- Ile palców pokazuję? - zapytał, jakby słowne zapewnienia Tańczącej wcale mu nie wystarczały.
Westchnęła głęboko, z irytacją strzepując ogonem o ziemię. Nachyliła się nad nim.
- Spójrz mi w oczy - rozkazała, a gdy poczuła oddech syna Berberysowej Bryzy zaraz przy swoim pysku, ciągnęła dalej - czy znalazłeś w nich cokolwiek, co by mogło dawać oznakę, że ja widzę? Spójrz na te wyblakłe źrenice. Wyglądają ci na zdrowe? - burknęła.
Odczekała w ciszy tą chwilę, aż młody się napatrzy i poprzygląda. W następnym uderzeniu serca szybko odsunęła się z dobrze ukrytym obrzydzeniem. Był zdecydowanie za blisko, jak na jej gust.
- No... Nie - miauknął Myszek.
- No więc pomyśl. Skąd mam, na osty i ciernie, wiedzieć ile pokazujesz palców, skoro cały czas widzę przed sobą tylko pustkę i nicość?
Walnęła ogonem o swoją łydkę. Miała wrażenie, że Myszek zastanawia się nad kolejnym pytaniem, którym mógłby jeszcze ją podręczyć. Oo nie, nie ma mowy.
- Mogę już łaskawie iść coś zjeść? - zapytała, ale nawet nie czekając na odpowiedź z jego strony, zwyczajnie sobie poszła.
***
Wracała właśnie z niezbyt udanego polowania, z tylko jedną, marną, szarą myszką w pysku. Warunki do łowów nie sprzyjały, zwłaszcza że Lisia Gwiazda zakazał polowania na sporej części terytorium. Sprawę dodatkowo utrudniało kotce jej upośledzenie wzroku.
Odłożyła więc ze wstydem swoją zdobycz, z nadzieją że nikt jej nie zobaczy. Cóż, szczęście tym razem nie dopisało Tańczącej Pieśni.
- Cześć - usłyszała po swojej lewej.
- Ah, to ty - mruknęła bardziej do siebie, kiedy rozpoznała w osobniku syna zastępczyni.
Liczyła na to, że zmądrzał od ostatniego ich spotkania.
<Myszku? Jejku, wybacz że tyle musiałeś czekać>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz