BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka i Klanie Klifu!
(Brak wolnych miejsc!)
Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
30 marca 2026
Od Czajki
Od Zwęglonej Łapy Do Makowej Iluzji
Od Śpiewającej Łapy do Rybiej Łapy (Oświeconej)
Dzień byłby naprawdę piękny, gdyby nie niektóre osobniki. Jeśli miałaby jakoś określić i opisać wszystkie koty w klanie, to na pewno nieliczne byłyby jej ulubieńcami. Oczywiście na szczycie był Zawodzące Echo (bo sam lider niezbyt liderował), później medycy, kronikarze i przewodnicy, a wśród nich Cyklonowe Oko którego szczerze podziwiała, oraz jej mentorka oczywiście. Miała również całkiem dobrą relację z Równonocną Łapą... eh, gdyby tylko nie zadawała się z tym pokracznym dziwadłem z krzywym pyskiem, byłoby idealnie. No i byli jeszcze kuzyni, którzy... cóż, nie należeli do topki na liście i jeśli miała być szczera, w ogóle się na niej mogli nie znajdować, a jak się miało za chwilę okazać, jedna z córek Poczciwego Dziwaczka (w przeciwieństwie do swojej siostry), również miała zaraz wylecieć. Śpiewająca Łapa właśnie dreptała przez obóz, jak zwykle z uniesionym wysoko ogonem, wymieniając sobie w głowie wszystkie obowiązki i planując co zrobi potem, gdy to nagle coś na nią chamsko wpadło i jeszcze miało czelność pyskować. Stanęła, otrzepała się i już po chwili zlokalizowała przeszkodę.
- Suń się z drogi! - ojej? Dolne powieki uniosły się ostrzegawczo, gdy syknięto w jej stronę. Tak, zdecydowanie powinna wylecieć z listy normalnych (zrozum przez to: uległych) kotów. Najpierw Śpiewkę staranowano, a potem jeszcze nawet nie przeproszono? Wtedy może by wybaczyła temu żywemu błędowi medycznemu, jednak w tym wypadku...
- Ah? Przepraszam, chyba nie dosłyszałam, co tam miauczysz? Coś mówiłaś? Coś o przeprosinach? - nie ruszyła się z drogi, świergotając milutko, chociaż kto ją znał wiedział, że było w tym ostrzeżenie. Nie chciała też źle wypaść przed innymi kotami w klanie w tej sytuacji i postanowiła... dać niemądrej flądrze jedną szansę. Rybia Łapa miała jeszcze okazję przeprosić i się wycofać, by nie robić sceny w obozie...
- Nie będę rozmawiać z kimś o tak zamkniętym umyśle jak twój! - Rybkowa Łapa dumnie wypięła pierś, robiąc krok do przodu, co tylko zmniejszyło jej osobę w oczach Śpiewającej Łapy. Czy ona naprawdę była starsza? Zielone oczy zlustrowały niebieską z góry na dół, końcowo zatrzymując się ze znużonym wyrazem na jej pysku. Zamkniętym? Może miała zamknięty umysł, jednak przynajmniej go miała, w przeciwieństwie do niektórych. Czyżby Rybią Łapę upuszczono na głowę, gdy była jeszcze dzieckiem?
- Ojej, chyba jednak się nie zrozumiałyśmy~ ,,Przepraszam, Śpiewająca Łapo, że cię staranowałam"~ Popatrz, to nie takie trudne, Rybia Łapo... Czyżby ten paskudny kikut pomieszał ci w głowie? Jesteś pewna, że nie powinnaś odwiedzić medyka? - spytała tym samym tonem, nieco zatroskanym... ale głośniejszym, korzystając z okazji, że koty gromadziły się w obozie, a nieopodal grzali się starsi wojownicy. Może nawet zabierze ją publicznie jakiś medyk? To by był wspaniały widok.
- Nie mam zamiaru chodzić do tego szarlatana. Nie będzie mi zatruwać umysłu swoimi ziółkami - warknęła Rybkowa Łapa - Mam wrażenie, że tylko ja w tym klanie mam zdrowy rozsądek. Ale jeśli chcesz, nadal wierz sobie w te głupie bajeczki. Wy wszyscy jesteście ślepi na prawdę!
- Czyżby upały padły ci na-znaczy, ekhm, czyżby upały spowodowały u ciebie przegrzanie? - Śpiewka była widocznie zmieszana. Może wraz z utratą ogona kotka utraciła również piątą klepkę i zamiast jej poszukać, postanowiła wsadzić głowę w mrowisko? Miałoby to sens. Pierwotnie zakładała, że kotka jest po prostu prostackim przedstawicielem jakiegoś plebsu niewychowanego, jednak z czasem i rozmową zaczynała dochodzić do wniosku, że rzeczywiście było coś z nią nie tak. Uszkodzony produkt, wadliwy, stwarzający niebezpieczeństwo dla reszty społeczeństwa, którego trzeba było się natychmiastowo pozbyć. Te myśli frunęły z niebywałą prędkością przez głowę kotki, gdy tak patrzyła przez zwężone źrenice na starszą. - Jeśli nie chcesz iść do medyków, to może masz zamiar uleczyć się słońcem? Jestem jednak pewna, że akurat tego masz już nadmiar. Medycy naprawdę mogą ci pomóc... klan nie potrzebuje obłąkanych kotów, dlatego nalegam - przyjęła swój wyrozumiały ton. Nie potrzebowała teraz dramy w klanie, niech wyjdzie na tą rozważną, chociaż nawet nie musiała się starać, bo Rybia Łapa odwalała całą robotę w byciu szaloną. Co ta Zwiewny Mak z nią robiła? Czy nie widzi, że jej uczennica zaczyna wariować i należy ją naprostować?
- Nie jestem obłąkana - syknęła Rybka -A jeśli kiedykolwiek miałabym się leczyć, to tak, już wolałabym słońce. Przynajmniej ono utworzone było przez wyższe siły, a te suche zielska już nie! A poza tym, pewnie mają w sobie jakieś trucizny.
- Każda rzecz, jeśli w nadmiarze, może robić za truciznę, o czym ty mówisz? Rybia Łapo, naprawdę weź się w garść, to nie jest śmieszne, przecież nie jesteś rośliną! - powiedziała już bardziej stanowczym tonem. Ten kot chce się zabić. Znaczy, nie, żeby Śpiewka się tym przejmowała, nie znała dobrze Rybiej Łapy a skoro głupi chce się zabić to niech się głupiemu pozwala, przynajmniej będzie mniej błędnych członków w klanie, którzy mogą zaburzyć harmonię i funkcjonowanie. Takiego czegoś najlepiej się pozbyć, zanim złoży jaja. - Nalegam na odwiedzenie medyka, od słońca, szczególnie o tej porze, można jedynie dostać przegrzania.
- Nie zamierzam z tobą dłużej dyskutować! - Rybia Łapa znów przepchnęła się do przodu, celowo popychając Śpiewającą Łapę, która z trudem powstrzymała chęć wyrwania jej reszty kikuta z kupra. Zamiast tego odprowadziła ją wściekłym wzrokiem, wzięła głęboki oddech i z zatroskanym uśmiechem przydreptała do siedzącej nieopodal grupy, by przedyskutować to wydarzenie, planując już osobno w myślach, co podłożyć do legowiska Rybiej Łapy. Nie była też wcale zdziwiona, gdy starsza podczas mianowania uciekła z własnej ceremonii. Bardziej szokującym było, że w ogóle ją do niej dopuszczono. Nie tęskniła natomiast wcale a jedynie cieszyła się i z uśmiechem słuchała ogłoszeń, mając nadzieję, że jednak nigdy nie będzie musiała znowu oglądać tego obłąkanego pyska.
Nowi Członkowie Klanu Gwiazdy, Pustki oraz Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!
Przyczyna odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Zamordowanie przez Świerszczowy Skok; utopienie
Przyczyna odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Egzekucja
Od Wdzięcznej Firletki
Zdążyła jedynie przycisnąć kłębek pajęczyn do poszarpanej skóry, zanim po obozie rozszedł się krzyk. Głos Kminkowego Szumu odbił się od kamiennych ścian legowiska. Na Klan Gwiazdy, kto jeszcze postanowił się mordować?
— Ja- Um. Proszę, nie ruszaj się stąd.
Drżącymi łapami założyła opatrunek, pośpiesznie tamując krwawienie, zanim z szeroko otwartymi oczyma wysunęła głowę na zewnątrz.
Świerszczowy Skok stał na środku obozu. Przywołane rozgardiaszem koty odsuwały się od niego jak oparzone, pomijając przytrzymującego go w miejscu Rudą Lisówkę i oddychającego ciężko Kminka.
— Zdrajca! — powtórzył rudy. Wyglądał, jak gdyby powstrzymywał się przed doskoczeniem kocurowi do gardła. — To wszystko Twoja wina!
Pomiędzy wojownikami rozległy się szepty. Później szepty zamieniły się w oskarżenia i wskazywanie pazurami. Firletka wcisnęła łapy głębiej w wydeptaną trawę, oglądając się przez ramię na Zawilca. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz. Wszystko?
"On nigdy... Aż tak daleko się nie posunął."
Co jeszcze, oprócz znęcania się nad jej byłym uczniem, przegapiła?
Zawodzące Echo wychylił się z okna Kamiennej Wieży.
— Co się stało?
Zapadła cisza.
— Znaleźliśmy je nad rzeką — oznajmiła Fluoryt drżącym głosem. — Niedaleko granicy z Klanem Nocy, ale… Brakowało tam ich zapachu. Przeplatkowy- Przeplatkowy Wianek z głową w wodzie — urwała, biorąc głęboki oddech — a Jagodowe Marzenie tuż obok.
Zastępca nie zeskoczył na dół, wpatrując się jedynie w koty z góry. Firletka podniosła wzrok; wręcz widziała przesuwające się w jego głowie myśli. Powoli skinął głową i spojrzał na wojowniczkę, a później na Ognika.
— Czy wyglądało to na winę trzeciego kota?
— Tak — odpowiedział rudy kocur bez wahania.
Echo przymknął oczy i odwrócił pysk od zwłok, do których dopadły teraz pojedyncze koty, opłakując bliskich. Jak gdyby odsuwając tę sprawę na bok, machnął łapą, po czym spojrzał na stojący nadal po środku obozu Świerszczowy Skok.
— Świerszczowy Skoku — rozpoczął, zwracając się do kocura, pilnowanego teraz nie tylko przez Lisówkę, ale i Sójczy Błękit. — Nie spodziewałem się po tobie takiego zachowania, ale nie oznacza to, że nie dotkną cię jego konsekwencje.
Przymknął na moment oczy i wziął głęboki oddech, jak gdyby przygotowywał się do czegoś.
— Czy… Czy wiesz cokolwiek o śmierci Przeplatkowego Wianka i Jagodowego Marzenia? — cały czas wpatrywał się w pysk szarego kocura, jak gdyby próbował wyczytać z niego całą prawdę. Firletka nie mogła się nie zgodzić; trudno było nie próbować łączyć faktów w spójną całość. — Czy byłeś w nią zamieszany?
Wzrok Świerszczowego Skoku przeniósł się na okno wieży, jednak szybko przeskoczył na zgromadzone koty.
Wszystkie szumy w tłumie całkowicie ucichły.
— Czyżby ona zdążyła Ci coś wpoić do twej głowy? Nie stanie ona nam na drodze ponownie już nigdy, więc możemy o niej zapomnieć, Zawilcu. Możemy zapomnieć o wszystkich i być wreszcie szczęśliwi razem. Nie możesz całe życie się chować, Zawilcowa Korono!
Świerszcz wykonał krok w stronę wieży; w tym samym momencie z pyska Lisówki uciekł głośny, ostrzegawczy syk.
— Pozbyłem się problemu. Czyż tego nie chciałeś?! Czyż nie chciałeś być wolny?! Dałem Ci taką możliwość, a ty ją odrzucasz. Czyżby… — Zamilkł na chwilę, jednak po chwili z jego pyska wydostał się cichy śmiech. — Więc tak to jest. Niech Klan Gwiazdy będzie mi świadkiem, gdziekolwiek nie pójdziesz, gdziekolwiek nie schowasz się Zawilcu, to ja Cię znajdę. Żywy czy martwy, kiedyś zaciągnę również Ciebie do Mrocznej Puszczy, gdzie nikt nie będzie w stanie zabrać Cię ode mnie.
Jej gardło zacisnęło się. Przez ile czasu za Zawilcem podążał tak chory kot? Ile razy Zawilec musiał słuchać jego gróźb, czuć niechciane łapy na jego ciele? Od ilu księżycy Świerszcz nie dawał mu spokoju?
Kminkowy Szum wyrywał się do przodu, zatrzymywany jedynie przez szczęki innego kota zaciśnięte na jego ogonie. Echo, ignorując rudego wojownika, spoglądał w dół w wyraźnym szoku.
— Ja... Świerszczowy Skoku- — zaczął, jednak zdawał się nie być w stanie znaleźć odpowiednich słów. Wziął głęboki oddech i zamiast tego skierował się do ogółu Burzaków. — W naszych szeregach znalazł się kolejny kot, który zagraża bezpieczeństwu nam i naszych bliskich. Wszelkie dowody pozostawione na miejscu zbrodni, jak i to hojne wyznanie, na to wskazują.
Przez jego pysk przebiegł bolejący grymas.
— Jestem kolejny raz zmuszony podjąć niełatwą decyzję. Świerszczowy Skoku, na czas bliżej nieokreślony zostajesz zdegradowany do rangi więźnia. Sójczy Błękit oraz Burzowe Chmury zabiorą cię do jednego z wolnych dołów, w którym oczekiwać będziesz na dalszy osąd — tu przerwał, unosząc spojrzenie na niebo. Z bliska dało się dojrzeć, jak jego łapy drżą delikatnie. — Lecz jestem pewien, że ani pozostawienie cię w naszych łaskach, ani wygnanie, abyś posmakował trudności życia na własną łapę, nie będą tutaj odpowiednim wyborem.
Nie trudno było się domyślić, do czego to aluzja. Czy Klan Burzy będzie świadkiem kolejnej egzekucji? Czy na łapach i zębach przypadkowych wojowników ponownie pojawi się krew zdrajcy?
Podała zioła Lotosowemu Pąkowi, co jakiś czas spoglądając na swojego byłego ucznia. Jego boki unosiły się w miarowym oddechu, a pysk wciśnięty był w puch posłania; ten dzień musiały go wyczerpać, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Musiała się powstrzymywać przed sprawdzaniem opatrunku na jego szyi co parę uderzeń serca. Zamiast tego skierowała się z powrotem w stronę składziku.
— Wdzięczna Firletko?
Podniosła głowę na głos Zawodzącego Echa. Nie siląc się na słowa, zamruczała jedynie pod nosem.
— Przyszedłem zobaczyć, co z Zawilcową Koroną.
Jej barki zesztywniały nieznacznie. Schowała resztę medykamentów i odwróciła się w stronę zastępcy.
— Zamierzasz postąpić tak samo, jak kiedyś z Wielenim Szlakiem — miauknęła, wymijając pytanie.
Echo wykrzywił pysk w grymasie. Wbił wzrok w sylwetkę śpiącego asystenta, jak gdyby chciał wyczytać z niej to, czego ona nie chciała mu powiedzieć. Po paru uderzeniach serca westchnął.
— Czy mam jakiś inny wybór?
Końcówka jej ogona zadrżała.
— Czy twoi wojownicy nie mają już wystarczająco dużo krwi na łapach?
— Będą ją mieli niezależnie od tego, jaką decyzję podejmę.
Zamilknął na moment.
— Wiesz, co się stało, gdy tylko zyskali szansę na osądzanie winnych samemu. Co się stało ze Skowronkowym Odłamkiem.
Bezwładnie leżące po środku obozu ciało jej brata. Krew barwiąca pożółkłą trawę, ściekająca z jego brzucha, łap, gardła…
Zacisnęła ślipia. Oczywiście, że wiedziała, co się stało ze Skowronkiem. Oczywiście, że wiedziała, że nie wiele potrzeba, aby sytuacja się powtórzyła.
— Słuszna uwaga — wymamrotała po chwili.
Nie chcąc patrzeć na współczującą minę, która znalazła się na pysku Echa, odwróciła się do niego tyłem. Jej łapy prędko znalazły rozsypane po posadzce nasiona maku; zajęła się zbieraniem ich ziarenko po ziarenku na jeden z liści, jednak jej uszy nadal zwrócone były w kierunku kocura.
— Jutro wieczorem wyślę z nim Burzowe Chmury, Kminkowy Szum i Trzmieli Pyłek — miauknął. — Bądźcie proszę gotowi, gdyby coś poszło… Nie tak, jak powinno.
Ostanie słowa Trzmielego Pyłku rozbrzmiewały w jej uszach, podczas gdy jego ciało stygło pod jej łapami.
Potrząsnęła łbem i zamrugała, odganiając łzy. Odsunęła się o krok, pozostawiając wojownika na posłaniu i wymijając sterczący obok Kminkowy Szept. Racja. Odłożyła na bok pajęczyny, których nie zdążyła wykorzystać, i przybrała neutralny wyraz pyska.
— Wełnista Mszyco- Proszę, zajmij się tym — mruknęła cicho, obrzucając spojrzeniem wnętrze legowiska i wskazując łapą na bliżej nieokreślony kierunek. — Weź do pomocy któregoś z wojowników, aby wynieśli ciało na czuwanie… Później przygotuję go do pochówku.
Z tymi słowy wysunęła się z legowiska. Zaczęła rozglądać się za Zawodzącym Echem oraz Burzowymi Chmurami – nie wyczuła obecności zastępcy w Kamiennej Wieży. Zbliżyła się do wyjścia z obozu, spoglądając na stojącą na warcie wojowniczkę.
— Zawodzące Echo? — zwróciła się do Skrzydlatej Płomykówki.
— Po południu udał się do Wędrującego Nieba — oznajmiła kotka, skinąwszy nieznacznie głową na powitanie. — Pewnie nadal przebywa w Grocie Pamięci.
— Dziękuję.
W drodze do groty natknęła się na Burzowe Chmury. Po upewnieniu się, że wojownik nie odniósł żadnych poważnych ran puściła go dalej, a sama wsunęła się do dobrze już znanego jej tunelu. Jej uwadze nie umknęły przyciszone głosy dobiegające z jaskini.
W Grocie Pamięci mrok zdawał się być jedynie odrobinę mniej gęsty. Ostatnie promienie słońca wpadały do środka przez otwór w sklepieniu i odbijały się od tafli wody Oka. Pierwszy zauważył ją Wędrujące Niebo; mimo tego, że patrzyło na nią ślepe oko, to jego uszy zwróciły się w jej kierunku na pierwszy odgłos kroków. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz.
Zawodzące Echo odwrócił się dopiero po paru uderzeniach serca.
— Trzmieli Pyłek odszedł polować z przodkami — miauknęła wprost, stając w pewnej odległości od kocurów. — Jego obrażenia były zbyt rozległe.
Zastępca zdawał się skulić w sobie. Z jego pyska wyrwało się ni to westchnienie, ni to jęk – podczas gdy Wędrujące Niebo zmierzył go surowym spojrzeniem.
— Domyślam się, że nie taki był Twój plan — kontynuowała. — Obiecywałeś życie jednego kota, a straciliśmy dwa.
— Co innego miałem zrobić? Dać mu chodzić wolno? Kazać klanowi karmić go, aż starość sama nie zaciśnie łap na jego gardle?
Ogon Echa zaczął przesuwać się po kamiennym podłożu.
— Burzowe Chmury miał sobie z tym poradzić. Ma już wprawę — ciągnął dalej, krzywiąc się na własne słowa. — Ale Świerszczowy Skok stawiał opory. Kminkowy Szum dał się ponieść… Ja-Mogłem się tego spodziewać. Nie chciał puścić jego ciała.
Zamrugała, obserwując, jak ciało zastępcy drży nieznacznie. Przez jej umysł przebiegła myśl, aby po powrocie podsunąć mu do legowiska jedno czy dwa ziarenka maku. Otworzyła pysk, czując, jak jej język zamienia się w ciężki, bezużyteczny mięsień.
— Klan Burzy pełen jest kotów tylko czekających na okazję, aby zacisnąć szczęki na gardle przyjaciela.
Przeniosła wzrok na falującą taflę Oka.
— Lub wroga — dodała po chwili. — Każdy księżyc jedynie to udowadnia.
Wędrujące Niebo z westchnieniem podniósł się na łapy, powoli kierując się w stronę wgłębienia, które kronikarze nazywali swoim legowiskiem. Tego wieczora było ono puste.
— Następnym razem, gdy zdecydujesz się przerwać kocie życie — miauknął zachrypniętym głosem, zwracając się do Echa — upewnij się, że to ty będziesz dźwigać tego konsekwencje.
Od Zawilcowej Korony CD. Wdzięcznej Firletki
Kocur wbijał swój wzrok w ziemię, jakby właśnie w niej poszukiwał odpowiedzi na swoje pytania. Jednak skąd ona mogła znać poprawne odpowiedzi na jego problemy? Nie wskaże mu jak działać i co mówić, co było frustrujące. Jeśli miał podążać drogą, to chociaż Wyrocznia mogłaby mu wskazać którą. Uszy Zawilca podniosły się słysząc głos mentorki, a po chwili skierował w jej kierunku swój pysk, osadzając na niej swój wzrok i utrzymując na nim grymas. Aż tak było to po nim widać? Myślał, że ukrył to bardziej. Cóż mylił się, a skutkiem tego były pytania kocicy, na które musiał odpowiadać. Czy chciał mówić, czemu jego pyska nie zdobi uśmiech a grymas? Nie, bo brzmiało to okropnie. Czy Wdzięczna Firletka ucieszyłaby się, gdyby powiedział, że nie podoba mu się związek Świerszczowego Skoku i Jagodowego Marzenia? A może powinien być bardziej precyzyjny i wspomnieć, że to przez jego krótki, nieoficjalny związek z kocurem? Brzmiało to coraz gorzej, im więcej szczegółów dodawał, ale taka była prawda. Wtedy nie przejmował się tym czy jego czyny będą brzmiały dobrze wymawiane przez innego bądź czy nawet nie łamały kodeksu. Liczył się on i Świerszcz, jednak wszystko rozpadło się, kiedy do jego uszu dotarła wieść o jego związku z Jagodą, a później o jej ciąży. Zadecydował odpuścić, nawet jeśli pozostawiało to nieprzyjemny posmak w jego pysku. Tak miało być. Jeśli wojownik postanowił wybrać kotkę, to nie miał po co się rzucać, a tym bardziej kontynuować cokolwiek z kocurem. Bolało, jednak co miał innego zrobić?
– To nic ważnego. Nic co powstrzymuje mnie przed wykonywaniem moich obowiązków w przeciwieństwie do Skowroniego Odłamka – odpowiedział kocur, próbując nie podawać dokładnie powodu. Najwyraźniej ta odpowiedź nie spodobała się jego mentorce, bo na jej pysku zagościł nieprzyjemny grymas. Czy to było przez jego omijanie tematu, czy może przez wspomnienie o jej bracie? – Przepraszam. Po prostu… Pokłóciłem się z kimś. Zaufałem mu, a on zrobił coś głupiego. Myślałem, że nie jest zdolny do takich wyborów, myślałem, że… Najwyraźniej myślałem źle, jednak nie mogę zmienić mych wyborów.
– A z kim takim? – Z pyska kotki padło pytanie, o które w duszy się modlił, aby nie zostało zadane. Niestety Wyrocznia czasem zdawała się śmiać w jego pysk, wybierając słowa posyłane w jego kierunku.
– A czy to ma jakieś znaczenie? – prychnął tylko, odwracając swój pysk od mentorki. – Postaram się, aby następnym razem nie wpływało to na moje obowiązki, dobrze? Czy możemy teraz zmienić temat? Jest tyle tematów do rozmowy, więc czemu musieliśmy wybrać ten najgorszy?
– Nie chciałam Cię zezłościć Zawilcu. Pytałam, aby dowiedzieć się, czy może istnieje sposób, żebyście się pogodzili?
– Nie istnieje. Nawet jakby się starał, to nie cofnie tego, co zrobił i dlatego nigdy mu nie wybaczę.
Świerszczowy Skok nie zasługiwał na wybaczenie ani drugą szansę. To był jego wybór. Wiedział, co traci, więc czemu Zawilec miał obdarzać go taką opcją? A co jeśli wyjdzie znowu na głupca? Nie mógł do tego dopuścić ponownie. Świerszcz wybrał Jagodę i to był koniec. Przecież nigdy oficjalnie nie byli w związku, więc czemu ten wybór bolał również medyka?
*****
Minął dzień od ataku na Zawilca, jednak strach zdawał się nie opuszczać jego ciała. Świerszczowy Skok dalej żył, co go bardzo niepokoiło. A co jeśli uda mu się uciec z dziury i ponownie pojawi się przed nim? To przecież obiecał, a przynajmniej takie słowa przekazał mu Kminkowy Szum, kiedy odwiedził go po południu. Również od niego dowiedział się o egzekucji kocura, w której Kminek miał uczestniczyć wraz z Burzowymi Chmurami oraz Trzmielim Pyłkiem. To właśnie Burza miał zakończyć żywot Świerszcza, co nie cieszyło jego brata. Gdyby tylko mógł, to tamtej nocy rzuciłby się na wojownika, dbając, aby nic po nim nie pozostało, jednak Brzoza go powstrzymała i bardzo dobrze. Nie było co zniżać się do jego poziomu i bezmyślnie atakować inne koty. Medyk podniósł swój pysk z legowiska i skierował swój wzrok na wyjście z legowiska, gdzie siedziała Wdzięczna Firletka i Wełnista Mszyca, oczekując na dobre wieści o przebiegu egzekucji. Zawilec dostał od medyczki całkowity zakaz pracy do czasu, aż jego stan się nie poprawi i tym razem nie miał zamiaru protestować. Potrzebował trochę czasu odpoczynku oraz na poukładanie swoich myśli, jednak najpierw potrzebował usłyszeć wieści, na którą oczekiwał cały Klan Burzy. Chciał usłyszeć, że Świerszczowy Skok nie żyje. Jego uszy uniosły się, kiedy dotarły do nich głosy kotów z obozu. Najwyraźniej trójka kotów odpowiedzialna za wymierzenie kary Świerszczowi powróciła, jednak patrząc na zaniepokojony pysk mentorki, nie wszystko poszło dokładnie po myśli. Niedługo później trójka wojowników wkroczyła do obozu, a co przykuło uwagę Zawilca, to była spora ilość ran na futrze Trzmiela, który został osadzony na jednym z legowisk, a dwie medyczki mogły zająć się jego ranami. Burzowe Chmury szybko opuścił legowisko medyków, udając się pewnie zdać relację Zawodzącemu Echu.
– Gdybym tylko wiedział, że ten szkodnik zdoła zaszkodzić komuś więcej, to już dawno rozerwałbym na strzępy po jego wypowiedzi. – Głos Kminku rozniósł się po cichym legowisku. – Lisie łajno, a nie wojownik z niego był. Chociaż teraz wiem, że nie żyje, a jego ciało… Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, to powiedziałbym, że gnije ono teraz.
– Nikt nie spodziewał się, że tak to się zakończy Kminkowy Szumie – odezwał się Trzmiel, jednak jego głos był zdecydowanie cichszy od rudego kocura.
– Oszczędzaj siły Trzmielowy Pyłku. Potrzebujesz ich – powiedziała Wdzięczna Firletka, podając mu kilka nasion maku, do spożycia. Kocur tylko uśmiechnął się, rzucając swój wzrok na nią.
– Ja… Powiedzcie, proszę mojemu rodzeństwu, że będę oczekiwać na nich w Klanie Gwiazdy wraz z Jagodowym Marzeniem i by nie spieszyli się z przyjściem do nas. Proszę… – Ostatnie słowo wyszeptał, zamykając swe powieki. Jego oddech zwolnił, aż do momentu, gdy nie zniknął on całkowicie. Świerszczowy Skok zabrał ze sobą do grobu następną ofiarę, którą okazał się młody wojownik. Może gdyby zgodziłby się na odejście z wojownikiem, to nie doszłoby do tego. Trzmiel dalej by żył, zamiast spoczywać bezwładnie na jednym z legowisk. To Zawilcowa Korona był problemem, który doprowadził do śmierci dwójki niewinnych kotów. Gdyby nie pojawił się w Klanie Burzy, to tyle tragedii nie doszłoby do skutku. Jak mógłby dalej patrzeć dalej w niebieskie oczy Ciernia, Maku oraz Berberysu, które odziedziczyli po ich ojcu, wiedząc, że to on jest powodem tej tragedii. Po prostu nie mógł.
*****
Kilka wschodów słońca minęło od śmierci Świerszcza i Trzmiela, jednak dla Zawilca minęło to za szybko. Nic nie robił, co go drażniło. Powinien wykonywać swoje obowiązki, zająć swoją głowę czymkolwiek byle nie myśleć o kocurze, jednak zmuszono go do odpoczynku. Leżenia na legowisku i wpatrywaniu się w koty przychodzące i wychodzące. Obserwował pracę Wełnistej Mszycy, jak i Wdzięcznej Firletki, mając nadzieję, że któraś z nich zdecyduje się zapytać go o pomoc, lecz tak się nie stało. Gdyby tylko brakowało mu problemów, to Kminek i Rumianek zaczynali sprzeczać się za każdym razem, kiedy go odwiedzali, co go powoli denerwowało. Podniósł swój wzrok ze swoich łap, rozglądając się po legowisku, a na końcu wlepiając go w swoją mentorkę. Byli sami, co dawało mu idealny moment na rozmowę, na który czekał od dłuższego czasu. Podniósł się powoli z legowiska, podchodząc do kocicy i siadając u jej boku.
– Firletko… Ja przepraszam za wszystko. Nie powinienem… – zaczął Zawilec, jednak kiedy wzrok jego mentorki wylądował na nim, wszystkie wcześniej ułożone słowa, zniknęły z jego głowy, pozostawiając za sobą pustkę. – Klan Burzy zasługuje na szczęście i spokój, a tutaj problemem jestem tylko ja. Dlatego chciałem Cię uprzedzić, że zamierzam opuścić tereny Klanu Burzy wraz z moim bratem i Brzozą. Radzicie sobie dobrze beze mnie, a Wełnista Mszyca wydaje się dobrym następcą na pozycję medyka.
<Firletko? Wybacz mi Pani mentorko>
Od Zawilcowej Korony
Medyk rzucił swój wzrok na Przeplatkowy Wianek, która była u jego boku, pomagając mu ze zbieraniem ziół. Sam ją o to poprosił, gdy zauważył, że Brzoza zniknęła z obozu, prawdopodobnie udając się na następną potyczkę z Kminkowym Szumem. Wolał spędzić trochę czasu z kocicą i ugryźć się w język niż brać na siebie minimalną szansę spotkania Świerszczowego Skoku. Mimo swych uszczypliwych komentarzy oraz włączania go w jakiekolwiek plany wojowniczka nie była złą kompanką, a przynajmniej w jego oczach. Jej towarzystwo nie uprzykrzało mu tak często, jak towarzystwo Wełnistej Mszycy bądź któregoś z kociąt Chomiczej Łapy, chociaż z pierwszą musiał spędzać więcej czasu, niż tego chciał. Długo nie zajęło, aby stanęli oni nagle, gdy Zawilec dostrzegł kwiaty maku.
– Co planujesz zrobić ze swoją sytuacją Zawilcowa Korono? – Do uszu kocura dotarł głos kocicy, niosąc ze sobą dziwne pytanie. – Nigdy nie miałam okazji Cię zapytać o plany, więc zrobię to teraz, bo ciekawią mnie one.
– Co planuje zrobić? Nic. Nie jestem w żadnej złej sytuacji, więc nie widzę powodu jej zmieniać – odpowiedział krótko, chcąc skupić się na wydostaniu nasion z rośliny niż rozmowie z Przeplatką.
– Nie graj głupca, to nie rola dla Ciebie. Dobrze wiesz, że chodzi mi o Świerszcza i twoją relację z nim. Całe życie nie będziesz mógł go unikać, nawet jeśli bardzo się postarasz, a kiedyś stanie się on większym problemem. – Kotka stanęła przed nim, wbijając w niego swój ostry wzrok. – Liczę więc, że posiadasz jakiś plan, pomysł lub cokolwiek.
– Z tego, co mi wiadomo, ty już taki posiadasz, więc nie widzę powodu, dla którego padło to pytanie. – Zawilcowa Korona uniósł swój wzrok na kocicę. – Do tego nie widzę powodu, dla którego miałbym zstąpić z nadanej mi drogi przez Wyrocznię i działać na własną łapę. Sprowadzę tym czynem na siebie tylko jej karę.
– Więc tak to widzisz? Mogłabym powiedzieć, że nie spodziewałam się tego, jednak skłamałabym. Jeśli uważasz, że aktualnie idziesz powierzoną Ci ścieżką, to jesteś w błędzie, chociaż nie mylisz się z tym, że posiadam plan. Nawet lepszy niż miałam wcześniej. Otóż wyjdziesz z nim z obozu, a po wyznaniu swej wiecznej miłości oraz monologu jak Klan Burzy Cię ogranicza, zaproponujesz wspólne samobójstwo z małą pomocą Naparstnicy. Trudno ją odróżnić od ziaren maku, więc musisz tylko sprawić, aby pod twe łapy nie trafiła żadna naparstnica. – Zamarł, słysząc te słowa, oczekując śmiechu wojowniczki, który sprawiłby, że wszystko byłoby tylko nieśmiesznym żartem, jednak ten nigdy nie nadszedł. Widząc jego minę, kocica kontynuowała. – Jeśli myślisz o powiedzeniu o tym komuś, to muszę Cię ostrzec, gdyż jeśli dowiem się, że ta rozmowa trafiła do czyiś innych uszu, to będziesz musiał brać więcej niż mak, aby uspokoić swoje nerwy.
– Ale… Ja nie mogę. Gdyby Wdzięczna Firletka bądź Zawodzące Echo dowiedzieli się…
– Ależ nikogo nie mordujesz Zawilcu. To będzie całkowicie jego wybór, aby zjeść podane mu nasiona. Samobójstwo ze swym ukochanym. Czyż to nie brzmi jak coś, o czym by on marzył? I tak nie masz wyboru, a dokładniej druga opcja wydaje się bardziej szkodliwa dla Ciebie. Przemyśl to, gdyż ja nie będę czekać wiecznie. – Po tych słowach na pysk kotki wkradł się ponownie uśmiech.
*****
Zawilcowa Korona uchylił swe powieki, poddając się z próbą zaśnięcia. Od ostatniego spotkania z Przeplatkowym Wiankiem nie mógł zmrużyć oka, a tym razem planował nie zużywać zapasów maku, patrząc na to, że przydawał się on częściej, niż się tego spodziewał. Wstał ze swego posłania, rzucając swój wzrok na dwie śpiące medyczki, nim zniknął w wejściu z legowiska. Potrzebował uspokoić się, a przy okazji nie chciał obudzić dwóch kotek i zamartwiać ich swym stanem. Przeskanował swoim wzrokiem obóz, aby stanąć nim na Brzozie, która siedziała przed legowiskiem uczniów i wpatrywała się w niebo. Bez większego przemyślenia udał się do niej, po chwili stając obok niej.
– Co ty robisz Brzozo? – zapytał, a wzrok kotki padł na niego. – Nie powinnaś teraz odpoczywać, aby z rana udać się na trening?
– Spałam większość dnia, bo Kminkowy Szum postanowił mnie dziś nie męczyć. Dać czas na spędzenie czasu z moimi i nie moimi kociakami. A co robię? Wpatruje się w nocne niebo, aby znaleźć gwiezdnych, o których mi tak opowiadają tutaj.
– Nie znajdziesz ich tam. Uwierz mi, szukałem. – Zielone oczy kotki ponownie spoczęły na niebie.
– To i tak nie jest ważne, bo nie zostajemy tu na długo. Tylko upewnimy się, że Królicza Gwiazda wraz z jego zastępcą nie skrzywdzą naszych pociech i wracamy do mej rodziny.
– My? O kim jeszcze mówisz?
– Ja i Kminkowy Szum. Czyżby nie powiedział Ci o tych wieściach? No cóż… Najwyraźniej oddał mi ten honor i pewnie powinnam powiedzieć też o tym Opadającemu Rumiankowi… lub też nie. Wracając jednak do tematu, cóż mogę więcej powiedzieć? Nie mogę zostawić rodziny, jak to zrobił kiedyś Świetlik, bo kto inny mógłby przejąć inny przejąć pozycję głowy rodziny? Z pewnością nie Łapek z tym swoim zapałem. A czemu również Kminek chcę odejść ze mną? Musiałbyś się go zapytać, chociaż podejrzewam, że ma to coś wspólnego z jego relacją z Czaszką. Nie potępiam jej, lecz mój brat mógłby nie uganiać się za moim przyjacielem. Czasem wprowadza to tylko niezręczne sytuacje.
Mimo iż kocia kontynuowała, to Zawilec zatrzymał się na początku jej wypowiedzi, zaraz po potwierdzeniu jego najgorszych przypuszczeń, a jego ogon uderzał niespokojnie o ziemię. Jego brat nie mógł opuścić Klanu Burzy i zostawić go z niebieskim kocurem. Niby miał jeszcze Opadającego Rumianku, jednak ten od śmierci Norniczego Śladu starał się unikać Świerszcza oraz Przeplatki, a w ich okolicy często przebywał medyk. Zostanie wtedy bez kogokolwiek bliskiego, kto byłby w stanie to wszystko zahamować, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Ponownie nie chciał stracić kogoś bliskiego, jak to stało się w przypadku Kaczej Łapy. Nim zdołał coś powiedzieć, do ich uszu dotarł głos ze środka żłobka.
– Odchodzisz z tatą? – Zawilcowa Korona wraz z Brzozą skierowali swój wzrok w stronę jego źródła, aby dostrzec rudego kocura, który najwyraźniej przysłuchiwał się ich rozmowie. – Czemu?
– Oh Pierze, nie łatwo to wyjaśnić w jednym, krótkim zdaniu. Nie pasuje tu i sam to dobrze wiesz. Opowiadałam wam historię o moim bracie, tam jest mój dom. Tęskni on za mną i nie tylko on. Cała rodzina za mną tęskni, a ja nie mogę ścierpieć myśli, że muszą mnie oczekiwać. Wy będziecie tu bezpieczni, a ja będę mogła powrócić do normalnego życia. Ale to nie jest rozmowa na teraz. – Wraz z tymi słowami kocica, wstała z ziemi i podeszła do kocura. – Poza tym, czy nie nauczyłam was, że nie wolno podsłuchiwać jak dorośli rozmawiają? Rozumiem, że nauczyliście się tego, gdy wymknęliście się ze żłobka, jednak najwyraźniej muszę was oduczyć tego złego nawyku. – Kocica rzuciła swój wzrok na medyka, posyłając mu przyjazny uśmiech, nim zniknęła w legowisku wraz ze swym synem, najpewniej kontynuując tam rozmowę i tym samym zostawiając go samego ze swymi myślami. Czy Kminek postępował słusznie? Z pewnością nie, nie tędy prowadziła go Wyrocznia. To nie była jego ścieżka, jednak ten i tak postanowił z niej zstąpić. Dlaczego? Sam pragnął poznać tego powód, gdyż kara za to przewinienie spadnie również na niego, czy tego chciał, czy też nie. Zwrócił swój wzrok w stronę nocnego nieba, spoglądając na srebrną skórę. Będzie musiał porozmawiać z Kminkowym Szumem i musiał to zrobić jak najszybciej.
*****
Słońce powoli zachodziło za skrajem nieba, zabierając ostatnie promienie pokrywające obóz. Widział, jak wieczorny patrol wychodzi z obozu, a koty zmierzają powoli do swych legowisk, aby odpocząć po całym dniu pracy. W jego przypadku powinno być podobnie, jednak sen zdawał się nie przychodzić nagle. Dzisiejszego dnia miał porozmawiać ze swym bratem, a przez ilość chorych w legowisku, nie był w stanie tego planu dziś spełnić. Wdzięczna Firletka oraz Wełnista Mszyca chwilę temu opuściły szybko legowisko medyków, aby przed nadejściem nocy zajrzeć jeszcze do legowiska starszyzny i żłobka, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Zawilec nie protestował na to, że pozostał sam, a nawet pasował mu ten układ, chociaż nie musiał słuchać narzekania starszych lub pisku kociąt. Mógł odetchnąć na chwilę, sprzątnąć pozostałe zioła oraz odłożyć je na swoje miejsca, nim spróbuje zasnąć na swym posłaniu. Wziął głęboki wdech, wkraczając wewnątrz legowiska i zabierając się za swoje obowiązki. Jego wzrok padł na małej kupce maku pozostawionej przy jednym z posłań, a po jego karku przeszedł dreszcz. Dalej pamiętał o planie Przeplatkowego Wianku i o konsekwencjach niewykonania go. Miał to przemyśleć, porozmawiać z kocicą o tym później i wyznaczyć dzień wykonania go, jednak odwlekał to. Czy działałby wtedy dobrze? Na pewno nie, jednak czy nie wszedł na tę ścieżkę z dniem ucieczki z obozu jako uczeń? Gdyby nie ten mały wyczyn, to miałby dalej swe prawe oko, byłby zdolny do walki i tym samym zostałby wojownikiem, zajmując miejsce obok swojego rodzeństwa. Jednak czy to właśnie wojownikiem chciał zostać? Funkcje medyka nie były złe, przynosiły mu przyjemność, a nawet ukojenie. Tym zajmowała się Zmora, Ryk oraz Zgrzyt i teraz przyszła na niego pora. Gdyby tylko nie sprawy wierzeniowe oraz humory pacjentów, to nie byłoby żadnych minusów tej roli. Jednak czy było warto za to stracić wzrok na jedno oko oraz długie problemy ze stawaniem na jedną z jego tylnych łap? Motylkowa Łączka z początku pełniła tę funkcję bez tego, tak samo Pajęcza Lilia, Wdzięczna Firletka, a teraz Wełniana Mszyca. Może istniało prostsze rozwiązanie na zmianę roli? Uszy Zawilcowej Korony drgnęły, gdy usłyszał czyjeś kroki zbliżające się w jego kierunku. Czyżby następny kot stwierdził, że dzisiaj jest idealny dzień, aby odwiedzić trójkę medyków?
– Usiądź na jednym z legowisk, a zaraz podejdę by Ci obej-... – zaczął kocur, rzucając swój wzrok na przybysza, lecz przerwał, dostrzegając Świerszczowy Skok w wyjściu. To był ostatni kot, jakiego tutaj się spodziewał. – Chyba wyraziłem się ostatnio dobrze, że nie jesteś tu mile widziany, a przynajmniej póki ja tu jestem.
– Moja cierpliwość dotarła do swego kresu. Mam dość grania z tobą oraz Przeplatką w te wasze gry. – Ostry głos wojownika obił się o uszy medyka, a jego futro się zjeżyło. Uwagę kocura przykuła rana na lewym barku Świerszcza, która wyglądała na świeżą. – Wreszcie porozmawiamy i razem uciekniemy z tego przeklętego klanu, gdzie nikt nam nie stanie na drodze do szczęścia.
– O czym ty mówisz Świerszczowy Skoku? Ja nigdzie nie idę, a tym bardziej z tobą. Między nami nie ma już nic i wiesz o tym dobrze. Nie będziemy rozmawiać, a ty odejdziesz stąd.
– Nie słuchasz mnie Zawilcu. Ja nie pytałem, tylko mówiłem, jak się stanie. – Wojownik zaczął zbliżać się w jego kierunku, na co medyk wycofał się do momentu, aż nie dotarł do ściany. – A jeśli tak bardzo chcesz odebrać mi moje zasłużone szczęście, to pozwól, że pokażę Ci konsekwencję tej decyzji. – Wraz z tymi słowami wojownik skoczył na kocura, po chwili przygniatając go łapami do ziemi. Jedna z nich wylądowała na jego szyi, dociskając ją mocniej, z każdym następnym słowem, powoli ucinając mu dostęp do powietrza i tworząc na jego szyi coraz to większą ranę. – A miałem nadzieję, że wreszcie dojdziesz do swych zmysłów i powrócimy do tego, co kiedyś mieliśmy, jednak najwyraźniej się myliłem. Zrobisz wszystko, bym tylko ja nie był szczęśliwy, prawda?!
Przymknął swe powieki wraz z upływającą ilością powietrza, powoli odpływając z tego świata. Czyli to był jego koniec? Pod łapami Świerszczowego Skoku, we własnym legowisku, wręcz śmieszna śmierć. Nagle o jego uszy odbił się znajomy mu głos, a kiedy skierował swój wzrok w stronę źródła, dostrzegł swoją mentorkę.
– Na Klan Gwiazdy, czy Ciebie coś opętało?! – Wdzięczna Firletka wydarła się piskliwym głosem na Świerszcza. Nim kocur zdążył zareagować, złapała go szczękami za kark i pociągnęła, oddając kremowemu kocurowi dostęp do powietrza, na co ten wziął kilka szybkich oddechów, wpatrując się wystraszony w dwójkę kotów. Pomimo iż kocica silna nie była, zaskoczony wojownik nie opierał jej się. Gdy już nie dusił Zawilca, dla dobrej miary wymierzyła mu jeszcze łapą w policzek. – Co Ci przyszło do głowy?! Atakować medyka? Z własnego klanu? – jej głos pełen był niedowierzania i furii. Ze zmarszczonymi brwiami i rozdziawionym w szoku pysku spoglądała na Świerszcza. Może powinna się go w tym momencie bać, ale jedynie wsunęła się pomiędzy niego a Zawilca. – Królicza Gwiazda się o tym dowie – syknęła. – O ile już nie wie. Zadbam o to! – Nie czekając na odpowiedź, uniosła łapę w stronę wyjścia. – Nic już tu po tobie. Zrobiłeś już wystarczająco.
– Nigdzie się nie wybieram, a przynajmniej, póki on dalej jest w Klanie Burzy – syknął niebieski wojownik, niezbyt zadowolony, że ponownie został wyproszony z legowiska. Najwyraźniej krzyki medyczki przyciągnęły więcej uwagi, niż spodziewał się tego kocur, bo po chwili w wyjściu za nim pojawił się Ruda Lisówka, który wyglądał na zmartwionego, jednak widząc scenę przed nim, spoważniał szybko. Po krótkiej chwili Świerszcz opuścił legowisko medyków z pomocą rudego wojownika, chociaż nie był z tego zbytnio zadowolony, co sugerowały jego syki, jednak Lisówka zdawał się ignorować je. Kiedy dwójka kocurów zniknęła, kocica skierowała swój wzrok na asystenta medyka, który nie drgnął nawet o włos, kiedy wydostał się spod łap kocura. Jedyne co to jego klatka unosiła się i opadała nieregularnie, a jego wzrok wbity był w wyjście, jakby zaraz miał przez nie powrócić Świerszczowy Skok. Słyszał, że coś działo się poza wieżą, krzyki i kilka głosów dochodziło do niego, jednak nie umiał rozszyfrować dokładnych słów.
– Zawilcu, wszystko w porządku? Co się tu stało? – Medyczka zasypała kocura pytaniami, swój wzrok kierując na ranę krtani kocura.
– On nigdy… – zaczął Zawilec, jednak słowa zdawały się nie przechodzić przez jego pysk – ... aż tak daleko się nie posunął. – Nim kocica zdołała cokolwiek odpowiedzieć, to do uszu medyka dotarł głośny krzyk Kminkowego Szumu.
– ZDRAJCA!
Od Jagodowego Marzenia
Dzisiaj dzień zapowiadał się idealnie. Słońce powoli zmierzało ku horyzontowi, niosąc chwilowe ukojenie, jednak nie oznaczało to, że mogła odpocząć. Noc niosła ze sobą nowe obowiązki, które musiała spełnić, jednak nim się za nie zabrała, to musiała porozmawiać z Przeplatkowym Wiankiem. Przemyślała jej słowa, które otrzymała po podzieleniu się swoimi zmartwieniami. Według słów Cyklonowego Oka kocica wyszła ona niedawno z obozu, więc może jeszcze zdąży ją złapać i dołączyć do niej. Jeśli jej się to nie uda, to z pewnością złapie ją następnego poranka. Stawiała krok za krokiem, idąc za świeżym zapachem kocicy, aż nie zmieszał się on z innym. Z kim spotykała się wojowniczka o tej porze dnia? Krok Jagody przyspieszył wraz z wzrostem jej ciekawości, jednak stanęła nagle, widząc znane jej dobrze niebieskie futro i zamarła. Świerszczowy Skok stał na brzegu jeziora, a jego wzrok wbity był w taflę wody, w której znajdowały się jego łapy, a pod którymi leżała Przeplatkowy Wianek. Pysk kocicy spoczywał pod wodą, przytrzymywany przez łapy kocura, a ona sama nie ruszyła się nawet o włos od czasu, kiedy Jagodowe Marzenie ją dostrzegła. Co tu robił Świerszcz? Czemu musiało to zakończyć się kogoś śmiercią? Pytania zalały jej głowę, jednak wiedziała jedno, musi to zgłosić do przywódcy i to jak najszybciej. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, Świerszcz obrócił swój pysk, dostrzegając ją, a na jego pysku zagościł grymas. Wręcz momentalnie odwrócił się w jej kierunku, zostawiając ciało Przeplatki i rzucając się na Jagodowe Marzenie.
– Nie powinnaś tu być, ale jak zawsze zdajesz się pojawiać w najgorszym czasie. – Syk kocura dotarł do jej uszu, a po chwili poczuła ostry ból, na który odpowiedziała sykiem. – Tym razem zapłacisz za to swoim marnym życiem. – Po tych słowach wojownik wbił swoje kły w jej szyję, przynosząc tym tylko więcej bólu. Próbowała się wyrwać spod jego łap, ale tak samo, jak w przypadku dawnej walki z jej siostrą, nie zmieniło to tej sytuacji. Przejechała swymi pazurami po barku kocura, tworząc na nim ranę. Krzyknęła, mając nadzieję, że ktokolwiek ją usłyszy, jednak został on szybko ucięty, a siły zaczęły opuszczać jej ciało, wraz z upływającą krwią. Czyli tak wyglądał jej koniec? Pod łapami swojego byłego partnera. Był on bardzo podobny do losu Irys, która zakończyła swoje życie pod łapami ich matki. Może to właśnie ją spotka w Klanie Gwiazdy, gdzie wreszcie zdoła z nią porozmawiać? Miała taką nadzieję, bo tylko to jej pozostało. Wzięła ostatni wdech. Po nim cały ból zniknął momentalnie, a pod łapami Świerszczowego Skoku pozostało tylko ciało Jagodowego Marzenia.
Szkarłatna substancja stroiła pysk kocura, który uspokoił swój oddech, po czym pociągnął ciało kotki, rzucając je obok ciała Przeplatki. Zasługiwały na ten los. Zasługiwały skończyć martwe, zrujnowały wiele żyć. Obmył swój pysk oraz łapy w wodzie, która powoli zaczynała przybierać czerwony kolor, nim oddalił się od miejsca zbrodni. To nie był koniec. Musiał jeszcze zawitać do jednego kocura i zaciągnąć go z dala od tych terenów, gdzie wreszcie będą mogli być szczęśliwi.
Od Flaminga
— Będziesz najlepszy. Najlepszym kotem z całego Klanu Nocy. Pokażesz im wszystkim, mój mały książę, co to znaczy być wzorem do naśladowania — miauknęła nisko, przypatrując się jaśniutkiej kuleczce. Każdego dnia do kociarni przychodziły określone koty, które zielonooka starannie i wybrednie dobierała. W końcu nie wpuściłaby do swojego synka byle kogo! Flaming jeszcze był zbyt malutki, żeby przejmowało go cokolwiek z tego, aczkolwiek malował na pyskach kotów radość, uśmiechy, ponieważ był silny i zdrowy. Był nadzieją, nie był nawet świadom, jak wielkie oczekiwania pokładała w nim jego kochana mamusia. Nie miał pojęcia, jak bardzo przyjdzie mu się starać o własne miejsce w szeregach rybojadów. Ponadto… czekała go ceremonia na członka rodu, bo w końcu był synem samego Błękitnej Laguny! Kocurek ugniatał brzuch karmicielki, domagając się stale więcej i więcej mleka. Jakby jego głód był nieskończony i nie do poskromienia.
Nie zawiedź mamusi, mały Flamingu. Tańcz tylko tak, jak ci ona zagra.
Od Przypalonej Łapy CD. Pierzastej Łapy
W oddali ujrzał malutkie drzewa. Z jego perspektywy wyglądały niczym mrówki. Obejrzał się przez ramię i prędko zauważył, że nie ma nigdzie jego mentora. Serce burasa się zapadło, gdy gorączkowo zaczął węszyć i nasłuchiwać za kocurem. Nigdzie nie mógł go znaleźć! Czy powinien wrócić się do obozu? Może źle zrobił, że w ogóle się rozkojarzył? Powinien był trzymać się tego, co działo się wokół niego i tylko niego, a nie wszystkiego wokół… ach!
Nagle dojrzał blisko siebie rudo-białego kocura o niebieskich, wpadających w zieleń oczach. Nieznajomy miał długą, ostro zakończoną grzywkę, która przysłaniała mu oko. Nie było mu tak niewygodnie? Widział wyraźnie? Przypalona Łapa zjeżył się, czując od niego obcy zapach. To musiał być Burzak! Spokojnie… spokojnie, Kasztanku… przecież nie przekroczył granicy, więc nie powinien być problematyczny, prawda…? Dopóki nie zamierzał go skrzywdzić, dopóki nie kradł im zwierzyny, dopóki trzymał się własnej strony terenów, to powinno być wszystko w porządku. Czasem zdarzało się, że patrole dwóch sąsiednich klanów na siebie wpadały, takie interakcje nierzadko kończyły się dość neutralnie i bez większych kłopotów. Po prostu się mijali bez większych zastrzeżeń.
Brązowooki nie miał pojęcia, kim był ten cały “Bąbel” jednak nie wiedział nawet, co mogło to oznaczać. Czy to było jakieś przezwisko na koty jego pokroju? Już wolałby chyba szczur, te by przynajmniej zrozumiał i jasno wymalowałby obraz w głowie tego, jak postrzegał go nieznajomy i o dziwo… młodszy od niego uczeń. Oczy burasa zogromniały, gdy przyglądał się dalszym poczynaniom nieznajomego. Wsłuchiwał się w każde jego słowo.
Pierzasta Łapa… Przypalona Łapa się nie mylił, więc był z Klanu Burzy. Woń królików oraz wrzosowisk unosiła się ze szczupłego ciała sąsiada, jego futro było zadbane i śliskie, a łapy długie. Był wręcz stworzony do klanu, z którego pochodził.
Przypalona Łapa zamyślił się na chwilę. Oczywiście, że znał Szkwalną Łapę. Był to jego kolega… a może przyjaciel? Pokiwał głową.
— Tak… czy coś się z nim stało? Znasz go? — zapytał z lekkim niepokojem Pierzastą Łapę, co było dość lekkomyślne, przecież to buras przebywał z nim w jednym obozie, a nie biało-rudy. Może poznali się na zgromadzeniu? Wtedy, kiedy łaciaty popadł w panikę i nic więcej nie liczyło się dla niego, oprócz kojącego zapachu Urodziwej Łapy?
— To mój ziomek! Jeśli jest gdzieś blisko, to zawołaj go może, co? Chciałbym z nim porozmawiać — point próbował go zachęcić.
— Nie… nie ma go, jestem tylko ja i mój mentor. Mogę mu przekazać, jeśli chcesz mu coś powiedzieć — silił się na spokojny ton. Pierzasta Łapa machnął parokrotnie łapą, jakby chciał w ten sposób przekazać; “ach, to nieważne!”.
— Czyli jednak chcesz rozmawiać. Wspaniale! Polowałeś już na króliki? Nie, pewnie u was w Klanie Nocy jecie tylko ryby… — parokrotnie przesunął łapą po swojej gęstej, długiej grzywce, jakby próbował ją wystylizować. Przypalona Łapa siedział tak jak wryty, patrząc na nieznajomego. — No, powiedz coś, przecież nie będę tylko ja gadał! Skoro jesteśmy sąsiadami, to powinniśmy się poznać, nie sądzisz? — rudy poruszył ogonem, posyłając szeroki uśmiech buremu.
Przypalona Łapa odrobinę się zmieszał, spuszczając wzrok na parę uderzeń serca. Łapą przesunął po gruncie pod sobą, zataczając nim kółeczka w ziemi.
— Aach, ja nie jestem wcale ciekawym kotem. Ostatnio nauczyłem się łowić ryby i jako tako pływać, ale nie jestem w tym jakiś idealny… — powiedział niezbyt wylewnie, czując się dziwnie odsłonięty. Gdyby był łysy, byłby prawdopodobnie cały czerwony z powodu nerwów oraz stresu, jaki go w obecnej chwili zżerał.
— Jestem pewien, że Klan Burzy poluje na króliki lepiej, niż wy wszyscy na te swoje ryby — zaśmiał się, nagle zmieniając ton rozmowy, w jakim zmierzała do tej pory. Nocniak spojrzał na kocura ze skonfundowaniem. To było dość odważne i szczerze… nietypowe stwierdzenie, bo niby dlaczego miał tak mówić, po co? I skąd miał tę dziwną pewność, skoro raczej nigdy nie widział, jak polowali, najprawdopodobniej?
— Tak myślisz o też Szkwalnej Łapie…? — wymsknęło się buremu z pyszczka. Skrzywił się, czując frustrację tym, że nie potrafił trzymać języka za zębami. To była jedna z tych sytuacji, kiedy powinien, a jednak… nie potrafił zrozumieć, dlaczego rudy nagle stał się taki może… niezbyt przyjemny? Przed oczami dymnego pojawiły się mroczki, zrobiło mu się nagle słabo. Bał się, że rozmówca zaraz na niego skoczy i go rozszarpie.
— Szkwalna Łapa to wyjątek, oczywiście! W końcu to mój ziomek, ja się nie zadaję z frajerami — powiedział dumnie Pierzasta Łapa, unosząc pysk ku górze i kładąc łapę na wypiętej, puchatej piersi. Po chwili się wyprostował ponownie, przybliżając do Przypalonej Łapy, kładąc mu łapę na ramieniu i parokrotnie stukając go lekko po barku i chichocząc, jakby nie powiedział tego śmiertelnie poważnie. Łaciaty zachichotał z nim nerwowo, chociaż czuł, że jego niepokój się zwiększał z każdym kolejnym słowem Burzaka. Po chwili zielonooki otarł łapę o futro starszego, jakby bał się, że się czymś zarazi, jakby była brudna i potrzebował ją otrzepać z nadmiaru brudu. Futro Przypalonej Łapy w tamtym miejscu uniosło się odrobinę. Czuł wszystko. Był obrzydliwy? Brzydził się go?
— No… dobrze, prawda, prawda… — przyznał mu w końcu rację, choć niechętnie. Tak było po prostu łatwiej i może uniknąłby ewentualnych nieprzyjemności.



