Żywica spojrzał na podarunek od Szczawika. Musiał przyznać, że synowi udało się upolować dorodnego królika.
— J-jest... ogromny — miauknął, nie kryjąc zaskoczenia. — B-brawo — dodał.
Szczawiowa Łapa uśmiechnął się dumny.
— Mało kto umie złapać takiego królika, nie? — mruknął pewnie uczeń.
Żywiczna Mordka kiwnął łbem. Sam miał do dziś problemy z upolowaniem zajęczaka.
— T-tak i d-dziękuję. Z-zjemy razem? S-sam chyba n-nie dam rady — przyznał szczerze.
Szczawika nie trzeba było pytać dwa razy. Dosiadł się do ojca i zaczęli razem zjadać królika.
— P-pewnie n-niedługo zostaniesz wojownikiem — zaczął jakoś rozmowę Żywica.
Kocurek wyprostował się dumnie.
— No ba — mruknął. — Łabędzi Plusk też tak stwierdził, teraz tylko wujek musi zobaczyć jak wspaniałym uczniem jestem.
Żywica kiwnął łbem, kryjąc nerwowy dreszcz na myśl o Lisiej Gwieździe. Rudy kocur, który nie raz uprzykrzył życie jego rodzinie nie był zbyt lubiany przez liliowego. Niestety jego kociaki darzyły go większą sympatią, a nawet nazywały go "wujkiem". Żywicznej Mordce nie podobało się, ale nie miał nic do gadania. Berberys za bardzo szanowała swego dawnego mentora, by dostrzec wszystkie jego wady.
— C-cieszę się — mruknął, uśmiechając się do syna. — N-na pewno b-będziesz świetnym w-wojownikiem. I-i przysłużysz s-się kla-klanowi niczym... n-niczym... — szukał jakiegoś honorowego wojownika Klanu Klifu, lecz ci tu byli zdecydowaniem wyjątkiem.
Szczawik zastrzygł uszami.
— Niczym kto? — zapytał zaciekawiony.
Żywiczna Mordka przełknął ciężko ślinę.
— N-niczym... twoja mama? — odparł na szybko. — P-pewnie też k-któregoś d-dnia zostaniesz z-zastępcą — dodał, chcąc zmienić temat.
Szczawiowa Łapa uśmiechnął się dumnie.
— Na pewno! — miauknął radośnie.
* * *
Pora Nagich Drzew okazała się trudniejsza niż sądzili. Żywiczna Mordka nawet zaczął podejrzewać, że to przez to wszystko z tą akcją z niby szpiegiem medyczką Klanu Nocy. W końcu Gwiezdnym mogło się nie spodobać, że medyk był szpiegiem. Wojownik miał nadzieję, że Sroczy Żar uchroni ich przed niebezpieczeństwem. Ból po stracie Borówkowego Nosa i jednego z jej kociąt był straszny. Berberysowa Bryza także chodziła smutna i znów wychudzona po obozie. Wpadła ponownie w wir pracy po stracie przyjaciółki, a Żywiczna Mordka nie umiał jej pomóc. Smętnie upuścił łeb. Był do niczego. Na widok podchodzącego do niego synów szybko podniósł głowę i wysilił się na coś co miało przypominać uśmiech.
— J-jak polowanie? — zapytał, przyglądając się im.
Obydwoje mieli puste pyski.
— Nieudane, ale to pewnie zwykły pech, zaraz idę na kolejne i przyniosę cały pysk myszy — mruknął pewnie Szczawiowy Liść.
Fiołek zdawał się mniej podzielać optymizm brata.
— Idę do legowiska — oznajmił. — Może uda mi się jakoś mamę pocieszyć — dodał cicho.
Żywiczna Mordka opuścił uszy. Wiedział, że powinien wziąć się w garść, ale ich poważne rozmowy nigdy nie kończyły się dobrze. Kotka odrzucała go zawsze, gdy dopadały ją problemy, nie chcąc go zamartwiać. Przez co on i ona cierpieli podwójnie.
— Tato? — mruknął Szczawiowy Liść. — Wszystko w porządku z tobą i mamą? — zapytał niby niewinnie.
Żywica kiwnął łbem. W końcu co miał się żalić swojemu kociakowi. Sam powinien z tym poradzić zamiast się mazgaić. Był taki beznadziejny. Wziął głębszy wdech, starając się nie pozwolić zaszklić ślipią.
— T-tak... p-po prostu b-brakuje jej Borówkowego No-nosa... a... a j-ja nie po-potrafię j-jej po-pomóc — rozryczał nagle się Żywiczna Mordka.
<Szczawik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz