dawno dawno temu żłobek i drama z Pierzem
Kocurek wcale nie zląkł się wściekłej dawczyni genów. Co prawda puścił jej ucho, ale tylko po to, by wyszczerzyć się szeroko z wiszącym glutem z nosa.
– Ile razy ci powtarzałam, że masz zostawić moje uszy w spokoju?! I na Klan Gwiazdy przestań smarkać! Tak ma wyglądać przyszły wielki wojownik?!
Przetarł łapą po nosie niechlujnie, patrząc na matkę znad łapska wielkimi, szeroko otwartymi oczami.
– A co z tego? Mogę smarkać i być wielki! – napuszył się dumnie, zaraz zwracając uwagę bardziej na ogon Pożar niż na to, co rzeczywiście mówiła – A do tego tszeba trenować!
– Ilu widziałeś wojowników z katarem? – zapytała nadal zirytowana.
– Ostatnio taki jakiś błotnisty miał i był w lecznicy! – pochwalił się donosicielskim głosem, lekko jakby wyśmiewającym, gdy pomerdał dupką, rzucając się na puchaty ogon. Ten jednak machnął i wzbił się w górę tak, żeby zrzucić z niego kociaka, nie robiąc mu przy tym krzywdy.
– Był błotnisty, pasowało mu. Ty jesteś rudy i masz się do takich nie porównywać.
Przeturlał się kawałek po ziemi, wcale nie zrażony, nastawiając się na kolejny atak.
– Dobra, to będę połykał! – zadeklarował, pociągając mocno nosem. Jak się uda, to wszystko przejdzie do gardła, a potem, kto wie! Może zdobędzie zapalenie oskrzeli czy coś. Pożar westchnęła ciężko, kładąc swoje czoło na łapach w wyrazie zażenowania i zawodu, których jednak malec nie był w stanie odczuć.
– Mame, a czemu mam tylko jedną siostrę? – spytał nagle – Nie, żebym nie chciał, ale Pierzasta Łapa ma więcej, ale braci, czemu? A wy nie chcieliście mi dać brata?
Kotka widocznie nie miała ochoty tłumaczyć malcowi jak się tworzy dzieci, natomiast zainteresowała się tym, o kim mówił Bursztyn. Przynajmniej coś jeszcze z macierzyństwa jej zostało i jako typowa matka postanowiła zbadać, z kim zadaje się jej syn. A powody tego zainteresowania już nie są ważne.
– Kto to ten Pierzasta Łapa? Jak wygląda?
– A taki śmieszny wysoki i chciał się ze mną bić! – pochwalił się, kiwając na boki – I prawie wygrałem, wiesz? To od teraz jest mój rywal! I ma dwóch braci a ja nie mam żadnego – dodał już nieco skarżąco.
– Widać go teraz na dworze? Jeśli tak, to pokaż, który to
Wychylił się, zerkając na dziurę na zewnątrz, przez moment mrużąc oczy. Fajnie, że mama się interesuje jego nowym kolegom, bo był naprawdę fajny! Ale nie odpowiedziała mu przez to na jego pytanie, a on serio chciał mieć brata.
– HMMM chyba nie, może trenuje! – miauknął z werwą. – Mamo, a z kim ja będę trenować, z tobą?
– Na pewno nie. – powiedziała szybko, pierwszy raz ciesząc się z nieuzyskania tytułu wojownika do tego momentu. – Ale ty weź bardziej uważaj, bo jak cię pobije uczeń to prędko nie zapolujesz.
– A czemu?
– Sprawdź to się sam przekonasz – syknęła cicho, po chwili poprawiając się – Nieważne, po prostu tak nie rób.
Zamrugał zaskoczony.
– Ale czemu mnie nie będziesz trenować!
– Zapytaj Króliczej Gwiazdy – zażartowała, na co kocurek najpierw się zmieszał, a potem uznał, że właśnie taki będzie jego następny cel, biorąc słowa matki jako kolejne wyzwanie.
Gdy usłyszał, że mama pokłóciła się z jego nowym kolegą, sierść stanęła mu dęba. Czemu go nie polubiła? Teraz Pierze kiedy obok niego przeszedł, to posłał mu side eye! Nawet nie porozmawiał! Szkoda, że Bursztyn nie był świadom, że powodem tego była majacząca ognista postać mamy, rzucająca zza jego pleców w stronę młodszego ucznia ostrzegawcze, aczkolwiek w pewien sposób wypełnione satysfakcją spojrzenie. Malec w przeciwieństwie do niej wyglądał na bardzo zbitego i rozzłoszczonego.
– Czemu się z nim pokłóciłaś? Pierzasta Łapa jest fajny, zostaw go, powinniśmy go lubić! – miauknął wieczorem w jej kierunku marudnym tonem.
– Gdyby wiedział, gdzie jego miejsce, nie byłoby problemu. – kotka wyglądała na wyraźnie rozdrażnioną i poruszanie z nią teraz tego tematu nie było najmądrzejszym posunięciem. Bursztyn pewnie by to wiedział i już zdążyłby się nauczyć, gdyby nie miał pcheł w mózgu.
– Ale teraz siary narobiłaś, mame no! Nie musisz się wtrącać, ja sobie sam poradzę, z resztą to był sparing! – próbował tłumaczyć, drgając z irytacją ogonem. Pewnie gdyby miał drzwi w zasięgu ręki, to by nimi trzasnął. Niestety ich nie posiadał, więc jedyne co mógł, to trzaskać na boki ogonem.
– Co, głupio ci przed kolegą? Narobiłam ci wstydu? – wypluła z siebie – A nie głupio ci, że ten twój pożal-się-gwiezdnym kolega mnie zaatakował i upokorzył? – górująca nad nim postać wściekłej matki w końcu spowodowała, że resztki pewności siebie uleciały z jego ciała. Złość i frustracja co prawda pozostały, ale jak na razie stłamszone były przez poczucie winy. W końcu nie chciał, by mamie się coś stało! Ale czemu została zaatakowana? Uszy kocurka poleciały na boki, kiedy patrzył w jej zwężone oczy.
– Prze-przepraszam...
– Nie zadawaj się z nim więcej, nie chcę o nim słyszeć. – wyprostowała się, wygładzając swoje futro i idąc w stronę legowiska. Bursztyn bezradnie zerknął na Żywicę, która przyglądała się wszystkiemu z boku i już po chwili wzrosła w nim nowa irytacja i buntownicze nastawienie. Nie wiedział tylko, w czyją stronę było ono kierowane.
Został mianowany trochę później od swojej siostry, ale za to nie można mu było zarzucić braku energii i zapału. Gdy tylko usłyszał swoje nowe imię oraz imię swojego mentora, który okazał się być Poczciwym Szakłakiem (żałował, że jednak nie dostał Tańcującego Pierza, bo jednak chciałby z nim trochę poprzebywać, a po dramie mama pilnowała go bardziej niż zwykle, szczególnie od momentu, w którym Bursztyn zrujnował świętą piwnicę...) to niemal wystrzelił na przód by zetknąć się nosami ze starszym mentorem, zostawiając przy okazji, całkiem niechcąco, glutowy odcisk na Szakłaku.
– Wybierz sobie miejsce na legowisko, jestem pewien, że Żywiczna Łapa już przygotowała ci jakieś miejsce obok siebie. Jak skończysz się mościć, to wieczorem wyjdziemy na trening, zgoda? – do uszu rudzielca dotarło pytanie, a gdy skierował z powrotem wzrok (który teraz skakał rozpromieniony po wszystkich zgromadzonych) na Szakłaka, mógł dostrzec, jak ten z nawet całkiem dobrze ukrywanym obrzydzeniem wyciera sobie nos. Młodziak uśmiechnął się szeroko.
– Jasna sprawa, Panie Mentorze! – zgodził się wesoło, już dostrzegając Żywicę, która chyba cieszyła się z obecności swojej mniejszej, szalonej podpory po chwili rozłąki. Jednak nie tylko ona jedyna obserwowała dzisiejszą ceremonię. Zaraz obok siedziały dwie rude istoty, jedna bardziej, druga mniej rozpromieniona.
– W końcu udało ci się opuścić ściany żłobka, co? Daj z siebie wszystko. – Dzwonkowy Świst wyciągnął łapę, by potarmosić czuprynę swojego syna w momencie, gdy ten zdołał podejść na odpowiednią odległość.
– Będę najlepszy!
– I takiego właśnie zapału potrzebujemy.
– Dzwonkowy Świście, idziesz? – jakiś kawałek dalej rozległo się wołanie Rudej Lisówki, który należał do patrolu szykującego się do wyjścia, który pewnie został nieco dłużej w obozie by poczekać na Dzwonka, chcącego być świadkiem mianowania jednej ze swoich pociech na ucznia.
– Już, już. – odpowiedział w ich stronę nieco głośniej, wstając z miejsca i rzucając Bursztynowi pokrzepiające spojrzenie – Powodzenia z treningiem.
– A mogę już iść teraz z wami?
– Następnym razem. Poczciwy Szakłak chyba nie byłby zachwycony z faktu, że ukradłem mu ucznia – zaśmiał się jeszcze, zanim powędrował żywym truchtem w stronę reszty patrolu, a gdy zniknął za krzewiastą kurtyną, uśmiech Pożarowej Łapy wyraźnie zbladł, gdy znów spojrzała na kocurka.
– Postaraj się mnie nie zawieść. Tym razem. – syknęła cicho, oddalając się zaraz potem spokojnym krokiem, zostawiając dwójkę rodzeństwa, spoglądających na siebie porozumiewawczo samych.
Kocurek wcale nie zląkł się wściekłej dawczyni genów. Co prawda puścił jej ucho, ale tylko po to, by wyszczerzyć się szeroko z wiszącym glutem z nosa.
– Ile razy ci powtarzałam, że masz zostawić moje uszy w spokoju?! I na Klan Gwiazdy przestań smarkać! Tak ma wyglądać przyszły wielki wojownik?!
Przetarł łapą po nosie niechlujnie, patrząc na matkę znad łapska wielkimi, szeroko otwartymi oczami.
– A co z tego? Mogę smarkać i być wielki! – napuszył się dumnie, zaraz zwracając uwagę bardziej na ogon Pożar niż na to, co rzeczywiście mówiła – A do tego tszeba trenować!
– Ilu widziałeś wojowników z katarem? – zapytała nadal zirytowana.
– Ostatnio taki jakiś błotnisty miał i był w lecznicy! – pochwalił się donosicielskim głosem, lekko jakby wyśmiewającym, gdy pomerdał dupką, rzucając się na puchaty ogon. Ten jednak machnął i wzbił się w górę tak, żeby zrzucić z niego kociaka, nie robiąc mu przy tym krzywdy.
– Był błotnisty, pasowało mu. Ty jesteś rudy i masz się do takich nie porównywać.
Przeturlał się kawałek po ziemi, wcale nie zrażony, nastawiając się na kolejny atak.
– Dobra, to będę połykał! – zadeklarował, pociągając mocno nosem. Jak się uda, to wszystko przejdzie do gardła, a potem, kto wie! Może zdobędzie zapalenie oskrzeli czy coś. Pożar westchnęła ciężko, kładąc swoje czoło na łapach w wyrazie zażenowania i zawodu, których jednak malec nie był w stanie odczuć.
– Mame, a czemu mam tylko jedną siostrę? – spytał nagle – Nie, żebym nie chciał, ale Pierzasta Łapa ma więcej, ale braci, czemu? A wy nie chcieliście mi dać brata?
Kotka widocznie nie miała ochoty tłumaczyć malcowi jak się tworzy dzieci, natomiast zainteresowała się tym, o kim mówił Bursztyn. Przynajmniej coś jeszcze z macierzyństwa jej zostało i jako typowa matka postanowiła zbadać, z kim zadaje się jej syn. A powody tego zainteresowania już nie są ważne.
– Kto to ten Pierzasta Łapa? Jak wygląda?
– A taki śmieszny wysoki i chciał się ze mną bić! – pochwalił się, kiwając na boki – I prawie wygrałem, wiesz? To od teraz jest mój rywal! I ma dwóch braci a ja nie mam żadnego – dodał już nieco skarżąco.
– Widać go teraz na dworze? Jeśli tak, to pokaż, który to
Wychylił się, zerkając na dziurę na zewnątrz, przez moment mrużąc oczy. Fajnie, że mama się interesuje jego nowym kolegom, bo był naprawdę fajny! Ale nie odpowiedziała mu przez to na jego pytanie, a on serio chciał mieć brata.
– HMMM chyba nie, może trenuje! – miauknął z werwą. – Mamo, a z kim ja będę trenować, z tobą?
– Na pewno nie. – powiedziała szybko, pierwszy raz ciesząc się z nieuzyskania tytułu wojownika do tego momentu. – Ale ty weź bardziej uważaj, bo jak cię pobije uczeń to prędko nie zapolujesz.
– A czemu?
– Sprawdź to się sam przekonasz – syknęła cicho, po chwili poprawiając się – Nieważne, po prostu tak nie rób.
Zamrugał zaskoczony.
– Ale czemu mnie nie będziesz trenować!
– Zapytaj Króliczej Gwiazdy – zażartowała, na co kocurek najpierw się zmieszał, a potem uznał, że właśnie taki będzie jego następny cel, biorąc słowa matki jako kolejne wyzwanie.
◂𓂃٭⋆☼⋆٭𓂃▹
Gdy usłyszał, że mama pokłóciła się z jego nowym kolegą, sierść stanęła mu dęba. Czemu go nie polubiła? Teraz Pierze kiedy obok niego przeszedł, to posłał mu side eye! Nawet nie porozmawiał! Szkoda, że Bursztyn nie był świadom, że powodem tego była majacząca ognista postać mamy, rzucająca zza jego pleców w stronę młodszego ucznia ostrzegawcze, aczkolwiek w pewien sposób wypełnione satysfakcją spojrzenie. Malec w przeciwieństwie do niej wyglądał na bardzo zbitego i rozzłoszczonego.
– Czemu się z nim pokłóciłaś? Pierzasta Łapa jest fajny, zostaw go, powinniśmy go lubić! – miauknął wieczorem w jej kierunku marudnym tonem.
– Gdyby wiedział, gdzie jego miejsce, nie byłoby problemu. – kotka wyglądała na wyraźnie rozdrażnioną i poruszanie z nią teraz tego tematu nie było najmądrzejszym posunięciem. Bursztyn pewnie by to wiedział i już zdążyłby się nauczyć, gdyby nie miał pcheł w mózgu.
– Ale teraz siary narobiłaś, mame no! Nie musisz się wtrącać, ja sobie sam poradzę, z resztą to był sparing! – próbował tłumaczyć, drgając z irytacją ogonem. Pewnie gdyby miał drzwi w zasięgu ręki, to by nimi trzasnął. Niestety ich nie posiadał, więc jedyne co mógł, to trzaskać na boki ogonem.
– Co, głupio ci przed kolegą? Narobiłam ci wstydu? – wypluła z siebie – A nie głupio ci, że ten twój pożal-się-gwiezdnym kolega mnie zaatakował i upokorzył? – górująca nad nim postać wściekłej matki w końcu spowodowała, że resztki pewności siebie uleciały z jego ciała. Złość i frustracja co prawda pozostały, ale jak na razie stłamszone były przez poczucie winy. W końcu nie chciał, by mamie się coś stało! Ale czemu została zaatakowana? Uszy kocurka poleciały na boki, kiedy patrzył w jej zwężone oczy.
– Prze-przepraszam...
– Nie zadawaj się z nim więcej, nie chcę o nim słyszeć. – wyprostowała się, wygładzając swoje futro i idąc w stronę legowiska. Bursztyn bezradnie zerknął na Żywicę, która przyglądała się wszystkiemu z boku i już po chwili wzrosła w nim nowa irytacja i buntownicze nastawienie. Nie wiedział tylko, w czyją stronę było ono kierowane.
◂𓂃٭⋆☼⋆٭𓂃▹
Został mianowany trochę później od swojej siostry, ale za to nie można mu było zarzucić braku energii i zapału. Gdy tylko usłyszał swoje nowe imię oraz imię swojego mentora, który okazał się być Poczciwym Szakłakiem (żałował, że jednak nie dostał Tańcującego Pierza, bo jednak chciałby z nim trochę poprzebywać, a po dramie mama pilnowała go bardziej niż zwykle, szczególnie od momentu, w którym Bursztyn zrujnował świętą piwnicę...) to niemal wystrzelił na przód by zetknąć się nosami ze starszym mentorem, zostawiając przy okazji, całkiem niechcąco, glutowy odcisk na Szakłaku.
– Wybierz sobie miejsce na legowisko, jestem pewien, że Żywiczna Łapa już przygotowała ci jakieś miejsce obok siebie. Jak skończysz się mościć, to wieczorem wyjdziemy na trening, zgoda? – do uszu rudzielca dotarło pytanie, a gdy skierował z powrotem wzrok (który teraz skakał rozpromieniony po wszystkich zgromadzonych) na Szakłaka, mógł dostrzec, jak ten z nawet całkiem dobrze ukrywanym obrzydzeniem wyciera sobie nos. Młodziak uśmiechnął się szeroko.
– Jasna sprawa, Panie Mentorze! – zgodził się wesoło, już dostrzegając Żywicę, która chyba cieszyła się z obecności swojej mniejszej, szalonej podpory po chwili rozłąki. Jednak nie tylko ona jedyna obserwowała dzisiejszą ceremonię. Zaraz obok siedziały dwie rude istoty, jedna bardziej, druga mniej rozpromieniona.
– W końcu udało ci się opuścić ściany żłobka, co? Daj z siebie wszystko. – Dzwonkowy Świst wyciągnął łapę, by potarmosić czuprynę swojego syna w momencie, gdy ten zdołał podejść na odpowiednią odległość.
– Będę najlepszy!
– I takiego właśnie zapału potrzebujemy.
– Dzwonkowy Świście, idziesz? – jakiś kawałek dalej rozległo się wołanie Rudej Lisówki, który należał do patrolu szykującego się do wyjścia, który pewnie został nieco dłużej w obozie by poczekać na Dzwonka, chcącego być świadkiem mianowania jednej ze swoich pociech na ucznia.
– Już, już. – odpowiedział w ich stronę nieco głośniej, wstając z miejsca i rzucając Bursztynowi pokrzepiające spojrzenie – Powodzenia z treningiem.
– A mogę już iść teraz z wami?
– Następnym razem. Poczciwy Szakłak chyba nie byłby zachwycony z faktu, że ukradłem mu ucznia – zaśmiał się jeszcze, zanim powędrował żywym truchtem w stronę reszty patrolu, a gdy zniknął za krzewiastą kurtyną, uśmiech Pożarowej Łapy wyraźnie zbladł, gdy znów spojrzała na kocurka.
– Postaraj się mnie nie zawieść. Tym razem. – syknęła cicho, oddalając się zaraz potem spokojnym krokiem, zostawiając dwójkę rodzeństwa, spoglądających na siebie porozumiewawczo samych.
<Matko moja? Zobaczysz będzie dobrze.>
[1173 słów]
