BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

10 lipca 2026

Od Gołąbka

Czy żywot uzdrowiciela Owocowego Lasu jest jedynie pasmem niekończących się nieszczęść, klątwą zesłaną przez mroczne duchy? Czyżby samo cierpienie chorych i zranionych nie było dla Wszechświata wystarczająco tragiczne? Od początku swojego szkolenia Gołąbek stracił aż trójkę kotów. Czwórkę, jeśli liczyć by także jego prawdziwą matkę. Najpierw odszedł Poranek. Później Gąska. Następnie odebrany mu został także Wiciokrzew. Ten ostatni nie umarł, ale na stałe przeniesiony został do legowiska starszyzny. Bury uczeń nie wiedział, ile jeszcze cierpienia uda mu się wytrzymać. Musiał jednak być silny. A przynajmniej się starać.
– Czy chciałbyś coś jeszcze dodać, Słoneczko? – odezwała się Purchawka, zwracając się do Gołąbka. Po śmierci Gąski Gołąbek zaczął chadzać na spotkania z Purchawką. Bardzo pomagały mu radzić sobie z bólem po stracie ukochanych kotów. Mimo że odeszły już księżyce temu, ból, choć mniejszy niż na początku, nadal tkwił w jego duszy.
– Gąska była dla mnie wspaniałą matką. Myślę… że ja kiedyś będę chciał być taki jak ona. W przyszłości chciałbym być ojcem. Wychować kocięta tak jak ona wychowała mnie i Borowika – wyznał. Nie był pewien, dlaczego wspomniał o tym akurat teraz. Chciał jednak się z kimś tym podzielić – Nie chcę mieć partnera. Ale chciałbym z kimś wychować kocięta. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę kogoś, kto będzie chciał tego samego co ja.
– Na pewno uda ci się kogoś takiego znaleźć – zamruczała Purchawka – I na pewno będziesz świetnym ojcem, Gołąbku.
Na pyszczku Gołąbka pojawił się mały uśmiech. Myśl o tym, że kiedyś sam będzie miał małe kocięta, napawała go szczęściem. Miał już nawet imiona dla dwójki z nich! Gąska i Poranek. Wybrał je, by uhonorować tych, których kochał najbardziej.
– To chyba wszystko, co chciałem po… – urwał. Tuż nad jego głową przeleciała para Jerzyków. Ptaki przez chwilę krążyły wokół zebranych kotów, a później usiadły na gałęzi pobliskiego drzewa. Jerzyki… A do tego dwa…czy to możliwe? Gołąbek zerwał się na równe łapy. Czy to mogli być Gąska i Poranek? Czyżby przyszli go odwiedzić? – Mamo? Poranku? Czy to wy? – Zupełnie nie zwracał już uwagi na pozostałe koty. Cała jego uwaga skupiona była teraz na Jerzykach. Ptaki ponownie zerwały się do lotu, znów przelatując nad nim. W jego duszy zaczęło narastać dziwne, choć ciepłe uczucie. Tak, jakby jego dusza coś właśnie odkryła. Patrząc na lecące ptaki, zaczął rozumieć, co to takiego.
– Purchawko! Odkryłem pierwszy człon imienia mojej duszy! To Lot! Lot! – podbiegł do Szamanki, radośnie podskakując – W końcu go odkryłem!

* * *

Gołąbek siedział obok swojej mentorki, Mistral, w skupieniu przyglądając się roślinom, które właśnie rozkładała na podłodze legowiska. Właśnie zaczynał się jego ostateczny test na pełnoprawnego uzdrowiciela. Pierwszą jego częścią był sprawdzian ze wszystkich leczniczych roślin. Zadaniem Gołąbka było rozpoznanie ich po zapachu, nazwie, wyglądzie oraz zastosowaniu. Bury był pewien, że ta część sprawdzianu nie sprawi mu żadnej trudności. Znał zioła i choroby doskonale, nie mógł więc popełnić żadnej większej pomyłki.
Gdy zioła były już ułożone, rozpoczęło się przepytywanie. Mentorka wskazywała łapą zioła, a Gołąbek dokładnie je opisywał.
– To jest dziki czosnek. Stosuje się go, by zapobiec infekcjom, które się tam rozwijają. Ta roślina to gwiazdnica. Leczy zielony kaszel. Podaję ją doustnie. To jest Krwawnik. Przeżuta i nałożona na ranę papka z Krwawnika wyciąga z rany truciznę. Można też zjeść papkę, by wywołać wymioty. To jest…
Kiedy rozpoznawanie leżących na ziemi roślin dobiegło końca, Mistral zaczęła przepytywać Gołąbka z samych nazw – tym razem bez użycia prawdziwych ziół.
– Cis? Cis jest trucizną i wywołuje bolesne wymioty. Wrotycz? Ta roślina zapobiega kaszlom oraz ranom. Je się ją w małych ilościach. W dużych może wywołać mdłości lub podrażnić żołądek. – Przepytywanie szło Gołąbkowi świetnie. Do tej pory nie popełnił żadnej omyłki. Czy uda mu się poprawnie rozwiązać wszystkie zadania?
Po zaliczeniu drugiego zadania Mistral kazała mu zamknąć oczy. Teraz miał rozpoznawać rośliny jedynie po zapachu. Kotka podstawiała mu pod nos zioła, a on wąchał je, odgadując ich nazwy i zastosowania.
– A to? Co to za zioło? – Mistral przysunęła do nosa ucznia ostro pachnącą roślinę.
–To jest… – No właśnie, co? Gołąbek zamarł. Co to był za zapach? Zupełnie nie potrafił sobie przypomnieć! Zawęszył znowu, analizując zapach. Co to za roślina? – Nie wiem! Nie pamiętam! Przepraszam! – przyznał, otwierając oczy i spuszczając wzrok.
– To jest czyściec – powiedziała Mistral, pokazując mu roślinę.
Czyścieć! Jak mógł zapomnieć? Czy pomylił się jeszcze w czymś innym?
– Wszystkie inne odpowiedzi były poprawne. Zaliczyłeś. Gratuluję.

* * *

Druga część testu na pełnoprawnego medyka była trudniejsza niż pierwsza. Miał samodzielnie wyleczyć Pszczółkę z jej osłabienia oraz bólu głowy, a później zdać Mistral raport z tego, czego użył do leczenia. Pszczółka weszła do legowiska uzdrowicieli. Była wyraźnie zmęczona.
– Witaj, Pszczółko. Czy zanim zaczęło cię osłabiać, miałaś jakieś inne objawy?
– Przez kilka księżyców pobolewała mnie głowa. Nie myślałam jednak, że to coś poważnego, dlatego nie przychodziłam.
– Rozumiem. Na osłabienie podam ci krwiściąg. Doda ci sił. – Uczeń wyciągnął porcję rośliny ze spiżarki – Proszę, przeżuj to i połknij 
– Czy dostanę też coś na ból głowy? – Pszczółka posłusznie przełknęła, krzywiąc się z powodu gorzkiego smaku, a później spojrzała się pytająco na ucznia.
– Oczywiście. Podam ci Wrotycz. Jeśli ból głowy po nim nie zelżeje, jutro będziesz musiała przyjść po kolejną dawkę. Zgłoś się do mnie o tej samej porze co dzisiaj. A teraz jeszcze cię przebadam, by sprawdzić, czy osłabienie nie wynika też z czegoś innego. – Gołąbek osłuchał kotkę. Na szczęście wyglądało na to, że osłabienie wzięło się tylko i wyłącznie z bólu głowy – Teraz wróć do legowiska i postaraj się odpocząć, aż Krwiściąg nie zacznie działać. – Gołąbek odetchnął z ulgą. Teraz musiał tylko zdać Mistral raport. Jego droga jako uczeń była prawie skończona.

* * *

– Gołąbku, wystąp. – Siedzący na najniższej gałęzi topoli, Czereśnia zwróciła się do burego ucznia.
Gołąbek wystąpił spośród zgromadzonych kotów, podnosząc głowę w stronę lidera.
– Najwyższy czas, abyś stał się medykiem. Wykazałeś się wielkim współczuciem i odwagą. Straciłeś tak wiele, a mimo to nigdy się nie podałeś. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i dbać o jej zdrowie?
– Przysięgam – obiecał uczeń.
– A zatem witamy cię jako nowego medyka Owocowego Lasu!
Gołąbek ze łzami w oczach odwrócił się do zgromadzonych kotów. Wszystkie skandowały jego imię, świętowały jego awans na pełnoprawnego medyka. Jego marzenie się spełniło. Został prawdziwym uzdrowicielem.
– Chciałbym, żebyście mogli to widzieć. Kocham was – wyszeptał w stronę nieba do Gąski i Poranku.

* * *

O zmierzchu nastał czas na rytuał Poznania Oblicza Mienia. Purchawka zaprowadziła Gołąbka poza obóz, gdzie miał poznać swoje pełne Imię Duszy.
– Straciłeś tak wiele, a mimo wszystko przetrwałeś – zaczęła Szamanka – Twoja dusza nigdy nie pozbyła się miłości, której w niej nosiłeś, nieważne, co zesłał na ciebie los.
– Nie mogłem się poddać. Owocowy Las mnie potrzebuje. – Gołąbek skłonił głowę przed Szamanką.
– Locie Gęsi o Poranku, cieszymy się, że mamy cię wśród nas.


[1070 słów]

[21%]

Od Dzikiego Berberysu CD. Modliszkowej Ciszy

Przeszłość, Pora Zielonych Liści.

— Dobry pomysł, lecz trzeba będzie uważać na granice — odparł Modliszkowa Cisza, odwracając się, by wyruszyć w drogę.
Dziki Berberys zadowolony ruszył zaraz obok starszego wojownika. Bardzo lubił Modliszkową Ciszę. Kremowy miał bardzo podobne poglądy do niego i w przeciwieństwie do innych nie starał się ich ukrywać. Oprócz tego, że się dogadywali, to widział w zielonych oczach starszego, że te błyszczą mu się z ciekawości za każdym razem, kiedy on opowiadał o jakichś rzeczach z prywatnego życia. Przykładowo o Krokusowej Kruchości. Był zdumiony, że większość klanowiczów nie zauważyła jego zalotów do kotki.
— Wiem, że za dużo nie opowiadałem o sobie, jednak coraz częściej widuję się z Krokusową Kruchością i staram się, aby zabiec o jej względy — zaczął mało pewnie. Uważał, że Modliszkowa Cisza powinien wiedzieć coś więcej o nim, skoro tak dobrze się dogadywali, a że starszy nie pytał go o takie rzeczy, to teraz sam musiał mu wszystko streścić. — Od jakiegoś czasu robię to małymi kroczkami, a przynajmniej się staram. Jest dość nieśmiała i wychodzi zawsze po kwiaty wraz ze swoją mamą i siostrą. Nie wiem, czy to jest normalne… Moja siostra tak nie wychodzi zbytnio po kwiaty lub inne ozdoby, chociaż może to być ze względu na to, że nie ma z kim… Na pewno nie widziałem żadnego kocura, który by z rodziną poszedł zbierać zielska, o ile nie jest medykiem.
Kremowy wysłuchał go uważnie i zadowolony pokiwał głową.
— Będą z ciebie koty. Nie masz się czym martwić, jeszcze macie czas i jesteście młodzi. No i tak, jak mówisz, Krokusowa Kruchość jest bardzo nieśmiałą i delikatną kotką. Może już zdążyła się do ciebie przekonać, jednak nie daje tego po sobie poznać.
Modliszkowa Cisza mówił to dość spiętym głosem, jakby nie umiał do końca rozmawiać z innymi kotami o partnerstwie i tym podobnym. W sumie sam Dziki Berberys nie widział ani nie słyszał od nikogo, żeby tamten miał jakiegoś partnera lub partnerkę. Jeśli Modliszkowa Cisza całe życie był sam, to może nie do końca rozumieć takie miłosne sprawy. Ahhh… Gdyby tylko Jagodowe Marzenie jeszcze żyła, to byłaby pierwszym kotem, który dowiedziałby się o jego zainteresowaniu względem Krokusowej Kruchości. Może nawet by mu pomogła? Przecież, kto lepiej wie co potrzebuje kotka, niż sama kotka? Był kocurem, więc nie do końca znał się na takich rzeczach.
W końcu doszli do lasu, który należał do Klanu Wilka. Słońce mocno przygrzewało, jednak cień z drzew dawał schronienie przed przegrzaniem. Do nozdrzy Dzikiego Berberysu doleciał świeży zapach królika. W milczeniu spojrzał na Modliszkową Ciszę i skinął mu głową. Już wiedzieli, co mają zrobić. Oboje ruszyli, skradając się w cieniach wysokich traw. Kiedy tylko ujrzeli szaraka, rozpoczęli pościg.

* * *

Wrócili do obozu z dwoma królikami w pyskach. Byli wycieńczeni i spragnieni, a całodniowe polowanie dało im we znaki. Modliszkowa Cisza odniósł swoją część na stertę zwierzyny i nosem wskazał mu czekającą przed łapkowem Krokusową Kruchość. Dziki Berberys cicho zamruczał na wsparcie starszego wojownika i podbiegł do swojej ukochanej, wręczając jej szaraka.
— Proszę, moja damo, upolowałem królika specjalnie dla ciebie — wymruczał.
Bura szylkretka z lekkim zawstydzeniem polizała go po pysku.
— Dziękuję, Dziki Berberysie — nieśmiale zamruczała, trzepocząc swoimi rzęsami, i pozwoliła się wtulić w jego białą kryzę.
Poczuł, jak ciepło rozlewa się po jego ciele, i otulił swoim puchatym ogonem kocicę. Mógł tak siedzieć w nieskończoność. Wizja założenia rodziny z kotką była bardzo realna. Może jeśli wszystko w przyszłości się ułoży, to doczekają się własnych kociąt? Na samą myśl zostania ojcem z jego gardła wydobył się ciepły pomruk.

* * *
Osąd nad rebeliantami

Siedział przed Burzakami, był jednym z nich, a jednak taki obcy. Koty, których znał i w jakimś stopniu uznawał za jego pobratymców, okazali się tchórzami. Nie rozumieli, że cała rodzina Zawodzącego Echa była zgubą dla Klanu Burzy. Inaczej nie zabijaliby Króliczej Gwiazdy. Głosy pobratymców rozważały, co zrobić z jego istnieniem. Czy powinno się go zabić? A może wygnać? Kilka kotów jednak było zdania, że można wszystko załatwić, poprzez uczynienie go więźniem do końca życia.
Spojrzał na Modliszkową Ciszę, który właśnie oddał swój głos za jego egzekucję. Położył po sobie uszy i strzepnął swoim puchatym ogonem. A więc to tak? Jeśli przychodzi czas na obrażanie Króliczej Gwiazdy i krytykowania jego rządów, to starszy kocur z chęcią z nim o tym rozmawiał, jednak kiedy przeszło do czynów, jest pierwszym, który podkula ogon i skazuje tych, co chcieli dobrze na śmierć. Zawiódł się na Modliszkowej Ciszy, bardziej niż sam chciał przyznać, podobnie, jak zresztą rebeliantów, którzy właśnie w płaczach oskarżali siebie nawzajem o morderstwa. Szczególnie Gradobijący Cierń, który zwykle pękł pod wizją egzekucji.
Westchnął krótko, nadal siedząc pod strażą, i czekał na osąd, pożal się, Klanie Gwiazdy, Zawodzącego Echa. Jeśli tylko skażą go na śmierć, niech się nie zdziwią, że sam postanowi zabrać swojego kata na tamten świat wraz z nim.

< Modliszkowa Ciszo? Do zobaczenia na granicy! >

Od Iskrzyka CD. Wrony

— Ja? No cóż, skomplikowana sprawa… Trudne pytanie zadałaś, Wrono! — rzekł Iskrzyk, który w rzeczywistości zapomniał, ile wtedy miał księżyców. Dodał też później, zmieniając temat — Myślisz, że ten nowy jest sympatyczny? Wyglądał na takiego, jego matka z innej strony… No wiesz no... 
— Czemu to miałoby być trudne pytanie? Poza tym, o co ci chodzi z wyglądem jego matki? — zapytała Wrona, przechylając nieco głowę.
— Wygląda niesympatycznie! — dodał też po chwili, wymyślając wymówkę, by nie odpowiadać — Chyba muszę iść… Przypomniało mi się, że muszę coś zrobić! Żegnam 
Kocur, nie czekając na odpowiedź nieco zmieszanej wrony, szybkim krokiem odszedł od niej. Mając nadzieję, że nigdy już o to nie zapyta, głupio byłoby odpowiedzieć, że nie wie, prawda? W każdym razie miał nadzieję, że szybko znajdzie sobie faktyczne zajęcie i nikt go nie wsypie, że nie miał tego od początku robić. Nie chciał wyjść na głupca, nawet w oczach kogoś tak młodego. W końcu nie mógł sobie pozwolić, by młodzież go nie szanowała!

* * *

Słońce już dawno zawitało na samym czubku nieba. Nie poprawiało to jednak sytuacji kotów. Było zimno, wietrznie, a do tego opady śniegu z ostatniej nocy zostawiły cały teren Owocego Lasu zaśnieżony… Tragedia, przynajmniej za taki stan rzeczy uznał to Iskrzyk. Kocur obecnie był na patrolu, nic niezwykłego, patrząc na to, że był zwiadowcą. Był obecnie z dala od obozu, w dębowej ostoi. Również nic niezwykłego, choć niespecjalnie mu się to podobało, bo było mu nieco zimno. Obecnie na pniu dębu, który złamał się w pół jakiś czas temu. Drzewo było tuż obok drogi grzmotów. Kremowy zwiadowca obserwował więc drogę grzmotu przez jakiś czas. Byłoby i tak dłużej, gdyby nie to, że usłyszał głos innego, a raczej innej zwiadowczyni:
— Co ty tam robisz, Iskrzyku! Idziemy dalej. Nie siedź tam jak pisklę w gnieździe! — krzyknęła wrona z pewnej odległości.
Iskrzyk odwrócił się do niej, z uśmiechem tylko po to, by zobaczyć jak przewraca swoimi pomarańczowymi niczym nagietki oczami.
— Ej! Choć tu Wrono! Niezły tu widok! Zobaczysz i już sobie idziemy! – zaproponował kocur.

 <Wroniu? Choć zobaczysz dachy autek>

Od Lilakowej Łapy CD. Ćmy

— A teraz ty zadaj mi zagadkę! — rzekła z uśmiechem Lilakowa Łapa. Kotka pomyślała, że chyba musi przychodzić do żłobka, Ćma wydawała się dosyć miłym kotem.
— Dobrze! — Ucieszyła się Ćma, dodając po chwili — Co jest czarne i jest mięciutkie oraz ma piórka? 
Lilakowa łapa zastanawiała się dłuższą chwilę mimo znania odpowiedzi. Nie chciała w końcu znudzić Ćmy. W końcu powiedziała jednak:
— Kruk? Albo wrona! — rzekła w końcu liliowa.
— Nie! — odpowiedziała jej chytrym uśmieszkiem.
— Gawron? Sroka? — Próbowała zgadywać Lilakowa Łapa.
— Nie! Sroka nie jest nawet blisko! — Uśmiech u kotki wydawał się tylko rosnąć.
— No to co? Poddaję się! — oznajmiła zaciekawiona uczennica, udając przy tym smutek w głosie.
— Nietoperz! Zupełnie jak w imieniu tej no, Psotnego Nietope… — Nie było dane Ćmie dokończyć, gdyż Lilakowa Łapa przerwała jej.
— Co?! — Głos starszej kotki był głośny, pełen zmieszania. Przekręciła głowę na bok, nie mogąc zrozumieć, jak ktoś mógł opisać nietoperza, jako coś, co „ma piórka”.
— Nooo! Tata powiedział mi, że istnieje takie stworzonko! — Rzekła z dumna z siebie Ćma. Rzekła z wielkim przekonaniem — Wiedziałaś, że niektóre ptaki mają długie uszy? Te całe nietoperze! 
— Nietoperze nie są ptakami, Ćmo… — mruknęła Lilakowa Łapa.
— Ale jak to? Tata mówił, że to małe puchate stworzonko z długimi uszami, które lata! Musi być ptakiem i mieć piórka! — zaprotestowała kremowa, patrząc w duże oczy Lilakowej Łapy. Wyglądała na zmieszaną.
— Musiałaś go źle zrozumieć… Nietoperze to stworzonka podobne do myszy, mają długie uszy i duże skrzydła z cienkiej skóry! Nie mają piór! — Liliowa była wyraźnie rozbawiona pomyłką kociaka. Próbowała jednak nie śmiać się, nie chciała jej obrazić.

<Ćmo?>
[254 słów]

[5%]

Od Malutkiej

Nala wisiała w powietrzu, bezwładnie złapana przez matkę za kark. Cała jej pewność siebie wyparowała w ułamku sekundy. Malutka widziała to w jej oczach. Wyglądały, jakby zaraz miały wyjść jej siostrze z orbit, kiedy ta rozdziawiała pyszczek.
Luna nie puściła jej delikatnie. Postawiła ją na ziemi z głuchym stuknięciem, odgradzając ją własnym ciałem od Malutkiej. Biała koteczka zorientowała się, że cała się trzęsie.
– Do legowiska. Obie – rzuciła Luna. Jej głos nie był głośny, ale tak niski i wibrujący gniewem, że żaden z kociaków nie odważył się drgnąć. Malutka nigdy nie słyszała, żeby mama mówiła w ten sposób. Nigdy nie słyszała, aby ktokolwiek kiedykolwiek tak mówił.
Nikt się nie ruszył, a mama pacnęła Nalę łapką tak, że ta zapiszczała żałośnie. Malutka przeraziła się, że Luna zrobiła jej krzywdę, ale odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że mama nie wysunęła pazurów.
– Dobrze więc – syknęła Luna – Nala, do kąta. Natychmiast! Przez resztę dnia zajmiesz się sama sobą. – Później zlustrowała spojrzeniem Malutką i przeniosła wzrok na jej brata – Riko, zabierz swoją siostrę do legowiska. – Mama machnęła ogonem i popchnęła Nalę w stronę kąta.
Riko nawet nie drgnął, całkowicie zaszokowany. Przenosił wzrok z mamy na Nalę, a potem na leżącą na ziemi Malutką. W jego okrągłych ślepiach malowało się zdziwienie. Najwyraźniej zupełnie nie rozumiał tego, co się dzieje.
Po kilku uderzeniach serca kiwnął do Malutkiej głową, dając jej znać, aby poszła razem z nim do pudła. Biała koteczka podążyła za nim, kątem oka notując, że mama skierowała się w stronę jej siostry.
– Co się dzieje? – szepnęła Malutka – czy mama zrobi coś Nali? – spytała.
– Nie bądź głupia, na pewno nie – miauknął bez pewności w głosie.
– To wszystko moja wina… Ja powiedziałam mamie, że Nala jest dla mnie niemiła…
– Że co? Czemu tak powiedziałaś? – zezłościł się Riko.
Malutka skuliła się.
– No, bo była…
Jej brat wytrzeszczył oczy.
– To ona na serio tak mówiła? Myślałem, że tylko się droczycie… – nagle złapał się łapką za głowę – Ojej – skwitował – to dlatego już nie chciałaś się z nami bawić…
– Chciałam, ale ona mi nie pozwalała!
– Chyba troszkę dramatyzujesz – miauknał, ale przerwał, patrząc na nią poważnie.
Nie mieli czasu porozmawiać dłużej, bo zawołała ich Luna.
– Ja... ja nie wiedziałem, mamo... – wykrztusił cicho Riko, kuląc uszy po sobie.
– Wiem, Riko. – Mama złagodziła na moment spojrzenie, patrząc na syna. – Ty zostajesz tutaj. Masz czas na przemyślenia, dlaczego nie zauważyłeś, co dzieje się tuż przed twoimi wąsami.

Od Malutkiej

Rzeczy miały się coraz gorzej. Nawet nie to, że Nala była dla niej niemiła. Odkąd Malutka jej unikała, siostra zostawiła ją w spokoju. Najwyraźniej tak miało wyglądać “osobiste dopilnowanie tego, żeby Malutka trafiła tam, gdzie jej miejsce, czyli na sam koniec”.
Gdy Riko podchodził do Malutkiej, Nala zagradzała mu drogę i proponowała mu zabawę. Biała koteczka zaczęła unikać brata. Nie chciała z nim rozmawiać, nie jeśli to wiązało się z ryzykiem konfrontacji z gniewną siostrą.
Nala akurat spała, a Riko trącił ją nosem.
– Dawno nie bawiliśmy się razem. Obraziłaś się na mnie? – miauknął cicho brat. Wyglądał na zmartwionego. “Nic złego nie zrobiłeś”, chciała mu powiedzieć Malutka. Łzy zapełniły jej oczka. Zasmucenie Riko było ostatnią rzeczą, którą chciała zrobić.
Intensywnie pokiwała głową. Kocurek spojrzał na nią z ulgą i przechylił łebek.
– To co, bawimy się razem?
Malutka znów pokiwała głową, a na jej pyszczku zakwitł szeroki uśmiech. Mama nie kazała mu się z nią bawić. Riko robi to z własnej inicjatywy, bo ją lubi!
Cicho wyszli z legowiska, a Malutka doświadczyła drugiej w swoim życiu zabawy.
– To jest fajne! – wykrzyknęła sapiąc.
– Dlatego robimy to prawie codziennie – odparł kocurek. – Nali idzie znacznie lepiej – żachnął się, ale koteczka zorientowała się, że on się tylko z nią droczy – nic dziwnego, w końcu robimy to codziennie. Niedługo nabierzesz wprawy.
Malutka pokiwała głową.
– Mam nadzieję – miauknęła ciepło.
– Pokazać ci coś?
– Uhm – zgodziła się.
Riko wyprostował się.
– Co byś teraz zrobiła? – zapytał.
– W sensie?
– No w walce.
– Huh?
– W zabawie! Co byś teraz zrobiła! – parsknął brat z irytacją.
– Aaa, uh no… Wskoczyłabym ci na grzbiet!
Riko pokiwał głową.
– Może być, ale pokażę ci, co opłaca się bardziej. Stań prosto, tak jak ja przed chwilą – polecił, a gdy Malutka spełniła prośbę, jej brat przeturlał się pod jej brzuchem, miękko uderzając ją łapami. Biała koteczka zupełnie się tego nie spodziewała.
– Fajne, co nie? Sam to wymyśliłem! – pochwalił się. Nagle dostrzegł coś za barkami Malutkiej i zastrzygł radośnie uszami.
– Hej Nala! Bawimy się z Malutką, dołączysz?
Po grymasie, który Nala miała na pysku, biała koteczka zorientowała się, że jej siostra wcale nie ma takiej ochoty.
– W porządku, Riko – miauknęła pośpiesznie.
– Nie chcesz się już bawić? Zmęczyłaś się? – syknęła Nala – Nie wiem, po co w ogóle wstawałaś z legowiska.
– Jak to po co? Riko zaprosił mnie do zabawy! – miauknęła Malutka.
– Oh, zaprosił cię… Zapomniałaś, że nie wolno ci się bawić z dużymi?
– Ja też jestem duża!
– Sądzisz, że jesteś duża, Malutka? Ah, tak? – Siostra przysunęła się do niej – Zatem mnie pokonaj – warknęła i rzuciła się na białą. Koteczka była zupełnie zaskoczona.
– Nie możesz zadawać się z Riko – warknęła – to ja się z nim bawię. Nie mogę się doczekać, aż oboje zostaniemy wybrani, a ty zostaniesz tu sama jak palec… Oh, właściwie to nie będziesz się nudzić. Będziesz miała miski do rozlewania wody, czyż nie? – Nala popchnęła ją brutalnie i zamierzała skoczyć na Malutką, jednak nagle wytrzeszczyła oczy i zawisła w powietrzu, zaszokowana.
– Dosyć tego. – Biała koteczka usłyszała najbardziej złowrogi syk w życiu. Zorientowała się, że to Luna warczy.
Riko zastygł. Malutka zastygła.
Mama postanowiła wziąć sprawy w swoje łapy. Tym razem złapała jej siostrę na gorącym uczynku, Nala nie dowie się, że koteczka na nią naskarżyła. Tylko co zrobi Luna?

Od Malutkiej

Niby nic się nie zmieniło, ale po rozmowie z mamą Malutka poczuła, że Luna wie, co się dzieje między nią a Nalą i że zadba o to, aby siostra była dla niej milsza. Nie wiedziała, skąd ma takie przeczucie. Najwyraźniej tak już musiało być. Kocięta powinny ufać swoim mamom. Także jakimś cudem Lunie udało się sprawić, że Nala przestała dokuczać koteczce. A może tylko tak jej się wydawało? W końcu od rozmowy z mamą nie minęło wiele czasu, a biała unikała siostry jak ognia. Riko cały czas był dla niej miły, ale większość czasu jednak bawił się z Nalą, a rodzeństwo nie zapraszało Malutkiej do wspólnej zabawy.
W końcu Malutka stwierdziła, że jeśli do nich nie dołączy, będzie się nudzić cały dzień. Mogła wprawdzie pooglądać sobie wodę w misce albo zamknąć oczy i przeżywać przygody, ale bała się, że zostałoby to źle odebrane przez jej rodzinę.
Wzięła więc głęboki wdech i powoli podeszła do bawiącego się rodzeństwa. Na początku te nie zwracało na nią uwagi. Chwilę później podeszła do nich Luna i usiadła, jednak nie patrzyła się na kocięta. Wtedy Nala zerknęła ukradkiem na Malutką.
– O, hej, Ma… siostro. Chcesz się przyłączyć? – zapytała.
Malutka osłupiała. Co jest? Czy ona była chora czy coś? Poczuła na sobie intensywny wrok mamy.
– Tak! Bardzo bym chciała – wydusiła.
Wtedy Nala bez zapowiedzi skoczyła na jej plecy. Malutka struchlała, jednak zorientowała się, że jej siostra ma schowane pazury i że faktycznie chce tylko mocować się w zabawie. Gdy koteczka trochę się rozluźniła, przyłączył się do nich Riko.
Malutka nie wiedziała, co mama zrobiła z Nalą, ale była jej za to bardzo wdzięczna. Uśmiechnęła się promiennie do Luny, chcąc przekazać jej w ten sposób swoje szczęście.
Gdy Malutka wskoczyła na Nalę, ta wykręciła szyję i syknęła jej do ucha:
– Myślisz, że możesz się z nami bawić? – szepnęła ostro – Jeśli dalej będziesz się skarżyć mamie, osobiście dopilnuję, że trafisz tam, gdzie twoje miejsce. Na sam koniec. Zajmij się sobą, Maleńka. Nie powinnaś bawić się z dużymi – warknęła.
Malutka została w bezruchu, a jej siostra bawiła się dalej z nią, jak gdyby nigdy nic.
– Co jest? – mruknął Riko, trącając ją nosem. Biała nie odpowiedziała. Zbyt wiele myśli kotłowało jej się w głowie, aby mogła jeszcze do tego składać zdania.
– Zostaw ją – miauknęła Nala z rezygnacją – chcieliśmy się z nią pobawić, ale ona najwyraźniej woli wyobrażać sobie nieistniejące rzeczy.
– Żadna to frajda się z nią bawić, jak się nie rusza – przytaknął i wrócił do zabawy z Nalą.
Poczuła, jak mama łapie ją za kark i wsadza do legowiska.
– Nie polubią cię, jak będziesz się tak zachowywała – miauknęła Luna.
– Nigdy mnie nie lubili – wychrypiała koteczka.
– Co się stało?
– Ona… – nagle Malutka złapała się za pyszczek – nie mogę ci powiedzieć! Nie chcę skarżyć. Wtedy będzie tylko gorzej…
– Nikt nie dowie się, że ze mną rozmawiałaś – obiecała mama. – No już, opowiadaj, nie duś tego w sobie. Będzie ci łatwiej, gdy się tym ze mną podzielisz – Luna trąciła córkę nosem – co te dwa urwisy znowu narobiły?
Chcąc nie chcąc, Malutka opowiedziała mamie wszystko. Miała wielką nadzieję, że kocica dotrzyma obietnicy i nie opowie Nali o skardze siostry. Wolała nie wiedzieć, na czym polegało “osobiste dopilnowanie, aby Malutka trafiła tam, gdzie jej miejsce, czyli na koniec”, nawet jeśli taki scenariusz był bardzo prawdopodobny.
Przynajmniej Riko wciąż był dla niej miły. Tylko, gdy miał wybierać towarzyszkę do zabaw i rozmów, zawsze padało na Nalę, której Malutka unikała.

Od Malutkiej

Odkąd Malutka odkryła, że w drugiej misce jest woda, potrafiła w milczeniu wpatrywać się w nią godzinami. Nala już wyjaśniła jej, a raczej niezbyt miło wyśmiała ją, że pod powierzchnią nie mieszka koteczka, że to tylko jej własne odbicie. To zmieniało całkowicie sytuację. Biała nie wiedziała, że jej uszka są zakończone ładnymi pędzelkami. Bardzo jej się one podobały.
To jednak nie wszystko, co mogła robić dzięki wodzie. Koteczka mogła sprawiać, że opowiadania w jej głowie nabierały ostrości i wszystkie kontury były bardziej wyraźne. Nauczyła się już rozgrywać swoje scenariusze w myślach; nie chciała bowiem, aby Nala miała kolejne powody do kpin.
Choć mama zabroniła jej dotykania wody łapką, bo ta mogłaby się zmoczyć i zabrudzić ciecz, to Malutka nie mogła się oprzeć. Delikatnie trąciła opuszkami powierzchnię, która przyjemnie zafalowała, ukazując koteczce przeróżne kształty.
Skupiła się na pierwszym bąblu. Wyglądał troszkę jak… chmura! Przeniosła się do swojego świata.
Chmury zasłaniały niebo, nie pozwalając promieniom słońca przebić się przez ich grubą warstwę. Przez to polana na dole była spowita półmrokiem. Długie cienie drzew padały na trawę, przyjmując złowrogie kształty. Otoczenie było mroczne.
Przez busz szły koty. Malutka nie znała ich, ale podeszła, aby się przywitać. Obcy zdawali się nie zauważać jej obecności.
– Musimy wypełnić naszą powinność i przegonić mrok. Oczyścić niebo – odezwała się ruda kotka, najwyraźniej przewodnicząca całej grupie. Chwila… Malutka ją znała! Poprzednio, w hałaskrzyni, też była liderką. Może ona ją zobaczy?
Biała nie chciała jednak przeszkadzać kotom, które wydawały się gdzieś spieszyć.
– Zła energia już od wielu księżyców otacza nasz dom. Przez nią więdną kwiaty i odlatują ptaki. Tej nocy nasza rodzina zazna spokoju, a pomoże w tym mi Malutka – powiedziała ognistofutra z pewnością.
Wtedy wszystkie głowy odwróciły się w stronę koteczki.
– Ja? – pisnęła z ekscytacją i zachwytem. Czy ona będzie kimś ważnym, kto pomoże liderce oczyścić niebo?
Nagle poczuła, jak ktoś trąca ją w bok. Oderwała wzrok od wody i spojrzała z wyrzutem na siostrę.
– Co ty robisz? – syknęła, zezłoszczona. Miała świetny scenariusz!
– A jak myślisz? Może chcę się napić, a ty stoisz tu od księżyców – warknęła. Riko podniósł głowę.
– Znów rozmawiałaś sama ze sobą, Malutka – powiedział przepraszająco. Nie był niemiły, tylko zmartwiony. Nala chyba tego nie załapała.
– Nikt nie chce z tobą gadać, więc gadasz sama ze sobą? Jakaś taktyka jest – przyznała nienawistnie.
Malutka poczuła, jak całe jej ciałko się nagrzewa. Jakby miała zaraz wybuchnąć, eksplodować i rozpaść się na tysiąc kawałków. A jeden z nich miałby ugodzić jej siostrę.
– Czemu jesteś dla mnie taka niemiła? – powiedziała przez ściśnięte gardło. Nie wiedziała, czemu, ale zrobiło jej się w nim sucho i trudno jej było mówić. Nala tylko uśmiechnęła się złośliwie. Przekręciła głowę.
– A jak myślisz, Maleńka?
– MAMOOOOOO!!! – krzyknęła Malutka i pobiegła do legowiska – Nala nadal jest dla mnie niemiła! Wiem, że możesz w to nie wierzyć, ale ona się przed tobą popisuje, a dla mnie jest okrutna bez powodu i… – musiała przerwać, aby złapać oddech. Luna zakryła jej pyszczek ogonem.
– Zajmę się tym – wyszeptała jej do uszka – obiecuję.
Te słowa uspokoiły białą koteczkę na tyle, aby przestać płakać i napić się pysznego mleka mamy.

Ognikowa Słota urodziła!

 Ognikowa Słota urodziła trójkę kociąt!


Od Rzekotki (Wesołej Łapy) do Rogatego Flaminga

— Niech wszystkie koty, które umieją polować na ławicę i sprawnie pływać zbiorą się na zebranie klanu!
— Żabko, Ropuszko, Rzekotko, wystąpcie. Rzekotko, jesteś z nami już od sześciu księżyców. Dziś zaczniesz swój trening. Od dzisiaj aż do czasu, gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się Wesoła Łapa. Twoim mentorem zostanie Rogaty Flaming.
— Wesoła Łapa! Wesoła Łapa!
Rzekotka wybałuszyła oczyska. Oczywiście mamusia i tatuś wszystko jej powiedzieli, co ma robić podczas tej chwili. Nawet urządzali w żłobku trening z mianowania! Tatuś był mentorem, a mamusia wygłaszała przemówienia.
Teraz więc świeżo upieczona uczennica, spojrzała hardo i z determinacją na swojego mentora. Był nim najpiękniejszy kot, jakiego widziała w życiu. Wielkie, niebieskie oczy, sierść tak ułożona, jakby nigdy nie tarzał się w piachu, wybarwiona w niespotykany sposób. Rzekotce zaparło dech w piersiach, jaki on był przystojny! Ale z tatusiem nie mógł się równać!
— Musimy tyknąć się noskami! — miauknęła.
— Wiem — odparł ten prześliczny kot.
Rogaty Flaming podszedł do Rzekotki, patrząc na nią lekko oceniająco, stykając się po chwili nosami z młódką. — Wyruszymy na trening jeszcze dzisiaj, muszę oprowadzić cię po naszym obozie. Czy Złocisty Widlik uczył cię już pływać, w żłobku? Albo rodzice? — zaczął dopytywać, kiedy oddalili się lekko od tłumu, gdy zakończyły się mianowania.
Kotka przekręciła głowę w bok. Trening? Dzisiaj? Czy to nie jest zaraz pora na spanko? Może teraz Rzekotka będzie musiała rezygnować z drzemek... ojoj. Nie podobała jej się ta wizja! Brak miękkiego maminego futerka... chociaż...
Zerknęła na swojego mentora. On też miał miękkie futro, na pewno było jedwabiste i idealne, by uciąć sobie drzemkę. Ciekawe, czy by jej pozwolił, by użyła go jako poduszki? Może któregoś dnia po cichaczu wślizgnie mu się do posłania rano?
Na pytanie o pływanie rozbudziła się nieco. Uniosła wąsy do góry.
— Raz nawet tatuś mnie gonił, bo odpłynęłam na kawałku kory! — pochwaliła się. — Ale było fajnie! Widl...? Złoszisty? Ah, Ładny Pan! Trochę było pływania! Kocham wodę, jest taaaka mokra!!!
Rogaty Flaming kiwnął jednokrotnie głową, wyglądając na wielce poważnego i opanowanego. — Czy dasz radę przepłynąć dłużej niż dwa uderzenia serca? Pokażę ci w takim razie od razu nasze tereny, zacznijmy więc — powiedział i podniósłszy się, ruszył w stronę jednego z pierwszych legowisk. — Tutaj sypia Mandarynkowa Gwiazda, moja babcia. Najlepiej, gdybyś nie przychodziła do niej za często, chyba że z bardzo baaaardzo ważnymi sprawami, ponieważ nie lubi, gdy jej się przeszkadza — poinstruował starannie, zamiatając spokojnie jedwabistym ogonem. — Ma na głowie cały klan i dokładanie jej zmartwień nie byłoby korzystne... — kontynuował.
— Miandajinkowa Gwiaszta? — spróbowała powtórzyć. — TO TWOJA BABCIA? Aleeee superowo!
Kotka zastanawiała się chwilę, próbując zajrzeć do środka legowiska. Szybko została przed tym powstrzymana, na co naburmuszyła minkę. Chciała popatrzeć…
— A jakie problemy to ważne problemy? — przypytała jeszcze, wbijając w niego oczyska.
Flaming zauważywszy, ile niebieska wpatrywała się w jego osobę, poprawił futro na swojej piersi, pusząc je dumnie.
— Piękne, prawda? — poruszył łapą, parokrotnie przejeżdżając językiem po długich kłosach. — Jeśli dobrze się spiszesz, to może Ci zdradzę, jak utrzymuję je w tak wspaniałej kondycji. Swoją drogą... zwracaj się do mnie per Książę Rogaty Flamingu, dodaj z przodu też "Panie" i lekki, staranny ukłon. Okazywanie szacunku członkom rodu to jedna z pierwszych rzeczy, jakich uczy się kocięta. To niezwykle istotne.
Rzekotka nadstawiła okrągłe uszyska.
Gdy Mentor nakazał jej zwracać się do siebie konkretnym tytułem, otworzyła ze zdumienia szeroko buzię.
— Jesteś Księciem!? Ale epicko! — miauknęła pozytywnie zaskoczona. — Mamusia mi opowiadała o rodzie! Więc ja wiem, ale nie wiedziałam, że Ty do niego należysz też! Ale zaszczyt, wooooaaaa! Szkoli mnie Książę! Czy to znaczy, że jestem Księżniczką? Jej Panie Książę Rogaty Flamingu, czy ja jestem teraz Księżniczką, skoro mnie uczysz? Powiedz, że tak! Powiedz, powiedz!
Podskakiwała podczas mówienia, a jej ogon drżał z ekscytacji. Futerko napuszyło się bardziej, robiąc z niej prawdziwą owieczkę, gdy czekała na odpowiedź.

<Flaming?>

[616 słów]

[12%]