BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

11 lipca 2026

Nowi członkowie Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!

Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Egzekucja wykonana przez Oskrzydlonego Ognika
Zasłużenie: Wielokrotne morderstwo, spiskowanie przeciwko klanowi

Odszedł do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd

Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Egzekucja wykonana przez Cyklonowe Oko
Zasłużenie: Wielokrotne morderstwo, spiskowanie przeciwko klanowi

Odeszła do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd

Od Tańcującego Pierza

Zawodzące Echo odrywając spojrzenie od oddalającej się córki, potrząsnął łbem i westchnął. Odchrząknął i uniósł głos.
— Mamy wystarczająco głosów, aby wydać wyrok!
Szumy w tłumie ucichły. Spojrzał po zebranych kotach, po czym wzrok skierował na grupę oskarżonych.
— Pamiętajcie, że decyzja ta została podjęta wspólnie.
Wziął głęboki oddech.
— Zgodnie ze słowami większej części klanu, Tańcujące Pierze oraz Nieustraszony Chomik spotka kara śmierci — oznajmił. Zamilkł na moment, pozwalając informacji dotrzeć do każdego. Po jego grzbiecie przeszedł dreszcz. — Dziki Berberys zostanie wygnany daleko za naszą granicę. Gradobijący Cierń, natomiast... Zostaje skazany na dożywotnią pracę w tunelach pod stałym nadzorem. Liczę, że będzie skłonny do współpracy, abyśmy mogli w przyszłości lepiej wyjaśnić tę sytuację.
Odczekał parę uderzeń serca.
— Co do Rudzikowego Skrzydełka, Zwiewnego Maku oraz Bąbelkowego Plusku — kontynuował — ich również spotka kara w postaci prac w obozie i poza nim, jak i ograniczonej wolności.
Rudy podejrzany wciąż miał rozluźniony tułów, mimo to zmarszczył brwi i zacisnął szczękę. Na jego język cisnęły się różne, niezbyt kulturalne słowa. Zauważył to spojrzenie Gradobijącego Ciernia, który po ujrzeniu szmaragdowego ślepia Pierza odwrócił prędko wzrok. W oczach rudego tliła się furia.
Przegrał?
Tańcujące Pierze przegrał.
— Upiekło ci się jak na mordercę dwóch starszych kotów — Dziki Berberys uśmiechnął się arogancko do brata. — No, no, no... Nie wiedziałem, że uda ci się tak spłakać przed resztą, że łaskawie ci darują życie. A podobno to ja byłem beksą. Szkoda tylko, że wspinasz się po trupach do celu, a potem wycierasz się innymi. Nikt ci nie kazał zabijać, zrobiłeś to sam i to dwa razy.
Cierń spojrzał teraz na brata, który ciskał w niego piorunującym spojrzeniem.
— Berberysie, przykro mi, że tak uważasz i że sam nie żałujesz swojego występku. — odpowiedział cicho kocurowi.
Białorudy zaśmiał się rozbawiony słowami srebrnego.
— Sam byś tego nie żałował, gdyby ciebie nie złapano i nie przeraziła wizja śmierci z łap pobratymców. Czasami trzeba mieć honor, ty go już dawno straciłeś. Pewnie ojciec byłby z ciebie dumny — prychnął rozbawiony, z nietęgiej miny brata. — Całkiem dobrze jak niespełna rozumu mordercę.
— Gradobijący Cierń łga. Mówi to, co się mu nasuwa na język niczym idiota niższej klasy. Kłamać to potrafi, a w nie tylko jednej sprawie — odezwał się Tańcujące Pierze. — Twój braciszek o mało, co nie zabił własnej siostry. Ciebie. Zobacz, do czego może się posunąć taki egoistyczny kot, aby przeżyć, zniżając się do... ale to już nie mój kłopot — odetchnął i uśmiechnął się. — Niech ten klan zgnije z raną, której przez dumę nie chciała pokazać medykowi.
Skinął głową Dzikiemu Berberysowi.
— Owszem, Dziki Berberysie. Gradobijący Cierń jest jak ze skóry zdarty swojego ojczulka. Mówił mi, że chciał go pomścić. Najwyraźniej Świerszczowy Skok na długo nie opuści naszego ukochanego Klanu Burzy, co? — uniósł brew i wyszczerzył ząbki w irytującym uśmieszku. — Jaki ojciec, taki syn. Oboje bezmyślni, ale tylko jeden zachowujący, choć grosz honoru i podziwu. I to na pewno nie ten, co teraz się skulił pod wzrokiem zwykłych kotów — prychnął z pogardą i uniósł podbródek.
— Dobrze byłoby go nazwać po tym wszystkim Świerszczowy Skok. Aby zapamiętał, dla kogo zabił aż dwa koty i mógł zabić jeszcze więcej — wycedził przez zaciśnięte zęby, nie odrywając wzroku od Gradobijącego Ciernia.
Berberys zamruczał rozbawiony na słowa Tańcującego Pierza. Polizał swoje pazury i przeczesał białą kryzę.
Zwrócił wzrok na Berberysa i Pierze.
— Uspokójcie się. Decyzja już zapadła — miauknął, jego głos ostry. Odczekał parę uderzeń serca, po czym ponownie uchylił pysk. — Nim wszyscy się rozejdą, a oskarżeni tymczasowo powrócą do dołów, chciałbym coś ogłosić.
Spojrzał po kotach zebranych w Grocie Pamięci. Z jego pyska można było wyczytać zmęczenie, jak i zmartwienie, ale głowę trzymał wysoko uniesioną.
— W związku z odejściem Króliczej Gwiazdy — zaczął, uciszając tym samym większość szeptów w tłumie — Jestem zobowiązany oficjalnie przejąć rolę przywódcy oraz wyznaczyć nowego zastępcę.
Wziął głęboki oddech, zamrugał, po czym wbił wzrok w jednego z kotów.
— Skrzydlata Płomykówko, wystąp — polecił. Gdy kocica, po chwili zawahania, stanęła przed nim, kontynuował. — Jesteś kompetentną wojowniczką, jak i wytrwałą mentorką, co pokazał trening Ostatniego Pożaru. Dziś wykazałaś się umiejętnością przewodzenia grupie oraz zachowałaś spokój pomimo stresującej sytuacji. Od tej chwili pełnisz rolę mojego zastępcy.
Wysilił się na delikatny uśmiech, po czym zniżył ton głosu.
— Przykro mi z powodu śmierci Twojej matki i partnera — mruknął, słowa skierowane tylko do stojących obok kotów i samej Płomykówki. — Sójczy Błękit odeszła jako szlachetna wojowniczka, broniąc życia innych. Widzę w Tobie to, co tak bardzo szanowałem właśnie w niej.
Prychnął kpiąco na tą wiadomość. Kolejny kot, który doprowadzi w najbliższych księżycach do upadku Klanu Burzy. Gdyby nie Tańcujące Pierze, Zawodzące Echo nadal byłby Zawodzącym Echem; bo co, jeśli Królicza Gwiazda jeszcze na długo by pełnił swoją rolę?
Przyszły przywódca nie poprzestał na nowych informacjach.
— Gdy tylko sytuacja Klanu Burzy się ustabilizuje, odbędę podróż do Księżycowej Sadzawki — kontynuował. — Na razie powinniśmy się skupić na wyżywieniu klanu oraz zajęciu się jego najmłodszymi członkami.
Skinął głową swojej nowej zastępczyni.
— Skrzydlata Płomykówka wyznaczy patrole łowieckie. Trzymajcie się zachodniej części naszego terytorium, tej, której nie dosięgły płomienie; w przeciągu następnych wschodów słońca wysyłane będą również grupy, których celem będzie ocena wielkości strat. Chętnych uczniów oraz wojowników proszę również o zgłoszenie się do Wdzięcznej Firletki, aby w wolnej chwili pomóc jej oraz Łzawej Łapie w odbudowaniu prowizorycznych zapasów ziół, aby mogły zająć się waszymi urazami, jeżeli takowe się pojawiły. Dodatkowo, szczątki Pozłacanej Pszenicy oraz Ognistej Piękności zostaną przygotowane do czuwania, aby później mogły zostać godnie pochowane.
Zamilkł na moment.
— Tańcujące Pierze, Nieustraszony Chomik oraz Dziki Berberys powrócą do dołów, w których spędzili wczorajszą noc — oznajmił. — Tam, pod stałym nadzorem, wyczekiwać będą egzekucji, lub w przypadku Berberysu, odprowadzenia poza granice klanu. Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk zostaną przeniesieni do ślepej odnogi jednego z tuneli prowadzących do Groty Pamięci.

***

Tańcujące Pierze nie spał. Wiercił szmaragdowym okiem w kotach, które niegdyś bez słowa go popierali w morderstwach. Niegdyś byli tak przekonani o jego racji, tak teraz są, jak skruszony lód, bezużyteczni dla niego w każdym, małym aspekcie. Ich obecność w dziurze tylko frustrowała rudego kocura. Zwłaszcza Gradobijącego… nie, jego tu już nie było. Świerszczowy Skok, potomek zawodowego mordercy, teraz się kulił niczym Paskudek i płakał. Co za rozczarowanie. Rudy oczekiwał od niego więcej. Miał nadzieję, że koty dadzą mu nauczkę.
Wszyscy się od niego odwrócili. Lodówkowa Łapa…
Nie. Nie wszyscy. Wciąż miał swojego Bąbla. Bąbelkowy Plusk nie mógłby go porzucić. Nigdy. Miał szczerą nadzieję, że kocurowi uda się pomścić braci.

***

W końcu nadszedł świt i zabrano go wraz z Nieustraszonym Chomikiem na egzekucję. Specjalnie poszli w przeciwne strony, aby podejrzani nie mogli się komunikować ze sobą. Tańcujące Pierze szedł pomiędzy Szakłakiem a Ognikiem. Przeszli dłuższy kawałek terytorium, postanawiając, że zakończą jego udrękę raz na zawsze w pobliżu wody. Pogłos Klanu Burzy miał go uśmiercić, natomiast drugi, nieco dalej gdzieś z boku siedział Burzak, który służył za obstawę, najprawdopodobniej, gdyby Tańcujące Pierze stawiał jakikolwiek opór.
Brat Rudzikowe Skrzydełka przygotował się na szybką śmierć, lecz zanim faktycznie tego dokonał, oskarżony otworzył pysk w celu przemówienia.
— Jak mi ciebie szkoda, Ogniku... — zaczął szeptem, zważając, że niedaleko czaił się irytujący, zmieniający strony jak dwunożni dziwne futra na tylnych łapach, czarny kot o imieniu Szakłak. — Dobrze wiemy, że to ty powinieneś był zostać zastępcą. W końcu jesteś Pogłosem Klanu Burzy... zasługiwałeś na to stanowisko od początku — wymruczał, a na jego pysk wkradł się lekki uśmiech. — Klan Burzy to jeden wielki spisek, Ogniku. Nie zdziwiłbym się, gdyby to wszystko było zaplanowane od początku. Skoro dopiero teraz poleciały te wszystkie... brudy... nie sądzisz, że czekali na ten moment? Może chcieli się nami wysłużyć i zabić niepotrzebne koty? Może od początku byliśmy tylko ich marionetkami... — wtedy powstał na pysku szeroki, niepokojący uśmiech Tańcującego Pierza. Mimo to w oczach nic się nie tliło. Nawet jedna iskra słońca, z którego według legend Nocniaków ogniste futro miało powstać, nie umiała wpaść w jego szmaragdowe ślepia.
Na pysku Ognika pojawił się głęboki smutek.
— Miałeś wielki potencjał, Tańcujące Pierze. Szkoda, że się pospieszyłeś — mruknął z nieodgadnionym wyrazem na pysku i dziwnym błyskiem w oczach. — Wielka szkoda.
Rudy morderca zamknął oczy.
Nagle z jego gardła wyrwał się głęboki, maniakalny śmiech.
— GDY TU WRÓCĘ, BĘDZIECIE MNIE BŁAGAĆ O WYBACZENIE!
I tak o to czarna owieczka zakończyła własny żywot. Nawet śmierć Tańcującego Pierza była szybka.
Białe owieczki w końcu pozbyły się, choć z tej samej rasy, to spaczonego i zawiedzionego przez środowisko wyrzutka w wilczej skórze. Bowiem zimowa owca zawsze będzie dla białych, głupiutkich owieczek tylko zagrożeniem, abominacją. Czymś, co według ich prawa nie powinno istnieć.
Kiedy otworzył szmaragdowe ślepia, nie widział przed sobą zmieszanego Szakłaka i rudego Pogłosu. Spalonych równin i wzgórz też nie było w pobliżu. Zamiast tego obudził się w ciemnym lesie bez ich liściastych koron. Uniósł brwi i wstał. Obejrzał dookoła polanę, na której przed chwilą spoczywał. Gdzie on się znajdował?
— Jesteś teraz w lepszym miejscu, Tańcujące Pierze.
Rozległ się za nim czyjś donośny, męski głos. Zaalarmowany, wysunął pazury i obrócił się szybko w stronę źródła dochodzących słów. We mgle najpierw dostrzegł zieloną parę kocich oczu i ogniste futro. Zdał sobie sprawę, że został otoczony na polanie przez inne istoty. To nie był właściwy Klan Gwiazdy. Mimo to nie czuł lęku.
Uśmiechnął się szeroko, gdy rudy postanowił się zbliżyć do młodego wojownika.
— Witaj w domu… — zaczął, szczerząc żółte kły w uśmiechu.
— W Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd — dokończył z dumą Tańcujące Pierze i skinął mu głową. — Tak. Mój dom zawsze tu należał…
Jego dom od teraz był spowity mrokiem i przesiąknięty krwią tych, którzy go nie zrozumieli.
Ta zimowa owieczka szukała w świecie śmiertelników tylko zrozumienia, miłości. Może jej losy potoczyłyby się inaczej, gdyby ktoś w końcu zaczął się zamartwiać, co się działo w umyśle maluszka w żłobku Klanie Burzy?

Od Migotu CD. Ćmy

Odkąd ta czwórka pojawiła się w żłobku, działali Migotowi na nerwy. Zajęli ich teren i jeszcze cały czas plątali się pod łapy. Jak głupie chwasty! Albo jego ogon, który również często plątał jego łapy. W każdym razie odkąd tylko się pojawili, przynosili same nieszczęścia. A teraz? Teraz te dwie przybłędy komplementowały jego ogon, uszy, oczy... Jakby coś w nie wstąpiło! Migot nie ukrywał zadowolenia z całej tej sytuacji. Wreszcie ten plebs traktował go z należytym szacunkiem. Wreszcie przyjęli do wiadomości, kto rządzi w tym żłobku, ba, kto rządzi też poza nim! Bo przecież jego ojcem był Lśniąca Gwiazda, co od razu robiło z niego kogoś lepszego, kogoś, z kim nie można zadzierać. Jednak gdy kotki zaczęły się oddalać, Migot poczuł się nieswojo. Chciał, by sobie poszły, taki był jego cel, jednak możliwość posiadania małych podwładnych zachęcała go bardziej do kontaktu z Ćmą i Mysikrólikiem.
Wykrzywił pysk w grymas i obrócił lekko głowę. Nie chciał dać po sobie poznać, że kotki ruszyły jego czułą strunę. A tym bardziej nie chciał dać po sobie poznać, że był ciekaw, co tak właściwie knuły.
– Tak! Idźcie sobie, to moja strona! – krzyknął za nimi, czekając na ich reakcje. Te jednak się nie odezwały, tylko spojrzały na niego i kiwnęły głowami. – Nie potrzeba was tu! – kontynuował. W końcu tupnął gniewnie łapą i pobiegł do swojego brata. – Firmament!
– Tak? – zapytał kocurek, odwracając się w stronę Migotu.
– One ze mną na pewno pogrywają... Traktują mnie jak księcia, ale tak bez słowa poszły na drugi koniec żłobka!
Firmament otworzył nieco szerzej oczy, najpewniej nie dowierzając głupoty brata. Po chwili westchnął cicho i spuścił głowę.
– Może po prostu zaakceptowały twoje zasady? – zasugerował.
– Ale wcześniej ich nie przestrzegały! Coś jest nie tak – uparł się niebieski, znów gniewnie tupiąc łapką.
– Nie wiem, o co mogłoby chodzić – powiedział wprost Firmament i wrócił do swoich zajęć. Migot wydał z siebie niezadowolone prychnięcie i znów odwrócił się w stronę Ćmy i jej siostry. Był ciekaw, co knują. Nie ufał im w pełni, głównie przez zasady ojca o nietrzymaniu z nimi kontaktu, jednak w takiej sytuacji czuł, że może złamać te zasady. Oczywiście w imię lepszego dobra! Jego dobra.
Powoli, ale stanowczym krokiem ruszył w stronę Ćmy i Mysikrólika. Starał się nie pokazać po sobie, że trochę obrzydziło go wejście na ich stronę żłobka. Gdy dotarł na miejsce, stanął przed dwójką kotek i spojrzał na nie, starając się wyglądać na kogoś stanowczego.
– Ze względu na to, że pojawiliście się nagle i w takiej ilości – zaczął. – Ustaliłem podział żłobka. Dla mnie i Firmamentu jest jedna strona, dla was druga. I nie chcę byście przekraczały naszą stronę! Już wystarczy, że się pojawiliście bez naszej zgody – stwierdził Migot i znów tupnął łapą.

<Ćmo?>

Od Migotu CD. Lilakowej Łapy

Ta marna kupa futra proponowała mu znajomość! Jemu! Migot był zdumiony, jak w ogóle przyszło jej to do głowy. Nie dość, że w klanie nie była nikim, to jeszcze nawet do niego nie należała! Głupia przybłęda... Jednak zanim Migot zdążył wyrazić swoje wielkie niezadowolenie z zaistniałej sytuacji, w jego głowie pojawiła się inna myśl. W końcu Lilakowa Łapa była uczennicą, starszą od niego, mogącą przekazać mu najważniejsze informacje dotyczące treningu. Ktoś taki bardzo by mu się przydał, zwłaszcza przed jego mianowaniem, a później? Później Lilakowa Łapa zwyczajnie mogłaby być jego małą "pomocnicą" czy inaczej mówiąc służącą. A skoro już teraz mu pomogła, dlaczego by nie pociągnąć tego dalej?
– Może bym chciał. Jednak zależy to od tego, czy wyjdę cało z tej kryjówki – stwierdził i spojrzał na Lilakową Łapę. Liczył na to, że kotka się zgodzi. Wyglądała ufnie. A gdy na jej pysku zagościł zdeterminowany uśmiech, Migot stał się tylko pewniejszy w swoich przypuszczeniach.
 
***
 
Nie minęło sporo czasu, a kociak został znaleziony. Jagnięcy Ukłon stała nad nim i Lilakową Łapą, wraz z głupią Jastrzębi Zew zamiast jego matki. Migot nie mógł odgadnąć wyrazu ich pysków. Jedno było pewne — on na pewno nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji.
– To moja wina, szukałam towarzystwa i tak jakoś wyszło – powiedziała nagle uczennica i podeszła krok do przodu. Migot spojrzał na nią lekko zdziwiony. Nie słuchał jej kolejnych słów. Dla niego liczył się tylko fakt, że kotka wzięła na siebie całą winę. No, może nie całą, ale przynajmniej kryjówki. I zrobiła to dla niego! Chwilę później uśmiech zagościł na jego pysku. Chyba naprawdę w przyszłości warto było pozadawać się z Lilakową Łapą.
 
***
 
Słuchał historii ojca z zaciekawieniem, jednak nie spoglądając na jego pysk. Mimo niewiedzy Lśniącej Gwiazdy o sytuacji z medykiem Migot wyobrażał sobie, jak byłby on rozczarowany. I chociaż on sam nie uważał tego za nic moralnie wątpliwego, Lśniąca Gwiazda mógł uznać to za coś innego. Przecież sam był takim wspaniałym kotem, który podążał za Klanem Gwiazdy! Czy Klan Gwiazdy w takim razie uważał zachowanie Migotu za złe? "Oczywiście, że nie!" – przeszło mu przez myśl. – "Przecież jestem wspaniałym synem, a sytuacja u medyka była spowodowana zabraniem mnie bez mojej zgody gdzieś, gdzie nie chciałem." – stwierdził. Bo przecież nie mógł zrobić nic złego, kiedy jego intencją była tylko ucieczka do bezpiecznego żłobka. Jeszcze Truskawkowe Pole by się zmartwiła, że go nie ma... To na pewno by się nie wydarzyło. Truskawkowe Pole najpewniej nie zauważyłaby jego nieobecności. A nawet gdyby, to możliwe, że byłaby szczęśliwa, skoro i tak tak często nie było jej w żłobku.
Gdy Migot myślami wrócił do historii opowiadanej przez ojca, Lśniąca Gwiazda już kończył. Chwilę później lider wyszedł z legowiska, zostawiając ich samych. A nim kociak zdążył się z nim pożegnać, poczuł porządne burczenie w brzuchu, które zatrzymało go na miejscu.
Rozejrzał się po żłobku. Każdy był zajęty sobą, ale co ważniejsze, nie było nigdzie świeżej zwierzyny! A nikt z dorosłych niby opiekunów nie robił sobie wiele z jego narzekań. Dlatego po czasie sam uznał, że uda się po jakiś posiłek.
Wyszedł ze żłobka, pewnym krokiem kierując się w stronę stosu ze zwierzyną. Po drodze jak zwykle wchodził każdemu pod łapy, wyjątkiem jednak okazała się Lilakowa Łapa, która zwyczajnie była za niska, by kocur mógł tak jej przeszkodzić.

<Lilakowa Łapo? Co mi przeszkadzasz w drodze po posiłek?>

Od Modrogończyka

Modrogończyk przeskakiwał z kwiatka na kwiatek, starając się dotrzeć, jak najszybciej do Płaczącej Wierzby. Z kocięcą radością poruszał swoimi motylymi skrzydłami wyrastającymi po bokach, a z jego pyska nie schodził uśmiech.
"Mama i Psianka mi nie uwierzą".
Kocur wiedział, że jeśli opowie kocicom o tym, jak fruwał nad kwiecistą polaną, te będą go w ciszy słuchać i rozmarzone kiwać głowami na boki, starając się zwizualizować to, co opowiadał im z przejęciem brązowy kocurek. Żałował, że nie może ich wciągnąć do swojego snu. A może mógłby? Może znalazłby sposób, aby wspólnie śnić sny i spędzać czas z bliskimi również w świecie fantazji?
Zatrzymał się gwałtownie, pojmując, że jego ścieżka z kwiatów się urwała. Niepewnie zerknął w dół, spoglądając na zdeptane kwiaty. Modrogończyk poczuł złość na coś lub właściwie na kogoś, kto nie miał szacunku do roślin. Nawet uzdrowiciele nie mogliby wykorzystać tych roślin! Po prostu zwiędną.
Zsunął się ostrożnie z płatka rumianka. Zataczając kręgi, rozsypywał wokół siebie kwiatowy pyłek, aż w końcu wylądował na ziemistym podłożu. Gdy tylko jego łapy dotknęły zbitej masy, a skrzydła przestały się poruszać, osiadający na ziemi pyłek ponownie wzbił się w powietrze na ułamek sekundy. Jego część wylądowała na pysku kocura, sprawiając, że ten kichnął.
Resztę drogi do Płaczącej Wierzby przeszedł pieszo. Szedł wzdłuż ścieżki stworzonej przez połamane dmuchawce. Ich nasiona wirowały na wietrze, kręcąc się to góra, to dół, to wokół własnej osi. W oddali gałęzie wierzby powiewały na wietrze, a korony drzew takich jak topole, dęby i kasztanowce, szumiąc, wygrywały cichą melodię.
– Wszechmatko. Pani Wszechmatko – miauknął, wpatrując się w dziuplę, w której powinien się znajdować wspomniany boski byt. Kocurek wiedział, że Wszechmatka była bezcielesną postacią, manifestującą się w naturze, jednak w snach czasami próbował sobie wyobrazić jej wygląd. A umysł często płatał mi figlę i sprawiał, że Wszechmatka pojawiała się przed nim raz pod postacią białego kwiatu, a innym razem pod postacią motyla monarchy. Wtedy wspólnie pod postacią motyli fruwali nad łąką i rozmawiali o życiu w Owocowym Lesie.
Odpowiedziała mu cisza. Minęło parę uderzeń serca, które Modrogończyk z trudem zniósł. Zamiast znajomego damskiego głosu, do uszu młodego szamana dotarł odgłos trzasku. Nie był to jednak trzask gałęzi. Był podobny, lecz się różnił. Zaniepokojony poruszył nosem i cofnął się o krok, obawiając się tego, co skrywa się w dziupli.
Czerwone ślepia wpatrywały się w Gońca, a sam kocurek nie był w stanie odwrócić spojrzenia od białego, puchatego króliczka. Małe stworzenie opierając się na swych przednich łapkach, wyślizgnęło się z dziupli i pędem przemknęło tuż obok Modrogończyka, o mało co, nie taranując go.
Kocurek, nie kryjąc zaskoczenia, przez dłuższą chwilę wpatrywał się w kierunku, w którym pognał królik. W końcu jednak przeniósł spojrzenie na Płaczącą Wierzbę, starając się zrozumieć to, co chciała mu przekazać Wszechmatka.
Królik. Co oznaczał królik? W jego śnie po raz pierwszy pojawiło się to stworzenie. W dodatku gnało gdzieś przed siebie, nie racząc obejrzeć się do tyłu, za siebie. Czyżby przed czymś uciekało? Czymś, co kryło się we wnętrzu Płaczącej Wierzby?
Z wnętrza drzewo ponownie rozległ się trzask. Tym razem zamiast kolejnego królika, w dziupli mignęło coś, co kształtem przypominało lisa, lecz nim nie było. Modrogończyk po raz pierwszy w trakcie snu się zląkł.
"Na Wszechmatkę, cóż to jest?!"
Poruszył nerwowo skrzydłami, wzbijając się w powietrze. Pragnął znaleźć się od Płaczącej Wierzby, jak najdalej, jednak coś, jakaś niewidzialna siła, kazała mu zostać i obserwować. Z trudem był w stanie odwrócić swój mały łebek, a tym bardziej spojrzenie, które stało się szkliste, powodując, że obraz tuż przed nim stał się rozmazany.
Brudna masa w kształcie lisa, zmieszana z gałęziami i liśćmi, poruszyła się niezgrabnie, węsząc w powietrzu. Coś mignęło w jej wnętrzu. Coś jakby oczy. Oczy, które spoglądały z wrogością na Modrogończyka.
I nim kocurek zdążył zareagować, masa zbliżyła się do niego na wystarczająco odległość, aby pochwycić go w całości swoją paszczą.

~ ~  ~

Obudził się, zlany potem, próbując unormować swój oddech. Miał nadzieję, że nie krzyknął przez sen i nie obudził pozostałych mieszkańców lecznicy. Niepewnie zerknął w kierunku Purchawki, powoli przenosząc spojrzenie na Mistral oraz Gołąbka. Na szczęście cała trójka spała i nie zarejestrowała wybudzenia się ze snu brązowego kocurka.
Modrogończyk po cichu podniósł się ze swojego posłania, po czym równie cicho pokonał dzielącą odległość legowiska Purchawki. Jak małe kocie, wślizgnął się na posłanie matki i wtulił się w jej krótką szorstką sierść.

~ ~ ~

Purchawka była zaskoczona, gdy po wybudzeniu zorientowała się, że ten domniemany kamyk uwierający ją w bok wcale nie był kamykiem, ale jej synem.
– Miałem zły sen… Koszmar – jęknął Gończyk, po czym zaczął streszczać matce sen, mając nadzieję, że z pomocą kocicy uda mu się go zinterpretować.
Czyżby Wszechmatka chciała mu coś przekazać? Czyżby chodziło o atak lisa w najbliższym czasie? Jednak nastała pora nagich drzew, a w Owocowym Lesie nie było przecież tylu królików, co na terenach należących do jego ojca, Zawodzącego Echo.
Czyżby ten sen dotyczył Klanu Burzy? Czyżby to właśnie tam miało dojść do tragedii, udziałem lisów, a Modrogończyk, jak przystało na spoiwo, miał szansę zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim w klanie?
– Mmmmm – zamruczała matka, zamyślając się, po czym przeniosła spojrzenie na wejście lecznicy, w którym dostrzegła Pszczółkę. Kotka poskarżyła się na ból głowy i uczucie słabości. – Chodź. Coś poradzimy.
Kotka poleciła kocurowi pozostać na miejscu, nie racząc skorzystać, jego pomocy przy leczeniu dolegliwości Pszczółki. Po chwili powróciła do niego i podała mu zioła, dzięki którym mógł zapomnieć o sennych marach. Ale czy powinien? Skinął matce w podzięce, po czym złapał zioło zębami i przeżuł je.
– Spróbuj na razie sam zinterpretować sen, a ja zaraz do ciebie wrócę.

[trening szamana – 909 słów]


Wyleczeni: Pszczółka

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

Przeszłość, kontynuacja wydarzeń

Serce Krokusowej Kruchości zabiło szybciej, gdy rudy kocur wyznał, że upolował specjalnie dla niej zająca. A żeby tego było mało, już po chwili zaprosił ją na wieczorny spacer tylko we dwoje. Nieco zawstydzona, acz szczęśliwa, przystała na propozycję, delikatnie kiwając głową i posyłając uśmiech towarzyszowi, którego skrycie darzyła ogromnym uczuciem.
– Dziękuję, Dziki Berberysie. Dawno nie widziałam tak pięknej zdobyczy – zamruczała, przyglądając się szarakowi, który został jej sprezentowany. Ponownie przeniosła wzrok na Dzikiego Berberysa, a dokładniej jego błękitne oczy, wyglądające jak bezchmurne niebo. A może lepszym określeniem byłoby spokojny ocean? Nie potrafiła zliczyć, ile razy tonęła, wpatrując się w jego oczy. – To dla mnie dużo znaczy. Naprawdę... – urwała. Czy powinna tak dużo mówić? Do niedawna podczas rozmów z kocurem w odpowiedzi jedynie potakiwała głową lub kręciła nią. Może mogła mu ta zmiana nie odpowiadać?
Uśmiech na pysku kocura utwierdził ją w przekonaniu, że była w błędzie. Kocur ponownie pochwycił szaraka, którego wspólnie mieli zjeść, gdy znajdą dogodne miejsce na obserwację nocnego nieba. Delikatnie ujął swym ogonem szylkretowy ogon kotki, tak jak dżentelmen ma w zwyczaju delikatnie chwytać dłoń damy i wspólnie skierowali się w kierunku wyjścia. Gdy już nieco oddalili się od obozu, a na granatowym niebie pojawiały się pierwsze migoczące punkciki, Krokusowa Kruchość delikatnie oparła głowę o bark kocura.

~ ~ ~

Ich nocne schadzki, o których najprawdopodobniej wiedział każdy Burzak, stały się niemalże codziennością. Początkowo Krokusowa Kruchość obawiała się reakcji pobratymców, a jeszcze bardziej możliwych plotek dotyczącej ich dwójki, w końcu oficjalnie nie byli parą, jednak, gdy nastawała pora ich spotkania, a tuż przed nią pojawiał się rudo-biały kocur o błękitnych oczach, wszystkie jej troski w jednej chwili znikały, a świat pomimo otaczającego ich mroku nabierał koloru. Wiedziała, że mama oraz Srebrzysta Równonoc były im przychylne i nie miałyby nic przeciwko, gdyby ich wspólne nocne spacery zamieniły się w coś więcej. A mianowicie partnerstwo. Jednak Krokusowa Kruchość nie była pewna, czy rodzeństwo i dalsza rodzina kocura nie mają nic przeciwko ich spotkaniu i rozwojowi relacji.
– Dzięki tobie jestem szczęśliwa – zamruczała, obserwując gwieździste niebo. Oparła się o kocura i przymknęła oczy. Może wcale nie musieli być partnerami? Po prostu wystarczyło, że mogli razem spędzać czas, tak jak robili to dotychczas. Tylko tyle i aż tyle. – Jesteś moim słońcem, Dziki Berberysie.

~ ~ ~
Kilka dni przed pożarem

Krokusowa Kruchość ostatnio nie miała okazji złapać Dzikiego Berberysa w ciągu dnia, nie wspominając o zamienieniu z nim paru zdań. Zawodzące Echo rzadko wyznaczał ich do tego samego patrolu, być może uznając, że potrzebują od siebie przerwy, chociaż bura kotka wątpiła, aby zastępca chciał im zrobić na złość - wiedziała, że między nią a kocurem, którego szczerze kochała, była przeogromna przepaść, jeśli chodziło o umiejętności oraz predyspozycje do zadań. Krokus z niechęcią godziła się na te chwile rozłąki, znajdując pocieszenie w oczekiwaniu na nadejście zmierzchu.
Odprowadziła spojrzeniem do wyjścia Dzikiego Berberysa, Małą Bazię, Ostatni Pożar oraz Złotą Wydmę, życząc rudemu w myślach pomyślnych łowów.
– ...owa Kruchości. Krokusowa Kruchości. – Z zamyślenia została wyrwana przez głos Śniącego Obserwatora. Gdy zielone oczęta spoczęły na przewodniku, kocur cofnął łapę i odchrząknął. – Znasz się na kwiatach, jak mało który kot. Czy zechciałabyś mi pomóc w zebraniu ich i udekorowaniu nimi posłania?

~ ~ ~
Tymczasem w Łapkowie, podczas posiedzenia całego klanu w Grocie Pamięci

Krokusowa Kruchość leżała zwinięta w kłębek na prowizorycznym posłaniu. Ból w klatce piersiowej nie ustał, a wręcz wzmagał się z każdym kolejnym zaczerpnięciem powietrza przez kotkę. Była pewna, że ból jest tymczasowy i minie. Próbowała zrzucić odpowiedzialność za złe samopoczucie na dym, którego się nawdychała podczas ucieczki, jak i stres, którego doświadczyła w Grocie Pamięci. Jednak dobrze się stało, że matka zabrała ją do Łapkowa. Pomimo że stawiała opór, poczuła ulgę, gdy nie słyszała rozmów dochodzących z głównego pomieszczenia.
– Tato... Gwiezdni Przodkowie... Królicza Gwiazdo... proszę was... błagam...
Jeszcze nigdy z tak gorliwie nie modliła się do przodków znajdujących się na Srebrzystej Skórze, prosząc, żeby zmarli nie pozwolili ich rozdzielić. Nie chciała dopuścić, aby kolejny raz koty przelały krew, tym razem winnych śmierci pobratymców i spisku. Nie chciała, aby Dziki Berberys został wygnany. Jednak jej głos był zbyt cichy, a ona sama zbyt słaba, aby stanąć naprzeciw kotom, pragnących sprawiedliwości.
Wzdrygnęła się pod dotykiem matczynego ogona. Słodka Dziewanna starała się uspokoić córkę, lecz na próżno. Krokus skuliła się mocniej, odtrącając ogon matki, pozwalając, aby jej myśli zalał mrok.

~ ~ ~

Matka zabroniła jej udać się do dołów, w których przebywał Dziki Berberys wraz z oczekującymi na dzień egzekucji Nieustraszonym Chomikiem i Tańcującym Pierzem. Również zabroniła jej być obecną przy egzekucji dwójki z wymienionych. Krokusowa Kruchość bez słowa przytaknęła, ledwo trzymając się na łapach. Jakby jeszcze sama pragnęła widzieć, jak kolejne koty są mordowane z łap pobratymców. Srebrzysta Równonoc podtrzymywała swoją siostrę, cichutko mrucząc uspokajającą kołysankę.
– Tak mi przykro, Krokus – Polizała siostrę po łebku, po czym wróciła do kontynuowania nucenia melodii. – Dziki Berberys nie był ciebie wart.
– Ależ był... jest... on wciąż tu jest – rozpłakała się, chowając głowę w szyi siostry. – Żyje. Będzie żył...
"Będzie żył, ale nie będzie go w moim życiu"
Rudemu kocurowi darowano życie, podobnie jak jego bratu. Niestety, decyzją większości członków Klanu Burzy zadecydowano o jego wygnaniu. Krokusowa Kruchość była gotowa poręczyć za rudego, chcąc zapewnić wszystkich, że będzie pilnowała kocura, aby nie zmarnował danej mu szansy życia, aby mógł pozostać w Klanie Burzy. W końcu pokochał ją, spędzał z nią czas, a była kimś gorszym niż zdaniem spiskowców, leniwy Królicza Gwiazda, którego rządy uznawali za złe. Jednak jej głos był niczym wśród głosu tłumu.
Dlaczego Gradobijący Cierń mógł pozostać w klanie? To nie było sprawiedliwe. Skoro on mógł pozostać, to dlaczego nie Dziki Berberys. Dlaczego nie kocur, którego kochała i nie wyobrażała sobie życia bez jego obecności u jej boku.
– Będzie żył. I będzie daleko od Klanu Burzy. Już więcej nikogo nie skrzywdzi. A na pewno nie ciebie.
Krokusowa Kruchość przymknęła oczy. Ile by dała, aby ostatni raz spojrzeć w pysk kocurowi. Porozmawiać z nim, zapytać go na spokojnie, dlaczego zdecydował się zaprzepaścić swoją przyszłość. Ich przyszłość.
Matka miała rację. Dobrze się stało, że nie byli oficjalnymi partnerami i nie mieli potomstwa. Krokus nie miałaby serca skazywać niczego niewinnych kociąt na krzywe spojrzenia, tylko przez fakt pokrewieństwa z kotem, który został wygnany, nawet jeśli wciąż szczerze darzyła go uczuciem. Ona sama była w stanie znieść krzywe spojrzenia kotów, gdy wyznała przy wszystkich, że kocha Dzikiego Berberysa i chce znaleźć inne rozwiązanie sytuacji, niż egzekucja czy wygnanie. W ich oczach otrzymała już łatkę. Szalonej słabej kotki, która pokochała mordercę i była gotowa go bronić, nawet pomimo przyjęcia przez niego kary.
– Srebrzysta Równonocy... bardzo mnie boli, o tutaj – miauknęła, wskazując serce. – Pomożesz mi dotrzeć do Wdzięcznej Firletki?
– Nie. Ty tu zostań, a ja po nią pójdę.
Krokusowa Kruchość przytaknęła. Jednak nie miała zamiaru posłuchać siostry. Gdy kocica oddaliła się, w celu odszukania medyczki lub syna Zawodzącego Echo, buraska powoli skierowała się w stronę dołów. Widziała, że więźniowie są pod stałą obserwacją. Mimo to musiała zobaczyć kocura, chociażby ten ostatni raz, nim pobratymcy ich rozdzielą.
Gdy ktoś ją pytał, dokąd zmierza, kłamała, mówiąc, że pomaga medykom przy zbieraniu medykamentów. Pomimo bólu w klatce piersiowej, jak i gorzkiego uśmiechu na pysku, szła na spotkanie z ukochanym.


<Berberys? zamiast kochającej żonki i trójki dzieci wolałeś spiski :( >

Od Cienistej Zjawy (Ifryta)

Cienista Zjawa został wprowadzony do azylu samotników, którym były przewrócona beczka oraz paleta wśród wału ziemi. Nie widział, jak daleko znajdowali się od terenów Klanu Wilka, jednak, sądząc po dochodzących z oddali odgłosach potworów, wiedział, że znajdują się gdzieś blisko Drogi Grzmotu lub terenów, na których żyli Dwunożni. Jak będzie się lepiej czuł, rozejrzy się po okolicy, aby się upewnić, czy przypadkiem się kiedyś nie zapuścił tutaj podczas polowania.
Zrzucony z grzbietu Smoły wylądował na starych, pobrudzonych strzępach przeróżnych materiałów, tuż przed czarnymi łapami złotookiej kocicy.
– Kto to jest?
– Cień czy też Zjawa. Pochodzi z klanów i posiada dwuczłonowe imię. Pracujemy nad jego skróconą wersją. Od dzisiaj będzie z nami mieszkał – zamruczał Pałka. – A to jest Skierka, nasza uzdrowicielka, o której ci wspomniałem – tym razem zwrócił się do Cienistej Zjawy, który, nie kryjąc zdziwienia, wykorzystaniem tak niewielkiej powierzchni rozglądał się po wnętrzu beczki.
– Słucham?! – Kocica się zjeżyła. – Nie ma mowy, klanowy kot nie będzie ze mną żył pod jednym dachem. Tym bardziej nie zamierzam na niego marnować swoich ziół! Wybij sobie to z głowy, Pałko. N-I-E!
– Phi. Jakbym to ja chciał z wami mieszkać – prychnął Cienista Zjawa, podnosząc się do siadu, uważając , aby barkiem niczego nie pozrzucać z półek – Te dwa patałachy naruszyły granicę mego klanu, zranili, lecz zamiast zabić, przyprowdzili mnie tutaj, mówiąc, że zajmie się mną urocza uzdrowicielka. Nie widzę jej… Auć! – Już miał się rozejrzeć dookoła, gdy nagle nie stąd, nie zowąd coś dziabnęło go w końcówkę ogona. Malutka postać przemknęła w cieniu, między stosem patyków, by chwilę później stanąć w miejscu, gdzie padało światło przez otwory w beczce.
"Parszywy szczur..."
Czarno-biała koteczka o złotych oczach spoglądała z nadąsaną miną na pacjenta matki.
– Mama jest najbardziej uroczą uzdrowicielką na całym świecie! A ty masz pchły i śmierdzisz lisią kupą! – Kocię nastroszyło się, wyginając grzbiet w łuk.
– Masz pchły? – spytał Pałka, zerkając na burego kocura, który mordował spojrzeniem całe to towarzystwo, po czym zbliżył się do koteczki. – Wiesz co Sroczko, nie ładnie mówić drugiemu kotu, że ma pchły. Tym bardziej, jeśli ich nie ma. Spójrz. Jego sierść wydaje się być zadbana, a w dodatku pachnie lasem iglastym, a nie lisimi odchodami. Powąchaj.
Kocięca ciekawość wygrała. Córka uzdrowicielki powoli zbliżyła się w kierunku Cienistej Zjawy, poruszając przy tym swym małym noskiem, co wyglądało całkiem zabawnie. Bury kocur, stłumił parsknięcie.
– Nie zbliżaj się do niego! Sroka! – krzyknęła kocica. Kocię posłusznie cofnęło się i potulnie zwiesiło łebek. – Smoła, zabierz ją na zewnątrz i pilnuj jej jak oka w głowie.
Czarnofutry wraz z kocięciem opuścił beczkę. Uzdrowicielka odczekała parę uderzeń serca, po czym zbliżyła się do czekoladowego kocura i uderzyła go w pysk.
"Pięknie. Pozabijajcie się wszyscy nawzajem, a ja zabiorę wasze truchła do Klanu Wilka i ogłoszę, że sam was wszystkich pokonałem. Może dzięki temu zostanę Mistrzem, jak Pomrok i Słota."
Właśnie, Nadciągający Pomrok i Ognista Słota. Cętkowany Tęgosz. I Zalotna Gwiazda. Czy zorientowali się, że zaginąłem, a właściwie zostałem uprowadzony? Zmartwiła ich moja nieobecność? Kocur przeklął pod nosem, że nie będzie miał szansy odwiedzić swoją siostrę w kociarni i ponabijać się z jej kociąt, jeśli któreś z nich okazałoby się być nieco wadliwe, jak Garbata Łapa.

~ ~ ~

– Łatwiej byłoby ci z kikutem – mruknęła Skierka, podczas zmieniania opatrunku. Jej nastawienie względem Cienistej Zjawy się ociepliło, jednak wciąż pozostawała czujna, czy to na słowa, które opuszczały pysk kocura, czy na gesty, nawet te najmniejsze.
Bury kocur prychnął, nie zgadzając się z sugestią kocicy. Amputacja łapy była ostatnią rzeczą, jakiej mógł pragnąć. Nie miał zamiaru zostawać kaleką, chociaż już nią był, jakby nie patrzeć. Jeśli wierzyć słowom tej czarnej szarlatanki, jego tylna łapa była słabsza, w dodatku od urodzenia. A urazy, których doświadczył w ciągu swojego życia, doprowadziły ją do takiego stanu, że aktualnie ledwo była w stanie oprzeć się na niej swój ciężar. Podczas ćwiczeń poza beczką zamiast normalnie się poruszać, powłuczał łapą, tworząc zygzaki na śniegu.
Tylko gdyby to była prawda, Cisowe Tchnienie na pewno by to odkryła, prawda? No tylko jeszcze wcześniej musiałby udać się do niej na wizytę, a nie w pośpiechu poprosić ją lub młodszych medyków, o coś na ból i wierzyć, że "do wesela się zagoi".
– Jesteś głupia. Jednak nie jesteś aż tak głupia, jak sądziłem. Gdzie zdobyłaś tę wiedzę... Przyznaj się, pochodzisz z jakiegoś klanu. Zgadując po barwie twego futra i odległości od moich rodzimych stron... Klan Nocy albo Klan Klifu. – Z zainteresowaniem przyglądał się kocicy, zastanawiając się, czy może nie widział wśród tłumu na zgromadzeniu tych złotawych oczu. Nie, jeśli faktycznie pochodziła z klanu, na pewno by ją zapamiętał. – Słuchaj, wiem, że jesteś w bliskiej relacji z tą dwójką oszołomów i najwidoczniej odpowiada ci życie w tym ustrojstwie... Ale powiedz. Nie chciałabyś czegoś więcej od życia? Oprócz łatania tych samych gęb, a od czasu do czasu przybłęd. Być kimś szanowanym, przysłużyć się większemu celowi. Jeśli nie chciałabyś takiego życia dla siebie, to może chciałbyś dla swojej córki? – Przeniósł spojrzenie na drzemiącą na ścierce koteczkę. Mała zadziora miała predyspozycje do stania się kotem godnym zasilenia szeregi nie tyle co Klanu Wilka, co również Kultu. Podobnie jak jej matka. Mógł poprosić swoje siostry oraz Cisowe Tchnienie, aby zadbały o indoktrynację samotniczek, z którą raczej nie miałyby problemu.
Skierka przeniosła spojrzenie na swoją córkę. Wydawać się mogło, że walczy z myślami i zwleka z odpowiedzią. Czy po rekonwalescencji wilczaka zechce powrócić razem z nim do Klanu Wilka? Tuż po tym, jak Cień odpłaci się pięknym za nadobne Pałce i Smole, pozbywając się tych głupich uśmiechów z ich głupich pysków.
Ciszę przerwał smutny ton jej głosu.
– Klany wystarczająco mi już odebrały.

Od Ognikowej Słoty

Na terenach Klanu Wilka zagościła wyjątkowo lodowata Pora Nagich Drzew. Liczba patroli musiała zostać ograniczona ze względu na częste śnieżyce, a sterta zwierzyny zmniejszyła się przynajmniej o parę zdobyczy. Młodsi wraz z wojownikami zajmowali się odśnieżaniem legowisk po nocach z temperaturą nieschodzącą z ujemnych liczb, a starsi skarżyli się na doskwierający ból stawów i głowy ze względu na nagłą zmianę. Uczniowie zadbali o to, żeby legowiska w kociarni były wyścielone gęstym pierzem ptaków, a także resztą ściółki nieprzepuszczającej chłodów tak łatwo. Jakby tego było mało – sama karmicielka miała do zaoferowania półdługą sierść do ogrzewania malców, które lada moment miały przyjść na świat, dlatego miała pewność, że będą zaopiekowane. Zastanawiała się, jak bardzo odmienne teraz jej życie będzie. Odkąd zadomowiła się w kociarni, miała mało okazji ku temu, żeby porządnie zmęczyć łapy. Może wyszła z wprawy? Czy gdyby stanęła teraz do walki z tamtą kotką z Klanu Burzy, czy nadal byłaby na wygranej pozycji? Tak, nawet teraz, bez dwóch zdań. Tamta kocica była wyjątkowo żałosna.
Jej brzuch stał się obrzmiały, a sama ostatnio przyuważyła u siebie pewne zmiany. Nerwy puszczały jej dużo szybciej, czuła nierzadko nudności i w dodatku miewała problemy ze snem, a nie wolno było jej pobierać maku od medyków. Stała się wybredna i jeśli położono przed nią cokolwiek innego niż zając lub królik, wyładowywała własną frustrację na uczniach, pierwszą ofiarą tego był biedny Blednąca Łapa, ale szylkretce wcale nie było go szkoda. Parę nieprzyjemnych słówek nie zrobi mu na pewno różnicy. Zioła w celu lepszego wypoczynku mogłyby zaszkodzić kociętom, a tego nikt nie chciał. Miały ogromny potencjał, jako wnuki Zalotnej Gwiazdy i dzieci Ognikowej Słoty. Już na samym starcie ich życie miało być dużo łatwiejsze niż dla innych Wilczaków ze względu na przywileje i dobrą reputację rodziny w klanie. Dlatego już przedwczesne zmarnowanie takiej nadziei byłoby bez sensu, szczególnie po specjalnym pofatygowaniu się, żeby znaleźć im jak najlepszego ojca.
Ognikowa Słota odpoczywała wygodnie w legowisku, nieopodal chrapał Tęcza, ułożony tak, jakby złamano mu kręgosłup. Szylkretka przymknęła ślepia na jakiś czas, czując obejmującą ją senność. Las spowijała noc, kilka gwiazd przeświecało między gęstymi, gołębimi chmurami, ale księżyca ani nawet jego chłodnego blasku nie było widać. Wilczaczce nie robiło to różnicy – może poza tym, że nie musiała przekręcać się w swoim łożu, żeby jej nie raziło po oczach. Odkąd Szalej, obecnie Blednąca Łapa, został mianowany, kremus wydawał się dość samotny, chociaż miał towarzystwo Bielinki, co prawda dużo starszej od niego, aczkolwiek musiał się tym zadowolić, przynajmniej na razie.
Nagle dotarły do niej spazmy. Ostre bóle brzucha przegoniły wszelką senność, jaka mogła towarzyszyć kocicy jeszcze parę uderzeń serca temu. Wysunęła pazury, wbijając je w posłanie pod sobą i mrużąc lekko oczy. Wydała z siebie stłumiony jęk. Tuż obok niej podniosła się ruda główka, która szybko pojęła, co miało miejsce i już po paru uderzeniach serca nieopodal znalazł się przynajmniej jeden medyk, wybudzony z upragnionego snu. Mistrzyni nie przypatrywała im się nadto, dlatego też nie skupiła się nad tym, kto konkretnie złożył jej wizytę. Teraz najważniejsze było jednak, żeby poród przeszedł pomyślnie i bez większych komplikacji. Potężne wstrząsy bólu przeszły przez jej brzuch, gdy wierciła się w swoim łożu. Wiedziała, że jej kocięta były już gotowe, by przyjść na świat. Przez ostatnie dni niezwykle dawały jej popalić, kopiąc ją w brzuch i nawet jeśli przeklinała je wtedy w myślach, teraz czuła, że był to dobry znak. Skoro miały czelność robić jej coś takiego… musiały być silne, a przynajmniej jedno z nich. Miała szczerą nadzieję, że Mroczna Puszcza nie obdarzy jej słabym potomstwem. Dyskomfort rozszedł się po całym jej ciele dreszczem, różniąc się od bólu, z jakim spotkała się do tej pory. Nie miała przed sobą przeciwnika, z którym mogłaby się zmierzyć i wyładować na nim frustrację. Zamiast tego podano jej patyk, który po paru uderzeniach serca zaczęła mocno gryźć, niemal nie przygryzając sobie języka. Małe kawałki gałązki ulatywały spod jej pyska, gdy wypluwała je nerwowo. Warknęła, gdy następna dawka przypłynęła do niej niczym chłodne podmuchy z zewnątrz.
Już niedługo jeden z zielarzy pochwycił kocię i przekazał dalej, wydając jasny rozkaz, żeby je wyczyścić. Nie był to jednak koniec, bo już zaraz potem ciało starszej zgięło się nieprzyjemnie, a ogon zjeżył, gdy na świat przyszło następne maleństwo. Słota wytrzymała do tej pory wiele, jednak nawet teraz ciężko było ukryć, że ta sytuacja najzwyczajniej w świecie nie należała do najprzyjemniejszych. Pod łapami chrzęściły jej nieco podsuszone paprocie.
W końcu, po długiej nocy boleści, a także ciemności, u jej boku pojawiły się trzy malutkie kuleczki, każda inna od poprzedniej, chociaż Ognikowa Słota doszukiwała się u nich podobieństwa do niej, a także do jej rodziny. Ostatnią wiadomość o stracie jej braciszka, Cienistej Zjawy, nie zniosła za dobrze, chociaż zrzucała winę na hormony, które do tej pory dawały jej popalić i co, zdawało się, każdy rozumiał. Jako członkini kultu, nie powinna tak bardzo rozczulać się nad utratą bliskiego jej kota; w końcu nie tolerowano słabości, ona sama również się nią brzydziła i od niej stroniła, odkąd tylko pamiętała, ale ze wszystkich kotów, które mogły odejść, jej brat zasługiwał na to najmniej. Nawet jeśli obecnie przebywał już w czułych ramionach kotów z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, ciesząc się swoim zasłużonym miejscem, tak Słota nie potrafiła się ot tak z tym pogodzić. Mieli w Klanie Wilka tak wiele słabych, niepotrzebnych kotów… a zamiast tego odszedł jej brat. Kot, z którym długo się kłóciła i do którego odczuwała ogromny żal, ale z którym udało jej się wreszcie dogadać, gdy przestał się lenić i wziął za siebie, przynosząc rodzinie wiele powodów do dumy. Dlaczego to jego musieli zabrać?
Dwa kłębuszki wierciły się, kopiąc trzeciego, który próbował równie zawzięcie oddać im to, co mu fundowano. Gdyby tylko mogła, wyszłaby z kociarni i zmierzyła się z kimkolwiek, kto odebrał jej brata. Nie mogła tego zrobić jednak wcześniej, jako iż była ciężarna i naraziłaby się na zbyt wielkie ryzyko, a teraz pod jej czujnym wzrokiem siedziało aż pięcioro kociąt, z czego jedno było w wieku młodo wojowniczym, a drugie znalazło się u nich z przypadku. Trzy pozostałe dopiero co pojawiły się na tym świecie. Musiała przełknąć żal i boleści, traktując nieprzyjemne nowinki jedynie jako kolejną lekcję od nieprzewidywalnego życia. Mistrzyni przyciągnęła do siebie jednego z kociaków – czarny, obdarzony pręgami niczym u tygrysa, o jaśniejszej szyi, łapkach i ogonku. Jego futro jeżyło się zabawnie na karku i ogonie, nieważne ile razy by nie przejechała po nim językiem. Malec zaczął kwilić głośno, niezadowolony, że odczepiono go od źródła pokarmu. Kocica zerknęła na siedzącą tuż obok Kocimiętkowy Wir, u której w oczkach tańczyło tak wiele iskier emocji.
— Nazwij go, kochana — zachęciła rudaska, posyłając jej lekki uśmiech. Zielonooka otworzyła ślepia szerzej, jednak po paru uderzeniach serca kiwnęła głową, chowając wystający do tej pory język.
— Iglak. Bo jego futerko sterczy tak zabawnie, słodko — wyjaśniła, z rozemocjonowaniem strzygąc wąsami. — Przypomina mi wszystkie te drzewa iglaste porastające nasze tereny.
Ognikowa Słota kiwnęła głową. Iglak. Kociak, który najbardziej przypominał jej brata, Cienistą Zjawę. Żeby tylko nie odziedziczył po nim lenistwa, które było głównym powodem niezgody między rodzeństwem podczas pierwszych parunastu księżyców ich życia. Oby przynosił jej dumę i sprawiał, że nie pożałowała swojej decyzji o wydaniu na świat potomstwa, tym samym poświęcając część siebie, a przynajmniej swojej kondycji. Odstawiła kociaka nieco dalej od brzucha, na co dymny zareagował determinacją, żeby do niego dopełznąć. Już po chwili wczepił się w jasne kłosy z powrotem, ugniatając swoje miejsce malutkimi łapkami z wysuniętymi pazurami, niczym śnieżnobiałymi igiełkami. W międzyczasie przyciągnęła do siebie kolejnego brzdąca, drugiego kocurka. Zaczęła go wylizywać w celu ogrzania i wybudzenia. Młodziak zaczął cichutko pomrukiwać, głowę opierając na jej łapie.
— Koszmar — miauknęła. Jego ciałko pokrywała szara, nakrapiana szata, przyciemniona przez brązowe pasma i nawet ciemniejsze cętki, biel na łapach, prawie że jak u niej. Nosek miał ciemny, wraz z małżowinami usznymi. Wyrośnie na wojownika. Może będzie kotem siejącym grozę między wszystkimi tymi parszywymi samotnikami. Gdy mistrzyni stanie na łapach, jak tylko dopadnie się jednego z nich, któregokolwiek… na samą myśl miała ochotę wydrapać komuś oczy, a żeby tylko tyle! Buras miauknął gniewnie, gdy matka przestała go wylizywać. Podmuch wiatru dotarł do nich, cętkowany w odpowiedzi się zatrząsł, nieprzyzwyczajony do takich temperatur. Brązowooka przyglądała się każdej najmniejszej reakcji kociaków, wręcz badając je i oceniając już od pierwszych chwil, podczas gdy ruda kocica obok wydawała z siebie piski podekscytowania. Słota zastanawiała się, czy dokładnie to samo czuła Zalotna Gwiazda, gdy miała przed sobą ich trójkę – Pomrok, ją i Cienia. Mimo to cieszyła się w duchu, a nawet pozwoliła sobie na następne rozpromienienie. Kocurek uderzał kończynami czekoladową kuleczkę obok siebie, gdy został odstawiony z powrotem do brzucha. Kuleczka w odpowiedzi szarpnęła łapkami i pisnęła głośno. Miała potężne płuca. Karmicielka wtuliła nos w futerko kłębuszka, w dotyku przypominało dmuchawca, który był o krok od rozsiania swoich nasion wszędzie dookoła, jeśli tylko porwie je konkretniejszy podmuch wiatru.
— Zamroczka — nazwała trzecie i ostatnie kocię. Biel nakrapiała jej uszy, cały brzuch i jeszcze parę miejsc, układając się nieregularnie i w dość zabawny sposób. Gdy dokuczanie jej zostało przerwane, ułożyła się wygodnie przy piersi matki, wtulając delikatnie w dwukolorowe futro, przyciskając do niego pyszczek. Polizała czubek jej głowy, układając futerko w taki sposób, żeby nie uwierało i nie pozwoliło na łatwy spadek temperatury.
Były takie bezradne, a jednak już od pierwszych chwil dało się stwierdzić mniej więcej, jakie będą z charakteru. Całe szczęście, nie urodził jej się żaden słaby kociak, dlatego ewentualne nieszczęście w rodzinie mogła wysłać gdzieś w odmęty swojego umysłu. Po tylu tragediach jedna dobra nowina była czymś, czego potrzebowali wszyscy Wilczacy. Ognikowa Słota miała wrażenie, że jej serce urosło i wypełniło całą jej pierś. Cała mordęga była za nią… a może był to dopiero początek?

Event w Klanie Burzy!

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Burzacki obóz również padł ofiarą pożaru, który strawił większą część łąk zaledwie parę wschodów słońca temu. Mało który skrawek trawy nadal jest w nim zielony; wszystko pokrywa warstwa zwęglonej roślinności i sadzy. Jedyne miejsca, które pozostały w miarę nietknięte, to nora żłobka oraz sama Kamienna Wieża. Każdy z Burzaków już wie, że tego nieszczęsnego dnia stracili dotychczasowy dom.

Jednak nie można było siedzieć bezczynnie. Po długich, nerwowych dyskusjach wyjaśniona została sprawa śmierci Króliczej Gwiazdy, a oskarżone koty spotkały odpowiednie wyroki. Zawodzące Echo odbył podróż do Księżycowej Sadzawki, wracając już jako Zawodząca Gwiazda. Tego samego wieczoru w Grocie Pamięci, w której obecnie przebywa Klan Burzy, została wygłoszona kolejna nowina – Burzacy nie pozostaną w Grocie na stałe, jednak ich obóz przeniesiony zostanie pod ziemię.

W związku z tym, gdy tylko Klan Burzy otrząsnął z siebie przygnębiające myśli o tragedii, która ostatnio ich spotkała, Zawodząca Gwiazda zarządził przeszukanie starego obozu wzdłuż i wszerz. Pora Nagich Drzew nie jest łaskawa – trudno o znalezienie jakichkolwiek wartościowych, suchych materiałów w dziczy. Cenne są więc stare posłania, składy króliczego puchu, zasuszonych traw i mchu. Zapasy ziół, skrywane między kamiennymi ścianami legowiska medyków, czy… Osobliwe znaleziska i pamiątki, pozostawione w pośpiechu przez samych Burzaków.

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Event rozpocznie się dnia 11.07.2026 o godzinie 12!

Każdy, poza kociakami, może przyłączyć się do poszukiwań – samotnie, z mentorem, czy całym patrolem. W obozie znajduje się kilka lokacji, oznaczonych numerami od 1 do 7, w których można coś znaleźć, i, przy odrobinie szczęścia, zachować może jakiś ładny drobiazg dla siebie.

LISTA LOKACJI

1 - wejście do obozu 
2 - legowisko wojowników
3 - legowisko starszyzny 
4 - żłobek 
5 - legowisko medyków 
6 - legowisko lidera 
7 - tylne wyjście z obozu 


ₓ⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑ₓ
⃰⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑⃰  



Aby wziąć udział w przeszukiwaniu obozu, należy zgłosić się do organizatora eventu (urfavmaj4 – dc; orzeszkowa.91011@gmail.com – mail) w specjalnie przygotowanym do tego wątku/na maila z imieniem postaci, lokalizacją, którą chce się przeszukać (numerkiem) oraz rzutem kostką d100. Informacja zwrotna o tym, czy losowanie się powiodło oraz to, co znaleźliście, pojawi się w przeciągu paru godzin.

Lokalizacje, w których znaleziono już wszystkie przedmioty, zostaną odznaczone na zielono!

LISTA POTENCJALNYCH ZNALEZISK

niespalone posłania i zapasy ścìółki – 0/5
zioła z legowiska medyków – 0/10
osobiste skarby współklanowiczów – 0/6

Opowiadanie, w którym zawarte zostanie poszukiwanie, musi liczyć co najmniej 350 słów. Próby poszukiwań można podejmować się raz dziennie, pod warunkiem, że poprzednia próba (jeżeli takowa miała miejsce) została opisana w opowiadaniu – pomyślna lub nie. Każde poszukiwanie powinno zostać opisane w minimalnie 4 zdaniach złożonych.

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Pozostała jednak jeszcze sprawa nowego obozu. Dokąd Burzaki znosić mają znaleziska?

Zgodnie z decyzją Zawodzącej Gwiazdy, Klan Burzy przeniesie się pod ziemię – na stałe do Groty Pamięci, tuneli jej otaczających oraz pobliskich jaskiń. Nim jednak będzie można to zrobić, należy przygotować materiały do umocnienia podziemnych przejść, oczyścić wnęki z pajęczyn, zamieść posadzki...

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Grota Pamięci nie zmieni za bardzo swojej funkcji – nadal pozostanie miejscem spotkań, ceremonii oraz nauk kronikarzy, jednak tymczasowo będzie również pełnić rolę serca obozu. Korzystając z kamiennych fundamentów, zakopanych pod terenami Klanu Burzy, zarządzono powiększenie podziemnej przestrzeni – nowo zyskani minarzy zajmują się wykopywaniem kolejnej jaskini, która będzie służyć za centrum obozu. Kilkudniowe prace odsłoniły więcej fragmentów cegły, kamiennych słupów i dwa weścia do skalnych wnęk. Rozchodzące się od Groty Pamięci trzy tunele, ku zaskoczeniu części klanu, która nie zapuszczała się w ciemności zbyt często, prowadzą również do wielu odnóg i ślepych zaułków, które zostaną wykorzystane. 
Zawodzące Echo jako swoje legowisko objął jedną z mniejszych wnęk najbliżej Groty, w jej powiększanej właśnie części, do której dostać można się wskakując w górę, po kamieniach, tuż za nowo wykopanym wejściem. Przed wejściem do legowiska znajduje się półka skalna, z której w przyszłości Zawodząca Gwiazda będzie mógł przemawiać. Legowisko wojowników będzie znajdować się w jednej z większych jaskiń, o nierównym podłożu tworzącym pod ścianą półki skalne, a dalej płytkie wgłębienia; w obu miejscach wojownicy mogą uwijać swoje posłania. Przy wejściu do niego gładki kamień zamienia się na długość ogona w chropowate cegły, podobne do tych, z których zbudowana jest Kamienna Wieża. Graniczy z nim mniejsza grota, przejęta jako legowisko przez uczniów – ze stopniowo zniżającym się sufitem, wieloma skalnymi słupami oraz wydrapanymi przez, najpewniej, przechodzących tam kiedyś młodzików i ich pazury, śladami na jednej ze ścian. W tej samej odnodze znajduje się również wejście do żłobka, znajdującego się nieco bliżej powierzchni niż reszta legowisk. Jest to zawijająca się w bok, obszerna przestrzeń, ze stosunkowo małym wejściem; legowiska można umieścić nie na widoku, a schowane za kamienną ścianą po prawej. W sklepieniu i tego legowiska znajduje się świetlik, przyświecając kociętom raz promieniami słońca, raz blaskiem gwiazd. Legowiska medyka oraz kronikarzy ulokowane zostały w odnodze tunelu, która tworzy kształt księżyca – oddziela się od głównej ścieżki, a później do niej wraca. Szersza część tunelu, rozchodząca się w jaskinię, została ustanowiona lecznicą; legowiska oddzielone od siebie zostaną ścianą z gliny i kamieni. W podłodze, tuż przy istniejącej już ścianie, tworzy się płytkie wgłębienie, w której błyska tafla wody – w sklepieniu obu legowisk znaleziono kolejne, mniejsze otwory, które po oczyszczeniu i odgarnięciu zmarzłej roślinności z powierzchni, wpuszczają do nich rozproszone światło. Część należąca do kronikarzy składa się z jednej strony z wypłukanego w skale wgłębienia, w którym można ułożyć posłania, oraz pustej, gładkiej ścianie po drugiej – gdzie powoli pojawiają się pierwsze wyryte pazurem mapy. Legowisku starszyzny przypadła stosunkowo płaska, przestrzenna grota, z wejściem w wykopywanym powoli "dziedzińcu". Końcowo, jedna z ciemnych, skromnych jaskiń, zlokalizowana nieco w dół od legowiska wojowników, została przeznaczona więźniom oraz kotom o ograniczonych uprawnieniach – w tym momencie spędzają w niej noce Gradobijący Cierń, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Bąbelkowy Plusk. 


ₓ⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑ₓ
⃰⭑⭑﹡❁﹡⭑⭑⃰  

Do tej części eventu nie trzeba się uprzednio zgłaszać – możecie opowiadania pisać od razu. Z opowiadaniem opisującym pomoc w odbudowach, imieniem postaci oraz wykonanym zadaniem (które proszę również wypisać na dole, pod treścią opowiadania) należy się zgłosić do organizatora eventu w wiadomości prywatnej, aby ułatwić liczenie punktów.

LISTA ZADAŃ DO WYKONANIA

zebranie gałęzi na umocnienie przejść pomiędzy jaskiniami – 0/3
pozbycie się pajęczyn z kątów – 0/3
zamiecenie wnęk i korytarzy – 0/3
pozbycie się ostrych odłamków skalnych – 0/3
zebranie kamieni oraz gliny na budowę ścianek w przyszłym legowisku medyka oraz żłobku – 0/5
uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów – 0/8

Opowiadanie, w którym zawarta zostanie pomoc w obozie, musi liczyć co najmniej 350 słów. Kolejnego zadania można podjąć się dopiero wtedy, gdy poprzednie zostanie opisane w opowiadaniu. Każde z zadań powinno być opisane w minimalnie 4 zdaniach złożonych.

»ʚ⋆---∗❁∗---⋆ɞ«

Trzy pierwsze osoby, które wykonały najwięcej zadań, jak i jedna, która odnalazła najwięcej przedmiotów, zostaną nagrodzone kolorowym imieniem w zakładce oraz wyróżnione na tle innych w drodze fabularnej. 

Powodzenia!


Wszelkie pytania i uwagi proszę kierować do organizatora wydarzenia: urfavmaj4 (dc), orzeszkowa.91011@gmail.com (mail)

Od Wdzięcznej Firletki

Jakiś czas temu...

Pochyliła się nad ledwo widoczną, szylkretowa sylwetką, skrytą pod mchem i króliczym puchem. Pysk Małej Bazi wychylał się spod okrycia.
— Czemu tak długo szwendałaś się na zewnątrz? — zapytała. Pacnęła czubek głowy wojowniczki ogonem. — Nawet ja czuję, że łapy powoli zaczynają mi drętwieć, gdy za bardzo ociągam się przy zbieraniu pajęczyn. Końcówka Pory Opadających liści jest nieprzewidywalna.
Młodsza wywróciła figlarnie oczami.
Zadziwiające było, jak szybko można było zapomnieć o wydarzeniach z przeciągu ostatnich kilku wschodów słońca. Wystarczyło zatracić się w pracy, rozmowach z bliskimi, posłuchać, jak przyjaciele próbują zrobić żart z ich obecnej sytuacji… Zaśmiać się, a potem przypomnieć sobie o wszystkim w przeciągu paru uderzeń serca, i poczuć ukłucie żalu w żołądku.
— Ktoś musi dla tego klanu polować — odparła Bazia.
Firletka uniosła lekko kąciki pyska i przycisnęła swój bok do siostrzenicy. Spojrzała z ukosa na jej łaciatą mordkę. Wyglądała niemal tak samo, jak pamiętała Knieję, jednak ich zachowanie nie mogło być bardziej odmienne…
Obie podniosły wzrok na głos kroków i ostre słowa, rozchodzące się po Grocie Pamięci, w której nadal przebywali. Jej spojrzenie padło na dwójkę oskarżonych – Tańcujące Pierze I Nieustraszony Chomik. Jednego prowadził Oskrzydlony Ognik wraz z Poczciwym Szakłakiem, a drugą Cyklonowe Oko i Słodka Dziewanna.
Chyba wiedziała, na co przyszedł czas.
Z nieco zaciśniętym gardłem spoglądała na grupę kotów. Podszedł do nich Zawodzące Echo, przekazując ostatnie informacje i ukazując kierunki, w których mają się rozejść dwie grupy. Wywnioskowała, że Dzikiego Berberysa wyprowadzono wcześniej. Przydzielone do egzekucji koty skłoniły lekko głowami, podczas gdy Pierze i Chomik pozostali w bezruchu, z trudnymi do odczytania wyrazami pysków.
Spuściła spojrzenie na własne łapy. Dlaczego w Klanie Burzy rodziły się takie koty? Koty, które przed brutalnymi czynami można było powstrzymać jedynie ich własną śmiercią?
— Bądźcie w gotowości.
Uniosła wzrok, łapiąc spojrzenie Echa, który podczas jej momentu nieuwagi podszedł bliżej. Kątem oka zerknęła na siedzącą nieopodal Łzawą Łapę.
— W gotowości na to, że stracimy więcej kotów, niż mi obiecałeś? Tak jak ostatnio? — miauknęła z wyrzutem. Po paru uderzeniach serca westchnęła i zwiesiła głowę. — …wybacz.
Kocur trącił jej bark nosem, uśmiechając się słabo.
— Wszyscy jesteśmy teraz nie do końca sobą.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞
Parę wschodów słońca później...

Ściany groty, w której znajdowała się Księżycowa Sadzawka, odbijały jej subtelny blask. Oglądała przez chwilę znajome jej malunki na ścianach, zanim zwróciła spojrzenie z powrotem na Zawodzące Echo.
— Powodzenia — miauknęła krótko.
Czarnofutry skłonił w jej stronę głowę. Zerknął kątem oka w mrok tunelu, z którego przyszli; pozostawili obstawę wojowników na zewnątrz, przy zejściu pod ziemię, a ona poprowadziła Echo ciemnymi korytarzami.
Błysk Sadzawki malował się na jego pysku miękkimi plamami światła. W jego oczach błyszczało zarówno podekscytowanie i duma, jak i strach. Uchylił usta, zawahał się, i postąpił krok bliżej wody.
— Boję się zobaczyć tam mojego ojca.
Zastrzygła uchem.
— Dlaczego?
— Zawiodłem go — odparł. Przycupnął przy brzegu. — A przynajmniej tak ja to widzę. Miem bronić jego życia… Nie tylko tego ostatniego, a wszystkich poprzednich też. Mogłem zostać razem z nim.
Usiadła pod jedną ze ścian, obserwując, jak pysk kocura zawisa ponad taflą wody. Zawsze podziwiała to, jak Echo umie trafnie dobierać słowa, aby uderzyły boleśnie i głęboko, nawet, jeśli nie są na Ciebie skierowane.
— Na pewno ucieszy się na Twój widok. Będzie pamiętał Twoją pomoc, której udzielałeś mu przez wiele księżycy, nie twoje winy.
Nos Zawodzącego Echa dotknął powierzchni Księżycowej Sadzawki.

↠ₓ⊹❈⊹ₓ↞

Jej łapa, pokryta krwisto-czerwoną mazią, dotknęła czoła Zawodzącej Gwiazdy. Jeden ruch, drugi; zgrabnie naznaczyła głowę nowego lidera symbolem gwiazdy.
Uśmiechnęła się w jego stronę, szczerze, i delikatnie skinęła głową, okazując szacunek. Echo odwzajemnił gest.
— Zawodząca Gwiazda! Zawodząca Gwiazda!
Po Grocie Pamięci rozległy się wiwaty; na jednej z jej ścian widniał nowy, barwny odcisk łapy.
Patrzyła na niego z dumą. Patrzyła, jak unosił wyżej głowę i spoglądał na swój klan. Nie była pewna, w którym momencie na tyle się do siebie zbliżyli; traktowała przywódcę nie tyle jak współklanowicza, a jak członka rodziny. Brata, któremu czasem trzeba przemówić do rozsądku, z którym nie zawsze będzie się zgadzać, ale któremu może ufać i w szczęściu, i w potrzebie.
— Klanie Burzy!
Echo wyprostował się i zlustrował wzrokiem zebranych pobratymców.
— Jestem dumny z tego, że mogę przewodzić Klanowi Burzy — zaczął. — Obiecuję, że nie zawiodę was. Będę się starał podejmować właściwe decyzje i aktywnie uczestniczyć w życiu klanu – jakkolwiek trudne by to nie było. Otwarty jestem na Wasze uwagi, sugestie i pytania.
Wziął głęboki oddech.
— Chciałbym również coś ogłosić. Jak wiecie, nasz stary obóz został w większości strawiony przez ogień. Żywioły odebrały nam dotychczasowy dom, i nawet, jeśli nie jestemy w stanie go teraz odbudować, to nie możemy się poddać i siedzieć bezczynnie. Nadszedł czas, abyśmy sami stworzyli nowe serce Klanu Burzy – właśnie tu, w podziemiach!

wyleczona: Mała Bazia