dawno trochę temu
Pewnego dnia usłyszał nową obecność w żłobku, poczuł na sobie czyjś wzrok, ale raczej nikt od niego nic nie chciał... nie? Niemniej ten ktoś się przybliżył i nie pachnął jak mama... bardziej obco. Akurat się nudził, siedząc z głową skierowaną w górę, z otwartym pyszczkiem, jakby próbując zjeść powietrze, jednak kiedy kroki się przybliżyły, zamknął natychmiast jadaczkę, z zawstydzeniem patrząc w ziemię. Może jak nie będę się ruszał to mnie nie zauważy. Ah crap, zauważyła.
— Hej, spójrz na mnie — zaczęła cichym głosem. — Jestem medyczką, przyszłam sprawdzić, jak się czujesz.
Drgnął. Spojrzeć? Ale gdzie, co? Oh, medyk... Mama ufała medykom, miał już z nimi chyba styczność... chyba. Ale jak spojrzeć? Odwrócił głowę w stronę dźwięku, kuląc się nieco w sobie, uszami wędrując na prawo i lewo. Gdzie jest mama która powiedziałaby Firletce, jak się Księżyc czuje i co mu dolega? On nie wiedział.
— Oh! Przepraszam — zaśmiała się nerwowo, widząc zamglone oczy kociaka. — Jak mogłam zapomnieć... Wybacz. No cóż... Jak masz na imię?
— Ksienszyc. — odpowiedziało kocię zgodnie z prawdą, nie zaprzestając swojego kiwającego rytuału. — Szuka pani mamy?
— Śliczne imię, Księżycu — zamruczała. — Nie, nie, wiem gdzie jest twoja mama. Przyszłam do ciebie, chciałam sprawdzić, jak się masz. To moja praca.
Usiadł rozkraczony na pupie, kładąc przednie łapki pośrodku. Sprawdzała jak on się czuje, a co z resztą?
— A coś se mną jest śle? Jestem sepsuty? — spytał z zaciekawieniem, na co kotka zamrugała zaskoczona.
— Nie! Nic nie jest z tobą źle — miauknęła prędko, modląc się w duchu, aby Rozkwitająca Szanta nie słuchała tej... Rozmowy. — Zawsze się tak robi. Musimy sprawdzić, czy nikogo nic nie boli, czy wszystko jest w porządku... — kontynuowała dość niezręcznie, chociaż na Księżycu żadnego wrażenia to nie robiło. Wciąż się jednak czuł nieco niezręcznie, bo nie miał pojęcia co mu było, co kotka chciałaby wiedzieć ani jak na coś odpowiedzieć. Czy to jakiś test, który może oblać? Nie chciał być testowany, zawsze wtedy tracił głowę i się stresował i miał wrażenie, że zostaje w tyle. To trochę jak z odpowiedzią na pytanie: w skali od 1 do 10 na ile oceniasz ból. Skąd miałby to wiedzieć? Nigdy nie bolało go nic na tyle, żeby uznać ból za 10.
— Aha — mruknął — Nie boli mnie nic — wyrecytował po chwili, sprawdzając, czy rzeczywiście go nic nie boli. Bo może tylko mu się zdaje? — I Kołysanka i Śniaka i mamę tesz nic nie boli. Ale Śniak czasem się denelwuje jak za głośno mófimy.
— To bardzo dobrze, że wszyscy macie się świetnie — miauknęła, widocznie zadowolona z jego odpowiedzi — Śniak..? Ah, Śniątko. Cóż, może ma wrażliwe uszy? — Kotka gdzieś przeszła, albo przynajmniej Księżyc miał wrażenie, że jej głos się jakby oddalił. — Teraz... Pozwolisz, żebym popatrzyła bliżej na ciebie? To też część oględzin; muszę spojrzeć na twoje uszy, oczy, i tak dalej.
— Nie, po plostu jest nudny — Stwierdził, wzruszając barkami, już nieco rozluźniony. Na jej następne pytanie kiwnął głową na zgodę, nie ruszając się z miejsca. Nie miał pojęcia czemu chce mu spojrzeć w oczy i co to ma na celu, ale miał nadzieję, że nie parsknie śmiechem, gdy poczuje jej wąsy blisko pyska.
<Firletka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz