- Mokra Gwiazdo? Nie uważasz, że jesteś trochę zbyt surowy? - odwrócił pysk, spoglądając prosto w oczy przyjaciela. - Szepcząca Łapa nie zrobiła nic na tyle złego, żeby dostać bana na wszystkie Zgromadzenia. Degradacja do rangi kociaka już i tak była wystarczającą karą. To trochę eh, niesprawiedliwe. Burzowa Noc zrobiła awanturę na Zgromadzeniu i dostała sprzątanie legowisk. Ostatnie Zgromadzenie każdemu przysporzyło nerwów. Mi również.... obecność Konwaliowego Serca była zaskakująca.... Ale nie uważasz, że po ochłonięciu warto na to spojrzeć pod innym kątem?
Spojrzał na czekoladowego. Zmrużył oczy, czując chwilowy ból w łapie. Nie było to przyjemne. Nie chciał też odpoczywać, ale rozumiał, iż nie miał wyboru.
- Jeżowa Ścieżko, nie. - Oznajmiłem po chwili, gdy chwilę zastanowiłem się nad odpowiedzią. - Nie zmienię mojej decyzji. Nie ty byłeś na skale, nie ty najadłeś się wstydu. Nie ty kryłeś zdrajczynię klanu! - Pozwoliłem sobie podnieść głos. - Skąd Szept w ogóle o niej wiedziała? Miała trzy księżyce, kiedy Konwalia "zaginęła". - Dodałem ciszej.
Pewnie inne koty jej opowiadały o byłej medyczce. Musiała słyszeć o rzeczach, jakie działy się, nim przyszła na świat.
- Jako uczennica mojego Klanu, powinna go bronić, a nie stawać po stronie zdrajcy. - Oznajmiłem poważnie. - Jako medyk i mój sprzymierzeniec, powinieneś o tym wiedzieć. Chyba, że nagle przestałeś nim być.
Może i byłem nieco podejrzliwy. Do tego wrażliwy. Jednak nie jedno w życiu przeżyłem i wiedziałem, że nawet zaufani przyjaciele mogą się odwrócić. Ileż to już kotów tak straciliśmy? A inne klany? Zdrady, sekrety, różniące nas poglądy?
Odwróciłem od niego wzrok, patrząc na zioła. Klan Burzy nie posiadał aktualnie ucznia medyka. Muszę to zmienić. Jeśli Jeżowa Ścieżka faktycznie obróciłby się przeciw mnie... Zostalibyśmy bez kota, który zna zioła. Fakt faktem, niektórzy ogarniają podstawy, jednak to za mało. Nie miałem pewności, czy inny klan wspomoglby nas w tak ciężkiej sytuacji.
Machnąłem ogonem, wzniecając kurz.
- Nie pozwolę, by to się powtórzyło. Klan Burzy nie potrzebuje więcej zdrajców - miauknąłem. - Wolę dmuchać na zimne, niż potem patrzeć i załamywać łapy.
Zerknąłem na niego. Wiedziałem, że Jeż lubi wszystkich klanowiczow. Na pewno śmierć Stokrotki jak i wygnanie Konwalii, a teraz spotkanie jej, nim wstrząsnęło. Mną również. Czemu o tym nie myślał? Byliśmy przyjaciółmi! Dlaczego nie mógłby postawić się w mojej sytuacji, kiedy stojąc na głazie znosiłem cały wstyd jaki odprawiały obydwie? Szept oraz Burza? I jeszcze wiedząc, że Konwalia żyła i mogła sprowadzić na Klan Nocy podobne nieszczęścia, co na Klan Burzy.
Zacisnąłem zęby. Pożar został zesłany, ponieważ byłem zbyt dobry, i pozwoliłem Konwalii mieszkać w Klanie Burzy mimo tego, co zrobiła. Dlatego teraz Szept dostała porządną karę, która powinna odwieść ją od głupich pomysłów. Nie pozwolę, by Klan Gwiazd mścił się dalej na moim domu.
- Bycie liderem wymaga ode mnie podejmowania kroków. Nie zamierzam zostawić Klanu Burzy w niepewnej sytuacji. - Miauknąłem. - Nie zaczynaj ponownie tego tematu. - Uciąłem rozmowę.
Minęło parę dni. Moja łapa wracała do zdrowia. Mogłem wstać, bez obaw, że znów zacznie boleć. Znaczy, owszem, stawy dawały mi się we znaki, jednak nie aż tak, kiedy miałem skręconą łapę.
Krzyż nieco bolał od długiego leżenia, kiedy rozciągałem się, czułem trzaskające kości. Starość nie radość, młodość nie wieczność, jak to mawiają. Wyszedłem z legowiska medyków, dziękując Jezowej Ścieżce za okazaną pomoc. Dobry z niego medyk, wyleczył nawet takiego staruszka jak ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz