Wyszedłem spomiędzy gęstych drzew, wkraczając w obszar już bezpośrednio przy rzeczce, ale wtedy dostrzegłem coś, co zdecydowanie nie pasowało do krajobrazu.
Był to kot.
Stał przy brzegu w odległości około siedmiu, może ośmiu lisich ogonów ode mnie. Już stąd mogłem wyczuć, że nie jest z Owocowego Lasu. Ani z żadnego innego znanego mi klanu. Samotnik…?
Samotnik, który jakby nigdy nic… kopał sobie. W lodzie. I szło mu w mojej skromnej, acz trafnej opinii dosyć marnie.
Zmarszczyłem brwi i ruszyłem niepewnie w jego kierunku.
Byłem już praktycznie za jego plecami, ale on był tak zaabsorbowany kopaniem w lodzie, że mnie nie zauważył.
Hm. Zawsze podziwiałem tak wysoki poziom skupienia u innych…
Zupełnie nie miałem pojęcia co w takiej sytuacji zrobić. Powinienem go przestraszyć…? Zaatakować…? Pogadać…? Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się nic takiego…
W końcu wyciągnąłem jedną łapę do przodu i pacnąłem nią ogon nieznajomego, po czym odskoczyłem do tyłu.
Cynamonowy wystrzelił do góry z przerażenia i odwrócił się do mnie, cały nastroszony.
– AAA! – wykrzyknął, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. – CO TY… KIM… T-To… TO MOJA DZIURA!!!
Potrząsnąłem głową na boki, krzywiąc się.
– Ugh… Nie wrzeszcz tak, bo umrę… – rozejrzałem się na boki. – Uh. Nie wiem, czy wiesz, ale… ale nie możesz tu być. Bo zasady mówią, że… że samotnicy nie mogą… no. Być tu.
Nieznajomy kocur wyglądał na zakłopotanego, futro na jego grzbiecie zaczęło lekko opadać.
– J-ja… ja wiem, ale… ja to nie wiem, gdzie są te całe wasze… terytoria. No bo nie widzę ich. Poza tym to ja jestem głodny a tu ryby macie. Wezmę jedną i se pójdę. Tylko najpierw… dziurę wykopię…
Cynamonowy kocur zaczął na nowo kopać, ze zdwojonym wysiłkiem, jakby chciał jak najszybciej stąd zniknąć. Właściwie to nawet imponowała mi jego pewność siebie, mimo przebywania na obcym terytorium, jak i dosadny oraz prosty sposób mówienia. Od razu wiadomo co i jak.
– Oj… oj nie… To… to nie zadziała. To jest zbyt mocno zamarznięte… – podszedłem parę kroków i stanąłem tuż obok kota, bacznym okiem analizując jego poczynania. Zmarszczyłem brwi. – Jak ty w ogóle zamierzasz je wyłowić, gdy to wykopiesz?
Cynamonowy otrzepał się lekko, nie przerywając czynności.
– Aaa, bo ja to pływać umiem. Będę nurkować i… yyy… łapać. Je. Pyskiem.
Wtedy właśnie wpadłem na genialny pomysł. Przechyliłem lekko głowę na bok.
– Uh. Słuchaj… jak ci tam? Ja tutaj niedaleko mam… – ściszyłem głos do szeptu. – …Swoją dziurę. Możemy się… um… umówić, że… udostępnię ci ją na… pewien ograniczony okres i… podzielimy się zyskiem…?
<Kazarku? Wchodzisz w to?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz