Przeszłość
Koteczka gnała ile sił w łapach za zającem. Chłodne podmuchy Pory Opadających Liści przeczesywały jej poplątane, długie kłosy, a na wąsy przyjemnie napierał wiatr. Kocicy na sam zapach gryzonia aż ślinka ciekła z pyska, ale musiała się opanować. Jej kondycja nigdy nie była najlepsza, szczególnie gdy w grę wchodziły biegi długodystansowe, dlatego Śniący Obserwator wprowadził, a przynajmniej próbował wprowadzić do jej rutyny parę okrążeń po centrum każdego dnia, najlepiej po przebudzeniu lub chwilę przed zaśnięciem, żeby jej się lepiej spało. Poziomka niestety nie stosowała się do tego każdego dnia, jedynie wtedy, kiedy pamiętała, czyli jakieś parę wschodów słońca po wprowadzeniu tej nowości, z rzędu. W tunelach nie było aż tak dużo tlenu, żeby mogła swobodnie się wysapać po takim biegu, dlatego też było to o tyle utrudnione. Oprócz mięśni łap, miało to na celu wytrenować również pojemność jej płuc, dzięki czemu nie walczyłaby o każdy oddech po najmniejszej pogoni.
Wystawiała łapy daleko przed siebie, ogon trzymając sztywno, a uszy położyła po sobie, żeby nie wyginały jej się boleśnie do tyłu przez nacisk wiatru. Śniący Obserwator ustawił się na jednym ze wzniesień, lekko schowany, żeby zając wpadł prosto w jego łapy. Znalazłszy się wystarczająco blisko, Poziomkowa Łapa nagle skręciła mocno, niemal nie przewracając się na bok. Ten gest sprawił, iż zwierzyna czmychnęła prosto w sidła, kończąc pod poduszkami kocura. Przewodnik wgryzł się w kark ofiary, nie czekając długo. Bure futerko, teraz lekko poszarpane, było targane przez wiatr czeszący wysoko pnące się kłosy wrzosowisk, a ciemny pyszczek zabarwił się krwią, oczka zaś zaszły mgłą, już nieobecne. Poziomkowa Łapa miała wrażenie, jakby zaraz dane jej było wypluć własne płuca. Śniący Obserwator zaś nie wyglądał na szczególnie zmęczonego, chociaż najwięcej z biegu załatwiła ona. Skinął jej głową, a młódka z podekscytowaniem chwyciła zdobycz za skórę na karku. Była zaskakująco lekka. Może wieczne robienie za tragarza dla wszystkich jednak jej się opłaciło? W końcu teraz mogła przenieść takiego zająca bez narzekania, że bolał ją kręgosłup lub szczęka. Zamruczała z zadowoleniem do siebie, idąc łapa w łapę u boku mentora.
***
Mianowanie Kostki na ucznia
Kostka, a teraz raczej Dzielna Łapa, doczekał się swojego mianowania na ucznia, które przeszło dość sprawnie. Zetknął się nosami z Lodówkowym Ciosem, czekoladowa posłała mu delikatny uśmiech, a już po chwili po tunelach poniosło się głośne, a jednak głuche skandowanie nowego imienia rudego. Mokry, ziemisty zapach docierał do nosa szylkretki, okrzyki kotów ginęły w daleko ciągnących się ziemnych odnogach, chociaż były na tyle długo obecne, że naniosły na pysk brązowookiego uśmiech. Poziomkowa Łapa poczuła ciepło rozlewające się po jej piersi. Spoglądanie na niego, w takim stanie, wprawiało ją w pewne nowe uczucie, którego nie potrafiła za dobrze zrozumieć. Wyglądał na takiego szczęśliwego i beztroskiego, o zadbanym, bujnym futrze i czujnie postawionych uszach, ogonie drgającym z emocji. Poczuła nagłe delikatne, przypadkowe szturchnięcie w bok, gdy odpłynęła myślami ponownie. Końcówka kity Malinki siedzącej obok otuliła gęsty ogon szylkretki. Uczennica spojrzała na siostrę z delikatnym skonfundowaniem, które po chwili przerodziło się w spokój. Odetchnęła pod noskiem, wtulając się w puchatą pierś siostry. Zaczęła cicho mruczeć.
— Dzielna Łapa! Dzielna Łapa! — wołano jeszcze przez jakiś czas, aż wreszcie w centrum została tylko garść kotów, ponieważ reszta zdążyła wrócić do swoich obowiązków sprzed zebrania. Zawodząca Gwiazda pozwolił im iść. Poziomkowa Łapa przełknęła nerwowo ślinę – chciała pogratulować koledze nowej mentorki oraz ścieżki szkolenia. Nieboskłonna Łapa potarmosiła ją delikatnie po łebku, żegnając się, ponieważ musiała już iść na trening z Wędrującym Niebem, niebieskooka została sama. Teraz… teraz nadal chciała mu powiedzieć parę miłych słówek, żeby może spojrzał na nią inaczej, aczkolwiek nie czuła wystarczająco odwagi. Nie chciała mu się przecież narzucać.
— Malinko, czy mogę pójść jednak z tobą?! — zawołała, szukając nakrapianego futra, jednak nie mogła go nigdzie znaleźć. Zamiast tego wpadła na Cyklonowe Oko, a wraz ze zderzeniem, usiadła na zadek, masując sobie główkę. Serce jej się zapadło, gdy przed oczami zafalowały jej kremowe, długie kłosy, sięgające ziemi.
— Przepraszam! — powiedziała do niego, a jej oczka zaczęły ją delikatnie piec. Nie chciała na niego wpaść… kocur pokręcił jedynie lekko głową, po czym odszedł w swoją stronę. Po piersi Poziomki rozlało się nieprzyjemne uczucie. Co, jeśli Kostka ją widział w takim stanie? Nie chciała się nawet oglądać. Zbłaźniła się w samym centrum Klanu Burzy. Dobrze, że chociaż nie było aż tak jasno, to może nie widziało tego zbyt wiele kotów. Zastrzygła nerwowo wąsami. Nikt jej nie odpowiedział, siostra zatem musiała być już zbyt daleko, żeby ją usłyszeć.
Poziomkowa Łapa przetarła łapą policzki, czując, jak zaczynają po nich spływać łzy. Nieważne ile razy by nie potrząsała łebkiem, nie mogła ich od siebie odgonić. Z nosa zaczęła wypływać jej wydzielina, która utrudniała młódce oddychanie, co było dodatkowym utrudniaczem funkcjonowania. Miała ochotę zakląć na siebie i przeklnąć każdą sytuację, która wprawiła ją w podobny stan. Ten dzień zapowiadał się na taki wspaniały, było jej za dobrze, żeby takim pozostał. Czy los specjalnie podrzucał jej kłody pod łapy?
Teraźniejszość, po walce z kuną
Pora Opadających Liści stała się dużo chłodniejsza niż była na początku. Najprawdopodobniej, gdyby zamieszkiwali tereny pokryte lasami, odczuliby te zmiany dużo bardziej. A przynajmniej widzieliby pod swoimi łapami kolorowe liście, sypiące się z wiekowych roślin niczym deszcz z kłębiących się, ciemnych chmur. Ciepłych dni było coraz mniej, zakrywały je te szaro-bure, niekoniecznie przyjemne. Poziomkowa Łapa, całe szczęście, miała nie najkrótsze futro, dlatego też ta zmiana nie odbiła się szczególnie na jej zdrowiu. Odpukać, jej siostry również nie chorowały do tej pory, może poza ostatnią walką z kuną. Na samą myśl zmartwiła się o zdrowie Porzeczki i Dzielnej Łapy. Musiała dzisiaj zajrzeć do legowiska uczniów, czy już czuli się lepiej. Mieli opatrunki, ale czy to wystarczyło? W końcu kuna poturbowała ich bardziej, niż ją. Ostatnio Kurza Łapa, czyli drugi uczeń przewodnika, a dokładniej Białego Strumienia, został niedawno oficjalnie mianowany. Nosił obecnie imię Połyskliwy Kogut, a sama Poziomkowa Łapa nie znała go aż tak dobrze, mimo że mijali się w centrum. Koty Klanu Burzy odczuwali zmianę w pogodzie, zwierzyny było coraz mniej, przez co nikt nie chodził w pełni syty, jak to było jeszcze wcale nie tak dawno temu. Szylkretka słyszała również o śmierci jednej z minarek, Rudzikowego Skrzydełka. Nie była z nią nigdy blisko, aczkolwiek, mimo bycia zbrodniarką, współczuła jej takiej śmierci. Z pewnością męczyła się z powodu czarnego kaszlu. Może teraz, w Klanie Gwiazdy było jej lżej. Może gwiezdni przodkowie jej wybaczyli. W dodatku nowomianowani wraz z Łzawą Łapą zostali zwołani do legowiska, a pomiędzy pobratymcami poniosły się spekulacje, iż są przesłuchiwani. Sama Poziomkowa Łapa nie była pewna, co powinna o tym myśleć, dlatego też najłatwiejszym było nie myśleć o tym zupełnie nic, choć wcale nie było to najłatwiejszym zadaniem. Nie była szczególnie blisko, a tak naprawdę nie była w ogóle blisko z byłą minarką. Mimo to życzyła jej spokoju w zaświatach.
Podniosła się z miejsca, rozglądając za siostrą. Jeśli ruszy jej zapachem, to na pewno do niej dotrze. Dzisiaj obudziła się nieco później, niż jej obydwie siostrzyczki, dlatego też pomyślała, że mogłaby się przyłączyć do któregoś z ich treningów, o ile nie wyruszyły poza obóz, co było zresztą mało prawdopodobne.
Ruszyła jedną z odnóg, prowadzących do legowiska więźniów. Ze względu na delikatnie zamazaną wizję z powodu niedawnego przebudzenia się oraz zapchany nosek, ciężko było jej nawigować poprawnie między wijącymi się odnogami. Udało jej się przejść obok Łapkowa, małego przedszkola. Potarła łapką swędzące ślepie. Mała Poziomka przesiadywała tutaj od czasu do czasu wraz z siostrzyczkami, ucząc się o zwyczajach panujących w Klanie Burzy. Ich uwagę utrzymywano, merdając piórkiem lub wszelkiego rodzaju zabawkami przed ich nosami. Szylkretka zawsze dywagowała długo o tym, jak bardzo miękki był dany przedmiot, tuląc się do niego niczym do brzucha matki. Bardzo lubiła to uczucie na własnych policzkach. Sensoryczne ścieżki z kamyczków zawsze sprawiały, że bolały ją później łapki, co nie było aż takie przyjemne, ale rozumiała to teraz. W końcu w tunelach co jakiś czas natrafiano na kamienie, ale i nie tylko – bo przecież poza tunelami również istniały. Zawędrowała aż do tunelu z wyjściem przy Kamiennych Strażnikach. Idąc prosto, zawęszyła w poszukiwaniu zapachu siostry, ponieważ miała dwie ścieżki i nie była pewna, czy powinna skorzystać z którejś z nich. Wreszcie, skręciła w prawo, nie mając świadomości, że była to zła droga. Nieboskłonna Łapa nie przechodziła tędy, ale Poziomka nie była już pewna czy jej się wydawało, że czuła jej zapach, czy może rzeczywiście podążała jej tropem. Nagle, z jednej ze ścian wydobył się cichy stukot. Postawiła czujnie uszy. Przerodził się w trzeszczenie, które podniosło jej futro na plecach. Przecież jej siostra tam była! Ziemia zaczęła się osypywać, gdy ruszyła odnogą pospiesznie, wołając jeszcze za buraską;
— Malinko! — Rozległo się grzmotnięcie, a w powietrze wzniosły się tumany kurzu. Poziomkowa Łapa poczuła nagły ból, był dużo gorszy niż jej ostatnia walka uczniów, przeprowadzona przez Małą Bazie. Ziemia zaczęła napierać na jej płuca mocno, miała wrażenie, jakby najadła się jej już całe garści. Obraz przed jej oczami teraz już całkowicie się zamazał.
Została zakopana żywcem.
***
Już niedługo później wokół zebrało się wiele gapiów, stojących w wejściu do lecznicy. Jednym z nich była Dryfujący Fluoryt, ze zmartwieniem spoglądająca na koteczkę. Zaczęła czyścić jej futro, liżąc ją wokół uszu, żeby uspokoić młódkę. Poziomkowa Łapa miała wrażenie, jakby została przygnieciona przez kamienie, a mimo to serce było wyjątkowo spokojne, jakby niezupełnie rozumiała, co się z nią stało. Zaczęła charczeć coś niezrozumiale. Nie docierał do niej żaden z dźwięków. Miała ochotę się przespać.
[1686 słów + polowanie na króliki]