Śnieżna Mordka urodziła jednego, pięknego kociaka!
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)
10 października 2026
Od Agrestu CD. Jesionowej Szadzi
Z zaciekawieniem patrzył na piórka, które trzymała jego matka w łapach. Jego bracia od razu rzucili się na piórka, widząc takie, które im się spodobały. Wydawało się, że są takie same, jednak nic bardziej mylnego. Każde z nich pochodziło od innego ptaka, co Agrest i zwęszył i zauważył od razu. Piórko, które wpadło mu w oko zostało jako ostatnie, jakby był to znak. Podniósł długie, czarne pióro, uważając, aby nie uszkodzić go. Oglądał je ze wszystkich stron, podziwiając je. Od razu wiedział, że to jest jego pióro, gdyż było to pióro kruka. A ono, o ironio, od razu sprawiało, że wracał myślami do Nocy, z którą to się pokłócił, podczas jej wypoczynku na śniegu. Aż poczuł, jak jego policzek zapiekł. Uśmiechnął się ochoczo do matki.
— Będę go pilnował jak skarbu. — powiedział cichutko, kuląc się przed piórkiem. Jego matka zaśmiała się, opierając się o Miodowy Ul. Razem z rodzeństwem oglądali swoje piórka, pokazując je sobie nawzajem, ciesząc się z nich niezmiernie.
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
Od tamtego wydarzenia minęło już kilka księżyców, a Agrest czasami wręcz jakby nie mógł się doczekać wyboru przyszłej wybranki wyciągał piórko spod mchu, obracając je w łapce. Gdy jego matka weszła do żłobka, od razu podbiegł do jej boku.
— Mamo, mogę cię o coś zapytać? — Agrest usiadł obok niej, patrząc na nią wyczekująco.
— Tak, synku? — Zwróciła na niego swoją uwagę.
— Skąd wiedziałaś, że to mamie dasz piórko? W sensie, w którym momencie wiedziałaś, że zakochałaś się i że to ona jest tą jedyną?
<Mamo? No powieedz!>
Od Jagnięcego Ukłonu CD. Trójokiego Zająca
Przeszłość
Skinęła lekko łebkiem na jego podziękowanie.
— Nie masz za co dziękować. Trzymaj się ciepło i bezpiecznie — wymruczała, gdy kocur wychodził. Chwilę pozostała w bezruchu, analizując spotkanie i rozmowę. W końcu podniosła się na łapy i ruszyła do obowiązków.
Aktualnie
Srebrna kocica niedawno skończyła trening z Ćmią Łapą. Były coraz bliżej mianowania kocicy. Jagnięcy Ukłon miała nadzieję, że dożyje spotkania medyków, by przedstawić dwie nowe medyczki. Ponadto musiała pokazać im trasę do Księżycowej Sadzawki. Nie miała sił, jak kiedyś, a spotkanie medyków w jej przypadku mogło być ostatnim. Nie mogła, więc zniknąć nim pokaże drogę. Miała tylko nadzieję, że nie umrze podczas wędrówki. Pokręciła lekko łbem. Dojdzie na spotkanie z innymi medykami, ogłosi nowe medyczki i pozna nowinki z innych klanów. Spodziewała się, że po takim czasie inne klany również będą miały nowe pyszczki w legowisku medyka. Podeszła do ziół i zaczęła przeglądać i poprawiać ułożenie ziół. W pewnej chwili zatrzymała łapę na jednym z medykamentów i wpatrzyła się w niego kobaltowymi oczami. Kiedy robiła porządki albo po prostu patrzyła na zioła, zawsze przypominała sobie o swojej przyjaciółce i mentorce. Powracała myślami do treningów. Wspominała moment, gdy Ćma oznajmiła wbrew wszystkim sprzeciwom, że bierze ją na ucznia medyka. Nieświadomie owinęła się ciasno ogonem i zwiesiła łeb.
— Jagnięcy Ukłonie? — podskoczyła, gdy usłyszała nagły głos. Syknęła cicho z bólu, mając wrażenie, że wygięła łapę, chociaż tak nie było. Miała przynajmniej taką nadzieję.
— Och, Trójoki Zającu… — mruknęła, przenosząc na niego wzrok.
— Czy wszystko dobrze? Boli cię coś? Albo chcesz pogadać o postępach córki? Świetnie jej idzie naprawdę. Godnie mnie zastąpi i będzie pomagać klanowi jak Księżycowa Aldrowanda. Jestem z nich dumna — miauknęła, odwracając się całkiem do kocura.
<Trójoki Zającu? Zdrowie dopisuje?>
Od Agrestu CD. Ślepowrona (Ślepowronowej Łapy)
Kocur uśmiechnął się lekko do rozmówcy.
— Cóż, miałem aspiracje na zostanie medykiem, ale chyba nie będzie mi to dane. Choć bycie wojownikiem też jest niezłe. — odpowiedział kocurowi. — Co do moich matek, od zawsze były blisko, nawet jako uczennice. Razem chodziły na spacery, a Miodowy Ul często mówi do Jesionowej Szadzi “Słoneczko”. Bardzo się kochają, jestem dumny, że mogę dorastać w ich cieple i opiece. — Mimowolnie spojrzał w stronę siostry Ślepowrona. — Też chciałbym się tak kiedyś zakochać. — Te słowa same opuściły jego pysk, przez co po chwili otrząsnął się i odchrząknął, odwracając od niej od razu wzrok, mając nadzieję, że kocur nie zauważył tego zachowania.
— Cóż, nie dziwię ci się. Ja nie często widzę między moimi rodzicami czułe momenty, ale Kwaśna Kocanka opowiadała mi o tym, jak nasz ojciec zapytał ją o zostanie jego partnerką. Nie spodziewałbym się po nim czegoś takiego, jak mam być szczery nadal w to nie wierzę.
— A co dla niej zrobił? — zapytał zaciekawiony Agrest.
— Zabrał ją na łąkę, na której z kwiatów zrobił jej wielkie serce. Zauważyłeś może naszyjnik, który nosi na sobie? Jest prezentem od niego.
— Faktycznie, jest przepiękny… Musiało mu długo zająć robienie go. — Zerknął na naszyjnik kotki.
— To prawda, podobno pracował nad nim całą noc. — Przyznał kocurowi.
— Gratulacje, Ślepowronowa Łapo! — Agrest podszedł do niego po tym, jak chciał pogratulować jego siostrze mnianowania. — Dobrze, że długo na mnie nie będziesz czekał w legowisku uczniów, bo chyba byś się zanudził na śmierć!
— Cóż, miałem aspiracje na zostanie medykiem, ale chyba nie będzie mi to dane. Choć bycie wojownikiem też jest niezłe. — odpowiedział kocurowi. — Co do moich matek, od zawsze były blisko, nawet jako uczennice. Razem chodziły na spacery, a Miodowy Ul często mówi do Jesionowej Szadzi “Słoneczko”. Bardzo się kochają, jestem dumny, że mogę dorastać w ich cieple i opiece. — Mimowolnie spojrzał w stronę siostry Ślepowrona. — Też chciałbym się tak kiedyś zakochać. — Te słowa same opuściły jego pysk, przez co po chwili otrząsnął się i odchrząknął, odwracając od niej od razu wzrok, mając nadzieję, że kocur nie zauważył tego zachowania.
— Cóż, nie dziwię ci się. Ja nie często widzę między moimi rodzicami czułe momenty, ale Kwaśna Kocanka opowiadała mi o tym, jak nasz ojciec zapytał ją o zostanie jego partnerką. Nie spodziewałbym się po nim czegoś takiego, jak mam być szczery nadal w to nie wierzę.
— A co dla niej zrobił? — zapytał zaciekawiony Agrest.
— Zabrał ją na łąkę, na której z kwiatów zrobił jej wielkie serce. Zauważyłeś może naszyjnik, który nosi na sobie? Jest prezentem od niego.
— Faktycznie, jest przepiękny… Musiało mu długo zająć robienie go. — Zerknął na naszyjnik kotki.
— To prawda, podobno pracował nad nim całą noc. — Przyznał kocurowi.
⊹₊˚‧︵‿₊⊱·𖤓·⊰₊‿︵‧˚₊⊹
— Gratulacje, Ślepowronowa Łapo! — Agrest podszedł do niego po tym, jak chciał pogratulować jego siostrze mnianowania. — Dobrze, że długo na mnie nie będziesz czekał w legowisku uczniów, bo chyba byś się zanudził na śmierć!
<Ślepowronie?>
Od Jagnięcego Ukłonu CD. Wzorzystej Dali
Przeszłość
Tego dnia Jagnięcy Ukłon wyszła na spacer, by pozbierać ziół. Postanowiła połączyć przyjemność z pożytecznym. Oczywiście nadal miała strach przed samotnymi wycieczkami, ale przecież nie mogła się mu wiecznie poddawać. Musiała spróbować to zmienić. Szczególnie że szukanie ziół leżało w jej obowiązku. Poza tym nie chciała być wiecznie ciężarem dla innych. W ten sposób zawędrowała pod drzewo, z którego sypały się pióra. Jedno z nich spoczęło na jej nosie, co natychmiast skończyło się kichnięciem. Podniosła łapkę i zrzuciła pióro z ciemnego nosa. Uniosła wzrok na górę, gdzie zauważyła Wzorzystą Dalię.
— Dzień dobry — mruknęła ze spokojem. Nie mogła wdrapać się na drzewo, bo nie miała pazurów. Poza tym nigdy tego nie robiła
— Czy deszcz z piór nie jest lepszy, niż ten prawdziwy? — mruknęła z uśmiechem.
— Przynajmniej nie moczy futra, chociaż kto co lubi prawda? — mruknęła.
Aktualnie
Jagnięcy Ukłon dawno nie rozmawiała ze Wzorzystą Dalią, a naprawdę sporo się zmieniło, jeśli chodziło o rangę szylkretki. Pamiętała również słowa, które jej powiedziała dawno temu. Dotyczyły one siły, osiągnięć i talentu. Bez względu na wszystko Wzorek została Jaśniejącym Skrzydłem, a to było naprawdę wspaniałe wyróżnienie. Przynajmniej tak uważała Jagienka, ale oczywiście młodsza mogła mieć zupełnie inne zdanie. Wyszła z legowiska i rozejrzała się po obozie, a gdy dostrzegła kotkę, uśmiechnęła się delikatnie.
— Wzorzysta Dalio — miauknęła, chcąc przykuć uwagę szylkretki. Podeszła do niej mniej zwinnie, niż kiedyś, ale takie to już było przekleństwo starości.
— Wzorzysta Dalio, jestem z ciebie dumna. Wiedziałam, że osiągniesz wiele — wymruczała, stając w bezpiecznej odległości, gdyby jednak młodsza chciała się wycofać.
— Zastanawiałam się, jak to jest być Jaśniejącym Skrzydłem. Czy masz jakieś przemyślenia? Oczywiście nie musisz mi odpowiadać na to pytanie. Nie będę zmuszać do rozmowy — dodała szczerze, poruszając delikatnie ogonem.
<Wzorzysta Dalio? Pogadasz z seniorką?>
Od Agrestu
Z rana chodził po żłobku trochę zestresowany. Prawie nie mógł zasnąć, nie przez swoją noc, która się zbliżała, lecz przez to, że Noc nie wracała do obozu. Nie wiedział, kiedy dokładnie ma wrócić, ale zamartwiał się okropnie. Niedźwiedzia przyprowadzono chwilę temu, po jakimś czasie przyszedł też Ślepowron, wraz z Makową Iluzją i Korowym Szeptem. Łapy świerzbiły Agresta, chciał sam wyjść na poczukiwania Nocy, a kiedy już czuł, że zaraz nie wytrzyma i faktycznie to zrobi, przez wejście do obozu weszli Wilczy Skowyt i Pszczeli Rój, a pomiędzy nimi szła Noc. Kocur odetchnął z ulgą, a Krucze Pióro, który czekał przy wejściu do obozu skinął głową, widząc całą trójkę zdrową. Powoli ruszył ku mównicy, zasiadając pod nią u boku Pustułkowego Szponu. Choć nie wyglądał na zbyt zadowolonego z siedzenia obok brata. Na mównicę wyszła liderka, Zalotna Gwiazda, zwołując zebranie klanu, aby mianować trójkę kociąt.
— Klanie Wilka, dziś z nocy w lesie powróciła trójka kandydatów na uczniów naszego klanu, a więc czas, aby mianować ich na nich. Niedźwiedziu, wystąp proszę. — Kocurek podszedł do mównicy, a Agrest z niecierpliwością czekał na moment mianowania Nocy. Chciał jej pogratulować, może załagodzi to między nimi sytuację. W końcu po nadaniu imion i mentorów jej braciom, nadeszła jej kolej.
— Noc, Ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Księżycowa Łapa. Twoim mentorem będzie Seradelowy Nektar. Mam nadzieję, że przekaże ci ona całą swoją wiedzę. — W tym momencie mentorka kotki przyłożyła swój nos do jej czoła, a Agrest poczuł w pewien sposób dumę. Po obozie rozeszły się wiwaty ich imion, a ich ojciec i matka z lekkim uśmiechem patrzyli na swoje dzieci, również przywołując ich imiona. Gdy tylko reszta kotów się trochę rozeszła, podbiegł do kotki z uśmiechem na pyszczku.
— Gratulacje, No- znaczy, Księżycowa Łapo! Strasznie ci pasuje to imię! — Uśmiechnął się do niej, ale ta, która dopiero co dziękowała jednemu z wojowników za gratulacje jedynie zerknęła na niego.
— Nie potrzebuję od ciebie wiwatów. — odpowiedziała stanowczo, odchodząc. Ten odwrócił się w jej stronę, chcąc za nią pójść, jednak zauważył, że idzie ona za swoją mentorką, więc poddał się, zawracając do żłobka…
Od Jagnięcego Ukłonu CD. Rozkwitającego Astra
Przeszłość
Spojrzała na Rozkwitkę i kiwnęła łebkiem.
— Tak, możesz — miauknęła łagodnie medyczka. Rozmowa jeszcze przez jakiś czas się toczyła, aż nastał koniec zgromadzenia. Obie kotki ruszyły z resztą klanu do domu.
Aktualnie
Poza legowiskiem medyka było zimno i śnieżnie, a Jagnięcy Ukłon musiała uważać na siebie bardziej niż wcześniej, wszak jej wiek był już dosyć sędziwy i łatwiej było o choroby. Leżała skulona na swoim posłaniu, bo nie czuła się dzisiaj najlepiej. Poprosiła Ćmę i Aldrowandę, by na ten dzień zajęły się wszystkimi potrzebnymi sprawami. Obiecała im, że jak poczuje się lepiej, to do nich dołączy. Właśnie miała przysnąć, kiedy usłyszała szelest przy wejściu. Podniosła łeb z przednich łap i wpatrzyła się w Rozkwitkę.
— Och! Asterko, jak dawno cię nie widziałam. Zaraz usiądę — zaczęła, ale ciemna podeszła do niej z piszczką w pyszczku. Ogon protektorki spoczął na jej boku.
— Nie musisz wstawać — miauknęła młodsza kotka. Jagnięcy Ukłon przyjęła te słowa z ulgą.
— Dziękuję — wymruczała ciepło. Rzeczywiście nie miała dzisiaj sił, by wykonywać jakieś większe ruchy. Chwilę później przed jej pyszczkiem pojawiło się stworzonko. Rozkwitka podsunęła piszczkę bliżej niej.
— A ty? Jadłaś już? — mruknęła medyczka, szykując się do rozdzielenia stworzonka na pół, gdyby młodsza nie jadła. Ruda zawsze myślała najpierw o innych, a potem dopiero o sobie. Taka się urodziła, tak żyła i taka umrze. Przerażało ją, jak często myślała o swojej śmierci, ale wiek i bóle stawów oraz słabsze i powolniejsze ruchy dobitnie jej to przypominały.
— Jak się czujesz Rozkwitko? — dopytała, nim umilkła. Czekała na reakcję na oba pytania, ciaśniej otulając się ogonem.
<Rozkwitko? Jak tam u ciebie?>
Od Jagnięcego Ukłonu CD. Ćmiej Łapy
Przeszłość
Jagnięcy Ukłon była dumna ze swojej uczennicy, jak dobrze sobie poradziła przy porodzie. Teraz każde inne przyjście na świat kociąt nie powinno już być takie straszne jak za pierwszym razem. Oczywiście, jeśli wszystko pójdzie po myśli, czego życzyła każdej przyszłej matce. Posprzątały po sobie i opuściły żłobek, by matki mogły odpocząć.
Aktualnie
Srebrna medyczka coraz częściej pozwalała młodszym kotkom przejąć większość obowiązków. W końcu jedną łapą była już po drugiej stronie. Nie była nawet pewna, ile jeszcze miała przed sobą życia. Zakładała, że niewiele jej zostało i być może powinna pomyśleć o emeryturze, ale nie mogłaby sobie na to pozwolić. Miałaby potworne poczucie winy, gdyby nagle przestała pomagać. W końcu Klan Klifu dał jej schronienie, wyżywienie i zaufał jej w kwestii leczenia innych. Początki może i nie były za piękne, ale teraz zdawało jej się, że była szanowana. Przynajmniej przez jakąś część kotów. Powierzono jej dwie uczennice. Najpierw była Aldrowanda, a teraz Ćma zbliżała się do mianowania. Jagienka pokręciła lekko łebkiem, uśmiechając się do siebie.
— Jagnięcy Ukłonie? — rozległ się głos za jej plecami. Ruda od razu rozpoznała, kto przyszedł. Była to Ćmia Łapa.
— Och, dzień dobry Ćmia Łapo — przywitała się, przenosząc wzrok na młodszą kotkę. Po czym wróciła do ziół i sięgnęła odpowiednią ilość medykamentów, które natychmiast znalazły zastosowanie. Zjadła zioła, by zwalczyć ból głowy.
— Wiesz Ćmo? Jestem z ciebie naprawdę dumna. Wiem, że będziesz świetną medyczką. Klan Klifu mając ciebie i Księżycową Aldrowandę za medyczki, będzie bezpieczny i zdrowy. Cieszy mnie to niezmiernie, bo ten klan zasługuje na wszystko, co najlepsze. Mimo burzliwych początków kocham Klifiaków, jak własną rodzinę — zaczęła, uśmiechając się łagodnie i czule. Miała tu przyjaciół, nawet jeśli w małej ilości. Czuła się potrzebna i użyteczna, a to dla niej znaczyło naprawdę wiele. Zastanawiała się, czy Ćmi Księżyc jest z niej dumna.
— Proszę, gdy odejdę…utrzymajcie ten sam porządek w składziku ziół. To było dla Ćmiego Księżyca i mnie bardzo ważne. Wiem, że co inny medyk, to odmienne predyspozycje, ale proszę...chociaż przez kilka księżyców po moim odejściu — miauknęła, a jej kobaltowe oczy zalśniły błagalnie. To było dla niej naprawdę ważne. To była pamięć o Ćmie, bo już nawet nie chodziło o nią. Chodziło jej o zmarłą medyczkę.
<Ćmia Łapo? Proszę, to moja ostatnia prośba>
[368 słów]
Wyleczeni: Jagnięcy Ukłon
Od Agrestu
Patrzył, jak Kwaśna Kocanka pielęgnuje swoje kocięta przed ich nocą w lesie. Ślepowron narzekał trochę pod nosem gdy matka wylizywała jego futro, Niedźwiedź już siłował się z bratem Agresta, rujnując ułożone już futro, a Noc siedziała przy wyjściu z legowiska, oparta o jego bok. Przełknął ślinę, decydując się na podejście do niej. Emanowała od niej dziwna aura, która sprawiała, że jego futro stawało dęba. Nie koniecznie się jej bał, po prostu nie wiedział, jak z nią rozmawiać. W dodatku ostatnio było między nimi… Słabo. Kotka chyba nadal mu nie wybaczyła… Usiadł obok, rozglądając się trochę, aż zdecydował się odezwać.
— Stresujesz się? — zapytał ją, przeszywając ją lekko wzrokiem. Ta jednak ani drgnęła.
— Nie, jakoś nie bardzo. Ojciec dużo mi opowiadał o tym, jak przebiegnie noc. — odpowiedziała kocurowi.
— A drapieżniki..? — Kocurek zaczął lekko kreślić łapą w ziemi. — Co jak jakiś cię zaatakuje.
— Ucieknę, nie do obozu oczywiście, ale na pewno znajdę jakąś opuszczoną norę, w której mogę się schować. — Jej spokój imponował Agrestowi.
— Przemyślałaś wszysko, prawda? — zaśmiał się lekko.
— Może. Lepiej być gotowym na wszystko. Tak czy siak wolę umrzeć niż wrócić do obozu z podkulonym ogonem. Krucze Pióro by mi tego nie wybaczył. — Agrest na jej słowa patrzył na nią w szoku, wręcz go wryło. Sam nie wiedział, co może jej na to odpowiedzieć.
— Oh. — Zdobył się jedynie na to, jak mysi móżdżek. — Cóż… Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy, no i że będziesz bezpieczna. — Zdał sobie sprawę z tego co powiedział i speszył się lekko. — Znaczy, po prostu wiesz, nie chciałbym, żeby ktokolwiek miłą nie wrócić, no i ten, tego…
— Tak, rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. — odpowiedziała mu kotka, liżąc się teraz po łapie. — Pójdę się zdrzemnąć, dobrze byłoby być wypoczętym przed tą nocą. Tobie radzę jutro zrobić to samo.
— Tak, tak… Dziękuję za radę. — Skinął, nadal zawstydzony, a kotka odeszła do legowiska. Westchnął, opierając się w miejscu, gdzie chwilę temu opierała się ona. Nadal czuł tam jej zapach…
Subskrybuj:
Posty (Atom)

