- Cześć - powiedziała chłodno, rzucając przed Modrzewiową Korę chudego szpaka. Wojownik... A w zasadzie "królowa", bo zamiast Borsuczego Kroku to on kiblował na tym stanowisku, spojrzał na nią z zaskoczeniem. Północny Mróz odezwała się do niego pierwszy raz od dłuższego czasu. W zasadzie to pierwszy raz od momentu, w którym dowiedziała się o kociakach z zastępczynią.
- P-Północ? Jak miło cię widzieć! - Modrzewiowa Kora rozpromienił się, przesuwając się, by zrobić siostrzenicy miejsce. Nie miała zamiaru odzywać się do niego, ale cała ta sytuacja z Wilczą Łapą odcisnęła na niej piętno. Chociaż dobrze to ukrywała, to tak naprawdę potrzebowała chociaż tego jednego kota, który byłby dla niej oparciem. Kocur spojrzał na nią współczująco. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić, że został w zasadzie karmicielką.
- Jak sobie radzisz? No wiesz... Z tym wszystkim. - wzruszyła obojętnie ramionami, wpatrując się przed siebie.
- Są trochę do ciebie podobni - powiedziała obojętnie, zgrabnie omijając temat. Miała na myśli Jastrzębia i Skałę. Bardzo podobały jej się te imiona. Były o niebo lepsze niż jakiś Promyczek, Kwiatuszek czy inne Słoneczko.
- Północ - powiedział poważnie jej wujek. Położył łapę na jej łapie. Córka Wawrzynowej Łapy i Sarniej Łapy spojrzała mu prosto w oczy - Widzę, kiedy coś jest nie tak. Dobrze cię znam. Czasami... Czasami nawet myślę, że lepiej niż samego siebie - uśmiechnął się blado, ale kontynuował - Chodzi o Wilczą Łapę, prawda?
Pokiwała wolno głową.
- Nie wyrzucaj sobie tego, proszę - powiedział, cały czas szukając wzrokiem jej spojrzenia - Wilcza Łapa na pewno jest szczęśliwy ze swoją rodziną w Klanie Gwiazdy. Nic nie mogłaś zrobić.
Północny Mróz skrzywiła się z obrzydzeniem.
- Klan Gwiazdy to brednie - warknęła, ignorując protest Modrzewiowej Kory - Chodzi mi tylko o to, że naprawdę mógł żyć. Gdybym nie zignorowała tego, co się z nim działo podczas treningów.
- Myślisz... Myślisz, że byłby szczęśliwy? Myśląc, że jest balastem dla klanu? Słuchając zrzędzenia Świetlikowego Skrzydła i innych w legowisku starszyzny? Zawsze był ambitny, tak samo jak ty - powiedział łagodnie Modrzew - Poszukaj pozytywów. Wilcza Łapa na pewno już nie cierpi. I wątpię, żeby chciał, żebyś i ty cierpiała.
Północny Mróz nie odpowiedziała. Przymknęła oczy, starając się przypomnieć sobie, jak wyglądał Wilcza Łapa. Zajęło jej to dłuższą chwilę. Zabawne, że wcale nie minęło tak dużo czasu od jego śmierci, a ona sama miała duże problemy z przywołaniem w pamięci jego pyska. Jej przemyślenia przerwał kocięcy pisk.
- Co znowu? - westchnął Modrzewiowa Kora, wstając. Północny Mróz powstrzymała się od uśmiechu. Jej wujek naprawdę stał się pantoflarzem.
Do kociarni głowę wetknęła jakaś niewielka istotka. Widząc Północny Mróz, spojrzała na nią z zaciekawieniem. Wojowniczka nie była w stanie stwierdzić, czy był to Jastrząb, czy może Skała. Prawdę mówiąc, do tej pory trzymała się od nich z daleka.
- Cześć - powiedziała spokojnie.
<Kuzynostwo? albo ktoś inny z Klanu Wilka?>
Nikt nie chciał, to ja biorę, klep
OdpowiedzUsuń