Leżałem w pozycji łowieckiej przy ziemi, z uszami przyciśniętymi płasko do głowy, nie spuszczając z niego wzroku.
Zamrugałem.
Zupełnie nie miałem pojęcia co zrobić w takiej sytuacji. Samotnik? Tutaj? Nigdy wcześniej nie spotkałem samotnika. A już na pewno nie takiego, który polował na naszym terytorium. I na pewno nie takiego, który miałby tak niewiarygodnie puchaty ogonek…
– Uh… No… no ale to nasze jedzonko… Nie możesz sobie go ot, tak… – zacząłem powoli czołgać się przez śnieg w jego kierunku.
Kocur spojrzał na mnie z góry, unosząc jedną przednią łapę.
– A więc zdecydowałeś się na pojedynek, czyż nie? – spytał, unosząc jedną brew.
Zatrzymałem się przed nim, nadal nie podnosząc się z ziemi.
– Nie… nie no, przecież ci nie wyrwę z pyska… – mruknąłem niepewnie, patrząc w bok. – Wydajesz się… głodny dość. A nikt inny… dla ciebie chyba nie zapoluje. Dla mnie tak. Mam… mam nadzieję przynajmniej…
Niebieski opuścił łapę na ziemię, unosząc z kolei ogon do góry, przechylił głowę lekko na bok.
– Jesteś zatem… polującym? Polujesz dla twojego klanu?
– Um… no, powiedzmy. Jestem… zwiadowcą. Jestem Borowik. Ty to jak masz na imię?
Kot wyglądał, jakby tylko czekał na to pytanie. Zdawało mi się, jakby czekał na nie również wiatr, który nagle zawiał prosto w niebieskiego, majestatycznie poruszając jego futrem.
– Ja. Nazywam się Monarch Pierwszy.
– O. To… miło mi. Ładne… imię. Znaczy, że był też… jakiś Monarch Drugi…? Albo… po prostu Monarch?
Monarch Pierwszy zmarszczył brwi i rzucił mi wymowne spojrzenie.
– Nie. Nie, nie było. Po prostu… tak mam na imię.
– Aha – zerknąłem w bok. – Słuchaj, a… a może… nie wiem. No bo… nie możesz tego zjeść. Ani tu polować. Ale… możemy wybrać się nad rzekę. To całkiem blisko. I obok terenów niczyich. Mogę ci coś złowić w zamian… bo ja to nie chcę mieć kłopotów. Nie, nie – pokręciłem dynamicznie głową na boki. – Nie umiem pływać, ale… pływałem dwa razy. I nie umarłem. Znam teorię. Może… może być…?
<Monarchu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz