Jakiś czas temu…
Poprawiła chwyt na upolowanej zdobyczy, rozglądając się po okolicy. Słońce przypiekało w grzbiety członków patrolu, bezlitośnie przebijając się przez korony drzew.
Poniekąd liczyła na kolejną ulewę; kurz unoszący się w dusznym powietrzu był nie do zniesienia, a zwierzyna coraz rzadziej wyciągała zady z norek. Zmarszczyła nos, wymijając kępę suchych krzewów i dołączając do reszty patrolu. Zlustrowała wzrokiem ich pyski, pełne piszczek. Cienista Zjawa, Cętkowana Łapa oraz Tropiąca Łaska.
Iście rodzinna atmosfera.
Ruchem ogona dała sygnał do powrotu. Wysunęła się na prowadzenie, pozostawiając bratanka wraz z jego mentorką; za to sam Cień po paru uderzeniach serca zrównał z nią kroki. Zerknęła na niego kątem oka. Wciąż miała wobec niego mieszane uczucia, ale… Nie skakali już sobie do gardeł. Ani w znaczeniu metaforycznym, ani dosłownie.
Jedynym śladem ich konfliktów pozostała drobna, nie rzucająca się w oczy blizna tuż obok jej nosa, zdobyta podczas uczniowskiej bójki.
Może wszyscy Ci wojownicy, którzy mówili jej, że jeszcze wrócą na zgodną ścieżkę, mieli rację. Może po osiągnięciu dojrzałego wieku oboje zrozumieli, że rywalizacja i cięte odzywki nie są im potrzebne. Sama nie była pewna, co i kiedy się zmieniło – ale w duchu się z tego cieszyła.
Chwyciła nornicę trochę mocniej i przesunęła językiem po zębach.
— Jak Ci się wiedzie jako ojciec, gdy nie musisz pilnować go na każdym kroku? — zagadała, ruchem głowy w tył wskazując na Cętkowaną Łapę. — Czujesz już starość w kościach?
Cienista Zjawa spojrzał na nią z ukosa i wydął dolną wargę, a ona zachichotała pod nosem.
↝❇⌑❂⌑❇↜
W niedalekiej przeszłości…
Sucha trawa uginała się pod jej łapami. Księżyc widniał wysoko na niebie, okryty puchem ciemnych chmur. Zajęła swoje miejsce wśród innych kultystów; obok Słoty, Cienia i Tropiącej Łaski.
Obserwowała, jak jej matka staje na tle Ciernistego Drzewa, odwracając się przodem do grupy.
— Kult rozrasta się i rośnie w siłę — rozpoczęła Zalotna Gwiazda. — Cieszy to nas wszystkich. Wraz z odejściem Mrocznej Wizji oraz Borsuczej Puszczy przyszedł czas na obranie nowej roli przez dwójkę z was.
Przywódczyni zlustrowała wzrokiem zebrane koty.
— Nadciągający Pomroku, Ognikowa Słoto, wystąpcie.
Zastrzygła uszyma, a jej serce musiało pominąć chyba parę uderzeń, sądząc po tym, jak zakręciło jej się w głowie. Jej oczy otworzyły się szerzej.
Po chwili – i dyskretnym szturchnięciu w bok przez siostrę – podniosła się z ziemi i wyszła poza rząd. Stanęła wraz ze Słotą parę kroków przed matką, modląc się, aby jej łapy nie zaczęły nagle drżeć.
— Miejsce Wielkiego Kapłana obejmie Nadciągający Pomrok — zaczęła, spoglądając córce w oczy. — Odpowiadać będziesz za wybór kotów, którym dane będzie dowiedzieć się o kulcie, jak i dbać o jego ogólny dobrostan. Czuwaj nad naszymi przyszłymi członkami i wybieraj ich mądrze.
Zastygła w miejscu. Zamrugała.
Och, wielcy przodkowie, to naprawdę się działo.
Uchyliła wargi, pomimo tego że nie miała pojęcia, jak ma odpowiedzieć. Przełknęła ślinę i pochyliła głowę w geście wdzięczności, pozwalając, aby kąciki jej pyska uniosły się w chytrym uśmiechu.
— Dziękuję, matko — wymruczała w końcu po paru uderzeniach serca. Z tylu rozległy się wiwaty. — Nie zawiodę Cię.
Zalotka skinęła głową, po czym zwróciła się do drugiej kotki.
— Ognikowa Słoto — kontynuowała. — Od dzisiaj będziesz nosić miano Matki Kultu. Będziesz odpowiedzialna za to, żeby przyszłe pokolenia wiedziały, która ścieżka jest tą jedyną właściwą. Oddaję kocięta w twoje łapy.
↝❇⌑❂⌑❇↜
Teraźniejszość…
Przeciągnęła się, wysuwając łapy z legowiska wojowników i unosząc zad do góry. Stłumiła ziewnięcie i zamrugała.
Popołudniowe słońce rzucało ostre cienie na obozową polanę. Zamruczała cicho, prostując grzbiet. Zdecydowanie wolała Porę Opadających Liści od letniego gorąca. Wolnym krokiem zbliżyła się do stosu ze zwierzyną, wybierając z niego dorodnego wróbla, po czym podniosła głowę i rozejrzała się po obozie.
Hm… Czyszczące sobie nawzajem futra Słota i Kocimiętka, przekomarzający się uczniowie… Cienista Zjawa siedzący pod miejscem przemówień. Bingo.
Chwyciła posiłek pomiędzy szczęki i podreptała właśnie w jego kierunku. Strzepnęła ogonem, przymrużyła oczy, i rozsiadła się na skrawku trawy obok brata.
— Twój syn szybko ukończył trening — miauknęła, kładąc wróbla przed swoimi łapami i wypluwając jakieś zagubione w pysku piórko. — Na pewno nie odziedziczył tego po tobie.
Wojownik zmrużył ślipia, obrzucając ją poirytowanym spojrzeniem; zwrócił jednak w jej stronę pysk.
— Jestem z niego bardzo dumny.
— Podejrzewam.
Uśmiechnęła się krzywo, po czym nieco spoważniała.
— Właśnie o niego przyszłam ci zawracać głowę — kontynuowała, chyląc lekko głowę od reszty kotów w obozie i zniżając ton głosu; jej słowa skierowane tylko do Cienia. — Niedługo chciałam z nim mówić o oficjalnym dołączeniu do kultu. Myślisz, że jest już gotowy, czy potrzebne by mu były dodatkowe przygotowania? Wydaje się być porządnym kocurem, ale ty jako tatuś pewnie wiesz najlepiej — wzruszyła barkami i parsknęła pod nosem.
<Cienista Zjawo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz