Poczuła na futrze dreszcz strachu.
A jeśli tak naprawdę było? Jeśli wszystko to było tylko złudzenie?
Ale to by udowadniało, że jest wariatką.
Modliła się do Klanu Gwiazdy by wszystko się wreszcie wyjaśniło i było normalnie, tak jak kiedyś.
Myślała o Świtającej Masce tylko że w ten sposób coraz bardziej tęskniła. Chciała się z nim spotkać i wtulić się w jego ciepłe futro. Usłyszeć jego śmiech i zobaczyć morskie oczy ukochanego. Oprócz tego bała się o Orlika. Śmierć Koniczynki była dla niego dużym szokiem. Przypomniała sobie co sama przeżywała, gdy zginęła jej matka.
Kątem oka zobaczyła kogoś w pomieszczeniu, jak podejrzewała był to Orlikowy Szept. Wstrzymała przez chwilę oddech. Wojownikowi należały się przeprosiny i jakieś wyjaśnienia.
- Orlikowy Szepcie... Przepraszam, ja nie wiedziałam. Ja... Nie kontrolowałam samej siebie. Ktoś... Coś do mnie... Nie wiem... Nic nie wiem.
Biały usiadł niedaleko niej.
- Twój eksperyment jest ukryty - szepnął. - Tylko nic nie mów Zajęczej Stopie, bo ona jest przekonana, że go zniszczyłem. A teraz... Wyjaśnij mi, co się dzieje? Wytłumacz, dlaczego opuszczasz obóz? Chcę ci pomóc, chociaż odrobinę.
Oczy kotki zabłyszczały na wiadomość, że jej mieszanka jest ukryta. Po chwili spojrzała się na niebieskookiego.
Słowa przyjaciela ją zamurowały. Wytrzeszczyła oczy. Skąd to wiedział? Co prawda, tylko raz ją przyłapał na wychodzeniu z obozu, ale... Pokręciła głową i odchyliła ją w tył.
Kolejna osoba pytała ją o to samo. Przyjaźniła się z białym, ale czy mogła mu zdradzić tak wielki sekret?
Cicho jęknęła.
- J-ja... D-dziękuję, Orliku... Nie. Wydaje ci się. Nigdzie nie wychodzę.
- Kłamiesz.
- A co chciałbyś usłyszeć? - miauknęła ruszając nerwowo ogonem.
- Prawdę.
- To ją słyszysz, nigdzie nigdy nie wychodzę. Ciągle siedzę w obozie lub liczę zioła.
Biały prychnął i poszedł.
Łaciata opuściła uszy ze smutkiem.
***
Kotka postanowiła odwiedź Orlika. Musiała zobaczyć jak się czuje jej przyjaciel, nie tylko z powodu czy otrząsnął się już po śmierci matki, ale też po tym jak jego partnerka wygadała się białemu.
Zajrzała do legowiska wojowników. Kocura tam nie było. Cicho westchnęła. Poczuła kogoś oddech na plecach. Obróciła się za siebie. Niebieskooki stał za nią.
- O-orlikowy Szepcie, właśnie cię szukałam... - miauknęła niepewnie do przyjaciela, jednak wciąż nie wiedziała czy jasny nie obraził się na nią po dowiedzeniu się jej największego sekretu. Poczuła dreszcz stresu przebiegający przez jej ciało. Przygotowała się na najgorsze. - C-cętka m-mi mówiła, ż-że powiedziała ci p-prawdę i wszystko wiesz... J-ja... M-mi jest przy-kro z tego powodu..., że w-wiesz... - odwróciła wzrok w inną stronę. Trudno było jej nawet to wymówić. Samo przykro było za mało by określić jej smutek z powodu złamania Kodeksu Medyka. - To nie było s-specjalnie... I zrozumiem... Jak n-nie będziesz się chciał j-już ze mną przyjaźnić... - przyznała.
Tak bardzo nie chciała stracić przyjaciela, to byłoby bolesne. Ciągle działo się coś złego, coraz bardziej Konwalii wydawało się, że to przez
<Orlikowy Szept?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz