Ze snu Malutką wybudził dziwny zapach. Przez chwilę nie mogła go rozpoznać. Później stwierdziła, że musi to być woń dwunożnych.
Trąciła wciąż śpiącą Nalę. Ta ziewnęła i przetarła łapkami oczy.
— Masz kleszcze w posłaniu czy co… — jęknęła i przewróciła się na drugi bok.
— Nie czujesz tego?
— Nie czuję czego? — miauknęła zaspana i nagle otworzyła szeroko oczy — Co tak pachnie?!
— To dwunożni — potwierdziła mama przypuszczenia Malutkiej. — Nowi. Chyba któraś z was wybiera się do nowego domu! — stwierdziła kocica z ulgą. Następnie spoważniała i zaczęła wylizywać koteczki, myjąc córkom uszka i oczka.
— Maaamooo, będziemy całe mokre! — zaprotestowała Malutka.
— Jeszcze wyschniecie, a przynajmniej będziecie czyste — zaoponowała Luna. Po chwili pozwoliła kociętom wygramolić się z pudła.
— Czemu nie wchodzą? — zapytała Nala. — Widzę ich cienie za drzwiami.
— A ja słyszę ich głosy — potwierdziła Malutka. Słyszała też wyprostowaną Elę.
— Rozmawiają z moją dwunożną. Idźcie na siku, aby nie robić tego w ich obecności — poleciła Luna.
Koteczki pobiegły do kuwet, aby się załatwić, a następnie usiadły przed drzwiami, drapiąc podłogę z ekscytacji.
— Nie siedźcie tak. Weźcie sobie jakąś zabawkę. Wyglądajcie uroczo — rozkazała mama. Tym razem nawet to słowo nie zabrzmiało tak źle. Malutka miała nadzieję, że wezmą je obie i że nie zostanie w pomieszczeniu sama z mamą.
Luna chyba też na to liczyła. Wczoraj powiedziała córkom, że gdy te zostaną wybrane, ona będzie mogła opuścić pomieszczenie i będzie miała dostęp do całego domu, w tym ogrodu.
Wtedy drzwi się otworzyły.
Koteczki jak oparzone podskoczyły i z zapałem podbiegły do dwunożnych. Do pomieszczenia weszło ich dużo. Dwunożna Ela, dwie samice, dwóch samców i… coś bardzo dziwnego. Chyba jeszcze bardziej oryginalnego od siwych dwunożnych, którzy wybrali Riko.
— Młode dwunożnych — zamruczała mama, widząc skonsternowane miny córek. — Te są już podrośnięte, więc są w porządku. To one będą się opiekować wami. Gdyby jednak były mniejsze, musiałybyście o nie dbać.
Młode zaczęły rozmawiać ze sobą piskliwymi głosami. W zasadzie to tylko dziewczynka mówiła spokojnie. Chłopiec raz miauczał cienko, a raz bardzo grubo.
— Lećcie, przywitajcie się — miauknęła Luna.
Malutkiej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Podeszła do ładnego zapachu młodej dwunożnej. To jej jasne włosy tak pachniały. Nie wiedziała, czym dokładnie, ale ta woń bardzo jej się podobała. Poczuła, jak serduszko bije jej szybciej.
— Weźmiesz mnie? — zamruczała. — Proszę, wybierz mnie!
Wtedy jasnowłosa przykucnęła przy Malutkiej i z szerokim uśmiechem pogłaskała ją po główce. Kątem oka zobaczyła, że drugie młode zajmuje się Nalą, a dorośli dwunożni tylko głośno ze sobą rozmawiali i się śmiali.
Malutka nie zwracała na nich uwagi. Skupiła się tylko na złotowłosej, opierając przednie łapki na jej nodze i ocierając się o jej dłoń, dokładnie tak, jak mówiła jej mama.
Wtedy młoda podniosła koteczkę, a ta znalazła się tuż obok jej pachnących włosów.
Przez chwilę zapomniała języka w pyszczku i tak jakby nie wiedziała, co ma robić, ale po chwili zaczęła donośnie mruczeć, tak jak powinna, co wywołało ciche westchnięcie zachwytu u złotowłosej.
Ona była inna niż reszta. Była cicha i delikatna. Malutka miała nadzieję, że to właśnie ona ją wybierze.
Wyprostowani po jakimś czasie odeszli, a koteczki skierowały się prosto do Luny. Zastały ją w pudle z zaszklonymi oczami.
— I co? — Nie wytrzymała Nala. — Kto został wybrany?
— Nie zauważyłyście? Obie zostałyście. Młode was pokochały. Dobra robota, córeczki — miauknęła mama i przytuliła kocięta.
Malutka dopiero teraz przypomniała sobie, że trzeba oddychać. Z przejęcia zrobiło jej się gorąco. Dopiero teraz ułożyła futerko. Wciąż czuła, że pieką ją uszy. To z ekscytacji. Zorientowała się, jak bardzo jej na tym zależało.
Została wybrana!
Miała ochotę tańczyć, śpiewać, biegać po całym pomieszczeniu, ale zmusiła swoje łapki, aby się nie ruszały.
Była tak bardzo ciekawa wszystkiego, co ją czeka. Wszystko miało się okazać za kilka wschodów słońca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz