Kręcił się nerwowo przed wejściem do obozu z marnymi koniczynami w pysku. Chciał jakoś pomóc Berberysowej Bryzie. Dodać jej otuchy po tym trudnym okresie, ale bał się, że rozmową tylko jeszcze bardziej to schrzani. Dlatego przeczesał niewielką polankę w poszukiwaniu pierwszych kwiatów. Ujrzawszy dobrze mu znane trójkolorowe futro zadrżał mimowolnie. Kotka zauważyła go uderzenie serca później i zaczęła zmierzać w jego stronę. Spanikowany Żywica odkrył, że za bardzo nie wie co jej powiedzieć. Przełknął nerwowo ślinę, starając się nie za ślinić kwiatów. Wyczerpana zastępczyni uśmiechnęła się słabo. Wygasłe żółte ślipia zdradzały jej zmęczenie.
— D-d-dla ciebie — miauknął cicho, kładąc kwiatki pod łapami kotki.
— Dziękuję Żywico — mruknęła, siadając obok niego.
Oparła łeb o jego bark, pokładając się na nim i westchnęła ciężko.
— Myślałam, że wychowanie kociaków i bycie zastępcą to kawał roboty, ale teraz jak Klan Gwiazd się na nas uwziął... — urwała, mrużąc ślipia.
Żywica jedynie wymownie mruknął. Nie wiedział za bardzo co odpowiedzieć.
— T-teraz w-wiosna, b-będzie lepiej — miauknął w końcu.
Berberys wywróciła ślipiami.
— Powiedz to tym na górze — odparła. — Czasem mam wrażenie, że świat się kończy... — wyznała cicho.
Wojownik zastanowił się nad słowami kotki głębiej. Niby nie było aż tak źle, lecz w obozie faktycznie było ponuro. Koty, które potraciły swych bliskich chodziły z łbami nisko ziemi, a kocięta Borówkowego Nosa żałośnie popiskiwały za matką. Mimo to wszyscy czuli, że to jeszcze nie koniec. Że coś nadchodzi. Żywica miał nadzieję, że Sokole Skrzydło jakoś wyrobi się sam z tym wszystkim.
— M-może przejdziemy s-się? — zaproponował niepewnie Żywica.
Widząc zdziwiony wzrok kotki, dodał.
— W-wyrwiemy się n-na chwilę, za-zapomnimy o-o t-tym wszystkim na t-trochę... n-nic się n-nie stanie j-jak znikniemy na k-krótki s-spacer... — urwał, czekając na reakcje Berberys.
Zastępczyni zamyśliła się. Na pewno marzyła o chwili spokoju i nie zamartwiania się, lecz wiedziała, że jest też potrzebna w klanie.
— No nie wiem — miauknęła po chwili namysłu.
— P-proszę — mruknął żałośnie Żywica, wbijając pomarańczowe ślipia w partnerkę. — B-brakuje mi cie-ciebie — dodał ciszej.
Te słowa sprawiły, że na pysk zastępczyni wkradł się niewielki uśmiech.
— No dobrze, ale tylko na trochę — zawołała zadziornie, ruszając w głąb lasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz