Obudził się. Nie czuł nic. Czyli faktycznie umarł. Miał nadzieję, że wszyscy poradzą sobie bez niego. Nie, na pewno dadzą radę. W końcu Berberysowa Bryza była taka silna. Ich kocięta też. Musieli dać radę. Nie było innej opcji. Jazgot Dwunożnych znów uderzył do jego uszu. Zaraz przecież Dwunożnych nie było w Klanie Gwiazd. Zdezorientowany Żywica aż otworzył ślipia. Jasne światło zabłysnęło nieprzyjemnie. Zamrugał. Nadal znajdował się w jaskini Dwunogów. Teraz innej. Zauważywszy, że kraty go już nie ograniczają, zerwał się do biegu. To była jego szansa. Mógł nadal wrócić do rodziny. Niestety próba podniesienia skończyła się zatoczeniem się. Jego ciało było takie słabe. Zupełnie jakby nie spał parę wschód słońca. Rozejrzał się zdezorientowany. Poczuł, że nie był tu sam. Zapachy innych kotów otaczały go z każdej strony, pomimo że nie widział żadnego. Coś tu się nie zgadzało Żywicy. Chciał uciec stąd jak najszybciej mógł, ale ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Dopiero teraz zauważył, że ma na sobie jakieś ustrojstwo Dwunożnych. Może to ono go tak osłabiało? Zaczął pierwszą próbę ściągnięcia go.
— Nie radzę — mruknął tajemniczy głos. — Tylko sobie bardziej rozwalisz szwy.
Żywica przejrzał się za właścicielem głosu. Bury kocur spoglądał na niego bystrymi żółtymi ślipiami z dziwnego drzewa.
— Butla jestem — przestawił się. — a ty?
Żywica przyglądał mu się zaniepokojony. Kocur śmierdział Dwunożnymi. Nie ufał mu. Zignorował Butle.
— Ej no — nie odpuszczał bury.
Zeskoczył z legowiska i podszedł do niego.
— Ży-żywiczna Mo-mordka — mruknął cicho wojownik.
— Głupie imię
— Zo-zostało mi ono na-nadane — przyznał nieśmiało Żywica po czym opieprzył się w myślach.
Nie mógł się bratać z kotem Dwunożnych. Pewnie będzie chciał od niego wyłudzić gdzie jest reszta jego bliskich, by wszystkich zamknąć w metalowych klatkach.
— To od dziś jesteś... hmm... Koniczynka — postanowił Butla. — Skąd jesteś, Koniczynko? Która dzielnica?
Żywica zastrzygł uszami, słysząc pytanie burego. Zignorował nowe imię na rzec "dzielnic". Czyżby pieszczochy miały własne klany? Może chciały przejąć las?
— Koniczynka? Halo? — szturchnął Butla. — Nie mów, że ty nie stąd? O! Wiem, jesteś z tych leśnych gangów?
Żywiczna Mordka spojrzał na niego zaskoczony. Jakim cudem tak łatwo to rozpracował? Musiał faktycznie być dobry w swoim fachu. Kocur widząc jego minę, uśmiechnął się bystrze.
— Śmierdzisz lasem, Koniczynko — podpowiedział mu Butla.
Żywica westchnął. Miał dość kocura, który coraz bliżej do niego podchodził. W końcu przysiadł się do niego z szerokim uśmiechem.
— To co? Może oprowadzę cię po okolicy? — zaproponował, szczerząc się.
Żywica fuknął na niego, zaskakując samego siebie. Bury zerwał się na szczęście z jego legowiska, odchodząc od niego na lisią długość.
— No proszę jaka agresywna — skomentował. — Z takim charakterkiem szybko nowych Dwunogów nie znajdziesz... — urwał, widząc zdziwienie na pysku Żywicy.
Wojownika lekko zatkało, gdy usłyszał formę żeńską. W końcu był kocurem. Pachniał jak kocur. Jakim cudem Butla się pomylił.
— Je-jestem kocurem... — wyznał cicho Żywica.
Butla jedynie wzruszył ramionami.
— Sorry, po zabiegu wszyscy pachniecie tak samo — mruknął, zerkając ukradkiem na Żywice. —Kocury też lubię — puścił mu oczko.
Zirytowany Żywica westchnął, chowając pysk pod łapami. Musiał się stąd wyrwać jak najszybciej mógł. Nie trzyma kolejnego wschodu słońca z Butlą.
cdn cn
Zabiegu, tak? xD
OdpowiedzUsuńO m g
OdpowiedzUsuń