczkował. Z resztą, jego mianowanie nie powinno być pierwszym, podczas którego powinni zaśpiewać. Czekał na okazję, żeby Zawodzące Echo mógł jako pierwszy być mianowany w towarzystwie głosów jaskini i gwiezdnych, a do tego jeszcze potrzebowali ćwiczeń i słów, które układał już w głowie.
– I tak chciałam powtykać mu w ogon pióra pawia, ale to by było chyba już za dużo...
– Zdecydowanie za dużo. – westchnął z całkowitą powagą Księżyc, szukając i wyciągając z szyi piórka. Nie wiedział nawet, czy nie byłoby to uznane jako jakiś zły znak czy coś, chociaż fajnie by było ustrajać na ceremoniach kronikarzy w pawie pióra, który w końcu był już jakby ich symbolem. Ale nawet jakby to wprowadzili, to nie chciał być pierwszym który to prowadzi. Zbyt wiele oczu by wtedy na nim spoczęło i jeśli ktoś miałby to zapoczątkować, to chyba najlepszym wyborem byłby Lotosowy Pąk, jednak na jego mianowanie było już za późno, a o ponownym nie było mowy.
,,Jestem zmęczony"
Zmiął mechanicznie wyciągnięte piórko, zatapiając umysł w rozmowie reszty. Był zmęczony samą wizją tego, że najpewniej przeżyć miał kolejne księżyce, które zdawały się ciągnąć i dłużyć przed nim jak czarna, zdradziecka droga, której końca nie mógł dostrzec. A mianowanie? Czy nie powinno przekonać go i utwierdzić w tym, że należy do wspaniałej społeczności która będzie go wspierać, jeśli zrobi to samo dla niej? Przygryzł wnętrze policzka, czując suchość w gardle. Nie czuł się przywiązany. Nie czuł, że pasuje. Nie czuł dumy z obejmowanego stanowiska i jeśli miał być szczery i jakkolwiek by to nie zabrzmiało dziwnie, to nie do końca też czuł się żywy.
[1491 słów]
dziękuję vezu za sprawdzanie moich pięknych %
wiedz, że pomimo VI poziomu, dam mu III