Ale tak się nie stało. Po tym, jak udało jej się dogonić wiewiórkę, za którą goniła przez przynajmniej trzy różne dęby i klony, a ruda kuta w końcu zawisła jej nieżywa z pyska, Jeżyna oznajmiła, że zdała swój test na zwiadowczynię, no i że jutro nie musi wstawać na poranny trening… Że już nigdy nie będzie musiała wstawać na poranny trening, chyba że sama doczeka się terminatora, czego sama jej życzy.
Tak też się stało. Wróciły wspólnie do obozu, a cała droga minęła im na przyjemnych pogaduszkach i wszystkim i o niczym. Wyjawiła kotce, że bardzo się cieszy z tak szybkiego skończenia treningu, nie tylko dlatego, że obawiała się powrotu Figii i jej temperamentu, ale też dlatego, że znów będzie mogła spędzać czas ze swoim partnerem. Zwłaszcza że zaczynała faktycznie myśleć o zostaniu mamą. Ta wizja już długo mieszkała w jej głowie, ale wolała nie pchać się pod ten sam dach, gdzie aktualnie przebywała jej mentorka, tylko po to, aby potem kontynuować trening. Teraz nie tylko była wolna od obowiązków ucznia, ale i od czekoladowej, która oznajmiła już na samym początku ciąży, że kiedy tylko maluchy skończą być od niej zależne, to wszystkie obowiązki w żłobku przejmie Topola. Wszyscy o tym wiedzieli; pewnie dlatego Czereśnia był tak skłonny mianować ją zastępczynią, kiedy jeszcze przebywała w kociarni. Może też dlatego zaufała Jeżynie w temacie zakończenia treningu Rohan; chciała móc zająć się wyłącznie nowymi obowiązkami, bez potrzeby niańczenia jakiejś dawnej piecuszki.
Następnego dnia doszło do mianowania zwiadowczyni. Owocowy Las zaczął znów być spokojny i zbalansowany. Koty były zgodne, że Czereśnia będzie dobrym i stanowczym liderem, a oboje, Figa i Kolendra, na pewno zrobią wszystko, żeby się wykazać; społeczność była w dobrych łapach. Chociaż maluchów nie było dużo, tak dwójka była na tyle żywotna i rozbiegana, że wszystkim wydawało się, że po obozie biega ich przynajmniej dziewiętnaścioro. Myśl, że za niedługo to ona mogła zasilić to miejsce, które tak prędko stało się jej domem, sprawiała, że ciepło rozlewało się po jej ciele. Ale teraz musiała skupić się na mianowaniu, potem porozmawia z Gondorem.
— Rohan, wystąp do przodu — przemówił Czereśnia, a kotka wykonała polecenie. W tłumie widziała Figę, która siedziała u boku Jeżyny. Nieco dalej na tyłach biedny Topola próbował uspokoić swoje pociechy; ucho matki nawet nie drgnęło w ich kierunku. Srebrna buraska uśmiechnęła się pod nosem na myśl, że jej maluchy mogą być podobne, a jej partner musiałby zmagać się z tymi problemami. Musiała zmusić się do powrotu do rzeczywistości; to nie był czas na bujanie z głową w chmurach. — Najwyższy czas, abyś została pełnoprawną zwiadowczynią Owocowego Lasu. Twoim treningiem zajmowała się Figa, ale i również Jeżyna, które obie oświadczyły, że wykazałaś się duża energią do nauki oraz zapałem, aby każdego dnia polepszać sytuację w naszej społeczności. Czy przysięgasz więc, że pozostaniesz jej lojalna i będziesz czuwać nad bezpieczeństwem swoich pobratymców? — zapytał kocur.
— Przysięgam — zawołała, zapewne nieco za głośno.
— W takim razie witamy cię jako nową zwiadowczynię Owocowego Lasu — zakończył, a jej imię zaczęło rozbrzmiewać wokół tłumu zebranych kotów. Podbiegła do partnera, któremu jeszcze niedawno gratulowała własnej ceremonii mianowania. Potem przyszła do nich Jeżyna, a nieco za nią Figa, która jednak nie powiedziała zbyt wiele. Po chwili wszystko się uspokoiło i wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć.
— Przysięgam — zawołała, zapewne nieco za głośno.
— W takim razie witamy cię jako nową zwiadowczynię Owocowego Lasu — zakończył, a jej imię zaczęło rozbrzmiewać wokół tłumu zebranych kotów. Podbiegła do partnera, któremu jeszcze niedawno gratulowała własnej ceremonii mianowania. Potem przyszła do nich Jeżyna, a nieco za nią Figa, która jednak nie powiedziała zbyt wiele. Po chwili wszystko się uspokoiło i wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć.
Rohan po raz ostatni skierowała się w kierunku drzewa, gdzie sypiała jako uczennica. Chciała zabrać kilka rzeczy, które trzymała pod zajmowanym przez siebie mchem. Wspięła się prędko po konarze i mrucząc melodyjkę pod nosem, dotarła do swojej gałęzi. Wyciągnęła piórko sójki, popielatego gołębia, a na koniec to należące do rdzawego rudzika. Chciała się odwrócić, ale poczuła, że na kogoś wpada. Odwróciła się niezdarnie, a przed pyskiem wyrósł jej niewielki, bury kocurek.
— Och, wybacz mi, Borowiku, uwierz lub nie, ale kompletnie cię nie zauważyłam ani nie usłyszałam ani nie poczułam… — wydukała. Nie chciała zrobić mu krzywdy lub, co gorsza, niechcący zrzucić go z drzewa. — Jestem trochę roztrzepana; wiesz, to mój ostatni raz tutaj, więc tylko zabierałam swoje rzeczy. Nie wiem, czy też tak robisz, ale lubiłam trzymać je pod legowiskiem; wtedy nie spadały na dół i nie trzeba ich było gonić po obozie. Ah! A może chciałbyś któreś z tych piórek, co? Nie potrzebuję wszystkich trzech. Wybierz sobie, które podoba ci się najbardziej — zaproponowała, a następnie wyciągnęła łapkę, w której trzymała swoje skarby.
— Och, wybacz mi, Borowiku, uwierz lub nie, ale kompletnie cię nie zauważyłam ani nie usłyszałam ani nie poczułam… — wydukała. Nie chciała zrobić mu krzywdy lub, co gorsza, niechcący zrzucić go z drzewa. — Jestem trochę roztrzepana; wiesz, to mój ostatni raz tutaj, więc tylko zabierałam swoje rzeczy. Nie wiem, czy też tak robisz, ale lubiłam trzymać je pod legowiskiem; wtedy nie spadały na dół i nie trzeba ich było gonić po obozie. Ah! A może chciałbyś któreś z tych piórek, co? Nie potrzebuję wszystkich trzech. Wybierz sobie, które podoba ci się najbardziej — zaproponowała, a następnie wyciągnęła łapkę, w której trzymała swoje skarby.
<Borowik?>