— Czego ode mnie chcesz mewi szpiegu, nie chcę cię na oczy widzieć!
— Chciałam tylko przynieść ci coś do jedzenia…
Czarnofutra spojrzała na ryby, a później znów na Szepczącą Hipnozę.
— Chciałeś mnie otruć?! — syknęła gniewnie.
— Ni-nie! Po prostu próbowałam być miła… Skąd ten pomysł! Co ja ci takiego zrobiłam, że mnie nienawidzisz! Już nic nie rozumiem! — powiedział drżącym głosem, kładąc po sobie uszy.
Gąbczasta Perła prychnęła, zezłoszczona na to, że point wciąż sobie z nią pogrywał. Czemu po prostu się nie przyznał, że jest mewim szpiegiem? Czemu wolał zgrywać głupka, skoro każdy znał już prawdę? Dymna zadbała o to, by plotka o nim, a także o kilku innych kotach, dotarła nawet do najskrytszych zakamarków obozu Nocniaków.
— W tym sęk! Jeszcze nic nie zrobiłeś, mewi szpiegu. Ale ja wiem swoje. Wraz z Kropiatkową Skórką tylko czekasz na to, by nas wszystkich zaatakować i wybić co do jednego! — uparła się, strzepując z frustracji ogonem.
Ogrodnik spoglądał na nią ze zdziwieniem, a jego ciało zaczęło się trząść. W końcu w jego oczach wezbrały łzy i point gwałtownie odwrócił się, po czym wybiegł z lecznicy z płaczem.
— Widzę, że coraz ciężej jest ukrywać prawdę! — krzyknęła za nim dymna.
Gdy Szepcząca Hipnoza zniknął jej z pola widzenia, Gąbka przewróciła oczami i wróciła do swoich obowiązków.
“I co ja mam zrobić z tymi rybami?” — zaczęła się zastanawiać. Przecież ich nie zje, bo, nie daj Klanie Gwiazdy, mogą być w nich jagody śmierci! Nawet danie ich komuś innemu wiązałoby się z ryzykiem, że ten by się zatruł. Najlepiej byłoby więc wyrzucić piszczki gdzieś do wody albo wcisnąć je komuś, kogo dymna nie lubiła. Och, gdyby tylko udało jej się dać te ryby Kropiatce… Bura jednak również nie ufała medyczce, więc pewnie nie przyjęłaby od niej żadnej piszczki.
Gąbczasta Perła westchnęła i pokręciła głową, próbując nie myśleć już o tym, co zrobi z tymi rybami.
* * *
Kilka dni temu
Po tym, czego doświadczyła, kompletnie się zmieniła. Była cicha. Nie odzywała się do praktycznie nikogo oprócz Niedźwiedziówkowego Pyłu, która nie odstępowała jej na krok. Pilnowała każdy ruch medyczki i każde jej słowo na tyle, że brązowooka wolała po prostu siedzieć cicho, niż narażać się na złość wojowniczki. Czuła, że powinna coś z tym zrobić. Powinna powiedzieć wszystko Mandarynkowej Gwieździe — ale co, jeśli bura mówiła prawdę? Co, jeśli naprawdę zabije jej bliskich, nawet jeśli Nocniacy wyrzucą ją poza granice przynależności? W takim wypadku najlepszym wyjściem byłaby egzekucja, ale czy liderka by się na taką zdecydowała? Ostatnim, jeśli Gąbka dobrze pamiętała, który umarł poprzez egzekucję, był Pluskający Potok. On jednak przyczynił się do śmierci dwóch kotów, a nie jednego tak jak Niedźwiedziówka. Może przez to kotka nie zostałaby uznana za tak duże zagrożenie?
Nagle jednak czarnofutra zrozumiała, że nawet jeśli Mandarynkowa Gwiazda będzie wpierw chciała tylko wygnać burą, to Gąbka może ją przekonać, że Niedźwiedziówka jest zbyt niebezpieczna, by błąkała się po świecie. Była przecież medyczką, toteż jej głos powinien mieć jakieś znaczenie w sprawach dotyczących klanu. Zawsze mogłaby też zmyślić, że dostała sen od Klanu Gwiazdy, w którym to widzi, jak bura zabija coraz więcej kotów. Srebrzysta nie miałaby czemu jej nie uwierzyć, a wtedy już musiałaby rozkazać zabicie wojowniczki.
Brązowooka uśmiechnęła się, chyba pierwszy raz od kilku dni, i wybyła z lecznicy. Dreptała w stronę legowiska przywódcy, aż to nagle nie stanął przed nią jakiś kot. Gąbka od razu rozpoznała jego pręgowane futro, a serce aż podeszło jej do gardła.
— A ty dokąd, Gąbeczko? — spytała Niedźwiedziówka, z fałszywą troską wpatrując się w dymną. — Lepiej wracajmy już do legowiska medyka, zanim zrobisz coś głupiego. Lepiej odpocznij i prześpij się ze swoimi… myślami — zaproponowała jej bura.
Czarnofutra spuściła wzrok, czując, jak ogarnia ją poczucie bezsilności. Niedźwiedziówkowy Pył jej przecież nie przepuści. A nawet jakby dymna dotarła do legowiska przywódczyni, bura zapewne zaczęłaby jej tłumaczyć, że brązowookiej już do reszty odbiło.
Gąbczasta Perła pozostała cicho i dała się odprowadzić przez wojowniczkę do lecznicy. Gdy już do niej dotarła, od razu usiadła na swoim posłaniu, odwracając się tyłem do całego świata. Wpatrywała się w ściany legowiska, poruszając nerwowo końcówką ogona. Przez moment czuła na sobie palące spojrzenie Klekoczącego Bociana, lecz wkrótce, jak gdyby nigdy nic, zaczęła wylizywać swoje futerko, próbując odciągnąć myśli od wszystkiego, co działo się w jej życiu.
* * *
Teraźniejszość
Niedawno widziała z oddali, jak Klekoczący Bocian rozmawia z Senną Łzą. Nie wiedziała, o czym i dlaczego, dlatego też zdziwiła się, gdy pewnego dnia ujrzała, jak szylkretowa kotka wchodziła do żłobka wraz z piszczką w pysku i nie wychodziła z niego przez dłuższy czas. Czyżby wpadła tam na jakieś pogaduszki? Tylko z kim? Ze Świteziankowym Jeziorem? Ze Złocistym Widlikiem? Z… Fląderką? Nie, nie! Jej córka nie mogła rozmawiać z odrzutkami! Gąbka poczuła, jak ogarnia ją frustracja, toteż zaczęła iść w stronę kociarni, by przekonać się, z kim takim spotyka się tam Łezka.
Gdy jednak zajrzała do środka, dostrzegła, że wojowniczka leżała na osobnym posłaniu i do nikogo się nie odzywała. Medyczka wlepiła w nią swoje spojrzenie, pogrążając się w myślach. Tyle pytań jednocześnie przebiegło przez jej głowę, że finalnie nawet nie znała ich treści. Wiedziała tylko, że jest kompletnie zdumiona i zakłopotana.
Wkrótce młodsza musiała zauważyć, że ktoś stoi w progu żłobka, i podniosła głowę do góry. Gdy spotkała wzrok swojej matki, wzdrygnęła się, a na jej pysku pojawił się strach.
— Łezko? — wydukała Gąbczasta Perła, wchodząc do środka i przykuwając uwagę reszty mieszkańców żłobka. — Co ty tu robisz, na Klan Gwiazdy! Łezko, nie wygłupiaj się, tylko wracaj do legowiska wojowników — zażądała brązowooka, podchodząc do szylkretki.
Wojowniczka obejrzała się po reszcie kotów jakby zawstydzona zachowaniem Gąbki. Po chwili spojrzała znowu na dymną.
— Wyjdźmy może poza żłobek… — zaproponowała, na co czarnofutra skinęła głową.
Gdy były już na zewnątrz, Senna Łza zaczęła:
— Mamo, ja… zapomniałam ci powiedzieć, ale… spodziewam… spodziewam się kociąt — wydukała w końcu, przenosząc wzrok na łapy. — Przepraszam… powinnam była-
— Łezko, ale o czym ty mówisz! — przerwała jej Gąbczasta Perła, która wpatrywała się w nią w głębokim szoku. — Kto jest ojcem tych kociąt? Przecież nigdy mi nie mówiłaś, że masz partnera! — oburzyła się, strosząc futro na karku. — O nim też zapomniałaś mi powiedzieć? Łezko, ja widzę, że ty w ogóle nie traktujesz mnie jak matki! Jak można zapomnieć powiedzieć kotce, która cię wychowała, o tym, że spodziewa się kociąt? — kontynuowała, czując, jak na gardle zaciska jej się supeł.
— To… skomplikowane. Wolałabym teraz… nie mówić ci jeszcze o tym — oznajmiła szylkretka, robiąc krok w tył. — Jeszcze raz cię przepraszam, mamo — dodała ściszonym głosem, wycofując się do kociarni.
Gąbczasta Perła miała ochotę ją zatrzymać i zażądać dokładnych wyjaśnień, ale zamiast tego zamarła w bezruchu i wcisnęła pazury w śnieg. Spuściła głowę, a jej oczy zaszkliły się od łez.
* * *
Gąbczasta Perła swoje obowiązki wykonywała jakby automatycznie, rzadko odzywając się do swoich pacjentów i nawiązując z nimi jakąkolwiek rozmowę. Do tej pory zdążyła już wyleczyć Błękitną Lagunę z białego kaszlu i Lawendową Rozkosz z przemrożenia, a właśnie teraz do lecznicy wkroczył Przypalony Kasztan.
Na jego widok dymna wzdrygnęła się nieznacznie, zdając sobie sprawę z tego, że był synem Niedźwiedziówkowego Pyłu. Nie odezwała się do niego ani słowem, a jedynie wpatrywała się w ciszy w jego pysk.
— Dzień dobry, Gąbczasta Perło — przywitał się dymny. Widząc jednak, że medyczka nie zamierza pytać go o samopoczucie, sam otworzył pysk. — Chyba mam gorączkę… — przyznał.
Dymna skinęła tylko głową i poszła po liście ogórecznika. Następnie wręczyła mu je, poczekała, aż kocur je zje, po czym pożegnała się z nim jedynie skinieniem głowy.
Gdy Przypalony Kasztan zniknął w wyjściu, Gąbczasta Perła również postanowiła opuścić lecznicę. Szwendała się po obozie bez celu, chcąc jedynie się przewietrzyć, aż nagle przypadkiem wpadł na nią Szepcząca Hipnoza. Dymna jednak, zamiast się złościć, spojrzała na niego pustym wzrokiem.
Ten skulił się nieznacznie, kładąc po sobie uszy.
— Daruj sobie. Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie niż twoje szpiegostwo — fuknęła medyczka.
<Szepcząca Hipnozo?>
Wyleczeni: Błękitna Laguna, Lawendowa Rozkosz, Przypalony Kasztan