BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

10 lipca 2026

Od Rzekotki (Wesołej Łapy) do Rogatego Flaminga

— Niech wszystkie koty, które umieją polować na ławicę i sprawnie pływać zbiorą się na zebranie klanu!
— Żabko, Ropuszko, Rzekotko, wystąpcie. Rzekotko, jesteś z nami już od sześciu księżyców. Dziś zaczniesz swój trening. Od dzisiaj aż do czasu, gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się Wesoła Łapa. Twoim mentorem zostanie Rogaty Flaming.
— Wesoła Łapa! Wesoła Łapa!
Rzekotka wybałuszyła oczyska. Oczywiście mamusia i tatuś wszystko jej powiedzieli, co ma robić podczas tej chwili. Nawet urządzali w żłobku trening z mianowania! Tatuś był mentorem, a mamusia wygłaszała przemówienia.
Teraz więc świeżo upieczona uczennica, spojrzała hardo i z determinacją na swojego mentora. Był nim najpiękniejszy kot, jakiego widziała w życiu. Wielkie, niebieskie oczy, sierść tak ułożona, jakby nigdy nie tarzał się w piachu, wybarwiona w niespotykany sposób. Rzekotce zaparło dech w piersiach, jaki on był przystojny! Ale z tatusiem nie mógł się równać!
— Musimy tyknąć się noskami! — miauknęła.
— Wiem — odparł ten prześliczny kot.
Rogaty Flaming podszedł do Rzekotki, patrząc na nią lekko oceniająco, stykając się po chwili nosami z młódką. — Wyruszymy na trening jeszcze dzisiaj, muszę oprowadzić cię po naszym obozie. Czy Złocisty Widlik uczył cię już pływać, w żłobku? Albo rodzice? — zaczął dopytywać, kiedy oddalili się lekko od tłumu, gdy zakończyły się mianowania.
Kotka przekręciła głowę w bok. Trening? Dzisiaj? Czy to nie jest zaraz pora na spanko? Może teraz Rzekotka będzie musiała rezygnować z drzemek... ojoj. Nie podobała jej się ta wizja! Brak miękkiego maminego futerka... chociaż...
Zerknęła na swojego mentora. On też miał miękkie futro, na pewno było jedwabiste i idealne, by uciąć sobie drzemkę. Ciekawe, czy by jej pozwolił, by użyła go jako poduszki? Może któregoś dnia po cichaczu wślizgnie mu się do posłania rano?
Na pytanie o pływanie rozbudziła się nieco. Uniosła wąsy do góry.
— Raz nawet tatuś mnie gonił, bo odpłynęłam na kawałku kory! — pochwaliła się. — Ale było fajnie! Widl...? Złoszisty? Ah, Ładny Pan! Trochę było pływania! Kocham wodę, jest taaaka mokra!!!
Rogaty Flaming kiwnął jednokrotnie głową, wyglądając na wielce poważnego i opanowanego. — Czy dasz radę przepłynąć dłużej niż dwa uderzenia serca? Pokażę ci w takim razie od razu nasze tereny, zacznijmy więc — powiedział i podniósłszy się, ruszył w stronę jednego z pierwszych legowisk. — Tutaj sypia Mandarynkowa Gwiazda, moja babcia. Najlepiej, gdybyś nie przychodziła do niej za często, chyba że z bardzo baaaardzo ważnymi sprawami, ponieważ nie lubi, gdy jej się przeszkadza — poinstruował starannie, zamiatając spokojnie jedwabistym ogonem. — Ma na głowie cały klan i dokładanie jej zmartwień nie byłoby korzystne... — kontynuował.
— Miandajinkowa Gwiaszta? — spróbowała powtórzyć. — TO TWOJA BABCIA? Aleeee superowo!
Kotka zastanawiała się chwilę, próbując zajrzeć do środka legowiska. Szybko została przed tym powstrzymana, na co naburmuszyła minkę. Chciała popatrzeć…
— A jakie problemy to ważne problemy? — przypytała jeszcze, wbijając w niego oczyska.
Flaming zauważywszy, ile niebieska wpatrywała się w jego osobę, poprawił futro na swojej piersi, pusząc je dumnie.
— Piękne, prawda? — poruszył łapą, parokrotnie przejeżdżając językiem po długich kłosach. — Jeśli dobrze się spiszesz, to może Ci zdradzę, jak utrzymuję je w tak wspaniałej kondycji. Swoją drogą... zwracaj się do mnie per Książę Rogaty Flamingu, dodaj z przodu też "Panie" i lekki, staranny ukłon. Okazywanie szacunku członkom rodu to jedna z pierwszych rzeczy, jakich uczy się kocięta. To niezwykle istotne.
Rzekotka nadstawiła okrągłe uszyska.
Gdy Mentor nakazał jej zwracać się do siebie konkretnym tytułem, otworzyła ze zdumienia szeroko buzię.
— Jesteś Księciem!? Ale epicko! — miauknęła pozytywnie zaskoczona. — Mamusia mi opowiadała o rodzie! Więc ja wiem, ale nie wiedziałam, że Ty do niego należysz też! Ale zaszczyt, wooooaaaa! Szkoli mnie Książę! Czy to znaczy, że jestem Księżniczką? Jej Panie Książę Rogaty Flamingu, czy ja jestem teraz Księżniczką, skoro mnie uczysz? Powiedz, że tak! Powiedz, powiedz!
Podskakiwała podczas mówienia, a jej ogon drżał z ekscytacji. Futerko napuszyło się bardziej, robiąc z niej prawdziwą owieczkę, gdy czekała na odpowiedź.

<Flaming?>

[616 słów]

Od Jagnięcego Ukłonu

Ruda kocica miała już swoje księżyce i zastanawiała się, ile jeszcze pociągnie. Tyle dobrego, że Aldrowandowa Łapa była coraz bliżej mianowania, więc nie zostawi Klanu Klifu bez medyka. Odetchnęła z ulgą.
— Jagnięcy Ukłonie? — rozległ się głos Werbenowej Łapy. Jagienka przeniosła na nią wzrok.
— Jestem, jak mogę ci pomóc? — spytała, podchodząc do kotki.
— Ostatnio mam problemy ze snem i chciałam spytać, czy możesz mi na to coś poradzić — odezwała się młodsza. Rudzinka kiwnęła łebkiem.
— Oczywiście — miauknęła ze spokojem. Zachęciła młodszą by podeszła na jedno z posłań. Medyczka ruszyła do miejsca, gdzie trzymała medykamenty. Wzięła odpowiednią ilość ziarenek maku i podsunęła czarnej.
— Zjedz, pomoże ci — wymruczała łagodnie. Chwilę później usłyszała ruch przy wejściu do legowiska. Przeniosła niebieskie oczy w tamtą stronę. Zauważyła rudego kocura.
— Witaj, Drzemiące Słońce — przywitała się ze spokojem, a następnie podeszła do kocura. Drzemiące Słońce miał zwichniętą przednią łapę.
— Usiądź — wymruczała łagodnie. Skierowała się po korzeń żywokostu i liście bzu. Opatrzyła kocura i kazała mu odpoczywać. Na koniec została wezwana do Gąsienicowego Ogryzka. Wzięła miód i podała go kocurowi.
— Proszę — miauknęła łagodnie. Gdy zrobiła wszystko, co miała, wróciła do legowiska. Posprzątała i poszła spać, zwijając się w kłębek. Była zmęczona dzisiejszym dniem. W zasadzie ostatnio w ogóle szybko czuła się zmęczona. Być może pogoda tak na nią wpływała, a może po prostu wiek powoli dawał o sobie znać. Cokolwiek by to nie było, musiała się wyspać, by następnym razem bezbłędnie pomóc chorym współklanowiczom.

Wyleczeni: Drzemiące Słońce, Werbenowa Łapa, Gąsienicowy Ogryzek.

Od Iskrzyka do Bratka

Było już coraz zimniej i zimniej. Nic dziwnego, był w końcu początek Pory Nowych Liści. Mimo że nie było jeszcze śniegu, mróz mocno dawał w kość. Zwłaszcza krótkowłosym kotom takim jak pewien kremowy kocur. Ów kot, a właściwie Iskrzyk właśnie wrócił z patrolu, oddychając powoli zimnym powietrzem. Tuż przed jego pyskiem pojawiał się mały szary dymek, coraz mniejszy z każdym oddechem. Kocur czuł się nieco zmęczony… Ale i też mocno znudzony. Patrol był nudny aż nie do zniesienia. Dziękował w duchu Wszechmatce, że się wreszcie skończył. Zapewne poszedłby spać, gdyby nie to, że było jeszcze nieco za jasno jak na spanie. Kocur pomyślał więc, co mógłby zrobić, przypominając sobie, że nie odwiedził jeszcze kociąt Kurki i Guziczka. Pomyślał więc, że wypadałoby odwiedzić by kocięta. W końcu warto by kocięta socjalizowały się z członkami Owocowego Lasu takimi jak on! Dodatkowo mógłby je zabrać do Lisa! Rudzielec na pewno cieszyłby się z posiadania zajęcia. Kocur szybkimi susami poszedł więc do żłobka. Nie minęło wiele bić serca, gdy się tam znalazł. Natychmiast ujrzał, siedząc w legowisku koteczkę, a tuż obok niej śpiące jej rodzeństwo. Iskrzyk przywitał się więc:
— Dzień dobry, Bratku — wymruczał przyjaźnie, po czym dopytał. — Bo ty nazywasz się Bratek, prawda?
— Tak — odpowiedziała mała szylkretka, przyglądając się ciekawskim wzrokiem kocurowi. Po chwili zapytała: — A ty?
— Nazywam się Iskrzyk i jestem zwiadowcą, wiesz jak Kurka i Guziczek! — rzekł dumnie.

<Bratku? Jak dobrze to rozegrasz, idziemy do starszych>

Od Lilakowej Łapy

Kotki szły już od jakiegoś czasu. Słońce było nieco wyżej, oświetlając trawę w ładny przynajmniej według Lilakowej Łapy sposób. Kotki niedawno minęły sowiego strażnika, a las był już na horyzoncie. Początkowe chodzenie w szeregu zmieniło się w Jajeczną Łapę i Kurzą łapę idącą w ramie tuż za Przepiórczą Wichurą. Lilakowa Łapa nadal szła za nimi. Jej krótkie w porównaniu do innych kotów jej wieku łapki po prostu nie nadążały za resztą grupy. Kotka westchnęła tylko głęboko, nieco zmartwiona tym, co wcześniej, czyli jej niskim wzrostem. Czuła się głupio, czemu nie mogła być normalna? Szczerze zazdrościła wzrostu bratu. Wiedziała, że nie powinna, ale złość, że nie mogła być normalnego w jej oczach wzrostu, sprawiała, że czasem chciałaby się na niego obrazić. Wiedziała, że to nie jego wina... Zazdrość, choć urodzona niedawno rosła niczym grzyb po obfitym deszczu. Patrzenie na Cichą Łapę było czasem dla Lilakowej Łapy jak patrzenie na lepszą wersję siebie. Kocur był normalnego wzrostu, nie przegrzewał się tak łatwo z powodu krótszego futra i nie wyglądał tak tragicznie, jak ona. Nawet gdy był brudny. Szczerze, choć był dla niej dobrym bratem, nie potrafiła mu nie zazdrościć. W jej oczach był kotem perfekcyjnym, nie miał zbytnio wad. Jak żyć i temu nie zazdrościć? To zastanawiało Lilakową Łapę. Wiedziała, że zazdrość była zła, czy jeśli jej nie powstrzyma, będzie złym kotem? Nie chciała być złym kotem... Kotka widząc, że w tej sytuacji wiele kotów przywołałoby Klan Gwiazdy w głowie, zrobiła to. Cicha modlitwa została wypowiedziana w jej myślach. Lilakowa Łapa spojrzała na idące przed nią kotki. Miała wrażenie, że one też były od niej lepsze, na pewno bardziej przydatne Klanowi Klifu. Mają normalny wzrost, dodatkowo czy Jajeczna Łapa nie jest od niej ładniejsza? Jej rude futro było znacznie ładniejsze niż te u Lilakowej Łapy. Jej futro było krótkie, łatwiejsze do ogarnięcia. Była normalnego wzrostu, nie takim karzełkiem co ona. Futro zdobione tylko dwoma białymi łatkami w miejscu, które łatwo ukryć, gdy się kuca, ogon Lilakowej Łapy widać było z dużej odległości, jeśli nie uważała wystarczająco dużo by go ukryć. Jej oczy... Jej oczy były piękne niczym dwa słońca, to nie było to samo co jasne niebieskie oczy młodszej uczennicy. Lilakowa Łapa poczuła ukłucie zazdrości i żalu, co jeśli kotka nie będzie chciała się z nią zadawać, bo była... brzydka? Co, jeśli inne koty nie będą chciały się z nią zadawać, bo była brzydka oraz nieużyteczna? Rozmyślałaby i dalej, gdyby nie to, że usłyszała głos o dziwo Jajecznej Łapy:
— Hej. Litai? Chcesz iść równo z nami? Wiesz mamy jeszcze czas, możemy nieco zwolnić! — rzekła ruda przyjaznym tonem.
Lilakowa Łapa miała coś już powiedzieć, ale nie było jej to dane.
— Kim jest Litai, Jajeczna Łapo? — zapytała siostra Jajecznej Łapy z ciekawskim wzrokiem.
— Nie musicie, a Litai jest mną! Ty też możesz mnie tak nazywać, Kurza Łapo! Wiesz, to taka ksywka. Miałam tak kiedyś na imię... Wiesz... — mruknęła cicho, oczywiście na tyle, by zostać usłyszaną.
— Nie mówiłaś mi o tym, Litai, tęsknisz za czasami, gdy byłaś poza Klanem Klifu? — zapytała tym razem Jajeczna Łapa.
— Lilakowa Łapo, nie mów tylko, że tęsknisz za rodzicami! Te lisie serca są też i mysimi móżdżkami, mogliście umrzeć, jeśli nie znalazłby was patrol naszego klanu! — dodała Kurza Łapa.
Lilakowa Łapa ucichła. Głupio jej było odpowiedzieć. Co miałaby im powiedzieć? Że nienawidzi swojego ojca, ale tęskni za matką? Że chcę by, znów były rodziną? To głupie, na pewno by ją znienawidziły. Kotka szła więc przez parę bić serca w ciszy. Chyba Kurza Łapa była głupia, chyba powinna się na nią obrazić. Były już koło drzew, gdy nagle usłyszały głos mentorki Lilakowej Łapy:
— Zostawcie ją, nie musi wam odpowiadać! Wiecie, że to nie ładnie wymagać odpowiedzi w tak delikatnych tematach? — rzekła stanowczo Przepiórcza Wichura.
— Zmieńmy temat! — zaproponowała Jajeczna Łapa.
— Właśnie, Lilakowa Łapo? Może, zamiast tego pokażesz reszcie jak wejść na drzewo? — zmieniła temat Przepiórcza. Po tych słowach wskazała ogonem na drzewo i dodała, mrucząc. — Wiem, że nie robisz tego jeszcze perfekcyjnie, ale wiem, że dasz radę! Ostatnio to przecież trenowałyśmy! — rzekła cynamonowa szylkretka z uśmiechem na pysku.
Lilakowa Łapa zaczęła cicho mruczeć. Lecz nie było to z radości, tylko próbując się odstresować, kotka przed chwilą we własnym mniemaniu wyszła potencjalnie na kogoś nielojalnego i teraz musiała zrobić coś, co w złym scenariuszu mogło skończyć się śmiercią. Świetnie. Kotka nie protestowała jednak. Przeszła parę kroków do drzewa. Te było ogromne. Odetchnęła głęboko, wysunęła pazury i już miała spróbować na nie wejść, gdy usłyszała mentorkę:
— Dasz radę, Lilakowa łapo! — Stwierdziła jej mentorka.
— Dziękuje, pani mentorko — powiedziała pod nosem liliowa.
Po tych słowach spojrzała na Jajeczną łapę oraz jej siostrę, uśmiechnęła się mimo wszystko do nich. Nawet jeśli nie chciała już zadawać się z Kurzą Łapą. Ponownie spoglądając na drzewo, odetchnęła głęboko. Zaczęła na nie wchodzić, wbijając swoje pazury głęboko w kore rośliny. Poruszała się powoli i uważnie, aż w końcu ponownie usłyszała głos swojej mentorki:
— Wspaniale, Lilakowa Łapo! Możesz zejść!
Kotka posłusznie zeszła z drzewa, oczywiście uważając, by nie spaść z niego przy okazji. Gdy przypomniała sobie, że powinna teraz technicznie podziękować Klanowi Gwiazdy, posłusznie zrobiła to w myślach. Po niej na drzewo weszły jeszcze Kurza Łapa oraz jej siostra. Wkrótce potem grupa udała się w stronę tunelów. Nie spędziły tam jednak dłuższego czasu i szybko udali się do obozu.

[867 słów, wspinaczka na drzewa]

Od Chudego Grzbietu

Nadeszła Pora Opadających Liści. Pora niby zimna, ale jeszcze miała nieco ciepłych dni. Bury młody medyk jak zwykle pomiędzy leczeniem kotów, robił eksperymenty. Ciekawiły go nowe mieszanki ziół z różnych pór roku. Czy miały odmienne działanie? Jeśli zmieszałby przebiśnieg z ich dostępnymi ziołami, to odkryłby coś nowego? Może zamiast wody dodałby innej płynnej substancji? Miód? Ślinę? Krew? Chociaż krew chyba nie była najlepszym pomysłem…
W każdym razie kończył aktualnie leczenie infekcji gardła u Wilgowej Goryczy. Cały czas mamrotał do siebie, czym niewątpliwie zrażał pacjenta, ale co go to obchodziło. Były ważniejsze rzeczy na głowie!
Kiedy skończył, kocur wyszedł z zaleceniami dalszego dbania o siebie. Chudy mógł chwile odsapnąć. Gdy jednak odpoczywał na swoim posłaniu, do nory weszła nikt inny, jak Cisowe Tchnienie. Chudy podskoczył w miejscu, a po jego kościstym grzbiecie przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Czmychnął pod pretekstem spaceru, zostawiając szylkretkę za sobą.
Wyszedł z obozu i błądził wśród przyrody Pory Opadających Liści. Ostatnie roślinki wystające spoza kolorowych liści próbowały złapać nieco słońca. Chudy niewiele myśląc, zgarnął kilka ładnych liści. Czy mógłby ich użyć jako peleryny? Skleić żywicą i stworzyć kubraczek na zimę? Jeśli tak, potrzebował ich więcej!
Zaczął się rozglądać i coraz głębiej brnął w dobrze znany las. Wielkie drzewa otaczały go z każdej ze stron, ale niestety wśród tylu iglaków, musiał się nieźle naszukać liściastych odmian. Dzięki temu lub przez to trafił w dalszą część terenów Klanu Wilka. Gdy brodził wśród leśnego poszycia, trafił na martwe ciało jakiegoś zwierzęcia. Wyglądało to na coś jak drapieżny ptak. Chyba sowa, jeśli się nie mylił… a może jastrząb? Ale czy jastrzębie polowały w tak gęstych lasach? Cóż, ekspertem nie był, a śmierdzące zwłoki raczej nie powiedzą mu, kim były.
Kiedy już miał odchodzić, do głowy zawitał mu nowy, nowatorski pomysł. Może zamiast liści… użyłby skóry tego ptaka? Przecież pióra miały zdolność izolacji temperatury… inaczej te ptaki ginęłyby Porą Nagich Drzew.
Niewiele myśląc, zgarnął dużo większe cielsko od siebie. Trzymając je zębami, wywalając wcześniej garść liści, powoli, ale wytrwale, pociągnął je do obozu. Gdy dotarł, Gruba Ryba postanowił mu pomóc.
— Co tam ciągniesz? — zagaił, podchodząc z jednej strony.
Chudy, bardzo zdyszany i chudszy, niż zwykle, odpowiedział;
— Chyba mój nowy kubraczek.
— Kubraczek? — powtórzył.
— Tak! Jak mi pomożesz je zawlec do nory medyków, to oddam Ci wnętrzności. Wyglądają całkiem nieźle, może są nawet zdatne do zjedzenia — miauknął, przedstawiając bratu ofertę.
Rudy się zgodził, łapiąc w zęby z drugiej strony i już wkrótce oba koty ciągnęły sowę do nory. Gdy dotarli, Gruby pomógł Chudemu wyciągnąć z rozdartego już brzucha drapieżnika flaki, po czym Gruby zaczął je sobie przebierać na podwieczorek.
Chudy patrzył na ptaka, a w jego głowie powstawał zupełnie nowy plan działania.

Wyleczeni: Wilgowa Gorycz

Od Wzorzystej Dali

Czyli to oficjalne. Psotny Nietoperz i Puszysta Łapa zdecydowali się na kociaki. Serce jej się krajało, kiedy na nich patrzyła. Czy to czyniło z niej złą osobę? Dlatego, że czuła się źle przez czyjeś szczęście? Nie wiedziała i nie miała na to siły. Chyba potrzebowała odwrócić swoją uwagę. Dlatego dzisiaj poszła do Konwalijki. Samotniczka uśmiechnęła się na jej widok.
– Moja kochana Dalijka! Jak miło cię widzieć! Brakowało mi cię…
Wzorek już zdążyła się przyzwyczaić, że jej koleżanka bardzo szybko zaczynała tęsknić. Może dlatego, że była samotniczką? To mogło oznaczać, że była całkowicie sama bez żadnych innych przyjaciół. Współczuła jej.
– Dalijko, czemu się nie uśmiechasz? – zapytała zmartwiona ruda, muskając ją ogonem.
– Nic… Po prostu kotka, która mi się podobała, znalazła sobie kogoś innego – mruknęła ponuro. Konwalijka wydawała się lekko zjeżyć. Aż tak się nią przejęła? To miłe… Vanka usiadła naprzeciwko niej i złapała ją za przednie łapy.
– Dalijko ty moja posłuchaj mnie. Nikt, ale to absolutnie nikt z tego twojego klanu na ciebie nie zasługuje. Ani ta kotka… – tu prychnęła. – …ani nikt inny. Jesteś dla nich za wyjątkowa, rozumiesz?
Szylkretka uśmiechnęła się lekko. Konwalijka przytuliła ją, po czym wyjęła z futra włochaty listek.
– A jakbyś nadal była smutna, to możesz użyć tego. Pomoże ci – powiedziała i położyła go na łapie wojowniczki. Ta spojrzała na niego niepewnie.
– Może kiedy indziej… ale dziękuję.

***

TW: wzmianki o samobójstwie

Był późny wieczór, na niebie już przebłyskiwały gwiazdy, a ona leżała na głazie niedaleko granicy z Klanem Nocy. Obracała w palcach otrzymany listek. Próbować, czy nie próbować? Nie znała się na ziołach. Czy to mogło być trujące? Konwalijka była dla niej miła… ale ryzyko zawsze było. Chociaż… co jej szkodzi? Czasami i tak miała ochotę rzucić się z klifu i zniknąć wśród zimnych fal. Jeżeli zioło było trujące, po prostu wszystko przyspieszy. Jeżeli miało jej poprawić humor… chociażby na chwilę… może wystarczyłoby to, żeby znalazła nowy promyk światła, którego mogłaby się trzymać? Powoli i delikatnie nadgryzła liść. Mały kawałek rośliny zniknął w jej pysku. Resztę odłożyła obok siebie i położyła się. Wpatrzyła się w gwiazdy. Jakie one były piękne… Zupełnie jak Psotka… Na myśl o kotce uśmiechnęła się. Może i im nie wyszło, ale przynajmniej czarno-biała była szczęśliwa. Resztę tego wieczoru spędzi na podziwianiu z oddali gwiazd. Szkoda, że nie mogła zabrać tu wojowniczki na randkę. Może przyjdzie tu kiedyś sama i to zobaczy.

Od Nura CD. Łabądka

Prawda była taka, że Nurowi nie szczególnie podobały się prezenty rodziców. Wyglądały ładnie, jasne, ale dla kocurka nie były niczym szczególnym. Gdyby nie fakt, że dostał je za swoje wzorowe zachowanie na ślubie, to nawet by się nimi nie przejął. Teraz jednak siedział, wpatrując się w poustawiane zdobycze z szerokim uśmiechem. Chyba będzie musiał zrobić sobie na nie osobne miejsce, bo pewnie będzie jeszcze wiele rzeczy zdobywał! Był przecież bardzo grzeczny.
— Cześć braciszku! — Łabądek podeszła do niego. — Co dostałeś?
Nur zakrył swoje skarby łapkami, patrząc nieufnie na Łabądka. Siostra dostała swoje rzeczy, czemu więc interesowała się jego? To były nagrody za JEGO grzeczne zachowanie!
— Nie pokażę ci, bo mi zabierzesz! — prychnął.
— Jak możesz, tak mnie oskarżać?! Chyba powiem o tym mamie i tacie — odwróciła głowę w stronę rodziców.
Nur od razu się zjeżył. Nie przepadał szczególnie za siostrą, ale przecież nie mógł pokazać tego rodzicom. Oni kochali ich oboje. Jeśli więc wyszłoby na jaw, że jest niemiły dla czarno-białej to, kto wie, co mogłoby się stać?
— No, chyba że… Dasz mi przymierzyć tamtą dekorację — wskazała ogonem na muszelkowe ozdoby. — A potem jak będziesz miły, może powiem ci coś, czego dowiedziałam się od pana Rogatego Flaminga… — spojrzała na niego z szerokim uśmiechem. — To jak będzie?
Nur spuścił wzrok na swoje zdobycze, a potem wywrócił oczyma. Nie był pewien, czy interesuje go to, co miał do powiedzenia książę. Oczywiście, że pałał szacunkiem do królewskiej rodziny, ale wiedział też, że i oni nie są wszechwiedzący. A zarazem ozdoba wcale go nie interesowała, a Rogaty Flaming może ma dla nich jakąś dobrą radę?
— Ty też musisz być miła — prychnął, jednak odsłonił zdobycze.
Widział, jak kotce zaświeciły się oczka, ale zignorował ten fakt. Nie miał zamiaru dawać jej niczego więcej! Najwyżej to on pójdzie do Trzcinowego Szmeru i powie, że Łabądek kradnie mu rzeczy. A wtedy siostra będzie miała przechlapane!
— I jeśli będziesz to chciała wziąć… To musisz mi oddać coś swojego — powiedział po chwili, podając jej muszelki.
Właściwie wcale nie interesowała go kolekcja siostry. Ale nie mógł pozwolić, aby ta brała jego rzeczy bez jakiejś zapłaty! Ostatecznie wszystkie te zdobycze świadczyły tylko o tym, jakim był świetnym synem.
Zerknął kątem oka na poukładane rzeczy od siostry i zastanowił się kolejną chwilę. Pewnie Łabądek da mu coś najbrzydszego. Ale on sobie na to nie pozwoli!
— I też sobie wybiorę, co chcę — dodał, wypinając się dumnie. — Pasuje? — spojrzał prosto w oczy siostry.

<Łabądku?>

Od Ulewnego Szkwału CD. Trzcinowego Szmeru

— Czym się martwić? Po prostu byłem bardzo sumiennym uczniem Mewiego Puchu, pewnie jak zostałem wojownikiem, to nie tylko ja budzę więcej respektu w oczach innych — koty zapewne teraz, jak przywódczyni, nie patrzyli na czarnego bicolora jak na przygłupa, tylko na kogoś, kto może miał talent.
— Zdaje mi się, że skoro Rezedowa Łapa jest tak oporny na wiedzę, to nawet ja go nie przekonam! Coś wiem trochę o upartych charakterach — jego siostrzyczka, Urodziwy Szafirek, nadal mu nie wierzyła, że koty czekoladowe przynosiły pecha. Musiał chyba to dzień i w nocy jej to mówić, żeby nakłoniła się do refleksji, ale taki wojownik i szpieg specjalny nie miał czasu na takie pierdoły. Wypełnianie obowiązków i przejrzenie Rosiczkowej Kropli było dla niego cenniejszym zajęciem.

***

Przed ślubem Trzcinowego Szmeru i Żmijowej Wici, jak kotka już siedziała z kociakami w żłobku z rangą namiestnika

Trzcinowy Szmer urodziła dwie kuleczki, więc Szkwał chciał ją odwiedzić by była na bieżąco ze wszystkim i przy okazji, żeby spytać co również u niej. Niebieski fińczyk już był blisko ze swoim szczupakiem, ale wpadł na Fląderkę, która sprzątała.
— Uważaj, gdzie łazisz, brudasie, jeszcze mnie czymś zarazisz — posłał jej ostre spojrzenie, następnie, gdy kotka zniknęła w podskokach, to udał się do żłobka.
— Witaj, Trzcinowy Szmerze, przyniosłem ci rybę — spojrzał na bawiącego się Nura i Łabądka ze sobą.
— Dziękuję, Szkwale, ale już wcześniej Żmijowa Wić przyniósł mi coś do jedzenia, ale rybę możesz dać kociakom, na pewno będą zadowolone — młodzieniec odłożył rybę obok bawiących się kociąt i od razu przerwały zabawę, zaciekawione upominkiem.
— Zatem twój partner musi się bardzo troszczyć o ciebie i twoje kocięta — mruknął.
— I to jak, on jest dobrym ojcem, niczego mi nie brakuje, jak i kociętom przy jego obecności — zatem kocur musiał być porządnym kotem, musiał się kiedyś z nim poznać, szkolił w końcu jego siostrę, był blisko z Mandarynkową Gwiazdą, jeszcze był partnerem Trzcinowego Szmeru. Trochę wstyd, że się nie znali.
— Cieszę się to słyszeć, przyszedłem ci też pogratulować miana namiestniczki. Należy ci się i twoim pociechom, klan potrzebuje takich kotów jak ty i Żmijowa wić. Trzeba teraz bardziej niż wcześniej pilnować porządku w tym klanie, wiesz, żeby taki czekoladowy kot nie przyniósł borsuka do obozu albo żeby po prostu wszystko funkcjonowało płynnie — do jego uszu przypływał ponowny pisk kociąt, zapewne znudzone rybą zaczęły znowu się bawić.

<Trzcinowy Szmerze, to znaczy, szanowna namiestniczko?>

Od Cisowego Tchnienia

Przed mianowaniem Szaleju, księżyc temu

Siedziała sobie w obozie, jedząc drozda. Praktycznie nie zwracała uwagi na koty dookoła. Starała się wyglądać jak najnaturalniej, ale za bardzo się na tym skupiała i ani trochę jej nie wychodziło. Wbijała w martwego ptaka przerażająco skoncentrowane spojrzenie, kiedy pazurami wyrywała jego pióra. Co chwila słyszała gdzieś jakieś szepty o Bladym Licu i bardzo się pilnowała, żeby nie spojrzeć w ich stronę. Mimo tego nadal nasłuchiwała. Musiała dowiedzieć się, czy ktoś nie wyciąga za dużo wniosków.
– Jak zginął Blade Lico? Podobno były rany i ślady trucizny.
– Ja myślę, że to przez…
– Szaleju! – usłyszała krzyk. Od razu obróciła łeb w stronę dźwięku. Zobaczyła rudego srebrnego kociaka i krzyczącą na niego Ognikową Słotę. Od razu powróciła wzrokiem do drozda. Serce biło jej tak szybko. Już myślała, że ktoś się dowiedział. Ten kociak kiedyś doprowadzi ją do zguby.

***

Retrospekcja, trzy księżyce przed akcją opka

Blade Lico był osłabiony. Musiała tylko niedługo wymierzyć ostateczny cios. Problem był jeden. Zalotna Gwiazda o niczym nie wiedziała. Gdyby ktoś odnalazł ciało starszego, mogłaby mieć problemy. Dlatego dzisiaj musiała ją poinformować o swojej misji. Stanęła przed legowiskiem przywódczyni.
– Potrzebuję pomówić z Zalotną Gwiazdą – wytłumaczyła stojącym obok zastępcom.
– Proszę, Cisowe Tchnienie. Wejdź – rozległ się głos ze środka. Arlekinka najwyraźniej już ją usłyszała. Medyczka weszła do nory i zajęła miejsce naprzeciwko Zalotnej Gwiazdy.
– O co chodzi?
– Dostałam znak od przodków – zaczęła od razu. Czarna wydawała się zaintrygowana i zachęciła ją do kontynuacji. Niebieska zniżyła głos do szeptu.
– Muszę zabić Blade Lico.
Przywódczyni zmarszczyła brwi.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– W takim razie musisz dzisiaj znaleźć kociaka w lesie i przynieść go do obozu. Życie za życie. Jeżeli przodkowie naprawdę tego chcą, zadbają o to, żeby ci się udało.

***

Później, tego samego dnia

Poszła na zbieranie ziół razem z Roztargnionym Koperkiem. Była bardzo zamyślona, a łapy ciągnęły ją w stronę granicy z terenami niczyimi. Jej asystent tego nie kwestionowało. Cały czas myślała, co się stanie, jeżeli nie znajdzie kociaka. Ucieknie? Nie, nie może porzucić misji. Ucieknie po zabiciu? Ale co dalej? Nie da sobie rady sama. Przysłowiowo rwała sobie włosy z głowy. Może zatrułaby go na przykład szalejem? I wmówiła wszystkim, że to jakaś dziwna choroba? Ryzykowny plan, ale najlepszy. Szalej… tak… szalej… W końcu dotarli do granicy, a tam… kociak… Mroczna Puszcza miała ją w swojej opiece! Zamaskowała radość i zapytała malucha:
– Co tu robisz? Gdzie twoja matka?

***

Powrót do jedzenia drozda

Tak. Tego wieczoru nazwała kociaka Szalej. Po pierwszej rzeczy, jaka jej przyszła do głowy, kiedy Koper zadało pytanie. Właśnie wtedy popełniła pierwszy błąd tej operacji.

Od Puchacza CD. Borowika

Ostatnio nie padało. W tym przypadku “ostatnio” oznaczało ostatnie dwa wschody słońca. Według słów Figi musieli zadowolić się tym, co mieli. Fakt, przez ostatni księżyc padało dość dużo, więc taka sytuacja była rzadkością. Dlatego dzisiaj matka postanowiła być kreatywna, jeżeli chodziło o pomysł na trening. Zazwyczaj wychodzili tylko we dwójkę, ewentualnie z innym mentorem i uczniem lub jako patrol. Teraz, jednak kiedy pojawił się na zbiórce, oprócz zastępczyni czekał na niego inny zwiadowca - Borowik.
– Borowik zgodził się pomóc przy dzisiejszym treningu, więc idziemy razem – wytłumaczyła srebrna. Puchaczowi to się ani trochę nie podobało. Nowości… nigdy nie mógł przewidzieć jakie piekielnie trudne zadanie zostanie przed nim postawione tym razem. No i dochodził też problem widowni. Jeżeli mu nie wyjdzie, nie zobaczy tego, tylko on i jego matka, która i tak już pewnie była zawiedziona samym jego istnieniem. Teraz świadkiem będzie również losowy kot, którego pierwszym wrażeniem na jego temat, będzie fakt, że nic nie umiał. Chociaż nietrudno było się tego domyślić, po fakcie, że jego siostra już dawno się mianowała. Trzyosobowa grupa treningowa wyruszyła z obozu na czele z Figą. Nie szli długo. Zatrzymali się przy jednym z pierwszych drzew, na które natrafili. Zwiadowca i uczeń wspięli się na nie, za to zastępczyni weszła na inne nieopodal.
– Puchaczu, twoim zadaniem jest dogonić Borowika, zanim ten dotrze do wrzosowej polany.
Czekoladowy nie miał czasu na dłuższe myślenie, bo krótkowłosy od razu ruszył. Rzucił się za nim pędem, co chwila, skacząc i skręcając. Miał nadzieję, że nadąży z uchylaniem się przed gałęziami, żeby nie dostać w łeb. Nie myślał, o tym, czy matka na niego patrzyła, nie myślał o strategii, nie myślał o niczym. Przed oczami widział tylko czarną końcówkę ogona kocura i korę drzew. Zajęło mu to chwilę, ale w końcu załapał, co powinien robić. Jak lepiej skręcać, czy jak sprawniej odpychać się od kory. W końcu zaczął nadrabiać. Był coraz bliżej, kiedy nagle nie zdążył odrobinę wysunąć pazurów, żeby ustabilizować się na gałęzi i jego łapa pomknęła w bok, razem z całą tylną częścią jego ciała. Pisnął z zaskoczenia i z całej siły wbił pazury przednich łap w gałąź. Popatrzył za siebie. Upadek z tej wysokości raczej nie byłby śmiertelny, ale pewnie okropnie by go zabolał. Aż zaczęło mu się kręcić w głowie. Odwrócił się z powrotem do gałęzi i skulił się, próbując wciągnąć się na górę. Nie udało się. Pazury strasznie go bolały, nie mógł wytrzymać dużo dłużej. Wtedy zobaczył burego, który najwyraźniej zauważył jego nieobecność i postanowił wrócić. Popatrzył na niego oczami pełnymi strachu.

<Borowiku?>
[415 słów]