- Nic specjalnego - warknęła. Rozejrzała się dookoła, szukając dobrej wymówki, by zbyć Kawczy Lot. Zmrużyła ślepia, wzdychając cicho. Znała kocura, dość dobrze. Nie sądziła, że chciałby spędzić z nią czas z własnej, nieprzymuszonej woli. Nikt nie chciał. Zresztą, ona też się do tego nie garnęła. Jej były mentor po chwili dłuższego milczenia wstał i odszedł w stronę sterty ze zwierzyną.
Północny Mróz odetchnęła z ulgą, jednocześnie czując iskrę oburzenia tlącą się na dnie jej zimnego serca. Kolejny kot miał ją gdzieś. Kolejnemu kotu nawet na niej nie zależało.
Czyli nic nowego.
***
Wkrótce było jeszcze gorzej. Modrzewiowa Kora i Borsuczy Krok doczekali się dwójki paskudnych szkrabów. Północny Mróz czuła się odsunięta, osamotniona. Nocami chciało jej się wyć. Miała wrażenie, że brat Sarniej Łapy i zarazem jej wujek już jej nie kochał. Nie zależało mu na niej. Spłodził sobie dwójkę dzieciaków z najbardziej przerażającą kocicą w Klanie Wilka i miał ją gdzieś. Do Borsuczego Kroku też miała jakiś żal. Nigdy nie traktowała kocicy jak przyjaciółki, ale miała ją za swego rodzaju... sojusznika. I czuła, jakby ktoś wbił jej sztylet w serce. Straciła bezpowrotnie kota, który był jej jedyną prawdziwą rodziną. Może nie był idealny, ale Północny Mróz nigdy nie chciała, by ją zostawił. Nie w taki sposób. Czuła się podwójnie zdradzona. Ani razu nie przyszła odwiedzić jego kociąt, zupełnie zignorowała fakt, że byli to jej krewniacy.
Została naprawdę sama.
***
Stało się. Wilcza Łapa... Nie żył. Nie czuła specjalnego żalu, tylko jakąś taką pustkę. Nigdy tak naprawdę jej nie obchodził, treningu z nim nie traktowała zbyt poważnie. I teraz nadeszły tego konsekwencje.
Kolejny kot, który urodził się, żył i umarł, na zawsze odchodząc w niebyt. Nie wyszkoliła nawet swojego pierwszego ucznia. Wróblowa Gwiazda był idiotą, że kiedykolwiek jej go przydzielił. To nie powinno było się wydarzyć.
I chociaż wiedziała, że to niczyja wina... Gdy Wilcza Łapa rósł, coraz szybciej się męczył. Coraz wolniej biegał, był mniej energiczny. Kilka razy prawie zemdlał na treningu. Myślała, że to minie. Potrójny Krok nie mógł nic z tym zrobić. A teraz...
Stała nad powoli stygnącym trupem.
- Chcesz porozmawiać? - usłyszała głos, który i tak zapisał się w jej pamięci jako nieprzyjazny. Odwróciła się, krzyżując spojrzenie z Kawczym Lotem.
- Obawiam się, że nie mamy o czym - warknęła zimno. - Zdechł to zdechł. Czasu nie cofniesz, a i tak wszystko kiedyś zdechnie i wchłonie to trawa - powiedziała, cedząc każde słowo. Nigdy nie była przyjaciółką Wilczej Łapy. Ale była do niego przywiązana. Tak, jak roślina przywiązana jest do pasożyta, który codzienne wysysa z niej całą energię.
- Naprawdę wcale tak nie myślisz - powiedział cicho jej mentor. Kocica zamknęła oczy, owijając ogon wokół chudego ciała. Pomimo pory roku było zimno i pochmurno, wiał porywisty wiatr.
- Skąd wiesz?
- Bo chyba aż taka zepsuta nie jesteś - mruknął, dosiadając się do niej. Ostatnią rzeczą, na jaką Północny Mróz miała w tej chwili ochotę, było towarzystwo marudnego kocura i umoralniające gadki. Ale miała do niego jedno pytanie. Czuła, że jeśli tego nie wyrzuci z siebie, to ponure myśli zupełnie ją zadręczą.
- Myślisz, że ile jest w tym mojej winy? - zapytała, końcówką ogona wskazując na ciało Wilczej Łapy. - Może mogłam coś zrobić, wiesz, jakoś zareagować... Może przeniósłby go do starszyzny... - mruknęła, kuląc się. Zanurzyła nos w miękkim futrze Wilczej Łapy. Chciała zachować na zawsze w pamięci tę chwilę, zanim pobratymcy zakopią młodego Wilczaka. I choć nie wierzyła, że jego dusza znajduje się gdziekolwiek indziej i na nią patrzy, to mimo wszystko czuła jakąś magię płynącą od tej chwili.
Pamięć. Tyle była winna Wilczej Łapie. Za swoje zaniedbanie.
<Kawczy Locie? Ta... Wiem, że opko jest tragiczne i bardzo cię za nie przepraszam ;-;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz