Kotka robiła oburzoną minę, jednak najwyraźniej odechciało jej się pyskować i spełniła jego polecenie. Ygh, głupi Potrójny Dziad. I jeszcze ten obrzydliwy zapach mysiej żółci. Jak mógł ją w taki sposób ukarać za JEDEN żart? W dodatku sam zaczął. Ona się mu tylko odpłaciła! Cętkowany jeszcze chwilę czekał, aż pozbędzie się smrodu, a gdy ta zrobiła co w swojej mocy, by usunąć zapach, mogli przejść do właściwych zajęć.
— Dobrze, Fasolkowa Krzywico, teraz powiedz czym się różni Łzawy Kaszel od Białego Kaszlu.
Kotka westchnęła cicho, słysząc po raz kolejny swoje przekręcone imię. Potrójny Krok jej nie odpuści już tak łatwo, prawda? Miała tylko nadzieję, że nie będzie jej tak nazywał przy towarzystwie i że nie będzie to trwało 3 księżyce, jak jej sprzątanie legowisk. Młoda po krótkim przemyśleniu swojego losu, próbowała sobie przypomnieć objawy obydwu chorób.
— Podczas Łzawego Kaszlu oczy są załzawione i ogólnie jest bardziej niebezpieczniejszy? Bo śmiertelny? A Biały Kaszel to jedna z lżejszych chorób i nie jest można przez niego umrzeć, chyba, że rozwinie się w Zielony na przykład.
— Całkiem nieźle. A teraz czym leczymy biały kaszel?
No i tu zaczynał się problem. Młodej zupełnie wypadło to z głowy! Kotka nerwowo próbowała przypomnieć sobie jakiekolwiek rośliny pomagające na kaszel.
— I?
— N-nie wiem... może podbiał? — zamruczała niepewnie, mając niewielką nadzieję, że trafiła. Albo chociaż była blisko.
— Źle. Za słabe na Biały Kaszel. Leczymy nim Kocięcy Kaszel. — kocur strzepnął jedynie uchem, marszcząc brwi. Czyli była blisko? To może...
— Kocimiętka?
— Nada się. Ale jako, że rośnie głównie u dwunożnych trzeba znać inne. Wymieniaj dalej, Fasolkowa Krzywizno. — zamruczał Potrójny Krok, uśmiechając się złośliwie. Wredota. Kotka miała wrażenie, że sprawia mu przyjemność naśmiewanie się z niej...
— Mm... wytrocz?
— W końcu dobrze. Można jeszcze użyć floksu wiechowatego z lubczykiem, też powinno pomóc. Masz chwilę przerwy, a potem powiesz mi, czym leczymy Łzawy Kaszel, więc radzę się przygotować. — wytłumaczył, po czym podniósł się i podszedł do półki skalnej. — Będziemy też musieli wybrać się zbieranie ziół. Może znajdziemy coś innego niż kora i korzenie.
— Dobrze, Potrójny Kroku.
***
Minęły już prawie dwa księżyce odkąd Fasolka zaczęła się uczyć u Potrójnego Kroku. A co za tym idzie, za księżyc powinna skończyć się jaj kara! Miała szczęście, że ostatnio nie potrzebowali mysiej żółci i nie musiała tego obrzydlistwa zbierać. I chociaż wymienianie legowisk nie było przyjemne, przyzwyczaiła się do tego. Fasolkowa Łapa wróciła właśnie z zbierania mchu, żeby wyłożyć na nowo legowisko Potrójnego Kroku i Strzyżykowej Pręgi. Nie zebrała dużo, bo mieli jeszcze trochę zapasów w legowisku, ale uznała, że świeży też się przyda. Jedyny problem pojawił się przy zmienianiu drugiego posłania. Ostatnio zauważyła że szybciej się męczy i nie potrafi się porządnie skoncentrować. Powoli też zaczynała wyglądać jakby mierniej. Kotka jednak znała tego przyczynę - jadła coraz mniej, a gdy już to najmniejsze z piszczek, by nie mieć poczucia,że żeruje na pracy innych. Fasolka postanowiła, że nauczy cię polować, a zanim to nastąpi, powinna wziąć coś na wzmocnienie, inaczej nici z wypraw do Cisowych Moczarów czy uważnego słuchania na lekcjach. Fasolka upewniła się, że w legowiska nie ma nikogo po za nią, po czym podeszła do ich zbiorów. Coś łatwo dostępnego, co mamy dużo, żeby Potrójny Krok i Strzyżykowa Pręga nie zauważyli. Nie chciała, żeby Trójka ją przepytywał, a Strzyżyk żeby się martwiła. Nie musieli o tym wiedzieć. Sama doskonale sobie poradzi. Fasolka zaczęła przeglądać półkę. Może liście stokrotki? Były dobre na stawy, które wciąż ją pobolewały od czasu do czasu, ale nie były już tak uciążliwe. A oprócz tego stokrotka wzmacniała. Miała do wyboru jeszcze krwiściąg i szczaw. Szczaw opadał, bo zwiększał dodatkowo apetyt, a kwiściągu nie mieli aż tyle. Jej ostateczny wybór padł na grube, ciemnozielone, owalne liście. Wzięła parę do pyska i połknęła. Może pomogą.
— Co robisz? — niespodziewanie dobiegł ją głos Potrójnego Kroku. Fasolkowa Łapa zadrżała, słysząc go.
— B-bolą mnie stawy nadal. — zamruczała, mając nadzieję, że kocur to kupi. Że też Potrójny Dziad musiał wrócić akurat w takiej chwili.
< Potrójny Kroku? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz