Końcówka Pory Opadających Liści
Jego pysk zanurzony był w posłaniu z mchu i dopiero głos cioci go wybudził. Przynajmniej miło było z jej strony, że chciała mu poświęcić czas, zwłaszcza że teraz była Pora Opadających Liści. Przydałoby się obadać teren pod względem liczebności zwierzyny.
— Jasne ciociu, już idę do ciebie. — Tęgosz wygrzebał się z posłania, idąc w stronę wystającej głowy mistrzyni.
Gdy kotka spostrzegła, że kocur już idzie, odsunęła się od wejścia do legowiska wojowników. Teraz obydwoje stali obok siebie w bezruchu.
— No to co? Idziemy na rodzinny spacer w ramach chwilowego odpoczynku od obowiązków?
Mistrzyni uśmiechnęła się krzywo.
— Można tak powiedzieć — miauknęła, prowadząc kocura poza obóz. — Chciałam sprawdzić, jak sobie radzisz. No, po zniknięciu twojego ojca. Nie mogę pozwolić, aby wojownicy, których mam pilnować, czuli się zapomniani i niewysłuchani — zażartowała.
— Po prostu czuję, że nie zasługiwał na to. Wolałbym, żeby ci samotnicy zostali zamordowani, zamiast niego. — Przeklęci. Szkoda, że dawno uciekli. Na pewno fajnie by było ich dorwać za to, co zrobili jego ojcu. — Nie no, ale zapomniany się nie czuję — odparł, spoglądając na ciocie.
Nadciągający Pomrok skinęła powoli głową.
— Żaden z porządnych Wilczaków na to nie zasługuje — miauknęła. — Mimo wszystko, jestem pewna, że Cień spuścił im niezłe lanie. Nie poddałby się bez walki. To on sprezentował mi moją pierwszą bliznę; wierzę, że im sprezentował ich ostatnie, i chociażby zabrał ich ze sobą na drugą stronę. — Uśmiechnęła się krzywo, nieco smętnie. — Wiesz, mam dla ciebie propozycję. — dodała po chwili.
Rudy poczuł się minimalnie lepiej po słowach jego cioci, wyobrażając sobie, że Cienista Zjawa rzeczywiście nie mógł umrzeć w zły sposób. Może jego śmierć była epicka i zanim wyzionął ducha, to zmasakrował tych samotników.
— Propozycję? Chętnie wysłucham — odparł rozweselony, choć oczami śledził dziwny uśmiech Nadciągającego Pomroku. Wyglądała przy tym, jakby coś zjadła niestrawnego lub coś ją swędziało. Choć może to było chwilowe i jej przejdzie.
— Czas, abyś dołączył do grona najlepszych wojowników Klanu Wilka. — Spojrzała bratankowi w oczy. — W Kulcie Mrocznej Puszczy znalazło się dla ciebie miejsce. Jesteś kotem o zarówno mocnych łapach, jak i umyśle, a takich trzeba wynagradzać.
Tęgosz od razu jakby bardziej się uśmiechnął, a potem nagle zorientował się, że tak nie wypada i przybrał kamienny wyraz pyska. Bycie w grupie najlepszych wojowników brzmiało jak marzenie, toteż naprawdę walczył, by się nie uśmiechać jak głupek.
— Naprawdę?! Obiecuję, że będę dobrze się sprawował! Będę starał się być najlepszy dla Klanu Wilka i mojego ojca. Myślę, że gdybym mu powiedział, że dostałem taką szansę, na pewno byłby szczęśliwy. — Jeszcze by powiedział, że jest z niego dumny, skoro zostanie przyjęty do grupy najlepszych wojowników. Łapy go tak świerzbiły. Chciał podskoczyć z radości, ale nie tak zachowywali się porządni wojownicy.
Uśmiech mistrzyni stał się cieplejszy.
— W Mrocznej Puszczy również może być z ciebie dumny — zamruczała. Po paru uderzeniach serca machnęła ogonem i wyprostowała się. — Następnej nocy zwołam spotkanie. Twoim zadaniem, jako udowodnienie swojej wartości, będzie złowienie włóczęgi oraz przyprowadzenie go na miejsce spotkania... gdzie złożysz z niego ofiarę. Sposób, w jaki zmusisz go do przyjścia, pozostawiam do wyboru tobie.
Brzmiało to, jak coś, co mógłby zrobić. Polował wcześniej na zwierzynę, więc polowanie na kota nie mogło być aż takie trudne.
— To wyzwanie to dla mnie nie problem, przyjmuję je.
Czarna mistrzyni uśmiechnęła się z satysfakcją.
***
Dzisiaj pilnował obozu, więc nie musiał nigdzie wychodzić. Patrzył więc w ziemię, przypatrując się mrowisku. Mrówki wiły się po ziemi, przesuwając liście najpewniej w poszukiwaniu pokarmu. Niektórzy myśleli, że najgroźniejszymi zwierzętami były drapieżne sowy, albo lisy, ale co by było, gdyby istniała mrówka wielkości kota? Te stworzenia umiały unieść coś kilka razy większego od siebie — jagody, liście i inne rzeczy, które je przewyższały. Mrówka wielkości kota z pewnością podniosłaby nawet wilka i rzuciła nim o drzewo. Dlatego to były jego ulubione żyjące stworzenia, które mógł obserwować przez cały wschód słońca. Aktualnie nie miał z kim gadać, więc pozostało mu spokojne przeciąganie się. Wśród kotów, które pilnowały obozu tak samo, jak on, była Biały Barszcz. Liliowa arlekinka o długiej grzywce i pokaźnym wzroście. Mógłby rzec, że przewyższa Seradelowy Nektar o długość wąsa. Wcześniej się z niej nabijał, ale musiał przyznać, że teraz chyba chciał ją poznać. Tylko czy ona wierzyła w Mroczną Puszczę? Niby widział, jak był mały, jak się czaiła w kącie, podsłuchując Zalotnej Gwiazdy, która akurat opowiadała mu i Seradeli o Mrocznych Przodkach. On sam nie mógł zadawać się w końcu z kotami, które wyznają Klan Gwiazdy. Byłby to dla niego obciach, dlatego sam dbał o to, by wybierać za przyjaciół koty, które wierzą w Mroczną Puszczę. Szalej był wychowywany przez koty wierzące w Mroczną Puszczę, więc on był czysty. Księżyc też teraz wierzył w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, od kiedy mu wcisnął do głowy, że to prawidłowa wiara. Seradela też wierzyła w Mroczną Puszczę, bez wątpienia. Także już miał trzy koty, którymi się otaczał, ale dla niego to było za mało. Od kiedy Ośnieżony Kryształ coś powiedziała o tym, że ich przodkowie nie są dobrymi kotami, Tęgosz zastanawiał się też, czy nie wpłynąć też na Tęczową Łapę. Po tylu księżycach Kryształki wciąż nie dosięgły konsekwencje za jej fałszywe słowa. Nadciągający Pomrok była dla niej zbyt łaskawa dając jej tylko bliznę na pysku. Mogła jeszcze to zgłosić Zalotnej Gwieździe, chociaż może one czekały na odpowiedni moment, by ją ukarać? Niby ciocia sama się pieniła, mówiąc mu to, ale była ona też mistrzynią i sporo na głowie. Może rudy kocur musiał ją wyręczyć i sam naprawić to, co zostało zepsute w Tęczowej Łapie. Mroczni Przodkowie natchnęli go do zabicia Trzcinniczkowej Dziupli, to i natchną go do naprawiania innych kotów.
Nagle usłyszał kroki dymnej szylkretki. Natychmiast przestał patrzeć na mrówki i skinął jej głową na powitanie. Dopiero teraz mógł ją zobaczyć, bo od rana była poza obozem.
Kotka lekko się uśmiechnęła, a następnie zlizała z jego policzka jakąś igłę, której nie wyczyścił z futra. Dotknęła nosem jego policzka, a reszta kotów pewnie mogła pomyśleć, że to urocza chwila rodzinna, witanie się cioci i bratanka, jednak wtem jej pysk powędrował blisko jego ucha.
— Bądź czujny, będę na ciebie wyczekiwać w nocy poza obozem. To pilne. Przy okazji musisz sprawdzać częściej, czy coś nie wbiło ci się w futro. — Mistrzyni z dobrym humorem opuściła kocura.
***
Środek nocy był dosyć zimny, a kocurowi futro aż się przez to jeżyło. Miał zamknięte oczy, udając, że śpi. Dobrze pamiętał słowa cioci. Miał się z nią spotkać poza obozem. Delikatnie przewrócił się na drugi bok, by zobaczyć czy nikt nie jest obudzony. Na szczęście wszyscy spali twardym snem. Cętkowany Tęgosz delikatnie się podniósł z posłania i wyszedł z legowiska wojowników. Był z tego powodu spokojny. Obejrzał się jeszcze za siebie, by sprawdzić, czy nikt za nim nie idzie, a wtedy zobaczył Seradelowy Nektar. Powierniczka Cienia uśmiechnęła się figlarnie.
— Wyglądasz jak przestraszona sowa z tymi wielkimi oczami. Nie bój żaby. Obydwoje z tego, co wiem, idziemy się spotkać z twoją ciotką, więc raczej cię nie zdradzę, bo jeszcze bym zdradziła siebie.
Młodzi zaczęli skradać się do wyjścia z obozu, którego pilnował Tygrysia Noc. Rudy wojownik oczywiście nie wyglądał, jakby był zły, że wychodzą.
— Udanych łowów — odparł z uśmiechem syn Sowiego Zmierzchu.
Dwójka wojowników poszła w las, będąc pewni, że raczej nikt za nimi nie pójdzie. Choć Tęgosza zdziwiło to, że Tygrys mógł wiedzieć, że będą polować na samotnika. Chyba że też należał do tej elitarnej grupy, o której Wielka Kapłanka mu mówiła.
Nie musieli długo szukać czarnej dymnej szylkretki, bo wyszła im zza drzew na spotkanie uradowana ich obecnością.
— Witajcie! Musicie indywidualnie złapać własnych samotników, a potem przyprowadzić ich na miejsce spotkania kultu. Czy może macie jakieś pytania?
Ani on, ani Seradela nie mieli pytań, więc ruszyli za mistrzynią bez żadnych zbędnych pytań po drodze.
***
Wilczacy byli tak daleko od obozu, że mieli już w nozdrzach zapach granicy terenów niczyich. Wtedy czarna dymna szylkretka zatrzymała się.
— Niestety kończymy nasz spacerek w tym miejscu. Powodzenia i nie ociągajcie się.
Mistrzyni odeszła od nich, znikając w krzakach. Gdy zostali sami, to nie chciał być niemiły dla kotki, która była mu równa, choć nie tak bardzo, jak kiedyś, bo teraz posiadała tytuł Powiernika Cienia. Seradelowy Nektar była jego rywalką. Nie mógł tego zignorować i sądził nawet, że mogą myśleć tak samo.
— Chciałbym ci życzyć, żebyś trafiła na okazałego samotnika. — Nie miał na myśli oczywiście, żeby ten samotnik był umięśniony czy silny, bo taki byłby w końcu trudnym celem. Myślał bardziej o nich jak o zwierzynie, gdzie na przykład okazały królik jest duży, soczysty i może wykarmić kota na dłuższy czas. Właśnie tak myślał o kotach, które mieli złapać. Mają być okazałe same w sobie, żeby Nadciągający Pomrok mogła powiedzieć, że ich łowy były udane.
— Dzięki — odparła krótko srebrna kotka i szybko odeszła.
Tęgosz już jej nie widział, więc zagłębił się w las, by zacząć polowanie na „zwierzynę”.
***
Był już na terenach niczyich. Tam, gdzie było najwięcej samotników. Wystarczyło tylko jakiegoś wytropić. Oczywiście nie zamierzał od razu się rzucić na samotnika, bo jeszcze by się wydarł, że jakiś kot klanowy na niego się rzucił i wtedy co będzie z tego?
Szedł między małym skupiskiem drzew, które były blisko terenów Dwunożnych. Zapach deszczu o tej porze utrudniał mu wytropienie czegokolwiek. Cętkowany Tęgosz jednak liczył na samotnika. Stanął na chwilę, rozglądając się, gdy nagle coś połaskotało jego łapy. Przebiegła szybko obok niego jakaś mysz, a następnie jakaś czarna sylwetka ominęła go i złapała gryzonia. Samotnik o czarnym krótkim futrze z bielą i zielonymi oczami.
— Niezła zdobycz o tej porze, ogólnie nikogo się tu nie spodziewałem — Tęgosz rzucił do nieznajomego, który trzymał mysz w pysku. Spojrzał on uważnie na Klanowicza i ją upuścił.
— Jak to jest niezła zdobycz, to ja jestem królikiem. Myszy są marne, jest wiele lepszych zwierzyn od nich, ale nie są tak częste. — Samotnik miał rację. Dla Cętkowanego Tęgosza był takim królikiem, ale w ogóle o tym nie wiedział. Szkoda, że był taki wygadany.
— No cóż, a myślałem, że skoro tu są drzewa, to mogą się kryć tu lepsze okazy. — Rudzielec przyglądał się drzewom z pomarańczowymi liśćmi.
— To nie leśny bór, to tylko kilka drzew stojących obok siebie które i tak nic nie dają — czarny kocur prychnął i odchodził już od syna Cienistej Zjawy ze zdobyczą, ale ten zastawił mu drogę.
— Myślałem, że się zapoznamy. Nie znam tu nikogo w okolicy — rzucił przyjaźnie Tęgosz do czarnego samotnika, choć ten nie wyglądał na zadowolonego.
— To truj zady innym samotnikom, ja mam kociaki i partnerkę do wykarmienia, więc spadaj na drzewo! — Czarny kot, ominął rudzielca i zaczął iść szybkim krokiem. Co za uparciuch!
— Czekaj! Znam miejsce, gdzie jest więcej sytej zwierzyny niż myszy! Choćby zające, króliki i przeróżne ptaki, mogę cię tam zaprowadzić, byś wykarmił rodzinę. — Cętkowany Tęgosz próbował zatrzymać swoją zdobycz, żeby mu nie uciekła. Samotnik się zatrzymał i obrócił się w jego stronę.
— Zająców tutaj już nie widziałem od dawna, może tylko jednego, ale skoro mi tak łatwo pomagasz, to czego chcesz ode mnie?
Rudzielec zbliżył się do włóczęgi z lekkim uśmiechem.
— Chcę tylko twojego imienia, a potem tylko zaprowadzę cię w miejsce, gdzie jest najwięcej tego, czego chcesz. — Musiał go jakoś nazywać. Poznanie jego imienia było ważne, żeby mogli się komunikować. Czarny samotnik zastanawiał się przez chwilę. Może się cieszył, że takie zrządzenie losu do niego przyszło?
— Jestem Żelazko. — Samotnik musiał być naprawdę z daleka lub okolic miasta, skoro miał takie dziwne imię.
— To chodźmy, Żelazko. Twoja rodzina pewnie się ucieszy, jak przyjdziesz z czymś więcej niż jedną myszą.
Młody wojownik szedł pewnym krokiem, a obok niego kroczył Żelazko, który z łatwością kupił to, że Cętkowany Tęgosz na serio chce mu pomóc.
***
TW: Krew, morderstwo drugiego kota
Zmierzali w stronę terenów Klanu Wilka, lecz gdy przekroczyli Drogę Grzmotu, to Tęgosz zaczął się zastanawiać, gdzie miał zabrać swego samotnika? Nadciągający Pomrok mówiła mu, że ma złapać samotnika, ale nie dodała potem, gdzie jest miejsce spotkania. Już zbliżali się do rzeki, którą wystarczyło przekroczyć za pomocą ścieżki z kamieni. Musiał więc zaryzykować i znaleźć miejsce, gdzie mistrzyni ich zostawiła, a następnie iść jej tropem na spotkanie. Przekroczenie ścieżki nie zajęło im długo i już byli na terenach Klanu Wilka. Żelazko zaczął węszyć w powietrzu.
— Czuję tu jedynie woń sosen — czarny kocur powiedział do siebie, przyglądając się wielkiemu lasowi.
— Podążaj dalej za mną, a już poczujesz coś więcej. — Rudy wojownik ruszył do przodu, idąc za swoim zapachem, który go zaprowadzi tam, gdzie rozstał się z ciocią. Szedł specjalnie wzdłuż granicy, próbując węszyć. Na razie czuł tylko swój zapach, ale potem ten miał go zaprowadzić tam, gdzie chciał. Stanął, będąc już na miejscu. Czuł teraz tropy Seradeli i Nadciągającego Pomroku. Woń jego rywalki, która rozdzieliła się od niego na początku i tropy czarnej szylkretki, który prowadził w głąb lasu.
— Dlaczego stoimy w miejscu?! To jest niby to twoje miejsce — Żelazko prychnął na niego, lecz ten tylko przewrócił oczami, a potem odwrócił się do czarnego kocura, który wyglądał na zniecierpliwionego.
— Jeszcze nie, ale jesteśmy blisko. — Rudzielec szybko ruszył za tropem mistrzyni. Nie wiedział, jak będzie musiał długo iść, by znaleźć to miejsce, więc postanowił czymś zabić nudę.
— Skoro już razem idziemy, to może chciałbyś mi o sobie coś powiedzieć, Żelazko? Może o swojej rodzinie? — Nie pytał go o to, bo go to obchodziło. Chciał, żeby samotnik go zabawił rozmową, przecież i tak miał złożyć go jako ofiarę, więc przywiązywanie się do samotnika nie było czymś odpowiednim dla takiego wojownika jak on.
— O rodzinie? Cóż, dzielę swoje życie z Otwieraczem, czyli moją piękną, kochaną partnerką, która jest najwspanialszym cudem, jaki mi się przytrafił! Razem aktualnie wychowujemy dużą gromadkę kociąt, taką wręcz ogromną! Mam ich może z sześć, siedem? Na jedno wychodzi. Większość to córki, a synów tylko dwóch, ale bardzo je kocham, choć strasznie rozrabiają. Gdy tylko wychodzę na chwilę na coś zapolować, to umieją doprowadzić legowisko do ruiny. Dobrze, że śpią o tej porze. Choć nie chciałbym zostawiać ich na długo. Otwieracz średnio walczy, zwłaszcza po ciąży, a zbiry z miasta są najbardziej aktywne wieczorem. Mam nadzieję zatem, że to miejsce, o którym mówisz, już jest blisko, a ja spokojnie do nich wrócę.
Tęgosz nienawidził w tym momencie, że Żelazko tak naciskał oraz był niecierpliwy, bo z takim nastawieniem mu ucieknie. Woń, którą szedł, była coraz intensywniejsza, czyli był blisko. Niewiele brakowało.
— Nie martw się, to już naprawdę blisko. — Machał nerwowo ogonem. Woń była tak wyczuwalna, a jednak miejsca docelowego brak. Zadrgał uchem zaniepokojony. Słyszał jakieś odgłosy, brzmiało to, jak rozmowa skupiska kotów. Czy to obóz? Nie, obóz był jeszcze dalej. To było spotkanie, na którym powinien się zjawić.
— Co to za odgłosy?! To czyjeś tereny? — Żelazko syknął nerwowo.
— Zapomniałem ci chyba wspomnieć, że jest tu więcej kotów, ale nie martw się, równie się załapiesz na ucztę. — A na uczcie daniem głównym będą dwaj samotnicy upolowani przez młodych wojowników. Jak to dobrze brzmiało.
Czarny samotnik szedł obok Tęgosza. Jego kroki były niepewne, lecz rudzielec nie przejął się tym, przepychając się przez krzaki.
Ich oczom ukazało się skupisko kotów. Przywódczyni, dwóch zastępców i dużo innych kotów. Wszyscy byli mu znani. Weszli pomiędzy nich, a reszta zaczęła się im przyglądać. Cętkowany Tęgosz rozglądnął się czy nie ma jeszcze Seradeli. Wtem osłupiał. Kotka nie dość, że była na miejscu, to była cała z krwi, a pod jej łapami leżała samotniczka. Żelazko zawył. Próbował uciec, ale się przewrócił.
— CO TO MA BYĆ?! DLACZEGO TU LEŻY MARTWY KOT!? C-CZY WY JESTEŚCIE KANIBALAMI?! TO WSZYSTKO WYJAŚNIA! ZMYW- — krzyczał zszokowany, nie umiejąc się podnieść z ziemi. Niestety nie zdążył skończyć tego, co miał na myśli, bo rudy kocur podbiegł do niego i zadrapał mu kark. Samotnik tylko syknął i odepchnął Klanowicza, próbując uciec. Cętkowany Tęgosz jednak nie dał mu takiej szansy. Rzucił się na samotnika, przewracając go.
— ZOSTAW MNIE, KRUCZA STRAWO! JAK MOGŁEM SIĘ NA TAKIE COŚ NABRAĆ! — Żelazko syczał na Tęgosza, próbując go przewrócić. Młodzieniec, chcąc skończyć tę szopkę, wgryzł się samotnikowi w szyję, a następnie wyrwał mu skórę z tym, co mu się zmieściło w pysku. Czarny kocur zakrztusił się własną krwią, po czym chwilę później kończyny mu opadły i przestał się szarpać. Cętkowany Tęgosz zszedł z Żelazka. Samotnik był już martwy, idealny na złożenie go w ofierze. Obrócił się, czując spojrzenia rodziny i innych kotów. Czuł satysfakcję, że nie zawiódł ich. Przecież miał złożyć samotnika w ofierze Mrocznej Puszczy i to zrobił. Gdyby Żelazko mu uciekł, to chyba ze wstydu musiałby zakopać się pod ziemią.
— Tęgoszu, muszę przyznać, że wywiązałeś się wzorowo ze swojego zadania. Akurat zdążyłeś go zabić niedługo po tym, jak Seradelowy Nektar zabiła swoją samotniczkę. Obydwoje tej nocy przynieśliście Mrocznej Puszczy tylko dumę. — Mistrzyni, mówiąc to z dumą, ogonem wskazała, by dwa młode koty stanęły naprzeciw niej. Seradelowy Nektar i Cętkowany Tęgosz stanęli obok siebie.
— Ja, Nadchodzący Pomrok, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteście gotowi przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji? — Wielka Kapłanka spytała ich. Wyznaczeni byli na tyle zgodni ze sobą, że odpowiedzieli w tym samym momencie:
— Tak. — Cętkowany Tęgosz i Seradelowy Nektar przez chwilę patrzyli na siebie, następnie ich wzrok wrócił do Wielkiej Kapłanki, która była uśmiechnięta.
— Zatem otrzymacie ode mnie znak, który pozostanie z wami aż do śmierci i zawsze będzie przypominał wam o przynależności do kultu. — Nadciągający Pomrok podeszła do Seradelowego Nektaru i wgryzła się w jej lewe ucho, urywając jego kawałek. Srebrna kotka zadrżała, a z jej ucha wypłynęła krew. Następnie ciocia podeszła do niego i szepnęła mu do prawego ucha.
— Odsuń się od niej, bo jesteście zbyt blisko siebie, a muszę cię naznaczyć.
Rudzielec odsunął się na długość dwóch myszy od Seradeli, a następnie dymna kotka również wgryzła się z jego ucho. Gdy tylko w mgnieniu oka stracił jego kawałek, syknął z powodu ostrego bólu, a krew również mu zaczęła spływać z ucha.
— Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmuję was oficjalnie jako pełnoprawnych członków naszej grupy. Wierzymy, że będziecie wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli. — Nadciągający Pomrok podeszła do zabitych samotników. Wpierw do Żelazka, by naznaczyć jego krwią Cętkowanego Tęgosza, a następnie podeszła do samotniczki zabitej przez Seradelę i krew tej samotniczki odcisnęła na jej czole. Po tym Nadciągający Pomrok odsunęła się od nich i zebrani zaczęli skandować ich imiona:
— Cętkowany Tęgosz! Seradelowy Nektar! Cętkowany Tęgosz! Seradelowy Nektar!
Nowi członkowie kultu uśmiechali się do tłumu. Cętkowany Tęgosz był taki z siebie zadowolony, że może teraz działać dla większej sprawy. Będąc członkiem kultu, teraz będzie mógł mieć więcej przywilejów, które wykorzysta, by cały Klan Wilka był pod wpływem Mrocznej Puszczy bardziej niż kiedykolwiek.
***
Pora Nagich Drzew, teraźniejszość
Cętkowany Tęgosz chodził bardziej uśmiechnięty niż zwykle. Nigdy tak często się nie uśmiechał od zostania kultystą. Czuł się teraz pożyteczny jak nigdy wcześniej dla tego klanu. Nawet dobrze, że dostał taką szansę z Seradelowym Nektarem, bo Cisowe Tchnienie uciekła z klanu niedawno po jego mianowaniu. Jak mogła uciec, mając pierwsze oznaczenie Opiekuna Tchnienia? To był przecież zaszczyt w oczach większości kotów. Kocica pewnie zwariowała na starość i pobiegła w siną dal, pozbawiając kultu jednego członka. Dosyć ważnego członka. Była jedyną medyczką, która była w tej grupie kultystów. Czy nie wszystkie wyższe rangi są kultystami i mają nimi być? Chciał się czegoś więcej dowiedzieć o kulcie od Nadchodzącego Pomroku, bo wiedział tylko o nim powierzchowne informacje, a ciocia była Wielkim Kapłanem i mogła mu zdradzić coś więcej.
<Nadciągający Pomroku? Zdradź mi teraz jak stać się idealnym kultystą>