Rano
Ranek ledwie wstał, kiedy Morszczynowy Wąs obudził swoją siostrzenicę i zabrał ją nad wodę. Kazał jej upolować kilka ryb w różnych miejscach przy zbiorniku wodnym. Szafirek podeszła do tego naprawdę bojowo. Domyślała się, dlaczego jej wujek to zlecił, wszak młodsza miała już sporo treningów za sobą i pewnie robił jej test na wojownika. Nareszcie! To dawało jej możliwości, a co za tym szło, była gotowa bronić Kasztanka i każdego innego kota, który by tego potrzebował. Szylkretka podeszła do pierwszego miejsca i zaczekała cierpliwie na pierwszą ofiarę tego dnia. Cały test trwał dość długi czas, ale to dlatego, że ryby były dosyć kapryśne i testowały cierpliwość kocicy. Jednak niebieskooka z determinacją w serduszku czekała. Wierzyła, że jej się uda. Musiało, bo przecież nie mogła pozwolić, by glonojad ją później dręczył, że nie zdała, bo naprawdę rzuciłaby się na niego. Dopilnowała by ten jego ładniusi wygląd ucierpiał dla przykładu od błota czy czegoś tego typu. Ostatecznie kotce udało się upolować wymaganą ilość ryb i powrócić dumnie do Morszczynowego Wąsa. Brat Złocistego Widlika nie odezwał się słowem, a jego pysk nie zdradzał zupełnie nic. Szafirka nie przejęła się tym, chociaż gdyby była tutaj Kropiatkowa Skórka to pewnie by usłyszała jakikolwiek werdykt, pochwałę lub ewentualną informacje o kontynuowaniu treningów. Wzruszyła lekko barkami i wróciła z Morszczynowym Wąsem do obozu. Rozstała się z nim i poszła na bok zamienić kilka słów ze swoją siostrą Lawendą.
***
Urodziwa Łapa spędzała właśnie czas ze swoją siostrą Lawendową Łapą, kiedy Mandarynkowa Gwiazda wskoczyła na miejsce przemów.
— Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by polować, zbiorą się na zebranie klanu! — rozległ się głos liderki. Urodziwa Łapa zastrzygła uszkiem, a następnie spojrzała na siostrę.
— Hej, Lawenda to chyba nasza chwila — wymruczała cicho. Podniosła się, a następnie z siostrą u boku ruszyła do reszty kotów. Usiadły obok siebie, stykając się ze sobą futrami. Mandarynkowa Gwiazda rozejrzała się, a jej wzrok spoczął na dwóch uczennicach.
— Zebraliśmy się dzisiaj, by powitać dwie uczennice w gronie dorosłych kotów — zaczęła srebrna.
— Urodziwa Łapo, Lawendowa Łapo wystąpcie — kontynuowała Mandarynkowa Gwiazda. Urodziwa Łapa wysunęła się od razu, a w ślad za nią podążyła jej siostrzyczka. Szafirek ledwie potrafiła ustać w jednym miejscu. To był ten moment, w którym ponownie będzie dzieliła legowisko z Przypalonym Kasztanem, Liliową Pieśnią czy Ulewnym Szkwałem i jeszcze Lawendą.
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tęuczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam wam ją jako wojowniczkę. Lawendowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — powiedziała Mandarynkowa Gwiazda.
— Obiecuję — miauknęła Lawenda. Uroda czekała z niecierpliwością na to, jakie imię dostanie kotka, bo swojego się domyślała.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojowniczki. Lawendowa Łapo, od dziś będziesz znana jako Lawendowa Rozkosz. Klan Gwiazdy honoruje twoją pilność i uważność, a my witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Nocy — odparła liderka. Starsza kocica zeskoczyła i podeszła do Lawendowej Rozkoszy. Oparła pysk na jej głowie. Lawenda liznęła jej bark. Chwilę później Mandarynkowa Gwiazda powróciła na miejsce i przeniosła wzrok na niebieską.
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tę uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam wam ją jako wojowniczkę. Urodziwa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — powtórzyła po raz kolejny formułkę. Serce szylkretki zabiło szybciej. Podniosła dumnie łebek.
— Obiecuję — wymruczała szczerze, a jej niebieskie oczka lśniły z radości. Zamierzała chronić kodeks i bronić, ale na własnych zasadach w kwestii kilku spraw. Jednak nikt nie musiał o tym wiedzieć.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojowniczki. Urodziwa Łapo, od dziś będziesz znana jako Urodziwy Szafirek. Klan Gwiazdy honoruje twoją determinację i bystrość, a my witamy cię jako pełnoprawną wojowniczkę Klanu Nocy — rozległ się głos przywódczyni. Szafirek musiała się powstrzymać, by nie wyskoczyć w powietrze. Dobrze, że nie miała skrzydeł, bo pewnie by odleciała. Starsza kocica pojawiła się przy niej i wykonała ten sam ruch, co w przypadku Lawendy. Urodziwy Szafirek polizała jej bark. Gdy Mandarynkowa Gwiazda się wycofała, obok Szafirki pojawiła się liliowa wojowniczka.
— Lawendowa Rozkosz! Urodziwy Szafirek! Lawendowa Rozkosz. Urodziwy Szafirek! — rozległo się skandowanie imion dwóch świeżo mianowanych wojowniczek. Od tego momentu Uroda nie była już uczniem, a pełnoprawnym członkiem klanu. Nie było niczego wspanialszego od tego, chociaż nie. Najwspanialszy nadal i tak pozostawał Przypalony Kasztan. Kiedy ceremonia się skończyła, obie kotki przystąpiły do czuwania.
[726 słów]
