Orlikowy Szept w miarę otrząsnął się po śmierci swojej matki, Koniczynki. Łagodne spojrzenie dwukolorowych oczu cynamonowej kotki nadal nawiedzało białego wojownika w snach, lecz najgorszy okres żałoby i cierpienia minął. Wprawdzie nadal niebieskookiemu utrata rodzicielki wydawała się zwykłym koszmarem, który zaraz minie. Starał się jednak nie łudzić samego siebie - on, wraz z trójką rodzeństwa, zostali sierotami. Życie pokazało swoje pazurki i w przyszłości nie zamierzało przestać.
Odskocznią od problemów okazało się mianowanie nowego wojownika. Jałowcowa Łapa stał się Jałowcowym Świtem. Czekoladowy arlekin zdołał pomyślnie ukończyć trening u Krowiej Łaty, co naprawdę zdziwiło Orlikowy Szept. Kotka, dosyć pokaźnych rozmiarów i o raczej leniwym temperamencie, nie wyglądała na wymarzoną mentorkę. Udowodniła, że, jak ktoś się postara i wykrzesi z siebie motywację, to dokona całkiem dużo.
Biały chciał od razu pogratulować Jałowcowemu Świtowi rozpoczęcia nowego etapu w życiu. Pamiętał swoje własne mianowanie, którego nie mógł się doczekać i którego się bał. Czuł wtedy strach przez nieznanym, lecz i ciekawość i szczęście. Czapli Potok zobaczył w kocurze gotowość do godnej obrony klanu burzy. Orlikowy Szept postanowił odczekać z gratulacjami, żeby czekoladowy ochłonął i ze spokojem udał się na nocne czuwanie.
Kilka dni później biały odnalazł Jałowca, rozmawiającego z Bluszczową Poświatą. Starsza siostra białego spojrzała na brata, szybko dokończyła to, co miauczała do arlekina i odeszła. Syn Ostrzenia westchnął, zduszając w sobie smutek. Zgodnie ze słowami Jeżowej Ścieżki rozmawiał z cynamonową szylkretką i ich relacja nieco się ociepliła. Mimo wszystko Bluszcz nadal zachowywała się niezręcznie w towarzystwie brata.
- Ty jesteś Orlikowy Szept, prawda? - zapytał się Jałowcowy Świt starszego od siebie.
- Tak, to ja. Jestem bratem Bluszczowej Poświaty - odpowiedział biały czekoladowemu. - Chciałem ci pogratulować mianowania na wojownika. I... Może chciałbyś się udać na patrol? Mokra Gwiazda powinien zgodzić się na wspólne wyjście.
Odskocznią od problemów okazało się mianowanie nowego wojownika. Jałowcowa Łapa stał się Jałowcowym Świtem. Czekoladowy arlekin zdołał pomyślnie ukończyć trening u Krowiej Łaty, co naprawdę zdziwiło Orlikowy Szept. Kotka, dosyć pokaźnych rozmiarów i o raczej leniwym temperamencie, nie wyglądała na wymarzoną mentorkę. Udowodniła, że, jak ktoś się postara i wykrzesi z siebie motywację, to dokona całkiem dużo.
Biały chciał od razu pogratulować Jałowcowemu Świtowi rozpoczęcia nowego etapu w życiu. Pamiętał swoje własne mianowanie, którego nie mógł się doczekać i którego się bał. Czuł wtedy strach przez nieznanym, lecz i ciekawość i szczęście. Czapli Potok zobaczył w kocurze gotowość do godnej obrony klanu burzy. Orlikowy Szept postanowił odczekać z gratulacjami, żeby czekoladowy ochłonął i ze spokojem udał się na nocne czuwanie.
Kilka dni później biały odnalazł Jałowca, rozmawiającego z Bluszczową Poświatą. Starsza siostra białego spojrzała na brata, szybko dokończyła to, co miauczała do arlekina i odeszła. Syn Ostrzenia westchnął, zduszając w sobie smutek. Zgodnie ze słowami Jeżowej Ścieżki rozmawiał z cynamonową szylkretką i ich relacja nieco się ociepliła. Mimo wszystko Bluszcz nadal zachowywała się niezręcznie w towarzystwie brata.
- Ty jesteś Orlikowy Szept, prawda? - zapytał się Jałowcowy Świt starszego od siebie.
- Tak, to ja. Jestem bratem Bluszczowej Poświaty - odpowiedział biały czekoladowemu. - Chciałem ci pogratulować mianowania na wojownika. I... Może chciałbyś się udać na patrol? Mokra Gwiazda powinien zgodzić się na wspólne wyjście.
<Jałowcowy Świcie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz