Nadeszła pora nowych liści. Już tyle księżyców minęło. Zastanawiał się czemu jeszcze nie uciekł? Mógł przecież to zrobić. Iść w świat, szukać swojego prawdziwego domu. Ale tu kisł. Na dodatek Nornicowa Łapa, jego koleżanka ze żłobka, zaczęła podchodzić do niego i krytykować futro wszystkich kotów w obozie. Praktycznie ją ignorował, ale ta chyba nawet tego nie zauważyła, zachwalając swoje futerko i narzekając na wiatr, który mierzwił raz po raz jej sierść. Czuł się trochę nieobecny, a jej gadanina nużyła, przez co nawet raz się zdrzemnął, póki nie został szturchnięty. Dała mu wtedy taką burę, że jej nie słucha, że coś tam, coś tam, że powinien bardziej zwracać uwagę na to co mówiła, że aż zrozumiał, co czuł jego mentor, kiedy sam nawijał.
- Jak coś ci nie odpowiada, to znajdź sobie innego kota do rozmów - warknął do niej, mając dość.
Znał praktycznie już wszystkie epitety, którymi zachwalała swoją osobę oraz groźby i drwiny skierowane do rybojadów.
- Wszystkie czarno-białe koty, które są w tym śmierdzącym rybami miejscu, są albo na polowaniu albo na patrolu. Zostałeś mi tylko ty, ale widzę, że jesteś siebie wart!
Ale dlaczego przychodziła do niego codziennie? Trochę trudno mu było uwierzyć, że wszyscy jej przyjaciele, każdego dnia wybywają z obozu. A może robią to specjalnie? Bo mają jej dość? Oho. Obserwował jak strzela focha i odchodzi. Robiła to już dwadzieścia razy, kiedy zauważała, że jej nie słucha lub nie odpowiada. Mimo to, wracała następnego dnia naburmuszona, żądając przeprosin, czy upolowanej myszy. Wściekała się jeszcze bardziej, kiedy nie dostała ani tego, ani tego. Zaczęła mu nawet grozić, ale on ją tylko wyśmiewał. Jakoś wątpił, że byłaby w stanie coś mu zrobić. Tym razem odeszła bez żadnych słów. Chyba zrozumiała, że nie był typem osobnika, który będzie całował ją po łapach i spełniał jej życzenia.
Przez kolejne dni, już do niego nie podchodziła. Zerkała tylko czasami na niego, a widząc, że ją obserwował, unosiła wyżej ogon i głowę, odchodząc.
Nie miał pojęcia o co jej chodziło. W co pogrywała. Na dodatek, nie miał w Klanie Nocy nikogo, kogo mógłby zapytać o kotki. Siostra była na niego zła, brat zdurniał, Bocian uciekł, a matka nie żyła.
- Czermieniowy Gniewie, chodź na patrol - zawołał do niego Szczupaczy Grzbiet.
Podniósł się z ziemi i ruszył wypełniać swoje obowiązki. Chyba powinien o tym zapomnieć i skupić się jakimś planie ucieczki.
Ohoho, shiiiip
OdpowiedzUsuńO nie. Wyczuwam male czermienie
OdpowiedzUsuń:hehe_cma:
OdpowiedzUsuń