Kamienne Pióro uśmiechnął się i poczuł, że robi mu się gorąco. Miał nadzieję, że jego przyjaciółka tego nie widzi, bo wtedy chyba by się spalił ze wstydu. Nie wiedział, co na to odpowiedzieć, więc po prostu posłał szylkretce spojrzenie, które jak mu się zdawało, mówiło wszystko i zamruczał cicho.Nigdy by tego nie powiedział wprost, ale cieszył się, że Porywisty Dąb nie był we wszystkim najlepszy. I że Korowa Łapa mogła mu pokazać, w czym jest dobra. Kocur miał jednak nadzieję, że ta dwójka nie miała ze sobą zbyt dużo kontaktu. Chciał być tym najlepszym dla przyjaciółki.
— Przynajmniej tyle dobrego — odparł w końcu zamyślony.
Zastanawiał się, jak jego brat wyglądał i co mówił, kiedy kotka pomagała mu przejść przez tunele. Czy był przestraszony? A może zdezorientowany? I pozwolił Korowej Łapie prowadzić, posłusznie za nią szedł, całkowicie zdany na nią? To byłby super widok. Kamienne Pióro chyba jeszcze nigdy nie widział cętkowanego w takiej sytuacji, więc bardzo chętnie by to obejrzał.
***
Kocur siedział przy stosie zdobyczy, jedząc mysz. W zamyśleniu obserwował swoich współklanowiczy. Patrzył, jak ze sobą rozmawiają, jak uczniowie trenują ruchy bitewne…
I wtedy ze swojego legowiska wyszła Korowa Łapa. Wojownik od razu wstał, porzucił swój posiłek i ruszył w jej stronę. Dawno z nią nie rozmawiał i miał wrażenie, że kotka go unika. Chciał dowiedzieć się, o co chodzi. Poza tym tęsknił za szylkretką i bardzo chciałby, chociaż parę zdań z nią wymienić. Wydawało mu się, że musieli sobie trochę wyjaśnić. A może tylko mu się wydawało? Może uczennica wcale się przed nim nie chowała, może zwyczajnie go nie zauważała?
“Zaraz się tego dowiem” — uznał w myślach Kamienne Pióro i podbiegł do przyjaciółki, zanim ta zdążyła zareagować.
— Korowa Łapo! Dawno nie rozmawialiśmy — wyrzucił z siebie, nawet nie zauważając, że jego ogon przesunął się po grzbiecie kotki. — Ja… Nie wiem, po prostu wydaje mi się, że nie chcesz mnie widzieć, ale… — Jego głos zachrypł, a oczy się zaszkliły. Wziął głęboki oddech i kontynuował. — Naprawdę znaczysz dla mnie tak potwornie dużo i tak straszliwie nie chcę, żeby coś ci się stało, a niedawno zostałaś zraniona i od tego momentu nawet słowa ze sobą nie wymieniliśmy, a chcę wiedzieć, czy na pewno wszystko w porządku i jak coś, to ja zawsze jestem tu obok i mogę ci pomóc, ale tak bardzo się o ciebie martwiłem! — wyrzucił na jednym wdechu, a potem zasapany patrzył się na uczennicę i próbując odzyskać oddech, patrzył się na nią zatroskanym wzrokiem.
<Korowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz