Dawno temu, niedługo po tym, jak Modrogończyk został mianowany na ucznia
Modrogończyk dzisiejszego słonecznego dnia miał uczestniczyć w treningu swojej siostry szkolącej się na zwiadowcę pod czujnym okiem Rohan. On oczywiście uczył się na szamana, jednak Purchawka poprosiła mentorkę swojej córki, aby i jego również podszkolić we wspinaczce na drzewa. W końcu większość życia w Owocowym Lesie rozgrywała się w koronach drzew. Być może matka sama by przekazała synowi tajniki poruszania wśród gałęzi, gdyby nie jej problem z błędnikiem oraz zez.
Brązowy kocurek kilkukrotnie miał okazję uczestniczyć podczas lekcji Psianki, wdrapując się na niższe gałęzie niż siostra. Tak, jak łaciata była odrobinę może przyciskana przez swoją mentorkę, tak Gończyk miał nieco więcej luzu. W końcu to nie od Rohan zależało czy Modrogończyk ukończy trening szamana. Ona po prostu miała mu przekazać przydatną wiedzę i zadbać o to, aby nie skręcił karku.
~~~
Po pierwszej rozmowie ze Smokiem, gdy omyłkowo Goniec uznał, że ta szkoli się na zwiadowcę
Razem z Purchawką przemierzał tereny Owocowego Lasu, w poszukiwaniu wszelakich ziół. Trzeba było uzupełnić zapas medykamentów przed nadejściem pory nagich drzew.
— Spójrz. Wiesz czyj to odcisk?
— Lisa? — Bardziej spytał, niż stwierdził, jednak założył, że większy ślad łapy w błocie będzie należeć do rudzielca, którego można było częściej spotkać przy granicy niż jakiegoś samotnika. — Miałem rację? Oh.
— Czyli nie byłeś pewny... Spójrz. Zwróć uwagę na rozstaw palców. Widzisz? Różni się od mojego śladu. — Purchawka odcisnęła swoją łapę w błocie tuż obok śladu lisa.
Łapa jak łapa. Trochę większa, mająca inny kształt. Pokiwał łebkiem na boki, dając znać, że widzi różnice.
— No i ten ich charakterystyczny zapach... — Matka skrzywiła pysk, przenosząc spojrzenie w stronę krzaka jagód niedaleko błotnej ścieżki. — Nie widzieć czemu lisy upodobały sobie sikanie na krzewy.
Gończyk zmarszczył pysk, gdy tylko wyczuł zapach, o którym mówiła matka.
— M-mamo? Ty znasz lisi język, prawda? — zapytał przez nos, przyciskając łapę do pyska.
— Znam tylko słowo "przyjaciel" — zamruczała, po czym najwidoczniej lekko zirytowana zmarszczyła brwi. — Co was nagle wszystkich wzięło na naukę lisiego języka? Koci już wam nie pasuje?
— Nie. A powiesz mi, jak jest po lisiemu "przyjaciel?"
~~~
Kocurek oprócz patrzenia na świat oczami szamana, podobnie, jak jego matka, starał się pomagać w obozowym życiu. Kilkukrotnie miał okazję udać się na polowanie z innymi uczniami. W dodatku z tymi, którzy należeli kiedyś do grupy zwanej Świetliki. Z zaciekawieniem obserwował czarnego oraz kocura. Śnienie i Koniczyna. Byli o niego starsi o dobre... dobre kilkanaście jak nie kilkadziesiąt księżyców. Czarnofutry kocur miał elegancką długą bródkę oraz zabawny krótki ogonek, natomiast jego towarzysz miał bardzo ciekawą budowę ciała. Wiedział, że wyznają inną wiarę niż tą, która praktykowano w Owocowym Lesie, a mimo to postanowił spróbować.
— Macie ochotę porozmawiać o Wszechmatce? — zagaił z błyskiem w oczach.
[446 słów — trening wojownika + wspinaczka na drzewa + rozpoznawanie tropów lisów]
🍃🌿🌱
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz