To miała być zwykła noc, jak każda inna. Wyjść cichaczem z obozu, zatrzeć ślady, iść na granice z klanem burzy, zignorować paplaninę Ciernika, nacieszyć się obecnością Konwaliowego Serca, wrócić i przespać te dwie lub trzy godziny, aby obudzić się z niewyspaniem. Organizm tak się przyzwyczaił, że nawet zegar biologiczny nie trawił dłuższej ilości godzin snu.
Co miało by pójść nie tak? Noc jak noc, złamany kodeks po raz wtóry. Nic niesamowitego.
Ta noc skończyła się inaczej, radośniej. Zupełnie nie spodziewał się takiego finału.
Przybył na granicę, nieco spóźniony. Ganił się w myślach za każdą utraconą chwilę, którą mógł jej przeznaczyć. Bywały dni, gdy nie widział wcale żółtych oczu Konwalii. Zaczynał wtedy tęsknić i zapominał o realnym świecie. Niestety, spóźnienie wynikało z upartości Borsuczej Łapy - jego pierwszej uczennicy. Upartej i charakternej jak mało kto, totalnego przeciwieństwa Trzcinowego Brzegu. Kotka odważna i często pyskująca. Świtająca Maska musiał poświęcać większą część ich treningu na przemówienie do rozumu kotki. W klanie burzy otrzymałby na pewno miłego i wspaniałego ucznia. Starał się nie narzekać na ciemną uczennicę. Lepsza taka niż milcząca i niechętna do działania.
- To ty? - zapytała się Konwaliowe Serce lynxa, gdy jego kontury zaczęły odznaczać się na tle czarnego lasu.
- Tak, jestem... - miauknął płowy, ocierając się na przywitanie z swoją ukochaną. Wtulił nos w czarne futro, pachnące jak łąka. Przyjrzał się zgrabnemu ciału partnerki, nie wierząc, że taka piękność mogła poświęcić się medycynie. Cieszył się, że kotka jest taka mądra, ale gdyby nie kodeks medyka, mogliby czuć się swobodniej w swoim towarzystwie.
- Nie było cię tak długo, co się stało? - zapytała się zatroskana, mrucząc cicho.
- Dostałem swoją pierwszą uczennicę. Uparta jak nie wiem. Pyskuje, zamiast się słuchać. Treningi z nią są męczące, ale jest mądra i powinna sobie poradzić w życiu - miauknął Świtająca Maska. Rola mentora okazała się znacznie trudniejsza niż codzienne odwiedziny kotki. Nie mógł tego przewidzieć, Iglasta Gwiazda musiał mieć jakiś powód przydzielenia córki Wilczego Serca akurat jemu.
- Nie zazdroszczę. Na razie w klanie burzy nie ma nikogo, kto mógłby być uczniem medyka. Trzech medyków na klan wystarcza - powiedziała Konwaliowe Serce.
- Nie rozmawiajmy o naszych domach. Skupmy się na sobie. W końcu... Ja przychodzę tu dla ciebie, a nie dla plotkowania. - Lynx polizał medyczkę po uchu.
Ułożyli się razem wśród śnieżnego puchu i spędzili razem noc. Wtuleni w siebie, mrucząc, cieszyli się chwilą. Nie zwracali uwagi na czas ani otoczenie. Liczyła się tylko obecność drugiego kota. Zbliżyli się do siebie, zakochani po uszy i czubki ogonów.
Niestety wspaniała chwila minęła wraz z coraz jaśniejszym niebem. Pożegnał się z nią, z bólem w sercu. Ta noc okazała się najwspanialszą ze wszystkich. Zapamięta ją na długo.
Nie przewidział, że tamta noc przysporzy mu dodatkowe problemy.
Co miało by pójść nie tak? Noc jak noc, złamany kodeks po raz wtóry. Nic niesamowitego.
Ta noc skończyła się inaczej, radośniej. Zupełnie nie spodziewał się takiego finału.
Przybył na granicę, nieco spóźniony. Ganił się w myślach za każdą utraconą chwilę, którą mógł jej przeznaczyć. Bywały dni, gdy nie widział wcale żółtych oczu Konwalii. Zaczynał wtedy tęsknić i zapominał o realnym świecie. Niestety, spóźnienie wynikało z upartości Borsuczej Łapy - jego pierwszej uczennicy. Upartej i charakternej jak mało kto, totalnego przeciwieństwa Trzcinowego Brzegu. Kotka odważna i często pyskująca. Świtająca Maska musiał poświęcać większą część ich treningu na przemówienie do rozumu kotki. W klanie burzy otrzymałby na pewno miłego i wspaniałego ucznia. Starał się nie narzekać na ciemną uczennicę. Lepsza taka niż milcząca i niechętna do działania.
- To ty? - zapytała się Konwaliowe Serce lynxa, gdy jego kontury zaczęły odznaczać się na tle czarnego lasu.
- Tak, jestem... - miauknął płowy, ocierając się na przywitanie z swoją ukochaną. Wtulił nos w czarne futro, pachnące jak łąka. Przyjrzał się zgrabnemu ciału partnerki, nie wierząc, że taka piękność mogła poświęcić się medycynie. Cieszył się, że kotka jest taka mądra, ale gdyby nie kodeks medyka, mogliby czuć się swobodniej w swoim towarzystwie.
- Nie było cię tak długo, co się stało? - zapytała się zatroskana, mrucząc cicho.
- Dostałem swoją pierwszą uczennicę. Uparta jak nie wiem. Pyskuje, zamiast się słuchać. Treningi z nią są męczące, ale jest mądra i powinna sobie poradzić w życiu - miauknął Świtająca Maska. Rola mentora okazała się znacznie trudniejsza niż codzienne odwiedziny kotki. Nie mógł tego przewidzieć, Iglasta Gwiazda musiał mieć jakiś powód przydzielenia córki Wilczego Serca akurat jemu.
- Nie zazdroszczę. Na razie w klanie burzy nie ma nikogo, kto mógłby być uczniem medyka. Trzech medyków na klan wystarcza - powiedziała Konwaliowe Serce.
- Nie rozmawiajmy o naszych domach. Skupmy się na sobie. W końcu... Ja przychodzę tu dla ciebie, a nie dla plotkowania. - Lynx polizał medyczkę po uchu.
Ułożyli się razem wśród śnieżnego puchu i spędzili razem noc. Wtuleni w siebie, mrucząc, cieszyli się chwilą. Nie zwracali uwagi na czas ani otoczenie. Liczyła się tylko obecność drugiego kota. Zbliżyli się do siebie, zakochani po uszy i czubki ogonów.
Niestety wspaniała chwila minęła wraz z coraz jaśniejszym niebem. Pożegnał się z nią, z bólem w sercu. Ta noc okazała się najwspanialszą ze wszystkich. Zapamięta ją na długo.
Nie przewidział, że tamta noc przysporzy mu dodatkowe problemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz