Kotka dowiedziała się od Nostalgii, że Głóg zachorował i trafił do Wschodu. Nie obyło się bez ulubionego wyzwiska zastępczyni "lisi bobek", ale Szyszka przyzwyczajona puściło to mimo uszu. Czarnulka skierowała się do syna Pszczółki, zamierzając się dowiedzieć więcej o stanie zdrowia jej syna. Kiedy zachorował? Dlaczego na nic się nie skarżył? Zaniepokojona matka wkroczyła do legowiska medyka.
— Dzień dobry, Szyszko. W czym możemy służyć? — miauknął przyjaźnie Wschód, przymykając ślepka.
Znajdka targana zmartwieniem i troską o swojego syna, rozejrzała się po legowisku. Jej najmłodsze kocię leżało po posłaniu co jakiś czas pokasłując. Głóg! Jej mały synek!
— Nic złego nie mówiłam- J-ja tylko powiedziałam, ż-że jest ś-śliczna — stęknęła żałośnie Owieczka, kuląc po sobie uszy.
Szyszka zamrugała kilka razy, dopiero teraz dostrzegając wpatrzoną w nią uczennicę medyka. Obok córki Madzi siedziała Bielik. Córka Szyszki uśmiechnęła się delikatnie do swojej matki, owijając ogonek wokół zgrabnych łapek. Zerknęła na towarzyszkę uspokajająco.
— Dobrze, Owieczko, nie przeszkadzajcie sobie. — miauknęła z uśmiechem na pysku przywódczyni. Spojrzała ciepło na córkę, potem na uczennicę medyka. Zaniepokojony wzrok z kolei zatrzymał się na Wschodzie. — Co z Głogiem?
— Miał kleszcza. Doszło do gorączki. — ogonem wskazał na kocurka. — Ale na szczęście jego stan jest stabilny.
Szyszka odetchnęła z ulgą.
— Dziękuję.
Podeszła do syna i nachyliła się nad nim, żeby liznąć go po uszach. Głóg coś wymamrotał, ale nie otworzył oczu. Zmartwiona kotka usiadła przy nim. Teraz na pewno nie wyjdzie z legowiska! Nie mogła zostawić swojego kocięcia, nawet jeśli był pod dobrą opieką.
— Cieszę się, że znalazłaś przyjaciółkę. — w pewnym momencie stwierdziła Szyszka, spoglądając na Bielik.
Ta znajomość dziwnie się rozpoczęła, a wręcz krępująco, ale ważne, że jej córeczka znalazła sobie przyjaciółkę. Może będzie z nich taki duet jak z Szyszki i Leszczynki? Zarówno Madzia, jak i Szyszka, miały powód do zadowolenia. Na przyjaciół można było zawsze liczyć, w gorsze i lepsze dni, dlatego ich posiadanie było ogromnym wsparciem, którego jednak każdy potrzebował.
— Szyszko, zrobiło się późno. — Wschód podszedł do liderki, która pokręciła od razu głową dając do zrozumienia, że nigdzie nie idzie. Medyk westchnął. — Możecie przyjść z samego rana. Głóg potrzebuje odpoczynku, wy też.
Bielik podniosła się na równe łapki, pożegnała z Owieczką i opuściła legowisko medyka. Szyszka jednak dalej się nie ruszyła, spoglądając pewnym wzrokiem na kocura. W pewnym momencie jednak uległa, zerknęła jeszcze raz na ucznia, zanim skierowała łapy do wyjścia. Przy nim dostrzegła Owieczkę, więc zbliżyła się do koteczki.
— Gdyby coś się działo powiadom mnie proszę. — miauknęła Szyszka, spoglądając z troską na Owieczkę. Nawet w środku nocy byłaby gotowa gnać do swojego kociaka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz