*uwaga, poziom żenady w tym opku przekracza wszelkie dozwolone normy*
Północny Mróz rzuciła niewielki kwiatek na niedawno usypany kopiec z ziemi. Usiadła, owijając ogon wokół chudych łap. Wpatrywała się tępo i bez wyrazu w nieco wybrzuszoną stertę świeżej ziemi. W powietrzu wyczuła zapach Złotej Łapy - kotka najwidoczniej niedawno przyszła odwiedzić to, co jeszcze być może zostało z jej brata.
- Trochę nudno tu bez ciebie - mruknęła. To było wszystko, na co było ją stać. Nie wierzyła, żeby kocur ją usłyszał - ale mimo wszystko czuła, że jest mu to winna. Niby były to tylko nic nie znaczące słowa, ale dawały znak o tym, że Północny Mróz pamiętała swojego niezdarnego, głupawego ucznia. Nie miała zamiaru o nim zapominać. Chociaż wiedziała, że już nigdy nie pokaże się przed nią z tym swoim szarmanckim uśmieszkiem.
Poza tym, pamięć o zmarłych była jednym z elementów klanowej tradycji. Czyli czegoś, co jeszcze siłą rzeczy trzymało ją w tym klanie, niosąc ze sobą odrobinę magii i chwilowego pokoju ducha.
- Ciekawe, czy trudno jest być martwym - skrzywiła się, wciąż wpatrując się w nagrobek - No cóż. Jeśli sytuacja z Płonącą Waśnią się nie zmieni, to może niektórzy z Wilczaków będą mieli okazję się o tym przekonać. Może - powtórzyła, wpatrując się w zamyśleniu przed siebie.
Uwadze kocicy nie umknął fakt, że niektórzy pobratymcy nękali Fasolową Łodygę i jej partnera. Jeśli miała być szczera, to było jej absolutnie obojętne, co stanie się z tą dwójką. Zdaniem kocicy, dosadne ukaranie tej parki byłoby dość logiczne, ale w sumie nie konieczne. W końcu medyczka z dwójką bachorów stanowiła… może nie problem, ale pewną niedogodność. Północny Mróz zastanawiała się, czy dojdzie z tego powodu do wojny domowej. I tak już nie pierwszej w historii tego klanu.
Po raz pierwszy zaczęła zastanawiać się, jak tak naprawdę traktował ją Wilcza Łapa - pomijając jego ciągłe trajkotanie i wtrącanie się w co drugie słowo swojej mentorki. Jak starszą siostrę? A może kogoś, kto miał zastąpić mu Wiśniową Pestkę i Skowronkowy Trzepot? To było bez znaczenia. Zawiodła na każdej z tych płaszczyzn, bez wyjątku.
- Byliby z ciebie dumni, gdyby żyli. I gdybyś i ty żył - powiedziała ponuro, poprawiając po raz ostatni przyniesiony badyl. Odwróciła się i odeszła. Wieczorny wicher wiał, niosąc ze sobą zatarte wspomnienia i niewypowiedziane słowa. Północny Mróz nagle stanęła jak wryta. Doprawdy, wcześniej zupełnie nie zwracała na to uwagi.
Czy było możliwe, że ani razu nie pochwaliła Wilczej Łapy?
<Idk, jeśli ktoś chce, to można odpisać Północnej uvu>
Hmm w sumie to
OdpowiedzUsuńKlep!