- Mam ważne pytanie... po co wam mysia żółć? To strasznie cuchnie. – powiedział biały.
- No wiesz… Nasączasz mech mysią żółcią i to co robi każdy uczeń, odrobaczasz starszych.
- Hm… A to? – wskazał łapą drobny krzak z fioletowo-zielonymi kwiatkami i czarnymi, połyskujących jagodach.
- Lepiej tego nie ruszaj. – mięknął przestraszona Konwalia. – Jest to trucizna, nazywa się pokrzyk wilcza jagoda.
- Jakże… - zaczął Orlik, Konwalia miała już nadzieję, że skończy zdanie: ‘’Jakże interesująca nazwa’’. Lecz stało się co innego. – nudna nazwa.
- Hah, Nudna? – zaśmiała się – Właśnie wydaje mi się, że ciekawa. No dobrze…, a więc co jest na ból głowy?
- Ziarenka maku.
- Dobrze.
- A co na poród?
- Chmm… Jakieś liście… Maliny. Mak?
- Ech, nie, nie. Pomyliłeś, ale spokojnie. Myślę…, że ta wiedza ci się przyda.
- Chm? – zastrzegł uszami biały.
- No bo wiesz… Chyba kiedyś Cętka będzie je mieć?
- Może… Ale myślę, że nie powinniśmy się z tym śpieszyć. Na kociaki przyjdzie kiedyś czas. Cętkowany Kwiat jest jeszcze młoda i ja jestem młody… Do szczęścia na razie nie potrzebne są nam dzieci.
- Racja. – powiedziała czarna, a po chwili mruknęła pod nosem. – Jakie to słodkie… No dobrze, wracając do nauki. Nie używaj maku, nie daj Klan Gwiazdy by kotka zasnęła przy porodzie i po ptakach.
Orlik przełknął głośno ślinę.
- Liście malin, liście ogranicznika, jagody jałowca i patyk. Jak będzie bardzo krwawić to pajęczyny i na rany.
- Ychm. – pokiwał głową wojownik. – Coś jeszcze?
- Chyba nie… No to dalej. Co dasz na zielony kaszel?
- Kocimiętkę.
- Dobrze ci idzie. Myślę, że niedługo nie będziesz się musiał bać o swoje zdrowie i bliskich. A co polecisz na ból zęba? - zapytała asystentka medyka bacznie przyglądając się białemu wojownikowi.
<Orlikowy Szepcie? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz