BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 grudnia 2021

Od Rudzikowej Łapy(Rudzikowego Śpiewu) CD. Zanikającej Łapy(Zanikającego Echa)

Treningi z Ognistym Językiem niemalże pozbawiały go całego zasobu energii do życia. Ilekroć te pomarańczowe ślepia mierzyły go dominującym i zwycięskim wzrokiem, czuł lęk, a łapy uginały się pod nim. W dodatku jego wspaniałomyślny mentor, chcąc zrobić z niego twardziela, przyozdobił mu pysk krzywą i szpetną blizną, która co jakiś czas przypominała o sobie, pozostawiając piekące uczucie.
Powróciwszy do obozu, dostrzegł swą siostrę. Zamyślona nad swym posiłkiem, nawet nie zwróciła uwagi na moment, kiedy ten się zbliżył. Wyglądała na zmartwioną i niechętną do swego dania, jakby martwa mysz miała zrobić jej wyrzuty sumienia za zjedzenie jej.
Nawet go nie zauważyła, gdy stał tuż nad nią, a jego powitanie zdawało się ją przestraszyć. Skarcił się w duchu za bycie „zbyt głośnym”.  Usiadł obok, nerwowo sunąc ogonem po ziemi.
- C-coś j-jest n-nie t-tak? – wyjąkał pytanie, patrząc na nią z troską.
- N-nie – speszyła się jeszcze bardziej, kiwając przecząco głową. – W-wszystko j-jest w p-porządku – wykrztusiła, wbijając spojrzenie we własne łapy.
Na moment zapadła między nimi grobowa cisza, bowiem rudawy nie wiedział jak podjąć jakikolwiek temat do rozmowy. Wiedział, że coś jest na rzeczy, bo w ich rodzinie nigdy nie było spokoju. Przyciągali pecha i nieszczęście, każdy z osobna. Teraz kiedy nie mieli u władzy tyrana, powinni naprostować parę spraw w swych życiach.
- Przecież m-możesz m-mi p-powiedzieć, c-co c-cię martwi – wymamrotał pospiesznie, przysuwając się do niej bliżej. Chciał w jak najlepszy sposób okazać swe wsparcie. – W-widzę, ż-że coś j-jest n-nie t-tak – kontynuował, jednocześnie dopatrując się w niej reakcji, która byłaby sygnałem, że powinien przystopować.
Szylkretka skrzywiła się i skuliła mocniej. Rudzika to wystraszyło, bo prawdopodobnie przesadził i nawet nie dopilnował, by w tej rozmowie zapewnić komfort siostrze. Niepewnie podniósł się z ziemi i zgarbiony wykonał parę kroków w tył.
- P-przepraszam.
Poczuł się zobowiązany do wypowiedzenia tego słowa. Zanikająca Łapa posłała mu wzrok pełen niezrozumienia, ale nie zatrzymała go, kiedy to odwrócił się i odszedł żwawym krokiem, nie chcąc bardziej podpaść własnej siostrze.

***

Księżyce mijały, on dostał ucznia i pomimo wielu dziwnych wydarzeń, sytuacja w klanie była chwilowo stabilna. Przez większość czasu starał się wzmacniać swoją pewność siebie, co akurat najlepiej szło mu przy spotkaniach z Rozżarzonym Płomieniem. Próbował stosować jego rady, ale zazwyczaj zaczynał czuć się jak nadąsany narcyz, więc przestał. Oczywiście nie powiedział tego wprost kocurowi, bo go lubił i nie chciał zepsuć ich przyjaźni. 
Poza tym rzadko rozmawiał z siostrą. I ona przyjęła wojownicze imię, ale prócz krótkich gratulacji, coraz mniej spędzali ze sobą czasu. Rudzikowy Śpiew nawet nie widywał jej za często za dnia, ale jej obecność na jednym z posłań obok w legowisku, zawsze napędzała go spokojem.
Wróciwszy z patrolu, doszedł do wniosku, że czas coś zmienić. Kiedyś była ich trójka, więc po śmierci Rzecznej Łapy powinni się bardziej zintegrować i stanowić dla siebie większe oparcie. Totalnie zwalili tę sprawę i rudy uznał, że czas naprawić parę aspektów ich bratersko-siostrzanej relacji.
- Zanikające Echo! – zawołał, widząc kotkę na skraju obozu. Zrobił to impulsywnie, pod wpływem emocji, a gdy zdał sobie sprawę, jak wielką uwagę pozostałych wojowników skupił, omal nie spalił się ze wstydu. Starał się nie kulić ogona, gdy szedł w stronę szylkretki, czując na sobie wzrok pozostałych kotów.
Gdy dotarł do swego celu, pozostali wrócili do swoich zajęć, a on mógł odetchnąć z ulgą. Niepewnie uśmiechnął się i lekko trącił pyskiem bok zielonookiej.
- Hej – przywitał się, po czym od razu tknęło go przerażenie. Może już go nie lubi i specjalnie zaczęła go unikać? Nie przemyślał tego, a teraz jak ostatni głupek przydreptał do niej. – J-j-jak t-t-tam u c-ciebie? – spytał, przełykając głośno ślinę.
Cała pewność siebie, jaką dzisiaj dzierżył, ulotniła się z niego. I to tylko z powodu siostry. 

<Echo?>

Od Wiśniowej Łapy CD Rozżarzonego Płomienia

- Wiśniowa Łapo, mogę na chwilę? - Miauknął Rozżarzony Płomień i odsunęli się w bardziej przestrzenne miejsce. Wiśniowa Łapa nie ukrywała swojego poirytowania . - Słuchaj... wiem, że nie lubisz mnie i srasz tęczą, ale czy mogłabyś... opowiedzieć coś... o ziołach? 
Szylkretka niemal otworzyła pysk z zaskoczenia. On? Zioła?
Przecież on nawet nie lubi fachu medyków. Kotka znała popędy swojego kuzyna, i to, do czego mógł być czasem zdolny. Nigdy by nie zapomniała, jak musiała wcisnąć Słonecznikowej Łodydze ogórecznik do ust, bo rudy okazał się na tyle zdesperowany, by zmusić go do zjedzenia trucizny. 
- Tak, jasne. A gdzie jest haczyk? - Odpowiedziała chłodno. 
- Nie ma haczyka.
- Dobrze, to opowiem ci o ziołach. - Mruknęła. - Chociaż zastanawia mnie, dlaczego pytasz o to mnie, zamiast Jeżowej Ścieżki. 
Westchnęła i wzięła wdech.
Zaczęła mówić o ziołach uleczających. Celowo omijała temat trucizn. Chciała zobaczyć, czy Żar zacznie się nudzić. Nie wierzyła, że kuzyn ot tak zacznie się interesować ziołami. Nie chciała mówić mu o ziołach mogących zaszkodzić kotu, bo nie ufała mu na tyle, by to zrobić. 
- A cis... - Zaczęła powoli.
Syn Pszczelego Pyłku niemal od razu się ożywił. Tortie przewróciła oczami, spoglądając na niego nieco pobłażliwie.
- Naprawdę? 
- Dokończ, co chciałaś powiedzieć o cisie! - Warknął wojownik.
- Nic nie chciałam powiedzieć, mysi móżdżku - Odpowiedziała Wiśniowa Łapa. - Naprawdę myślałeś, że bym ci powiedziała o czymś, co mógłbyś źle wykorzystać? Nie ufam ci.
Odwróciła się, nie czekając na jego odpowiedź. Nie chciała słuchać jego oburzenia. 

**
Leżała w legowisku, patrząc, jak Jeżowa Ścieżka segreguje zioła. Przywiązała się do mentora. Nie lubiła widzieć, jak dalej pracuje mimo wieku. Zasługiwał już na odpoczynek.
Podniosła się, by mu pomóc. Zdążyła poukładać tylko trochę nowych roślin, zanim do legowiska wparował jej kuzyn, rzucając niedbale zwierzynę pod jej łapy.
- Tylko się nie ekscytuj, robię to tylko z obowiązku - Warknął naburmuszony, narzekając pod nosem na nierudych.
Wiśniowa Łapa rzuciła mu najbardziej obojętne spojrzenie, jakie była w stanie mu rzucić.
On już się chyba nigdy nie przyzwyczai do sprawiedliwości.

<Żar?>

Od Perkoza CD Plusk

- H-hej... chcesz może... porozmawiać? - wyjąkała Plusk.
Perkoz uniósł brew. Nie oszukujmy się, nikt raczej tak bezpośrednio nie prosi o rozmowę.
I to kocura intrygowało w tej kotce.
Miał wychodzić z legowiska uczniów, jednak obecność Plusk zmusiła go do zostania. I tak nie miał nic specjalnego do roboty. Wspiął się na pobliską gałąź i usiadł na niej, kiwając do rudej głową, aby wskoczyła za nim.
Uczennica Niezapominajki powtórzyła ruch.
- Zawsze chętnie porozmawiam z innymi. - Miauknął grzecznie kocur. - To interesujące.
- Prawda - Odpowiedziała pogodnie Plusk. 
- Jesteś uczennicą medyka, tak? - Zapytał nagle rudzielec. - Przez pewien czas myślałem, że medycy to skończeni wariaci. To pewnie przez moją matkę. 
- Kim była twoja mama?
- Właściwie to nikim - Mruknął Perkoz i zaraz znowu się uśmiechnął. - Cóż! Nie każdy się rodzi, tak, jak chce się rodzić. Ważne, żeby mieć to gdzieś i żyć dalej. Skoro ja się na świat nie pchałem, a i tak tu jestem, to pewnie jakieś siły wyższe tego chciały. 
- Masz rację! - Powiedziała przekonana kotka. - Poza tym, czuję się tutaj wystarczająco dobrze. Owocowy las jest naprawdę fajny.
- Nie jesteś stąd?
- Nie. A ty?
- Urodziłem się tutaj. Tylko nie znam swojego ojca. - Powiedział zgodnie z prawdą Perkoz. - Może żyje ze mną w klanie, a ja o tym nie wiem. Może już dawno umarł. Może należy do jednego z tych klanów, o których się czasem mówi. Albo coś. 

**
Uczeń zachwiał się na łapach. Przyległ do ziemi, starając się uniknąć postur kotów, które mknęły ku niemu. To było dziwne uczucie. Czuł się osaczony, a włoski na jego karku się jeżyły.
- Na przeklęte trujące jagody, Perkoz! - Warknął Ćma u jego boku. - Czy ty jesteś w ogóle trzeźwy? Jak ty chcesz ćwiczyć?
- Cicho! - Rudy położył puchaty ogon na pysku Ćmy. - Bo mnie jeszcze zauważą. Nic nie widzę.
- Powinieneś iść do medyków, a nie pierdolić jakieś głupoty - Syknął point. - Kretyn.
Syn Owieczki ledwo wstał, a już się zachwiał. Kręciło mu się w głowie od tego, co widział. Chciał się zaszyć w swoim legowisku i nie wychodzić.
- Pokręcony idiota... - prychnął pod nosem Ćma. - Sam się nigdzie nie doczołgasz. 
Perkoz poczuł, jak kocur łapie go za kark i zaczyna zmuszać do chodzenia. Rudemu nie chciało się stawiać nawet kroku. Nie wyobrażał sobie treningu. Nie miał do tego chęci.

**
Użeranie się z Ćmą zajęło trochę czasu, ale Perkozowi udało się w końcu odzyskać siły, przynajmniej na tyle, by pójść na trening. Wracał z niego zadyszany, a gdy tylko chciał wspiąć się po drzewie, wpadł na Plusk. Odskoczył, zjeżony na karku, nie rozpoznając kotki, która wydawała mu się kimś (lub czymś) zupełnie innym.
- Czego chcesz? - Powiedział chłodno, jak gdyby mówił do wroga.

<Plusk?>

Od Kamiennej Agonii

 - Teraz! - Krzyknęła do Końskiej Łapy.
Uczeń odbił się na małych łapach, rzucając się prosto na jej pysk. Kotka ledwo machnęła głową na bok, a kocur, zepchnięty, poleciał wprost w chłodny śnieg. 
Zastępczyni prychnęła poirytowana.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - Warknęła. Miała już dość powtarzania w kółko tego samego. - Mówiłam, żebyś nie skakał mi na pysk! Wróg może z łatwością złapać cię wtedy za brzuch. I możesz pożegnać się z życiem. Już by cię tu nie było, gdybym była wojowniczką Klanu Wilka!
Końska Łapa parsknął pod nosem.
- Wybacz. Ale jak niby inaczej mam cię pokonać?
- Nie masz mnie pokonać. Jesteś za młody na takie rzeczy. Masz mnie po prostu ogłuszyć! - Syknęła. - Dość tego pieprzenia, do rzeczy. Nie wyjaśnię ci wszystkiego na złotej tacy. Sam musisz się domyśleć, w jakie miejsce najlepiej celować, żebyś zyskał przewagę w walce. Ustaw się, już. 
Zaczekała, aż syn przeklętej Marchewy ustawi się naprzeciw niej, a później nadała mu znak skinięciem ogona. Tym razem uczeń zamiast w górę, przeturlał się pod jej łapami, próbując przejechać pazurami po jej brzuchu.
Z perspektywy zastępczyni to było zabawne. Ona sama robiła tak samo, gdy szkoliła się u Zwęglonego Futra.
Czarna bez problemu położyła dużą łapę na grzbiecie przeciskającego się pod nią ucznia i przycisnęła go do miękkiego śniegu. 
- No wysil się choć trochę! - Wypaliła. - To nie jest trudne! 
- Próbowałem wszystkiego, to ty jesteś za silna! - Mruknął Końska Łapa z wyraźną dezaprobatą.
Zastępczyni prychnęła.
- Jeśli teraz ci się nie uda, to będziemy dalej wałkować zbieranie mchu dla starszyzny i tarzanie się w ziółkach - warknęła z pogardą. - widocznie tylko do tego się nadajesz.
To musiało pchnąć Konika do działania, bo uczeń bezceremonialnie skoczył zastępczyni na łapę. Choć nie gryzł mocno, skrzywiła się, czując na sobie jego zęby.
Nie robił tego tak, jak zrobiłby to w realnej walce. Jednak kotka musiała przyznać, że była pod wrażeniem.
- W końcu! - Warknęła. - Tak, o to chodziło od pierdolonego, długiego okresu czasu. A ty dopiero teraz wpadłeś na to, żeby zaatakować mnie w łapy.
- Nie mogłaś mi powiedzieć?
Zastępczyni usiadła. Cóż, to będzie długa lekcja.
- Czego byś się wtedy nauczył? - Prychnęła. - Instynkt mówiłby ci, że masz robić dokładnie to, czego cię nauczyłam. Ruch w ruch, co do joty. A instynkt powinien ci mówić, że musisz mieć na uwadze pewne rzeczy, o których ci mówiłam. Podczas bitwy musisz myśleć sam. 

**
Od pewnego czasu leżała w cieniu w obozie, raz na jakiś czas rozmawiając z wojownikami, gdy była taka potrzeba. Nie chciało się już opisywać jej złości za każdym razem, gdy słyszała za plecami ,,furiatka", czy inne obelgi skierowane w jej stronę. A już szczególnie nienawidziła myśli, że taka sama była Piaskowa Gwiazda za młodości.
Skrzywiła się, gdy do jej nozdrzy dotarł znajomy zapach, którego jednak nie potrafiła rozpoznać. Dopiero po paru uderzeniach serca zrozumiała, że jest to zapach kotów z Klanu Wilka.
Jej futro się najeżyło, kotka błyskawicznie poderwała się z nóg. 
Wiedziała! Wiedziała od początku! 
On tylko czekał, żeby ich zaatakować!
Nikt niech nie mówi teraz, że nie miała rację. Pieprzony Jastrzębia Gwiazda. Mogła go zamordować przy pierwszej lepszej okazji! Co za ironia, że oboje stali teraz na takich pozycjach. 
Jednak zanim podjęła jakikolwiek ruch, zanim wszystkie zaniepokojone koty Klanu Burzy zaczęły wychodzić z legowisk, dotarło do niej, że przyszło tylko kilka Wilczaków.
Jej podświadomość dalej jednak łaknęła, by to była wojna zaaranżowana przez Jastrzębia - pragnęła tego tylko przez fakt, że chciała samej sobie udowodnić, jak bezdusznym jest idiotą. Że miała rację od samego początku, myśląc, że kiedyś naprawdę dojdzie do bitwy. 
Rozpoznała Huraganowe Wzgórze, którego widziała może tylko raz w życiu, oraz zastępczynię, Wiśniowy Świt. Oprócz tego dwóch pozostałych Wilczaków, których imion nie znała, stało z tyłu, prawdopodobnie jako eskorta na wypadek, gdyby coś stało się podczas drogi do obozu Klanu Burzy.
Wiedziała, że Burzacy pewnie jej nie ufają i czekają tylko, aż czarna wywoła wojnę poprzez darcie mordy na Wilczaków. Ale nie była głupia. Mimo tego, co oni o niej myśleli.
- Co tu robicie? - Zapytała twardo, zamierzając zaraz pójść po Zajęczą Gwiazdę, choć podejrzewała, że lider i tak pewnie niedługo tutaj przyjdzie.
- Zapewniam, że Klan Wilka nie ma złych zamiarów - Miauknął Huragan. - Chcemy porozmawiać z Zajęczą Gwiazdą.
Jak na zawołanie, lider wyłonił się ze swojego legowiska. Czarna nie zamierzała się tym razem odzywać, mimo, że pragnęła powiedzieć im, żeby wypierdalali. Że nigdy nikt nie zaufałby Wilczakom, gdy Jastrząb jest u władzy.
Miała nadzieję, że Zajęcza Gwiazda nie był na tyle bezmózgiem, by spoufalać się z klanem, w którym panuje psychopata. Psychopata, którego znała i za żadne skarby nie chciała widzieć, jak niszczy Klan Burzy. 
- Jastrzębia Gwiazda chce się z tobą spotkać w pokoju na polanie, na której odbywają się zgromadzenia.
Kamienna Agonia niemal mimowolnie otworzyła pysk, ale szybko go zamknęła. Miała ochotę siłą odprawić ich do swojego obozu. Miała nadzieję, że Zając się nie zgodzi.
- Dziękuję, że pilnowałaś gości, Kamienna Agonio - Miauknął do niej biały.
Wiedziała, co sugerował. Kiwnęła głową, usilnie próbując zachować spokój i odwróciła się, pozostawiając ich samych.
Miała nadzieję, że Zając się nie zgodzi.
W zasadzie na co ona liczyła? To oczywiste, że się zgodzi.
Na jebany Klan Gwiazdy. Naprawdę żałowała, że nie zabiła Jastrzębiej Gwiazdy na zgromadzeniu, na którym się poznali.

**
- Kamienna Agonia? - Miauknął do niej Zajęcza Gwiazda, gdy Wilczaki wyszły z jego legowiska, zmierzając ku wyjściu z obozu. 
Kotka się spięła. Co znowu? Wiedziała, że nie powinien im ufać! 
- Wejdź na chwilę. - Powiedział, co zastępczyni zrobiła bez wahania.
Miała nadzieję, że powie teraz, że zamierza zrobić zasadzkę na Jastrzębią Gwiazdę. Że będzie mogła uciąć mu ten denerwujący pysk. Albo lepiej - odgryźć mu język i pozostawić przy życiu! Tak, żeby nigdy już nie mógł wspomnieć o jej rodzinie w jej obecności!
To byłoby wspaniałe, realia jednak znacznie się różniły od marzeń czarnej furiatki.
- Chcę, żebyś poszła na to spotkanie ze mną - Zarządził.
Serce jej ustało.
Ona. 
Z Jastrzębią Gwiazdą.
Sama, razem z Zającem.
Co złego, na pierdolony Klan Gwiazdy, może się wydarzyć?
Chciała się sprzeczać, ale wiedziała, że nic by jej to nie dało. Zając pewnie uważa to spotkanie za coś ważnego, a ona nie ma dowodów, by potwierdzić to, jak lider zachowywał się wobec niej. Że wydaje się normalny, a jest tylko nazistą, który ukrywa swoje poglądy pod maską wzorowego lidera! 
Korciło ją, by skoczyć na białego i raz a dobrze wmówić mu, że przychodzenie na to spotkanie to czysta głupota. Takt i pewne zaufanie do białego jej na to nie pozwalało, mimo wszystko. Nie chciała stracić w jego oczach, bo nie chciała być uznawana za wariatkę. 
- Tak, Zajęcza Gwiazdo - Powiedziała twardo, nie pokazując żadnych oznak zaniepokojenia.
Uważał ją za silną. Ona siebie uważała za silną.
Niech tak zostanie.
Cokolwiek Jastrząb planuje, ona nigdy nie pozwoliłaby, żeby ten psychopata postawił chociażby kroczek ze swoją bandą ku terytorium Klanu Burzy.

Od Omenu (Mrocznej Łapy)

 Van wyszedł ze żłobka, ziewając przeciągle. Musiał przyznać, że tkwienie w kociarni nie było przyjemnym doświadczeniem. Nie czuł się poważnie, gdy wszyscy wojownicy traktowali go z góry... albo przynajmniej z przymrużeniem oka.
Za to ten dzień miał być dniem mianowania jego i jego rodzeństwa. W zasadzie nie obchodziło go rodzeństwo, a cały dzień chciał mieć tylko dla siebie.
Uniósł wysoko brodę, spoglądając spod przymrużonych powiek na miejsce, gdzie stał Jastrzębia Gwiazda. Przy jego rozmiarach trzeba było się nieźle naprężyć, żeby zobaczyć lidera - mimo, że zdążył już podrosnąć, i nie był wcale aż tak mały. 
Położył wewnętrznie zirytowany uszy, gdy koty klanu, które dosłyszały wołanie burego, zaczęły dołączać do reszty już zebranych, przez co zaczęło się robić tłoczno. Dostrzegł obok siebie Kuriozum, Lasek, Szron i Taflę. Była też ta Mała, co się uważała za kotkę, i wiecznie nienażarta Borówka.
- Mała, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczennicą. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Mała Łapa. Twoim mentorem będzie Rozkwitający Pąk. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę.
Omen musiał jeszcze słuchać nudnego pieprzenia o zaletach Rozkwitającego Pąka, co niby również jest częścią ceremonii. Przestał jeszcze sporo uderzeń serca, zanim nastała jego kolej. Był już tak wzburzony, że walczył z chęcią przyśpieszenia tego całego rytuału. Zmusił się jednak do godności. Idioci dobrze go jeszcze nie znali, a on nie miał zamiaru być uważany za głupca.
- Omenie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się zwać Mroczną Łapą. Twoim mentorem zostanę ja, Jastrzębia Gwiazda. Przekażę ci całą swoją wiedzę.
Czarny van starannie ukrył swoje zaskoczenie, zduszając je we wnętrzu. Jego błękitne oczy zabłyszczały ze spokojem. To było naprawdę ciekawe. Rzecz jasna, był niezadowolony, że ceremonie w klanach znacznie różniły się od tych krwawych i bolesnych w sekcie. Ale to nie oznacza, że nie podobało mu się szkolenie u lidera. Nie obchodził go sam lider, sam fakt, kto go mentoruje, ale to, że być może w ten sposób łatwiej przyjdzie mu o respekt w klanie. Kto wie, co się zdarzy?
Był skłonny polubić całego Jastrzębią Gwiazdę, gdyby nie był takim kretynem, jak połowa kociąt w żłobku. Wszyscy byli tacy sami. Denni, nudni, mili dla wszystkich i wszystkiego. Znudziło mu się to. 
Niebieskooki przejechał wzrokiem po jego pobratymcach z sekty i uśmiechnął się z lekkim cynizmem. Tak, to było zdecydowanie niezwykłe uczucie. 
Mroczna Łapa zaczekał uprzejmie w miejscu, aż lider do niego podejdzie. Uczeń dotknął nosem nosa swojego mentora na oficjalne potwierdzenie mianowania.

**
Minęło trochę czasu, zanim wszyscy pozostali dostali swoich mentorów. Ale Mroczną Łapę to nie obchodziło. Ważny był tylko on. Tylko fakt, że pozostał przy myśli, że jego Bogowie wymyślili dla niego świetny plan. Uczeń lidera. Cóż, ciekawił się, co przyniesie przyszłość.
Podszedł do Jastrzębiej Gwiazdy tuż po rozejściu się członków klanu. Van z szacunkiem skłonił głowę. W zasadzie był to nieco teatralny szacunek, bo nie miał potrzeby go okazywać, jednak jakieś pozory zgrywać musiał, jeśli chciał dożyć w klanie dorosłości. 
- A więc, kiedy zaczniemy trening? - Miauknął głosem, w którym przelewało się coś w rodzaju połączenia chłodu i słodyczy. Na jego pysku wciąż widniał ten sam uprzejmy, być może równie chłodny uśmiech.
Krzyk? Głośne i nietaktowne zachowanie? To była największa ujma na honorze. A twardy spokój, który przeszywał na wylot rozmówców, nie tylko był kulturalny, ale też sprawiał, że inne koty mogłyby uważać go za poważnego - taki też był, jednak nie każdy traktował go w ten sposób, ze względu na jego młody wiek.

<Jastrząb?>

Nowa Samotniczka!

Tulipan

Nowi Członkowie Klanu Gwiazdy!

 

KOLCZASTA SKÓRA
powód odejścia: decyzja administracji
przyczyna śmierci: starość

Odszedł do Klanu Gwiazdy! 





SKRZĄCA NADZIEJA
powód odejścia: decyzja administracji
przyczyna śmierci: rozpacz po śmierci partnera

Odeszła do Klanu Gwiazdy! 

Od Szafirowej Łapy

Ze znużeniem przyglądał się, jak jego mentorka pokazywała mu prawidłowe pozycje do ataków na drobne stworzenia. Kolejny dzień i kolejna porcja monotonnych i mało przydatnych według niego informacji. Kotka powtarzała mu, że musi umieć polować, by zdobywać jedzenie dla swojego klanu. Prychnął jedynie na jej słowa. Wiedział o tym doskonale i wcale go to nie interesowało, wręcz przeciwnie- nudził się.
  - Możemy przejść do czegoś pożyteczniejszego? – zapytał w końcu Szafirowa Łapa, nie mogąc zdzierżyć kolejnych pokazów. Nie widział problemu w odpowiednim nachyleniu się względem ziemi i zachowania odpowiedniej odległości przed ofiarą.
  - A co niby uważasz za ciekawsze, co? – Niemal do niego warknęła. Zapewne nie lubiła, gdy ten z lekka zarozumiały młodzieniec zachowywał się tak bezczelnie w stosunki do niej.
  - Cóż, na pewno poradzę sobie z polowaniem na takie małe i bezbronne zwierzęta – stwierdził, wzdychając, by podkreślić swoją niechęć. - Naucz mnie ataków do walki, do tego, jak bronić się przed kotami z innych klanów. Wiesz... W każdej chwili może nastąpić wojna, a takie umiejętności mi się przydadzą – odparł, lekko się do niej uśmiechając, na zachętę, że z niego taki zapaleniec do nauki.
Złoty Wilk spojrzała na niego z gniewem w ślepiach.
- Ty jesteś moim uczniem i to JA będę decydować o tym, co ćwiczymy – powiedziała hardo, przybliżając się do niego – A jeśli masz jakieś zastrzeżenia, to zawsze możesz zmienić swojego mentora. Liderka pewnie chętnie wysłucha twojego płaczu i marudzenia – fuknęła do kocura z obojętnym wyrazem pyszczka.
Szafirową Łapę zaskoczyła jej reakcja. Czuł, że będzie to dobra zabawa.
  - Przeprasza, chyba trochę mnie poniosło...- Głos pręgowanego przybrał nagle przyjacielski i niemal niewinny ton. Przekrzywił łebek, ukazując się ze strony niczego winnego kociaka.
  - Mam nadzieję, że te przeprosiny są szczerze. – Wciąż z niezadowoloną miną, Złoty Wilk usiadła koło niego. – W takim razie, skoro niby wszystko umiesz, pokaż, na co cię stać. –Zaproponowała.
Niebieski podniósł brew ze zdziwienia. Czyżby rzucała mu wyzwanie? Chętnie je przyjmie.
  - Nie musisz się martwić. Zapamiętałem twoje wszystkie rady i pozycje, jakie dokładnie zajmowałaś. Z przyjemnością je dla ciebie odtworzę. – Kocur wciągnął świeże powietrze, zamykając na chwilę oczy. W głowie zobrazował sobie, wykonywane przez kotkę ruchy i stwierdził, że jest gotów. Pochylił się do przodu, wysunął łapy i podniósł zadek, po czym jak najciszej skradł się do najbliższego krzaka.
  - Widzisz? Potrafię to!
  - Pytanie tylko, czy byś był w stanie upolować zdobycz, z taką słabą techniką. – Uśmiechnęła się zadziornie, co podenerwowało Szafirową Łapę. Warknął cicho w jej stronę.
 - Oczywiście, że tak- prychnął jedynie, czując w środku ciała sam gniew.
Kiedyś jej to udowodni, ale dzisiaj stracił na nią zbyt wiele sił i miał ochotę tylko wrócić do obozu.

Od Plusku CD Bzu

- Plusk. Prosiłam cię już naprawdę wiele razy. Widać, że głupoty same ci w tym mózgu siedzą. W ogóle nie zachowujesz się jak dorosły kot! Ciągle się tylko bawisz, w ogóle nie przykładasz się do bycia medykiem! - warknęła Niezapominajka, trzepiąc ogonem w górze.
Bez wyglądał na przestraszonego. Miał zwieszone uszy i niezbyt szczęśliwą minę. Jego pozornie miła siostra straciła kontrolę. Wyminęła ich z morderczym wzrokiem, stawiała łapy donośnie, zjeżyła się lekko. Wyglądało, jakby zaraz miała się na nich rzucić. Szylkretowa stopniowo oddalała się, aż wreszcie całkowicie zniknęła w czeluści drzew. Ruda domyślała się, czy poszła na nerwowe poszukiwanie ziół. Dlaczego była taka wściekła. Co zrobiła źle. Kotka usiadła, podparła brzuch łapami i spojrzała w dół. Ujrzała leżące gnijące owoce i przesiąknięte liście. Jej oczy zaszkliły się. Pierwszy raz od początku przebywania w Owocowym Lesie poczuła się tak źle, miała ochotę po prostu zniknąć w ciszy, nie chciała pokazywać swoich uczuć. Bardzo ją to dotknęło. Przez tą chwilę przepełnioną żałością, zapomniała nawet, że koło niej siedzi Bez, który w tym momencie nachylał się do niej. Odskoczył, parę odległości dalej i zaczął rzeźbić pazurem w podłożu, spoglądając na towarzyszkę. Następnie przestał, wbił w nią zielone ślepia i zrobił susa w jej kierunku. Kotka zaśmiała się przez łzy, chcąc się odwrócić straciła równowagę, upadła.

***

Wraz z upadkiem, rozpoczął się ciąg dalszy zabawy. Smutki tak szybko mijały, a kolorowy i tym razem mokry, a nie błotnisty wir szalał zarówno w powietrzu jak i na ziemi. Ruda popychała grzbiet kocura pulchnymi łapami, on natomiast łapał ją za szyje i ogon. Bawili się jak kociaki. Beztrosko. Plusk czuła się tak swobodnie w towarzystwie vana, w momencie ich interakcji, dla Plusk - Niezapominajka nie istniała.

***

Plusk wstała wcześniej, niż zazwyczaj. Wyszła z legowiska wcześniej niż mentorka – czekała na przyjaciela. Przeszła kawałek w obozie, czując na sobie chłód. Opadłe liście były przyklejone do podłoża, miały na sobie grubą warstwę szronu. Z nieba sypało się coś białego. Ruda, która skupiła się na zjawisku nie zauważyła kocura schodzącego z drzewa. Chwilę później podszedł do niej, powolnym krokiem. Kotka otarła się głową o jego szyję. Koty usiadły blisko siebie i zaczęły patrzeć w górę z uśmiechami na pyszczku.


< Bez? >

Od Wrzosowej Rzeki CD Rozżarzonego Płomienia

 - Na pewno dam sobie radę! - miauknął, uśmiechając się do swojego mentora.

***

Było to przełomowe wydarzenie w życiu młodego kocura, mianowanego na wojownika. Księżyc już lśnił na niebie, wszystko przykrył mrok. To była pora na czuwanie. Wstał, rozprostował mięśnie i zaczął spacerować po terenie swojego klanu. Wszystko bacznie obserwował. Nawet małe robaczki czy krople spływające z liści nie ukryły się przed nim. Spadające liście wirowały, wiatr szumiał i świszczał. Czuć było zapach wilgoci, rozmoczonej roślinności. Poruszał się szybko, głowę unosił ku górze. Światło księżyca odbijające się na jego sierści wyglądało bardzo dostojnie i dodawało kocurowi uroku. Przez jego głowę przemijały liczne myśli, starał się być w sytuacji stróżowania poważny. W końcu to od tego zależy, czy sprawdzi się jako wojownik. Zastanawiał się, czy Rozżarzony Płomień go lubi i czy jest z niego dumny. Nigdy nie wiedział, co o nim sądzić. Był spokrewniony z Piaskową Gwiazdą, którą bardzo źle wspominał. Czy on, Wrzosowa Rzeka, jako wojownik też kiedyś będzie miał ucznia? Da radę go nauczyć czegoś pożytecznego? Czy jego siostra polubi jego nowe imię? Nie wiadomo. Nie był to najlepszy czas na tyle myśli. Niebieski stanął, liznął powietrze i ruszył w pościg za nieznanym zapachem. Jego smukła, wysoka sylwetka czuła się w biegu świetnie.

***

Słońce zaczęło wschodzić. Poranny patrol oświadczył, że już jest i może zakończyć czuwanie. Po chwili ujrzał znajomego, rudego kocura i postanowił opowiedzieć mu, co się działo. Uśmiechnął się, wciąż pełen energii i radości.
- Zrobiłem to!


< Rozżarzony Płomieniu? >

ps: sorki jak cos brzmi dziwnie, ale no nie pisalam troszke. Wrzos krejzol