BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

11 października 2026

Od Smuklika

W żłobku Klanu Wilka zrobiło się nieco luźniej i ciszej, jednak na pewno nie na długo, patrząc, że co chwilę pojawiały się w nim znajdki-sierotki lub jakaś kotka przenosiła się do niego i w niedługim czasie na świecie pojawiali się jej potomkowie. Aktualnie większość starszych kociąt, które skończyły sześć księżyców, zostały mianowane na uczniów wojowników, tym samym zdając celująco test polegający na spędzeniu nocy w lesie. Wyjątkiem była Bryzowa Łapa, która obrała ścieżkę medyka. Smuklik zazdrościł starszym kociętom, że one już mogły wychodzić na treningi, a on jeszcze korzystał z przywilejów kociaka i grzał swój kuperek w żłobku. Dopiero za dwie kwadry, gdy ukończy sześć księżyców, będzie mógł oficjalnie przystąpić do egzaminu, od którego będzie zależeć czy będzie mógł zostać uczniem lub, o ile mu się nie powiedzie, będzie zmuszony pomieszkiwać w kociarni przez dłuższy czas oraz otrzyma karne imię lub też będzie miał już wszystko gdzieś, bo zje go jakoś większy drapieżnik i dołączy do przodków, o których słyszał, chociażby od Tygrysiej Nocy czy Ognikowej Słoty. Celował w pierwszy wybór, jednak nie mógł przecież przewidzieć czy na swojej drodze nie spotka najprawdziwszego wygłodniałego wilka, lisa lub sowy. W końcu jego test i jego rodzeństwa przypadał na środek Pory Nagich Drzew, która nie zapowiadała się stać łagodniejsza. Jego półdługa sierść stanowiła jakąś ochronę podczas mroźnej nocy, jednak cóż mógł poradzić, gdy znajdzie się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiedniej porze, gdy jakiś drapieżnik wyjdzie na łowy. Czy wojownicy nim zabierali kocięta w teren, upewniali się, czy dookoła było bezpiecznie, nim pozostawią młodzików samych? Tego jeszcze się nie dowiedział od Ognikowej Słoty, ale na pewno podczas kolejnej rozmowy mistrzyni z kociętami spróbuje się dowiedzieć jeszcze więcej na temat testu.
– Chodź do nas, Smukliku. Chyba że chcesz się ponownie przeziębić i opóźnić swoje mianowanie – miauknęła ciepło Jesionowa Szadź, wskazując na wolne miejsce obok jej boku. Smuklik zrozumiał skrytą aluzję w słowach matki i bez zbędnego zwlekania, dopadł do liliowego futra, wtulając w nie swoją mordkę. Z uśmiechem na pysku spoglądał w parę zielonych oczu, które wpatrywały się w niego z czułością.
Miał ogromne szczęście, że miał takie dwie wspaniałe mamy, które były dla niego całym światem. Dbały o niego i jego rodzeństwo, jak i uczyły ciekawych rzeczy.
– Jak zostanę wojownikiem, będę co ranek polować dla was i przynosić dorodną zwierzynę na śniadanie! – zadeklarował. – Smuklik... Smuklikowe... Żądło... Tak będę się nazywać jako wojownik!

🐝

Od Fląderki CD. Trzcinowego Szmeru

Wizyta namiestniczki zaskoczyła Fląderkę. Mało wojowników, nie wspominając o uczniach, decydowało się postawić łapę na wyspie, na której mieszkały koty o czekoladowej sierści, tym bardziej, teraz gdy nastała Pora Nagich Drzew. Również sama Fląderka była rzadziej wzywana do głównego obozu, przez co nie wiedziała zbytnio o postępach w treningu pozostałej trójki swoich kociąt. Komarza Łapa zdawkowo odpowiadał na pytania matki na temat swoich własnych postępów treningu pod okiem Szumiącej Wyspy, dlatego też szylkretka nie zamierzała go męczyć pytaniami na temat treningu lub stanu zdrowia Umykającej Łapy, Wełniankowej Łapy i Centuriowej Łapy. Ostatnim kotem, od którego jakiś czas temu udało jej się uzyskać informację na temat pozostałych kociąt, był syn Błota, Muszla, czy właściwie obecnie znany jako Skroplona Łapa. Podczas jego odwiedzin na wyspie, Fląderka dowiedziała się, że u trójki jej kociąt jak na razie było wszystko w porządku, nadal byli uczniami i całkiem dobrze sobie radzili. Dodatkowo dowiedziała się od kocura, że ten ból w klatce piersiowej, który jej towarzyszył od przeprowadzki to najzwyczajniej w świecie tęsknota za swoimi kociętami.
– To prawda... – podjęła, zgadzając się z uwagą namiestniczki na temat pogody. Sama, mimo częściowo długiej sierści, dygotała z zimna, a co dopiero miała powiedzieć starsza kocica. – P-pani Trzcinowy Szmerze, proszę wejść do legowiska i się ogrzać przed powrotem do obozu. W-wczoraj wieczorem w nim posprzątałam, jest czysto i cieplej niż na zewnątrz. Ja zaraz dołączę do Pani i odpowiem na Pani pytania...
Namiestniczka skorzystała z zaproszenia. Otrzepując się z nadmiaru białego puchu oraz wody, wygramoliła się do legowiska, które było zamieszkane, jak na razie przez trzy koty – Fląderkę, Błoto i Komarzą Łapę. Nim Fląderka ponownie zniknęła we wnętrzu solidnie wyglądającego legowiska zbudowanego przez starszego mieszkańca wyspy i jego syna, odczekała kilka uderzeń serca, aby mieć pewność, że Komarza Łapa, w towarzystwie Szumiącej Wyspy udał się w stronę obozu. Gdy obie postacie zniknęły jej z oczu na brzegu głównej wyspy, szylkretka wgramoliła się do wnętrza schronienia.
– J-już jestem... Przepraszam, że to tyle trwało... Chciałam się upewnić, że mój syn trafił pod opiekę swojego mentora i razem z nim bezpiecznie dotarł do obozu... – miauknęła, siadając lisią długość od burej kocicy, która rozglądała się po wnętrzu pomieszczenia.
– Nic się nie stało. Po ostatnich wydarzeniach w klanie to tym bardziej zrozumiałe... Macie tutaj całkiem przytulnie. Błoto i Skroplona Łapa wykonali naprawdę solidne schronienie. Doprawdy solidne – zamruczała z uznaniem, zerkając w stronę czekoladowego, który odsypiał po wczorajszej pomocy przy odśnieżeniu ścieżek oraz umocnienia boków żłobka. – Nic dziwnego, że Mandarynkowa Gwiazda mianowała go na budowniczego... Jak się odnajdujesz w nowej rzeczywistości?
– Teraz jest dobrze, Trzcinowy Szmerze, chociaż na początku było mi ciężko. Najbardziej chyba zabolała mnie rozłąka z trójką moich dzieci... w-wiem, że gdybym wciąż mieszkała w obozie, nie spędzalibyśmy ciągle ze sobą czasu, jak w kociarni, jednak nie raz złapałam się na tym, że martwiłam się o stan zdrowia moich córek oraz o Umykającą Łapę, jak i to czy nikt im nie dokucza z rówieśników przez to, że to ja jestem ich mamą... K-Komarza Łapa wydaje się bezproblemowy, ale o niego również już nie raz się martwiłam. Większość czasu spędza ze mną i z Błotem oraz z Szumiącą Wyspą na treningach. N-nie wiem, czy miał okazję trenować ze swoim rodzeństwem... nie opowiada mi o przebiegu swoich treningów. M-martwię się, że może tak naprawdę ma mi za złe, że to z mojego powodu został rozdzielony z bratem i siostrami. Ale nie miałam przecież wpływu na to, z jakim futerkiem się urodzi... Chociaż kolor futra Centuriowej Łapy był dla mnie największym zaskoczeniem. – Uśmiechnęła się, po czym zdecydowała się nieco zmienić temat. – S-słyszałam od syna Błota, podczas jego ostatnich odwiedzin, że zarówno Łabędź, jak i Nur zostali mianowani na wojowników. Łabędzi Tan i Nurowa Gracja to wspaniałe imiona. Gratuluję Pani Trzcinowy Szmerze.

<Trzcino? Doglądaj małych fląderek i dbaj o nie, jak o własne 🙂‍↕️ adoptuje z obowiązkiem opieki i wpojenia im zasad nocniaków>

10 października 2026

Śnieżna Mordka urodziła!

 Śnieżna Mordka urodziła jednego, pięknego kociaka!

Księżycowa Łapa została adoptowana!

Nowy właściciel: waca_8 [Discord]

Od Agrestu CD. Jesionowej Szadzi

Z zaciekawieniem patrzył na piórka, które trzymała jego matka w łapach. Jego bracia od razu rzucili się na piórka, widząc takie, które im się spodobały. Wydawało się, że są takie same, jednak nic bardziej mylnego. Każde z nich pochodziło od innego ptaka, co Agrest i zwęszył i zauważył od razu. Piórko, które wpadło mu w oko zostało jako ostatnie, jakby był to znak. Podniósł długie, czarne pióro, uważając, aby nie uszkodzić go. Oglądał je ze wszystkich stron, podziwiając je. Od razu wiedział, że to jest jego pióro, gdyż było to pióro kruka. A ono, o ironio, od razu sprawiało, że wracał myślami do Nocy, z którą to się pokłócił, podczas jej wypoczynku na śniegu. Aż poczuł, jak jego policzek zapiekł. Uśmiechnął się ochoczo do matki.
— Będę go pilnował jak skarbu. — powiedział cichutko, kuląc się przed piórkiem. Jego matka zaśmiała się, opierając się o Miodowy Ul. Razem z rodzeństwem oglądali swoje piórka, pokazując je sobie nawzajem, ciesząc się z nich niezmiernie.

⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹

Od tamtego wydarzenia minęło już kilka księżyców, a Agrest czasami wręcz jakby nie mógł się doczekać wyboru przyszłej wybranki wyciągał piórko spod mchu, obracając je w łapce. Gdy jego matka weszła do żłobka, od razu podbiegł do jej boku.
— Mamo, mogę cię o coś zapytać? — Agrest usiadł obok niej, patrząc na nią wyczekująco.
— Tak, synku? — Zwróciła na niego swoją uwagę.
— Skąd wiedziałaś, że to mamie dasz piórko? W sensie, w którym momencie wiedziałaś, że zakochałaś się i że to ona jest tą jedyną?

<Mamo? No powieedz!>

Od Jagnięcego Ukłonu CD. Trójokiego Zająca

Przeszłość

Skinęła lekko łebkiem na jego podziękowanie.
— Nie masz za co dziękować. Trzymaj się ciepło i bezpiecznie — wymruczała, gdy kocur wychodził. Chwilę pozostała w bezruchu, analizując spotkanie i rozmowę. W końcu podniosła się na łapy i ruszyła do obowiązków.

Aktualnie

Srebrna kocica niedawno skończyła trening z Ćmią Łapą. Były coraz bliżej mianowania kocicy. Jagnięcy Ukłon miała nadzieję, że dożyje spotkania medyków, by przedstawić dwie nowe medyczki. Ponadto musiała pokazać im trasę do Księżycowej Sadzawki. Nie miała sił, jak kiedyś, a spotkanie medyków w jej przypadku mogło być ostatnim. Nie mogła, więc zniknąć nim pokaże drogę. Miała tylko nadzieję, że nie umrze podczas wędrówki. Pokręciła lekko łbem. Dojdzie na spotkanie z innymi medykami, ogłosi nowe medyczki i pozna nowinki z innych klanów. Spodziewała się, że po takim czasie inne klany również będą miały nowe pyszczki w legowisku medyka. Podeszła do ziół i zaczęła przeglądać i poprawiać ułożenie ziół. W pewnej chwili zatrzymała łapę na jednym z medykamentów i wpatrzyła się w niego kobaltowymi oczami. Kiedy robiła porządki albo po prostu patrzyła na zioła, zawsze przypominała sobie o swojej przyjaciółce i mentorce. Powracała myślami do treningów. Wspominała moment, gdy Ćma oznajmiła wbrew wszystkim sprzeciwom, że bierze ją na ucznia medyka. Nieświadomie owinęła się ciasno ogonem i zwiesiła łeb.
— Jagnięcy Ukłonie? — podskoczyła, gdy usłyszała nagły głos. Syknęła cicho z bólu, mając wrażenie, że wygięła łapę, chociaż tak nie było. Miała przynajmniej taką nadzieję.
— Och, Trójoki Zającu… — mruknęła, przenosząc na niego wzrok.
— Czy wszystko dobrze? Boli cię coś? Albo chcesz pogadać o postępach córki? Świetnie jej idzie naprawdę. Godnie mnie zastąpi i będzie pomagać klanowi jak Księżycowa Aldrowanda. Jestem z nich dumna — miauknęła, odwracając się całkiem do kocura.

<Trójoki Zającu? Zdrowie dopisuje?>

Od Agrestu CD. Ślepowrona (Ślepowronowej Łapy)

Kocur uśmiechnął się lekko do rozmówcy.
— Cóż, miałem aspiracje na zostanie medykiem, ale chyba nie będzie mi to dane. Choć bycie wojownikiem też jest niezłe. — odpowiedział kocurowi. — Co do moich matek, od zawsze były blisko, nawet jako uczennice. Razem chodziły na spacery, a Miodowy Ul często mówi do Jesionowej Szadzi “Słoneczko”. Bardzo się kochają, jestem dumny, że mogę dorastać w ich cieple i opiece. — Mimowolnie spojrzał w stronę siostry Ślepowrona. — Też chciałbym się tak kiedyś zakochać. — Te słowa same opuściły jego pysk, przez co po chwili otrząsnął się i odchrząknął, odwracając od niej od razu wzrok, mając nadzieję, że kocur nie zauważył tego zachowania.
— Cóż, nie dziwię ci się. Ja nie często widzę między moimi rodzicami czułe momenty, ale Kwaśna Kocanka opowiadała mi o tym, jak nasz ojciec zapytał ją o zostanie jego partnerką. Nie spodziewałbym się po nim czegoś takiego, jak mam być szczery nadal w to nie wierzę.
— A co dla niej zrobił? — zapytał zaciekawiony Agrest.
— Zabrał ją na łąkę, na której z kwiatów zrobił jej wielkie serce. Zauważyłeś może naszyjnik, który nosi na sobie? Jest prezentem od niego.
— Faktycznie, jest przepiękny… Musiało mu długo zająć robienie go. — Zerknął na naszyjnik kotki.
— To prawda, podobno pracował nad nim całą noc. — Przyznał kocurowi.

⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹

— Gratulacje, Ślepowronowa Łapo! — Agrest podszedł do niego po tym, jak chciał pogratulować jego siostrze mnianowania. — Dobrze, że długo na mnie nie będziesz czekał w legowisku uczniów, bo chyba byś się zanudził na śmierć!

<Ślepowronie?>

Od Jagnięcego Ukłonu CD. Wzorzystej Dali

Przeszłość

Tego dnia Jagnięcy Ukłon wyszła na spacer, by pozbierać ziół. Postanowiła połączyć przyjemność z pożytecznym. Oczywiście nadal miała strach przed samotnymi wycieczkami, ale przecież nie mogła się mu wiecznie poddawać. Musiała spróbować to zmienić. Szczególnie że szukanie ziół leżało w jej obowiązku. Poza tym nie chciała być wiecznie ciężarem dla innych. W ten sposób zawędrowała pod drzewo, z którego sypały się pióra. Jedno z nich spoczęło na jej nosie, co natychmiast skończyło się kichnięciem. Podniosła łapkę i zrzuciła pióro z ciemnego nosa. Uniosła wzrok na górę, gdzie zauważyła Wzorzystą Dalię.
— Dzień dobry — mruknęła ze spokojem. Nie mogła wdrapać się na drzewo, bo nie miała pazurów. Poza tym nigdy tego nie robiła
— Czy deszcz z piór nie jest lepszy, niż ten prawdziwy? — mruknęła z uśmiechem.
— Przynajmniej nie moczy futra, chociaż kto co lubi prawda? — mruknęła.

Aktualnie

Jagnięcy Ukłon dawno nie rozmawiała ze Wzorzystą Dalią, a naprawdę sporo się zmieniło, jeśli chodziło o rangę szylkretki. Pamiętała również słowa, które jej powiedziała dawno temu. Dotyczyły one siły, osiągnięć i talentu. Bez względu na wszystko Wzorek została Jaśniejącym Skrzydłem, a to było naprawdę wspaniałe wyróżnienie. Przynajmniej tak uważała Jagienka, ale oczywiście młodsza mogła mieć zupełnie inne zdanie. Wyszła z legowiska i rozejrzała się po obozie, a gdy dostrzegła kotkę, uśmiechnęła się delikatnie.
— Wzorzysta Dalio — miauknęła, chcąc przykuć uwagę szylkretki. Podeszła do niej mniej zwinnie, niż kiedyś, ale takie to już było przekleństwo starości.
— Wzorzysta Dalio, jestem z ciebie dumna. Wiedziałam, że osiągniesz wiele — wymruczała, stając w bezpiecznej odległości, gdyby jednak młodsza chciała się wycofać.
— Zastanawiałam się, jak to jest być Jaśniejącym Skrzydłem. Czy masz jakieś przemyślenia? Oczywiście nie musisz mi odpowiadać na to pytanie. Nie będę zmuszać do rozmowy — dodała szczerze, poruszając delikatnie ogonem.

<Wzorzysta Dalio? Pogadasz z seniorką?>

Od Agrestu

Z rana chodził po żłobku trochę zestresowany. Prawie nie mógł zasnąć, nie przez swoją noc, która się zbliżała, lecz przez to, że Noc nie wracała do obozu. Nie wiedział, kiedy dokładnie ma wrócić, ale zamartwiał się okropnie. Niedźwiedzia przyprowadzono chwilę temu, po jakimś czasie przyszedł też Ślepowron, wraz z Makową Iluzją i Korowym Szeptem. Łapy świerzbiły Agresta, chciał sam wyjść na poczukiwania Nocy, a kiedy już czuł, że zaraz nie wytrzyma i faktycznie to zrobi, przez wejście do obozu weszli Wilczy Skowyt i Pszczeli Rój, a pomiędzy nimi szła Noc. Kocur odetchnął z ulgą, a Krucze Pióro, który czekał przy wejściu do obozu skinął głową, widząc całą trójkę zdrową. Powoli ruszył ku mównicy, zasiadając pod nią u boku Pustułkowego Szponu. Choć nie wyglądał na zbyt zadowolonego z siedzenia obok brata. Na mównicę wyszła liderka, Zalotna Gwiazda, zwołując zebranie klanu, aby mianować trójkę kociąt.
— Klanie Wilka, dziś z nocy w lesie powróciła trójka kandydatów na uczniów naszego klanu, a więc czas, aby mianować ich na nich. Niedźwiedziu, wystąp proszę. — Kocurek podszedł do mównicy, a Agrest z niecierpliwością czekał na moment mianowania Nocy. Chciał jej pogratulować, może załagodzi to między nimi sytuację. W końcu po nadaniu imion i mentorów jej braciom, nadeszła jej kolej.
— Noc, Ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Księżycowa Łapa. Twoim mentorem będzie Seradelowy Nektar. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. — W tym momencie mentorka kotki przyłożyła swój nos do jej czoła, a Agrest poczuł w pewien sposób dumę. Po obozie rozeszły się wiwaty ich imion, a ich ojciec i matka z lekkim uśmiechem patrzyli na swoje dzieci, również przywołując ich imiona. Gdy tylko reszta kotów się trochę rozeszła, podbiegł do kotki z uśmiechem na pyszczku.
— Gratulacje, No- znaczy, Księżycowa Łapo! Strasznie ci pasuje to imię! — Uśmiechnął się do niej, ale ta, która dopiero co dziękowała jednemu z wojowników za gratulacje jedynie zerknęła na niego.
— Nie potrzebuję od ciebie wiwatów. — odpowiedziała stanowczo, odchodząc. Ten odwrócił się w jej stronę, chcąc za nią pójść, jednak zauważył, że idzie ona za swoją mentorką, więc poddał się, zawracając do żłobka…

Od Jagnięcego Ukłonu CD. Rozkwitającego Astra

Przeszłość

Spojrzała na Rozkwitkę i kiwnęła łebkiem.
— Tak, możesz — miauknęła łagodnie medyczka. Rozmowa jeszcze przez jakiś czas się toczyła, aż nastał koniec zgromadzenia. Obie kotki ruszyły z resztą klanu do domu.

Aktualnie

Poza legowiskiem medyka było zimno i śnieżnie, a Jagnięcy Ukłon musiała uważać na siebie bardziej niż wcześniej, wszak jej wiek był już dosyć sędziwy i łatwiej było o choroby. Leżała skulona na swoim posłaniu, bo nie czuła się dzisiaj najlepiej. Poprosiła Ćmę i Aldrowandę, by na ten dzień zajęły się wszystkimi potrzebnymi sprawami. Obiecała im, że jak poczuje się lepiej, to do nich dołączy. Właśnie miała przysnąć, kiedy usłyszała szelest przy wejściu. Podniosła łeb z przednich łap i wpatrzyła się w Rozkwitkę.
— Och! Asterko, jak dawno cię nie widziałam. Zaraz usiądę — zaczęła, ale ciemna podeszła do niej z piszczką w pyszczku. Ogon protektorki spoczął na jej boku.
— Nie musisz wstawać — miauknęła młodsza kotka. Jagnięcy Ukłon przyjęła te słowa z ulgą.
— Dziękuję — wymruczała ciepło. Rzeczywiście nie miała dzisiaj sił, by wykonywać jakieś większe ruchy. Chwilę później przed jej pyszczkiem pojawiło się stworzonko. Rozkwitka podsunęła piszczkę bliżej niej.
— A ty? Jadłaś już? — mruknęła medyczka, szykując się do rozdzielenia stworzonka na pół, gdyby młodsza nie jadła. Ruda zawsze myślała najpierw o innych, a potem dopiero o sobie. Taka się urodziła, tak żyła i taka umrze. Przerażało ją, jak często myślała o swojej śmierci, ale wiek i bóle stawów oraz słabsze i powolniejsze ruchy dobitnie jej to przypominały.
— Jak się czujesz Rozkwitko? — dopytała, nim umilkła. Czekała na reakcję na oba pytania, ciaśniej otulając się ogonem.

<Rozkwitko? Jak tam u ciebie?>