*po samobójstwie Sosny*
Specjalnie wstał wcześniej, żeby zdążyć odwiedzić Wawrzynka przed treningiem. Nie, żeby wątpił w opiekę medyków, po prostu pomyślał, że bicolorowi zrobi się miło, gdy go zobaczy. Szczególnie, jeśli kocurek przyniesie mu śniadanie. Mimo wszystko czuł się odpowiedzialny za przyrodniego brata. I… i miał wyrzuty sumienia. Gdyby tylko zareagował szybciej, gdyby tylko dobiegł do kocurka wcześniej, zatrzymał go… Pokręcił głową, starając się teraz o tym nie myśleć. Uśmiechnął się szerzej, jakby to mogło odgodnić wszystkie problemy.
No, i miał nadzieję, że zdąży wpaść do niebieskiego zanim zrobi to Sarenka. Gdy byli w trójkę, czuł się… niezręcznie. Jak intruz. Czuł, że ci dwoje świetnie się dogadują, a on nie jest im ani trochę potrzebny. Naprawdę się cieszył, że kocurek znalazł sobie przyjaciółkę (no dobrze, fakt, że nie był już potrzebny trochę go bolał, ale starał się o tym nie myśleć). Szczególnie w takim momencie…
Wawrzynek przerwał treningi. Strzyżykowa Pręga twierdziła, że jego rana musi się najpierw porządnie zagoić, a później bicolor będzie musiał nauczyć się od nowa chodzić i radzić sobie. Wróbelek naprawdę mu współczuł. Wszyscy zapewniali go, że to nic, że sobie poradzi, ale kiedy nie widział, krzywili się z niesmakiem. Martwiło go, że część kociaków nawet nie chce rozmawiać z Wawrzynkiem, bojąc się pokrytego pajęczynami kikuta. Jasne, on też czuł dziwny ucisk w żołądku gdy jego wzrok przypadkiem tam trafił, ale starał się tego nie okazywać. Nie chciał robić kocurkowi przykrości, było mu już wystarczająco ciężko. Wawrzynek zawsze zapewniał go, że wszystko dobrze, ale bury mu nie wierzył. Czuł, że to nieprawda, ale nie naciskał, mając nadzieję, że w końcu niebieski sam mu powie.
- ZOSTAW MNIE - Wróblowa Łapa stanął jak wryty. To był głos Wawrzynka. Krzyczał. Wawrzynek. - NIE DOTYKAJ MNIE! - Kocurek wypadł z legowiska. Zachwiał się, rozpaczliwie machając kikutem. Nawet nie zauważył stojącego obok burasa.
- Wawrzynowa Łapo… - Strzyżykowa Pręga ruszyła za nim. Gdy tylko ją dostrzegł, rzucił się do przodu, kuśtykając.
- ZOSTAW MNIE! - W jego oczach płonęła furia, sierść sterczała na wszystkie strony, a kły błyskały niebezpiecznie. - JESTEŚ ŚMIECIEM! LISIM ŁAJNEM! SZCZURZYM GÓWNEM! TACY JAK TY NIE ZASŁUGUJĄ NA ŻYCIE!
- Wawrzynku? - miauknął, kładąc uszy po sobie. Bicolor nawet go nie usłyszał.
- BYŁ WARTY SETKĘ TAKICH JAK WY, TYSIĄC! A WY… - Jego pierś opadała i unosiła się ciężko. - ZDEPTALIŚCIE TO. Nie pomogliście mu - warczał. - NIE URATOWALIŚCIE, A TERAZ… - brakło mu słów. Wpatrywał się w medyczkę w sposób, który przyprawił Wróbelka o dreszcz. - Zabraliście mi łapę, zabraliście… ZABRALIŚCIE MI OJCA!
- Wawrzynku, my… zrobiliśmy wszystko…
- KŁAMIESZ! KŁAMIESZ, KŁAMIESZ, KŁAMIESZ, KŁAMIESZ! - Zanim Wróbelek zdążył zareagować, niebieski rzucił się na somali, drapiąc na oślep. - ZAPŁACICIE! ZA. PŁA. CI. CIE!
Na drżących łapach podbiegł do przyrodniego brata.
- Wawrzynku!
Pisnął, gdy pazury przecięły skórę na jego policzku. Płonące furią ślepia nie spoczęły na nim nawet na chwilę.
Zamrugał, próbując odgonić łzy cisnące mu się do oczu.
- Wawrzynku…
Strzyżykowa Pręga odpędzała się od ogarniętego furią kocura z coraz większym trudem.
<Potrójny Korku? Pomożesz?>
*szykuję linę, ziarna maku, pazury i dół* #PotrójnyKrok
OdpowiedzUsuń<3
Usuń