Po mianowaniu Nura, przed mianowaniem Żabki
Żabka rzuciła swoją mysz na ziemię i rozciągnęła się. Wszystko szło po jej myśli tego dnia. Złapała trochę zdobyczy, a teraz była gotowa się w końcu najeść, bo królowe były najedzone i starszyzna zaopiekowana. Żabka nie jadła jakiś czas już, w końcu Pora Nagich Drzew była bardzo niewybaczająca pod tym względem. Kiedy już się najadła, podszedł do niej przemiły gość. Nur, a raczej Nurowa Łapa usiadł obok niej z rybą w pyszczku.
– Żabia Łapo! Jestem już uczniem! – wypiął dumnie pierś. Żabka machnęła ogonem z zadowoleniem. Jakie to był dobry dzieciak.
– Gratulacje, Nurowa Łapo. – miauknęła kotka i uśmiechnęła się.
– Wspinałem się dziś na drzewa. – zerknął gdzieś w bok. – Wcale nie jest takie ciężkie… Ale masz rację. Długa sierść jest ciężka i trochę przeszkadza.
– Jak nie będzie tyle śniegu, to będzie troszkę łatwiej. – zaśmiała się Żabcia. Zapadła chwila ciszy, gdyż Nur musiał też się najeść. Był młodym rosnącym kotem, zasługiwał na dobre kęski, w końcu przyszły namiestnik musi być silny.
– Kiedy będziesz wojownikiem? – padło pytanie, które wyrwało Żabkę z jej myśli i obserwacji życia klanu.
– Już niedługo. – odpowiedziała. Oczekiwała jeszcze może dwóch księżyców. Och słodka Żabko, jak ty niewiele wiesz, co cię czeka.
– A weźmiesz mnie wtedy na polowanie? – zagadnął, zerkając na nią kątem oka. Żabka uśmiechnęła się i poprawiła łapy, chowając je w ogonie.
– Ja miałabym cię nie wziąć?! – napuszyła się w ramach udawanego oburzenia. – Oczywiście, że cię wezmę. I na polowanie i na patrole. – oświadczyła dumnie. – Nie ważne kto będzie twoim mentorem, jestem pewna, że pozwolą mi ukraść cię, chociaż na chwilę! – jej obietnica zawisła w powietrzu.
Po mianowaniu Żabki, wkrótce potem
– Dzień dobry Szałwiowe Serce. – przywitała się z księciem, który akurat także wracał do obozu. Koty, które były z Żabką na patrolu już się rozeszły w swoje miejsca.
– Dzień dobry, Żabie Oko. – przywitał się kot. Zaraz za nim pojawił się Nurowa Łapa z niezadowoloną miną.
– Krótki trening dzisiaj? – zagadnęła świeżutka wojowniczka.
– Tak. Spotykam się dzisiaj z kimś z rodziny całkiem niedługo. – mruknął kot pod nosem. Jeśli nie chciał jej mówić więcej, nie szkodzi. Książę miał do tego prawo jak każdy inny kot. Chociaż… on… mentorem Nura? To była ciekawa decyzja ze strony Mandarynkowej Gwiazdy. Szałwiowe Serce był… specyficznym kotem. Sporo przeżył, ale jego reputacja była nieco nadszarpnięta według plotek, które słyszała o nim wojowniczka.
– To, co byś powiedział, jakbym Ci ukradła Nurową Łapę na małe polowanko? – zagadnęła, przestawiając swoją wagę z łapy na łapę. Śnieg pod nią chrupał niecierpliwie, nie mogąc się doczekać, aż jej waga przemieści się w inne miejsce. Szałwiowe Serce zerknął na swojego nowego ucznia i potem jeszcze raz na Żabie Oko. Kota uśmiechnęła się do niego szeroko.
– No… nie wiem. Nie wróciłaś właśnie z patrolu?
– Wróciłam, ale był krótki. I tak miałam udać się na jakieś polowanie. – kłamstwa przychodziły jej z łatwością, jakby żyły pod jej skórą tylko czekając na swój czas. Jej patrol trwał od rana, jeszcze przed wstaniem słońca. Było południe chylące się ku wieczorowi. Miała się udać na drzemkę, ale drzemka może poczekać.
– No dobra. Tylko proszę cię nie za daleko. – Szałwiowe Serce dał jej niepewne pozwolenie.
– Obiecuję mieć na tego łobuza bardzo uważne oko. – mruknęła Żabie Oko z szerokim uśmiechem, nie mrużąc oczu nawet o milimetr. Książę nieco się zmarszczył na ten widok i zaraz zniknął w obozie. – Cóż za… ciekawa osobowość. – mruknęła pod nosem Żabka.
– Dziękuję Żabie Oko! – Nurowa Łapa podszedł bliżej. – Dzisiejszy trening był naprawdę krótki. Tak jak wczorajszy. – poskarżył się. Był z tego wyraźnie niezadowolony. Żabka rozumiała to doskonale. Co jak co, ale Lawendowa Rozkosz dawała jej dokładnie taką ilość treningów, jaką młoda uczennica potrzebowała.
– To musi być dla ciebie bardzo frustrujące. Jestem pewna, że to tylko chwilowe, albo zamierzone. W końcu Szałwiowe Serce to książę i doświadczony wojownik. Krótsze treningi nie znaczą, że są gorsze. W końcu każdy czasem potrzebuje odrobiny odpoczynku!
– Niby tak. – Nurowa Łapa odetchnął cicho.
– Niby tak, niby nie. Ale teraz. Obiecałam ci, jak byłeś jeszcze kociakiem, że pokażę ci najlepsze miejsce na polowanie na króliki, co nie? I że wezmę cię na prawdziwe polowanie. Polowałeś już coś z Szałwiowym Sercem?
– Trochę. Ale głównie skupiliśmy się na razie na skradaniu, które już mi dobrze idzie. I na tropieniu. Tropiliśmy dużo, żebym znał zapachy.
– Okej. Dobrze wiedzieć. – kiwnęła łebkiem Żabka. – Dobra. To lecimy w kierunku Brzozowego Zagajnika. Tam zaraz na brzegu drzew idzie znaleźć całkiem sporo śladów i ciekawych zapachów.
– Z wielką chęcią! – Nurowa Łapa przeskoczył z łapy na łapę.
Chwilę szli w ciszy, dopóki nie przerwał im sum wody. Rzeka była zamarznięta, aczkolwiek jej dźwięk nadal towarzyszył terenom nocniaków. Gdzieś głęboko pod lodem szumiała, tam z rybami i glonami, zaraz za zasięgiem kocich łap. Żabka poprawiła wąsy i przemknęła po zmrożonej tafli. Lód nawet nie zaskrzypiał. Nurowa Łapa dzielnie za nią nadążał. Nie był już tym samym małym kociakiem, którego pamiętała jeszcze sprzed księżyca. Zresztą, już nawet wtedy był dobrze ułożonym i słuchającym się uczniem.
– Zatrzymamy się tutaj. – oznajmiła uczniowi. Zaklasyfikowała Brzozowy Zagajnik jako wystarczająco blisko obozu. – Dobra. Pokaż mi swój najlepszą postawę polowania.
Nur ochoczo przywarł do śniegu, opuszczając uszy po sobie.
– Tyłek trochę niżej. – poleciła Żabka, a Nur od razu zastosował się do polecenia. Jaki to był dobry dzieciak. – Idealnie. – dodała. – Dobra. Powinieneś dać sobie radę idealnie. Teraz najciszej jak tylko umiemy, idziemy przed siebie. Jeden obok drugiego. Obserwuj uważnie śnieg, bo króliki i myszy poruszają się rzadko i szybko.
Chwilę przemieszczali się cichutko, ich łapy były stawiane bardzo ostrożnie. Dopóki Żabka nie zauważyła małego ruchu po swojej stronie. Zastąpiła Nurowej Łapie delikatnie drogę i machnęła łapą w kierunku, który namierzyła. Tam, para szarych uszu wystawała nad śnieg. Widać było tylko same czubki.
– Królik. Dawaj. – zachęciła ucznia do akcji. – Nisko, powoli i od tyłu. Ich oczy są z boku, więc widzą znacznie więcej, więc naprawdę powoli. Jak tylko uważasz, że do niego doskoczysz, to się rzucasz. Pazury wyjęte, najważniejsze go spowolnić, nawet jak się wywrócisz. Jak masz w nim pazury, to jest twój. – pouczyła go i sama przywarła do śniegu, obserwując go. – Jak się nie uda, to będzie następna szansa. – nie wspomniała jakie szczęście ich trafiło, że ten królik wyszedł rozprostować nogi.
<Nurowa Łapo?>
wierzę w ciebie :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz