BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

30 lipca 2020

Od Ryjówki

Niewielka fasolka powstała po wpadce, czy innymi słowy kocimiętkowym szaleństwie Słonika i Melodyjki, powoli stawała się coraz większa. Zdobywająca świadomość, czując, pragnąc, nowe życie wierciło się, szykując na pojawienie się na świecie. Mimo ciepła i bezpieczeństwa glutkowatej strefy, ile można siedzieć w ciasnocie, gdy jeszcze inne bobki pchają się na ciebie? W pewnym momencie kociątko zaczęło mocniej wić. Nie wiedziała co ją dalej czeka. Nie znała wielu pojęć. Jedynym znanym była jej płeć, śliczna koteczka. Dar powstania, który uzyskała, nie mógł być zmarnowany.
Wszystko działo się szybko. Wiercąc się, pchając, mała podążyła ku dziwnemu tunelowi. Jako pierwsza z rodzeństwa, przedarła się do nowego świata. Zapiszczała głośno, dając znak, że tutaj jest. Piski powtarzały się, robiąc się coraz bardziej dosłyszalne dla uszu. Świat był zimny. Docierał do niej chłód. Poczuła strach, niepewność, nowe dotąd ukryte odczucia.
Nagle coś jej dotknęło, liznęło kilka razy czyszcząc sierść z kleistej substancji, pozwalając złapać kolejny oddech. Dziwne, naprawdę dziwne uczucie. Mała została ogonem przyciągnięta bliżej brzucha. Instynktownie dopadła do niego, zabierając się za jedzenie. Miły smak prędko do niej dotarł. Ugniatała małymi, miękkimi łapkami brzuch istoty dającej ciepło i bezpieczeństwo, coraz bardziej zadowolona. Chłodność nowości już jej tak bardzo nie dokuczała, koteczka zbyt zajęła się posiłkiem. Jakieś te obecności zabrały jej trochę miejsca przy brzuchu, jednak zbytnio jej to na razie nie przeszkadzało. Najedzona wydała z siebie jeszcze jeden pisk, zanim wtuliła się w ciepłe futro. Polubiła tą istotę, mogła zostać z nią dłużej za jedzenie.

Od Szczawiowego Liścia CD. Daliowej Łapy

Wrócił z kolejnego treningu, który odbył z Piaskową Łapą. Dzisiaj pokazał mu kolejne ruchy bitewne oraz opowiedział trochę o kilku wojnach, które przeżywał Klan Klifu. Kocur był dumny z ucznia. Dobrze się dogadywali, a Piaskowa Łapa ciężko pracował, by sprostać jego wymaganiom.
— Daj karmicielką coś do jedzenia i możesz odpocząć. — miauknął do ucznia.
Ten energicznie pokiwał łebkiem, zanim się oddalił. Liliowy kocur rozejrzał się po obozie. Tętniło w nim życie, pomimo strachu o zagrożenie, wciąż wiszące nad ich klanem, niczym ciemna chmurka. W tym wszystkim dojrzał swoją siostrę, Daliową Łapę. Siedziała przybita. Wojownik przyjął to z zaskoczeniem, nie widywał jej zbyt często, odkąd zdobył nową rangę, ale nawet w przelocie, jego ukochana siostra wydawała się pełna życia.
— Daliowa Łapo? — zapytał się swojej siostry lekko przekrzywiając głowę liliowy, kiedy tylko znalazł się bliżej niej.
Ciało tortie jeszcze raz przeszył dreszcz. W trakcie jednego uderzenia serca poderwała się na łapy stając pysk w pysk z bratem. Z zaskoczeniem cofnął się o krok, na ten wybuch złości, widoczny na jej pyszczku. Zrobił coś nie tak? On?
— Kto pozwolił ci tu przychodzić?! — wykrzyknęła w stronę lekko zdziwionego Szczawiowego Liścia wciąż płacząc. — Jak to jest zostać tak szybko wojownikiem? Niesprawiedliwie mianowanym?! — zapytała głośno. — Zawsze to ja sobie lepiej radziłam w walce jako kociak!
A więc o to chodziło. Zazdrość. Syn Żywicznej Mordki westchnął cicho. Daliowa Łapa i Mysia Łapa byli jeszcze uczniami, pewnie lada dzień zakończą trening, ale to też kwestia cierpliwości i umiejętności. Mieli przecież chody u wujka Lisiej Gwiazdy, mogli go poprosić o szybsze mianowanie i po problemie. Liliowy spojrzał pewniej na swoją siostrę. Na jej zapłakane, pełne gniewu ślepia. Byli ze sobą blisko od kociaka. Z resztą z każdym z rodzeństwa miał dobry kontakt. To, że najszybciej stał się wojownikiem, niczego nie zmieniało. Przynajmniej według niego.
— Niesprawiedliwie? Licz się ze słowami. Jestem najlepszym wojownikiem w całym Klanie Klifu! Uczniem też byłem o wiele lepszym od ciebie, spójrz jak szybko dostałem nową rangę!
— Lepszym? Lepszym?! Czy ty się słyszysz, mysi móżdżku?!
— To, że sobie lepiej radziłaś jako kociak, nic nie znaczy. Jak chcesz być wojowniczką, musisz na to zapracować. Oto cała tajemnica, Daliowa Łapo.  — mruknął do kotki. Jego ogon poruszył się nerwowo. To była pierwsza ich kłótnia. Liczył, że ostatnia. Nagle coś do niego dotarło. Wygładził sierść. — Nie chodzi wcale o mnie. Masz jakiś problem, tak? Mam kogoś pobić w twoim imieniu?
Wbił pazury w ziemię.


<Daliowa Łapo?>

Od Szczawiowego Liścia

Większość czasu spędzał poza obozem. Nie przeszkadzało mu to, nawet pomimo zagrożeń, które czaiły się na całym terytorium Klanu Klifu. Jakoś nie ciągnęło go do spędzania czasu w obozowisku, kiedy na każdym kroku mógł gdzieś spotkać Barwinkowy Podmuch. Kocur wywoływał w nim tyle dziwnym i niezrozumiałych emocji, że chociaż lubił je odczuwać, wolał się nie zbliżać do czarnego. Wciąż potrzebował czasu by zrozumieć, co takiego się z nim dzieje.
Wracał jedynie wieczorem z potrzebą zjedzenia czegoś i zapadnięcia w sen. Często łapy odmawiały mu posłuszeństwa. Starał się wykonywać jak najlepiej obowiązki wojownika. Patrole poranne, próby upolowania czegoś, ale najbardziej skupił się na treningu Piaskowej Łapy. Może był młody, jednak pierwszy uczeń zobowiązywał do odpowiedzialności i chciał, żeby wyrósł na jak najlepszego wojownika. 
Tego dnia jego nowy plan zajęć się jednak zmienił. Dał Piaskowej Łapie wolne, co nie zdarzało się często, otóż Szczawiowy Liść należał do wymagających mentorów. Dzisiejszy dzień był jednak bardzo wyjątkowy. Berberysowa Bryza urodziła kilka dni temu. Szczawik jednak dotąd odwiedził ją tylko raz, przelotnie spoglądając na kociaki. Była ich trójka. Tylko jedno przypominało mu ojca. Żywiczna Mordka dalej nie wrócił. Wojownik bardzo się martwił o ojca. Liczył, że ten ich nie zostawił, przecież byli taką dobrą rodziną. Rodzeństwo Szczawika zdawało się także wypatrywać powrotu taty, w wolnych chwilach pocieszając mamę. 
Młodsze rodzeństwo powinno być na tyle duże, żeby otworzyć oczy i móc przynajmniej coś wyseplenić. Szczawiowy Liść udał się w stronę żłobka. Nie wiedział co prawda, w jakim stanie zastanie kociarnię, pozostającą jednym z najgłośniejszych miejsc. Musiał też upewnić się, że z tych maluchów wyrośnie cokolwiek dobrego. Byli jego rodziną, powinni być dumni i silni!  Pierworodny syn Berberysowej Bryzy i Żywicznej Mordki, uśmiechnął się lekko na myśl, że będzie mógł ich przypilnować. 
Wchodząc do żłobka, rozejrzał się od razu w poszukiwaniu matki. Zapach mleka doleciał do niego od razu. We wnętrzu było ciepło i tylko niektóre, starsze kociaki, bawiły się w kącie. Dojrzał swoją mamę na mchowym posłaniu. Musiała go usłyszeć, spojrzała w jego stronę, delikatnie się uśmiechając na widok syna. Szczawiowy Liść pewnym krokiem do niej podszedł, siadając u jej boku. Spojrzał na trójkę kociąt. Zimorodek, Meszek i Roska. Zwyczajne imiona, wyjątkowe kociaki. Przynajmniej tacy byli dla niego.
Jeden z jego braci otworzył ślepka. Ich spojrzenia się spotkały. Tylko który to był? Meszek czy Zimorodek? Uh, mógł przyjść tutaj z Rumiankową Pręgą, ona ich bardziej kojarzyła. 
— O, hej mały. — miauknął, uważnie go oglądając. — Zimorodku? tak, Zimorodku. Jestem Szczawiowy Liść, twój starszy, wspaniały brat. W Klanie Klifu jestem najlepszym wojownikiem. Każdy ma do mnie szacunek, a w walce pokonałem niejednego. Super, prawda? A ty to taka mała kulka. Ale spokojnie, mały, jesteśmy rodziną, więc ty też będziesz super, może mniej niż ja, ale na pewno lepszy od większości wojowników w naszym klanie. 


<Zimorodku?> 

Od Króliczej Łapy CD. Jesionowego Wichru

Królicza Łapa podążał obok swojego mentora, trochę niepewnym krokiem, co jakiś czas rozglądając się z zainteresowaniem widocznym w ślepiach. Jesionowy Wicher miał rację i terytorium Klanu Nocy naprawdę mu się spodobało. Nie mógł się doczekać, aż będzie mógł sam zwiedzać każde miejsce, wciskając wszędzie swój ciekawski nosek.
— Dalej nie idziemy. To granica. — wyjaśnił starszy kocur. — Lepiej się tam nie zapuszczać... Pełno tam lisów.
— Lisów? — dopytywał uczeń.
— Tak. Atakują koty. Są niebezpieczne. Pstrągowa Gwiazda straciła jedno życie walcząc z tą bestią. — Machnął ogonem  — Wracajmy. Na dziś starczy. Pewnie jesteś głodny?
Króliczek otworzył pyszczek, wychwytując jakiś mocny, nieciekawy zapach. Zapewne był to lis, o którym mówił wujek. Nie pachniał dobrze, pewnie też wyglądał okropnie. Nie chciał spotykać takiego drapieżnika.
— T-tak, w-wracajmy. — miauknął kocurek. Poczuł burczenie w brzuszku. Faktycznie zjadłby jakąś smaczną rybę. Spojrzał na swojego mentora. — Jestem.
Jesionowy Wicher skinął głową. Ogonem dał znać niebieskiemu kocurkowi, żeby oboje skierowali się już w drogę powrotną. Królicza Łapa chętnie za nim podążył, nie miał zamiaru spotykać się z lisem, który mógł się przecież gdzieś w okolicy kręcić. Niebieski kocurek dreptał za wujkiem, zastanawiając się też, co będą robić następnego dnia.
Droga do obozu zdawała się dłużyć w nieskończoność. Zaskakujące, bo gdy pierwszy raz wyruszyli, wszystko działo się bardzo szybko. Tym czasem czas na ich treningu zleciał, a to był dopiero początek. Uczeń z uśmiechem na pysku wkroczył do obozu. Rozejrzał się. Wszystko zdawało się być na swoim miejscu. Ostatni pobratymcy dzielili się językami, pomału gotowi, by udać się na spoczynek po całym dniu. Kocurek ruszył za swoim mentorem w stronę sterty ze zwierzyną.
— Było super. — miauknął Królicza Łapa.
Przyciągnął do siebie małą rybę. Nie potrzebował aż tak dużo posiłku. Wolał więcej zostawić dla swoich pobratymców, którzy bardziej teraz potrzebowali pożywienia. On mógł sobie jakoś poradzić i bez. Pochylił się, zjadając kilka kęsów ryby. Była przepyszna. Jej woń oraz świeże mięso, szybko zapełniły jego brzuszek.
— Jutro też tak będzie. Spotkamy się przy wyjściu z obozu. Wstaniesz?
— Postaram się. — miauknął kocurek, otaczając ogonek wokół ślicznych łapek.


<Jesionku? Możesz zrobić skip do następnego dnia>

29 lipca 2020

Od Króliczka (Króliczej Łapy) CD. Rzecznej Łapy

— Możesz otworzyć oczy. — powiedziała do Króliczka. — Teraz powąchaj rybę. Spróbuj znaleźć jej drugi kawałek.
Kociak otworzył ślepka. Spragniony zabawy i zwycięstwa, rozejrzał się po żłobku, pozostającym jak zwykle cichym, przytulnym miejscem. Dreptał łapkami w miejscu, pragnąć już rozpocząć zabawę. Spojrzał na swoją kuzynkę. Była super fajna! Polubił ją, nawet jeśli była starsza. Rzeczna Łapa wskazała mu ogonem na kawałek ryby. Podszedł niepewnie, pochylając się i wąchając martwą istotkę. Pachniała normalnie, Króliczek już nie raz czuł tą woń i za każdym razem mu się podobała. Kojarzyła mu się z Klanem Nocy, który przecież uwielbiał.
Kocurek zapamiętał tą woń, pozostającą teraz na jego języku. Ruszył przed siebie, próbując ją wywęszyć, przy tym cały czas się rozglądając. Zapach był mocny, ale tropienie nie szło mu zbyt dobrze, był w końcu jeszcze maluchem. Nie chciał się jednak poddawać.
Długo łaził po żłobku, udając, że wychwycił trop kawałka ryby. W rzeczywistości wszystkie zapachy mu się mieszały, kręciło mu się od nich w głowie. Węszył w nadziei, że wychwyci ten jeden konkretny.
— Długo jeszcze? Pośpiesz się.
Zastrzygł uszkami na głos Rzecznej Łapy. Skulił się, zanim nieśmiało pokiwał łebkiem, wracając do poszukiwań. Zabawa była naprawdę fajna, szkoda tylko, że nie był w niej za dobry.
Coś przykuło uwagę kocurka. Zatrzymał się, zerkając w stronę dziury w "ścianie", z której wystawało coś srebrnego. Machnął radośnie ogonkiem, podbiegając w tamtym kierunku. Wcisnął łebek, chwytając za skórę i pociągając w swoim kierunku. Ryba! Znalazł! Udało się!  Spojrzał lśniącymi oczkami w stronę córki Szakłakowego Cienia, zanim pociągnął znalezisko w jej stronę, prosto pod łapy uczennicy.
— Udało się. — miauknął. Oczywiście szkoda, że nie od razu, ale nauka cierpliwości jak najbardziej była mu potrzebna. Teraz rozumiał słowa mamy, że cierpliwość przynosi efekty. Czuł się dumny, że wygrał zabawę. — Możemy jeszcze raz? Prooooszę!

***

Królicza Łapa wrócił do legowiska uczniów. Po całym dniu treningu, każda część ciała odmawiała mu posłuszeństwa, a zwłaszcza łapy. Padł od razu na swoje posłanie, nawet nie zabierając się do spojrzenia na ubrudzone błotem i kawałkami paproci futerko. Położył pyszczek na łapach, śledząc ruch panujący w legowisku. Niektóry uczniowie rozmawiali ze sobą podekscytowanym tonem głosu, inni natomiast odpoczywali. Z łatwością dojrzał swoją kuzynkę, zwijającą się w kłębek. Pewnie szykowała się do snu. Gdy jednak kotka wyczuła na sobie jego spojrzenie, odwróciła pyszczek w kierunku niebieskiego, posyłając mu niechętne spojrzenie. 
— Czego?
— C-cześć R-rzeczna Łapo. — przywitał się, przenosząc się do siadu. Nie był już tym małym kociakiem, którym się opiekowała, ale przecież dalej mogli się pobawić, prawda? Albo po prostu spędzić trochę czasu, chociaż nie był najlepszy w rozmowach. — J-jak ci i-idzie trening?
Rzeka i jej rodzeństwo dalej pozostawali uczniami, mimo iż zdaniem Króliczka, powinni już dawno grzać tyłki na stanowisku wojowników. Wierzył w swoje kuzynostwo. To musiała być kwestia czasu. 


<Rzeczna Łapo?> 

Od Jeżowej Ścieżki CD. Burzy

Jeżowa Ścieżka obserwował z rozbawieniem Konwaliowe Serce, która pognała do żłobka, gdy tylko usłyszała, że mają się tam wybrać. Zajęcza Stopa zleciła, by sprawdzili stan zdrowia kociąt. Czekoladowy kocur pewnie podążył za nią.
Wchodząc do kociarni zastał asystentkę medyka, w towarzystwie dwójki znajdek. Maluchy przebywały w Klanie Burzy krótko, pobratymcy zdawali się jednak ich zaakceptować. Nie słyszał też, żeby kocięta urodzone w klanie, miały problem do maluchów. Jeżykowi zrobiło się jednak smutno na myśl, że znajdki nie poznają swoich rodziców. Przynajmniej koteczki były razem, co innego Konwalia, która gdy do nich trafiła, była zdana jedynie na siebie. Dopiero później klan ją zaakceptował i teraz mogła śmiało nazwać to miejsce domem.
— To w co się bawimy?
Spojrzał na koteczkę. Zdążył już poznać imiona kociaków - Burza i Stokrotka, dwójka sióstr. Powoli podszedł bliżej, stojąc u boku Konwalii. Zauważył nerwowy ruch wąsików koteczek. W jednej ślepkach odbiło się zaniepokojenie, w drugiej ciekawość. Nie znały go mimo wszystko, chociaż to się pewnie zmieni, w końcu ranga medyka zobowiązywała do tego, że zostawało się zapamiętanym.
— Może w chowanego? W żłobku jest pełno kryjówek. — miauknęła Konwaliowe Serce, posyłając w stronę czekoladowego kocura lekki uśmiech i błagalne spojrzenie.
— TAK!
Westchnął. Koteczki energicznie przebierały w miejscu łapkami, wpatrując się przy tym oczekująco w ciocię. Widocznie bardzo czekały na jakąkolwiek zabawę.
— Ale potem musimy zobaczyć, czy są zdrowe. — szepnął do ucha Konwalii. — Wiesz, że Zajęcza Stopa nas potrzebuje dzisiaj w legowisku.
— Wiem, Jeżyku. To zajmie tylko chwilkę. — miauknęła kotka. Spojrzała z uczuciem na malce. — Schowajcie się, ja będę szukać.
— Pan też się chce pobawić?
Zastrzygł uszami na głosik. Zawsze lubił kociaki, były bardzo urocze i takie niewinne. Obserwowanie jak rosną sprawiało, że był dumny, nawet jeśli nie miał własnego potomstwa i nigdy mieć nie będzie.
— Chyba jestem za duży. — zaśmiał się cicho.


<Burza? gniocik> 

Od Miedzianej Iskry CD Potrójnego Kroku

– Jasne – miauknęła cicho Miedź, powoli odsłaniając swoje pociechy, wcześniej skrzętnie przykryte jej puchatym ogonem.

***

Wybrała się samym rankiem na małe polowanie. Słońce dopiero wschodziło, ptaki zaczynały śpiewać, a większość klanowiczów jeszcze spała. No, ale co się im dziwić, po co mieliby się zrywać tak wcześnie?
Miedziana jednak uważała, że to idealna pora na polowanie. Zwierzyna która podeszła bliżej obozu, nie zdążyła się jeszcze spłoszyć przez gwar rozmów, a tej głębiej w terenie jeszcze nikt nie przestraszył. Kotka ruszyła więc poza obóz z głową pełną dobrych i optymistycznych myśli. Tak jak się spodziewała, nie musiała pokonać wcale takiego długiego dystansu, a już jej oczom ukazało się dorodne ptaszysko, wręcz proszące się o upolowanie go. Przypadła więc do pozycji łowieckiej, tak dobrze opanowanej przez te wszystkie księżyce jej życia. Zaczęła skradać się powolutku i była już całkiem blisko ofiary, kiedy ta niespodziewanie poderwała się do lotu. Miedź nie zamierzała tak szybko odpuścić, co to to nie. Wystrzeliła w górę jak z procy, najmocniej jak potrafiła odbijając się z tylnych łap. Jedną z przednich próbowała dosięgnąć ptaka. I owszem, poniekąd osiągnęła cel. Zahaczyła jednym pazurem o ogon zwierzęcia, ale on szybko wyrwał się, pozostawiając Miedzianą jedynie z piórem w łapie. Kiedy w końcu jej tylne nogi z powrotem zetknęły się z twardą ziemią, w jednej z nich poczuła przeszywający ból. Chyba nie tak powinna wylądować. Zapomniała, że ciało ma już nie takie młode jak te 40 księżyców temu. Przeturlała się przez kilka lisich ogonów. Stęknęła głucho. Przez kilka następnych uderzeń serca leżała w szoku plackiem na ziemi, aby następnie podnieść głowę i otrzepać się z kurzu i pyłu. Starała się dźwignąć na łapy, ale wtedy w prawej tylnej znowu odezwał się pulsujący ból. Chyba sobie ją skręciła. No, to nici z polowania. Podkuliła więc zranioną nogę i czym prędzej pokicała prosto do medyków. Dobrze, że nie zdążyła odejść daleko od obozu.
Zdyszana, stanęła u progu legowiska medyków. Nie była przyzwyczajona do takiego sposobu poruszania się.
– Dzień doobry! – zawołała, zanim weszła.
– Czego?
Zdziwiła się tym niezbyt miłym powitaniem od Trójki.
– Tu Miedź – miauknęła jak już weszła.
Odnalazła wzrokiem medyka. W oczy rzuciły jej się także przerażające, ptasie czaszki porozstawiane dookoła.
– Jeju, Trójko, skąd ten ponury wystrój wnętrza?
Widać było, iż iliowy chce, aby kotka przeszła do sedna. Napotkała się z jego poganiającym spojrzeniem.
– Przyszłam, bo podczas polowania zrobiłam coś sobie w tylną łapę – i tu pomachała prawą nogą przed cętkowanym – no, i tyle. A teraz powiedz mi, do czego te czaszki?
Usiadła wygodnie jak u siebie, owijając łapy ogonem.


<Trójko?>

Od Cętkowanego Kwiatu Cd Konwaliowego Serca

Z oczy Cętki zaczęły płynąć powoli łzy. Chłodne, zimne i takie smutne... Pyłek nie żyła. Nie żyła. Jak to mogło się stać? Jak? Jakim cudem? Czemu? - te pytania ciągle chodziły po głowie burej. Chciała usłyszeć, że to tylko żart, że to tylko głupi żart, a nie realia. Kopała kamienie, krzyczała, a w końcu cała złość przemieniła się w smutek. Leżała i cicho łkała. Czapla razem z nią. Konwalia i Orlik chcieli jej pomóc, ale nie mogli przywrócić życia zmarłej. Od czasu do czasu cętkowanej było niedobrze. Chciało jej się tylko jeść i spać. Nie miała ochoty nigdzie wychodzić, prawie cały czas leżała tylko w legowisku wojowników. 
- Cętko, może wyjdziesz pozbierać ze mną zioła? - spytała niepewnie Konwaliowe Serce, stercząc w wejściu. 
- Może k-kiedy indziej? Wiesz, jestem trochę zajęta. - Cętkowany Kwiat wymyśliła następną wymówkę. 
Czarno-biała wyszła z opuszczoną głową. Bura słyszała na zewnątrz szepty. Rozmawiali o niej. 
- Jak tak dalej pójdzie... to nie wiem co będzie. Chyba nie da się jej nakłonić do wyjścia. - szepnęła szybko medyczka do Orlikowego Szeptu.
 - Bardzo martwię się o nią. - zamruczał. 
                                               ***
 - Boli mnie brzuch... - wydała z siebie cichy pisk brązowooka, łapiąc się za brzuch. - Powinnaś iść do medyków. - miauknął biały bacznie przypatrując się swojej partnerce. 
- Prześpię się i mi przejdzi- 
- Nie, Cętko! Jeśli zaraz tam nie pójdziesz, to zaniosę cię jak kociaka. 
Bura nie odpowiadała. Orlikowy Szept zdecydowanie złapał cętkowaną za kark i zmierzał w kierunku leża medyków.
 - Puszczaj! Cały Klan nas widział! - krzyknęła niezadowolona. 

< Konwaliowe Serce? Orlik?>

Od Miedzianej Iskry CD Fasolki (Fasolkowej Łapy)

Uśmiechnęła się szeroko, słysząc pytanie swojej córeczki.
– Dobrze kochanie, dziękuję że pytasz - zamruczała cicho i polizała liliową po główce.
W tej chwili naprawdę się cieszyła, że Fasolka tak się o nią troszczy. Przecież powinno być na odwrót, prawda?

*jeszcze przed ciążą Strzyżyk*

Nie mogła opanować dumy z Fasolkowej Łapy. Jej malutka córeczka wybrała drogę medyka. Cieszyła się z tego podwójnie, a może nawet potrójnie, w końcu to było poniekąd jej niespełnione, dziecięce marzenie. Tak, gdyby nie chęć założenia rodziny, bez zastanowienia również Miedź zostałaby medyczką. Może sprawy potoczyłyby się inaczej? Może to ona zamiast Turkawki umarłaby na Czerwony Kaszel? Jednak, w takiej wersji zdarzeń nie miałaby ani Igły, ani dzieci. Sądziła więc, że wybrała dobrą ścieżkę w życiu. Za nic w świecie nie zamieniłaby swojej cudownej, tak wielkiej rodziny, na nic innego. Kochała ich wszystkich, nawet... Nawet Ostrokrzewia. On po prostu... Ma trudny charakter.
Postanowiła, że tego wschodu słońca pomoże trochę medykom, albo chociaż posiedzi z nimi i pogada, jak to robiła za czasów poprzednich uzdrowicieli. Być może, że nie będą mieli akurat nic do roboty, ale szansa na to była znikoma. Zawsze jest co robić. Ruszyła więc żwawym, wesołym krokiem i z uniesionym wysoko ogonem w stronę ich legowiska. Przekraczając próg, zawołała:
- Czeeść wam, tu Miedziana Iskra!
Po chwili zza rogu wyłoniła się Fasolkowa Łapa.
- Nie musisz krzyczeć mamo, Trójki nie ma - zachichotała cicho - wyszedł ze Strzyżykową  Pręgą po zioła.
Koteczka zaprosiła starszą do środka, zdecydowanym ruchem ogona. To jasne, że czuła się tu jak u siebie. Wojowniczka posłusznie podążyła za nią i usadowiły się głębiej w legowisku.
- A więc co cię sprowadza? - miauknęła lekko Fasolka.
- Właściwie nic konkretnego córeczko, chciałam może trochę pomóc i przy okazji zapytać jak sobie radzisz. Mówiłam ci już, że jak byłam młodsza bardzo lubiłam pomagać medykom, prawda? - zaśmiała się perliście.


<Fasolko?>

Od Mokrej Gwiazdy CD Miodowej Łapy


Kotka narzekała na rosnącą odległość od obozu. Co ja jej zrobię, że powinna przejść test na otwartym terenie bez współklanowiczów, którzy mogliby jej pomóc? 
- Nie narzekaj, jeszcze trochę - mruknąłem. 
Czasem wydawało mi się, że kotka mimo bycia tyle młodszą szybciej się męczy ode mnie. Może to było prawdą? 
- Mówiłeś to kilka zdań temu - burknęła. 
Wzruszyłem ramionami, dochodząc do wysokiej równiny, niedaleko granicy z klanem wilka. Niedaleko nas rosły drzewa, które nadal były na naszym terytorium. 
Stanąłem w miejscu ku wyraźnej uldze uczennicy. Pointka położyła się w trawie, ignorując moje naglące spojrzenie. Jeśli nie zaczniemy, zacznie lać.
- Wstań, Miodowa Łapo. - Zacząłem oficjalnym tonem.
Kotka zerknęła na mnie poważniej, wstając. Spojrzała na mnie wyczekująco. Cieszyłem się, że nie próbowała narzekać.
- Udasz się wzdłuż granicy z klanem wilka. - zacząłem. - Masz sprawdzić je i zdać mi raport. Jeśli będziesz mieć okazję, spróbuj zapolować, ale pamiętaj, by nie przekroczyć granicy. 
Widziałem na pyszczku kotki to niezadowolenie. Skrzywiła się, zapewne wymyślając jakiś tekst, którym mogłaby się wywinąć. 
- A ty tu zostaniesz, tak? - Zapytała finalnie, unosząc brew.
- Oczywiście - skłamałem gładko, nie mając zamiaru pozwalać jej pójść samej.
W końcu okej, sprawdzian był Miodek, ale nie mogłem puścić jej samej. Nawet jeśli obiecałaby natychmiastowy powrót po wykonaniu zadania, nie mogłem wierzyć jasnej na slowo. Nie teraz, gdy planowałem ją niedługo mianować. 
Własne, jakie imię powinienem jej nadać? Pasujące do charakteru czy może wyglądu? Albo do pierwszego imienia? Pasowałoby Miodowa Obraza albo Miodowy Grymas, jeśli miałbym przypasować coś do charakteru.
Zaśmiałem się cicho na własne propozycje. Dawna pieszczoszka zabiłaby mnie na miejscu i pewnie obraziła się do końca mojego życia. Lub zażądała zmiany imienia, co byłoby naprawdę ciekawe. Pointka zdecydowanie nie była typem, któremu nadanie takiego imienia by pasowało. Niektórzy pewnie by przyjęli je z mniejszą lub większą dumą, albo bez jakichkolwiek emocji, ale nie Miodowa Łapa, która całą sobą pokazywała swoje niezadowolenie.
- No to, w którą stronę mam iść? - Zapytała, a ja posłałem jej uśmiech mówiący "omawialiśmy to na pierwszym treningu". 
Kiedy spojrzała na mnie wyczekująco, westchnąłem głośno. 
- Słuchałaś mnie kiedykolwiek? - Zapytałem podirytowany.
- Pewnie, ale poprosiłam o wskazanie kierunku. - Odparła jakby nigdy nic.
- Znajdź go sobie sama - odparowałem dokładnie tak, jak to robiła młodsza.
Jasna otworzyła zdziwiona pyszczek. Ha, pewnie się tego nie spodziewała! Że jej mentor przejmie po niej humorki! No, to ma teraz problem. Przebywanie z nią tyle czasu zrobiło swoje.
Prychnęła pod nosem rozglądając się. Po paru chwilach zaczęła iść w odwrotnym do Klanu Wilka kierunku. Z wysoko uniesionym ogonem minęła mnie, a ja rzuciłem:
- Nie w tę stronę.
Zatrzymała się wpół kroku, posyłając mi zdenerwowane spojrzenie.
- Przecież wiem - burknęła, i jakby nic się nie stało, ruszyła w stronę sąsiadującego klanu na swój sprawdzian.
Kiedy oddaliła się wystarczająco daleko, ruszyłem powoli i ostrożnie za nią. Wysoka trawa zasłaniała mnie, dając idealny kamuflaż. Wiatr też wiał na moją korzyść, przywiewając woń uczennicy. Niebo robiło się ciemne, ale myślę, że zdążymy zakończyć sprawdzian umiejętności młodej, o ile nic nam nie przeszkodzi.
Szedłem powoli, śladem uczennicy cały czas uważając by mnie nie zobaczyła. Zapowiadało się bardzo ciekawie.

<Miodek? lecimy>