Przed dołączeniem do Owocowego Lasu
Pewnego dnia zapanował chaos.
Nigdy wcześniej nie odczuła efektu masowej paniki. Wzięcie oddechu nagle stało się wyzwaniem. Coś jakby ją blokowało. Kłęby kotów przemieszczały się nerwowo. Rozbiegały się w różne strony. Niczym chmara owadów odpędzona od zdobyczy. Zapach krwi nieprzyjemnie kłuł ją w nozdrza. Szkarłatna barwa rozlewała się powoli po podłożu, barwiąc swym kolorem spróchniałe deski...
Nie posiada dalszych wspomnień z tej nocy. Potem jedynie biegła. Przed siebie i prosto. Czując jedynie, jak krótki stał się jej oddech. Serce nieprzyjemnie biło, wręcz dudniło, czasem kłuło. Dopiero ból w łapach sprawił, że w końcu się zatrzymała. Zaskoczona rozejrzała się wokół, wypatrując niebezpieczeństwa — innych kotów. Nieco oszołomiona otaczającym ją krajobrazem cofnęła się o krok.
Świat przed nią był zupełnie obcy, wręcz odrealniony. Las wydawał się abstrakcyjnym pojęciem. Czymś, o czym tylko słyszała podczas rozmów. Drzewa nigdy wcześniej nie znajdowały się w tak dużym skupisku. Tak blisko siebie, ciągnąc się niemal do nieba. Powietrze pozbawione było smrodu — spalenizny charakterystycznej dla Wyprostowanych i ich metalowych klatek. Poczucie tylu różnorodnych zapachów, wcześniej stłumionych wszechobecnym smrodem, lekko ją przytłoczyło.
Mimo to nie zamierzała odwracać się za siebie. Migające rozmazane wspomnienia przyspieszały nieprzyjemnie jej serce. Nie chciała tam wracać. Nie po tym, co zobaczyła. Czego doświadczyła. Nie chciała znów takiego życia. Poczucie wolności skutecznie tłumiło głosy rozsądku w jej głowie. Kroki, mimo że niepewne, kierowały ją w głąb lasu. Nie patrzyła, gdzie idzie. Podążała za zapachami, które ją ciekawiły. Odkrywała nieznane jej rośliny. Zachwiany chaosem umysł zalała fala zaciekawienia. Tak rzadkiego w jej dotychczasowym życiu. Odcienie, jak i kształty liści, były czymś niepojętym. Tak innym od tego, co widziała. Dopiero fala zmęczenia zakończyła ten wątek badawczy. Wpełzła pod jeden z krzewów. Ziemia była zimna, a drobne gałązki nieprzyjemnie wbijały się w jej brzuch. Mimo to zasnęła szybko, ignorując swą niewiedzę o obcym jej zupełnie świecie.
Nieznany jej wcześniej silny głód pojawił się szybciej, niż sądziła. Nieprzyjemnie dźgał brzuch. Zdawał się wykręcać jej wnętrzności. Powodował frustrację każdą kolejną nieudaną próbą zdobycia pożywienia. Nie sądziła, że będzie w tym tak beznadziejna. Nawet owady zdawały się zbyt dużym wyzwaniem. Wystarczyły dwa wschody słońca, by głód doprowadził ją do poczucia rezygnacji. Przygniótł ją całkowicie. W głębi umysłu czuła, że sama długo nie pociągnie. Była niczym bezradne kocie, pozbawione wiedzy i umiejętności. Mimo to musiała iść dalej. Nie widziała lepszej opcji. Mięśnie nieprzyjemnie kłuły, nieprzyzwyczajone do takiej ilości ruchu. Parę razy upadła, zanim znów zasnęła. Ciągłe zmęczenie coraz skuteczniej powalało ją na glebę.
Smak zepsutego mięsa nie chciał zniknąć z jej pyska. Nie pomagała woda, nieznane jej rośliny czy ziemia. Paskudny aromat zdawał się wypalić się na jej języku. Wspomnienie tego posiłku powodowało u niej odruchy wymiotne. Lecz nie myślała wtedy jasno. Głód odebrał jej władzę nad umysłem. Zamroczył ją.
Po raz pierwszy w życiu była tyle czasu sama. Pozbawiona kociego towarzystwa. Czuła się z tym dziwnie. Tak cicho. Trochę nieistotnie. Nawet jeśli poległaby w tym miejscu, nikt przez długi czas nie odnalazłby jej ciała. Spojrzała w niebo, próbując pozbyć się złych myśli. Nie wiedziała co dalej. Nigdy wcześniej nie miała władzy nad swym losem.
Zastygła, słysząc dźwięk. Przylgnęła do ziemi, mając nadzieję, że wysoka trawa ukryje jej obecność. Gdzieś niedaleko był inny kot. A może więcej? Bała się unieść łeb i sprawdzić. Może to Oni jej szukali. Zlękniona schowała pysk pod łapami, licząc, że dzięki temu stanie się jeszcze mniej widoczna. Że zagrożenie w końcu minie.
Nigdy wcześniej nie odczuła efektu masowej paniki. Wzięcie oddechu nagle stało się wyzwaniem. Coś jakby ją blokowało. Kłęby kotów przemieszczały się nerwowo. Rozbiegały się w różne strony. Niczym chmara owadów odpędzona od zdobyczy. Zapach krwi nieprzyjemnie kłuł ją w nozdrza. Szkarłatna barwa rozlewała się powoli po podłożu, barwiąc swym kolorem spróchniałe deski...
Nie posiada dalszych wspomnień z tej nocy. Potem jedynie biegła. Przed siebie i prosto. Czując jedynie, jak krótki stał się jej oddech. Serce nieprzyjemnie biło, wręcz dudniło, czasem kłuło. Dopiero ból w łapach sprawił, że w końcu się zatrzymała. Zaskoczona rozejrzała się wokół, wypatrując niebezpieczeństwa — innych kotów. Nieco oszołomiona otaczającym ją krajobrazem cofnęła się o krok.
Świat przed nią był zupełnie obcy, wręcz odrealniony. Las wydawał się abstrakcyjnym pojęciem. Czymś, o czym tylko słyszała podczas rozmów. Drzewa nigdy wcześniej nie znajdowały się w tak dużym skupisku. Tak blisko siebie, ciągnąc się niemal do nieba. Powietrze pozbawione było smrodu — spalenizny charakterystycznej dla Wyprostowanych i ich metalowych klatek. Poczucie tylu różnorodnych zapachów, wcześniej stłumionych wszechobecnym smrodem, lekko ją przytłoczyło.
Mimo to nie zamierzała odwracać się za siebie. Migające rozmazane wspomnienia przyspieszały nieprzyjemnie jej serce. Nie chciała tam wracać. Nie po tym, co zobaczyła. Czego doświadczyła. Nie chciała znów takiego życia. Poczucie wolności skutecznie tłumiło głosy rozsądku w jej głowie. Kroki, mimo że niepewne, kierowały ją w głąb lasu. Nie patrzyła, gdzie idzie. Podążała za zapachami, które ją ciekawiły. Odkrywała nieznane jej rośliny. Zachwiany chaosem umysł zalała fala zaciekawienia. Tak rzadkiego w jej dotychczasowym życiu. Odcienie, jak i kształty liści, były czymś niepojętym. Tak innym od tego, co widziała. Dopiero fala zmęczenia zakończyła ten wątek badawczy. Wpełzła pod jeden z krzewów. Ziemia była zimna, a drobne gałązki nieprzyjemnie wbijały się w jej brzuch. Mimo to zasnęła szybko, ignorując swą niewiedzę o obcym jej zupełnie świecie.
*****
*****
Po raz pierwszy w życiu była tyle czasu sama. Pozbawiona kociego towarzystwa. Czuła się z tym dziwnie. Tak cicho. Trochę nieistotnie. Nawet jeśli poległaby w tym miejscu, nikt przez długi czas nie odnalazłby jej ciała. Spojrzała w niebo, próbując pozbyć się złych myśli. Nie wiedziała co dalej. Nigdy wcześniej nie miała władzy nad swym losem.
Zastygła, słysząc dźwięk. Przylgnęła do ziemi, mając nadzieję, że wysoka trawa ukryje jej obecność. Gdzieś niedaleko był inny kot. A może więcej? Bała się unieść łeb i sprawdzić. Może to Oni jej szukali. Zlękniona schowała pysk pod łapami, licząc, że dzięki temu stanie się jeszcze mniej widoczna. Że zagrożenie w końcu minie.

