- Ty? Jakie imię? - Chwilę milczał, udając zastanowienie.
Co by mogło pasować do córki Iglastej Gwiazdy? Miał w głowie mnóstwo dziwnych określeń, jednak musiał wybrać z nich te, idealnie pasujące do młodej. Tak... To będzie zabawne. Uniósł kącik ust i zaczął:
- Fasolkowy Smarkacz - Widząc jej minę, kontynuował - Albo Fasolkowy Gil, chociaż jak tak ci się przyjrzę, to może być twym imieniem Fasolkowa Błotniara lub Fasolkowa Krzywica.
- Krzywica?! - oburzyła się, marszcząc nos.
- Tak, bo się strasznie krzywisz. - wyjaśnił.
Wiedział z doświadczenia, że pewnie takiego imienia nie dostanie. Zazwyczaj imiona są ładne i pasujące do osoby. No ale i tak korciło go, by jednak jego uczennica była takim wyjątkiem. Może dzięki temu, nauczyłaby się nieco pokory.
- Jesteś wredny! A nie możesz wymyślić bardziej realnego imienia?
- Te imiona są jak najbardziej realne - powiedział znikając w magazynie i wracając z kilkoma ziołami, które zaczął ścierać na papkę dla byłej mentorki leżącej w starszyźnie.
Pamiętał te dni, gdy jako młodzik szkolił się u niej. Musiał za garść wiedzy, pomagać jej z kleszczami i wymieniać posłanie. Fuj! Jak dobrze, że te czasy minęły i mógł zlecić te zadania bardziej młodszym od siebie.
Fasolkowa Łapa siedziała jeszcze chwilę obrażona, próbując pewnie zrozumieć, o co chodziło Potrójnemu Krokowi. Ten jednak bardzo się cieszył, że zamknął choć na chwilę jej pysk. Już kilka razy go porządnie zdenerwowała tymi swoimi żartami, więc dlaczego on nie miałby być równie niewdzięczny jak ona? Zresztą był starszy i mógł.
- Co tam robisz? - w końcu zapytała, zerkając mu przez ramię.
- To zioła dla Świetlikowego Skrzydła. - wyjaśnił nie przerywając czynności. - Zanieś je jej i przy okazji weź ją obejrzyj i sprawdź czy nie ma żadnych kleszczy. - Widząc, że ta chcę już protestować, wymiótł ją ogonem na zewnątrz.
Było to nieco trudne, ponieważ Fasolka nieco urosła, ale jakoś kotka zrozumiała, że nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia i wyszła.
Może pomęczy pytaniami Świetlikowe Skrzydło? Ciężko było być medykiem... Na dodatkiem takim z własnym uczniem. Przecież on nie był, aż tak męczący dla Sosnowego Zagajnika. Czy był? Nieważne. Wrócił do pracy nad swoim eksperymentem.
<Fasolkowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz