Trzcinowy Szmer zamruczała na widok wesołej Gąbczastej Perły.
— Porozmawiać? Przyszłam poplotkować! — zamruczała rozkładając się na ciepłych kamieniach przy źródełku. Pora Zielonych Liści była jej ulubioną, szczególnie przez takie chwile! Zamoczyła ogon w oczku wodnym i chlapnęła na siebie wodą, by troszkę się schłodzić. — Widziałam, że w lecznicy obsłużyłaś Korzenną Łapę, coś ciężko się przyzwyczaić, że ma się w rodzinie, takie czarne owce... Na dodatek jej futro... Widać, że było naprawdę w opłakanym stanie!
Gąbka pokręciła głową.
— Weź! Nawet mi nie przypominaj — burknęła na wzmiankę o futrze Korzennej Łapy. — Głupie czekoladowe koty. Mogłyby chociaż postarać się nie utrudniać innym życia. I pomyśleć, że koty musiały patrzeć na jej łyse plamy! Ohydztwo — wygłosiła, wykrzywiając pysk.
Na moment zamilkła, po czym kontynuowała:
— Czy to w ogóle nie masz szczęścia co do rodziny. Twoi rodzice to przecież zdrajcy, nie?
— Nie mam — przyznała, czując, że jej humor spadł, kiedy medyczka poruszyła temat jej rodziny. — Jednak ja nie wybrałam, kogo krew będę dziedziczyć. Sama wolałabym założyć rodzinę i naprawić błędy wszystkich moich krewnych. Przywrócić lojalność w Klanie Nocy…
Medyczka uśmiechnęła się na słowa Trzciny.
— Cieszę się, że nie powielasz błędów swoich przodków — mruknęła, po czym wyszczerzyła się szerzej, zadziorniej. — Kiedy przyprowadzisz do mnie jakiegoś sympatycznego partnera? Lub, no wiesz… partnerkę — spytała. — I jak sytuacja z tym, no... Zmierzchającą Falą? Mówiłaś mi kiedyś o nim, jeśli dobrze pamiętam.
— Zmierzchająca Fala znalazł dla siebie kogoś innego — powiedziała ze smutnym uśmiechem, mając na myśli Kropiatkową Skórę. Oboje byli nierozłączni i coraz rzadziej mieli okazję spędzać czasu sam na sam, czy to z Zmierzchającą Fałą, czy to z Kropiatkową Skórą. Jednak szczerze życzyła im szczęścia. — Sama czekam na ten dzień aż będę mogła mieć kocięta... Szczerze sama nie wiem, czy czasem bardziej mi nie zależy na potomstwie, niż na znalezieniu partnera, ale wiadomo najpierw muszę mieć kogoś... Same kociaki nie spadają z nieba… A szkoda... — westchnęła podpierając się łapą.
Gąbka wzruszyła ramionami.
— Jak to się mówi? Jest pełno ryb w morzu, a Zmierzchająca Fala nie wie, co traci — stwierdziła, próbując jakoś (nieudolnie) pocieszyć koleżankę. — Ale co się będziemy rozwodzić nad jakimiś kocurami. Może masz jakieś radosne wieści, którymi mogłabyś się podzielić?
— Oprócz narzekania, chyba nic mi nie zostało niestety — zaśmiała się, doceniając trud Gąbczastej Perły w pocieszaniu jej. — Rezedowa Łapa się leni i nic nie robi! Nie wiem, ileż można go uczyć. Im dłużej mam go pod swoimi skrzydłami, tym koty myślą, że nie umiem go nauczać. Masakra!
Dymna zachichotała.
— Może Fląderka rzuciła na niego klątwę? — zastanowiła się na głos. — Nieszczęsne te dziecię. Nie zdziwiłabym się, gdyby jej wpływ zaburzał trening Rezedowej Łapy. Myślę, że już dawno powinniśmy coś z nią zrobić, nim zacznie pożerać Nocniaków! — mówiła trochę w żartach, a trochę na serio. — Dziwne, że Rezeda nie podzielił jeszcze losu Centurii…
— Nie pozwolę, by ten pod moimi skrzydłami skończył tak marnie, jak jego siostra, jednak też nie wyobrażam sobie, żeby wszyscy na niego chuchali tylko dlatego, że stracił siostrę i znalazł się w pechowym miocie! — prychnęła poirytowana. Nikt nie ubolewał nad nią, kiedy straciła siostrę z miotu podczas powodzi, to czemu Rezedowa Łapa miałby być traktowany ulgowo? — Klan Nocy potrzebuje silnych wojowników, a nie kotów, które nie wiedzą, jak polować na kaczki. Samymi rybami Nocniaki się nie żywią... — burknęła.
— Tak, tak. Mi też zmarła siostra, a jednak ukończyłam trening — mruknęła, prostując się nieznacznie. — Upłynęło wystarczająco księżyców, by wziął się w garść. Ale cóż, nie masz jak go zmusić. Zwierzę możesz zaprowadzić do wodopoju, ale wody do pyska mu nie wciśniesz — stwierdziła, potakując głową. — Jestem pewna, że dobrze go szkolisz. Niektórzy po prostu nie doceniają tego, co mają w zasięgu swoich łap.
— Dzięki, że tak myślisz. Może jest jeszcze szansa, że Rezedowa Łapa przejrzy na oczy, jak pokażę mu w najbliższym czasie, jak się poluje na łyski. Rzadko się pojawiają na stosie, a jednak jesteśmy w stanie je upolować… Może zrobiłabym mu sparing z młodszymi uczniami, by zobaczył, jak sobie inni radzą? Co ty na to? Albooo ty byś zabrała się z nami? W Klanie Wilka musieli ciebie nauczyć co nieco.
Gąbczasta Perła zachichotała, udając speszenie.
— Owszem, coś umiem. Mogę wam pomóc w treningu, ale to musiałby być jakiś bardzo spokojny dzień, ponieważ w lecznicy zawsze coś się dzieje.
Trzcinowy Szmer zamruczała zadowolona. Może nie zabierze kotki poza obóz, żeby skontrolowała trening Rezedowej Łapy w najbliższych dniach, ale zawsze jest szansa, żeby taki dzień się nadarzył.
Obie kotki jeszcze siedziały razem przez jakiś czas, plotkując w najlepsze. Może nie żadna nie powiedziała tego na głos, jednak zbyt dobrze im się gawędziło. Czy mogły powiedzieć, że są przyjaciółkami?
* * *
Noc zgromadzenia po ataku borsuków
Borsuki zdążyły już wyjść z obozu. Wiele kotów było rannych, w tym Trzcinowy Szmer, której jedna z przednich łap nie była w najlepszym stanie. Usiadła na trawie, chcąc wziąć w końcu głęboki oddech. Nie mogła uwierzyć, że w Klanie Nocy mieli tak głupiego ucznia, jaką była Korzenna Łapa. Na dodatek, pożal się Klanie Gwiazdy, dzieliły więzy krwi.
Gąbczasta Perła wraz z niespodziewaną pomocą jednego z więźniów, zajęła się intensywnym opatrywaniem rany Sennej Łzy, aktualnie znajdującej się w stanie krytycznym przez dużą utratę krwi. W tym samym czasie Pierzasta Kołysanka zaczęła rozglądać się za innymi rannymi, wśród nich, oprócz niej i Wężynowego Splotu, znalazli się także Rysi Bór i Czosnkowa Krewetka, z których to ta druga wydaje się być w znacznie gorszym stanie, w dodatku wciąż nie odzyskała przytomności.
Z legowiska starszyzny wyszedł zmartwiony Rezedowa Łapa i oznajmił śmierć Nenufranowego Kielicha, a przy wyjściu z obozu wyciągnięto ciało jednego z krewnych Trzcinowego Szmeru, Rozpromienionego Skowronka. Może nie mieli ze sobą zbyt wiele interakcji, jednak byli rodziną. Mimo niechęci do Borówkowej Słodyczy, ze względu na nałożone piętno przez Mandarynkową Gwiazdę, współczuła kotce straty własnego rodzonego brata. Wiedziała doskonale, jak straszne kot czuje się po śmierci kogoś tak bardzo bliskiego.
* * *
W końcu weszła do legowiska medyka, gdzie Gąbczasta Perła pracowała w pocie czoła, kończąc opatrywać rany Wężynowego Splotu. Kiedy tylko starsza szylkretka wyszła na polanę, ta zasiadła na miejscu, gdzie przed chwilą siedziała owa wojowniczka, i wyciągnęła posłusznie łapę w kierunku dymnej medyczki.
Widziała zmęczenie i złość malującą się na pyszczku Gąbczastej Perły. Jednak sama nie wiedziała, co ma kotce powiedzieć. Miała obgadywać głupotę Korzennej Łapy? Nie miała już nic do gadania na temat czekoladowej kotki. Nie chciało jej się szczerze otwierać nawet pyska. Nie zamierzała wyręczać Żmijowcową Wić, który był mistrzem w narzekaniu.
— Nie jestem w stanie uwierzyć, że coś takiego się właśnie wydarzyło… Mandarynkowa Gwiazda powinna tych wszystkich kotów o czekoladowym futrze wyrzucić z Klanu Nocy. Znów się przez nie źle dzieje.
Po chwili milczenia przytaknęła jej głową. Nie chciała powiedzieć tego na głos, jednak wyrzucanie z Klanu Nocy kotów tylko z powodu ich koloru futra było całkiem niesprawiedliwe. Jednak dla Korzennej Łapy należało się karne imię oraz kategoryczny zakaz wychodzenia z obozu.
Gąbczasta Perła zauważyła jej ciszę i przekrzywiła łebek.
— A ty jak uważasz? Coś jesteś za cicho.
— Nie wiem, co mogłabym więcej powiedzieć oprócz tego, że Korzennej Łapie powinno się brutalnie uświadomić, jak wielką krzywdę zrobiła pobratymcom. Taka głupota nie może zostać przeoczona przez Mandarynkową Gwiazdę i wątpię, by ta patrzyła na to pobłażliwie. Straciliśmy dwóch pobratymców.
Medyczka, zadowolona z odpowiedzi, przytaknęła głową i sprawnie opatrzyła jej łapę. Podała jej nasionko maku i wskazała głową na wyjście z lecznicy.
— Odpoczywaj, powinno szybko się zagoić. Twoja łapa nie jest złamana, skręcona czy zwichnięta. Ślad ugryzienia przez borsuka raczej zostanie. Będziesz miała kolejną ciekawą bliznę do kolekcji. — Podeszła do składziku, szykując kolejne zioła dla następnego poszkodowanego Nocniaka.
— Nie będę narzekać, ktoś musi mieć ciekawe pamiątki po służeniu temu klanu — powiedziała zmęczona. — Dzięki za opatrzenie. Teraz Złocisty Widlik nie będzie mi truł życia i straszył zakażeniem.
Gąbczasta Perła nie odezwała się już do niej, a do środka wszedł smutny Rysi Bór. Trzcinowy Szmer skinęła mu głową i wyszła na polanę. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy i złożyć kondolencje.
* * *
Po przejściu Różanej Woni do starszyzny
Najstarsza medyczka Klanu Nocy właśnie ogłosiła, że odchodzi na emeryturę i będzie odpoczywać w legowisku starszyzny, które jakoś długo nie czekało na nowe koty, które by je zamieszkały. Zebranie klanu szybko się skończyło, a Mandarynkowa Gwiazda zeskoczyła z gałęzi sumaka, po czym zniknęła w swoim legowisku.
Trzcinowy Szmer przeniosła natomiast swoje spojrzenie na Gąbczastą Perłę, która właśnie stała się jednym z najważniejszych kotów w Klanie Nocy. Była ich łącznikiem między Klanem Gwiazdy oraz kotem, do którego powinno się od razu podchodzić w razie problemów ze zdrowiem.
Podeszła do dymnej kotki i pacnęła ją ogonem w bok.
— Zaczepka! — zamruczała, kiedy tamta odwracała się w jej kierunku. Kiedy tylko ją ujrzała, na jej pysku pojawił się szeroki uśmiech. — Gratuluję ci. Jesteś oficjalnie naszym medykiem. Teraz mam chody u naszej głównej medyczki, czy mogę cię poprosić o otrucie Rezedowej Łapy albo czy znasz zioła żeby się w końcu skupił na nauce? — zażartowała.
— Oczywiście, mogłabym zrobić mu małego psikusa, by lepiej się słuchał — zaśmiała się.
* * *
Aktualne
Wróciła z patrolu wraz z Rezedową Łapą i odesłała kocura, żeby ten poszedł do legowiska starszyzny, by zaniósł upolowaną przez nią kaczkę. Tymczasem ona ruszyła do lecznicy, ciągnąc za sobą smaczny kąsek, jakim był okoń. Położyła na ziemi rybę i spojrzała na medyczkę, która gimnastykowała się przy uporządkowywaniu ziół.
— Ekhem! — odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę Gąbczastej Perły. — Gdzie jest twój Bociani Klekot żeby zajął się takimi sprawami, jak uporządkowywanie ziół w magazynku?
— Właśnie wyszedł na zbieranie ziół wraz z ogrodnikami.
— Powinnaś zrobić sobie przerwę, nie po to masz asystenta medyka, żeby samej tak strasznie harować! — Podeszła bliżej swojej przyjaciółki i położyła na jej posłaniu okonia. — Chciałam z tobą porozmawiać. Chyba wyłysiejesz na te informacje!
Brązowe oczy kotki zabłyszczały z zaciekawienia i podeszła do niej, kładąc się na swoim legowisku obok okonia, którego jej przyniosła.
— Mów, z chęcią zrobię sobie przerwę na pogawędki, skoro i tak przyniosłaś jedzenie. — Wzięła pierwszego soczystego kęsa ryby i przeniosła wzrok z powrotem na nią. — A więc słucham. Co takiego ciekawego masz mi do powiedzenia?
Trzcinowy Szmer zamruczała zadowolona, że udało się zaciekawić dymną. Położyła się obok niej, przy okazji pozwalając sobie na wzięcie gryza okonia.
— Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o kociętach, Zmierzchającej Fali oraz partnerstwie?
— Owszem. Mówiłaś, że jednak nie jesteście razem. Czy coś się zmieniło? Odbiłaś go Kropiatkowej Skórze, skoro o tym mówisz? Nie mów, że to zrobiłaś!
— Oczywiście, że nie! Kropiatkowa Skóra to moja przyjaciółka, nie mogłabym tego zrobić! Tym bardziej, że są ze sobą szczęśliwi oraz mają swoje małe urwisy.
— Okej… To do czego bijesz w takim razie?
— Do tego, że znalazłam kandydata na ojca dla moich przyszłych kociąt!
— Na Klan Gwiazdy — Gąbczasta Perła wytrzeszczyła oczy — kto to?
— Żmijowcowa Wić.
Po pysku medyczki przeszło wiele różnych emocji, których Trzcinowy Szmer nie mogła nawet zliczyć. Od zdziwienia po ekscytację. Kotka poprawiła się na posłaniu, zapominając, że miała co jakiś czas jeść jej okonia.
— I jak? Już się staraliście o kocięta? Były jakieś komplikacje czy potrzebujesz w tym medycznej pomocy? — zalała ją morzem pytań. — No, chyba że chcesz mi wszystko opowiedzieć dokładnie, ale to już na uszko — spojrzała na nią sugestywnie.
— A tego to już nie musisz wiedzieć! — prychnęła speszona, odwracając wzrok. — Możesz być pewna, że plan wejdzie w życie, a ja potrzebuję coś wykombinować z Rezedową Łapą, który nadal nie jest choćby o wąs od mianowania! Musisz go trochę postraszyć. Może członkini rodu królewskiego się posłucha w końcu!
<Gąbczasta Perło? Przyjaciółce może pomożesz w nastraszeniu Rezedowej Łapy? 🧽🫧>