- Co... co to jest chalaktel?
Czekoladowy uśmiechnął się.
- To cechy, zachowanie, sposób bycia danego kota. - miauknął spokojnym głosem. - I nie musisz się bać.Wujek i tatuś obronią cię przed każdym zagrożeniem.
To bardzo go uspokoiło i podniosło na duchu. Tylko szkoda, że wujek i tatuś nie mogą być z nim cały czas. Przytulił się do sierści czekoladowego z wdzięcznością. Bardzo lubił się tulić. Wtedy czuł się bardzo bezpiecznie.
***
Już miał trzy księżyce. Dzięki pomocy najbliższym, stał się nieco większy i tatuś nie musiał obawiać się o jego brak apetytu. Wzrósł ostatnio na prawidłowy poziom. Inna sprawa się miała z jego "urojeniami". Nadal nie przyzwyczaił się do nagłych dźwięków, które tylko on słyszy, na dodatek doszedł kolejny symptom. Mianowicie zwidy. Ich bał się chyba najbardziej, bo pokazywało to, że jego prześladowcy są realni. Zaczęło się dość niewinnie; od przebudzenia się. Przez chwilę miał uczucie, jakby ktoś nad nim stał. Otworzył oczy, lecz dostrzegł tylko mignięcie. Jakby światełko uciekło, gdy tylko się ocknął. Później łapał się na tym, że zerkał w stronę wyjścia, kiedy tylko dojrzał ciemny zarys jakiejś sylwetki. Mama mówiła, że to musiał być cień jakiegoś kota i by przestał znów zaczynać. Jednak on wiedział na pewno, że to wcale nie był kot. Nic dziwnego, że przez resztę dnia, nie opuszczał mamy na krok, chyba że przyszedł tata.
Po kolejnej fali histerii jaka go nagle dopadła; i której nie umiał wytłumaczyć, zmęczona Piaskowa Ścieżka chwyciła go za kark i wyniosła ze żłobka. Światło było tak oślepiające, że zacisnął mocno oczy. Słyszał tylko i czuł, że zbliżają się do ładnie pachnącego miejsca. Ten zapach kojarzył mu się z wujkiem, więc powoli zaczął się uspokajać, a obawy, że mama chce mu zrobić coś złego zniknęły.
Upadł na ziemię, gdy wypuściła go z pyska i stanął przed dwoma medykami. Nigdzie nie dostrzegł Konwaliowego Serca. Wujka rozpoznał, ale tej kotki za nim nie kojarzył.
- Mam już dość. - zaczęła mama - Dajcie mu ziarna maku, bo oszaleje.
- Co się stało? - zaniepokoił się Jeżowa Ścieżka.
- Wpadł w histerię i nawet nie wie dlaczego. Na dodatek jego omamy się nasilają! Nie wiem jak to zrobisz, ale masz go wyleczyć, bo sama zwariuje! - powiedziała i wyszła, zostawiając Dreszcza sam na sam z medykami.
Spuścił główkę na swoje łapki. Nie chciał denerwować mamy. Naprawdę tego nie chciał.
- Ja... - zaczął - Ja nie wiem co się dzieję - pisnął cichutko.
<Jeżyku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz