*po śmierci Wilczego Serca*
Słońce dumnie wznosiło się coraz wyżej, oblewając miękkim blaskiem liście, czerwone nie tylko od jego światła. Błąkający się po lesie wiatr pachniał wilgocią. Niedługo miała nadejść Pora Nagich Drzew, pierwsza w jego życiu.
Jego tata nie żył.
Ostatnie Gwiazdy gasły, mrugając coraz rzadziej i rzadziej, obiecując wrócić na niebo gdy tylko znów zrobi się ciemno.
Jego tata nie żył.
Nie rozumiał tych słów. Były zupełnie obce i nierealne. A równocześnie rozdzierały mu serce. Zamknął ślepia mając cichą nadzieję, że gdy je otworzy, słów już nie będzie.
Tuż obok jego łapy przemaszerowała mrówka. Jej maleńkie czułki poruszały się w te i wewte w poszukiwaniu jedzenia, które pomoże jej przetrwać kolejny dzień. Przez głowę przebiegła mu myśl, że dobrze by było mieć obok siebie teraz Skowronek. Ona uwielbiała wszystkie owady. Często widział, jak razem z Cętką pochyla się nad liśćmi, obserwując tajemnicze życie tych małych istot. Tata śmiał się z nich wtedy, że wyglądają, jak…
Tata. Tata nie żył.
Zacisnął ślepia, czując jak świat wymyka mu się spod łap. Pamiętał, kiedy widział go po raz ostatni. Jak stał, dumnie wyprostowany, naprzeciw wilka. Prawdziwy Wilk.
W jego ślepiach płonęła siła.
Ścieżka. Kroczył jej śladem, a wczoraj… Wczoraj dotarł do kresu. Spełnił swoje przeznaczenie. Zasłużył, żeby stać się jedną z Gwiazd.
Tylko dlaczego to tak bolało?
Zwinął się w kłębek, walcząc z rozdzierającym pierś szlochem. Łzy rzeźbiły gorące ścieżki na jego pysku, a on nie potrafił przestać. Płakał, dławiąc się nimi, urwanymi oddechami wołając tego, który już odszedł.
Opiekuj się nimi.
Wtedy, gdy mnie już zabraknie.
“T-tato!” szlochał “T-ato, a… a c-co, je-śli… j-jeśli j-ja… nie u-miem?”
“J-jeśli j-ja s-am p-potrzeb-uje p-pomocy?”
“P-potrzebuje c-ciebie?”
Schował łebek między łapami. Ciepło. Ciemno. Bezpiecznie.
“Już dobrze, Wróbelku. Ciiii. Będzie dobrze. Musi być dobrze. Musi.”
“Jestem jeszcze taki mały…”
Z odrętwienia wyrwało go szturchnięcie. Drgnął, ale się nie poruszył. Delikatny zapach Skowronek dotarł do jego nosa. Drżała, czuł to, gdy usiadła przy nim.
Nie chciał wstawać. Chciał leżeć tutaj, aż wszystko odejdzie, aż nie przykryje go śnieg, a on nie zaśnie.
Aż nie wróci do niego tata.
- W-Wróbelku?
Skowronek. Delikatna, wrażliwa Skowronek.
Co ona musiała teraz czuć?
Wytarł pyszczek w łapy starając się jak najbardziej zamaskować ten gest i spojrzał na siostrzyczkę.
- Jestem.
Wtuliła się w jego futro, a on głaskał ją uspokajająco po grzbiecie. Uśmiechał się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz