Była już bardzo blisko żłobka. Ogromna, rozłożysta jabłoń, mieściła w sobie na samym dole dziurę, w której mieściła się kociarnia. Szyszka stąpała powoli, niespiesznym krokiem, przedzierając się przez śnieg. Spadła gruba warstwa zimnego białego puchu. Ciemne chmury zapowiadały też, że spadnie zapewne go więcej. To jednak nie zniechęciło czarnulki. Zwierzyna dalej się zapuszczała do Owocowego Lasu, podżerając zgniłe owoce. Idealne miejsce do zamieszkania - czuła to całą sobą.
Zatrzymała się nagle, gdy dostrzegła w śniegu jakiś ruch. Początkowo myślała, że to jakaś mysz. Wysunęła pazury, gotowa zaatakować gryzonia. Na widok szylkretowej sierści, westchnęła cicho, chowając pazury. Delikatny uśmiech nasunął się na jej pyszczek. Cicha. Faktycznie zapach był znajomy, chociaż zakopaną w śniegu małą, trudno było zobaczyć. Pewnie znowu wymknęła się ze żłobka, korzystając z nieuwagi rodziców. Kiedyś będzie energiczną wojowniczką.
Nie tracąc już więcej uderzeń serca, łapą odegnała odrobinę śniegu, następnie się schylając, by złapać za luźną skórę na karku kociaka. Uniosła ją, ostatecznie wyjmując ze śniegu. Ostrożnie odłożyła ją obok siebie, już na wydeptany śnieg. Przynajmniej znowu się nie zapadnie. Cicha trzęsła się na całym niewielkim ciałku. Nerwowy ruch ogona zdradzał, że było jej zimno. Z resztą czarnulka się nie dziwiła, skoro siedziała w śniegu.
— Witaj mała uciekinierko. — poruszyła przyjaźnie wąsami Szyszka.
Cicha wlepiła w nią ślepia. Czarną kotkę czasami ciekawiło, co by powiedziała, gdyby przodkowie nie odebrali jej mowy. Wielka szkoda, że nie mogła nic mówić. Liderka obawiała się, że kiedyś Cicha może spotykać się z różnymi problemami z tego powodu. Liczyła jednak, że nigdy nie dopadną ją zmartwienia i że mimo wszystko pozostanie silna.
— Może wrócisz do żłobka? Tam jest ciepło. — miauknęła łagodnie.
Cicha skrzywiła się, kręcąc od razu główką. Szyszka przekrzywiła łebek. Nie chciała się ogrzać? Zmrużyła oczy. Może chodziło o maluchy Golec? Liderka cicho westchnęła. Biedna Golec. Było jej przykro, że doświadczyła tragedii i teraz musiała wychowywać kocięta, których nie chce. Jednak nowe życia potrzebowały matczynej opieki.
— Skoro nie chcesz wracać, to może spędzimy razem trochę czasu? Nie puszczę cię samej na ten śnieg. — miauknęła. Widząc jak Cicha marszy brewki, pośpiesznie dodała. — Gdy będziesz trochę starsza, a Pora Nagich Drzew dobiegnie końca, jestem pewna, że będziesz mogła zwiedzić cały Owocowy Las. Nawet nauczysz się chodzić po drzewach.
Zostawiła na chwilę małą. Szybko zaniosła zwierzynę przyjaciółce oraz przywitała się z Golec. Przy okazji powiedziała rudej, że popilnuje jej córki, żeby ta nie musiała się martwić jej zniknięciem. Wychodząc ponownie na zewnątrz, dogoniła już oddalającą się Cichą, stawiającą duże kroki, by przebrnąć jakoś przez śnieg. Szyszka podążała spokojnym krokiem za nią.
— Przygody czekają na każdym kroku. Nawet jeśli czasami ich nie dostrzegamy. — miauknęła czarnulka.
<Cicha?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz