Polowanie na samotników
Pierwszy raz od wielu księżyców Ognikowa Słota miała okazję wykazać się podczas polowania na samotników. Mimo że spory kawał czasu przesiedziała w żłobku, niańcząc swoje, a także cudze kocięta i opowiadając im o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, jej umiejętności wciąż pozostawały na wysokim poziomie. Przywódczyni z satysfakcją obserwowała, jak jej przybrana córka pcha czarnofutą samotniczkę w stronę okręgu utworzonego przez kultystów. Kocica miała na ciele kilka świeżych ran, zapewne zadanych jej przed chwilą przez mistrzynię, a jednak uwagę Zalotki przykuło coś jeszcze. Pysk samotniczki zdobiły dwie blizny, które przecinały się nawzajem, tworząc ranę w kształcie litery “X”. Wyglądały na dawno zagojone. Były nietypowe, lecz szylkretka nie miała czasu, by dłużej się nad nimi zastanawiać, a tym bardziej zapytać o nie samotniczkę. Rozległ się głos Nadciągającego Pomroku, która wyznaczyła swoją siostrę do zabicia czarnofutrej, więc Ognikowa Słota nie traciła czasu i od razu stanęła do walki z przeciwniczką.
Szybko polała się krew. Ognikowa Słota wyraźnie przewyższała obcą umiejętnościami, a czarnofutra na próżno próbowała zadać jej poważniejsze ciosy. Samotniczka była słaba w porównaniu z członkinią Klanu Wilka, która miała za sobą księżyce treningów pod okiem samej liderki. Nic dziwnego, że walka zakończyła się zwycięstwem mistrzyni. W końcu żółtooka upadła na ziemię, tuż pod łapami Zalotnej Gwiazdy. Liderka, chcąc nie chcąc, wciągnęła w nozdrza haust powietrza. Jej nos połaskotał silny zapach krwi, lecz wydawało jej się, że kryje się w nim jeszcze inna woń. Bardzo znajoma, której nie miała okazji wyczuć od wielu księżyców.
Wzrok liderki spoczął na ciele samotniczki, a jej brwi zmarszczyły się w skupieniu. Dlaczego kotka roztaczała wokół siebie ten konkretny zapach? Czy to możliwe, że obie wonie były do siebie aż tak podobne? A może tylko jej się wydawało, że należała ona do pewnego kota?
Nie mogła jednak zastanowić się nad tym dłużej, gdyż nagle usłyszała szelest, który wyrwał ją z zamyślenia. Postawiła uszy i rozejrzała się wokół. Nie dostrzegła niczego nadzwyczajnego, lecz domyśliła się, że coś musiało być na rzeczy. Ognikowa Słota podniosła się na równe łapy, ale zanim Zalotna Gwiazda zdążyła cokolwiek powiedzieć, przemknęła obok niej Kocimiętkowy Wir.
— Sprawdzę to — zadeklarowała, znikając wśród krzewów.
Przywódczyni nie przywiązywała do tego większej wagi. Czym niby mógł być ten szelest? Pewnie jakaś zwierzyna niefortunnie zabłąkała się w miejsce, w którym kultyści właśnie odbywali spotkanie. Zalotka miała teraz większe zmartwienie, ponieważ wciąż nie rozumiała, dlaczego czarnofutra samotniczka roztaczała wokół siebie woń tak niezwykle podobną do… zapachu Cienistej Zjawy.
Co ciekawe, nawet Ognikowa Słota nie zwróciła na to uwagi. Może w takim razie przywódczyni tylko się wydawało? A może jej przybrana córka była zbyt podekscytowana zabiciem samotniczki, by zwracać uwagę na coś tak niepozornego, jak nikła woń na jej futrze, przypominająca zapach kota, który dawno powinien już nie żyć?
Zalotna Gwiazda poruszyła końcówką ogona z frustracji. Z nieznajomej już dawno uszło życie. Leżała na ziemi w kompletnym bezruchu, a pod nią rozlewała się kałuża krwi. Teraz było już za późno na jakiekolwiek pytania. Czy w takim razie jej przypuszczenia nigdy nie zostaną ani potwierdzone, ani rozwiane? Nie mogła znieść tej myśli. Pragnęła poznać odpowiedzi na swoje pytania tu i teraz, a jednak dzieliła ją od nich bariera nie do pokonania. Dusza samotniczki najpewniej wędrowała teraz po zaświatach, a może, skoro nie wierzyła ani w Klan Gwiazdy, ani w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, po prostu zniknęła na zawsze.
Wreszcie, po jakimś czasie, zielonooka kotka wróciła. Futro miała zmierzwione, a sama sapała z powodu przemierzenia tak sporego odcinka, niestety po nic. Wróciła o pustych łapach.
— Uciekła mi! — powiedziała, poruszając niespokojnie końcówką ogona.
Zalotna Gwiazda domyśliła się, że za tym szelestem kryła się jakaś samotniczka. Naturalnie oburzyłby ją fakt, że Kocimiętkowy Wir pozwoliła jej uciec, lecz w ułamku uderzenia serca w jej głowie pojawiła się pewna nadzieja. Co, jeśli te samotniczki się znały? Co, jeśli uda jej się odnaleźć tamtą kotkę, która zwiała, i siłą wyciągnąć od niej odpowiedzi na temat czarnofutrej? Oczywiście szanse na to, że były ze sobą jakkolwiek związane, były równie niskie co szanse na to, że Zalotna Gwiazda odnajdzie zbiegłą samotniczkę, lecz zawsze warto pomarzyć, czyż nie?
— W którą stronę odbiegła? — zapytała wtem Ognikowa Słota.
— Uciekła do Betonowego Świata…
Świetnie. Przynajmniej teraz już wiedziała, gdzie powinna szukać samotniczki. Zachwyciła się tą myślą, lecz nagle zauważyła, że jej córka ze zdenerwowaniem wpatruje się w Kocimiętkowy Wir. Odchrząknęła.
— To samotniczka, nie może się nam równać. Nie zagraża nam — oznajmiła.
* * *
Zalotna Gwiazda znalazła się na skraju lasu. Panowała noc, a niebo, które rozciągało się nad terenami Klanu Wilka, było zupełnie pozbawione gwiazd. Stała w bezruchu, zastanawiając się nad tym, jak w ogóle się tu znalazła i dokąd powinna się udać. Dlaczego strażnik w ogóle pozwolił jej wyjść z azylu w środku nocy? Czy powinna do niego wrócić? Nie pamiętała niczego, co zrobiła w ciągu ostatnich kilku godzin, co trochę ją przerażało. Czy na starość umysł zaczął płatać jej figle? Czy to był znak, by zrezygnowała ze swojej pozycji przywódcy i odeszła do starszyzny? Czy to znak, że już niedługo jej żywot dobiegnie końca? Miała nadzieję, że jednak nie. Nie mogła zostawić całego klanu pod opieką kogoś innego. Tym bardziej nie teraz, gdy wisiało nad nim widmo niebezpiecznej grupy samotników. Mimo że w miarę ufała swoim zastępcom i wiedziała, że którykolwiek z nich zostanie liderem, poradzi sobie z tym problemem, tak przed śmiercią wolała mieć pewność, że Klan Wilka jest bezpieczny.
Już miała zawracać i zapomnieć o tym, że w ogóle tu zawędrowała, gdy nagle dostrzegła przed sobą ślady łap. Były świeże i dałaby sobie głowę urwać, że jeszcze chwilę temu ich tu nie było. Czy wcześniej ich nie zauważyła, czy może tak naprawdę wcale nie istniały i były jedynie wymysłem jej starczego umysłu? Zalotna Gwiazda postanowiła mimo wszystko podążyć ich śladem. W końcu kto o tak późnej porze mógłby przechadzać się po terenach Klanu Wilka? Na pewno nie był to żaden Wilczak, a co za tym idzie, musiał to być samotnik! O ile te ślady istniały naprawdę, a nie były, tak jak pomyślała przed chwilą, jedynie jakimś zwidem.
Trop zaprowadził ją w kierunku terenów samotniczych, gdzie urywał się przy kamieniach prowadzących przez rzekę na drugi brzeg. Zalotna Gwiazda omiotła wzrokiem terytorium za strumieniem, lecz nie dostrzegła na nim nic ciekawego. Potem spuściła głowę i przyjrzała się uważniej śladom łap, nabierając powietrza, by spróbować wyczuć jakąś nikłą woń. Wtedy poczuła ten sam zapach, który unosił się nad ciałem czarnofutrej samotniczki. Czy to możliwe, że były to odciski łap należące do samotniczki, która uciekła Kocimiętkowemu Wirowi?
Zalotna Gwiazda ponownie podniosła głowę, by sprawdzić, czy odciski ciągną się również po terenach należących do samotników. Wtedy dostrzegła na drugim brzegu ciemną sylwetkę innego kota. Odruchowo odskoczyła do tyłu, a futro na jej karku całe się zjeżyło. Białe oczy intruza lśniły na tle jego ciemnego pyska, wpatrując się spokojnie w przywódczynię. Szylkretka chciała syknąć coś w jego stronę, lecz z jej gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Jej oddech gwałtownie przyspieszył, a w głowie zaczęło jej się kręcić. Nim się obejrzała, cała jej wizja zaszła czernią…
* * *
TW: Zalotka potrafi jeszcze chodzić (i zabiła kolejnego kota)
Gdy Zalotna Gwiazda otworzyła oczy, spostrzegła, że znajduje się w swoim legowisku. Jej serce wciąż biło szybciej, niż powinno, a do tego kręciło jej się w głowie. Na zewnątrz było dość ciemno. Wiedziała to, gdyż do środka nie wpadało zbyt dużo światła i szylkretka widziała jedynie nikłe zarysy otaczających ją ścian. Spuściła wzrok na własne łapy, zastanawiając się nad tym, co się właśnie wydarzyło. Teraz zrozumiała, że cała ta sytuacja z dziwnym kotem była jedynie jej snem. Czy ten sen był przypadkiem, czy może jakimś znakiem od Mrocznych Przodków? Wyglądał tak, jakby zmarli chcieli jej coś przekazać. Może chodziło o to, że ten kot, ten samotnik, który uciekł Kocimiętkowemu Wirowi, niedługo zjawi się w miejscu, które widziała we śnie?
“Może idzie tam właśnie teraz?” — w jej głowie nagle pojawiła się myśl. Mimo że była nagła i pozornie głupia, Zalotna Gwiazda czuła, że nie mogła jej zignorować. Czy powinna teraz wyruszyć? Czy nie będzie to dziwne? W końcu był dopiero bardzo wczesny ranek, a koty, które miały wyjść na pierwszy patrol, zapewne wciąż jeszcze spały. Choć… jeśli tamta samotniczka naprawdę czekała teraz na nią na terenach samotniczych, to musiała ją odnaleźć. Musiała ją odnaleźć i z nią porozmawiać.
Postanowiła nie marnować więcej czasu. Podniosła się z posłania i pewnym krokiem zaczęła zmierzać w stronę wyjścia, przy którym stała Ośnieżony Kryształ. Białofutra kotka przeniosła na nią swoje zmartwione spojrzenie i rozdziawiła pysk, jakby chciała coś powiedzieć.
— Wychodzę tylko na chwilę — oznajmiła przywódczyni, tym samym uciszając wojowniczkę.
Nie myśląc o niej ani uderzenia serca dłużej, ruszyła w stronę terenów, które widziała we śnie. Jej krok szybko stał się nierówny, ponieważ ze starości nękały ją bóle stawów. Była jednak zdeterminowana, by dotrzeć do rzeki, licząc na to, że ujrzy tam poszukiwaną samotniczkę. Czuła, że ten sen nie był przypadkowy. Czuła w kościach, że Mroczni Przodkowie maczali w tym swoje paluchy.
W końcu udało jej się dotrzeć na skraj lasu. Zza horyzontu powoli wychodziło już słońce i jego nikłe promienie zaczęły oświetlać posiwiały pysk liderki. Zalotka zmrużyła oczy i zaczęła rozglądać się po polanach, licząc na to, że ujrzy na nich sylwetkę kota. Nikogo jednak tam nie było. Chciała już postąpić krok do przodu, by podejść bliżej rzeki, lecz wtem zza jej pleców dobiegł ją głos.
— Zalotna Gwiazdo.
Szylkretowa natychmiast odwróciła pysk w stronę źródła dźwięku, a to, co ujrzała, zmroziło jej krew w żyłach.
Cienista Zjawa.
Stał tuż za nią, wyglądając niemal tak samo, jak w dniu, w którym ogłosiła jego chwalebną śmierć całemu klanowi. Zalotna Gwiazda napięła mięśnie, zamierając w bezruchu. Przez chwilę nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Co on tu robił? Przecież miał nie żyć! W oczach wszystkich Wilczaków już dawno był trupem, a jednak stał teraz przed nią i był jak najbardziej żywy. Szylkretka poczuła, jak ogarnia ją niepokój. Cieniowi brakowało jednej z łap. Ponadto jego pysk ozdobiony był blizną, o której Zalotna Gwiazda miała okazję usłyszeć wiele razy w ciągu ostatnich kilku księżyców. Charakterystyczne “X” przecinało pysk jej przybranego syna.
— Skąd ty się tu wziąłeś? Dlaczego w ogóle żyjesz?! — warknęła, strzepując ogonem z frustracją.
Nic z tego nie rozumiała. Czuła się w tym momencie zagubiona i oszukana. Może wciąż tylko śniła?
— Dlaczego miałbym nie żyć, matko? Czy założyłaś, że umarłem? — zapytał bury, postępując krok w jej stronę. — Zniknąłem bez słowa na kilka księżyców, wiem… Lecz nie zależało to ode mnie. Mogłem co prawda wrócić wcześniej i wstyd mi, że nie próbowałem — kontynuował, patrząc przepraszająco na Zalotkę. — Zrozumiałem jednak swój błąd i chciałbym prosić cię o to, by znalazło się dla mnie miejsce w Klanie Wilka. Żałuję tych wszystkich dni i nocy, które spędziłem poza nim.
Zalotna Gwiazda nie potrafiła uwierzyć w to, co słyszy. W to, co widzi, zresztą też. Czy to wszystko było zwidem? A może ktoś podszywał się pod jej syna?
— W twoich snach! — wypluła, cała się jeżąc.
Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo złościła się na syna. Najwyraźniej składało się na to kilka czynników. Na przykład to, że wciąż nie rozumiała, jakim cudem stał przed nią prawie cały i zdrowy. Albo to, że jeśli Cień wróci do Klanu Wilka, odznaczenie Powiernika Cienia nie będzie miało już sensu. Albo to, że zostawił ją i całą swoją rodzinę na kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt księżyców, i wolał żyć jako samotnik.
— Słucham? — mruknął, przekrzywiając głowę.
Szylkretka wbiła wzrok w ziemię, czując, jak zdumienie i panika opanowują całe jej ciało. Nie mogła pozwolić mu na powrót do Klanu Wilka. Nie mogła pozwolić na to, by zburzył całą narrację na temat jego śmierci, którą wykreowała. Czy wtedy jej pobratymcy uznaliby ją za kłamcę? Czy nie chcieliby się przeciwko niej zbuntować? Zalotna Gwiazda pragnęła jedynie tego, by po jej śmierci jej imię budziło respekt. Nie mogła pozwolić na to, by jeden kot zniszczył wszystko, co budowała przez całe swoje życie.
Wysunęła pazury, podnosząc wzrok na Cienistą Zjawę. W końcu jedyny kot, który nie zniszczy jej reputacji, to martwy kot. Nie zastanawiając się nad tym ani chwili dłużej, rzuciła się na swojego przybranego syna, chcąc dobrać się do jego szyi. Ten wykonał unik, lecz szylkretka nie próżnowała. Zamachnęła się na niego ponownie, delikatnie muskając futro na jego barku.
— Co ty wyprawiasz?! — miauknął zdziwiony, lecz przywódczyni nie miała czasu na rozmowy. Podejmowała kolejne próby ataku, wymachując łapami na oślep, jednak bury kocur cały czas robił uniki lub blokował jej ciosy. Co dziwne, sam nie próbował jej zaatakować. Czy był za słaby, by skrzywdzić kotkę, która go wychowała?
Zalotna Gwiazda syczała i warczała, zdenerwowana tym, że nie była już tak sprawna, jak niegdyś. Gdyby tylko była teraz u szczytu swoich umiejętności, pokonałaby go jednym skinieniem pazura! Cienista Zjawa już dawno leżałby bez życia u jej łap. A jednak męczyła się teraz na darmo, usiłując dosięgnąć go swoimi szponami.
— Przestań się opierać! I tak nie wyjdziesz z tego żywy! — splunęła, a wtedy buras zamarł na moment.
Wykorzystując tę chwilę słabości, przywódczyni rzuciła się na niego i wbiła pazury w jego szyję. Zanim pociągnęła je w swoją stronę, napotkała jego spojrzenie. W pomarańczowych ślepiach Cienistej Zjawy kryło się wiele sprzecznych emocji, ale przede wszystkim przerażenie.
Zalotna Gwiazda czuła, że powinna się odezwać. Że powinna choć spróbować wyjaśnić mu swój tok rozumowania, nim na zawsze odeśle go do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. W jej głowie panowała jednak pustka. A może bardziej cisza, gdyż nie mogła zignorować wspomnień z czasów, gdy Cień był jedynie małym kocięciem, które właśnie migotały przed jej oczami. Kto by pomyślał, że to wszystko tak się skończy…
W pewnym momencie ziemia została zbrukana krwią. Zalotka w końcu przemogła się i rozcięła swojemu synowi szyję. Jeszcze przez moment Cienista Zjawa wpatrywał się w nią, stojąc na równych nogach i wykrwawiając się coraz bardziej z każdym uderzeniem serca. Po chwili jednak wydał ostatnie tchnienie i z głuchym hukiem opadł na glebę. W akompaniamencie nagłego krzyku zaczął dławić się krwią.
Zalotna Gwiazda podniosła uszy. W jej uszach rozbrzmiało przeszywające “Tato!”, a następnie poczuła, jak ktoś rzuca się na nią z boku i sprawnym ruchem powala ją na ziemię. Potem ujrzała przed sobą czarno-biały pysk, ozdobiony żółtymi, wystraszonymi oczami. Po chwili w świetle wschodzącego słońca zabłysnęły czyjeś pazury. Szylkretka zmrużyła ślepia, gotowa na to, by otrzymać cios. Do niczego takiego jednak nie doszło. Zamiast tego usłyszała ciche łkanie i poczuła, jak kot, który przed chwilą przygwoździł ją do ziemi, odsuwa się od niej.
Otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. Samotniczka pochylała się właśnie nad martwym ciałem kocura i cała drżała. Dlaczego nie odważyła się jej skrzywdzić? Dlaczego nazwała Cienistą Zjawę swoim ojcem? Zalotka czuła się jeszcze bardziej skonfundowana niż wcześniej. Była na tyle zszokowana, że przez gardło nie potrafiło jej przejść choćby jedno słowo. Mogła jedynie wpatrywać się tępo w czarno-białą kotkę, zadając sobie pytania.
— Dla-dlaczego go zabiłaś?! — wydukała w końcu nieznajoma, zwracając ku niej wzrok.
Wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz jej również odebrało mowę. Czy w takim razie były zmuszone do patrzenia na siebie nawzajem? W pewnym momencie Zalotka nie potrafiła już znieść pełnego wyrzutu wzroku samotniczki, dlatego zmrużyła oczy.
— Ja… — westchnęła jedynie, nie wiedząc nawet, co powiedzieć.
Zamiast dokończyć zdanie, podniosła się z miejsca i otrzepała z drobinek ziemi. Samotniczka wciąż wpatrywała się w nią zaszklonymi oczami, wywołując w niej emocje, których nigdy nie spodziewała się odczuć. Trudno było jej nawet określić, co teraz czuje. Czy męczyło ją poczucie winy? Żal?
— Wróć ze mną do obozu, a wszystko ci wyjaśnię — oznajmiła po jakimś czasie, niespokojnie poruszając wibrysami.
Nieznajoma zmarszczyła brwi i obnażyła kły.
— Nigdzie z tobą nie idę, morderczyni! Zabiłaś mi ojca! Powinnaś teraz zgnić! — oburzyła się, kładąc po sobie uszy.
Zalotna Gwiazda wiedziała, że tak się stanie. Nie zamierzała się jednak kłócić z samotniczką. Zamiast tego podeszła do ciała Cienistej Zjawy i chwyciła je za kark. Zaczęła ciągnąć je w stronę rzeki, podczas gdy czarno-biała obserwowała ją w szoku.
— Co… Co ty robisz?! — pisnęła, pozostając w bezruchu, gdy szylkretka coraz bardziej zbliżała się do brzegu.
W końcu liderka zaciągnęła ciało swojego syna do wody, pozwalając mu odpłynąć z nurtem. Nie chciała, by którykolwiek z Wilczaków odnalazł truchło burego podczas patrolu, dlatego zdecydowała się użyć tej samej taktyki, którą zastosowano po śmierci Dyniowej Skórki.
Potem powróciła do swojej “wnuczki”, która wciąż stała w miejscu, gdzie gleba zabarwiła się na czerwono.
— Idziesz ze mną, czy tego chcesz, czy nie — rozkazała twardo, na co żółtooka głośno przełknęła ślinę. Widać było, że się waha. Jednak czy miała jakiś wybór? Mogła albo pójść z Zalotką, albo do końca życia zadawać sobie pytania dotyczące tego dnia.
Następnie przywódczyni ruszyła w stronę azylu. Już po chwili usłyszała za sobą stukot łap samotniczki, a na jej pysk wślizgnął się niechciany uśmiech. Szybko jednak przybrała poważną minę, a poczucie triumfu, które na uderzenie serca pojawiło się w jej wnętrzu, szybko zostało zastąpione pustką. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co stało się przed chwilą. Naprawdę zamordowała własnego syna. Jej pazury tego dnia zatopiły się w jego szyi, a krew splamiła ziemię. Jakby tego było mało, poznała też swoją wnuczkę, o której istnieniu nie wiedziała, i której istnienie w ogóle nie powinno być możliwe.
— Jak się nazywasz? — postanowiła w końcu spytać, nim dotarły do azylu.
Spotkała się jednak z ciszą. Gdy już chciała ponownie się odezwać, by zbesztać samotniczkę, ta w końcu przemówiła:
— Sroka — wyznała niechętnie.
Zalotna Gwiazda mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem. Zastanawiała się teraz nad losem kotki. Czy powinna od razu uczynić z niej uczennicę? W końcu, jakby nie patrzeć, była jej rodziną. Z drugiej strony każdy samotnik, który kiedykolwiek dołączył do Klanu Wilka, na początku był więźniem. Tym bardziej że Zalotka miała już pomysł, jak sprawdzić, czy Sroka zasługuje na zostanie członkiem ich społeczności. W końcu, skoro miała na pysku ten sam znak co koty, które zaatakowały Rozbitego Księżyca i Nadciągający Pomrok oraz porwały Tropiącą Łaskę, to na pewno musiała coś o nich wiedzieć, prawda? Musiała wiedzieć, gdzie znajduje się ich baza. Musiała wiedzieć, jak do niej dojść, a także jak zaprowadzić tam patrol Wilczaków, by mogli odbić intruzom to, co zostało im odebrane.
Jeszcze przed wejściem do obozu liderka rozkazała Sroce wytarzać się w ziołach, a sama również zamaskowała zapach Cienistej Zjawy, który na niej osiadł.
Gdy wreszcie wkroczyła do azylu, przykuła uwagę wszystkich kotów, które właśnie siedziały w środku, próbując się rozbudzić. Przywódczyni rozkazała Ośnieżonemu Kryształowi zaprowadzić Srokę do legowiska więźniów, a następnie wspięła się na mównicę i omiotła swoich pobratymców wzrokiem.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania stawią się w centrum obozu! — oznajmiła donośnie i poczęła obserwować, jak Wilczaki zmieniają się w rozbiegane mrówki, próbując przedostać się pod mównicę.
Gdy wszyscy wojownicy i uczniowie już się obudzili i zebrali, liderka przemówiła:
— Udało mi się sprowadzić do nas kotkę, samotniczkę. Należy ona do tej samej grupy samotników, która kilka dni temu porwała jedną z naszych najbardziej zasłużonych wojowniczek, Tropiącą Łaskę! Oznacza to, że już niedługo wyznaczę koty, które wraz z naszą nową więźniarką udadzą się na misję odbicia Tropiącej Łaski od tych okrutników! — zaczęła z powagą. — Nasz nowy nabytek nazywa się Sroka, a jej obecność przy granicy z terenami samotniczymi uświadomiła mi, jak niebezpieczne jest wędrowanie w tamtych okolicach. Właśnie dlatego ogłaszam, że od dziś, aż do odwołania, macie zakaz zbliżania się w tamtą stronę! Od dzisiaj nie możecie wychodzić dalej niż za Cierniste Drzewo! — kontynuowała.
Po skończonej przemowie zeszła z mównicy, a jej wzrok spoczął na rudofutrym kocurze, który właśnie zyskał siostrę, choć nawet o tym nie wiedział. I raczej nigdy już się nie dowie.
<Cętkowany Tęgoszu?>