- ...Więc szykuj się na niańczenie gówniaków.
Bury uśmiechnął się nerwowo. Przed oczami stanęło mu bezwładne ciałko Czereśni. Kociaki… Bał się ich. Że je skrzywdzi. Że nie będzie potrafił ochronić, bał się ich ufnego wzroku i maleńkich, miękkich łapek.
- S-am świetnie sobie poradzisz - miauknął, starając się brzmieć wesoło. Brat posłał mu niedowierzające spojrzenie.
- Moim zdaniem na pewno - brnął dalej, chociaż wiedział, że obaj nie wierzą w to, co mówił. - Zresztą nie będziesz całkiem sam, co nie? Ze Śnieżką w końcu się dogadacie, t-tak albo inaczej. No, i zawsze masz Kawkę, mnie… - urwał, stwierdzając, że zamknięcie się będzie najlepszym, co może zrobić. Tak, zdecydowanie był beznadziejny w pocieszaniu.
Mały spojrzał na niego i skinął łbem.
- Dzięki. Jakoś na pewno będzie.
Wróblowe Serce potwierdził, kiwając łbem.
Jakoś to musiało być, prawda?
Siedem dołów. Ósmy kawałek dalej. Dziewiąty ukryty w lesie. Siedem dołów. Osiem. Dziewięć.
Wpatrywał się w świeżo narzuconą ziemię, słuchając lamentu Śnieżnego Puchu. Nie płakał i jakaś jego część dziwiła się, że potrafi wciąż tam stać i czuwać nad tym, żeby pogrzeb przebiegł bez komplikacji. Że gdy razem z Górskim Szczytem natrafili na zmasakrowane zwłoki Małego Wilka, potrafił myśleć na tyle racjonalnie, żeby zebrać grupę najodporniejszych wojowników i trzymając resztę z daleka, przetransportować je do obozu. Że nie panikował, gdy brat nie wrócił na noc do obozu, starając się pocieszać Śnieżkę.
Dziewięć dołów. Może właśnie dlatego.
Nie był dobrym bratem, wiedział o tym. Otwierał pysk zwykle po to, żeby się kłócić albo udzielać świetnych rad. To Mały pierwszy wyciągnął łapę do zgody. Naprawdę się cieszył, że zdążyli się pogodzić. Że przynajmniej przez te parę księżyców udało im się być rodziną. Patologiczną, ale jednak rodziną.
Poklepał płaczącą królową ogonem po grzbiecie.
- Mały pewnie obrabia nam teraz tyłki razem z Cętką.
Parsknęła, osmarkując mu futro.
- G-gdy-bym się nie z-zgodziła…
- Cii - miauknął, przytulając ją do siebie i starając się nie myśleć o glutach przyklejających się do jego futra. - Nie mogłaś wiedzieć. Nikt nie mógł.
Powiedziała mu o wszystkim i musiał przyznać, że Mały podjął chyba najlepszą decyzję w sprawie Jeżynka jaką mógł. Ciekawe czy wiedział, jak to się skończy. Pokręcił łbem. Cholerne bohaterstwo. Ich rodzina była skazana na wymarcie.
Zamilkł. A przynajmniej on, bo królowa ciągle szlochała. Wiedział, że w końcu przestanie. Wróci do dzieci, zajmie się nimi, może trochę mocniej reagująca na kroki w stronę żłobka niż zwykle, może z trochę bardziej podkrążonymi oczami. A później zapomni. Jak wszyscy.
Dziewięć dołów. O dziewięć za dużo.
- Wygrałeś, będę go niańczyć - szepnął w stronę świeżego kopca, uśmiechając się gorzko pod nosem.
Zamilkł. A przynajmniej on, bo królowa ciągle szlochała. Wiedział, że w końcu przestanie. Wróci do dzieci, zajmie się nimi, może trochę mocniej reagująca na kroki w stronę żłobka niż zwykle, może z trochę bardziej podkrążonymi oczami. A później zapomni. Jak wszyscy.
Dziewięć dołów. O dziewięć za dużo.
- Wygrałeś, będę go niańczyć - szepnął w stronę świeżego kopca, uśmiechając się gorzko pod nosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz