Oberwał łapą od tego, którego zdołał pokochać. Odsunął się i spojrzał ze zdziwieniem na brata. Na pysku rudego pojawiła się lekka szrama, na widok której Czermieniowy Gniew uśmiechnął się szyderczo.
Naprawdę potrzebował pomocy. Wołał o wsparcie i bardzo mocno to pokazywał. Wypierał się uczucia samotności, a Szkarłatny Mróz musiał mu pomóc. Może i stracił pamięć, ale wiedział jedno. Nie dopuści do tego, żeby jedyny i przekochany braciszek został sam. A tym bardziej trzepał łapą tego, kto oferuje mu pełne wsparcie.
- Powinniśmy porozmawiać, braciszku. Za bardzo się spinasz. Siadaj. Przez rozmowę dojdziemy do źródła twoich wszystkich problemów. - Rudy usiadł tuż przy bracie. Najlepszą formą pomocy jest dialog, więc miał nadzieję, zdołają wymienić pomiędzy sobą chociaż kilka zdań.
Powieka jednego z żółtych oczu Czermieniowego Gniewu drgnęła nerwowo.
- Czy to ciebie nic nie dociera, lisi bobku?! - miauknął wkurzony, po raz kolejny szykując pazury do ataku. Szkarłatny Mróz przytrzymał obie nogi czarnego swoimi własnymi kończynami. Widział gniew i poirytowanie w oczach brata, ale nie chciał zostawiać go w takim stanie. Samotny kocur zwariowałby i kto wie, co mógłby zrobić innym kotom z klanu nocy.
- Nie, nie. Powiedziałem, że ROZMOWĄ poznamy twoje problemy, nie PAZURAMI. Proszę je ładnie schować - przemawiał przesłodzonym tonem rudy. W ten sposób chciał w jakiś sposób dotrzeć do umysłu Czermieniowego Gniewu. Musiał tylko przebić się przez ten gniew i masę negatywnych emocji. Jak tego dokona, reszta pójdzie z górki. Przyjęcie takiej samej postawy, jaką prezentował żółtooki, wywołałoby bardzo zły efekt.
Czarny w odpowiedzi odepchnął towarzysza i udał się w swoją stronę. Szkarłatny Mróz wstał, otrzepał się jakby nigdy nic z pyłu i ruszył za żółtookim. Co za twardy i uparty kot! Szkoda, że zaślepiony swoimi problemami.
- Nie pozbędziesz się mnie! Będę za tobą chodził i chodził, i chodził, i... Ciągle chodził! Nie pozbędziesz się mnie! - mówił rudy, idąc uparcie za bratem. Trzeba wykorzystać cechę Czermienia przeciwko niemu samemu. Uparcie odtrącał pomoc, to wsparcie przyjdzie z upartością.
- Zostaw mnie. Rybki chcą, byś je złapał. Skomlą żałośnie, jak ty - odpowiedział oschle czarny, nie zatrzymując się.
Szkarłatny Mróz stanął tuż przed wściekłym kocurem, zastępując mu drogę.
- One nie są tobą. TY jesteś ważniejszy. I tak cię nie zostawię, bo przecież jesteśmy braćmi, kochanymi i nierozłącznymi, prawda? - uśmiechnął się szeroko rudy. Czarny syknął złowrogo. - Oj, nie przesadzaj. Tęsknisz za rodzicami, widać to w twoich oczach. Nadal masz siostrę i... Zgadnij kogo... MNIE! Bardzo dobrze! Na znak zgody się przytulimy i wszystko się idealnie skończy! - Na potwierdzenie swoich słów Szkarłatny Mróz otarł się o brata. Postanowił się o niego zatroszczyć. To było trudne zadanie, ale może dzięki temu porozumie się lepiej z czarnym?
Naprawdę potrzebował pomocy. Wołał o wsparcie i bardzo mocno to pokazywał. Wypierał się uczucia samotności, a Szkarłatny Mróz musiał mu pomóc. Może i stracił pamięć, ale wiedział jedno. Nie dopuści do tego, żeby jedyny i przekochany braciszek został sam. A tym bardziej trzepał łapą tego, kto oferuje mu pełne wsparcie.
- Powinniśmy porozmawiać, braciszku. Za bardzo się spinasz. Siadaj. Przez rozmowę dojdziemy do źródła twoich wszystkich problemów. - Rudy usiadł tuż przy bracie. Najlepszą formą pomocy jest dialog, więc miał nadzieję, zdołają wymienić pomiędzy sobą chociaż kilka zdań.
Powieka jednego z żółtych oczu Czermieniowego Gniewu drgnęła nerwowo.
- Czy to ciebie nic nie dociera, lisi bobku?! - miauknął wkurzony, po raz kolejny szykując pazury do ataku. Szkarłatny Mróz przytrzymał obie nogi czarnego swoimi własnymi kończynami. Widział gniew i poirytowanie w oczach brata, ale nie chciał zostawiać go w takim stanie. Samotny kocur zwariowałby i kto wie, co mógłby zrobić innym kotom z klanu nocy.
- Nie, nie. Powiedziałem, że ROZMOWĄ poznamy twoje problemy, nie PAZURAMI. Proszę je ładnie schować - przemawiał przesłodzonym tonem rudy. W ten sposób chciał w jakiś sposób dotrzeć do umysłu Czermieniowego Gniewu. Musiał tylko przebić się przez ten gniew i masę negatywnych emocji. Jak tego dokona, reszta pójdzie z górki. Przyjęcie takiej samej postawy, jaką prezentował żółtooki, wywołałoby bardzo zły efekt.
Czarny w odpowiedzi odepchnął towarzysza i udał się w swoją stronę. Szkarłatny Mróz wstał, otrzepał się jakby nigdy nic z pyłu i ruszył za żółtookim. Co za twardy i uparty kot! Szkoda, że zaślepiony swoimi problemami.
- Nie pozbędziesz się mnie! Będę za tobą chodził i chodził, i chodził, i... Ciągle chodził! Nie pozbędziesz się mnie! - mówił rudy, idąc uparcie za bratem. Trzeba wykorzystać cechę Czermienia przeciwko niemu samemu. Uparcie odtrącał pomoc, to wsparcie przyjdzie z upartością.
- Zostaw mnie. Rybki chcą, byś je złapał. Skomlą żałośnie, jak ty - odpowiedział oschle czarny, nie zatrzymując się.
Szkarłatny Mróz stanął tuż przed wściekłym kocurem, zastępując mu drogę.
- One nie są tobą. TY jesteś ważniejszy. I tak cię nie zostawię, bo przecież jesteśmy braćmi, kochanymi i nierozłącznymi, prawda? - uśmiechnął się szeroko rudy. Czarny syknął złowrogo. - Oj, nie przesadzaj. Tęsknisz za rodzicami, widać to w twoich oczach. Nadal masz siostrę i... Zgadnij kogo... MNIE! Bardzo dobrze! Na znak zgody się przytulimy i wszystko się idealnie skończy! - Na potwierdzenie swoich słów Szkarłatny Mróz otarł się o brata. Postanowił się o niego zatroszczyć. To było trudne zadanie, ale może dzięki temu porozumie się lepiej z czarnym?
<Czermień?>
Owo powodzenia w nawracaniu Czermienia
OdpowiedzUsuń