Dwa dni przed spotkaniem ze Skowronkiem
Dymówkowa Łapa wraz z Zanurzoną Łapą zebrały kilka ciekawych rzeczy, gdy ostatnio były na wspólnym spacerze. Rybitwa okazała się fajną koleżanką, przy której Dymówka nie musiała się obawiać, że ta ją wyśmieje. Porozmawiały na kilka tematów w tym zahaczyły o kwestię Migota. W odczuciu niebieskiej Zanurzona Łapa nie była z tych, co lubili tego kocura. Jeśli z kolei chodziło o samą przyszłą protektorkę, obawiała się wojownika. Wydawał jej się wredny, zepsuty do szpiku kości, a ponadto zadufany w sobie bardziej, niż Klan Gwiazdy, by na to pozwolił. Chociaż, czy nie pasowała tu raczej Mroczna Puszcza? Niezależnie od tego Migoczący był po prostu arogancki.
— Nie myśl o tym Dymówko, nie warto marnować na niego sił. Poza tym masz zadanie do wykonania — szepnęła bardzo cicho do siebie, odgarniając mech i biorąc trzy pióra plus łodygi. Położyła przedmioty przed sobą, a następnie zaczęła łapami ugniatać ogon w zamyśleniu. Przez chwilę im się po prostu przyglądała. Biel i ciemnobrunatny kolor połączony z zielenią pasował jej. Dobrze ze sobą kontrastowały, a do tego jasny kolor powinien być bardzo dobrze widoczny na ciemnym futrze przyjaciela. Właśnie z tą myślą szukała piór, a Zanurzona znajdując mewie pióra, bardzo jej pomogła. Będzie musiała jej potem podziękować po raz już kolejny. Miała tylko nadzieję, że podarek spodoba się kocurowi. Jeśli nie to chociaż, żeby Wilczak zaakceptował ozdobę. Przecież nie musiał jej wcale nosić. Wystarczyło, by miał przy sobie gdzieś tam w legowisku. Pokręciła łebkiem.
— Za dużo myślisz Dymówkowa Łapo, zdecydowanie za dużo — wymamrotała do siebie, a następnie zabrała się do pracy. Najpierw przygotowała pióra, układając je przed sobą.
— Mewie, skowronka i mewie — wymruczała cicho, zaplatając w źdźbło po kolei pióra. Już teraz prezentowały się bardzo ładnie. Końcówka ogona niebieskiej uczennicy drgnęła, by po chwili znów znieruchomieć. Odłożyła na bok przygotowaną część, a następnie zajęła się resztą. Wreszcie wszystkie części połączyła ze sobą. Bransoletka była gotowa.
— Brawo Dymówko — wymruczała cicho, przecierając czoło łapą. Chwilę później pochyliła się nad ozdobą i musnęła ją lekko nosem. Była gotowa na spotkanie.
Ranek w dzień spotkania z Wilczakiem
Niebieska uczennica została dzisiaj odesłana do Jagnięcego Ukłonu, by poduczyć się trochę z ziół. W końcu jako protektorka musiała się na nich znać, chociaż trochę.
— Więc tak macierzanka to mała i delikatna roślinka o szerokich listkach i rześkim smaku. Sposób użycia to przeżucie liści, a spotkać ją można w słonecznych miejscach. Łagodzi nerwowość, niepokój i szok… — kontynuowała ruda medyczka. Jednak Dymówkowa Łapa na moment się wyłączyła. Myślami już była przy spotkaniu ze Skowronkiem z Klanu Wilka. Mieli się niedługo spotkać. Poczuła nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Było to coś na wzór oczekiwania na spotkanie. Zastanawiała się, czy spodoba mu się bransoletka i, czy udało się ciemnemu też coś wymyślić. Nie wątpiła w to ani trochę.
— Dymówkowa Łapo? Wszystko w porządku? — odezwała się Jagnięcy Ukłon. Niebieska natychmiast potrząsnęła łebkiem.
— Tak, w porządku. Przepraszam Jagnięcy Ukłonie. Już się skupiam — miauknęła pośpiesznie, kuląc uszka.
— Nic się nie dzieje Dymówko — wymruczała kojąco starsza kocica.
— Możemy kontynuować, a może potrzebujesz odpoczynku? — dodała srebrna, na co córka Psotnego Nietoperza pokręciła lekko łebkiem.
— Nie, nie trzeba Jagnięcy Ukłonie. Dziękuję — odpowiedziała, bardziej zatapiając białe łapy w puszystym ogonie. Skupiła się na dalszych słowach medyczki.
— Jagnięcy Ukłonie? — rozległ się głos czarnej wojowniczki. Dymówka od razu rozpoznała głos i zapach owej kotki. Była to Jaśniejące Skrzydło, a jednocześnie jej mama – Psotny Nietoperz. Uczennica przeniosła wzrok na błękitne oczy matki, czując, jak jej zawstydzenie brakiem słuchania zniknęło. Rodzicielka zawsze potrafiła sprawić, że młodsza się uspokajała. W pewnym sensie obecność niebieskookiej działała niemal tak dobrze, jak macierzanka albo ziarnka maku.
— Wejdź Psotny Nietoperzu — miauknęła medyczka, podnosząc się na łapy. Dymówka zauważyła, z jakim trudem ruda się poruszała i zakuło ją w sercu. Wiedziała ile Jagienka miała księżyców, ale nie potrafiła pojąć, jak to było tyle żyć. Niemniej jej mama bardzo lubiła kobaltowooką i Dymówkowa Łapa też.
— Chyba ugryzł mnie szczur — wyznała czarna, przenosząc wzrok na córkę i kiwnęła jej łebkiem na powitanie.
— Usiądź na jednym z posłań, zaraz ci pomożemy. Chodź Dymówkowa Łapo, pomożesz mi. Nauka w praktyce jest bardzo ważna, a do tego bardziej wartościowa i ucząca — wymruczała najstarsza z kotek. Pręgowana podniosła się i podeszła z Jagienką do składzika z ziołami. Podziwiała ułożenie ziół już wcześniej, ale za każdym razem bardzo jej się podobał ten porządek. Kiedy wzięły korzeń łopianu, wróciły do czarnej wojowniczki.
— Dymówkowa Łapo — zaczęła Jagnięcy Ukłon. Niebieska skupiła się na posiwiałym pysku kocicy z uwagą wymalowaną w ślepiach.
— Weź do pyszczka korzeń i przeżuj go na papkę. Ostrzegam, smak nie należy do najsmaczniejszych za pierwszym razem — poinstruowała ją kocica. Przyszła protektorka kiwnęła łebkiem. Wzięła korzeń i zaczęła go żuć. Rzeczywiście nie był najsmaczniejszy, ale da radę prawda?
— Kiedy już to zrobisz, połóż papkę o tu… — wskazała końcówką ogon miejsce ugryzienia. Młódka usłuchała rudofutrej. Nałożyła przeżuty korzeń na ranę zadaną przez szczura. Przez moment zaczęła się zastanawiać, gdzie jej mama została ugryziona. Stwierdziła jednak, że to chyba nie był czas na pytania. W każdym razie odsunęła się lekko od rodzicielki. Na koniec za instrukcją Jagienki użyła pajęczyny, by utrzymać papkę na miejscu.
— Dziękuję — wymruczała Psotny Nietoperz. Polizała córkę po łebku, a następnie odwróciła się i wyszła. Gdy biała końcówka ogona zniknęła z jej pola widzenia, przeniosła wzrok na Jagnę.
— Dobrze, bardzo dobrze ci poszło. Myślę, że na dziś starczy. Przyjdź jutro — miauknęła starsza, na co niebieska kiwnęła łebkiem.
— Dziękuję — wymruczała i opuściła legowisko medyków. Uniosła łebek do góry i spojrzała w niebo. Miała jeszcze chwilę przed spotkaniem, ale i tak skierowała się w stronę miejsca, gdzie spali uczniowie.
Pora spotkania
Wreszcie nastał moment, na który koteczka tak długo czekała. Wyciągnęła bransoletkę spod posłania. Była tam bezpieczna, a do tego położona tak, by jej nie spłaszczyć, kiedy niebieska spała. Pochyliła łebek, a następnie dotknęła nosem piór. Sprawdziła, czy na pewno nie było żadnych śladów, które ewentualnie mogły powstać na skutek nieostrożności. Na szczęście pióra, jak i same źdźbła były w nienaruszonym stanie. Zamruczała cicho, chwytając ostrożnie przedmiot w zęby. Wyszła z legowiska, a następnie wymknęła się z obozu. Zadbała o to, by nie rzucać się w oczy. Naprawdę nie potrzebowała żadnej widowni. Przemierzała tereny Klanu Klifu, ale tym razem jej kroki były pewne. Miała jasny cel, a to zapewniało jej poczucie bezpieczeństwa. Im bliżej była, tym bardziej czuła jak jej serce biło z czystej radości i podekscytowania. Przyśpieszyła nieco kroku, chcąc być już przy granicy z Klanem Wilka. Wreszcie do jej nosa dotarł zapach Wilczaków i ten jeden, który przyprawiał ją o ciche mruczenie. Oczywiście tak po przyjacielsku, ale chyba można było się cieszyć na spotkanie z przyjacielem prawda? Przecież jej mama cieszyła się na spotkania z Jagnięcym Ukłonem albo ze Wzorzystą Dalą. Było to przecież normalne. Przynajmniej tak sądziła Dymówkowa Łapa. Podeszła do granicy, a następnie położyła bransoletkę przy jasnych łapach.
— Hej Skowronku — wymruczała ciepło, siadając blisko granicy, ale jej nie przekraczając. Przez chwilę siedziała i po prostu patrzyła w te pomarańczowe oczy. W świetle przypominały nieco bursztyny.
— Nie mogłam się doczekać naszego spotkania. Co u ciebie słychać? — wymruczała ciepło. Przy innych była przeważnie nieśmiała, ale przy tych, których poznała i polubiła, była pewniejsza.
— Wyglądasz jakoś inaczej, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu — dodała na koniec, oddając się swojemu tikowi. Jednak była w pełni skupiona na kocurze.
— Ach i mam dla ciebie podarek. Mam nadzieję, że ci się spodoba — miauknęła z lekkim niepokojem w głosie, delikatnie kładąc uszka po sobie. Oderwała jedną łapkę od ogona i przesunęła przedmiot bliżej kocura. Nie zabrała łapy od razu, po prostu trzymała ją w pobliżu bransoletki z cichą nadzieją, że się spodoba kocurowi.
<Skowronku?>
[1240 słów + leczenie]
Wyleczeni: Psotny Nietoperz
