BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 5 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

29 czerwca 2026

Od Opadającego Rumianka

Księżyc temu

Chłód zbliżającej się Pory Nagich Drzew dawał znać coraz to większej liczbie kotów. Mimo to, Opadający Rumianek był pierwszym, który złapał gdzieś biały kaszel. W obawie, że rozprzestrzeni się na cały Klan Burzy, postanowił szybko przyjść do legowiska medyka. Nie chciał, aby przypadkiem ktoś inny posiadł jego choróbsko. Przywitał się cicho, rozglądając się za kimś, kto mógł mu pomóc, aż w końcu zauważył Wdzięczną Firletkę. Kojarzył kotkę i pamiętał, że nie należała do szczególnie szkodliwych. Nie była też głupia, jak choćby Rudzikowe Skrzydełko, jej dzieci, czy Tańcujące Pierze. Zakasłał cicho, chociaż nie do końca to planował. Pozwoliło to jednak na to, aby został zauważony przez szylkretkę. Podała mu odpowiednie zioła i odesłała go do lecznicy, gdzie ostatecznie udało mu się zasnąć.

***

Spał w przygotowanym legowisku, czując jak nadal drapie go w gardle. Zastanawiał się, czy nie powinien poprosić o mech nasączony wodą, jednak słysząc czyjeś niespokojne głosy, zadrżał lekko zdenerwowany. Zdecydowanie wolałby nie zostać oskarżony o podsłuchiwanie.
— Od momentu, w którym zostałeś zastępcą, musiałeś się z tym liczyć — we wnętrzu Kamiennej Wieży rozległ się cichy głos Wdzięcznej Firletki. — Wiesz, że stan jego zdrowia się pogarsza. A patrząc na jego wiek… To nieuniknione. Nie ma innej drogi do władzy niż śmierć poprzedniego przywódcy; z łap innego kota, czy naturalna — dodała szylkretka, a Rumianek poruszył się niespokojnie.
“Co mają oznaczać te słowa? Czy ktoś planuje uśmiercić Króliczą Gwiazdę? Fakt, faktem może i jest stary, ale czy to powód, aby się go pozbywać? W głowie się to wszystko mi nie mieści…” pomyślał, przełykając nerwowo ślinę.

Od Opadającego Rumianka do Rudzikowego Skrzydełka

Kilka dni temu

Był chłodny wieczór, gdy wojownicy Klanu Burzy usłyszeli wołanie zastępcy. Zawodzące Echo wybierał właśnie patrole. Nikt raczej nie miał ochoty ruszać tyłka z obozu. Zimno przedzierało się między ich łapami, czasem trafiało prosto w pyski. Ostatnich księżyców nie można było zaliczyć do najlepszych. Ciągłe upały, deszcze, a jeszcze wcześniej opady śniegu. Opadający Rumianek zastrzygł uchem, słysząc swoje imię poprzez szum wiatru i westchnął cicho. Zaraz obok swojego usłyszał jeszcze jedno imię – Rudzikowe Skrzydełko. Zauważył jak wesołe, niebieskie oczy błyszczą w świetle zachodu słońca i miał ochotę przekląć kotkę.
“Ze wszystkich kocich klątw… Dlaczego akurat ona?” pomyślał, wpatrując się w niebo, najprawdopodobniej w poszukiwaniu rady z niebios. Oprócz liliowego i srebrnej na patrol zostali wybrani także Pozłacana Pszenica i Lodówkowa Łapa. Szylkret już teraz wiedział, że nie przetrwa w takim towarzystwie. Skrzywił się mocno i zaraz ruszył pod wyjście z obozu.
— Wszyyyyscy są? — zaświergotała ruda kotka, a Rumianek miał ochotę się na nią rzucić.
W takich momentach żałował, że nie mógł oddać odrobiny inteligencji innym. W końcu on i tak rzadko się odzywa. Przydałaby się tym którzy bez przerwy kłapią pyskiem. Choćby właśnie byłemu Kocięcemu Rozumkowi. Do dziś nie zrozumiał, dlaczego kotka nie wykazała się ani odrobiną rozumu i postanowiła zabrać kocięta na zgromadzenie. Nie wspominając już o tym, że nie była nawet w stanie ich przypilnować. Dlatego, teraz gdy miał iść z nią na patrol, chyba wolałby zostać trafionym przez piorun, niż słuchać jej ciągłego gdakania. Miał tylko szczerą nadzieję, że nie odezwie się akurat do niego.
— Cześć! Czemu idziesz sam Rumianku? — usłyszał głos, wyrywający go z odmętów jego myśli.
Uniósł wzrok i zobaczył nikogo innego jak srebrną pokrakę. Miał ochotę przybić sobie piątkę z czołem.
“Chyba wibracje mojego mózgu ją przywołały. Może mysie mózgi tak mają?” pomyślał zdenerwowany.
Uśmiechnął się łagodnie i odetchnął cicho.
— Dzień dobry Rudzikowe Skrzydełko. Nie wolisz porozmawiać z Pozłacana Pszenicą? Wydaje się dla ciebie lepszym towarzystwem — mruknął niezadowolony.

<Rudzikowe Skrzydełko?>

Od Opadającego Rumianka do Zewu

Opadający Rumianek przeciągnął się w legowisku. Zastrzygł uchem, słysząc piski kociąt gdzieś w oddali. Zaczął się zastanawiać, które z gaworzących bachorów mogło być takie głośne. Wychylił głowę zza krzaków, zauważając kocięta Zawodzącego Echa. Westchnął cicho, zastanawiając się, czy aby na pewno chce mieć kontakt z młodymi zastępcy. Teraz już nie dogadują się tak dobrze, jak dawniej, czego Rumianek zdawał się żałować. Miał już jednak kontakt z jego córką, może tym razem wpadnie na Zewa. Przeciągnął się, rozprostowuje coraz to starsze kości i podreptał w stronę stosu zwierzyny. Chwila nieuwagi podczas sięgania po drobnego wróbla i już zdążył ktoś na niego wpaść. Konkretnie w jego mięciutkie, puchate łapki. Rozejrzał się, jednak nie zauważył nikogo, dopóki nie obniżył lekko głowy.
— Ah… — mruknął cicho, krzywiąc pysk. — Dzień dobry Zew — dodał, zabierając ptaszynę i siadając niedaleko stosu.
Liczył na spokój, jednakże dymny kociak i tak postanowił się do niego przypałętać. Nie wyglądał na szczególnie szczęśliwego, może po prostu chciał przeprosić za to, że na niego wpadł.
— Dzień dobry… — miauknął kociak, znużonym głosem.
Oboje zamrugali kilkukrotnie, a liliowy skrzywił się nieznacznie.
— Potrzebujesz czegoś? — rzucił nieco oschle, ale zaraz westchnął cicho. — No co? Wracaj do siostry. Albo do żłobka — mruknął już nieco mniej zirytowany.
— Nie chcę. Łza jest głupia. Chcę do domu — wyszeptał niezadowolony Zew.
Rumianek westchnął cicho. Najwidoczniej kociak również tęsknił za rodziną. I wychodzi na to, że trafiło mu się akurat nielubiane rodzeństwo.
— Jestem Opadający Rumianek. I jestem kocurem — odparł, podkreślając ostatnie słowo.
— Ale pachniesz jak kotka — stwierdził, mrużąc oczka lekko zainteresowany.
Rumiankowi drgnęła lekko powieka.
— Nie jestem nią — odparł krótko, a kociak mruknął coś pod nosem niezadowolony.

<Zewie?>

Od Opadającego Rumianka do Łzy

Jakiś czas temu

Wieczór wyglądał na zaskakująco spokojny. Liście krzewów kołysały się spokojnie na chłodnym wietrze, który zmuszał koty do spania nieco bliżej siebie niż zwykle. Wyjątek stanowił Opadający Rumianek, leżący tuż przy wyjściu z legowiska wojowników. Szylkret wyglądał, jakby kogoś wypatrywał, choć gdyby spytać samego kocura, sam nie byłby tego pewien. Ostatecznie więc zdecydował się na obserwowanie żłobka, w razie, gdyby jakiś młodziak chciał wybrać się na nocną przechadzkę. Wiatr owiewał mu pyszczek, sprawiając, że fragmenty puszystego futra od grzywki brutalnie wpychały się mu do czekoladowych oczu. Zaczął powoli je wyciągać, dopóki nie usłyszał tupotu czyichś łap. Pozbyli się resztek futra z oczu i zatrzepotał długimi rzęsami, poszukując dźwiękotwórcy. Nie spodziewał się jednak, że będzie nim niewielka młódka, wpatrująca się prosto w jego miękkie łapy. Najpierw skrzywił się nieznacznie, tak jakby ktoś podrzucił mu zepsutego zająca. Zaraz potem uświadomił sobie, kto dokładnie przed nim stał. W niebieskich oczach i czarno-białym futrze rozpoznał córkę Zawodzącego Echa, ale nie tylko – jedne z kociąt z wielkiego sojuszu z Owocowym Lasem. Brązowooki westchnął nieomal cierpiętniczo i uśmiechnął się do kociaka. Zamiast jednak postąpić z młódką delikatnie, zapomniał dobrać odpowiedniego tonu i wymruczał:
— Witaj Łzo. Wyglądasz trochę strasznie z tym białym pyskiem.
Niebieskooka spojrzała na liliowego pytająco.
— Dobry wieczór Opadający Rumianku — zaczęła dymna. — Chyba jesteś samotny… Mogę jakoś pomóc? — zapytała, świecąc niebieskimi oczkami.
Rumianek nie należał do głupich i wiedział, co oznaczały te oczy, jednak mimo to postanowił ulec. Kotka sama najwyraźniej chciała, aby ktoś skupił na niej uwagę. Kto wie, może nie zauważają jej w żłobku? Opadający nie miał ochoty długo się nad tym zastanawiać. Faktycznie potrzebował, choć odrobinę towarzystwa w ostatnich czasach, dlatego bez zastanowienia kiwnął głową.
— Trochę. Brakuje mi mojego rodzeństwa… — szepnął z dozą smutku w głosie, mimo tego, że na jego pysku gościł drobny uśmiech.
Liliowy nienawidził kociąt. Dlaczego więc teraz z jednym rozmawiał? Może pomagał fakt, iż nie było jego? A może fakt, że czarna najwyraźniej należała do tych nieco bardziej inteligentnych kociąt?

<Łzo?>

Od Opadającej Łapy (Opadającego Rumianka)

Dawniej

Rumianek westchnął cicho. Nie miał nawet najmniejszej ochoty wstawać ze swojego legowiska, a słyszał już, jak jego mentor wesoło świergota z innym uczniem na temat dzisiejszego przyszłego treningu. Z rozmowy dowiedział się, że dziś będzie mógł podszkolić się w polowaniu na króliki. Wzruszył ramionami znudzony. Ćwiczyli to samo może kilka wschodów słońca temu. Opadająca Łapa miał ochotę wypowiedzieć się co myśli na temat technik nauki Dzwonkowego Świstu, ale brakowało mu odwagi. Radosna aura, którą wytwarzał starszy kocur była dla liliowego bardzo przytłaczająca. Dziwnym trafem czuł się przy własnym mentorze odrobinę niekompetentny socjalnie. Energia, jaką generował Świst była wręcz dla Rumianka niewygodna. Starał się jednak ignorować ten fakt.
— Idziesz? — zapytał Dzwonek z uśmiechem na pysku, a liliowy kiwnął głową na tak.
Szli obok siebie w ciszy, chociaż rudzielec próbował nawiązać co jakiś czas rozmowę. Nie kleiła się ona jednak, gdyż Rumianek dawał mu tylko zdawkowe odpowiedzi. Ostatecznie więc szli w ciszy. Gdy trafili nareszcie na miejsce, liliowy od razu zaczął rozglądać się za zwierzyną. Nie był najlepszy w bieganiu. Właściwie to w niczym. Mimo to wzruszył ramionami i jak przy każdym z poprzednich treningów zaczął ganiać za królikiem, próbując go złapać. I tym razem się nie udało. Ostatecznie padł zmęczony na ziemi, starając się nabrać więcej powietrza w pierś, co skutecznie uniemożliwiał mu zatkany nos. Spojrzał rozzłoszczony na rudzielca, ale trzymał pysk zamknięty.
— Możemy wracać — miauknął. — Zobaczysz, następnym razem się uda! — dorzucił pociesznie, a Rumianek walczył ze sobą, żeby mu nie odwarknąć.
“Nie uda się” pomyślał tylko i ruszył do obozu zaraz za swoim mentorem.

Od Rumianka (Opadającego Rumianka)

Dawniej

Mała Rumianek leżała w żłobku kociąt z przygnębionym pyszczkiem. Znowu czuła się jak nie w swojej skórze. To było już nawet tradycją. Przeciągnęła małe ciałko i wypełzła po cichu z legowiska, rozglądając się w poszukiwaniu kogoś interesującego. Nie minęło dużo czasu, aż spotkała jakiegoś kocura. Tak przynajmniej uznała na początku, zanim tamten się odezwał.
— Dzień dobry maluchu! Właśnie wróciłam z polowania. Masz na coś ochotę? — zapytał…a z uśmiechem na pysku.
Rumianek rozdziawiła buzię w szoku.
— N-Nie jesteś kocurem? — zapytała i polizała się po piersi, rozmyślając. — A-A-A jakie to uczucie? Znaczy… — zaczęła, ale szybko się rozmyśliła.
— To się czuję. Po prosto nie jesteś do końca sobą. Wiesz, że coś powinno być inaczej. Czemu pytasz Rumianku? — uniosła lekko brwi.
— Nic… Tylko mnie zainteresowałaś — odparła szybko, a zaraz po tym natychmiast ucichła. — Ja… Czuję się dziwnie. Ale nie dziwnie, nie boli mnie nic! Tylko denerwuje mnie zapach, jaki mi towarzyszy. I fakt, że kiedyś mogę mieć kocięta! Nie chcę ich! — wymamrotała, kołysząc się nerwowo.
— Może chciałbyś, abym nazywała się kocurem? Brzmi fajnie, co? — mruknęła kotka, tak jakby wiedziała, co było na rzeczy.
Rumiankowi zaświeciły się oczy. Kotka nie sądziłaby, że to mogło być takie proste.
— Dziwne uczucie. Czuję się lżej…szy? — miauknął i łagodnie się uśmiechnął.
— Masz jeszcze czas maluchu. Możesz być, kim chcesz. Nawet kocurkiem — dodała kotka, odchodząc do swojego legowiska.

Od Rumianka (Opadającego Rumianka)

Dawniej

Rumianek wtuliła się bardziej w matkę, słysząc piski swojego rodzeństwa. Razem była ich czwórka. Koteczka oprócz chłodu od matki czuła pewien smutek. Mała Rumianek nie wiedziała, że straciła już rodzeństwo. Na niewiele zdały się starania, aby sprawić by malutka Mara, jak nazwano martwe kociątko, nabrała powietrza w drobne płucka i mogła psocić razem ze swoim rodzeństwem. Niektórzy mawiają, że potomstwo może wyssać jakieś emocje wraz z mlekiem matki. Może szylkreteczka wyciągnęła od Ryku właśnie smutek i żal? A może po prostu czuła się z czymś źle? Zamrugała kilka razy, a jej jeszcze niebieskie oczka, skierowały się na zimne oczy starszej samotniczki. Pisnęła cicho i zmarszczyła nosek, jakby była z czegoś bardzo niezadowolona. Odsunęła się od skulonych ze sobą futrzaków i siedziała przez chwilę obok, wpatrując się w “swoją” szczęśliwą rodzinę. Kichnęła cicho, czując, jak zatyka się jej lekko nosek. Z załzawionymi oczkami zaczepiła matkę puchatą łapką. Ryk, chociaż niezbyt zadowolona, przygarnęła liliową do siebie i wyczyściła jej futerko, co spotkało się z oburzonymi piskami. Maluchy nie umiały jeszcze za bardzo mówić, ale już potrafiły dokuczyć matce i reszcie rodzinki. Choćby przy porze karmienia, gdy to zaczęły wydzierać się wniebogłosy, przepychając się w stronę ich matki.

***

Opadającego Rumianka obudził koszmar. I coś, co uporczywie łaskotało go w nos. Miał szczerą nadzieję, że był to ogon Kminkowego Szumu. Rozejrzał się po legowisku, w poszukiwaniu znajomych pysków, jednak żadnego nie zauważył. Nie mógł nimi również nazwać swoich klanowych pobratymców. Tęsknił za…rodziną.

Od Firletki

Gdy Firletka tak pilnował swojej konstrukcji przed przyjściem rodziców, zasnął. Po prostu stracił czujność i poszedł spać. Nie drzemał długo, bo w końcu, gdy usłyszał znajomy głos, natychmiast się obudził i wręcz podskoczył z ekscytacji. W tym samym momencie Słonka i Ćma się obudziły, a Mysikrólik skończyła zabawę kulką z mchu. Kocurek podreptał do mamy i się otarł o jej łapy, po czym zrobił to samo przy tacie.
— I jak, spaliście, gdy nas nie było? — zapytał Trójoki Zając, obejmując łapą syna.
— One spały, a ja… — przerwał krótko. — …Zobaczycie — uśmiechnął się chytrze, po czym z ogonem wyprostowanym ku górze, poprowadził do dziecięcej konstrukcji ptaka z patyków i piór. Najpierw jeszcze zasłonił go swoim ciałem, dopóki siostry i rodzice nie podeszli. Zajrzeli z ciekawością, po czym Firletka, drżąc z ekscytacji, odsłonił swoją twórczość.
— To taki ptak! Na nim możemy układać wszystkie pióra, które przynosi tata! — wytłumaczył z entuzjazmem, a Ćma podeszła bliżej.
— To tutaj było moje piórko zniczka! — zaśmiała się, a Mysikrólik uśmiechnęła się chytrze.
Kocurek czekał na aprobatę ze strony rodziców. W końcu Trójoki Zając powiedział:
— Firletko, to jest cudowne. Jesteś taki zdolny — ułożył się obok syna i przytulił go pyskiem. Niebieski poczuł, jak rozpala się ze szczęścia.
— Zgadzam się. Taki mały, a już takie rzeczy wymyśla. Jesteśmy dumni — dopowiedziała Kukułka z czułością w głosie.
— A możemy się bawić tymi piórkami? — zapytała się Ćma, podchodząc do brata.
— Yy… no chyba tak. Zrobiłem to po to, żeby były w jednym miejscu — wyjaśnił, a kremowa rozbłysła, po czym wzięła dumnie piórko zniczka.

Od Wzorzystej Dali

Nadal wytrwale chodziła na granicę z Klanem Nocy. Nie porozmawiała z Senną Łzą ani razu od ich pierwszego spotkania, ale to jej nie zniechęcało. I tak za każdym razem, gdy widziała z oddali szylkretowe futro, cieszyła się przekonana, że była to ona. Właśnie szła na granicę pomimo nieprzyjemnej pogody. Była przekonana, że również dzisiaj posiedzi przez chwilę na głazie, po czym wróci do obozu, nie chcąc musieć tłumaczyć się medykom, dlaczego się przeziębiła. Brnęła przez piasek, co chwilę odgarniając grzywkę sprzed oczu. Wtedy zobaczyła swój cel… i szylkretową wojowniczkę! Przyspieszyła, mając nadzieję, że to ona i że nie pójdzie sobie, przed tym, jak tam dotrze. W końcu stała tuż przy znacznikach zapachowych… i naprzeciwko Sennej Łzy! Starała się opanować ekscytację.
– O, Senna Łzo! Jak tam u ciebie?
Kotka uśmiechnęła się do niej.
– W porządku, a u ciebie?
Zastanawiała się co powiedzieć, żeby przedłużyć rozmowę i jednocześnie miała nadzieję, że nie widać na jej twarzy rumieńców. Niestety przez to kotki po prostu stały w niezręcznej ciszy wśród szumu fal. Nocniaczka popatrzyła na nią jeszcze raz i ponownie się uśmiechnęła… tym razem zmieszana.
– Wiesz… robi się zimno… ja już muszę wracać do obozu… Do zobaczenia innym razem!
Ostatnie dwa słowa Klifiaczka powtórzyła pod nosem. “Innym razem”... To kiedy będzie wreszcie ten inny raz? Za kolejne kilka księżyców? Czy wtedy znowu będzie tak jak teraz? Nie… To nie miało szans się udać. Nawet gdyby Wzorek nie była taka niezręczna. Związki międzyklanowe były zakazane. Obie mogłyby mieć kłopoty. Może to lepiej, że nie wyszło? Nie zmieniało to jednak faktu, że była okropnie zawiedziona. Na osty i ciernie, czemu musiała zawsze wybierać tak nieodpowiednie dla niej kotki?! Niebiańska Poświata, Senna Łza, Psotny Nietoperz… No tak… Uczucie, które od dawna było gdzieś tam, ta iskierka, którą czuła do Psotki… Wiecznie tłumiona, wypierana, nieakceptowana. A nigdy nie zgasła… Szkoda, że była gotowa zaakceptować ten fakt dopiero po tym, jak czarno-biała zaczęła kręcić z nowym członkiem klanu… Ten ptak już odleciał. Już po wszystkim… Z oklapniętymi uszami i zwieszoną głową, zaczęła stawiać kroki w kierunku obozu, ciągnąc ogon po piasku.

28 czerwca 2026

Od Ostatniego Pożaru

Po ostatnich wydarzeniach czuła, że musi się przejść. Od zerwania kontaktów z rodziną coraz mniej trzymało ją w Klanie Burzy. Wielokrotnie o tym myślała i o ile próbowała wmawiać sobie, że to nierozsądne, wręcz irracjonalne w końcu już nie mogła dalej siebie oszukiwać. Nie miała żadnych powodów, żeby tu zostawać. A żeby pozostawić wszystko za sobą milion. Mimo nieprzyjemnego chłodu i mocnych wiatrów brnęła wytrwale aż do granicy z Owocowym Lasem. Czy tam czeka na nią lepsza przyszłość? Czy w ogóle takie coś dla niej jeszcze istnieje? W tym momencie cała ta pewność, którą dusiła w sobie od księżyca, zniknęła. Jedna z jej przednich łap zawisła w powietrzu. Na pewno powinna to zrobić? Jeżeli przebiegnie przez drogę grzmotu, nie będzie już odwrotu. Serce dudniło jej w piersi. Musiała podjąć decyzję szybko. Jeżeli patrol z którejkolwiek strony ją zobaczy, może mieć kłopoty. Rozglądała się to na tereny Owocniaków, to na własne, to na obie strony drogi grzmotu. Chłodne dreszcze niepewności potęgowane przez wiatr sprawiały, że ciągle poddawała w wątpliwość swoje przemyślenia. Czuła, że ta chwila trwa godzinami. W końcu odstawiła łapę na ziemię i usiadła. Nie ucieknie z klanu. Nie dzisiaj. Miała posłać ostatnie spojrzenie w stronę wrzosowej polany po drugiej stronie i skierować się do obozu, kiedy to usłyszała głos zza pleców.
– Gdzie się królewna wybiera?
Kiedy wstała i obróciła się do dźwięku, zobaczyła Złocistą Wydmę. Mimo krótkiego futra kotka wydawała się drżeć dużo mniej od Pożaru. Może to przez emocje.
– Nie jestem żadną królewną – splunęła. – O ile dobrze pamiętam, mają być piękne, nieprzerażające – dorzuciła, wskazując na swoje blizny, w szczególności ubytek na uchu.
– Nie jesteś taka straszna… – kremowa machnęła łapą. – Ja tam widzę w tym piękno.
Ruda obróciła uszy do tyłu z irytacją. Zamierza teraz ją komplementować, jakby nic się nie stało?!
– Po co się w ogóle do mnie odzywasz? Wracasz do mnie, bo twoja nowa koleżanka cię porzuciła, jak ty wcześniej mnie? Czemu nie znajdziesz sobie kolejnej “wyjątkowej” znajomej? – uśmiechnęła się niby szyderczo, w rzeczywistości maskując w ten sposób ból. Te wszystkie rozmowy pod nieobecność Maximusa, ich powrót tutaj, walka z Wilczakami… Wszystko zaprzepaszczone! A teraz niby mają to po prostu kontynuować jak gdyby nigdy nic?!
– Nie zależy mi na nowych znajomościach. Chciałam się przywitać, zobaczyć co u ciebie. Nie rozmawiałyśmy, od kiedy zaczęłaś chodzić z tym swoim kochasiem! – mimo wszelkich prób zachowania spokoju, głos byłej samotniczki zaczął drżeć.
– Bo się do mnie nie odzywałaś – mruknęła. – Czemu ci w ogóle niby tak na mnie zależy?
Ledwo zdążyła dokończyć pytanie, żółtooka krzyknęła:
– Na osty i ciernie! Bo cię kocham, Pożarze!
Gęsta cisza zawisła między nimi przerywana tylko podmuchami wiatru targającymi ich futra. Pożar poczuła się, jakby ją ktoś popchnął. Chyba nigdy wcześniej nie słyszała, jak Wydma podnosi głos. Do tego właśnie wyznała jej miłość!
– Saharo… – wykrztusiła z siebie, nie wiedząc co powiedzieć. Kremowa odwróciła wzrok. Pożar podeszła do niej powoli i przytuliła się do jej boku. Nie mogła odnaleźć słów, które nie brzmiałyby w tym momencie pusto.
– Ja… – zaczęła. W tym momencie złapała ciepłe spojrzenie kotki i zrozumiała. Nie musiała już nic więcej mówić.