Kotka znalazła Sycylię niedługo później, kiedy ta zajmowała się porannymi obowiązkami, porządkując rzeczy pozostawione w domostwie i doglądając wszystkiego z tą samą starannością, z jaką zwykła podchodzić do każdego szczegółu codzienności.
Diane przez moment nie odzywała się, obserwując matkę z lekkim wahaniem. Wiedziała, że przy Sycylii powinna szczególnie uważać na sposób, w jaki się zachowuje, ponieważ matka przywiązywała ogromną wagę nie tylko do słów, które wypowiadała, lecz także do postawy, gestów i sposobu poruszania się.
Kremowa koteczka odruchowo wyprostowała więc grzbiet i uniosła głowę nieco wyżej, a następnie ruszyła w stronę matki spokojnym, miarowym krokiem. Starała się, aby jej ogon nie zdradzał podekscytowania, choć trudno było jej całkowicie ukryć drżenie końcówki.
— Mamo? Jeśli nie przeszkadzam, chciałabym o coś zapytać.
— Nie przeszkadzasz.
Sycylia przyjrzała jej się nieco dokładniej, jakby próbowała odgadnąć powód tej ostrożności.
— Zastanawiałam się... czy zechciałabyś wyjść ze mną do ogrodu? Oczywiście, jeśli masz czas.
Sycylia przerwała wykonywaną czynność i powoli zwróciła głowę ku córce. W jej spojrzeniu nie było jeszcze ani zgody, ani odmowy; jedynie spokojne zainteresowanie, które sprawiło, że Diane niemal natychmiast wyprostowała grzbiet i bardziej świadomie ułożyła łapy przy sobie.
— Do ogrodu?
— Tak, mamo.
Diane odpowiedziała niemal natychmiast, lecz zaraz potem zamilkła, jakby przypomniała sobie, że Sycylia nie przepadała za zbyt pochopnymi reakcjami. Wzięła więc spokojniejszy oddech i pozwoliła, aby między nimi zapadła krótka cisza, podczas której z zewnątrz dobiegł cichy śpiew ptaka. Głos niósł się przez uchylone okno, mieszając się z delikatnym szelestem liści poruszanych porannym wiatrem.
— Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?
Diane spuściła wzrok, czując, że jej początkowa pewność siebie zaczyna powoli znikać. Jeszcze przed chwilą wydawało jej się, że wystarczy poprosić, a potem wraz z matką będzie mogła przejść przez próg i wreszcie zobaczyć z bliska wszystko to, co od wczoraj przyciągało jej uwagę. Teraz jednak przypomniała sobie, że Sycylia lubiła znać powód każdej decyzji, zwłaszcza jeśli dotyczyła ona czegoś, co wymagało odłożenia codziennych obowiązków.
— Chciałabym spędzić z tobą trochę czasu poza domem. Wczoraj ogród wydał mi się wyjątkowo piękny i pomyślałam, że dobrze byłoby zobaczyć go z bliska, szczególnie teraz, kiedy rośliny tak bujnie rosną — odpowiedziała, po czym w jej oczach pojawił się cieplejszy blask. — Zauważyłam też kilka kwiatów, które mogłyby dobrze wyglądać w bukiecie…
W miarę jak mówiła, Diane zaczęła odzyskiwać odrobinę śmiałości.
— Bukiet?
— Tak. Pomyślałam, że mogłabym zrobić coś dla ciebie i Celestyna, jeśli nie mielibyście nic przeciwko.
Na pysku Sycylii pojawił się cień uśmiechu, tak subtelny, że Diane niemal mogła pomyśleć, iż tylko jej się przywidziało.
— To bardzo miły pomysł, Diane. Doceniam, że chciałabyś zrobić coś własnymi łapami.
Sycylia na moment umilkła.
— Nigdy wcześniej tam nie byłaś?
Diane pokręciła głową.
— Nie, mamo.
— Więc wszystko, co tak cię zachwyciło, widziałaś tylko przez okno?
— Właśnie dlatego jestem taka ciekawa, jak ogród wygląda naprawdę. Z daleka kwiaty wydają się niemal jednolitą plamą barw, a chciałabym zobaczyć ich płatki, liście i wszystkie drobne szczegóły.
W jej głosie pojawiło się coś więcej niż zwykła ciekawość. Było w nim szczere zauroczenie, którego nie próbowała już ukrywać.
— Rozumiem więc, że bardzo zainteresowałaś się ogrodem.
— Od wczoraj trudno mi przestać o nim myśleć.
— I dlatego chciałaś wyjść od rana?
Diane poczuła lekki wstyd.
— Tak... chyba rzeczywiście. Przepraszam, mamo.
Sycylia westchnęła cicho, lecz w jej głosie nie było gniewu. Przeciwnie, kiedy odezwała się ponownie, jej ton stał się nieco łagodniejszy.
— Nie przepraszaj za samo zainteresowanie czymś pięknym. Cieszę się, że dostrzegasz urok natury i że budzi ona w tobie chęć tworzenia. Musisz jednak nauczyć się panować nad własnym entuzjazmem. To, że czegoś pragniesz, nie znaczy, że powinno wydarzyć się natychmiast.
Diane skinęła głową.
— Rozumiem. Najpierw powinnam pomyśleć o swoich obowiązkach.
— Właśnie tak. Obowiązki nie stają się mniej ważne tylko dlatego, że za oknem czeka coś ciekawszego.
Diane zerknęła mimowolnie w stronę okna.
— Widzę jednak, że bardzo chciałabyś tam pójść.
— Tak — przyznała Diane cicho. — Ale nie będę nalegać, jeśli uważasz, że to nie jest odpowiednia pora.
Sycylia uśmiechnęła się delikatnie.
— I dobrze, że przyszłaś zapytać.
Diane podniosła wzrok.
— Czy to oznacza, że mogę?
— Nie.
Nadzieja, która pojawiła się w oczach Diane, zgasła równie szybko.
— Nie chcę, żebyś odebrała moją odmowę jako karę. Nie zrobiłaś niczego złego. Ogród jest piękny, ale trzeba uważać na rośliny, błoto, owady, a przede wszystkim pamiętać o właściwym zachowaniu.
Diane słuchała w skupieniu.
— Rozumiem. Jeśli kiedyś pozwolisz mi wyjść, postaram się zachowywać tak, jak należy.
— Tego właśnie oczekuję.
— Będę chodzić spokojnie i uważać, gdzie stawiam łapy. Jeśli będę chciała coś obejrzeć albo dotknąć, najpierw zapytam.
Sycylia skinęła głową.
— I pamiętaj, że dobre maniery nie zostają za drzwiami. Nawet wśród kwiatów powinnaś mówić spokojnie, zwracać uwagę na innych i panować nad swoim podekscytowaniem.
— Postaram się, mamo.
Mimo odmowy wciąż czuła lekkie rozczarowanie, które zacisnęło się gdzieś pod jej sercem niczym cienka nić. Nie zamierzała jednak pozwolić, aby przesłoniło jej ono wdzięczność za samą rozmowę. W końcu ogród nadal znajdował się za oknem, a jego piękno nie zniknie tylko dlatego, że będzie musiała jeszcze trochę poczekać.
— Skoro tak, zajmę się tym, co powinnam, a później... — urwała na moment, po czym dodała z odrobiną nadziei: — może zapytam jeszcze tatę, czy zechciałby mi towarzyszyć.
Sycylia przyjrzała jej się przez chwilę, po czym skinęła głową.
— Możesz go zapytać. Jeśli Celestyn uzna, że to odpowiednia chwila, nie będę miała nic przeciwko.

