Przyglądał się z lekkim uśmiechem ojcu próbującemu bezskutecznie wygonić z legowiska wojowników Pędrakowy Pełz. Leniwy dawny Lisiak odgryzał się zawzięcie Aroniowemu Podmuchowi, odmawiając wyjścia na patrol. Dla Pigwowego Kła było to niebywałe przedstawienie. Sam chciał także potrafić tak zdenerwować zastępcę, lecz oglądanie tego spektaklu także było niebywale fascynujące. Wręcz kibicował leniwemu kocurowi.
— Dość tego! — syknął zdenerwowany Aronia, wbijając pazury w ziemię. — Albo zaraz ruszysz tyłek albo możesz zapomnieć o jakimkolwiek posiłku dziś! — zagroził kocurowi.
Ten jedynie arogancko wzruszył ramionami, doprowadzając czarno-białego do jeszcze większego szału. Zastępca prychnął na wojownika i z kiwającą się na boki kitą odmaszerował w stronę legowiska liderki. Pigwa nie wątpił, że babcia zrobi porządek z tą leniwą kupą tłuszczu. Pochwycił szybko marnego wróbla i podszedł do Lisiaka.
— M-masz — rzucił szybko, podając kocurowi ptaka i odbiegł pospiesznie.
Nie mógł pozwolić, by zagłodzili mu tak wytrwałego przeciwnika ojca. Życie w obozie toczyło się powoli. Niektóre Lisiaki nadal próbowały się buntować, a inne posłusznie wpadły w życie Nocniaków stając się jednymi z nich. Takie przynajmniej pozory sprawiały. Wszelki bunt był tłumiony. Błyskawiczna Łapa przez próbę ucieczki została pokarana ośmieszającym imieniem wojowniczym, a Uszatkowe Życzenie nie raz już miała parodniowe głodówki przez różne próby protestu. Pigwowy Kieł przywykł już do buntujących się od czasu do czasu Lisiaków na tyle, że nie sądził, że ci kiedykolwiek opuszczą ich obozowisko. W końcu nawet jedno z nich spodziewało się kociąt. I to na dodatek z jego bratem. Poziomkowy Blask zdawał się stracić łeb dla Obłoku i spędzał z nią każdy dzień, oczekując swego potomstwa. Pigwa czasem się zastanawiał, czy Aroniowy Podmuch ucieszy się z zostania dziadka. Czy kocięta Poziomka w ogóle dowiedzą się kim on jest?
— Pigwowy Kle, co z naszym treningiem? — zawołał za nim Gruszkowa Łapa.
Lekko zdezorientowany wojownik zatrzymał. Dziś miał trening z Cisem. Nie mógł się spóźnić, bo kocica faktycznie w końcu go otruje.
— M-muszę... mu-muszę coś przemyśleć, w-wybacz — wymiauczał cicho.
Udawanie życiowej pokraki przychodziło mu z niebywałym talentem. Może dlatego i że nią był?
— Rozumiem — miauknął wyrozumiale uczeń.
Pigwowy Kieł wiedział, że muszą się pospieszyć z jego treningiem, bo przecież Pstrągowa Gwiazda nie pozwoli mu być uczniem w nieskończoność. Tylko on i Malinek nadal nie pozostali wojownikami. Choć teraz buras obrał drogę medyka przez co zdobył trochę czasu.
— T-to p-później cię znajdę... dobrze? — mruknął niepewnie.
Czekoladowy kiwnął łbem i skierował łapy w stronę Jesionowego Podmuchu. Pigwowy Kieł szybko pomaszerował w stronę wyjścia z obozu. Musiał się pospieszyć, jeśli nie chciał zdenerwować Cis. Pospiesznie skierował łapy w stronę bagien. Zrobił parę kółek wokół drzew, by potencjalne wyśledzenie go, było trudniejsze i pobiegł na spotkanie z staruszką. Kocica już czekała na niego przed norą.
— Prawie się spóźniłeś — syknęła.
Pigwowy Kieł podszedł do kocicy.
— A-ale jestem — miauknął pewnie.
Starsza uśmiechnęła się z przekąsem.
— Dobra, nie ma co grzać tyłka. Ruszajmy — mruknęła.
— C-czego dziś szukamy? — zapytał kocur, rozglądając się po okolicy.
Szli w leśną gęstwinę, choć też trudno było tak to nazwać. Drzewa rosły gdzieniegdzie, zbierając śnieg. W oddali widać było metalowy płot Dwunożnych.
— Cisu — miauknęła kocica. — Gdzieś chyba tu rósł... — zaciągnęła się powietrzem.
Serce Pigwy zabiło szybciej. Pamiętał z opowieści Słodkiego Języka czym był cis. Trująca jagoda mogąca zabić kota w parę uderzeń serca. Wojownik zastanawiał się po co takiej starszej kotce jak Cisowym Moczarom potrzebny zabójcze jagody, ale nie pytał. Przywykł już do tego, że kocica była specyficzna. Czasem mówiła do siebie, kiedy indziej śmiała się z czegoś pod nosem. Pigwowy Kieł nauczył się nie pytać o co chodzi. Widać było, że upływ księżyców działał na jej psychikę. Ale Pigwa nie marudził. Dzięki niej poznawał mnóstwo ziół, w tym głównie trujących. Pomimo że na razie nie potrzebował tej wiedzy, nie wątpił, że w przyszłości mu się przyda w odegraniu na ojcu. Mimowolnie wbił pazury w ziemię.
— Ej, nie zwalniaj pacanie! — zawołała Cisowe Moczary, zauważywszy jego brak przy jej boku.
— Już idę — miauknął, podbiegając do kocicy.
Ta zatrzymała się i otworzyła pysk.
— Krzak rósł gdzieś tu — mruknęła cicho. — No co tak stoisz? Szukaj go! I pamiętaj, nie przegryź żadnej z jagód, bo nie będę cię ratować — burknęła.
Pigwowy Kieł zaczął rozglądać się za krzewem z czerwonymi owocami. Przez biały puch pokrywający wszystko okazało się to niełatwe. Szukał i krążył po niewielkim skwerku, lecz przez śnieg wszystko wyglądało tak samo. W końcu podszedł do Cis zrezygnowany.
— N-nie mogę ich znaleźć przez ten śnieg — wyznał cicho.
Kocica westchnęła ciężko i zdzieliła go w łeb.
— Oczy są zbyt łatwe do zmylenia, mysi móżdżku — opieprzyła go. — Szukaj nosem, zamiast ufać bezgranicznie ślipią. One i tak cię zawiodą na starość, a nos nigdy! — pouczyła go.
Pigwowy Kieł kiwnął łbem i ruszył na ponowne poszukiwania. Te okazały się już pomyślniejsze. Dumnie przyniósł w pysku parę jagód.
— No i widzisz — mruknęła kocica. — Choć mogłeś te jagody też przenieś w liściu, ale widzę, że lubisz ryzyko — zaśmiała się Cis.
Zdezorientowany Pigwa wypluł cis, przeklinając staruszkę w myślach. Trening z nią z każdym dniem okazywał się większym wyzwaniem.
lubię te opowiadania, ciekawe co się stanie dalej~
OdpowiedzUsuń:blush_pigwa:
Usuńpigwa zostanie bagienną wiedźmą