Postanowił się przejść. No bo kto mu zakaże? Tak naprawdę miał dość, jak na tę chwilę Fasolki i Strzyżykowej Pręgi, która namawiała go do zacieśniania więzów z rodziną. Pff... Jak taka mądra to niech sama się za to weźmie. Oczywiście nie wiedział, czy ta ma jakąś rodzinę, zresztą nie lubiła o tym mówić, no ale jak tak bardzo kochała Fasolkę, to może się nią zająć. Śnieg był taki mokry i fuj. Nie chciał wracać, ale i również nie chciał na nim stać. Postanowił, więc zbliżyć się do legowiska wojowników, ponieważ tam ziemia wydawała się nieco sucha. Zdziwił się bardzo, kiedy usłyszał głos Świtającej Maski. Z kim gadał? Czyżby z tą swoją ukochaną? Zajrzał do środka, ale odkrył, że kuzyn jest sam. Co to miało znaczyć? Zwariował? A może ta jego ukochana jest wymyślona? Naprawdę był takim desperatem, aby sobie wizualizować partnerkę?
- Świtająca Masko?! Gadałeś do siebie? - Wszedł do środka, chcąc zbadać tą całą sprawę.Lynx spojrzał na niego ze spokojem.
- Nie zadawaj tylu pytań. Ja aż tak bardzo nie wnikam w twoje prywatne życie - odparł.
- Co to ma do twojej choroby? Nie przypuszczałem, że z zakochania można aż tak oszaleć - mówił do siebie Potrójny Krok.
- Nie jestem na nic chory! I nie zakochany, tylko... Zauroczony.
- Czyli miałem rację, że coś między tobą, a kimś iskrzy. Nie spodziewałem się jednak, że może ta twoja ukochana jest wytworem twojej wyobraźni.
Kocur spojrzał na niego zaskoczony.
- Co? Jaka wymyślona?
- No... Wiesz. Możesz chorować z samotności i wyobrażać sobie, że masz jakąś ładną kotkę obok siebie, a tak naprawdę ona nie istnieję - próbował wytłumaczyć mu, prawdopodobnie chorobę umysłu, na którą mógłby być chory.
Za bardzo nie wiedział jak leczyć takie rzeczy. Spotykał się z czymś takim pierwszy raz. Może ziarna maku, by pomogły?
- Nie jestem samotny spędzam z tobą czas i z innymi wojownikami. No i myślałem, że twardo stąpasz po ziemi, a tu na takie dziwne pomysły wpadasz. - powiedział kocur.
- To nie żadne dziwne pomysły! Po prostu mówię co widzę. W takim razie, dlaczego gadałeś sam do siebie, co?
Kuzyn nieco się zjeżył.
- Chyba cię wali! Nie masz nic lepszego do roboty, niż zajmowanie się mną? Już nie jestem kociakiem, a dorosłym wojownikiem!
Ewidentnie coś ukrywał. Nie wiedział jednak co. Słyszał przecież, że rozmawiał sam ze sobą. Nie był głuchy, czy głupi, by tego nie zauważyć.
- Jak uważasz - powiedział zostawiając go samego.
Chyba jednak poda mu ten mak. Trochę się uspokoi, może nawet jego psychika sama się naprawi.
<Świt?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz