- Na ziołach? Niezbyt. A co kombinujesz? - Znów odepchnął od siebie jakąś łapę, która naruszyła jego teren.
- Najpierw się stąd wyrwijmy - powiedział biały wstając i kierując się w stronę wyjścia.
Ruszył za nim powoli, próbując nie nadepnąć na ogon, czy łapę zebranych w ścisku uczniów. Nie chciał, by to całe zgromadzenie się przebudziło i zaczęło zadawać pytania. Bocian powoli wyjrzał na zewnątrz, po czym się wycofał.
- Na lisy! Jakiś idiota ma wartę.
Czermień wyjrzał powoli i rzeczywiście dostrzegł jakiegoś rybojada, który ze znudzeniem obserwował obóz. Wydawało się jakby zaraz miał zasnąć.
- Powiedz co chcesz to przyniosę. Zleję się z tłem. No bo sorry, ale ty jesteś mega widoczny - powiedział.
Biały chwilę się zastanowił, po czym pokręcił głową.
- Na nic się nie zdasz, skoro nie znasz ziół. Odwróć jego uwagę, a ja się wymknę.
Jak chciał. Powoli wyszedł z legowiska uczniów i zbliżył się do kocura. Tak jak zauważył, wojownik dostrzegł go dopiero, gdy znalazł się tuż obok.
- C-c-co? - Drgnął, wystraszony obecnością lisiaka.
- Chcę mi się pić. Musisz mnie pilnować, więc eskortuj mnie do rzeki - rozkazał, czekając ze zniecierpliwieniem na ruch tamtego.
- Ale... No... No dobrze.
Kiedy kierowali się ku krańcowi wyspy, dał sygnał ogonem Bocianowi, by udał się po to, co chciał. Szli jakiś czas, ponieważ chciał dać przyjacielowi jak najwięcej uderzeń serca na powrót.
- Szybciej... - ponaglił go wojownik.
Westchnął i zbliżył się do wody.
- Co szybciej jak dopiero doszliśmy - prychnął i nachylił się nad wodą, muskając ją językiem.
Kiedy zaspokoił urojone pragnienie, ruszyli w stronę powrotną. Miał nadzieję, że Bocianowi to wystarczyło do zrealizowania swojego planu. Powoli przekroczył próg legowiska i rozejrzał się za białym. Dostrzegł go z jakąś rybą pod łapami.
- Co to za ryba? - szepnął.
- Nie mieli nic innego na tym swoim stosie.
- Ale po co ona? Myślałem, że szedłeś po jakieś zioła.
- To też mam.
Przyjrzał się posiłkowi. Co Bocian kombinował? Chciał ją dać jakiemuś uczniowi, by ten zwolnił im miejsca, czy jednak wybór padnie na Konopie?
- Udawaj, że śpisz - syknął do niego, powoli zbliżając się do jakiegoś ucznia nocniaków.
Szybko opadł na ziemię i zamknął oczy, wyostrzając słuch. Lisiak trącił łapą swoją ofiarę, czekając aż ten się obudzi. Kocur zaspany otworzył oczy.
- C-co? - ziewnął.
- Ktoś z twoich przyniósł rybę dla ciebie. - powiedział kładąc posiłek przed uczniem.
- Dla mnie? - zdziwił się.
- Tak. Mówił twoje imię. - Po czym oddalił się w swoją stronę.
Nocniak jeszcze chwilę zastanawiał się, kto mógłby być taki miły i wziął się za posiłek. Kilkadziesiąt uderzeń serca potem, wypadł z legowiska stękając. Oboje zachichotali.
- Co ty tam mu dałeś? - zapytał zaciekawiony czarny.
- Specjalne zioła, które zajmą go na jakiś czas. Ciesz się większą przestrzenią, póki możesz.
W końcu rozprostował kończyny. Było... idealnie.
***
To wspomnienie było już bardzo odległe. Bociana nie było już z nimi, nie wiadomo gdzie się podziewał. Czy znalazł ich klan? Czy pomoc nadejdzie? Nie rozumiał, skąd niby pojawiła się ta nadzieja. Jego życie w tym czasie, obróciło się diametralnie. Już nie był tym samym kotem co kiedyś. A może był? Mimo to, nadal wspomniał białego i zastanawiał się czy żyję i co porabia.
<CDN kiedyś>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz