*jeszcze jesień*
Słońce wschodziło i zachodziło. Wróbelek wstawał, rzucał się w wir obowiązków, jadł w biegu i łapał oddech dopiero podczas dzielenia języków. A później nagle zaczynało robić się ciemno, mimo że kocurek miał jeszcze tyle różnych rzeczy do zrobienia. Wraz z wydłużającymi się cieniami, na jego serce padał cień zmęczenia. Najczęściej szedł wtedy do taty, siadał naprzeciw niemal niewidocznego już kopczyka i po prostu zwierzał się ze wszystkiego. Wierzył, że Wilcze Serce go słyszy, wiedział to. Czuł.
Któregoś dnia złapał się na tym, że tęskni. Za wspólnym spędzaniem czasu z siostrami, przyrodnimi braćmi, Modrzewikiem i jego rodzeństwem, które traktował jak własne, Fasolką i jej pogodnym uśmiechem.
Borsuk oprócz trenowania, dużo czasu spędzała na dyskretnym obserwowaniu mamy. Tak na wszelki wypadek. Od czasu, gdy urodzili się ich bracia, Cętkowany Liść wydawała się trochę spokojniejsza. Wciąż nie pogodziła się ze śmiercią taty i Wróbelek wątpił, że kiedykolwiek to zrobi. Oni też. Cieszył się, że mama ma mniej czasu na rozpacz. Odpowiedzialność za kogoś w tym wypadku była dobrym lekarstwem. Coś o tym wiedział. Starał się odwiedzać burą kiedy tylko mógł. I nie mógł zaprzeczyć, że pokochał młodszych braci od pierwszego wejrzenia.
Skowronek ciężko radziła sobie z treningiem. Padała z łap, ale i tak znajdowała siły, żeby zajrzeć do mamy. I do Szczurka. Kocurek wciąż nie wrócił do treningu. Zamknął się zupełnie w sobie, na każdą próbę kontaktu reagował krzykami. Tylko czarną tolerował, a może nawet i lubił?
Wawrzynek za to wrócił do legowiska uczniów. Po tamtej awanturze… Nawet nie patrzył w stronę legowiska medyków. Większość czasu spędzał z Sarenką, unikając reszty uczniów jak tylko mógł.
Z Modrzewikiem widywał się rzadko, zwykle podczas wspólnych obowiązków, albo dzielenia języków. Korzystał z tych momentów jak tylko mógł. Czasami miał wrażenie, że tylko dzięki przyjacielowi i siostrom jeszcze jakoś trzyma się na łapach. Momentami… to wszystko go przerastało. Chciał, czuł że musi, ale czasem po prostu nie wiedział jak. Nie znał się na opiekowaniu mamą, nie potrafił zajmować się kociakami, nie wiedział, jak rozmawiać z uczniem, który stracił łapę ani z kotem żyjącym we własnym świecie. Gdy zasypiał przytulony do futer swoich sióstr wiedział, że żadnej z nich nie poświęcał tyle czasu, ile powinien. Otaczały go koty, które świetnie znał, ale z niewieloma łączyła go głęboka więź.
- Tato, pomóż - myślał zwykle, zanim zapadł w sen.
*pierwszy śnieg nareszcie zima xd*
Od paru wschodów słońca było zimniej, ale kocurek nie spodziewał się tego. To okazało się być śniegiem. Zimnym i mokrym, co szybko zaprezentowała mu Borsuk.
Otrzepał się, przy okazji ochlapując Skowronek i Modrzewika.
- Ej! - Bury przetarł zaspany pyszczek, scierając z niego wodę.
- Przepraszam, celowałem w Borsuk!
- Ciszej tam - fuknęła Sówka, przewracając się na drugi bok.
Ślepia Borsuk błysnęły niebezpiecznie. Nie było tajemnicą, że kotki za sobą nie przepadały.
Uderzenie serca później na pyszczku calico wylądowała duża śniegowa kulka. Koteczka zerwała się na równe łapy i zjeżyła sierść.
- TY…!
- Wojnaaa! - krzyknął Wróbelek, wypychając najbliżej stojącego Modrzewika na śnieg. Na całe szczęście na reakcję nie musiał długo czekać. Borsuk natychmiast wypadła z legowiska na świeży puch. Zaraz za nią o dziwo wyskoczył Krecik, lądując pyszczkiem w zaspie. Wawrzynek nieśmiało sypał śniegiem na Sówkę, a Skowronek ruszyła mu na pomoc, widząc że przyjaciel szybko poradził sobie ze zrzuceniem Wróbelka ze swojego grzbietu. Na koniec, niczym tornado wyleciała Sówka, mrucząca pod nosem niezbyt cenzuralne wyrazy. Reszta przestała zwracać na nią uwagę, więc była zła na burego. Bo jak miała się obrazić, jeśli nikogo to nie obchodziło?
- Borsuk śnieżny! - Oswobodzony już Wróbelek rzucił śniegiem w siostrę. Małe starcia coraz bardziej zmieniały się w regularną bitwę dwóch armii. Uchylił się przed pociskiem rzuconym przez burego i sięgnął po przygotowaną przez siostrę śnieżkę. Gdzieś obok Borsuk walczyła zaciekle z Sówką, zsypując na siebie puch za pomocą ogonów. Na pomoc calico szybko przybyło rodzeństwo i Wróbelkowi nie pozostało nic innego, jak ratować burą. Tylko Wawrzynek i Sarenka nie dołączyli do walki, tarzając się w śniegu gdzieś dalej.
- No to mamy trzy na trzy! - miauknął Wróbelek, w gdy przeciwnicy odskoczyli trochę dalej, odstraszeni gradem śnieżek.
- Na to wygląda! - Modrzewik otrzepywał właśnie ogon, pokryty zamarzniętym śniegiem.
- Ale i tak przegracie! - Sówka zdecydowanie nie zapomniała o złości. Wręcz przeciwnie.
- To się jeszcze okaże. - Tak, Wróbelek znał tę minę. Rzadko ją widział, ale jeśli zagościła na pyszczku Borsuk… Zapowiadała się ostra bitwa.
Wróbelek spojrzał w niebo. Było jeszcze wcześnie i jeśli nie pojawi się żaden z mentorów, zapowiadała się świetna zabawa.
- Macie czas do szczytowania słońca. Lepiej się przygotujcie - miauknął, uśmiechając się szeroko.
- Lepiej wy się przygotujcie! - odmiauknęła Sówka. - Zaklepujemy tamten kąt! - Wskazała zarośnięte krzakami miejsce przy legowisku uczniów i cała trójka pobiegła w tamtą stronę.
- Dobra! - krzyknęła za nimi Borsuk. - Znajdziemy sobie LEPSZY! - Chodźcie - skinęła ogonem na rodzeństwo. - Nie możemy tego przegrać.
Wróbelek uśmiechnął się, a w jego ślepiach zaigrały niebezpieczne ogniki. Skowronek radośnie ruszyła za siostrą. A więc wojna.
<Ktoś z Klanu Wilka ma ochotę dołączyć do budowania bazy i walki? Kolec? :3>
Klep! Kolec ma ochotę :3.
OdpowiedzUsuń<3
Usuń