— Poza tym, pamiętasz, jak ci mówiłam, że prędzej się zesram, niż do niej pójdę — dodała zaraz, myjąc swoją łapę — A poza tym. Pytanie mam, jak się czuje przyszły dziadek, hmmm? — zamruczała w rozbawieniu, pyskiem wskazując na Jesiotra, który miział się właśnie ze swoją ukochaną — Oj już mi nie mów, że myślisz, że ominie cię wesołe dziadkowanie! To tylko chwila czasu nim się dorobią upierdliwych klusek — skwitowała, uśmiechając się pod nosem.
No właśnie. Też się martwił, że jego syn już niedługo przyjdzie ogłosić radosne wieści. Ostatniego dnia odbył z nim poważną rozmowę na tematy dorosłe. Nie chciał, aby przez brak wiedzy o tych sprawach, ich kocięta okazały się wpadką. Oczywiście, on mimo to, by ich nadal wspierał i cieszył się w wnuków. Zależało mu jednak na tym, aby młodzi sami zdecydowali, czy są gotowi na ten krok.
On nie był. Wieści o ojcostwie były dla niego niespodzianką. Bał się czy uda mu się temu podołać. To nie była zabawa. Ile nerwów kosztowało go ojcowanie! To naprawdę była trudna i wyczerpująca robota.
- Tak... Oby tylko podeszli do tego z rozwagą. Nie wiedzą w końcu jaka to odpowiedzialność - miauknął w odpowiedzi. - Jednak jak się zdecydują na kociaki, to na pewno będę ich wspierał.
- A Malinowy Pląs? Ma już kogoś na oku?
Na wspomnienie córki, szybko zaczął rozglądać się za nią. O tym nie pomyślał. Znaczy... Miewał przemyślenia nad tym co by było gdyby... Ale to były tylko przemyślenia. Nic znaczącego.
- Oby nie - fuknął przybierając minę zatroskanego ojca.
Co jak co, ale przyszły zięć niech nie liczy na poklepanie po grzbiecie. Jego mała Malinka była jeszcze za młoda na zakładanie rodziny. Jeszcze drań by ją skrzywdził! A on nie wybaczyłby sobie tego do końca życia.
- Jakbyś zauważyła, że ktoś się przy niej kręci to mi powiedz - zadecydował.
Bengalka pokręciła z rozbawieniem głową. No co? To była poważna sprawa!
- No dobrze, dobrze.
Spojrzał w szarzejące niebo. Najwyraźniej zbierało się na kolejną ulewę. Przez te opady poziom wody znów niebezpiecznie się podnosił. A była Pora Zielonych Liści, a nie Opadających!
- Jeśli chodzi o twego syna... Myślę, że niedługo zostanie mianowany. To trudny przypadek, ale da radę zostać wojownikiem - podzielił się swoimi spostrzeżeniami z wojowniczką.
Gdzieś kątem oka dostrzegł czarno-białe futro, pewnego irytującego go kocura. Borsuczy Warkot rzucił mu nieprzyjemne spojrzenie, odchodząc w tylko znanym mu kierunku.
- Zbożowy Kłosie?
- Hm?
- Mogłabyś mieć oko na Borsuczy Warkot? Mam po prostu dziwne przeczucie, że coś kombinuje. Ostatnio bronił Ogieńka i wydawał się go wspierać. Nie chcę by zrobił coś głupiego.
<Zbożowy Kłosie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz