Szaruga obudził się późnym rankiem, kiedy to delikatne promienie słońca dotarły do wejścia nory, w której zrobił sobie legowisko. Kocur nie miał ochoty wstawać z wygodnego mchu, ale wiedział, że musi, jeśli chce przetrwać samemu chłód pory nagich drzew, tak jak tę porę nazywają klanowe koty. Nigdy ich nie spotkał — jedynie matka o nich opowiadała mu i jego rodzeństwo, gdy byli małymi kociakami. Wiedział, że znajduje się wcale nie tak daleko od zewnętrznych granic klanów, jednakże przynajmniej na chwilę obecną, nie miał ochoty się do nich zbliżać. W końcu, co by te koty zrobiły, jakby samotnik taki jak on wszedł na ich tereny?
Srebrny kocur wyszedł na zewnątrz nory, kaszląc po tym, jak ziemia tworząca ściany dostała się do nosa. Dotknął swą dużą łapą chrupiącego śniegu i mruknął. Czekał, aż nadejdzie odwilż i wszystko wróci do normy. Będzie mógł on wtedy polować na pyszną, pulchną zwierzynę… Oczywiście, teraz też musiał polować, ale drobne myszki były żylaste i kościste… Kot takich rozmiarów jak on mało się takim czymś się naje, ba, nawet mniejsze niż on koty się tym nie najedzą!
Nagle do jego nozdrzy dotarł lekki zapach jakiejś zwierzyny wraz z podmuchem zimnego wiatru, więc zaczął nasłuchiwać, nastawiając uszy zakończone pędzelkami. Przykucnął niżej, gdy tylko zauważył mysz chowającą się za bezlistnym drzewem. Podszedł bliżej, próbując nie zmoczyć długiego futra na brzuchu i gdy był dostatecznie blisko, skoczył z hukiem. Podniósł swe łapy i zobaczył, a właściwie nie zobaczył nic. Syknął ze zdenerwowania na brak zdobyczy.
Jak ja mam przetrwać, kiedy jest taki chłód, a zwierzyna nieustannie ucieka? — pomyślał. — Zawsze dobrze radziłem sobie z polowaniem, dlaczego teraz już nie?
Kiedy tak narzekał na siebie i na brak zwierzyny, usłyszał szelest, a po wypatrzeniu źródła dźwięku okazało się, że był to królik. Niezbyt duży, młody, zagubiony, bezbronny… Kocur natychmiast zaczął zmierzać w jego kierunku i zatrzymywał się, gdy długie słuchy brązowej puszystej kulki się unosiły. Wtem Szaruga skoczył ku zwierzynie, królik zaczął uciekać, ale kocur był szybszy. Prędkim ruchem wgryzł się w kark i poczuł ciepłą krew napełniającą jego pysk. Samotnik otrząsnął się i zaczął wlec całkiem pulchną zdobycz do legowiska w norze.
Po wejściu do ciepłego schronienia ułożył się na mchu i piórach, po czym zaczął zajadać się upolowanym żyjątkiem. Królik był całkiem smaczny, kocur dawno nie jadł tak pysznej rzeczy. Czekał tylko na topnienie śniegów… Chłód przeszkadzał nawet takiemu długowłosemu kotu jak on.
Zjadł połowę królika, stwierdziwszy, że resztę zje później, gdy słońce będzie zachodzić. Przeciągnął ciało zwierzyny w głąb nory. Gdy po raz do niej przybył, był szczęśliwy, że udało mu się ją znaleźć. Zapach dawniej zamieszkującego tu lisa już wtedy był zwietrzały — teraz już nic z tego zapachu nie pozostało, jedynie zapach Szarugi. On jako jedyny z rodzeństwa opuścił siedlisko Długonogich — pozostali żyli albo jako pieszczochy, albo samotnicy żyjący w ciemnych alejkach pomiędzy legowiskami. Tak przynajmniej było, gdy odchodził – teraz wiele rzeczy mogło się zmienić. On zaś nie zamierzał wracać, wręcz przeciwnie, chciał się oddalić od siedliska, w stronę klanów. Może to było tylko głupia fantazja, ale kocur w głębi serca chciał dołączyć do dzikich grup kotów… Oczywiście, jeśli tylko się postara popracować nad swoim polowaniem czy walką… W takim stanie jak teraz nikt go nie przyjmie, w szczególności, że jest samotnikiem!
Szaruga spojrzał się w lekko widoczny księżyc na niebieskim niebie, po czym ułożył się w kulkę w swoim legowisku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz