Chwilę przed narodzinami dzieci Słoty
Nocny Śpiewak zaczął dzień spokojnie od patrolu, który zakończył miłym posiłkiem u boku Ognikowej Słoty. Nie mógł się już doczekać, aż kotka urodzi i będzie mógł poznać te słodkie maluchy. Rozmawiali sobie spokojnie, aż nie podeszła do nich Nadciągający Pomrok z przyjaznym uśmiechem. Nocny Śpiewak uśmiechnął się, kiedy mistrzyni zaproponowała mu wyjście.
— Oczywiście, że nie! To będzie sama przyjemność! — w jego głowie już kłębiły się myśli pełne ekscytacji! Dodatkowy trening? Polowanie? Nawet zwyczajny spacer byłby zaszczytem!
— Nie śpiesz się tak z tą ekscytacją — miauknęła, skinąwszy siostrze głową na pożegnanie. — Nawet nie wiesz, po co wyciągam cię z obozu... Ruszyła w kierunku wyjścia do lasu, nie oglądając się za kocurem. Noc zerknął za kotą, po czym pospiesznie pożegnał się ze Słotą. Ta tylko uśmiechnęła się do niego szeroko i zajęła się swoim jedzeniem. Nocny Śpiewak podskoczył na równe łapy i dogonił mistrzynię.
— Nie muszę wiedzieć, co robimy! — mruknął kot. Nadal było w nim trochę tego uczniowskiego podejścia. — Ja po prostu lubię robić... coś. Zwłaszcza z tak utalentowanymi kotami, jak ty czy Ognikowa Słota! Ta Skierowała swoje kroki w stronę granicy z Klanem Klifu.
— Jeszcze pomyślę, że chcesz mi się podlizać i zostawię Cię jednak w obozie — odparła szybko z chytrym uśmiechem. — Skoro tak lubisz moją siostrę, to może opowiesz mi o tym, jak się dogadujecie? Chyba często odwiedzała was w żłobku, gdy przywlokłam wasze małe zady do obozu.
— Tak bardzo często nas odwiedzała. — Noc pokiwał łebkiem, uśmiechając się szeroko. — Opowiadała nam historie wojowników i naszych przodków. Opowiadała nam, jak powinniśmy postępować w przyszłości, jak sami otrzymamy nasze imiona. Naprawdę ją podziwiam. Nie dziwię się, że została mianowana mistrzynią. Zasługuje na to miano. Jest silna, jest odważna, wierzy w swoje słowa i swoją moralność. Podziwiam ją, tak prawdziwie, prosto z serca, nie tylko jako mistrzynię, ale też jako kogoś mi tak bliskiego. Nie sądzę, że byłbym tutaj, gdzie teraz jestem jakby nie jej słowa i pomoc. — Noc omijał trochę mówienie bezpośrednio o Mrocznej Puszczy, o historiach o zbrodniach Klanu Gwiazdy czy kotach, których nie powinien lubić. Nie był pewien czy Pomrok także wierzyła, a głupio byłoby się tak wydać przed kimś tak ważnym. Jednocześnie może właśnie tego szukała? Noc nie był pewien. Kotka kiwnęła głową, zadowolona. — Słota wie, co mówi. Dałabym sobie urwać pazur, że nie ma w Klanie Wilka młodego kota, który nie słyszał od niej, chociaż paru słów o Mrocznej Puszczy. Nocny Śpiewak uśmiechnął się zadowolony. Czyli jednak!
— To prawda. Słota była pierwszą kotką, która mi o tym opowiedziała tak dogłębnie. Zapaliła we mnie prawdziwą wiarę. Do tej pory pamiętam, że jako świeżo upieczony uczeń podbiegłem do niej i obiecałem jej, że będę walczyć na pięści z Klanem Gwiazdy! — zaśmiał się Noc pod nosem. — Miałem szalone pomysły jako dzieciak, heh.
— Byle żebyś tego zapału nie stracił — skwitowała, wymijając sprawnie drzewa czy inne przeszkody na ich ścieżce. — Kto wie, jakim przeciwnikom Klan Wilka będzie musiał roztrzaskać czaszki za naszego życia. Nocny Śpiewak manewrował z uwagę i względną łatwością za kotką, która prowadziła ich w miejsce znane tylko jej.
— Staram się jej nie stracić. W końcu trzeba przyłożyć łapy do pogromu przeciwników. I zdrajców... Zwłaszcza zdrajców. — Noc bardzo nie lubił myśli o tym, że ktoś w klanie mógłby być zdrajcą. Kłamcą czy wężem, obojętne, nie zasługiwali na miejsce w tym pięknym klanie.
Pochyliła łeb, przemykając pod niskim drzewkiem.
— Kto według Ciebie jest zdrajcą?
— Zależy jak na to spojrzeć. Koty wierzące w Klan Gwiazdy albo spierające się z Mroczną Puszczą to jedna definicja. Może nie są bezpośrednim zagrożeniem, ale... ich wiara z pewnością jest problematyczna. W moich oczach nie ma dla nich szacunku, jednak nie ma co pochopnie postępować, jak jedyne co robią, to wierzą. Szansa na zmianę wiary zawsze istnieje, tak? Przynajmniej ja tak uważam. Koty, które z kolei aktywnie działają? Knują, zabijają wierzące koty albo idą przeciwko naszej przywódczyni? To takie oczywistości. — mruknął Noc. — Dobrze jest mieć oko na wszystkich takich delikwentów, żeby w razie co... ich wygnać... wygnać... — „preferencyjnie do ich ukochanego Klanu Gwiazdy”. Pomyślał, ale już tego nie dodał na głos. Kotka przytaknęła wojownikowi. — Należy mieć oczy i uszy szeroko otwarte — miauknęła. — Nigdy nie wiadomo, kiedy kot, którego uważałeś za bliskiego, odwróci się do Ciebie zadem. Zdrada nie ma granic; jednym z jej przykładów może być moja przybrana siostra, Jarzębinowy Żar. Skrzywiła się na samo wspomnienie kotki.
— To prawda... Niestety. Ale tak, czasami najbliżsi decydują się nas zawieźć. Gdybym musiał, skoczyłbym do gardła i własnemu bratu. Mam nadzieję, jednak że nie będzie takiej potrzeby, właściwie nigdy. — mruknął. Nie chciałby patrzeć, jak jego własny brat odchodzi, ucieka albo jest broń przodkowie, wysyłany do kociego nieba... lub piekła, zależy. Kąciki pyska starzej wojowniczki uniosły się lekko.
— Cieszę się, słysząc o takiej odwadze z twojej strony — skomentowała. Zapadła cisza. Noc nie wiedział już co za bardzo powiedzieć. Przynajmniej spacer był przyjemny. Pomimo pory roku pogoda była całkiem przyjemna, a las wcale nie taki ciemny jak zwykle. Może to po prostu zadowolenie z samego siebie powodowało takie spojrzenie na świat. Powoli zaczęli zbliżać się do jednego z tuneli.
— Rano jeden z wojowników poinformował nas o dziwnych zapachach dobiegających z wejścia pod ziemię — oznajmiła Nadciągający Pomrok, marszcząc lekko nos. — Trzeba sprawdzić, czy ktoś się tam nie kręci.
Nocny Śpiewak kiwnął głową ze zrozumieniem. To musiało być nic ważnego, jeśli wybrała do tego zadania akurat jego, zamiast kogoś bardziej doświadczonego, więc nie martwił się za mocno.
— Tak jest! — mruknął potulnie. Tunele zbliżały się coraz bardziej. Z machnięciem ogona kotka podprowadziła Noc do samego wejścia. Pociągnęła nosem, mrużąc ślipia, po czym pochyliła nieco głowę i wsunęła się do tunelu. Od razu w powietrzu dało się wyczuć ostrą, nieco mdłą woń krwi. Noc wsunął się za starszą kotką do tuneli i także wziął głęboki wdech. Zaraz potem zmarszczył nos bardziej z zaskoczenia i intensywności niż obrzydzenia. Zapach krwi go trochę zaskoczył, ale po paru uderzeniach serca zdążył się ogarnąć. W końcu ten mdły i metaliczny zapach nie był dla niego żadną nowością. Tyle razy ją pił i wąchał, kiedy zanurzał zęby w zdobyczy.
— Pchanie krwią... — stwierdził płasko. Zapach krwi stawał się coraz silniejszy, dopóki koty nie natknęły się na niepokojący widok. Czyjeś szczątki leżały przed nimi nieruchomo. Kocie szczątki. Nony Śpiewak poczuł, jak coś ściska go za żołądek. Nachylił się bliżej i wziął porządny wdech. Jego pierwszą reakcją było założenie, że to ktoś z jego klanu. W ciemności trudno było rozeznać się, chociażby w kolorze sierści nieszczęśnika.
— Nie... Nie pachnie jak jeden z naszych... — odparł z ulgą w głosie. Jego sierść nieco opadła na jego szyi, gdzie przed chwilą wyglądał jak jeż.
— Padlina — prychnęła Pomrok. — Ktoś go tu zawlókł albo zostawił swojego kolegę na miejscu zbrodni.
— No tak. — mruknął Nocny śpiewak i wzruszył ramionami. Potem zapadła chwila ciszy. Dwa uderzenia serca może. — Wiec... co chciałabyś zrobić z tą sytuacją? Czy szukamy winowajcy, grzebiemy go i idziemy po jakieś posiłki? — spojrzał na mistrzynię w oczekiwaniu jakiegoś rozkazu. W końcu ona tu rządzi. — Szkoda go tutaj zostawić, bo jeszcze jakiś uczeń się na to natknie, albo brońcie przodkowie, zachęci to jakiegoś borsuka lub lisa do zorganizowania sobie tutaj domu… — Nos zmarszczył się na samo wspomnienie drapieżników. Kotka Machnęła ogonem i podeszła bliżej zwłok.
— Wywleczemy go stąd i zakopiemy — oznajmiła. — Jeżeli żaden z patroli nie natknie się dziś na zapach włóczęgów, to zapewne już naszego sprawcy nie znajdziemy... Kto wie, czy to w ogóle samotnik. – Słowa Pomroku sprawiły, że Nocy mocno zabiło serce. Czyżby to ktoś z ich klanu zostawił im taką niespodziankę? Czy chciał, aby zwłoki zostały znalezione i jego czyn był jasno widoczny dla wszystkich? Noc miał tyle pytań, ale mordkę zamknął już na dobre.
Ciało nieszczęśnika zostało zakopane w płytkim grobie niedaleko. Noc nieźle się namęczył, żeby przebić się przez marznącą powoli ziemię. W nocy jego mięśnie jeszcze upominały się za jego niecny wyczyn kopania, ale on sam sen miał błogi. Nie śniło mu się nic, ale zadowolenie, że Pomrok wybrała akurat jego, aby jej pomógł, sprawiało że czuł się wyjątkowo dobrze. Co go czeka dalej? Nie miał pojęcia, ale był na to gotowy.
<Nadciągający Pomroku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz