BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 lipca 2026

Od Gasnącej Łapy CD. Poczciwego Szakłaka

— Gasnąca Łapo, masz może chwilę? — zapytał Poczciwy Szakłak.
Kremowy nie spodziewał się nagłego zagajenia ze strony czarnofutrego, lecz nie mógł powiedzieć, że takie sytuacje zdarzały się rzadko. Wojownik najwyraźniej polubił towarzystwo dawnego Klifiaka, gdyż często do niego zagadywał. Nie było też niczym dziwnym zobaczyć ich wspólnie jedzących posiłek czy dzielących się językami — przynajmniej dopóki cała sytuacja ze zdrajcami nie wstrząsnęła Klanem Burzy. Teraz każdy kot zdolny do pracy musiał ją wykonywać, a czasu na pieszczoty czy odpoczynek było znacznie mniej. Królik wierzył jednak, że gdy tylko uda im się wykończyć nowy obóz i przeszukać stary, wszystko wróci do normy. No, może prócz tego, że będą dostawać mniej słońca, przesiadując głównie w tunelach. Czy mu się to podobało? Niezbyt. Wolał żyć na otwartej przestrzeni niż pod ziemią, lecz kim był, by na to narzekać? Nawet w Klanie Klifu nie mieszkał przecież pod gołym niebem, skoro ich azyl znajdował się w jaskini.
Jego rozmyślania przerwało nerwowe drgnięcie ucha Poczciwego Szakłaka. Kocur wyglądał na zniecierpliwionego. Jakby wahał się przed czymś i błagał los, by to już minęło. Tylko czym było to... coś?
— Czy mam chwilę? — powtórzył Gasnąca Łapa, próbując kupić sobie trochę czasu na powrót do rzeczywistości. — Cóż, dla ciebie zawsze, Szakłaku — odparł w końcu, rozluźniając mięśnie. Musiał bardziej skupiać się na teraźniejszości, zamiast bez przerwy bujać w obłokach. Nie było to jednak łatwe, zważywszy na to, że w jego głowie niemal bez przerwy kłębiły się rozmaite myśli. Powoli zaczynało go to wykańczać, zwłaszcza że nie zawsze były one pozytywne czy choćby neutralne. Często zmagał się z poczuciem winy i nieustanną krytyką wobec samego siebie. Teraz tym bardziej, po tym, jak przyczynił się do egzekucji Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika.
— Chciałbym ci coś powiedzieć — mruknął w końcu czarnofutry, unikając wzroku kremusa, który akurat wpatrywał się w jego pysk.
Tym razem Gasnąca Łapa poruszył swoim krótkim ogonkiem, jakby próbował odgonić od siebie wszystkie rozterki, po czym uśmiechnął się ciepło do przyjaciela.
— Mi możesz powiedzieć wszystko, dobrze o tym wiesz — miauknął, widząc, jak nieśmiały wydaje się Poczciwy Szakłak. — W końcu od tego są przyjaciele, prawda? By się nawzajem słuchać. Wiesz... to ty pomogłeś mi to zrozumieć.
Dopiero po chwili zauważył, że jego słowa, zamiast dodać wojownikowi otuchy, tylko jeszcze bardziej go peszyły.
Królik odwrócił od niego wzrok i szepnął:
— Nie chcesz słuchać mojego wywodu? No cóż... nie winię cię za to — zaśmiał się cicho, po czym potrząsnął głową. — Chcesz mi to powiedzieć tutaj, czy wolisz przejść się na zewnątrz? Co prawda pewnie strasznie wieje i zapewne odmarzną nam łapy, ale jeśli to sprawa wymagająca prywatności, to chyba jakoś wspólnie to przetrwamy.
Poczciwy Szakłak skinął głową i ruszył w stronę wyjścia z podziemnego azylu Klanu Burzy, by po chwili wydostać się na świat pochłonięty śnieżną zawieją. W powietrzu wirowały niezliczone płatki śniegu, a ziemię pokrywała coraz grubsza warstwa białego puchu, mieniącego się bladymi barwami. Gasnąca Łapa miał ochotę jakoś to skomentować, lecz ostatecznie ugryzł się w język, nie chcąc już męczyć biednego Szakłaka swoim gadulstwem. Mieli teraz okazję po prostu pobyć w ciszy. W końcu nawet ona, przy odpowiednim kocie, potrafiła być komfortowa i kojąca.
Wkrótce czarnofutry zatrzymał się w miejscu. Jego długie futro powiewało na wietrze, a sam mrużył nieznacznie zielone ślepia, chroniąc je przed ostrym wichrem. Królik uważał takie drobne gesty za urocze. Sam nie wiedział dlaczego, ale świadomość, że inne koty mają własne nawyki i przyzwyczajenia, zawsze napawała go zachwytem i zaciekawieniem.
Poczciwy Szakłak otworzył pysk, najpewniej, by coś kremowemu przekazać, jednak wtem ten dostrzegł, że z futra na jego policzku zwisał drobny kawałek gałązki. Wcześniej znosił gałęzie do wzmocnienia azylu, więc nie było w tym nic dziwnego. Bursztynowooki przysunął się bliżej wojownika, po czym delikatnie chwycił zębami utknięty patyczek i ściągnął go z jego mordki. Wypluł go na śnieg i uśmiechnął się ciepło.
— No, to śmiało. Możesz mówić. Słucham cię uważnie.
Zielonooki spuścił wzrok. Przez krótką chwilę wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą. Potem wziął głęboki oddech, a kiedy ponownie uniósł spojrzenie, w jego ślepiach zaiskrzyła pewność siebie.
— Wiem, że znamy się raczej stosunkowo krótko i początkowo spotykaliśmy się na granicy dość sporadycznie, jednak... Po ostatnich wydarzenia w klanie coś do mnie dotarło — zaczął cicho, po czym zawiesił głos i spojrzał prosto w pomarańczowe oczy Gasnącej Łapy. — Jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem, jesteś kotem, którego samo towarzystwo sprawia, że czuję spokój. Kiedy tylko widzę twoje jasne futro, przypominające złocisty piasek na plaży, czuję, jak uśmiech sam pojawia się na moim pysku, a twoje pomarańczowe oczy są niczym zachodzące słońce na tafli morza, w których wręcz tonę. Nigdy nie miałem okazji zaznać miłości ze strony kogoś spoza rodziny, jednak wiem, że to, co czuję wobec ciebie, jest właśnie tym uczuciem. Jednocześnie tak obcym i znajomym. Dlatego... Dlatego czy zechcesz spędzić resztę czasu w klanie u mego boku jako partner? — zakończył, a na jego pysku rozkwitł delikatny, pełen nadziei uśmiech.
Wyglądał na szczęśliwego. Spełnionego. Jakby właśnie zrobił pierwszy krok ku temu, czego od dawna pragnął. W zielonych ślepiach iskrzyła ekscytacja, ale i zniecierpliwienie. Zdawało się, że czeka już tylko na jedno słowo Gasnącej Łapy, by móc zbliżyć się do niego i dotknąć jego pyska własnym.
Kremowy nie czuł jednak tego samego.
Wyznanie Poczciwego Szakłaka było piękne. Jeszcze przez chwilę dudniło mu w uszach, lecz zamiast ciepła pozostawiło jedynie ciężar w klatce piersiowej i paraliżujący strach.
W końcu bursztynowooki zaśmiał się nerwowo, lecz po chwili jego śmiech urwał się gwałtownie, gdy dotarło do niego, że to nie był żart, a Poczciwy Szakłak mówił szczerze. Od serca. Naprawdę chciał, by Gasnąca Łapa został jego partnerem.
Tylko dlaczego? Co takiego w nim widział? Dawny Klifiak nie był nikim innym jak zwykłym mysim móżdżkiem. W życiu popełnił tyle błędów, że nie sądził, by ktokolwiek był jeszcze w stanie go pokochać.
Poza tym... czy gdyby zgodził się zostać partnerem Poczciwego Szakłaka, nie oznaczałoby to, że naprawdę przestał kochać Dyniową Skórkę? Że słowa Kocimiętki w końcu stałyby się prawdą? Zdradziłby piękną kotkę o ognistym futrze. Oddałby swoje serce komuś innemu, jakby wszystko, co czuł do Dyni, nigdy nie miało znaczenia.
Nie wiedział nawet, czy w ogóle podobają mu się kocury. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Nigdy nie musiał. Od zawsze kochał Dyniową Skórkę, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ale... czy naprawdę wciąż czuł wobec niej to samo, co wtedy, gdy był młodym wojownikiem? A może od dawna kurczowo trzymał się jedynie wspomnienia o niej? Może bał się przyznać przed samym sobą, że Dynia już nie wróci? Że naprawdę go porzuciła?
Czy tym kimś, kto miałby ją zastąpić... miałby zostać Poczciwy Szakłak?
— Ja... — odezwał się w końcu Gasnąca Łapa, odruchowo cofając się o krok. — Ja...
To było wszystko, na co było go stać.
Spojrzał na pysk Szakłaka i dostrzegł, że ciepło powoli znikało z jego spojrzenia. Jego delikatny uśmiech zgasł, ustępując miejsca niepewności.
— Jeśli nie chcesz, to... ja... nie będę naciskał — wymamrotał czarnofutry, spuszczając wzrok na łapy.
— To... to nie tak, że... — Kremowy próbował się odezwać, lecz słowa ugrzęzły mu w gardle. Im bardziej chciał coś powiedzieć, tym mocniejszy był supeł na jego gardle. Stał tylko bezwładnie, wpatrzony w kota, którego właśnie zranił.
Dlaczego znowu do tego dopuścił? Dlaczego za każdym razem, gdy ktoś potrzebował od niego odpowiedzi, zamierał? Przecież już raz to zrobił. Na zgromadzeniu, gdy Kocimiętka oskarżyła go o zdradę. Wtedy również nie próbował się bronić. Nie powiedział ani słowa. Pozwolił, by uwierzyła we wszystko, co sobie o nim nawymyślała. Milczał wtedy, dobrze wiedząc, jak bardzo ją tym skrzywdził, a teraz robił dokładnie to samo Poczciwemu Szakłakowi.

* * *

Starał się udawać, że odkąd Poczciwy Szakłak wyznał mu miłość, nic się nie zmieniło, lecz naprawdę ciężko było mu oszukiwać samego siebie. Gołym okiem dało się dostrzec, że ich relacja nie wyglądała już tak samo. Nie rozmawiali tak często. Nie dzielili się językami. Nie jedli wspólnie posiłków. Zamiast tego Gasnąca Łapa pogrążył się w swoich obowiązkach, próbując ciężką pracą zagłuszyć myśli o miłości.
Przeszedł już tyle zmian imion, a przynależności zmieniał niemal jak opatrunki. A jednak wciąż pozostawał tym samym, głupim Króliczą Ułudą, za którym nieszczęście ciągnęło się niczym fatum. Tylko dlaczego potrafił dostrzec, że postępuje źle, a mimo to nie umiał nic z tym zrobić? Czy naprawdę tak trudno było po prostu usiąść, wlepić wzrok w jeden punkt i pozwolić, by wszystkie zmartwienia wreszcie go dopadły? Przecież wiedział, że dalsze uciekanie od własnych uczuć niczego nie rozwiąże.
Miał nawet w planach tak zrobić, lecz wtedy przemknął obok niego Poczciwy Szakłak. W obecności Królika jego ruchy stały się szybkie, nerwowe, jakby za wszelką cenę chciał spędzać przy nim jak najmniej czasu.
— Szakłaku, zaczekaj! — wyrwało się z pyska ucznia, zanim zdążył się nad tym zastanowić.
Wcale tego nie planował. Wcale nie chciał go zatrzymywać. A jednak było już za późno. Imię wojownika poniosło się echem po podziemnych tunelach i zatrzymało czarnofutrego w miejscu.
Gasnąca Łapa ruszył ku niemu niepewnym krokiem. W głowie miał pustkę. Zupełnie nie wiedział, co chciał powiedzieć. Gdy w końcu stanęli pyskiem w pysk, z jego gardła wydostało się pierwsze słowo, jakie przyszło mu na myśl:
— Przepraszam...
Poczciwy Szakłak zamrugał kilka razy, lecz nie odpowiedział ani słowem.
— Przepraszam, Szakłaku... — powtórzył bursztynowooki. Zmrużył ślepia, a w ich kącikach zaczęły zbierać się łzy. Prędko otarł je jednak łapą. Nie chciał wyjść na słabeusza. — Nie chciałem cię odrzucić, naprawdę. Jesteś mi najdroższy... Gdybym miał cię stracić przez własną głupotę, chyba nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Ja po prostu... nie wiem, co się ze mną dzieje... — urwał, spuszczając wzrok. — Nie wiem, co wobec ciebie czuję. Nie wiem, czy zależy mi na tobie jak na przyjacielu, czy jak na partnerze… Chciałbym, byś dał mi więcej czasu na to, by to przemyśleć. By zrozumieć, czego tak naprawdę chce moje serce…

<Poczciwy Szakłaku?>

Od Skrzydlatej Płomykówki Do Rudzikowego Skrzydełka

Przeszłość

Brązowe ślepia podążały uważnie ze sylwetką pręgowanej klasycznie kotki, która powoli podchodziła do zwierzyny. Obserwatorka uniosła lewą brew, zastanawiając się, kiedy ofiara jej siostry zauważy obecność Burzaczki i zacznie uciekać. Oczywiście cętkowana była na to w pełni przygotowana, jej mięśnie aż do bólu były napięte, czekające jedynie na moment, kiedy to zostaną rozluźnione, by po chwili ponownie napiąć się w czasie własnej pracy. Pazury Płomykówki były wysunięte, częściowo zatopione w żyznej ziemi, która lekkim chłodem dawała ulgę dla nieco zmęczonych łap.
Kocica zgodziła się na wspólne polowanie z Rudzikowym Skrzydełkiem, lecz zaznaczyła, że to właśnie pręgowana będzie próbować upolować króliki, a ona sama zostanie jako wsparcie, by w razie potrzeby rozpocząć pościg. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że brązowooka zapomniała o tym, jak takie pościgi potrafią być męczące, szczególnie w większej ilości. Mimo tego, że jej ciało powoli zaczynała przypominać sobie o skutkach zmęczenie, ona sama nie miała zamiaru odpuścić. Dotrwa do końca polowania choćby nie wiadomo co — był to jej nadrzędny cel na dzisiaj, którego kurczowo się trzymała, jak tylko mogła.
— Tak w zasadzie czemu nie męczysz już Szakłakowej Barwy? Nie zostaliście ostatnio przyjaciółmi? — mruknęła w stronę siostry, płosząc zdobycz. Czy zrobiła to specjalnie? Zapewne.
Kiedy tylko szarak nagle ruszył, kocica nie czekała i ruszyła za nim w pogoń. Oczywiście nie była tak szybka, jak siostra, która zdecydowanie lepiej od niej biega, lecz w ich wspólnych polowaniach chodziło głównie o współpracę między sobą. Głównie ze względu na to, że Płomykówka nadal szybko się męczy, jakby nie była w stanie zbudować odpowiedniej kondycji pomimo życia w Klanie Burzy, dlatego Rudzik nadrabiała to swoją mocną stroną, jaką było bieganie. Pręgowana za to posiadała słabsze zęby i trudniej jej było szybko uśmiercić zwierzynę, takiego problemu nie posiadała cętkowana, więc to ona finalnie doprowadzała polowanie do końca. Żadna z nich nie wytykała drugiej słabości, wręcz przeciwnie, doskonale o nich wiedząc, uzupełniały się, by patrol zakończył się większym sukces, niżeli w momencie, gdyby same próbowały złapać jakiegoś królika.
— Ty też zostałaś jego przyjaciółką — oznajmiła niebieskooka, na co Płomykówka spojrzała na nią, jakby wyrosła jej dodatkowa para kończyn.
— Chwila chwila, chyba byliśmy przy dwóch różnych rozmowach.
— Sama przyznałaś, że teraz będzie miał częściej naszą dwójkę na głowie, nieprawdaż? — spytała z przebiegłym uśmiechem.
— No tak, ale-
— Żadnego ale — przerwała jej od razu. Cętkowana jedynie przewróciła oczami, nie mając sił kłócić się z siostrą.
— No to, czemu go nie męczymy? — ponowiła pytanie, zmieniając formę z pojedynczej na mnogą, by Rudzik nie miała się do czego przyczepić.
— Chce dać mu czas, ostatnio zmarł jego mentor — mruknęła ruda, nim wzięła w zęby jeszcze ciepłe ciało szaraka.
— Wow, to… Bardzo dojrzałe z twojej strony — stwierdziła brązowooka, nie kryjąc zaskoczenia tą decyzją. Rudzikowe Skrzydełko od razu rzuciła jej spojrzenie w stylu “ha ha, bardzo śmieszne siostro”. W odpowiedzi Płomykówka jedynie wyszczerzyła się nienaturalnie, ukazując nieco różowe zęby, na których nadal znajdowała się w niewielkich ilościach posoka piszczki.

»» ———— ⚜ ———— ««

Obecnie

— Ostatni Pożar, Złota Wydma i Modliszkowa Cisza udadzą się na patrol graniczny, po drodze, jak się uda, to spróbujcie zapolować oraz poszukać solidnych gałęzi do umocnienia przejść. — Jej głos odbijał się echem w powstającym centrum obozu, kiedy rano przemawiała do zebranych kotów. Zawodząca Gwiazda nie miał nic przeciwko poczynaniom swojej zastępczyni, dając jej wolną łapę. — Słodka Dziewanna z Rudą Lisówką zamienią się z obecnymi strażnikami naszych więźniów, przy okazji weźmiecie jakieś drobne piszczki dla nich. — Pośród zgromadzony przeszły pomruki niezadowolenia. — Nie mogą paść z głodu i odwodnienia, wspólnie podjęliśmy decyzję o ograniczeniu ich wolności oraz pracy pod nadzorem. — Może i swym zachowaniem przypominała bardziej przywódcę niżeli zastępcę, lecz ją to nie obchodziło. Dopóki sam Echo nie miał zastrzeżeń, to nie miała zamiaru przejmować się opinią innych. Jako zastępca jej obowiązkiem było pomaganie liderowi, więc jej zdaniem robiła to, co do niej należy. — Chętni niech się później do mnie zgłoszą, przydzielę zadania do wykonania w obozie. Dodatkowo Tojadowa Łapa, Kameliowa Łapa ze Srebrzystą Równonocą udadzą się na polowanie. W porze nagich drzew każda nawet mizerna piszczka się liczy, a głodnych do wykarmienia nie brakuje. — Z tymi słowami zakończyła spotkanie, a wyznaczone koty od razu udały się na patrole oraz zamieniły się z dotychczasowymi strażnikami więźniów.
Ona sama po przydzieleniu kolejnych zadań związanych z obozem wzięła się do pracy. Dzisiaj padło na pozbycie się ostrych odłamków skalnych, czyli tak naprawdę przygotowanie obozu do tego, by był bezpieczny, szczególnie dla najmłodszych i najstarszych członków klanu. Tego typu odłamki mieściły się w większości tuneli i jaskiń, a usunięcie ich było obowiązkowe. Nie czekając zbytnio, aż ktoś się jeszcze obudzi z chęciami do pracy, ruszyła do ścian centrum, przy których leżały niepożądane kamienie. Mniejsze kawałki posyłała w stronę innych wojowników, którzy składowali je w ustalonym miejscu — niektóre można by wykorzystać przy budowie ściany mającej oddzielać legowisko medyków od tego kronikarzy. Większe odłamki stanowiły większy problem i często z czyjąś pomocą musiała je pchać, by pozbyć się ich z powstającego centrum nowego obozu. Było to ciężkie i żmudne zajęcie, lecz kocica była zdeterminowana, by je wykonać i pomóc innym wojownikom we wspólnej pracy nad ich powstającym azylem. Chciała, by każdy Burzak w jakimkolwiek stopniu przyłożył łapę do tego.

»» ———— ⚜ ———— ««

Po skończonym zadaniu przynajmniej na dziś skierowała się w nieco ustronne miejsce, by zadbać o swoją srebrną sierść, która w czasie pracy została przybrudzona kurzem, ziemią i innymi naturalnymi elementami mogących znaleźć się w jaskiniach. Każde pociągnięcie było przemyślane, dokładne, niemające miejsca na wahania czy pomyłkę. Zwykle dość sporo czasu schodziło jej na pielęgnację, lecz teraz musiała skrócić swoje skrupulatne dbanie o swój wygląd — obóz sam się nie odbuduje, a pracy nadal było sporo.
Gdy tylko stwierdziła, że nie wygląda tragicznie, a nawet przyzwoicie, skierowała swoje kroki w stronę jaskini, której zawsze ktoś pilnował. Widząc wyznaczonych wcześniej strażników, skinęła głową, będą zadowolona z tego, że wykonują powierzony obowiązek. Minęła ich i ignorując spojrzenia innych więźniów, podeszła do siostry. Niebieskooka do niedawna była jej dość bliska, lecz teraz? Przez ostatnie dni nie była w stanie zebrać się w sobie, by choćby spojrzeć na nią. Pręgowana od dnia osądu widocznie zmarniała, co nieco martwiło Skrzydlatą Płomykówkę — nawet jeśli Rudzikowe Skrzydełko spiskowała i brała udział w obalaniu władzy, to mimo wszystko cętkowana widziała w niej członka rodziny.
— Rudzikowe Skrzydełko — zaczęła dość apatycznym tonem. — Chciałabym porozmawiać — kontynuowała, czekając na reakcję niebieskookiej.

<Siostro, jesteś skora do rozmów czy nie?>

Event Klanu Burzy:
Pozbycie się ostrych odłamków skalnych

Od Psotnego Nietoperza CD. Neriny (Puszystej Łapy)

Przeszłość

Psotny Nietoperz siedziała na widoku, by wspierać swoje przyjaciela. Cieszyła się, że Lśniąca Gwiazda zgodził się przyjąć Nerinę do Klanu Klifu. Teraz nie musieli się w ogóle rozstawać. Była to dla wojowniczki wspaniała informacja. Była dumna z Puszystej Łapy, że dostał szansę uczenia się na protektora. Psotka też kiedyś marzyła o tej roli, ale ostatecznie została na ścieżce wojowniczki. Nie miała innego wyjścia. Lubiła bycie wojowniczką, ale czasem zazdrościła tym którzy mogli spełnić jej niespełnione marzenie. Westchnęła cicho, odrzucając te myśli w odmęty jej umysłu.
— Puszysta Łapa! — wykrzyknęła jego nowe imię jako jeden z pierwszych kotów. Gdy lider skończył przemawiać, Nietoperka odnalazła wzrokiem przyjaciela i pognała w jego stronę. Otarła się o niego wyraźnie zadowolona z takiego obrotu sprawy.
— Jestem z ciebie taka dumna! — wymruczała radośnie.

***

Od mianowania niebieskiego kocura minęło kilka dni. Czarnulka rano trenowała swoją uczennicę, chodziła na patrole zgodnie z grafikiem, a w wolnych chwilach spędzała czas z Puszystą Łapą. Dość szybko pojawiła się plotka i spekulacje na ich temat. Jednak wojowniczce to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Zauważyła, jak jej serce biło, gdy była blisko niebieskiego. Czuła nieznośne motylki w brzuchu, co często doprowadzało ją do furii. Pewnego dnia nie wytrzymała i zabrała kocura na plażę. Dokładniej tam, gdzie spotkali się po raz pierwszy, ale tym razem oba koty były na terenie Klanu Klifu. To właśnie wtedy w blasku księżyca powiedzieli sobie tak. Wtedy też postanowili przypieczętować swój związek w szczególny sposób. Spędzili ze sobą bardzo miło czas, a następnie śmiejąc się i ocierając o siebie futrami, wrócili do obozu.

***

Na efekty ich wspaniale przeżytej nocy nie musieli zbyt długo czekać. Czarna kotka nie czuła się najlepiej. Z początku się obawiała, że może złapała jakieś choróbsko. Dlatego też udała się niespokojnym krokiem do legowiska medyków.
— Jagnięcy Ukłonie? Czy możesz sprawdzić, czy nie jestem chora? Ostatnio nie czuję się zbyt dobrze
— Oczywiście, usiądź — miauknęła Jagna z troską w kobaltowych oczach. Ciemna wojowniczka wykonała jej prośbę. Usiadła na jednym z posłań. Ruda medyczka zbadała ją, a gdy skończyła oczy starszej kotki rozbłysły.
— Moje gratulacje Psotny Nietoperzu będziesz matką — rzekła łagodnie.
— Naprawdę? Muszę o tym powiedzieć Puszystej Łapie! Dziękuję Jagnięcy Ukłonie — wymruczała, a następnie opuściła lecznicę. Podeszła w podskokach do partnera.
— Hej skarbie, muszę ci coś powiedzieć — zaczęła rozemocjonowanym głosem.
— O co chodzi Psotko? — spytał kocur, lekko przekrzywiając łebek.
— Będziemy rodzicami! — pochwaliła się kotka.

Czasy obecne

Psotny Nietoperz od jakiegoś czasu mieszkała w żłobku ze względu na ciążę. Ciemna wojowniczka nie mogła się doczekać, aż zobaczy te słodkie pyszczki przy swoim czarnym brzuchu. Puszysta Łapa odwiedzał ją codziennie, przynosząc jedzenie i spędzając z nią czas. Dzisiaj nie miało być inaczej. Karmicielka czekała z niecierpliwością na jego przybycie, wpatrując się w wejście do kociarni. Czekała na to, aż zobaczy ten przystojny pyszczek niebieskiego. W międzyczasie spojrzała na posłanie gdzie jeszcze niedawno leżała Truskawkowe Pole. Kocica zniknęła z obozu, zostawiając dzieci. Psotka nie mogła uwierzyć, że rodzic mógłby porzucić dzieci. Obiecała swoim nienarodzonym jeszcze maleństwom, że będzie przy nich cały czas. Obiecała im, że nigdy ich nie zostawi.
— Psotko? — rozległ się znajomy głos Puszystej Łapy. Świeży zapach zwierzyny dostał się do jej nosa. Otrząsnęła się z myśli. Podniosła pysk i uśmiechnęła się czule.
— Och skarbie, czekałam na ciebie z niecierpliwością. Siadaj i opowiadaj, jak tam treningi ci idą. Czy nikt w klanie ci nie dokucza? Mam komuś podrzucić żabę albo robaka do posłania? — zapytała z figlarnym błyskiem w niebieskich oczach.

<Puszku?Skarbie?>

12 lipca 2026

Od Lilakowej Łapy CD. Migotu

Lilakowa łapa siedziała sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, gdy nagle poczuła, że ktoś w nią uderzył. Rzekła więc:
— Ej… — kotka już chciała powiedzieć coś, gdy zauważyła, kto w nią dokładnie uderzył… Widok Migotu, samego syna przywódcy szybko poczuła ogromny wstyd, rzekła więc przepraszającym tonem: — O, Klanie Gwiazdy! Przepraszam!
Kotka nadal była zdziwiona, że Migot chyba zgodził się z nią zadawać… Dziwne. Jednak skoro miała już jego uwagę, chciała ją utrzymać. W końcu to cud, błogosławieństwo od Klanu Gwiazdy, jeśli ten istnieje, że taki ktoś chciał w ogóle spojrzeć na nią, na kupę futra i mróweczkę, którą była. Bała się stracić jego uwagę, chciała pokazać klanowi, że na coś się nadawała, a zaczęcie od pokazania tego Migotowi mogłoby pomóc. Zresztą ceniła sobie też możliwość bycia jego przyjaciółką.
— Co robisz, kupo futra?! Uważaj, co robisz! — odrzekł jej Migot z wyraźnym niezadowoleniem… świetnie. Wkurzyła samego syna lidera, jakby jej bezużyteczność nie była wystarczająca.
— Przepraszam… To moja wina, Migocie, mogę coś zrobić, by ci to wynagrodzić? — Lilakowa Łapa odpowiedziała prędko.
— To przynieś mi coś do jedzenia, byleby było pożywne! — odmiauknął kocurek rozkazującym tonem, a mimo to Lilakowa Łapa uśmiechnęła się w duchu. Czyżby mogła sprawić, że jednak się nie obrazi? W każdym razie kocurek dopowiedział jeszcze: — I to szybko!
— Dobrze, Migocie! — odpowiedziała bez większego zastanowienia. Nie miała problemu z wykonaniem tego rozkazu, było to banalnie proste.
Kotka szybko podeszła do gniazda, w którym Klan Klifu trzymał zwierzynę. Kotka wzięła tłustego wróbla i podeszła do Migotu. Dodając po chwili:
— Trzymaj i nie daj się złapać… — rzekła, przypominając sobie, że kocurek jest jeszcze kociakiem i jest poza żłobkiem. Miała nadzieje, że tym razem nie będzie musiała pakować się w kłopoty…
Kocurek nie powiedział równo nic, zaczął za to wgryzać się we wróbla. Lilakowa Łapa miała nadzieje, że jej wybaczy, że nadal będą mogli być… Przyjaciółmi? Czy byli nimi? Chyba jeszcze nie, ale przynajmniej w głowie Lilakowej Łapy wydawało się, że zmierzali w tą stronę. Stała tam jeszcze chwilkę aż usłyszała znajomy głos:
— Znowu? Lilakowa Łapo, czemu Migot jest poza żłobkiem? — zapytała wyraźnie niezadowolona Przepiórcza Wichura.
— Ja… — Lilakowa Łapa popatrzyła na swoją mentorkę, unosząc głowę do góry. Rzekła pewnym tonem, kłamiąc. Nie lubiła zawodzić mentorki, ale… Równocześnie ceniła sobie to, że Migot chciał z nią rozmawiać. — Chciałam pokazać mu obóz, pani mentorko...
— Lilakowa Łapo! Na łaskę, nie możesz tak się zachowywać! Migocie, wracaj do żłobka! — rzekła stanowczo, po czym dodała: — Masz się zachowywać! A teraz chodź, Lilakowa Łapo, idziemy na trening.
Migot przewrócił tylko oczami i zaczął iść w stronę żłobka. Lilakowa Łapa odetchnęła z ulgą. Choć zaczynała powoli nieco się stresować. Miała nadzieję, że jej mentorka nie była nią jakoś bardzo rozczarowana…

***

Jeszcze przed mianowaniem Migotu, po ucieczce Truskawkowego Pola

Słońce dopiero wyłaniało się zza horyzontu. Jednak każdy w obozie Klanu Klifu był już od jakiegoś czasu obudzony. W obozie panowała jednak cisza wypełniona cichym plotkowaniem kotów, to wszystko z powodu zaginięcia zastępczyni, partnerki Lśniącej Gwiazdy oraz co liliowej kotce wydało się najważniejsze, matki Migotu i Firmamentu. O ile nie była blisko z tym ostatnim, to Migot przynajmniej w jej głowie ostatnio wpadł pod kategorie kogoś, kto zaraz będzie jej przyjacielem. Lilakowa Łapa była nadal w zszokowana ucieczką Truskawkowego Pola. Uznawała ją dotąd za dosyć dobrą matkę, której życie po prostu pochłaniały stres i troska o klan… Nie za zdrajczynie, nie za kogoś podobnego do jej rodziców….Kotka, choć nie chciała porównywać obu tych sytuacji, wiedziała, że Migot musiał czuć się okropnie. Czy też chciał powrotu swojej matki? Nie wiedziała. Miała tylko nadzieje, że tęsknota za nią nie będzie przyprowadzać go o koszmary. Kotka szybkim krokiem zmierzała więc w stronę żłobka. Weszła tam w ciągu paru bić serca od wyjścia ze swojego legowiska. Ujrzała tam Jastrzębi Zew. Kotka odezwała się do niej, gdy tylko ją zobaczyła:
— Dzień dobry, jeśli przyszłaś tu dla Migotu… — rzekła, po czym odwróciła głowę, spoglądając na siedzącego w kącie kocurka. Dodała też po chwili. — Jest w słabym stanie, Lilakowa Łapo, bądź po prostu delikatna.
— Dobrze, Jastrzębi Zewie — rzekła Lilakowa łapa.
Kotka bez zawahania się podeszła bliżej do Migotu, zostawiając mu trochę dystansu. Spojrzała na niego. Migot obecnie uderzał ogonem w podłoże, jak się wydawało z całej jego siły. Jego głowa była spuszczona. Wzrok wpatrzony się w ziemię. Nie zauważył jej. Kocurek był obecnie większy od Lilakowej Łapy, tylko przypominając jej o swoim niskim wzroście. Kotka wiedziała, że była dosyć bezużyteczna dla klanu, wiedziała, że Migot dając jej jakąkolwiek uwagę i tym, co było w jej oczach przyjaźnią, zrobił jej coś w rodzaju łaski czy chciał tego, czy nie. Musiała spróbować choć trochę odpłacić ten dług, a przede wszystkim pomóc pocieszyć go w tej żałobie. Odetchnęła głośno i powiedziała:
— Hej, Migocie? — zapytała, nastała cisza i chciała już coś powiedzieć, ale kocur odezwał się pierwszy.
— Nie chcę o tym gadać, kupo futra! Zostaw mnie, mysi bobku! — wysyczał.
Liliowa mimo jego tonu była pewna, że mówił to tylko ze smutku, z którym w jej oczach nie umiał sobie poradzić. Kotka obiecała sobie, że postara się go pocieszyć za wszelką cenę.
— Czy mogę zrobić cokolwiek, co mogłoby cię pocieszyć? Wiesz, możemy wyjść poza obóz, jak cię już mianują czy coś — zaproponowała spokojnym tonem.

<Migot?>
[839 słów]

[17%]

Od Lilakowej Łapy

Trójka kotów z Klanu Klifu przemierzała właśnie ciemne tunele, najstarsza z nich cynamonowa kotka przewodząca grupką mówiła coś od czasu do czasu. Jednak żadna z dwóch uczennic podążających za nią nie mogła się skupić, na tym, co mówiła Przepiórcza Wichura, bo takie właśnie było imię wojowniczki. Jajeczna Łapa była zbyt znudzona i skupiona na liczeniu własnych kroków, a Lilakowa Łapa zbyt zamyślona, żeby cokolwiek wyłapać. Kotki były obecnie na treningu. W każdym razie Liliowa kotka szła za Jajeczną Łapą wolnym krokiem. Nic dziwnego, że myśli Lilakowej Łapy skupiały się właśnie na rudej kotce. Od jakiegoś czasu miały trochę interakcji i liliowej wydawało się, że nawet ją lubi, czy to znaczyło, że są przyjaciółkami? Skąd miała to wiedzieć? Miała się zapytać? Nie, to byłoby dziwne. Co, jeśli Jajeczna Łapa ją wyśmieje? Co, jeśli Jajeczna Łapa jej jednak nie lubi? Lub co jeśli… Sama Lilakowa Łapa uznała siebie za głupią, czemu musiała się nad tym zastanawiać? Westchnęła tylko głośno, zastanawiając się przy tym, jakie były szanse, by tak było. Po chwili doszła, że były dosyć marne, w końcu czemu Jajeczna Łapa miałaby zadawać się z taką mróweczką jak ona? Kotka najpewniej myślałaby o tym dłużej, gdyby nie fakt, że jej mentorka powiedziała dosyć głośno te słowa:
— Słuchacie? — spytała stanowczym tonem, czyżby zorientowała się, że nikt jej zbytnio nie słuchał?
— Tak, proszę pani mentorko! — skłamała Lilakowa Łapa, nie chcąc jej zawieść.
— Polecam się skupić, bo to może wam się przydać — rzekła cynamonowa szylkretka.
Lilakowa Łapa odetchnęła z ulgą, dobrze, że się nie zorientowała, że zbytnio jej nie słuchała… Dzięki Klanowi Gwiazdy, jeśli ten istnieje, liliowa stwierdziła, że musi podziękować rzekomo istniejącym przodkom przed snem. Na szczęście udało jej się skupić i reszta treningu minęła dosyć spokojnie.

[nawigacja w tunelach + 283 słowa]

[6% + 5%]

Od Gadożerowego Pyska

Lewe brązowe oko kocura spoglądało na niegdyś zielone tereny Klanu Burzy, które były teraz niczym innym, jak zgliszczami. Twarda, sucha ziemia została przykryta przez warstwę śniegu, tak jakby sami Przodkowie pragnęli częściowo skryć przed spojrzeniem Burzaków skutki pożaru. Z pyska Gadożera wydobyło się głośne westchnięcie, wskutek którego jego pysk opuścił mały kłębek pary.
"Nadeszła pora nagich drzew, a Klan Burzy ma łapy pełne roboty, jak jeszcze nigdy."
Mimo przykrych okoliczności, w jakich przyszło mu odbyć minowanie na wojownika oraz czuwanie, kocur czuł ulgę w związku ze zmianą członu -Łapa na -Pysk.
Czy mu to imię odpowiadało? Nie było złe. Gdzieś w kościach czuł, że przez swoją budowę zostanie nazwany dokładnie takim członem, a nie innym. Cieszył się, że w końcu, pomimo trudności, które wyrastały przed nim bez końca, udało mu się zostać pełnoprawnym wojownikiem. Klan Burzy potrzebował właśnie wojowników, którzy pomogą mu stanąć na łapy. Gadożerowy Pysk chciał być tym wojownikiem.
Ogon kocura drgnął, gdy Skrzydlata Płomykówka wyznaczyła go do patrolu łowieckiego w towarzystwie Małej Bazie, Śpiewającego Raniuszka oraz Srebrzystej Równonocy. Chwilę później stał przy wyjściu, gotów do ruszenia na łowy.

~~~

Zdecydował się pomóc Wdzięcznej Firletce i nowej uczennicy medyka przy odbudowie prowizorycznych zapasów ziół. Mimo widocznego na jego pysku zdeterminowania dziwnie się czuł, widząc u swego boku młodą czarno-białą kotkę, a nie kocicę o identycznym kolorze futra co jego i fioletowych oczach. Gadożerowy Pysk współczuł Białemu Strumieniowi oraz Lotosowemu Pąkowi utraty siostry. Sam miał siostrę i, mimo że nie zawsze układało im się dobrze, jak to w rodzeństwie bywa, nie wyobrażał sobie jej stracić, tym bardziej w pożarze.
— Łzawa Łapo... czy to wam... nam się przyda? — spytał, wskazując na skryty pod warstwą śniegu i pyłu pęczek małych roślin o ostrym zapachu. — Jestem niemalże pewien, że dawno temu, gdy pomagałem w ramach kary w legowisku medyków, widziałem tę roślinę w składziku.
Kocur miał nadzieję, że nie trafił na jakąś trującą roślinę. W końcu medycy oprócz ziół pomagających na schorzenia mieli również takie zioła w składziku, które użyte w niewłaściwy sposób lub w niewłaściwych ilościach mogły wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Nerwowo poruszył nosem, mrużąc oczy i składając cichą modłę do Przodków, aby wszelakie trucizny trzymały się od niego z daleka.
— Mhm... Wdzięczna Firletko! — Wnuczka zmarłego Króliczej Gwiazdy przekrzywiła swój mały łebek, po czym zaczęła nawoływać szylkretową kocicę, która lisią długość od nich, razem z Małą Bazią wykopywała z ziemi korzonki.

🦎🦎🦎

Gadożerowa Łapa został adoptowany!

nowy właściciel: pikmi0004 (dc)

Od Skrzydlatej Płomykówki

Cętkowana zastępczyni miała łapy pełne roboty. Zawodzące Echo niedawno udał się do Sadzawki Klanu Gwiazdy, a na jej głowie pozostawiono cały klan. Pal licho, gdyby działo się to w “normalnych warunkach”, jednak cały ten pożar, spisek, śmierć paru członków klanu skutecznie tworzyły otoczkę zamieszania, które musiała ogarnąć. Nawet jeśli tego po niej nie było widać, to czuła, że zaraz to wszystko rzuci, pójdzie do Echo i powie, że jednak rezygnuje z tego stanowiska. Może i by tak zrobiła, jak tylko dymny kocur powróci, lecz to nie było w jej stylu, w żadnym stopniu. Aż zbyt dobrze wiedziała, że zaraz po ogłoszeniu jej nowym zastępcą pośród zebranych poniosły się pomruki niezadowolenia. Nie miała zamiaru się poddać nie tylko ze względu, że to do niej nie pasuje, ale również miała ochotę utrzeć nosa tym wszystkim niedowiarkom.
Z wysoko uniesioną głową, gracją w każdym kroku, przemierzała Grotę Pamięci oraz powstające centrum nowego obozu. Często ktoś podchodził do niej z pytaniem, prośbą lub czymkolwiek innym, co wymagało od niej odpowiedzi. Rano wyznaczyła patrol łowiecki oraz grupę do przeszukiwania zgliszczy starego obozu, może coś zostało nienaruszone trawiącymi jęzorami ognia. Teraz każde ocalałe znalezisko liczyło się na wagę kociego życia — pech chciał, że pożar miał miejsce pod koniec pory opadających liści i nim się obejrzeli, tereny klanu zostały pochłonięte pod śnieżną pierzyną. Oczywiście ona sama pomagała, jak mogła, nie miała zamiaru leżeć i pachnieć, jakby była nie wiadomo kim. Nawet jeśli teraz pełniła funkcję zastępcy, to mimo wszystko wciąż posiadała obowiązki jak każdy inny wojownik, a obecnie każda para łap się przyda.
Właśnie kierowała się do żłobka, by porozmawiać z Dryfujący Fluoryt o kociętach, którymi zajmowała w zastępstwie za Zwiewny Mak. Czarna kotka została dość łaskawie potraktowana i skazana na pracę pod nadzorem w tunelach, podobnie jak Rudzikowe Skrzydełko. Na samo wspomnienie siostry poczuła, jak jej ciało zaczyna się napinać — wciąż do końca nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć i, czy postąpiła właściwie w czasie osądu nad oskarżonymi. Mimo wszystko niebieskooka była rodziną, z trudem dopuszczała do siebie głos emocji i ten fakt. Nie miała teraz czasu na jakieś rozterki, miała klan na głowie.
— Skrzydlata Płomykówko. — Za jej plecami rozległo się wołanie, które w takim tempie zacznie się wwiercać w jej umysł, z czasem doprowadzając do omamów słuchowych i gdzie się nie obejrzy, będzie słyszeć swoje imię. Mimo to przystanęła i skierowała swoje spojrzenie na wojownika, który potrzebował czegoś od niej. Widząc Poczciwego Szakłaka, nieco jej ulżyło, sama jego obecność była trochę, jak mentalne oparcie dla niej. Oczywiście w zakresie przyjaźni, gdyż wiedziała, że kocur ma pewnego kremusa na oku.
— Szakłaczku — mruknęła, pozwalając, by ledwo dostrzegalny uśmiech pojawił się na jej białym pysku. Jednak szybko zniknął, kiedy to kotka dostrzegła grymas u czarnego i dopiero wtedy przypomniała sobie, że jej głupia siostra często tak się zwracała do starszego.
— Proszę, nie zwracaj się tak do mnie… Przynajmniej przez najbliższy czas — poprosił, a ruda nie dopytywała. Uszanuje jego prośbę i postara się unikać tego określenia, dopóki wojownik nie zmieni zdania. Skinęła głową, kontynuując rozmowę:
— W takim razie potrzebujesz czegoś, Poczciwy Szakłaku?
— Szukam Gasnącej Łapy. — Na dźwięk imienia ucznia, kocica ledwo powstrzymała przebiegły uśmiech, który mimowolnie chciał zagościć na jej pysku.
Zielonooki może myślał, że nie widać tego, co ich dwójkę łączy, lecz Płomykówka potrafiła dodać dwa do dwóch i tylko, jak kremowy pojawił się na ich terenach, widząc reakcję Szakłaka na to, wiedziała, że coś jest na rzeczy. Późniejsze ich przesiadywanie razem jedynie utwierdziło ją w tym wszystkim — cieszyła się, że taki mruk, jak czarny znalazł kogoś, kogo może obdarzyć silnym uczuciem, szczególnie po wielokrotnych utratach bliskich.
— Wyznaczyłam go do patrolu łowieckiego. Jeśli chcesz, to mogę również tobie przydzielić zadanie. Trzeba przeszukać stary obóz i uratować ze zgliszczy wszystko, co się da.
— Jasne, sprawdzę dawne legowisko wojowników. Może jakieś posłania się ostały.
Skinęła głową na słowa wojownika i ruszyła w dalszą drogę do żłobka. Jaskinia poświęcona dla kociąt i królowych do końca nadal nie była gotowa, jednak gdzieś trzeba było ulokować dwójkę szkrabów. Na szczęście niebieska kotka zgodziła się nimi zająć, oferując również, że pozostanie wieczną królową na wypadek tego typu okoliczności. Zawodzące Echo i Skrzydlata Płomykówka nie mieli nic przeciwko, więc też Dryfujący Fluoryt niemal od razu zajęła przydzieloną jaskinię.
— Skrzydlata Płomykówko! Co Cię sprowadza? — Królowa od razu zareagowała na przybycie zastępczyni.
— Witaj Dryfujący Fluorycie, przyszłam sprawdzić, jak się masz oraz kocięta. Przy okazji nieco pomogę wojownikom i nieco tu uprzątnę — wyjaśniła, wskazując ruchem łapy na liczne pajęczyny, które jeszcze zdobiły wnętrze jaskini.
— Miło z twojej strony — wymruczała starsza, na co srebrna skinęła głową.
— Jeśli Ci nie przeszkadza, to będę sprzątać i z tobą rozmawiać — oznajmiła, od razu przystępując do pracy.
— Ależ skąd!
Cętkowana podeszła do miejsca, gdzie pręgowana leżała wraz z kociętami, by pozbyć się w pierwszej kolejności pajęczyn, które zalegały w ich pobliżu. Te znajdujące się wyżej, ściągnęła łapą, stając na tylnych kończynach i dla równowagi drugą przednią łapą opierając się o ścianę. Pajęcze sieci stamtąd posłała w stronę wyjścia paroma ruchami łapy, do której te się przyczepiły. Kojarzyła, że medycy używają tych pajęczych tworów do tamowania ran oraz ogólnie do opatrunków, więc brązowooka nie miała w planach kompletnie ich spisywać na starty. Kolejne partie pajęczyn usuwała w podobny sposób lub ogonem, chcąc przyspieszyć pracę. W międzyczasie Fluoryt podtrzymywała rozmowę między nimi, co jakiś czas kierując jakieś słowa do kociąt, które z zainteresowaniem śledziły poczynania zastępczyni.
— W razie jakbyś czegoś potrzebowała, daj znać — odparła młodsza, kiedy tylko skończyła pracę.
— Oczywiście! Miło, że znalazłaś dla nas czas oraz pomagasz w odbudowie obozu.
— Przecież nie będę jedynie leżeć i pachnieć tylko z powodu awansu — stwierdziła, posyłając niebieskiej lekki uśmiech. Nie robiła tego często i często mimika na jej pysku pozostawała niezmienna, podobnie jak ciało, z którego mowy mało, co można, by się dowiedzieć.

Event Klanu Burzy:
Pozbycie się pajęczyn z kątów

Od Wdzięcznej Firletki

Skała pod jej łapami była gładka i chłodna. Strzepnęła ogonem, strzepując z niego śnieg, po czym podążyła za Śniącym Obserwatorem w głąb jaskini.
— Została już wyczyszczona?
Przewodnik zastrzygł uchem, po czym przechylił łeb z jednej strony na drugą.
— Częściowo — odparł, wymijając grupę kotów i znikając w jednym z tuneli. Przyśpieszyła, wsuwając się za srebrnym w węższą przestrzeń. — W pierwszej kolejności zajęto się żłobkiem.
Skinęła głową. Rzeczywiście, z jednej z grot do jej uszu dobiegały piski i podekscytowane głosy, jak i szepty zajmującego się nimi Dryfującego Fluorytu.
— Podział będzie w połowie, pomiędzy mną, a kronikarzami?
— Dokładnie.
Śniący Obserwator zniknął za zakrętem; przyśpieszyła i wsunęła głowę do odbiegającego od głównego przejścia tunelu.
Przed nią otworzyła się dość szeroka, średnio wysoka przestrzeń, ze zbiegającym do skosu sklepieniem po jednej stronie. W miejscu, w którym miała postawiona zostać kamienna ścianka ułożona została prowizoryczna linia – nadal widoczna była druga część legowiska, z charakterystycznymi wgłębieniami w podłodze, w których kronikarze zapewne ułożą swoje posłania. Wróciła wzrokiem do części przeznaczonej dla niej, z zadowoleniem notując płytkie wnęki w ścianach, które będą jej służyć za skrytki na zioła, oraz miejsce z gładką posadzką i niskim sklepieniem, w które zaciągnie posłania dla chorych.
Odwróciła się w stronę przewodnika.
— Dziękuję.
Srebrny pochylił głowę, po czym z machnięciem ogonem odwrócił się na pięcie, i swobodnym krokiem opuścił tunel, znikając za rogiem.
Podniosła spojrzenie, skupiając je na świetliku w sklepieniu, z którego do środka wpadały smugi wieczornego światła i zimne powietrze. Tuż pod otworem, pod jedną ze ścian, wpadająca do środka woda wymyła płytkie wgłębienie o zakrzywionym, owalnym kształcie. Jego brzegi pokrywała cienka warstwa mchu. Postąpiła krok do przodu, łapiąc swoje odbicie w jego tafli; od powierzchni delikatnie odbijało się światło, tworząc za jej cieniem jej sylwetki plamę rozmytego blasku. Przeniosła wzrok wyżej, łapiąc w odbiciu coś jeszcze – dwa ciemne kształty, łudząco przypominające… Kocie pyski.
Uniosła głowę. Nad “sadzawką”, po obu jej stronach, w sklepieniu uformowały się dwie skalne rzeźby, gładko wtapiające się ścianę i sklepienie, wystające ledwo na długość łapy… Jednak formą podobne do dwóch krótkich pysków, trzymających się skały za szyję i uszy. Pochylonych na nią, jakby wpatrywały się w jej oczy; jedno w prawe, drugie w lewe. Czekając na jej kolejny ruch.
Wpatrywała się w nie przez moment, z zaintrygowaniem przechylając głowę w bok – jednak po paru uderzeniach serca westchnęła i powoli odwróciła się od rzeźb. Jaskinia sama się nie wyczyści.

Zaginęła!

Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna zaginięcia: Ucieczka z klanu

Zaginęła!