— Tato, ale weź nie płacz, proszę. — westchnął liliowy kocur. Próbował na szybko wymyślić, jak mógłby poprawić humor członkowi rodziny. Niestety nic nie przychodziło mu w tej chwili na myśl. Wspólne polowanie? patrol? rozmowa o pszczółkach i motylkach? To wszystko wydawało się w tej chwili nudne. — Wystarczy, że mama jest smutna. Ona cię teraz bardzo potrzebuje. Nawet nie rozmowy, wystarczy sama obecność bliskiej osoby.
— Nie w-wiem c-czy mnie po-potrzebuje. Z-zawsze mnie o-odtrąca, gdy p-próbuję się z-zbliżyć.
Szczawiowy Liść powoli wypuścił powietrze. Naprawdę się nie znał. W jego oczach rodzice wyglądali na uroczo zakochanych, mogących na sobie polegać, bez względu na wszystko. Wielokrotnie powtarzał, że miał ogromne szczęście, urodził się akurat jako owoc ich związku. Wraz ze swoich rodzeństwem. Teraz czuł, że chociaż spędził z nimi tyle księżyców w żłobku, nie potrafi pomóc żadnemu z nich. Czy był aż taki słaby w sprawach uczuciowych? Pokręcił szybko łbem, wyrywając się z tych myśli.
— Prze-przepraszam, s-synku.
Zmusił się do smutnego uśmiechu.
— Nie szkodzi, tato. Ja... myślę, że mama potrzebuje teraz kogoś, kto ją przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze. Może zabierzesz ją poza obóz, powinna trochę odpocząć. — zerknął w stronę legowiska wojowników. Tragedia jaka spotkała ich klan, wraz ze śmiercią kilku pobratymców, zdawała się być czarną chmurą, która wbrew wszystkiemu dalej unosiła się nad obozem, zapowiadając kolejne nadchodzące kłopoty.
***
*przed śmiercią Fiołka*
Wrócił do obozu, wraz ze swoim uczniem, Piaskową Łapą. Wojownik czuł ogromną dumę i zaszczyt, że mimo młodego wieku, Lisia Gwiazda powierzył mu własnego terminatora. To był pierwszy dzień ich treningu, zwiedzili teren Klanu Klifu. Nie pokazał mu co prawda wszystkiego, bo dalej istniały zakazy i wolał nie zbliżać się do farmy. Piaskowej Łapie zdawało się to jednak nie przeszkadzać. Po skończonym treningu, mogli oboje odpocząć. Przekraczając próg obozu, liliowy zerknął na kocurka.
— Masz na dzisiaj wolne.
Chciał być wymagającym mentorem, żeby uczeń wykazał się jak największą pracowitością i w miarę szybko sam został wojownikiem. W żadnym wypadku nie mógł pozwolić na to, by zawieść zarówno Piaskową Łapę, jak i rudego lidera.
Obserwował jak kocurek oddala się w stronę legowiska uczniów, zanim rozejrzał się wokół. Zauważył swojego ojca, kończącego właśnie jedzenie myszy. Uniósł wysoko ogon, a wesoły uśmiech wkradł się na jego pysk, gdy skierował się w stronę Żywicznej Mordki.
— Między tobą i mamą lepiej? — usiadł obok równie liliowego kocura, otaczając od razu ogon wokół łap. Spojrzenie młodszego na chwilę spoczęło na wracającym do obozu z wróblem w pysku, Barwinkowym Podmuchu. Mimowolny dreszcz przebiegł po jego ciele. Wbił pazury w ziemię, odpychając od siebie myśl, by zagadać do czarnego kocura. Spojrzał na swojego ojca, licząc, że ten niczego nie zauważył. Raczej nie widziała mu się męska rozmowa. — Uczucia są skomplikowane, co?
— Między tobą i mamą lepiej? — usiadł obok równie liliowego kocura, otaczając od razu ogon wokół łap. Spojrzenie młodszego na chwilę spoczęło na wracającym do obozu z wróblem w pysku, Barwinkowym Podmuchu. Mimowolny dreszcz przebiegł po jego ciele. Wbił pazury w ziemię, odpychając od siebie myśl, by zagadać do czarnego kocura. Spojrzał na swojego ojca, licząc, że ten niczego nie zauważył. Raczej nie widziała mu się męska rozmowa. — Uczucia są skomplikowane, co?
<Żywico?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz