Podrapał się, wyrywając parę kłębków sierści, w końcu liniał nieco po zimie. No dobra, czas na wyprawę!
Barwinkowy Podmuch postanowił powykręcać innym żarty, by zabić nudę. Wydawało mu się, że większość kotów chodzi jakaś przygnębiona. Ostatnimi czasy los nie szczędził Klanu Klifu, zsyłając choroby, oraz śmierć. Żywiczną Mordkę gdzieś wcięło, przez co niektórzy byli wręcz przybici. Barwinek, doświadczony przez los odbywał żałobę po swojemu. Zresztą, z większością kotów nie zamienił nigdy słowa.
Ruszył późnym rankiem, po uprzednim umyciu swojego pięknego futra. Nie może się w końcu pokazać z jakimiś kłakami nieogarniętymi, prawda?
Zaczął od prześledzenia trasy patrolu porannego, strasząc wojowników. Skrył się w krzakach, dostrzegł Mglistą Ścieżkę, uważnie lustrującą okolice jego kryjówki. Chyba go wyczuła, ale to nic!
Zakradł się, gdy tylko kotka odwróciła głowę, wyskoczył z krzaków z okrzykiem, a niebieska odskoczyła cała nastroszona.
- Ale miałaś minę! - Miauknął głośno, zalewając las śmiechem.
Kotka skrzywiła się, wysuwając pazury. Można by rzec, że chciała spuścić mu ostre lanie, dlatego czarny nadal śmiejąc się z udanego żartu wstał, robiąc parę kroków w tył.
- Nie zabawne. Ż a ł o s n e. - Burknęła, obrzucając go karcącym spojrzeniem.
Ah, żarty. Najlepsze co można robić!
Barwinek uciekł szybko, nim wojowniczka zdążyła poszatkować go na kawałki.
Szedł zacienionym lasem, czując nadchodzące ciepło. Wiatr zakołysał liśćmi. O, może by zapolował?
Otworzył pysk, wciągając powietrze. Nadstawił uszu, zniżając się do pozycji łowieckiej. Powoli i ostrożnie stąpał ku dziobiącemu coś ptakowi. Nie zauważył, gdy łapą wystraszył wielkiego grubego, brudnego szczura, który w odwecie wgryzł mu się zębiskami w tylną łapę.
Pisnął wystraszony oraz zdezorientowany, odwracając głowę. Natychmiast zaczął machać kończyną, a gdy szczur puścił, zobaczył strużkę krwi na swoim czarnym futrze. Stworzenie uciekło, a on syknął na jego zachowanie.
Prychnął do siebie, kierując kroki do obozu. Szczypanie po ugryzieniu powoli ustawało, dzięki czemu czarny przekraczając obóz zapomniał właściwie o incydencie.
Poszedł nawet do stosu ze zwierzyną, by coś zjeść. Był przy nim Świszcząca Wichura, który z typowym nijakim wyrazem pyska kładł zdobycz z polowania. Świeża, czemu by jej nie wziąć?
- Oh, to dla mnie? - Zapytał żartobliwie, mając na celu zabranie świeżutkiej piszczki.
- Czuję krew - mruknął wojownik bez konkretnej emocji. - twoją.
- A, tak użarł mnie szczur. - Mruknął, biorąc mysz przyniesioną przez jasnego.
- To idź do medyka. - Burknął odchodząc.
Barwinek westchnął smętnie. Może faktycznie powinien pójść? Odłożył wybraną mysz, i z pustym żołądkiem idąc do Sokolego Skrzydła. Przekroczył "próg" legowiska medyka, a niebieski jak na zawołanie zaskoczył go swoją obecnością.
- Coś potrzebujesz? - Zapytał.
- No um... - Zaczął niemrawo. - Użarł mnie szczur. Pomyślałem, że może powinienem przyjść...
- Oh, pokaż. - Rzucił swobodnie, zręcznie oglądając ugryzioną łapę. - Dam ci na to zioła.
Z ogonem w górze poszedł do stosu z medykamentami. Barwinek był trochę speszony. Nie było tu już jego ulubionego medyka, a Sokole Skrzydło starzał się w oczach. Martwił się lekko czy nie zostaną bez medyka.
- To korzeń łopianu - podał mu niedługi korzonek - oczyść go i przeżuj na papkę.
- Fuj! Mam to zjeść?!
- Przeżuć na papkę. - Poprawił go z miłym uśmiechem, idąc w sobie znanym kierunku, zapewne układać ziółka. - Jeśli tego nie zjesz, możę rozwinąć się infekcja.
- I co później? - Dopytał podnosząc niepewnie brew.
- Śmierć. - Miauknął bez ogródek medyk, wracając do pogodnego segregowania jakiś liści.
Czarny długo zbierał się do wykonania czynności. Zakończenie żywota nie było najlepszym rozwiązaniem, ale no jak to mogło smakować?
W końcu po niezliczonych debatach z sobą, wziął korzeń i zaczął go żuć. Nic przyjemnego, ale przynajmniej uniknie przedwczesnej śmierci.
Wychodząc w dużo lepszym nastroju, dostrzegł liliową kulkę futra. Szczawiowy Liść siedział przed legowiskiem medyków zupełnie tak, jakby zasłyszał gdzieś o jego dolegliwości i przyszedł dowiedzieć się, czy żył.
— Oh? Ty tutaj? Martwiłeś się, że nie będę się w stanie z tobą dalej kłócić? - Miauknął z nutą przejęcia.
Liliowy wstał na równe łapy, ustawiając się od razu w dumnej pozycji.
— Pff, nie. Chciałem posłuchać jak się mazgaisz. — mruknął. — Poza tym pewnie obiło ci się o uszy, że dostałem własnego ucznia, Piaskową Łapę. Przyszłego wielkiego wojownika, no oczywiście zaraz po mnie. A ty co, staruszku, dalej żadnego podopiecznego?
Złośliwy uśmiech sam namalował się na liliowym pyszczku. Czarny z kolei na oczywiście zasłyszaną plotkę w klanie opuścił uszy. Ogon nadal trzymał wysoko, jednak opuścił go nieco.
- Nie jestem stary! - Rzucił strosząc futro. - To tak na początek, gnojku. Piaskowa Łapa? A czymże sobie nagrabił, że to ty go uczysz?
- Będzie lepszym wojownikiem od ciebie! - Miauknął pewny siebie Szczawiowy Liść.
- Oh, więc pokona cię w bezpośrednim starciu? - Zrobił krok ku liliowemu z przebiegłym uśmiechem na pyszczku oraz iskrą w oku. - Chętnie zobaczę jak księżniczka znowu przegrywa.
Po powiedzeniu tego zaśmiał się lekko, humor mu wrócił. Owszem, nie miał ucznia i zapewne za rządów Lisiej Gwiazdy go nie dostanie, ale hej! Ilość wytrenowanych kotów nie świadczy o naszej wartości!
- Życzę ci powodzenia jako mentor - mruknął dużo ciszej.
Mógł być rywalem Szczawika, jednak szczerze chciał, by dobrze wyszkolił Piaskową Łapę. Jeśli Barwinek nie mógł tego zrobić, czemu miał być zły, iż jemu się uda? Nie był aż tak podły.
Barwinkowy Podmuch w tej chwili mógł nawet powiedzieć Szczawikowi prawdziwy powód tego, że nie został do tej pory mentorem, ale czy było warto?
Uśmiechając się lekko, machnął ogonem planując pójść po swój zasłużony posiłek, gdy skończy już z liliowym.
<Szczawiczku księżniczko? ^^ >
Uwielbiam ich igraszki <3
OdpowiedzUsuńPieczeń z Barwinka xD
Smacznie by było XD ano ich kłótnie >>>
Usuń