Kocur samotnie patrolował okolice terenów nieistniejącego już Klanu Lisa. Na razie było spokojnie. Lisy nie pokazywały się, więc Pigwa odetchnął z ulgą. Bał się, że sam sobie nie poradzi z lisią zgrają. Spokój kocura przerwały dziwne stękania. Wojowniki pośpiesznie rozejrzał się dookoła siebie niezaspokojony. Nerwowy dreszcz przeszedł po jego grzbiecie. Gdy zdrowe ślipie wyłapało właściciela odgłosów, uspokoił się z lekka. Dziwna i stara kotka siłowała się z korzeniem krzewu. Jej skołtuniona sierść pełna była gałązek i innych dziwnych ustrojstw. Pigwowy Kieł poszedł do niej niepewnie. Jako wojownik Klanu Nocy powinien ją przegonić z swojego terytorium.
— P-przepraszam... — miauknął niepewnie w jej stronę.
Kocica usłyszawszy go, stęknęła i puściła korzeń.
— Co tak stoisz, pacanie? — burknęła na niego nagle. — Wyrwij mi ten korzeń, a nie się gapisz! — syknęła, spoglądając w jego stronę, lecz ślepe ślipia nie natrafiły na jego osobę.
Nieco zdezorientowany Pigwa na chwilę stanął w miejscu.
— A-ale... — zaczął cicho.
— Żadnego ale! — prychnęła kocica. — Wyrywaj ten korzeń — rozkazała mu.
Wojownik położył uszy i podszedł do korzenia. Wgryzł się w jego twardą powierzchnie, czując nieprzyjemne zimno rozchodzące się w pysku. Zaczął siłować się z korzeniem. Wyrwanie go z przemarzniętej ziemi było trudniejsze niż mu się zdawało. W końcu po upływie parunastu uderzeń serca zdyszany kocur trzymał wyrwany korzeń w pysku.
— No w końcu — stęknęła kocica. — Już prawie nos mi zamarzł od tego czekania — burknęła.
Pigwowy Kieł położył korzeń przed samotniczką.
— J-jeśli... jeśli p-pani może... — urwał, widząc niezadowolony pysk kocicy.
— Nie myśl sobie, że możesz już odejść, potrzebuje jeszcze takich pięciu, pacanie — oznajmiła nieznajoma.
Pigwowy Kieł zaczął się zastanawiać za co Klan Gwiazd tak karze. Chciał uciec, tak bardzo już marzył o tym, żeby ulotnić się stąd i znaleźć się jak najdalej od staruszki, lecz wiedział, że starsza kocica nie poradzi sobie z tym sama. Nie mógł jej z tym zostawić. Burczenie w brzuchu przerwało chwilę ciszy.
— A i upoluj mi coś — dodała kocica. — Głodna jestem wredniejsza — ostrzegła go.
Pigwowy Kieł niechętnie kiwnął łbem, odchodząc od kocicy, która wygodnie się rozsiadła.
— P-przepraszam... — miauknął niepewnie w jej stronę.
Kocica usłyszawszy go, stęknęła i puściła korzeń.
— Co tak stoisz, pacanie? — burknęła na niego nagle. — Wyrwij mi ten korzeń, a nie się gapisz! — syknęła, spoglądając w jego stronę, lecz ślepe ślipia nie natrafiły na jego osobę.
Nieco zdezorientowany Pigwa na chwilę stanął w miejscu.
— A-ale... — zaczął cicho.
— Żadnego ale! — prychnęła kocica. — Wyrywaj ten korzeń — rozkazała mu.
Wojownik położył uszy i podszedł do korzenia. Wgryzł się w jego twardą powierzchnie, czując nieprzyjemne zimno rozchodzące się w pysku. Zaczął siłować się z korzeniem. Wyrwanie go z przemarzniętej ziemi było trudniejsze niż mu się zdawało. W końcu po upływie parunastu uderzeń serca zdyszany kocur trzymał wyrwany korzeń w pysku.
— No w końcu — stęknęła kocica. — Już prawie nos mi zamarzł od tego czekania — burknęła.
Pigwowy Kieł położył korzeń przed samotniczką.
— J-jeśli... jeśli p-pani może... — urwał, widząc niezadowolony pysk kocicy.
— Nie myśl sobie, że możesz już odejść, potrzebuje jeszcze takich pięciu, pacanie — oznajmiła nieznajoma.
Pigwowy Kieł zaczął się zastanawiać za co Klan Gwiazd tak karze. Chciał uciec, tak bardzo już marzył o tym, żeby ulotnić się stąd i znaleźć się jak najdalej od staruszki, lecz wiedział, że starsza kocica nie poradzi sobie z tym sama. Nie mógł jej z tym zostawić. Burczenie w brzuchu przerwało chwilę ciszy.
— A i upoluj mi coś — dodała kocica. — Głodna jestem wredniejsza — ostrzegła go.
Pigwowy Kieł niechętnie kiwnął łbem, odchodząc od kocicy, która wygodnie się rozsiadła.
* * *
Słońce prawie zdążyło zajść nim biedny Pigwa zdążył wyrobić się ze wszystkim. Kupka korzeni leżała przed starszą kocicą, a on już padnięty niósł jej marną rybę. Miał nadzieję, że staruszka nie skrytykuje i jej. Jeden z korzeni nie przypadł jej do gustu przez co Pigwowy Kieł musiał przeszukać cały teren w poszukiwaniu podobnego krzewu. Zmęczony usiadł przed kocicą, kładąc przed nią rybę.
— P-pro... p-proszę — miauknął, łapiąc oddech.
Kocica nachyliła się nad rybą i powąchała ją.
— I-i jak? — zapytał niepewnie Pigwa.
Staruszka ugryzła kęs.
— Nie jest zła, ale mógłbyś się bardziej postarać — mruknęła. — Wolę karpie.
Wojownik nie miał pojęcia do czego mu ta informacja, ale kiwnął łbem.
— T-to ja już p-pójdę — oznajmił staruszce.
Kocica zmarszczyła brwi i strzepnęła ogonem.
— Nie tak prędko! A kto mi to zaniesie do legowiska? — burknęła.
Pigwowy Kieł obiecując sobie, że to już ostatnia rzecz z jaką jej pomaga, chwycił w zęby korzenie. Czując ich gorzki smak w pysku ruszył za starą kocicą, która mamrocząc coś do siebie prowadziła go wgłąb niewielkiego lasku. Zatrzymali się przed norą, z której unosiły się dziwne zapachy. Zioła kotki pachniały zupełnie inaczej niż klanowych medyków. Kocica wczłapała się do swego legowiska, a Pigwa został na wewnątrz.
— Mam ci zaproszenie wysłać lalusiu? — syknęła kocica. — No właź szybko, bo jeszcze korzenie zmarnieją
Pigwowy Kieł niepewnie wszedł do nory staruszki. Przyglądał się uważnie składowisku kwiatów i ziół, tylko niektóre z nich kojarzył. Zaciekawiony jednym z licznych ususzonych kwiatów podszedł do niego i powąchał go. Dziwny zapach uderzył w jego nozdrza.
— Uważaj, jest trujący — ostrzegła go kocica, rozsiadając się na mchowym posłaniu. — Dobra, połóż to tam — wskazała ogonem jeden z zakamarków w norze.
Pigwa grzecznie wypełnił rozkaz staruszki. Już miał wychodzić, gdy kocica rzuciła na pożegnanie.
— Przyjść jutro — zawołała za nim. — Ktoś musi mi wymienić mech w legowisku — dodała z wrednym uśmiechem.
Pigwowy Kieł niepewnie kiwnął łbem i wybiegł pośpiesznie z nory. Miał nadzieję, że wymagająca kocica żartowała tylko z tym mchem.
uuuu i like it
OdpowiedzUsuń