BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka i Klanie Klifu!
(Brak wolnych miejsc!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 22 marca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

28 marca 2026

Od Karuzeli (Kopciuszka)

Karuzela wybiegł z domu dwunożnych rozweselony, kierując się w stronę lasu, a zaraz za nim jego siostra Piecuszka. Ganiali za sobą między drzewami i krzewami, obserwując różne robaczki ściółki leśnej, gdy nagle zorientowali się, że są zupełnie daleko od domu dwunożnych. Żeby tego było mało, już dawno przestali słyszeć jakiekolwiek hałasy potworów dookoła. Zdolni byli słyszeć tylko odgłosy lasu. Szeleszczące liście, a nieco dalej szum wody oraz ćwierkające ptaki. Złoty kocur zakręcił się nerwowo wokół własnej osi i nagle zaczął panikować.
— M-Mazurku? Mleczko? — zawołało rozpaczliwie, przez płacz.
Trzęsło się niemiłosiernie, szukając wzrokiem siostry, mając nadzieję, że ta go uspokoi.
— No i gdzie my jesteśmy? — załkał, chodząc dookoła i usiłując wąchać powietrze.
Na co jednak mu się zda jego niewyćwiczony węch? Usiadł nieporadnie i po prostu zaczął płakać. Od razu, gdy tylko usiadł, znalazł się także drugi problem-strasznie zaczął go boleć brzuch. Kociak zaczął czuć głód i zmęczenie po ganianiu się z siostrą. Gdzie znajdzie teraz miskę z jedzeniem od dwunożnych? Gdzie znajdzie ciepło swojego legowiska? Gdzie znajdzie swoich ojców, którzy zawsze wspierali go, gdy coś się stało?
“Jak tu ładnie! O wiele lepiej niż w tym nuuudnym gnieździe dwunożnym!” pomyślała szylkretowa. Kotka nawet nie zauważyła, kiedy byli już daleko od domu...
— No i gdzie my jesteśmy? — zapytała Piecuszka i przełknęła nerwowo ślinę, słysząc łkanie swojego brata. Kotka czuła niepokój, ale nie chciała tego po sobie pokazywać. Zaczęła rozglądać się i rozmyślać, z której strony przyszli do lasu. Wszystko było takie same! Tylko drzewa i drzewa. Widziała, że Karuzela próbował zwęszyć jakikolwiek ślad ich domu.
— I co beczysz? — warknęła, nie okazując ani krztyny wsparcia bratu. — To wszystko przez ciebie! Mogliśmy tutaj nie iść! Pchli móżdżek — starając się zagłuszyć własny strach i narastającą panikę kotka warczała z wściekłością na swojego brata. Liliowa kotka desperacko jeszcze raz rozejrzała się po okolicy.
— Bo nie wiem, gdzie jest tata Mazurek i Mleczko! Nie wiem gdzie droga do domu! Nie wiem, gdzie jestem! — zawołał zrozpaczony, patrząc na siostrę. — Poza tym to nie moja wina!!! Ja nic nie zrobiłem, odczep się mysi móżdżku! Ja tylko chciałem się pobawić, trzeba było za mną nie ganiać! — warknął nerwowo na siostrę, nie chcąc zaraz rzucać się na nią z łapami.
— Chodź... O tam. Tak, chyba tam szliśmy. No rusz się! — Piecuszka starając się wyglądać na pewną siebie, ruszyła w tak naprawdę pierwszym lepszym kierunku, jaki przyszedł jej do głowy.
Cóż, skąd mogła wiedzieć, że ścieżka ta wiedzie tak bardzo, bardzo daleko od domu… Karuzela za to siedział nieporadnie przy jednym drzewie, patrząc zdruzgotany na siostrę.
Po chwili ruszył za siostrą, oglądając się dookoła zmartwiony.
“Co jeśli coś nas zaatakuje? Czy uda nam się wrócić do rodziców? Co z resztą naszego rodzeństwa?” zastanawiał się złoty kocurek.
Oba kociaki zaczęły niepewnie iść w niewiadomym kierunku. Czuli niepewność i strach-słońce wszak już zachodziło, a cienie drzew i wszechobecne zarośla zaczęły przybierać coraz to bardziej złowrogi kształt. W pewnym momencie z krzewów zaczęły dochodzić szelesty i dźwięki kroków.
— J-Jest tam kto? — krzyknęła Piecuszka, cofając się do brata. Z krzaków powoli wyszedł kot o czekoladowym futrze usianym białymi plamkami. Z zaciekawieniem przechyliło puchaty pyszczek. Jasnozielone oczy o kolorze liści zalśniły ciekawością.
— Cześć! — głos czekoladowego kota był żywy i przyjazny. Piecuszka przez cały ten czas stała jak wryta w ziemię, absolutnie przerażona. Przecież tyle słyszeli strasznych opowieści o samotnikach.
— Uciekajj!! — zapiszczała do Karuzeli i zaczęła rozglądać się w pobliżu drogi ucieczki. W końcu wybrała niewysokie drzewo, na które jakimś cudem udało się jej wspiąć. Z rozszerzonymi ze strachu oczami obserwowała z góry brata i kota.
— Karuzelo, co ty robisz, uciekaj!!! — nieustający wrzask Piecuszki zagłuszał wszystko.
— Ciszej, przecież ci go nie zjem! — parsknęło kocisko o zielonych oczach. Spojrzało z powrotem na kocurka i przemówiło łagodnie.
— A ty Karuzelo, mógłbyś powiedzieć, co dwa kociaki robią w środku lasu? — zapytała czekoladowa.
— A kim ty jesteś? — zapytał, mrużąc oczy niezadowolony. — Nie mogę ci powiedzieć. Jesteś obca — mruknął.
— Jestem Euri. Widzisz? Teraz już nie jestem obce. Musicie być głodni. Mogę dla was zapolować — uśmiechnęło się ciepło, a Kopciuszkowi zaburzało w brzuchu.
— Piecuszko zejdź, bo zaraz spadniesz! — zawołał złoty, patrząc na siostrę.
Gdy tylko wypowiedział te słowa, Piecuszce nagle osunęła się noga z gałęzi. Trzymała się na niej jeszcze przez chwilę i spadła na ziemię nim Euri zdążyło jej pomóc. Karuzela zawył żałośnie, biegnąc najszybciej, jak potrafił w stronę siostry. Widząc, w jakim była stanie krzyknął wniebogłosy, a jego małe serduszko niemal zamarło. Nie dogadywał się z siostrą, ale z pewnością nigdy nie chciał jej śmierci.
— To moja wina! Gdybym nie pozwoliła jej tam wejść, nic by się nie stało! — miauknęło, a z jego oczu popłynęły jeszcze bardziej obfite łzy. Czekoladowa stała obok niego, przyglądając się dwójce z żalem.
— T-To nie twoja wina Karuzelo… — mruknęła niewyraźnie Piecuszka, a jej oczy zaszły się mgłą. — Jak widać nie zawsze koty, spadają na cztery łapy… — szepnęła. — Z-Z-Znajdź swoje miejsce. I dbaj o siebie — miauknęła i zamknęła w końcu swoje piękne oczęta.
To był właśnie moment, z którym Karuzela zamarła. Spojrzała błagalnie na Euri.
— Zrób coś! Błagam, uratuj ją! — podeszła do kotki, szarpiąc jej łapy. — Proszę… — miauknęła, kładąc się na ziemi.
Położyła łapy na głowie i chlipała tak długo, aż nie poczuła czyjegoś dotyku na boku. Zapach, który poczuł, był wyjątkowy. Zupełnie inny niż karma dwunożnych. Wytarł pyszczek i spojrzała pełnym bólu wzrokiem na Euri.
— Dzi-Dziękuję — miauknęła, powoli zjadając przyniesioną mu mysz.
Mimo ogromnego głodu była jednak w stanie zjeść tylko połowę z niej.
— Powinieneś wracać do domu — mruknęło cicho. — Rodzice na ciebie czekają.
— Nie chcę — miauknęła, wiedząc, że dom będzie przypominał jej zawsze ciało martwej siostry.
— W takim razie… Mogę zaprowadzić cię do Klanu Klifu. Opowiem ci wszystko po drodze — mruknęło, wzdychając cicho.

***

Po jakimś czasie byli już na miejscu. Przed nimi widoczne były pola uprawne, przeznaczone pod złote rośliny.
— Idź na wprost, tak długo aż nie spotkasz jakiegoś kota — miauknęło, a następnie podeszło jeszcze do zmarkotniałego kociaka, przytulając go.
Karuzela ponownie się rozpłakała, wtulając się w futro kotki.
— Odwiedzę cię jeszcze. Obiecuję — miauknął, a następnie otarł łzy łapą.
Nabrał powietrza w płuca i przybrał zdeterminowaną minę. Szedł przed siebie, tak długo aż nie spotkał przed sobą białego kocura. Zaczął coś mamrotać, a przed oczami pojawiły się mu mroczki. Zanim zdążył się zorientować, leżał już na ziemi. Zemdlała.

***

Ze snu wybudziły go zmartwione szepty. Przez moment miał nadzieję, że znajdzie się w swoim legowisku w domu, ale zamiast tego stały przed nim dwie kotki. Chciał wstać, ale niestety już ten minimalny wysiłek zwalił go z nóg.
— Musisz odpocząć. Poza tym jesteś odwodniony — miauknęła ruda kotka, stojąca obok. — Jak się nazywasz mały?
— K-Karuzela — wyszeptała słabo, a przed oczami znowu zaczęły mi się pojawiać mroczki.
— Nietypowe imię. Może lepiej…Kopciuszek? — stwierdziła kotka.
— M-Może być — miauknął.
Dostała trochę wody na mchu, którą szybko wypiła, a następnie bez problemu ponownie zasnęła.

Nowy członek Klanu Klifu!

 
Karuzela

27 marca 2026

Od Wzorzystej Dali CD. Truskawkowej Łapy (Truskawkowego Pola)

Co miała zrobić? Przecież żaba już uciekła, więc problem znikł. Najwyraźniej Truskawka tak tego nie widziała. Pointka stała tam jakby widziała ducha.
– Co się dzieje?
Zero. Brak odpowiedzi.
– Może lepiej będzie, jak wrócimy do obozu...? – zaproponowała. Tortie niemrawo kiwnęła głową i obie zawróciły, żeby pójść dokładnie tam, skąd przed chwilą przyszły. Wzorek położyła po sobie uszy. Naprawdę liczyła na mile spędzony czas z koleżanką. Czemu wszystko musiało się zawsze psuć? Normalnie zwaliłaby winę na siebie, ale trudno było kontrolować wyskakujące znikąd żaby. Tylko w takim razie co poszło nie tak?

***

Ostatnio zauważyła, że spędzała dużo mniej czasu z Truskawkowym Polem niż przed jej mianowaniem. Nie wiedziała, czy to przez incydent z żabą, czy po prostu bardziej zbliżyła się do swojej grupki znajomych. Tak czy siak nie chciała porzucać koleżanki. Nawet jeżeli ich rozmowy były raczej na zasadzie “kot z monologiem i jego słuchacz”. Tak więc kiedy akurat miała dość dużo wolnego czasu i wreszcie zlokalizowała rudą od razu przeszła do rzeczy.
– Hej, Truskawkowe Pole! Chcesz pójść ze mną na spacer? Chcę zebrać dla siebie jakieś kwiaty, zanim Pora Nagich Liści zamrozi je wszystkie – uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że kotka przyjmie jej ofertę. Nie chciała, żeby ich znajomość rozpadła się przez jednego “przerażającego” płaza.

<Truskawa? Idziemy na zbieranie kwiatków? Tym razem bez żab (mam nadzieję)>

Od Białego Strumienia do Fląderki

Pora Opadających Liści

Minęło ładnych kilkanaście wschodów słońca, podczas których przewodnik leczył swoje nabyte w głupi sposób rany. W dalszym ciągu unikał wszelkich rozmów, nawet z własną siostrą czy bratem. Wełna starała się być wspierająca, jednak widoczna była jej frustracja po piątej nieudanej próbie wyciągnięcia informacji. Z czasem medyczka odpuściła, za co Biały był jej w duchu wdzięczny. Przecież on by się spalił ze wstydu…
Cały czas wracał wspomnieniami do tej nocy, kiedy pełny nadziei i radości na spotkanie szedł ku granicy. Zastanawiał się również czy zrobił coś źle i dlatego kotka go odrzuciła, nim na dobre cokolwiek się zaczęło? Nie miał pojęcia. Przynajmniej nic takiego nie wykalkulował.
Gdy dostał pozwolenie na ponowne opuszczenie medycznej nory, skorzystał z niego niemal od łapy. Wrócił do upragnionych, stęsknionych tuneli. Były dla niego jak druga skóra, dosłownie. Ciągle chodził umorusany, chociaż nieco nauczył się zapobiegać brudzenia swojej jasnej okrywy.
Któregoś wieczora wpadł na kolejny głupi pomysł, który nawiedzał go jak natrętny sen. Pójść na granicę z Klanem Klifu. Dlaczego tak bardzo go tam ciągnęło? Co na niego czekało, o ile cokolwiek? Może był po prostu naiwny, głupi? Nie mógł jednak spać spokojnie, a wszystko to przez rozdrapywanie tamtego wydarzenia.
Gdy zapadła noc, postanowił pójść za impulsem i szybciutko obrócić w tę i w te. Jeśli dzięki temu będzie spokojniejszy… to chyba się opłaci?
Zresztą… planował tylko szybki zwiad, sprawdzenie, czy nie zwietrzy gdzieś jej zapachu. Ughh, był taki… taki, że sam siebie nie poznawał. Co mu było? Dlaczego?
Dotarłszy na granicę, klasycznie udał się wzdłuż niej, aż dotarł do Kamiennych Strażników. Zimny piach otulał jego łapy, zabawnie łaskocząc w poduszeczki. Rozglądał się, wdychając morską bryzę, jednak nie dostrzegł upragnionego futra. Ponownie się zezłościł. Nie był tylko pewien na kogo… siebie? Drobną? Biały na pewno był żałosny… dać się zawieść, a jednak wciąż chcieć wrócić w to samo miejsce. To chyba tylko on mógł tak zrobić.
Prychnął pod nosem, kładąc po sobie uszy. Był na końcu granicy i już chciał zawracać, zrezygnowany i zły, kiedy usłyszał kroki. Odwrócił się natychmiast jak poparzony (haha), nie dostrzegając nic szczególnego. Uff, pewnie to jakieś myszy buszowały wśród zarośli…
Kiedy nagle dostrzegł jakąś postać w ciemności. Był głupi, ale zrobił sobie nadzieję, że być może stanie przed nim Drobne Ukojenie i będą mogli porozmawiać.
Jakież wielkie było jego zdziwienie, kiedy dojrzał szylkretowe, obce futro, czując od razu woń Klanu Nocy. Zmienił nastawienie na ostrożne.
— Kim jesteś? — zapytał wprost. — Co robisz na granicy w środku nocy?

<Fląderka?>

Od Nocnej Łapy CD. Ognikowej Słoty

– Głodny? Tak… Poproszę. Dziękuję! – odpowiedział Słocie. Ta kotka była dla niego bardzo bliska i z każdym dniem jego podziw wobec niej rósł coraz bardziej.
– W takim razie, jedz! – przesunęła przyniesioną zdobycz pod jego pyszczek. Młody uczeń w wielką chęcią wgryzł się w tę soczystą mysz pod jego pyskiem. Po tym, jak zjadł oblizał pyszczek i spojrzał na starszą kotkę przed nim.
– Dziękuję za lekcję! – podziękował jej. W końcu miał maniery.
– Nie ma problemu. Cieszy mnie, że tak chętnie się uczysz naszych prawd. – Ognikowa Słota uśmiechnęła się do niego szeroko.
Noc rzucił się do treningów jak maniak. Zależało mu, aby nauczyć się wszystkiego, co może. Gdy tylko mógł, przyłączał się do partoli i walk. I pewnego letniego dnia Tropiąca Łaska miała dla niego specjalny trening.
Niedaleko poza obozem spotkali się z Cykoriową Łapą i kimże innym jak nie Ogniskową Słotą. Tropiąca Łaska pchnęła go delikatnie łapą w przód.
– Dzisiaj poćwiczymy walkę. – wytłumaczyła mu cicho. Noc już czuł, jak go łapki świerzbią! Walki! To, co chciał ćwiczyć od dawna. I okej, ćwiczenie ze swoją mentorką było ciekawe, ale nie na tyle, żeby go zadowolić. Stanięcie do walki z innym uczniem było jego nadzieją.
– Dobra. Stawać do walki! – Ognikowa Słota zaprosiła ich do treningu.
Noc starał się jak mógł. Był mniejszy, wolniejszy i młodszy, więc czasem nie nadążał za starszą od siebie uczennicą.
Cykoriowa Łapa z pewnością nie używała całej swojej siły walcząc z młodszym kotem, ale nie dawała mu za wiele forów. Noc za to wykazywał się kompletnym brakiem zwinności, ale był w stanie ze względną łatwością zrzucić z siebie kotkę, kiedy go przygniatała. Siła była jego mocną stroną, nie zwinność, nie szybkość.
– Używaj więcej łap, Noc! Po to je masz, żeby nimi machać! – Tropiąca Łaska ciągle dawała mu jakieś porady. I Noc starał się jej słuchać, ale w jaki sposób miałby używać tych swoich łap? Nie do końca wiedział. Machał nimi przecież!
– Nie odpuszczaj jeszcze! – burczała na niego, kiedy wyglądało jakby Noc przegrywał. No bo przegrywał całkiem sporo. Starcia z kotem o tyle starszym od niego były nieco wymagające.
– Dobra. Wystarczy im. – Ogniskowa Słota w końcu zatrzymała ten cyrk. – Sześć do jednego. Nie tak źle. – oznajmiła.
– Tylko jeden… – Tropiąca Łaska machnęła ogonem.
– Aż jeden! – Noc oburzył się na swoją mentorkę odrobinę. – Cykoriowa Łapa jest większa!
– To jest słaba wymówka! Musimy więcej ćwiczyć! – oznajmiła kotka. Noc opuścił uszy.
– Dobrze mu poszło. – Ogniskowa Słota skoczyła rozmowę ze swoją uczennicą i wtrąciła się ze swoim groszem. – Widać polepszenie umiejętności. – oświadczyła.
– To prawda. Widać, że walczy lepiej niż wcześniej. – Łaska przyznała rację drugiej wojowniczce. – Jednak może być jeszcze lepiej. Jutro kolejne ćwiczenia walki! Widzę cię o poranku na łapach, Nocna Łapo! Na dziś koniec. – oświadczyła.

Nocna Łapa od tamtej pory nabrał trochę więcej masy i mięśnia, a przede wszystkim urósł. Dwanaście miesięcy było widoczne w jego postawie i chodzie. Nosił się nawet z pyskiem trochę wyżej, jakby wiek czynił go lepszym od innych.
– Ognikowa Słoto! – Jednak jego kocięcy zapał nigdy nie ucichł.
– Ach! Nocna Łapo! Potrzebujesz czegoś? – Kotka spojrzała na niego z uśmiechem.
– Niekoniecznie. Pomyślałem, że może chciałabyś coś zjeść. Upolowałem takiego chudszego królika i od razu pomyślałem o Tobie!
– Czemu nie! Przynieś mi go. – machnęła na niego łapą, a Noc z wielką chęcią się przystosował.
Chwycił upolowaną przez siebie zdobycz i zaraz był z powrotem przy boku starszej wojowniczki.
– Jak Ci idzie na treningu? – kotka zapytała się między gryzami.
– Idzie mi dobrze. Sam też trenuję trochę poza tym co robi ze mną Tropiąca Łaska. Jak dla mnie robi ze mną trochę za mało. Za szybko kończymy treningi i czasami za wiele się ze mną bawi niż ćwiczy. W sensie… psoci trochę przy okazji treningu, nie że bawi się ze mną jak z kociakiem. – Noc usiadł obok niej. – A… A co u Ciebie? To twój siostrzeniec teraz się urodził, prawda?


<Ognikowa Słoto?>

[625 słów]
[+walka z innymi uczniami]

Od Urodziwej Łapy do Szkwalnej Łapy

Szylkretka leżała obok Lawendowej Łapy. Rozmawiały ze sobą, dopóki jej siostra nie została zawołana przez swojego mentora. Niebieskooka usiadła i doprowadziła sierść do porządku. Zamierzała poszukać później Kropiatkowej Skórki i spytać się, czy starsza nie mogłaby jej wziąć ze sobą na jakiś patrol łowiecki lub graniczny. Była tak pochłonięta myślami, że nie zauważyła, jak Szkwalna Łapa przyglądał jej się, a gdy tylko miała wstać i wyjść, brat podszedł do niej dość niepewnie.
— Witaj Urodziwa Łapo, chcesz może wspólnie spędzić czas na łowieniu ryb lub na czymś innym? — spytał ją niebieski. Spojrzała na brata i lekko się skrzywiła.
— Nie spodziewałam się ciebie po ostatnim zgromadzeniu — mruknęła. Doskonale pamiętała, co niebieski jej powiedział i nie podobało jej się żadne z jego słów. Do tego wszystkiego źle wpłynął na Kasztanka, którego musiała uspokoić. Nie chciała, by cokolwiek stało się dymnemu uczniowi.
— Emm...no bo ja… — uczeń ledwo umiał z siebie wydusić to, co miał na myśli.
— Chciałbym z tobą spędzić czas, wiesz? Jesteś w końcu moją młodszą siostrą — sprecyzował w końcu cel swojej obecności. Szafirek spojrzała na niego z uwagą. Nie była pewna, co powinna o tym sądzić. W końcu kocurek nie chciał z nią przebywać. Jednak teraz wyglądał na zdeterminowanego. Poruszyła wibrysami i westchnęła.
— Niech będzie, możemy coś razem porobić, ale pod jednym warunkiem — mruknęła bardzo poważnie. Kocur spojrzał na nią niebieskimi ślipkami.
— Chodzi ci o przeprosiny? Bo wiesz, po to podszedłem do ciebie — przez chwilę milczał wyraźnie zakłopotany.
— Bo chciałem cię przeprosić za poprzednie zgromadzenie i to, co powiedziałem na nim, było nieprawdą. Naprawdę lubię spędzać z tobą i Przypaloną Łapą czas i nie chciałem nigdy, by z mojego pyska wyszło co innego. Może też za bardzo mnie poniosło i gdybym postąpił inaczej i bym się zastanowił nad tym, co powiedzieć wcześniej, to nie zraniłbym cię i Kasztana — rzekł w końcu. Przechyliła nieco łebek. Nie do końca miała to na myśli, ale w sumie przeprosiny też były dobrym początkiem.
— Myślę, że trochę ciebie poniosło. Jednak ja również nie byłam chyba zbyt miła. Właściwie pokłóciliśmy się o temat, który nie powinien być tak burzliwy. Nie dotyczy nas to tak do końca, bo oboje nie jesteśmy czekoladowymi — miauknęła spokojnie.
— Również przepraszam. Nie lubię się kłócić — miauknęła i otarła się o brata. Kocurek tylko mruknął.
— Też ci wybaczam, na następnym zgromadzeniu powinniśmy być poważniejsi — zażartował.
— Tak, powinniśmy — wymruczała ciepło. Jej niebieskie oczy lśniły rozbawieniem, ale i miłością, jaką obdarzała brata i siostrę.
— Myślę, że nie powinniśmy rozmawiać o czekoladowych kotach — zasugerowała spokojnie. Skoro ten temat był tym, co ich skłóciło, to powinni tego unikać.
— A skoro już sobie wybaczyliśmy, to jak tam ci idą treningi? Bo ja czuję, że chyba większość rzeczy już umiem i czuję się z tym świetnie — napuszył się dumnie, gdy to mówił. Zaśmiała się cicho na jego komentarz.
— Nim się obejrzysz, będziesz wojownikiem — wymruczała.
— Mi chyba też nie idzie najgorzej, ale trochę mi jeszcze zostało — mruknęła i westchnęła.
— Szybko nadrobisz! Kropiatkowa Skórka pewnie jest dobrą mentorką, nie żebym marudził na mojego, ale Mewi Puch się czasem zachowuje, jakby znalazł test wojownika w rybie z ośćmi. Nie wiem, kto go przepuścił, bo wiem, że Mandarynkowa Gwiazda ma do niego mieszane uczucie. Pomimo tego nie jest źle na naszych treningach — odpowiedział Szkwalna Łapa. Pokiwała lekko łebkiem. Na słowa brata się zaśmiała.
— Tak, bardzo ją lubię — wymruczała.
— To musisz mieć ciekawie — dodała po chwili ze śmiechem na żart brata.
— Chodź, trzeba trochę porozrabiać, znaczy nabyć doświadczeń — miauknęła i kiwnęła łebkiem w stronę wyjścia. Podniosła się i ruszyła przed siebie.

<Braciszku? Porozrabiamy?>
[576 słowa]

Od Wzorzystej Dali do Niebiańskiej Poświaty

Wszyscy dookoła znajdowali sobie miłości. Niektórzy w oficjalnych związkach jak Morświnowa Płetwa, inni ciągle rozmawiali o uroczych kocurach lub kotkach. Wzorek jak zawsze odstawała od tłumu. Od kiedy Płomienne Serce uświadomiła jej, że musi po prostu poczekać na odpowiedniego kota przestała wciskać sobie na siłę etykietki. Udało jej się nawet zdobyć się na odwagę i wyznać koleżankom, że ona wcale nie ogląda się za kocurami. Ku jej zdziwieniu zostało to przyjęte spokojnie. Bardzo dużo koleżanek powiedziało jej, że one również częściej lub rzadziej myślą o ładnych kotkach. I wszystko byłoby pięknie i spokojnie, gdyby nie jeden fakt. Teraz wszyscy myśleli, że chodziło jej o kogoś konkretnego. Tylko że ona nie miała zielonego pojęcia, z kim chciałaby zacząć chodzić. Jednak ta presja powoli powodowała, że zaczęła myśleć o tym, która z jej rówieśniczek w klanie była najładniejsza. I jak zwykle nie mogła się zdecydować. Jedna miała ładne oczy, inna piękny uśmiech, jeszcze kolejna idealne futro. Właśnie jadła wiewiórkę i zastanawiała się nad tym wszystkim. Jej oczy dziwnym trafem spoczęły na Niebiańskiej Poświacie. Zawsze podziwiała sposób, w jaki kotka potrafiła utrzymać swoje futro w takim pięknym stanie. W pewnym sensie podobało jej się to. Nagle poczuła szturchnięcie. To Psotny Nietoperz, która siedziała obok niej.
– Co tak tam patrzysz?
Roztargniona przeniosła wzrok na czarno-białą.
– Nie… nic
Psotka zmarszczyła brwi, po czym jeszcze raz popatrzyła w stronę, gdzie chwilę temu tkwił wzrok szylkretki. Uśmiechnęła się.
– Niebiańska Poświata wpadła ci w oko, co?
Wzorzysta Dal położyła po sobie uszy speszona i zarumieniła się. Nawet nie była w stanie nic powiedzieć. W sumie Niebo rzeczywiście była bardzo ładna…

***

Nie była do końca w stanie wytłumaczyć jakim cudem wszystko poszło tak szybko. W skrócie dzięki pomocy koleżanek siedziała właśnie pod Sowim Strażnikiem z wrzosami w futrze i bukietem stokrotek pod łapami. Niebiańska Poświata miała tu zaraz przyjść. Stresowała się. W końcu nigdy wcześniej nie zadawała takich ważnych pytań. Zupełnie nie wiedziała co powiedzieć…

<Niebo?>

Od Nocnej Łapy CD. Chudej Łapy

Noc przyczaił się nisko w krzakach i skoczył. Jego łapy odbiły się od leśnego runa, rzucając opadłymi liśćmi na boki. Królik, jaki stał przed chwilą spokojnie, właśnie ruszył do ucieczki. Niestety było dla niego za późno. Noc przycisnął go łapami do ziemi i wbił kły w jego kark. Zwierzę zawisło martwe w jego pysku, a on sam rzucił zadowolone spojrzenie swojej mentorce, która patrzyła na niego z pobliskiej gałęzi. Byli na brzegu lasu niedaleko Przełęczy, aby znaleźć jakąś większą zdobycz. I oczywiście, że coś udało im się znaleźć. Zbliżająca się pora nagich liści nie pomagała, ale pewna zwierzyna nadal kręciła się wokół, szukając sobie miejsca na sen lub skrytkę przed zimnem.
– Dobrze. Zanieś to do obozu. Dla ciebie już starczy treningu. A! I przynieś starszyźnie trochę wody w mchu! – Tropiąca Łaska zeskoczyła na ziemię. Liście chrupnęły pod jej ciężarem.
– Dobrze. – Noc kiwnął jej głową i ruszył do obozu. Porzucił zdobycz na jej miejscu, przyniósł wody starszyźnie i odetchnął. Stanął w obozie i ogarnął go wzrokiem. Wszystko było takie spokojne, cichutkie o tej porze dnia. Czemu Łaska puściła go tak wcześnie? Może ma dla niego jakiś plan później.
– Nocna Łapo! – z myśli wyrwał go zachrypnięty głos brata. – Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to, dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest jesień i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie? – słowotok Chudego zalał Noc, ale przynajmniej jego brat wydawał się być szczęśliwy na miejscu ucznia medyka.
– U mnie dobrze. A i... no... mówisz, że wyglądam muskularnie? Nie zdawałem sobie...sprawy. – odpowiedział Chudemu, samemu spoglądając na swoje łapy. Może rzeczywiście przybrał trochę na masie?
– Tak! Widać to nawet przez Twoje futro! Nie ma co, trening wojownika totalnie Ci służy! – Chudy machnął ogonem.
– Dzięki. Ty też widzę, że dobrze się bawisz jako uczeń medyka, co? Szkoda tylko, że nie mogę z tobą już trenować… – Noc nadąsał się dla zabawy. Uderzył go trochę sentyment, bo fajnie jest mieć braci do treningów.
Chudy opuścił nieco uszy na słowa brata.
– Oh... – Noc przymknął oczy słysząc smutek w głosie brata. – Wiesz, że raczej nie bardzo mi szło... ciągle byłem ranny i Pomrok musiała mnie zwalniać. Nie nadążałem też przy bieganiu z wami i w ogóle... Ale teraz będę mógł leczyć Twoje skaleczenia!
– Pewnie! Chociaż mam nadzieję, że nie będziesz musiał! Nie mam zamiaru przegrywać z nikim! I niech mi Mro.... – Noc zmarszczył nos – Klan Gwiazdy sprzyja... – starał się nie skrzywić. Nie wszyscy akceptują w tym kanie Mroczną Puszczę, a Słota mówiła, że z pewnością nie medycy, którzy kręcili się pewnie niedaleko. Lepiej, żeby nie kłapał pyskiem tak głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Chudy zastrzygł uszami na jego słowa.
– Haha... ttsssaak... – Mruknął. – Niech Ci sprzyja! – i posłał mu krzywy uśmiech. No dobra. Może jego brat nie wierzy w Klan Gwiazdy. To jest do wybadania, ale kiedy indziej. Na razie Noc miał inny plan.
– W każdym razie. Jakbyś potrzebował z kimś pójść po zioła to ja zawsze z wielką chęcią! W ogóle! Mam świetny pomysł i ty, jako medyk mi w nim pomożesz!
Chudy spojrzał na niego tymi swoimi pięknymi, wielkimi oczętami.
– Zamieniam się w słuch!
– Otóż... Mam nadzieję niedługo zostać wojownikiem. Niedużą, ale mam. Chcę poprosić może grubego, żeby ze mną walczył...albo Cykoriową łapę. W każdym razie! Jako wojownik chcę wyglądać cudownie i niebezpiecznie i... znalazłem ostatnio parę kości, nie wiem po czym, ale są ostre i ładne... Nie chcesz mi przebić ucha? I ich tam utknąć?! – zapytał Noc z nadzieją.
Chudy mierzył go zaskoczonym wzrokiem, po czym coś błysnęło w jego oku.
– Pomogę Ci! – odparł po chwilce. – O ile znajdzie się i dla mnie kawałek kości! Też chcę wyglądać fajnie! A Tobie takie dodatki na pewno dodadzą superanckości! I wszystkie kotki będą Twoje, bracie!
Noc zarumienił się nieco.
– Pewnie! Mam trochę zapasowych to wybierzesz sobie, która podoba ci się najbardziej! Tylko... Chyba będziesz musiał ukraść trochę czegoś na odkażenie. Żeby to się nie zbrzydziło! – Noc uśmiechał się szeroko. Jego brat będzie miał piękne uszy razem z nim!
Chudy potarł brodę pazurkiem.
– Hmmm – pomyślał chwilę. – W takim razie mak... I chyba aksamitka rozpierzchła... może lepszy będzie dąb szypułkowy... – Zaczął wyliczać na głos. – Wezmę to co będzie i przemycę. Spotkajmy się po południu za obozem, dobra?
– Oh robimy to teraz od razu! Okej! Pewnie! – Już i tak przestają rosnąć w tym wieku. – To ja idę po kości i zmyć Tropiącą Łaskę z dodatkowego treningu. Będę za paręnaście minut! – oznajmił bratu i ruszył w swoją stronę. Oczywiście najpierw odnalazł mentorkę i wymigał się od czegokolwiek co miała zaplanowane.
– Naprawdę nie chcesz iść na dodatkowy trening? To do ciebie niepodobne. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego spode łba.
– Chciałem spędzić trochę czasu z Chudym. Dawno tego nie robiliśmy, zwłaszcza odkąd został uczniem medyka. A teraz ma chwilę… i może ja też mógłbym? – Noc podrapał się po nosie zawstydzony.
– No dobrze. Rozumiem. Możesz iść. Zrobimy wieczorne polowanie jutro. – machnęła łapą. – Idź do brata.
– Dziękuję! – Nocna Łapa uśmiechnął się do mentorki i pobiegł do swojego legowiska. Spod swojego dobrze ułożonego i wypchanego piórami mchu wyjął parę większych kości jakiegoś zwierzęcia. Zanim wniósł je do obozu to umył je w rzece i porządnie wylizał. Nie było już na nich żadnych resztek i zachowały się całkiem przystępnie.
Pochwycił je w pysk i udał się na wyznaczone przez brata miejsce. Gdy się tam stawił Chuda Łapa już na niego czekał.
– Nocna Łapo? – zapytał, jakby dopiero przyszedł. Pewnie tak było.
– Jestem! – odparł do brata, rzucając kości pod ich łapy. – Mam kostki! Masz zioła? Nie mogę się doczekać. Będziemy wyglądać tak epicko!
— Wybierz te kości, które chcesz a ja przeżuję liść i nałożę Ci na ranę. — Szepnął. — Potem ty mi. I weźmiesz ziarno maku. – Chudy uśmiechnął się do brata, a Noc mógł tylko odwzajemnił ten gest.
– O ile będę w ogóle maku potrzebował! – przechwalił się Noc! – Ale zobaczymy. Dobra... Ja chcę te dwie. Jedna pod drugą na tym uchu. Tutaj i tu – pokazał bratu dokładnie gdzie i które kości mu się marzyły. Już nie mógł się doczekać. Był też trochę zaskoczony, że jego brat także chciał się tego podjąć nie tylko na uchu Nocy, ale też na swoim.
– Połóż głowę na ziemi, o najlepiej na tym kamieniu. – Chuda Łapa pokierował swojego brata, który od razu się posłuchał. – Na trzy. – Noc poczuł jak kosteczka delikatnie napiera na jego skórę. – Raz, dwa… TRZY! – i się zaczęło. Noc zagryzł mocno zęby. Ból był... Znośny. Nie było to przyjemne, w żadnym wypadku, ale też nic bardzo strasznego!
– Ha! Jeszcze...jedna. – i poczekał z podniesieniem głowy aż Chudy wbije drugą kość. Ta bolała bardziej ku zdziwieniu czarnego kota. Po nałożeniu ziół wskazał łapą, że to kolej brata! Chudy widocznie się zawahał, odetchnął ciężko i przeszedł z łapy na łapę. Widocznie się bał i miał wątpliwości. Noc zerknął na brata niepewnie
– Słuchaj. A może... ty chcesz wziąć oba nasionka maku przed zrobieniem tego? Bo wyglądasz jakbyś zaraz miał mi tutaj zejść do Puszcz... do ... w każdym razie. – Noc zaproponował braku ziarna łapą. Niby sam miał zjeść jedno i właściwie by nie pogardził, ale jeśli to ma ukoić nerwy jego brata, to jest w stanie się poświęcić i znieść ten kłujący ból. W końcu dla nich wszystko!
Chudy bez słowa pokiwał łebkiem, zjadł mak i po paru chwilach ułożył głowę na kamieniu, dając znać bratu, że jest gotowy. Noc nadal nie był pewien czy Chudy rzeczywiście był gotowy, ale nic do stracenia teraz nie mieli!
– Dobra... To na trzy, jak ze mną. – oznajmił Noc, po czym przymierzył kosteczkę. Specjalnie wziął najostrzejszą, jaka była, aby dziurka była prosta i jak najłagodniejsza do zrobienia. – Raz. Dwa. TRZY! – i wbił kosteczkę zgrabnym ruchem w ucho brata, zaraz od razu potem nakładając przygotowane zioła.
Chudym wstrząsnął nagły dreszcz na tyle silny, że Noc był w stanie dostrzec ruch jego mięśni gołym okiem.
– ARGHHH – wrzasnął po chwili a potem zaczął masować ucho co z pewnością mu nie pomoże. Noc wiedział, żeby nie dotykać swojego. Korciło go to, ze względu jak bardzo go bolało, ale to tylko pogarsza sytuację. – No żesz na naszą matkę!
Kilka oddechów i uderzeń serca później oboje się sobie porządnie przyjrzeli.
– Wyglądasz epicko! – Chudy skomentował.
– Ty też wariacie. Odważny jesteś wiesz! I naprawdę, wyglądamy teraz groźnie! Będziesz odstraszał wszystkie złe choroby samym wyglądem! – Noc zaśmiał się w głos. Cieszył się, że brat mu tu nie zemdlał. – Wylizać cię trochę z krwi, zanim cię Koperek takiego zakrwawionego zobaczy czy wolisz wymknąć się nad skrawek wody? – dodał po sekundzie bez myślenia. Zadbanie o brata stanowiło pierwszą i najważniejszą rzecz na jego liście, patrząc na to, że jego łapy nadal trzęsły się jak królik w norze.
– Wyliżesz mnie? – Chudy brzmiał wręcz błagalnie. – Tak jak kiedyś…
– Oczywiście, że tak. Kładź się, wtul się i brat zrobi całą robotę! – oznajmił wykładając się obok niego i klepiąc ziemię przed sobą. – Jak kiedyś. I jakbyś kiedykolwiek potrzebował to przecież wiesz gdzie mnie znaleźć. Jesteś moim kochanym bratem i dla ciebie mój język jest do usług zawsze!
Chuda Łapa odetchnął i położył się blisko brata wtulając się w jego futro. Noc od razu zabrał się do roboty i zaczął lizać swojego brata i mruczeć głośno, aby go trochę też uspokoić.
– Nie mogłem wymarzyć sobie nikogo lepszego od Was.– Chudy odetchnął ponownie.
Ach... jak miło jest znowu być tak blisko siebie z kochanym bratem. Brakowało jeszcze tylko ciepłego futra Grubego.
– To prawda. Nie ma nikogo lepszego od was. – powiedział między liźnięciami.

<Chuda Łapo?>
[1593 słów]

Od Płomiennego Serca CD. Wzorzystej Dali

Płomienne Serce uśmiechnęła się ciepło, gdy Wzorek stwierdziła, że Psotka jej się nie podoba. Nie kwestionowała tego. Po prostu stwierdziła:
— To nie jest takie łatwe. Kiedyś zrozumiesz, o kogo konkretnie chodzi. Po prostu potrzebujesz czasu.
Szylkretka chyba przyjęła to do wiadomości, bo tylko kiwnęła głową.

***

Później Wzorek znów troszkę się odsunęła. Zaczęła żyć swoim wojowniczym życiem. Zresztą tak jak Płomienne Serce. Ruda kotka polowała, rozmawiała z innymi i oczywiście zajmowała się małymi kociętami, tym bardziej że na świat przyszły jej własne bratanki! Życie płynęło po prostu do przodu, w tej dziwnej rutynie, do której kotka zdążyła się już przyzwyczaić.

***

I tym razem Wzorzysta Dal wróciła do rudej. Tak jak wcześniej usiadła po prostu podczas posiłku tuż obok niej. Płomienne Serce trochę się zaskoczyła na ten gest, ale się nie odezwała. Chciała pozwolić młodszej zacząć rozmowę, ale Wzorek milczała. Kotka zawahała się, nim zapytała:
— Wzorek? Wszystko dobrze?
— Nie wiem… — szylkretka odpowiedziała dopiero po chwili.
Ruda od razu się wyprostowała i spoważniała, zerkając na młodszą.
— Co się stało?
— Po prostu… lepiej by było, gdybym była kocurem.
Płomykówka zamrugała kilka razy i przez moment próbowała połączyć w głowie kropki, ale nie dała rady.
— A dlaczego byłoby lepiej? — zapytała łagodnym głosem. — Czujesz się lepiej, jeśli myślisz, że masz być kocurem?
Wzorek westchnęła, uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
— Właśnie nie… i to jest problem
— Więc dlaczego niby miałoby być lepiej?
— Bo wtedy kotki chciałyby ze mną chodzić.
Ruda westchnęła i pokręciła głową. Oh, jakby chciała, żeby życie było takie łatwe…
— Wzorku, to tak nie działa — uśmiechnęła się słabo. — Tłumaczyłam ci już kiedyś, że kotki czasem lubią kocury, jasne! Ale też czasem lubią kotki, więc nie musisz się zmieniać — zapewniła.
A jednak miała wrażenie, że to jednak nie wszystko, co męczyło młodszą.
— Chodzi o Psotkę?
Wzorek obróciła uszy do tyłu jakby ze zdziwienia, a może nawet trochę oburzenia. Płomykówka od razu pożałowała zadanego pytania.
— Z nią jest inaczej! Nie podoba mi się!
— Dobrze. Okej — ruda spuściła wzrok, bo nie chciała zepsuć tego zaufania, na które i tak musiała zapracować. — Ale nie uważam, aby bycie kocurem coś zmieniło. Musisz po prostu znaleźć tego specjalnego kogoś, kto cię pokocha taką, jaką jesteś.
Wzorzysta Dal już nie odpowiedziała, ale starsza zauważyła w jej oczach, że chyba zrozumiała.
— Będzie dobrze, Wzorek — stwierdziła z uśmiechem.

<Wzorku?>

Od Chudej Łapy do Nocnej Łapy

Nastała piękna Pora Opadających Liści. Chuda Łapa został kilka wschodów słońca temu uczniem medyka i od tamtej pory miał cały czas masę roboty. Roztargniony Koperek nie dawało mu forów, za co w głębi serca bury był wdzięczny, ale właśnie… w głębi. Bo na zewnątrz to się tyle nawywracał oczami, jak dawno mu się nie zdarzyło. Z zapałem zapamiętywał zioła, ale kiedy miał iść po raz piąty dzisiejszego dnia szukać tej samej rośliny, to myślał, że oszaleje. A skąd miał przewidzieć, iż akurat teraz będzie jej tyle potrzeba? No, a oczywiście to ucznia się ganiało, bo medycy pełnoprawni byli zajęci chorymi!
Chuda Łapa latał więc pokracznie między kilkoma miejscówkami, w których mógł znaleźć pajęczynę, potrzebne zioło i liść. Nosił w pyszczku tyle, ile zmieścił, a lepka sieć była przyklejona do jego ciała. Podkradał pajęczynę, kiedy właściciele nie patrzyli. Znaczy, tak myślał, bo nie było wtedy pająka na sieci, więc chyba nie zastawał nikogo w domu? Bo gdyby stanął twarzą w twarz z tym 6-ocznym potworem, to by się chyba obsikał ze strachu.
Pomimo wymagającej pozycji, czuł się spełniony. Mógł siedzieć cały dzień w obozie, a jak wychodził, to żeby zbierać zioła, co dużo bardziej mu odpowiadało od trudnego wojowniczego treningu. Pamięciówka, jaką była sztuka medyczna, okazała się dla Chudej Łapy przeznaczeniem, który posiadał duży mózg i słabe ciało. Kiedy przychodziło do drobnych zabiegów, często leciało mu wszystko z łap, jako że były szczupłe i pokraczne. Uczeń ganił się wtedy w myślach za swoją niekompetencję, jednak sumiennie według wskazówek Koperku próbował znowu. Cały Klan Wilka trafiał teraz w łapki tego oto kocurka, który z naprawdę dziwnym zapałem, niespotykanym u niego dotąd, pogłębiał swoją wiedzę.
Pod koniec dnia padał na krótki ryjek, jednak był z siebie dumny. Nareszcie czuł, że się na coś przydaje, a nie tylko zawadza innym. Może kiedyś doczeka się szacunku wśród Wilczaków? Być może, gdy wykona trudny zabieg, dostanie również lepszą pozycję w społeczności? Na samą myśl o tym wiercił się na mchowym posłaniu z ekscytacji. Może przestanie być bezużyteczny!

~*~

Tak mu mijały dni, tygodnie. Pełne nauki, różnych drobnych robótek. Aż pewnego dnia przyszła do ich legowiska Makowa Iluzja. Ruda kotka nieśmiało wetknęła nosek do medycznej pieczary, z ogonem nisko przy ziemi. Chudy podniósł niebieskie oczy znad segregowanych roślin.
Kotka przyszła wyjaśnić, że użądliła ją pszczoła, przy czym była nieśmiała, zwłaszcza w obliczu gburowatego ucznia medyka. Chuda Łapa z grymasem na pyszczku podszedł do niej i obejrzał miejsce użądlenia. W tym samym czasie wrócił Koperek do legowiska, więc mógł posłuchać diagnozy burego.
— Na obrzęk trzeba było dać… — zawiesił się na sekundę, wzrokiem oblatując leżące nieopodal zioła. — Jeżynę krzewiastą… Co nie?
Gdy dostał aprobatę od mentora, wziął nieco wspomnianego zioła i przygotował papkę, żując je wcześniej. Nałożył na użądlenie.
Gdy było po wszystkim, Chudy miał chwilę wolną. Wyszedł więc z legowiska medyków na obóz, a w jego oczy od razu rzuciło się czarne futro.
— Nocna Łapo! — miauknął nieco zachrypniętym głosem. Powinien napić się wody…
Podszedł do brata, o którego bok się otarł.
— Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! — zaczął, oglądając brata dokładnie. — Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest Pora Opadających Liści i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie?

<Noc?>

[580 słów, trening medyka]

Wyleczeni: Makowa Iluzja